Ramstein, Niemcy: To „decydujący moment” wojny
W trakcie spotkania w amerykańskiej bazie Ramstein w Nadrenii-Palatynacie kilka krajów zapowiedziało konkretną pomoc dla Ukrainy. Niemcy sprawdzają rezerwy czołgów Leopard.
Niemcy🇩🇪 nieugięci w sprawie Leopardów dla Ukrainy🇺🇦. Szczyt w Ramstein nie wiele zmienił.
— Radek Pyffel (@RadekPyffel) January 20, 2023
Między innymi o tym w dzisiejszym komentarzu; https://t.co/1U6EEaeHut pic.twitter.com/XdSrSpNgtu
Oczekiwania były ogromne, prośby Ukrainy pilniejsze i bardziej bezpośrednie niż kiedykolwiek. W samym centrum debaty o pomocy dla Ukrainy, pytanie: kiedy Kijowowi zostaną przekazane czołgi Leopard. Podczas rozmów w Ramstein, oczy wszystkich były zwrócone na niemiecki rząd. Nowy minister obrony Niemiec Boris Pistorius na razie nie zapowiedział przekazania Kijowowi leopardów. Zlecił natomiast sprawdzenie ich rezerw. Wyjaśnił też, że decyzja o ewentualnej dostawie zostanie podjęta „tak szybko, jak to możliwe”.
„Decydujący moment” wojny
Sekretarz obrony USA Lloyd Austin wezwał do silniejszego wsparcia Ukrainy przez sojuszników i mówił o „decydującym momencie” wojny.
Oczekiwania wobec Niemiec były ogromne. Ukraina oficjalnie zwróciła się do niemieckiego rządu 3 marca 2022 r. z prośbą o dostarczenie czołgów – zaledwie tydzień po ataku Rosji. Później ponawiała swoją prośbę wielokrotnie. W ostatnich dniach europejscy sojusznicy jeszcze zwiększyli presję na kanclerza Olafa Scholza.
Polska zapowiedziała, że w ramach koalicji przekaże Ukraińcom czołgi Leopard. Te są natomiast produkowane w Niemczech i każdy ich transfer musi być zatwierdzony przez rząd w Berlinie. Pistorius przyznał, że rozmawiano o takim pozwoleniu, ale decyzja w tej sprawie nie zapadła.
Jednocześnie nowy minister obrony zaprzeczył, jakoby Niemcy blokowały dostawy.
– Wrażenie (…), że istnieje zjednoczona koalicja, a Niemcy stoją jej na drodze, jest błędne – powiedział polityk SPD. Dodał, że istnieją dobre argumenty za i przeciw dostawie leopardów i tłumaczył, że wszystkie argumenty muszą być starannie wyważone. Zaznaczył też, że stanowisko to podziela wielu sojuszników. Tłumaczył, że Niemcy nie zwlekają, są jedynie ostrożne. Gdyby podjęto decyzję o dostawie (leopardów), musiałoby do tego dojść szybko, stwierdził Pistorius.
Czołgi dla Ukrainy. Niemiecki rząd podzielony w sprawie polskich Leopardów https://t.co/wP6KCprlVK pic.twitter.com/rkP1guklUb
— Onet Wiadomości (@OnetWiadomosci) January 12, 2023
Niemiecki „pakiet wiosenny”
Nierozwiązana kwestia leopardów przyćmiła nowe obietnice złożone przez sojuszników. Pistorius ogłosił „pakiet wiosenny” w wysokości miliarda euro, co sprawi, że niemiecka pomoc wojskowa od początku wojny wzrośnie do 3,3 mld euro.
Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział, że Ukraina otrzyma teraz setki nowych pojazdów opancerzonych, bojowych wozów piechoty i czołgów, co będzie stanowiło ogromną różnicę dla Ukrainy. Stoltenberg wyraził przekonanie, że konsultacje w sprawie dostawy leopardów będą kontynuowane.
Prezydent Ukrainy tłumaczył podczas wideo konferencji, że Rosja zbiera obecnie ostatnie siły i należy przyspieszyć z dostawami broni. – Kreml musi przegrać tę wojnę – podsumował Wołodymyr Zełenski.
W podobnym tonie wypowiedział się amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin. – To nie jest moment na zwolnienie tempa – zauważył. Pytany podczas konferencji prasowej o postawę Niemiec powiedział, że w jego opinii Niemcy są wiarygodnym sojusznikiem i już wiele zrobiły, by wesprzeć Ukrainę. Na pytanie o to, czy Niemcy odgrywają rolę lidera w Europie, Austin powiedział: – Tak, ale wszyscy możemy zrobić więcej.
Kto i co dostarczy?
Kilka państw ogłosiło w piątek (20.1.23) dalsze wsparcie – niektóre zobowiązały się do tego jeszcze przed spotkaniem w Ramstein. Kto i co dostarczy?
Niemcy
Niemcy chcą dostarczyć Ukrainie kolejną broń i sprzęt o wartości miliarda euro. W ramach zapowiedzianej pomocy Berlin zobowiązał się przekazać Kijowowi baterię obrony przeciwlotniczej Patriot, siedem kolejnych czołgów Gepard do obrony powietrznej i dodatkowy system obrony powietrznej Iris-T SLM z dodatkowymi zdalnie kierowanymi pociskami. O poszczególnych dostawach, które wspomniał w Ramstein nowy minister obrony Niemiec Boris Pistorius, była już jednak mowa wcześniej. Niemcy nie dostarczą Ukrainie na razie leopardów. Szef MON zapowiedział, że zlecił sprawdzenie rezerw tych czołgów.
Dania
Kraj ten chce dostarczać do Ukrainy działa artylerii. 19 haubic Caesar zamówionych we Francji ma być przekazanych Ukrainie – zapowiedział duński minister obrony. Jak informują tamtejsze media, Dania ma otrzymać je od Francji w najbliższym półroczu, ale nie wiadomo, kiedy przekaże je Ukrainie.
Finlandia
Sąsiadujący z Rosją kraj przekaże Ukrainie kolejny sprzęt wojskowy o szacowanej wartości 400 mln euro – informuje MON w Helsinkach. Pakiet obejmuje ciężką artylerię i amunicję, ale co dokładnie, Finowie utrzymują w tajemnicy. Dwunasta dostawa do Ukrainy jest warta ponad dwa razy więcej niż wszystkie jedenaście poprzednich dostaw razem wziętych.
Francja
Francja chce dostarczyć Ukrainie opancerzone pojazdy rozpoznawcze AMX-10 RC., o czym Paryż poinformował na początku stycznia.
