Wybory za granicą. Petycja w sprawie nowelizacji Kodeksu wyborczego ograniczającej prawo do głosowania
26 stycznia 2023 r. Sejm uchwalił nowelizację kodeksu wyborczego. Zdaniem posłów PiS zawiera ona rozwiązania, które mają zwiększyć frekwencję wyborczą. Eksperci mówią o zmianach mających ułatwić PiSowi zwycięstwo wyborcze i przepisach, które mogą utrudnić proces wyborczy a także ograniczają prawo do głosowania Polakom mieszkającym za granicą.

Głosowanie za granicą
Nowela wprowadza m.in. zmiany w zasadach dopisywania się do spisu przez wyborców oddających głos za granicą.
Obecnie konsul dokonuje wpisu na podstawie osobistego zgłoszenia dokonanego ustnie, pisemnie, telefonicznie, telegraficznie, telefaksem lub w formie elektronicznej. Zgłoszenia można dokonać najpóźniej w 3 dniu przed dniem wyborów.
Teraz po zmianach, wniosek wyborcy, który chce głosować za granicą, wniesiony będzie mógł być tylko na piśmie „utrwalonym w postaci papierowej opatrzonym własnoręcznym podpisem albo przy użyciu usługi elektronicznej udostępnionej” przez ministra spraw zagranicznych lub na adres poczty elektronicznej konsula „jako odwzorowanie cyfrowe wniosku opatrzonego własnoręcznym podpisem”. Ponadto zgłoszenie ma być dokonywane najpóźniej w 5 dniu przed dniem wyborów.
Petycja w sprawie nowelizacji kodeksu wyborczego zagrażającej prawom Polaków za granicą do głosowania
Petycja do Prezydenta RP, Sejmu i Senatu w sprawie nowelizacji kodeksu wyborczego zagrażającej konstytucyjnie gwarantowanym prawom Polaków za granicą do głosowania w polskich wyborach parlamentarnych
Szanowni Państwo,
Jako obywatele polscy przebywający lub mieszkający poza granicami kraju, zwracamy się do Państwa w sprawie dla nas kluczowej – poszanowania praw wyborczych wszystkich Polek i Polaków, bez względu na ich poglądy i miejsce zamieszkania.
Wyrażamy zaniepokojenie i obawę, że nowelizowany kodeks wyborczy może drastycznie ograniczyć nasze zagwarantowane konstytucyjnie prawo wyborcze.
Prawo wszystkich obywateli polskich do udziału w wyborach wynika wprost z art. 62 Konstytucji RP i pozbawienie go jest możliwe tylko w drastycznych przypadkach:
„Prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania nie przysługuje osobom, które prawomocnym orzeczeniem sądowym są ubezwłasnowolnione lub pozbawione praw publicznych albo wyborczych”.
Niezależnie od miejsca i czasu pobytu za granicą, wszyscy jesteśmy polskimi obywatelami i oczekujemy, że państwo polskie uszanuje zagwarantowane konstytucyjnie prawo każdej Polki i każdego Polaka do głosowania w wyborach w Polsce.
Apelujemy o stworzenie takiej liczby Obwodowych Komisji Wyborczych (OKW), by zaspokoić potrzeby głosujących za granicą i zapewnić członkom komisji godne warunki pracy, umożliwiając skuteczne policzenie wszystkich głosów w wyznaczonym terminie. W ostatnich wyborach prezydenckich największe komisje za granicą obsługiwały czasem ponad dwadzieścia tysięcy wyborców, licząc głosy aż do wtorku po niedzielnym głosowaniu.
W wielu krajach odległości są ogromne; wyborcy mieszkają setki, a czasem tysiące kilometrów od najbliższej OKW. A przecież, zgodnie z art. 14 Kodeksu Wyborczego, obwody dla obywateli polskich za granicą tworzy się, jeżeli na terenie obwodu przebywa co najmniej 15 wyborców i jest możliwość przekazania wyników głosowania do właściwej komisji. Niezwykła mobilizacja obywatelska podczas ostatnich wyborów prezydenckich jednoznacznie wskazuje na wzrost zainteresowania udziałem w wyborach i gwarantuje, iż znajdą się wolontariusze chętni do pracy w komisjach.
Biorąc pod uwagę realia geograficzne w wielu krajach (ogromne odległości), a także fakt, że wśród chcących głosować są osoby starsze, chore, niepełnosprawne czy z małymi dziećmi, domagamy się przywrócenia głosowania korespondencyjnego za granicą, tak aby wszyscy chętni obywatele RP mieli możliwość uczestniczenia w wyborach i oddania głosu. Przypominamy, że zarówno ustawy, jak i konstytucja nie definiują praw wyborczych według kryterium miejsca przebywania ani zamieszkania, a komisje wyborcze można tworzyć nawet na statkach.
Nam, Polakom mieszkającym poza granicami kraju, leży na sercu Polska i jej los. Bez względu na to, kto w danym momencie sprawuje rządy, swoją pracą i działalnością społeczną staramy się jak najlepiej Polsce służyć. Mimo że mieszkamy poza krajem, pozostajemy częścią polskiego społeczeństwa. Mamy prawo brać czynny udział w społecznym, politycznym i kulturalnym życiu naszego kraju i stanowczo sprzeciwiamy się wszelkim próbom ograniczania naszego prawa wyborczego przez wprowadzenie utrudnień i ograniczeń sprzecznych z literą i duchem obowiązującego prawa.
Zgodnie z art. 32. Konstytucji RP: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.
Wierzymy, że Parlament i Prezydent Rzeczypospolitej uszanują prawa konstytucyjne Polek i Polaków za granicą i umożliwią wszystkim chętnym udział w wyborach odbywających się w ich rodzinnym kraju.
Apelujemy, by:
za granicą powołano znacząco większą liczbę OKW niż w czasie wyborów w latach 2015 i 2019,
ich lokalizacja odzwierciedlała realia demograficzne (stworzenie OKW we wszystkich skupiskach Polaków za granicą), czerpiąc z doświadczeń roku 2020 i w uznaniu geograficznych realiów w wielu krajach, umożliwiono głosowanie korespondencyjne za granicą.
W imieniu inicjatorów:
1. Krystyna Baczko – Paryż, Francja
2. Lucyna Bak – Melbourne, Australia
3. Izabela Barry – Nowy Jork, USA
4. Karina Błotnicka-Bednarek – Singapur
5. Witold Bogdański – Reykjavik, Islandia
6. Małgorzata Bohm – Wesel, Niemcy
7. Małgorzata P. Bonikowska – Toronto, Kanada
8. Anna Cholewińska – Seattle, USA
9. Dagmara Caignec – Annecy, Francja
10. Joanna Ciapka – Edmonton, Kanada
11. Maciej Dokurno – Edynburg, Wielka Brytania
12. Jacek Duda – Nowy Jork, USA
13. Wojciech Fimiński – Bruksela, Belgia
14. Magda Gadek – Chicago, USA
15. Robert K. Golański – Bruksela, Belgia
16. Joanna Gos – Londyn, Wielka Brytania
17. Małgorzata Hallewell – Londyn, Wielka Brytania
18. Marcin Idziński – Monachium, Niemcy
19. Jerzy Jankowiak – Strasbourg, Francja
20. Katarzyna Kaczor – Dublin, Irlandia
21. Marzena Kader – Bensheim, Niemcy
22. Katarzyna Kierepka – Antwerpia, Belgia
23. Jacek Komar – Wilno, Litwa
24. Maciej Kornacki – Heidelberg, Niemcy
25. Sylwester Korotyński – Baltimore, USA
26. Maciej Kowalski – Dusseldorf, Niemcy
27. Roman Lampka – Aachen, Niemcy
28. Joanna Lasserre – Paryż, Francja
29. Agata Laszczyńska – Dublin, Irlandia
30. Andrzej Lubieniecki – Sydney, Australia
31. Tomasz Łukaszuk – Edmonton, Kanada
32. Magdalena Migała – Oslo, Norwegia
33. Radosław Piontek – Bruksela, Belgia
34. Kamil Otto-Popławski – Lizbona, Portugalia
35. Wojciech Pytkowski – Paryż, Francja
36. Piotr Rykaczewski – Frankfurt, Niemcy
37. Helena Rymar – Annecy, Francja
38. Anna Sieprawska-Troili – Rzym, Włochy
39. Daniel Stachowiak – Londyn, Wielka Brytania
40. Bolesław Stawicki – Helsinki, Finlandia
41. Roman Śmigielski – Kopenhaga, Dania
42. Dominik Stein – Zurych, Szwajcaria
43. Liza Tyl – Sydney, Australia
44. Beata Vissinger – Kopenhaga, Dania
45. Ewa Wasińska – Gronningen, Niderlandy
46. Agnieszka Wierzbicka – Ibiza, Hiszpania
47. Piotr Włodarczyk – Chicago, USA
48. Paweł Zdancewicz – Praga, Czechy
49. Jarosław Zjawin – Wiedeń, Austria
50. Violetta Żochowska – Madryt, Hiszpania
thefad.pl / Autor petycji: Dagmara Caignec
Mąka ze świerszczy? Budzi kontrowersje, jest jednak źródłem białka, błonnika, witamin i minerałów
Gotowanie z mąką ze świerszczy budzi kontrowersje. Poszukiwanie alternatywnych źródeł białka będzie jednak coraz silniejszym trendem

