Ukraina dostanie zachodnie czołgi, następne na liście życzeń są myśliwce. Czy to realne?

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Ukraina dostanie zachodnie czołgi, następne na liście życzeń są myśliwce. Czy to realne? I gdzie przebiega czerwona linia? – pyta niemiecka prasa.

F-16 – samolot wielozadaniowy zaprojektowany przez amerykańską wytwórnię General Dynamic. Fot. wikimedia / licencja Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication

„Najpierw czołgi, a potem samoloty? Tego domaga się Ukraina, a niektóre państwa sygnalizują otwartość (na te postulaty). Jaki wpływ na ukraińską obronę miałyby w przypadku rosyjskiego ataku myśliwce?” – zastanawia się Christoph Seidler w analizie opublikowanej na portalu tygodnika „Der Spiegel”. „I gdzie przebiega czerwona linia?” – dodaje.

„To byłaby godna uwagi sztuczka, gdyby było prawdą to, co pisze, powołując się na źródła w polskim rządzie, polska gazeta Dziennik Gazeta Prawna. Wynika z tego, że Polska przekazała Ukrainie na wiosnę zeszłego roku pewną liczbę samolotów MiG-29, i to rozłożonych na części i zadeklarowanych na odprawie jako części zamienne” – pisze autor.

Seidler zaznacza, że w przypadku tych maszyn nie mogło chodzić o samoloty, które Polska otrzymała kiedyś od Niemiec (z zasobów NRD), gdyż na eksport tych ostatnich konieczna byłaby zgoda Berlina. Wynika z tego, że już w pierwszych dniach wojny rozważano możliwość dostarczenia Ukrainie myśliwców. „Wtedy projekt zablokowali Amerykanie, którzy obawiali się eskalacji wojny. Teraz Ukraińcy powrócili do tego tematu” – czytamy w „Spieglu”.

Seidler zwraca uwagę, że kanclerz Olaf Scholz „kategorycznie wykluczył” przekazanie niemieckich samolotów. Politycy z USA, Francji, Holandii i Słowacji zasygnalizowali natomiast „zasadniczą otwartość”. Polska oświadczyła, że poprze ten pomysł, jeżeli całe NATO opowie się za przekazaniem samolotów.

Na Zachodzie panuje w tej sprawie „duża powściągliwość” – czytamy w „Spieglu”. Pismo „Politico” cytuje anonimowego dyplomatę USA, że myśliwce są obecnie „no-go”.

Zdaniem autora najbardziej przydatnym dla armii ukraińskiej samolotem byłby F-16. Zdaniem cytowanych przez „Spiegla” ekspertów sam samolot nie wpłynie decydująco na sytuację na froncie. Tylko we współpracy z czołgami, oddziałami naziemnymi oraz artylerią w rodzaju wyrzutni rakietowej Himars, która zneutralizuje rosyjskie radary, F-16 może przeważyć szalę zwycięstwa. Seidler zwraca uwagę na ciągle jeszcze sprawną obronę przeciwlotniczą Rosji.

Amerykańscy eksperci uważają, że przekazanie Ukrainie F-16 nie byłoby gestem „tak eskalującym, jak ludzie uważają” – czytamy w „Spieglu”.

Broń i ryzyko

W pierwszych miesiącach wojny, dostarczając broń Ukrainie, Zachód kierował się zasadą, że najpierw trzeba poobserwować, jaki skutek będzie miał nowy rodzaj broni na polu walki, zanim podejmie się decyzję o przekazaniu kolejnego rodzaju wyposażenia – pisze Nikolas Busse.

Jak zaznaczył, w przypadku czołgów ta zasada została „rozmiękczona”, ponieważ decyzja o przekazaniu czołgów zapadła, zanim jeszcze opancerzone wozy bojowe piechoty dotarły na Ukrainę. Z wojskowego punktu widzenia miało to sens, jednak ryzyko eskalacji wojny pozostało.

To, że prezydent USA Biden, informując o przekazaniu czołgów Abrams, zaznaczył dosłownie, że tego kroku nie należy interpretować jako ofensywnego zagrożenia Rosji, pokazuje, że zwlekanie z decyzją przez Bidena miało nie tylko techniczne i logistyczne powody.

„Nie może dziwić, że Kijów domaga się teraz bojowych samolotów. Napadnięty kraj chce dostać wszystko, co może mu pomóc na polu bitwy. Mimo to Zachód powinien na razie obserwować, jaki wpływ na sytuację na froncie będą miały dostawy czołgów. Zapowiedziana ofensywa, do której mają być użyte Leopardy, nawet się nie rozpoczęła” – pisze komentator „FAZ”.

„Ustalając strategię, Zachód nie można kierować się wyłącznie interesami Ukrainy” – zaznacza w konkluzji Nikolas Busse.

Myśliwce dla Ukrainy? „To nie ma sensu”

„Po decyzji o przekazaniu czołgów, rozległy się wołania o myśliwce z magazynów Bundeswehry. To nie ma żadnego sensu” – pisze Tobias Schulze.

Takie postępowanie nie tylko uniemożliwiało publiczną debatę, ale co gorsza, wzbudzało nieufność wobec rzeczowych argumentów. Sprawiało wrażenie wymyślonych, nawet wtedy, gdy czasami miały znaczenie. Tak jak teraz, gdy dyskusja przesuwa się z czołgów na samoloty.

Niemieckie myśliwce Tornado lub Eurofighter dla Ukrainy? Patrząc pragmatycznie, w rzeczywistości jest bardzo wątpliwe, czy taka decyzja miałaby sens. Latanie samolotem jest bardziej skomplikowane niż kierowanie czołgiem. To samo dotyczy konserwacji. Utrzymywanie kilkudziesięciu typów samolotów przekraczałoby możliwości ukraińskiego lotnictwa – uważa dziennikarz „TAZ”.

W polu zainteresowania Ukraińców byłyby raczej myśliwce produkcji sowieckiej, które ukraińscy piloci znają, oraz amerykańskie F-16, na których prawdopodobnie są już szkoleni. Scholz może odetchnąć z ulgą – żaden z tych modeli nie należy do Bundeswehry.

Schulze zastrzega, że nie jest powiedziane, iż niemieckiemu rządowi uda się uniknąć dyskusji. Polska posiada używane samoloty MiG-29 z zasobów NRD. Tak jak w przypadku Leopardów, Niemcy musieliby wyrazić zgodę na przekazanie ich Ukrainie.

Polska zastanawiała się nad przekazaniem samolotów już na samym początku wojny. Wtedy plan spalił na panewce, również z powodu zastrzeżeń USA. Wtedy Waszyngton uznał ryzyko eskalacji za zbyt duże.

Zdaniem komentatora „TAZ” rząd niemiecki powinien „bardzo dogłębnie” zbadać sprawę. „Dystans od czołgu do samolotu jest duży. Większy niż dystans od jednego czołgu do innego” – ostrzegł Tobias Schulze.

 

EDAKCJA POLECA

Jacek Lepiarz


EURACTIV.pl: Ile czołgów posiadają państwa NATO?

Aleksandra Krzysztoszek

Gdy państwa NATO składają kolejne deklaracje o czołgach, jakie zamierzają przekazać Ukrainie, warto przyjrzeć się, iloma nowoczesnymi (a iloma mniej nowoczesnymi) czołgami dysponują członkowie Sojuszu.

Fot. wikipedia / licencja Creative Commons Attribution 2.0 Generic

Jak podaje EURACTIV.pl, Stany Zjednoczone mają swoje Abramsy, Francja Leclerki, a Wielka Brytania Challengery. Większość Europy stawia jednak na niemieckie Leopardy, choć wiele państw wciąż nie pozbyła się technologii radzieckiej bądź wzorowanej na radzieckiej. Jakimi czołgami dysponują poszczególni członkowie NATO?

Stany Zjednoczone

Armia USA dysponuje ok. 5500 czołgów, co plasuje Stany Zjednoczone na trzecim miejscu na świecie pod względem liczby czołgów. USA ustępują pod tym względem jedynie Rosji i Korei Północnej. W przypadku amerykańskiej armii są to czołgi III generacji M1 Abrams, nazwane na cześć generała Creightona Abramsa – dowódcy 37 Batalionu Pancernego Armii Stanów Zjednoczonych w czasie II wojny światowej. Abramsy produkowane są od lat 80.

Stany Zjednoczone posiadają Abramsy w wersjach i M1A1 AIM.V2/SA i M1A2B and M1A2C. Prezydent Joe Biden zadeklarował, że USA przekażą Ukrainie 31 czołgów w wersji M1A1 AIM.V2/SA.

Niemcy

Od rozpoczęcia masowej produkcji czołgów Leopard w latach 60. Niemcy dysponowały łącznie 2125 czołgami tego typu. Większość została jednak sprzedana po zjednoczeniu Niemiec. Czołgi Leopard 2, z których dziś korzystają Niemcy i wiele innych krajów świata (w tym 13 krajów europejskich), produkowane są od 1979 r. Były to pierwsze czołgi tzw. III generacji.

