Krzysztof Skiba: Rosyjskie fejki

Wzajemne wyzywanie się od rosyjskich agentów jest w Polsce codziennością. Celują w tym politycy i dziennikarze. Przeciętny konsument mediów, w zależności od tego, w jakiej bańce medialnej sobie fruwa, otrzymuje pełne trwogi wieści, że oto ten czy inny znany osobnik albo chodzi na pasku rosyjskich służb specjalnych, albo wprost jest agentem tych służb.

Wyjątkiem jest Donald Tusk, co do którego propaganda PiS prowadzi mocno schizofreniczną narrację, bo przez lata nazywała go „niemieckim agentem” i jednocześnie „kumplem Putina”, więc wychodzi na to, że w poniedziałki Tusk wysługuje się Niemcom, ale już we wtorki Moskwie, a w środy jest pewnie „człowiekiem Paryża” (co dobitnie potwierdza ostatnia wizyta Macrona, bo jak wiadomo, prawdziwie poważny polityk spotyka się z Pudzianem, a nie z prezydentem Francji)

W tym gąszczu oskarżeń o bycie rosyjskimi agentami umykają rzeczy ważne i istotne. Tylko w ciągu ostatnich dni aż trzy osoby związane z prawicą — tuzy o wielkich zasięgach medialnych — powtórzyły wprost i z uśmiechem rosyjskie fejki.

  1. Konrad Berkowicz, miłośnik darmowych patelni i garnków z IKEA, opublikował fałszywą informację, rozpowszechnianą przez rosyjskich propagandystów, dotyczącą sprzedaży drogich aut marki Bentley w Kijowie. Sens jest taki, że tu niby wojna, a Ukraińcy dotacje na broń i amunicję przejadają w salonach z drogimi autami.

Kłamstwo Berkowicza jest sprytne, bo opiera się częściowo na prawdziwych danych. Bentley opublikował ranking salonów Bentleya i na trzecim miejscu, po Padwie i Rotterdamie, rzeczywiście znalazł się Kijów. Problem w tym, że ten ranking nie dotyczy sprzedaży aut.

Matthew Reed, szef ds. komunikacji firmy Bentley, wyjaśnia, że decydowało aż 12 kryteriów, a salon w Kijowie otrzymał nagrodę m.in. za trwanie w maksymalnie niesprzyjających warunkach.

  1. Marianna Schreiber, prawicowa patocelebrytka i seryjna kolekcjonerka narodowych buhajów, opublikowała zmanipulowany filmik, na którym król Szwecji nie podaje ręki Zełenskiemu, i podjudza na Ukraińców pytaniem typu: „Jak sądzicie, czemu król nie przywitał się z Ukraińcem?”. Filmik ma setki tysięcy wyświetleń, a komentarze tryskają wesołym polskim jadem i nienawiścią.

Manipulacja polega na tym, że filmik jest ucięty. Panowie tylko ustawiają się do zdjęcia i chwilę potem podają sobie ręce. Wystarczy zobaczyć cały filmik ze spotkania.

  1. Jarosław Kaczyński, komentując wybory na Węgrzech, powtórzył znane kłamstwo na temat Pétera Magyara — że ten ugotował psa w mikrofalówce. Kłamstwo opublikował portal internetowy sterowany z Moskwy.

Hodowca Łupieżu, przyłapany na powielaniu rosyjskiego kłamstwa, naiwnie tłumaczył się, że „tego krążyło wokół tyle, że trudno było w to nie uwierzyć”.

A właśnie tak się dzieje, Drogi Prezesie. Zmanipulowanych bzdur krąży całe mnóstwo, ale nie jest rolą polityków i celebrytów bezrozumne powtarzanie tych fałszywek. A może wcale nie bezrozumne? Może właśnie całkowicie świadome?

Czy to przypadek, że trzy bardzo znane i popularne osoby — każda z innej półki, ale za to wszystkie z prawej strony — wprost służą jako darmowe megafony do nagłaśniania fejków wymyślonych na Kremlu?

Mnie też już nudzą te ciągłe oskarżania i pomówienia o uleganie rosyjskim wpływom, które zalewają przestrzeń medialną. Bo tak naprawdę zaciemniają one rzeczywisty obraz. W tym festiwalu oskarżeń, które uprawiają WSZYSTKIE strony politycznego konfliktu, gubi się prawda i sens tego, kto rzeczywiście i skutecznie wspiera narrację propagandystów Putina.

Podałem tylko trzy głośne przypadki posługiwania się kłamstwami znad Wołgi (a są tego tysiące w wykonaniu mniej znanych postaci). Wszystkie trzy dotyczą osób, które podają się za patriotów i reprezentują Polskę PiS oraz na prawo od PiS. Ciekawe, czemu właśnie tej stronie ruska bałałajka gra miłe dla ucha melodie?


Tarczyca i waga: co naprawdę wiadomo, a co jest mitem

Waga nie spada mimo diety i ruchu, a ktoś mówi: „sprawdź tarczycę”. Ta rada nie jest pozbawiona sensu, ale prawda o związku między tym gruczołem a masą ciała jest bardziej złożona, niż sugerują popularne uproszczenia. Niedoczynność tarczycy może sprzyjać przybieraniu na wadze, lecz rzadko jest jedynym powodem, dla którego liczby na wadze rosną.

Tarczyca to mały gruczoł w kształcie motyla, umieszczony u podstawy szyi, który produkuje hormony regulujące tempo pracy niemal całego organizmu. Gdy ich poziom spada poniżej normy, metabolizm zwalnia: ciało zużywa mniej energii w spoczynku, zmienia się produkcja ciepła, a organizm inaczej gospodaruje tłuszczami i cukrami. Towarzyszą temu przewlekłe zmęczenie, senność, problemy z koncentracją, wypadanie włosów i uczucie zimna – objawy, które łatwo przypisać stresowi, przepracowaniu albo zwykłemu przemęczeniu.

Najczęstszą przyczyną niedoczynności jest choroba Hashimoto, czyli proces autoimmunologiczny, w którym układ odpornościowy stopniowo uszkadza komórki gruczołu. Zaburzenia mogą też wynikać z nieprawidłowej pracy przysadki, niedoboru jodu, działania niektórych leków lub przebytych operacji.

Skąd biorą się dodatkowe kilogramy

Hormony tarczycy wpływają nie tylko na tempo metabolizmu, ale też na gospodarkę energetyczną, produkcję ciepła oraz sposób, w jaki organizm zarządza zapasami. Gdy ich stężenie spada, ciało może przełączyć się na bardziej oszczędny tryb działania. Efektem bywa wzrost masy ciała, choć warto pamiętać, że część dodatkowych kilogramów nie wynika z przyrostu tkanki tłuszczowej, lecz z zatrzymywania wody i sodu. To może dawać wrażenie szybkiego tycia, mimo że mechanizm jest bardziej złożony.

Zmiany masy ciała przy niedoczynności tarczycy są zwykle umiarkowane. Nie każda osoba z takim rozpoznaniem tyje i nie każda nadwaga oznacza problem z tarczycą. Nawet niewielkie zaburzenia pracy gruczołu mogą wpływać na wydatkowanie energii, ale ich rzeczywisty efekt wagowy bywa różny u różnych osób. Dlatego tarczyca powinna być traktowana jako jeden z możliwych elementów układanki, a nie jako automatyczne wyjaśnienie całej historii.

