Dlaczego PiS podgrzewa antyniemieckie nastroje

Jacek Lepiarz
PiS od dawna posługuje się w polityce antyniemieckimi hasłami, ale obecna kampania przebija wcześniejsze praktyki. Zdaniem „Die Welt” Niemcy nie są bez winy, gdyż wskutek błędów utraciły zaufanie wielu Polaków.
Prezes #PiS J. #Kaczyński w #Oleśnica: Mówi się o relacjach Polski z #UE, ale w rzeczywistości to relacja Polska-Niemcy. Niestety są tacy w naszym kraju, którzy wierzą, że może być coś dobrego dla nas z podporządkowania wobec Niemiec. Nigdy tak nie będzie! #DobryRządNaTrudneCzasy pic.twitter.com/szr4dbuAtG
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) September 24, 2022
„Przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński rozpowszechnia absurdalne tezy o Niemczech, które mają wywołać skojarzenia z nazistami. Niemcy przedstawiane są jako kraj równie niebezpieczny, jak Rosja. Antyniemiecka nagonka trwa od dłuższego czasu, ale tym razem sprawa jest jeszcze gorsza” – pisze Philipp Fritz w korespondencji z Warszawy opublikowanej w niedzielę w „Welt am Sonntag” (WamS).
Autor nawiązał do wystąpienia Kaczyńskiego na spotkaniu z jego zwolennikami tydzień temu w Opolu. Chodzi o twierdzenie, które znalazło się na pierwszych stronach gazet w Polsce, sugerujące, że Polacy są systematycznie dyskryminowani w niemieckich pociągach. Prezes PiS utrzymywał, że polscy eurodeputowani podróżujący Deutsche Bahn zostali wyrzuceni z wagonu pierwszej klasy.
Polacy dyskryminowani w niemieckich pociągach?
„Kaczyński nie przedstawił żadnych dowodów. Nie musiał. Liczy się to, że jego słowa wzbudziły negatywne skojarzenia z napisem „Nur fuer Deutsche” umieszczanym w czasie niemieckiej okupacji na tramwajach, wykluczający Polaków ze środków komunikacji miejskiej i parków. To utrwaliło się w zbiorowej pamięci narodu” – tłumaczy dziennikarz „WamS”. Przesłanie, które trafiło po przemówieniu Kaczyńskiego do wielu Polaków, brzmi – „Niemcy nie zmienili się”.
Jarosław #Kaczyński w Opolu: Polscy eurodeputowani jadą w niemieckim pociągu w I klasie, dosiada się Niemiec, orientuje się, że to Polacy, wzywa konduktora, żeby ich wyrzucił, bo jak to Polacy mogą jechać w I klasie. Tak, proszę państwa, jest.https://t.co/JHODhLVuIR pic.twitter.com/Qv57k3hNDf
— Rzeczpospolita (@rzeczpospolita) September 25, 2022
Zdaniem Fritza, słów prezesa PiS nie można uznać za odosobniony wybryk. Warszawski korespondent gazety tłumaczy, że w przyszłym roku w Polsce odbędą się wybory parlamentarne. PiS ma zaledwie kilka punktów przewagi nad opozycyjnym sojuszem Koalicja Obywatelska. Z powodu wysokiej inflacji i szybujących w górę kosztów ogrzewania „narodowi konserwatyści” – jak w Niemczech określa się PiS – „znajdują się pod silną presją” i dlatego rozpoczęli walkę wyborczą od krzykliwej antyniemieckiej kampanii. „Politycy i przyjazne im media uderzają bez pardonu w zachodnich sąsiadów Polski” – stwierdza Fritz.
Prezes #PiS J. #Kaczyński w #Opole: Trzeba mówić prawdę i Niemcy działają pod osłoną #UE. W Polsce działają partie, które swój program realizują poprzez zewnętrzne wpływy. Partia polska to #ZjednoczonaPrawica, ale jest partia niemiecka po drugiej stronie. #DobryRządNaTrudneCzasy
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) September 25, 2022
„Europoseł PiS twierdzi, że celowała do niego niemiecka policja. Ani MSW, ani policja nie otrzymały takich doniesień – przekazał rzecznik niemieckiego resortu”.
— Aneta ObserwatorXY (@ObserwatorXY) September 28, 2022
Co to za głupawa seria wypowiedzi? Kaczyński, Karski… Niemcy atakują! 🙃https://t.co/wYtcLliY2N
Niemcy tak groźne, jak Rosja?
Autor zaznacza, że PiS od dawna uprawia antyniemiecką propagandę. „Jednak to, co dzieje się obecnie, znacznie przewyższa kampanie z przeszłości” – ocenił.
Fritz przypomniał, że w połowie września polska telewizja państwowa TVP pokazała fragment przemówienia kanclerza Olafa Scholza. Na Twitterze utrzymywano, że kanclerz „grozi Polsce” i straszy „rewizją granic”. A przecież Scholz nic takiego nie powiedział – pisze autor.
Dziennikarz zwraca uwagę, że Niemcy są coraz częściej przedstawiane jako zagrożenie tak groźnie, jak Rosja. Nawet czołowi polscy politycy, tacy jak premier Mateusz Morawiecki, nie stronią przed takimi porównaniami. Otwierając przekop na Mierzei Wiślanej Morawiecki powiedział – „Uwalniamy się od zależności od Rosji i Niemiec” – przypomina „WamS”. Jego zdaniem roszczenia reparacyjne są elementem tej kampanii.
Fritz zastrzega, że rząd niemiecki też przyczynił się do powstania złej atmosfery. Niemiecka polityka energetyczna oraz niezrozumiała ostrożność w kryzysie ukraińskim zniszczyły sporo zaufania do Niemiec. Nowym zjawiskiem jest według niego krytyka Niemiec ze strony liberalnej opozycji. „Wizerunek Niemiec mocno ucierpiał w polskim społeczeństwie” – podkreślił Fritz.
Jego zdaniem PiS buduje swoją kampanię właśnie na spadku zaufania do Niemiec. „Bez tego partia nie posunęłaby się aż tak daleko. Napięte relacje niemiecko-polskie zapewne jeszcze bardziej się pogorszą, gdyż wybory odbędą się dopiero na jesieni 2023 roku” – pisze w konkluzji Philipp Fritz.
REDAKCJA POLECA
Rosja. Jak przebiega „częściowa mobilizacja”

Siergiej Satanowski
Krewni Rosjan wcielonych do sił zbrojnych po ogłoszeniu przez Władimira Putina „częściowej mobilizacji”, a także eksperci opowiadają DW, jak naprawdę wygląda mobilizacja.
Dzisiaj nad granicę z Gruzją🇬🇪 zaczęły przyjeżdżać rosyjskie oddziały wojska, które rozpoczęły rozstawianie punktów kontrolnych. #WładimirPutin jutro kończy wakacje, więc wygląda na to, że wszystko ma być gotowe i tylko czekać na decyzje o zamknięciu granic#mobilization pic.twitter.com/xTTcM5EjLC
— 🇵🇱 Antyfarmazon 🇵🇱💪 (@Taktoja1712) September 26, 2022
W pierwszym tygodniu po przemówieniu prezydenta Rosji Władimira Putina do rosyjskiej armii, która w lutym wtargnęła na Ukrainę, wcielono już tysiące mężczyzn. Ich rekrutacja, jak twierdzą obserwatorzy, przebiegała inaczej, niż zalecało to ministerstwo obrony. Wezwania trafiły do emerytów, niepełnosprawnych, ludzi bez doświadczenia bojowego, a także do tych, którzy nigdy nie służyli w wojsku. Takie działania wojskowych biur poborowych potwierdzają opinie ekspertów pytanych przez DW. Określają oni mobilizację jako jedynie umownie częściową.
We wtorek (27.09.2022) pojawiła się wiadomość o pierwszej dymisji komisarza wojennego od ogłoszenia „częściowej mobilizacji” w Rosji. W obwodzie magadańskim zwolniono Siergieja Baranowskiego „z powodu błędów” popełnionych podczas mobilizacji, poinformował gubernator regionu. DW zapytała Rosjan i obrońców praw człowieka, z jakimi naruszeniami spotkali się w ciągu ostatniego tygodnia.
Czy wiek nie ma znaczenia?
