Unia Europejska. Weszły w życie przepisy o nowej ładowarce. Część firm już przyjęła nowy standard. Ale nie Apple

Jowita Kiwnik Pargana
W UE właśnie weszła w życie długo wyczekiwana ustawa zobowiązująca producentów sprzętów elektronicznych do stosowania uniwersalnej wtyczki ładowania. Część firm już przyjęła nowy standard. Ale nie Apple.

Nowe unijne przepisy weszły w życie we wtorek, 27 grudnia br. Nakładają one na producentów małych i średnich urządzeń elektronicznych obowiązek stosowania standardowego portu ładowania USB-C. Pozwoli to użytkownikom ładować posiadane przez nich sprzęty jedną uniwersalną ładowarką bez konieczności korzystania z kilku różnych kabli, jak nierzadko ma to miejsce dzisiaj.
Firmy będą miały dwa lata do dostosowania się do nowych regulacji, co oznacza, że od grudnia 2024 r. wszystkie wypuszczane przez nich na unijny rynek urządzenia, które objęte zostały przepisami, będą musiały posiadać wejście do ładowarki pasujące do uniwersalnej wtyczki.
Więcej czasu dla laptopów
Regulacje dotyczą przenośnych sprzętów elektronicznych, takich jak smartfony, cyfrowe aparaty fotograficzne, czytniki książek, słuchawki i zestawy słuchawkowe, przenośne głośniki i podręczne konsole do gier.
Jednolita ładowarka stosowana będzie również do laptopów, tu jednak producenci dostali więcej czasu na dostosowanie sprzętów. Pierwotnie laptopy miały dołączyć na listę do końca 2025 r., ostatecznie dostały jednak pół roku więcej, czyli do kwietnia 2026 r.
Z regulacji, na razie, wyłączone zostały urządzenia, które są zbyt małe, żeby mieć port USB typu C, jak inteligentne zegarki, w tym monitorujące aktywność fizyczną użytkownika i niektóre urządzenia sportowe. Jak jednak zapowiadają unijni urzędnicy, lista sprzętów nie jest zamknięta i w razie potrzeby będzie mogła być rozszerzana o nowe urządzenia. Ustalono, że w tym celu wystarczy, gdy Komisja Europejska wyda akt delegowany niewymagający akceptacji ze strony pozostałych instytucji, czyli Parlamentu Europejskiego i Rady, co ułatwi i zdecydowanie przyspieszy proces wprowadzania zmian.
Apple najbardziej stratny
Negocjacje i rozmowy dotyczące wprowadzenia w UE jednolitej ładowarki do sprzętów elektronicznych zabrały unijnym legislatorom ponad 13 lat. Do wydłużenia tego procesu przyczynił się aktywny lobbing części producentów elektroniki, którzy silnie sprzeciwiali się regulacjom. Największym oponentem był Apple. Nic dziwnego, jak oceniają unijni eksperci, to właśnie on straci najbardziej na nowych przepisach.
Jeszcze w 2009 r. Apple wyłamał się z pierwszego, wówczas jeszcze dobrowolnego, porozumienia zawartego między Komisją Europejską a firmami technologicznymi w sprawie jednolitej ładowarki. Wtedy firma postanowiła postawić na własne złącze lightning, które stosowane było jedynie w produktach Apple, co oczywiście zmuszało posiadaczy urządzeń marki do zakupu osobnych kabli i ładowarek. Teraz Apple, całkiem słusznie, obawia się, że jego zyski ze sprzedaży tych akcesoriów znacząco spadną. Zapewne dlatego amerykański koncern głośno argumentował, że przepisy zmuszające producentów do korzystania tylko z jednej ładowarki zahamują innowacje w tej dziedzinie, bo np. w międzyczasie mogą zostać stworzone inne, lepsze metody ładowania, które nie będą mogły zostać wprowadzone na rynek, ponieważ ten ograniczony zostanie przez standard USB-C.
Koncern zlecił nawet badania, z których wynikać miało, że zyski dla środowiska wynikające z redukcji ilości elektrośmieci po przejściu na wspólną ładowarkę i ograniczeniu produkcji dodatkowych kabli, nie będą wcale znaczące i wyniosą jedynie 13 mln euro. Tymczasem straty w zakresie innowacji w dziedzinie technologii ładowania wyniosą, zdaniem firmy, wyniosą aż 1,5 mld euro. Apple wezwał UE do odejścia od decyzji o ładowarce lub przeformułowania jej.
Wspólny standard „C”
To jednak nie przekonało unijnych ustawodawców. Dziś sporo firm już stosuje nowy standard wtyczki typu C. Apple, podobnie jak inni producenci, będzie musiał wyposażyć swoje sprzęty – a przynajmniej te sprzedawane na rynku UE – w uniwersalne wejścia dla portu USB-C. Legislator zostawił tu co prawda firmom pewną elastyczność i urządzenia będą mogły posiadać np. dwa różne porty ładowania, nie będą mogły jednak odejść od uniwersalnej wtyczki typu C.
Nowe regulacje mają ułatwić życie unijnym konsumentom, którzy nie będą już musieli kupować osobnych kabli i ładowarek do ładowania różnych sprzętów. Wprowadzenie jednolitej ładowarki ma też znacznie zredukować ilość odpadów elektronicznych. Komisja Europejska szacuje, że zużyte ładowarki odpowiadają nawet za 11 tys. ton elektrośmieci rocznie, co stanowi 0,3 proc. produkowanych w UE elektroodpadów w ogóle. Liczby te mogą być jednak znacznie wyższe, bo szacunki te nie obejmują ładowarek do laptopów, które na listę trafiły później.
REDAKCJA POLECA
Co dzieli protestantów i katolików

Stefan Dege, Klaus Krämer
Katolików i protestantów więcej łączy, niż dzieli. Tak jest w przypadku tradycji świąt Bożego Narodzenia. Są jednak inne różnice, o których warto wiedzieć.

