Harry ujawniając, że w Afganistanie zabił 25 talibów naraża nie tylko siebie

Magdalena Gwóźdź-Pallokat

Magdalena Gwóźdź-Pallokat

Książę Harry ujawnił w swojej autobiografii, że będąc żołnierzem, w Afganistanie zabił 25 talibów. Niemiecki ekspert ds. terroryzmu zauważa, że takimi wypowiedziami Harry naraża nie tylko siebie.

Niemiecki ekspert ds. terroryzmu Peter Neumann powiedział w rozmowie z dziennikiem „Bild”, że po przyznaniu się księcia Harry’ego do zabicia 25 talibów w Afganistanie, naraził on na niebezpieczeństwo, chociażby weteranów, którzy teraz są jeszcze bardziej narażeni na ataki islamistów. Tłumaczył, że taka sytuacja (większego zagrożenia) może mieć miejsce w Duesseldorfie, gdzie we wrześniu mają odbyć się Igrzyska Niezwyciężonych (Invictus Games – ang.), czyli zawody sportowe skierowane do żołnierzy i weteranów wojennych rannych w misjach w kraju i poza granicami. Ich współinicjatorem jest książę Harry.

„Potencjalny cel” dla terrorystów

Neumann w gazecie „Bild” stwierdził, że chwalenie się zabijaniem przeciwników „jest uważane za naganne wśród żołnierzy. Zwiększa to również zagrożenie, jeśli chodzi o bezpieczeństwo księcia Harry’ego”.

W swojej kontrowersyjnej autobiografii, która właśnie pojawiła się w księgarniach, Harry napisał: „Nie było to coś, co napełniało mnie satysfakcją, ale też się tego nie wstydziłem”. W innym fragmencie książki nazwał talibów, których zabił, „szachowymi figurami”. Jeden z wysokich rangą przedstawicieli talibów, Anas Hakkani, zareagował na te słowa na Twitterze: „Panie Harry! Ci, których Pan zabił, nie byli szachowym figurami, byli ludźmi; mieli rodziny czekające na ich powrót”. Hakkani oskarża księcia o zbrodnie wojenne.

Ekspert od terroryzmu Neumann dostrzega po słowach Brytyjczyka „abstrakcyjne zagrożenie”: „Gdziekolwiek Harry pojawia się publicznie, jest potencjalnym celem”. Wcześniej swoje obawy dotyczące Igrzysk Niezwyciężonych w Duesseldorfie wyraził brytyjski ekspert wojskowy. „Spodziewam się, że poziom zagrożenia będzie zdecydowanie wyższy” – powiedział gazecie „Sunday Mirror” emerytowany admirał Alan West.

Pikantne detale

West oczekuje, że po słowach księcia Harry’ego na imprezie sportowej w Duesseldorfie wystąpią „poważne problemy w zakresie bezpieczeństwa”.Trzeba będzie podjąć odpowiednie środki, aby chronić weteranów” – podkreślił. Książę był „bardzo głupi”, ujawniając szczegóły swojej służby w Afganistanie.

Autobiografia księcia Harry’ego jest naszpikowana pikantnymi detalami dotyczącymi brytyjskiej rodziny królewskiej, z którą Harry zerwał. Wspólnie z żoną, amerykańską aktorką Meghan Markle i dwoma synami, żyje w Stanach Zjednoczonych. W książce skarży się na rywalizację ze swoim bratem księciem Williamem, określa małżonkę swojego ojca „złą macochą” i pisze o jego samotności. Książka już teraz jest bestsellerem.

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

 

REDAKCJA POLECA

 


Krzysztof Skiba: Policjanci porwali dwie nastolatki w celu „pokazania koguta”

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Przekształcenie policji państwowej w służby jaskiniowe, które mogą dowolnie wymachiwać maczugami, zawdzięczamy polityce partii rządzącej, która całą Polskę sprowadza do swojego poziomu i stylu. Obecnie policja ma poziom zaufania wiarygodności porównywalny do ZOMO z czasów stanu wojennego. Bandytów to oni już dawno nie łapią, bo musieliby pozamykać w większości samych siebie.

POLICJA NA DRZEWIE

Policja weszła na drzewo i szybko z niego nie zejdzie. Co prawda ludzkość zeszła z drzew już dawno, ale policja nad Wisłą cofa się w rozwoju i powoli zaczyna stosować zasady niemal jaskiniowe.

Po pierwsze policji nie dotyczą przepisy.

O ile obywatel musi się do nich stosować, o tyle policja niekoniecznie.

Po drugie policja jest bezkarna.

Funkcjonariusze mogą razić prądem obywatela, który wyda im się przypadkowo podejrzany, a nawet zrobić z niego małą elektrownię doprowadzając go do śmierci i nic im za to się nie stanie. Przypadek zabicia Igora Stachowiaka z Wrocławia jest tu najgłośniejszy, ale jest ich wiele więcej.

Policjant może sobie pozwolić na użycie broni przeciwpancernej w biurze i spowodować zniszczenie budynku policji na wysokości trzech kondygnacji i dalej będzie zasłużonym komendantem.

Policjanci porwali dwie nastolatki w celu „pokazania koguta”

Ostatnio policjanci pod Warszawą porwali dwie nastolatki i wieźli je radiowozem do lasu w celu „pokazania koguta”. Pech sprawił, że tak im się spieszyło, iż wylądowali na drzewie. Ranne nastolatki, które zeznają coś o próbie gwałtu, pogonili więc do domu, a na pokazanie koguta trzeba będzie jeszcze poczekać.

Przekształcenie policji państwowej w służby jaskiniowe, które mogą dowolnie wymachiwać maczugami, zawdzięczamy polityce partii rządzącej, która całą Polskę sprowadza do swojego poziomu i stylu.

Obecnie policja siedzi sobie wygodnie na drzewie i ma poziom zaufania wiarygodności porównywalny do ZOMO z czasów stanu wojennego. Bandytów to oni już dawno nie łapią, bo musieliby pozamykać w większości samych siebie.

Krzysztof Skiba

Komentarz. Roman Giertych: Policja uprowadza nastolatki do lasu

 

Dariusz Frach, thefad.pl

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>


Energa doładowanie – jak działa i dlaczego jest dobrym rozwiązaniem?

