Rosyjskie rakiety spadły na Polskę. Zginęły dwie osoby

Agencja Associated Press powołując się na wysokiego rangą urzędnika Stanów Zjednoczonych, poinformowała we wtorek, że rosyjskie rakiety spadły na terytorium Polski, zabijając dwie osoby. Rzecznik Pentagonu generał Patrick Ryder mówił, że Amerykanie „nie posiadają obecnie żadnych informacji, które mogłyby potwierdzić te raporty”.

Z kolei zastępca rzecznika Departamentu Stanu USA Vedant Patel zaznaczył, że nie chce spekulować i mówić o hipotezach w tej sprawie. – Pracujemy z polskim rządem, z sojusznikami i partnerami, zbieramy więcej informacji, żeby ocenić dokładnie, co się wydarzyło. Określimy, co miało miejsce i jakie będą kolejne kroki. – powiedział.

Rosyjskie rakiety doleciały do Polski

We wtorek po południu w miejscowości Przewodów na Lubelszczyźnie doszło do wybuchu. Rosyjskie rakiety doleciały do Polski, zabijając dwie osoby. Z oficjalnych informacji wiadomo, że do zdarzenia doszło ok. godz. 15.40. Z pierwszych wiadomości przekazanych przez dyżurnych Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej wynikało, że doszło do wybuchu ciągnika, który wjechał na wagę na terenie suszarni zbóż.

Według niepotwierdzonych informacji sprawdzane są dwa warianty. Możliwe, że ukraińska obrona zestrzeliła rakietę i ta zmieniła trajektorię lotu lub Rosjanie źle wprowadzili dane, przez co rakieta trafiła w ciągnik na terytorium Polski.

Polska podwyższa gotowość bojową

– W związku z zaistniałą sytuacją wdrożono procedury, które są przewidziane w takiej sytuacji, w tym między innymi przed chwilą zdecydowano o tym, aby podwyższyć gotowość niektórych jednostek bojowych, wojskowych na terenie Polski oraz zwiększyć gotowość bojową jednostek służb mundurowych na terenie naszego kraju – powiedział rzecznik rządu Piotr Müller po naradzie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.

Mueller dodał, że „przed chwilą również zdecydowaliśmy o tym, aby podjąć się weryfikacji, czy zachodzą przesłanki do tego, aby uruchomić procedury wynikające z artykułu 4 Paktu Północnoatlantyckiego”

Spotkanie przedstawicieli NATO

Jak donosi agencja Reutera, powołując się na europejskich dyplomatów, w środę (16.11.22) spotkają się przedstawiciele państw członkowskich NATO. Spotkanie to odbędzie się na podstawie artykułu 4 Traktatu Północnoatlantyckiego, który stanowi, że „strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć, zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron”.

thefad.pl / Źródło: media


ONZ: torturowanie jeńców zarówno po stronie rosyjskiej, jak i ukraińskiej

DW

Elektrowstrząsy, wykorzystywanie seksualne, poniżanie; w rosyjskiej wojnie napastniczej w Ukrainie obie strony łamią wymóg humanitarnego traktowania jeńców wojennych.

Fot. Lerone Pieters / Unsplash

W wojnie Rosji z Ukrainą wzięci do niewoli jeńcy byli źle traktowani i torturowani, zarówno po stronie rosyjskiej, jak i ukraińskiej – twierdzą eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Rosja odmawia dostępu do jeńców

Poinformowała o tym we wtorek (15.11.2022) w Kijowie szefowa delegacji ONZ ds. praw człowieka w Ukrainie. Matilda Bogner ujawniła zeznania jeńców wojennych, zawierające szczegóły ich złego traktowania i torturowania.

– Zakaz tortur i złego traktowania jest absolutny, także, a nawet zwłaszcza, w czasie konfliktu zbrojnego – podkreśliła Matilda Bogner.

Jak dodała, jeden z ukraińskich jeńców wojennych, przetrzymywany przez strony konfliktu sprzymierzone z Rosją zgłosił, że był torturowany elektrowstrząsami w nos i genitalia. Z drugiej strony konfliktu napływają wiarygodne doniesienia o zabijaniu osób, które nie brały udziału w walce, a także o złym traktowaniu jeńców podczas ich pojmania i transportu. Matilda Bogner nie podała, ilu jeńców wzięły do niewoli obie strony.

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (MKCK) od miesięcy stara się uzyskać nieskrępowany dostęp do jeńców. MKCK ma monitorować przestrzeganie konwencji genewskich, które nakazują m.in. humanitarne traktowanie jeńców wojennych.

Matilda Bogner powiedziała, że do tej pory tylko strona ukraińska udzieliła jego ekspertom dostępu do pojmanych żołnierzy.

Wiarygodne doniesienia o torturach

Eksperci rozmawiali z ukraińskimi jeńcami po ich uwolnieniu z rosyjskiego aresztu. W ostatnich miesiącach delegacja MKCK rozmawiała ze 159 jeńcami wojennymi przetrzymywanymi przez Rosję lub sprzymierzone z nią strony konfliktu, w tym z 20 kobietami. W ukraińskiej niewoli rozmawiano ze 175 mężczyznami.

Wielu Ukraińców zgłaszało, że zostali pobici podczas zatrzymania. Mówili, że zostali stłoczeni w ciężarówkach i przewożeni nimi, w niektórych przypadkach przez ponad dzień, bez wody i dostępu do toalety. Niektórzy mówili, że w obozach dla jeńców wojennych byli bici, zastraszani, poniżani, napastowani seksualnie lub atakowani przez psy.

Działo się to głównie w obozach na terenie Rosji. W jednym z nich w kwietniu zmarło podobno osiem osób. Niektóre kobiety donosiły, że były rażone prądem i bite lub zmuszane do przechodzenia nago z pomieszczenia do pomieszczenia.

