Krzysztof Skiba: JAKI TO BYŁ PIĘKNY ROK!

Krzysztof Skiba
Gdy tony ryb w Odrze pływały brzuchem do góry, władza twierdziła, że nic się nie dzieje, a ryby tak po prostu sobie odpoczywają. Jak teraz mówi się na Tirowki? Skrzynki mailowe Dworczyka, bo są tak samo łatwo dostępne. Edyta ujawniła, że żyje wśród nas wielu ludzi Jaszczurów, a ona sama ma 4 tysiące lat. Zawsze można liczyć na Krystynę Pawłowicz. Największym skandalem było sprzedanie za grosze polskiego Lotosu facetom w turbanach. Rów Jarosława, Morawiecki obiecał piłkarzom i trenerowi 30 baniek. Granatnikiem w mózg, czyli polski chaos 2022
Subiektywny ranking największych skandali mijającego roku.
1. KATASTROFA EKOLOGICZNA ODRY
Gdy tony ryb w Odrze pływały brzuchem do góry, władza twierdziła, że nic się nie dzieje, a ryby tak po prostu sobie odpoczywają.
W sprawie katastrofy na Odrze @pisorgpl całkowicie zawiódł. Dopiero gdy zdjęcia tysięcy martwych ryb pojawiły się w mediach, „politycy PiS wsiedli do limuzyn służbowych i pojechali na zachód. Ryba psuje się od głowy. Cały system PiS śmierdzi na kilometrhttps://t.co/kWBXjjp7z8
— TheFad.pl (@thefadpl) August 16, 2022
Zawiodły WSZYSTKIE służby państwowe od Sanepidu, przez Wody Polskie, po Ministerstwo Gospodarki Wodnej. Władza potrzebowała aż dwóch tygodni, aby zareagować na zatrucie rzeki. Państwo z kartonu. Jedynymi, którzy okazali przytomność umysłu byli…wędkarze i miłośnicy Odry. Po wymuszonej przez opinię publiczną kontroli okazało się, że na Odrze działa ponad trzysta nielegalnych wylewów przemysłowych. Ostatecznie (jak zwykle) NIKT nie został uznany za winnego. Gdyż oświadczono, że rzeka sama się zatruła przez Złote Algi.
2. MAILE MINISTRA
Jak teraz mówi się na Tirowki? Skrzynki mailowe Dworczyka, bo są tak samo łatwo dostępne. Minister Dworczyk wysyłał poufną korespondencję do premiera, nie przez zaszyfrowany system, lecz przez zwykłą pocztę mailową. Hakerzy dorwali się do tych dzieł epistolografii rządowej i przez kilka lat publikowali te wstrząsające listy. Czytelnicy mogli dowiedzieć się o brudach polityki i zrozumieć, z jakimi konkretnymi pajacami mamy do czynienia. Mimo kilkuletniego maratonu tej czystej kompromitacji, Minister Dworczyk, dopiero w tym roku stracił posadę.
3. EDYTA W KOSMOSIE.
Edyta Górniak ma większy odlot niż Krystyna Pawłowicz. Edyta tradycyjnie wygłaszała w tym roku szokujące oświadczenia. Najdziwniejsze dotyczyły kosmitów, z którymi Edyta ma stały kontakt i wie, że chcą dla ludzi dobrze. Edyta ujawniła też, że żyje wśród nas wielu ludzi Jaszczurów, a ona sama ma 4 tysiące lat.
4. KRYCHA W FORMIE
Zawsze można liczyć na Krystynę Pawłowicz. W tym roku największym szokiem okazało się to, że pani sędzia Pawłowicz, która w Trybunale Konstytucyjnym decyduje o sprawach wagi państwowej, jest fanką Micka Jaggera i pisze do niego miłosne listy na Twitterze, domagając się spowiedzi.
5. ARAB ZJADA NASZE CIASTKA
Największym skandalem było sprzedanie za grosze polskiego Lotosu facetom w turbanach. Przez lata tyle było krzyku na prawicy o wyprzedaży majątku narodowego, o sprzedaniu Polski obcemu kapitałowi, a jak tylko nadarzyła się okazja, by samemu coś przytulić przy okazji transakcji, to puścili perłę polskiej gospodarki za jej roczny dochód, czyli tyle, co za nic. Władza nie wielbłąd i kraść musi.
6. RÓW JAROSŁAWA
Najlepiej zarabia się na wielkich, nikomu niepotrzebnych inwestycjach. To znane myślenie z filmu Miś zrealizowało się przy okazji budowy kanału przez Mierzeję Wiślanej. Kosztem 2 mld zbudowano kanał dla kajaków i żaglówek, bo żaden statek handlowy tym szlakiem nie przejedzie, gdyż jest najzwyczajniej za płytko. Port w Elblągu będzie więc czekał na statki jak Edyta na UFO. Obserwując polską politykę, dochodzę do wniosku, że Rów Jarosława jest tak mocno wylizany, że tam się wszystko przepchnie.
7. MILIONY DO PODZIAŁU
Premier Morawiecki obiecał piłkarzom i trenerowi, że jak wyjdą z grupy podczas mistrzostw, to dostaną w formie premii 30 baniek. Tak zmotywowani negatywnie piłkarze nie grali o zwycięstwo, lecz o wyjście z grupy. Wyszli i to w fatalnym stylu. Jechali na mistrzostwa eskortowani przez F-16, a wracali, uciekając z lotniska tylnym wyjściem. Po drodze doszło do karczemnej awantury o podział kasy. Premier jak to premier, kasę obiecał, ale gdy pojawił się w necie hejt i atak na piłkarzy, to się rakiem szybko wycofał. Bo „pijar” u niego najważniejszy.
8. GRANATNIKIEM W MÓZG
Komendant Główny Policji odpalił Sylwestra nieco wcześniej niż wszyscy.
Minister przestępca ułaskawiony przez „debila”, nie widzi powodów, aby dokonać dymisji generała idioty, który odpala broń przeciwpancerną w swoim gabinecie, naruszając trzy kondygnacje budynku i raniąc dwie osoby. Kabaret nie państwo.https://t.co/xJYvUtREBm
— TheFad.pl (@thefadpl) December 23, 2022
Będąc w Ukrainie, otrzymał dwa granatniki, które rozwalały rosyjskie czołgi. Wwiózł je nielegalnie do Polski, a gdy kumple już zebrali się w jego gabinecie, aby podziwiać te cacka, to pomylił spust z syfonem i odpalił broń przeciwpancerną we własnym gabinecie. Generał Szymczyk zniszczył tym samym własny budynek policyjny na wysokości trzech kondygnacji. Dwie osoby zostały ranne. Komendant nadal przebywa na wolności.
9. PIERWSZY STANDUPER KRAJU
Jarosław Kaczyński krążył limuzynami po Polsce i opowiadał dowcipy. Publiczność mu dowożono jak catering na stypie. Każdy taki występ angażował wielu policjantów w formie ochrony. Okazuje się, że były miejscowości, gdzie Prezesa słuchali już tylko sami gliniarze i organizatorzy. Kaczyński nie odróżnia już Policji od obywateli, gdyż jest przyzwyczajony, że wszyscy przed nim stają na baczność.
10. POLSKI CHAOS
Na początku roku władza usiłowała wprowadzić nowy system podatkowy zwany Polskim Ładem. Był to projekt tak niedopracowany i kaleki, że najpierw z pięć razy go poprawiono, a później wycofano jako głupi i szkodliwy. Nie przeszkodziło to niczemu w tym, aby notable władzy wręczyli sobie sowite premie i nagrody za ten księgowy bubel. Rodzi się więc nowa tradycja państwa PiS: nagradzanie patałachów.
Krzysztof Skiba
Adam Mazguła: życzę Polakom Polski bez PiS-kaczyzmu

Adam Mazguła
Musimy pogonić to zbiorowisko krętaczy i złodziei, przywrócić znaczenie polskich słów i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. PiS bez ograniczeń produkuje pieniądze, zadłuża, kradnie i oszukuje. A Ty? Na wygodnej kanapie oglądasz ich programy, o tym, jak jest Ci dobrze?
W Nowym Roku czas na zmiany
W TVP miał być Sylwester o tym, jak miłują, a szczują.
Miał być Bóg, Honor, Ojczyzna, a jest dług, horror, drożyzna.
Miał być Prezydent, a jest PiS-notariusz rezydent.
Miał być w Polsce Premier, a jest kłamca codziennej propagandy.
Miał być „Polski Ład”, a jest podły ruski jad.
Miało być „wystarczy nie kraść”, ale nie dotyczy członków i rodzin PiS-u.
Miała być zmiana dobra, a jest dojna.
Miał być polski rząd, który słucha ludzi, więc słuchają Pegasusem.
Miało być Centralne Biuro Antykorupcyjne, a zorganizowano centralę ochrony PiS-korupcji.
Miały być „Wolne Media”, i są wolne, ale od prawdy, przyzwoitości i rzetelności.
Miały być „Wolne Sądy”, i są, ale wolne od niezawisłości, niezależności i bezstronności.
Miał być „Prokurator Generalny”, a jest generalny przestępca kraju.
Miała być edukacja, a jest indoktrynacja.