Adwent, choinka, wigilijne prezenty i uczestnictwo w świątecznym nabożeństwie – najważniejsze tradycje świąt Bożego Narodzenia u katolików i ewangelików dziś prawie się nie różnią. Inaczej jest z pasterką – katolicy odprawiają ją zwykle o północy 24 grudnia, ewangelicy po południu. Inaczej niż ewangelicy, w „drugie święto”, 26 grudnia, katolicy wspominają świętego męczennika Szczepana.
Ponieważ w Niemczech jest wiele małżeństw wyznaniowo mieszanych, w trakcie świąt wielu niemieckich protestantów odwiedza kościoły katolickie i na odwrót. Jednak w Niemczech, kraju reformacji, protestanci i katolicy byli przez wieki wrogo do siebie nastawieni. Spory, wzajemne urazy, podziały doktrynalne, konflikty i wojny o podłożu religijnym towarzyszyły tym zmaganiom.
Marcin Luter i reformacja
Wraz z reformacją, na początku XVI wieku, doszło do tzw. schizmy zachodniej i podziału Kościoła na wyznanie katolickie i protestanckie. Pragnienie katolickiego zakonnika Marcina Lutra (1483-1546), by zreformować „swój” Kościół, nie spełniło się. Wedle tradycji (nie ma na to dowodów historycznych) w 1517 roku Luter wywiesił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze swoje 95 tez zawierających najważniejsze elementy doktryny ewangelickiej. Luter sprzeciwił się m.in. handlowi odpustami. Nabycie odpustu według ówczesnej doktryny katolickiej umożliwiało wiernym odkupienie grzechów.

Dobre 500 lat później Kościoły ewangelicki i katolicki zbliżyły się do siebie. Jednak mimo poszukiwania zbliżenia i pojednania, są między nimi różnice. Poniżej przedstawiamy przegląd najważniejszych z nich:
1. Rola Pisma Świętego
Katolicyzm i protestantyzm różnie interpretują znaczenie i autorytet Biblii. Ewangelicy od czasów Lutra wyznają zasadę „Sola Scriptura” („samo pismo”). Dla nich tylko Biblia jest źródłem Objawienia. Katolicy natomiast uważają, że obok Pisma Świętego źródłem Objawienia jest też tradycja zawarta w nauczaniu Kościoła.
2. Rozumienie Kościoła
Kościół katolicki (z greckiego katholikos = powszechny) uważa się za jedyny prawdziwy Kościół. Ma on charakter globalny, a na jego czele stoi biskup Rzymu – papież.
Natomiast Kościoły powstałe w wyniku reformacji (ewangelickie = zgodne z Ewangelią), mimo różnic doktrynalnych i różnych tradycji uważają się za równorzędne.
3. Papiestwo
Protestanci nie uznają autorytetu i prymatu papieża. W ujęciu protestanckim jest to sprzeczne z przekazem biblijnym. Natomiast katolicy widzą w każdym papieżu kolejnego następcę apostoła Piotra – a więc głowę ich Kościoła wyznaczoną przez Jezusa Chrystusa.
4. Rozumienie funkcji duchownych
W rozumieniu katolickim biskupi, kapłani i diakoni otrzymują przez święcenia specjalną łaskę Boga potrzebną do pełnienia swojej posługi. Dlatego posługa kapłana stoi ponad posługą katolickiego laikatu. Katolicy powołują się przy tym na tzw. sukcesję apostolską, a więc łańcuch święceń ciągnący się od I wieku do czasów współczesnych. Wyświęcani mogą być tylko mężczyźni. Kościół ewangelicki nie uznaje święceń duchownych (zwanych tu ordynacją) za sakrament. Ordynacja to powierzenie funkcji duszpasterskiej. Funkcja ta może być powierzona każdemu wiernemu – również kobietom.
5. Eucharystia i Wieczerza Pańska
Katolicy i protestanci różnie podchodzą do sakramentu komunii (zwanego przez katolików Eucharystią, przez ewangelików Wieczerzą Pańską). Tutaj widać też wyraźnie różnice w pojmowaniu roli duchowieństwa.
W Kościele katolickim Eucharystii może przewodniczyć jedynie wyświęcony kapłan. Według doktryny katolickiej tylko on może przemienić chleb i wino w ciało i krew Chrystusa. Niekatolicy nie mogą przystępować do komunii. W Kościele protestanckim każda osoba ochrzczona jest zasadniczo zaproszona do udziału w Wieczerzy Pańskiej – i każda osoba ochrzczona może jej przewodniczyć. Dlatego Kościół katolicki odrzuca możliwość wspólnoty eucharystycznej z protestantami. W Kościele katolickim Eucharystia jest nieodłącznym i centralnym elementem każdej mszy św. W Kościele ewangelickim Wieczerza Pańska nie jest sprawowana przy każdym nabożeństwie, a w jego centrum znajduje się czytanie Biblii i kazanie.
Ponadto sakrament komunii ma też różne znaczenie dla katolików i ewangelików.
Katolicy widzą w niej ciągłe uobecnienie ofiary Jezusa Chrystusa. W ich interpretacji po przeistoczeniu hostia staje się samym Jezusem i wtedy należy ją czcić.
Dla ewangelików Wieczerza Pańska upamiętnia jedynie śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. W komunikantach (hostia i wino) ewangelicy widzą bardziej symbole niż rzeczywistą obecność Chrystusa.
6. Sakramenty
W Kościele rzymskokatolickim istnieje siedem tzw. sakramentów: chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, spowiedź, małżeństwo, święcenia kapłańskie i namaszczenie chorych. W Kościele protestanckim są tylko dwa: chrzest i Wieczerza Pańska. Są one rozumiane jako akty symboliczno-rytualne, poprzez które Bóg okazuje swą łaskę i błogosławi ludzi w ich wierze.
7. Kult Maryi i świętych
Katolicy czczą Maryję, matkę Jezusa, jako „Królową Niebios” i przypisują jej funkcję pośredniczki między ludźmi a Jezusem. Do dogmatów (a więc fundamentalnych prawd wiary głoszonych przez Kościół) maryjnych należy zaliczyć dogmat o niepokalanym poczęciu i wniebowzięciu Maryi. Ewangelicy uważają, że dogmaty te nie mają oparcia w Biblii i dlatego odrzucają je.
Obok kultu maryjnego Kościół katolicki praktykuje kult innych świętych. Święci to osoby po śmierci „wyniesione na ołtarze” (z reguły w tzw. procesie kanonizacyjnym zatwierdzanym przez papieża), stanowiące wzór do naśladowania dla wiernych, którzy mogą prosić ich o pomoc i wstawiennictwo u Boga. Kościół katolicki czci łącznie ok. 4000 świętych. Ich wstawiennictwu przypisywane są różnego rodzaju cuda; katolicy czczą pozostałości po nich jako tzw. relikwie. Kościół protestancki odrzuca kult świętych jako niebiblijny. Według ewangelików jedynym pośrednikiem między wierzącym a Bogiem jest Chrystus.
8. Celibat
Przyrzeczenie życia w celibacie i abstynencji seksualnej znane jest we wszystkich większych religiach świata, w tym w Kościele katolickim i ewangelickim. Jednak w Kościele katolickim istnieje obowiązkowy celibat dla księży, zakonników i zakonnic. Jest on rozumiany jako znak niepodzielnego naśladowania Chrystusa. Obowiązek celibatu nie jest dogmatem, lecz jedynie przepisem wewnętrznym ustanowionym dopiero w średniowieczu i jako taki może zostać zniesiony. Obecnie w Kościele katolickim trwa debata na ten temat.
Kościoły ewangelickie odrzucają obowiązkowy celibat. Marcin Luter już w 1520 roku wzywał do jego zniesienia. Sam dał temu przykład – po zerwaniu z Kościołem katolickim w 1525 roku ożenił się z byłą zakonnicą Kathariną von Bora. Poprzez swoje małżeństwo stworzyli model „rodziny pastora”, który na przestrzeni wieków aż do dziś stał się cechą charakterystyczną ewangelickich parafii.
REDAKCJA POLECA
[widget-dw
Krzysztof Skiba: Kłamstwa, ściema i ochrona swoich