– W niedzielę w południe przynieśli Igorowi zawiadomienie, że o drugiej po południu ma się zgłosić z rzeczami w biurze poborowym – opowiada żona 39-letniego mieszkańca Moskwy (imiona zmobilizowanych i ich krewnych zostały w całym artykule zmienione – red.). – Tam go zarejestrowali i odebrali mu dokumenty, a o wpół do szóstej odjechał autobusem na szkolenie. Z powodu wieku i stopnia wojskowego Igor nie podlegał mobilizacji. Takich jak on, sierżant rezerwy, mogą brać do wojska jedynie wtedy, gdy mają mniej niż 35 lat. Stosowne informacje resort obrony przedstawił niemal natychmiast po ogłoszeniu mobilizacji. Według oceny Igora, którą się podzielił z żoną, jest z nim 120 mężczyzn, którzy przekroczyli wiek dopuszczający rekrutację.
– Na tym jednak naruszanie praw Igora się nie skończyło – kontynuuje jego żona. Według niej, przed skierowaniem do ośrodka szkolenia wojskowego biuro poborowe nie przeprowadziło badań lekarskich poborowych. Tymczasem ustawa mobilizacyjna zobowiązuje biura poborowe do ustalenia kategorii zdolności do służby wojskowej na podstawie wyników badań lekarskich. A potem Igorowi zmieniono specjalizację rejestracji wojskowej. – W książeczce wojskowej miał wpis, że jest kawalerzystą straży granicznej – opowiada jego żona. – Teraz mówi, że zrobili z niego strzelca-pomocnika moździeżysty.
Mimo naruszeń, które miały miejsce podczas mobilizacji, Igor jak twierdzi jego żona, nie zamierza podważać decyzji o poborze: – Pogranicznicy to tacy ludzie, którzy się nie odwołują.
Студент Бурятского государственного университета в Улан-Удэ рассказал The Village, что сегодня утром на пары в вуз пришли росгвардейцы и военная полиция и «забирают студентов прямо с пар»https://t.co/Tpigb6tfTi pic.twitter.com/9RfFDIm6CU
— Медиазона (@mediazzzona) September 22, 2022
Mąż wrócił po skardze żony
Tymczasem DW zna przykłady, kiedy poborowym, których powołaniu towarzyszyły nieprawidłowości, udało się wrócić do domu. Mąż Oksany, szeregowy rezerwy bez doświadczenia bojowego, został powołany, choć ma 43 lata. „Stało się tak, ponieważ w biurach poborowych jest bajzel i biorą wszystkich jak leci”, napisała korespondentowi DW oburzona Oksana. – Potwierdzili mi to na wszystkich liniach informacyjnych.
Gdy żona zmobilizowanego z Moskwy wysłała skargę i ponownie udała się do biura poborowego, jej mąż został zwolniony. „Jest teraz w drodze z Sierpuchowa do domu”, napisała Oksana wieczorem 26 września. Nie wie, czy to dlatego, że skargę skierowała „do wszystkich instancji”, czy też ktoś zdał sobie sprawę z własnego błędu popełnionego podczas mobilizacji jej męża.
Powołali więcej niż potrzeba
– Pracownicy biur poborowych mogą też zmienić zdanie, jeśli do wojska trafiło już wystarczająco dużo poborowych – sugeruje aktor Konstantin z Czelabińska. W rozmowie z DW mówi, że o planach jego powołania dowiedział się od szefa administratora osiedla, w którym jest zameldowany, ale nie mieszka. Urzędnik nieoficjalnie powiedział mu przez telefon, że wezwanie ma otrzymać jako jeden z pierwszych, ze względu na alfabetyczną kolejność stosowaną przy wysyłaniu powołań. Konstantin nie ma doświadczenia bojowego, w wojsku służył przez rok, jako poborowy.
Następnego dnia, po szokującej dlań wiadomości, przyszła kolejna, uspokajająca. – Dzisiaj dostałem telefon i usłyszałem: „odwołane”. Jak rozumiem, ludzi było wystarczająco dużo – mówi. – W wojewódzkim biurze poborowym ustawiła się ogromna kolejka. Mój znajomy otrzymał wezwanie, ale gdy przyjechał i w niej stanął, powiedziano mu, że nie jest już potrzebny.
Nawet gdyby w jego biurze poborowym nie udało się zebrać wymaganej liczby mobilizowanych, Konstantin by się tam nie pojawił. – Gdybym rozumiał, o co konkretnie mam walczyć, może poszedłbym po to powołanie. Ale teraz to nie jest tak, jak podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wtedy nawet nie byłoby pytań. W sytuacji, kiedy nie było wyboru. Teraz jednak sytuacja jest dziwna i niezrozumiała.
Prawnik rekomenduje bojkot
Aleksandr Bielik, prawnik rosyjskiego Ruchu Uchylających się od Służby Wojskowej, zauważa, że pobór tych, którzy nie spełniają wymogów przedstawionych w informacjach ministerstwa obrony, wynika ze słabości prawnej tych informacji. – To są tylko słowa – dodaje obrońca praw człowieka. – W dekrecie prezydenta Federacji Rosyjskiej nie wprowadzono żadnych zmian, a tam nie ma ograniczeń wieku mobilizowanych.
Organizacja praw człowieka, w której pracuje Bielik, boryka się według niego z dwoma rodzajami poważnych naruszeń. – Biorą każdego, kogo złapią i nie robią badań medycznych – mówi obrońca praw człowieka. – Inaczej mówiąc, kierują się kategoriami zdolności do służby wojskowej nadanymi wiele lat temu.
Osobom zgłaszającym się po pomoc Bielik odradza przychodzenie do biura poborowego, mówiąc, że groźba kary administracyjnej w wysokości trzech tysięcy rubli (około 50 euro) jest nieznaczna. A tym, którzy już trafili do wojskowego ośrodka szkoleniowym, ale nie chcą iść na wojnę, zaleca napisanie podania o zastępczą służbę cywilną i jak najszybsze opuszczenie ośrodka: – A potem trzeba będzie się sądzić z biurem poborowym i komisją odpowiedzialną za mobilizację.
Pierwszy zwolniony z powodu popełnionych błędów
W ostatnich dniach już kilku rosyjskich gubernatorów przyznało nieprawidłowości w pracy wojskowych biur poborowych podczas „częściowej mobilizacji”. Obiecali, że szybko zajmą się każdym przypadkiem i odeślą do domu tych, którzy zostali zmobilizowani przez pomyłkę.
W obwodzie magadańskim, jak oświadczył jego gubernator Siergiej Nosow, komisarz wojskowy tego regionu Siergiej Baranowski stracił już stanowisko „z powodu błędów popełnionych w trakcie prowadzenia częściowej mobilizacji”. Na wniosek gubernatora dowództwo Wschodniego Okręgu Wojskowego wysłało już podobno nowego komisarza, „zawodowego oficera, który zorganizował pracę zdezorganizowanego w pierwszych dniach mobilizacji komisariatu wojskowego”, cytuje Nosowa agencja prasowa RIA Nowosti. Dziennik „Nowaja Gazieta” dodaje, że rozkazu z 21 września o częściowej mobilizacji dla regionu nie podpisał sam Baranowski, lecz pełniący obowiązki komisarza wojskowego obwodu magadańskiego Jewgienij Derkacz.
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: wszelkie kary dotyczą jedynie zwykłych obywateli. A gdyby tak WRESZCIE zacząć karać polityków?

Krzysztof Skiba
Świat jest tak sprytnie skonstruowany, że wszelkie kary dotyczą jedynie zwykłych obywateli, a nie polityków. Szary obywatel jest karany praktycznie za wszystko i za każdym razem. Tymczasem politycy karani są jak dawni królowie, czyli jedynie przed „Bogiem i historią” co w praktyce oznacza bezkarność.
SYSTEM KARNY
Świat jest tak sprytnie skonstruowany, że wszelkie kary dotyczą jedynie zwykłych obywateli, a nie polityków. Szary obywatel jest karany praktycznie za wszystko i za każdym razem. Tymczasem politycy karani są jak dawni królowie, czyli jedynie przed „Bogiem i historią” co w praktyce oznacza bezkarność.
