Mołdawia kolejną ofiarą Rosji? O co chodzi Putinowi?

Keno Verseck
Republika Mołdawii jest coraz bardziej wciągana w wir agresywnej polityki Rosji. Jaki jest w tym interes Moskwy?

To był niezwykły gest prezydenta USA Joe Bidena. Na wtorkowe (21.02.2023) spotkanie z przedstawicielami dziewięciu państw NATO z Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w Warszawie zaprosił prezydent Moldawii Maię Sandu, mimo że Mołdawia nie jest członkiem NATO i na razie nie stara się o przystąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Podczas przemówienia Joe Biden zwrócił się bezpośrednio do mołdawskiej prezydent. – Jestem dumny, że mogę stanąć po twojej stronie i po stronie miłującego wolność narodu mołdawskiego – powiedział, prosząc obecnych o oklaski dla Mai Sandu.
It was a privilege to meet & listen to @POTUS historic speech in #Warsaw.#Moldova cherishes freedom & we are committed to remaining part of the free world.
— Maia Sandu (@sandumaiamd) February 21, 2023
My heartfelt gratitude to President Biden for his unwavering support to Moldova & for standing in solidarity with us. pic.twitter.com/dVKeGPXpsv
Ten gest ma poważne tło: Republika Mołdawii, położona między Ukrainą a północno-zachodnią Rumunią, od dawna obawia się, że stanie się kolejną ofiarą agresywnej polityki Rosji, a obecnie spotyka się z coraz bardziej otwartymi i brutalnymi groźbami militarnymi ze strony Moskwy.
Na początku tygodnia prezydent Rosji Władimir Putin odwołał dekret z 2012 roku, w którym Kreml zagwarantował także suwerenność i integralność Republiki Mołdawii. Krótko przedtem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ostrzegł, że Rosja chce odsunąć proeuropejskie przywództwo Mołdawii, wywołując pucz. Moskwa z kolei stwierdziła w czwartek (23.02.2023), że to Ukraina planuje interwencję wojskową w Mołdawii.
Jaki cel ma to potrząsanie szabelką? I dlaczego mała Republika Mołdawii, licząca zaledwie trzy i pół miliona mieszkańców, nagle coraz bardziej przesuwa się w centrum wydarzeń wojennych?
Strategiczne znaczenie Naddniestrza
Mołdawia była pierwszym krajem po rozpadzie Związku Radzieckiego, w którym Rosja wsparła separatystów, sprowokowała kilkumiesięczną krwawą wojnę (1992), a następnie stworzyła zamrożony konflikt. W Naddniestrzu, wąskim pasie ziemi na wschodzie Republiki Mołdawii, od ponad trzech dekad rządzą siły lojalne wobec Moskwy; ponadto stacjonuje tam około 2 tys. rosyjskich żołnierzy. W pobliżu naddniestrzańskiej wsi Kiełbaśna znajduje się największy w Europie skład broni, a w nim – ok. 20 tys. ton amunicji i sprzętu wojskowego. W 1999 roku Moskwa na piśmie zagwarantowała wycofanie swoich wojsk z Naddniestrza, ale nigdy nie zrealizowała tej obietnicy.

Od początku rosyjskiej napaści na Ukrainę Naddniestrze ma znacznie większe znaczenie strategiczne niż kiedykolwiek wcześniej. Rosja mogłaby stąd otworzyć front zachodni w Ukrainie. Albo przynajmniej wywołać tak wielki i gwałtowny chaos wewnętrzny w Mołdawii, że kraj ten stanie się poważnym przypadkiem kryzysowym na południowo-wschodniej granicy zewnętrznej NATO i w zachodniej Ukrainie.
Zablokowane szlaki przemytnicze
Zainteresowane takim obrotem sprawy mogą być również siły separatystyczne w Naddniestrzu. W minionych dekadach finansowały się one m.in. z masowych operacji przemytniczych, które przebiegały także przez terytorium Ukrainy. Od początku wojny Ukraina jednak zaryglowała granicę z Naddniestrzem. Tamtejszemu reżimowi grozi więc upadek gospodarczy.
W pierwszych miesiącach po rozpoczęciu wojny w Ukrainie prezydent Mołdawii Maia Sandu i rząd, który również jest proeuropejski, zajęli postawę ostrożnej solidarności wobec Ukrainy, nie chcąc posuwać się zbyt daleko na konfrontacyjnym kursie z Moskwą.
To zmieniło się jesienią ubiegłego roku. Moskwa coraz bardziej ograniczała dostawy gazu do Republiki Mołdawii i wspierała partie opozycyjne w ich próbach destabilizacji wewnętrznej sytuacji politycznej w tym kraju. Być może to uświadomiło prezydent Sandu i innym czołowym politykom mołdawskim, że wszelkie wysiłki mające na celu poprawę stosunków z Moskwą skazane są na niepowodzenie.
Today, and every day, Moldova stands firmly in solidarity with the brave people of Ukraine, who are fighting heroically for freedom and democracy in the face of Russia’s brutal aggression.
— Maia Sandu (@sandumaiamd) February 24, 2023
We honor their sacrifice and courage, while they are fighting for our freedom too. pic.twitter.com/sicTaRgco9
Koniec neutralności Mołdawii?
W rezultacie Mołdawia zaczęła się w szybkim tempie przestawiać na dostawy gazu i energii elektrycznej spoza Rosji. Ponadto obecnie toczy się otwarta dyskusja o tym, czy i jak można zmienić zapisany w konstytucji status neutralności kraju. Mówi się także o modernizacji sił zbrojnych Republiki Mołdawii, które są praktycznie pozbawione uzbrojenia. Kilka tygodni temu Niemcy dostarczyły Mołdawii pierwsze transportery opancerzone Piranha.
W tej chwili Mołdawia w zasadzie sama nie mogłaby się obronić nawet przed separatystami. Naddniestrze posiada prawdopodobnie kilkadziesiąt czołgów i innego ciężkiego sprzętu wojskowego, a także duże zapasy amunicji. Dlatego Ukraina zaoferowała pomoc wojskową swojemu małemu sąsiadowi, jeśli Moskwa i separatyści sprowokują konflikt. To, że Ukraina planuje interwencję w Mołdawii, jest jednak bezczelnym oskarżeniem i służy co najwyżej jako pretekst dla Kremla. Ukraina nie potrzebuje otwierać kolejnego frontu działań wojennych i angażowania na nim sił i środków wojskowych, które są jej potrzebne gdzieś indziej.
Prezydent Rosji Władimir Putin osiągnął już jednak jedno: dotychczas raczej chwiejna politycznie Republika Mołdawii wyrywa się z dławiącego ją uścisku Moskwy dużo bardziej zdecydowanie niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich trzech dekad. Poza symbolicznymi gestami, takimi jak ten, który prezydent USA wykonał we wtorek (21.02.2023) w Warszawie, coraz większe wsparcie płynie ze strony „starszego brata”, czyli Rumunii, z którą Mołdawię łączą język, kultura i długa wspólna historia. W przyszłości Rumunia będzie jednym z kluczowych partnerów Mołdawii w jej gospodarczym uniezależnieniu się od Rosji.
REDAKCJA POLECA
Po raz trzeci na świecie udało się wyleczyć chorego na raka nosiciela wirusa HIV

DW
Po raz trzeci na świecie udało się wyleczyć chorego na raka nosiciela wirusa HIV. Po przeszczepie komórek macierzystych udało się wyleczyć pacjenta zarówno z nowotworu, jak i HIV – poinformowali lekarze Kliniki Uniwersyteckiej w Duesseldorfie na łamach czasopisma naukowego „Nature Medicine”.