Co zmienia leczenie

Po wyrównaniu poziomu hormonów tarczycy masa ciała może nieco spaść, ale efekt ma swoje granice. Część utraconych kilogramów to wspomniana zatrzymana woda, która reguluje się wraz z poprawą pracy organizmu. U niektórych osób waga wraca do wartości sprzed choroby, u innych nie, ponieważ niedoczynność często rozwija się powoli i przez długi czas bez wyraźnych sygnałów. W tym samym czasie na masę ciała zaczynają wpływać także wiek, styl życia, sen, dieta, aktywność fizyczna i inne choroby.

Jeśli po skutecznym leczeniu objawy ustępują, a waga pozostaje bez większych zmian, zwykle oznacza to, że jej przyczyny nie leżały wyłącznie w tarczycy. To ważne rozczarowanie, ale też ważna informacja diagnostyczna. Leczenie niedoczynności ma przywrócić prawidłowe stężenie hormonów i poprawić funkcjonowanie organizmu, nie działa jednak jak lek odchudzający. Stosowanie hormonów tarczycy wyłącznie w celu redukcji masy ciała, bez wskazań medycznych, jest niebezpieczne: może prowadzić do utraty masy mięśniowej, zaburzeń metabolicznych i problemów z sercem, a uzyskany efekt bywa krótkotrwały.

Kiedy warto sprawdzić tarczycę

Otyłość i niedoczynność tarczycy często współistnieją, ale zależność między nimi nie jest jednostronna. U części osób z nadmierną masą ciała stwierdza się podwyższone TSH, które może być reakcją organizmu na samą otyłość, a nie prostym dowodem choroby tarczycy. Z drugiej strony łagodna niedoczynność potrafi przez lata pozostawać nierozpoznana i w tym czasie sprzyjać dalszemu przybieraniu na wadze oraz pogarszaniu parametrów metabolicznych. Dlatego wynik TSH trzeba interpretować razem z objawami, wywiadem i gdy są do tego wskazaniam, dodatkowymi badaniami.

W praktyce warto zgłosić się do lekarza, gdy problemy z wagą łączą się z przewlekłym zmęczeniem, sennością, marznięciem, suchą skórą, zaparciami, wypadaniem włosów, spowolnieniem pracy serca albo zaburzeniami miesiączkowania. Zwykle punktem wyjścia jest badanie TSH, a przy nieprawidłowym wyniku lekarz może zlecić ocenę wolnej tyroksyny i przeciwciał, zwłaszcza gdy podejrzewa chorobę Hashimoto. Dopiero taki obraz pozwala oddzielić chorobę tarczycy od sytuacji, w której podobne sygnały wynikają z innych przyczyn.

Tarczyca może być jednym z elementów układanki wagowej. Rzadko jest jedynym.

Źródło: American Thyroid Association, NIDDK, PMC/NCBI


Voyager 1 powoli gaśnie. NASA wyłączyła jeden z ostatnich instrumentów sondy

Voyager 1 jest dziś tak daleko, że sygnał z Ziemi dociera do niego po około 23 godzinach. 17 kwietnia NASA wysłała jedną z takich komend, by wyłączyć instrument naukowy pracujący niemal nieprzerwanie od 1977 roku. To nie awaria, lecz kolejny etap oszczędzania sondy, która od ponad dekady bada przestrzeń międzygwiazdową.

Wyłączony instrument to Low-energy Charged Particles experiment, czyli LECP. Przez prawie 49 lat mierzył niskoenergetyczne cząstki naładowane: jony, elektrony i promieniowanie kosmiczne docierające z Układu Słonecznego oraz galaktyki. Dzięki tym pomiarom naukowcy mogli śledzić, co dzieje się za heliopauzą, czyli poza granicą słonecznej bańki cząstek i pól magnetycznych. Według NASA żaden inny działający statek kosmiczny nie znajduje się dziś dość daleko, by dostarczać takich danych.

Decyzję przyspieszył spadek mocy, który pojawił się 27 lutego podczas planowanego manewru obrotowego sondy. Inżynierowie NASA uznali, że kolejny taki spadek może uruchomić zabezpieczenie przed zbyt niskim napięciem i doprowadzić do samoczynnego wyłączenia części systemów. Na Ziemi byłby to problem do opanowania. Ponad 25 miliardów kilometrów od domu zmieniłby się jednak w ryzykowną operację ratunkową, prowadzoną z opóźnieniem liczonym w niemal pełnych dobach.

Sonda z epoki Złotej Płyty

Start sondy Voyager 1

Fot. NASA, commons.wikimedia

Voyager 1 wystartował 5 września 1977 roku z Cape Canaveral, 16 dni po Voyagerze 2. Numeracja może mylić, bo to „dwójka” jako pierwsza ruszyła w drogę, ale Voyager 1 poleciał szybszą trasą i jeszcze w tym samym roku wyprzedził bliźniaczą sondę. Pierwotny plan zakładał pięcioletnią misję do Jowisza i Saturna. NASA wykorzystała jednak rzadki układ planet, który pozwalał sondom nabierać prędkości dzięki asyście grawitacyjnej, jakby każda planeta podawała im kolejną rękę w drodze na zewnątrz Układu Słonecznego. Taka konfiguracja zdarza się mniej więcej raz na 175 lat i skróciła potencjalny lot do Neptuna z 30 do 12 lat.

Voyagery szybko przekroczyły granice pierwotnego planu. Misja, która miała być pięcioletnim lotem do Jowisza i Saturna, stała się pierwszą wielką wyprawą przez krainę planet olbrzymów. Obie sondy zbadały łącznie Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna, 48 ich księżyców oraz systemy pierścieni i pól magnetycznych. To dzięki nim planety z podręczników przestały być odległymi punktami światła, a stały się światami z pogodą, burzami, pierścieniami, wulkanami i własną geologią.

Animacja zbliżania się sondy do Jowisza

Voyager 1 odkrył cienki pierścień wokół Jowisza oraz dwa niewielkie księżyce tej planety, Thebe i Metis. Misja pokazała też aktywne wulkany na Io, co było pierwszym takim odkryciem poza Ziemią i jednym z największych zaskoczeń programu. Przy Saturnie Voyager 1 znalazł pięć kolejnych księżyców i nowy pierścień, nazwany pierścieniem G. Z kolei dalszy lot Voyagera 2 do Urana i Neptuna sprawił, że do dziś pozostaje on jedyną sondą, która odwiedziła te dwie planety z bliska.

Na pokładzie obu sond umieszczono też 12-calowy pozłacany dysk miedziany, znany jako Złota Płyta. Zapisano na nim obrazy, dźwięki natury, muzykę i pozdrowienia w 55 językach. Nie jest instrumentem naukowym, lecz kapsułą czasu przygotowaną na wypadek, gdyby sondę odnalazła kiedyś inna cywilizacja. W historii misji to jeden z najbardziej rozpoznawalnych śladów epoki, w której lot poza planety olbrzymy był jednocześnie projektem naukowym i symboliczną wiadomością z Ziemi.

Voyager 1 ma również na koncie jedno z najsłynniejszych zdjęć w dziejach nauki. 14 lutego 1990 roku, z odległości około 6 miliardów kilometrów od Słońca, sonda odwróciła kamery ku planetom i wykonała rodzinny portret Układu Słonecznego. Ziemia była na nim drobnym punktem światła, później nazwanym „Pale Blue Dot”. Po tej serii zdjęć kamery Voyagera 1 wyłączono, by oszczędzać energię.

