Rosyjskie służby przygotowują się do ochrony Putina przed zamachem stan

Dagmara Jakubczak

Dagmara Jakubczak

Służby specjalne w Rosji przygotowują się do ochrony Putina przed zamachem stanu. Korzystają z pomocy oficerów politycznych, duchownych oraz hipnotyzerów.

„26 października w centrum Moskwy pojawili się uzbrojeni mężczyźni ze sprzętem wojskowym. Część mieszkańców miasta miała nadzieję, że właśnie rozpoczyna się pucz. Federalna Służba Ochrony Federacji Rosyjskiej (FSO) jednak pospiesznie ogłosiła ‘zaplanowane ćwiczenia taktyczne w celu neutralizacji zagrożeń terrorystycznych i ochrony kluczowych obiektów rządowych’” – informuje platforma śledcza „The Insider”, publikująca w języku rosyjskim i angielskim.

Obawa przed „destabilizacją moralną”

Według portalu ćwiczenia te były tylko niewielką częścią specjalnych działań na wypadek, gdyby FSO (strzegąca prezydenta i rządu Rosji) została postawiona w stan wojny.

Dowództwo FSO ostrzega, że w przypadku zamachu stanu część kremlowskich ochroniarzy może popaść w depresję. Mogą także wątpić w słuszność działań swoich przełożonych, ulegać napadom lęku i obawiać się o swoje życie.

„The Insider” twierdzi, że zna projekt „tajnego planu wsparcia moralno-psychologicznego przy przejściu dowództwa operacyjnego FSO z czasu pokoju na czas wojny”.

„FSO przygotowuje swój personel do ‘zmasowanego ataku ideologicznego’, w którym wróg wykorzysta media, sieci społecznościowe, organizacje religijne, hipnozę (!), psychogeneratory (?!), a nawet ‘odpowiednio opakowane przedmioty codziennego użytku‘. W ramach odwetu generałowie FSO planują wykorzystać kontrpropagandę, cotygodniowe szkolenia polityczne, zbiorowe chodzenie do kościoła oraz identyfikację oficerów FSO o niestabilnej psychice i nieadekwatnej reakcji” – donosi reporter platformy.

Według „The Insider” FSO ostrzega swoich funkcjonariuszy, że wróg jest przebiegły, podstępny i przede wszystkim będzie starał się „obniżyć stabilność psychiczną personelu ochrony, zdezorientować go moralnie i skłonić go, by nie chciał stawiać oporu”. Jako największe zagrożenia wymieniono w tym kontekście telewizję, radio, media drukowane, media społecznościowe, książki, broszury, ulotki i plakaty.

Hipnoza, psychowirusy, Matka Boska

Ponadto agenci obcych wywiadów mogą angażować ruchy społeczne, organizacje pozarządowe i religijne (pseudoreligijne) oraz próbować dotrzeć do krewnych funkcjonariuszy FSO.

Szczególny nacisk kładzie się, według raportu portalu, na określone osoby, które mogły wywierać wpływ psychologiczny na ochroniarzy i które mają zdolności hipnotyczne. Oprócz hipnozy, kierownictwo FSO zakłada, że wróg może stosować także „chemiczne i biologiczne metody oddziaływania psychologicznego”.

„Oprócz wymienionych w planie mediów społecznościowych i hipnozy, wróg zamierza zastosować bardziej wyrafinowane metody: 1) backdoory programowe i sprzętowe umożliwiające efekty dźwiękowe i wizualne, 2) gry psychokorekcyjne, 3) psychoaktywne formuły chemiczne i biologiczne, 4) psychowirusy komputerowe i programy wywierające subtelny wpływ na operatorów komputerów, 5) psychogeneratory, 6) generatory akustyczne niskich częstotliwości, 7) produkty reklamowe, 8) przedmioty codziennego użytku w przygotowanych opakowaniach” – wylicza „The Insider”.

W części „Podwyższona gotowość bojowa” wskazane jest przeprowadzanie wywiadów z poszczególnymi funkcjonariuszami ochrony, informowanie personelu FSO o sytuacji krajowej, międzynarodowej i polityczno-wojskowej. Ponadto przewidziane są wizyty w Sali Sławy i Historii FSO na Kremlu oraz wycieczka do Soboru Ikony Matki Bożej Kazańskiej.

Zalecane środki zaradcze obejmują także budujące zaufanie rozmowy przełożonych z młodymi funkcjonariuszami FSO, skłonnymi do niestabilności psychicznej. Najbardziej wyrobieni politycznie oficerowie mają zostać przydzieleni do najmniej odpornych funkcjonariuszy, a w razie wątpliwości mają ich wysłać do szpitala.

„The Insider” utrzymuje, że za realizację tego planu odpowiada zastępca dyrektora FSO. Według źródła w kremlowskich służbach bezpieczeństwa generał Aleksandr Komow jest podobno nie tylko niezwykle czujny, ale także zasięga porad u astrologów i jasnowidzów.

 

REDAKCJA POLEC

 


Roman Giertych: Kaczyński ogłosił, że po przegranych wyborach wszyscy oni skończą w więzieniu. Ma rację

Roman Giertych

Roman Giertych

Muszę pochwalić prezesa PiS za świadomość prawną. Wielu bowiem jego kretynów z PiS nie zdaje sobie sprawy, że popełniają przestępstwa. Widać, że ta świadomość coraz bardziej mu ciąży. Jedno jest pewne: rozliczenie PiS musi być: szybkie, transparentne i absolutne. Kaczyński ma rację. Winni muszą skończyć za kratami

Zadania przyszłego Prokuratora Generalnego

Jarosław Kaczyński ogłosił, że po przegranych przez PiS wyborach wszyscy oni skończą w więzieniu, za co odpowiedzialni będą źli sędziowie i ja. Nazwał mnie przy okazji koniem i zaczął opowiadać, jak to kiedyś długo siedział obok mnie w Sejmie i poznał, że nie jestem koniem sympatycznym. Ujawnił przy okazji swoje przekonanie, że będę Prokuratorem Generalnym, chociaż nie pytał mnie w ogóle, czy chcę nim być.

Muszę jednak pochwalić prezesa PiS za świadomość prawną. Wielu bowiem jego kretynów z PiS nie zdaje sobie sprawy, że popełniają przestępstwa (jak chociażby ci, którzy wpłacają na PiS w zamian za stanowiska). On jednak ma pełną świadomość, że popełnili tyle przestępstw, że czekają ich rozliczne procesy. Widać, że ta świadomość coraz bardziej mu ciąży i że zdaje sobie również sprawę z tego, że wybory najprawdopodobniej przegrają.

W przeciwieństwie do bezmyślnych swoich działaczy JK wie, że pewnych rzeczy w trendach społecznych się nie przeskoczy. Nie da się utrzymać władzę, mając jedynie 30% i nie da się zwiększyć tego stanu posiadania przy nadchodzącym kryzysie gospodarczym.