Według oficjalnych danych w 2021 r. Bundeswehra dysponowała 312 czołgami Leopard 2 (modele 2A5, 2A6, 2A6M, 2A7), z czego aktywnych (w stanie pozwalającym na wykorzystanie w armii) było jedynie 212. W tym roku czołgów jest 320, jak poinformowała rzeczniczka ministerstwa obrony telewizję CNN. Nie ujawniła jednak ile znajduje się w użyciu. Ukrainie Niemcy zamierzą przekazać 14 Leopardów.

Francja

Francja posiada 222 czołgi rodzimej produkcji Leclerc. Produkcja tego modelu rozpoczęła się w 1991 r., we francuskiej firmie GIAT Industries (następnie Nexter) w Wersalu, a rok później zaczęła z nich korzystać francuska armia. Czołgi, które zastąpiły modele AMX-30 i AMX-30 B2, zostały nazwane na cześć marszałka Philippe’a Marie Leclerca.

Do końca ubiegłego roku 200 czołgów miało zostać zmodernizowanych. Oprócz czołgów w czynnej służbie Francja ma też ok. 206 czołgów tego samego modelu w magazynach.

Wielka Brytania

W ubiegłym roku Wielka Brytania posiadała 227 czołgów rodzimej produkcji Challenger 2. Jest to sprzęt, który w pierwszej połowie lat 90. zastąpił produkowane w latach 80. Challengery 1. Brytyjska armia korzysta z Challengerów 2 od 1994 r.

Jak poinformował przed niespełna dwoma laty ówczesny minister obrony Ben Wallace, w 2030 r. flota ma zostać zredukowana do 148 czołgów całkowicie nowej generacji Challenger 3, które mają trafić do masowej produkcji w 2027 r.

Kanada

Obecnie kanadyjskie siły zbrojne posiadają na wyposażeniu 82 czołgi Leopard 2 w trzech wersjach: 42 Leopardy 2A4s, 20 Leopardy 2A4Ms i 20 2A6Ms. Znajdują się one w różnym stanie technicznym. Kanadyjski rząd poinformował, że na razie przekaże Ukrainie 4 Leopardy 2A4s.

Włochy

Włochy dysponują ok. 125 czołgami 3. generacji rodzimej produkcji Ariete. Model C1 Ariete powstał w 1988 r. i został stworzony przez Consorzio Iveco Melara (CIO). Włoska armia korzysta z tego modelu od 1995 r. Czołgi mają zostać zmodernizowane do 2035 r.

Hiszpania

Hiszpania posiada 108 czołgów Leopard 2A4, podaje analityk ds. obronnych Felix Arteaga z think tanku Elcano. 2A4 to najliczniej produkowana wersja czołgów typu Leopard 2. od grudnia 1985 roku do marca 1992 roku powstało łącznie 695 sztuk nowo wyprodukowanych wozów tego modelu.

Turcja

Turcja ma 339 czołgów Leopard 2 (modele T1 i A4) i 355 czołgów Leopard 1 (modele 1 T i A3), z których 170 zostało zmodernizowanych przed kryzysem finansowym, który wybuchł w 2008 r.

Ponadto Turcja posiada także ok. 785 amerykańskich czołgów M60 Patton (modele M60T i A3 TTS). W tym roku ma też otrzymać dwa pierwsze czołgi rodzimej produkcji, którego produkcja rozpoczęła się dwa lata temu.

Belgia

Belgia sprzedała swoje ostatnie czołgi typu Leopard 1 w 2014 r. „Te czołgi zostały sprzedane za równowartość 10-15 tys. euro, ponieważ nie nadawały się już do użytku”, wyjaśniła belgijska minister obrony Ludivine Dedonder.

Jak powiedziała, belgijski rząd mógłby teoretycznie przyjrzeć się możliwościom wykupienia sprzętu z powrotem celem jego modernizacji i przekazania Ukrainie, ale ceny za odkup są za wysokie. „Mowa o kwotach w granicach 500 tys. euro za sprzęt, który jest przechowywany w magazynach i w przypadku którego nie poczyniono żadnych prac serwisowych”, podkreśliła.

Holandia

Holandia posiada 18 czołgów Leopard 2A6, które służą w niemiecko-holenderskim 414. batalionie pancernym Bundeswehry. Większość swoich czołgów Holandia zmagazynowała w 2011 r., 100 sztuk sprzedała w 2014 r. Finom.

Norwegia

Norwegia posiada 52 czołgi Leopard 2A4NO, które zakupiła w 2001 r. od Holandii. 46 zostało zmodernizowanych i przystosowanych do norweskich standardów, podczas gdy pozostałe cześć wykorzystywano jako magazyn części zamiennych. Obecnie w czynnej służbie jest 36 czołgów. Norwegia dysponuje też czołgami Leopard 1, ale nie wiadomo, w jakiej liczbie. Znajdują się one w magazynach.

Dania

Duńskie siły zbrojne dysponują 44 czołgami Leopard 2A7DK.

Polska

Obecnie na wyposażeniu polskiej armii jest 249 czołgów Leopard w wersjach 142 2A4, 105 2A5 oraz 2 2ANJ. Prowadzona jest także modernizacja pojazdów w wersji 2A4 do standardu Leopard 2PL. Premier Mateusz Morawiecki poinformował w ostatnich dniach o planach przekazania Ukrainie 14 czołgów Leopard 2.

Polska posiada też 230 czołgów polskiej produkcji PT-91 Twardy (wersje PT-91, PT-91MA i PT-91MA1). Jak zapowiedział Morawiecki, nasz kraj wyśle Ukrainie 60 tego typu czołgów. Ponadto polska armia przed wojną w Ukrainie miała co najmniej 301 radzieckich czołgów T-72 (wersje T-72A, T-72M, T-72M1, T-72M1D i T-72M1R). Co najmniej 260 przekazano Ukrainie.

Czechy

Czechy miały latem ubiegłego roku 14 czołgów Leopard 2A4, które przekazały im Niemcy w zamian za czołgi wysłane przez Pragę Ukrainie. Czechy posiadały też starsze czeskie i czechosłowackie czołgi radzieckiego typu T-72: 51 sztuk modelu T-72M1 (35 Czechy przekazały Ukrainie) i 30 T-72M4CZ. Cała flota T-72 ma zostać zastąpiona 73 czołgami Leopard 2A7+.

Słowacja

Przed wojną w Ukrainie Słowacja posiadała 30 radzieckich czołgów T-72M1. W ostatnich dniach wyraziła gotowość ich przekazania Ukrainie w zamian za niemieckie Leopardy.

Słowacja miała już otrzymać od Niemiec 15 czołgów Leopard 2A4 w zamian za te przekazane Ukrainie

Węgry

Węgry posiadają 44 czołgi Leopard 2A7+ i 12 Leopard 2A4 (zakupione od Niemiec w 2018 r.). Dysponują także 164 radzieckimi czołgami T-72M1, spośród których 34 znajduje się w czynnej służbie, a pozostałe 130 w magazynach.

Portugalia

Portugalia posiada w czynnej służbie 37 czołgów Leopard 2A6 i 96 amerykańskich czołgów M-60 A3TTS. Oprócz tego ma w magazynach 86 amerykańskich czołgów I generacji M48A5 Patton.

Chorwacja

Chorwacja ma 75 czołgów jugosłowiańskiej produkcji M84A4. Czołgi te miały zostać poddane gruntownej modernizacji w celu dostosowania do wyższych standardów, ta jednak okazała się zbyt droga i dokonano tylko niewielkiej modernizacji.

Grecja

W greckiej armii przeważają Leopardy. Kraj dysponuje ok. 170 czołgami Leopard 2A6, 183 sztukami modelu Leopard 2A4, ma także 520 Leopardów 1A5. Te starszego typu Leopardy zdaniem ekspertów dobrze sprawdziłyby się na froncie ukraińskim, jednak Grecy mają pewne obawy, jeśli chodzi o przekazywanie czołgów. Obawiają się, że taki krok znacząco obniży ich potencjał obronny, który ma duże znaczenie w obliczu burzliwego sąsiedztwa z Turcją.

Oprócz tego Ateny dysponują ok. 392 czołgami produkcji amerykańskiej M48A5 MOLF i M60A3 TTS.

Słowenia

Przed wojną w Ukrainie Słowenia dysponowała 54 czołgami M-84A4 Sniper. 13-20 znajdowało się w użyciu, zaś 34-41 było zmagazynowanych. Kraj ma także czołgi M-55 S i M-55 USP. Już w ubiegłym roku Słowenia przekazała Ukrainie część ze swoich M-84A4 i M-55 S Ukrainie, za co miała otrzymać od Niemiec inny sprzęt wojskowy, w tym samochody ciężarowe 8×8.

Rumunia

Rumunia posiada czołgi rodzimej produkcji TR-85 (według różnych źródeł od 103 do 226 sztuk modelu TR-85-800 i 54 sztuki modelu TR-85M1 Bizonul, zmodernizowane i spełniające obecnie standardy NATO) i TR-580 (9 sztuk).