Saturn w fazie sierpa z widocznymi pierścieniami i ich cieniem padającym na atmosferę planety

Zdjęcie Saturna i jego pierścieni wykonane przez sondę Voyager 1 na początku listopada 1980 roku z odległości około 5,3 miliona kilometrów. Planeta widoczna jest w fazie sierpa — w takiej geometrii obserwacyjnej nie można jej zobaczyć z Ziemi. Pierścienie odbijają światło słoneczne i miejscami są półprzezroczyste, co pozwala dostrzec przez nie tarczę planety. Gęstsze obszary pierścieni rzucają cień na górne warstwy chmur Saturna, a widoczna w ich strukturze przerwa Cassiniego zawiera znacznie mniej materii niż pozostałe części pierścieni. Fot. NASA/JPL (photojournal.jpl.nasa.gov) wikimedia

Wat po wacie

Voyager 1 nie może korzystać z paneli słonecznych. Jest na to zbyt daleko od Słońca, dlatego energię zapewniają mu radioizotopowe generatory termoelektryczne, które zamieniają ciepło z rozpadu plutonu w prąd. Ich moc spada z czasem o około 4 waty rocznie. Dlatego NASA od lat wyłącza kolejne grzałki, instrumenty i urządzenia pomocnicze, pilnując jednocześnie, by sonda miała dość ciepła i energii do pracy najważniejszych systemów.

Po wyłączeniu LECP Voyager 1 ma już tylko dwa działające instrumenty naukowe. Jeden rejestruje fale plazmowe, drugi mierzy pole magnetyczne. To niewiele w porównaniu z pierwotnym zestawem dziesięciu instrumentów, ale właśnie te pomiary pozwalają badać przestrzeń, do której nie dotarł żaden inny statek zbudowany przez człowieka. Voyager 1 przekroczył heliopauzę w sierpniu 2012 roku, a Voyager 2 w listopadzie 2018 roku. To granica, na której wiatr słoneczny – strumień cząstek wypływających ze Słońca, traci przewagę nad materią i polami przestrzeni międzygwiazdowej. Nie jest to ściana ani ostra krawędź Układu Słonecznego, lecz rozległa strefa przejścia. Po jej przekroczeniu sondy nadal pozostają pod grawitacyjnym wpływem Słońca, ale lecą już przez przestrzeń międzygwiazdową.

Wyłączenie LECP nie było prostym kliknięciem z Ziemi. Komenda potrzebowała około 23 godzin, by dotrzeć do Voyagera 1, a sama procedura wygaszania trwała kolejne trzy godziny i piętnaście minut. NASA zostawiła jednak włączony mały silnik obracający sensor instrumentu. Pobiera tylko pół wata, ale zachowuje możliwość ponownego uruchomienia LECP, jeśli inżynierowie znajdą dodatkowy zapas energii.

Dodatkową energię ma dać operacja nazywana wewnętrznie „Big Bang”. NASA chce zmienić konfigurację zasilania sond i odłączyć urządzenia, które nie są już potrzebne do dalszej pracy. Najpierw procedura ma zostać sprawdzona na Voyagerze 2, bo znajduje się bliżej Ziemi i ma nieco większy zapas mocy. Jeśli testy się powiodą, podobne rozwiązanie może zostać zastosowane na Voyagerze 1 najwcześniej w lipcu.

Jowisz z Io i Europą na tle swej tarczy

Jowisz z Io i Europą na tle swej tarczy Fot. wikipedia

W 2026 roku Voyager 1 zbliża się do odległości jednego dnia świetlnego od Ziemi, czyli około 25,9 miliarda kilometrów. To oznacza, że sygnał radiowy będzie potrzebował niemal 24 godzin, by dotrzeć do sondy, i kolejnych niemal 24 godzin, by wrócić z odpowiedzią. Pełna wymiana informacji między Ziemią a Voyagerem 1 może więc trwać blisko dwie doby, zanim inżynierowie dowiedzą się, czy wysłana komenda zadziałała. Każde polecenie wysłane przez inżynierów staje się więc operacją prowadzoną z ogromnym opóźnieniem przez sieć anten w Kalifornii, Hiszpanii i Australii, do urządzenia zbudowanego pod koniec lat 70.

Voyager 1 nadal leci, nadal odpowiada i nadal bada przestrzeń międzygwiazdową. Po wyłączeniu LECP ma już jednak tylko dwa działające instrumenty naukowe i coraz mniej energii, by opowiadać Ziemi, co znajduje się poza granicą wpływu Słońca.

Źródło: NASA/JPL, NASA Science.

 


Nawrocki nie spotka się z Macronem. Pałac oskarża Tuska, rząd zaprzecza

Emmanuel Macron przyleciał w poniedziałek, 20 kwietnia 2026 roku, do Gdańska na I Polsko-Francuski Szczyt Międzyrządowy i spotkał się w cztery oczy z premierem Donaldem Tuskiem. W programie wizyty nie przewidziano rozmowy francuskiego prezydenta z Karolem Nawrockim. Brak spotkania stał się przedmiotem sporu między Kancelarią Prezydenta a Centrum Informacyjnym Rządu.

Sprawę opisał w niedzielę wieczorem Polsat News. Według informacji dziennikarza Grzegorza Urbanka Pałac Prezydencki zabiegał o zorganizowanie spotkania obu polityków. Urbanek przekazał, że według jego źródeł premierowi Donaldowi Tuskowi zależało na tym, aby Emmanuel Macron nie spotkał się w Gdańsku z Nawrockim. Jednocześnie zaznaczył, że po stronie Pałacu nie było silnych zabiegów, choć była chęć doprowadzenia do takiej rozmowy.

Kancelaria Prezydenta, pytana o te doniesienia przez tvn24.pl, potwierdziła, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wystosowało zaproszenia do Karola Nawrockiego. Biuro Mediów i Listów Prezydenta przekazało, że Emmanuel Macron przyjechał do Polski na zaproszenie Donalda Tuska, a premier „zaplanował wizytę tak, aby nie doszło do spotkania prezydentów”. Według Pałacu Tusk miał naciskać, by wizyta odbyła się w Gdańsku, a nie w Warszawie.

Pałac Prezydencki podkreślił równocześnie, że Karol Nawrocki ma dobre relacje z Emmanuelem Macronem i jego administracją. Jako dowód wskazano wizytę Marcina Przydacza, szefa Biura Polityki Międzynarodowej, we Francji. Przydacz miał rozmawiać między innymi z Emmanuelem Bonne’em, głównym doradcą dyplomatycznym Macrona i sherpą na grudniowy szczyt G20. Kancelaria przypomniała też wcześniejsze spotkanie prezydentów Polski i Francji w Paryżu, podczas którego rozmawiano o bezpieczeństwie i polityce europejskiej.

Rząd odrzuca zarzuty Pałacu. Centrum Informacyjne Rządu przekazało, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów „nie ingerowała w żaden sposób” w program wizyty Macrona poza I Polsko-Francuskim Szczytem Międzyrządowym. CIR dodało, że nie posiada informacji o „zabiegach” prezydenta Francji o spotkanie z Karolem Nawrockim. Rzecznik rządu Adam Szłapka napisał w odpowiedzi dla tvn24.pl: „To oczywista nieprawda. KPRM organizował szczyt międzyrządowy. Nie ingerowaliśmy w dodatkowe punkty wizyty pana prezydenta”.

Format spotkania tłumaczył w Gdańsku wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Pytany o brak zaproszenia dla Karola Nawrockiego, wskazał, że są to konsultacje między rządami. Zwrócił uwagę, że Polska i Francja mają różne porządki konstytucyjne, a po stronie polskiej naturalnym uczestnikiem takiego formatu jest premier. Jak mówił, ze strony Francji, w jej systemie ustrojowym, uczestniczy prezydent z ministrami.