Na początku stycznia Komisja Europejska wydała zgodę na wprowadzenie do sprzedaży w krajach Wspólnoty produktów zawierających mąkę ze świerszczy. Zgoda wydana została jednemu producentowi i będzie obowiązywała przez pięć lat. Produkt cechuje się wysoką zawartością białka i może być wykorzystywany jako substytut mąki zbożowej.
Choć produkcja żywności z owadów budzi wśród Europejczyków kontrowersje, to na świecie, a zwłaszcza w azji, jest to częsta praktyka. Ma ona również istotny wymiar ekologiczny: hodowla owadów jest dużo mniejszym emitentem gazów cieplarnianych niż hodowla bydła i trzody chlewnej. Co więcej, świerszcze są nie tylko źródłem białka, ale i błonnika, witamin i minerałów.
Żywność z owadów w mniejszy sposób wpływa na środowisko
Z danych Humane Society International wynika, że ponad 16,5 proc. emisji gazów cieplarnianych spowodowanych przez człowieka pochodzi z hodowli zwierząt. To odsetek zbliżony do tego, za który odpowiada transport. Jeśli sytuacja się nie zmieni, to do 2030 roku sektor ten będzie odpowiadał za ponad połowę skumulowanej globalnej emisji dwutlenku węgla.
– Żywność z owadów w mniejszy sposób wpływa na środowisko niż tradycyjna przymusowa hodowla zwierząt. Wykorzystujemy o wiele mniej wody i mniej miejsca. Owady możemy karmić resztkami – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Paulina Górska, ekoedukatorka, ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju. – Musimy szukać takich źródeł białka, które będą wywierać mniejszy negatywny wpływ na środowisko.
Hodowla owadów wymaga mniejszych nakładów finansowych
Hodowla owadów ma też aspekt ekonomiczny. Zajmuje znacznie mniej czasu i wymaga znacznie mniejszych nakładów finansowych niż ryb czy zwierząt domowych.
– Cztery świerszcze to równowartość szklanki mleka pod względem zawartości białka. Powinniśmy poszukiwać nowych źródeł białka. Naukowcy przewidują, że w 2050 roku będziemy potrzebowali produkować nawet 50 proc. więcej żywności niż dzisiaj – mówi Paulina Górska. – Ponad 2 mld ludzi na całym świecie regularnie spożywa owady. Dla nas, w Europie czy Polsce, jest to kontrowersyjne. To nie są nasze nawyki żywieniowe. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia owadów, ale być może za 20 lat to się zmieni. Jeśli chodzi o właściwości odżywcze takiej mąki, to świerszcze dostarczają nawet 60 proc. białka. Zawierają też różne witaminy, minerały i błonnik, na przykład z chityny. To bardzo pożywny pokarm.
Substytut mąki ze zboża
Mąka z owadów może być substytutem mąki ze zboża. Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej sproszkowane świerszcze mogą być stosowane pod pewnymi warunkami m.in. w pieczywie, herbatnikach, produktach makaronowych, sosach, pizzach, zupach czy napojach. Zgoda KE dotyczy jednak jednego producenta.
– Jest zgoda dla jednej firmy na pięć lat. Możemy się spodziewać, że będzie to trend rosnący i że ten rynek będzie rósł – mówi ekoedukatorka. – Jeśli jednak weźmiemy kwestie etyczne pod uwagę, to nie jest to żywność atrakcyjna dla wegetarian czy wegan.
Tego typu rozważania stawiają więc wyżej poszukiwanie roślinnych źródeł białka. W tej sprawie wiele się dzieje i wciąż pojawiają się nowe pomysły i innowacje. Rozwiązaniem, nad którym od kilku lat trwają prace, może być mięso produkowane z protein sojowych lub grochowych.
– Jest ono drukowane w technologii 3D. Może wyglądać jak na przykład stek i zastępować potrzebę jedzenia mięsa w takiej postaci, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Istotnym trendem przyszłości najprawdopodobniej będzie produkcja żywności z alg, które są bardzo odżywcze, zawierają bardzo dużo białka, a ich hodowla jest bardziej ekologiczna niż na przykład soi. Ciekawym trendem jest też wertykalna hodowla żywności roślinnej – wymienia ekspertka.
Mięso wytwarzane w warunkach laboratoryjnych
Na świecie coraz większą popularność zdobywa mięso wytwarzane w warunkach laboratoryjnych. Przykładowo resort rolnictwa w Chinach w ubiegłym roku wydał deklarację, w której po raz pierwszy włączył mięso hodowane komórkowo i inne kategorie „żywności przyszłości” do swojego pięcioletniego planu rozwoju rolnego.
– Singapur jest pierwszym krajem, w którym takie mięso zostało dopuszczone do sprzedaży. W tamtejszych restauracjach możemy zjeść mięso, które zostało wyhodowane komórkowo, czyli w laboratorium, bez przemysłowej hodowli zwierząt, przez co jest ono pozbawione antybiotyków. Ostatnio również w Stanach Zjednoczonych taka żywność została uznana za bezpieczną. Wydaje się więc, że to jest trend i być może za 20 lat te produkty będą już bardziej przystępne cenowo – przewiduje Paulina Górska.
Z danych zebranych przez Roślinniejemy wynika, że coraz więcej rządów wspiera inicjatywy, które mają na celu ograniczenie spożycia mięsa. Wśród nich jest dotowanie produkcji przyjaznej środowisku i rozwijaniu alternatyw dla mięsa i produktów odzwierzęcych, wprowadzanie zniżek na produkty pochodzenia roślinnego czy wyższych podatków na mięso. Holendrzy chcą być liderami w badaniach i produkcji roślinnych alternatyw dla mięsa i nabiału, a także inwestują w mięso hodowane komórkowo. Liczą na to, że będzie to w przyszłości ważna i dochodowa gałąź gospodarki. Również Finlandia dotuje prace nad rozwojem białek roślinnych z rodzimych upraw i chce być liderem w tym przemyśle.
Według MarketsandMarkets światowy rynek substytutów mięsa był w 2021 roku wyceniany na prawie 1,9 mld dol. Do 2027 roku branża ta wypracuje przychody, które przekroczą 4 mld dol.
Spowolnić proces biologicznego starzenia się. Czy to możliwe?
Niektórzy wierzą, że za pieniądze będą mogli kupić sobie młodość. To fakt, że naukowcy usilnie pracują nad realizacją marzeń o trwającej dziesięciolecia sprawności i atrakcyjnym wyglądzie. Do tego jednak może wieść długa droga. Niemniej jednak już teraz każdy może dbać o to, aby kolejne lata okazały dla niego jak najbardziej łaskawe.