Wielka Brytania
Wielka Brytania zamierza wysłać do Ukrainy 600 kolejnych rakiet Brimstone, o czym szef brytyjskiego MON poinformował, będąc w Estonii. W weekend kraj ten ogłosił, że dostarczy Ukrainie 14 czołgów Challenger 2.
Litwa
Z Litwy Ukraina ma otrzymać kilkadziesiąt dział przeciwlotniczych L70, amunicję i dwa śmigłowce Mi-8. Nowy pakiet pomocowy ma łączną wartość około 125 mln euro, napisał litewski minister obrony na twitterze. Nie podał jednak więcej szczegółów dotyczących terminu dostawy.
Holandia
Holandia chce też udostępnić Ukrainie system Patriot, o czym premier Mark Rutte poinformował podczas wizyty w Waszyngtonie.
Polska
Już tydzień przed spotkaniem w Ramstein, Andrzej Duda zapowiedział w ramach koalicji przekazanie Ukrainie leopardów. Ze względu na to, że są one produkowane w Niemczech, rząd w Berlinie musi wcześniej zatwierdzić każdy transfer do krajów trzecich.
Szwecja
Szwecja zamierza dostarczyć Ukrainie system artyleryjski Archer i dziesiątki transporterów opancerzonych. Szwedzkie Siły Zbrojne otrzymały polecenie przygotowania dostawy, o czym poinformował w czwartek (20.1.23) premier Ulf Kristersson. Ukraina ma również otrzymać do 50 wyprodukowanych w Szwecji transporterów opancerzonych CV 90 (Stridsfordon 90) oraz broń przeciwpancerną NLAW.
USA
Tuż przed spotkaniem w Ramstein rząd USA ogłosił drugi co do wielkości jak dotąd pojedynczy pakiet dla Ukrainy. Zawiera on m.in. 59 bojowych wozów piechoty Bradley i, po raz pierwszy, 90 kołowych wozów opancerzonych Stryker, ale bez czołgów Abrams. USA uważają, że dostawa Abramsów, ze względów praktycznych, nie miałaby obecnie sensu.
(DPA/ gwo)
Adam Mazguła: 17 stycznia 1945 roku 1 Armia Wojska Polskiego będąca w strukturach Frontu Białoruskiego wyzwoliła ruiny Warszawy

Adam Mazguła
Ruiny, ruiny, ruiny. Zamarznięte trupy na ulicach, groby w podwórkach, smród, miny, zamiast domów zagruzowane zimne piwnice. Głód, beznadzieja i mróz… Podczas dwudniowych walk poległo, zginęło lub było rannych 275 żołnierzy z liczącej 91 tysięcy żołnierzy armii. Tymczasem bezczelny mafijny niszczyciel Jarosław Kaczyński twierdzi, że doszedł do władzy, zastając „Polskę w ruinie”. To nie Polska jest w ruinie, to Polacy są w pierwotnym społecznym rozkładzie plemiennym.
17 stycznia 1945 roku 1 Armia Wojska Polskiego będąca w strukturach Frontu Białoruskiego wyzwoliła ruiny Warszawy z rąk faszystów.

Ruiny, ruiny, ruiny. Zamarznięte trupy na ulicach, groby w podwórkach, smród, miny, zamiast domów zagruzowane zimne piwnice. Głód, beznadzieja i mróz…
Podczas dwudniowych walk poległo, zginęło lub było rannych 275 żołnierzy z liczącej 91 tysięcy żołnierzy armii.
***
Tymczasem bezczelny mafijny niszczyciel Jarosław Kaczyński twierdzi, że doszedł do władzy, zastając „Polskę w ruinie”.
Dlatego wprowadził propagandowy „Polski ład”, aby ja w końcu odbudować.
Jednak zamiast nowych inwestycji, ponownie faszyści, tym razem Kaczyńskiego, Morawieckiego, Ziobry i Bąkiewicza urządzają marsze przez Warszawę i inne miasta Polski, kradną na potęgę, manipulują wiarą, przekupują wyborców, zarządzają strachem i kryzysami, które sami wywołują. Zadłużają wszystkich Polaków i bogacą się na ich krzywdzie, tworząc nowych milionerów PiS-złodziejstwa.
Co robi naród w swojej obronie?
Jak zwykle, kolaboruje, albo oskarża się wzajemnie, niszcząc każdego, kto się wyróżnia, kłóci się, o władzę po katolickich faszystach.
Walczą wzajemnie na wyniszczenie, o demokratyczną schedę i kto będzie największym patriotą i bohaterem po czynach, które nawet nie potrafią nazwać i zaplanować?
To nie Polska jest w ruinie, to Polacy są w pierwotnym społecznym rozkładzie plemiennym.
A historia się dzieje, powtarza i niestety, niczego nas nie jest w stanie nauczyć.
Adam Mazguła
17 stycznia 1945 roku oddziały 1. Frontu Białoruskiego wkroczyły do Warszawy. Wraz z Armią Czerwoną do zburzonej stolicy weszli żołnierze 1. Armii Wojska Polskiego. Niektórzy nazywają to wydarzenie wyzwoleniem stolicy, inni początkiem kolejnej okupacji. Kto w tym sporze ma rację?
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
„Lex pilot”, czyli kolejny krok PiS na drodze do republiki bananowe

Jacek Lepiarz
Ustawa „lex pilot” po pierwszym czytaniu w Sejmie w miniony piątek została skierowana do komisji. Zdaniem krytyków nowelizacja stawia w uprzywilejowanej sytuacji kontrolowaną przez PiS telewizję państwową TVP.

„Polska zrobiła kolejny krok na drodze do republiki bananowej” – pisze Hans-Joerg Vehlewald w materiale opublikowanym w sobotę na portalu tabloidu „Bild”.
„Partia rządząca PiS (Prawo i Sprawiedliwość) chce po podporządkowaniu sobie stacji rządowej TVP zatroszczyć się o to, aby kilkadziesiąt milionów Polaków znalazło przymusowo na swoich pilotach kanały TVP na pierwszych miejscach. Celem jest zapewnienie rządowej propagandzie jak największego zasięgu przed wyborami parlamentarnymi na jesieni” – tłumaczy autor.
Ingerencja w wolność mediów
„Bild” wyjaśnia, że pięć pierwszych miejsc na pilocie ma być zarezerwowanych dla cyfrowych programów TVP1, TVP2, TVP3, TVP Info i TVP Kultura. Kolejne miejsca mają też przypaść TVP. Inne stacje, w tym TVN mają otrzymać dalsze miejsca.