Spór o protokół i kalendarz wizyty rozgrywa się w tle szczytu o realnym znaczeniu politycznym. Spotkanie w Gdańsku jest pierwszym takim formatem po podpisaniu 9 maja 2025 roku w Nancy traktatu o wzmocnionej współpracy i przyjaźni między Polską a Francją. Dokument przewiduje między innymi wzajemne gwarancje bezpieczeństwa oraz współpracę w obszarach obrony, gospodarki, energii, nauki i kultury. Według zapowiedzi KPRM rozmowy w Gdańsku mają dotyczyć relacji dwustronnych, bezpieczeństwa w Europie oraz relacji sojuszniczych i transatlantyckich.

Na tym etapie potwierdzone są trzy fakty: Emmanuel Macron spotkał się w Gdańsku z Donaldem Tuskiem, w programie wizyty nie było rozmowy z Karolem Nawrockim, a obie kancelarie przedstawiają sprzeczne wersje wydarzeń. Nie ma natomiast niezależnego potwierdzenia, że premier celowo zablokował spotkanie prezydentów. Wizyta, która miała podkreślić zacieśnienie relacji polsko-francuskich, stała się więc także kolejną odsłoną krajowego sporu o prowadzenie polityki zagranicznej.

Źródło: KPRM, TVN24, Polsat News, Kancelaria Prezydenta RP

 


Zdrada w związku. Co dziś naprawdę uznajemy za zdradę

Zdrada coraz rzadziej daje się dziś zamknąć w prostym schemacie: był seks albo go nie było. Najnowsze badania pokazują, że skala niewierności wygląda inaczej niż w starych, chwytliwych statystykach, a sama granica zdrady przesunęła się daleko poza sypialnię. Coraz częściej chodzi nie tylko o kontakt fizyczny, lecz także o ukrywaną bliskość emocjonalną i relacje podtrzymywane w świecie cyfrowym.

Zdrada przestała się kończyć w sypialni

Przez lata wokół zdrady narosło mnóstwo głośnych liczb, które dobrze wyglądały w tytule, ale gorzej w zderzeniu z badaniami. Duża metaanaliza opublikowana w 2024 roku, obejmująca 305 badań, ponad pół miliona osób i 47 krajów, oszacowała średnią częstość zdrady seksualnej na około 17,5 proc. To wciąż dużo, ale wyraźnie mniej, niż sugerowały starsze, sensacyjnie brzmiące tezy o zjawisku rzekomo dotykającym większość par.

To jednak nie znaczy, że problem maleje do marginesu. Współczesne badania pokazują raczej coś innego: zdrada przestała być rozumiana wyłącznie jako kontakt seksualny poza relacją. Coraz częściej obejmuje też tajne więzi emocjonalne, budowane poza związkiem i ukrywane przed partnerem. W praktyce oznacza to, że granica między „niewinną relacją” a naruszeniem zaufania stała się dla wielu par wyraźniejsza niż jeszcze kilka lat temu.

Dobrze pokazują to nowsze badania opinii. W jednym z amerykańskich sondaży z 2024 roku większość badanych uznała, że sekretny związek emocjonalny może być formą zdrady nawet bez kontaktu fizycznego. Dotyczyło to zarówno relacji offline, jak i tych rozwijanych w sieci. To ważna zmiana, bo mówi nie tylko o moralnej ocenie niewierności, lecz także o przesunięciu samego pola konfliktu. Dla wielu osób zdrada zaczyna się nie w momencie fizycznej bliskości, ale tam, gdzie kończy się lojalność i zaczyna ukrywanie relacji.

Dla części par granicą będzie seks, dla innych długotrwała relacja emocjonalna prowadzona za plecami partnera, a dla jeszcze innych intymność podtrzymywana wyłącznie przez wiadomości i rozmowy online.


Polska: twardsze dane o rozwodach niż o zdradzie

W Polsce ten obraz dodatkowo się komplikuje. Liczby z raportów branżowych, według których zdrada miałaby dotyczyć zdecydowanej większości par, warto traktować ostrożnie, bo metodologia takich badań często nie jest publicznie dostępna w stopniu pozwalającym na ich niezależną weryfikację.

Twardsze są dane GUS dotyczące rozwodów, choć same w sobie nie są prostą miarą niewierności. Pokazują jednak zmianę społecznego tła relacji i trwałości małżeństw. W 2024 roku w Polsce rozwiodło się ponad 57 tys. par, a na każde 10 tys. istniejących małżeństw 67 zostało rozwiązanych przez rozwód. W 1990 roku ten sam wskaźnik wynosił 46.

To nie dowód na to, że zdrada stała się powszechniejsza niż kiedyś. To raczej sygnał, że relacje funkcjonują dziś w innym otoczeniu społecznym i emocjonalnym niż trzy dekady temu. Zmieniły się oczekiwania wobec partnerstwa, zmieniła się codzienność komunikacji i zmieniła się też wrażliwość na to, co uchodzi za przekroczenie granicy.


Stawka się nie zmieniła

Jedno pozostaje bez zmian: zdrada nadal należy do tych doświadczeń, które najmocniej uderzają w fundament związku, czyli w zaufanie. Mimo zmian obyczajowych romans pozostaje jednym z najbardziej jednoznacznie potępianych zachowań społecznych. Stawka tego naruszenia wcale nie spadła.

Może więc warto przestać pytać, czy zdrada jest dziś „modniejsza” niż kiedyś, a zacząć pytać uczciwiej: co ludzie naprawdę rozumieją przez wierność i w którym momencie relacja z kimś trzecim przestaje być niewinna.

Najnowsze dane nie dają paliwa pod tanią sensację. Dają za to coś cenniejszego: bardziej realistyczny obraz relacji, w których najważniejsza granica coraz częściej biegnie nie tylko przez ciało, ale też przez emocje, tajemnice i ekran telefonu.


„Zrobił z siebie idiotę”. Czarzasty rozlicza Nawrockiego po klęsce Orbána

„Pan prezydent w naszym imieniu, bo jest prezydentem Polski, po prostu zrobił z siebie idiotę” – powiedział Czarzasty w programie „Graffiti” na antenie Polsat News. Marszałek powiązał tę ocenę wprost z marcową wizytą Nawrockiego w Budapeszcie, która odbyła się na kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi i wywołała ostry spór między prezydentem a rządem Tuska.

Wzajemna przysługa, która się nie opłaciła

Kontekst wizyty był czytelny od początku. W maju 2025 roku podczas konferencji CPAC w Budapeszcie Viktor Orbán popierał Nawrockiego w II turze polskich wyborów prezydenckich, w rewanżu 23 marca prezydent odwiedził Orbána. Węgierski premier błyskawicznie pochwalił się zdjęciem z polskim gościem w mediach społecznościowych, a wizyta była odczytywana powszechnie jako symboliczne wsparcie polityczne przed głosowaniem.

Premier Donald Tusk oświadczył, że wizyta odbyła się wbrew rekomendacji i opiniom polskiego rządu. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ocenił jednoznacznie: „Kto dzisiaj wspiera Orbána, ten pomaga Putinowi.” Kancelaria Prezydenta odpierała te zarzuty, tłumacząc, że chodziło o tradycyjne obchody Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej i że prezydent w żaden sposób nie wyrażał poparcia przed wyborami. Według sondażu IBRIS dla WP aż 44,7 proc. respondentów oceniło wizytę negatywnie, pozytywnie 36,5 proc.

Rekordowa klęska

Wyniki z Budapesztu nie pozostawiły złudzeń. Po podliczeniu niemal 99 proc. głosów TISZA uzyskała ponad 53 proc., Fidesz około 38 proc. Opozycja zdobyła wystarczającą liczbę mandatów do zmiany konstytucji, a frekwencja przekroczyła 77 proc. – rekord w historii postkomunistycznych Węgier. Viktor Orbán zadzwonił do Pétera Magyara i pogratulował mu zwycięstwa.