Licznik prądu na doładowania to funkcjonalne rozwiązanie, które umożliwia oszczędzanie na energii elektrycznej bez obaw o wysokość rachunków. Wprowadzenie doładowań, takich jak m.in. Energa doładowanie w sklepie Żabka, sprawia, że dostęp do tego sposobu opłacania prądu jest niezwykle ułatwiony dla wszystkich osób mieszkających niedaleko sklepu. Podpowiadamy, dlaczego licznik na doładowania jest dobrym rozwiązaniem oraz jakie zapewnia możliwości związane z jego doładowywaniem.

Czym jest licznik przedpłatowy?

Licznik prepaid, czyli licznik przedpłatowy to rozwiązanie znajdujące zastosowanie w coraz większej liczbie gospodarstw domowych. Mimo że większość domostw korzysta z systemów fakturowania, kiedy to płaci się za prąd, który został zużyty wcześniej, licznik przedpłatowy to świetna alternatywa, zapewniająca masę korzyści. Działa on na zasadzie podobnej do telefonu na kartę.

Tak jak w tym wypadku, użytkownik doładowuje licznik określoną kwotą. Im będzie ona wyższa, tym więcej prądu będzie można wykorzystać. Doładowanie Energa oraz innych operatorów prądu jest niezwykle proste i sprawne. Wśród metod wymienić można chociażby doładowanie przez internet, telefon, specjalną aplikację lub w sklepie Żabka, który w odpowiedzi na potrzeby swoich klientów wprowadził taką możliwość.

Energa doładowanie w sklepie Żabka – jakie zapewnia korzyści?

Doładowując licznik w sklepie Żabka, kupujemy konkretną ilość kilowatów energii do zużycia. Proces ten przebiega zupełnie inaczej niż w przypadku cyklicznych opłat w postaci rachunków, kiedy to nie mamy aż tak szerokiej możliwości kontroli nad wydatkami związanymi ze zużyciem prądu.

Co więcej, stosując doładowanie Energa, jesteśmy na bieżąco z aktualnymi cenami prądu u swojego dostawcy, co często jest pomijane przy opłacaniu rachunków. Licznik prepaid to możliwość oszczędności prądu, co wpływa korzystnie zarówno na budżet domowy, jak i środowisko. Poza tym ta metoda opłat za energię sprawia, że ich użytkownik ma ciągły dostęp do panelu, który informuje o ilości zużytej energii. Tym samym nie zaskoczy Cię już opłata związana z użytkowaniem przez kilka miesięcy sprzętu o niskiej klasie efektywności energetycznej.

Jak przebiega Energa doładowanie?

Doładowanie licznika w sklepie Żabka jest niezwykle proste. Wystarczy przygotować numer karty do licznika energetycznego lub identyfikator licznika. Następnie podczas codziennych zakupów należy podać go sprzedawcy z prośbą o załadowanie prądu na określoną kwotę.

W odpowiedzi otrzymamy indywidualny kod, który trzeba wprowadzić do licznika, aby móc cieszyć się bezpiecznym użytkowaniem prądu pod kontrolą. Energa doładowanie to niejedyna opcja, w sieci sklepów Żabka można również skorzystać z prepaidu Enea, Tauron oraz PGE.


Roman Giertych: Afera Obajtka. List „wdzięczności”

Roman Giertych

Roman Giertych

Wielu dzisiaj Pana krytykuje za to, że w zeszłym roku płaciliśmy o złotówkę więcej za litr paliwa, a ja Panu za to z całego serca dziękuję


Szanowny Panie Prezesie!

Wielu dzisiaj Pana krytykuje za to, że w zeszłym roku płaciliśmy o złotówkę więcej za litr paliwa, a ja Panu za to z całego serca dziękuję.

Pan ocalił wiele istnień ludzkich! I to wstyd, że niewdzięczny Naród wyzywa Pana teraz od oszustów i złodziei. Gdyby nie Pan, ludzie mając więcej pieniędzy, kupowaliby różne niebezpieczne rzeczy, które mogłyby im zaszkodzić.

Oto przykład:

Lekarstwa. Ileż ludzi ocalił Pan spośród tych, którzy mogliby kupić sobie lekarstwa i narazić się na skutki uboczne? Piszą w tych ulotkach, że 1 na 1000 czy na 10000 umiera w wyniku zażywania tego, czy tamtego leku. Jak nie mają kasy, to nie zażywają. A skoro nie zażywają, to nie mają żadnych skutków ubocznych. I zawdzięczają to tylko Panu.

Alkohol. Piją, piją i, piją i przestać nie mogą. Ale gdy nie ma pieniędzy, to nie będą pić. Tym jednym ruchem uchronił Pan dusze naszej nieskalanej młodzieży przed zgubnymi skutkami alkoholizmu.

Pan jako wójt Pcimia dobrze wie, że młodzież jak dostaje za dużo pieniędzy, to przeznacza je na co? Głównie na alkohol. Gdy ich rodzice wydadzą na paliwo, to kieszonkowego nie będzie. I nie będzie też alkoholu! Genialne! To samo dotyczy papierosów.

Zgubne gazety. Och ileż zła weszło w dusze ludzi, gdy czytali złe gazety. Gazety pełne podejrzliwości do władzy, gazety pełne teorii spiskowych, że sprzedając majątek narodowy władza w bankach arabskich otrzymuje łapówki. Gazety pełne podważania ustaleń podkomisji pana Macierewicza, która wykazała zamach na Tu-154 zrealizowany poprzez jednoczesne uderzenie helu, sztucznej mgły, magnesów, bomb kasetowych, trotylu, plastiku i bomb na skrzydle.
Próżne rozrywki. Zamiast oglądać programy TVP, chodzą ludzie na te kabarety, gdzie neonówka czy inne szyderczo-kosmopolityczne zespoły wyśmiewają jedyny patriotyczny rząd na globie. Nie będą mieli na bilet, to nie pójdą.

Można by tych zagrożeń wymieniać wiele, które wszystkie zostały uchylone dzięki Pana staraniom. Jak powiedział Pana przyjaciel i mentor: ludzie mają zapierdalać (cytuję tylko) za miskę ryżu. A co ponadto jest zbytkiem, z którego władza nas wyzwoli.

I dzięki tym drobnym podwyżkom pan prezes może teraz finansować media i dziennikarzy, którzy piszą z wdzięcznością o Panu, a także prawników, którzy pozwą każdego, kto tej wdzięczności nie umie ubrać we właściwe słowa. Brawo!