Niemiecka gazeta przytacza opinię podsekretarza stanu w kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego (KPRM), Pawła Lewandowskiego, który powiedział, że władze „oferują prosty i uniwersalny dostęp do telewizji publicznej”.
Hans-Joerg Vehlewald nazywa nowe przepisy „bezwstydną ingerencją w wolność mediów”. Jak zaznacza, wszystkie próby zablokowania ustawy w parlamencie zawiodły. Autor zwraca uwagę na opinię prawnika z Uniwersytetu Warszawskiego Piotra Bogdanowicza, który ostrzegł, że ustawa jest niezgodna z prawem unijnym i orzecznictwem TSUE.
„Pośmiewisko i propaganda”
Zdaniem „Bilda” nadawca państwowy TVP jest w Polsce „pośmiewiskiem” i „instrumentem propagandy rządowej”. Politycy opozycyjni, w tym były premier Donald Tusk, są niemal codziennie zniesławiani jako „kłamcy”, podczas gdy decyzje rządu są przedstawiane bezkrytycznie.
„Bild” stawia pytanie, czy reforma telewizji stanie się kolejną „kością niezgody” przypominając, że reakcją na reformę wymiaru sprawiedliwości było wstrzymanie przez UE wypłat z Europejskiego Funduszu Odbudowy.
REDAKCJA POLECA
Klimatyzacja domowa
Klimatyzacja do domu to klimatyzacja inwerterowa – wydajna, komfortowa i energooszczędna Klimatyzatory inweterowe to urządzenia nowej generacji, które coraz śmielej wkraczają do polskich domów, mieszkań i pomieszczeń biurowych. Wyróżnia je wysoki stopień oszczędności energii, stabilne utrzymywanie temperatury na optymalnym poziomie oraz wyjątkowo cicha i komfortowa dla użytkownika praca. Jak działa technologia inwerterowa i dlaczego warto zainwestować w modele, które ją wykorzystują?

Klimatyzator z inwerterem – budowa i zasada działania
Kluczem do efektywnego działania klimatyzacji inwerterowej jest sprężarka. Dostosowuje ona moc i wydajność pracy do warunków panujących w pomieszczeniu. To dzięki niej urządzenie pracuje na pełnych obrotach wyłącznie do momentu osiągnięcia pożądanej temperatury, potem zaś tempo pracy spada, po to by warunki termiczne pozostały na stałym poziomie. Inwerter sprawia, że klimatyzacja działa płynnie, bez konieczności cyklicznego włączania i wyłączania systemu. To wszystko pozwala na wyraźnie mniejsze zużycie energii (oszczędności rzędu nawet 40%), a także zwiększa sprawność i wytrzymałość systemu oraz obniża koszty jego eksploatacji. Zobacz przykład montazu klimatyzacji na https://www.treesun.pl/montaz-klimatyzacji-sosnowiec/
Technologia inwerterowa – cicha praca i wygoda użytkowania
Klimatyzatory z inwerterem cechuje wyjątkowo ciche działanie, dzięki czemu codzienna regulacja temperatury staje się jeszcze bardziej komfortowa i niemal niezauważalna. Niski poziom generowanego hałasu to tylko jedna z wielu zalet tych urządzeń. Kolejną stanowi płynność działania, a także dużo szybsze niż standardowo osiąganie ustalonej przez użytkownika temperatury powietrza. Wyróżnikiem modeli inwerterowych jest także sposób, w jaki rozpoczynają one swoją pracę. Odbywa się to wyjątkowo stabilnie i łagodnie, przy zastosowaniu niewielkich obrotów. Jest to jeden z kluczowych czynników zwiększających sprawność i żywotność tego typu klimatyzacji.
Nowoczesna klimatyzacja inwerterowa do domu i mieszkania
Klimatyzacja tego typu doskonale sprawdza się w domach i mieszkaniach i stanowi świetną alternatywę dla urządzeń z kategorii on/off. Wyższa efektywność energetyczna modeli z inwerterem przekłada się nie tylko na korzyści dla portfela, ale dodatkowo jest dobra dla środowiska. Możliwość łatwego utrzymywania stabilnej temperatury to czynnik korzystny dla ludzkiego organizmu, który źle znosi zmienne warunki termiczne. Klimatyzator inwerterowy to inwestycja, która ma szansę bardzo szybko się zwrócić, biorąc pod uwagę energooszczędność i wydajność pracy tych urządzeń. Stanowi ona obecnie najnowocześniejszy i najbardziej komfortowy sposób chłodzenia i ogrzewania pomieszczeń przy pomocy klimatyzacji. Wiecej informacji na https://www.treesun.pl/klimatyzacja-oswiecim/
Krzysztof Skiba: Historia nożem pisana

Krzysztof Skiba
To już cztery lata jak zabito Pawła. Mimo upływu czterech lat morderca ciągle nie został osądzony, choć wszyscy widzieliśmy na ekranach kto zabił. W emocjach udzieliłem kilku wywiadów. Powiedziałem, m.in. że Jacek Kurski i TVP są moralnie odpowiedzialni za ten mord. Natychmiast wytoczono mi aż cztery procesy za moje opinie o TVP i jej usłużnych pseudo dziennikarzach. Zarzuty natury nadużyć finansowych, których rzekomo miał się dopuścić Prezydent, okazały się kompletnie denne. NIC z tych nabojów medialnych, którymi w niego rzucano, NIC nie okazało się prawdą. Wszystko było naciągane, po to, by zohydzić przeciwnika politycznego, by go medialnie zniszczyć.
To już cztery lata jak zabito Pawła. Mojego szkolnego kumpla, z którym chodziłem w Gdańsku do podstawówki i liceum. Cztery lata, gdy na scenie pojawił się obok Pawła ten przepojony nienawiścią osobnik, zmotywowany do czynu przez rządową propagandę, który radośnie tańcował z nożem po dokonaniu swej mokrej roboty. Gdy zadał ciosy, nie uciekał. Jakby wiedział, że NIC mu nie grozi, że za taki czyn w Polsce PiS czeka na niego tylko nagroda.
Paweł Adamowicz 1965-2019 pic.twitter.com/bGhHj8LwFf
— Paweł Adamowicz (1965-2019) (@AdamowiczPawel) January 14, 2019
Gdy Paweł konał po zadanych głęboko nożem ciosach, morderca miał jeszcze czas, by wygłosić swoją polityczną deklarację. Jakże bliską temu, co głosi rządowa narracja, tak zbieżną z poglądami wielu, którym TVP wyprostowała przekazem zwoje mózgowe.