Po tym, jak taką terapię z powodzeniem zastosowano u „berlińskiego pacjenta” i „pacjenta z Londynu” niemiecki zespół badawczy ma nadzieję na znalezienie możliwości leczenia osób zakażonych HIV bez nowotworu.
Przeszczep komórek macierzystych
Niezależni eksperci nadal jednak wskazują na poważne przeszkody. W 2011 roku trzy lata po diagnozie HIV, „pacjent z Duesseldorfu” zachorował na ostrą białaczkę szpikową (AML) – formę raka krwi. Mogło to oznaczać dla niego wyrok śmierci, ale w 2013 roku lekarze zdecydowali się na przeszczep komórek macierzystych. – Celem przeszczepu było leczenie zarówno białaczki, jak i wirusa HIV – wyjaśnił Guido Kobbe kierujący badaniami w Duesseldorfie.
Rzadka mutacja genu
Komórki macierzyste miały – podobnie jak te z dwóch porównywalnych przypadków z Berlina i Londynu – specyficzną i bardzo rzadką mutację genu CCR5, która uniemożliwia wirusowi infekowanie komórek układu odpornościowego.
W rzeczywistości przeszczep doprowadził do remisji objawów HIV. W 2018 roku zespół terapeutyczny zdecydował o przerwaniu terapii przeciwwirusowej. Monitorowanie pacjenta przez kilka lat udowodniło pełny sukces: dziś naukowcy mówią o całkowitym wyleczeniu 53-letniego obecnie pacjenta.
Zespół badawczy z Duesseldorfu ma nadzieję, że w przyszłości można będzie – poprzez przeszczepienie zindywidualizowanych genetycznie komórek macierzystych – leczyć pacjentów zakażonych wirusem HIV i niecierpiących na raka. To jednak jeszcze daleka droga, biorąc pod uwagę m.in. skutki uboczne terapii. Przeszczepy komórek macierzystych przeprowadzane są wyłącznie w przypadkach chorób bezpośrednio zagrażających życiu.
EDAKCJA POLECA
(AFP, DPA/dom)
Kiedy wybrać się z córką na pierwszą wizytę do ginekologa?
Pierwsza wizyta dziewczynki u ginekologa to duże przeżycie, lepiej jednak jej nie odkładać. Jeśli nic niepokojącego się nie dzieje, to można pojawić się w gabinecie po roku od pierwszego krwawienia, nie później jednak niż do ukończenia przez młodą pacjentkę 15 lat. Przed wizytą warto porozmawiać o tym, co czeka ją w gabinecie – radzi dr n. med. Ewa Kuś, ginekolog.

Pierwsza miesiączka
Według rekomendacji Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników z 2016 roku dziewczynka pierwszy raz u ginekologa powinna pojawić się między 12. a 15. rokiem życia, czyli po pierwszej miesiączce (menarche). W Polsce szacuje się, że pojawia się ona u dziewczynek w wieku średnio 12 lat i 9 miesięcy.
– Jeśli dziewczynka rozwija się prawidłowo i miesiączkuje regularnie, a nie są to krwawienia zbyt obfite i bolesne, nie występują też żadne inne problemy ginekologiczne i dodatkowo rodzice otwarcie rozmawiają o rozwoju płciowym, to nie ma co się spieszyć z pierwszą wizytą. Można ją odbyć po roku od pierwszej menstruacji albo trochę później, jeśli wszystko jest w porządku i dziewczynka na żadne dolegliwości się nie skarży – stwierdza ginekolog.
Natomiast jeżeli pierwsza miesiączka nie pojawi się do momentu ukończenia 15 lat, to należy to skonsultować ze specjalistą.
Warto też przypomnieć, że pierwsze mniej więcej dwa-trzy lata, po rozpoczęciu miesiączkowania dojrzewa oś podwzgórze-przysadka-jajnik i w tym czasie cykle nie są owulacyjne. Problemem wtedy mogą być krwawienia młodocianych, czyli zbyt obfite miesiączki, które prowadzą do anemii.
– Objętość całej miesiączki nie powinna przekraczać 80 ml – to taka norma. Dziewczynki na początku nie mają cykli owulacyjnych, więc z reguły te miesiączki nie są tak obfite, bo hormony jeszcze tak dobrze nie działają – podkreśla ginekolog.
Pierwsza wizyta
Pierwszą wizytę z dziewczynką najlepiej odbyć u lekarza – kobiety ginekolog. Będzie to mniej krępujące. Jeśli natomiast dziewczynkę bada mężczyzna, to powinien robić to w obecności jej matki lub położnej. Obecność opiekuna prawnego do 18. roku życia dziewczynki jest konieczna, choć od 16. roku życia pacjentka może odmówić badania.
„Każde postępowanie diagnostyczne i terapeutyczne u dziewczynki do pełnoletności musi odbywać się za zgodą jej opiekuna prawnego, choć od 16. roku życia dziewczyna może się na to nie zgodzić i ma do tego prawo. W trakcie samego badania oczywiście mama, po wypełnieniu dokumentacji i wywiadzie medycznym, może wyjść z gabinetu” – wyjaśnia dr Kuś.
Jak przygotować dziewczynkę na badanie
Najlepiej, by ograniczyć maksymalnie stres przed pierwszą wizytą u ginekologa, można opisać, czego dziewczynka może się w gabinecie spodziewać i w jaki sposób odbywa się badanie. Warto, by zrobiła to dorosła osoba, do której ma zaufanie.
– Można na przykład powiedzieć, że w gabinecie będzie mogła skorzystać z okrycia, które zapewnia dyskrecję. Powinna też mieć wypełniony pęcherz moczowy przed badaniem, jeśli jeszcze nie współżyła, bo podstawowym badaniem w takim wypadku będzie badanie USG przez powłoki brzuszne. To ono pozwoli ocenić, czy nie ma niepokojących zmian, czy budowa macicy, jajników jest prawidłowa. Teoretycznie kobiety niewspółżyjące powinno się badać rektalnie (przez odbyt). To nie jest bolesne badanie, ale bywa nieprzyjemne i krępujące. Teraz młodzi lekarze raczej tego już nie robią – zaznacza dr Kuś.
– Czasami, gdy jest konieczność badania dopochwowego, to w przypadku młodych pacjentek, używamy naprawdę bardzo cienkich wzierników lub waginoskopów. Badamy też delikatnie zewnętrzne organy, sprawdzamy wydzielinę, ale o tym wszystkim pacjentkę uprzedzamy. Lekarze oczywiście powinni też badać piersi. Ważne jest to, by nauczyć tego badania już dziewczynki. Zachęcamy też, w trakcie pierwszej wizyty, do tego, by szczepić młode pacjentki przeciwko HPV. Tak naprawdę jedyne przeciwwskazanie to inwazyjny rak szyjki macicy – stwierdza lekarka.
Jeżeli po pierwszej wizycie nic nie będzie niepokoić, to w gabinecie warto pojawić się po roku. By łatwiej było zapamiętać datę regularnych wizyt u ginekologa, powinno się je ustalić w miesiącu swoich urodzin.
Specjalistka zwraca uwagę też na pewną kwestię, której lękają się nastolatki. Mianowicie tego, że osoba bliska dowie się, że współżyły. Tymczasem – jak mówi – lekarzowi trudno ocenić, wykonując badanie, czy kobieta jest dziewicą, czy nie, bo budowa błony dziewiczej jest rzeczą bardzo indywidualną. Można uznać, że przerywana tak na dobrą sprawę jest dopiero podczas pierwszego porodu.
Pewna ignorancja o własnej fizjologii
Lekarka zwraca uwagę również na to, że pomimo tego, że dostęp do informacji w dzisiejszych czasach jest nieograniczony, to jednak jej praktyka pokazuje, że nadal wiele kobiet nie zna fizjologii cyklu miesięcznego. Nie wiedzą, że powinno się go liczyć od pierwszego dnia krwawienia do następnego pierwszego dnia krwawienia.
– Żadne ostatnie dni nas nie interesują, chyba że jest to długie krwawienie, czyli powyżej siedmiu dni. Pacjentki nie rozumieją, co znaczy nieregularny cykl, nie śledzą go, nie zapisują pierwszych dni menstruacji i potem w gabinecie trudno stwierdzić, czy występują jakieś nieprawidłowości” – wyjaśnia dr Kuś.
Namawia, szczególnie młode pacjentki, by korzystały z powszechnie dostępnych kalendarzy menstruacyjnych, które łatwo zainstalować w telefonie.
– Te aplikacje wszystko dokładnie wyliczają. Nie jest dobrze, gdy do gabinetu przychodzi pacjentka i nie wie, jak wygląda jej cykl, czy ma regularne miesiączki, ile one trwają i kiedy miała ostatni okres. Lekarz powinien prześledzić ostatnie co najmniej pół roku, a nawet rok cyklu, więc aplikacja jest tutaj bardzo pomocna. Niczego na wizycie nie trzeba wyliczać i przypominać sobie, bo pamięć bywa zawodna” – mówi ginekolog.
Najlepiej przychodzić do ginekologa po dziesiątym dniu cyklu, bo prawie wszystkie badania rutynowe lepiej wykonuje się w tej pierwszej fazie.
PAP: Serwis Zdrowie
Starczowzroczność nie brzmi atrakcyjnie, wzrok jednak z wiekiem się pogarsza. Czy TO można wyleczyć?
Prezbiopia, czyli starczowzroczność. Brzmi mało atrakcyjnie, choć to proces zupełnie naturalny, który wraz z wiekiem dotyka wszystkich ludzi. Mniej więcej w wieku 40-45 lat, niezależnie od wcześniej zdiagnozowanych wad, wzrok człowieka po prostu zaczyna się pogarszać.