Krzysztof Skiba
Minister przestępca ułaskawiony przez „debila”, nie widzi powodów, aby dokonać dymisji generała idioty, który odpala broń przeciwpancerną w swoim gabinecie, naruszając trzy kondygnacje budynku i raniąc dwie osoby
KABARETU CIĄG DALSZY
Mamy Hat Trick polskiej polityki. Minister przestępca, którego ułaskawił prezydent „debil” (barwne określenie Kuby Żulczyka, który wygrał proces, a sąd uznał, że takie nazwanie prezydenta jest uzasadnione, w kontekście pozaprawnych działań głowy państwa).

Minister Kamiński jest więc przestępcą, bo w świetle przepisów prawa nie można ułaskawić osoby niewinnej. No więc minister przestępca ułaskawiony przez „debila”, nie widzi powodów, aby dokonać dymisji generała idioty, który odpala broń przeciwpancerną w swoim gabinecie, naruszając trzy kondygnacje budynku i raniąc dwie osoby.
To cud, prawdziwy cud, że nikt nie zginął, a mogło co najmniej kilkanaście osób. Jak mamy się czuć bezpiecznie, gdy szef policji staje się krajowymi pośmiewiskiem. Pal licho sam incydent. To przypomina inteligencję tego faceta, który zapalił zapałkę, aby sprawdzić, ile ma jeszcze benzyny w baku.
Ale to, co się działo później, to już czyste mataczenie i zacieranie śladów. Blokada informacyjna, brak wezwania odpowiednich służb np. straży pożarnej i wykręty na poziomie dziecka, które ściągało na klasówce.
Zdaniem fachowców nie da się przypadkowo odpalić takiej broni. Trzeba wykonać szereg czynności.
Już sam ten cyrk, który miał miejsce po zabawach z granatnikiem, dyskwalifikuje komendanta głównego policji, który został uznany za „poszkodowanego”. Kłamstwa, ściema i ochrona swoich. Takie są konsekwencje ułaskawień osób, które absolutnie na to nie zasługują. Także pan prezydent Duda powinien to sobie głęboko przemyśleć. To psucie państwa. Kabaret nie państwo.
Krzysztof Skiba
Jak zabezpieczyć swój telefon przed hakerami?
Telefon, którego teraz używasz, ma większą moc obliczeniową niż rakieta Apollo 11, która wylądowała na Księżycu w 1969 roku. Zawiera również wiele wrażliwych informacji, które nie chciałbyś, aby dostały się w niepowołane ręce. Mając to na uwadze, warto wiedzieć, jak chronić się przed hakerami, którzy zawsze szukają sposobów na kradzież danych i pieniędzy od niewinnych ludzi, takich jak Ty i ja.

Nie udzielaj uprawnień nieznanym aplikacjom
Zachowaj ostrożność przy udzielaniu uprawnień aplikacjom firm trzecich (np. darmowej grze), ponieważ mogą one zawierać ukryte złośliwe oprogramowanie, które może Cię szpiegować lub wykraść Twoje cenne dane, takie jak informacje o kartach kredytowych i inne dane osobowe przechowywane w telefonie.
Stosuj silne hasła i uwierzytelnianie wieloczynnikowe
Pierwszym krokiem do ochrony telefonu przed hakerami jest stosowanie silnych haseł. Nigdy nie powinieneś używać tego samego hasła do wielu usług i powinieneś uczynić je trudnym do odgadnięcia poprzez użycie mieszanych znaków i symboli. Jeśli haker uzyska dostęp do jednego z Twoich kont, nie będzie w stanie uzyskać kontroli nad innymi stronami.
Korzystanie z menedżera haseł może również pomóc w tworzeniu silnych i unikalnych haseł, eliminując jednocześnie konieczność pamiętania ich wszystkich samodzielnie. Większość przeglądarek oferuje wbudowane opcje przechowywania haseł, jak również generowania nowych w razie potrzeby.
Dbaj o aktualizację swoich aplikacji
Najbezpieczniejszym sposobem ochrony telefonu przed hakerami jest jego aktualizacja. Najnowsze wersje systemu operacyjnego i aplikacji są zwykle najbezpieczniejsze, więc upewnij się, że zaktualizowałeś wszystko na urządzeniu (w tym oprogramowanie antywirusowe, np. antywirus Android: https://gdata.pl/mobile-security-android).
Pobieraj aplikacje tylko z zaufanych sklepów
Możesz uniknąć pobierania złośliwego oprogramowania, pobierając aplikacje tylko z zaufanych sklepów. Na urządzeniach z systemem Android zawsze powinieneś korzystać ze Sklepu Google Play, jeśli to możliwe. Na iPhonie pobieraj aplikacje z App Store firmy Apple lub sklepu z aplikacjami Windows Phone firmy Microsoft (jeśli masz telefon z systemem Windows). Jeśli z jakiegoś powodu musisz zainstalować aplikację, która nie jest dostępna w żadnym z tych oficjalnych sklepów, zalecamy, by przeskanować ją programem antywirusowym.
Uważaj na wyskakujące okienka i reklamy
Pop-upy są jedną z najczęstszych metod, aby uzyskać dostęp do telefonu. Jeśli widzisz wyskakujące okienko, które prosi Cię o kliknięcie lub pobranie aplikacji, nie rób tego! Są to prawdopodobnie próby złośliwego oprogramowania, które próbuje przejąć kontrolę nad Twoim urządzeniem. Zamiast klikać na te wyskakujące okienka i inne reklamy, po prostu dotknij przycisku wstecz lub całkowicie zamknij kartę przeglądarki.
Uważaj, gdzie łączysz się ze swoim telefonem
Zaleca się unikanie łączenia się z wszelkimi publicznymi sieciami Wi-Fi, także tymi na lotniskach, w kawiarniach i hotelach. Gdy korzystasz z telefonu w domu lub w pracy, zdecydowanie zaleca się łączenie tylko z sieciami chronionymi hasłem przez szyfrowanie WPA2.
Używaj antywirusa
Powinieneś zainstalować w swoim telefonie program antywirusowy. Antywirus to oprogramowanie, które chroni telefon przed wirusami, złośliwym oprogramowaniem i innymi zagrożeniami bezpieczeństwa. Alarmują również, jeśli na urządzeniu dzieje się jakaś podejrzana aktywność, dzięki czemu można podjąć niezbędne środki ostrożności, aby zabezpieczyć się przed hakerami. Co więcej, antywirus iPhone jest równie ważny, jak ten dla telefonu z Androidem. Dlatego pobierz swój już teraz: https://gdata.pl/mobile-security-ios.
Pozycjonowanie stron czy Google Ads? Sprawdź specyfikacje i wybierz najlepszą metodę!
Dużo mówi się o tym, że usługi reklamowe w wyszukiwarce Google to najpopularniejsza metoda na pozyskiwanie nowych Klientów prosto z sieci. Każdy przedsiębiorca otrzymuje dwie możliwości do promowania własnego brandu. Organicznie poprzez pozycjonowanie stron internetowych oraz też Google Ads, czyli sponsorowany kanał. Jaka będzie najlepsza dla Twojego biznesu? Sprawdź naszą specyfikację obu metod i dobierz odpowiednią. A może warto postawić na połączenie? Odpowiedzi na te oraz inne pytania znajdziesz właśnie w poniższym artykule. Zapraszamy do lektury!

