Adam Mazguła: Putin ogłosił częściową mobilizację. Intensyfikacji wojny należy się spodziewać już za trzy tygodnie

Adam Mazguła
W Rosji obowiązuje więc prawo wojenne. Gospodarka przechodzi na produkcję wojenną. Administracja jest podporządkowana wojnie. Szczególne uprawnienia otrzymały służby bezpieczeństwa, policja, prokuratury. Zaledwie dzień wcześniej zostały podwyższone kary dla obywateli rosyjskich wieloletniego więzienia za unikania walki, poddanie się lub unikania służby. Dlatego należało się spodziewać ogłoszenia częściowej mobilizacji
Putin ogłosił częściową mobilizację. To oznacza przejście wybranych jednostek wojskowych w stan wojny, a więc rezerwiści są powoływani do armii (nie poborowi, a wyszkolone rezerwy). Rozwijane i przygotowywane do walki są wybrane jednostki.
Gospodarka i administracja przechodzi w stan wojny. Dla armii są oddawane pojazdy cywilne, budynki i inne realizowane świadczenia.
W Rosji obowiązuje, więc prawo wojenne i zawieszone zostały prawa obywatelskie.
Gospodarka przechodzi na produkcję wojenną.
Administracja jest podporządkowana wojnie, może być umundurowana i poddana reżimowi służby. To samo dotyczy mediów, zakładów zbrojeniowych, producentów i hurtowni zapasów strategicznych, produkcji żywności, oczyszczania i uzdatniania wody, produkcji prądu…
Szczególne uprawnienia otrzymały służby bezpieczeństwa, policja, prokuratury.
Zaledwie dzień wcześniej zostały podwyższone kary dla obywateli rosyjskich wieloletniego więzienia za unikania walki, poddanie się lub unikania służby. Dlatego należało się spodziewać ogłoszenia częściowej mobilizacji.
Ogłoszenie nawet częściowej mobilizacji dla potrzeb wojny skończyło czas „operacji specjalnej”, bo tak nazywał Putin ludobójstwo w Ukrainie.
Wraz z mobilizacją należy się spodziewać intensyfikacji wojny już za trzy tygodnie, po okresie zmobilizowania sił i zgrywania bojowego jednostek. Skala tej mobilizacji pokaże też, czy chodzi tylko o Ukrainę, czy też agresję na inne państwa.
Jak widać po zdjęciu pod tekstem, Morawiecki już to wiedział i zmontował w kilka minut tło pod swoim wystąpieniem propagandowym.
Premier @MorawieckiM podczas ćwiczeń #Niedźwiedź22: Potwierdziły się informacje o częściowej mobilizacji w Rosji. Rosja będzie kontynuowała swoje dzieło zniszczenia i próbowała doprowadzić do zniszczenia Ukrainy i zagarnięcia części terytorium. Nie możemy się na to zgodzić. pic.twitter.com/T9zrK2h5IH
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) September 21, 2022
Oby na propagandzie się skończyło, bo stan nasze armii, jej morale jest, delikatnie mówiąc, podobny do czasu września 1939 r.
Adam Mazguła
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Putin ogłosił częściową mobilizację wojskową. Straszy użyciem broni jądrowej

DW
Prawie siedem miesięcy po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę, Rosja zarządziła częściową mobilizację swoich sił zbrojnych. Pierwsze reakcje Berlina.

W porannym przemówieniu Władimir Putin ogłosił, że częściowa mobilizacja rozpocznie się już dziś, tzn. w środę 21 września. Powoływani będą rezerwiści i osoby z „doświadczeniem militarnym”. Otrzymają oni taki sam status i wynagrodzenie jak obecni żołnierze kontraktowi, a także przejdą dalsze szkolenie wojskowe przed wysłaniem na front – zapewnił.
Krótko po wystąpieniu Putina, rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu sprecyzował, że mobilizacja może dotyczyć ok. 300 tys. obywateli Federacji Rosyjskiej.
Rosyjski przywódca uzasadniał decyzję wrogą polityką Zachodu, który dozbraja i dowodzi oddziałami wojska ukraińskiego.
– Zachód nie chciał pokoju między Ukrainą a Rosją, ale raczej zniszczenia Rosji. Rosja wykorzysta wszystkie swoje zasoby, aby bronić swoich obywateli – powiedział.
Referenda w sprawie aneksji
Putin zapowiedział także możliwość aneksji terytoriów ukraińskich przy pomocy organizacji referendów na okupowanych terenach.
– Popieramy decyzję podjętą przez większość obywateli Ługańskiej i Donieckiej Republik Ludowych, obwodów chersońskiego i zaporoskiego – powiedział w telewizyjnym przemówieniu.
Referenda, de facto zainscenizowane przez Kreml, mają zostać przeprowadzone od 23 do 27 września. Zarówno Ukraina, jak i społeczność międzynarodowa nie uznają legalności takiego rozwiązania. W ten sam sposób w 2014 r., poprzez organizację zmanipulowanego referendum, Rosja stworzyła pretekst do zaanektowania należącego do Ukrainy Półwyspu Krymskiego.
Decyzję o chęci aneksji kolejnych ukraińskich terytoriów uważa się za reakcję na obecnie trwającą kontrofensywę Kijowa na wschodzie kraju. W ostatnich tygodniach Ukraińcy przejęli całkowicie kontrolę nad okolicami Charkowa i posuwają się dalej na wschód w kierunku obwodu ługańskiego i donieckiego.
Źródła ukraińskie zwracają uwagę na to, iż rzekomo wszystkie bilety lotnicze z Moskwy do Stambułu i Erywania zostaly wykupione – jest to prawdopodobne (pierwszy efekt mobilizacji). Wzrosła również liczba wyszukiwań w google hasła: "jak złamać rękę w warunkach domowych" 🤣 pic.twitter.com/MuziNjE68j
— Michał Marek (@mic_marek) September 21, 2022
Możliwość użycia broni jądrowej
Rosyjski prezydent zaznaczył, że cele tzw. „operacji specjalnej”, jak Kreml nazywa inwazję na Ukrainę, pozostają bez zmian: Rosja chce „wyzwolić” Donbas od „nazistów”. W ten sposób rosyjska propaganda państwowa nazywa legalnie wybrane władze w Kijowie.
– Rosja użyje wszelkich środków, aby chronić swoją integralność terytorialną – powiedział Putin. Stwierdził, że w tym przypadku Rosja może użyć również broni jądrowej.
W Rosji obowiązuje prawo wojenne i zawieszone zostały prawa obywatelskie.
— Adam Mazguła (@amazgula) September 21, 2022
Gospodarka przechodzi na produkcję wojenną.
Administracja jest podporządkowana wojnie, może być poddana reżimowi służby, tak jak media, zbrojeniówka, zapasy żywności, oczyszczania wody, produkcji prądu…
Pierwsze reakcje z Niemiec: „zły i błędny krok”
Minister gospodarki i wicekanclerz Niemiec Robert Habeck powiedział w odniesieniu do wystąpienia Putina, że błędny i zły krok Rosji będzie przedmiotem dyskusji. Jest jednak jasne, że Ukraina nadal będzie otrzymywać pełne wsparcie – zaznaczył.
Do deklaracji Władimira Putina w rozmowie z DW odniósł się też minister finansów Niemiec. – Dla mnie jest to oznaka słabości. Ukraina nie da się zastraszyć. My także nie powinniśmy się dać. Musimy być przygotowani na długi konflikt z Rosją. Dlatego trzeba rozmawiać w gronie sojuszników i partnerów o tym, w jaki sposób możemy wspierać Ukrainę w jeszcze dłuższej walce o pokój i wolność – powiedział Christian Lindner.
Również niemieccy politycy specjalizujący się w polityce zagranicznej potwierdzili gotowość do wsparcia Ukrainy. Ulrich Lechte, ekspert ds. polityki zagranicznej FDP, podkreślił, że zarządzona częściowa mobilizacja pokazuje, że Rosja ponosi znaczne straty militarne. – Powoli, ale skutecznie Putina i ministerstwo obrony (Rosji) ogarnia rozpacz – powiedział polityk w rozmowie z agencją DPA. Stwierdził, że w tych okolicznościach nie można wykluczyć dalszej eskalacji sytuacji, ale równocześnie powtórzył, że Niemcy „muszą i będą wspierać nadal Ukrainę”.
Wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego CDU/CSU Johann Wadephul uznał z kolei, że Ukraina ma szansę skutecznie się bronić, ale potrzebuje do tego więcej, niż ostatnie znaczące wsparcie międzynarodowe w postaci broni ciężkiej. – Najwyższy czas, aby Niemcy zrobiły wreszcie decydujący krok i dostarczyły (Ukrainie) zachodnie czołgi i wozy bojowe – zaapelował.
Jeszcze przed przemówieniem Putina, kanclerz Niemiec Olaf Scholz podczas debaty generalnej 77. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku oskarżył Kreml o „czysty imperializm”. Zapewnił Ukrainę o dalszym wsparciu, także poprzez dostawy broni. – Putin zrezygnuje z wojny i swoich imperialnych ambicji tylko wtedy, gdy zda sobie sprawę: on nie może wygrać tej wojny – powiedział. – On nie tylko niszczy przez to Ukrainę, ale także rujnuje swój własny kraj – podkreślił. Dodał, że z tego powodu żaden rosyjski „dyktatorski dyktat” nie zostanie zaakceptowany, i żadne „pozorne referenda” również nie.
REDAKCJA POLECA
Adwokat rodzinny – w jakich sprawach warto skorzystać z jego usług?
Prawo rodzinne to szereg przepisów, które dotyczą członków rodziny zarówno w sferze majątkowej jak i niemajątkowej. W tym obszarze prawnym działa adwokat rodzinny. Zajmuje się m.in. rozwodami, ustalaniem wysokości alimentów, zakresu władzy rodzicielskiej oraz podziału majątku. Jeśli potrzebujemy pomocy prawnej w tych kwestiach, warto zwrócić się o nią właśnie do adwokata rodzinnego.