Z poważaniem i wyrazami wdzięczności –
Pana wielki fan – Roman Giertych

PS.

W imieniu opozycji też dziękuję. Bardzo Pan pomógł w zbliżających się wyborach. Nikt bardziej ludzi nie wkurzył w ostatnich latach niż Pan. Dobra robota!

Cud na Orlenie. Wzrosły VAT, akcyza, opłata paliwowa, a ceny bez zmian. Przypadek?

Analitycy cen paliw uważają, że w grudniu PKN Orlen zawyżał marżę na sprzedaży paliw hurtowych, nie obniżając cen wraz ze spadkiem światowych notowań. Według danych Komisji Europejskiej już 19 grudnia w Polsce obowiązywały niemal najwyższe ceny hurtowe paliw w Europie (wyjątkiem był tylko diesel w Szwecji).

1 stycznia 2023 roku miał być końcem „rządowej tarczy paliwowej”, miał powrócić 23-procentowy VAT na paliwo. W listopadzie premier Morawiecki obiecał, że podwyżkę VAT będzie można „amortyzować innym mechanizmem”. Tuż przed nowym rokiem, kiedy spółka zarobiła już miliardy, prezes Orlenu Daniel Obajtek był gościem „Wiadomości” TVP i zapewniał, że ceny się zmienią.

thefad.pl


Menopauza a życie seksualne, czyli „Silverki” XXI wieku: Szkoda czasu na uprzedzenia

Tak, to prawda, że menopauza zmienia kobiece ciało. Nieprawdą jednak jest, że ucierpieć musi na tym życie seksualne – wprost przeciwnie, dla wielu kobiet może to być najbardziej satysfakcjonujący okres aktywności w sferze intymnej. Dowiedz się więcej.

Fot. Olga Volkovitskaia / Pixabay

Współczesne kobiety najczęściej nie godzą się na wygaszenie życia seksualnego wraz z menopauzą. Zauważa to także WHO – zgodnie z jej wytycznymi definicja zdrowia obejmuje także zdrowie seksualne.

Na satysfakcję z życia seksualnego składa się bardzo wiele czynników, m.in.: to, w jakiej kulturze wyrośliśmy i żyjemy, ogólny stan zdrowia, pozytywne i kreatywne nastawienie do seksualności, styl życia, poczucie zadowolenia z życia, jakość relacji z partnerem i innymi osobami.

W okresie menopauzy dochodzi do przemiany hormonalnej i ta zmiana może, choć nie musi, powodować między innymi zmniejszone zainteresowanie aktywnością seksualną. Jak wynika z raportu, „Menopauza to nie pauza” przygotowanego na zlecenie marki Jasnum przez instytut badawczy Zymetria (2022 r.) problemy z podnieceniem seksualnym zadeklarowało aż 43 proc. kobiet w wieku menopauzalnym. Dziać się tak może za sprawą wahań poziomu estrogenu – jego spadek może się wiązać z obniżeniem libido i suchością pochwy, przez co stosunki są bolesne.

Wiek a seks – u płci różnie się to przedstawia

Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego z Uniwersytetu w Zielonej Górze wynika, że wiek może być większym obciążeniem w sferze seksu dla mężczyzn niż kobiet.

W raporcie z badań „Miłość w czasie zarazy. Zdrowie, relacje w związkach i życie seksualne Polek i Polaków w czasie pandemii COVID-19” można przeczytać, że spadek zainteresowania współżyciem u niemal połowy mężczyzn (47 proc.) i nieco więcej niż jednej trzeciej kobiet (35 proc.) związany jest z ich wiekiem, a u 38 proc. mężczyzn i 25 proc. kobiet ze złym stanem zdrowia/chorobą. Dla kobiet w kontekście seksu ważna jest jakość relacji – jeśli są w niej trudności, spadek zainteresowania seksem deklaruje 15 proc. mężczyzn i dwa razy więcej kobiet (30 proc.). Z badania wynika też, że kobietom w odbyciu stosunku seksualnego bardziej niż mężczyznom przeszkadza zmęczenie i stres (połowa wskazań u pań, u panów – 41 proc.).

Odczuwane w okresie menopauzy zmiany hormonalne mogą wpływać na zmienność nastroju, problemy ze snem, a rozdrażnienie i zmęczenie mogą przyczynić się do spadku energii. To odbija się niekorzystanie zarówno na relacji z partnerem, jak i ogólnym dobrostanie, a w konsekwencji – jakości życia seksualnego.

Postawy wobec seksu badane są na całym świecie. Globalne badanie postaw i zachowań seksualnych (GSSAB), które obejmowało 13 882 kobiet w wieku od 40 do 80 lat, wykazało, że od 26 do 48 proc. ankietowanych kobiet deklarowało, że nie jest zainteresowanych seksem, a od 18 do 41 proc. kobiet deklarowało trudności z osiągnięciem orgazmu.

W przeglądzie badań opublikowanym w 2012 roku na łamach „Obsterics and Gynecology” na temat seksualności w populacji starszych kobiet wskazuje się też inne wartości poziomu deklarowanych zaburzeń w sferze seksualnej w zależności od kraju. Podkreśla się w nim, że dysfunkcje seksualne doświadczane przez kobiety są wieloprzyczynowe i wielowymiarowe będąc często splotem – w różnych proporcjach – czynników biologicznych, psychologicznych, kulturowych, społecznych i interpersonalnych.

Autorzy tej pracy podkreślają, że w sytuacji, gdy pacjentka zgłasza problemy seksualne, zadaniem lekarza nie jest „zwalanie” ich na wiek, a cierpliwe poszukiwanie możliwych przyczyn, np. współistniejące choroby (np. nietrzymanie moczu, co może uruchomić prawdziwą kaskadę niepomyślnych wydarzeń w sferze seksualnej), problemy psychiczne (zaburzenia lękowe lub depresyjne), przyjmowane leki, wcześniejsze doświadczenia życiowe kobiety, jakość relacji z partnerem.