Ktokolwiek będzie przyszłym Prokuratorem Generalnym, jedno jest pewne: rozliczenie PiS musi być: szybkie, transparentne i absolutne.

W ciągu 1 roku trzeba przeprowadzić najważniejsze śledztwa i skierować sprawy do sądów. To bardzo mało czasu, a spraw ważnych jest kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset. Do tego zadania należy powołać Zespół Śledczy złożony z kilkuset prokuratorów, którzy będą wymieniać się dowodami, tak aby sprawy maksymalnie skoncentrować.

W ciągu 2 lat muszą zapaść pierwsze wyroki. Przydałaby się nowela kodeksu postępowania karnego, która sprawy prowadzone przez ten zespół stawiałaby w pierwszej kolejności rozpatrywania w sądach. Interes społeczny wskazuje na konieczność szybkiego poznania wyroków. Również zresztą dla tych, którzy zostaną uniewinnieni. W ciągu 2,5 roku musimy poznać prawomocne wyroki.

W tych sprawach nie można się kierować żadną zemstą, czy rewanżem. I niczego nie wolno naciągać, tak jak robił to PiS. Autentycznych przestępstw popełnili oni tyle, że roboty będzie bardzo dużo bez ryzykownych oskarżeń, które mogłyby zostać odrzucone przez sądy. Takiego złodziejstwa, jakie obecnie obserwujemy, Polska bowiem jeszcze nie widziała.

Rozliczenie PiS to jedno z najważniejszych zadań przyszłej władzy. Kaczyński ma rację. Winni muszą skończyć za kratami.

Roman Giertych


Kukiz wyjaśnia, dlaczego jest mu bliżej do PiS niż do PO. Adam Mazguła komentuje

Paweł Kukiz w rozmowie z Interią mówił dlaczego bliżej mu do PiS niż PO. Stwierdził, że „Donald Tusk oddałby Polskę za czapkę śliwek, a Jarosław Kaczyński oddałby za Polskę życie.” Tłumaczył też, że „jeśli ludzie twierdzą, że się sprzedał, to muszą wiedzieć, że zrobił to dla nich i za nich.”

Czy Kukiz się sprzedał?

Boli mnie naiwność i łatwowierność wielu Polaków. Dla jednych ludzi opiniotwórczym autorytetem jest ładna spikerka o ptasim móżdżku z TVN a dla drugich siermiężna partyjniaczka z tzw. publicznej telewizji. Co powiedzą, to dla ludzi święte i prawdziwe. Ale teraz ja zadam pytanie: za co się sprzedał Kukiz, skoro nie ma ani subwencji, ani ministerstw, ani spółek, ani pieniędzy ani nawet o „jedynkę” czy miejsce na liście Kaczyńskiego nie prosił? – mówił Kukiz. – Jeśli ludzie twierdzą, że się sprzedałem, to muszą wiedzieć, że zrobiłem to dla nich i za nich. Podejrzewanie mnie o wejście do polityki ze względu na koryto jest niepoważne. Jeden koncert dawał mi tyle, co miesiąc siedzenia w tym „psychiatryku” przy Wiejskiej, do tego odmawiam stanowisk. – oświadczył.

Dlaczego Kukizowi bliżej do PiS niż PO

– Ja zdaję sobie jednak sprawę, że gdybym nie zawarł porozumienia z PiS, w Sejmie nie osiągnąłbym absolutnie niczego. – mówł Kukiz. Dodał również, że w jego ocenie – Istnieje kluczowa różnica między wodzami największych partii: Donald Tusk oddałby Polskę za czapkę śliwek, a Jarosław Kaczyński oddałby za Polskę życie. I to mnie z nim przede wszystkim łączy.

Adam Mazguła: Pawełku, wolisz przyjmowanie nazwy szmata?

Kukiz: - Istnieje kluczowa różnica między wodzami największych partii: Donald Tusk oddałby Polskę za czapkę śliwek, a Jarosław Kaczyński oddałby za Polskę życie. I to mnie z nim przede wszystkim łączy.

Adam Mazguła komentuje: Z całą pewnością J. Kaczyński oddałby za Polskę życie. Tylko nie swoje. Dlatego pilnuje go 2 tys. policjantów, 84 radiowozy, ochrona, służby…- Pawełku, wolisz napełnianie pipy z PiS-wazeliną i przyjmowanie nazwy — szmata?!
Fot. screenshot / youtube

Wypowiedź Kukiza dosadnie skomentował w mediach społecznościowych płk. Adam Mazguła:

„Z całą pewnością J. Kaczyński oddałby za Polskę życie. Tylko nie swoje. Zresztą ma na tym polu duże zasługi od Barbary Blidy, poprzez Leppera, Kosteckiego, byłych funkcjonariuszy zweryfikowanych, ofiary pandemii, zapaści przeszczepów i służby zdrowia… No tak, tylko władzy nie może oddać. Dlatego pilnuje go 2 tys. policjantów, 84 radiowozy, ochrona, służby…

Donald Tusk niczego nie musi, a na czapkę śliwek z pewnością go stać bez udziału kogokolwiek, a co dopiero tak wielkiej wartości, jaką jest Polska.

Pawełku, wolisz napełnianie pipy z PiS-wazeliną i przyjmowanie nazwy — szmata?! To jest śmieszna cena czapki śliwek dla władzy.” – skomentował Adam Mazguła.

Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: Interia, Facebook


Wtryskarki pionowe w produkcji tworzyw sztucznych – rodzaje i zastosowanie

Produkcja tworzyw sztucznych odbywa się obecnie z użyciem różnego rodzaju maszyn. Wśród nich znajdują się również wtryskarki pionowe. Co warto wiedzieć o tego typu urządzeniach?

Wtryskarki pionowe w produkcji tworzyw sztucznych – rodzaje i zastosowanie

Na czym polega wtryskiwanie tworzyw sztucznych?

Produkcja elementów z tworzyw sztucznych może odbywać się różnymi technikami. Zaliczane są do nich w szczególności wtryskiwanie, formowanie rotacyjne oraz drukowanie 3D.

Wśród powyższych najpopularniejsze jest wtryskiwanie tworzyw sztucznych, które w przetwórstwie tworzyw ma bardzo szerokie zastosowanie i używane jest ono w wielu zakładach, które określane są jako wtryskownie.

Wtryskiwanie tworzyw sztucznych jest procesem polegającym na wtryskiwaniu roztopionych tworzyw sztucznych pod wysokim ciśnieniem do formy. Dzięki temu forma dokładnie się wypełnia, co umożliwia stworzenie wyrobu. Jest on wyjmowany z formy po jej ostudzeniu.