Oprócz tego dysponuje też radzieckimi czołgami T-55 w liczbie 120, z czego 108 pozostaje w użyciu (są to modele T-55AM i T-55AM2).

Bułgaria

Bułgaria dysponuje 90 czołgami T-72M1 and T-72M2. T-72M1 stanowi eksportową wersję radzieckiego T-72A, czyli ulepszonej wersji T-72.

Albania

Albania posiada 40 czołgów chińskiej produkcji Type 59/II/2. Model ten, znajdujący się w produkcji seryjnej od 1963 r., jest chińską wersją radzieckiego czołgu T-54A. Według raportu Ministerstwa Obrony z 2019 r. kraj ma jeszcze w magazynach 721 sztuk takiego sprzętu. Część ze zmagazynowanych czołgów zdaniem resortu nadaje się jeszcze do przywrócenia do użytku.

Macedonia Północna

Macedonia Północna, najmłodszy członek NATO, przed wojną w Ukrainie posiadał ok. 30 radzieckich czołgów T-72A, których masowa produkcja rozpoczęła się w 1969 r. Pod koniec lipca ub.r. rząd w Skopje podjął decyzję o przekazaniu ich Ukrainie. Ze strony Macedonii jest to nie tylko gest pomocy, ale i element wysiłków na rzecz modernizacji własnej armii i dostosowania jej do standardów natowskich. Kraj planuje bowiem zastąpić oddane czołgi nowszymi modelami.

Luksemburg, Litwa, Łotwa, Estonia, Islandia i Czarnogóra nie posiadają czołgów.


Adam Mazguła: Funkcjonariuszki i Funkcjonariusze policji władza wykorzystuje Was do działań wątpliwych prawnie

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Dziś na porządku dziennym jest kompromitowanie mundurowych poprzez pilnowanie pomników, kradzieże wieńców, spisywanie demonstrujących, zatrzymywanie ich, obsesję miesięcznic, zaglądanie do okien opozycji z wysięgnika, pilnowanie domu kacyka partyjnego, wywożenie nastolatek na przesłuchanie do lasu, lecące konfetti ze śmigłowca na policyjnych kacyków. Tak PiS-bandyci kompromitują policję, a część z Was poczuła się w tej bezkarności świetnie, bo taka władza uliczna smakuje. Zwłaszcza, gdy w cywilu niczym nie można się wyróżnić.

Funkcjonariuszki i Funkcjonariusze policji,

W państwie demokratycznym władza nie jest partyjnym właścicielem obywateli. To dyktatura pokazuje życiowe wzorce swojego nikczemnego lidera i wymusza jego pożądane zachowanie w całym społeczeństwie.

Tam, gdzie obowiązuje Konstytucja przyjęta w drodze referendum przez cały naród, władza spełnia służebną funkcję wobec obywateli. W takim państwie ten, kto nosi mundur, jest na służbie.

Jeśli nosicie na nim polskie oznaczenia, to znaczy, że służycie Rzeczypospolitej Polskiej, a właściwie narodowi polskiemu. Wtedy służycie wszystkim obywatelom zamieszkującym nasz kraj, takim, jakimi są, ze swoim językiem, historią, kulturą, nauką.

Służycie Polakom obdarzonym swoją dumą narodową, uznanymi bohaterami, ale i tym, którzy obnoszą się ze swoimi wadami i przywarami, z których nie koniecznie jesteśmy dumni. Całemu narodowi, niskim i wysokim, kobietom i dzieciom, katolikom, prawosławnym czy niewierzącym, niezależnie od preferencji seksualnych i światopoglądu.

Wszystkim Polakom, a nie tylko tym, których wskaże jakiś partyjny kacyk. Wszystkim Polakom, a nie jakiejś jednej okupującej demokrację partii zakłamanych korupcyjnych patologicznych łajdaków.

Funkcjonariusze,

Szczęśliwy czas pokoju spowodował, że tylko ludzie starsi rozumieją zagrożenia płynące ze zmieniającej się sytuacji w świecie. Rodzą się nowe reżimy, które odpowiednio obudowane propagandą zyskują poparcie społeczne.

Przypomnę, że faszyzm, czy stalinizm, zanim stały się ludobójcze, były akceptowane przez wyborców, a ich ideolodzy, zanim wymordowali miliony ludzi, zostali wybrani demokratycznie do władzy państwowej.

Dzisiaj ludobójstwo rosyjskie pustoszy ukraińską ziemię. Sieje zniszczenie, wywózki dzieci, rozbijanie rodzin, tortury, niewolę, kalectwo i śmierć. Tymczasem PiS-władza w Polsce organizowała zwolenników Putina w Europie i organizowała konferencje jego poparcia. Nawet, jeśli się tego wypierają, to rozbijają jedność europejską i atakują przede wszystkim Niemcy i Unię Europejską.

Jest oczywiste, że Wasze zaangażowanie w służbę jest teraz bardzo potrzebne, a nawet niezbędne.

Problem jest jednak w tym, że wyprowadza się Was na ulice nie w obronie społeczeństwa, któremu powinniście służyć. PiS-władza chce Was skompromitować, abyście nie mieli innego wyjścia, tylko bronić bezkarnego partyjnego złodziejstwa, zadłużania obywateli i oszustwa.

Władza wykorzystuje Was do działań wątpliwych prawnie, a część z Was poczuła zadowolenie z opresyjnych działań w stosunku do społeczeństwa. Cieszy ich bezkarna przemoc wobec pokojowo protestujących w obronie swoich konstytucyjnych praw, szczególnie kobiet, osób LGBT i z niepełnosprawnością, niezależnych sędziów, wolnych mediów, europejskich entuzjastów, ludzi kultury, nauczycieli i lekarzy, uchodźców z Afganistanu czy Iraku.

Nie bez powodu kieruje Wami z woli partii minister-przestępca partyjnych interesów. To on utrzymuje na stanowisku Waszego komendanta organizatora przestępstw ulicznych, miłośnika faszyzmu i bezkarności władzy Jarosława Szymczyka. Każdy, kto jak on, przemyciłby przez granicę nierejestrowaną broń, która mogła służyć do prowokacji i terroru, odpalił granatnik, zniszczył komisariat i zacierał ślady swojego przestępstwa, nie wyszedłby z więzienia do końca swoich dni. Tymczasem brat bezkarnego gangstera dalej kompromituje policję i ma status poszkodowanego, bo kompromitowane policji jest w interesie PiS-partii.

To dlatego władza broni bezkarności tych, co za pomocą tortur, podłączając do genitaliów paralizator, pozbawili w łazience komisariatu życia niewinnego człowieka. Władza broni policyjnych morderców na wielu ulicach polskich miast. Broni tak skutecznie, że nawet oficjalnemu mordercy publicznemu Pawła Adamowicza nie postawiono do tej pory zarzutów, bo mordował w interesie PiS-władzy.

Dziś na porządku dziennym jest kompromitowanie mundurowych poprzez pilnowanie pomników przez 40 policjantów i kradzieże przez mundurowych niesłusznych politycznie wieńców. Masowy proceder bezprawnego spisywania pokojowo i zgodnie z prawem demonstrujących obywateli, a nawet zatrzymywanie ich, wywożenie do lasu, to kolejny przykład bezprawia policji. Obsesja miesięcznic, zaglądanie do okien opozycji z wysięgnika, zabór mienia protestującym, pilnowanie domu kacyka partyjnego przez 2,5 tys. uzbrojonych po zęby policjantów i 84 pojazdy, to dopiero pokaz ogłupiania policjantów. Wszechobecne podsłuchy, szkalowanie obywateli, wywożenie nastolatek na przesłuchanie do lasu, lecące konfetti ze śmigłowca na policyjnych kacyków, to duma tej PiS-policji. Nawet, jeśli chcesz zostać oficerem policji to najłatwiej poprzez używanie pałki teleskopowej w stosunku do kobiet i oblewanie ich gazem pieprzowym.

Znamienny jest przykład z Nysy, kiedy policjanci ukarali PiS-kacyka za parkowanie na pasach. Okazało się, że od lat nie miał prawa jazdy i był w tym czasie 13 razy kontrolowany przez policję i dalej jeździł. I co się stało? Za gorliwość, to policjanci wylecieli ze służby za sprawą zemsty kolejnego policyjnego bandyty w mundurze na szczytach władzy.

Tak PiS-bandyci kompromitują policję, a część z Was poczuła się w tej bezkarności świetnie, bo taka władza uliczna smakuje. Zwłaszcza wtedy, gdy w cywilu niczym nie mogłeś się wyróżnić.

Filmy i zdjęcia brutalnych, antyspołecznych i antypolskich interwencji policji są tak drastyczne, że te, ze stanu wojennego lat osiemdziesiątych i wszystkich protestów czasu PRL wydają się tylko zapowiedzią brutalnej władzy, która nastąpiła teraz.

Wysyp takich przykładów powoduje szok społeczny i pytanie:

Komu służycie, jeśli nie nam, społeczeństwu?