Gdy Paweł walczył o życie w szpitalu Uniwersyteckim w Gdańsku, gdy istniała jeszcze, choć minimalna szansa na jego ratunek, udałem się jak wielu pod szpital. Tam zastała nas straszna wiadomość, że Paweł niestety przegrał walkę o życie. Przez lata wygrywał w wyborach na prezydenta, ale przegrał z umiejętnie sterowaną przez media PiSowskie nienawiścią.
W emocjach udzieliłem kilku wywiadów. Powiedziałem, m.in. że Jacek Kurski i TVP są moralnie odpowiedzialni za ten mord. Natychmiast, chcąc stłumić debatę publiczną i przestraszyć społeczeństwo, wytoczono mi aż cztery procesy za moje opinie o TVP i jej usłużnych „dziennikarzach”.
Dwa procesy (cywilny i karny) wygrałem. Sąd uznał, że w świetle zebranych dowodów bezprecedensowej nagonki na Adamowicza, miałem prawo wyrazić opinie o moralnej odpowiedzialności TVP za ten mord.
Trzeci proces, tym razem wytoczony mi przez znanego swego czasu propagandystę TVP – Łukasza Sitka, który specjalizował się w atakach na Adamowicza (obecnie Sitek jest już poza telewizją) został umorzony na skutek niedopełnienia przez skarżącego spraw formalnych.
Czwarty proces z dziennikarzem Michałem Rachoniem, gwiazdą rządowej propagandy, który poczuł się obrażony moimi opiniami o tym, że też jest moralnie odpowiedzialny za zbrodnię na prezydencie Gdańska, właśnie się toczy.
Pawła nie ma. Została pamięć i tablica w miejscu, gdzie go zamordowano. Zarzuty natury nadużyć finansowych, których rzekomo miał się dopuścić Prezydent, okazały się kompletnie denne. NIC z tych nabojów medialnych, którymi w niego rzucano, NIC nie okazało się prawdą. Wszystko było naciągane, po to, by zohydzić przeciwnika politycznego, by go medialnie zniszczyć.
Obrzydliwa nagonka TVP (09.2018) autorstwa Barbary Pieli,pisowskiej lalkarki.Paweł Adamowicz został przez nią przedstawiony, jako oszust. Sterta pieniędzy i drogich zegarków miała nakręcać spiralę nienawiści wobec Pawła Adamowicza.Piela nie poniosła dotychczas konsekwencji. pic.twitter.com/Rph3skxk4Z
— Okiem Tomka Wiejskiego (@okiem_w) January 13, 2023
Mimo upływu czterech lat morderca ciągle nie został osądzony, choć wszyscy widzieliśmy na ekranach kto zabił. Mam wrażenie, że ktoś specjalnie przeciąga proces, by na zbrodnie opadł kurz zapomnienia. Za radą swych adwokatów i zgodnie z przekazem medialnym władzy morderca udaje wariata, choć po morderstwie grał bohatera.
4 lata temu na oczach setek ludzi, podczas finału WOŚP, został zabity prezydent Gdańska – Paweł Adamowicz. Do dziś nie ma wyroku skazującego dla sprawcy tego morderstwa, chociaż wszyscy wiemy kto, dlaczego, po co. Minęły 4 lata. Pozostawiam do przemyśleń. pic.twitter.com/2jsMRoCoNa
— Artur E. Dziambor (@ArturDziambor) January 14, 2023
Ludzie powoli zapominają, bo drożyzna, bo codzienne życie i są przecież teraz ważniejsze sprawy, jak wojna na Ukrainie.
A co z tymi, którzy pociągali za sznurki medialne? Niczego się nie nauczyli. Są tak wewnętrznie zatruci i zainfekowani na kłamstwo, że doskonalą jedynie swoje techniki atakowania przeciwników.
Donald Tusk musiał dostać ochronę, bo groźby śmierci stały się bardzo realne. Śmierdzące gazetki dalej zatruwają umysły swych konsumentów, a Główny Zawiadowca Stacji Nienawiść odjechał na wrotkach do Banku Światowego. Ja po śmierci Pawła naiwnie wzywałem do jego dymisji. Tymczasem zło zostało nagrodzone.
Byłem dziś tam, gdzie trzeba – w #Katowice, bo nadejdzie taki dzień, gdy Prezydent Paweł Adamowicz będzie lśnił na jasnych stronach historii, a Zbigniew Ziobro czy odpowiedzialny za przemysł nienawiści Jacek Kurski odpowiedzą za swoje winy.#PawelAdamowicz pic.twitter.com/qz2XTAZIXH
— Łukasz Kohut 🇪🇺 (@LukaszKohut) January 14, 2023
Żyjemy w świecie, w którym kariery robi się dzięki nożownikom. Problem Adamowicza został wszak z punktu widzenia bonzów partyjnych rozwiązany.
Gdy widzę swoich kolegów, artystów jak śpiewają na imprezach TVP, za te marne przecież wysokie honoraria, tak jakby się nic nie stało, tak jakby wszystko było fajnie i w porządku, to zawsze przypominam sobie wyrok sądu w Gdańsku, który przyznał mi rację, że TVP jest moralnie odpowiedzialna za morderstwo na Adamowiczu.
Dajecie więc Koleżanki i Koledzy swój talent i twarz na podłą służbę Potworowi. No tak, ale rachunki za światło, kokainę i nowe audi trzeba płacić. Ci, co pamiętają też wam wystawią kiedyś rachunki. Mam taką nadzieję.
Krzysztof Skiba
Watykan. Książka ujawnia trudne relacje pomiędzy emerytowanym papieżem i Franciszkiem

DW
Wieloletni prywatny sekretarz zmarłego niedawno Benedykta XVI ujawnia, jak napięte relacje panowały między emerytowanym papieżem a Franciszkiem.

Można się spierać, czy moment był fatalny, czy też optymalny. Zanim jeszcze zmarły 31 grudnia 2022 roku emerytowany papież Benedykt XVI został pochowany, we włoskich mediach pojawiły się pierwsze fragmenty wspomnień jego wieloletniego prywatnego sekretarza Georga Gaensweina. „Atak Georga na Bergoglio (świeckie nazwisko papieża Franciszka – red.)” – napisała o publikacjach gazeta „Il Messaggero”. Kilku kardynałów i arcybiskupów przestrzegło w wywiadach Gaensweina, by „lepiej milczał”. Wbrew woli Watykanu, od 12 stycznia 2023 roku oryginalna włoska wersja książki jest dostępna na rynku.