Dla Czarzastego wynik był potwierdzeniem jego oceny. „Ja się za to wstydzę. Każdy Polak w tej chwili się wstydzi za to, że prezydent Polski po prostu jeździ do najbliższego przyjaciela Putina” – mówił marszałek. Dodał, że cała polityka Orbána ostatnich lat była, jego zdaniem, kompromitująca, a Nawrocki nie ocenił racjonalnie sytuacji politycznej na Węgrzech.


Kiedy dolegliwości kręgosłupa i układu nerwowego wymagają interwencji specjalisty?

Ból kręgosłupa, drętwienie kończyn czy nawracające migreny to dolegliwości, które większość osób bagatelizuje, przypisując je siedzącemu trybowi życia lub stresowi. Tymczasem układ nerwowy to niezwykle precyzyjna struktura, w której nawet niewielki ucisk może prowadzić do nieodwracalnych zmian funkcjonalnych. Zrozumienie, w którym momencie diagnostyka zachowawcza przestaje wystarczać, jest kluczowe dla zachowania pełnej sprawności ruchowej i poznawczej.

Czym dokładnie zajmuje się nowoczesna neurochirurgia?

Wiele osób błędnie utożsamia tę dziedzinę wyłącznie ze skomplikowanymi operacjami mózgu. W rzeczywistości neurochirurgia obejmuje diagnostykę i leczenie operacyjne szerokiego spektrum schorzeń ośrodkowego oraz obwodowego układu nerwowego. Współczesne techniki pozwalają na precyzyjne dotarcie do struktur położonych głęboko w kanale kręgowym czy wewnątrz czaszki, minimalizując przy tym naruszenie zdrowych tkanek.

Specjaliści w tej dziedzinie koncentrują się na korygowaniu nieprawidłowości strukturalnych, takich jak:

  • Przepukliny krążka międzykręgowego (popularnie zwane wypadnięciem dysku),

  • Zmiany zwyrodnieniowe powodujące stenozy (zwężenia) kanału kręgowego,

  • Guzy mózgu, rdzenia kręgowego oraz nerwów obwodowych,

  • Wady naczyniowe, w tym tętniaki i malformacje tętniczo-żylne,

  • Urazy czaszkowo-mózgowe oraz skutki wypadków komunikacyjnych.

neurochirurgia

Jakie objawy powinny skłonić do wizyty u neurochirurga?

Często pacjenci trafiają do gabinetu specjalisty zbyt późno, gdy ból staje się nie do zniesienia lub dochodzi do wyraźnych deficytów neurologicznych. Istnieje jednak szereg sygnałów ostrzegawczych, których nie należy ignorować.

Czy ból promieniujący do nogi to zawsze rwa kulszowa?

Choć termin „rwa kulszowa” jest powszechnie używany, za bólem promieniującym od lędźwi aż po stopę często kryje się zaawansowana dyskopatia. Jeśli dolegliwościom towarzyszy opadanie stopy, trudności w staniu na piętach lub palcach, a także zaburzenia czucia w obrębie krocza, konsultacja neurochirurgiczna staje się priorytetem. W takich przypadkach zwlekanie może prowadzić do trwałego uszkodzenia nerwu.

Kiedy ból głowy wymaga pogłębionej diagnostyki?

Większość bólów głowy ma podłoże napięciowe lub migrenowe. Niepokój powinny jednak wzbudzić bóle o charakterze porannym, którym towarzyszą nudności, nagłe zmiany w polu widzenia lub nieuzasadnione zmiany nastroju i osobowości. Takie symptomy mogą sugerować wzrost ciśnienia wewnątrzczaszkowego, co wymaga niezwłocznej weryfikacji obrazowej (MRI lub TK).

Czy każda wizyta u neurochirurga kończy się operacją?

To jeden z najczęstszych mitów krążących wśród pacjentów. Rola neurochirurga nie ogranicza się wyłącznie do bloku operacyjnego. Bardzo często lekarz ten występuje w roli diagnosty, który na podstawie rezonansu magnetycznego ocenia, czy dany stan wymaga interwencji chirurgicznej, czy też może być prowadzony zachowawczo poprzez rehabilitację, farmakoterapię lub procedury małoinwazyjne (np. blokady okołokorzeniowe).

Decyzja o operacji jest zawsze ostatecznością i zapada wtedy, gdy ryzyko pozostawienia zmiany jest wyższe niż ryzyko związane z samym zabiegiem. W nowoczesnych placówkach, takich jak warszawska klinika FORM Grupa Lekarska, stawia się na holistyczne podejście, gdzie neurochirurg współpracuje z neurologiem i fizjoterapeutą, aby wspólnie wypracować optymalną ścieżkę dla pacjenta.

Jak przygotować się do pierwszej konsultacji?

Kluczem do postawienia trafnej diagnozy jest rzetelny wywiad oraz aktualne badania obrazowe. Podczas wizyty warto mieć ze sobą:

  1. Wyniki badań obrazowych – najlepiej na nośniku CD/pendrive wraz z opisem (Rezonans Magnetyczny lub Tomografia Komputerowa nie starsze niż 6 miesięcy, chyba że stan pacjenta gwałtownie się pogorszył).

  2. Historię leczenia – listę przyjmowanych leków oraz dokumentację z dotychczasowej rehabilitacji.

  3. Dziennik objawów – informację o tym, co nasila ból, a co przynosi ulgę, oraz czy dolegliwości pojawiają się w nocy.

Warto pamiętać, że ból jest subiektywnym odczuciem, dlatego precyzyjne opisanie jego charakteru (kłujący, piekący, tępy) znacznie ułatwia lokalizację problemu w układzie nerwowym.

Podsumowanie i dalsze kroki

Współczesna neurochirurgia to dziedzina oparta na precyzji i nowoczesnych technologiach, których celem jest przywrócenie jakości życia. Wczesna diagnostyka pozwala uniknąć inwazyjnych procedur i wdrożyć odpowiednie działania profilaktyczne. Jeśli zmagasz się z przewlekłymi bólami kręgosłupa, zaburzeniami czucia lub nawracającymi problemami neurologicznymi, pierwszym krokiem powinna być zawsze rzetelna konsultacja lekarska. Nie należy podejmować prób samoleczenia bez profesjonalnego rozpoznania, gdyż układ nerwowy posiada ograniczone zdolności regeneracyjne. Zachęcamy do zgłębienia wiedzy na temat dostępnych metod diagnostycznych i dbania o higienę układu ruchu każdego dnia.

Materiał zewnętrzny


Twoje ciało nie starzeje się po cichu. Naukowcy wskazują momenty, gdy biologiczny zegar nagle przyspiesza

Przez lata wmawialiśmy sobie, że starzenie przychodzi powoli. Dzień po dniu, rok po roku, niemal niezauważalnie. Najnowsze badania sugerują jednak coś znacznie mniej komfortowego: organizm nie zużywa się równym tempem. Starzeje się skokami.


Naukowcy coraz częściej patrzą dziś na ten proces nie jak na prostą linię, lecz jak na serię fal. Najpierw ciało wysyła subtelne sygnały. Później nagle przyspiesza. W danych szczególnie wyraźnie widać kilka takich momentów: około 44., 50., 60. i później także 70. roku życia.