Nielegalnemu i niekonstytucyjnemu władcy Polski Jarosławowi Kaczyńskiemu, przestępcy generalnemu kraju Zbigniewowi Ziobro, przestępcy Mariuszowi Kamińskiemu, czy może partyjnemu generałowi bezprawia policji Jarosławowi Szymczykowi?

Policja współdziała z nazistami oraz rycerzami, wojownikami Chrystusa, organizacjami katolickiego bezprawia, a lokalni działacze PiS i Ordo Iuris kierują komisariatami jak swoją agenturą.

To, na czym polega przestrzeganie prawa, kto musi, a kto nie?

Czy jest jakiś katalog posortowanych ludzi i policja wie, co ma, od kogo wymagać, kto może nie przestrzegać prawa, a kto ma być traktowany ze szczególną opresyjnością?

Dzisiaj ulica skanduje: „Policjancie, oddaj orła, przypnij kaczkę”, „oddaj mundur, przeproś matkę”, „PiS-ZOMO, milicja”, „faszyści, policja, jedna koalicja”.

Czy nie widzicie, że PiS władza Kaczyńskiego dąży do całkowitego uzależnienia Was od partii i używa do tego Waszych słabości, a czasem nawet nadgorliwej chęci przypodobania się bandytyzmowi?

Ci, którzy wysyłają Was na ulice dla represji obywateli, z którymi władza nie chce rozmawiać, są oprawcami Polaków.

Jednak i Wy wykonując ich represyjne rozkazy, stajecie się takimi samymi oprawcami.

Czy jesteście pewni, że za to działanie nie będziecie osądzeni i skazani?

Jarosław Kaczyński, który faktycznie w sposób nieograniczony rządzi Polską, stwierdził, że raz zdobytej władzy nie odda nigdy, chyba że jako trupa wyniesie się go z gabinetu.

Koleżanki i Koledzy mundurowi,

żyjemy w trudnym czasie, po którym nic już nie będzie takie same. Na szczęście, wielu z Was nie ulega przestępczym działaniom PiS-władzy.

Wiedzą dokładnie, że nie da się żyć inaczej jak w zgodzie społecznej i zgodnie z prawem.

Służycie pokojowi w kraju, a więc współpracy, wzajemnemu zrozumieniu, a nie partyjnym podziałom i budowaniu barykad nienawiści.

Nie jesteście ramieniem partyjnej represji reżimu, ale od troski o każdego obywatela Rzeczpospolitej.

Każdy funkcjonariusz poprzez służbę w mundurze z narodowymi symbolami państwa służy Rzeczpospolitej Polskiej i stoi na straży jej Konstytucji.

Każdy, kto łamie konstytucyjne zapisy, kto publicznie ubliża narodowi Polskiemu i obala jej porządek prawny, jest wrogiem Polski.

Powinien on być traktowany jak wróg naszej państwowości.

Dzisiaj, wszyscy, którzy noszą polskie mundury, powinni się zastanowić, komu służycie, jeśli nie społeczeństwu?

Czy nie powinniście zamienić te mundury na łachy najemników partyjnych?

Wtedy zdejmijcie orzełki ze swoich czapek i plakietki polskiego państwa. Tak jak chętnie wkładacie kominiarki, usuwacie nazwiska i identyfikatory służby ze swoich mundurów ze wstydu i ucieczką przed rozpoznaniem Waszych podłych działań.

Koleżanki i Koledzy,

PiS-władza zmienia ordynację wyborczą, szykuje ustawę o stanie wyjątkowym, zabierając wszystkie, powtarzam, wszystkie prawa obywatelom. Nawet prawo do własności. Widać, że, jak na Białorusi. W wypadku przegranych wyborów PiS dla utrzymania swojej bezkarnej władzy szykuje rozlew polskiej krwi przy Waszym udziale. Tymczasem chce Was skompromitować, odciąć od społeczeństwa obywatelskiego, abyście tylko w symbiozie z PiS-reżimem widzieli swoja przyszłość.

Wzywam Was do obrony naszej Konstytucji i do służby społeczeństwu państwa obywatelskiego. Tu i teraz. Poprzez przestrzegania prawa i służby społeczeństwu, takim, jakie ono jest, a nie bezczelnym i bezkarnym partyjnym kacykom.

Wzywam Was, do odrzucenia antypolskiej zdrady, dyktatury współczesnej Targowicy Jarosława Kaczyńskiego.

Bądźcie uczciwymi Polakami, a nie partyjnymi łajdakami! Tego Wam i sobie z całego serca życzę.

Adam Mazguła

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Czołgi Leopard 2. Dlaczego są ważne dla Ukrainy?

Jens Thurau

Jens Thurau

Niemcy dostarczą Ukrainie czołgi typu Leopard 2. Ten czołg może odegrać decydującą rolę w wojnie z rosyjskimi agresorami.

Leopard 2 A5. Fot. Bundeswehr-Fotos / wikipedia

O żadnym innym rodzaju broni nie dyskutowano ostatnio w Niemczech tak dużo, jak o Leopardzie 2 rodzimej produkcji.

Rząd federalny długo zwlekał i z dostarczeniem Ukrainie tych nowoczesnych czołgów, i z zezwoleniem innym państwom na takie dostawy. Zbyt wielka była obawa, że w ten sposób same Niemcy będą postrzegane jako strona w wojnie, czego od początku starał się uniknąć przede wszystkim kanclerz Olaf Scholz (SPD). W ostatnim czasie jednak coraz silniejsza stawała się presja na rząd, który w końcu podjął decyzję o udostępnieniu Ukrainie tych czołgów. W zamian także Stany Zjednoczone wyślą na Ukrainę czołgi typu Abrams.

Najpierw 14 czołgów do końca marca

Niemcy na razie chcą wesprzeć Ukrainę 14 czołgami typu Leopard 2A6 z arsenału Bundeswehry. W sumie dysponują 328 leopardami, eksperci spierają się jednak, ile z nich mogłoby natychmiast wejść do akcji.

Na całym świecie około 20 państw dysponuje w sumie mniej więcej 3600 leopardami.

Nowy niemiecki minister obrony Boris Pistorius (SPD) powiedział w czwartek (26.01.2023) podczas wizyty u żołnierzy w Saksonii-Anhalt, że Ukraina otrzyma pierwszą dostawę „do końca pierwszego kwartału”. Dodał, że według jego wiedzy pozwoli to na czas wzmocnić Ukrainę przed oczekiwaną wiosenną ofensywą Rosjan. – Nie mam żadnych informacji, że czołgi trafią tam za późno – powiedział Boris Pistorius.

Dwa bataliony leopardów

Celem państw zachodnich jest jak najszybsze przekazanie Ukrainie wystarczającej liczby maszyn dla dwóch batalionów pancernych. W Bundeswehrze batalion pancerny liczy 44 leopardy. Czołgi musieliby więc przekazać także inni partnerzy europejscy. Niemiecki rząd chce teraz zezwolić na dostawy czołgów z innych państw. Zastrzeżenie dotyczące takiego zezwolenia jest standardem w międzynarodowym handlu bronią i zapisano je w umowach.

Reakcja Moskwy pokazuje, jakie znaczenie mają czołgi Leopard. Dostawę leopardów i innych systemów uzbrojenia Moskwa nazwała „bezpośrednim udziałem” w konflikcie. Właśnie tej interpretacji zawsze chciał uniknąć kanclerz Olaf Scholz. Tymczasem ekspert CDU w sprawach obronności Roderich Kiesewetter w rozmowie z DW przyjmuje decyzję rządu z zadowoleniem:

– Zachodnie modele znacznie lepiej chronią żołnierzy, wzmacniając w ten sposób ich morale. Ponadto mają znaczną przewagę nad modelami radzieckimi pod względem technicznym. Dzięki nim znów realne mogą być szeroko zakrojone operacje. W ten sposób można wyzwolić większe obszary spod rosyjskiej okupacji i uniknąć zbrodni wojennych.

Nadzieja na wyraźną poprawę sytuacji

Zdaniem ekspertki wojskowej Mariny Miron z londyńskiego King’s College musi się jednak dopiero okazać, jaką dokładną wartość mają dla Ukrainy leopardy. Jak powiedziała DW: – Nie wiemy jeszcze, jakie wersje czołgów Leopard Ukraina teraz konkretnie dostanie. Jest jednka nadzieja, że znacznie poprawią sytuację w stosunku do tego, co Ukraina posiada obecnie.

Planowana obecnie dostawa NATO dla Ukrainy ma liczyć blisko 90 czołgów. Także Finlandia, która nie jest jeszcze członkiem NATO, oznajmiła, że może dostarczyć Ukrainie leopardy. Na obszarze działań wojennych niemało ekspertów wojskowych ma zaś nadzieję na decydujący zwrot w wojnie z Rosją, przede wszystkim, jeśli chodzi o odbicie terenów na wschodzie kraju.