Młody jak milioner? Niedawno prasa szeroko opisała historię 45-letniego multimilionera, Bryana Johnsona, który postanowił rzucić wyzwanie czasowi.
„Staram się maksymalnie spowolnić proces mojego biologicznego starzenia się. Mój cel: mija jeden chronologiczny rok, a mój biologiczny wiek pozostaje taki sam” – pisał na stronie swojego projektu Blueprint, trwającego już prawie dwa lata. „Nie ma na to magicznej pigułki” – dodał.
Johnson zatrudnił 30 lekarzy i innych ekspertów od zdrowia, aby mu umożliwili maksymalne wydłużenie młodości. Jego życie nie jest jednak łatwe – m.in. przestrzega ekstremalnie ścisłego reżimu odnośnie żywienia, ćwiczeń i snu.
Na przykład każdego dnia konsumuje dokładnie 1977 kalorii, a żywność je tylko wegańską i najlepszej jakości. Codziennie przyjmuje ponad 100 tabletek z suplementami. Zasypia zawsze o tej samej porze, śpi sam, na materacu kontrolującym temperaturę, a zanim pójdzie spać, nosi okulary blokujące niebieskie światło. Na skórę nakłada całą baterię różnorodnych kremów ochronnych i odżywczych. Organizm ekscentrycznego 45-latka badany jest wszelkimi dostępnymi medycynie metodami.
Teraz, jak napisał w niedawnej wiadomości na Twitterze, w drugiej, rozpoczynającej się właśnie fazie chce cofnąć swój biologiczny wiek. W rozmowie z agencją Bloomberg mówił nawet o osiągnięciu ponownie biologicznego wieku 18 lat.
Niestety, pracujący z nim specjaliści, choć wspominają o badanych na świecie, potencjalnie odmładzających metodach (w tym genetycznych), są raczej ostrożni. Jak podkreślają – dotąd uzyskali pewne rezultaty, których właściwie można się spodziewać: zabiegi poprawiły znacząco stan organizmu multimilionera. Sprawność fizyczna Johnsona odpowiada przeciętnemu 18-latkowi. Liczony zmianami w pracy genów biologiczny wiek, w ciągu pierwszych 7 miesięcy zmniejszył się o 5 lat. Ilość tkanki mięśniowej i tłuszczowej zaczęła mieścić się w idealnym przedziale, podobnie jak ponad 50 różnych wskaźników zdrowia.
Johnson jest w świetnej formie, ale czy medycyna ma szanse przywracać młodość? I czy chcemy w celu zachowania młodości poddawać się takiemu reżimowi?
Ochotnicy z odmłodzoną skórą
Rzeczywiście, w ośrodkach położonych w różnych częściach globu naukowcy pracują nad metodami, które, przynajmniej do pewnego stopnia młodość mają wydłużać, a nawet przywracać.
Na przykład specjaliści z Universidade Federal do Rio de Janeiro zdołali, z pomocą komórek macierzystych, w grupie ochotników w wieku średnio 56 lat, odmłodzić zniszczoną słońcem skórę.
W opisanym na łamach „Plastic and Reconstructive Surgery” eksperymencie, od każdego z 20 uczestników projektu pobrali z brzucha niewielką ilość komórek tłuszczowych, które przetransformowali w komórki macierzyste. Następnie wszczepili je tym samym osobom, pod skórę twarzy, w okolicę ucha. Po pewnym czasie pojawiły się wyraźne, pozytywne zmiany. Jak podają naukowcy, w poddanej zabiegowi skórze doszło do częściowego lub rozległego cofnięcia się związanych z działaniem słońca uszkodzeń rozciągliwej sieci zbudowanej z elastyny.
Ta sieć to główna struktura, której promienie słońca przyspieszają starzenie. W warstwie położonej tuż pod powierzchnią skóry macierzyste komórki utworzyły nową, w pełni zorganizowaną sieć. Także w głębszych warstwach dysfunkcyjne, zdegenerowane złogi uszkodzonej słońcem elastyny zostały zastąpione nową strukturą zbudowaną ze zdrowych włókien.
Podsumowując te wyniki, naukowcy stwierdzają, że wykorzystanie własnych komórek macierzystych pacjenta, otrzymywanych z tkanki tłuszczowej „może stanowić odpowiednią propozycję, jeśli chodzi o przeciwdziałanie starzeniu i regenerację uszkodzonej przez słońce skóry”.
Sprawniejsza grasica i młodsze ciało
Badanych podejść do pokonania czasu jest więcej. Gregory M. Fahy z zespołem z jego firmy Intervene Immune oraz kilku znanych, amerykańskich ośrodków naukowych zaobserwował cofnięcie się mierzonego zmianami w aktywności genów (zmianami epigenetycznymi) wieku grupy ochotników.
Głównym celem dwuletniego projektu o nazwie TRIIM (Thymus Regeneration, Immunorestoration, and Insulin Mitigation) było odmłodzenie grasicy – na etapie rozwoju, a zatem w dzieciństwie, ważnego dla układu odpornościowego gruczołu, który z upływem lat silnie się degeneruje. Co ciekawe, w wieku dorosłym bez tego narządu można żyć.
W badaniu wzięło udział 10 osób w wieku od 51 do 65 lat. Przyjmowali oni hormon wzrostu w połączeniu z innym hormonem (dehydroepiandrosteronem) oraz lekiem przeciwcukrzycowym – metforminą. Dzięki tej, relatywnie prostej metodzie, oprócz tego, że stan grasicy uczestników projektu się poprawił, to po upływie roku, pod względem epigenetyki, byli oni o 1,5 roku młodsi, niż na początku badania, przy czym jednocześnie zmalały u nich wartości wskaźników mówiących o ryzyku różnorodnych schorzeń.
„Projekt TRIM został zaprojektowany tak, aby sprawdzić możliwość regeneracji grasicy u zdrowych, starzejących się mężczyzn przy zminimalizowaniu skutków ubocznych i ewentualnego ryzyka. Nasze wyniki wskazują na możliwość osiągnięcia takiego celu. Nieoczekiwanie, wyraźnie pokazały też możliwość cofnięcia się wielu aspektów starzenia się i poprawy związanych z nim wskaźników. Te dwie obserwacje mogą mieć z sobą związek” - piszą w swojej pracy naukowcy.
Próba uczestników tego badania była naprawdę niewielka, i na razie należy traktować to doniesienie jako ewentualną jaskółkę zmiany.
Proste sposoby na całe życie
Do czego te badania doprowadzą – dzisiaj jeszcze nie wiadomo. Czy będziemy żyć średnio kilkadziesiąt lat dłużej i przez wiele dekad cieszyć się sprawnością oraz atrakcyjnym wyglądem? Być może.
Tymczasem, niezależnie od tego, co robią milionerzy oraz naukowcy szukający „eliksirów młodości”, warto każdego dnia dbać o ciało i umysł. Nie bez przyczyny przecież, na przykład w Europie średnia długość życia wzrosła z 62,8 lat w 1950 roku do 79,1 w roku 2019, a powszechnie mawia się, że dzisiejsza 50-tka to 60-tka sprzed dwóch dekad.
Specjaliści mają garść porad, które mogą pomóc w przeżyciu jak największej liczby lat w dobrej kondycji.
Podstawy to sprzyjająca zdrowiu dieta, regularny ruch odpowiedni do kondycji, prawidłowa waga ciała, regularny sen, rezygnacja z nałogów.
Specjaliści zwracają również uwagę na mniej oczywiste zachowania, które mogą okazać się pomocne w utrzymaniu jak najwyższej jakości życia. Dobrze jest na przykład odpowiednio regularnie odwiedzać toaletę. To pomoże zachować sprawny pęcherz moczowy. Dbając o tę sferę warto – w przypadku kobiet – pomyśleć też o tzw. ćwiczeniach Kegla wzmacniających mięsień łonowo-guziczny.
Oczy lepiej chronić przed silnym słońcem np. okularami z odpowiednim filtrem czy chociaż czapką z daszkiem lub kapeluszem. Skóra odwdzięczy się dłuższą młodością, jeśli ją także będzie się osłaniało przed zbyt silnymi promieniami słońca – zatem kremy z filtrem warto stosować przez cały rok.
Zęby podziałają dłużej, jeśli będzie się je właściwie czyścić, regularnie badać i w porę leczyć. Aby wesprzeć zdrowie psychiczne i fizyczne, warto nauczyć się sposobów poskramiania stresu. Sprawności umysłu pomoże także regularna aktywność intelektualna i satysfakcjonujące życie społeczne. Do lekarza lepiej się zgłaszać nie tylko wtedy, gdy coś dolega, ale wykonywać odpowiednie do wieku badania profilaktyczne.
Jednocześnie specjaliści przestrzegają przed zbyt entuzjastycznym podejściem do stosowania różnego typu „odmładzających” specyfików, suplementów czy zabiegów, które można znaleźć na rynku. Niekoniecznie wszystko musi szkodzić, ale wskazana jest ostrożność, a lekarze służą radą.
Nieprzypadkowo żywotne osoby w wieku zaawansowanym mawiają, że wiek to kwestia nie tyle metryki, ile mentalności.
Źródło: zdrowie.pap.pl
Marcin Matczak: On nie tylko ciągle się uczy – on ciągle gra