„Złamane serce”
Książka Georga Gaensweina przybliża trzy etapy życia zmarłego papieża: w czasie, gdy był prefektem Kongregacji Nauki Wiary (1982-2005), jako papieża (2005-2013) oraz po jego abdykacji, gdy został pierwszym emerytowanym papieżem (2013-2022). W centrum zainteresowania są jednak relacje między dwoma papieżami: emerytem Benedyktem XVI i Franciszkiem oraz ich aspekty polityczne, dotyczące prawa kościelnego oraz wiary.
Gaenswein, który przez ponad 15 lat był prywatnym sekretarzem Benedykta XVI, twierdzi m.in., że Fanciszek „złamał serce” swemu poprzednikowi – ponieważ ponownie ograniczył używanie łaciny, którą Benedykt jako konserwatysta chciał rozpowszechniać.
Liczące 336 stron wspomnienia pozwalają głębiej zajrzeć do świata Watykanu i ujawniają kilka budzących kontrowersje sekretów. Już po lekturze pierwszych stron czytelnik domyśla się, że Gaenswein wiele lat temu zaczął sporządzać dokładne notatki z zamiarem napisania wspomnień. Opisuje na przykład list gratulacyjny od szefa największej włoskiej loży masońskiej po wyborze kardynała Jorge Bergoglio na papieża w marcu 2013 roku. List miał być bardzo ciepły, a wręcz wylewny. Autor sugeruje, że nowy papież był kochany przez „wrogów Kościoła”, podczas gdy stary papież nie był lubiany. Uważa on, że przemawia to na korzyść Benedykta XVI.
Walka na kilku frontach
Z jednej strony Gaenswein próbuje pozbawić skrajnych tradycjonalistów katolickich argumentów, że abdykacja Benedykta XVI była nieważna, a tym samym wybór papieża Franciszka sprzeczny z prawem. Dogmatycy podważają legalność aktualnych władz Kościoła i ich decyzje. Gaenswein szczegółowo opisuje, jak doszło do niektórych niewielkich błędów i przejęzyczeń w oświadczeniu o abdykacji i pożegnalnym wystąpieniu Benedykta XVI, które często są wykorzystywane przez wspomniane grupy jako rzekomy dowód potwierdzający ich teorie spiskowe.
Z drugiej strony Gaenswein próbuje obalić twierdzenia, że były papież budował coś w rodzaju konserwatywnej opozycji wobec swojego następcy. Skrupulatnie opisuje wyrazy oddania starego papieża wobec Franciszka, ich serdeczne spotkania, wymiany prezentów i wiele innych. Podkreśla, szczególnie że stary papież wypraszał ze swojego salonu wszystkich, którzy przychodzili do niego, aby poskarżyć się na nowego papieża.
Książka, jakkolwiek kontrowersyjna, pokazuje trudności związane z koegzystencją dwóch papieży w Watykanie – problem, na który wielokrotnie wskazywało wielu watykańskich duchownych. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej podsumował to kiedyś w następujący sposób: Jak długo „papa emeritus” będzie w stanie mówić albo pisać, zachodzi niebezpieczeństwo, że zostanie wykorzystany przez tych, którzy trzymają się jego linii teologicznej i dystansują się od nowego papieża.
Watykan zabiegał o wstrzymanie publikacji
Ze strony Watykanu były starania o to, by powstrzymać publikację wspomnień Gaensweina. Jednak możliwości wpływu Stolicy Apostolskiej na największe włoskie domy wydawnicze okazały się ograniczone. Książka wywołała w Watykanie spore poruszenie, bo ujawnia napięcia i konflikty wewnątrz władz Kościoła. Może też doprowadzić do polemik, a nawet podziałów.
Oprócz tego Gaenswein wyjawia wiele dotychczas trzymanych w sekrecie i osobistych informacji – i to w niedogodnym momencie.
W poniedziałek, 9 stycznia br., papież Franciszek przyjął dawnego prywatnego sekretarza w Watykanie. Chociaż nie podano szczegółów rozmowy, przypuszcza się, że chodziło o zawodową przyszłość 66-letniego Gaensweina.
Wiele spekulacji wywołała w ostatnich dniach informacja o wyprowadzce byłego prywatnego sekretarza Benedykta XVI z pokoju w rezydencji zmarłego emerytowanego papieża. Niemiecka Katolicka Agencja Informacyjna KNA podała, że źródła watykańskie zaprzeczają, iż Gaenswein został „wyrzucony”. Już wiele lat temu zamieszkał on w mieszkaniu służbowym w Watykanie, a w rezydencji papieża emeryta miał tylko jeden pokój do dyspozycji.
REDAKCJA POLECA
Prasa niemiecka: Kaczyński potrzebuje obrazu złego Niemca, aby odwrócić uwagę od własnych porażek

Wojciech Szymański
Niemiecki dziennik zarzuca rządowi PiS, że uniemożliwia jakąkolwiek formę konstruktywnej współpracy polsko-niemieckiej. Jak czytamy w „Die Welt”, insynuacje i zarzuty płynące z Warszawy wobec Berlina przekroczyły europejską normę.

„Proponując przekazanie Ukrainie swoich czołgów typu Leopard, Polska chce zaprezentować się jako najwierniejszy sojusznik Kijowa, a jednocześnie wywrzeć presję na Niemcy”, czytamy w komentarzu opublikowanym w piątkowym (13.01.23) wydaniu niemieckiego dziennika „Die Welt”.
„Dawno już skończyły się czasy, gdy Warszawa i Berlin starały się porozumieć, aby dojść do wspólnego stanowiska. A może tych czasów nigdy nie było?” – zastanawia się autor tekstu Jacques Schuster.
Jego zdaniem polsko-niemieckie małżeństwo, jeśli w ogóle istniało po roku 1989, stało się zgorzkniałą instytucją, w której rzadko kiedy panowała zgoda. „Jak w każdym zniszczonym małżeństwie obie strony ponoszą za to winę. Berlin za bardzo oglądał się na Moskwę i dawał polskim partnerom odczuć, że Rosja, jako osłabione mocarstwo, była dla Niemiec ważniejsza. Dochodziły go tego własne korzyści, których symbolem było trzymanie się budzącego wątpliwości projektu Nord Stream 2”.
Jacques Schuster ocenia, że Niemcy, być może naiwnie, ale głęboko wierzą, iż w stosunkach międzynarodowych zawsze da się uniknąć konieczności podejmowania trudnych wyborów. Wierzą, że da się jednocześnie pielęgnować stosunki gospodarcze z Rosją i zachować dobre relacje z Polską; przytulać wschodnich Europejczyków, uparcie trzymając się tradycyjnych zasad polityki odprężenia: „Z psychologicznego punktu widzenia kryje się za tym głęboka niemiecka potrzeba sympatii. W gruncie rzeczy Berlin chce wszystkich kochać i być kochanym przez wszystkich. Na tym polega różnica między (Berlinem) a polskim rządem”.