Miało być Ministerstwo Zdrowia, a jest ewidencja zgonów, ciąż i chorego pogłowia Polaków.
Miała być wysoka kultura, a zostało bagienko chama i gbura.
Miała być Policja, a jest znowu milicja, a nawet mordownia i rakietownia.
Miał być „Sylwester marzeń”, a był zakażeń.
Był nawet Premier od bezpieczeństwa, jednak tylko swojego.
Miało być Prawo i Sprawiedliwość, a jest bezprawnie i korupcja, patologia zasłaniana propagandową symulacją.
Można by tak długo opowiadać o tej partii nadludzi moralnego ścieku, która energicznie wstając z kolan, pchnęła nas twarzą w szambo.
O tym PiS-państwie promocji donosicieli i sygnalistów, współczesnych ubeków, ruskiego wiecznego stanu wyjątkowego, izolacji, podziałów i strachu. O tym świecie fanatyzmu nacjonalistycznego i religijnego, dla którego masowa śmierć Polaków, to patriotyczna cecha poświęcenia dla tej PiS-Polski, która, jak pokazuje historia, musi mieć swój czas na jakieś bohaterskie narodowe ofiary.
W Nowym Roku musimy pogonić to zbiorowisko nikczemnych bogoojczyźnianych krętaczy i złodziei oraz przywrócić znaczenie polskich słów i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Czekamy jeszcze tylko na spóźnionych myślicieli, którzy twierdzą, że nie zajmują się polityką i dla zasady oddają swoja wolność za darmo i jeszcze dopłacają poprzez inflację, nowe podatki, kary do UE, nadmierny VAT, drożyznę, mandaty i korupcyjny partyjny świat.
PiS bez ograniczeń produkuje pieniądze, zadłuża Cię na miliony, kradnie i oszukuje, a Ty na wygodnej kanapie oglądasz ich programy, o tym, jak jest Ci dobrze?
Mam wrażenie, że to kolejny ich program „Wystarczy wierzyć”.
Budzimy się Polacy! Nie wierzymy, sprawdzamy.
Wstajemy na nogi, bo szambo nas zalewa!
Budzimy się, aby nie zalała nas krew.
Dlatego życzę Polakom w Nowym Roku, Polski bez PiS-kaczyzmu.
Adam Mazguła
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
W ostatnich 20 latach na świecie zamordowano 1668 dziennikarzy. Najniebezpieczniejszymi krajami są Syria i Irak

DW
Organizacja „Reporterzy bez Granic” podała, że w ostatnich 20 latach na świecie zamordowano 1668 dziennikarzy. Najbardziej niebezpiecznymi krajami są Syria i Irak.
1 668. This is the number of journalists killed in the past 20 years.
— RSF (@RSF_inter) December 30, 2022
Murders, war zone deaths and fatal injuries… Over this period, an average of 80 journalists per year have died while doing their job.
➡️ https://t.co/EkgQBVb3Wf pic.twitter.com/ZbiieRHM3Z
1668 zabitych dziennikarzy w minionych dwóch dekadach – to odpowiada średnio ponad 80 zamordowanym pracownikom mediów w ciągu roku, obliczyła organizacja „Reporterzy bez Granic” (RSF). Z jej danych wynika też, że w ostatnich 20 latach aż 578 dziennikarzy straciło życie w Syrii i Iraku, co stanowi ponad jedną trzecią wszystkich odnotowanych zabójstw reporterów w tym okresie.
2012 i 2013 najbardziej tragiczne
Kolejnymi krajami, które okazały się niebezpieczne dla pracowników mediów są Meksyk (125 zabitych dziennikarzy), Filipiny (107), Pakistan (93), Afganistan (81) i Somalia (78). Z przedstawionych danych wynika też, że ponad 95 proc. ofiar stanowią mężczyźni.
Najbardziej tragicznymi latami były 2012 i 2013. W tym czasie zginęło odpowiednio 144 i 142 dziennikarzy „szczególnie ze względu na konflikt w Syrii” – zaznaczyła organizacja. Później zabójstw było mniej i od 2019 roku „historycznie niewiele”. W 2022 roku, z powodu wojny w Ukrainie, liczba dziennikarzy, którzy stracili życie wzrosła o 58.
Nie tylko dziennikarstwo wojenne jest niebezpieczne
W Europie największe niebezpieczeństwo czyha na dziennikarzy w Rosji – od 2003 roku życie straciło tam 20 pracowników mediów. Kolejnym niebezpiecznym krajem jest Ukraina (19 ofiar). Od czasu inwazji Rosji, tj. 24.2.22, na Ukrainie zginęło 8 dziennikarzy. Francja, z ośmioma ofiarami śmiertelnymi, okazała się (po Turcji) czwartym najbardziej niebezpiecznym krajem dla dziennikarzy w Europie. Powodem jest atak na redakcję satyrycznej gazety „Charlie Hebdo”, do którego doszło w 2015 roku w Paryżu.
Nearly 1,700 journalists killed over past 20 years, says Reporters Without Borders https://t.co/fpkiSrIaz6 pic.twitter.com/0AL4YgDOAs
— FRANCE 24 (@FRANCE24) December 30, 2022
Relacjonowanie wojny rzeczywiście często jest tłem śmiertelnych ofiar wśród dziennikarzy. Jednak według RSF w ciągu ostatnich 20 lat również więcej dziennikarzy zostało zabitych, bo informowali o przestępczości zorganizowanej i korupcji.
REDAKCJA POLECA
Niemcy się sypią. Kraj na skraju wydolności

Oliver Pieper
Już w czasie pandemii koronawirusa świat, patrząc na liczne niemieckie wpadki i błędy, zastanawiał się, czy to jest nadal ten sam kraj. Także dziś Niemcy w wielu dziedzinach dochodzą do granic swych możliwości. ANALIZA

Bonn, koniec listopada 2022. Ukazuje się raport Federalnej Agencji Sieci. Niemieccy operatorzy sieci telefonii komórkowej Telefonica Deutschland, Deutsche Telekom i Vodafone zobowiązali się wprawdzie do wybudowania do końca 2022 roku nowych stacji przekaźniokowych w 500 dotychczasowych „białych plamach”. Plan ten zrealizowali tylko w 95 miejscach. Prawie trzy procent powierzchni Niemiec to nadal przekaźnikowe dziury, czyli obszary, gdzie nie można odbierać sygnałów 4G/LTE ani 5G.
Luedenscheid, 2 grudnia. Most na autostradzie A45 w Nadrenii Północnej-Westfalii obchodzi swój jubileusz – od 365 dni jest zamknięty dla całego ruchu. Uszkodzenia mostu są tak poważne, że nie można go ponownie otworzyć nawet dla samochodów osobowych. Jak dotąd ani go nie rozebrano, ani nie wyłoniono wykonawców remontu. Od roku dojeżdżający do pracy zmuszeni są do objazdów, spędzając nieraz godziny w korkach. W całym kraju 4 tys. mostów jest w stanie krytycznym i wymaga pilnego remontu.
Wpis na Twitterze z 4 grudnia. Pociągi „ICE Hamburg-Berlin są tak przepełnione, że nie mogą odjechać przez 20-30 minut. Pociągi wjeżdżają już tylko w tempie spacerowym, obsługa DB (Deutsche Bahn) i osoby bez rezerwacji muszą wysiąść. Dorośli ludzie chowają się w toaletach lub blokują walizkami”. Claus Weselsky, szef niemieckiego związku maszynistów lokomotyw, mówi: „I kolejarze i ja wstydzimy się tego, co oferujemy społeczeństwu”.
Za mało nauczycieli, pedagogów, pielęgniarek
Hohenstein-Ernstthal, Saksonia, 12 grudnia. Ponieważ lekcje są ciągle odwoływane, zdesperowane matki i ojcowie alarmują w liście do ministra edukacji: w siatce godzin w gimnazjum w Sachsenring nie ma już religii. W ósmej klasie nie ma biologii. W klasie siódmej nie uczy się już muzyki i wiedzy o społeczeństwie. Z wyjątkiem trzech przedmiotów, liczba lekcji zostaje okrojona. W niemieckich szkołach brakuje nawet 40 tys. nauczycieli, a Saksonia-Anhalt szuka teraz nauczycieli metodą speed-datingu. W tym samym czasie ukazuje się raport przygotowany przez naukowców: co piąty uczeń szkoły podstawowej nie osiąga minimalnych standardów z języka niemieckiego i matematyki.
Rheinberg, zachodnie Niemcy, 13 grudnia. Ponieważ gminna świetlica musi być zamknięta na dwa dni z powodu choroby, i to nie po raz pierwszy, matka jest wściekła. Chwyta syna i maszeruje do ratusza, by przekazać go pod opiekę burmistrzowi. Burmistrz, całkowicie zaskoczony, przerywa umówione spotkanie, by porozmawiać z kobietą. Ta opowiada mu o innej matce, która dzień wcześniej nie mogła poddać się niezwykle ważnej dla niej chemioterapii, bo nie miała komu oddać syna pod opiekę. W Niemczech poszukiwanych jest ponad 100 tys. pedagogów.