Marcin Matczak
Gdy patrzy się na naszego prezydenta, można dojść do wniosku, że jego tak naprawdę nie ma. Są tylko twarze, które zależnie od sytuacji przyjmuje. Czy można jakoś skonkludować tę historię Andrzeja Dudy - człowieka z gumy i manekina, który mógłby z Greyem konkurować na liczbę i różnorodność twarzy?
On nie tylko ciągle się uczy – on ciągle gra
Gdy patrzy się na naszego prezydenta, można dojść do wniosku, że jego tak naprawdę nie ma. Są tylko twarze, które zależnie od sytuacji przyjmuje. Te twarze da się rozłożyć na skali.
Twarz prezydenta-żartownisia
Na samym dole jest twarz prezydenta-żartownisia, który lubi się droczyć i przedrzeźniać. To twarz, która w założeniu ma być kumplowska, ale okazuje się groteskowym obliczem pięćdziesięcioletniego faceta, który udaje nastolatkę (albo odwrotnie) – to jest ta twarz, która mówi z grymasem: „I don’t want to hear the same story again”.
Bujająca się na prawo i lewo twarz prezydenta
Na środku skali jest bujająca się na prawo i lewo twarz prezydenta, który chce być kołczem – tego, który mówi, że się ciągle uczy, ale jakoś nie widać. Jest to twarz pozująca na oblicze doświadczone, które jednak – jak każda prawidłowo wykonana maska – jest puste w środku. To też twarz twardziela, który udaje, że nie jest miękki. Podwijająca się broda, uderzenie pięścią w nieistniejący stół – mocarz, który zmaga się z oporem powietrza.
Twarz-maska pokrzykującego ojca narodu
Na samym końcu skali prezydenckich twarzy jest twarz-maska pokrzykującego ojca narodu, który tym głośniej musi powtarzać ”ja, jako PREZYDENT”, im mniej nim się czuje. Jakby wierzył, że siła argumentów zależy od tego, jak głośno się je wypowie.
Mussolini
Czasami twarz prezydencka wybija poza skalę i wtedy pojawia się Mussolini – szczyt aktorskich możliwości Andrzeja Dudy. Dumny, milczący, zapatrzony w niebo. Jakby nie wiedział, że podbródek zasłania mu widok na świat. A ponieważ nie widzi dalej niż broda, jego działania nie układają się w żaden spójny, długofalowy plan.
Historia tej prezydentury to ciąg pokornych podpisów i dwa-trzy tupnięcia nogą, które w całym układzie rzeczy są zupełnie przypadkowe.
Jedno tupnięcie to weto z 2017 roku, którym Duda zatrzymał Ziobrę tylko po to, żeby mógł popsuć sądownictwo po swojemu. Drugie tupnięcie to dzisiejsza decyzja w sprawie ustawy o SN, która mówi chyba tyle: „popsuliśmy tę praworządność razem, ale naprawiać będziemy każdy po swojemu. A ja, choć nie umiem, będę naprawiał najbardziej”.
Czy można jakoś skonkludować tę historię Andrzeja Dudy – człowieka z gumy i manekina, który mógłby z Greyem konkurować na liczbę i różnorodność twarzy? Jest to zadanie trudne, ale nie niemożliwe. I tu, nie wiem czemu, przychodzą mi do głowy pamiętne wersy Quebonafide:
„Gdybym się urodził z tak zamkniętą głową
Pewnie raczej też chciałbym zostać aktorem
Tylko po to, by jak najrzadziej być sobą, słowo”.
Marcin Matczak
Krzysztof Skiba: pompowanie bałwanów, czyli wyborców

Krzysztof Skiba
Ostatnio zwolennicy PiS mało mieli powodów do radości. Inflacja i ceny za paliwo najwyższe od 30 lat, dodatkowo seria kompromitacji ludzi władzy: a to generał policji odpalił granatnik w swoim biurze, a to minister Czarnek rozdał znajomym z kasy ministerialnej miliony na zakup willi, a to Duda znowu dał się nabrać rosyjskim komikom, a Obajtek sprzedał kolesiom w turbanach Lotos za słoik musztardy po obiedzie. Szeregi zwolenników Kaczelnika Jarosława topnieją i jak wykazują najnowsze sondaże, wynoszą już tyle, co zapas cebuli w Biedronce. POMPOWANIE jest więc konieczne. Najlepiej gazem rozweselającym.
POMPOWANIE BAŁWANA
Jesienią wybory i w związku z tym władza zaczyna powoli pompować bałwany, czyli swoich wyborców.
Ostatnio zwolennicy PiS mało mieli powodów do radości. Inflacja i ceny za paliwo najwyższe od 30 lat, dodatkowo seria kompromitacji ludzi władzy: a to generał policji odpalił granatnik w swoim biurze, a to minister Czarnek rozdał znajomym z kasy ministerialnej miliony na zakup willi, a to Duda znowu dał się nabrać rosyjskim komikom, a Obajtek sprzedał kolesiom w turbanach Lotos za słoik musztardy po obiedzie.
Sztab wyborczy Partii rozpoczął już przyrządzanie kiełbasy wyborczej przy pomocy kucharzy z mennicy państwowej. Jak zwykle dla emerytów będą dopłaty do owsianki, a dla ludzi na socjalach, możliwość kupna za pół ceny drugiej skarpetki.
Władza szykuje też wsparcie propagandowe. Minister kultury i TVP wyłożą potężne miliony na nową wersję filmu o Titanicu. W tej epicko nakręconej opowieści kierowany przez Jarosława potężny okręt będzie niezatapialny, mimo ostrzału torpedowego Tuska, który skryty na niemieckim U-boocie poluje na Polskę.
W rolę DiCaprio wcieli się Marek Suski, a w Kate Winslet Krystyna Pawłowicz. Rydzyk bohatersko ocali kasę statku. Dla siebie. A jako orkiestra na Titanicu zagra zespół smyczkowy Bayer Full, który z playbacku wypuści na wiatr wielki, chiński balon szpiegowski. Na film przymusowo pójdą szkoły rodzenia oraz absolwenci kursu spadku cen walut.
Szeregi zwolenników Kaczelnika Jarosława topnieją i jak wykazują najnowsze sondaże, wynoszą już tyle, co zapas cebuli w Biedronce. POMPOWANIE jest więc konieczne. Najlepiej gazem rozweselającym.
Krzysztof Skiba
Adam Mazguła: Reżim PiS-panów i PiS-plebanów

Adam Mazguła
Krytykowali, że inni kradną. Mówili: wystarczy nie kraść. Potem kradli, ale się dzielili. Teraz rabują okupacyjnie, bezczelnie, bezkarnie, śmiejąc się Polakom w twarz. Modląc się publicznie: Ojczyznę dojną racz nam dać Panie. To już nie jest Rzeczpospolita wszystkich Polaków, to reżim okupacyjny narodowo-socjalistycznej rasy PiS-panów i plebanów
Nie ma demokracji i wolności bez wolnych mediów i niezależnych sądów. Nie ma tyranii i wypaczeń władzy tam, gdzie życie jest jawne, kontrolowane i oceniane przez niezależne media, sądy i obywateli.
PiS wprowadził cenzurę i ograniczenia w przekazie informacji. Wszystko, co robi, czyni tajnym, lub ściśle tajnym, aby nikt nie znał jego łajdactw, przekrętów, pozoracyjnych działań dla przykrycia wielkich złodziejstw typu okupacyjnego.
Krytykowali, że inni kradną. Mówili: „wystarczy nie kraść”. Potem kradli, ale się dzielili.
Teraz rabują okupacyjnie, bezczelnie, bezkarnie, śmiejąc się Polakom w twarz. Modląc się publicznie: „Ojczyznę dojną racz nam dać Panie”.
To już nie jest Rzeczpospolita wszystkich Polaków, to reżim okupacyjny narodowo-socjalistycznej rasy PiS-panów i plebanów. RzeczPiSowska, PiS-Polska wybranych łajdaków.
Wszyscy inni to płatnicy i wierzyciele tego, co PiS ukradnie.
Kradli, kradną, będą kraść! Dopóki ich nie obalimy i nie osądzimy.
Najtaniej byłoby już, teraz, szybko. Chociaż rozsądek każe czekać na wybory.
Adam Mazguła
Postanowiłem wspierać najsilniejszą i najbardziej wyrazistą partię opozycyjną
Będę całym sobą wspierał najsilniejszą i najbardziej wyrazistą partię opozycyjną, która ma szansę wygrać z PiS-em. Partię, która dzięki doświadczeniu i zdolnościom politycznym Donalda Tuska podjęła walkę, ma inicjatywę, rozumie ideę wspólnej listy i zaprasza wszystkich do walki ze złem.