Leczenie tych zaburzeń lub modyfikacja czynników ryzyka związanych ze stylem życia (np. otyłości) może pomóc w zapobieganiu lub zmniejszaniu dysfunkcji seksualnych u osób starszych (także mężczyzn). Czynnikiem ograniczającym, który warto przezwyciężyć w przypadku kobiet z tej grupy, jest to, że chociaż seksualność jest ważna dla osób starszych, zainteresowanie omawianiem aspektów ich życia seksualnego z lekarzami jest nikłe. To o tyle ważne, że jak wykazano w tym badaniu, dysfunkcja seksualna znacząco wpływa na poczucie własnej wartości i jakość życia kobiet oraz powoduje stres emocjonalny, co prowadzi do problemów w związkach.

Libido to życiowa energia

Pocieszające jest to, że mimo zmian zachodzących w organizmie, wpływających na komfort podczas stosunku seksualnego, ze wspomnianego wyżej raportu wynika, że blisko 60 proc. Polek jest aktywnych seksualnie w okresie menopauzy, a 68 proc. podkreśla, że kontakty seksualne są dla nich bardzo ważne. Co więc można zrobić, aby libido utrzymywało się na sprzyjającym poziomie?

Warto pamiętać, że libido to nie tylko popęd seksualny, ale cała energia życiowa. Dlatego w okresie menopauzy, kobieta powinna zatroszczyć się o siebie. Każda intensywna zmiana wymaga przystosowania. Objawy wynikające ze zmian hormonalnych i związane z nimi zmęczenie niosą ze sobą potrzebę „aktualizacji”, warto znaleźć wtedy czas na refleksję, odpoczynek i zadbanie o swoje samopoczucie.

– Zasady są proste: więcej snu, mniej stresu, aktywność fizyczna, zdrowa dieta, w razie potrzeby terapia hormonalna lub stosowanie suplementów. Warto również przyjrzeć się temu, co nam służy, a co jest zbyteczne i szkodliwe. Stan naszej energii życiowej, a więc libido, jest ściśle sprzężone z naszym samopoczuciem – tłumaczy dr n. hum. Alicja Długołęcka, pedagożka i edukatorka seksualna.

Istotne jest również odpowiednie nastawienie i sposób myślenia o menopauzie.

– Można poszukać inspiracji w rozmowach z kobietami, które są już w fazie „post-menopauzalnego zapału” i mogą podzielić się swoją pozytywną perspektywą na tę zmianę. Warto również zadbać o psychoedukację poprzez konsultacje z lekarzami, a także sięgać po wartościowe książki. I co najważniejsze – zdystansować się do stereotypów – radzi specjalistka.

O co zadbać, by było lepiej

Specjaliści podpowiadają, by kobiety w okresie menopauzy, które chcą poprawić swoje libido, zwróciły uwagę na cztery obszary: poprawę jakości relacji z partnerem, urozmaicenie gry wstępnej, poprawę jakości snu oraz diety, a także włączenie hormonalnej terapii zastępczej lub suplementacji preparatami na bazie fitoestrogenów, co uzupełni niedobory estrogenu.

Dużą rolę w seksualności kobiet w każdym wieku odgrywa sen. Bezsenność lub inne zaburzenia snu to jedna z najczęściej pojawiających się dolegliwości w okresie okołomenopauzalnym.

Z amerykańskiego badania sygnowanego przez Międzynarodowe Towarzystwo Medycyny Seksualnej („Wpływ snu na reakcje i zachowania seksualne kobiet” https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25772315/) wynika, że problemy ze snem mogą dotyczyć od 40 proc. do nawet 60 proc. kobiet w wieku okołomenopauzalnym. Odpowiadają za to zmiany hormonalne, wiążące się ze zmniejszeniem wydzielania przez jajniki progesteronu oraz estrogenu. Etiologiczna rola zaburzeń snu w trudnościach seksualnych była dotychczas w dużej mierze pomijana.

Tymczasem w badaniach wykazano, że niewyspana i zmęczona kobieta (w każdym wieku) jest seksem mało zainteresowana. A na dodatek, u niektórych kobiet w okolicach 50-tki może wystąpić większe niż dotychczas zapotrzebowanie na sen.

– Często kobiety mówią, że kiedyś potrzebowały mniej snu. A teraz wchodzimy w etap, kiedy potrzebujemy go więcej i trzeba to zaakceptować. Zacznijmy się tym łóżkiem i sypialnią delektować. To już nie czas, żeby chodzić spać o 1.00 czy 2.00 w nocy i uważać, że to norma i dam radę. Organizm prosi nas o to, abyśmy o siebie zadbały – tłumaczy psycholog społeczny i psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro.

Temat seksualności w dojrzałym wieku jest niezwykle istotny, dlatego warto zadbać o ten obszar swojej codzienności nie tylko będąc w związku, ale również w pojedynkę.

Szkoda czasu na uprzedzenia

– „Silverki” XXI wieku to kobiety aktywne życiowo, również erotycznie. To dobry czas na poznawanie swojego ciała i odkrywanie zmysłowych przyjemności każdego rodzaju. Głęboką przyjemność może dawać również rozkoszowanie się naturą, dobrym jedzeniem i dotykiem, jaki sprawia nam przyjemność. Szkoda czasu na uprzedzenia i czekanie. Życie może mieć smak dojrzałych, soczystych owoców, a nie przekwitania – tłumaczy dr n. hum. Alicja Długołęcka.

Dojrzałość w związku stwarza możliwość większej uważności i akceptacji. Daje szansę odejścia od starych schematów, a włącza czułość i intymność.

– Singielki mogą odkrywać samo-miłość, poznawać nowych ludzi, a kobiety w związkach mogą zapraszać partnerów do „nowego rozdania” – i to bez lęku przed ciążą, z większą otwartością i akceptacją siebie oraz zmian, które również dotyczą partnera. Takie nowe otwarcie wymaga dobrej woli obu stron. Jeżeli jej nie ma – trudno. Nikogo nie zmienimy na siłę. Jedyną osobą, na którą mamy wpływ jesteśmy my same. Korzystajmy z tej szansy. Uważnie, cierpliwie i po swojemu” – radzi dr n. hum. Alicja Długołęcka.