Pogorszenia widzenia to wynik starzenia się organizmu i wiotczenia mięśni, które regulują także akomodację oka, czyli jego zdolność dostosowywania do widzenia rzeczy w różnej odległości. Soczewka traci swoją sprężystość i twardnieje, co doprowadza do problemów z widzeniem z bliska. Nie jest to wada wzroku, ale naturalna konsekwencja starzenia się organizmu.
Według prognoz liczba osób zmagających się ze starczowzrocznością oraz ich udział w populacji będzie rosła. Przewiduje się, że w roku 2030 liczba osób z prezbiopią wzrośnie do 2,1 mld osób.
Prezobia: objawy
Z upływem czasu czytanie, praca przed komputerem czy nawlekanie igły zaczynają sprawiać problem. Pierwszy etap starzenia soczewki zachodzi skokowo, a utrata możliwości akomodacji jest wyraźna. Z biegiem czasu wada pogłębia się już mniej gwałtownie. Co dwa-trzy lata to utrata ostrości widzenia o ćwierć czy pół dioptrii.
Warto jednak każde problemy ze wzrokiem i ostrością widzenia skonsultować ze specjalistą ochrony wzroku. Osobom powyżej 40. roku życia zaleca się coroczne badanie wzroku i szybką korekcję za pomocą okularów. Jeśli zauważamy u siebie pogorszenie wzroku czy bóle głowy powinniśmy udać się do specjalisty – okulisty lub optometrysty, który zbada nasz wzrok i zdiagnozuje, czy problem to rzeczywiście prezbiopia.
Czynniki ryzyka
Niektóre czynniki mogą zwiększać prawdopodobieństwo rozwoju starczowzroczności, w tym:
- Uważa się, że długotrwała praca przy komputerze w ciągu dnia może przyspieszać proces degeneracyjny soczewki i prowadzić do wcześniejszego ujawnienia się starczowzroczności.
- Dalekowzroczność lub niektóre choroby – takie jak cukrzyca (zwłaszcza źle kontrolowana), stwardnienie rozsiane lub choroby sercowo-naczyniowe – mogą zwiększać ryzyko przedwczesnej starczowzroczności, czyli starczowzroczności u osób poniżej 40 roku życia.
- Leki. Niektóre leki mogą wpływać na elastyczność soczewki w oku, np.: leki antyhistaminowe, antydepresanty czy leki moczopędne.
- Zażywanie narkotyków oraz palenie papierosów.
- Starczowzroczność wśród osób z dalekowzrocznością pojawia się wcześniej
Czy TO można wyleczyć?
Starczowzroczności nie da się zapobiec. Jedyny sposób to niwelowanie jej objawów. Najczęściej zaczynamy od zrobienia sobie okularów „do czytania”. Gdy problem się pogłębia, konieczne będzie dokupienie drugiej pary – do dali.
Możemy też ułatwić sobie życie i zrobić okulary „dwa w jednym”, czyli progresywne, przeznaczone dla osób mających problemy zarówno z postrzeganiem dali, jak i bliży. W soczewkach tych okularów znajdują się obszary o różnej mocy – od tych, które zapewniają wyraźne widzenie obiektów znajdujących się blisko, poprzez odległości pośrednie, aż po moce przeznaczone do dali. Można je stosować praktycznie przy większości wad wzroku – zaawansowanym technologiom optycznym pozwalają uwzględnić indywidualne parametry użytkownika.
– Podczas konsultacji optyk opracowuje indywidualny profil widzenia, który w połączeniu z najbardziej zaawansowaną technologią projektowania i produkcji zapewnia stworzenie unikatowych, w pełni zindywidualizowanych soczewek progresywnych. Gwarantują on niezwykle ostre, komfortowe i przede wszystkim naturalne widzenie. Obecnie zaawansowane progresywne soczewki okularowe są projektowane osobno dla prawego i lewego oka, co pozwala na lepszą równowagę w widzeniu obuocznym – mówi Sylwia Kijewska, optometrystka z firmy Hoya.
Po czym poznać, że to starczowzroczność
Pierwsze symptomy prezbiopii pojawiają się około 40-45 roku życia, jako subtelne zmiany w zachowaniu. Wizytę u specjalisty warto rozważyć wtedy, gdy:
• Masz problem z wysłaniem wiadomości sms, przeczytaniem drobnego tekstu (np. na etykietach) i innych treści, które znajdują się w małej odległości od oczu,
• Długie czytanie sprawia ci trudność,
• Oddalasz od siebie książkę czy telefon, żeby lepiej dostrzec tekst,
• Po dłuższym czytaniu rozmazują się obiekty będące na dalszym planie,
• Potrzebujesz lepszego oświetlenia – często kupujesz żarówki o większej mocy,
• Pojawia się brak ostrości widzenia, ból oczu, głowy, podwójny obraz.
thefad.pl / Źródło PAP: Serwis Zdrowie
Upadłość konsumencka bez majątku – jak wygląda proces?
Kancelarie prawne w Polsce coraz częściej obsługują klientów indywidualnych zainteresowanych oddłużeniem i ogłoszeniem upadłości konsumenckiej w taki sposób, żeby odzyskać płynność finansową i pozbyć się problemów z wierzycielami. W ostatnich latach upadłość konsumencka uprościła się pod kątem formalnym i to daje większą nadzieję na powodzenie całego procesu. Jak wygląda postępowanie upadłościowe, kiedy dłużnik, osoba fizyczna nie posiada właściwie żadnego majątku do przekazania syndykowi. Jakimi zasadami kierują się sądy oraz wierzyciele w ramach takich negocjacji? Jeżeli znajdujesz się w podobnej sytuacji i poszukujesz sprawdzonych informacji o upadłości konsumenckiej zapoznaj się z poniższymi wskazówkami.