Z kolei Rosjanie wzięci do ukraińskiej niewoli mówili, że byli bici i torturowani elektrowstrząsami. Wielu z nich twierdziło, że byli przewożeni częściowo nago ciężarówkami, z rękami związanymi na plecach. Według Matildy Bogner do nadużyć dochodziło głównie podczas ich pojmania i transportu. Bogner dodała, że w obozach dla jeńców wojennych byli oni natomiast traktowani we właściwy sposób.

 

REDAKCJA POLECA

 


Dieta pudełkowa – warianty i ceny. Czy warto?

Dietę pudełkową oferuje obecnie wiele firm cateringowych. Czy warto się na nią zdecydować? Najlepiej poznać jej warianty, zalety oraz ceny, by podjąć decyzję dotyczącą jej zakupu.

Dieta pudełkowa

Na czym polega dieta pudełkowa?

Termin diety pudełkowej odnosi się do usługi cateringowej polegającej na otrzymywaniu każdego dnia zestawu posiłków. Dzięki temu nie ma konieczności samodzielnego gotowania, ponieważ dania są wtedy otrzymywane jako gotowe, w razie potrzeby wystarczy tylko je podgrzać.

Dieta pudełkowa jest bardzo popularna wśród osób, którym zależy na większym komforcie, gdy nie mają one czasu na gotowanie, ale chcą odżywiać się zdrowo, odchudzać się, zadbać o swoje dobre samopoczucie, gdy mają zalecenia lekarskie dotyczące konkretnego typu diety.

Oferta ta jest obecnie łatwo dostępna. Przykładowo wtedy, gdy ma być zamówiona dieta pudełkowa Żory – https://likeat-cateringdietetyczny.pl/dieta-pudelkowa-zory/ to jedno z wielu miast, gdzie jest ona dzisiaj dostępna.

Warianty diet pudełkowych

Firmy cateringowe zajmujące się przygotowywaniem diet pudełkowych dla swoich klientów mogą zaoferować je w wielu wariantach pod kątem rodzaju i liczby kaloryczności.

Chętnie kupowane są między innymi diety pudełkowe odchudzające, które pomagają w zrzucaniu nadmiaru kilogramów. Również często wybierane są diety wegańskie, wegetariańskie, bez laktozy, glutenu.

Wybrane firmy cateringowe zajmują się również przygotowywaniem diet pudełkowych dla osób z konkretnymi wskazaniami lekarskimi, na przykład popularna jest dieta DASH dla osób z chorobami układu krążenia, dieta cukrzycowa.

Warianty kaloryczności diety, jakie są oferowane w ramach cateringu dietetycznego, to od 1000 kalorii do 3000 kalorii dziennie, wobec tego można dopasować je do swoich potrzeb i celów.

Jaką cenę ma catering dietetyczny?

Catering dietetyczny będzie droższym rozwiązaniem niż samodzielne zakupienie produktów i przyrządzenie dań. Jest on jednak popularny ze względu na komfort, jaki daje. Dzięki niemu można korzystać ze zdrowej diety bez wysiłku każdego dnia.

Ceny cateringu dietetycznego rozpoczynają się od około 60 złotych, natomiast kończą na około 90 złotych dziennie. Cena będzie zależała głównie od wariantu wybranej diety oraz od jej kaloryczności.

Wiele firm cateringowych umożliwia również skorzystanie z próbnej diety – można wtedy zamówić ją w niskiej cenie na jeden dzień. Również można zamówić dietę w niższych cenach w ramach różnych akcji promocyjnych.

Catering dietetyczny jest zatem ciekawym wyborem dla każdego, kto chce zadbać o swoją dietę, ale nie ma na to zbyt dużo czasu. Z dietą pudełkową to możliwe!


Narożnik z funkcją spania – co kupić do salonu?

Gdy zamierzasz wyposażyć swój salon w narożnik z funkcją spania, w takim przypadku musisz uwzględnić parę ważnych kwestii dotyczących jego budowy i wykończenia. Co wybrać? Oto nasze porady!

W jakim salonie sprawdzi się narożnik z funkcją spania?

Meble jak narożniki z funkcją spania tanio można kupić dzisiaj w wielu sklepach. To praktyczne i wygodne modele, które doskonale nadają się do ustawienia w salonie, ale również można je wykorzystać w innych wnętrzach, na przykład w pokoju nastolatka.

Narożniki z funkcją spania są bardzo dobrym wyborem zarówno wtedy, gdy zamierza się każdego dnia korzystać z nich jak z łóżka, jak i wtedy, gdy mają być one przeznaczone dla gości, by zapewnić im wygodne miejsce do przenocowania.

Jak wybrać odpowiedni narożnik z funkcją spania?

W sklepach można znaleźć wiele różnych narożników z funkcją spania. O czym warto pamiętać przy zakupie tego typu umeblowania?

1. Wymiar narożnika – przed i po rozłożeniu

Najważniejszą kwestię, na którą trzeba będzie zwrócić uwagę, gdy kupuje się narożnik rozkładany, jest jego wymiar. Ma to szczególne znaczenie wtedy, gdy takie meble przeznaczone są do umieszczenia w małych wnętrzach.

Trzeba zatem zobaczyć, jakie są wymiary narożników oraz dopasować je do wymiarów posiadanej przestrzeni. Jednocześnie nie można ustawiać narożnika tak, aby był on całkowicie dociśnięty do otaczających do nawierzchni jak ściany, grzejniki czy inne meble. Gdy w okolicy znajdują się drzwi, trzeba też sprawdzić, jak szeroko się one otwierają, by nie zahaczały o narożnik.