Prawo rodzinne – czego dotyczą przepisy wchodzące w jego zakres?
Prawo rodzinne ma na uwadze dobro rodziny i dziecka. Przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego opierają się na przekonaniu, że rodzina jest najdoskonalszą formą kształtowania więzi między małżonkami oraz między rodzicami a dziećmi. Stąd kwestiami podstawowymi w prawie rodzinnym jest małżeństwo i regulacje prawne od momentu jego zawarcia aż po jego zakończenie. W ramach prawa rodzinnego adwokaci zajmują się sprawami związanymi z ogólnie z małżeństwem, kwestiami adopcji, opieki i władzy rodzicielskiej oraz sprawami alimentacyjnymi. W sądach powszechnych adwokaci rodzinni najczęściej prowadzą sprawy rozwodowe, sprawy o alimenty, a także zajmują się kwestiami związanymi z rozdzielnością majątkową małżonków. Do ich kompetencji należy prowadzenie spraw o ustalenie ojcostwa, ustanowienie opieki czy kurateli. W sądach powszechnych adwokat rodzinny występuje w sprawach związanych z nieletnimi i ich konfliktami z prawem.
Adwokat rodzinny w sprawach rozwodowych
Rozwód to jedno z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu. Nie zawsze udaje się przejść przez niego bez problemów. Nadmiar emocji, jakie towarzyszą rozwodzącym się małżonkom na pewno utrudnia skuteczne porozumienie się w najważniejszych kwestiach związanych z ustaleniem zakresu opieki nad dzieckiem czy kwestii alimentów. Adwokat rodzinny ze swoim doświadczeniem w tych sprawach może odegrać tu kluczową rolę. Skorzystanie z pomocy prawnika jest gwarancją zabezpieczenia interesów dziecka. Kieruje się on w sprawach rozwodowych zasadą działania dla dobra osób małoletnich. W sytuacji, gdy rodzicom ciężko dojść do porozumienia, adwokat rodzinny w sprawie rozwodowej będzie starał się podejmować decyzję w oparciu o regulacje kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, aby zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki bytowania i rozwoju. Pomoże przy ustaleniu wysokości alimentów, biorąc pod uwagę możliwości zarobkowe rozwodzących się oraz koszty bytowania i rozwoju dziecka ponoszone dotychczas przez obu rodziców. W określeniu wysokości świadczeń alimentacyjnych istotne jest, aby sytuacja dziecka nie uległa pogorszeniu.
Pomoc adwokata rodzinnego w sprawach majątkowych
Rozwód nie zawsze oznacza, że małżonkowie są w stanie porozumieć się w sprawach opieki nad dzieckiem lub w kwestii zobowiązań alimentacyjnych. Problemy w osiągnięciu porozumienia mogą pojawić się także w odniesieniu do majątku zgromadzonego podczas trwania małżeństwa. Często strony odmawiają sobie prawa do jego części i negują zasługi w jego powstaniu. Adwokat rodzinny, umiejętnie korzystając ze swojego doświadczenia oraz bazując na znajomości ludzkiej psychiki często może ochronić byłych małżonków przed batalią sejmową. Specjalista prawa rodzinnego może pomóc wypracować satysfakcjonujący obie strony konsensus.

Podział majątku wspólnego między małżonkami możliwy jest dopiero po ustaniu małżeńskiej wspólności ustawowej, co może się stać na skutek orzeczenia o rozwodzie lub o separacji, na skutek ustanowienia rozdzielności majątkowej lub ubezwłasnowolnienia jednej ze stron. Adwokat prawa rodzinnego, jeśli w trakcie trwania małżeństwa małżonkowie nie zawarli intercyzy, doradzi w kwestiach podziału majątku i sposobu jego podzielenia. W przypadku dzielenia się nieruchomościami wymagany będzie akt notarialny.
Podział umowny przeprowadzony przez specjalistę prawa rodzinnego może zostać zawarty pisemnie lub ustnie i może obejmować całość lub część majątku. Zaletą takiego podziału jest szybsza realizacja porozumienia od postępowania sądowego. Podział umowny wydaje się także mniej kosztowny, choć skorzystanie z pomocy profesjonalisty także może wiązać się z wysokimi kosztami. Jednak w każdym przypadku warunkiem podstawowym jest jednak atmosfera wzajemnego porozumienia między byłymi małżonkami. To okoliczność sprzyjająca znalezieniu, przy pomocy adwokata rodzinnego, korzystnego dla obu stron rozwiązania.
Spadek po królowej. Wartość firmy Windsorów: ok. 28 mld funtów

Bernd Riegert
Król Karol dziedziczy fortunę. Większość znajduje się w królewskiej „firmie”, jak Windsorowie nazywają swój rodzinny biznes w celach reprezentacyjnych. Wartość: około 28 mld funtów.