Wtryskiwanie tworzyw za pomocą wtryskarek pionowych

Do produkcji wyrobów z użyciem metody wtryskiwania zaliczane są różne rodzaje wtryskarek. Są to również wtryskarki pionowe, które charakteryzują się pionową budową. Zaliczane są do nich dwa warianty modeli – kolumnowe oraz bezkolumnowe.

Wtryskarki pionowe wyposażone są w układy hydrauliczne, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie bardzo wysokiej efektywności produkcji za pomocą jednostek wtrysku, które przekazują roztopione tworzywo sztuczne do formy.

W użyciu można znaleźć wtryskarki pionowe w wielu wariantach pod kątem ich siły zwarcia, która może wynosić od kilkudziesięciu do kilku tysięcy ton.

Równie są one wyposażone w różne rodzaje stołów roboczych, między innymi w stoły przesuwne, stałe, podwójne stoły przesuwne oraz w stoły obrotowe.

Różne rodzaje wtryskarek pionowych pozwalają na dobranie odpowiedniego typu wyposażenia do konkretnego przeznaczenia, aby można było przygotować różne rodzaje wyrobów zależnie od specjalizacji konkretnego zakładu – wtryskowni.

Gdzie można zakupić wtryskarki pionowe?

Wtryskarki pionowe są obecnie oferowane w zróżnicowanych wariantach, także z dodatkowym osprzętem usprawniającym prowadzenie procesów.

Dostarczają je przede wszystkim producenci i dystrybutorzy i to na ich stronach internetowych można zapoznać się bliżej z dostępnymi wariantami modeli.

Wtryskarki pionowe są zatem bardzo popularnymi rodzajami urządzeń, które pozwalają na efektywną, wydajną produkcję elementów z tworzyw sztucznych. Mogą być one również wyposażone w nowoczesne układy automatyzujące produkcję, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie jej większej szybkości oraz bezpieczeństwa.


PE: wysłuchanie publiczne dot. zakazu aborcji w Polsce. „Rejestr ciąż, obowiązek ewidencji wkładek domacicznych, sześć śmierci”

Jowita Kiwnik Pargana

Jowita Kiwnik Pargana

W Parlamencie Europejskim odbyło się wysłuchanie publiczne dotyczące faktycznego zakazu aborcji w Polsce. W spotkaniu wzięła udział także szwagierka Izabeli Sajbor z Pszczyny, pierwszej ofiary zaostrzonych przepisów.

– Doświadczyliśmy ogromnej tragedii i chcemy o tym głośno rozmawiać – mówi w rozmowie z DW Barbara Skrobol, szwagierka Izabeli Sajbor, pierwszej znanej ofiary faktycznego zakazu aborcji w Polsce. Podkreśla, że przyjechała do Brukseli, żeby dać świadectwo tego, do jakich tragedii doprowadziło w Polsce zaostrzenie prawa aborcyjnego. W Polsce rodzina Izabeli z Pszczyny walczy o zmianę prawa. – Apelujemy do rządu polskiego o zmianę krzywdzącego dla Polek prawa aborcyjnego – zaznacza rodzina kobiety.

Sześć śmierci

W czwartek (17.11.22) w Parlamencie Europejskim w Brukseli odbyło się wysłuchanie publiczne zorganizowane wspólnie przez dwie komisje parlamentarne: Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) oraz Komisję Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) dotyczące konsekwencji faktycznego zakazu aborcji w Polsce. – Obchodzimy właśnie 30-lecie obowiązywania w Polsce jednego z najbardziej restrykcyjnych praw antyaborcyjnych w Europie – powiedział podczas czwartkowej konferencji prasowej europoseł Robert Biedroń, szef komisji FEMM.

Dwa lata temu polskie przepisy zostały jeszcze bardziej zaostrzone po tym jak polski Trybunał Konstytucyjny wprowadził niemal całkowity zakaz aborcji w Polsce usuwając z przepisów przesłankę embriopatologiczną, pozwalającą na przerywanie ciąży w sytuacji nieuleczalnej, ciężkiej wady płodu.

– Trybunał nie mógł wydać innego orzeczenia – mówiła wtedy prezes TK Julia Przyłębska. I tłumaczyła, że „aborcja wciąż jest możliwa w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia matki lub gdy istnieje podejrzenie, że płód powstał w wyniku gwałtu.” 30-letnia Izabela Sajbor z Pszczyny uznawana jest za pierwszą ofiarę restrykcyjnego prawa.

– Izabela zmarła 22 września 2021 r. Dzień wcześniej o godz. 8:40 zgłosiła się do szpitala w 22 tygodniu ciąży. Odeszły jej wody płodowe, mimo to lekarze zwlekali z decyzją o aborcji do czasu obumarcia płodu. 23 godziny później szpital stwierdził zgon w wyniku wstrząsu septycznego, Izabela zmarła w drodze na salę operacyjną – opisuje okoliczności śmierci Izabeli Jolanta Budzowska, prawniczka reprezentująca rodzinę zmarłej.

– Mamy już sześć potwierdzonych doniesień w sprawie śmierci kobiet w Polsce w związku z decyzją o zaostrzeniu przepisów o aborcji – mówił Robert Biedroń.

Zdaniem Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA przypadków takich może być jeszcze więcej, nie wszystkie jednak są zgłaszane. – Wiemy przynajmniej o trzech innych przypadkach, o których usłyszałyśmy już po fakcie, ponieważ nie zostały one nigdy zgłoszone – mówi DW Urszula Grycuk, wiceprzewodnicząca FEDERY. Organizacja również brała udział w czwartkowym wysłuchaniu.

107 legalnych aborcji

Na początku listopada do Warszawy przyjechała delegacja Parlamentu Europejskiego. Europosłowie spotkali się z przedstawicielami rządu, w tym Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Rodziny oraz organizacji pozarządowych zajmujących się walką o prawa reprodukcyjne i seksualne Polek.

– Z tych spotkań wyłonił się bardzo rozbieżny obraz tego, co się dzieje w Polsce. Z jednej strony organizacje informowały o powszechnym łamaniu praw kobiet w Polsce. Z drugiej strony rząd mówił,

W tym roku w Polsce przeprowadzono 107 legalnych aborcji. – To dramatycznie mało w stosunku do potrzeb. My szacujemy, że nawet 200 tys. Polek rocznie przerywa ciążę z różnych przyczyn – mówi DW Kamila Ferenc, prawniczka FEDERY. Prawo, które zamyka oczy na potrzeby swoich obywatelek jest złym prawem. Jest prawem niesprawiedliwym, powodującym tylko cierpienie i prowadzącym do takich tragedii, jak śmierć Izabeli – dodaje.

Do tego, jak podkreślają rozmówczynie DW, w Polsce wciąż powracają inicjatywy jeszcze bardziej zaostrzające i tak już surowe przepisy aborcyjne, w tym kryminalizujące aborcję.