Postanowiłem wspierać najsilniejszą i najbardziej wyrazistą partię opozycyjną, która ma szansę wygrać z PiS-em. Partię, która dzięki doświadczeniu i zdolnościom politycznym Donalda Tuska podjęła walkę, ma inicjatywę, rozumie ideę wspólnej listy i zaprasza wszystkich do walki ze złem.
Każdy dzień PiS-okupacji demokracji w Polsce to strata miliardów i milionów złotych, a opozycja się bawi w koterie, krętactwa, programy. Nie chce wspólnych list, bo każdy chce mieć swoją odmienność i liderów, którzy obejmą władzę po PiS-ie.
Pieszczoszki, najpierw trzeba tę władzę zdobyć!
Mam wrażenie, że oni niewiele potrafią zrobić, tylko się puszyć na fotelach podziwiając sondaże. Potrafią jeszcze zwizytować media i czekać, aż opozycja uliczna lub Donald Tusk poprzez swoją aktywność zdobędzie władzę, a oni wtedy będą niezbędni do zbudowania koalicji zdolnej do rządzenia. Przy okazji postawią dalsze warunki. Oczywiście bez Donalda Tuska, którego wszyscy publicznie atakują i bez opozycji ulicznej, która już ósmy rok walczy o świadomość Polaków na ulicach miast i miasteczek. Ósmy rok jest ona poddawania represji policji i prokuratury, szkalowania, podsłuchiwania, zwalniania z pracy nawet członków rodzin.
Tymczasem Hołownia bawi się słowem niczym kaznodzieja, Kosiniak Kamysz puszy prawem do klauzuli sumienia, a Czarzasty w moim opolskim ma organizację, która jest interesem rodzinnym Woźniaków, zresztą we współdziałaniu z PiS-em.
Postanowiłem, więc nie tylko stać na ulicy w towarzystwie moich przyjaciół. Będę całym sobą wspierał najsilniejszą i najbardziej wyrazistą partię opozycyjną, która ma szansę wygrać z PiS-em. Partię, która dzięki doświadczeniu i zdolnościom politycznym Donalda Tuska podjęła walkę, ma inicjatywę, rozumie ideę wspólnej listy i zaprasza wszystkich do walki ze złem.
Jestem zdania, że nie wolno dalej rozpraszać sił, a nadszedł czas ich łączenia.
Dlatego przyłączam się do opolskiego koła Platformy Obywatelskiej.
Uważam, że nie ma innego programu na obecne czasy, jak pakiet spraw podstawowych dla przywrócenia porządku w kraju po okupacyjnych i antydemokratycznych rządach PiS-u.
Zanim partie opozycyjne będą mogły się różnić, cel dla wszystkich powinien być jeden: obalić PiS i przywrócić w Polsce bezwzględne obowiązywanie Konstytucji RP, a szczególnie:
– przywrócić konstytucyjny system prawny,
– odebrać PiS-owi i odpartyjnić wszystkie instytucje państwa,
– przywrócić Polakom demokrację parlamentarną w demokratycznym państwie prawa,
– odrzucić Kościół katolicki od przestrzeni państwowej i finansowanej przez państwo,
– bezwzględnie rozliczyć przestępczą PiS-partię, jej członków i koalicjantów bezprawia z dokonanej ruiny Polski.
Ludzie, którzy o tych priorytetach nie wiedzą, nie rozumieją ich albo bawią się z tymi, którzy latami stoją na ulicach w nadziei na normalność w kraju, lepiej, żeby teraz się sami zdyskwalifikowali. Tak jak teraz nie potrafią budować nadziei, jednego frontu walki z bezprawiem i zamachem okupacyjnym na Polskę, tak później trudno będzie im zaufać w budowaniu odpowiedzialnego demokratycznego rządu z ich udziałem.
Jednocześnie wzywam wszystkich moich przyjaciół, znajomych i tych, którzy wspierają od lat moją opozycyjną działalność do budowania jednego wspólnego frontu walki o normalność.
Angażujcie się po tej stronie mocy.
Zapraszam Was do mojego nowego koła i do każdego innego Platformy Obywatelskiej. Jeśli ktoś nie chce partyjnie, to niech pomaga, jak potrafi, słowem, aktywnością w mediach społecznościowych, protestami ulicznymi, udziałem w obserwacji wyborów i każdy inny sposób wspierający wspólną walkę.
Nie krytykujmy tych mniej aktywnych i bardziej cwanych na opozycji, ale zawstydzajmy ich swoją aktywnością w krytyce i ujawnianiu łajdactw i złodziejstw partii okupującej. Nie na innych partiach opozycyjnych, ale na PiS-ie koncentrujmy całą swoją krytyczną uwagę.
To jest czas określenia swoich priorytetów w patriotycznym postrzeganiu Polskości.
Wybór jest jeden.
Albo przywrócimy Polakom Polskę demokratyczną w rodzinie europejskich wartości, albo ostatecznie pogrążymy ją w rękach złodziei i narodowo-socjalistycznych okupantów. Wtedy też ostatecznie i na długie lata stracimy swoją wolność, godność, wolne media, niezależne sądy, prawo do prawdy, nauki, przyzwoitości i czystego powietrza. Propaganda będzie nas przekonywać, że żyjemy tylko dzięki milionerom PiS-u, wybrańcom Boga, najszczęśliwiej i w najwspanialszym kraju na ziemi, z dala od demoralizującego nas zachodu.
Określiłem swoje priorytety, zróbcie to i Wy, przyjaciele i znajomi. Wszak ci, którzy stoją z boku, tolerancyjnie potakują, uważają, że polityka ich ominie, wspierają tych, co są przy władzy, wspierają PiS.
Adam Mazguła
Niesmak. Przewodniczący MKOl Thomas Bach wzywa do zaprzestania bojkotu igrzysk olimpijskich