„Nie wiemy skąd wziąć na ogrzanie naszych domów, a płacimy 100 milionów funtów za pańską paradę. Co pan na to?” – krzyknął do nowego króla jeden z przechodniów, gdy ten odwiedzał w piątek walijskie miasto Cardiff. Karol III nie odpowiedział, ale natychmiast zwrócił się do innych poddanych, którzy przyjaźnie wyciągali do niego ręce. Windsorowie nie rozmawiają publicznie o pieniądzach. Istnieją tylko szacunki i pośrednie obliczenia dotyczące ich majątku i dochodów.
Pewne jest to, że Karol odziedziczył fortunę. Jego matka Elżbieta II pozostawiła mu podobno osobistą fortunę w wysokości 350 mln funtów – szacuje telewizja Sky. Amerykański magazyn biznesowy „Forbes” mówi raczej o około 450 milionach. To między innymi zamki Sandringham i Balmoral, stadnina koni, kolekcja biżuterii, klejnoty, dzieła sztuki.

Nieruchomości i majątki dynastii
Fortuna, którą rodzina królewska zgromadziła w ciągu około tysiąca lat, szacowana jest nawet na 28 miliardów funtów, w tym Pałac Buckingham, Pałac Kensington i rozległe posiadłości w najlepszych lokalizacjach w Londynie. W skład aktywów wchodzą również centra handlowe czy 12-milowa strefa wokół brytyjskiego wybrzeża, którą rodzina królewska może wydzierżawić.

Sam suweren nie może wydać tych pieniędzy. Największa część majątku jest zainwestowana w fundację „Crown Estate” i jest kontrolowana przez agencje rządowe i radę nadzorczą. 75 procent zysków z fundacji trafia do państwa. Pozostałe 25 procent otrzymuje król jako „Souvereign Grant”, czyli rodzaj alimentów. W ubiegłym roku było to około 80 mln funtów. Z tych pieniędzy wypłacane są pensje dla 400 służących królewskiego gospodarstwa domowego, utrzymywane są zamki, finansowane koszty podróży, elektryczności, wody i telekomunikacji.
Rodzina zarabia
Dochody „firmy” (nazwę tę nadał rodzinie mąż królowej, książę Filip) pochodzą z różnych źródeł.
Oprócz „Souvereign Grant” Windsorowie otrzymują „apanaż” dla krewnych króla. Wielu członków rodziny królewskiej bierze udział w wystąpieniach publicznych, przecina czerwone wstęgi, odsłania tablice pamiątkowe, podejmuje się sponsoringu i odwiedza szpitale, straże pożarne czy dawne kolonie. Zobowiązują się do publicznego celebrowania swojego życia rodzinnego. Za to otrzymują odpowiednie wynagrodzenie. Król Karol III zapowiedział, że zmniejszy liczbę aktywnych członków rodziny królewskiej i tym samym być może nieco ograniczy wydatki.
Król ma również prawo do 22 milionów funtów rocznego dochodu osobistego, który jest generowany przez fundację księstwa Lancaster poprzez dzierżawę pól i lasów. Królowa Elżbieta II podzieliła te pieniądze między krewnych. Czy Karol utrzyma ten stan rzeczy, dopiero się okaże.
Następca tronu, książę William, będzie miał w przyszłości osobisty dochód rzędu 24 milionów funtów. To z kolei będzie generowane przez lukratywną fundację Księstwa Kornwalii.

Podatki dobrowolnie
Ani król, ani jego syn William nie muszą płacić podatku od swoich osobistych dochodów. Mogą płacić podatek dochodowy, ale nie muszą. Karol nie musi też płacić podatków od spadku, które są zwyczajowo stosowane w Wielkiej Brytanii.
Królowa podobno sporządziła testament. To, co w nim zapisała, poznamy dopiero za 90 lat. Ostatnia wola i testament monarchini pozostaną do tego czasu tajne.
Według magazynu „Forbes” miliony, które do tej pory przejął Karol, nie zostały wydane bezsensownie, lecz na cele charytatywne oraz na pensje dla 132 osobistych służących i pracowników.
Specjaliści od marketingu w Wielkiej Brytanii szacują, że „firma” ze swoją królewską marką generuje niemałe dochody dla brytyjskiej gospodarki. Przemysł turystyczny i media czerpią zyski z życia rodzinnego Windsorów, z ich przyjęć urodzinowych, wesel, dramatów, skandali, rocznic i pogrzebów. Wielka Brytania dostaje również darmowy czas reklamowy przed miliardową publicznością na całym świecie.
Brytyjskie firmy świadczące usługi rodzinie królewskiej korzystają z tytułu „Royal Warrant”.
Można to zestawić z usługami rządowymi w zakresie bezpieczeństwa, zarządzania ruchem i logistyką podczas królewskich wystąpień. Na przykład trudno wyliczyć niekończące się godziny pracy wojska, straży pałacowej, policji i innych służb podczas dziesięciodniowego okresu żałoby. Nikt nie wystawi Windsorom za to rachunku.
Goodbye to a Queen, a mother, a grandmother and a great grandmother. pic.twitter.com/hKEI9RcAOp
— The Prince and Princess of Wales (@KensingtonRoyal) September 19, 2022
Królewscy menedżerowie
Elżbieta II była, we wspomnieniu swojego prywatnego sekretarza lorda Robina Janvrina (1999-2007), powściągliwą menedżerką rodzinnej firmy. Nie wprowadzała radykalnych zmian i szukała porad. „Jej podejście bazowało na zdrowym rozsądku” – napisał Janvrin w swoich wspomnieniach. Tylko raz, w 1986 roku, królowa zgodziła się na gruntowną reformę finansową w firmie, mającą na celu obniżenie kosztów. „Dlaczego mam tak wielu służących?” – pytała.
Firma konsultingowa zajmująca się zarządzaniem wprowadziła w życie 1200-stronicowy raport dotyczący reformy finansowej. Książę Karol uchodził wśród doradców finansowych za szefa, który lubił podejmować samotne, czasem przesadne decyzje. Teraz na tronie musi się to zmienić. „Wiem, że jako suweren nie mogę już robić wszystkiego” – miał powiedzieć Karol przed laty.
Są bogatsi arystokraci
Jak podaje serwis internetowy Royal24, król Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej wypada w międzynarodowym porównaniu przeciętnie. Jeśli wziąć pod uwagę tylko prywatny majątek, to na czele listy europejskich arystokratów znajduje się wielki książę Luksemburga Henri z 3,3 mld euro. Następnie książę małego państwa Liechtenstein, Hans-Adam (2,8 mld euro). Trzecie miejsce zajmuje książę Monako Albert II (800 mln). Dopiero na czwartym miejscu jest Karol III.
„Najbiedniejszego” króla ma Belgia. Phillipe ma podobno tylko około 11 milionów euro. Dokładne liczby są jednak trzymane w tajemnicy, jak to zwykle bywa w przypadku królewskich rodów.
W skali światowej Europejczycy są jednak biednymi myszami kościelnymi. Król Tajlandii, sułtan Brunei czy król Arabii Saudyjskiej – wszyscy plasują się w przedziale kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu miliardów.
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: minister Moskwa zaleca obniżanie temperatury w mieszkaniach do 17 stopni. I ma rację