Anonimowa wypowiedź pielęgniarki w programie ZDF Frontal, 13 grudnia, na temat dyżuru w izbie przyjęć: „Znam to z doświadczenia, że w trakcie czasu oczekiwania, które w izbach przyjęć wynosi obecnie do 40 godzin, przez te 40 godzin prawie nie widzi się pacjenta. A kiedy w końcu wejdzie się do sali, leżą tam umarli pacjenci, choć wcale nie musieli umrzeć”. Na szpitalnych oddziałach intensywnej opieki brakuje 50 tys. pielęgniarek.
Braki w szpitalach dziecięcych, aptekach i w Bundeswehrze
Berlin, apel pielęgniarki dziecięcej o pomoc, 14 grudnia: „Po prostu nie mamy personelu. W ciągu kilkudziesięciu lat pracy w przychodni nigdy nie doświadczyłam tak dużej rotacji personelu pielęgniarskiego i lekarzy. Ci z nas, którzy jeszcze tu są, zagryzają zęby, by jakoś zapewnić pacjentom opiekę”. Z powodu braku personelu 40 procent łóżek na oddziałach intensywnej opieki medycznej w szpitalach dziecięcych stoi pustych. Niektóre chore dzieci z Berlina trzeba wieźć do oddalonego o 200 kilometrów Rostocku.
Berlin, alarmistyczny mail gen. dyw. Ruprechta von Butlera do inspektora armii po ćwiczeniach strzeleckich, opublikowany przez Tygodnik „Der Spiegel” 17 grudnia. Z 18 najnowocześniejszych bojowych wozów piechoty typu Puma ani jeden nie jest gotowy do akcji: „Można sobie wyobrazić, jak żołnierze oceniają teraz niezawodność systemu Puma, gotowość operacyjna pojazdu staje się loterią mimo dobrego przygotowania”. 20 lat temu Bundeswehra zamówiła 350 sztuk najnowocześniejszego bojowego wozu piechoty, za 17 mln euro za sztukę. Po dziś dzień sprzęt nie nadaje się do użytku. A Puma to nie jedyny otwarty front robót w Bundeswehrze. W ostatnim czasie były też ogromne problemy z haubicoarmatami, karabinami, helikopterami i okrętami podwodnymi.
Gdzieś w Niemczech, sobota, 17 grudnia. Dziecko ma gorączkę, ból gardła i zaczerwienione migdałki, a matka otrzymuje w dyżurnej klinice pediatrycznej diagnozę „paciorkowiec A”. W żadnej z wielu aptek, do których dzwoni matka, nie ma przepisanej przez lekarza penicyliny. Stan dziecka pogarsza się z godziny na godzinę, zrozpaczona matka otrzymuje podczas internetowej konsultacji receptę na zastępczy antybiotyk. Ale i on nie jest dostępny w żadnej aptece. W końcu otrzymuje lek za pośrednictwem obcej kobiety, przez grupę Whatsapp, która ma w domu nieotwarte opakowanie. W międzyczasie minęło siedem godzin. Na liście braków zaopatrzeniowych Federalnego Instytutu Leków i Urządzeń Medycznych wymieniono 330 leków; zwłaszcza syropy przeciwgorączkowe dla dzieci są trudno dostępne w niemieckich aptekach.

Zimne klasy, chorzy lekarze, kulejąca cyfryzacja
Bergisch Gladbach, Nadrenia Północna-Westfalia, niedziela, 18 grudnia. Awaria centralnego ogrzewania w szkole średniej. We wszystkich pomieszczeniach temperatura spada do dziesięciu stopni. Przez kilka dni nie mogą odbywać się żadne lekcje. W środę ogrzewanie nadal jest zepsute, egzaminy odbywają się tylko w kilku salach szkoły, które są prowizorycznie ogrzewane grzejnikami elektrycznymi. „Nie wolno pozwolić dzieciom na marznięcie w szkole” – ostrzegała już w październiku Karin Prien, obecna przewodnicząca konferencji Ministrów Edukacji i Kultury krajów związkowych.
Wpis na Twitterze z niemieckiego szpitala, wtorek, 20 grudnia: „Dziś u mnie chorych jest trzech lekarzy plus czterech asystentów medycznych, w tym na terapii bólu. […] Na intensywnej terapii wielu chorych (lekarzy). Jutro przedświąteczne spotkanie kryzysowe. Mam już dość! Nie chcę już w tym uczestniczyć!” Gerald Gass, szef Niemieckiego Stowarzyszenia Szpitali, ostrzega: „Mamy teraz prawdopodobnie dziewięć do dziesięciu procent absencji personelu, co oznacza, że prawie co dziesiąty pracownik jest chory”.
Czwartek, 22 grudnia. Gerd Landsberg z Niemieckiego Związku Miast i Gmin o ustawie, zgodnie z którą do końca 2022 roku w Niemczech powinno być możliwe złożenie wniosku o prawo jazdy online, ale gminy nie nadążają z cyfryzacją: „Jesteśmy bardzo zbiurokratyzowanym krajem o bardzo skomplikowanej strukturze. Mamy problemy sprzętowe i kadrowe. Nie wystarczy powiedzieć, że chcemy wszystko robić online. Trzeba wyszkolić ludzi i opracować systemy„. Pod względem stopnia cyfryzacji urzędów Niemcy zajmują dopiero 21. miejsce wśród 35 krajów europejskich.
Zbyt wolne: transformacja energetyczna i koleje
Bonn, czwartek, 22 grudnia. Federalna Agencja Sieci ostrzega, że pompy ciepła i e-samochody mogą wkrótce przeciążyć sieć energetyczną. Ale czas oczekiwania na montaż pomp ciepła w Niemczech wynosi od trzech do dziewięciu miesięcy. Problemy z dostawami i brak wykwalifikowanych pracowników również utrudniają transformację energetyczną. Brakuje 17 tys. elektryków budowlanych.
W czwartek, 22 grudnia. Regionalny dziennik „Rheinische Post” z Düsseldorfu cytuje odpowiedź rządu Niemiec na pytanie klubu parlamentarnego CDU/CSU dotyczące Deutsche Bahn: „Zdaniem rządu federalnego obecny trend w dziedzinie punktualności nie jest zadowalający”. Rząd przyznaje, że zaledwie 50-60 proc. pociągów dalekobieżnych wjeżdża na stacje zgodnie z rozkładem jazdy. W 2022 roku niemieckie koleje były bardziej niepunktualne niż kiedykolwiek wcześniej.
REDAKCJA POLECA
Benedykt XVI nie żyje. Papież-emeryt miał 95 lat

Christoph Strack
Był zwolennikiem tradycji, a jednak na zawsze zmienił instytucję papiestwa. Benedykt XVI, pierwszy w historii papież-emeryt, zmarł w Watykanie w wieku 95 lat.
Condolences to my Catholic & Christian brethren around the world on the passing of Pope Benedict. May his soul be commended to our Maker. RIP after a brave, examined life lived through deep & sincere faith #PopeBenedictXVI Courage to @Pontifex as he leads the world in mourning pic.twitter.com/PMG9XIpkI4
— Qanta Ahmed (@MissDiagnosis) December 31, 2022
– Księża kardynałowie wybrali mnie, prostego i pokornego robotnika w winnicy Pańskiej – tymi słowami nowy papież 19 kwietnia 2005 r. przemówił z loggi Bazyliki św. Piotra w Rzymie i zdobył sympatię wielu katolików na całym świecie. Na następcę Jana Pawła II wybrany został po zaledwie dwóch dniach konklawe. Kiedy nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym, Joseph kardynał Ratzinger, dotąd dziekan kolegium kardynalskiego, miał 78 lat.
“Humble worker in the vineyard of the Lord”. How #PopeBenedictXVI presented himself to the world on 19 April 2005. #BenedettoXVI pic.twitter.com/dWBo5YVfCf
— Wanted in Rome (@wantedinrome) December 31, 2022
Był pierwszym niemieckim papieżem od prawie 500 lat. Synem narodu, w którego imieniu w czasie II wojny światowej dokonano straszliwych zbrodni; papieżem z kraju Marcina Lutra, kraju reformacji i schizmy. Na niespełna ośmioletni pontyfikat Benedykta cieniem położyły się także skandale i kryzysy kościelne. A swoją abdykacją 28 lutego 2013 roku papież Benedykt dokonał przełomu w historii Kościoła.
Ksiądz, profesor, papież
Jako papież Benedykt XVI potrafił łączyć głęboką pobożność z erudycją wybitnego profesora teologii. Jako głowa Kościoła promował dialog między rozumem a wiarą. Potrafił też zaskakiwać. Nie kontynuował surowej linii kardynała Josepha Ratzingera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Z surowego nauczyciela zamieniał się w duszpasterza. Stojąc na czele Kościoła musiał też osobiście odczuwać ogólny nastrój kryzysu w Kościele katolickim.
Był jednym z najbliższych współpracowników Jana Pawła II, który niezwykle cenił jego wiedzę teologiczną i polegał na jego ocenach. Dlatego w pewnym sensie pontyfikat Benedykta XVI był kontynuacją dzieła wielkiego poprzednika, a wraz z jego abdykacją symbolicznie dobiegł końca także pontyfikat Jana Pawła II.