Czego dowiesz się z publikacji?
- Jak wygląda upadłość konsumencka bez majątkui jak się do niej przygotować?
- W jaki sposób zaplanować długoterminową spłatę wierzycieli?
- Jak pod kątem formalnym wygląda ogłoszenie upadłości konsumenckiej?
- Ile trwa upadłość konsumencka?
- Upadłość konsumencka a brak majątku – czy warto?
Jak wygląda upadłość konsumencka bez majątku i jak się do niej przygotować?
Osoby fizyczne najczęściej podejmują decyzję o kontakcie z wyspecjalizowaną kancelarią prawną w celu prawidłowego wypełnienia wniosku o upadłość konsumencką bez majątku. Statystyki Biura Informacji Kredytowej pokazują wyraźnie, że masa gospodarstw domowych traci zdolność kredytową przez zaniżone dochody oraz przez wzrost stóp procentowych.
Mało efektywna polityka Narodowego Banku Polskiego, wysoka inflacja, zagrożenia zewnętrzne związane z konfliktem zbrojnym na Ukrainie, konsekwencje ekonomiczne w łańcuchach dostaw po pandemii to tylko niektóre czynniki ryzyka warunkujące podejmowanie decyzji o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej. Większość osób fizycznych znajdujących się w słabej sytuacji ekonomicznej, bez majątku chce porozumieć się z wierzycielami. ustalenie planu spłaty wierzycieli odbywa się przez sąd Na https://upadlosckonsumenta24.pl/upadlosc-konsumencka-co-sprawdza-sad/ można dowiedzieć się więcej w tym temacie.
W jaki sposób zaplanować długoterminową spłatę wierzycieli?
Do postępowania upadłościowego przygotujesz się z prawnikiem. Pamiętaj, że całkowity brak majątku trwałego, chociażby nieruchomości to żadna przeszkoda na drodze do ogłoszenia bankructwa. Z reguły takie postępowania trwa nawet nieco krócej, ponieważ syndyk nie ma właściwie żadnych zadań związanych ze sprzedażą majątku. Ogłoszenia upadłości konsumenckiej można spodziewać się szybko, ale to nie oznacza anulowania zobowiązań w stosunku do wierzycieli.
W bardzo rzadkich przypadkach dochodzi do całkowitego umorzenia zadłużenia lub do umorzenia warunkowego.
Plan spłaty wierzycieli to dokument niezwykle ważny, a dłużnik musi dotrzymać wszystkich warunków, ponieważ w przeciwnym wypadku straci szansę na wyjście z problemów ekonomicznych. Z tego powodu ogłoszenie upadłości lepiej skonsultować z wyspecjalizowaną kancelarią prawną, która przy okazji przeanalizuje historię klienta, perspektywy uzyskania realnych dochodów. Z prawnikiem możesz omówić skutki upadłości konsumenckiej dla zdolności kredytowej i dalszego funkcjonowania gospodarstwa domowego.
Jak pod kątem formalnym wygląda ogłoszenie upadłości konsumenckiej?
Upadłość konsumencka wiąże się z pewnymi formalnościami, szczególnie związanymi z przekazaniem jasnych informacji o stanie majątkowym bankruta. Musisz określić wysokość realnych kosztów na utrzymanie rodziny, zebrać dokumentację dotyczącą bieżącego zadłużenia.
Jeżeli dłużnik nie posiada żadnego majątku musi to uzasadnić. Ukrywanie majątku przed sądem skutkuje znaczącymi konsekwencjami prawnymi. Ogłoszeniu upadłości konsumenckiej towarzyszy plan spłaty wierzycieli.
W wielu losowych przypadkach, chociażby po klęskach żywiołowych osoby fizyczne tracą właściwie cały majątek i zostają z niczym. Uzasadnienie wniosku zgodne ze stanem faktycznym, potwierdzające sytuację wystarczy do uruchomienia procedury oddłużania.
A zatem możesz starać się o złożenie wniosku i zaspokojenie wierzycieli, kiedy nie dysponujesz majątkiem, masz niezwykle niskie dochody lub w ogóle ich nie wykazujesz.
Ile trwa upadłość konsumencka?
Ustalania planu spłaty podejmuje się zawsze sąd. Wydanie samego postanowienia o upadłości trwa najczęściej krótko, bo około trzech miesięcy. Następnie rozpoczyna się właściwe postępowanie upadłościowe, które jest prowadzone przez przydzielonego przez sad syndyka. Cała sprawa kończy się na ostatniej i rozprawie i jedynej w której osoba ubiegająca się o upadłość będzie musiała uczestniczyć. To właśnie na tej rozprawie sąd decyduje o sposobie zakończenia całej procedury.
Brak majątku nie zwalnia z odpowiedzialności za częściowe zaspokojenie wierzycieli. Sądy tworzą harmonogram spłaty w taki sposób, aby zapewnić dłużnikowi możliwość normalnego życia. Syndyk nigdy nie może przejąć całości generowanych dochodów. Osoba fizyczna, która nie prowadzi działalności gospodarczej i jest niewypłacalna może zainteresować się bankructwem konsumenckim.
Upadłość konsumencka a brak majątku – czy warto?
Spłatę wierzycieli warto w praktyce zaplanować z kancelarią prawną. Jeżeli nie masz żadnych pieniędzy i majątku zostaniesz tymczasowo zwolniony z kosztów sądowych, więc to dobra wiadomość. Kancelarie prawne chętnie rozkładają swoje wynagrodzenie na raty.
Media: Rosja chce do 2030 roku zaanektować Białoruś

Anna Widzyk
Wewnętrzny dokument Kremla opisuje szczegółowe plany stopniowej aneksji Białorusi – podają niemieckie media.

Liczący 17 stron dokument ujawniają we wtorek (21.02.2023) media w kilku europejskich krajach, w tym niemieckie stacje NDR, WDR, dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, a także polski portal frontstory.pl i VSquare. „Pokazuje on, jak naprawdę wyglądają relacje władzy między Rosją a jej zachodni sąsiadem, Białorusią” – pisze „Sueddeutsche Zeitung” (SZ).
Dokument, zatytułowany „Strategiczne cele Federacji Rosyjskiej na Białorusi” pochodzić ma z 2021 roku i wymienia krótko, średnio i długofalowe cele, za pomocą których „Kreml chce do 2030 roku krok po kroku zaanektować suwerenne i niezależne państwo europejskie”, czytamy w „SZ”. Na końcu powstać miałoby „państwo związkowe” pod rządami Moskwy.
Gazeta zastrzega, że nie da się w stu procentach potwierdzić, iż dokument faktycznie pochodzi z rosyjskiej prezydenckiej dyrekcji współpracy transgranicznej. Jednak „jego zewnętrzna forma przypomina standardowy dokument rosyjskiej biurokracji czy administracji” – mówi Martin Kragh, wicedyrektor Sztokholmskiego Centrum Studiów Wschodnioeuropejskich (SCEEUS). Jego zdaniem treść jest „w dużej mierze zgodna z politycznymi celami Rosji wobec Białorusi od lat 90. ubiegłego wieku.
Dwie zachodnie służby wywiadowcze, którym pokazano dokument, również uważają go za prawdziwy. „Treść dokumentu jest absolutnie wiarygodna i odpowiada temu, co my również obserwujemy” – mówi „Sueddeutsche Zeitung” wysokiej rangi oficer wywiadu. Dodaje, że dokument strategiczny należy postrzegać jako część większego planu Putina: stworzenia nowego „Wielkiego Imperium Rosyjskiego”. Według Franaka Wiaczorka głównego doradcy Swiatłany Cichanouskiej plan ten to „schemat”, który – jeśli się powiedzie – może być zastosowany także wobec Kazachstanu, Armenii i Mołdawii.
Bastion przeciwko NATO
„Według dokumentu, Rosja chce dyktować życie polityczno-gospodarcze i militarne swojego sąsiada. Strategicznym celem Moskwy jest zapewnienie dominującego wpływu Federacji Rosyjskiej w dziedzinach polityki społecznej, handlu, gospodarki, nauki, edukacji i kultury’. Reforma konstytucji, uchwalona w lutym 2022 roku, ma być dokończona zgodnie z rosyjskimi warunkami, ustawami zharmonizowanymi’ z ustawami Federacji Rosyjskiej. Jednocześnie Kreml chce usunąć wpływy Zachodu i stworzyć bastion przeciwko NATO. Nie ma tam ani słowa o tym, jak będą chronione interesy Białorusi czy prawo do samostanowienia ludności białoruskiej” – relacjonuje „Sueddeutsche Zeitung”.
Dokument podzielony jest na dwie części. Pierwsza wylicza cele, które Moskwa chce zrealizować do 2022, 2025 i 2030 roku, a druga wymienia trzy obszary, gdzie cele te mają zostać osiągnięte: pierwszy to polityka, wojsko i obronność, następnie handel i gospodarka oraz sektor socjalny. W pierwszym obszarze zakłada m.in. wspieranie prorosyjskich grup w białoruskiej policji, wojsku i wśród elit gospodarczych. Plan przewiduje też „rozszerzenie obecności wojskowej Federacji Rosyjskiej” na terytorium Białorusi, w tym np. stworzenie wspólnego systemu dowodzenia.
W dziedzinie gospodarki zaplanowano zniesienie wszystkich barier handlowych, włączenie białoruskiej elektrowni atomowej w sieć nowego państwa związkowego, a cały białoruski transport morski, który przebiegał do tej pory przez kraje bałtyckie, miałby zostać przekierowany do portów rosyjskich. Według „SZ” wydaje się, że integracja gospodarcza miałaby też doprowadzić do przyjęcia wspólnej waluty – choć nie jest to wprost powiedziane.
Asymilacja społeczeństwa
Asymilacji społeczeństwa obywatelskiego służyć miałoby sprowadzenie większej liczby białoruskich studentów na uczelnie rosyjskie, a także otwieranie nowych ośrodków naukowych i kulturalnych. Moskwa chce też wzmocnić obecność rosyjskich mediów na Białorusi. Według dokumentu do 2030 roku Rosja chce zapewnić sobie „kontrolę nad przestrzenią informacyjną Republiki Białorusi” oraz podjąć starania o uzyskanie przez język rosyjski „dominującej pozycji”.
Za największe zagrożenie dla realizacji tych planów Kreml uważa to, że Białoruś może znów zwrócić się w stronę UE i NATO – na przykład w wyniku wzmocnienia pozycji prozachodnich i nacjonalistycznych polityków w otoczeniu białoruskiego dyktatora. Kolejna obawa dotyczy tego, źe gospodarczo kraj ten „może zorientować się na Zachód albo Chiny”.
„Rosja doskonale zdaje sobie sprawę, że Białoruś będzie próbowała storpedować pełzającą aneksję – na przykład poprzez przeciąganie procesu integracji politycznej” – mówi „SZ” rozmówca z zachodniej służby wywiadowczej, który zajmuje się dokumentem.
Inny rozmówca ocenia, że Moskwa mogłaby w odpowiedzi zastosować metodę „milczącego przejęcia terytorium”, którą wypróbowała na okupowanych terytoriach Ukrainy: wydawać rosyjskie paszporty obywatelom Białorusi. Dzięki temu Kreml mógłby nawet uzasadniać brutalną interwencję w regionie „ochroną własnych obywateli”.
„Cele Rosji na Białorusi są takie same jak w Ukrainie” – ocenia Michael Carpenter, ambasador USA przy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). „Z tym że na Białorusi Moskwa używa raczej przymusu niż wojny” – dodaje.
REDAKCJA POLECA
Covid 19 i jego wpływ na branżę restauracyjną – system zamówień online FooDeliver remedium na aktualne problemy
Jak prowadzić restaurację w czasie epidemii? Jak pozyskać nowe zamówienia? Wprowadź system zamówień online i pozyskuj zamówienia z Internetu!