Trzeba sprawdzić też wymiary narożnika po jego rozłożeniu, aby nie okazało się, że będzie on powodował problemy i zabierał zbyt wiele przestrzeni w małym salonie.

2. Konstrukcja narożnika

Obecnie narożniki z funkcją spania tanio można zamówić w wielu wariantach pod kątem ich konstrukcji. Takie meble mogą mieć bardzo prostą budowę, ale mogą być również efektownie zdobione, wyposażone w dodatkowe elementy, na przykład jak wysuwane podnóżki.

Dobór będzie zależał tutaj od naszych indywidualnych preferencji. Obecnie bardzo popularne są narożniki na nóżkach – dzięki nim można optycznie powiększyć wnętrze.

3. Materiał obiciowy na narożnik

Nie można też zapominać o uwzględnieniu wykończenia narożnika, czyli tego, jakim materiałem obiciowym jest on pokryty.

Najlepiej, aby był on wysoce wytrzymały i odporny, a także estetyczny i pasował do wystroju wnętrza. Wybrani producenci oferują też narożniki z możliwością zdejmowania pokryć, które można potem łatwo prać, aby utrzymać je w czystości bez problemów.


Mundial w Katarze. Organizacja takiego wydarzenia na pustynnych piaskach kosztowała morze pieniędzy

Arthur Sullivan

Arthur Sullivan

Już w najbliższą niedzielę rozpoczną się Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Katarze. Organizacja takiego wydarzenia na pustynnych piaskach kosztowała morze pieniędzy.

Najdroższa edycja w historii mundialu

Kontrowersyjna odsłona piłkarskiego turnieju rozpocznie się lada moment, a wciąż trudno oszacować prawdziwe koszty imprezy. Już teraz wiadomo jednak, że będzie to najdroższa edycja w prawie stuletniej historii mundialu, który po raz pierwszy zorganizowano w 1930 r. w Urugwaju. Istnieją wyliczenia, że turniej w Katarze może kosztować więcej niż organizacja wszystkich 21 dotychczasowych mistrzostw łącznie.

Według różnych raportów i ekspertyz koszty znacznie przekroczą sumę 200 mld dolarów. Dla porównania już dwa ostatnie turnieje były najdroższe w dotychczasowej historii imprezy. Tylko że zarówno mistrzostwa w Brazylii (2014 r.), jak i w Rosji (2018 r.) kosztowały mniej niż 15 mld dolarów.

Dan Plumley, ekspert ds. sportu i finansów na uniwersytecie Sheffield Hallam, uważa, że w 2010 r., kiedy Katarowi przyznano organizację imprezy, koszty szacowano wstępnie na ok. 65 mld. – Niektóre bardziej aktualne szacunki mówią, że turniej może kosztować ponad 200 mld dolarów – mówi w rozmowie z DW. – To będzie najdroższy mundial w historii pod względem kosztów. I nie wiemy nawet jeszcze, jakie sumy wyjdą na końcu.

W poszukiwaniu prawdziwych wyliczeń

Amerykańska firma doradcza Front Office Sports, która zajmuje się finansami sportowymi, szacuje koszty na 220 mld dolarów. Hassan Al Thawadi, szef komitetu organizacyjnego Mistrzostw Świata, twierdzi, że same prace infrastrukturalne, które rozpoczęto od momentu przyznania mundialu, będą wynosić ponad 200 mld dolarów.

Powodem wahań przy obliczeniach jest fakt, że rządowe miliardy na infrastrukturę niezwiązaną bezpośrednio z samą piłką nożną wydatkowano już na długo przed turniejem. Zainwestowano w nowy system metra, międzynarodowe lotnisko, około 100 nowych hoteli, nowe drogi i parki rozrywki. Większość z tych inwestycji jest częścią szerokiego projektu o nazwie „Qatar National Vision 2030”.

– Mistrzostwa Świata zadziałały przyspieszająco dla wysiłków Kataru w zakresie rozwoju infrastruktury kraju – mówi Kieran Maguire, specjalista od finansowania piłki nożnej na Uniwersytecie w Liverpoolu. – Na tym właśnie się skupili. W porównaniu z innymi turniejami wyszło to o wiele drożej.

Decyzja o tworzeniu „soft power” wpłynie na gigantyczne koszty – uważa Plumley. Mało kto w Doha się tym jednak przejmuje. W końcu mieszkańcy bogatego w gaz półwyspu niemal siedzą na ogromnym skarbie.

Prawdziwe cele, do których dąży Katar, nie są komercyjne – mówi Plumley. – Głównym motywem organizacji imprezy są stosunki międzynarodowe. Chodzi o soft power w zakresie strategii obrony i bezpieczeństwa. Pieniądze z pewnością nie mają dla Katarczyków żadnego znaczenia. Widać, że państwo na to stać i jest ono gotowe wziąć gigantyczne wydatki na własne barki. Pod wieloma względami Mistrzostwa Świata w 2022 r. są finansową anomalią – twierdzi ekspert.

Ponure dziedzictwo

Nawet jeśli faktycznie jest to finansowa anomalia, to Katar, podobnie jak wszyscy inni gospodarze mundialu, muszą zmierzyć się z kwestią „dziedzictwa” imprezy. Chodzi o to, aby turniej przyniósł wymierną poprawę dla społeczeństwa, postęp, który uzasadnia wydatek na zaledwie cztery tygodnie międzynarodowego wydarzenia. To poważne wyzwanie dla wszystkich światowych turniejów, ale w przypadku Kataru pojawiają się szczególne wątpliwości.

Najbardziej widać to patrząc na stadiony. Siedem z ośmiu stadionów zostało zbudowanych od podstaw tylko na potrzeby mistrzostw. Według rządu kosztowały one 6,5 mld dolarów. Po zakończeniu mundialu kraj liczący zaledwie 2,8 mln mieszkańców nie będzie miał z nich już żadnego pożytku.