Jako papież przejściowy, w 2013 roku Benedykt ostatecznie otworzył drogę do wyboru papieża Franciszka, bliskiego ludziom duszpasterza i konserwatywnego reformatora.
Dla Josepha Ratzingera wybór na papieża oznaczał ukoronowanie życia, które rozpoczęło się 16 kwietnia 1927 r. w miasteczku Marktl am Inn w Bawarii. Ojciec Josepha był policjantem, a jego rodzina głęboko religijna. W wieku 17 lat, pod koniec 1944 roku, przyszły papież został wcielony do Wehrmachtu. Wkrótce po zakończeniu wojny studiował teologię, podobnie jak jego starszy o trzy lata brat Georg, który wraz z nim otrzymał święcenia kapłańskie. Ich jedyna siostra pozostała niezamężna.
Orędownik pojednania z Polską
Pod koniec lat 50. Joseph Ratzinger został profesorem teologii i szybko zdobył uznanie w kręgach naukowych. Jako doradca arcybiskupa Kolonii, kardynała Josepha Fringsa, od 1963 r. brał udział w Soborze Watykańskim II (1962-1965), który utorował drogę do odnowy doktryny i życia Kościoła katolickiego. Jednak studencka rewolta z 1968 roku zmieniła go. O ile początkowo Ratzinger uchodził za postępowca i liberała, to później przeszedł na konserwatywne pozycje.
W latach 60-tych Ratzinger był orędownikiem pojednania z Polską. W podpisanym przez niego „Memorandum z Bensbergu” (1968) niemieccy katolicy domagali się uznania przez Niemcy zachodnie granicy na Odrze i Nysie. „Tak, to pojednanie od początku leżało mi głęboko na sercu i mój podpis pod Memorandum z Bensbergu wywodził się z tego głębokiego, wewnętrznego przekonania” – napisał w 2015 roku w odpowiedzi na zapytanie DW i TVP. Jak dodał „możemy być naprawdę wdzięczni, że to wewnętrzne pojednanie dalej dojrzewa i – mam nadzieję – jest głęboko zakorzenione w sercach obu narodów”.
W 1977 roku Ratzinger został arcybiskupem Monachium i Fryzyngi, a wkrótce kardynałem. Cztery lata później Jan Paweł II sprowadził go do Rzymu. Jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary był teraz najwyższym strażnikiem wiary swojego Kościoła. W sporach dotyczących kwestii doktrynalnych, tematów reformatorskich, takich jak rola kobiet czy ekumenizm, Ratzinger stał na ściśle konserwatywnych pozycjach, w kwestii ekumenizmu miał odmienne podejście od Jana Pawła II. Dlatego niektórzy nazywali go nawet „pancernym kardynałem”.
„Jesteśmy papieżem”
Wybór Benedykta na papieża w 2005 roku wywołał radość i dumę wśród niemieckich katolików. „Jesteśmy papieżem” – brzmiał nagłówek największego ówczesnego tabloidu „Bild”. Ale były też zastrzeżenia i obawy: twierdzono, że 265. papież w historii Kościoła jest zbyt stary niezdolny do reform ze względu na swój konserwatywny charakter.
Sind wir jetzt auch tot?#BenediktXVI pic.twitter.com/MU8qZe9UCN
— Breitseit of Life (@breitzeit) December 31, 2022
Pod względem polityki kościelnej ośmioletni pontyfikat Benedykta pozostał fazą przejściową. Jednak Benedykt XVI nie akceptował roli papieża przejściowego. Sam ustalił swoje akcenty. I mianował ponad połowę tych kardynałów, którzy w marcu 2013 r. wybrali jego następcę – Franciszka.
Myśliciel, mówca, kaznodzieja
Papież Benedykt promował żywy dialog między religią a nowoczesnością. Uczynił to w pierwszym w historii wywiadzie telewizyjnym udzielonym przez papieża, na Twitterze, w książkach, ale przede wszystkim w swoich przemówieniach. Wśród najważniejszych było to w niemieckim Bundestagu we wrześniu 2011 roku, w którym podkreślał znaczenie praworządności w polityce.
Papież potrafił zaskoczyć jako duszpasterz, np. na Światowych Dniach Młodzieży w Kolonii. Jako kaznodzieja – zwłaszcza w swoich cotygodniowych przemówieniach w Watykanie – skupiał się na interpretacji Pisma Świętego: „Kto wierzy, nigdy nie jest sam – ani w życiu, ani nawet w śmierci” – powiedział kiedyś. Stało się to jednym z wielkich słów jego pontyfikatu. Podczas swojej wizyty w Niemczech w 2011 roku przemawiał w Eichsfeld w Turyngii: „Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość. Rzeczywiście – gdzie pozwalamy Bożej miłości działać całkowicie w naszym życiu, tam niebo stoi otworem”.
Autor i pisarz
Już jako papież opublikował trzy książki o Jezusie, które osiągnęły wysokie nakłady w wielu językach. Także jego encykliki charakteryzował styl kontemplacyjny. Ostatnia „Lumen Fidei” (Światło wiary), opublikowana już po abdykacji latem 2013, podpisana została wprawdzie przez Franciszka, ale jest de facto dziełem dwóch papieży, co w historii Kościoła jest ewenementem. Ostatnia książka Benedykta XVI, „Letzte Gespräche” („Ostatnie rozmowy”), zawierające rozmowy z Peterem Seewaldem, dziennikarzem, któremu ufał przez wiele lat, ukazała się w 2016 roku. Benedykt był człowiekiem książek. Słowo pisane zawsze wydawało mu się bliższe niż mówione.
Ekskluzywna rola Kościoła katolickiego
Benedykt podkreślał, że tylko Kościół katolicki jest Kościołem sensu stricto. W jego nauczaniu kościoły protestanckie mogły mieć jedynie status wspólnot wyznaniowych. Powodowało to trudności w dialogu ekumenicznym.
Jego podejście do tradycjonalistów z Towarzystwa św. Piusa X i cierpliwość wobec przedstawicieli skrajnie konserwatywnych nurtów na obrzeżach Kościoła wywoływały fale krytyki. Benedykt, obawiając się trwałego rozłamu, próbował wyciągać dłoń do tradycjonalistów. Nie zawsze kończyło się to dobrze. Rehabilitacja biskupa-tradycjonalisty negującego Holocaust odbiła się negatywnym echem na całym świecie. Jednocześnie Benedykt przyjął do Kościoła tych anglikanów, dla których reformy w ich Kościele, takie wyświęcanie kobiet na księży, szły za daleko. Ponadto Benedykt XVI bardzo świadomie pielęgnował kontakty z prawosławiem.
Stosunek zmarłego papieża do innych religii nie był pozbawiony napięć. W pamięci pozostaje oburzenie w świecie arabskim po jego przemówieniu w Ratyzbonie w 2006 r. z przytoczonym cytatem o Mahomecie. Później jednak dialog chrześcijańsko-islamski zyskał jakość, która wcześniej była mało znana.
„Plaga” przemocy seksualnej
Skandal związany z masowym wykorzystywaniem nieletnich przez duchownych, który był tuszowany przez dziesięciolecia, położył się cieniem na pontyfikacie Benedykta. W wielu krajach m.in. w Irlandii, USA, Australii i Belgii, a od 2010 roku także w Niemczech, na światło dzienne wyszło coraz więcej przypadków przemocy seksualnej. Zdaniem krytyków Kościół nie reagował wystarczająco zdecydowanie. Biskupi ograniczali się do przenoszenia sprawców z parafii na parafię. W obawie przed szkodami wizerunkowymi niejednokrotnie tuszowano zbrodnie i chroniono sprawców.
W przeciwieństwie do swojego poprzednika Benedykt podjął zdecydowane działania. Publicznie potępiał nadużycia i spotykał się z ofiarami. Był wstrząśnięty ich losem, a zjawisko pedofilii w Kościele nazywał „plagą”. W konsekwencji zaostrzył wytyczne dotyczące nadużyć. Zobowiązał m.in. biskupów do informowania prokuratory i współpracy z organami ściagania w przypadku podejrzeń o przestępstwa seksualne popełniane przez duchownych.
Vatileaks i problemy Kurii
W 2012 roku Watykanem wstrząsnęła tzw. afera Vatileaks. Do opinii publicznej wyciekły dokumenty i wewnętrzne informacje z otoczenia papieża ujawniając intrygi, korupcję i nepotyzm oraz kulisy watykańskich finansów. Wyłania się z nich obraz osamotnionego i bezsilnego papieża, któremu brakuje sił do potrzebnej reformy Kurii Rzymskiej. Być może jego decyzja o abdykacji, która prawdopodobnie dojrzewała w nim już od lata 2012 roku, była spowodowana również tymi katastrofalnymi warunkami.
Decyzja o rezygnacji z pontyfikatu wstrząsnęła wieloma katolikami i wywołała zdumienie na całym świecie. W ostatnich miesiącach przed abdykacją widoczne było zmęczenie 85-letniego papieża. Jego rezygnacja wynikała ostatecznie z poczucia odpowiedzialności za Kościół, ale także z własnej godności. Rezygnacja, druga tego typu w historii Kościoła, była niezwykle odważnym krokiem. Niektórzy katolicy, którzy mieli w pamięci obraz papieża służącego Kościołowi aż do śmierci, byli jednak poirytowani. Tak czy inaczej, telewizyjne zdjęcia białego helikoptera z Benedyktem na pokładzie, który w ostatni dzień swojego pontyfikatu opuszcza Watykan lecąc do papieskiej rezydencji Castel Gandolfo, zapisały się na zawsze w historii Kościoła.