Długofalowy marketing z trwałymi efektami. Oto sekret popularności pozycjonowania
Inwestując w działania reklamowe, każdy przedsiębiorca chciałby zmaksymalizować zyski oraz zwiększyć popularność własnego biznesu. Uzyskanie takiego efektu w trybie długofalowym jest spełnieniem marzeń dla wielu właścicieli firm usługowych czy e-commerców. Pozycjonowanie stron internetowych pozwala realnie myśleć o zarabianiu w sieci. Organiczny ranking Google potrafi wygenerować olbrzymi ruch na promowanej stronie, a szereg zabiegów optymalizacji czy budowania profilu linków zewnętrznych zmieni go na cenne konwersje w dowolnej postaci! Na takie efekty musisz jednak chwilę poczekać. Profesjonalne pozycjonowanie stron, zgodne ze sztuką, trwa od kilku do nawet kilkunastu tygodni. Efekt będzie jednak zdecydowanie dłuższy!
„Proces oczekiwania na efekty pozycjonowania stron internetowych to absolutny standard. Nie ma żadnej dozwolonej metody, zauważalnie przyśpieszającej działania SEO. Budowanie organicznych i trwałych pozycji jest więc długotrwałe, natomiast korzyści przebywania w TOP10 zestawienia na poszczególne słowa kluczowe wynagradzają każdy dzień oczekiwania. Aktualnie liderzy naprawdę wielu branż korzystają z pozycjonowania i potrafią generować obroty nawet o kilkanaście procent większe niż przed rozpoczęciem kampanii SEO.” (Źródło: https://afterweb.pl/pozycjonowanie-stron/)
Natychmiastowy efekt tu i teraz. Kampanie Google Ads działają błyskawicznie!
Jeżeli nie należysz do najbardziej cierpliwych przedsiębiorców bądź też po prostu potrzebujesz natychmiastowej reklamy oferty sezonowej lub cyklicznego wydarzenia, wybierz kampanie linków Google Ads. W tym pakiecie również otrzymujesz szereg korzyści wynikających z marketingu w największej na świecie wyszukiwarce. Po stronie różnic należy wypisać przede wszystkim miejsce wyświetlania i zupełnie inny system rozliczenia. Ads proponowany jest Klientowi w specjalnej, sponsorowanej karuzeli. Każdy reklamodawca musi liczyć się z opłatą za pojedyncze kliknięcia. Doświadczeni specjaliści z agencji AFTERWEB rekomendują reklamy Google Ads osobom, które oczekują błyskawicznych rezultatów, maksymalnej kontroli i mierzalności efektów. Co warto podkreślić, taka reklama proponuje samodzielne ustalenie budżetów dziennych i miesięcznych.
Połączenie pozycjonowania i Google Ads jest możliwe. Oto, kiedy warto tego dokonać
Są jednak przypadki, kiedy do prowadzonego biznesu idealnie pasuje i SEO oraz kampanie Google Ads. Czy w takiej sytuacji musisz wybierać i rezygnować z jednej usługi? Zdecydowanie nie! Nie ma żadnych przeciwwskazań do połączenia obu źródeł. Co więcej, wielu ekspertów rekomenduje taką hybrydę, podkreślając zasadność uruchomienia Google Ads w momencie oczekiwania na efekt pozycjonowania stron. Wówczas zyskujesz podwójnie i mnożysz szansę na pozyskiwanie Klientów wprost z wyszukiwarki.
Mity o psiej jaskrze – jak naprawdę wygląda ta choroba
Jaskra to dość często diagnozowana u psów choroba degeneracyjna oczu, której w dużej mierze towarzyszy podwyższone ciśnienie śródgałkowe. W największym skrócie – schorzenie wywołuje zaburzenie równowagi między ilością wytworzonej przez ciało rzęskowe cieczą wodnistą (wypełnia ona narząd wzroku) a ilością odprowadzoną przez kąt przesączania. Taki stan rzeczy doprowadza do podniesienia ciśnienia płynu ulokowanego w naczyniach siatkówki, które następnie ulegają zwężeniu bądź zamknięciu. Jaskra to choroba groźna, która doprowadza do ślepoty czworonoga. Wokół schorzenia utworzyło się jednak sporo mitów, które warto rozwiać, gdyż dają nieprawdziwy obraz tego, jak faktycznie jaskra przebiega, czym się objawia i jak wygląda jej leczenie. Co więc powinni o niej wiedzieć właściciele psów?