„Karykatura szpetnego Niemca”
Jak czytamy, od objęcia władzy w 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość używa karykatury szpetnego Niemca do celów polityki wewnętrznej. Zarzuty i insynuacje płynące z Warszawy przekroczyły już jednak to, co uchodzi za normalną dozę pomniejszych antagonizmów w Europie.
„Polski rząd działa brutalnie i nienawistnie. Konsekwentnie zamyka się na fakt, że naród sędziów i katów z lat 1933-1945 stał się całkiem cywilizowanym, pokojowym społeczeństwem, które stara się o pojednanie i chce porozumienia z sąsiadami. Po 1945 roku Niemcy musieli ujarzmić dzikie zwierze w sobie i to się udało” – pisze publicysta.
Jego zdaniem PiS nie chce przyjąć tego do wiadomości, czego przykładem są choćby wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o nadchodzącej IV Rzeszy: „Owinięty w grube kłębowisko nieliberalnego światopoglądu pozostaje on, i większość jego partyjnych przyjaciół, niedostępny dla wszelkich prób zwrócenia uwagi na rzeczywistość”. Jak czytamy, polski rząd raz atakuje Niemców za to, że robią za mało dla Ukrainy na arenie europejskiej, a jednocześnie skarży się, że Niemcy chcą zdominować Europę. Nikogo nie obchodzi też to, że Niemcy wyprzedziły Polskę w pomocy dla Ukrainy.
Niemożliwa współpraca
Komentator zarzuca rządowi Prawa i Sprawiedliwości, że uniemożliwia jakąkolwiek formę konstruktywnej współpracy polsko-niemieckiej. Jego zdaniem Warszawa oferuje tylko frazesy, a nie odpowiedzi na pytania, jak miałyby wyglądać relacje polsko-niemieckie, gdyby Berlin zapłacił Warszawie reparacje. Jacques Schuster pisze też, że PiS-u nie obchodzi, iż przyjęcie Ukrainy do UE, na co naciska Polska, wymagać będzie głębokich reform Wspólnoty, a nawet powstania tak zwanej Europy kilku prędkości: „Interesuje to PiS tak samo mało, jak fakt, że gdyby Niemcy zapłaciły Polsce reparacje, to na całe dekady przestałyby być płatnikiem netto (w UE)”.
„Razem z Niemcami i Francuzami Polska mogłaby jak równy z równym pracować nad przyszłym kształtem UE i nad tym, czy powinna powstać europejska wspólnota obronna. Ale nic takiego z Warszawy nie dociera. Grasuje tam bieda idei w polityce zagranicznej, która znika tylko wtedy, gdy chodzi o wykorzystanie nienawiści wobec Niemiec” – czytamy.
Ponure perspektywy
Autor tekstu ocenia, że Jarosław Kaczyński potrzebuje obrazu złego Niemca, aby w roku wyborczym odwrócić uwagę od własnych porażek. Jacques Schuster pisze o problemach gospodarczych kraju, m.in. wysokiej inflacji i rosnącym niezadowoleniu wyborców. Oskarża też PiS o znane z czasów PRL zawłaszczania instytucji państwowych przez partyjnych działaczy, podważanie trójpodziału władzy czy traktowanie politycznych przeciwników jak wrogów, a nie jak konkurentów.
„Także dlatego perspektywy dla poprawy relacji polsko-niemieckich są ponure. Można tylko mieć nadzieje, że powiedzenie Abrahama Lincolna, iż ’Można oszukiwać wszystkich (ludzi) przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.’ ma zastosowanie także wobec Polski. Do tego momentu Niemcy muszą czekać. A gdy przyjdzie odpowiedni chwila, z polsko-niemieckiej relacji może wyrosnąć siła, która wyraźnie popchnie Europę do przodu” – czytamy w „Die Welt”.
REDAKCJA POLECA
Czy Brytyjczycy żałują brexitu?
Strajki pracowników kolei i brytyjskiej służby zdrowia czy znaczące podwyżki podatków na Wyspach mogłyby nigdy nie dojść do skutku, gdyby nie brexit – wyliczyli analitycy londyńskiego think tanku Centre for European Reform. Gdyby Wielka Brytania pozostałaby w strukturach UE, jej PKB w czerwcu 2022 roku byłby wyższy o 5,5 proc., czyli 33 mld funtów. Eksperci wskazują, że brexit mocno uderzył też w brytyjski rynek pracy – tamtejsi pracodawcy nie wiedzą, gdzie szukać pracowników, a Brytyjczycy powoli zaczynają odczuwać skutki tego ruchu na własnej skórze, podczas codziennych zakupów.

Gospodarka Wielkiej Brytanii dziś mogłaby być większa
– Gdyby nie doszło do referendum za wyjściem z Unii Europejskiej, gospodarka Wielkiej Brytanii dziś mogłaby być większa o ok. 33 mld funtów. Patrząc na tzw. doppelgänger brytyjskiej gospodarki, czyli symulację pokazującą, jakby wyglądałaby sytuacja, gdyby Wielka Brytania została w UE widać, że faktycznie jej PKB mogłoby być o ok. 5 proc. wyższe, niż jest w tej chwili – mówi agencji Newseria Biznes Michael Dembinski, główny doradca w Brytyjsko-Polskiej Izbie Handlowej.
Ta różnica jest na tyle znacząca, że pozwoliłaby zapobiec większości ostatnich problemów gospodarczych na Wyspach, bo szybsze tempo rozwoju to większe dochody budżetowe. Dla przykładu większość podwyżek podatków, które w marcu 2022 roku ogłosił ówczesny kanclerz skarbu, a obecny premier Wielkiej Brytanii, Rishi Sunak, nie byłaby potrzebna. Wyższe wpływy do budżetu mogłyby też wystarczyć, aby zapobiec m.in. obecnym strajkom pracowników kolei czy służby zdrowia (NHS). Ta ostatnia boryka się również z brakami personelu medycznego, który wcześniej wypełniali m.in. specjaliści z Polski czy Hiszpanii, a w tej chwili uniemożliwia to brexitowa biurokracja. Brexit był też czynnikiem inflacjogennym, który przyczynił się do panującej obecnie na Wyspach recesji.