Oprócz tego mamy jeszcze takie małe kroczki, które są dużymi krokami, jeśli chodzi o łamanie praw kobiet. Jak rejestr ciąż. Uzasadnia się go względami formalnymi, ale on tak naprawdę nie jest do niczego potrzebny. Wprowadzono obowiązek ewidencji wkładek domacicznych, który krytykują nawet ginekolodzy. To wszystko ogranicza prawo kobiety do samostanowienia, do sterowania własną płodnością, do aborcji – tłumaczy prawniczka Jolanta Budzowska.

Dodaje, że ofiarami surowych przepisów są nie tylko kobiety, ale także lekarze, którzy boją się odpowiedzialności prawnej. – Jestem daleka od usprawiedliwiania lekarzy, ale złe prawo niestety często zmusza ich do złej praktyki klinicznej. Również w aspekcie prawa do aborcji – mówi Budzowska.

To wszystko o czym mówimy tworzy okropną atmosferę dla samych kobiet. Kobiety boją się, że będą karane za aborcję. Odbieramy często zdesperowane telefony od kobiet, które nie wiedzą, czy jak wezmą tabletkę poronną to nie pójdą do więzienia, nie zostaną ukarane, nie zostanie wszczęte przeciwko nim postępowania – dodaje Kamila Ferenc z FEDERY.

– Do tego u Polek pojawia się strach: co będzie, gdy zajdę w ciążę? – mówi Urszula Grycuk.

Łatwiejsze aborcje za granicą?

Parlament Europejski przyjął jak dotąd dwie rezolucje dotyczące faktycznego zakazu aborcji w Polsce.

– PE wielokrotnie wzywał polski rząd do szybkiego i pełnego zagwarantowania dostępu do bezpiecznej, legalnej i bezpłatnej aborcji dla wszystkich kobiet – mówi Robert Biedroń. I przypomina, że Polki dzisiaj cieszą się mniejszymi prawami reprodukcyjnymi niż wtedy, kiedy Polska przystępowała do Unii w 2004 r.

Komisja FEMM wezwała inne kraje członkowskie do ułatwienia Polkom dostępu do bezpłatnej aborcji zagranicą. Europosłowie wezwali też Radę, żeby w ramach procedury prowadzonej wobec Polski w ramach art. 7 Traktatu UE zajęła się łamaniem przez Polskę praw kobiet i zwiększyła liczbę wysłuchań w tej sprawie. W czwartkowym wysłuchaniu nie wzięli udziału europosłowie PiS.

REDAKCJA POLECA

Jowita Kiwnik Pargana


Sen i zdrowie

Jaskra, choroby układu krążenia, otyłość, cukrzyca – to mogą być skutki regularnego niedoboru dobrej jakości snu – wskazują najnowsze badania. Cierpi też psychika – może wzrosnąć ryzyko stanów lękowych czy objawów depresji. Szkodzić mogą już złe warunki w sypialni, nawet gdy ktoś śpi tyle, ile potrzeba.

Sen i zdrowie
Fot. Maddi Bazzocco / unsplash

O śnie i jego wpływie na zdrowie napisano już wiele. To jednak tak ważna sfera ludzkiej egzystencji, że naukowcy nie ustają w dalszym jej badaniu, przy czym sen, niestety, często jest traktowany jak „chłopiec do bicia” i jako pierwszy cierpi, jeśli komuś brakuje czasu. To może być błąd, i to poważny. Kolejne badania wskazują na różnorodne problemy, jakie mogą się pojawić, gdy ktoś się regularnie źle wysypia.

Sen a wzrok

Naukowcy z chińskiego Beijing Huimin Hospital zauważyli, że problemy ze snem – za mała lub zbyt duża jego ilość, senność w ciągu dnia oraz chrapanie – mogą być powiązane z ryzykiem rozwoju jaskry – jednej z głównych przyczyn utraty wzroku. Według obecnych szacunków, do 2040 jaskra może dotknąć na świecie ponad 100 mln ludzi.

Związany ze snem wzrost ryzyka jaskry naukowcy odkryli po przeanalizowaniu danych na temat prawie 500 tys. uczestników znanego projektu naukowego UK Biobank. Obejmowały one różnorodne informacje o zdrowiu i czynnikach, które mogą na nie wpływać, a uwzględnione w analizie osoby miały od 40 do 60 lat. Uczestnicy byli obserwowani średnio przez 10 lat. W tym czasie pojawiło się prawie 9 tys. przypadków choroby, głównie u osób w starszym wieku. Zbyt krótki sen wiązał się z 8 proc. wzrostem ryzyka, bezsenność – z 12 proc., chrapanie – z 4 proc., a częsta senność w dzień – z 20 proc.

Badanie nie ustalało, co jest przyczyną, a co skutkiem, więc istnieje możliwość, że to rozwijająca się jaskra zaburzała sen. Istnieją też biologiczne mechanizmy, poprzez które zaburzenia snu mogą prowadzić do jaskry.

„Na zachowania związane ze snem można wpływać. Wyniki te podkreślają potrzebę związanych ze snem odpowiednich interwencji u osób z wysokim ryzykiem rozwoju jaskry. Zasadne mogą też być oftalmologiczne badania przesiewowe u ludzi z chronicznymi zaburzeniami snu, co może pomóc w uniknięciu przez nich jaskry” – stwierdzają autorzy badania.

Chroniczne schorzenia

Choroby związane ze snem mogą być różne, w tym te, które uznaje się za główne strapienia cywilizacji. Grupa specjalistów z University College London poinformowała o związanych z tym wynikach badania z udziałem 7 tys. osób w wieku 50, 60 i 70 lat.

Pokazało ono, że mniej niż 5 godzin snu na dobę w średnim wieku może się wiązać z podwyższonym ryzykiem rozwoju chronicznych chorób, takich jak nowotwory, choroby serca czy cukrzyca. Osoby, które w wieku 50 lat spały zwykle mniej niż 5 godzin, były o 20 proc. bardziej zagrożone pojawieniem się przewlekłego schorzenia w czasie 25 lat i aż o 40 proc. – rozwojem przynajmniej dwóch chronicznych chorób, w porównaniu do tych, które przesypiały co najmniej 7 godzin. O 25 proc. rosło przy tym ryzyko śmierci.

„Wielochorobowość narasta w bogatych krajach. Ponad połowa starszych dorosłych cierpi na przynajmniej dwie chroniczne choroby. To poważne wyzwanie dla zdrowia publicznego, ponieważ współistnienie kilku chorób oznacza wysokie koszty leczenia, hospitalizacje oraz może prowadzić do niepełnosprawności” – podkreśla dr Severine Sabia, autorka odkrycia.

Dr Severine Sabia i jej koledzy sprawdzili także wpływ zbyt dużej ilości snu – od 9 godzin na dobę wzwyż. Nie zauważyli związku z rozwojem chronicznej choroby u zdrowych wcześniej osób. Jednak jeśli ktoś już cierpiał na przewlekłe schorzenie, to zbyt długi sen towarzyszył 35 proc. wzrostowi pojawienia się kolejnej choroby. Badacze spekulują, że w tym przypadku zarówno przedłużony sen, jak i druga choroba wynikają z wcześniejszych problemów ze zdrowiem.