Jaskra to choroba starych psów
Wiele osób powtarza, że jaskra, czy ogólnie choroby oczu u psów, są domeną starszych osobników. To oczywiście nieprawda. Problemy ze wzrokiem mogą mieć nawet szczeniaki. Jaskra atakuje czworonogi w każdym wieku. U niektórych osobników ma podłoże genetyczne, więc może objawić się nawet na bardzo wczesnym etapie życia (wynika wówczas z anomalii w budowie anatomicznej oka). Nawet jeśli choroba nie uwydatni się w wieku szczenięcym, może o sobie da znać, gdy pies będzie dorosły, ale na pewno nie stary. Jaskra o takim podłożu to tzw. jaskra pierwotna, która dodatkowo dzieli się na dwa rodzaje:
- z otwartym kątem przesączania
- z zamkniętym kątem przesączania
Pierwotna jaskra jest obustronna. Najczęściej najpierw choruje jedno oko, a po około 18 miesiącach problemy pojawiają się w drugiej gałce.
Jaskra to choroba dotykająca tylko psy niektórych ras
Owszem, jaskra częściej diagnozowana jest u niektórych ras psów, np. u czworonogów rasy beagle. To właśnie u tych zwierząt zwykle diagnozuje się jaskrę pierwotną. Nie oznacza to jednak, że schorzenie to nie dotyka psów innych ras. Wręcz przeciwnie – choroba ta może uwydatnić się u praktycznie każdego osobnika. Co więcej, schorzenie to z jednej strony może mieć podłoże genetyczne (nie zawsze bowiem wiadomo, z jakimi problemami mierzyli się „przodkowie” danego psa – zawsze istnieje ryzyko, że mieli oni predyspozycje do tego rodzaju problemów ze wzrokiem), ale też jaskra miewa charakter wtórny. Następuje wówczas jako efekt różnych zjawisk i procesów toczących się w gałce ocznej czworonoga. Jaskrę tego rodzaju wywołują m.in. zwichnięcie soczewki, obecność materiału komórkowego w komorze przedniej, który zatyka kąt przesączania (np. komórek nowotworowych), tylne zrosty tęczówki z soczewką lub przednie zrosty tęczówki z rogówką oraz zaćma pęczniejąca.
Psiej jaskry się nie leczy
Jaskra u psów podlega leczeniu. O tym, jak ono wygląda, decyduje patogeneza choroby i stadium jej zaawansowania. W przypadku jaskry wtórnej konieczne jest znalezienie głównej przyczyny pojawienia się schorzenia, a następnie zniwelowanie jej. Czasem wystarczy leczenie farmakologiczne, a niekiedy wymagana jest interwencja chirurgiczna. Z kolei jaskrę pierwotną leczy się m.in. stosując cyklofotokoagulację, czyli przeztwardówkowe napromieniowanie wyrostków rzęskowych diodą lub laserem. Nie jest to zabieg w pełni skuteczny. Szacuje się, że pomaga w 60 procentach przypadków. Nierzadko leczenie opiera się na podawaniu środków farmakologicznych, które mają uchronić psa przed utratą gałki ocznej. Jej usunięcie niekiedy bywa niestety konieczne. W każdym razie – psią jaskrę należy leczyć i im szybciej zacznie się to robić, tym większa szansa, że uda się uratować wzrok pupila.
Jaskra nie daje objawów
Wszystko zależy od danego przypadku. Owszem, znanych jest wiele przypadków, gdy jaskra rozwijała się u psów długo i po cichu. W pewnym momencie jednak schorzenie to daje o sobie znać, bez względu na swoją patogenezę. Dlatego bardzo ważne jest obserwowanie psa i reagowanie na jakiekolwiek niepokojące symptomy. Jaskra powoduje u czworonogów dyskomfort, z którym próbują początkowo walczyć, np. ocierając się pyskiem o różne przedmioty. Ponadto pies może stać się apatyczny. Inne charakterystyczne objawy to: powiększenie jednej gałki ocznej, przekrwienie oka oraz zmętnienie gałki ocznej. Zauważenie któregokolwiek z tych sygnałów powinno od razu skłonić właściciela psa do umówienia wizyty u psiego okulisty.
Nie ma sensu leczyć jaskry, skoro nie przeszkadza ona psu funkcjonować
Bywa, że jaskra u psa jest wykryta przypadkiem na wczesnym etapie. Choroba nie daje żadnych wyraźnych objawów i nie utrudnia życia zwierzęciu. Niektórzy właściciele uznają, że po co ją leczyć w takim przypadku. To jednak błąd – jaskra będzie bowiem postępować. Z czasem na pewno pojawią się poważne symptomy, które obniżą komfort życia pupila. Co więcej – nieleczona jaskra to prosta droga do częściowej bądź całkowitej ślepoty. Jeśli więc już wiemy, że nasz pies zmaga się z takim schorzeniem, należy je leczyć. Tym bardziej, że wcześnie zdiagnozowana jaskra wcale nie musi odbić się negatywnie na codzienności psa. Nie można więc jej lekceważyć.
Artykuł powstał przy współpracy z Centrum Okilistyki Weterynaryjnej EyeVet – Okulista dla psa
Roman Giertych: Zamach w sercu Warszawy! To hańba dla Policji, że na jej czele stoi taki przygłup