Covid 19 i jego wpływ na branżę restauracyjną – system zamówień online FooDeliver remedium na aktualne problemy
Prognozy ekspertów okazały się prawdziwe i doczekaliśmy się w Polsce drugiej fali koronawirusa. Od kilku tygodni obserwujemy wzrost zachorowań, który w chwili obecnej przekracza 20.000 osób zakażonych dziennie. Aktualna sytuacja epidemiczna i związane z nią ryzyko doprowadziło do kolejnych obostrzeń, również dla branży restauracyjnej.
Najpierw wprowadzono żółtą i czerwoną strefę z ograniczeniami dla godzinowego działania restauracji w formie stacjonarnej. Następnie całą Polskę objęto czerwoną strefą. Wstrzymane zostały również imprezy okolicznościowe, w tym wesela. Od tygodnia z kolei Rząd ponownie zabronił spożywania posiłków w lokalu, więc jedyną możliwością pracy restauracji jest przygotowanie potraw na wynos z dowozem lub odbiorem własnym. Co będzie dalej?
Wpływ aktualnych obostrzeń na działalność restauracji
Wyżej opisane obostrzenia mają bardzo duży wpływ na działalność restauracji. Lokale nie zarabiają na imprezach okolicznościowych czy dużych cateringach. Nie mogą przyjmować gości w restauracjach, nie sprzedają alkoholu. Liczba klientów się zmniejszyła, ponieważ wiele osób straciło pracę przez sytuację związaną z koronawirusem, więc unikają niepotrzebnych wydatków. Właściciele restauracji zanotowali znaczący spadek zysków.
Remedium na problemy finansowe i obostrzenia rządu są indywidualne systemy zamówień jedzenia online z możliwością płatności online oraz zapewnienie klientom dostaw do domu. Wiele restauracji korzysta ze znanych platform. Jednakże w chwilach takiego kryzysu ciężko oddać pośrednikowi 15-30% prowizji za zamówienia. Znane platformy oferują oczywiście marketing, ale mając jakąkolwiek wiedzę o gastromarketingu można uzyskać identyczny efekt z dużo mniejszym nakładem finansowym. Dzięki temu można utworzyć dużą bazę stałych i zadowolonych klientów.
FooDeliver – Indywidualny system zamówień online dla branży gastronomicznej
Podczas zamknięcia lokalu dla klientów stacjonarnych obsługa cały dzień odbiera telefony. Wiąże się to z poświęceniem dużej ilości czasu. Do tego dochodzą nerwy, bo jest mniej pracowników, a klienci mają wysokie wymagania. W międzyczasie trzeba wydać kierowcy jedzenie na dowóz i obsłużyć klientów, którzy przyszli po odbiór zamówień. Oczywiście wszystko z zachowaniem reżimu sanitarnego. Niestety w takich sytuacjach dochodzi do bardzo wielu błędów w zapisaniu i przekazywaniu dalej zamówień. Klienci z kolei borykają się z problemem dodzwonienia do lokalu, długiego czasu oczekiwania na dostawę a potem dania niezgodnego z zamówieniem.
Rozwiązaniem tych i wielu innych problemów jest właśnie system zamówień online FooDeliver stworzony przez firmę programistyczną 4B Systems. Takie rozwiązanie jest wygodne dla klienta, bo łatwo i szybko może złożyć zamówienie, wybrać dodatki, opcję dostawy i płatności z pozycji telefonu czy tableta. System pomaga również restauracji w utrzymaniu się na rynku i zwiększeniu zysków. Sprawia, że lokal jest bardziej konkurencyjny na rynku lokalnym, pozwala na samodzielny marketing i znaczne zaoszczędzenie czasu. Dodatkowo jest to bardzo nowoczesne wyjście, które zarówno klientom jak i właścicielowi oraz pracownikom lokalu pomoże w całym procesie zamówienia.
Oferta systemu zamówień online FooDeliver
4B Systems sp. z o.o. oferuje wdrożenie systemu zamówień online. Bardzo ważne jest to, że nie ma żadnych opłat prowizyjnych ani innych ukrytych kosztów. W zleceniu znajduje się gwarancja, że przy przedłużeniu umowy na kolejny rok, kwota zostanie bez zmian i nagle nie zwiększy się jak to często bywa z różnymi produktami czy prenumeratami.
Ogromnym plusem systemu FooDeliver jest stały rozwój. System ewoluuje z tygodnia na tydzień dzięki czemu klienci raz na jakiś czas otrzymywać będą darmowe aktualizacje. Nowe funkcjonalności pozwolą na dalszy rozwój restauracji oraz zamówień online. Programista, konsultant czy właściciel firmy przy wdrożeniu słuchają uwag i rad restauratorów i w miarę możliwości wprowadzają je w życie.
- System FooDeliver pozwala na samodzielny marketing, czyli wysyłanie smsów i maili z treściami marketingowymi oraz generowanie kodów rabatowych. Aktywne działanie może zachęcić klientów do ponownych zamówień, dzięki czemu budujemy bazę zadowolonych i stałych klientów.
- Na platformie www.foodeliver.pl można znaleźć bloga z artykułami dotyczącymi gastromarketingu. System gwarantuje więc nie tylko możliwość obsługiwania zamówień online ale także pomaga w rozwoju i poznaniu chwytów marketingowych pozwalających przyciągnąć klientów.
- 4B System oferuje również pomoc w działaniach marketingowych na Facebooku czy też na profilu Google Moja Firma. Restauracja ma również kontakt do konsultanta firmy, który na bieżąco pomaga w obsłudze systemu.
Dlaczego restauracja powinna skorzystać z oferty wdrożenia systemu zamówień online FooDeliver?
- ładna, przejrzysta ale i nowoczesna strona pozwalająca na uzyskanie przez klienta informacji o lokalu oraz danych teleadresowych,
- system responsywny daje klientowi możliwość szybkiego i wygodnego zamówienia online z poziomu laptopa, tableta czy też telefonu,
- klient oprócz samego menu może wybrać dodatkowe parametry, przekazać restauracji jakąś informację oraz może wybrać dogodną dla siebie opcję dostawy oraz metody płatności,
- stały klient ma możliwość zamówienia potraw „na już” ale także na dowolny dzień i godzinę (oczywiście w ramach godzin pracy i dostaw),
- łatwy w obsłudze panel administratora, który daje restauracji możliwość samodzielnego dodawania, edytowania, usuwania czy dezaktywowania potraw, informacji i zdjęć,
- integracja systemu płatności z operatorem płatności online PayU, DotPay, Przelewy24 lub Tpay,
- odbieranie przez obsługę lokalu zamówień na dowolnym urządzeniu z dostępem do internetu a także możliwość otrzymywania powiadomienia o nowych zamówieniach smsowo oraz mailowo,
- dostęp do pełnej bazy zamówień pozwalający na badanie preferencji klientów oraz na zarządzanie zamówieniami,
- możliwość rejonizacji kosztów dostaw na podstawie ustalonych przez administratora stref dostaw, które bardzo łatwo można ustanowić w systemie na zintegrowanej mapce Google,
- możliwość wysyłki wiadomości e-mail oraz smsów do bazy klientów, którzy zgodzili się na otrzymywanie treści marketingowych, co pozwoli na ich zachęcenie do dalszych zamówień dzięki czemu restauracja zyskuję bazę stałych klientów,
- możliwość tworzenia kodów rabatowych z określoną wartością % lub kwotową upustu, co pozwala na samodzielny marketing i powiększenie zysków,
- drukowanie zamówień w formacie A4,
- ustalanie atrybutów do menu np. wielkości potrawy, stopnia wysmażenie, ekstra dodatków,
- system zamówień online jest kolejnym elementem budowania marki swojej restauracji.
Konwencja Stambulska dla całej Unii. Polska chce się wycofać z antyprzemocowych zapisów