5yrs ago today Pope #BenedictXVI formally resigned and the process to select his successor began. This is video of him leaving the Vatican to go to the nearby papal residence in Castel Gandolfo where he would stay until the new Pope was chosen. pic.twitter.com/phKyGxwV5k
— Mary Shovlain (@maryshovlain) February 28, 2018
Dwóch papieży
Dwa miesiące później Benedykt wrócił do Watykanu i zamieszkał w małym klasztorze w Ogrodach Watykańskich. W 2014 roku wziął udział w kilku dużych nabożeństwach w Bazylice św. Piotra lub na Placu św. Piotra. Od czasu do czasu publikowano zdjęcia z odwiedzającymi go gośćmi. Sporadycznie odwiedzał go też jego następca. Wprawdzie na początku Benedykt zapowiadał, że nie będzie wypowiadać się publicznie, słowa jednak nie dotrzymał. Szczególnie w latach 2018, 2019 i 2020 poruszenie i irytację wywołały publikacje różnego rodzaju tekstów.
Oficjalnie był papieżem-emerytem. Nadal jednak nosił sutannę w kolorze białym, zastrzeżonym dla papieża. Jego świta nadał tytułowała go jako „Ojca Świętego”. Kościół miał dwóch papieży, urzędującego i emerytowanego – co rodziło teologiczne wątpliwości i napięcia.
Znalazło to odbicie także w mediach. W 2019 roku wielką popularnością na całym świecie cieszył się film „Dwóch papieży” opublikowany na „Netflixie” ze znakomitym Anthonym Hopkinsem w roli Benedykta.

Pożegnanie z bratem
Ostatnia podróż zaprowadziła go do ojczystych Niemiec. W czerwcu 2020 roku Benedykt niespodziewanie przyjechał do Ratyzbony, aby pożegnać się ze swoim śmiertelnie chorym bratem Georgiem. A także pomodlić się przy grobie rodziców. Sędziwy Benedykt poruszał się na wózku inwalidzkim, ale miał żywe oczy. Georg zmarł dziesięć dni później w wieku 96 lat. Jego młodszy o trzy lata brat nie wziął udziału w pogrzebie.
Ostatnie kontrowersje
Na kilka miesięcy przed 95. urodzinami Benedykta światową sensację wywołała ekspertyza prawników dotycząca postępowania archidiecezji Monachium i Fryzyngi w sprawach o nadużycia seksualne. Od dawna spekulowano, że w czasie, gdy arcybiskupem Monachium był Joseph Ratzinger, archidiecezja przyjęła księdza z diecezji Essen, który wykorzystywał tam dzieci. W archidiecezji monachijskiej ksiądz został skierowany do pracy w parafii – i znów dzieci stały się jego ofiarami. A w ekspertyzie dostrzeżono trzy kolejne przypadki „niewłaściwego postępowania” ówczesnego arcybiskupa.
Jednak Benedykt, bez wątpienia wszechstronnie poinformowany przez prawników, w liczącym 82 stron stanowisku bronił się obszernie przed zarzutami. Twierdził m.in., że nie brał udziału w spotkaniu dotyczącym postępowania z księdzem-przestępcą. Dopiero po opublikowaniu stosownego prokołu papież skorygował swoje poprzednie stanowisko. To kluczenie nadszarpnęło wizerunkiem sędziwego papieża.
„Na drodze do rozumienia zmartwychwstania”
W książce „Jezus z Nazaretu” z 2011 roku Benedykt XVI przybliżył czytelnikom historię Nowego Testamentu toczącą się wokół cierpienia i śmierci Jezusa. I wygłosił bardzo osobisty komentarz na temat zmartwychwstania. „Gdyby zmartwychwstanie Jezusa było tylko cudem ożywienia zwłok, ostatecznie nie miałoby to dla nas większego znaczenia”. Jednak zdaniem autora, zmartwychwstanie Chrystusa jest jednak czymś nieporównywalnie większym. „Tylko wtedy, gdy zrozumiemy je jako wydarzenie uniwersalne, jako otwarcie nowego wymiaru ludzkiej egzystencji, jesteśmy na drodze do właściwego zrozumienia zmartwychwstania w Nowym Testamencie w ogóle”.
Condolences to my Catholic & Christian brethren around the world on the passing of Pope Benedict. May his soul be commended to our Maker. RIP after a brave, examined life lived through deep & sincere faith #PopeBenedictXVI Courage to @Pontifex as he leads the world in mourning pic.twitter.com/PMG9XIpkI4
— Qanta Ahmed (@MissDiagnosis) December 31, 2022
Benedykt XVI, wielki teolog i myśliciel, odszedł do tego nowego wymiaru w sobotę rano w wieku 95 lat.
REDAKCJA POLECA
Jak reagować, gdy dziecko ma kontakt z pornografią
Jedna czwarta dzieci w Polsce ma kontakt z pornografią w przedziale wiekowym 7-12 lat. Karanie nie ma sensu, brak reakcji też jest złą strategią. Co zrobić, gdy nasze dziecko ma kontakt z pornografią, radzi prof. Michał Lew-Starowicz, kierownik Kliniki Psychiatrii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Czy pornografia jest zła?
To zależy od kontekstu. Można rozpatrywać zarówno negatywne, jak i pozytywne aspekty. Tym razem mieliśmy jednak rozmawiać o zjawisku oglądania treści pornograficznych przez dzieci. Jeżeli materiały pornograficzne trafiają na grunt braku wiedzy na temat seksualności, braku dobrych wzorców relacji uczuciowych i erotycznych oraz stają się podstawowym źródłem wiedzy na temat seksu – to źle.
Pornografia nie jest dobrym źródłem edukacji seksualnej, bo przedstawia relacje między ludźmi w kontekście seksualnym w zniekształcony sposób. Pornografia bywa też bardzo różna, problem polega nie tylko na o tym, że dziecko ją ogląda, ale też jakiego rodzaju są to obrazy. Czy na przykład nie ma tam przemocy, poniżających treści ukierunkowanych na przekraczanie granic dotyczących relacji międzyludzkich?
Wiele mówi się też na temat utożsamienia związku z obrazem kontaktów seksualnych typowych dla filmów pornograficznych – czyli jakich?
W przypadku pornografii często skoncentrowanych nadmiernie na mechanicznym aspekcie seksu, na wyglądzie i sprawności seksualnej, nieraz uprzedmiotowiających uczestników aktu seksualnego, pokazujących w nienaturalny sposób czerpanie przyjemności z różnych aktywności seksualnych, które w rzeczywistości dla większości osób niekoniecznie muszą być przyjemne.
Co więc zrobić, gdy zorientujemy się, że dziecko ogląda pornografię?
Na pewno nie powinna być to reakcja karząca i skoncentrowana na tym, żeby pokazać dziecku, że zrobiło coś złego. Wręcz przeciwnie, należy okazać życzliwe zainteresowanie, potraktować to jako okazję do rozmowy. Dobrze jest zapytać: „Co oglądasz?”, „Co ci się w tym podoba?”, „Jak to rozumiesz?”, spróbować wejść w dialog z dzieckiem. Pokazanie dziecku, że to coś bardzo złego i zablokowanie dostępu może być przekazem, że seks jest czymś złym, że relacje fizyczne dwojga ludzi to coś niewłaściwego. I albo pozostawi to dziecko w poczuciu winy, albo wzmożonej ciekawości – pomyśli, że skoro tak bardzo mu tego zabraniają, to że może warto do tego powrócić, sprawdzić dokładniej, zapoznać się z tym.
No więc co, pozwolić na to?
Nie. Pornografia nie jest dla dzieci, nawet starszych, a w każdym razie nie może stać się docelowo źródłem wiedzy na temat życia seksualnego. Dlatego tak ważna jest właściwa edukacja, zadbanie o uzupełnianie braków adekwatną do wieku dziecka wiedzą seksualną, a także tworzeniem pozytywnych wzorców relacji. Jeżeli temat seksualności w związkach jest tematem, którego przy dziecku w ogóle się nie porusza, to musi pozostawić braki i wszystkie inne źródła informacji mają wtedy większą siłę rażenia.
Mamy rozmawiać przy dziecku o seksie?
Chodzi raczej o właściwy wzorzec relacji – okazywanie sobie uczuć, bliskości, także bliskości fizycznej. Nie mam tu na myśli eksponowania swojej aktywności seksualnej, lecz pokazywanie, że nie traktujemy seksu czy szeroko pojętej bliskości fizycznej jako czegoś złego, wstydliwego. Dobrze byłoby więc, żeby dziecko widziało, jak rodzice się przytulają, całują, jak fizyczność traktują w naturalny sposób. Do tego dochodzi dostosowana do wieku rozwojowego dziecka edukacja seksualna.
Kiedy można uznać, że zainteresowanie seksem jest adekwatne do wieku, a kiedy jest na to za wcześnie?