Jörg Strohschein
Przewodniczący MKOl Thomas Bach zaproponował, by rosyjscy i białoruscy atleci wystartowali na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Nie brakuje reakcji.
Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach wezwał Ukrainę do zaprzestania gróźb bojkotu igrzysk w 2024 r. ONZ twierdzi, że wykluczenie Rosjan i Białorusinów to dyskryminacja pic.twitter.com/MWBtghfIWX
— Darek Frach (@DarekFrach) February 10, 2023
– To bolesne, ale mam jasne zdanie. Jestem po stronie Ukrainy, to nie czas na podawanie ręki rosyjskim sportowcom, to nie jest etyczne – mówi DW Gunta Vaičule, przewodnicząca Komisji Sportowców Łotewskiego Komitetu Olimpijskiego. 27-letnia lekkoatleta przygotowuje się obecnie do igrzysk olimpijskich w Paryżu. A dyskusja na temat dopuszczenia rosyjskich i białoruskich sportowców do największej imprezy sportowej świata, którą niedawno wywołał szef MKOl Thomas Bach, mrozi Vaičule krew w żyłach.
W wyniku wojny w Ukrainie Rosja i Białoruś zostały wykluczone z międzynarodowych rozgrywek. Z kilkoma wyjątkami, na przykład w tenisie, dotyczy to również uczestnictwa jako neutralnych zawodników. Ukraina zagroziła bojkotem olimpiady, ale chce się od tego powstrzymać, jeśli uda się zapobiec udziałowi rosyjskich i białoruskich sportowców w igrzyskach w stolicy Francji w 2024 roku.
Łotwa: Rosja musi być izolowana
Sprinterce Vaičule, która walczyła już dla swojego kraju na igrzyskach w Rio de Janeiro w 2014 roku, nie chodzi tylko o własną postawę. W zapowiedzi Bacha dostrzega znacznie szerszy wymiar polityczny, ze szkodą dla swojego kraju, który graniczy bezpośrednio z Rosją i Białorusią, ale także ze szkodą dla całego regionu bałtyckiego.
– Po 24 lutego (2022 roku – przyp. red.) my Łotysze nie czujemy się już bezpiecznie. Pamiętamy, co spotkało nas pod rządami Związku Sowieckiego. Muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by coś takiego się nie powtórzyło. Nie mogę zatrzymać machiny wojennej, ale mogę na nią wpłynąć – mówi Vaičule.
W takim myśleniu wspierają ją również najwyższe łotewskie kręgi rządowe. Plan „dopuszczenia rosyjskich i białoruskich sportowców do udziału w następnych igrzyskach olimpijskich jest niemoralny i zły – podkreśla Edgars Rinkēvičs, minister spraw zagranicznych Łotwy. – Jeśli Rosja będzie kontynuować wojnę z Ukrainą, powiedział -musi być izolowana.
– Jak wszystkie tyranie, Rosja wykorzystuje sport do celów politycznych. MKOl nie powinien czynić siebie współwinnym rosyjskim działaniom propagandowym – dodał Rinkēvičs.
W szczegółowym oświadczeniu – podpisanym przez przewodniczącego Narodowego Komitetu Olimpijskiego (NKO) na Łotwie Zorzsa Tikmersa – Łotewski Komitet Olimpijski również nie pozostawił wątpliwości:
„Stanowisko łotewskiego NKO było, jest i pozostaje niezmienne i fundamentalne – dopóki w Ukrainie trwa wojna, udział rosyjskich i białoruskich sportowców w igrzyskach olimpijskich, bez względu na to, pod jaką flagą, jest niedopuszczalny”.
The position of NOC Latvia has been, is and will be unwavering and principal – for as long as there is an ongoing war in Ukraine, participation of the Russian and Belarusian athletes in the Olympic Games under any flag is unacceptable. 🇱🇻🇺🇦 #StrongerTogether @Ukraine pic.twitter.com/AdNkem11uf
— LOK (@Olimpiade_lv) February 1, 2023
Takiego zdania jest również minister sportu Danii Jakob Engel-Schmidt. Premier Estonii Kaja Kallas także zagroziła wycofaniem swojego kraju z igrzysk w 2024 roku. „Udział rosyjskich i białoruskich sportowców jest po prostu niewłaściwy. Bojkot jest więc kolejnym krokiem”.
MKOl gani groźby bojkotu
Tymczasem MKOl poinformował, że groźby bojkotu są sprzeczne z fundamentami ruchu olimpijskiego i zasadami, za którymi stoi.
„Bojkot jest naruszeniem Karty Olimpijskiej, która zobowiązuje wszystkie Narodowe Komitety Olimpijskie do udziału w Igrzyskach Olimpijskich poprzez wysłanie na nie sportowców” – napisano. Sportowcy z Rosji i Białorusi mogliby zostać dopuszczeni do udziału w igrzyskach w Paryżu, nawet jeśli tylko pod neutralną flagą. Jednak decyzja w tej sprawie nie została jeszcze podjęta.
Neutralni sportowcy musieliby jednak dowieść, że „nie identyfikują się ze swoim krajem i Narodowymi Komitetami Olimpijskimi – wyjaśnił MKOl. To, w jaki sposób zawodnicy mieliby udowodnić swoją neutralność, jest jeszcze otwarte, ale kryteria w tym zakresie są właśnie opracowywane. MKOl odwołał się również do faktu, że „zdecydowana większość uczestników” konsultacji z federacjami i przedstawicielami sportowców opowiedziała się za takim rozwiązaniem.
– Jeśli będziemy w stanie zidentyfikować neutralnych sportowców – to mogłoby to być rozwiązaniem. Jeśli pokażecie mi rosyjskiego sportowca, który od początku wojny nie otrzymał żadnych pieniędzy ani wsparcia od rosyjskiego rządu i potępił jego zbrodnie – wtedy moglibyśmy rozważyć rywalizację z nimi – mówi rzeczniczka łotewskich atletów Vaičule. – Ale prawda jest taka, że Rosja i Białoruś wykorzystują sportowców do budowania swojej machiny propagandowej, która napędza wojnę w Ukrainie. Są oni bronią tych rządów – stwierdza.
Wielki opór polityczny
Podobnie jak Łotysze, federacje sportowe w Europie Północnej są przeciwne ewentualnemu powrotowi sportowców z Rosji i Białorusi.
„Sytuacja związana z wojną w Ukrainie nie uległa zmianie” – napisały Narodowe Komitety Olimpijskie, Komitety Paraolimpijskie i federacje sportowe krajów nordyckich we wspólnym liście wysłanym do MKOl i innych podmiotów w miniony wtorek (7.2.23). List został podpisany przez szefów federacji z Danii, Finlandii, Islandii, Norwegii, Szwecji, Wysp Alandzkich, Grenlandii i Wysp Owczych.
Przeciwko udziałowi rosyjskich sportowców w imprezie w stolicy Francji opowiedziała się również burmistrz Paryża Anne Hidalgo. Zaznaczyła, że nie chce sportowców z Rosji „dopóki toczy się wojna” w Ukrainie – powiedziała w programie radiowym „8h30” stacji franceinfo.
Opór polityczny jest duży. I również Polska, która graniczy z Białorusią i Ukrainą, nie wyobraża sobie starcia poszczególnych sportowców w Paryżu.
Minister sportu i turystyki Kamil Bortniczuk powiedział w radiu RMF FM, że Polska chce, by igrzyska odbyły się bez Rosjan i Białorusinów, ale nie bez Polaków, Ukraińców czy Łotyszy. Polityk podkreślił, że rosyjska drużyna nigdy nie była i nie będzie neutralna, a jeśli MKOI w to wierzy, to jest to naiwne.
Rosyjska machina propagandowa
Podkreślił, że dla Rosjan sport jest częścią machiny propagandowej i dał do zrozumienia, że bierze pod uwagę jeszcze bardziej rygorystyczne rozwiązania.
– Myślę, że ultimatum to najtwardsza z kart w talii, więc wyciągniemy ją wtedy, kiedy nie będzie innego wyjścia. Myślę, że mamy jeszcze tyle czasu, że powinniśmy MKOl-owi dać szansę na autorefleksję – powiedział.
W piątek (10.2.23) w Londynie ma się odbyć spotkanie 40 europejskich ministrów sportu, na którym w sposób zdecydowany będzie omawiana oferta MKOl.
– Myślę, że w tym oświadczeniu, które wydamy po spotkaniu, bardzo mocno podkreślimy, że to byłoby zwycięstwo Rosjan – skwitował polski minister.
REDAKCJA POLECA
Nawet co piąta kobieta odczuwa dolegliwości bólowe podczas współżycia seksualnego
Nawet co piąta kobieta odczuwa dolegliwości bólowe podczas współżycia seksualnego. To tzw. dyspareunia, której przyczyną mogą być zarówno problemy natury fizjologicznej, jak i psychicznej lub relacyjnej.