Przebój eksportowy

Leopard 2 i jego poprzednik Leopard 1 uchodzą za przeboje eksportowe Niemiec. Czołg bojowy Leopard 2 jest produkowany seryjnie od 1978 roku i od tego czasu został pod wieloma względami udoskonalony. Dzięki wielkiemu sukcesowi eksportowemu czołgu firmy Krauss-Maffei Wegmann istnieje bardzo wiele wersji, dostosowanych do różnorodnych wymagań odbiorców. Poprzedni model Leopard 1 równiż cieszył się bardzo dużym popytem i nadal służy w wielu armiach świata. Jego przeznaczeniem jest odpieranie ataków jednostek pancernych.

Leopard 2 ma działo kalibru 120 milimetrów, którym może także podczas jazdy atakować nieruchome i ruchome cele. Z dodatkowym wyposażeniem pokonuje przeszkody wodne o głębokości do czterech metrów. Ten czołg o mocy 1500 koni mechanicznych, rozwijający prędkość ponad 60 km/h, to „zawodnik wagi ciężkiej”, co bardzo często stanowi problem dla mostów.

Podczas operacji w Afganistanie Leopard, według relacji używających go żołnierzy kanadyjskich i duńskich, sprawdził się przede wszystkim dzięki wysokiemu poziomowi ochrony przed atakami.

„Ukraina może w ten sposób wymusić rokowania”

Leopard i dostarczenie go zaatakowanej Ukrainie może zdaniem wielu niemieckich polityków stać się punktem zwrotnym w wojnie. Ekspert SPD w sprawach obronności Nils Schmid powiedział DW: – Jesteśmy przekonani, że ta dostawa okaże się wiosną decydującym atutem dla Ukrainy. Siła bojowa tego czołgu jest bowiem wysoka, znacznie wyższa niż wszystkich rodzajów broni, które dostarczyliśmy do tej pory.

Zdaniem eksperta w połączeniu ze wzmocnieniem obrony powietrznej Ukraina może w ten sposób zmienić militarny układ sił na swoją korzyść i zmusić Władimira Putina do poważnych rokowań w sprawie przywrócenia integralności terytorialnej Ukrainy.

Ponad połowa Niemców za dostawą leopardów

Także większość niemieckiego społeczeństwa aprobuje fakt, że rząd w końcu zdecydował się na dostawę czołgów Ukrainie. Według czwartkowego sondażu instytutu badania opinii publicznej Forsa dostawę poparło około 53 procent ankietowanych. Za błędną uważa ją jednak nadal 39 procent.

Sceptycyzm jest szczególnie duży na wschodzie kraju, czyli w pięciu krajach związkowych, które tworzyły wcześniej NRD. 59 procent ankietowanych uważa tam, że w ten sposób rośnie groźba wojskowej reakcji Rosji skierowanej również bezpośrednio przeciwko Niemcom.

 

REDAKCJA POLECA

 


Badanie świadomości społecznej na temat pośmiertnego przekazania ciała na cele naukowo-dydaktyczne

Od wieków nauczanie studentów medycyny anatomii odbywa się z wykorzystaniem ludzkich zwłok. W myśl maksymy usus magister est opimus – praktyka jest najlepszym nauczycielem, są one ważnym, kluczowym i niezastępowanym narzędziem w nauczaniu medycyny na całym świecie.

Fot. Piron Guillaume / Unsplash

Uczelnie medyczne na terenie całego kraju prowadzą programy świadomej donacji zwłok. Jest to dobrowolna, świadoma deklaracja darczyńcy o oddaniu swojego ciała po śmierci na cele naukowo-dydaktyczne. Prekursorem w tej dziedzinie był Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach.

Ważne jest, aby społeczeństwo miało świadomość ogromnej wartości nauczania anatomii na zwłokach dla przyszłych lekarzy. W związku z tym postanowiliśmy przeprowadzić badanie świadomości społecznej na temat pośmiertnego przekazania ciała na cele naukowo-dydaktyczne. Uzyskane w badaniu wyniki pomogą środowisku medycznemu i uniwersyteckiemu w zaktualizowaniu wiedzy na temat oczekiwań darczyńców wobec pośmiertnej donacji ciała, a następnie wyjściu im naprzeciw i prowadzeniu efektywnych działań mających na celu przybliżenie społeczeństwu tematu przekazania ciała na rzecz nauki.

Prowadzone badanie jest unikatowe w skali ponadkrajowej i może przyczynić się do rozwoju efektów dydaktyki i nauki na uniwersytetach medycznych.

Badanie kwestionariuszowe przewiduje uwzględnienie opinii kilku tysięcy mieszkańców całego kraju i jest w pełni anonimowe. Jego wypełnienie zajmie Państwu kilka minut.

Kwestionariusz jest dostępny po kliknięciu w poniższy link:

Badanie świadomości społecznej na temat pośmiertnego przekazania ciała na cele naukowo-badawcze

Dziękuję za poświęcony czas,

Radosław Karaś


Jedno z najciekawszych (na razie) badań naukowych w tym roku: spowolnij proces starzenia

Moim zdaniem to jedno z najważniejszych a na pewno najciekawszych (na razie w tym roku) badań naukowych. Aż dziwne, że o nim jakoś cicho. W zalewie ogromnej ilości badań niczego niewnoszących tylko windujących naukowców do tytułów, to zasługuje w mojej ocenie na uznanie.

Fot. Stella de Smit / Unsplash

Zatrzymać czas

Ostatnie takie ważne moim zdaniem badanie, które udowodniło, że każdy ruch, ćwiczenie fizyczne (dzisiaj już wiadomo, że nie może być w czasie bardzo intensywne) spowalnia starzenie oraz poprawia pamięć (a wszystko przez osteokalcynę uwalnianą z kości) – im jesteśmy starsi, tym mniej masy kostnej, mniej się ruszamy a tym samym mamy mniej osteokalcyny. Odkrycie to odbiło się szeroko w zaleceniach w medycynie.

Najnowsze badanie opublikowane w tym miesiącu dotyczy okresowego postu. Było już wiadomo, że niedojadanie, okresowy post w jakiś sposób jest korzystne i przedłuża życie. Wydłużono żywot pewnego nicienia (Caenorhabditis elegansc) o 100 proc., a potem nawet 5-krotnie dokonując manipulacji genetycznej, ale nie bardzo wiadomo było, dlaczego tak się dzieje.

Co teraz odkryto?

Podczas posiłków komórki „objadają się” i w rezultacie, jeśli nie mają wystarczająco dużo czasu na detoks 🙂 zachodzą w nich różne patologiczne procesy, co w rezultacie prowadzi do ich śmierci.

Okresowy post (ok. 15 godz. wg autorów) stymuluje autofagię (samooczyszczenie komórek) – za to zjawisko zresztą przyznano Nagrodę Nobla w 2016 roku. To między innymi od zdolności autofagii zależy, jak szybko starzeją się komórki. Wiadomo, że autofagia a właściwie jej spowolnienie lub brak ponadto odpowiada między innymi za szereg chorób cywilizacyjnych jak: cukrzyca, choroba Alzheimera czy nowotwory.

Spowolnij swój zegar biologiczny

Co ciekawe odkryto jeszcze, że okresowy post nie tylko zmienia metabolizm komórek, ale również aktywność genów, tym samym ”wyłącza” lub zmniejsza aktywność tych genów, które powodują stany zapalne. Tym samym spowalnia starzenie się organizmu i zapobiega różnym chorobom. Odkryto ponadto, że podczas postu zmienia się nasz zegar biologiczny.

Wg tego badania najkorzystniej spożywać posiłki przez 8-12 godz. (im krócej, tym lepiej), a potem post ok. albo aż 16 godz. do poprawki wiele zaleceń i naszych nawyków! I potwierdza się, że gdybyśmy okresowo jedli i potem pościli, to bylibyśmy zdrowsi, a nie zaglądali do lodówki, gdy tylko czujemy głód, szczególnie sięgając po cukier.

Od kilku dni dużo myślę, jak i czy będzie to miało przełożenie w przyszłości (badanie zostało przeprowadzone na razie na myszach). Jeśli uda nam się stworzyć „lek” który będzie „włączał” geny powodujące szybszą autofagię komórek, to prosty (niejedyny) sposób na spowolnienie procesu starzenia oraz uwolnienie się od chorób cywilizacyjnych. I w takim razie zadaję sobie pytanie, dlaczego jedzenie jest dla nas przyjemne (oddziałuje w mózgu w tym samym miejscu jak wszystko, co sprawia nam przyjemność), skoro robi tyle złego.

Dla ciekawych podaję link do publikacji w Cell – www.cell.com

Tomasz Lepich


Raków głównym faworytem do wygrania Ekstraklasy!

W pierwszej części sezonu na boiskach Ekstraklasy Raków Częstochowa nie pozostawił żadnych wątpliwości, kto był najlepszym zespołem w Polsce. Podopieczni Marka Papszuna mają aktualnie 9 punktów przewagi nad wiceliderem i do rundy wiosennej przystąpią z jasnym zadaniem – wywalczenie tytułu.