Także poprzedni gospodarze Mistrzostw Świata mieli problem z pustymi stadionami, ale problemy Kataru będą miały zupełnie inny wymiar. Na trzech z ośmiu stadionów nadal będą odbywały się mecze, ale pięć zostanie rozebranych, wykorzystanych do innych celów lub drastycznie zmniejszonych.

Kieran Maguire uważa, że dzięki nowej infrastrukturze Katar będzie ubiegał się o organizację dużych europejskich meczów z serii Ligi Mistrzów czy Ligi Europy.

Najwyższą cenę zapłacili robotnicy

Kwestia kosztów mundialu kładzie się cieniem na losie zagranicznych robotników, którzy przez ostatnie dziesięć lat pracowali w Katarze. Od czasu decyzji o przyznaniu organizacji mistrzostw, kraj ten spotyka się z ogromną krytyką ze strony organizacji praw człowieka za sposób traktowania tych ludzi.

W 2016 r. Amnesty International oskarżyło Katar o zatrudnianie robotników przymusowych przy budowie Khalifa International Stadium, flagowej inwestycji związanej z organizacją mundialu. Istnieją również doniesienia, że od 2010 r. w Katarze na placach budowy zginęło tysiące zagranicznych pracowników.

W lutym 2021 r. brytyjski dziennik „The Guardian” poinformował, że w latach 2010-2020 w Katarze zmarło około 6,5 tys. pracowników z Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu i Sri Lanki. Eksperci od praw człowieka twierdzą, że duża część tych, którzy zginęli, przyjechała do Kataru specjalnie, aby pracować przy inwestycjach związanych z Mistrzostwami Świata.

W ostatnich latach Katar ogłosił pewne drobne reformy w zakresie prawa pracy, ale, jak twierdzi Amnesty International, główne problemy nie zostały wyeliminowane. „Naruszanie praw człowieka na dużą skalę trwa” – brzmi teza raportu organizacji, który opublikowano w październiku.

A zwycięzcą jest… FIFA

Dla Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), która powierzyła Katarowi organizację mistrzostw, ani martwi pracownicy, ani niebotyczne koszty nie robią różnicy. Dan Plumley wskazuje, że poprzednia impreza zorganizowana w 2018 r. w Rosji, przyniosła federacji mnóstwo pieniędzy.

– Dla FIFA Mistrzostwa Świata są podstawą ich przychodów, którą wykorzystują do opłacenia wszystkich swoich działań w czteroletnich cyklach – tłumaczy Plumley, wskazując na zyski wygenerowane podczas mistrzostw w Rosji, które znacznie przekroczyły oczekiwania. – Impreza może być bardzo kosztowna dla Kataru, ale w interesie FIFA jest, aby mundial zakończył się sukcesem. A o koszty federacja oczywiście nie musi się martwić.

 

REDAKCJA POLECA

 


KE przewiduje, że polska inflacja osiągnie szczyt na początku 2023 roku na poziomie prawie 19 proc.

omasz Bielecki

omasz Bielecki

Polska inflacja po osiągnięciu szczytu na początku 2023 roku na poziomie prawie 19 proc. ma powoli spadać do 4,3 proc. pod koniec 2024 roku – przewiduje Komisja Europejska.

Fot. Lukasz Radziejewski / Unsplash

Komisja Europejska ogłosiła w piątek [11.11.2022] swe najnowsze prognozy gospodarcze dla 27 krajów Unii.

– Gospodarka Unii Europejskiej wykazała się dużą odpornością na wstrząsy, jakie wywołała wojna w Ukrainie. Jednak gwałtownie rosnące ceny energii i szalejąca inflacja zbierają swe żniwo i czeka nas bardzo trudny okres zarówno pod względem społecznym, jak i gospodarczym. Ale jeśli jako Europejczycy potrafimy zachować jedność, możemy z powodzeniem pokonać te trudności i wyjść z nich silniejsi – powiedział Paolo Gentiloni, komisarz UE ds. gospodarczych. Bruksela ostrzega, że sytuacja UE może okazać się gorsza od prognoz wskutek jeszcze większych zaburzeń na rynku gazu i ryzyka niedoborów, zwłaszcza w zimie 2023-24.

– W Polsce wzrost gospodarczy wyraźnie wyhamuje w latach 2023 i 2024, a na początku 2023 r. będzie ujemny. Przewidujemy, że polska gospodarka wzrośnie o 4 proc. w 2022 roku, o 0,7 proc. w całym 2023 roku i o 2,6 proc. w 2024 roku powiedział Gentiloni.

Natomiast wzrost gospodarczy dla całej Unii wyniesie 3,3 proc. w tym roku (1,6 proc. w Niemczech), 0,3 proc. w przyszłym roku (minus 0,6 proc. PKB w Niemczech) oraz 1,5 proc. w 2024 roku (1,4 proc. w Niemczech). A zatem Niemcy, największa gospodarka UE, skurczą się gospodarczo. W całej Unii pozostałymi krajami, które będą mieć recesję liczoną w skali całego 2023 roku, będzie Szwecja (również minus 0,6 proc. PKB) oraz Łotwa (minus 0,3 proc. PKB).

– W Niemczech gwałtownie rosnące koszty energii są głównym hamulcem wzrostu dochodów i produkcji. W połączeniu z droższymi kredytami może to źle wpłynąć na inwestycje. Oczekuje się, że dalszy spadek siły nabywczej w związku z wysoką inflacją ograniczy konsumpcję prywatną – tłumaczył Gentiloni.