Oto dowiadujemy się, że resort sprawiedliwości szykuje nowe regulacje prawne, na mocy których prywatne firmy będą mogły być okładane karnymi opłatami nawet do 30 mln zł. Niejeden szaraczek przyklaśnie takim drastycznym rozwiązaniom, nie mając świadomości, że dla wielu oznacza to po prostu likwidację firmy, a co za tym idzie zwolnienie ludzi i utratę miejsc pracy.
Po zapowiedzi Sasina o kolejnym, jakimś czterdziestym podatku PiS, z giełdy wyparowało kilkadziesiąt mld zł. Wyparuje jeszcze więcej, gdy Ziobro zrealizuje plan wprowadzenia ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych z karami do 30 mln zł bez decyzji sądu.
— Kamila Gasiuk-Pihowicz (@Gasiuk_Pihowicz) September 28, 2022
A gdyby tak WRESZCIE zacząć karać polityków?
Może świat byłby wówczas lepszy i bardziej sprawiedliwy? Oto proponowane przeze mnie kary dla klasy politycznej.
- Sto tysięcy złotych mandatu za przyłapanie na ewidentnym kłamstwie wypowiedzianym publicznie. Morawiecki byłby tu rekordzistą mandatowym i kasę musiałby pożyczać od żony.
- Milion złotych kary za błędną decyzję dotyczącą spraw państwowych. Sasin musiałby sprzedać dom, spodnie i kalesony.
- Dwa miliony złotych kary za składanie obietnic, których się później nie spełniło. Andrzej Duda, który w kampanii obiecywał 14-tki i pomoc frankowiczom zostałby w samych skarpetkach nie tylko w sypialni.
- Tysiąc złotych mandatu za spanie na konferencjach prasowych. Jarosław musiałby odejmować karmę kotu od ust, by pokryć te wszystkie mandaty.
- Symboliczne dwa tysiące złotych mandatu za opowiadanie bajek i bredzenie bez sensu podczas wywiadów telewizyjnych. Suski, Jaki, Macierewicz, Terlecki i wielu innych, nie mieliby już ani na butapren, ani na inne używki.
- Dwieście tysięcy złotych kary za protekcje i zatrudnianie rodzin w spółkach skarbu państwa. Cała elita władzy zaciągnęłaby kredyty, aby to pokryć.
- Konfiskata bielizny osobistej za przyznawanie dotacji podmiotom prawnym powiązanym z partiami politycznymi. Sporo polityków chodziłoby nago.
- Symboliczne 500 zł kary za kaleczenie języka polskiego podczas wywiadów telewizyjnych i programów publicystycznych. Tu ukaranych byłoby wielu, po wszystkich stronach barykady.
- Trzy miliony złotych mandatu za prowadzenie działalności gospodarczej w siedzibie partii. PiS musiałby sprzedać kilka nieruchomości, aby to spłacić.
- Pół miliona złotych mandatu za wykorzystywanie służbowych samochodów i samolotów do załatwiania spraw prywatnych. Wszyscy politycy staliby się domatorami.
Krzysztof Skiba
Adam Mazguła: Kaczyński ogłosił, że „opanował rabunek.” Nikt za afery PiS nie odpowiada, rabunek więc opanowany

Adam Mazguła
Kaczyński i jego siła politycznych łotrów w zasadzie okrada ciągle, od Porozumienia Centrum po dzisiaj. Teraz wymyślił, że wszystkie spółki Skarbu Państwa, gdzie kradną legalnie rodziny PiS-u
Jarosław Kaczyński ogłosił w Nysie, że „opanował rabunek”, co spowodowało 1 bilion złotych zysków przez 7 lat. Opanował, bo ten rabunek widzimy codziennie i na każdym kroku. Rejestrujemy setki afer PiS-u, ławeczki patriotyczne, podsłuchy, wycinki lasów, fuzje spółek, zakupy uzbrojenia i w liczbie ciągle nowych milionerów PiS. Nikt za to nie odpowiada, więc „rabunek opanowany”.
Poza tym, czy przypadkiem nie o tyle wzrosło zadłużenie Polski i wynosi na każdego Polaka, od noworodka do umierającej babci ok. 150 tys. zł?
Kaczyński i jego siła politycznych łotrów w zasadzie okrada ciągle, od Porozumienia Centrum po dzisiaj. Teraz wymyślił, że wszystkie spółki Skarbu Państwa, gdzie kradną legalnie rodziny PiS-u, podniosły ok. 700% swoją marżę, a więc gigantyczne podwyżki kosztów dla obywateli. Po tym zabiegu dorobili się i wprowadzają 50% daninę dla firm, aby zabrać te pieniądze do swojej dyspozycji. Złodziejski system działa mimo inflacji i drożyzny, a ludzie nawet nie wiedzą i nie widzą, jak ich okrada PiS-mafia.
Te same ukradzione pieniądze rozdadzą niebawem ludziom, żeby kupić ich poparcie. Wystarczyłoby zmniejszyć marże do normalnej wysokości i wszystko stałoby się tańsze, ale wtedy nie mieliby, czego rozdawać i nie mogliby pokazać, że się dzielą złodziejstwem. Polaków i tak ogłupiają, że obniżają podatki, ale nie dodają, że wprowadzili ponad 30 nowych. Fałsz i obłuda.
Tymczasem Polska tonie w ściekach Odry, mafijnej korupcji, aferach i łajdactwie władzy. Jednak dla Andrzeja Dudy to powód do odznaczania zdrajcy i pochwał dla jego okłamywania całego narodu za dziesiątki milionów złotych publicznych pieniędzy i to bez raportu końcowego. To oznacza, że to jego szczęśliwy czas i wymarzony świat rozrywki, a nie obowiązków. Strażnik Konstytucji z radością i uznaniem dla okupujących demokrację partyjnych nikczemników nie zauważa antypolskiego charakteru tej działalności. Gloryfikuje przestępców, miliardy przeznacza na propagandową szczujnię, produkcję wrogów, strachu, agresji kłamstwa i religii.
„Ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie” To przecież ogłoszone jego motto. Co prawda próbował je wsadzić w usta przeciwników, ale jak ze wszystkim w PiS, po prostu prawda wypłynęła na wierzch.
Okupanci wiedzą, że ich czas się kończy i muszą coś zrobić. Może wymyślą stan wyjątkowy, jak u Łukaszenki i zdławią opozycję przy pomocy siepaczy granatowej policji, obrońców wiary, faszyzmu i WOT? Może sfałszują wybory i cały ich PiS-system wyborczy od pełnomocników po Sąd Najwyższy będzie się zaklinał, że Polacy ich wybrali? Zrobią propagandową nagonkę i Polacy uwierzą jak ostatnio w wyborach prezydenckich.
Jedno jest pewne. W Nysie rozbudowują areszt, bo spodziewają się więcej osadzonych. Jeśli zaplanują masaże odnowy, baseny, boiska i koedukacyjne cele, to będzie sygnał, że to dla siebie robią. Jeśli będą piętrować prycze do sufitu i ogrodzą drutami pod napięciem, to znaczy, że szykują dla opozycji.
Czas pokaże.
Adam Mazguła
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Biuro Tłumaczeń i jak dzięki tłumaczom poznajemy świat
Większość z nas słyszało o biurach tłumaczeń lub tłumaczach. Jednak niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak ważną rolę odgrywają one w dzisiejszym świecie. Jeśli chcesz poznać historię, ewolucję, ciekawostki i ogólne statystyki świata tłumaczeń, nie możesz przegapić tego artykułu.

Tłumacz z łaciny to translatio, co oznacza niesienie lub przenoszenie. Możemy to zrozumieć jako osobę, która niesie słowo z języka obcego na swój ojczysty. Dzisiaj zawód tłumacza kojarzy nam się z osobą, do której idziemy, kiedy potrzebujemy przetłumaczyć tekst czy dokument. Jednak prawda jest taka, że to dzięki nim mamy dostęp do obecnych źródeł historycznych i kulturalnych. Pozwoliło to także na kontakty z różnymi narodami czy plemionami. Ułatwiało to znacznie porozumiewanie się z nimi, przeprowadzanie negocjacji. Na przestrzeni czasu zmienił się także sposób postrzegania tego zawodu. Z czasem, zamiast tłumaczyć słowo w słowo, zaczęto się skupiać na tłumaczeniu z zachowaniem jak najlepszego oddania sensu danego tekstu.