Dominacja na swoim boisku

Raków Częstochowa był bez wątpienia najlepszą drużyną, jeśli chodzi o klasyfikację meczów domowych. Podopieczni Marka Papszuna wywalczyli aż 25 punktów w 9 rozegranych rywalizacjach. Tym samym zaliczyli 8 zwycięstw i tylko jeden remis w rywalizacji z Jagiellonią Białystok. W opinii zakładów bukmacherskich w pzbuk.pl w pierwszej części sezonu można było im zaufać, gdy grali przed własną publicznością. Zdecydowanie gorzej wyglądały liczby tego zespołu w meczach rozgrywanych na wyjeździe. Raków częściej gubił punkty w delegacjach, co pokazuje 16 wywalczonych oczek w 8 rozegranych spotkaniach.

Ogólnie jednak przewaga tego zespołu nad resztą ligowej tabeli jest tak duża, że piłkarze z Częstochowy będą się musieli naprawdę mocno postarać, aby roztrwonić ten dorobek. Raków już w poprzednim sezonie był bardzo blisko wywalczenia mistrzostwa Polski, a zakłady bukmacherskie stawiały ich w roli głównego faworyta, ale ostatecznie porażka w Lubinie pogrzebała ich szanse.

Częstochowianie do tej pory mogą pochwalić się najlepszą defensywą na równi z Cracovią, a także zdobyli najwięcej bramek, ponieważ w 17 rozegranych starciach zaliczyli aż 35 trafień. Żadna drużyna nie może się z nimi równać pod tym kątem i przekłada się to również na ligową tabelę.

Runda wiosenna – szybki marsz po tytuł?

Analizując terminarz pierwszych meczów Rakowa Częstochowa w rundzie wiosennej, warto zauważyć, że we wszystkich z tych spotkań będą zdecydowanym faworytem. Podopieczni Marka Papszuna w pierwszym meczu zmierzą się na wyjeździe z Wartą Poznań. Zieloni byli jednym z najgorszych zespołów w klasyfikacji domowej, więc nic dziwnego, że polskie zakłady bukmacherskie faworyzują Raków. Później przyjdzie im się zmierzyć przed własną publicznością z Piastem Gliwice, a następnie w delegacji ze Stalą Mielec. Na papierze najtrudniejszym spotkaniem tego zespołu na początku 2023 roku może być rywalizacja z Górnikiem Zabrze. Przypomnijmy, że w pierwszej rywalizacji pomiędzy tymi drużynami lepsza okazała się drużyna Bartosza Gaula, co było sporym zaskoczeniem dla zakładów sportowych.

W ofertach zakładów bukmacherskich są już dostępne propozycje długoterminowe. W kursach na mistrzostwo Polski zdecydowanym faworytem jest ekipa z Częstochowy, ale podobnie było przed startem tej kampanii, chociaż równie wysoko był notowany Lech Poznań. Aktualna różnica punktowa w tabeli pomiędzy tymi drużynami wynosi aż 13 punktów, więc ciężko oczekiwać, aby na koniec sezonu Kolejorz odrobił taką stratę.

Wiadomości sportowe są dostępne w tym miejscu.

Obstawianie zakładów bukmacherskich niesie ze sobą ryzyko uzależnienia. Pamiętaj, że nie może być sposobem na życie. W Polsce korzystanie z usług nielegalnych bukmacherów jest zabronione, możesz grać wyłącznie u tych operatorów, którzy posiadają zezwolenie Ministerstwa Finansów.

Cherry Online Polska Sp. z o.o. działający pod nazwą PZBuk: zezwolenie MF z dnia 28 czerwca 2018 r. nr PS4.6831.26.2017.

Autor tekstu: Mateusz Nowak

– Senior Project Manager Zagranie.com, absolwent dziennikarstwa sportowego i zarządzania w sporcie na UAM i fan piłki nożnej! Na Twitterze - @Mati_N95


Czy Iga Świątek zapisze się na kartach historii tenisa?

Raszynianka już teraz jest uznawana za jedną z najlepszych zawodniczek w historii tej dyscypliny. A przecież ma dopiero 21 lat i całą karierę przed sobą. Te opinie nie są jednak odosobnione. Warto zaznaczyć, że Polka może pochwalić się np. zdecydowanym prowadzeniem w rankingu WTA. Tak samo, jak kilkoma triumfami w najbardziej prestiżowych turniejach. A wydaje się przecież, że tak naprawdę to dopiero… początek.

21-latka to zdecydowana liderka rankingu WTA

Poprzedni rok zdecydowanie należał do Polki. Przełożyło się na to pierwsze miejsce w rankingu WTA. I mało wskazuje na to, że Iga Świątek prędko odda tę lokatę. W tym momencie Polka ma aż 11025 punktów. Co ciekawe, dwie kolejne zawodniczki razem mają mniej oczek. To chyba wyraźnie pokazuje, jaka w tym momencie jest przepaść. Obecnie na drugiej lokacie znajduje się Tunezyjka Ons Jabeur, która zainkasowała 5140 oczek. Z kolei trzecie miejsce okupuje Amerykanka Jessica Pegula (równo 5000 punktów). Nie dziwi zatem, że rozmaite newsy sportowe na https://sport1.pl ogłaszają Polkę aktualną „królową tenisa ziemnego”. Pozostaje mieć nadzieję, że Iga Świątek będzie grała bez kontuzji. W tym momencie tylko jakaś dłuższa absencja spowodowana właśnie np. kwestiami zdrowotnymi spowodowałaby, że 21-latka straciłaby swoją pozycję liderki. Na razie jednak jest pod tym kątem bardzo dobrze. Polka gra co prawda sporo, ale kontuzje omijają ją szerokim łukiem. I oby było tak przez całą zawodową karierę.

Polka ma swoim koncie już wiele wybitnych sukcesów

Wszystko tak naprawdę rozpoczęło się w 2020 roku. Oczywiście, wcześniej Iga Świątek wygrywała w turniejach niższej rangi. Dla tenisistów i tenisistek liczy się przede wszystkim to, aby triumfować w zawodach z najwyższej półki. Chodzi zaś tutaj o turnieje zaliczane do Wielkiego Szlema. Rok 2020 był specyficzny. Przez pandemię np. zawody French Open były przeniesione o kilka miesięcy. W październiku Iga Świątek wygrała w wielkim finale i zanotowała tym samym pierwszy tego typu triumf w karierze. Warto dodać, że np. Agnieszka Radwańska (także znakomita tenisistka) przez całą karierę ani razu nie dostąpiła tego zaszczytu, chociaż kilka razy była bardzo blisko. Raszynianka nie zamierzała jednak na tym poprzestawać. W 2022 roku wygrała nie tylko ponownie French Open, ale także US Open. W jej dorobku brakuje zatem wiktorii w Australian Open oraz na Wimbledonie. Pozostaje mieć nadzieję, że brakujące tytuły znajdą się w gablocie Polki już w tym roku.

Czy Iga Świątek wygra Australian Open 2023?

Polka ma na pewno spore szanse na zanotowanie końcowej wiktorii w tym turnieju. Aktualnie Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy. Najpierw raszynianka ograła Niemkę Jule Niemeyer (6:4, 7:5). Potem bez większych kłopotów uporała się natomiast z Kolumbijką Camilą Osorio – także w dwóch setach (6:2, 6:3). Kolejny pojedynek w piątek (o 04:30 polskiego czasu). W trzeciej rundzie Australian Open raszynianka zmierzy się z Hiszpanką Cristiną Bucsą, która w trzech setach rozprawiła się z kanadyjką rumuńskiego pochodzenia – Biancą Vanessą Andreescu.


Leopardy dla Ukrainy. Rosyjski ambasador w Berlinie oburzony

DW

Rosyjska ambasada w Berlinie ostro krytykuje decyzję niemieckiego rządu o dostarczeniu leopardów na Ukrainę. Jej zdaniem ten krok eskaluje konflikt na nowy poziom. Ambasador mówi nawet o nowym „froncie wschodnim”.

Ambasada Rosji w Berlinie ostro skrytykowała zapowiedź, że Niemcy dostarczą Ukrainie czołgi bojowe.

– Decyzja Berlina o dostarczeniu Kijowowi czołgów Leopard 2 jest niezwykle niebezpieczna, ponieważ przenosi konflikt na nowy poziom konfrontacji” – powiedział według komunikatu prasowego placówki rosyjski ambasador w Niemczech Siergiej Nieczajew. Jego zdaniem decyzja ta jest sprzeczna z zapowiedziami niemieckich polityków, że nie chcą dać się wciągnąć w konflikt.

– Niemcy i ich zachodni partnerzy nie są zainteresowani dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu. Raczej stawiają na eskalację” – twierdzi Nieczajew.

– Decyzja Berlina oznacza ostateczny odwrót Republiki Federalnej Niemiec od przyznania się do odpowiedzialności historycznej wobec naszego narodu za straszliwe zbrodnie nazizmu w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, które nie podlegają przedawnieniu – oskarża 69-letni dyplomata. Niemieckie czołgi znów pojadą na „front wschodni”, co zdaniem Nieczajewa będzie oznaczać nie tylko śmierć rosyjskich żołnierzy, ale także ludności cywilnej.