Inflacja mocno uderza w Europę Środkową

Komisja Europejska szacuje, że polska inflacja po osiągnięciu na początku 2023 roku swego najwyższego poziomu prawie 19 proc. spadnie pod koniec 2024 roku do 4,3 proc. Prognozowany wskaźnik inflacyjny dla Polski za cały 2022 rok to 13,3 proc. (gorzej jest Estonii, Litwie, Łotwie, Czechach i Węgrzech), 13,8 proc. dla 2023 roku (gorzej będzie na Węgrzech i Słowacji) oraz 4,9 proc. dla 2024 roku.

– Istnieje silne geograficzne zróżnicowanie poziomu inflacji wewnątrz UE. Europa Środkowo-Wschodnia plasuje się wyraźnie wyżej niż reszta UE zarówno w 2022 roku, jak i w 2023 roku – podkreślał Gentiloni.

Komisja Europejska przewiduje, że także inflacja dla całej UE osiągnie szczyt dopiero w pierwszym kwartale 2023 roku. Inflacja dla całej Unii wyniesie 9,3 proc. w tym roku (8,8 proc. w Niemczech), spadnie do 7 proc. w 2023 roku (7,5 proc. w Niemczech), po czym w 2024 roku zmniejszy się do 3 proc. (2,9 proc. w Niemczech).

Eksperci Komisji Europejskiej tłumaczą, że inflacja w Polsce w ostatnich miesiącach rosła powyżej poprzednich prognoz „ze względu na wzrost cen towarów, rosnących kosztów produkcji oraz relatywnie wysokiego popytu, co pozwoliło przedsiębiorstwom na przerzucenie kosztów na konsumentów”. Pomimo wprowadzonego przez rząd Mateusza Morawieckiego mrożenia cen prądu „inflacja cen energii pozostanie podwyższona głównie ze względu na wzrost cen gazu ziemnego, zwłaszcza na początku 2023 roku”.

– W miarę słabnięcia aktywności gospodarczej i tłumienia popytu przez wysokie stopy procentowe presja inflacyjna będzie stopniowo ustępować – przewiduje Bruksela.

Nadal małe bezrobocie

Zwiększone koszty energii, towarów, finansowania i spadek zaufania inwestorów będą miały negatywny wpływ na wzrost inwestycji prywatnych, zwłaszcza w budownictwie.

– Wzrost wydatków publicznych na obronę i inwestycji samorządowych ma z nawiązką przewyższyć spadek inwestycji prywatnych w Polsce. Dzięki temu całkowity wzrost inwestycji w 2023 roku będzie dodatni – przewiduje Bruksela.

Duży niedobór rąk do pracy w Polsce oznacza, że dostosowanie rynku pracy do słabnącej gospodarki będzie przekładać się na wyhamowanie wzrostu płac, a nie na wzrost stopy bezrobocia, które – liczone według metodologii unijnej – wyniesie w tym roku 2,7 proc. (3,1 proc. w Niemczech), 3 proc. w 2023 roku (3,5 proc. w Niemczech) oraz 3,1 proc. w 2024 roku (3,5 proc. w Niemczech).

Nagromadzenie wydatków, które nie zostały uwzględnione w pierwotnym budżecie Polski, w połączeniu z obniżkami podatku dochodowego doprowadzi – jak szacuje Komisja Europejska – do wzrostu deficytu finansów publicznych do 4,8 proc. PKB w tym roku. Komisja Europejska szacuje na 2,1 proc. PKB łączny budżetowy wpływ podjętych przez władze Polski działań łagodzących skutki wysokich cen energii (obniżenie stawek VAT, gotówkowe dopłaty do ogrzewania dla gospodarstw domowych, program wsparcia dla energochłonnych gałęzi przemysłu). Bruksela podkreśla, że na finanse publiczne wpływają koszty pomocy dla osób uciekających z Ukrainy, czyli świadczenia społeczne, dopłaty do zakwaterowania, wydatki na edukację i opiekę zdrowotną.

Polski deficyt prognozowany na przyszły rok to 5,5 proc. PKB oraz 5,2 proc. PKB w 2024 roku. Polski dług publiczny (liczny metodą unijną) wyniesie w tym roku 51,3 proc. PKB (67,4 proc. w Niemczech) i 52,9 proc. PKB w 2023 roku (66,3 proc. w Niemczech).

 

REDAKCJA POLECA

 


Kaleta: nie ma dowodów na problemy z państwem prawa w Polsce. KE dąży do zmiany władzy w Polsce

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Kaleta nie ma żadnych wystarczających dowodów na problemy z państwem prawa w Polsce. „Chodzi o abstrakcyjne zarzuty

Sebastian Kaleta
Sebastian Kaleta. Fot. wikipedia

Komisja Europejska dąży, wykorzystując praworządność jako pretekst, do zmiany władzy w Polsce – twierdzi wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta w wywiadzie dla „Die Welt”. Stoją za tym Niemcy, przekonuje.

„Zabiera się nam pieniądze, które się nam należą. Nakłada się na nas sankcje, chociaż wyraziliśmy gotowość do zamknięcia Izby Dyscyplinarnej SN. Komisja (Europejska) wysuwa coraz to nowe żądania. Musimy wobec tego uznać, że politycy w Brukseli działają w złej wierze i dążą do zmiany władzy w Polsce. Nie możemy tego tolerować” – powiedział Kaleta w rozmowie z „Die Welt” opublikowanej w piątek w internetowym wydaniu niemieckiego dziennika. Kaleta należy do Solidarnej Polski będącej częścią obozu rządowego – Zjednoczonej Prawicy.

Zdaniem Kalety nie ma żadnych wystarczających dowodów na problemy z państwem prawa w Polsce. „Chodzi o abstrakcyjne zarzuty wobec nas, nie ma żadnych pewnych orzeczeń” – podkreślił sekretarz stanu w resorcie sprawiedliwości.