Jowita Kiwnik Pargana
Unijni politycy chcą, żeby UE jako całość ratyfikowała Konwencję Stambulską o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Pomogłoby to powstrzymać kraje takie, jak Polska, które chcą się z antyprzemocowych zapisów wycofać.

W środę (15.02.2023) na sesji plenarnej w Strasburgu, Europarlament zdecydowaną większością głosów (469 „za”) opowiedział się za ratyfikowaniem Konwencji Stambulskiej przez Unię Europejską jako całość. Mimo że UE jako organizacja podpisała antyprzemocowe prawo już sześć lat temu, to – jak wypominają dzisiaj unijni politycy – trafiło ono do „zamrażarki”. Wszystko dlatego, że ratyfikacji odmawia kilka państw członkowskich w Radzie.
– Nie wiadomo, które państwa ją blokują – przyznał w rozmowie z DW europoseł Łukasz Kohut z Nowej Lewicy, jeden ze sprawozdawców tematu w PE. Teraz jednak zdaniem eurodeputowanych, jest duża szansa, żeby konwencję odmrozić.
Parasol chroniący kobiety
Szwecja uznała ratyfikację zapisów przez UE za jeden z priorytetów swojej prezydencji w Radzie. – Temat ma wrócić na agendę w marcu. Już chodzą pogłoski, że jeśli upadnie, ponownie będzie rozpatrywany w czerwcu. Weta ma nie być – zdradził DW jeden z unijnych dyplomatów. Poparcie zadeklarowała również Komisja Europejska.
– 12 lat po przyjęciu Konwencji nadal jest ona złotym standardem w walce przeciwko przemocy – powiedziała komisarz UE ds. równości Helena Dalli.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że w opinii wydanej w październiku 2021 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości UE potwierdził, że Rada może przyjąć konwencję bez uprzedniej zgody wszystkich państw członkowskich. Eurodeputowani podkreślają, że przyjęcie konwencji przez całą UE pomoże ukrócić zapędy tych państw, które chciałyby się z niej wycofać. – W myśl zasady o nadrzędności prawa unijnego, będzie działała ona parasolowo wobec przepisów krajowych – wyjaśnia Łukasz Kohut.
Polska chce się wycofać
Statystyki pokazują, że w samej tylko UE jedna na trzy kobiety doświadczyła przemocy fizycznej, psychicznej lub seksualnej, a co druga przynajmniej raz w życiu molestowania seksualnego. Uchwalona w 2011 roku w Stambule konwencja jest pierwszym międzynarodowym standardem zwalczającym przemoc wobec kobiet i dyskryminację ze względu na płeć.
Dokument uznaje, że przemoc wobec kobiet ma charakter strukturalny i jest jednym z mechanizmów społecznych służących do spychania kobiet na pozycję podległą wobec mężczyzn. Nakłada ona na państwa obowiązek zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, eliminacji wszystkich form dyskryminacji kobiet, wspierania ofiar i ścigania sprawców. Zobowiązuje kraje do zmiany definicji gwałtu jako każdego stosunku bez zgody osoby pokrzywdzonej. Konwencję jak dotąd podpisało 45 państw Rady Europy, w tym Ukraina; nie podpisały dwa: Rosja i Azerbejdżan.
Ratyfikowały ją jednak tylko 33, w tym większość państw członkowskich. Brakuje sześciu: Bułgarii, Czech, Węgier, Łotwy, Litwy i Słowacji. W 2021 roku z konwencji paradoksalnie wycofała się Turcja, która jako pierwsza ją podpisała i ratyfikowała, zapewne na fali ówczesnej chęci wejścia do UE, które polityka prezydenta Erogadana skutecznie stłumiła.
Polska podpisała konwencję w 2012 roku, a ratyfikowała trzy lata później. Tymczasem w 2020 roku premier Morawiecki skierował konwencję do Trybunału Konstytucyjnego w celu zbadania jej zgodności z Konstytucją RP. – Pojawia się wiele głosów, że godzi ona w nasz porządek prawny, ma ideologiczne podłoże – mówił wtedy Morawiecki.
– Jest realne niebezpieczeństwa, że Polska wycofa się z konwencji. Dlatego potrzebujemy jej przyjęcia przez całą UE, by dać mieszkankom Polski gwarancję, że póki będziemy w Unii, póty populiści nie wysadzą tego antyprzemocowego prawa w powietrze – przyznaje w rozmowie z DW Łukasz Kohut.
– Konwencja to wybór kierunku cywilizacyjnego. PiS musi sobie odpowiedzieć, gdzie nam jest bliżej. Do walczącej Ukrainy, w której prezydent Zełenski, w czasie wojny podpisał Konwencję, czy do zamordystycznej Turcji, która z niej wyszła – dodaje.
Jedna z najważniejszych decyzji PE
Początkowo przyjęta w UE z entuzjazmem, konwencja zaczęła szybko wzbudzać kontrowersje wśród konserwatywnej prawicy, która zarzuciła jej wspieranie „lewicowej ideologii gender”.
– Czy możemy pozwolić, żeby konwencja o charakterze ideologicznym podważała przepisy państw członkowskich i naruszała ich konstytucje? – pytała podczas debaty poprzedzającej głosowanie hiszpańska europosłanka Margarita de la Pisa Carrion z grupy EKR, do której należy m.in. PiS. – Ta konwencja oparta jest na pokrętnych i antynaturalnych tendencjach, podkreśla nierówności i dyskryminuje płcie – dodała.
– Nie ma zgody na przemoc wobec kobiet, nic jej nie uzasadnia. Jeśli jednak chodzi o konwencję, europejska lewica wpadła we własne pułapki ideologiczne. Spójrzmy na statystyki: czy w państwach rządzonych przez lewicę poprawiło się bezpieczeństwo kobiet? Tymczasem Polska już w 2020 roku wprowadziła rewolucyjne narzędzia do walki z przemocą i najbardziej nowoczesne przepisy ochrony kobiet. Przemocowcy są w ciągu godziny usuwani z domów, przygotowujemy pakiet ochronny dla kobiet. Tak działa konserwatywny rząd! – mówiła europosłanka PiS, Beata Kempa.
– Te narzędzia, o których Pani poseł Kempa wspomina, zostały wprowadzone właśnie dzięki Konwencji Stambulskiej – skwitował Łukasz Kohut.
– To wstyd, że tak wiele środowisk przymyka oczy na przemoc wobec kobiet. To wstyd, że tak wiele krajów członkowskich nie potrafi sobie z nią poradzić – oceniła europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska. Zgodziła się z nią Włoszka polityk Laura Ferrara. – 50 kobiet tygodniowo, 2500 kobiet rocznie traci życie w wyniku przemocy domowej, a my tutaj zastanawiamy się, czy warto ratyfikować najważniejszy dokument w UE? Powinniśmy się raczej zastanawiać jak egzekwować przepisy konwencji – mówiła.
Jednak szwedzka europosłanka Arba Kokalari (EPP), druga sprawozdawczyni w tej sprawie, nie ma wątpliwości. – To jedna z najpoważniejszych decyzji Parlamentu Europejskiego – powiedziała po głosowaniu.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Wzorzec Putina traktujcie jak terroryzm wrogi Polsce. Zbliżają się wybory. Wybieraj tych, co chcą Ci służyć, a nie nad Tobą panować