– Brytyjczycy odczuwają skutki brexitu na własnej skórze. Przede wszystkim w sklepach. W supermarketach jest coraz mniejszy wybór żywności. Widać też ogromne braki na rynku pracy. Z jednej strony jest ok. 1,5 mln bezrobotnych Brytyjczyków, z drugiej – ok. 1,2 mln wakatów. To były miejsca pracy, które tradycyjnie wypełniali przybysze z krajów Unii Europejskiej, a teraz ich nie ma. Jest to widoczne w hotelach, restauracjach czy rolnictwie, w którym jest zdecydowanie za mało ludzi, żeby zbierać plony. Ogromne braki są też w budownictwie. Brytyjscy pracodawcy są zdesperowani, nie wiedzą, gdzie szukać ludzi. Stąd też największym problemem Wielkiej Brytanii jest w tej chwili brak wzrostu i perspektyw na to, skąd ten wzrost miałby nadejść – podkreśla ekspert BPCC.
Londyn przestał być finansową stolicą Europy
Raport Centre for European Reform wskazuje, że na skutek brexitu inwestycje w Wielkiej Brytanii spadły o 11 proc. względem wersji bezbrexitowej, a handel towarami – o 7 proc. Londyn przestał być także finansową stolicą Europy, wskutek czego pogorszył się bilans w eksporcie usług finansowych.
– Londyn stracił pozycję światowego lidera rynków finansowych. Nadal jest bardzo ważny, ale już od 2016 roku był widoczny odpływ wielu instytucji, w tym brytyjskich, które zakładały siedziby swoich europejskich filii na terenie krajów Unii Europejskiej. Wcześniej Wielka Brytania przez lata miała wysoką nadwyżkę handlową w usługach finansowych, teraz ona powoli spada – mówi Michał Dembinski.
Referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej
Wielka Brytania formalnie wystąpiła z UE 31 stycznia 2020 roku. Był to efekt przeprowadzonego trzy lata wcześniej referendum, w którym za opuszczeniem Unii Europejskiej zagłosowało 51,89 proc. brytyjskiego społeczeństwa (wobec 48,11 proc. opowiadających się za pozostaniem, przy ponad 72-proc. frekwencji). Okres przejściowy, podczas którego Wielka Brytania pozostawała częścią jednolitego rynku i unii celnej, trwał do 31 grudnia 2020 roku i pozwolił na przeprowadzenie negocjacji w sprawie jej przyszłych stosunków z Unią. Nie wszystkie szczegóły udało się jednak ustalić.
Brexit był pomyłką?
– W tej chwili około 57 proc. sondowanych Brytyjczyków uważa, że brexit był pomyłką. Nadal nie ma jednak przewagi tych, którzy chcieliby, żeby Wielka Brytania szybko wróciła do Unii – mówi główny doradca w Brytyjsko-Polskiej Izbie Handlowej. – To potrwa jeszcze kilka lat, bo w grę wchodzą tu m.in. czynniki demograficzne. Referendum miało miejsce ponad sześć lat temu i mnóstwo młodych ludzi nawet nie miało szansy wtedy zagłosować. Dziś już mają gorsze perspektywy życiowe i ekonomiczne niż to starsze pokolenie, które w 2016 roku głosowało za brexitem, część tego pokolenia już nie żyje. Nastroje Brytyjczyków w tej kwestii się zmieniają, ale to jest raczej perspektywa lat niż miesięcy.
Brytyjczycy popiera kolejne referendum
Styczniowy sondaż Savanta dla brytyjskiego dziennika „The Independent” pokazał, że ponad sześć lat po referendum prawie 2/3 Brytyjczyków popiera kolejne głosowanie w sprawie ponownego przystąpienia do Wspólnoty. Rok temu opowiadało się za nim 55 proc. Wyspiarzy.
Podzielone są jednak zdania dotyczące tego, kiedy nowe referendum miałoby się odbyć. 22 proc. Brytyjczyków uważa, że niezwłocznie, 24 proc. – że w ciągu najbliższych pięciu lat, a 11 proc. badanych – w okresie 6–10 lat. Przeciwnych ponownemu głosowaniu jest mniej niż 1/4 Wyspiarzy (spadek z 32 proc. w ubiegłym roku do 24 proc. obecnie).
Co istotne, już ponad połowa Brytyjczyków ocenia, że brexit okazał się złą decyzją (54 proc. wobec 46 proc. rok temu). Jeszcze wyższy odsetek (56 proc.) jest zdania, że negatywnie wpłynął on na brytyjską gospodarkę.
newseria
Krzysztof Skiba: zaliczyć zgon, ze śmiechu

Krzysztof Skiba
Kiedy myślisz, że już nic głupszego niż odpalenie granatnika w gabinecie nie może się wydarzyć, policja sprowadza wysięgnik, na którym wysyła dwóch antyterrorystów, aby patrzyli przez okno w prywatnym mieszkaniu, jak LBO dopija poranna kawę i to wszystko za nasze podatki w imię spokoju prezesa. Wielu zastanawiało się, dlaczego po odpaleniu granatnika w komendzie zostawili na stanowisku Komendanta Idiotę. I oto mamy odpowiedź. Poziom Idioty to aktualny poziom polskiej policji. Z Idiotą na stanowisku łatwiej o wszelkie kretyństwa uliczne
To nie jest takie proste, jak się wydaje. Wielu zalicza zgon na imprezie, co znaczy tyle, że upiją się jak trzeba, zwalą przykładnie na podłogę i ciężko im potem wstać. Ale w Polsce PiS, można zaliczyć zgon ze śmiechu. Szczególnie gdy widzi się policje w akcji. Polska policja państwowa postanowiła sama rozmyślnie się skompromitować i trzeba przyznać, że obrany przez nią kurs samoośmieszenia nabiera tempa jak inflacja, albo jeszcze bardziej.
Były już patrole konne ze skrzydełkami jak u aniołków, co przypominało teatrzyk uliczny, a nie służbę państwową. Było cięcie i sypanie konfetti z helikoptera, bo komendant przyjechał. Happeningi z odpalaniem granatnika, dzięki czemu Komendant Główny uzyskał tytuł Ciapy Roku, a teraz jest budowlany podnośnik z policjantami, który na wysokości kilku pięter miał blokować okrzyki Lotnej Brygady Opozycji, które mogły zakłócić spokój kolejnej miesiączki Jarosława.
„Balbina! Dlaczego kazałeś lądować bratu?”
Od kilku lat trwa wojna na pomysły z grupą prześmiewców i happenerów, którzy w dowcipny sposób przeszkadzają Prezesowi w jego cyrku smoleńskim.