Co istotne, ból może nie ograniczać się tylko do stosunku, ale pojawiać się też w innych momentach i wpływać na różne aspekty życia. Dlatego pacjentki coraz częściej zgłaszają się z tym problemem do ginekologów i seksuologów, a ci podkreślają, że w leczeniu równie istotną rolę odgrywa zarówno psychoterapia, jak i praca z fizjoterapeutą.
Ból podczas współżycia
– Zespoły bólowe podczas współżycia są to jednostki chorobowe związane z obrębem dna miednicy – mówi agencji Newseria Biznes Justyna Karczewska, fizjoterapeutka uroginekologiczna. – Ból pojawia się podczas współżycia, ale nie tylko, może wystąpić np. podczas wkładania tamponów albo przy badaniu ginekologicznym. Najczęściej kobiety odczuwają te dolegliwości bólowe w wyniku zbyt dużych napięć, które mogą być np. wynikiem stresu. Dlatego zajmujemy się tą kwestią zarówno od strony fizjoterapii, jak i psychoterapii.
Ból podczas stosunku to dolegliwość, która utrudnia, a często nawet uniemożliwia osiągnięcie satysfakcji seksualnej. Jest to dysfunkcja ujęta w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10 pod numerem F52,6, określana fachową nazwą dyspareunia. Nie jest ona marginalnym problemem. Szacuje się, że dolegliwości bólowe podczas współżycia odczuwa nawet ok. 20 proc. kobiet. Niekiedy dyskomfort jest na tyle duży, że osoba, która go odczuwa, wycofuje się z życia seksualnego.
– Dolegliwości bólowe mogą mieć też wpływ na inne aspekty i powodować np. odczuwanie zaparć czy zgrzytanie zębami. To są rzeczy, które wydają się niepowiązane, ale mają związek z bolesnym współżyciem seksualnym – mówi Justyna Karczewska.
Poważne problemy zdrowotne
U podłoża dyspareunii leżą czynniki zarówno natury fizjologicznej, jak i psychicznej lub relacyjnej.
Bolesne stosunki płciowe mogą sygnalizować poważniejsze problemy zdrowotne, jak np. endometriozę, nadżerki, torbiele i mięśniaki czy nieprawidłowości w budowie narządów płciowych. Dlatego warto zasięgnąć w tej sprawie porady specjalisty (ginekologa lub seksuologa) i przeprowadzić zaleconą diagnostykę.
– Czynników psychologicznych jest bardzo wiele. To mogą być m.in. urazy pochodzące z okresu dzieciństwa, nadużycia i traumy seksualne, przekazy wyniesione z domu rodzinnego, czasem restrykcje religijne, obniżone poczucie własnej wartości, zaburzenia depresyjne, lękowe, kwestie relacji, problemy w związku. Brak edukacji seksualnej też może mieć tutaj duży wpływ – wylicza dr Maja Chaudhuri, psycholożka, seksuolożka i psychoterapeutka.
Leczenie dyspareunii
Jak wskazuje, leczenie dyspareunii zależy od jej przyczyny i obejmuje zarówno fizjoterapię, jak i psychoterapię.
– Psychoterapia jest właśnie po to, żeby zidentyfikować przyczynę problemu i pracować kompleksowo, bo seksualność nie funkcjonuje w oderwaniu od innych aspektów. Czasem ten problem z seksualnością to jest wierzchołek góry lodowej i okazuje się, że musimy popracować z jakąś traumą lub zahamowaniami. One niekiedy dotyczą też tego, żeby w ogóle udać się na wizytę do fizjoterapeuty i popracować z ciałem, bo tutaj różne napięcia w okolicach dna miednicy też wymagają pracy i łączą się z całym procesem psychoterapii – mówi dr Maja Chaudhuri.
– Na początku szukamy tego, co mogło wywołać te dolegliwości bólowe. Bardzo często jest to np. uraz, którego możemy nawet nie wiązać z tymi objawami. Potem w leczeniu wykorzystuje się m.in. techniki manualne, czyli pracę z ciałem, ćwiczenia oddechowe, ćwiczenia relaksacyjne. Niewiele kobiet wie też, że fizjoterapeuta uroginekologiczny – podobnie jak ginekolog – również pracuje z dnem miednicy, czyli bada i prowadzi terapię przezpochwowo – dodaje fizjoterapeutka uroginekologiczna.
Ekspertki wskazują, że proces leczenia dyspareunii w coraz większym stopniu wspierają technologie, jak np. aplikacje, które pomagają w ćwiczeniach rozluźniających albo ułatwiają kontakt między pacjentką a psychoterapeutą, wspierają edukację seksualną albo pozwalają śledzić przebieg miesiączek.
– Bardzo istotny w procesie leczenia jest również partner lub partnerka pacjentki – mówi Maja Chaudhuri. – Kobiety zwykle indywidualnie zgłaszają się na leczenie do psychoterapeuty i fizjoterapeuty, ale partnera też ono dotyczy, ponieważ często zalecane jest wstrzymanie się od współżycia i aktywności seksualnej. Natomiast później zwykle zalecamy konsultację partnerską albo konsultacje indywidualne dla partnera, żeby cały ten proces był bardziej efektywny.
Źródło: newseria
Najtragiczniejsze trzęsienia ziemi na świecie

Andreas Noll
Trzęsienie ziemi w Turcji i Syrii o sile 7,8 st. w skali Richtera jest jedną z najtragiczniejszych klęsk żywiołowych, jakie wydarzyły się w ciągu ostatnich stu lat. Ponad 18 tys. ludzi zginęło w Turcji, prawie 4 tys. w Syrii. W obu krajach jest co najmniej 75,6 tys. rannych – podaje Sky News powołując się na syryjskie i tureckie źródła rządowe oraz przedstawicieli rebeliantów z północno-zachodniej Syrii.
The death toll of the Turkey-Syria earthquake has reached a staggering 19,000. Thousands are still stuck beneath the ruins. Take a look at the tragedy & devastation in Turkey’s Hatay province:pic.twitter.com/SjB93rNs3J
— Steve Hanke (@steve_hanke) February 9, 2023
22 maja 1960: Wielkie trzęsienie ziemi w Chile
Wskaźnik na skali magnitud momentu sejsmicznego zatrzymał się dopiero na 9,5 st. Nigdy wcześniej i nigdy później urządzenia pomiarowe nie wychyliły się tak bardzo, jak 22 maja 1960 roku na południowym wybrzeżu Chile.

Podczas trzęsienia ziemi w Valdivii nad Pacyfikiem, które zapisało się w historii jako „wielkie trzęsienie chilijskie”, dwie płyty kontynentalne nałożyły się na siebie o ponad 30 metrów, uwalniając ogromne ilości energii, która w ledwie dziesięć minut obróciła całe miasta w ruiny i zmieniła geografię regionu.
W regionie dotkniętym katastrofą zginęło wówczas od 1600 do 6 tys. ludzi. Patrząc na to z perspektywy czasu, można powiedzieć, że Chile przeszło prawdopodobnie najpoważniejsze trzęsienie ziemi w historii ludzkości stosunkowo łagodnie. Tsunami, które zostało wywołane „wielkim trzęsieniem”, zabiło później 130 osób w Japonii i 61 na Hawajach.
27 marca 1964: Trzęsienie ziemi na Alasce
Podczas gdy „wielkie trzęsienie chilijskie” dotknęło Stany Zjednoczone tylko w nieznacznym stopniu, cztery lata później, 27 marca 1964 roku, w Wielki Piątek, supermocarstwo stało się epicentrum drugiego najsilniejszego trzęsienia ziemi na świecie, jakie kiedykolwiek zarejestrowano. „Wielkie trzęsienie alaskańskie”, nazywane także „trzęsieniem wielkopiątkowym”, o sile 9,2 st. w skali Richtera, 27 marca 1964 roku o godzinie 17.36 czasu lokalnego zniszczyło infrastrukturę południowej i centralnej Alaski.

Mieszkańcy półwyspu mieli jednak szczęście w nieszczęściu. Gdyby nie wydarzyło się to w Wielki Piątek, dzień wolny, gdy szkoły były zamknięte, wiele firm nie pracowało, budynki publiczne stały puste, tragedia pochłonęłaby o wiele więcej ofiar. Niemniej jednak w Anchorage, najważniejszym mieście Alaski, po wstrząsach trwających cztery minuty zapadły się całe ulice, a nadmorskie kwartały miasta zalała ogromna fala tsunami. Wiele spośród 139 ofiar utonęło.
26 grudnia 2004: Tsunami na Oceanie Indyjskim
Wstrząsom tektonicznym, które mają miejsce pod dnem morza bądź w pobliżu jego wybrzeży, często towarzyszy tsunami, które prowadzi do katastrofalnych zniszczeń i wielu ofiar śmiertelnych w miejscach nawet znacznie oddalonych od epicentrum.
Podczas trzęsienia ziemi Sumatra-Andaman, które zimą 2004 roku dotknęło regiony położone 85 km od północno-zachodniego wybrzeża indonezyjskiej wyspy Sumatra, nikt nie padł ofiarą samych wstrząsów.