Krzysztof Skiba
Zimę przetrwamy ze szronem na ustach i lodem w tyłku, ale za to mamy drogie instytuty powołane przez PiS, przekop Mierzei, lotnisko-łakę w Baranowie, fikcyjną stocznię w Radomiu i ławki patriotyczne, które nie przetrwały pierwszego deszczu.
DOBRE NAWYKI
Minister klimatu Anna Moskwa zrobiła mroźny klimat podczas wywiadu w radiu Zet. Ogłosiła, że Polacy muszą wyrobić w sobie dobre nawyki związane z oszczędzaniem energii i przyzwyczajeniem się do zimna. Trzeba więcej chodzić, a mniej jeździć samochodem. Należy mniej korzystać z energii elektrycznej. Gasić światło, gdzie się da.
Dzisiaj Pani @moskwa_anna podzieliła się ze słuchaczami jak oszczędzać i co ona sama zmieniła w swoim życiu żeby oszczędzać.
— PikuśPOL 🇵🇱 📿 (@pikus_pol) September 15, 2022
-Obniżyłam temperaturę w domu. W częściach wspólnych mam 17 stopni, w częściach częściej użytkowanych 19 stopni.
A teraz chcę obejrzeć rachunki Pani Ani🤫 pic.twitter.com/ZLHviR10Y3
Władza w tym względzie daje dobry przykład i przy pomocy TVP od siedmiu lat gasi ludziom światło pod kopułą. Sama pani minister gasi światło w lodówce. Można też zacząć trenować czytanie po ciemku. I nie tylko czytanie. Marek Suski jest przekonany, że braki opału i energii na zimę, zaowocują wzrostem dzietności Polaków. Bo przecież po ciemku i w zimnie, ludzie lgną do siebie, a seks jest naturalnym sposobem ogrzania organizmu.
Minister Moskwa mówiąc o dobrych nawykach zaleca obniżanie temperatury w mieszkaniach do 17 stopni. I ma rację. Tacy na przykład Eskimosi żyją w lodowych domkach i mają się całkiem dobrze.
Teraz władza spowoduje, że wreszcie także Polacy dostąpią tej radości i będą mieli lodowe domki. Przecież w Finlandii, za kołem podbiegunowym są niezwykle drogie i ekskluzywne hotele z lodu. Goście takich hoteli śpią na lodowym posłaniu w budynku zbudowanym z lodowych brył.
Wszyscy widzowie telewizji TVN pamiętają jak swego czasu Michał Wiśniewski wraz z Mandaryną brał ślub na dalekiej Północy i mieszkał sobie w takim hotelu. Teraz dzięki polityce PiS takich luksusów zakosztuje cała Polska. Po co jechać do Finlandii i płacić za taką przyjemność grube pieniądze? Tej zimy wszyscy będziemy mieli lodowe hotele u siebie w chacie. A do tego pół litra Finlandii z Żabki i mamy wielki świat.
Jeszcze nie tak dawno, część naszych rodaków uprawiała zdrowy sport zwany morsowaniem. Teraz dzięki premierowi Morawieckiemu i jego zdrowej polityce, cały naród zacznie morsować do czego zachęca też pani Moskwa. Jej zdaniem do zimna i braku opału można się przyzwyczaić, podobnie przecież jak do braku zębów czy braku nogi.
Dawno temu było określenie „zimna wojna”. Teraz nie tylko wojna będzie zimna, ale także pokój, a nawet przedpokój. Mówi się, że na pewne sprawy warto spojrzeć chłodnym okiem. No to wreszcie Polacy, tej zimy uzyskają zbiorowo taką szansę. Popatrzmy na tę władzę chłodnym okiem, bo na gorące kaloryfery nie ma co liczyć.
Woda w kranie będzie jak zimny trup, co przypomni nam tylko o zmarłych bliskich. I dzięki temu rodzinne więzi splotą się jak warkocz pamiętnej Renaty Beger.
Zimę przetrwamy ze szronem na ustach i lodem w tyłku, ale za to mamy drogie instytuty powołane przez PiS, przekop Mierzei, lotnisko-łakę w Baranowie, fikcyjną stocznię w Radomiu i ławki patriotyczne, które nie przetrwały pierwszego deszczu.
Huba to grzyb, który przysysa się do zdrowego organizmu drzewa. I powoli je zjada.

Krzysztof Skiba
Do Świnoujścia dopłynął kolejny transport palnej gliny zamówionej przez @moskwa_anna i @MorawieckiM.@ma_golinska pęka z dumy z ochrony środowiska w Polsce.pic.twitter.com/Qv17Yo5Asw
— Obywatele RP #FBPE (@ObywateleRP) September 11, 2022
Były doradca Putina: Rosja jest silna, nie wolno jej nie doceniać. Mimo to Ukraina ma szansę z nią wygrać
– Rosja jest silna, nie wolno jej nie doceniać – mówi w rozmowie z DW Andriej Iłłarionow były doradca, a teraz krytyk Putina. – Mimo to Ukraina ma szansę z nią wygrać, jeśli uzyska wystarczające wsparcie Zachodu.