W celu zneutralizowania politycznej grupy parateatralnej używa się podsłuchów, tajniaków, uzbrojonych oddziałów, dokonuje się blokady ulic, przeszukań, zatrzymań, aresztowań, rewizji, pobić. A to wszystko tylko po to, by Jarosław Kaczyński nie usłyszał okrzyku „Balbina! Dlaczego kazałeś lądować bratu?”
Skoro teraz z całą powagą do zwalczania grupy happeningowej stosuje się nie tylko uzbrojone zwarte oddziały, ale także podnośniki budowlane, to oznacza, że w relacjach państwo polskie kontra obywatel, przekroczyliśmy już kolejną granicę absurdu z rejonów komedii Stanisława Berei czy Monthy Pytona.
Wielu zastanawiało się, dlaczego po odpaleniu granatnika w komendzie zostawili na stanowisku Komendanta Idiotę. I oto mamy odpowiedź. Poziom Idioty to aktualny poziom polskiej policji. Z Idiotą na stanowisku łatwiej o wszelkie kretyństwa uliczne. Skoro aby zagłuszyć okrzyki happenerów, prowadzi się akcje z blokowaniem dróg, udziałem podnośnika budowlanego i uzbrojonych oddziałów, to co wymyślą następnym razem?
Proponuję, aby policja już teraz, zamiast patrolować ulice i łapać złodziei przystąpiła do prac budowlanych i specjalnie na potrzeby Prezesa i jego smoleńskich miesiączek, zbudowała osobną Warszawę na wzór Disneylandu.
W takiej sztucznej Warszawie Prezes będzie bezpieczny i do woli będzie mógł, niczym Myszka Mickey paradować sobie w każdą miesiączkę, nie utrudniając warszawiakom życia w stolicy. A happenerom z LBO pokaże się wówczas jedną wielką figę. Zgon.
Krzysztof Skiba
Rząd PiS domaga się od Niemiec reparacji. Morawiecki w „Spieglu” wyjaśnia dlaczego

Katarzyna Domagała-Pereira
Prawie 80 lat po zakończeniu II wojny światowej polski rząd domaga się od Niemiec 1,3 biliona euro reparacji. Premier Mateusz Morawiecki wyjaśnia w magazynie „Der Spiegel” dlaczego.

Na wstępie Morawiecki zauważa, że z zainteresowaniem czyta, jak Niemcy co rusz zajmują się ciemnymi stronami swojej historii, m.in. Holokaustem.
„Niemiecka opinia publiczna – jak mi się wydaje – doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co zrobiono Żydom. Niemniej jednak wydaje się, że z trudem przebiło się to, co naziści wyrządzili Polsce” – pisze Morawiecki. W 1939 roku „na dobre zaczęły się mordy i grabieże”.
„Napaść Niemiec na nasz kraj i sześcioletnia okupacja rozdarły ranę, która nie zagoiła się do dziś” – czytamy. Dlatego Polska – tłumaczy – zwraca się do Organizacji Narodów Zjednoczonych, partnerów w Europie i do Niemców, aby uświadomić im ten problem.
„Celem było całkowite zniszczenie”
„Całe pokolenie polskich artystów, pisarzy i ludzi kultury padło ofiarą totalitarnej machiny wojennej. Ogromny dorobek kulturalny Polski został bezpowrotnie utracony. Zniknął wraz z tysiącami zrabowanych dzieł sztuki, z dziesiątkami zrównanych z ziemią pomników, ze zrabowanymi obrazami, zniszczonymi rzeźbami. W spalonych bibliotekach i archiwach, w splądrowanych muzeach, w ruinach polskich miast i gmin” – pisze Morawiecki. Dodaje, że kultura, twórczość intelektualna i artystyczna, to „nić, która przez wieki splata narody i je łączy”. Polska zaś miała zniknąć z powierzchni ziemi i miała zostać wymazana z pamięci. „Celem było całkowite zniszczenie”.
Morawiecki podkreśla, że okupacja Polski i systematyczne ludobójstwo spowodowały „niezmierzone cierpienie oraz straty materialne i niematerialne”, w Polsce zginęło lub zaginęło 5,5 mln osób, z czego co piąta była dzieckiem poniżej dziesiątego roku życia.
Wymordowanie polskiej inteligencji
Dalej Morawiecki pisze o zorganizowanej grabieży dzieł sztuki ze zbiorów publicznych i prywatnych oraz prawie całkowitym zniszczeniu Warszawy. Pisze także o wymordowaniu polskiej inteligencji. W ramach tzw. Intelligenzaktion Polska straciła połowę swoich prawników, 40 procent lekarzy i 20 procent nauczycieli akademickich, łącznie około 100 tysięcy osób – wylicza Morawiecki.
Przypomina, że opublikowany w ubiegłym roku „Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej 1939-1945” szacuje polskie straty na ponad 6 bilionów złotych (ok. 1,3 bln euro).
Rząd PRL zmuszony do zrzeczenia się reparacji
„Niemiecka okupacja była jedną z najokrutniejszych w historii Europy, pozbawiając co najmniej jedno całe pokolenie bez szans na przyszłość. Miliony obywateli polskich nigdy nie otrzymały odszkodowania za niewyobrażalne straty ludzkie i materialne, jakie ponieśli w czasie II wojny światowej” – pisze Morawiecki. Dodaje, że zrzeczenie się przez PRL reparacji w 1953 r. jest nieważne (odpowiednie oświadczenie wysłano do rządu NRD, bo z RFN Warszawa nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych – red.). „Wówczas bowiem Związek Radziecki zmusił zależny od siebie rząd w Warszawie do zrzeczenia się reparacji” – wyjaśnia.
Próby uzyskania odszkodowania przed niemieckimi sądami przez osoby prywatne również zakończyły się niepowodzeniem – pisze dalej premier. „Niemcy nie zapłacili – z naszego punktu widzenia – żadnego odszkodowania za zniszczenia na ziemiach polskich ani za historycznie bezprecedensową grabież sąsiedniego kraju” – czytamy premier.
„Wiemy, jak trudno dotrzeć z tą prawdą do współczesnego świata. Ale w relacjach między ludźmi, a także między państwami, prawda i sprawiedliwość powinny być najwyższymi wartościami. Dlatego żądamy: nasi niemieccy partnerzy muszą wreszcie wziąć polityczną, historyczną, prawną i finansową odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje napaści na nasz kraj” – kończy Mateusz Morawiecki w artykule opublikowanym na stronie internetowej „Spiegla”.
REDAKCJA POLECA