Jak zmieniło się biuro tłumaczeń na przestrzeni lat
Tłumaczenia towarzyszą nam tak naprawdę od zawsze, razem z rozwojem cywilizacji, rozwijał się także zawód tłumacza. Pierwsze formy tego zawodu sięgały czasów prehistorycznych, kiedy to spotkały się pierwsze plemiona, porozumiewając się za pomocą gestów. Później pojawiały się kolejno tłumaczenia ustne oraz pisemne.
Pierwszym tłumaczeniem pisemnym, które ujrzało światło dzienne, był przekład wszystkim nam znanej Biblii. Był to przekład z języka hebrajskiego na język grecki, dokonano go w III wieku przed naszą erą. Około wiek wcześniej został także przetłumaczony sumeryjski epos o Gilgameszu na niektóre z języków azjatyckich. Wiele tekstów w tamtejszym czasie było tłumaczone, z języka hinduskiego na język chiński, przez buddyjskich mnichów. Miały one charakter głównie religijny.
Pierwsze tłumaczenia
Biuro tłumaczeń, które znamy dzisiaj, różni się od tego z przeszłości. Także różniła się technika, wtedy tłumaczono dosłownie. Polegała ona na jak najwierniejszym przetłumaczeniu słowa mówionego jak i pisanego. Nie skupiano się wtedy na sensie, jednak nie była to dobra droga, przez co często tekst tracił swój pierwotny sens. Później wraz z rozwojem zaczęto skupiać się bardziej na znaczeniu tekstu. Starano się przekazywać sens całego tekstu, a nie skupiano się na znaczeniu poszczególnych słów. Mimo wszystko nie zastąpiło to mechanizmu tłumaczenia dosłownego, szczególnie wykorzystywanego w tekstach religijnych.
Średniowiecze
Okres średniowiecza czy odrodzenia, to czas kiedy tłumaczami zostawały osoby związane z władcami danego państwa. Wśród języków, na które przekładano były to głównie język łaciński i starogrecki. Wraz z upływem czasu zaczęto także tłumaczyć na inne języki. Wiemy o wielu odkryciach naukowców właśnie dzięki między innymi pracy tłumaczy arabskich. Szczególnie wtedy, gdy Grecy zostali przez nich podbici, a w ręce arabskich naukowców dostały się ich prace. Ci stworzyli na podstawie prac własne interpretacje, które zostały następnie przetłumaczone na łacinę. Stworzyły one podwaliny pod przyszłe prace naukowców z epoki Renesansu.
Renesans
To czas kiedy tamtejsze „biuro tłumaczeń” przechodziło zmiany. Język łaciński powoli zaczął być zastępowany innymi językami narodowymi. Zapotrzebowanie na profesjonalne tłumaczenia na inne języki stale rosło. Ponieważ jest to epoka ożywienia świata literatury, stale pojawiały się nowe przekłady rzymskich i greckich utworów. W tamtym okresie środowisko translatorskie debatowało nad swobodą stylu tłumaczeń. Nadal stosowano metodę wiernego przekładu w stosunku do tekstów religijnych. Te drugie, czyli znaczeniowe stosowano do tekstów literackich. Jednak największy rozkwit technik przypada na XVIII wiek. Wtedy też pojawiła się myśl, według której przekład będzie najprzyjemniejszy kiedy będzie najwierniejszy. Pozwoliło to tamtejszym tłumaczom na dużą swobodę w wykonywaniu przekładów. Dzięki temu mogli na przykład usuwać z tekstów trudne do zrozumienia starożytne wydarzenia historyczne czy realia. Drugim, był przekład adekwatny, dbano w nim o spójność stylistyczną z oryginalnym tekstem czy przeniesienie historycznych realiów. Do dnia dzisiejszego jest uważany za najwyższy standard.
XIX i XX wiek
Jest to okres, kiedy to biuro tłumaczeń i tłumacze zaczynają być uznawani jako zawód. Wcześniej byli traktowani jako ludzie z dziedziny literatury pięknej, nie byli traktowani jako coś odrębnego. Chcieli oni zwrócić uwagę na to jak ważną rolę pełnią w kontaktach międzyludzkich czy w rozwoju świata.
Dopiero w XX wieku na całym świecie zaczęły powstawać instytucje zrzeszające tłumaczy. Miały one na celu dbanie o odpowiednie standardy wykonywania zawodu oraz o etykę pracy. Pierwszym z nich była Międzynarodowa Federacja Tłumaczy, założona w 1953 roku w Sorbonie przez Pierre’a-François Caillé. Następnie kolejno także w tym samym roku powstało w Genewie Międzynarodowe Stowarzyszenie Tłumaczy Konferencyjnych AIIC. Jeśli chodzi o nasze środowisko, w 1981 roku powstało Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich. Natomiast 26 maja 1990 roku powstało kolejne stowarzyszenie mianowicie Polskie Towarzystwo Tłumaczy Ekonomicznych, Prawniczych i Sądowych „TEPIS”.
Biuro tłumaczeń dzisiaj
Rozwój zawodu tłumacza to proces długotrwały, często się nad tym nie zastanawiamy, czytając czy oglądając zagraniczną produkcję. Dzisiaj biura oferują szeroką gamę dziedzin, z jakich mogą tłumaczyć dokumenty. Ich obecność nie jest zagrożona, a sam zawód będzie jeszcze trwać. Bo mimo ogólnodostępnej obecności programów translatorskich nic nie zastąpi jakości zawodowego tłumacza.
Jak możemy się domyślić, sam proces translatorski nie odbywa się za pomocą samej kartki, długopisu i grubego słownika. Dzięki rozwojowi cywilizacji, profesjonalne biuro tłumaczeń i translatorzy mogą korzystać z wielu programów ułatwiającym ich prace. Pomagają ją przyśpieszyć, dzięki obecności baz danych. Technologia jest tutaj ogromnym wsparciem dla tłumaczy i w przyszłości możemy podejrzewać, że komputer będzie próbował zastąpić człowieka. Mimo wszystko będzie go potrzebował, by ten pomógł zachować sens tekstu, dzięki swojej specjalistycznej wiedzy i jego doświadczeniu.

Ciekawe rozkminki na temat świata tłumaczeniowego
- Świętego Hieronima uznaje się za patrona tłumaczy, który jest jednocześnie jednym z najbardziej znanych tłumaczy w historii. Przełożył on Biblię w całości na język łaciński, która nosi nazwę Wulgata. Święto św. Hieronima w kościele katolickim przypada na 30 września. Tego samego dnia obchodzimy także Międzynarodowy Dzień Tłumacza.
- Według strony Slator.com najdroższą tłumaczoną parą języków przez biuro tłumaczeń w USA są: angielski-japoński oraz angielski-koreański. Średnia cena za słowo to 0,57 USD, czyli w przypadku tłumaczenia na jednostronicowego dokumentu na dwa powyższe języki będzie kosztowało 143 USD.
- Istnieje baza danych stworzona przez UNESCO, która zawiera wszystkie książki przetłumaczone na całym świecie. Według tej bazy najwięcej utworów zostało przetłumaczonych autorów takich jak: Agatha Christie z liczbą 7233 tłumaczeń, Jules Verne z 4751 wykonanymi tłumaczeniami oraz z 4291 tłumaczeń William Shakespeare.
- W 1985 roku w księdze Guinnessa padł rekord w mówieniu największą ilością języków. Był to kanadyjski lingwista Alexander Arguelles, mieszkający w White Rock w Kolumbii Brytyjskiej. Zarejestrowano, że zrozumiał on roboczo 43 języki, chociaż liczba ta nie jest dokładna.
- Najczęściej wybieranymi językami, z których wykonuje się tłumaczenia przez biuro tłumaczeń to: angielski, francuski, niemiecki, włoski oraz rosyjski.
- Czy wyobrażałeś sobie, że piosenka może zostać przetłumaczona na aż 125 języków? Indyjski artysta Ghazal Srinivas, który nagrał utwór „Golden Dreams of Gandhiji”. Dnia 2 grudnia 2009 roku wydał go jako podwójny album zatytułowany „The Path of Mahatma Gandhi’. Płyta ta zawiera wszystkie 125 wersji tej piosenki.