Kijów zapewnia: Leopardy nie zaatakują Rosji

Rosja od jedenastu miesięcy prowadzi napastniczą wojnę przeciwko Ukrainie i okupuje obecnie niemal jedną piątą jej terytorium. Kijów zobowiązał się, że nie użyje broni dostarczonej przez Zachód do ataku na Rosję, ale po to, żeby odzyskać terytoria zaanektowane przez Moskwę.

Rosyjska ambasada wypowiedziała się już w podobny sposób po niemieckiej zapowiedzi dostarczenia Ukrainie bojowych wozów piechoty i systemu obrony powietrznej Patriot na początku stycznia. Mówiła wówczas między innymi i o tym, że jest to „kolejny krok w kierunku eskalacji konfliktu na Ukrainie”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Oni są szczególnie narażeni na przemoc seksualną

Osoby z niepełnosprawnością intelektualną od 2 do 5 razy częściej są ofiarami przemocy seksualnej niż osoby z pozostałej populacji. Specjaliści nie mają wątpliwości: najlepsza ochrona to uczenie ich stawiania granic i powstrzymanie trendu do infantylizacji ich zachowań. Problemem w Polsce jest to, że nie postrzegamy tych osób jako pełnoprawnych istot ludzkich z seksualnością. Takie postrzeganie dotyczy nie tylko opiekunów takich osób czy ich otoczenia, ale nawet specjalistów. To wielki błąd, bo one mają podobne potrzeby jak osoby zdrowe.

Fot. Engin Akyurt / Unsplash

– Często temat seksualności kategoryzujmy w zakresie czterech pierwszych liter tego pojęcia, czyli samego seksu. Seksualność to coś znacznie więcej: potrzeba intymności, bliskości, dotyku, relacji, nie zawsze związana z erotyką – uważa mgr Barbara Płaczek specjalistka seksuologii, edukatorka seksualna osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Każde dziecko może stać się ofiarą

Warto pamiętać, że jeżeli nie poruszamy tematu seksualności, granic intymności, norm akceptowalnych społecznie, to każde dziecko – nie tylko to z ograniczeniami w sferze intelektualnej – może w łatwy sposób stać się ofiarą przestępstwa seksualnego.

Tego rodzaju postawa rodziców ma konsekwencje w dorosłości dziecka. Jeśli nie jest tego uczone od początku swojego życia, to nie ma narzędzi obrony, kiedy przekraczane są jego granice. W przypadku dorosłego z niepełnosprawnością, problemów może być tylko więcej, jeśli chodzi o wszystkie zachowania w obrębie bliskości, relacji, intymności.

– Najprostszy przykład z życia: mama syna z niepełnosprawnością intelektualną i spektrum autyzmu narzeka, że syn notorycznie przekracza granice w stosunku do innych osób. Ale proszę zobaczyć, jaka jest reakcja społeczeństwa: tłumaczy się takie zachowanie jego ograniczeniem intelektualnym, infantylizuje jego zachowanie. Gdy 10-letni chłopiec przytula się do ekspedientki i mama mówi mu, że to nieodpowiednie zachowanie, pani mówi, żeby go zostawiła, bo jej nie przeszkadza. I to dziecko, a w konsekwencji później osoba dorosła, uczy się, że to zachowanie jest akceptowalne społecznie. Tylko że w późniejszym czasie tego typu zachowania zaczynają nam przeszkadzać i uważamy, że ten człowiek przekracza nasze granice, że rodzic nieodpowiednio go wychował – tłumaczy specjalistka.

Kręgi bliskości

Od osób niepełnosprawnych intelektualnie nie możemy oczekiwać nagłej zmiany w dorosłym życiu. Jeśli dziecko, późniejszy nastolatek i dorosły przez wiele lat był przyzwyczajony do tego, że takie zachowanie jest normą, to trudno liczyć na to, że z dnia na dzień, czy jednym oddziaływaniem terapeutycznym to się zmieni. Specjalistka podkreśla, że te osoby nie mają często zwyczajnego dla nas przeniesienia na życie codzienne danego zachowania. Dlatego tak ważne jest, by od wczesnych lat, tłumaczyć co to jest granica intymna, co to jest norma akceptowalna społecznie, gdzie kto ma te granice, na co możemy sobie pozwolić w relacji z osobą znaną, a na co w relacji z osobą obcą.

W związku z tym, że wiele osób z niepełnosprawnością intelektualną i spektrum autyzmu ma problem z oceną, jaki rodzaj bliskości powinien je łączyć z różnymi osobami, warto posiłkować materiałami edukacyjnymi np. tzw. osobistymi kręgami bliskości. Można je narysować lub użyć zdjęć czy piktogramów przedstawiających różne formy okazywania bliskości: przytulenie, pocałunek, poklepanie po plecach, seks, uściśnięcie dłoni, przybicie piątki i wiele innych, które pokazują właściwy dystans lub bliskość dopuszczalne w relacjach z ludźmi.

Dwa największe błędy

Jak tłumaczą specjaliści, osoby z niepełnosprawnością intelektualną często popełniają dwa podstawowe błędy: mylenia nieznajomego z przyjacielem i mylenia sytuacji publicznych z prywatnymi.

Błąd mylenia nieznajomego z przyjacielem odnosi się do sytuacji, w której osoba z niepełnosprawnością zachowuje się w stosunku do osoby nieznajomej tak, jakby była ona jej bliskim przyjacielem.

– Jako przykład mogę opowiedzieć sytuację, która miała miejsce w jednym z ośrodków. Po pogadance ze społecznością placówki czterdziestoletnia kobieta ze znacznym upośledzeniem intelektualnym podbiegła do nowo poznanego policjanta i zaczęła się do niego przytulać. Kiedy zwrócono jej uwagę, że to niewłaściwe, zbagatelizowała tę uwagę, ale stało się tak dlatego, że policjant odwzajemnił przytulenie, mówiąc: „Nic nie szkodzi, proszę ją zostawić”. Choć ów policjant w danym momencie nie miał złych intencji i z pewnością nie planował wykorzystania seksualnego czy przekroczenia granic intymnych w stosunku do tej kobiety, to trzeba pamiętać o tym, że kiedy w takiej sytuacji dorosła kobieta dostaje sygnał, że jej zachowanie jest ok, że może się przytulić, zapamiętuje, że gdziekolwiek się do kogokolwiek się przytuli – będzie ok – tłumaczy edukatorka.

Warto wiedzieć, że sfera seksualna u osób z niepełnosprawnością intelektualną najczęściej nie jest upośledzona, mają one takie same potrzeby seksualne, bliskości, dotyku, relacji jak każdy inny dorosły.

– To naraża je na niebezpieczeństwo wykorzystania seksualnego. Wystarczy, że znajdzie się w pobliżu mężczyzna, który taką kobietę doceni, powie, że ją lubi, da jej bliskość, to ona wejdzie w tę relację, bo osoby z niepełnosprawnością intelektualną mają bardzo dużą potrzebę bliskości, a także często dużą potrzebę czerpania przyjemności z zachowań seksualnych. Jednak im głębszy stopień niepełnosprawności, tym mniejsza świadomość konsekwencji płynących z podejmowanych zachowań – ostrzega Barbara Płaczek.

Drugi błąd, który często popełniają osoby z niepełnosprawnością intelektualną, to mylenie sytuacji publicznych z prywatnymi. Polega to na realizowaniu w miejscach publicznych zachowań, które są społecznie nieakceptowalne, np. dotykanie narządów płciowych czy rozbieranie się. Bardzo dużą rolę odgrywa tu edukacja i zadbanie o prawidłowe wykształcenie się okręgów seksualności, w tym kręgu intymności.

– To jeden z głównych powodów, dla którego osoby z niepełnosprawnością intelektualną stają się ofiarami przestępstwa seksualnego. Z moich obserwacji i badań wynika, że u dorosłych osób z niepełnosprawnościami okręg intymności praktycznie nigdy się nie wykształca. A to, dlatego że przez wiele lat żyją w tak zwanym mechanizmie otwartych drzwi. Rozmowy o tym z nimi są bardzo przykre. Mówią, że gdy są same w łazience, członkowie rodziny wchodzą bez pukania, nawet jeśli oni wykonują wtedy czynności higieniczne. 30-40 -latkowie opowiadają, że śpią ze swoimi rodzicami. Nie mają zachowanej przestrzeni intymnej. A gdy w odczuciu innych przekraczają granice, często są pokazywane jako osoby naładowane seksualnie, które nie wiedzą, w jaki sposób sobie ze swoją seksualnością poradzić – mówi edukatorka.

Brak poszanowania ich granic ze strony najbliższych sprawia, że osoby te łatwiej stają się ofiarami przestępstw seksualnych, bo myślą, że zachowania naruszające ich intymność są normą lub wręcz oznaką zainteresowania, przychylności, sympatii. Mówiąc wprost: nie potrafią odróżnić, co jest dobre, a co złe.