Lęki i stany depresyjne

Bez dobrego snu trudno mówić o dobrym stanie psychiki. Nieco nowych informacji na ten temat przyniosła pandemia. Eksperci z Brigham and Women’s Hospital zauważyli, że w jej czasie dramatycznie pogorszył się stan psychiki dorosłych Amerykanów. Wzrosło m.in. nasilenie lęków, depresji i nadużywanie uzależniających substancji.

Zdaniem badaczy, może to być m.in. wynik zaburzonego snu. Na wymienione problemy bardziej narażone okazały się osoby, które spały mniej niż 6 godzin na dobę oraz te, którym brakowało ściśle ustalonej i przestrzeganej pory snu.

– Nasze badanie przemawia za znaczeniem snu dla zdrowia psychicznego, szczególnie w odniesieniu do stresogennych wydarzeń – stwierdza Mark Czeisler, jeden z naukowców. Zaburzenia snu są częstym objawem całego szeregu problemów psychicznych – począwszy od depresji, na schizofrenii skończywszy.

Światło szkodzi jakości snu

Okazuje się, że nawet jeśli ktoś śpi tyle, ile powinien i kiedy powinien, może mieć kłopoty, jeśli zabraknie odpowiednich warunków. Zespół naukowców z Northwestern University poinformował latem tego roku, że ekspozycja na światło w czasie snu wyraźnie koreluje z większym ryzykiem pojawienia się nadciśnienia, otyłości i cukrzycy. Wynik ten utrzymał się po uwzględnieniu parametrów samego snu, co wskazuje na związek właśnie ze światłem. Nie musi być ono silne.

– Może to być smartfon, włączony telewizor czy zanieczyszczenie światłem w dużym mieście – żyjemy wpośród różnorodności sztucznych źródeł światła działających przez 24 godziny na dobę – zwraca uwagę prof. Minjee Kim, autorka odkrycia.

Badacze przyjrzeli się zdrowiu oraz – z pomocą czujnika zakładanego na nadgarstek – ekspozycji na światło osób w wieku od 63 do 84 lat. To wiek, któremu towarzyszy podwyższone ryzyko wymienionych schorzeń. Naukowców, jak twierdzą, zaskoczyło, że tylko mniej niż połowa z ponad 500 ochotników doświadczała całkowitej ciemności przez okres dłuższy niż 5 godzin na dobę. Badanie, ze względu na swój charakter, również nie ujawniało związków przyczynowo-skutkowych. Na przykład osoby z gorszym zdrowiem mogą korzystać z łazienki w nocy, co oznacza włączenie oświetlenia. Chory z cukrzycą może zostawiać włączone światło, aby przy kłopotach ze stopami uniknąć upadku w razie, gdyby musiał wstać z łóżka. Jednak poważnie trzeba traktować możliwość, że to światło nocą zaburza sen i przyczynia się do powstawania chorób.

Specjaliści medycyny snu od dawna zalecają pacjentom cierpiącym z powodu zaburzeń snu całkowite zaciemnienie sypialni. Jeśli z jakiegoś powodu musi być pozostawione światło włączone, niech będzie ono możliwie słabe i oświetla głównie podłogę oraz jak najmniej oddziałuje na śpiącego.

Istotna jest też barwa. Światło czerwono-pomarańczowe słabiej pobudza mózg niż białe czy niebieskie. Jeśli okna wychodzą na oświetloną ulicę, warto zastosować silnie zaciemniające rolety czy zasłony. Czasami może też pomóc przestawienie łóżka.

Inne wskazówki na dobry sen to unikanie silnych wrażeń przed położeniem się do łóżka, przestrzeganie stałej pory kładzenia się spać i wstawania. W razie problemów nie należy ratować się alkoholem – o ile prawdopodobnie rzeczywiście ułatwi zaśnięcie, to sen będzie tak kiepskiej jakości, że trudno o wypoczynek.

Źródło zdrowie.pap.pl / Marek Matacz


Rakiety S300 – system obronny z czasów sowieckich, korzystają z nich Rosjanie i Ukraińcy

Frank Hofmann

Frank Hofmann

Pocisk, który spadł w Przewodowie, pochodził prawdopodobnie z systemu obronnego S-300. Dlaczego ten system jest zawodny?

System obrony przeciwlotniczej S-300 w Rosji. Ukraina też takie systemy posiada
System obrony przeciwlotniczej S-300. Fot. wikipedia

System przeciwlotniczy S-300 został wprowadzony do wyposażenia sowieckich sił zbrojnych pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Był używany w prawie całej Europie Wschodniej, aż do upadku żelaznej kurtyny.

Według analiz Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS) sama Ukraina, tuż przed zaatakowaniem jej przez Rosję 24 lutego br., posiadała w swoich arsenałach ponad 250 takich systemów. Jednak wyliczenia tego międzynarodowego think tanku nie uwzględniają rakiet S-300 z zasobów NATO, które zostały dostarczone Ukrainie w ramach pomocy wojskowej. Wiosną USA zwróciły się do członków tzw. ukraińskiej grupy kontaktowej o przekazanie Kijowowi kolejnych obiektów ze wschodnioeuropejskich arsenałów NATO. W kwietniu Słowacja przekazała Ukrainie system czterech takich mobilnych wyrzutni wraz z radarem. W zamian Niemcy dostarczyły Słowacji systemy przeciwlotnicze Patriot.

S-300 ze Słowacji do Ukrainy

Była to jedna z pierwszych tak zwanych wymian okrężnych, w ramach których zachodni partnerzy udostępnili Ukrainie stary radziecki sprzęt.

„S-300 jest systemem łatwym do obsługi przez Ukraińców” – napisał amerykański think tank Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). Od lat jest bowiem używany przez ukraińskie siły zbrojne. Według CSIS, analizującego zachodnie opcje wsparcia Ukrainy dodatkowymi systemami obrony przeciwlotniczej, pojawiają się trudności w przekazywaniu „innych tego typu systemów”. Od dłuższego już czasu działa w Ukrainie system IRIS-T produkcji niemieckiej – prawdopodobnie najnowocześniejszy lądowy, mobilny system obrony przeciwrakietowej.

Zapowiedziano kolejne dostawy tego uzbrojenia. Jednak obrona przeciwlotnicza Ukrainy w wielu miejscach tego kraju nadal opiera się zapewne na starych S-300. Nie jest jednak jasne, ile oryginalnych sowieckich systemów zostało zniszczonych przez rosyjskie ataki rakietowe od rozpoczęcia wojny. Kijów nie udziela informacji na temat strat technicznych.