PAP, Serwis Zdrowie


„Siła kłamstwa”. Przypominamy reportaż o podkomisji Macierewicza, za który PiS chce ukarać TVN

Kilkadziesiąt największych mediów ogólnopolskich i lokalnych niepowiązanych z władzą PiS na znak solidarności z redakcją TVN24 zdecydowało się na opublikowanie materiału Piotra Świerczka „Siła kłamstwa”. To reakcja na decyzję KRRiT, która ocenia, czy materiał wyemitowany w programie TVN24 i TVN propaguje nieprawdziwe informacje sprzeczne z polską racją stanu i zagrażające bezpieczeństwu publicznemu.

Antoni Macierewicz
Fot. screen shot / youtube

KRRiT chce ukarać TVN za reportaż „Siła kłamstwa”

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji chce ukarać TVN za materiał Piotra Świerczka „Siła kłamstwa”. Film wyemitowany w programie „Czarno na białym” opowiada o kulisach pracy podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Autor ujawnił w nim nieznane dotychczas szerokiej publiczności dokumenty i zdjęcia, a także badania oraz zagraniczne analizy, które podważają tezy o wybuchu w samolocie, lansowane przez Macierewicza. Tym samym autor reportażu dowodzi, że podkomisja smoleńska ukryła dowody niezgodne z opinią o zamachu w Smoleńsku, które nie potwierdzały wybuchu albo wprost wskazywały na zwykłą katastrofę.

Na wniosek Antoniego Macierewicza, przewodniczący KRRiT Maciej Świrski — nominat PiS wszczął z urzędu postępowanie dotyczące ukarania TVN za reportaż „Siła kłamstwa”. Jak podano w komunikacie, postępowanie będzie w szczególności dotyczyć ustalenia, czy reportaż zawiera treści naruszające art. 18 ust. 1 i 3 ustawy o radiofonii i telewizji, poprzez propagowanie nieprawdziwych informacji oraz działań sprzecznych z polską racją stanu i zagrażających bezpieczeństwu publicznemu.

Jak dodano, KRRiT będzie również badać, w jakim stopniu ewentualne rozpowszechnianie nieprawdziwych i nierzetelnych informacji narusza warunki koncesji udzielonej TVN S.A. na nadawanie programu pn. TVN.

Reportaż „Siła kłamstwa” do obejrzenia poniżej

Oświadczenie TVN: będziemy publikować fakty niezależnie od tego, dla kogo są one niewygodne

Po decyzji KRRiT ws. wszczęcia postępowania Anita Werner w poniedziałkowych „Faktach” odczytała oświadczenie TVN:

– Ujawniliśmy przemilczane fakty z amerykańskiego raportu NIAR oraz relacje osób, które uczestniczyły w pracach podkomisji smoleńskiej. Na wniosek Antoniego Macierewicza Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, zamiast stać na straży wolności słowa, chce nas za to ukarać. Celem takiej kary jest wyłącznie próba ograniczenia krytyki dziennikarskiej związanej z działalnością podkomisji. Jest to niedopuszczalne w świetle konstytucyjnych zadań prasy, która jest zobowiązana do kontroli instytucji publicznych. W TVN będziemy publikować fakty niezależnie od tego, dla kogo są one niewygodne.

Reportaż Piotra Świerczka „Siła kłamstwa” został wyróżniony nagrodą Grand Press 2022 w kategorii „dziennikarstwo śledcze”.

Dariusz Frach, thefad.pl


Till Lindemann z Rammstein kończy 60 lat

Silke Wünsch

Silke Wünsch

Diaboliczny frontman jednego z najsłynniejszych niemieckich zespołów nie schodzi ze sceny. Miniony rok może zaliczyć do udanych.

 

Till Lindemann jest w tym po prostu dobry – pisze szokujące teksty, które za swoją brutalnością skrywają przesłanie. Każdy, kto tego nie widzi, może odwrócić się z obrzydzeniem i zastanawiać, co za chory mózg wymyśla takie zdania. Ale właśnie w ten sposób on i jego zespół Rammstein docierają do milionów odbiorców na całym świecie.

We wtorek (3.01) z miasta Rostock w Meklemburgii-Pomorzu Przednim skradziono jego pomnik z brązu, który powstał specjalnie na 60. urodziny muzyka. Zdążył postać w mieście zaledwie jeden dzień. Policja poszukuje sprawców.

Z basenu na scenę

Lindemann urodził się 4 stycznia 1963 roku w Lipsku. Jako nastolatek odnosił sukcesy w pływaniu. W 1980r. miał wystartować jako reprezentant NRD w igrzyskach olimpijskich, jednak podczas mistrzostw Europy juniorów w 1978 r. potajemnie kontaktował się z zachodnimi sportowcami, przez co odmówiono mu miejsca w reprezentacji na igrzyska.

W latach 80. odkrył w sobie miłość do muzyki – zwłaszcza tej z podziemia NRD. W swoim pierwszym zespole First Arsch był wokalistą i grał na perkusji, na gitarach – późniejsi muzycy Rammstein, Richard Kruspe i Paul Landers. Już tu słychać było późniejsze brzemienie Rammsteina: grube fragmenty gitarowe, a do tego sugestywny śpiew Tilla po angielsku. Minęło jeszcze kilka lat, zanim wszyscy muzycy Rammstein odnaleźli się i podjęli decyzję o swojej dalszej muzycznej drodze: prostej, wojennej, wymagającej i brutalnej.

„Niemiecki rock proletariacki”

Dla Rammsteina Lindemann pisze własne teksty. Wykonuje je, śpiewając głębokim głosem, gruchając lub rycząc. Zrolowane „r” to jego znak rozpoznawczy.

Pierwsza płyta grupy „Herzeleid” ukazała się w 1995 roku i kilkakrotnie wskoczyła do pierwszej dziesiątki niemieckich list przebojów. Jej okładka podzieliła publiczność. Widać na niej sześciu muzyków z naoliwionymi nagimi torsami. Media były zaniepokojone, niektóre pisały, że muzycy Rammstein przedstawili się tutaj jako „Herrenmenschen” („rasa panów” w narodowym socjalizmie, która uważała się za wyższą od innych).

Niektóre gazety podważały wartość artystyczną samej płyty. Jak pisze magazyn „Musikexpress/Sounds”: „Oprócz tego, że niemiecki narodowy, tupiący proletariacki rock z wyraźnym potencjałem crossoveru nigdy nie brzmiał szczególnie zachęcająco, jedna rzecz sprawia, że ​​ten zespół jest nie do zniesienia: ich teksty (…) usiane tępymi metaforami przemocy i szokującymi stwierdzeniami o przemocy”.