- Na świecie istnieje ponad 400 000 tłumaczy przysięgłych, jest to ilość, która na spokojnie mogłaby wypełnić miasto.
- Największą liczbę tłumaczy posiadają Stany Zjednoczone. Mówi się, że co drugi tłumacz mieszka w Ameryce Północnej.
- Dla osób anglojęzycznych najtrudniejszymi językami do nauczenia są mandaryński, arabski, polski, rosyjski, turecki i duński. Natomiast dla nas Polaków najtrudniejsze są także chiński, arabski, ale również japoński, węgierski, estoński, fiński i szwedzki.
- Mandaryński jest najczęściej używanym językiem świata.
- Biblię uznaję się za najczęściej tłumaczony utwór, jego części przetłumaczono na aż 3384 języki.
- Lokalizacja gier komputerowych to obecnie najszybciej rozwijająca się gałąź branży tłumaczeniowej
Podsumowanie
Biuro tłumaczeń będzie istnieć zawsze, a ludzie tłumaczyli, tłumaczą i będą tłumaczyć. Na ten proces od zawsze wpływała chęć poznania świata, innych kultur i z chęci komunikowania się. Możemy więc powiedzieć, że tłumaczenie stało się kluczem do poznania tego co przez barierę językową było niemożliwe do poznania. Tłumaczymy dzisiaj w wielu celom nie tylko naukowymi, prawnymi czy gospodarczymi, ale także dyplomatycznym. Ciężko wyobrazić sobie teraz spotkania na szczeblach międzynarodowych bez obecności translatorów, bez ich udziału nie byłyby one możliwe. Translatorzy tak naprawdę jednoczą nas wszystkich w poznawaniu siebie nawzajem, bogactw kulturowych oraz historii.
Giertych napisał list do Kaczyńskiego: Brawo Jarku! Pracuj dalej, a w godzinie próby nikt nie zwątpi, żeś świr

Roman Giertych
Ktoś, kto wymyślił ci publiczną prezentację demencji, sklerozy, paranoi i mitomanii musiał znać się na adwokackim fachu jak mało kto. Jako praktykujący ten zawód od ćwierć wieku chylę czoła przed mistrzowskim sztychem. Gdy wydawało się, że już nic nie uchroni cię przed długoletnią odsiadką ten twój mistrzowski doradca powiedział: - Jest jeszcze jedna szansa - musisz sprawić, aby uwierzyli, że nie odpowiadasz za swe czyny, boś zwyczajny czubek.
List do Jarka!
Drogi Kuzynie!
Brawo, brawo, brawo! Tak trzymaj. Zastanawiałem się przez moment, o co ci chodzi z tym objazdem po kraju, ale widzę rękę prawdziwego prawniczego wirtuoza.
Ktoś, kto wymyślił ci publiczną prezentację demencji, sklerozy, paranoi i mitomanii musiał znać się na adwokackim fachu jak mało kto. Jako praktykujący ten zawód od ćwierć wieku chylę czoła przed mistrzowskim sztychem. Gdy wydawało się, że już nic nie uchroni cię przed długoletnią odsiadką ten twój mistrzowski doradca powiedział: – Jest jeszcze jedna szansa – musisz sprawić, aby uwierzyli, że nie odpowiadasz za swe czyny, boś zwyczajny czubek.
Ty, z tym swoim przenikliwym intelektem dostrzegłeś tę szansę i z żelazną konsekwencją ją wykorzystujesz. Wiesz, że wielu pójdzie siedzieć, ale ten utrzyma się u steru partii, kto siedzieć nie będzie.
A rzucają się te delfiny na sukcesję! Widać to każdego dnia. Tak jak inni dali się nabrać, żeś zwariował i, mimo że jeszcze się trochę boją, to już po cichu skradają się, aby ci głowę uciąć tzn. wyrzucić z szefa partii. Niedoczekanie! Oni pójdą prosto do cel, a ty spokojnie ocalejesz jako niepoczytalny. To w twoim elektoracie ci przecież nie zaszkodzi.
Jarosław #Kaczyński w Opolu: Polscy eurodeputowani jadą w niemieckim pociągu w I klasie, dosiada się Niemiec, orientuje się, że to Polacy, wzywa konduktora, żeby ich wyrzucił, bo jak to Polacy mogą jechać w I klasie. Tak, proszę państwa, jest.https://t.co/JHODhLVuIR pic.twitter.com/Qv57k3hNDf
— Rzeczpospolita (@rzeczpospolita) September 25, 2022
Najbardziej podobał mi się fragment o tym, żeś najmądrzejszy. Jaki to klasyczny numer na mitomana! Boże, ile komentarzy prześmiewczych ta głupia opozycja napisała. A ty każdy taki komentarz zbierasz do sądu jako dowód, że wszyscy uznali cię za niepoczytalnego. I krok po kroku budujesz linię obrony, przez którą nikt się nie przebije.
Albo ten Orzeł Biały dla szarlatana smoleńskiego. Plują, wyzywają i szydzą za to, a ty konsekwentnie budujesz kwity na paranoika.
ORZEŁ BIAŁY w wydaniu RZĄDU PiS‼️ pic.twitter.com/Y8OSB275hx
— Piotr Zarzycki (@piotr_zarzycki) September 23, 2022
Albo te twoje wściekłe ataki na Niemcy, Unię i Tuska. Że niby cię oszukują, niszczą i próbują zawłaszczyć. Toż to klasyczna mania prześladowcza mówią psychiatrzy, a ty po każdym wystąpieniu zacierasz ręce.
Brawo Jarku! Zobaczyłeś swoją szansę i konsekwentnie ją wykorzystujesz. Pracuj dalej, a w godzinie próby nikt nie zwątpi, żeś świr.
Twój życzliwy kuzyn,
Romek
PS.
Świr-przestępca, jeśli jest niebezpieczny, to siedzi w szpitalu zamkniętym, a zwyczajny świr idzie do zwyczajnej celi. Zobaczymy co sąd powie.
J. Kaczyński powiedział w Nysie, że w Polsce „nie ma zakazu aborcji”, ktoś „wprowadza panie w błąd”, „przerywanie ciąży jest dopuszczalne”.
— Dorota Brejza 🇵🇱🇺🇦 (@Dorota_Brejza) September 25, 2022
Kołem zamachowym tej władzy jest kłamstwo. Gdzie się nie obejrzysz, tam kłamstwo. pic.twitter.com/bClkgnqdhi
Von der Leyen: władze w Polsce nie chcą zmienić praw zgodnie z KPO, więc nie wypłacimy żadnych pieniędzy

Tomasz Bielecki
Władze Polski nie chcą zmienić praw zgodnie z KPO, więc nie możemy i nie wypłacimy żadnych pieniędzy – tłumaczy Ursula von der Leyen. A w Brukseli trwają niełatwe rokowania o LGBT+ w polityce spójności.
Von der Leyen o polskim KPO w Princeton:
— Tomasz Bielecki (@TomaszBielecki) September 23, 2022
KPO to umowa. Polski rząd nie chce zmienić prawa w sposób, jaki zapisaliśmy w naszej umowie w kwestii przywrócenia niezależności sądownictwa. I dlatego nie możemy i nie wypłacimy żadnych pieniędzy. pic.twitter.com/vDHC6y7LSs
Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która przebywa w Stanach Zjednoczonych z powodu Zgromadzenia Ogólnego ONZ, w czwartek (22.9.2022) wieczorem odpowiadała na pytania studentów i wykładowców Uniwersytetu Princeton. Pojawił się tam temat praworządności i polskiego Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Von der Leyen tłumaczyła, że KPO to rodzaj umowy między Komisją Europejską i rządem Polski (podpisanej w czerwcu), który zawiera także warunki praworządnościowe.
– Dzieje się to, czego się obawiałam. Polski rząd nie chce zmienić praw w sposób, jaki zapisaliśmy w naszej umowie w kwestii przywrócenia niezależności sądownictwa. I dlatego nie możemy i nie wypłacimy żadnych pieniędzy – zadeklarowała von der Leyen.