Po czterdziestce ciało przestaje wszystko wybaczać

Pierwszy poważniejszy sygnał ostrzegawczy pojawia się wcześniej, niż wielu osobom się wydaje. Zespół Michaela Snydera ze Stanfordu pokazał, że wiele zmian związanych z wiekiem nie zachodzi stopniowo. Organizm nie przesuwa się spokojnie od młodości do starości. Co pewien czas po prostu zmienia bieg.

Badacze obserwowali 108 osób w wieku od 25 do 75 lat i analizowali szeroki zestaw danych molekularnych oraz mikrobiologicznych. Z ich pracy wynika, że około 81 proc. badanych cząsteczek nie zmieniało się liniowo, lecz skokowo. Pierwszy większy klaster takich zmian pojawiał się około 44. roku życia.

Właśnie wtedy mocniej zaznaczały się procesy związane z metabolizmem tłuszczów, alkoholu i kofeiny, a także ze ścieżkami powiązanymi z układem sercowo-naczyniowym. To jeszcze nie moment biologicznej katastrofy. To raczej chwila, w której ciało zaczyna wystawiać pierwszy wyraźny rachunek. Niewyspanie, brak ruchu, przeciążenie i byle jaka dieta coraz rzadziej znikają bez śladu.

Pięćdziesiątka nie jest umowna. To moment, gdy organizm wyraźnie skręca

Jeśli czterdziestka jest ostrzeżeniem, to pięćdziesiątka okazuje się punktem przegięcia. W badaniu opublikowanym w „Cell” naukowcy przeanalizowali 516 próbek z 13 ludzkich tkanek, pobranych od 76 dawców w wieku od 14 do 68 lat. Sprawdzali, jak zmienia się proteom, czyli zestaw białek obecnych w tkankach.

To ważne, bo białka wykonują w organizmie ogromną część codziennej pracy. Naprawiają komórki, przenoszą sygnały, regulują stan zapalny i pomagają utrzymać sprawność narządów. Gdy one zaczynają zmieniać się szybciej, skutki odczuwa całe ciało.

Autorzy pracy opisali wyraźny punkt przegięcia około 50. roku życia. Po tym momencie tempo zmian staje się bardziej strome. Najmocniej widać to w naczyniach krwionośnych, które okazują się szczególnie podatne na związane z wiekiem uszkodzenia. Jeden z pierwszych poważnych kryzysów nie zaczyna się więc tam, gdzie widać go gołym okiem, lecz tam, gdzie organizm rozprowadza tlen, składniki odżywcze i sygnały alarmowe.

To właśnie dlatego ta praca brzmi tak mocno. Nie mówi tylko, że człowiek „po prostu się starzeje”. Pokazuje, że około pięćdziesiątki ciało wchodzi w nową fazę, a biologiczna równowaga zaczyna wyraźnie się chwiać.

W środku dzieje się coś jeszcze: organizm traci porządek

Badacze zwracają uwagę nie tylko na same objawy, ale też na mechanizm. Z wiekiem coraz bardziej rozjeżdża się to, co organizm „planuje” na poziomie genów, z tym, co naprawdę dzieje się z białkami. Słabnie też proteostaza, czyli zdolność komórek do utrzymywania porządku i kontroli jakości własnych elementów.

Brzmi technicznie, ale sens jest prosty. Młodszy organizm lepiej pilnuje własnego zaplecza. Starszy coraz częściej działa w warunkach biologicznego bałaganu. A z takiego bałaganu biorą się stany zapalne, włóknienie i kolejne procesy, które z czasem odbierają ciału elastyczność, wydolność i odporność na przeciążenia.

Po sześćdziesiątce starzenie przestaje być teorią

Kolejny duży skok pojawia się około 60. roku życia. Badanie ze Stanfordu pokazało, że właśnie wtedy mocniej odzywają się zmiany związane z odpornością i metabolizmem węglowodanów. Organizm wchodzi w etap, w którym problemem przestaje być już tylko to, że regeneracja trwa trochę dłużej. Zmienia się cały sposób radzenia sobie z obciążeniem.

Po sześćdziesiątce skutki starzenia częściej widać już nie tylko w wynikach badań, ale w zwykłym dniu. Pogarsza się słuch i wzrok, kości stają się bardziej kruche, a mięśnie tracą siłę, elastyczność i wytrzymałość. Ciało gorzej znosi przeciążenia, wolniej wraca do formy i łatwiej traci równowagę. Dlatego właśnie ten etap życia częściej wiąże się z większym ryzykiem upadków, złamań i długiego dochodzenia do siebie po urazach, które wcześniej wydawałyby się błahe.

To także moment, w którym starzenie przestaje dotyczyć jednego układu naraz. Coraz większe znaczenie ma to, czy razem dobrze pracują serce, mięśnie, kości, odporność i metabolizm. Po sześćdziesiątce organizm coraz rzadziej psuje się punktowo. Znacznie częściej zaczyna działać słabiej jako całość.

Po siedemdziesiątce liczy się już nie siła jednego narządu, lecz współpraca całego ciała

Po 70. roku życia te procesy stają się jeszcze bardziej widoczne. Nie dlatego, że nagle zaczynają się od nowa, lecz dlatego, że wychodzą z cienia. U części osób pojawiają się trudności z chodzeniem, wstawaniem z krzesła czy wchodzeniem po schodach. Codzienna sprawność coraz mniej zależy od jednego słabego punktu, a coraz bardziej od tego, czy cały organizm nadal potrafi działać jak zgrany system.

W tym wieku większe znaczenie mają też rzeczy, które wcześniej łatwo było zlekceważyć. Skóra staje się cieńsza i bardziej podatna na urazy, mięśnie dalej słabną, kości tracą gęstość, a zmysł równowagi nie jest już tak pewny jak dawniej. Starszy organizm inaczej reaguje również na leki i wolniej wraca do siebie po infekcjach czy zabiegach. Starzenie po siedemdziesiątce rzadko wygląda jak jedno wielkie tąpnięcie. Częściej przypomina serię drobnych ubytków, które razem zaczynają wyraźnie zmieniać tempo życia.

I właśnie tutaj najmocniej widać, że metryka nie mówi wszystkiego. Dwie osoby po siedemdziesiątce mogą funkcjonować zupełnie inaczej. Jedna nadal będzie samodzielna, aktywna i sprawna, druga znacznie wyraźniej odczuje skutki biologicznego przyspieszenia. Dlatego tak ważne jest to, co dzieje się wcześniej — zanim organizm wejdzie w najbardziej wymagającą fazę.

Atlas starzenia

Kiedy ciało wyraźnie przyspiesza?

Badania sugerują, że organizm nie starzeje się równomiernie. W danych szczególnie wyraźnie widać kilka momentów, w których biologiczny zegar zaczyna tykać szybciej.

44

Pierwszy sygnał

Około 44. roku życia pojawia się pierwszy większy klaster zmian molekularnych.

Mocniej zaznaczają się procesy związane z metabolizmem tłuszczów, alkoholu i kofeiny, a także ścieżki powiązane z układem sercowo-naczyniowym.

50

Punkt przegięcia

Około 50. roku życia tempo zmian staje się bardziej strome.

Szczególnie mocno widać to w naczyniach krwionośnych. To jeden z momentów, gdy organizm wyraźniej traci biologiczną sprężystość.

60

Kolejny skok

Po 60. roku życia mocniej odzywają się zmiany związane z odpornością i metabolizmem cukrów.

Częściej pogarsza się słuch i wzrok, spada siła mięśni, rośnie też ryzyko upadków i dłuższej regeneracji po urazach.

70

Codzienna sprawność

Po 70. roku życia coraz ważniejsza staje się współpraca całego organizmu.