Zainteresowanie dzieci seksualnością jest naturalne na różnych etapach rozwojowych. Początkowo jest to zainteresowanie poznawcze, ciekawość ciała, fizyczności, różnic między kobietą a mężczyzną. W zwykły, dziecięcy sposób odtwarzanie tych relacji, tak jak to robią dorośli. Zainteresowanie tą sferą życia wzmaga się od początku okresu dojrzewania, czyli już u dzieci w szkole podstawowej. Badania naukowe pokazują, że kontakt z materiałami pornograficznymi ma jedna czwarta dzieci między 7. a 12. rokiem życia i to zarówno chłopców, jak i dziewcząt – dziewczęta nawet trochę wcześniej, zatem jest to jeszcze wyraźnie przed rozpoczęciem okresu dojrzewania.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że pierwszy kontakt z pornografią następuje już w tym wieku, to oczywiste staje się, że odpowiednia edukacja, która zrównoważy ten przekaz, jest niezwykle ważna i powinna wyprzedzać dostęp do takich źródeł jak pornografia.
Czym może skutkować brak naszej reakcji na oglądanie przez dzieci filmów pornograficznych?
Po pierwsze, może u nich zacząć dominować taki obraz seksualności, zaczną myśleć, że tak wyglądają relacje między ludźmi, jak na tych filmach.
Po drugie, istnieje ryzyko, że w oparciu o te obrazy zacznie tworzyć wzorce do naśladowania, może to także wpłynąć na kształtowanie preferencji seksualnych. To szczególnie groźne, gdy dziecko trafia na materiały, które wiążą się z przekraczaniem granic, nieakceptowanymi społecznie lub prawnie zachowaniami seksualnymi.
Po trzecie, częste oglądanie pornografii daje przyzwyczajenie do szybkiego rozładowania napięcia seksualnego, czerpania satysfakcji seksualnej z takiej formy seksualności. Zaabsorbowanie szybkim, kompulsywnym zaspokajaniem się może utrudniać umiejętności budowania związku, u części z tych osób może skutkować w późniejszym czasie potrzebą kompulsywnego zaspokajania potrzeb seksualnych, a u niektórych osób seks może także stać się antidotum na radzenie sobie z różnymi problemami emocjonalnymi, a właściwie na doświadczenie chwilowej ulgi. Rozładowanie seksualne może zatem stać się chwilowym panaceum na zły nastrój, poszukiwaniem przyjemności w mechanizmie nałogowym czy regulującym emocje tej osoby. To nie pomaga w budowaniu i pogłębianiu relacji.
W gabinecie słyszę od osób czujących się uzależnionymi od seksu, że wczesny dostęp do pornografii dał im łatwy sposób do rozładowania napięcia, dawania sobie przyjemności, do rozluźnienia się, a to pomagało, gdy w domu były trudne relacje, brak było bliskości, gdy nie radzili sobie z relacjami w grupie rówieśniczej, albo przeżywali inne problemy.
Wracamy do wątku przekazywania dzieciom właściwych wzorców poprzez okazywanie sobie uczuć między dorosłymi.
Dokładnie. Trudno to przecenić, bo to edukacja, która dzieje mimochodem i daje solidne podwaliny.
Są jednak sytuacje, kiedy rodzice powinni udać się do seksuologa ze swoim dzieckiem. Kiedy?
Gdy są zaniepokojeni, mają wątpliwości, poczucie, że nie radzą sobie z sytuacją. Ale najlepiej, aby najpierw odwiedzili seksuologa sami, zgłosili się na rozmowę, by omówić ten temat ze specjalistą. Przekazali mu swoje obserwacje i niepokoje i wspólnie zastanowili się nad tym, co się dzieje, czy w ogóle dzieje się coś niewłaściwego. Nie od razu musi to być wizyta z dzieckiem, a nawet odradzałbym, aby w pierwszym kroku od razu prowadzić dziecko do seksuologa. To może być reakcja nadmiarowa, traumatyzująca dziecko, pokazująca mu, że coś z nim nie tak.
Działamy podobnie jak w przypadku nałogowego korzystania z gier komputerowych, czy mediów społecznościowych – najpierw próbujemy ograniczyć dostęp i przekierować zainteresowania, aktywność na coś innego, tłumaczymy, że pornografia nie jest dla dzieci. Jednocześnie staramy się zapełnić tę przestrzeń dobrą edukacją i tworzeniem pozytywnych wzorców wokół seksualności. Jeżeli jednak dziecko usilnie wraca do pornografii, ma problem z odstawieniem czy ujawnia złość, wrogie emocje, gdy pogłębiają się kłopoty emocjonalne – warto taką sytuację skonsultować ze specjalistą.
Monika Wysocka, (pap.pl)
Prof. Michał Lew-Starowicz, seksuolog,
W latach 2002 i 2003 odbywał staże kliniczne w Klinice Psychiatrii Uniwersytetu w Heidelbergu. W latach 2006 – 2010 pracował w Ogólnopolskiej Lekarskiej Przychodni Specjalistycznej Towarzystwa Rozwoju Rodziny w Warszawie. W latach 2014-2019 kierował Oddziałem Leczenia Pierwszych Objawów Psychozy i Zapobiegania Nawrotom w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Ponadto, w latach 2017-2019 pełnił funkcję Zastępcy Dyrektora Instytutu Psychiatrii i Neurologii ds. Naukowych. Obecnie pracuje w „Centrum Terapii”, a także pełni funkcję Kierownika Kliniki Psychiatrii CMKP w Warszawie. Nadal pozostaje związany naukowo z Instytutem Psychiatrii i Neurologii. Jako pierwszy w Polsce uzyskał certyfikat specjalisty medycyny seksualnej (FECSM) afiliowany przez European Union of Medical Specialists.
W praktyce klinicznej zajmuje się problemami zdrowia psychicznego i seksualnego kierując się zasadą holistycznego podejścia do terapii. Prowadzi psychoterapię indywidualną i partnerską (małżeńską). Prowadzi opiekę medyczną nad osobami w trakcie korekty płci. Zajmuje się leczeniem dysfunkcji seksualnych.
(PAP)
Domowe zwierzaki podbijają serca. Na co zwrócić uwagę?
Lista ras psów jest bardzo długa i wciąż ewoluuje. Szacunkowo uważa się, że liczba ta może sięgać nawet do 800. Niestety nie wszystkie rasy są uznawane przez FCI, czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Kynologiczne. To właśnie ta organizacja decyduje o wpisie rasy do katalogu. Obecnie FCI uznało 354 ras psów. Na oficjalnej stronie możesz sprawdzić, czy Twoje zwierzaki znajdują się na liście.

Dzieci i pies w domu
Każda osoba posiadająca dzieci powinna zwrócić uwagę na cechy charakteru danej rasy. Dzięki temu uniknie rozczarowań. Bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze, dlatego przed decyzją warto przeczytać artykuły, książki lub obejrzeć filmy z udziałem czworonoga. Warto sprawdzić również rankingi, jak na przykład ranking 10 najmądrzejszych ras psów. Czworonogi wykazują bardzo dobry wpływ na najmłodszych. Uczą odpowiedzialności oraz wrażliwości, dlatego wybór odpowiedniej rasy powinien być przemyślany.
Jak prawidłowo zadbać o zwierzaki i ich otoczenie?
Wybór odpowiedniej rasy to tylko wstęp do wspaniałej przygody. Zapewnij mu odpowiednią przestrzeń. Pamiętaj, że psy uwielbiają zabawki. Zadbaj aby zabawki, były dostosowane do jego rozwoju, wieku i temperamentu. Młode zwierzaki lubią, gdy poświęca im się czas na wspólne zabawy. W ten sposób buduje się cudowna więź, dlatego warto angażować w zabawę nie tylko zwierzaki, ale również dzieci.
Zwierzaki domowe i ich choroby
Bardzo często rasy psów mają wpisane w swoje DNA choroby genetyczne. Zanim wybierzemy daną rasę, warto zaznajomić się z historią potencjalnych chorób. W tym celu można sięgnąć po specjalistyczne książki lub śledzić artykuły expertów – jak na przykład zwierzaki.expert. Istnieją choroby genetyczne, które dotykają kilka ras psów. Taką chorobą jest anomalia oczu collie, na którą może zachorować nie tylko owczarek szetlandzki, ale także owczarek australijski czy Landshire Heeler.
Pies asystent, czyli zwierzaki przewodniki
Nie od dziś wiemy, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies. To powiedzenie sprawdza się też w przypadku psa asystenta osoby niepełnosprawnej. Jest on odpowiednio przeszkolony i ułatwia codzienne życie. Wyszkolone zwierzaki potrafią otworzyć lodówkę, zapalić światło, podać klucze, książki, a nawet dzwoniący telefon. Jako psy asystujące najczęściej wybierane są zwierzaki z grupy retrieverów.
Zwierzaki domowe stają się częścią rodziny. Wspólnie z rodziną jedzą posiłki, wychodzą na spacery, spędzają święta i oglądają filmy. Są to zwierzaki oddane, które łączy z właścicielami mocna więź.