Roman Giertych
W środę rano (14 grudnia) w gmachu Komendy Głównej Policji doszło do eksplozji. Początkowo media informowały, że przyczyną miało być przypadkowe wystrzelenie pocisku z granatnika, który trafił do Polski z Ukrainy. Pocisk miał uderzyć w ścianę w gabinecie komendanta głównego Jarosława Szymczyka. Z najnowszych ustaleń wynika, że Szymczyk przez przypadek odpalił broń, nie spodziewając się, że jest naładowana. Pocisk uderzył w podłogę i prawdopodobnie ją przebił. To sprawiło, że w pomieszczeniu pod gabinetem komendanta skruszył się strop.” - Mógł Pan zabić wielu ludzi przez swoją skrajną głupotę. To hańba dla Policji, że na jej czele stoi taki przygłup.
Szanowny Panie Generale!
Jako wieloletni przyjaciel PiS muszę wystąpić w Pańskiej obronie.
Bohaterski organizator przestępstw ulicznych PiS-generał J. Szymczyk odpalił granatnik w gabinecie i zawalił strop.
— Adam Mazguła (@amazgula) December 15, 2022
Tak do utraty przyzwoitości, pogardy dla ludzi i prawa, deptania godności obywateli, doszła mu utrata słuchu.
Podobno granatnik przemycił jako upominek z Ukrainy pic.twitter.com/ry2JiPGYLd
Oj, to się porobiło, co? Tyle plucia, oskarżeń, drwin z tego wybuchu granatnika. Nawet wtedy, gdy pana generała szanowny przyjaciel pan wiceminister odpowiedzialny za Policję poseł Jarosław Zieliński został obsypany ręcznie wycinanymi przez funkcjonariuszy confetti zrzucanymi przez policyjny helikopter, to takich drwin nie było. Na dodatek dotychczasowa linia obrony Pana generała wydaje mi się, delikatnie mówiąc słaba. Koncepcja, że ktoś uwierzy, że nie rozpoznał Pan granatnika i pomylił np. z butelką (tak bronił pana poseł PiS Marcin Porzucek) nawet w TVP nie przejdzie.
Koncepcja, że Pan nie wiedział, że granatnik jest naładowany też słaba, bo jak to świadczy o Pana profesjonalizmie? Dlatego przygotowałem Panu nową linię:
TO BYŁ ZAMACH!
Ale nie zamach zrobiony przez Pana, ale na Pana. Musi Pan pójść do telewizji i powiedzieć tak:
– Ukraińcom ten granatnik podarowali Niemcy.
Czy oznaczyli Niemcy (najlepiej po polsku), że granatnik to granatnik? – Nie.
Czy oznaczyli po polsku, że granatnika zasadniczo nie używamy w biurze? – Nie.
Czy napisali, że jak się odbezpieczy i pociągnie za spust, to może odpalić? – Nie.
Czyli oni poprzez swoje zaniechania chcieli Pana doprowadzić do odpalenia granatnika, ale dzięki Pana czujności, że nie wycelował Pan z granatnika w siebie, ale tylko w podłogę, im się nie udało.
To Pan, swoim przenikliwym umysłem rozpoznał zasadzkę i zamiast jak chcieli Niemcy, zajrzeć do rury granatnika przed odpaleniem, to Pan odpalił go w dół. I pocisk, zamiast zapukać do Pana uczonej w Akademii Policyjnej głowy, przebił trzy piętra.
A Niemcy wiadomo, że za nimi stoi Tusk (jak zresztą za większością utrapień tego rządu stoi Tusk).
Gdyby Tusk powiedział Niemcom, aby na granatnikach wysyłanych na Ukrainę umieszczali napisy po polsku na wypadek, gdyby Ukraińcy chcieli je dać do polskiej Policji, to przecież oni by napisy umieścili, a Pan ostrzeżony przez napis nigdy by granatnika nie odpalił. Tak więc Tusk jest winny.
Aby to udowodnić, nasza przezacna prokuratura zarządzi eksperyment procesowy z drugim granatnikiem, który Pan przywiózł i który jeszcze na szczęście nie odpalił. Umieszczą napisy na tym granatniku i dadzą Panu potrzymać. Jak Pan przez 15 minut nie pociągnie za spust (łatwo nie będzie, ale proszę w głowie pomyśleć o czymś miłym, a Pan wytrzyma), to znaczy, że napisy zadziałały. A skoro zadziałały, to znaczy, że brak napisów przyczynił się do wybuchu, czyli Niemcy i Tusk chcieli Pana granatem uszkodzić.
Odwieczny wróg polskości, podstępny Teuton, który czyha na życie najlepszych córek i synów naszego Narodu chciał Pana zlikwidować, bo nie chcą wysyłać broni na Ukrainę, bo Niemiec gra z Rosją.
Pozornie widzom TVP może to wydać się dziwne, że oskarżamy Niemców o brak wysyłania broni na Ukrainę, którą sami z niej wywozimy, ale nie takie kretynizmy już łykali. Antonii zgłosi jeszcze uchwałę, aby Sejm przyjął, że na Pana zamach był i zostanie Pan bohaterem. Głowa do góry, nie takich przygłupów PiS utrzymywał na stanowiskach.
W wersji polskiej udział biorą John Rambo Kamiński i płk John Matrix Szymczyk z filmu Commando. Co o nich myślicie? pic.twitter.com/m2DwxG4Mc1
— Szkło Kontaktowe (@SzkKontaktowe) December 17, 2022
Roman Giertych
PS.
Mógł Pan zabić wielu ludzi przez swoją skrajną głupotę, przestępcze lekceważenie przepisów i zasad. To hańba dla Policji, że na jej czele stoi taki przygłup.
PS.
II Podobne historie rządzących, jak ta z granatnikiem, opisałem w powieści: „Kariera prokuratora Żółcia”, którą polecam jako prezent świąteczny, do nabycia w: www.ecoredonum. pl
Wielki międzynarodowy sukces szefa polskiej policji – Jarosław Szymczyk wypróbował prezent od ukraińskich służb i stał się sławny. Cały świat o nim pisze

Eksplozja w Komendzie Głównej Policji
W środę rano (14 grudnia) w gmachu Komendy Głównej Policji przy ulicy Puławskiej doszło do eksplozji. Stało się to „w pomieszczeniu sąsiadującym z gabinetem komendanta Jarosława Szymczyka.” „Eksplodował jeden z prezentów, które komendant otrzymał podczas swojej roboczej wizyty na Ukrainie w dn. 11-12 grudnia br., gdzie spotkał się z kierownictwami ukraińskiej policji i służby ds. sytuacji nadzwyczajnych. Prezent był podarunkiem od jednego z szefów ukraińskich służb” – podał MSWiA. Z ustaleń RMF FM wynika, że skutki wybuchu są widoczne na trzech kondygnacjach siedziby KGP, czyli od parteru do drugiego piętra.
Przez dziurę w gabinecie komendanta można spojrzeć na parter do pomieszczenia ochrony. Wyrwa w podłodze znajduje się w pomieszczeniu socjalnym generała Szymczyka. Kolejna widoczna jest w podłodze na poziomie pierwszego piętra. Z relacji stacji wynika, że mają okrągły kształt i wielkość talerza obiadowego.
Początkowo media informowały, że przyczyną miało być przypadkowe wystrzelenie pocisku z granatnika, który trafił do Polski z Ukrainy. Pocisk miał uderzyć w ścianę w gabinecie komendanta głównego Jarosława Szymczyka. Z ustaleń Onetu wynika, że sam Szymczyk wziął granatnik do ręki i skierował w stronę drzwi pomieszczenia socjalnego w swoim gabinecie.
„Wszystko wskazuje na to, że przez przypadek odpalił broń, nie spodziewając się, że jest naładowana. Pocisk uderzył w podłogę i prawdopodobnie ją przebił. To sprawiło, że w pomieszczeniu pod gabinetem komendanta skruszył się strop” – podaje portal.
Dariusz Frach, thefad.pl
Krzysztof Skiba: o sarkazmie i metaforach

Krzysztof Skiba
W kwaterze głównej Partii Władzy trwa analiza materiałów sondażowych. Najtęższe głowy partyjne od Bielana po Zybertowicza, wczytują się raporty z terenu. Mozolna i drobiazgowa praca analityczna trwa całą noc. Nad ranem raport jest gotowy i trafia na biurko Pinokia.
NARODOWY DZIEŃ WALKI Z IRONIĄ
W kwaterze głównej Partii Władzy trwa analiza materiałów sondażowych. Najtęższe głowy partyjne od Bielana po Zybertowicza, wczytują się raporty z terenu. Mozolna i drobiazgowa praca analityczna trwa całą noc. Nad ranem raport jest gotowy i trafia na biurko Pinokia.