Adam Mazguła
Historia Hitlera, Stalina i Putina niczego nas nie nauczyła. Dalej tolerancja świata dla terrorystów, ludobójców i podpalaczy prowadzi do klęski cywilizacyjnej. W Polsce zbliżają się wybory. Wobec pamięci o zmarłych i oszukanych przodkach naszym obowiązkiem jest wybierać. Zanim wybierzesz tych, którym chcesz przekazać swoje losy, wrzucisz kartę wyborczą do urny, przypomnij sobie tę opowieść i nie buduj swojej niewoli na kolejnych Hitlerach, Stalinach, Putinach, Kaczyńskich i ich chorobliwej zarazie władzy.
Kiedy Hitler zażądał Austrii, a potem Czechosłowacji, jako cenę za pokój, przywódcy europejscy oddali mu, co chciał. Pokój był ważniejszy. Potem żądał więcej, aż zajął całą Europę i wymordował początkowo przy biernej postawie polityków ok. 80 milionów ludzi. Wszystko to dla swojej władzy i pieniędzy. Wmówił przy tym narodowi wielkość ich rasy wybranej, a innym narodom ich niewolnicze przeznaczenie. Chciał panowania nad światem i przestrzeni życiowej dla jego rasy nadludzi.
Czym dzisiaj różni się swoją postawą Władimir Władimirowicz Putin od Adolfa Hitlera? Oczywiści w wielu kwestiach, ale niewiele, jeśli chodzi o jego cele i postępowanie. Wyprowadził armię, ustawił na pozycjach bojowych wokół Ukrainy, której wcześniej zabrał Krym i najbardziej uprzemysłowione regiony, Ługańska i Doniecka. Której zagwarantował bezpieczeństwo za rezygnację z broni atomowej. Szantażuje! Albo oddacie mu cały region byłego ZSSR, albo podpali świat.
– To mi się należy! – wykrzykuje – To strefa wpływów Rosji, na którą kiedyś zgodzili się alianci w Jałcie. NATO ma się wycofać poza tą strefę i UE też. To moje. – I nikt, oprócz Radosława Sikorskiego nie potrafi mu odpowiedzieć: „Nie zostaliśmy przez was osieroceni, bo nie byliście naszym ojcem. Raczej seryjnym gwałcicielem”.
Gdy to mówiłem, tuż przed rosyjskim najazdem na Ukrainę, rząd @pisorgpl miział się z międzynarodówką proputinowską. https://t.co/K9tKvDQ22C
— Radosław Sikorski MEP 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) February 12, 2023
Cyniczny terrorysta rodem z KGB rządzi Rosją od 2000 roku. Odbudowuje jej mocarstwową pozycję. Był ze swoją armią i bandą międzynarodowych najemników wszędzie, gdzie tylko można było podpalać kolejne regiony świata.
Wspierał terroryzm międzynarodowy na Bliskim Wschodzie, każdy reżim, który tylko potrzebował wsparcia. Jego samoloty zrównały z ziemią 2-milionowe syryjskie miasto Aleppo. Jego bandyci, pod nazwą rosyjskie wojska pokojowe, zajmowały Gruzję, Osetię Południową, Kazachstan, Krym, Donieck, Ługańsk… Putin wspiera reżim na Białorusi i ze wzajemnością. Za pomocą swoich mediów narzuca narrację oceny politycznej całemu światu. Całkowicie zniszczył i wymordował swoją opozycję w kraju i zaangażował się w wybory na całym świecie, wspierając sobie przychylne siły nawet w USA i Polsce.
Teraz przyjmuje hołdy wszystkich najważniejszych polityków świata i opowiada swoje brednie o historycznych prawach do panowania, jako potomek Cara Wielkiej Rosji.
Dopóki nie doszło do agresji, jakoś żaden ugrzeczniony polityk, nie potrafił ukrócić jego zapędów, mówiąc mu w oczy prawdę o jego światowym terroryzmie. Jak zwraca uwagę Anne Applebaum, nie potrafili oni zrozumieć jego mentalności. On nie musi się do nikogo uśmiechać, on ma swój naród wybrany, który ceni jego chamstwo, pewność siebie, a więc międzynarodową wielkość równą carskiej potędze.
Z terrorystą tego formatu się nie dyskutuje, bo on narzuca swoją narrację z pozycji siły, podłości, pogardy dla prawdy.
Tymczasem, jego wojna pukała do drzwi, a nadal studiowały dzieci jego oligarchów na najlepszych uczelniach na zachodzie? Pozwalano im wykupywać centrum Londynu, najpiękniejsze zakątki nad Morzem Śródziemnym, tam cumować swoje potężne i drogie jachty, wykupywać najlepsze hotele, bezkarnie tolerować ich agentury?
Dlaczego przyjmowano go na salonach, handlowano z nim bez przeszkód, przyjmowano do elitarnych klubów politycznych i ekonomicznych, jeśli jedynym jawnym jego celem było ich wykorzystanie i zniszczenie?
Również w Polsce i to do tej pory, uprzywilejowaną pozycję zapewnia się nominatom Putina.
Kaczyński, Morawiecki, Macierewicz, Kownacki, szkolony w Rosji Błaszczak, Rydzyk… Konfederacja, Ordo Iuris… już oficjalnie pokazują swoich mocodawców, a nawet organizują spędy faszystowskich putinowców Europy. Internet zalewają fermy ruskich trolli i szkolone na ich wzór, niemal w każdym ministerstwie filary wsparcia wyborów i utrzymania władzy. Wszechobecne są tysiące podsłuchów, systemów nagrywających, nie tylko u Sowy i nie tylko Pegasusem. W Polsce kontroluje się nasze życie jak u Putina.
U nas też cham jest dumny ze swojego chamstwa, bo buduje swoją wielkość na putinowskich wzorcach. I nie ustąpi, bo buduje swoją władzę dzięki Putinowi, z jego ludźmi i na jego wzorcach. Dzięki jego prowokacjom i podsłuchom, propagandzie i wsparciu. Przecież inaczej tej władzy by nie zdobył.
Przy okazji wszystko jest partyjne i ma za zadanie zniszczyć polskość, przy pomocy „prawdziwych Polaków”. Zrujnować wszystko, co ma jakąś wartość narodową. Pod przykryciem propagandy zniszczyć armię, edukację i naukę. Upokorzyć intelektualistów, artystów i autorytety. Bo tu wszędzie będzie tylko Putin, człowiek, który zjednoczy ludy słowiańskie i katolickie. Rozbije Unię Europejską i NATO i na jej wzór, przy pomocy Dudy i Kaczyńskiego zbuduje katolickie Międzymorze. Oczywiście, że z uprzywilejowaną pozycją polskich PiS-zdrajców targowickich.
Tymczasem terrorysta szantażuje świat. Najpierw straszeniem i dominowaniem, teraz agresją, bezwzględnym ludobójstwem. Wszystko znowu zależy od niego. Tak naprawdę niewielu go atakuje. Dalej bryluje w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, blokując wszystkie rezolucje. Międzynarodowy Komitet Olimpijski walczy o udział rosyjskich i białoruskich sportowców w Olimpiadzie i innych prestiżowych imprezach światowych. Nie wyrzuca się jego bandytów z europejskich i demokratycznych krajów świata. Jego agentury na całym świecie otrzepują się po symbolicznych embargach i blokadach, które z łatwością obchodzą.
Możni tego świata przestali jednak pielgrzymować do jego wielkiego stołu, ale nie wiadomo, czyja to decyzja i dlaczego. Sadzał ich daleko, obrażał i trzymał na dystans, aby nie musiał słuchać ich sapania i wąchać potu zestresowanych pielgrzymów. Wszystko dalej zależy od „wielkiego” Putina, lekko okaleczonego, ale wciąż decydującego o losach świata i narodów.
Historia Hitlera, Stalina i Putina niczego nas nie nauczyła. Dalej tolerancja świata dla terrorystów, ludobójców i podpalaczy prowadzi do klęski cywilizacyjnej.
Wspierana Ukraina dzielnie i skutecznie walczy również i w naszym imieniu. Jednak zapełnia cmentarze trupami swoich bohaterskich obrońców. Terroryzm Putina produkuje masowo zapłakanych, zniewolonych, okradzionych, samotnych i okrutnie poranionych ludzi. Ten koszt poniosą głównie cywile i wierni, pełni poświęcenia żołnierze.
Wielkim tego świata nic się nie dzieje i nic się nie stanie. To nie oni krwawią, płaczą i doświadczają kalectwa. Zobacz! Oni wszyscy znowu upadli na „cztery łapy” i znowu będą budować kolejną wizję panowania w każdych warunkach.
W Polsce zbliżają się wybory. Wobec pamięci o zmarłych i oszukanych przodkach naszym obowiązkiem jest wybierać. Zanim wybierzesz tych, którym chcesz przekazać swoje losy, wrzucisz kartę wyborczą do urny, przypomnij sobie tę opowieść i nie buduj swojej niewoli na kolejnych Hitlerach, Stalinach, Putinach, Kaczyńskich i ich chorobliwej zarazie władzy.
Wybieraj tych, co chcą Ci służyć, a nie nad Tobą panować
Chociaż w masowej produkcji propagandowego kłamstwa trudno tego kogoś czasem dostrzec, to jest to życiowy warunek Twojego bezpieczeństwa.