Diuna – czy warto przeczytać? Książka czy ekranizacja
„Diuna” Franka Herberta to – obok „Hyperiona” Dana Simmonsa – jedna z najbardziej kultowych pozycji światowej literatury science-fiction. W 2021 doczekała się ona adaptacji filmowej, głośno reklamowanej jako superprodukcja. Czy warto ją obejrzeć? Czy może lepiej sięgnąć po książkę?

Diuna to książka kultowa
Zacznijmy od tego, że wersja oryginalna nie bez przyczyny zyskała swoją sławę. Jak mało który tytuł, potrafi przez całe dekady cieszyć kolejnych czytelników – co wcale nie jest łatwe w sytuacji, w której wiele powieści starzeje się całkiem brzydko. Z „Diuną” tego problemu nie ma.
Napisana jest sprawnie, czyta się gładko, tłumacze też swoją pracę wykonali znakomicie. Owszem, w fandomie nieraz można trafić na różne żarty ze sposobu, w jaki przełożono nazwy konkretnych sprzętów (na przykład laserobin, filtrfrak zmieniony na hermetyk itp.), jednak dotyczą one głównie słów, które i w oryginale były czymś nowym – i nie szkodzą odbiorowi historii samej w sobie.
A historia ta jest dość bogata. Miesza w sobie intrygi polityczne, starcie interesów różnych stron (bez uniknięcia częstej w innych powieściach dwubiegunowości), pojawiają się niestandardowe technologie i zupełnie nowe profesje, kluczowe dla społeczeństwa przedstawionego w świecie Diuny. Wreszcie – to jedna z nielicznych epickich powieści SF, w której pokazano, jak istotna dla tarć społecznych może być religia.
Sporo tego, prawda? A mimo wszystko zmiksowano to w całkiem przyjazny dla odbiorcy sposób. I widać to w opiniach, jakie książce wystawiają naprawdę liczni czytelnicy: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4942534/diuna
Diuna to nie tylko powieść – to cały cykl
Dla uczciwości, warto dodać, ze o ile co do pierwszego tomu cyklu książkowego panuje niemal zgodność, to już kolejne części są oceniane bardzo różnie. Niektórzy narzekają już na drugi tom, inni na trzeci. Są tacy, co twierdza, ze później cykl wradza do formy, są tacy, którzy z tym się nie zgodzą.
Faktem jest, ze już od drugiej części dynamika opowieści się zmienia, bo i modyfikacji ulega środowisko, w którym funkcjonują bohaterzy. Trzeba jednak pamiętać, że pierwszy tom ustawił poprzeczkę bardzo wysoko – co jednak nie znaczy, że niedosięgnięcie do niej oznacza coś złego – najlepiej więc wyrobić sobie opinię samemu.
I tu ważna informacja – w razie czego pierwszy tom można traktować jako zamkniętą całość, więc dla cieszenia się nim nie ma znaczenia, czy sięgniemy po kolejne części.
Ekranizacja – czy warto?
Historia ekranizacji Diuny to dość ciekawy temat, o którym można by napisać osobny, znacznie dłuższy artykuł. Obecna wersja jest głośna, ale nie jest pierwszym podejściem do tematu.
Z przenoszeniem powieści na ekran już w roku 1984 walczył David Lynch – fani nie byli do końca zadowoleni. Bez większego echa przeszły też dwie mini-serie z lat 2000 i 2003. Gdy zbliżała się premiera nowej ekranizacji, tej z 2021, jedni czekali z wielkimi nadziejami, inni – z obawami. Którzy mieli rację?
Cóż, z pewnością tytuł superprodukcji okazał się uzasadniony. Wizualnie film robi ogromne wrażenie i chwalenie się przez twórców, ze to obraz tworzony specjalnie na duże ekrany był w pełni zasadny. Dbałość o szczegóły, wspaniałe widoki – wszystko gra – choć pewną przesadą było przy tym twierdzenie, że niekoniecznie nadaje się on do oglądania na małym ekranie, bo gdy przyszło co do czego, tu również ogląda się z przyjemnością.
No właśnie – ogląda. A przecież to nie tylko obraz. Co zresztą?
Przede wszystkim należy jasno powiedzieć, ze tak naprawdę to nie tyle film, co… jego połowa. Reszta ma się ukazać dopiero w roku 2023. Jeśli więc komuś nie przeszkadza oglądanie na raty, może brać się za to już teraz, w przeciwnym razie lepiej sięgnąć po książkę, a film obejrzeć dopiero wtedy, gdy będzie dostępna końcówka.
Sama fabuła została przeniesiona na ekran dość zgrabnie. Co trzeba uproszczono, niektóre elementy pominięto, inne zmodyfikowano na potrzeby medium – w końcu te same elementy mogą zupełnie inaczej wypadać w książce i filmie. Na minus wypada fakt, że pojawiły się drobne błędy logiczne do wychwycenia przez uważnego widza, zwłaszcza znającego pierwowzór – choć przy rozrywkowym oglądaniu raczej się to nie rzuci w oczy. Z drugiej strony doskonale dobrano ścieżkę dźwiękową.
Wydaje się jednak, że właśnie skupienie się na obrazie sprawia, że lektura książki i obejrzenie filmu nie kolidują ze sobą nawzajem i spokojnie można sięgnąć po jedną i drugą wersję. Tym niemniej jako fan oryginału mocno sugeruję zacząć od papieru. Chociażby ze względu na zupełnie inny odbiór niektórych scen z filmu, które przestają być „sztuczkami”, a zaczynają mieć głębszy sens. Albo ze względu na skojarzenie, w jaki sposób funkcjonuje przedstawiona w filmie fikcyjna technologia przyszłości.
Historia. Brudne ręce chirurgów zamiast leczyć uśmiercały
Jeszcze na początku XIX w. chirurdzy kroili pacjentów brudnymi rękami. Nie myli ich nawet po sekcji zwłok, gdy udawali się tuż po tym przyjmować porody. Nosili czarne fartuchy, by łatwiej było na nich ukryć ślady krwi. Często były Lekarz, który wpadł na prostą zależność – brudne ręce – zakażenie – popadł w obłęd, bo środowisko nie dało mu wiary. Dlaczego wiele wieków musiało minąć od stworzenia mydła do jego powszechnego stosowania, również w medycynie? I komu udało się w końcu odkazić sale operacyjne?

Mydło znane już było w 2800 p.n.e. w Babilonii, choć służyło ono głównie do prania ubrań. Mistrzami w mydlarstwie byli mieszkańcy syryjskiego Aleppo. Starożytni wytwarzali go z popiołu, olejku cyprysowego i oleju z nasion sezamu. Musiały jednak minąć tysiące lat, by weszło do użytku powszechnego i stało się podstawą codziennej higieny. Starożytni Rzymianie na przykład woleli od mydła wmasowywanie olejów, a potem zeskrobywanie ich. Warstwa odchodziła wraz z brudem. Galowie z kolei produkowali go z tłuszczu zwierzęcego, ale z pewnością jego zapach nie zachęcał do częstego mycia. Inaczej było z mydłami z krajów arabskich. Tam do jego produkcji stosowano olejki roślinne.
Pomimo tego, że ojciec medycyny – Hipokrates – podkreślał znaczenie higieny, którą zalecał jako środek zapobiegający epidemiom, to przez wieki ludność dziesiątkowały choroby związane z brudem np. dur brzuszny powszechnie znany jako choroba brudnych rąk.
Powolne przebłyski
Przypalanie ran (kauteryzacja), chleb z pajęczyną – to były sposoby średniowieczne sposoby na… rany. Cyrulicy, czyli ówcześni chirurdzy, byli odrębną profesją przez długie lata, bo lekarze nie chcieli wykonywać operacji. Oprócz nich w średniowieczu byli też nacinacze, którzy zajmowali się przepuklinami, otwierali przetoki, przeprowadzali trepanacje. Te ostatnie wykonywane były bez znieczulania. Przyżegało się jedynie rozżarzonym żelazem i gotującą się smołą. Nikt nie zająknął się jeszcze wtedy o zachowaniu odpowiednich standardów higienicznych.
Nie lek, nie zabieg, ale mycie rąk ratuje świat
Aż do połowy XIX w. nikt nie wpadł na to, że to mycie rąk ratuje przed gorączką połogową, która zabijała od 10 do 20 proc. rodzących. To lekarz węgierskiego pochodzenia, który doczekał się w Budapeszcie swojego pomnika – Ignaz Semmelweis wpadł na bardzo prostą zależność. Pracował w wiedeńskim szpitalu, który miał dwa oddziały położnicze. W jednym z nich „gorączka połogowa” częściej trawiła pacjentki.
Skąd ta różnica i w ogóle sama choroba i dlaczego u kobiet rodzących w domu zdarzała się rzadziej? Odpowiedź na te pytania wkrótce się znalazła.
Zaczęło się od pewnego tragicznego wypadku, któremu uległ jego przyjaciel, profesor medycyny sądowej – Jakob Kolletschka, gdy przeprowadzał sekcję zwłok w 1847 roku. Skaleczył się skalpelem i wkrótce potem zmarł z powodu zakażenia, które się wdało.