„Miłość”, ukochane słowo Lindemanna

W wywiadach, których wtedy jeszcze udzielał, Till Lindemann bronił się przed oskarżeniem o nazim i ciągłym zarzutami łamania tabu. Nie chodziło o tematy tabu, ale raczej o miłość we wszystkich jej wariantach, o jej piękne strony i wady, które również istnieją – mówił Lindemann telewizji VIVA w 1997 roku. Nic więc dziwnego, że słowem, które najczęściej pojawia się w piosenkach Rammsteina, jest „miłość”. Jednak rzadko w kontekście czułości: – Właściwie chodzi mi o jaskrawe przesłanie, ale również sparafrazowanie go za pomocą alegorii. Trochę zamulone, jak stare hity z lat 60., w których śpiewają 'Zostaję z tobą dziś wieczorem’, ale wszyscy wiedzą, że chcą się piep***ć – opowiadał frontman.

I tak Lindemann i jego koledzy z Rammstein nadal flirtują z przekraczaniem granic, rzekomymi naruszeniami tabu i niejasnościami – od płyty do płyty, od trasy do trasy. Militarystyczny niemiecki zespół brzmi dziwnie w wielu miejscach w Niemczech, ale jest kochany za granicą. W samym kraju rośnie także społeczność fanów.

Nie ma koncertu bez ognia

Lindemann udziela coraz mniej wywiadów. Ale na scenie jedzie pełną parą. Wślizguje się w najbardziej szalone kostiumy, pokazuje się w brutalnym makijażu – sprawdza się w roli wcielonego koszmaru. Kiedy nie ma nic do roboty, wznieca ogień. W wywiadzie dla szwedzkiej stacji telewizyjnej w 1997 roku wyjaśniał: – Zazwyczaj nudzę się między zwrotkami a refrenami. Nie umiem też tańczyć. Tak zacząłem z pirotechniką.

Po kilku wypadkach Lindemann w końcu wykształcił się jako pirotechnik i do dziś żyje tym na scenie. Na koncercie Rammsteina wielokrotnie wystrzeliwują kolumny ognia, a na scenie odpalane są miotacze ognia. Przy wykonywaniu utworu „Rammstein” z pleców Lindemanna tryskały strumienie ognia.

Projekt solowy

Kiedy Rammstein robi sobie przerwę, Till Lindemann nadal jest zajęty. W 2015 roku nawiązał współpracę ze szwedzkim metalowcem Peterem Tägtgrenem – ukazała się ich płyta „Skills in Pills”. Lindemann śpiewa swoim dobrze znanym głosem z Rammsteina. Po angielsku z mocnym niemieckim akcentem. W tekstach – jak zwykle – ciężkie treści.

Serce, ból, krew, ciało, seks, śmierć i łzy; nekrofilia, gwałt i inne otchłanie ludzkiej egzystencji – to światy, które wyczarowuje Till Lindemann. W swoich tekstach wciela się w zaludniających nasz świat dziwaków i prowokuje jako morderca czy psychopata. – Im bardziej ludzie się tym denerwują, tym bardziej mnie to motywuje do pisania jeszcze gorszych wierszy – mówił w rozmowie z dziennikiem „Die Welt”.

W 2019 roku ukazała się druga wspólna płyta Lindemanna i Tägtgrena „F&M” – w języku niemieckim.

Lindemann i Rosja

Oprócz pracy muzycznej Lindemann pisze wiersze. W 2002 roku ukazał się jego pierwszy tomik poezji „Nóż”. W 2013 roku – drugi. Wiersze oceniane są różnie: od „żałosnych i obrzydliwych” do „szczególnie wartych przeczytania”. Zostały przetłumaczone na kilka języków, w tym rosyjski.

W Rosji istnieje jedna z największych społeczności fanów Rammsteina. Till Lindemann od lat ma dobre stosunki z Rosją. Kręcił teledyski do swojego solowego projektu w Moskwie i Petersburgu. Na festiwalu muzyki wojskowej na Placu Czerwonym w Moskwie wykonał znaną wojskową pieśń „Ljubimyj Gorod” („Ukochane miasto”) – przed „entuzjastyczną publicznością”, według doniesień rosyjskich mediów. Wojna na Ukrainie zmienia te dotychczasowe serdeczne stosunki. Lindemann odwołał wszystkie swoje koncerty w Rosji.

Wyprawa do Amazonii i popowy hit

Długa przyjaźń łączy Lindemanna ze sportowcem ekstremalnym Joeyem Kellym. Razem z nim przepłynął kajakiem Jukon na Alasce w 2017 roku, a także Amazonkę w 2020 roku. Rezultatem są dwa tomy zdjęć o naturze i mężczyznach, którzy ją podbijają.

 

W 2014 roku napisał piosenkę dla innego przyjaciela: piosenkarza Rolanda Kaisera, który sam go o to poprosił. Czytając ten tekst ze świadomością, że jest autorstwa Tilla Lindemanna, można dostać gęsiej skórki. „Wiem, że ty wiesz, że wiem o tobie wszystko”. Roland Kaiser usunął z tekstu okropności. W 2021 roku Lindemann wykonał wraz z francuską piosenkarką Zaz „Le Jardin des Larmes”, smutną balladę o miłości i śmierci.

Czas Rammsteina nie minął

W 2022 ukazał się nowy album Rammsteina „Zeit”. Fani obawiali się, że będzie ostatnim: wiele piosenek brzmi jak pożegnanie. Jednak mimo takich kawałków jak „Adieu” Rammstein wciąż się nie żegna z publicznością. Przerwana trasa z roku 2019 jeszcze się nie skończyła, Lindemann i jego zespół do sierpnia 2023 kontynuują tourne po Europie.

Albumem „Zeit” Till Lindemann może świętować swoje 60. urodziny. To najlepiej sprzedający się album roku 2022 w Niemczech.

 

REDAKCJA POLECA

Silke Wünsch


Czy chemioterapia zabija chorych na raka? Czy konopie indyjskie leczą?

Odpowiednio dobrana chemioterapia działa. Po jej zastosowaniu niektórzy chorzy umierają, ponieważ mają zaawansowany stopień nowotwory, a nie dlatego, że zabija ich leczenie. Jeśli po leczeniu chemioterapią przeżywa 30 proc. chorych na przerzutowy nowotwór, to przecież jest to niezły wynik.