Szefowa Komisji Europejskiej przyznaje, że wstrzymanie pieniędzy z KPO tworzy politycznie trudną sytuację, bo rząd Polski szerzy narrację, że „eurokraci z Brukseli nie chcą dać pieniędzy, które nam się należą, bo tak bardzo pomagamy uchodźcom z Ukrainy”.
– To mieszanie dwóch rzeczy, które nie mają ze sobą nic wspólnego. To niesamowite, jak Polacy otworzyli swe serca i swe domy dla uchodźców. Fantastyczna gościnność Polaków! Ale to coś odrębnego od ustaleń, jakie zawarliśmy z rządem, że będziemy wypłacać pieniądze tylko wtedy, gdy przeprowadzi reformy, na które się umówiliśmy – tłumaczyła von der Leyen.
Polski KPO to 22,5 mld euro dotacji oraz 12,1 mld euro tanich pożyczek, a o pozostałe przysługujące Polsce 22 mld pożyczek rząd może zwrócić się do Brukseli najpóźniej w 2023 roku. Kiedy Bruksela zatwierdzała polski KPO, szacowano, że Polska – po spełnieniu kamieni milowych i innych warunków – może dostać około 2,8 mld euro dotacji już w trzecim kwartale tego roku, a 3 mld euro i 2 mld euro odpowiednio w pierwszym i trzecim kwartale 2023 roku. Jednak wszelkie wypłaty z KPO blokuje kwestia praworządnościowych „kamieni milowych”.
Von der Leyen już na początku lipca publicznie wskazała, że sądowa „ustawa Dudy”, jak w Brukseli nazywa się reformę przedłożoną przez prezydenta Polski, nie rozwiązuje problemu z unijnym testem niezależności sędziego, który jest wymogiem polskiego KPO. W rzeczywistości prezydencki projekt tuż przed głosowaniami w parlamencie zawierał rozwiązania, które były do przełknięcia dla Komisji Europejskiej. Jednak zostały usunięte w ramach kompromisu prezydenta, przedstawicieli PiS oraz – twardo grającego na rozwodnienie tej ustawy – ośrodka ministra Zbigniewa Ziobry.
Polska nie rezygnuje z KPO
Komisja Europejska w tym tygodniu podpisała z rządem Mateusza Morawieckiego umowę finansową KPO, która księgowo-administracyjnym dopełnieniem czerwcowej decyzji Rady UE (rządy krajów UE) o zatwierdzeniu polskiego Krajowego Planu Odbudowy. Ponadto nadal trwają prace urzędników z Komisji Europejskiej oraz Polski na kilkusetstronicowymi „ustaleniami operacyjnymi”, które m.in. określą techniczny sposób weryfikacji osiągnięcia celów zapisanych w KPO.
Dla Brukseli to wszystko jest jasnym potwierdzeniem, że Warszawa nie „wycofuje się z Funduszu Odbudowy”, choć tego publicznie domagają się niektórzy prominentni politycy PiS. Jednak ani umowa finansowa, ani ustalenia operacyjne z Polską nie stanowią żadnego postępu w kwestii osiągnięcia praworządnościowych warunków z KPO.
Natomiast czerwcowe zatwierdzenie KPO przez Radę UE (uzupełnione przez umowę finansową) pozwala Polsce na zaciąganie prawnych zobowiązań finansowych („programowanie”) w ramach KPO. W rezultacie Warszawa jest w sytuacji lepszej od Węgier bez zatwierdzonego KPO, bo aż 70 proc. pieniędzy musi być zaprogramowane do końca tego roku pod groźbą przepadnięcia. Obecnie Polsce to nie grozi, choć płatności za wdrożenie zaprogramowanych reform i inwestycji będą dokonywane dopiero po zweryfikowaniu tego wdrożenia przez Brukselę – najpóźniej do 2026 r.
Co z polityką spójności?
Polski rząd prowadzi z Brukselą rozmowy o zatwierdzeniu programów z polityki spójności. KPO to bowiem element łącznej puli około 130 mld euro subsydiów dla Polski w unijnej siedmiolatce budżetowej (2021-2027). Rząd pod koniec czerwca – z opóźnieniem, ale mieszczącym się w standardowych ramach – uzgodnił z Brukselą „umowę partnerstwa” niezbędną do wydatkowania największej części subsydiów, czyli 76,5 mld euro z funduszu polityki spójności, ale teraz rokowania zeszły na poziom konkretnych programów dla Polski.
Reguły obecnego budżetu siedmioletniego UE po raz pierwszy tak jednoznaczne nakazują, by wszelkie wydatkowanie ze wspólnej kasy Unii było zgodnie z Kartą Praw Podstawowych UE. Dlatego Komisja Europejska chce, by w polskich programach z polityki spójności znalazła się jakaś forma gwarancji, że unijne fundusze m.in. nie będą w przyszłości narażone na finansowanie inwestycji w „strefach wolnych od ideologii LGBT+”.
REDAKCJA POLECA
Rosjanie uciekają przed mobilizacją. „Tych, którzy nienawidzą Putina, zapraszamy do Niemiec”

Alexandra Jarecka
Protesty, masowe opuszczanie kraju to odpowiedź rosyjskiego społeczeństwa na częściową mobilizację wprowadzoną przez Kreml. Gazety komentują.
Just look at the line to the military registration and enlistment office!
— NEXTA (@nexta_tv) September 22, 2022
Oh, wait, this is the international terminal of Vnukovo airport… pic.twitter.com/htVmBhmZaV
Czy Rosja zmierza do rewolucji przeciwko Putinowi?
„W trzymanym twardą ręką kraju, który nie zna praworządności, tysiące Rosjan wyszły na ulice, by protestować przeciwko zarządzonej częściowej mobilizacji oraz wojnie w Ukrainie, choć wiedziały, że zostaną zatrzymane przez policję i pobite” – pisze dziennik „Badische Neuste Nachrichten” z Karlsruhe.
Po przemowie Putina wielu młodych Rosjan w pośpiechu opuściło kraj, gdyż w agresywnym i nacjonalistycznym reżimie nie widzą dla siebie perspektyw i boją się wojny. „A wśród obywateli, którzy do tej pory odwracali wzrok lub w milczeniu znosili samowolę państwa, prawdopodobnie będzie narastać niezadowolenie” – uważa komentator.
Putin przekroczył czerwoną linię. Czy Rosja zmierza do zamieszek, do rewolucji przeciwko pogrążeniu się w dyktaturze? „Nie, ale być może właśnie teraz w duszy narodu zasiewane jest ziarno, które pewnego dnia zakiełkuje i wymusi zmianę władzy w Moskwie” – komentuje dziennik regionalny.
The queue at the border of #Russia with Georgia has reached more than 7.5 km
— NEXTA (@nexta_tv) September 22, 2022
So the Russians are trying to escape from the mobilization announced by #Putin.
At the same time, it is reported that local residents of #Georgia pass through the border without a queue. pic.twitter.com/Bjnva2JtX2
Zdaniem „Augsburger Allgemeine” bez względu na ocenę obecnej sytuacji dot. Kremla Putin ma przed sobą perspektywę nieprzyjemnych lat. „Swoją wojną tak bardzo odwrócił się od Zachodu, że w najbliższym czasie nie będzie możliwe ponowne wyciągnięcie ręki do Rosji” – wskazuje dziennik.
Putin musi sobie zdać sprawę z tego, że jego autorytarni przyjaciele mają mniej cierpliwości niż grzeczni Europejczycy. „A rosyjski naród, który wprawdzie akceptuje popełniane przez armię zbrodnie na ukraińskich cywilach i najeżdża sąsiedni kraj, nie chce, by jego synowie stali się mięsem armatnim dla wielkomocarstwowych fantazji Putina” – uważa komentator. Prędzej opuszczą kraj, niż pójdą na front. I prezydent może skończyć w sposób nieodpowiadający jego wyobrażeniom, jako jeden z tych „starych władców, którzy są izolowani na arenie międzynarodowej i wyłącznie siłą mogą utrzymać się u władzy” – czytamy.
#Mobilization in #Yakutia. pic.twitter.com/jNfOgjfuDv
— NEXTA (@nexta_tv) September 22, 2022
„Volksstimme” z Magdeburga konstatuje: „Kilkaset ludzi protestuje przeciwko zapowiedzi częściowej mobilizacji i za odwagę zasługuje na szacunek. Ale podczas gdy na Zachodzie dosłownie liczy się każdego demonstranta w nadziei na masowy ruch, ten zryw na rosyjskich terenach nie ma prawie żadnego znaczenia”.