Semmelweis powiązał fakty, gdy okazało się, że jego przyjaciel miał takie same objawy, jak rodzące w szpitalu kobiety. W jednym oddziale jednak porody odbierały położne, w drugim studenci, którzy przychodzili do pacjentek wprost po sekcji zwłok. Nie myli nawet rąk. Na tym pierwszym oddziale gorączka wśród pacjentek zdarzała się rzadziej.
Gdy tylko lekarz powiązał fakty, od razu się nimi podzielił. „Nazajutrz u wejścia sali porodowej ustawiono umywalnie i polecono studentom, aby myli ręce roztworem chlorku wapnia” – pisze w książce „Wielkie Zwycięstwa Medycyny” Jan Aubery.
Dosłownie w ciągu kilku dni, tak prosta czynność, do której do tej pory nie przykładano żadnej wagi, doprowadziła do tego, że śmiertelność wśród kobiet na oddziale wywołana gorączką połogową spadła poniżej 1 proc.
Niestety, odkrycie nie spotkało się ze zrozumieniem studentów, ale i samego przełożonego Semmelweisa. Wyrzucił go z pracy. „Zaryglował” przed nim drzwi kliniki, gdy ten wręcz obsesyjnie czuwał nad higieną lekarzy w szpitalu. To wszystko doprowadziło do tego, że ten medyczny rewolucjonista popadł w obłęd. Umarł w celi szpitala psychiatrycznego nie zaznawszy zrozumienia środowiska lekarskiego. Coś, co dziś wydaje się podstawą higieny, kiedyś uznawane było wręcz za herezję.
Szpitale – domy śmierci
Również Angielka Florence Nightingale, matka współczesnego pielęgniarstwa, spotkała się z brakiem zrozumienia. Walczyła ona o życie żołnierzy podczas wojny krymskiej w latach 1853 – 1856. Jednym ze sposobów było to, by przed opatrywaniem ran w szpitalach polowych zachowano podstawową higienę – jej sposobów. Jej wysiłki szły na marne.
Na szczęście do czasu, gdy pojawił się brytyjski chirurg – Joseph Lister. To jemu udało się sprawić, że odeszło do lamusa twierdzenie chirurga Jamesa Y. Simpsona – w 1869 roku wskazywał on, że „żołnierz na polu bitwy pod Waterloo ma większe szanse na przeżycie niż człowiek, który idzie do szpitala”. Tak faktycznie było aż do czasu, gdy nie zaczęto przykładać większej wagi do mycia rąk i to przed każdym zabiegiem, oraz dezynfekcji chirurgicznych narzędzi. Do tego przełomowego w medycynie momentu pobyt w szpitalu w większości przypadków równał się z przeniesieniem na tamten świat lub trwałym kalectwem.
Rzecz tak oczywista w dzisiejszych czasach pozwoliła na to, że gangrena przestała być tak powszechna jak katar jesienią, a amputacja zakażonej kończyny rzadziej stosowana. Listerowi udało się zmienić wizerunek lekarza, który w końcu przestał być kojarzony tylko z rzeźnikiem.
To właśnie ryzyko zakażenia pacjenta zmniejszało liczbę ingerencji chirurgicznych, nawet po tym, gdy odkryto eter i zaczęto go stosować przy usypianiu chorych w czasie operacji. I pomimo tego, że wynalezienie znieczulenia pozwalało na przeprowadzanie operacji na większą skalę, to śmiertelność pacjentów wcale nie zmniejszyła się – higiena szpitalna pozostawiała wiele do życzenia. Wiktoriański szpital pełen był nie tylko bakterii i wirusów, ale też robactwa i szczurów.
„Najgorsze ze wszystkiego było to, że szpitale nieustannie cuchnęły moczem, kałem i wymiocinami. Obrzydliwa woń przenikała każdy oddział chirurgiczny. Odór był tak ohydny, że niekiedy lekarze chodzili z chusteczkami przyciśniętymi do nosa. To właśnie ów afront dla zmysłów stanowił najtrudniejszy test dla studentów chirurgii podczas pierwszego dnia ich pracy w szpitalu”
Bezpośrednia walka z patogenami
Przez wiele lat Listerowi nie dawało spokoju, skąd bierze się stan zapalny. W końcu doszedł do wniosku, że nie można zapobiec kontaktowi rany z patogenami, dlatego należy drobnoustroje wyniszczyć w samej ranie, przed tym, jak dojdzie do zakażenia.
Z pomocą przyszły odkrycia Ludwika Pasteura, który odkrył, że mikroorganizmy można zabić stosując wysoką temperaturę, filtrację albo środki odkażające. Lister skoncentrował się na tej ostatniej metodzie. Po kilku nieudanych próbach użycia kwasu karbolowego w dezynfekcji ran, odniósł sukces. Używany w miejskich ściekach jako środek odkażający działał również w ich przypadku. Co prawda wywoływał pewne podrażnienia skóry, ale mocno ograniczył ryzyko pojawienia się stanu zapalnego.
W latach 80. XIX w. dezynfekcja została uznana za powszechny sposób radzenia sobie z infekcjami operacyjnymi. W dowód uznania za wkład wniesiony do chirurgii dostąpił zaszczytu operowania samej królowej Wiktorii (1871). Naciął jej ropień i zastosował dezynfekcję karbolem. Gdy wrócił po udanym zabiegu do swoich studentów miał zażartować, że jest jedynym człowiekiem, który kiedykolwiek godził nożem królową. To wydarzenie ostatecznie przypieczętowało jego sukces. I całych pokoleń później – zaczęliśmy dłużej żyć.
Źródło: PAP
Jakie właściwości ma czarna herbata?
Jesteś osobą, która nie wyobraża sobie swojego dnia bez wypicia czarnej herbaty? Chcesz dowiedzieć się, jakimi właściwościami charakteryzuje się ten popularny napój? Dowiedz się więcej na temat klasycznej, czarnej mieszanki i sprawdź, jakie korzyści zdrowotne płyną z jej spożywania.

Czarna herbata – czym dokładnie jest?
Na rynku z herbatami, dostępnych jest wiele rodzajów mieszanek. Najczęściej i najbardziej docenianą odmianą są liście suszu określane jako czarne. Do najpopularniejszych terenów, z których sprowadzana jest herbata czarna, należą Chiny i Japonia.
Aby czarna herbata smakowała dokładnie tak, jak powinna, niezbędne jest jej odpowiednie przygotowanie. Nie jest to zależne wyłącznie od samej techniki parzenia, ale przede wszystkim sposobu zbierania i obrabiania liści rośliny. Cały proces obejmuje kilka ważnych etapów, a mianowicie:
- więdnięcie liści,
- skręcanie,
- fermentacja,
- suszenie,
- sortowanie.
Co znajduje się w składzie czarnej herbaty?
Czarna herbata składa się przede wszystkim z katechin i polifenoli. Są to tzw. przeciwutleniacze, których rola sprowadza się do zapobiegania uszkodzeniom komórek. W zawartości popularnej mieszanki można znaleźć również:
- teobrominę,
- teofilinę,
- teaninę,
- kofeinę.
Czarna herbata posiada w składzie również pigmenty, witaminy i składniki mineralne. Należy pamiętać, że aby dostarczyć do organizmu wszystkie te składniki, nie należy zalewać liści wrzątkiem. Zbyt gorąca woda może bowiem sprawić, że substancje te tracą swoje cenne właściwości.
Jakie właściwości ma czarna herbata?
Regularne spożywanie czarnej herbaty polecane jest wszystkim osobom, które zmagają się ze zdrowiem. Cenne substancje zawarte w składzie popularnego suszu, sprawiają, że jest on korzystny dla organizmu pod wieloma względami.
Kofeina odpowiedzialna jest za pobudzanie do działania, dzięki temu jest ona pomocna dla osób, które zmagają się z nadmierną sennością i zmęczeniem.
Alkaloidy, które również wchodzą w skład czarnej herbaty to składniki pomagające w usprawnianiu procesów myślowych. To działanie z pewnością docenią osoby, które na co dzień wykonują intensywną pracę wymagającą skupienia.
Picie czarnej herbaty to również idealny pomysł dla osób, zmagających się z trudnościami dotyczącymi prawidłowego trawienia. W takim przypadku napój najlepiej przyrządzić tak, aby był bardzo gorzki i mocny. W ten sposób przygotowana mieszanka wykazuje najlepsze działanie dla jelit, co przydaje się zwłaszcza po spożyciu ciężkostrawnego jedzenia.
Ze względu na działanie moczopędne, czarna herbata odpowiedzialna jest za oczyszczanie organizmu z niechcianych substancji. Polifenole cenione są bowiem za usuwanie wszelkich toksyn. Co więcej, nie prowadzą one do odwodnienia się, a jedynie zniwelowania szkodliwych składników.
Czarna herbata – jaką wybrać?
Aby zapewnić sobie korzystne działanie czarnej herbaty, należy wybrać wyłącznie sprawdzoną, wysokiej jakości mieszankę. Warto spożywać ją regularnie, tak aby zapewnić organizmowi stały dostęp do cennych składników. Bardzo dobre, a zarazem korzystne produkty można znaleźć w sklepie Cafe Silesia. Wszystkie pozycje są dokładnie wyselekcjonowane i pochodzą one od najbardziej docenianych producentów na całym świecie.