DW: W dyskusji na Forum Ekonomicznym w Karpaczu przedstawił pan ogromnie pesymistyczne spojrzenie na wojnę Rosji z Ukrainą. Pańskim zdaniem Moskwa może ją prowadzić jeszcze przez lata. A potem powiedział Pan, że jedyną nadzieją jest Ukraina. Co musi się zdarzyć, żeby ta nadzieja się spełniła?
Andriej Iłłarionow: – Myślę, że to jest jasne. Militarna porażka sił rosyjskich, czyli zwycięstwo sił zbrojnych Ukrainy i całej Ukrainy w tej wojnie. To jedyna opcja dla Ukrainy, dla Europy i dla całego cywilizowanego świata. Innej możliwości nie ma.
Jakie są warunki konieczne, żeby Ukraina nie przegrała tej wojny? Czy wsparcie Zachodu jest wystarczające? I czy będzie trwało wystarczająco długo?
– Zadaje Pan absolutnie słuszne pytania, ponieważ dostarczanie Ukrainie pomocy wojskowej od zachodnich partnerów i sojuszników jest jednym z kluczowych elementów dla zwycięstwa w tej wojnie. Pomocy wszelkiego rodzaju; w tym samolotów, systemów obrony przeciwlotniczej, systemów antyrakietowych, rakiet, pojazdów opancerzonych i czołgów.
Tak, jak to dzieje się dziś?
– Obecny poziom pomocy wojskowej dla Ukrainy jest niewystarczający. Szacuje się, że sięga on 10 do 30 procent tego, co jest konieczne. Dlatego to wsparcie militarne powinno zostać zwiększone i utrzymane tak długo, jak długo będzie trwać wojna.
Jakiej broni Ukraina potrzebuje przede wszystkim?
– Najlepiej byłoby zapytać o to sztab generalny ukraińskich sił zbrojnych. Niektóre już wymieniłem. Prawdopodobnie absolutnie kluczowe byłyby rakiety. Rakiety dalekiego zasięgu. Ich dostawy mogłyby mieć krytyczne znaczenie dla militarnego zwycięstwa dla Ukrainy.
Czy może Pan zrobić krótkie porównanie wsparcia poszczególnych państw dla Ukrainy?
– Najważniejszy wkład, jeśli chodzi o obciążenie gospodarki narodowej, czyli udział tej pomocy w PKB i w wydatkach wojskowych per capita, wniosły Estonia i Łotwa. Bezpośrednio po inwazji 24 lutego te dwa kraje dostarczyły Ukrainie broń wartą około jedną trzeciej ich rocznych wydatków wojskowych, a pomoc wojskowa z tych dwóch państw odegrała naprawdę bardzo ważną rolę w odpieraniu rosyjskiej agresji.
Jeśli chodzi o ogólne wsparcie dla Ukrainy względem potencjału, jakim dany kraj dysponuje, numerem jeden wśród sojuszników Ukrainy w tej wojnie stała się Polska. Mam na myśli nie tylko pomoc wojskową, ale i gospodarczą, i liczbę uchodźców, którym Polska zapewniła schronienie. Dlatego też wszyscy na Ukrainie i wszyscy poza Ukrainą są Polsce głęboko wdzięczni za tę nieocenioną pomoc i wsparcie.
Bardzo ważna jest też Wielka Brytania. Kluczową rolę w mobilizacji poparcia Zachodu dla Ukrainy, także Stanów Zjednoczonych, w organizowaniu dwu- i trójstronnych spotkań i negocjacji Wielkiej Brytanii i Polski z Ukrainą odegrał jej były premier Boris Johnson. Miejmy nadzieję, że te negocjacje doprowadzą w pewnym momencie do utworzenia przynajmniej trójstronnego sojuszu tych trzech państw tworzących trzon oporu Zachodu przeciwko agresji Kremla.
Czy Zachód ma wystarczający potencjał, aby dopomóc Ukrainie wygrać tę wojnę?
– Tego nie wiemy. Na razie słyszymy z najważniejszych stolic, w tym z Londynu, zwłaszcza od nowej premier Liz Truss, że wsparcie będzie kontynuowane. Wierzymy, że obecny rząd Polski będzie wciąż wspierał Ukrainę. Jesteśmy pewni, że nadal będą ją wspierać kraje bałtyckie. Nie mamy wątpliwości co do kontynuacji wsparcia przez Czechy i Słowację. Mamy nadzieję, że swoje wsparcie dla Ukrainy zwiększy Rumunia.
Stany Zjednoczone, nawet pod rządami obecnej administracji, twierdziły jak dotąd, że są gotowe do długoterminowego, wieloletniego wspierania Ukrainy. Niestety, posiadając wiele zasobów, USA nie robią tego, co mogłyby zdziałać w obecnej sytuacji. Mamy więc nadzieję, że prędzej czy później to podejście ulegnie zmianie i Stany Zjednoczone zwiększą swoje wsparcie dla Ukrainy.
Do tej pory nie wymienił Pan ani Niemiec, ani Francji.
– Od tych dwóch państw nie oczekiwaliśmy wiele i nadal nie oczekujemy.
Czy potrafi Pan sobie wyobrazić bezpośrednie zaangażowanie Zachodu w tę wojnę?
– Myślę, że udział połączonych sił ekspedycyjnych JEF (Joint Expeditionary Forces), czyli działającej pod dowództwem Wielkiej Brytanii wielonarodowej grupy szybkiego reagowania dziesięciu państw NATO, mógłby być absolutnie rozsądnym włączeniem się do tej wojny. Oddziały JEF mogłyby zostać rozmieszczone na zachodniej Ukrainie dla zabezpieczenia logistyki, kanałów transportu artykułów wojskowych na front. To nie oznacza, że wojska JEF miałyby działać bezpośrednio na linii frontu. Na razie nawet Ukraińcy o to nie proszą. Ale rozmieszczenie tych sił na terytorium Ukrainy odciążyłoby część sił ukraińskich, umożliwiając im bezpośredni udział w boju. Myślę, że w pewnym momencie taka decyzja może zostać podjęta.
A czy Rosja nie odpowiedziałaby na to otwarciem nowego frontu, na przykład z Białorusi?
– Wygląda na to, że pan Łukaszenka tak bardzo się lęka uczestniczyć w wojnie przeciwko Ukrainie, że prędzej popełni samobójstwo, niż zaatakuje Ukrainę siłami białoruskimi.
Czy Ukrainie grozi użycie broni jądrowej?
– Istnieje taka szansa, że Rosja mogłaby użyć taktycznej broni jądrowej. Dla wszystkich ekspertów wojskowych jest to temat otwarty, temat do dyskusji. Moim zdaniem prawdopodobieństwo jest stosunkowo niskie, ale nie zerowe. To jest wciąż możliwe. Dlatego wszyscy, a przede wszystkim Ukraińcy powinni być na to przygotowani. Przygotowane powinny być także Polska i inne kraje zachodnie. Przygotowane w tym sensie, że nie pozostawiłyby tego bezkarnie. Czyli w wypadku, gdyby Kreml zdecydował się na użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie, na terytorium Ukrainy, wówczas byłaby bardzo poważna, adekwatna odpowiedź państw zachodnich przeciwko Rosji na taką zbrodnię.
Jak silna jest Rosja?
– Rosja jest silna. Nie bądźmy ślepi. Nie wolno nie doceniać zasobów Rosji. Nie wolno nie doceniać gotowości reżimu kremlowskiego i części ludności rosyjskiej do udziału w tej agresywnej wojnie. Musimy zrozumieć, że to zagrożenie jest i realne, i poważne. I że może trwać przez wiele lat. Ale to nie oznacza, że Ukraina nie może wygrać. A Zachód wraz z nią.
Przez niemal sześć lat był Pan doradcą prezydenta Putina. Panu to wystarczyło, by poznać jego prawdziwe oblicze, a także by poznać oblicze Rosji. Po latach nazwał ją Pan państwem-koncernem agentów tajnych służb, KGB i innych. W 2014 ostrzegał Pan, że Putin będzie chciał odzyskać kontrolę nad Ukrainą i innymi republikami posowieckimi. Dlaczego więc świat pozostał ślepy?
– Dlaczego świat pozostał ślepy? Lepiej by było zapytać o to świat, a nie mnie. Nie tylko ja ostrzegałem, także wielu innych mówiło światu prawdę. Ale pewna część świata wolała pozostać ślepa i głucha. Nie słyszała, nie słuchała, nie patrzyła. Tak więc jest to pytanie do tej części świata.
Czy to już się skończyło?
– Myślę, że agresja, która zaczęła się 24 lutego, bardzo dużo zmieniła. Te głosy na świecie, zwłaszcza w niektórych stolicach europejskich, które opowiadają się za jakimiś specjalnymi relacjami z Putinem czy z Kremlem na zasadzie business as usual, przycichły i straciły na znaczeniu z powodu tego, co Putin zrobił w ciągu minionych ponad sześciu miesięcy.
Ale są jeszcze kraje w Azji, Afryce i Ameryce Południowej, które mogą pomóc Putinowi w prowadzeniu tej wojny.
– Tak. Ponieważ mają one bardzo odmienne standardy etyczne. Społeczeństwo zachodnie to bardzo wyjątkowe zjawisko w dziejach świata. Wyrosło w Europie, rozszerzyło się na takie miejsca, jak Ameryka Północna, Izrael, Australia czy Nowa Zelandia. Ale to jest wciąż zjawisko jedyne w swoim rodzaju, które nie występuje w innych częściach świata. Kierowanie się etyką, oparcie gospodarki i stosunków międzynarodowych na zasadach, to unikalny wkład cywilizacji zachodniej. Nie podzielają tego cywilizacje istniejące w innych częściach świata. Dlatego też trudno oczekiwać, że inne kraje, którym brakuje takich standardów etycznych i prawnych, pójdą w ślad za Europą.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmowa została przeprowadzona 8 września 2022 roku podczas XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu.
Andriej Iłłarionow
Rosyjski ekonomista Andriej Iłłarionow (rocznik 1961) był w latach 90. ubiegłego wieku doradcą gospodarczym premierów Rosji Jegora Gajdara i Wiktora Czernomyrdina, a od 2000 do 2005 roku prezydenta Rosji Władimira Putina. 21 grudnia 2005 roku Iłłarionow oświadczył, że „w tym roku Rosja stała się innym krajem. Nie jest już krajem demokratycznym. Nie jest już krajem wolnym”. Iłłarionow był wśród 34 pierwszych sygnatariuszy manifestu „Putin musi odejść”, który został opublikowany w 2010 roku. W 2014 roku określił Rosję jako państwo korporacyjne: „W tym sensie, że państwo jest własnością korporacji – korporacji obecnych i byłych agentów KGB, FSB i innych służb specjalnych Związku Sowieckiego i Rosji”.
Od kwietnia 2021 roku Iłłarionow jest analitykiem waszyngtońskiego Ośrodka Polityki Bezpieczeństwa (Center for Security Policy). Przedtem pracował w Instytucie Katona (Cato Institute), także w Waszyngtonie
REDAKCJA POLECA
To nie jest dobra jesień dla UE. Rośnie liczba prawicowych rządów
Węgry, Polska, Szwecja, a wkrótce Włochy: w krajach Unii Europejskiej rośnie liczba prawicowych rządów. Nieliberalny blok może osiągnąć „krytyczną masę” – ostrzega publicysta „Sueddeutsche Zeitung”.