Rosyjski przemysł obronny konkurował w przeszłości na rynku światowym z zachodnimi systemami obrony przeciwlotniczej Patriot. Zaktualizowany system S-400 jest budowany w Rosji od 2004 roku. Obecnie jest najnowocześniejszy z tej serii, która była wielokrotnie modernizowana od lat siedemdziesiątych.

Rakieta wystrzelona z Ukrainy

Według polskiego rządu pocisk, który zabił dwie osoby w suszarni zbóż w Przewodowie, był „bardzo starą rakietą rosyjskiej produkcji”. Została ona najprawdopodobniej wystrzelona przez Ukrainę – powiedział prezydent Andrzej Duda. Zasięg zainstalowanych na lądzie systemów S-300 waha się od 75 do 195 kilometrów.

Zachodnia część Ukrainy była wielokrotnie atakowana przez Rosję, także przed masowym ostrzałem we wtorek, 15 listopada. Celem tego ostrzału rakietowego była głównie infrastruktura energetyczna. W przeszłości atakowano w ten sposób także m.in. bazę wojskową w Jaworowie w Ukrainie – najbardziej wysuniętą na zachód bazę wojskową z czasów sowieckich. Położona jest około 90 kilometrów na południe od miejsca uderzenia rakiety w Przewodowie. Nie jest jasne, czy rakieta została wystrzelona właśnie z tamtej bazy, czy z innego miejsca w zachodniej Ukrainie. Prawdopodobnie została odpalona w celu odparciu rosyjskiego ataku, a następnie zboczyła z kursu.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg podczas konferencji prasowej po wczorajszej (16.11.2022) naradzie ambasadorów NATO ze względu na trwające dochodzenie nie chciał wchodzić w szczegóły tej sprawy. Nie odpowiedział też na pytania, czy obok pocisku wystrzelonego zapewne przez Ukrainę znaleziono odłamki rosyjskiego pocisku szturmowego oraz, czy rakieta z Ukrainy została przechwycona przez tarczę ochronną NATO w południowo-wschodniej Polsce.

 

REDAKCJA POLECA

 


Liczba ludności na świecie ustanowiła kolejny rekord. Jest nas osiem miliardów

Liczba ludności na świecie ustanowiła kolejny okrągły rekord. Eksperci uważają, że prawdziwym problemem jest nadmierna konsumpcja. W jaki sposób możemy bardziej sprawiedliwie dzielić się planetą?

Fot. CHUTTERSNAP / Unsplash

15 listopada liczba mieszkańców naszej planety przekroczyła osiem miliardów. To wzrost o kolejny miliard osób w ciągu nieco ponad dekady.

– Wzrost liczby ludności na świecie to niezwykła historia sukcesu – mówi Sara Hertog, ekspertka ONZ ds. populacji. Średnia długość życia wzrosła o 25 lat, licząc od 1950 r. Jednocześnie spadł wskaźnik urodzin, co jest konsekwencją coraz lepszego dostępu do opieki medycznej i środków planowania rodziny oraz lepszych możliwości edukacyjnych dla dziewcząt i kobiet.

Sukces ten ma jednak swoją cenę: każda dodatkowa osoba zwiększa obciążenie ograniczonych zasobów biologicznych naszej planety. Ostatni raport ONZ wymienia wzrost populacji jako jedną z głównych przyczyn degradacji środowiska i zwiększonej emisji gazów cieplarnianych.

– Utrata różnorodności biologicznej, zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie, wylesianie, niedobory wody i żywności to zjawiska stale pogłębiane przez naszą ogromną i stale rosnącą populację – przekonuje brytyjska organizacja pozarządowa Population Matters.

Najbogatsi konsumują najwięcej

Sara Hertog przekonuje w rozmowie z DW, że byłoby zbyt dużym ułatwieniem, zrzucić wszystko na powiększającą się populację, zwłaszcza w krajach globalnego Południa. Jej zdaniem „błędem” jest oczekiwać, że jedynym rozwiązaniem będzie spowolnienie wzrostu populacji.

– Ważniejsze od wzrostu populacji są rosnące dochody, które napędzają wyższą konsumpcję i związane z nią zanieczyszczenia – tłumaczy Hertog. Ekspertka zwraca uwagę, że najbogatsze kraje świata zużywają najwięcej zasobów w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Dzieje się tak pomimo spowolnienia wzrostu lub wręcz spadku liczby ludności na tych terenach.

Natomiast kraje rozwijające się w Afryce Subsaharyjskiej i części Azji, które w najbliższych dziesięcioleciach odnotują największy wzrost liczby mieszkańców, odpowiadają jedynie za ułamek globalnych emisji i zużycia zasobów. Gdyby wszyscy ludzie na świecie żyli tak, jak dziś obywatele USA, potrzebowalibyśmy rocznie zasobów co najmniej pięciu Ziem – wynika z danych organizacji ekologicznej Global Footprint Network. Z kolei mieszkańcy Nigerii wykorzystują tylko 70 proc. dostępnych zasobów naturalnych, a Indie, liczące ponad 1,3 mld mieszkańców, zużywają tylko 80 proc.

Żyjemy ponad stan

Eksperci apelują o szukanie alternatywnych rozwiązań, ponieważ liczba ludności na świecie będzie wciąż rosnąć. ONZ szacuje, że w 2050 r. na ziemi będzie żyło ok. 9,7 miliarda ludzi, a w 2100 r. może być nas już 11 miliardów.

– Świat ma wystarczająco dużo zasobów, aby wyżywić osiem miliardów ludzi – mówi Vanessa Pérez-Cirera, szefowa działu ekonomii międzynarodowej w World Resources Institute. Ekspertka uważa, że kolejne miliardy mogłyby zostać nakarmione, pod warunkiem, że obecne formy użytkowania ziemi zostaną przemyślane i skorygowane.

– Zasoby są, ale potrzeba będzie dużego wysiłku ekonomicznego i geopolitycznego, aby trafiły one tam, gdzie są potrzebne – mówi w rozmowie z DW podczas Szczytu Klimatycznego COP27 w Egipcie.

Sylvia Lorek, profesor ekonomii konsumpcji na Uniwersytecie w Helsinkach i przewodnicząca niemieckiego Instytutu Badań nad Zrównoważoną Europą (Sustainable Europe Research Institute), również podkreśla, że ważne jest, jak dzielimy się ziemskimi zasobami. Dlatego musimy zakwestionować nasze dotychczasowe wzorce konsumpcji, zwłaszcza w krajach Globalnej Północy.

– Od dłuższego czasu żyjemy ponad stan – mówi Lorek w wywiadzie dla DW. Ekspertka zakłada, że utrzymanie naszego obecnego sposobu życia przez dłuższy czas będzie niemożliwe.