Abstrakcyjne zarzuty, polityczne decyzje

Jak zaznaczył, decyzje podejmowane w Brukseli mają „czysto polityczny, a nie prawny charakter”. Całkowicie błędna jest jego zdaniem teza, że wymiar sprawiedliwości w Polsce jest zależny od polityki. „Mówię to zawsze szczególnie chętnie moim niemieckim partnerom, ponieważ w żadnym kraju wymiar sprawiedliwości nie jest tak upolityczniony, jak w Niemczech” – oświadczył Kaleta.

Jak podkreślił, sędziowie federalni wybierani są w Niemczech przez polityków, a nawet mają za sobą kariery partyjne. „Dlaczego nie jest to przedmiotem dyskusji w Europie?” – zapytał wiceminister.

„To jest geopolityka. Dla UE i Niemców praworządność jest pretekstem do działania przeciwko Polsce” – dodał Kaleta. Jego zdaniem państwo prawa jest „czymś abstrakcyjnym”, z czego musi tłumaczyć się Polska. „To jest mieszanie się w narodowe sprawy, to nie leży w kompetencjach Komisji. Mamy wprowadzić reguły, które nie obowiązują w innych krajach. Jeżeli zrealizujemy to, czego domagają się Komisja i Niemcy, to mój kraj pogrąży się w chaosie. To byłoby w interesie Rosji” – wyjaśnił Kaleta.

PO – partia niemiecka

Zdaniem wiceministra, w Polsce toczy się walka wyborcza. „UE i Niemcy próbują za pomocą groźby zablokowania miliardów euro wpłynąć na wybory. Nie jest żadną tajemnicą, że opozycja jest przyjazna wobec Niemiec. Powiem: Platforma Obywatelska jest partią niemiecką. Dlatego Berlin miesza się do naszej kampanii wyborczej. Berlin chce zmiany władzy w Polsce. Ten pozorny konflikt z Brukselą będzie musiał być w rzeczywistości rozwiązany w Berlinie” – powiedział Kaleta. Jak dodał, powiązanie wypłat z unijnego budżetu z praworządnością było „pomysłem niemieckim”, jako pierwsi zaproponowali to Niemcy.

Polski polityk zarzucił Komisji Europejskiej i części niemieckich polityków, że myślą, iż demokracje na zachodzie są bardziej dojrzałe, a przez to stabilniejsze i lepsze niż na wschodzie Unii. „To jest forma rasizmu” – powiedział. Dodał, że życzyłby sobie, aby KE i Trybunał (Sprawiedliwości UE) równie intensywnie, jak Polską zajęły się Hiszpanią, Irlandią, a szczególnie Niemcami.

Nie ma już miejsca na kompromisy

Kaleta wytknął KE, że pomimo kompromisowych propozycji z polskiej strony, „jej apetyt zwiększył się, a rozmowy okazały się bezużyteczne”. Przypomniał, że Polska ostrzegała w 2014 roku przed budową Nord Stream. Jego zdaniem doszło do „powrotu do stref wypływów”, na wschodzie strefa rosyjska, a na zachodzie niemiecka. „Oczywiście Niemcy nie atakują militarnie. My (Polska) mieliśmy jednak zostać osłabieni gospodarczo i wskutek fałszywych oskarżeń pozbawieni części naszej państwowości” – twierdzi wiceminister.

Kaleta przyznał, że w jego politycznym obozie (Zjednoczonej Prawicy) nie ma jednomyślności w podejściu do KE. „Frakcja, do której się zaliczam, już od dawna uważa, że nie wolno nam iść na kolejne kompromisy” – wyjaśnił. „Poczekajmy na to, jakie stanowisko zajmie nasz rząd. Faktem jest, że jesteśmy cynicznie atakowani przez zachód Europy w czasie, gdy na wschodzie Europy toczy się wojna. Będziemy się bronić. To pewne.” – podsumował wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: W dniu podległości Polski możemy tylko wspominać swą niepodległość

Adam Mazguła

Adam Mazguła

W całej Polsce Święto zaczyna się od odwiedzin organizacji pedofilii i chodzących w sukienkach właścicieli polskich cmentarzy, historycznych ludobójców, zwolenników palenia na stosach kobiet i modlenia się do narzędzia śmierci – krzyża. Tam zwolennicy wielokrotnie nakładanej klątwy na Polaków, autorzy rozbiorów Polski i UB-eckiego donosicielstwa pomodlą się za podległość Kościołowi organów państwa, wojska i policji. Mundurowi zaprezentują swoje mundury i zawierzą je biskupom, oczywiście w imię niepodległości i pochylą swoje sztandary na dowód wolności religijnej narodu.

Przejrzałem kilka ogłoszeń o świętowaniu Dnia Niepodległości i załamałem ręce.

W całej Polsce Święto zaczyna się od odwiedzin organizacji pedofilii i chodzących w sukienkach właścicieli polskich cmentarzy, historycznych ludobójców, zwolenników palenia na stosach kobiet i modlenia się do narzędzia śmierci – krzyża. Tam zwolennicy wielokrotnie nakładanej klątwy na Polaków, autorzy rozbiorów Polski i UB-eckiego donosicielstwa pomodlą się za podległość Kościołowi organów państwa, wojska i policji.

Mundurowi zaprezentują swoje mundury i zawierzą je biskupom, oczywiście w imię niepodległości i pochylą swoje sztandary na dowód wolności religijnej narodu.

Następnie odbędą się spotkania w miejscach pamięci narodowej, czyli klęsk i masowych śmierci Polaków, na których przedstawiciele PiS-okupantów będą opowiadać o socjaliście Piłsudskim, który głosił nadejście Kaczyńskich.

Na dowód tego, nawet oddał im swoją kryptę na Wawelu.