Dziś w coraz większym stopniu do głosu dochodzi medycyna spersonalizowana. Na czym to polega?

– Badamy guz, wykrywamy zmiany molekularne. Cała rzecz polega na tym, żeby chemioterapię dobrze dobrać, celować. Dzięki odpowiedniej wiedzy na temat charakteru guza, chemioterapia zadziała wręcz fenomenalnie. Dotyczy to konkretnych przypadków – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Jan Lubiński z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego oraz działającego przy tej uczelni Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych, ekspert w dziedzinie genetyki onkologicznej.

– Opublikowaliśmy badanie jako piersi na świecie, gdzie udowodniliśmy, że gdy kobieta ma raka piersi z powodu mutacji w genie BRCA1, i od początku w leczeniu ma podawane pochodne platyny – u 70 proc. kobiet guz znika i są one wyleczone. Z obserwacji wiemy, że chore przeżywają co najmniej 10 lat. To jest świetny efekt leczenia – dodaje prof. Lubiński.

Ekspert przywołuje publikację z marca 2022 z „British Journal of Cancer”, gdzie wraz ze swoim zespołem badawczym wykazuje, że gdy kobieta z rakiem piersi ma mutację w genie CHEK2, wówczas nie odpowiada na chemioterapię, lecz na hormonoterapię. Kilkaset kobiet z tą mutacją leczono przed operacyjnie za pomocą klasycznej, najczęstszej chemioterapii. Okazało się, że guz cofnął się u jednej pacjentki na 180. W kontroli – na 180 kobiet, wyzdrowiało 18.

Pacjenci z przeciwskazaniem do chemioterapii

Są grupy chorych z nowotworem, gdzie jest przeciwskazanie do zastosowania chemioterapii. Tu właśnie leży odpowiedź na negatywną ocenę chemioterapii przez niektórych pacjentów.

– Chemioterapia potrafi być fantastycznie skuteczna pod warunkiem, że jest stosowana w odpowiedniej grupie przypadków. U pacjentek z mutacją CHEK2 chemioterapia faktycznie szkodziłaby. Nowotwory trzeba dokładnie opisywać na poziomie molekularnym.

Chemioterapia jest błogosławieństwem dla wielu chorych na nowotwory. Problem z nią sprawiają tradycyjne schematy, kiedy lekarze nie opierają się na zmianach molekularnych. To za mało precyzyjne informacje. Dziś jest mocny ruch w medycynie w kierunku modyfikacji molekularnych. Nie każdy ośrodek leczenia onkologicznego przywiązuje odpowiednią uwagę do badania wszystkich markerów związanych z reakcją na leczenie. Ważne jest identyfikowanie pacjentów, u których zadziała immunoterapia, hormonoterapia. Badać należy, jakie cytostatyki powinno się stosować. Ta wiedza powinna przebić się do ogółu lekarzy.

Ostatnio miałem pacjentkę, którą onkolodzy zaczęli leczyć, nie badając uprzednio BRCA1 i BRCA2. To jest błąd w sztuce. Krążyła między onkologami dwa miesiące. Dopiero nasz ośrodek wykrył u niej mutację BRCA1, od razu weszła w prawidłowe leczenie i ma dziś 70 proc. szans na wyleczenie. Gdyby nadal była leczona klasycznie, miałaby 20 proc. szans na wyleczenie – mówi prof. Jan Lubiński.

Pacjenci oczekują od chemioterapii fantastycznych efektów, gdy ona jest stosowana przez onkologów w przypadkach, kiedy jej użycie nie ma znaczenia. Dzieje się tak, gdy lekarz – onkolog, nie widząc alternatywy, sięga po chemioterapię. Jeśli jednak nie ma do niej precyzyjnych wskazań, nic dziwnego, że potem pacjenci mówią, że „chemia” nie działa.

Szkodliwe mity o marihuanie

Prof. Piotr Rutkowski, specjalista chirurgii ogólnej i onkologicznej, kierujący Kliniką Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, podkreśla, że chemioterapią niektóre nowotwory, jak np. ziarnicę czy raka jądra potrafi wyleczyć w prawie w 100 proc.

– Nowocześniejsze sposoby leczenia nowotworów są dostępne i istotne, niemniej chemioterapia wciąż pozostaje ważna. Po jej zastosowaniu niektórzy chorzy nadal umierają, ponieważ mają tak zaawansowany nowotwór, a nie dlatego, że zabija ich leczenie.

Jeśli po leczeniu chemioterapią przeżywa 30 proc. chorych na przerzutowy nowotwór, to przecież jest niezły wynik. A w niektórych nowotworach, np. leczonych przeze mnie mięsakach kościopochodnych przy samym leczeniu operacyjnym chory ma szansę około 10% na wyleczenie, a po skojarzeniu z chemioterapią 60-70%. Wszystko zależy od typu nowotworu.

Prawdą jest, że mamy coraz więcej sposobów leczenia spersonalizowanego na podstawie badania molekularne bądź immunoterapię. Marihuana lecznicza jest stosowana jedynie zgodnie ze wskazaniami. Nie ma zaś żadnych danych, że leczy nowotwory. Jest jedynie leczeniem wspomagającym w bardzo wyrafinowanych sytuacjach. Z takimi bzdurami nie warto polemizować, ale przede wszystkim szkodzą one naszym chorym, których na co dzień leczymy” – podsumowuje prof. Rutkowski.


Krzysztof Skiba: Prawdziwy Sylwester Marzeń… Prezesa. „Jesteśmy Black Eyed Peas, nie Black Eyed PiS!”

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Zdaniem seksuologów wyskok z opaskami, to nie była żadna akcja protestacyjna Amerykańców, tylko prawdziwy Sylwester Marzeń... Prezesa, który przyznał się swego czasu, że w telewizji nocnej lubi oglądać zawody rodeo, czyli gdy muskularni, półnadzy kowboje ujeżdżają szalone byki.

JAZDA PO BYKU

Nie od dziś wiadomo, że tęcza zagraża różnym poważnym gościom i wartościom. Dlatego przed laty, ku uciesze prawicy spalono tęczę na Placu Zbawiciela w Warszawie, a dzieciom w przedszkolach do dziś zabrania się malowania kogutów, bo mają kolorowe upierzenie.