Im bardziej ludzie będą dążyć do konsumpcyjnego, zachodniego stylu życia, tym trudniej będzie Ziemi zregenerować zasoby biologiczne – florę, faunę, czystą wodę i ziemię. A te są niezbędne dla naszego przetrwania. Global Footprint Network szacuje, że aby zaspokoić potrzeby światowej populacji, potrzebujemy na ten moment 175 proc. światowych zasobów ekologicznych rocznie.

Żyć dobrze, mniej konsumować

Lorek podkreśla, że duża część nadmiernej konsumpcji nie jest świadomym wyborem, ale wynika z konstrukcji naszego społeczeństwa i wpajanych nam wartości. W mediach, w reklamach, w filmach i w telewizji ludziom wmawia się, że „najważniejszy jest dobrobyt finansowy” – uważa.

W ostatnich latach Lorek i inni naukowcy badali, w jaki sposób ludzie, którzy cieszą się stosunkowo wysokim standardem życia, mogą nauczyć się „dobrze żyć, mając mniej” i nie poświęcając przy tym jakości życia. W tym celu badacze skupili się na trzech obszarach, które odpowiadają za największą część emisji i zużycia zasobów, a mianowicie jak jemy, jak mieszkamy i jak się przemieszczamy.

Jej zalecenia będą brzmiały znajomo dla każdego, kto śledził ostatnio debatę na temat zmian klimatu. Lorek przekonuje do mniejszej konsumpcji produktów zwierzęcych i do diety opartej w większym stopniu na roślinach. Należy ograniczyć podróże lotnicze i zmotoryzowany transport prywatny. Należy również zająć się restrukturyzacją naszych miast. Wiąże się to z powstawaniem budynków bardziej wydajnych energetycznie i tworzeniem alternatyw dla domów jednorodzinnych i jednoosobowych gospodarstw domowych, gdyż te zwykle zużywają więcej przestrzeni i energii oraz powodują wyższe emisje niż zbiorowe formy życia.

Negocjowanie nowej globalnej równowagi

Fakty i liczby nie wystarczą, by przekonać politycznych decydentów i społeczeństwa do pilnie potrzebnych zmian w naszym stylu życia – uważa Sylvia Lorek. – Podążanie wyłącznie za nauką oznaczałoby „dyktaturę ekologiczną” – mówi. Musimy „razem jako społeczność” wynegocjować nowy, zrównoważony sposób życia, który będzie jedynym sposobem na osiągnięcie większej sprawiedliwości w zużywaniu zasobów przez bogate i biedne kraje.

Zapewniłoby to również każdemu osiągnięcie minimalnej jakości życia, a jednocześnie sprawiło, że nie tylko mała bogata grupa konsumowałaby nieproporcjonalną część ograniczonych zasobów Ziemi.

Vanessa Pérez-Cirera dodaje, że nie wszyscy muszą przyjąć identyczny styl życia, ale ważne jest, aby pokazać, że „pełen nadziei i atrakcyjny” standard życia jest możliwy przy jednoczesnym ograniczeniu nadmiernej konsumpcji.

– Myślę, że zmianie muszą ulec nasze aspiracje – uważa. – Przesłanie, że w przyszłości będziemy mogli cieszyć się tym wszystkim, co cenimy teraz, nie jest realistyczne. Zdaniem ekspertki politycy muszą uznać, że wzrost gospodarczy jest dalej możliwy, ale należy skupić się na jakości, a nie ilości. – Na pewno powinniśmy pokazać, że można mieć dobre życie posiadając mniej.


Rakiety spadły na terytorium Polski. NATO uspokaja Polskę

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

– Nie mamy żadnych przesłanek, że Rosja szykuje ofensywne działania militarne przeciwko NATO – powiedział Jens Stoltenberg, sekretarz generalny Sojuszu. NATO śledziło na bieżąco incydent w Polsce i było gotowe reagować.

Tragedia w Przewodowie była w środę (16.11.2022) tematem obrad Rady Północnoatlantyckiej (na poziomie ambasadorów krajów NATO) prowadzonych przez Jensa Stoltenberga, sekretarza generalnego NATO.

– Według naszych wstępnych analiz eksplozję w Polsce spowodował ukraiński pocisk obrony powietrznej wystrzelony w celu obrony terytorium Ukrainy przed atakami rosyjskich rakiet typu cruise. Powiedzmy jasno, pełna odpowiedzialność leży po stronie Rosji, która zaatakowała rakietowo Ukrainę – podkreślił Stoltenberg po obradach.

Rada Północnoatlantycka wysłuchała informacji generała Christophera Cavoli, dowódcy połączonych sił NATO w Europie, szefa pionu wywiadu NATO oraz polskiego ambasadora Tomasza Szatkowskiego. Stoltenberg chwalił wyważoną reakcję władz Polski wobec incydentu, który – co było wiadome na bardzo wczesnym etapie – nie miał „technicznych parametrów” zamierzonego ataku balistycznego Rosji na Polskę.

– Siły NATO były w stanie śledzić wczorajsze wydarzenia w czasie rzeczywistym także dzięki wprowadzeniu stanu podwyższonej czujności po 24 lutego – relacjonował Szatkowski. Generał Cavioli miał jeszcze ostatniej nocy dokonać doraźnego przeglądu planów obronnych Sojuszu na wypadek rosyjskiego ataku bądź prowokacji wobec Polski, ale dodatkowe narzędzia obronne NATO obecnie tylko „pozostają na podorędziu”.

Sojusz Północnoatlantycki na razie nie podjął dodatkowych decyzji o wzmocnieniu obrony powietrznej Polski. – Podjęliśmy ważne decyzje co do flanki wschodniej już na czerwcowym szczycie w Madrycie, aby jeszcze bardziej wzmocnić naszą obecność we wschodniej części Sojuszu – przypominał Stoltenberg. A zatem odpowiedź na zagrożenie choćby przypadkowymi atakami rakietowymi prowadzonymi blisko polskiej granicy ma się mieścić w działaniach Sojuszu prowadzonych już od paru miesięcy.

Bez artykułu czwartego

Władze Polski postanowiły nie sięgać po artykuł czwarty traktatu NATO.

– Nie zaszły żadne nowe przesłanki co do zagrożenia Polski w porównaniu z tym, co wiedzieliśmy przed wczorajszym incydentem – tłumaczył ambasador Szatkowski. Przekonywał, że artykuł czwarty należy zachować na ewentualne poważniejsze okoliczności, kiedy byłaby potrzebna „polityczna eskalacja” na rzecz solidarnościowych działań sojuszników.

Artykuł czwarty Traktatu Północnoatlantyckiego stanowi, że członkowie NATO będą „wspólnie się konsultować, ilekroć zdaniem któregokolwiek z nich zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo” któregoś z krajów Sojuszu. Choć teoretycznie chodzi „tylko” o konsultacje bez konieczności konkretnych następstw, to Sojusz sięgnął po to narzędzie tylko siedem razy (w tym dwa razy z udziałem Polski). A w NATO dominuje przeświadczenia, że dyskusje w ramach artykułu czwartego – choć nie wynika to wprost z traktatu – powinny prowadzić do wspólnych działań na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa krajów, które czują się zagrożone.