„To nie jest dobra jesień dla Unii Europejskiej. Na Wschodzie robi się ponuro. Węgry, jak stwierdził właśnie Parlament Europejski, nie są już demokracją, lecz „autokracją z wyborami”. W niedzielę Komisja Europejska zaleciła rządom państw europejskich obcięcie Budapesztowi pieniędzy z powodu stałych naruszeń wspólnych reguł” – pisze Hubert Wetzel w komentarzu opublikowanym w niedzielę wieczorem na portalu „Sueddeutsche Zeitung” (SZ).
„Polska zachowuje się podobnie. Gdyby Węgry i Polska nie były członkami UE i złożyły teraz wniosek o przyjęcie, ich wniosek zostałby prawdopodobnie odrzucony” – zaznacza autor.
Na Wschodzie źle, na Północy nie lepiej
„Na północy sytuacja jest niewiele lepsza” – ocenia dziennikarz SZ. W Szwecji będą rządzili „twardzi prawicowi populiści”. We Włoszech 25 września wybrany zostanie nowy parlament. „Wygląda na to, że zwycięży prawicowy sojusz trzech partii, z których dwie są mniej lub bardziej otwarcie rasistowskie, nacjonalistyczne i antyeuropejskie” – pisze Wetzel. Giorgia Meloni, która może objąć stanowisko premiera, uważa Benito Mussoliniego za wielkiego Włocha.
Autor zwraca uwagę na paradoks: z jednej strony poparcie dla UE w sondażach od dawna nie było tak wysokie, jak obecnie. „Obywatele lubią Europę, a równocześnie wybierają tych, którzy nią pogardzają” – pisze Wetzel.
Jego zdaniem wysokie poparcie w sondażach nie mówi wszystkiego. Prawicowi populiści musieli zmodyfikować swoją politykę i dopasować ją do nastrojów społecznych. Zrezygnowali z postulatów w rodzaju wyjścia ze strefy euro lub opuszczenia UE, ponieważ po negatywnych doświadczeniach Brexitu, nie można tymi hasłami wygrywać wyborów. „Dlatego Polska i Węgry pozostają grzecznie członkami, chociaż podobno UE jest wszystkiemu winna” – podkreśla.
Prawica: pieniądze tak, wartości nie
Prawicy zależy na europejskich pieniądzach. Europejskie wartości – demokracja, prawa człowieka, praworządność, podział władz i wolna prasa – nie są dla niej tak ważne.
Wetzel przyznaje, że obywatele krajów UE mają prawo w wyborach wskazywać Brukseli na swoje priorytety. Europa – zaznacza – zawiodła przy rozwiązywaniu polityki migracyjnej, a zwrot na prawo w Szwecji, na Węgrzech i we Włoszech jest tego następstwem. „To jest gorzkie, lecz wytłumaczalne” – zaznacza komentator ostrzegając, że Bruksela nie może sobie pozwolić na błąd w obecnym kryzysie energetycznym.
„Na dłuższą metę Europa nie poradzi sobie z sytuacją, gdy w sporej liczbie krajów członkowskich rządzić będą wrogowie Europy. Żadna organizacja państw, która istnieje nie dzięki przymusowi, lecz dzięki wspólnym wartościom, ideałom i interesom, funkcjonująca jedynie na podstawie kompromisy, nie przeżyje tego” – pisze Wetzel.
Za pomocą pieniędzy można przykryć wiele problemów, ale w pewnej chwili rysy staną się zbyt szerokie i głębokie – ostrzega autor. „Już teraz widać, jak trudno UE radzi sobie ze stosunkowo małymi łamaczami reguł, jakimi są Polska i Węgry. Jeżeli dojdą do nich Szwecja i Włochy, to nieliberalny blok osiągnie powoli krytyczną masę” – podsumowuje swój komentarz Hubert Wetzel w „Sueddeutsche Zeitung”.
Rosja: Zamiast więzienia 6 miesięcy służby na pierwszej linii frontu