More than 630 people have already been detained at protests in #Russia, about half of them in #Moscow, according to „OVD-Info”. pic.twitter.com/AnL8wJuqMV
— NEXTA (@nexta_tv) September 21, 2022
Dziennik wskazuje, że 10 lat temu, po manipulacji wyborów na ulice wyległy dziesiątki tysięcy. Putin utrzymał się wtedy u władzy i przestawił na całkowicie absolutystyczny styl rządzenia. „Nacjonalistyczna propaganda przynosi efekty, gdyż dyktatora z dużą częścią narodu łączą fantomowe bóle upokorzonego mocarstwa” – pisze komentator. I dodaje, że Putin ryzykuje atak na Ukrainę. „Władca Kremla być może sam strzela sobie w stopę, gdyż im więcej rezerwistów polegnie, tym szybciej będzie skończony”.
Z powodu mobilizacji krytyka Putina stanie się głośniejsza
W podobnym tonie komentuje „Die Glocke.” „Z powodu częściowej mobilizacji krytyka pod adresem Putina stanie się głośniejsza. Podczas gdy Rosjanie mogli w swojej codzienności w dużej mierze ignorować tzw. specjalną operację wojskową, powołanie teraz dotyczy setek tysięcy rodzin.
The „Brave Defenders of Russia” decided to get drunk before leaving
— NEXTA (@nexta_tv) September 23, 2022
„This is our army,” the author of the video comments.
The patriarch Kirill blessed. pic.twitter.com/214uKuYRFn
Wątpliwości budzi także przydatność wojskowa rezerwistów. O ile Ukraińcy dobrze wiedzą o co walczą, o tyle Rosjanie zapewne zadają sobie pytanie, po co mają ryzykować życie w tej wojnie i ruszają na front słabo zmotywowani. Poza tym przygotowanie i wyposażenie rezerwistów zajmie trochę czasu. Ten czas Ukraińcy muszą wykorzystać militarnie. W tym celu są nadal uzależnieni od dostaw broni z Zachodu, który nie może osłabić swojego wsparcia dla Ukrainy. Bo tylko wtedy, gdy kraj ten odnosi sukcesy na polu walki, będzie szansa na negocjacje i zakończenie wojny”.
Putin's "cosmonauts" continue to brutally detain and beat people with truncheons in St. Petersburg. pic.twitter.com/7Fo0Kjo7nu
— NEXTA (@nexta_tv) September 21, 2022
Tych, którzy nienawidzą Putina, zapraszamy do Niemiec
Natomiast „Allgemeine Zeitung” z Moguncji konstatuje, że ci, którzy odmówią Putinowi służby wojennej, potrzebują schronienia poza Rosją. I dlatego „UE musi jak najszybciej opracować prawnie, politycznie i moralnie dopuszczalne procedury ich przyjmowania”.
This is what is happening now on the border between #Russia and #Georgia.
— NEXTA (@nexta_tv) September 21, 2022
Video: Ekho Kavkaza pic.twitter.com/3eFznx3dvf
Dziennik zaznacza jednocześnie, że takie wypowiedzi jak ministra sprawiedliwości Bushmana z koalicyjnej FDP nie wróżą dobrych rozwiązań. „Tych, którzy nienawidzą Putina i kochają liberalną demokrację, zapraszamy do Niemiec” – cytuje dziennik słowa polityka. I komentuje: „Oczywiście, że wśród odmawiających służby będzie wielu takich, którzy nienawidzą Putina. Ale bardzo wielu Rosjan ucieka z jednego wyłącznie powodu, ponieważ boi się o swoje życie, po tym, jak miesiącami akceptowali brutalny atak na Ukrainę. Dlatego przy tym kolejnym napływie uchodźców nie ma miejsca na społeczny czy demokratyczny romantyzm”.
People detained at anti-war rallies in #Russia receive call-up papers
— NEXTA (@nexta_tv) September 21, 2022
Some are left at police departments to be taken directly to the military commissariat in the morning. pic.twitter.com/uskNBG0mG7
EDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: Kurs cwaniactwa i kombinatorstwa

Krzysztof Skiba
Prezydent z przypadku stroi miny, duka po angielsku i wprawia w konsternację swoich rozmówców podczas ważnych międzynarodowych konferencji i spotkań. Nie mogło być inaczej w trakcie pogrzebu Królowej. Złośliwi twierdzą, że posługiwał się ściągą, bo jego angielski jest słaby. To bardzo optymistyczne podejście. Moim zdaniem Duda miał ściągę, która przypominała mu kto umarł i czyj to jest pogrzeb.
W sieci krąży zabawny filmik, jak to Andrzej Duda z niepewną miną wpisuje się do księgi kondolencyjnej Elżbiety II. Najpierw niczym maturzysta męczy się nad pustą stroną, potem jakby szukając ratunku, kartkuje księgę. Ostatecznie spod rękawa wyciąga ściągę i z niej przepisuje.
Pogrzeb Elżbiety II. Andrzej Duda złożył wpis do księgi kondolencyjnej, ale musiał skorzystać ze ściągi. W rękawie miał karteczkę z przygotowanym wcześniej tekstem. „Uczy się całe życie”, a jednak nie potrafił nauczyć się kilku zdań pic.twitter.com/eH6dTtCaRF
— Darek Frach (@DarekFrach) September 21, 2022
Korzystanie ze ściąg ma w Polsce duże tradycje, a nawet lekkie przyzwolenie społeczne. „Patrzcie oto cwaniak”, mówiono na takiego, co podczas egzaminu pisemnego skorzystał ze ściągi i zdał. Gówno wiedział, a mu się udało.
Nasza historia z zaborami, okupacją, systemem PRLu, jest taka, że rodacy musieli kombinować, by przetrwać. Więc każdy, kto chciałby tu żyć, musiał ukończyć przyśpieszony kurs cwaniactwa i kombinatorstwa. W ramach tego kombinatorstwa posługiwanie się ściągą było czymś chwalebnym. Jeszcze w latach 90. niektórzy artyści, chcąc pozować na luzaków, przyznawali się w wywiadach do ściągania na maturze, czy na pisemnym egzaminie z prawa jazdy. Oszukanie komisji egzaminacyjnej było wręcz powodem do dumy.
Ja sam w jakimś wywiadzie przyznałem się, że w trakcie matury podczas egzaminu z matematyki dostałem ściągę ukrytą w bułce. W latach 80. podczas matury działały komitety rodzicielskie, które robiły uczniom kanapki. Pocąc się nad zadaniami, byłem tak głodny, że zeżarłem bułkę razem ze ściągą. Można powiedzieć, że pochłaniałem wiedzę.
W Polsce dopiero od niedawna ściąganie powszechnie uważa się za oszustwo. Nagle dowiedzieliśmy się, że w Europie i USA kombinowanie na egzaminach i pisanie ze ściągi jest surowo karane. Dotarło do nas, że jest to cholernie nieetyczne i godne potępienia. Przestała być atrakcyjna figura „swojego chłopa”, który z cwaniackim błyskiem w oku wykiwał wszystkich. Dziś nikt już w wywiadach nie opowiada, że ściągał na maturze.
Kult cwaniactwa pali się za to gorącym płomieniem w polityce. Tu nadal ważny jest ten, kto podłożył wszystkim świnie i wyszedł na swoje.
Andrzej Duda jest prezydentem, który wygrał przypadkiem
Przed pierwszą kadencją mało kto go znał. Nie dawano mu najmniejszych szans. Splot kilku wydarzeń, takich jak marna kampania wyborcza Komorowskiego i udział Kukiza w wyborach, który zabrał nieoczekiwanie 20 procent głosów spowodował, że trzecioligowy polityk z czwartego szeregu, ułożony, grzeczny i potulny wobec kierownictwa PiS został prezydentem.
W drugiej batalii prezydenckiej na jego chwałę działała już cała machina państwowa i Kościół, łącznie z siostrami zakonnymi, które w domach opieki głosowały na Dudę za półżywych pacjentów z głęboką demencją.