Premier wkuwa na pamięć przekaz dnia i szykuje się do ceremonii otwarcia skrzyżowania na rondzie w Radomiu, jako strategicznej inwestycji rządu i nie ma czasu, by zapoznać się z dokumentem.
Ważny raport wędruje na biurko Suskiego z adnotacją służbową, aby coś z tym koniecznie zrobić. Asystent Suskiego robi streszczenie raportu. Suski czyta i popada w konsternację.
– Co to oznacza, że poparcie dla nas w internecie ma charakter ironiczny? Co to jest ironia? – pyta Suski z ciężkim jak wyrzutnia rakiet wzrokiem.
– Nie wiem panie ministrze, ale się dowiem. Pewnie to nic dobrego – odpowiada przestraszony asystent.
– Co tam jeszcze jest w tym raporcie? – niepokoi się Suski.
– Jest tam napisane, że po każdej kolejnej obietnicy premiera pojawia się w internecie coraz więcej ironicznych komentarzy. Analiza wskazuje wyraźnie, że ta ironia może mieć charakter szkodliwy i jest zagrożeniem dla wizerunku całego rządu.
Suski marszczy czoło i pociera palcami skronie. Nie jest dobrze. Bielan nigdy się nie myli. Skoro przestrzega przed ironią, to znaczy, że coś musi być na rzeczy. Partie czeka trudny czas. Nie możemy sobie pozwolić na błędy.
– Ogłoś Narodowy DZIEŃ WALKI Z IRONIĄ. Zadzwoń do TVP i Ziobry. Telewizja niech o tym trąbi cały dzień, a Ziobro niech aresztuje, kogo trzeba. Jakimowicz i Ogórek oraz Rachoń mają wyśmiewać ironię. Pietrzak niech napisze o tym piosenkę, a Górniak z Don Wasylem i Brzozowskim niech ją zaśpiewają. Wykurzymy z kraju tego szkodnika.
– W raporcie jest też sporo o sarkazmie i metaforach. Co z nimi? – asystent czeka na instrukcje.
– Typowe działanie spiskowców. Wszyscy przeciw nam! Trudno metafora i sarkazm też mają zniknąć. Może później się ich wypuści w ramach amnestii albo gdy Unia zapłaci. Blokujcie tych opisanych w raporcie wrogów, a ja szybko dzwonię do premiera, że mamy spory sukces. Nie ma to, jak zapunktować u szefa. Kto wie, może premier doceni moje poświęcenie? Szepnę mu do ucha, że mój kuzyn tak bardzo chce być dyrektorem elektrowni atomowej, że już przy pomocy kombinerek dokonał rozszczepienia własnych jąder.
Krzysztof Skiba
Sikorski: Nie oczekujemy od Niemców przeprosin ale, że zaczną słuchać

Jacek Lepiarz
Niemcy popełnili błędy w polityce wobec Rosji wynikające z arogancji i błędnej oceny przyczyn zwycięstwa w zimnej wojnie. Nie oczekujemy przeprosin, lecz słuchania i działania – mówi Radosław Sikorski.

Arogancja, była zdaniem Radosława Sikorskiego przyczyną pomijania przez niemieckie władze ostrzeżeń przed rosyjską agresją zgłaszanych przez Polskę i Kraje Bałtyckie.
– Niektórzy Niemcy uważają, że wszystko wiedzą lepiej, ponieważ są dużym i bogatym krajem – powiedział były minister spraw zagranicznych w wywiadzie dla najnowszego wydania niemieckiego magazynu politycznego „Cicero”.
Jak dodał, wpływ na postawę Berlina miały też błędne poglądy części niemieckich polityków o przyczynach zwycięstwa Zachodu w zimnej wojnie. – Wielu lewicowych polityków w Niemczech uważa, że przyczyną była wyłącznie niemiecka polityka wschodnia, polityka odprężenia wobec ówczesnej Rosji Sowieckiej. A przecież była to także presja ze strony Amerykanów” – zaznaczył europoseł PO.
Radosław Sikorski przypomniał, że niemiecka gospodarka korzystała też z taniego rosyjskiego gazu. – (Niemcy) myśleli, że uda się zmienić Rosję za pomocą handlu. Wszystkie ostrzeżenia przed agresją Putina były puszczane mimo uszu – dodał.
Nie przepraszajcie, lecz słuchajcie
– Mówimy teraz w Polsce: Niemcy się pomyliły. Nie oczekujemy przeprosin, ale oczekujemy teraz od Niemiec, że zaczną słuchać – wyjaśnił Radosław Sikorski.
Pytany o opieszałość Niemców w przekazywaniu Ukrainie broni ciężkiej, w tym czołgów Leopard, Sikorski wytknął niemieckim władzom, że doprowadziły do „gruntownego rozbrojenia” kraju i są pozbawione rezerw. Jego zdaniem Leopardy mogłaby kupić i przekazać Ukrainie grupa kilku krajów. Optymalnym rozwiązaniem byłoby stworzenie armii UE, w której wiodącą rolę mogłyby odgrywać Francja i Polska, aby rozwiać obawy przed Niemcami.
Odnosząc się do napięć w relacjach polsko-niemieckich, Radosław Sikorski wskazał na błędy w niemieckiej polityce, której symbolem stała się – wbrew interesom krajów Europy Środkowo-Wschodniej – budowa gazociągów Nord Stream 1 i 2.
– Innym powodem jest nacjonalistyczny rząd w Polsce, który za pomocą antyniemieckiej polityki mobilizuje jedną trzecią polskiego elektoratu. Uważam, że nie jest to odpowiedzialna postawa – podkreślił.
Poczucie winy silniejsze wobec Rosji
Zdaniem Radosława Sikorskiego postawa Niemców wobec Polaków zawiera „element winy” ze względu na zbrodnie wojenne. Polski polityk zgodził się z sugestią „Cicero”, że w Niemczech panuje większe poczucie winy wobec Rosji niż wobec Polski, chociaż większość zbrodni Niemcy popełnili na terenach Polski, Ukrainy i Białorusi.
Były szef polskiej dyplomacji zwrócił uwagę, że Niemcy nie podzielają poglądu, iż Ukraińcy walczą także za ich sprawę, tak jak Polacy uważają, że walczą też polską sprawę. – Powodem jest to, że stolica Polski leży 500 km dalej na wschód niż Berlin – wyjaśnił.
Wcześniej zauważył, że Polacy pełnią rolę „niemieckich min przeciwczołgowych”. – Gdy na wschodzie pojawia się jakiś problem, my dostrzegamy go pierwsi. A Niemcy mogą się dopasować.
Jak zaznaczył, jego słowa wypowiedziane w 2011 roku, że mniej obawia się niemieckiej siły niż niemieckiej bezczynności, pozostają, w obliczu „katastrofy w Ukrainie” nadal aktualne.
Sikorski odmówił odpowiedzi na prośbę o ocenę PiS. – Mam jasne zdanie o partii rządzącej. Wolę jednak mówić o tym w Polsce. Polski wkład we włączenie Ukrainy do struktur UE będzie oznaczał konieczność naprawienia relacji z UE i powrót do praworządności – oświadczył na zakończenie wywiadu.
REDAKCJA POLECA
Banksy dla Ukrainy sprzedaje swoje dzieła