Roman Gonczarenko, Sergey Satanovskij
Ukraina uzyskała ostatnio w działaniach wojennych znaczną przewagę. W Rosji coraz głośniej mówi się o powszechnej mobilizacji. Kreml szuka innych rozwiązań, także w więzieniach.
A big fish fell into the hands of the Armed Forces of Ukraine.
— Mariia Kramarenko (@KramarenkoMari3) September 10, 2022
The reconnaissance captured the lieutenant colonel of the Armed Forces of the Russian Federation, Artem Helemendyk, from the 18th motorized rifle division. #RussianArmy #RussiaInvadedUkraine #UkraineWillWin pic.twitter.com/GBBDksNEoR
Doniesienia o tym pojawiały się już od jakiegoś czasu, a teraz także nagranie wideo, które zostało wykonane w jednej z rosyjskich kolonii karnych. Udostępnili je w środę (14.09.2022) zwolennicy uwięzionego rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego oraz kanał Telegram. W nagraniu łysy mężczyzna w oliwkowo-zielonym uniformie wojskowym agituje za udziałem w wojnie w Ukranie. W klapie uniformu ma przypięte dwa odznaczenia, które mocno kojarzą się z najwyższym wojskowym odznaczeniem „Bohatera Federacji Rosyjskiej“.
Wolność za sześć miesięcy służby na froncie
Mężczyzna z nagrania do złudzenia przypomina Jewgienija Prigożyna, o którym mówi się, że ma bliskie kontakty z Kremlem i według doniesień mediów utrzymuje najsłynniejszą rosyjską prywatną armię, tzw. „Grupę Wagnera“. Podobno walczy ona obecnie w Ukrainie, za co Prigożyn otrzymał wspomniane odznaczenie jako „Bohater Rosji“.
Na nagraniu mężczyzna obiecuje zgromadzonym więźniom pieniądze i wolność w zamian za sześć miesięcy służby wojennej w ramach Grupy Wagnera. Wojna na Ukrainie jest „trudna“, mówi Prigożyn, potrzebuje ona „wyłącznie walecznych żołnierzy“. Krytyczne wobec Kremla rosyjskie media uznają wideo za autentyczne. Wypowiedzi te nie są zaskakujące.
Doniesienia o tym, że Rosja ma rekrutować więźniów do wojny w Ukrainie pojawiają się już od miesięcy.
– Prigożyn zadaje sobie wiele trudu i osobiście odwiedza kolonie karne –powiedziała DW jeszcze w sierpniu Olga Romanowa, szefowa organizacji praw człowieka Russia Behind Bars. Jak poinfomowała, pierwsze walki z udziałem rosyjskich więźniów miały miejsce w połowie lipca w pobliżu Ługańska.
W ocenie Romanowej Prigożyn zdołał do początku sierpnia zwerbować do działań wojennych co najmniej 2,5 tysiąca więźniów. Według niej może być ich znacznie więcej – do 60 tysięcy. Oznaczałoby to, że co dziesiąty więzień w Rosji walczy na froncie.
Oto dowód. Jewgienij Prigozin, i twórca Wagnerowców tak oto rekrutuje ludzi do wojny na Ukrainie
— Wojciech Cegielski (Polskie Radio / Podcast Świat) (@wojciechce) September 15, 2022
Yevgeniy #Prigozhin, the founder of Russia's shadowy #WagnerGroup mercenary has appeared in leaked footage attempting to recruit prisoners to fight in Ukraine pic.twitter.com/tQXvrm9Eu3
Mobilizacja inaczej
Po udanej ukraińskiej kontrofensywie w rejonie Charkowa w Rosji nasiliły się wezwania do powszechnej mobilizacji. Szczególnie nacjonalistyczni blogerzy apelują o takie rozwiązanie w mediach społecznościowych. Jednak Kreml nadal nie mówi o wojnie, lecz trzyma się swojej narracji określając rosyjską agresję w Ukrainie mianem „operacji specjalnej“. Dlatego nowych bojowników poszukuje się nie tylko poprzez Ministerstwo Obrony Narodowej, lecz również innymi sposobami. Na przykład przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow zaproponował w czwartek (15.09.2022) przeprowadzenie decentralnej samodzielnej mobilizacji. Każdy region Rosji mógłby wyposażyć i wyszkolić „co najmniej tysiąc ochotników“. Państwo dysponowałoby wówczas siłami 85 tysięcy ludzi – „niemalże armią“, napisał Kadyrow na Telegramie. O podobnej liczbie 90 tysięcy jako docelowej liczbie rosyjskiej mobilizacji mówił także przedstawiciel ukraińskiego ministerstwa obrony w wywiadzie telewizyjnym pod koniec sierpnia. Według szacunków Kijowa, Rosja wysłała na wojnę ukraińską około 160 tys. żołnierzy.
David Rowe on #Putin #Ukraine #RussianArmy – political cartoon gallery in London https://t.co/dePcTdnXF6 pic.twitter.com/u88MtHg31J
— Political Cartoon (@Cartoon4sale) September 13, 2022
Walka na pierwszej linii frontu
Rekrutacja ochotników odbywa się na różne sposoby także na okupowanych terytoriach Ukrainy. W samej Rosji istnieje ponad 40 takich jednostek regionalnych – jak podała w sierpniu rosyjska gazeta „Kommiersant“. Rozbudowywana jest także regularna armia. Prezydent Putin nakazał rozszerzenie rosyjskich sił zbrojnych o 130 tysięcy ludzi. Dekret ma wejść w życie 1 stycznia 2023 roku, ale wobec strat na froncie pilnie potrzebni są nowi bojownicy. Z aktualnych danych ukraińskich wynika, że od rozpoczęcia w lutym rosyjskiej wojny napastniczej zginęło ponad 50 tysięcy rosyjskich żołnierzy. Natomiast według szacunków amerykańskich wojskowych na początku sierpnia straty rosyjskie wyniosły około 20 tysięcy zabitych. – Dlatego też więźniowie mają być wysyłani na pierwszą linię frontu. Jako pierwsi będą wysyłani do walki, a są bardzo słabo wyszkoleni – mówi Olga Romanowa.
Brak perspektyw jako motyw działania
Wśród rekrutów są podobno groźni przestępcy, ale także tacy jak Rusłan – drobny przestępca w wieku 20 lat. Jego kuzynka Swietłana (oba imiona zmienione przez redakcję) powiedziała korespondentowi DW, że przestępstwo Rusłana nie było poważne i że odsiedziałby swój wyrok w ciągu roku. – Na początku odrzucił on pomysł wyjazdu na wojnę w Ukrainie – mówi Swietłana. Ale na początku lipca w więzieniu przeprowadzono rekrutację i zgłosiło się około 70 mężczyzn. Wśród nich znalazł się także Rusłan. Swietłana złożyła w tej sprawie skargę do prokuratury – bez skutku. W sierpniu Rusłan zadzwonił do niej z Ukrainy z prośbą, by mu koniecznie pomogła opuścić armię. Swietłana spróbuje mu pomóc.
Mimo to wśród wielu więźniów jest wielka chęć pójścia na wojnę – uważa Olga Romanowa. Jej zdaniem podłożem jest brak perspektyw. – Dla więźniów jest to często jedyny sposób na rozpoczęcie nowego życia poprzez odbieranie życia innym – mówi obrończyni praw człowieka.
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: uroczyste otwarcie Rowu Jarosława