Gdy w lutym tego roku po napaści Rosji na Ukrainę, po artykuł czwarty sięgnęło aż osiem państw NATO (Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria), to oparte na nim dyskusje Rady Północnoatlantyckiej stały się etapem wzmacniania wschodniej flanki NATO wobec zagrożenia ze strony Rosji, co potem na najwyższym poziomie potwierdził czerwcowy szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego w Hiszpanii. Gdyby teraz doszło do sięgnięcia przez Polskę po artykuł czwarty, NATO musiałoby – zdaniem niektórych brukselskich ekspertów i dyplomatów – zająć się zwiększeniem wsparcia Polski w obronie powietrznej. A co najmniej dalszym wzmocnieniem Warszawy w patrolowaniu polskiego nieba przez sojuszników z NATO, w tym za pomocą dodatkowych samolotów wczesnego ostrzegania.

Polska uruchomiła artykuł czwarty traktatu NATO także w 2014 roku po agresji Rosji wobec Ukrainy, czyli aneksji Krymu i wznieceniu wojny w Donbasie. Również wtedy zapoczątkowało to dyskusje o wzmacnianiu wschodniej części Sojuszu Północnoatlantyckiego m.in. poprzez stworzenie szpicy NATO, czyli wydzielenia sił bardzo szybkiego reagowania do obrony Polski bądź krajów bałtyckich w razie ataków – konwencjonalnych bądź hybrydowych – ze strony Rosji.

Natomiast Turcja aż pięciokrotnie sięgała po artykuł czwarty w latach 2003-2020 w związku z wojnami w Iraku i Syrii. W 2012 roku kraje NATO rozmieściły dodatkowe systemy rakietowe Patriot, aby chronić Turcję przed atakami z terytorium Syrii. A w 2003 roku, czyli w pierwszym roku prowadzonej przez USA wojny w Iraku, do Turcji skierowano samoloty wczesnego ostrzegania, systemy rakietowe i ponad tysiąc dodatkowych żołnierzy Sojuszu.

Klauzula o wzajemnej pomocy

Z kolei artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który dotyczy zbiorowej obrony państw członkowskich, stanowi, że „atak zbrojny przeciwko jednemu lub kilku” członkom NATO „będzie uważany za atak przeciwko nim wszystkim”, choć nie ustanawia automatyzmu co do sposobów obrony, co pozostaje decyzją polityczną Rady Północnoatlantyckiej.

Kiedy w 1949 roku w Waszyngtonie podpisywano Traktat Północnoatlantycki, założyciele NATO stworzyli oba mechanizmy (artykuł czwarty i piąty), by poradzić sobie z potencjalną radziecką inwazją na Europę Zachodnią. Podczas zimnej wojny żaden z artykułów nie został jednak uruchomiony. Artykuł 5 został przywołany tylko raz, nazajutrz po atakach terrorystycznych Al-Kaidy z 11 września 2001 roku na Stany Zjednoczone.

 

REDAKCJA POLECA

 


Event manager – jak wybrać szkolenie dla organizatora imprez?

Event manager to organizator wydarzeń takich jak koncerty, pokazy mody, prezentacja nowej ramówki telewizyjnej czy huczne otwarcie nowo powstałej galerii handlowej. Aby pracować w tej niezwykle kreatywnej i ciekawej branży, trzeba zdobyć stosowną wiedzę oraz doświadczenie. Jak wybrać szkolenia dla organizatora imprez? Czym należy kierować się przy podejmowaniu decyzji, aby zyskać jak największe szanse na znalezienie pracy w branży eventowej?

Szkolenia eventowe – na co zwrócić uwagę przy ich wyborze?

Organizator eventów może odbyć stosowne szkolenia z organizacji imprez. Pojawia się coraz więcej nowych kierunków dostosowanych do aktualnych wymogów rynku pracy. Szkolenia eventowe pomogą w poznaniu nowych rozwiązań, technologii i zarządzeń projektem i zespołem. Często zdarza się, iż główny kierunek to turystyka czy zarządzanie, a jedynie część zajęć poświęcona jest organizacji imprez. W takiej sytuacji warto zaznajomić się ze szczegółowym planem nauczania. Dobrze, aby przyszły event manager miał jak najwięcej zajęć praktycznych i nie były one traktowane przez szkolenie jako wypełnienie siatki godzin, lecz rzeczywiście jasno określony kierunek edukacji.

Event manager – szkolenie, które pozwoli spełnić marzenie o organizacji imprez

Doświadczenie zawodowe to coś, co ułatwia znalezienie pracy jako event manager. Szkolenia mogą jednak pomóc w poznaniu podstaw teoretycznych związanych z kwestiami formalnymi. Zagadnienia prawne z zakresu organizacji imprez, jak również podstawy sprzedaży i briefingu mogą okazać się niezwykle przydatne, dlatego warto się z nimi zaznajomić podczas nauki. Ułatwi to późniejszą pracę w wymarzonym zawodzie i pomoże ustrzec się przed potencjalnymi błędami.

Jak wybrać szkolenie dla organizatora imprez?

Wybierając szkolenia eventowe, należy zwrócić uwagę na kadrę ośrodka. Ważne, aby wśród niej znajdowali się praktycy, czyli osoby, które same w przeszłości organizowały imprezy i mają spore doświadczenie w branży. Niektóre ośrodki szkoleń zatrudniają pracowników i właścicieli agencji eventowych, aby ci podzielili się swoimi umiejętnościami z kursantami. Przekazywana przez nich wiedza jest mniej teoretyczna, a bardziej skupia się na zagadnieniach praktycznych. Ukazuje prawdziwy wymiar pracy organizatora imprez.

Organizacja imprez – Dla kogo jest szkolenie?

Przyszły event manager może ukończyć kilkudniowe szkolenie. Przeznaczone dla osób chcących zdobyć umiejętność funkcjonowania na rynku eventowym. Zazwyczaj trwa ok. 2 dni, a zjazdy odbywają się w terminach wyznaczonych przez organizatora kursu. Po każdym ukończonym szkoleniu przeprowadza się test sprawdzający wiedzę uczestników.

Wybierając szkolenie eventowe, należy zwrócić uwagę na ilość zajęć praktycznych. Niektóre kursy cieszą się poparciem branży zajmującej się organizacją imprez, co może wskazywać, iż prowadzone są w sposób przemyślany i adekwatny do obecnych wymagań rynku. 

Przyszły event manager może potrzebować też dyplomu w języku angielskim. Warto zatem dowiedzieć się, czy uczelnia takowe wydaje.

Szkolenie z organizacji imprez znajdziesz na: https://emtg.pl/