Suzanne Cords
Serce brytyjskiego artysty ulicznego bije dla Ukrainy. Niedawno uwiecznił się na ścianach domów w Kijowie, a teraz sprzedaje 50 odbitek sztuki na rzecz zaatakowanego kraju.
„Mamy przyjemność zaoferować artystyczny sitodruk autorstwa słynnego brytyjskiego artysty graffiti Banksy’ego” – czytamy na stronie internetowej Fundacji „Legacy of War”. Międzynarodowa organizacja charytatywna zajmuje się pomocą cywilom w strefach wojennych. Wpływy ze sprzedaży prac Banksy’ego mają być w 100 proc. przeznaczone na sfinansowanie dostaw pomocy humanitarnej, a artysta pokryje wszystkie poniesione koszty – napisała organizacja.
Unikalne elementy dzięki rysom noża do pizzy
Banksy napisał w mediach społecznościowych: zrobiłem 50 takich odbitek, a cały dochód trafił do naszych przyjaciół w Ukrainie. Są one ręcznie podpisane, numerowane i zawieszone w drewnianej ramie. Na każdej odbitce artysta wykonał rysy nożem do pizzy, dzięki czemu każdy egzemplarz jest niepowtarzalny. Za jeden z nich należy zapłacić 5.000 funtów (ok. 27.300 złotych) plus podatki, a każdy nabywca może kupić tylko jeden obraz.
Wpływy zostaną natychmiast wykorzystane na zakup nowych karetek i innych pojazdów do niesienia pomocy, zapowiedział dyrektor wykonawczy Fundacji „Legacy of War” Giles Duley. „Są one potrzebne w Donbasie do dalszej ewakuacji osób niepełnosprawnych, starszych i cywilów”. Zapowiedział też dostarczenie agregatów prądotwórczych, podgrzewaczy gazowych i lamp zasilanych energią słoneczną dla miejscowości, które będą musiały przetrwać ostrą zimę bez prądu.
Banksy miał kłopoty z „babuszką”
Na początku listopada Banksy na własne oczy zobaczył zniszczenia w Ukrainie. W tym czasie uwiecznił się efektownymi graffiti w Kijowie i okolicach.
Praca organizacji pomocowej wywarła na artyście duże wrażenie: „W Ukrainie widziałem zespół z „Legacy of War”, który dostarczał pomoc medyczną, grzejniki i świeżą wodę bardzo zdesperowanym ludziom w zbombardowanym budynku. W dodatku z przyjaznym podejściem”.
Banksy powiedział, że użyczono mu również karetkę pogotowia, z której skorzystał, uciekając przed wściekłą „babuszką”. „Zadzwoniła na policję, kiedy zorientowała się, że pomalowałem jej dom. Myślę, że minimum, jakie powinienem zrobić, to zebrać wystarczająco dużo pieniędzy, aby wymienić tablice rejestracyjne karetki, którą naznaczyłem…”
Prace Banksy’ego są rozchwytywane
Do 16 grudnia zainteresowani mogą zgłaszać się po dzieło Banksy’ego na stronie fundacji. Drogą losowania wybrane zostaną osoby, które w najbliższym czasie będą mogły powiesić na swoich ścianach unikatowe dzieło nieznanego dotąd artysty. Do tego w okazyjnej cenie, bo prace artysty są bardzo poszukiwane.
W 2018 roku europejski kolekcjoner kupił jego słynny motyw „Dziewczyna z balonem” w ramie na aukcji w Sotheby’s za milion funtów (niemal 5,5 mln złotych). Ale Banksy ukrył w jego ramie zdalnie sterowaną niszczarkę, która została uruchomiona natychmiast po zakończeniu licytacji i zaczęła ciąć wysuwające się z ram płótno. Artysta chciał w ten sposób zakpić ze świata sztuki. Performance nie do końca się udał, bo po przecięciu połowy obrazu niszczarka się zacięła. Zniszczone dzieło, przemianowane na „Love is in the Bin”, trzy lata później wylicytowano aż za 21,8 mln euro.
Banksy’s 'Love is in the Bin’ artwork which took the world by storm after shredding in 2018, was sold at an auction in London for $25.4 million. The artwork before the auction was valued at about $5.5 million to $8.2 million. pic.twitter.com/QTFprxQ1Ef
— Newsweek (@Newsweek) October 15, 2021
Motyw przewodni Banksy’ego: Czyń dobro
To nie pierwszy raz, kiedy Banksy przekazuje dochody ze swoich obrazów na szczytny cel. W 2020 roku wsparł na przykład palestyński szpital w Betlejem, a podczas szczytu pandemii koronawirusa w podziękowaniu dla personelu pielęgniarskiego pozostawił w szpitalu w Southampton dzieło sztuki, które później również zostało wystawione na aukcję na szczytny cel.
Tożsamość artysty, znanego na całym świecie z krytycznych społecznie prac, pozostaje niejasna. Wiadomo jedynie, że pochodzi z Bristolu.
Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: DW
REDAKCJA POLECA