W Polsce PiS ma być szaro i bez tęczy, a jedyne dopuszczalne kolory to złota marynara Zenka Martyniuka, biało czerwona pałatka Jarosława, purpurowe kapelusze biskupów, niebieskie powieki Holeckiej czy farbowany blond Jakimowicza.

Dlatego zaskoczeniem dla widzów Sylwestra Marzeń w TVP, był występ zespołu Black Eyed Peas, który wystąpił w kolorowych opaskach tęczy, będących symbolami społeczności LGBT.

Tomasz Kammel szybko wyjaśnił (choć przecież nie jest wielbłądem), że wszystko to było umówione.

Okazuje się, że w TVP znają angielski na poziomie Andrzeja Dudy, czyli podstawowy ujemny. Kontraktując artystów z USA na koncert do Zakopanego w TVP, byli przekonani, że to jakiś chórek z Kół Gazety Polskiej z Chicago, śpiewający pieśni maryjne na chwałę PiS, stąd nazwa Black Eyed PiS. Okazało się, że jest inaczej i nawet Steczkowska nie dała rady zasłonić barw LGBT, bo jest za chuda (w uszach).

Politycy Solidarnej Polski uznali koncert rządowej telewizji za Sylwestra Deprawacji. Ale kto wie, czy to jednak nie zostało wszystko zaprojektowane?

Zdaniem seksuologów wyskok z opaskami, to nie była żadna akcja protestacyjna Amerykańców, tylko prawdziwy Sylwester Marzeń… Prezesa, który przyznał się swego czasu, że w telewizji nocnej lubi oglądać zawody rodeo, czyli gdy muskularni, półnadzy kowboje ujeżdżają szalone byki.

I tu się wszystko ładnie zamyka w jedną całość jak miliony Sasina. Nawet byk w pisowni, czyli „peas” i „PiS” był zaplanowany jak botoks u Edyty Górniak, która, gdy otwiera usta to jej się czoło automatycznie przesuwa.

Rys. Maciej Święty / Źródło” Krzysztof Skiba, facebook

Krzysztof Skiba

Black Eyed Peas kpi z PiS

Lider Black Eyed Peas po zejściu ze sceny „Sylwestra Marzeń” nagrał krótkie oświadczenie skierowane do fanów, które z pewnością nie spodobało się zarządzającym i Telewizji Polskiej. Muzyk powiedział:

 

Jesteśmy Black Eyed Peas, to jest: PEAS, albo można też czytać Black Eyed Peace – PEACE. Ponieważ zależy nam na pokój, równość, harmonię. Nie jesteśmy natomiast Black Eyed PiS – PIS. Wspieramy jedność, miłość, tolerancję.

Lider Black Eyed Peas podziękował Polakom za wsparcie okazane Ukrainie, zaznaczył również, że zawsze należy pomagać słabszym i prześladowanym. Wyjaśnił, że zespół zdecydował się na występ w TVP, bo „czasem trzeba udać się do miejsca, gdzie inni nie mają takich samych poglądów i pokazać jak wygląda tolerancja”.

Jednocześnie podkreślił, że dla niego Polska jest niesamowitym krajem i zawsze, gdy tu przyjeżdża, czuje się wspaniale.

Dariusz Frach, thefad.pl


Brytyjski historyk: wojna w Ukrainie skończy się za pół roku

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Brytyjski historyk Ian Kershaw przewiduje, że wojna w Ukrainie skończy się za pół roku. Jego zdaniem prezydent Rosji Władimir Putin znalazł się w sytuacji, której nie przewidział i toczy wojnę, której nie może wygrać.

– Putin wmanewrował się w sytuację, której nie przewidział. Toczy obecnie wojnę, której nie może wygrać i która jest bardzo kosztowna i szkodliwa – powiedział Kershaw w wywiadzie opublikowanym w weekendowym wydaniu niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung”.

Brytyjski historyk zaznaczył, że zima będzie bardzo ciężka nie tylko dla Ukraińców, ale i dla Rosjan.

– Na wiosnę zobaczymy, czy Ukraińcy wspierani przez Zachód będą zdolni do nowej ofensywy, dzięki której będą mogli odeprzeć napastników – powiedział. Jego zdaniem stopień wyczerpania po obu stronach jest poważny. – Dlatego przypuszczam, że za pół roku wojna skończy się – dodał.

Jeśli wojna będzie się przedłużać, a kryzys energetyczny się zaostrzy, solidarność Europejczyków z Ukrainą będzie wystawiona na ciężką próbę – przewiduje historyk. Jeżeli koszty wojny staną się za wysokie, Zachód może zwiększyć presję na Kijów w celu doprowadzenia do porozumienia (z Rosją). – Mam jednak nadzieję, że Ukraina odniesie całkowite zwycięstwo, bo jest to nie tylko w interesie Ukrainy, ale i całego Zachodu – powiedział Kershaw.

Putin to raczej drugi Stalin niż Hitler

Historyk wyraził obawę, że Putin osiągnie w Donbasie „Pyrrusowe zwycięstwo” i będzie twierdził, że wygrał wojnę. W tym przypadku groziłoby porozumienie na wzór Traktatu Wersalskiego. Należy się wtedy spodziewać kolejnej wojny. – Obecnie nie można jednak przewidzieć, jak skończy się ta wojna – zastrzegł.

Zdaniem Kershawa Putina można porównać raczej do Stalina niż Hitlera, przede wszystkim, jeśli chodzi o drogę do władzy.

– Stalin był człowiekiem systemu, kontrolował aparat partyjny, podczas gdy Hitler i Mussolini byli ludźmi z zewnątrz. Putin nie był co prawda człowiekiem partii, ale był insiderem służb. Można powiedzieć, że wślizgnął się do władzy. Nikt na świecie nie znał Putina, zanim nie został prezydentem – tłumaczy. Jak zastrzegł, Putin jest co prawda „pozbawionym skrupułów autokratą”, ale obecnych represji nie wolno porównywać do stalinowskich czystek w latach 30.

Ian Kershaw jest autorem licznych publikacji o III Rzeszy i II wojnie światowej. Po polsku ukazała się między innymi trzytomowa biografia Hitlera oraz „Mit Hitlera” i „Walkiria. Historia zamachu na Hitlera”.

 

REDAKCJA POLECA