Zamiast tego trzęsienie rozwinęło swoją śmiercionośną siłę poprzez liczne fale powodziowe, które sięgały trzydziestu metrów, zabijając ponad 240 tys. ludzi w czternastu krajach sąsiadujących z Pacyfikiem. Wstrząsy o sile 9,1 st. były nie tylko jednymi z najsilniejszych, jakie kiedykolwiek zarejestrowano na świecie, lecz także pociągnęły za sobą ogromną liczbą ofiar.
11 marca 2011: Dramat w Fukushimie
Wielkie trzęsienie ziemi, które miało miejsce 11 marca 2011 u wybrzeży japońskiego regionu Tōhoku, zapisało się w powszechnej pamięci jako największa katastrofa nuklearna ostatnich 25 lat.
Wstrząsy o sile 9,1 st. w skali Richtera wywołały potężne tsunami, którego fale zalały japońskie wybrzeże Pacyfiku na obszarze ponad 500 km kw. Blisko 22 tys. ludzi straciło życie, około 400 tys. budynków zawaliło się bądź zostało doszczętnie zniszczonych.
Po tym, jak 14-metrowa fala tsunami uderzyła w elektrownię atomową Fukushima, doszło do uwolnienia promieniowania. W reakcji na awarię reaktora niektóre państwa zmieniły swoją politykę energetyczną.
23 stycznia 1556: Tragiczny rekord w Shaanxi
Gdy po 23 stycznia 1556 roku nadworni kronikarze chińskiego cesarza przelewali swoje ponure spostrzeżenia na papier, świat wokół nich zamienił się w gruzowisko: „W niektórych miejscach ziemia się rozstąpiła i wytrysnęły potoki wody […]. W innych mury miejskie i domy zapadły się w ziemi. Albo góry powstały tam, gdzie ziemia była płaska. W niektórych miejscach ziemia trzęsła się wiele razy jednego dnia, w innych wstrząsy nie ustawały przez kilka dni”.
Zidentyfikowano około 830 tys. ludzi, którzy zginęli w wyniku trzęsienia ziemi w chińskiej prowincji Shaanxi. Jego siła obliczona retrospektywnie wynosiła 8,25 st. Epicentrum znajdowało się około 80 km na północny wschód od Xi’an, stolicy Shaanxi. W niektórych częściach obszaru dotkniętego katastrofą życie straciło ponad dwie trzecie mieszkańców.
Szesnastowieczne trzęsienie ziemi w sercu Chin było najtragiczniejszym w skutkach trzęsieniem, jakie odnotowano w historii.
28 lipca 1976: Trzęsienie ziemi w Tangshan
Nocą 28 lipca 1976 roku nadeszła śmierć dla setek tysięcy ludzi. O godzinie 3.42 czasu lokalnego trzęsienie ziemi o sile 7,1 st. w skali Richtera prawie całkowicie zniszczyło chińskie miasto Tangshan, które obecnie liczy ponad siedem milionów mieszkańców. Epicentrum znajdowało się 20 km na południowy zachód od Tangshan, ale wstrząsy były również odczuwalne w oddalonym o 140 km Pekinie.
Trzęsienie ziemi sprawiło, że ponad pięć milionów domów nie nadawało się już do zamieszkania, oficjalnie zarejestrowano 242 tys. ofiar śmiertelnych. Szacunki zakładają jednak, że zginęło wówczas do 650 tys. ludzi, co oznacza, że trzęsienie w Tangshan mogło być najbardziej śmiercionośnym trzęsieniem ziemi w ciągu ostatnich 100 lat i drugim najbardziej niszczycielskim w historii ludzkości.
16 grudnia 1920: Trzęsienie ziemi w Gansu
Znowu Chiny. W latach 20. ubiegłego wieku w Azji Wschodniej miała miejsce seria poważnych wstrząsów tektonicznych. Spośród nich najbardziej brzemienne w skutki było trzęsienie ziemi w Gansu, znane również jako trzęsienie ziemi w Haiyuan, do którego doszło 16 grudnia 1920 roku. Zabiło ponad 200 tys. ludzi.
Wstrząsy o sile 7,8 st. zaskoczyły ludzi o godzinie 20.06 czasu lokalnego. Na obszarze epicentrum, które znajdowało się w środkowych Chinach, zniszczone zostały prawie wszystkie domy. Osuwająca się ziemia pogrzebała pod błotem całą wioskę. Wokół epicentrum powstały liczne osuwiska i pęknięcia ziemi, rzeki spiętrzyły się bądź zmieniły swój bieg.
12 stycznia 2010: akurat Haiti
Gdy w dzisiejszych czasach dochodzi do silnych trzęsień ziemi, międzynarodowa machina pomocy zaczyna działać na pełnych obrotach zaledwie kilka godzin później. Tak też było 12 stycznia 2010 po trzęsieniu na Haiti, które zaczęło się o godzinie 16.53 czasu lokalnego. Z siłą 7 st. w skali Richtera nie należy ono do największych w ciągu ostatnich 100 lat, lecz do najbardziej katastrofalnych.

Najbiedniejszy kraj zachodniej półkuli był wyjątkowo słabo przygotowany na klęskę żywiołową. W niektórych regionach Haiti zostało zniszczonych do 90 proc. wszystkich domów. Nadal nieznana jest dokładna liczba ofiar śmiertelnych. Organizacje międzynarodowe szacują, że zginęło 200 – 500 tys. ludzi.
Przeludniony kraj o skorumpowanych elitach do dzisiaj nie podniósł się z tej katastrofy, pomimo międzynarodowego wsparcia.
EDAKCJA POLECA
Zapytano Niemców, czy udzieliliby pomocy zaatakowanemu państwu członkowskiemu NATO
Według mieszkańców Niemiec Rosja jest obecnie zdecydowanie największym zagrożeniem dla pokoju na świecie – wynika z reprezentatywnego sondażu przeprowadzonego przez instytut badania opinii publicznej Allensbach.

W odpowiedzi na pytanie, które państwo stanowi największe zagrożenie w najbliższych latach, 82 proc. respondentów odpowiedziało, że Rosja. 60 proc. pytanych wybrało Chiny, a 52 proc. – mocarstwo atomowe Koreę Północną. Respondenci mogli wybrać kilka państw z listy 14 krajów albo zaproponować inne.
Przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę 24 lutego 2022 respondenci inaczej postrzegali zagrożenie. W 2021 roku tylko 32 proc. pytanych postrzegało Rosję jako największe zagrożenie. W przypadku Chin było to 46 proc. Większość (58 proc.) uważała Koreę Północną za bardzo niebezpieczną.
USA – wiarygodnym sojusznikiem?
Z sondażu wynika także, że nawet trzy dekady po zjednoczeniu Niemiec mieszkańcy tego kraju mają odmienne poglądy na wielkie mocarstwa. Podczas gdy co drugi (50 proc.) respondent w zachodniej części Niemiec uważa USA za wiarygodnego sojusznika, we wschodnich krajach związkowych zdanie to podziela zaledwie co czwarta osoba (26 proc.).
Na wschodzie mniejszy jest także odsetek tych, którzy postrzegają Rosję jako główne zagrożenie dla pokoju (73 proc.). Na zachodzie takiego zdania jest 84 proc. respondentów.
Klauzula o wzajemnej pomocy

We wschodnich krajach związkowych Niemiec mniejsza jest także gotowość do wsparcia zaatakowanego państwa członkowskiego NATO. W zachodnich Niemczech 48 proc. pytanych uważa, że Niemcy powinny uczestniczyć w takiej operacji wojskowej. Na wschodzie kraju – tylko 30 proc. uznaje to za słuszne. Biorąc pod uwagę całe Niemcy, 45 proc. społeczeństwa opowiada się za tym, by Niemcy wypełniły w takim przypadku swoje zobowiązania sojusznicze w NATO. 35 proc. respondentów uznało, że lepiej byłoby „trzymać się od tego z daleka”, a co piąty pytany był niezdecydowany w tej kwestii.
Sondaż Allensbach przeprowadzono w dniach 5-18 stycznia br. Objął on 1023 mieszkańców Niemiec powyżej 16. roku życia.