Większe znaczenie mają równowaga, siła mięśni, gęstość kości, reakcja na leki i tempo powrotu do formy po infekcjach czy zabiegach.

Wniosek: starzenie nie przypomina spokojnej, równej linii. Bardziej wygląda jak droga z kilkoma wyraźnymi zakrętami — a każdy z nich coraz mocniej odbija się na metabolizmie, naczyniach, odporności i codziennej sprawności.

To nie wyrok. To mapa ostrzegawcza

Najważniejsze w tych badaniach jest to, że nie opisują jednego dnia, w którym człowiek nagle staje się stary. Pokazują raczej, że starzenie ma swoje etapy, a niektóre układy organizmu wchodzą w trudniejszy moment szybciej niż inne. Dla nauki to cenna wskazówka. Dla zwykłego czytelnika — bardzo praktyczna.

Bo jeśli ciało naprawdę ma swoje chwile przyspieszenia, profilaktyka przestaje być pustym hasłem. Czterdziestka, pięćdziesiątka, sześćdziesiątka i siedemdziesiątka przestają wyglądać jak okrągłe liczby z kalendarza. Zaczynają przypominać punkty kontrolne, w których organizm dokładniej rozlicza nas z ruchu, snu, diety, używek i zaniedbanych badań.

Najbardziej niepokojące nie jest nawet to, że się starzejemy. Bardziej uderza to, że przez długi czas wydaje nam się, iż wszystko dzieje się powoli. A potem nauka zagląda pod skórę i pokazuje coś odwrotnego: biologiczny zegar przez lata tyka cicho, po czym nagle przyspiesza.

DF, thefad.pl / Źródło: Cell, Nature Aging, Stanford Medicine, WHO, National Institute on Aging, Mayo Clinic

 


Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

Poseł Koalicji Obywatelskiej Jarosław Urbaniak ujawnił w programie „News Michalskiego” w TVN24+, że Karol Nawrocki, gdy kierował Instytutem Pamięci Narodowej, miał podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych zaproponować mu „wyjaśnienie sprawy na pięści”.

Fot. screen shot / youtube, wp.pl

Urbaniak, przewodniczący Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych oraz członek Komisji Finansów Publicznych, opisał przebieg posiedzenia z czasu kadencji Nawrockiego na czele IPN. Poseł relacjonował, że zanim doszło do incydentu, analizował strukturę wydatków instytutu, ponieważ zwrócono mu uwagę, że budżet IPN przewyższał ówcześnie budżet Polskiej Akademii Nauk. Krytykę skali wydatków oraz działalności IPN przedstawił podczas posiedzenia komisji.

Według jego relacji Nawrocki wstał, podszedł do niego i zaproponował „wyjaśnienie tej sprawy na pięści”. Padł też zwrot: „Może wyjdziemy na utwardzoną ziemię”. Urbaniak dodał, że choć w polityce zetknął się z wieloma ostrymi wymianami na poważne tematy, nigdy wcześniej nikt nie zaproponował mu fizycznej walki jako formy rozstrzygnięcia konfliktu.

Słowa posła padły dzień po głośnym incydencie z udziałem prezydenta. Podczas wspólnej konferencji prasowej Nawrockiego i prezydenta Węgier Tamása Sulyoka w Przemyślu reporter TVN24 Mateusz Półchłopek zapytał, czy przed planowanym spotkaniem z Viktorem Orbánem prezydentowi nie przeszkadza zażyłość węgierskiego premiera z Władimirem Putinem. Po tym pytaniu Nawrocki szybkim krokiem podszedł do krawędzi sceny i nie ukrywając irytacji, zwrócił się do dziennikarza słowami: „Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski”.

Urbaniak powiedział w programie, że zachowanie Nawrockiego wobec dziennikarza przypomniało mu tamten epizod z komisji i ocenił, że prezydent zachował się wówczas „jak typowy bokser, a nie prezydent kraju”.

DF, thefad.pl / Źródło: TVN24

 


Dieta MIND sprzyja odchudzaniu i wspiera pracę mózgu. Co jeść, a czego unikać?

Dieta MIND wraca do debaty o zdrowym starzeniu nie dlatego, że obiecuje szybki efekt, lecz dlatego, że łączy dwie rzeczy, które dla wielu osób są dziś najważniejsze: kontrolę wagi i troskę o sprawność umysłową. Najnowsze badanie z kohorty Framingham pokazuje, że osoby bliższe temu modelowi żywienia miały wolniejsze tempo zmian strukturalnych w mózgu, ale to nie jest jeszcze dowód, że sama dieta chroni przed demencją.

Fot. thefad.pl

Skąd wzięła się dieta MIND

MIND powstała z połączenia dwóch dobrze znanych modeli żywieniowych: diety śródziemnomorskiej i DASH. Obie od lat są kojarzone z korzyściami dla układu sercowo-naczyniowego, jednak z czasem badacze zaczęli sprawdzać, czy podobny wzorzec jedzenia może mieć znaczenie także dla mózgu. Tak zrodziła się dieta, która stawia na produkty roślinne, pełne ziarna, zdrowe tłuszcze i ograniczenie żywności wysokoprzetworzonej. To właśnie ten układ sprawia, że MIND bywa opisywana jako model, który może jednocześnie porządkować jadłospis, ułatwiać kontrolę kaloryczności i wspierać zdrowe starzenie.

Co pokazało nowe badanie

Najświeższe dane pochodzą z analizy 1647 osób obserwowanych przez ponad dekadę w ramach Framingham Heart Study Offspring. Uczestnicy nie mieli demencji ani udaru na starcie, a naukowcy śledzili u nich zmiany w rezonansie magnetycznym mózgu. Wynik był wyraźny: większa zgodność z dietą MIND wiązała się z wolniejszym spadkiem objętości istoty szarej oraz wolniejszym powiększaniem komór mózgu, które jest jednym z markerów zaniku tkanki. Autorzy oszacowali, że skala tej różnicy odpowiadała około 2,5 roku wolniejszego starzenia mózgu w czasie obserwacji.

To brzmi mocno, ale wymaga precyzji. Badanie pokazuje związek, nie rozstrzyga jednak, że sama dieta była jedyną przyczyną lepszego wyniku. Osoby, które lepiej jedzą, częściej mają też inne korzystne cechy stylu życia, od większej aktywności fizycznej po lepszą kontrolę ciśnienia i masy ciała. Dlatego uczciwiej mówić, że dieta MIND jest związana z korzystniejszym obrazem starzenia mózgu, niż że została już dowiedziona jako tarcza przeciw demencji.

Między obietnicą a stanem wiedzy

Właśnie tu zaczyna się różnica między medialnym skrótem a stanem wiedzy. Wcześniejsze badania kohortowe rzeczywiście sugerowały, że wyższa zgodność z dietą MIND łączy się z niższym ryzykiem otępienia. Taki sygnał pokazała między innymi analiza opublikowana w 2023 roku w JAMA Psychiatry. Ale najlepszy test przyczynowości, czyli badanie randomizowane z 2023 roku w New England Journal of Medicine, nie wykazał istotnej przewagi diety MIND nad inną rozsądną dietą z łagodnym ograniczeniem kalorii, jeśli chodzi o wyniki poznawcze i obrazowanie mózgu po trzech latach. To znaczy, że pole do ostrożności wciąż jest duże.