Rozpływaniu się obecnych partyjnych oszustów nad swoimi dokonaniami nie będzie końca. Szczególne miejsce będzie miała jeszcze niewygrana wojna z dziećmi i cywilami, ale już naród przestraszyli i tylko władza nie wie, co robi, więc robi, co chce.

Po tym propagandowym teatrzyku zgromadzeni udadzą się na marsz faszystowskich bojówek Bąkiewicza.

Organizatorem marszu będzie rząd PiS-Polski.

Kombatanci i weterani oddanej krwi w walce z faszyzmem, bohaterowie demokracji pójdą świętować pamięć swoich kolegów w marszu nacjonalistów!

Będą świętować niepodległy nacjonalizm, zwycięstwo faszyzmu nad poległymi sześcioma milionami Polaków, zburzenia polskich miast, wymordowanie inteligencji, zrujnowanie kultury polskiej…

Oszukali kombatantów i osoby represjonowane idąc razem z Bąkiewiczem podpalać ulice Warszawy na znak pamięci sukcesów faszystów w tym bohaterskim mieście.

Myślałem, że Święto Niepodległości będzie już zawsze wybuchem radości, wolności, demokracji i zdobyczy cywilizacji. Okazało się, że to zaduma nad znowu utraconą niepodległością na rzecz kościelnej ciemnoty i poddaństwa oraz antypolskiego reżimu propagandy kłamstwa i PiS-chamów.

Niestety, historia znowu z nas zakpiła. Czas ponownie stawiać kosy na sztorc i znowu walczyć o wolność oraz niepodległość Polski.

Adam Mazguła

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Donald Trump powraca na scenę polityczną

Michaela Küfner

Michaela Küfner

Donald Trump powraca na scenę polityczną i dominuje wybory połówkowe w USA. Nie może tego zmienić nawet jego własna Partia Republikańska.

Czy nam się to podoba, czy nie, wyborcy w USA mają wpływ na nasze życie niezależnie od tego, gdzie mieszkamy. Ponieważ są oni obywatelami światowego mocarstwa. Ich decyzje przy urnach wyborczych mają wpływ globalny, zwłaszcza kiedy w Europie szaleje wojna.

We wtorek, około 154 mln wyborców w Stanach Zjednoczonych, wybiera nowy Kongres i inne stanowiska. Przede wszystkim decydują, czy prezydent Joe Biden może jeszcze coś zmienić w polityce w kolejnych dwóch latach urzędowania, które mu pozostały.

Jeśli potrzeba jeszcze jakiegoś dowodu na to, jak globalną siłę mają ci wyborcy, wystarczy spojrzeć na strach w oczach wysokich rangą urzędników NATO w obliczu perspektywy ponownego kandydowania Donalda Trumpa na prezydenta w 2024 roku. Jego ostatnia aluzja, że jest to „bardzo, bardzo, bardzo prawdopodobne”, rozprzestrzeniła się szybciej niż którykolwiek z kampanijnych sloganów, na które kandydaci wydali łącznie 16 miliardów dolarów, czyniąc te wybory środka kadencji najdroższymi w historii USA.

W wielu stanach kandydaci idą „łeb w łeb”, ale przewiduje się „czerwoną falę”, która przywróci republikanom władzę w obu izbach Kongresu. Takie niepowodzenia urzędujących prezydentów w wyborach połówkowych są uważane za normalne w cyklu amerykańskiej polityki.

W tych wyborach jednak nic nie jest normalne. A to głównie dlatego, że Amerykanie głosują nad tym, czy utrzymać obecny kurs demokratów, czy też nienawiść i nieufność między republikanami z „Make America Great Again” Trumpa a resztą ludzi jest już tak głęboka, że nie pogodzą się oni z porażką, bez względu na to, jaki będzie wynik głosowania.

„Trump wygrał” – nadal słychać to kłamstwo

Do dziś Trump upiera się, że to on powinien pozostać w Białym Domu, a nie Biden – nie zważając na to, że nawet prawnicy republikanów stwierdzili, że wybory zostały „przegrane, a nie skradzione”. Ostrzegali, że podważanie wiarygodności wyborów zagraża amerykańskiej demokracji – bezskutecznie. Szkody zostały wyrządzone. Podczas gdy zaufanie do wyborów generalnie pozostaje wysokie, prawie jedna czwarta republikanów nie ufa systemowi wyborczemu. A nowe pokolenie republikańskich liderów lojalnych wobec Trumpa dolewa oliwy do ognia.

Wśród kandydatów republikanów jest około 300 osób negujących wynik wyborów. Trump osobiście popiera wysoko postawionych kandydatów, którzy podzielają jego kłamstwo o „wielkiej kradzieży”. Jak na przykład była prezenterka telewizji Fox, Kari Lake, która chce zostać gubernatorem w stanie Arizona i mówi, że Biden „nie powinien być w Białym Domu”. Lake jest przekonana, że została „wybrana przez Boga” i nie pozostawia wątpliwości, że za prawomocny wynik wyborów uzna tylko wygraną. Jej elastyczne usposobienie i bezwstydne ataki na byłych kolegów z mediów czynią ją możliwą kandydatką na zastępcę prezydenta Trumpa w 2024 roku.

W 2020 roku Trumpowi nie udało się skłonić urzędników wyborczych do „znalezienia” potrzebnych mu głosów. Teraz istnieje realna możliwość, że negacjoniści wyborczy przejmą publiczne biura wyborcze w wielu stanach, a wtedy mogliby zorganizować i albo zatwierdzić, albo zakwestionować wybory prezydenckie w 2024 roku. W efekcie „znalezienie” głosów wyborczych może być wkrótce wynikiem negocjacji – a nie faktycznego liczenia.