Prezydent z przypadku stroi miny, duka po angielsku i wprawia w konsternację swoich rozmówców podczas ważnych międzynarodowych konferencji i spotkań. Nie mogło być inaczej w trakcie pogrzebu Królowej.
Złośliwi twierdzą, że posługiwał się ściągą, bo jego angielski jest słaby. To bardzo optymistyczne podejście. Moim zdaniem Duda miał ściągę, która przypominała mu kto umarł i czyj to jest pogrzeb.
Krzysztof Skiba
Putin straszy bronią atomową. Czy uderzenie jest prawdopodobne? Jak przygotowane jest NATO i Zachód?

Volker Witting / Współpraca: Frank Hofmann, Andreas Noll
Prezydent Rosji Władimir Putin grozi użyciem broni jądrowej. Czy uderzenie jądrowe jest prawdopodobne? Jak przygotowane byłoby NATO i Zachód?

To retoryka wojenna bezwzględnego podżegacza wojennego: „Chciałbym przypomnieć tym, którzy wygłaszają takie stwierdzenia na temat Rosji, że nasz kraj dysponuje rozmaitymi środkami rażenia, a niektóre są bardziej nowoczesne niż te, jakimi dysponuje NATO. Jeśli integralność terytorialna naszego państwa będzie zagrożona, z pewnością użyjemy wszystkich dostępnych nam środków, by bronić Rosji i naszych obywateli”.
To właśnie powiedział swojemu narodowi i światu przywódca Kremla Władimir Putin. Prezydent oskarża Zachód o szantaż nuklearny. I nie pozostawia wątpliwości co do swojej determinacji: „To nie blef. Ci, którzy usiłują szantażować nas bronią atomową powinni wiedzieć, że kierunek wiatru może się zmienić na ich niekorzyść” – mówił.

To nie nowa groźba
W swoim wystąpieniu prezydent Putin nie tylko zagroził Zachodowi użyciem broni jądrowej, ale jednocześnie ogłosił częściową mobilizację 300 tys. rezerwistów. – Od początku wojny wielokrotnie słyszeliśmy takie groźby, które można interpretować jako groźbę użycia broni jądrowej – tłumaczy w rozmowie z DW emerytowany pułkownik Wolfgang Richter.
Ekspert ds. polityki bezpieczeństwa mówi, że chodzi tu prawdopodobnie o przesłanie dla państw zachodnich: „Jeśli wy (Zachód) wtrącicie się do wojny lub nawet zaatakujecie terytorium Rosji, to uderzenie jądrowe będzie bardziej prawdopodobne”.
W wywiadzie dla brytyjskiego BBC Rose Gottemoeller, była zastępczyni szefa NATO, nie wyklucza, że Rosja może rzeczywiście rozmieścić broń jądrową. – Obawiam się, że teraz dokonają odwetu w nieprzewidywalny sposób – ostrzegła Gottemoeller. – I to w sposób, który może wiązać się nawet z użyciem broni masowego rażenia – dodała.
Rosja: największy arsenał jądrowy
Niemiecki ekspert ds. bezpieczeństwa Richter jest bardziej optymistyczny i powołuje się na rosyjską doktrynę nuklearną, która przewiduje tylko dwa przypadki użycia broni jądrowej. – Po pierwsze, jeśli sama Rosja zostanie zaatakowana bronią jądrową lub inną bronią masowego rażenia. Po drugie, gdy stawką jest istnienie i przetrwanie państwa rosyjskiego – wyjaśnia. – Z kolei scenariusz, że terytoria zaatakowanego państwa są anektowane, a następnie ogłaszane terytorium Rosji, nie ma żadnych podstaw w prawie międzynarodowym – mówi Richter.
Z 6375 głowicami Rosja posiada największy arsenał jądrowy na świecie. Spośród sojuszników NATO największymi siłami jądrowymi dysponują USA (około 5800 głowic atomowych). Francja ma podobno 290 głowic, Wielka Brytania około 215. Brakuje jednak dokładnych danych, bo państwa trzymają w tajemnicy wiele informacji o swoich programach jądrowych.
Amerykański „parasol atomowy”
Nawet jeśli mówi się o amerykańskim „parasolu atomowym”, to militarnie nie można zapobiec atakowi nuklearnemu na Europę. „Parasol” ten opiera się raczej na założeniu, że przeciwnik nie odważy się zaatakować państw NATO bronią jądrową, ponieważ będzie musiał liczyć się z kontratakiem.
Taką odpowiedź militarną mogłyby zarządzić i przeprowadzić wszystkie potęgi atomowe NATO: USA, Wielka Brytania i Francja. Te trzy państwa posiadają strategiczną broń jądrową, która może być wystrzeliwana m.in. z atomowych okrętów podwodnych, co sprawia, że kontratak jest możliwy w każdym scenariuszu.
Kto decyduje o użyciu?
Prezydent USA decyduje o użyciu amerykańskiej broni jądrowej przechowywanej w Niemczech, we Włoszech, Belgii i Holandii. Wypuszczałby bomby, a państwo stacjonujące (np. Niemcy) musiałoby się zgodzić na zrzucenie ich przez własne odrzutowce. Przed taką akcją odbyłyby się zapewne konsultacje z innymi sojusznikami z NATO w Radzie Północnoatlantyckiej.
O rozmieszczeniu francuskich sił jądrowych decyduje wyłącznie prezydent Francji. Z kolei w Wielkiej Brytanii uprawnienia decyzyjne należą do premiera.
Te trzy ośrodki decyzyjne dotyczące broni jądrowej są postrzegane jako element odstraszania, ponieważ utrudniają przeciwnikowi kalkulację, jak NATO zareaguje w przypadku ataku.
Niemcy a taktyka odstraszania
Niemcy uczestniczą w odstraszaniu nuklearnym w Europie za pomocą swoich myśliwców Tornado stacjonujących w Buechel w Nadrenii-Palatynacie. W razie zagrożenia samoloty te (z niemieckimi załogami) mogłyby zaatakować cele amerykańskimi bombami atomowymi. Przynajmniej raz w roku piloci niemieckiej Luftwaffe trenują zrzucanie amerykańskich bomb atomowych, które podczas tych ćwiczeń są zastąpione przez atrapy.
Oprócz Niemiec także Holandia, Belgia i Włochy uczestniczą w programie tzw. dzielenia się bronią jądrową w NATO. Z udostępnionych raportów wynika, że w Europie przechowywanych jest obecnie od 100 do 150 bomb grawitacyjnych certyfikowanych dla tych samolotów i stosunkowo nieprecyzyjnych.
„Putin straciłby sojuszników“
Odkąd Rosja zaanektowała Krym w 2014 roku rosyjski prezydent wielokrotnie groził użyciem broni jądrowej. Wiązałoby się to zapewne z użyciem tzw. taktycznej broni jądrowej – o stosunkowo niskiej sile eksplozji. Można by to zredukować do bardzo niskiego efektu, więc uderzenie jądrowe wyzwoliłoby około jednej pięćdziesiątej mocy bomby, która zniszczyła Hiroszimę.
Ekspert ds. bezpieczeństwa Wolfgang Richter wątpi jednak, że mogłoby rzeczywiście dojść do uderzenia nuklearnego.
– Gdyby Rosja złamała tabu nuklearne istniejące od 1945 roku, kraj ten byłby na całym świecie izolowany i potępiany. Putin straciłby wszystkich swoich sojuszników, w tym Chiny. Miałoby to nieobliczalne konsekwencje dla politycznego, gospodarczego i społecznego przetrwania Federacji Rosyjskiej – uważa Richter.
Jego zdaniem wojna nuklearna z NATO jest mało prawdopodobna.
– Rosja nie może jej wygrać. Doprowadziłaby do wzajemnego zniszczenia. Myślę, że tyle rozsądku na Kremlu jeszcze pozostało – dodaje emerytowany pułkownik.
I być może Władimir Putin przypomni sobie jednoznaczne słowa prezydenta USA Joe Bidena. W wywiadzie telewizyjnym dla CBS kilka dni temu Biden stanowczo ostrzegł Putina przed użyciem broni jądrowej lub chemicznej: – Nie rób tego! Zmieniłoby to oblicze wojny w Ukrainie na coś, co nie wydarzyło się od II wojny światowej – powiedział.
REDAKCJA POLECA