Ważna jest spójność przekazu

Specjalistka zastrzega, że na efektywność przekazów edukacyjnych skierowanych do osób z niepełnosprawnościami wpływa zachowanie opiekunów. Gdy informacje zasłyszane w szkole czy w placówce specjalistycznej są powtarzane także w domu, ulegają wzmocnieniu.

– Jeśli dziecko, a później dorosły z ograniczeniem, na zadane pytanie odnoszące się do sfery seksualnej słyszy: „Ciebie to nie dotyczy”, „Dowiesz się w swoim czasie”, „Jesteś jeszcze za młody”, „Po co ci to wiedzieć?”, to kiedy dojdzie do przekroczenia jej granic seksualnych, nie przyjdzie do opiekuna ze swoim problemem, bo będzie miał zakodowane, że są to tematy, o których się nie rozmawia – zwraca uwagę specjalistka.

Jeżeli edukujemy w zakresie dobrego i złego dotyku, intymności, pokazujemy gdzie, są granice intymne, rysujemy okręgi bliskości, to taki podopieczny będzie w stanie zdecydować, kogo dopuszcza do sfery intymnej, wskazać, z kim może sobie pozwolić na bliższą relację, a gdzie musi być ostrożny w nawiązywaniu relacji. A wtedy ryzyko przestępstwa seksualnego wobec niego spadnie.

Co jest normą?

Infantylizacja sprawia, że znacznej części opiekunów nie mieści się nawet w głowie, że ich podopieczny może czuć popęd seksualny. A może i czuje. I może go rozładowywać na przykład za pomocą masturbacji.

– Trzeba wytłumaczyć niepełnosprawnemu intelektualnie, że podejmowanie pewnych zachowań, np. masturbacji, to zdrowy przejaw seksualności, ale nie należy tego robić w parku czy szkole, bo takie zachowanie musi być owiane intymnością. On musi usłyszeć: „To jest twoje ciało, twój czas tylko dla ciebie i nikt – nawet rodzic – nie ma prawa w tym uczestniczyć” – podkreśla specjalistka.

Niezwykle ważna jest spójność przekazu. Jeśli terapeuta czy pedagog powie, że jakieś zachowanie jest ok, ale tylko za zamkniętymi drzwiami pokoju czy łazienki, a w domu osoba niepełnosprawna słyszy sprzeczny komunikat, np. powołujący się na wartości religijne, to przestaje rozumieć, nie wie, co ma wybrać: czy to, co mówi specjalista, czy to, co mówi rodzic.

– Musimy zaakceptować fakt, że niezależnie od stopnia niepełnosprawności taka osoba ma potrzeby seksualne i rolą opiekuna jest głośno o tym mówić, bo tylko wtedy będzie wiedziała, w jaki sposób może je bezpiecznie realizować. Inaczej w łatwy sposób stanie się ofiarą przemocy seksualnej lub nie będzie wiedziała, co to jest granica intymna i że nie wolno jej przekraczać” – mówi edukatorka.

Szacunek należy się wszystkim

Opiekując się osobą z niepełnosprawnością intelektualną, nie wolno zapominać, że najlepszą profilaktyką w zakresie seksualności są pozytywne zdrowe relacje z najbliższymi osobami. Osoba, która doświadcza szacunku ze strony najbliższych, uczy się szanować innych oraz siebie. Gdy stawia jej się granice, uczy się ją stawiania granic wobec innych, a tym samym odmowy uczestnictwa w niechcianych sytuacjach. Będzie też potrafiła nazwać te niebezpieczne dla niej sytuacje seksualne.

– Dziś już wiemy, że nie możemy na osobę z niepełnosprawnością intelektualną patrzeć przez pryzmat żalu i litości. Ciągłe tłumaczenie jej niewłaściwych zachowań spowolnieniem intelektualnym prowadzi do tego, że nie nauczymy jej umiejętności wpływania na zachowania innych – uważa Barbara Płaczek.

Częsty błąd opiekunów polega na tym, że nie dają swojemu podopiecznemu prawa stanowienia o swoim ciele, a ich sfera intymności bardzo często jest przekraczana. Osoby z ograniczeniami intelektualnymi najczęściej można nauczyć samodzielnie wykonywać trening czystości, dbać o higienę osobistą. Wyręczanie ich w tym sprawia, że stają się niesamodzielne, zależne od osób trzecich i błędne koło się zamyka.

– Intymność osoby z ograniczeniami intelektualnym często i drastycznie jest im zabierana. Np. przebieranie pieluchy w obecności innych, odwracanie się plecami, słowna agresja, czyli wyzywanie, mówienie, że śmierdzi, bo jest nieumyta, używanie słów określających stopnień upośledzenia czy też samego stanu upośledzenia: „debil, imbecyl, kretyn, głupek”. To coś, co często obserwuję i nie ma we mnie na to zgody, uważam to za znieważanie, a nawet za przestępstwo wobec osoby niepełnosprawnej – mówi specjalistka.

Niepełnosprawność i paragrafy

Warto pamiętać, że wraz ze wzrastaniem stopnia niepełnosprawności intelektualnej maleje prawdopodobieństwo, że osoba upośledzona rozpozna akt przemocy i będzie próbowała się przed nim bronić, a już, tym bardziej że zgłosi ten fakt. Dlatego przed specjalistami pracującymi z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie stoi bardzo trudne i niezwykle odpowiedzialne zadanie, aby dać swoim podopiecznym szansę na obronę przed krzywdą i cierpieniem.

Ta ochrona nie ma nic wspólnego z izolowaniem osób z niepełnosprawnościami od niebezpiecznego otoczenia, straszenia niebezpieczeństwami. Polega na prawidłowym ich edukowaniu, aby potrafiły sobie radzić. Specjalistka przytacza słowa Eduarda Jamesa Olmosa: „Edukacja to szczepionka na przemoc”. I dotyczy to zarówno opiekunów osób z niepełnosprawnościami, jak i specjalistów w poradniach czy instytucjach takich jak sąd i prokuratura, by nie dochodziło do marginalizowania zgłoszeń przemocy wobec osób niepełnosprawnych. A, zdaniem ekspertki, ma niestety dość często miejsce.

– Bardzo często spotykam się z tłumaczeniem, że ta osoba naoglądała się telewizji i teraz próbuje przenieść to na swoje życie. Tymczasem nasi podopieczni są bardziej niż zdrowe osoby narażeni na niebezpieczeństwo przemocy seksualnej wobec nich i musimy być na to niezwykle wyczuleni. Każdy rodzaj niepełnosprawności zwiększa ryzyko podejmowania zachowań seksualnych. To coraz częstsze zjawisko, ponieważ te osoby nie potrafią zawalczyć o swoje, nie potrafią wyznaczać swoich granic – zwraca uwagę specjalistka.

Zgodnie z artykułem 198 Kodeksu karnego „wykorzystywanie seksualne bezradności, niepoczytalności jest jednoznacznie sformułowane: kto wykorzystuje bezradność innej osoby lub wynikające z upośledzenia umysłowego, lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu, lub pokierowania swoim postępowaniem doprowadza ją do obcowania płciowego, lub poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

– To oznacza, że nawet jeżeli osoba z niepełnosprawnością intelektualną powyżej 15. roku życia wyraziła zgodę na jakąś formę aktywności seksualnej, ale postępowanie wykaże, że była nieświadoma swego czynu, a sprawca wykorzystał jej niezdolność, może ona zostać uznana za ofiarę wykorzystania seksualnego. W takiej sytuacji nie ma zastanawiania się, czy dana osoba tego chciała, czy było to przekroczenie jej granic. Odnosimy się do poziomu świadomości i tego, w jaki sposób sprawca chciał wykorzystać osobę z niepełnosprawnością – mówi Barbara Płaczek.

A, niestety niepełnosprawność jest ułatwieniem dla sprawców. Kłopot w tym, że bezradność prowadzi też do bezkarności. Uzyskanie materiału dowodowego pozwalającego na ukaranie sprawcy w wielu sprawach jest niezwykle trudne, a bardzo często wręcz niemożliwe. Dla wielu osób to niewyobrażalne, że ktoś może skrzywdzić osobę już tak skrzywdzoną przez los. A choć niepełnosprawność intelektualna nie jest czynnikiem determinującym, to jest czynnikiem ryzyka nadużyć seksualnych.

Dostępne badania wskazują, że osoby z niepełnosprawnością doświadczyły przemocy seksualnej trzykrotnie częściej niż ich zdrowi rówieśnicy. Z raportu na temat przemocy w rodzinie wobec osób starszych i niepełnosprawnych z 2009 roku (PAN na zlecenie MPiPS) wynika, że trudno oszacować wiarygodne dane na temat przemocy wobec niepełnosprawnych w rodzinie i należy przypuszczać, że statystki dotyczące tego zjawiska mogą być zaniżone.

Monika Wysocka / PAP