Co jeść, a czego unikać

Nie znaczy to jednak, że MIND jest jedynie ciekawostką z laboratoriów. Jej zalecenia są proste i bardzo bliskie temu, co od lat pojawia się w rekomendacjach zdrowego żywienia. W centrum jadłospisu znajdują się zielone warzywa liściaste, inne warzywa, pełne ziarna, rośliny strączkowe, orzechy, jagody, ryby, drób i oliwa z oliwek. Na drugim biegunie są produkty, które model MIND każe wyraźnie ograniczać: czerwone mięso, masło, tłuste sery, słodycze, fast food i potrawy smażone. To nie jest dieta oparta na jednym „superprodukcie”, tylko na całym sposobie jedzenia.

Dieta MIND — jadłospisy na kilka dni
thefad.pl

Dieta MIND — jadłospisy na kilka dni

Cztery proste warianty: podstawowy, do pracy, budżetowy i bardziej fit. Układ jest responsywny i czytelny także na telefonie.

🥣

Dzień 1

Wersja podstawowa

ŚniadanieOwsianka na mleku lub napoju roślinnym z borówkami, garścią orzechów włoskich i łyżką siemienia lnianego.
Drugie śniadanieJogurt naturalny z malinami i kilkoma migdałami.
ObiadPieczony łosoś, kasza gryczana i duża sałatka z jarmużu, pomidora, ogórka i oliwy z oliwek.
PodwieczorekJabłko i garść orzechów.
KolacjaKanapki z pełnoziarnistego pieczywa z hummusem, awokado i zielonymi warzywami liściastymi.
Dlaczego pasuje do diety MIND? Dużo pełnych ziaren, zielonych warzyw, jagód, orzechów, ryby i oliwy. Mało produktów wysokoprzetworzonych.
💼

Dzień 2

Wersja szybka do pracy

ŚniadaniePełnoziarniste kanapki z twarożkiem, rukolą i pomidorem.
Drugie śniadanieGarść orzechów i garść borówek.
ObiadSałatka lunchowa z kaszą bulgur, ciecierzycą, pieczonym kurczakiem, szpinakiem i oliwą.
PodwieczorekKefir lub jogurt naturalny.
KolacjaOmlet ze szpinakiem i pieczarkami, do tego kromka chleba razowego.
Dlaczego pasuje do diety MIND? Jadłospis jest prosty, sycący i łatwy do zabrania do pracy. Ogranicza słodycze, fast food i smażone przekąski.
💸

Dzień 3

Wersja budżetowa

ŚniadanieOwsianka z jabłkiem, cynamonem i pestkami słonecznika.
Drugie śniadanieKanapka z chleba pełnoziarnistego z pastą z fasoli.
ObiadGulasz z soczewicy z marchewką, cebulą i pomidorami, podany z brązowym ryżem.
PodwieczorekMarchewka pokrojona w słupki i garść orzechów.
KolacjaSałatka z jajkiem, sałatą, ogórkiem, pomidorem i oliwą.
Dlaczego pasuje do diety MIND? Bazuje na tanich produktach: płatkach owsianych, strączkach, jajkach, warzywach i pełnych ziarnach.
🏃

Dzień 4

Wersja bardziej fit

ŚniadanieJogurt naturalny z płatkami owsianymi, truskawkami i orzechami laskowymi.
Drugie śniadanieZielony koktajl ze szpinaku, banana i kefiru.
ObiadPierś z kurczaka pieczona z ziołami, komosa ryżowa i brokuły.
PodwieczorekGarść borówek i kilka orzechów włoskich.
KolacjaSałatka z tuńczykiem, fasolą, mixem sałat i oliwą.
Dlaczego pasuje do diety MIND? Dużo białka, błonnika i produktów o wysokiej sytości, co pomaga pilnować kalorii.

Co jeść częściej, a co ograniczać

Jedz częściej

Zielone warzywa liściaste, inne warzywa, pełnoziarniste pieczywo i kasze, fasola i soczewica, jagody i borówki, orzechy, ryby, drób, oliwa z oliwek.

Ogranicz

Czerwone mięso, tłuste sery, masło, słodycze, fast food, dania smażone i wysoko przetworzone przekąski.

Szybkie pomysły na posiłki w stylu MIND

3 proste śniadania

  • Owsianka z borówkami i orzechami.
  • Kanapki z chleba pełnoziarnistego z hummusem i warzywami.
  • Jogurt naturalny z malinami, płatkami owsianymi i migdałami.

3 proste obiady

  • Łosoś z kaszą i sałatką z jarmużu.
  • Kurczak pieczony z brązowym ryżem i brokułami.
  • Gulasz z soczewicy z warzywami i kromką razowego chleba.

3 proste kolacje

  • Sałatka z tuńczykiem, fasolą i oliwą.
  • Omlet ze szpinakiem i pomidorami.
  • Kanapki z pastą z awokado, jajkiem i rukolą.
thefad.pl — dieta MIND

Śniadanie może opierać się na owsiance z borówkami, orzechami włoskimi i siemieniem lnianym.

Na drugie śniadanie sprawdzi się jogurt naturalny z malinami albo garść orzechów i owoców jagodowych.

Obiad można zbudować wokół pieczonego łososia, kaszy gryczanej i dużej sałatki z zielonych warzyw liściastych skropionych oliwą.

Wieczorem dobrze wpiszą się kanapki z pełnoziarnistego pieczywa z hummusem, awokado i warzywami albo lekka sałatka z fasolą, tuńczykiem i oliwą.

Produkty, które najłatwiej włączyć do codziennego menu

Najprościej zacząć od kilku stałych zamian. Zamiast białego pieczywa i słodkich płatków lepiej wybrać owsiankę, razowe pieczywo albo kasze. Zamiast słonych przekąsek i batonów lepiej sięgnąć po orzechy, jogurt naturalny lub owoce jagodowe. W miejsce ciężkich smażonych obiadów lepiej wchodzą ryby, drób, strączki i duża porcja warzyw. To właśnie takie codzienne przesunięcia najmocniej budują ten model żywienia.

Dlaczego ta dieta może pomagać też w kontroli wagi

Z punktu widzenia masy ciała właśnie ten układ ma największe znaczenie. Produkty bogate w błonnik i o mniejszym stopniu przetworzenia zwykle lepiej sycą, a ograniczenie słodyczy, dań smażonych i fast foodu ułatwia pilnowanie bilansu energetycznego. Dlatego można napisać, że dieta MIND sprzyja odchudzaniu, o ile nie robi się z niej cudownej metody na szybki spadek wagi. To raczej model, który pomaga uporządkować nawyki i utrzymać redukcję w bardziej przewidywalny sposób niż diety oparte na krótkim, restrykcyjnym efekcie.

Jak wygląda MIND w praktyce

W praktyce MIND jest więc mniej „dietą na wszystko”, a bardziej rozsądnym filtrem codziennych wyborów. Zamiast białego pieczywa i słonych przekąsek stawia na pełne ziarna i orzechy, zamiast tłustych mięs i smażonych dań kieruje uwagę na ryby, drób i oliwę, a w miejsce deserów i żywności wysoko przetworzonej podsuwa owoce jagodowe oraz prostsze posiłki oparte na warzywach. Taki schemat dobrze wpisuje się zarówno w profilaktykę chorób serca i nadciśnienia, jak i w coraz szersze badania nad zdrowiem poznawczym.

Dieta MIND ma mocniejsze podstawy jako zdrowy model żywienia niż jako gotowa recepta na uniknięcie demencji. Można ją traktować jako sposób jedzenia, który porządkuje jadłospis, może pomagać w kontroli wagi i jest wiązany z korzystniejszym starzeniem mózgu. To już dużo, nawet bez obiecywania więcej, niż pokazują dane.

DF, thefad.pl / Źródło: Journal of Neurology, Neurosurgery & Psychiatry; New England Journal of Medicine; JAMA Psychiatry; Harvard T.H. Chan School of Public Health