Sianie nienawiści i nieufności

Istnieje ogromna przepaść, która grozi zniszczeniem zaufania Amerykanów do samych siebie. Obywatele USA coraz częściej żyją w dwóch równoległych rzeczywistościach, w zależności od obozu politycznego. Mają wspólne obawy – na przykład o wzrost cen i rosnącą przestępczość – ale to, co mogłoby ich łączyć, dzieli ich jeszcze bardziej. Próby demokratów, by złagodzić trudną sytuację ekonomiczną biednych, republikanie tłumaczą jako „socjalizm”. Ich odpowiedzią na przestępczość jest więcej broni, podczas gdy dla demokratów przestępczość jest powodem do interwencji w prawo do jej posiadania. Za zamkniętymi drzwiami senatorowie i posłowie skarżą się, że nie ma już prawie żadnej wspólnej płaszczyzny do debaty. Tam, gdzie praca na rzecz kompromisu oznacza polityczne samobójstwo, rośnie tylko nienawiść i nieufność.

Jeśli ledwo dostrzegalna milcząca większość nie stanie w obronie swojej Ameryki przy urnach wyborczych, wkrótce może ona zobaczyć swój kraj w rękach ludzi, którzy mówiąc: „We the people” bronią tylko własnej wolności, a nie wolności innych. Dotknęłoby to również sojuszników USA takich jak Ukraina, dużą część Europy i wiele krajów poza nią.

Ostatecznie każdy krzyżyk na karcie wyborczej lub w elektronicznej urnie przyczyni się do tego, jak USA będą kształtować swoją strefę interesów i wpływów w zmieniającym się porządku świata.

 

EDAKCJA POLECA

Michaela Küfner


Modna jadalnia – wybieramy stylowe krzesła do jadalni

Krzesła tapicerowane, skórzane czy może drewniane? Białe, czarne czy kolorowe? Podopowiadamy, które krzesła wpisują się w najnowsze trendy.

Modna jadalnia – wybieramy stylowe krzesła do jadalni

Krzesła do jadalni a styl panujący we wnętrzu

Urządzasz swoją jadalnię i chcesz, by krzesła idealnie współgrały z aranżacją wnętrza? Aktualnie bardzo dużą popularnością cieszą się otwarte przestrzenie, a zatem jadalnia połączona z kuchnią i salonem. Zadanie w postaci wyboru poszczególnych mebli wymaga wówczas dobrego przemyślenia. Najlepiej, by każdy drobiazg korespondował z pozostałymi elementami wystroju i wpisywał się w stylistykę przewodnią. Zanim więc kupisz krzesła do jadalni, ustal przewodni styl panujący w Twoim domu. We wnętrzu skandynawskim świetnie sprawdzą się krzesła drewniane, plastikowe lub tapicerowane na drewnianych nogach. Do jadalni glamour najlepiej wstawić krzesła welurowe pikowane bądź z ozdobnymi przeszyciami https://restilo.pl/krzesla-welurowe. Przy aranżacji bardzo nowoczesnej możesz wybrać krzesła skórzane albo ciekawe modele o nietypowym kształcie, ażurowym oparciu, na finezyjnych nóżkach. Modne aranżacje boho i retro to przede wszystkim klasyczne krzesła drewniane o prostej formie.

Jaki kolor krzeseł do jadalni wybrać?

Dzisiejszy rynek daje klientom ogromne możliwości, co zdecydowanie ułatwia idealne dopasowanie każdego drobiazgu, lecz przy tym utrudnia podjęcie ostatecznej decyzji. Najczęściej kupowane krzesła to te w kolorach naturalnego drewna, bieli, czerni, beżu i odcieniach szarości. Warto rozważyć połączenia tych barw, co daje ciekawe efekty i pozwalają nawet najbardziej banalnemu modelowi krzesła stać się wyjątkowym okazem. Sprawdź przykłady w sklepie Restilo. Welurowe krzesła szare w różnych odsłonach https://restilo.pl/krzesla-welurowe/szary dają szansę znaleźć coś dla siebie zarówno miłośnikom prostoty, jak i wyrafinowanej elegancji. Podobnie czarne krzesła w Restilo niejedno mają imię https://restilo.pl/krzesla-welurowe/czarny.

Pamiętaj, że kolor krzeseł powinien współgrać przede wszystkim ze stołem, z którym tworzą nierozerwalny komplet. Dobrze jest jednak uwzględnić przy tym kolor ścian, kanapy, foteli, puf, a także zasłon i dywanu.

Wśród chętnie wybieranych krzeseł w odważnej kolorystyce należy obecnie wymienić: krzesła granatowe, musztardowe, w kolorze butelkowej zieleni, oliwki lub pudrowym różu.

Bardzo interesujący efekt można uzyskać, stosując się do trendu eklektycznego. Jego założenia pozwalają na łączenie ze sobą różnych stylów, które pozornie do siebie nie pasują. To rozwiązanie dla osób niezdecydowanych lub takich, które potrzebują częstych zmian. Krzesła w jadalni eklektycznej mogą być w różnych kolorach, lecz dobrze, by współgrały z pozostałymi barwami we wnętrzu.

Wygoda krzeseł to podstawa!

Prezencja krzeseł w jadalni jest niezwykle istotna, lecz pamiętaj, że to mebel, który przede wszystkim musi być funkcjonalny. Czasem niestety forma nie idzie w parze z wygodą. Komfort siedzenia na krześle podczas długiego spotkania towarzyskiego to jednak nie wszystko. Koniecznie też zwróć uwagę na materiał krzesła i sposób jego czyszczenia. Z krzeseł plastikowych, drewnianych i skórzanych najłatwiej jest usunąć zabrudzenia, z kolei krzesła tapicerowane są przyjemnie ciepłe oraz miękkie.

Zajrzyj do sklepu Restilo i wybierz krzesła do swojej jadalni, które spełnią wszystkie Twoje oczekiwania.