Adam Mazguła
Komisja Europejska kieruje do TSUE skargę przeciwko Polsce w sprawie Trybunału Konstytucyjnego
Komisja Europejska skarży Polskę do TSUE z powodu Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi o podważanie pierwszeństwa prawa Unii, „dublerów” oraz Julię Przyłębską.

Decyzja o zaskarżeniu Polski do Trybunału Sprawiedliwości UE, którą podjęła w środę (15.2.23) Komisja Europejska, to rezultat wszczętego przed ponad rokiem postępowania przeciwnaruszeniowego w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Władze Polski w ramach tej procedury dwukrotnie oficjalnie odrzucały (bądź częściowo nie odnosiły się) zarzutu Komisji Europejskiej. I odmówiły działań naprawczych postulowanych przez Brukselę, teraz więc spór przenosi się do TSUE. Wyroku należy się spodziewać najwcześniej za kilkanaście miesięcy.
Komisja zajęła się polskim TK, gdy ten w swych decyzjach z lipca i października 2021 roku uznał niektóre postanowienia traktatów UE za niezgodne z konstytucją, tym samym kwestionując zasadę pierwszeństwa prawa UE.
Chodziło o traktatowe zapisy o „skutecznej ochronie sądowej” w wykładni TSUE, które – choć organizacja sądownictwa pozostaje uprawnieniem krajów członkowskich Unii – dają instytucjom UE (w tym samemu TSUE) prawo do strzeżenia niezawisłości wymiaru sprawiedliwości. To oznacza, że Polska musi respektować wszystkie wyroki TSUE co do sądownictwa, choć wedle TK co najmniej ich część miałby być nieobowiązująca w Polsce.
Ponadto Komisja Europejska w swych zarzutach wobec TK, które przedłoży również w TSUE, podnosi problem wadliwego składu, czyli „dublerów” (i ich następców) zaprzysiężonych przez prezydenta Andrzeja Dudę na zajęte już miejsca w TK, co było pierwszą salwą w sporach praworządnościowych między Brukselą i Polską.
Unia zajmuje się problemem „dublerów” także w ramach postępowania z art. 7., które Komisja wszczęła w grudniu 2017 r. Natomiast Europejski Trybunał Praw Człowieka, który jest sądem Rady Europy, już maju 2021 roku rozstrzygnął, że orzekanie przez TK, w którego składzie jest „dubler” (chodziło konkretnie o Mariusza Muszyńskiego) łamie prawo obywatela do sądu i rzetelnego procesu.
Komisja podnosi też zastrzeżenia co do wyboru Julii Przyłębskiej na prezes TK w grudniu 2016 roku. Chodzi zarówno o samą procedurę obarczoną poważnym błędem pod względem praworządności, jak i uczestnictwo „dublerów” w wyborze Przyłębskiej.
– Komisja Europejska uważa, że Trybunał Konstytucyjny nie spełnia już wymogu niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy prawa, czego wymaga art. 19 Traktatu o UE – ogłoszono dziś w Brukseli. Polski TK jest jednocześnie sądem unijnym, bo zajmuje się także interpretacją prawa unijnego, a w przeszłości nawet skierował do TSUE pytanie prejudycjalne (w sprawie VAT od e-booków). I dlatego instytucje UE zajmują się problemami z jego niezależnością.
Problemy KPO
Kiedy TK w lipcu 2021 roku podważył uprawnienia TSUE, Komisja Europejska nacisnęła na hamulec w sprawie Krajowego Planu Odbudowy (KPO) na zaledwie kilka dni przed jego planowanym zatwierdzeniem oraz już wstępne przygotowywaną podróżą Ursuli von der Leyen do Warszawy. Wymuszone przez Brukselę renegocjacje projektu KPO, by w jego praworządnościowe „kamienie milowe” wpisać wymogi z orzeczeń TSUE, ciągnęły się tak długo, że Polska straciła prawo do zaliczkowej wypłaty 13 proc. KPO (możliwej tylko do końca 2021 roku).
Tekst KPO ostatecznie zatwierdzony przez Radę UE w czerwcu zeszłego roku uwzględnia – zdaniem krytyków tylko częściowo – wyroki TSUE co do sądownictwa, a zatem omija decyzje TK, wedle których te wyroki nie obowiązują w Polsce.
Jednak zeszłotygodniowa decyzja prezydenta Andrzeja Dudy, by odesłać do TK projekt ustawy sądowej mającej wypełnić warunki z KPO, sprawia, że Komisja Europejska – paradoksalnie – podważa prawomocność TK i zarazem czeka na jego decyzję co do tej ustawy.
– Złożony w grudniu projekt jest ważnym krokiem w kierunku wypełnienia ze zobowiązań z polskiego KPO. Jesteśmy w kontakcie z polskimi władzami i bardzo uważnie śledzimy rozwój sytuacji. Będziemy analizować ustawę, gdy będzie ostateczna i przekazana Komisji. Na razie tak nie jest, bo ustawa nie została jeszcze podpisana przez prezydenta i jest przedmiotem procedury kontrolnej przed TK – powiedział w poniedziałek (13.2.23) Christian Wigand, rzecznik Komisji.
Problemy z Karlsruhe
Komisja Europejska czerwcu 2021 roku wszczęła postępowanie przeciwnaruszeniowe przeciw Niemcom za podważanie pierwszeństwa prawa Unii przez niemiecki TK. Niemieccy sędziowie z Karlsruhe najpierw zadali TSUE pytanie prejudycjalne o politykę monetarną Europejskiego Banku Centralnego, ale potem odpowiedź TSUE na swe pytanie uznali za wykraczającą poza uprawnienia instytucji UE.
Doraźne skutki tej decyzji dla polityki EBC szybko w Niemczech usunięto, a Komisja zakończyła postępowanie wobec Niemiec już po pół roku, zadowalając się deklaracjami Berlina. Ówczesny rząd Angeli Merkel na piśmie zapewnił, że „jednoznacznie uznaje autorytet TSUE, którego orzeczenia są ostateczne i wiążące”, a „legalność aktów instytucji Unii nie może być przedmiotem badania skarg konstytucyjnych przed sądami niemieckimi, lecz może być kontrolowana wyłącznie przez TSUE”. Niemcy obiecały promowanie dialogu i spotkań sędziów TSUE i sądów konstytucyjnych, by zwiększyć wzajemne zrozumienie dla ich roli w UE.
Tomasz Bielecki