Krzysztof Skiba
Uroczyste otwarcie Rowu Jarosława, czyli przekopu na Mierzei Wiślanej, czołowej inwestycji PiS, przedstawianej jako cudowny obiekt strategiczny, o charakterze co najmniej tak doniosłym, jak drabinka Jarosława na wiecach smoleńskich. Jak obliczają fachowcy, przy dobrych wiatrach budowa kanału zwróci się za... 300 lat
OTWARCIE ROWU
Dziś uroczyste otwarcie Rowu Jarosława, czyli przekopu na Mierzei Wiślanej, czołowej inwestycji PiS, przedstawianej jako cudowny obiekt strategiczny, o charakterze co najmniej tak doniosłym, jak drabinka Jarosława na wiecach smoleńskich, czy polska racja stanu. Krytycy nazywają go kanałem dla kajaków, bo ma głębokość 4,5 metra, co nie pozwala korzystać z niego ani okrętom wojennym, ani kontenerowcom.
PiS otwiera kanał na Mierzei Wiślanej. Ekspert: Wpłynięcie tam statkiem to misja kamikadze https://t.co/bNtdm26HSI pic.twitter.com/bJwU2jTlTM
— Radio TOK FM (@Radio_TOK_FM) September 17, 2022
Aby pokazać, że jednak statki pełnomorskie mogą nim pływać, podczas ceremonii otwarcia, przepłynie nim Zodiak II, holownik z Urzędu Morskiego w Gdyni. Holownik nie jest jednak statkiem handlowym – to wielozadaniowy okręt używany m.im. do kruszenia lodu w porcie czy holowania dużych jednostek. To tak jakby autostradę otwierać traktorem.
Moi Drodzy. To jest Zodiak II. Dumny statek, który przepłynie przez przekop Mierzei Wiślanej podczas hucznej imprezy pisowskich notabli.
— Pablo Morales (@PabloMoralesPL) September 9, 2022
Przepłynie i… zatrzyma się, ponieważ dalszy rejs byłby dla niego niebezpieczny.
Nawet nie wiem, jak te debilizmy opisywać… pic.twitter.com/UNNHE6jM0l
Nawet gdyby jakiś mniejszy statek handlowy przepłynął przez kanał, to do portu w Elblągu i tak nie dojedzie, bo tor wodny o głębokości 4,5 metra kończy się na kilometr przed Elblągiem. Dalej jest już płycizna. Jak widać z ekonomicznego punktu widzenia – także płycizna umysłowa.
Opozycja kpi, że to kanał dla kajaków, ale tak naprawdę kanał jest idealny dla żeglarzy. Jachty żaglowe, nawet te największe bez problemu przejadą kanałem, co z pewnością przyczyni się do rozwoju turystyki w tym rejonie. Po raz pierwszy PiS zrobiło więc coś dla milionerów. Mój kumpel, który ma jacht za 2 mln euro, już przebiera nogami i żaglami, aby tym nowym kanałem przepłynąć.
Cały świat żeglarski cieszy się z kanału i to jest super, tymczasem władza przedstawia swoją pokazową budowlę niczym budowę Linii Maginota coś, co ma być turbodoładowaniem polskiej gospodarki i niezależności od Rosji. Jak obliczają fachowcy, przy dobrych wiatrach budowa kanału zwróci się za… 300 lat.
Ponieważ otwarcie ma być z hukiem, zagrają też artyści. Miał być Zenek Martyniuk i Pietrzak, ale nowy Prezes postawił na młodzież, czyli na Marylę Rodowicz i Ryszarda Rynkowskiego.
Gdy w latach 30. za Stalina otwierano w ZSRR słynny kanał Białomorski, to w propagandowy, dziewiczy rejs zabrano statkiem ponad stu sowieckich pisarzy, aby sławili dzieło radzieckiego państwa i jego gospodarczej potęgi. Popłynęli w tym rejsie m.in. Gorki, Zoszczenko, Jasiński i Babel.
Szkoda, że PiS upycha przy okazji otwarcia kanału zgraną do cna Marylę. Można by trochę ambitniej zrobić podobny rejs i zaprosić na Zodiaka wielkich pisarzy prorządowych takich jak Wildstein, Lisiecki, Legutko, Wencel, Roszkowski, Cejrowski czy Łysiak. Twórczym owocem takiego rejsu byłaby zapewne wspaniała książka lub poemat patriotyczny, sławiący geniusz przywódców i strategów narodu, którzy wybudowali za pieniądze społeczeństwa zabawkę dla turystów.
Krzysztof Skiba
Adam Mazguła: nominacja kolejnego politycznego matoła na ministerialne stanowisko

Adam Mazguła
Skandaliczna nominacja kolejnego politycznego matoła na ministerialne stanowisko. Dureń na stanowisku pogania innego głąba w partyjnej karuzeli otępienia i dojnej zmiany. Tymczasem TVP i media partyjnej propagandy pieją i wyją z zachwytu nad dokonaniami tych bandytów. Mało tego. Połowa naszych rodaków popiera lub uczestniczy w tym masowym upadku przyzwoitości i promocji złodziejstwa
Skandaliczna nominacja kolejnego politycznego matoła na ministerialne stanowisko Janusza Kowalskiego udowadnia, że PiS i SP to antypolska mafia przestępcza.
Z rąk Wicepremiera i Ministra @MRiRW_GOV_PL @Kowalczyk_H odebrałem powołanie na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Dziękuję za zaufanie ministrowi @ZiobroPL i @SolidarnaPL. Będę twardo walczył o interesy 🇵🇱wsi! pic.twitter.com/BzbsQdoFoj
— Janusz Kowalski 🇵🇱 (@JKowalski_posel) September 15, 2022
Dla nich liczy się tylko układ i podział stanowisk zawarty w umowie koalicyjnej.
Celem nie jest dobro Polski i jej obywateli, ale ilość wysokopłatnych stanowisk do szybkiego pomnażania ilości partyjnych milionerów. Dlatego każdy łajdak i przestępca bez kompetencji doi Polaków w imię partii z majątku i przyzwoitości.
W tej sytuacji żadna instytucja państwowa nie ma szans na logiczny rozwój i kompetentne załatwianie spraw swoich obywateli. Dureń na stanowisku pogania innego głąba w partyjnej karuzeli otępienia i dojnej zmiany.
Kłamca Kowalski wiceministrem rolnictwa. pic.twitter.com/5SEGlk1wUC
— Ela (@pigmalion55) September 15, 2022
Tymczasem TVP i media partyjnej propagandy pieją i wyją z zachwytu nad dokonaniami tych bandytów i razem z Kościołem katolickim zadymiają prawdę.
Z wyjątkiem wojen i zaborów, nigdy w historii państwa polskiego nie było tak wielkiej bandy okradającej i okupującej Polaków oraz tak spokojnie znoszących to mafijne łajdactwo. Mało tego. Połowa naszych rodaków popiera lub uczestniczy w tym masowym upadku przyzwoitości i promocji złodziejstwa.
🔴 Marszałek @wlodekczarzasty: Panie pośle @JKowalski_posel, nie pozwalam, by pan mówił do posłów „volksdeutsche”.
— Lewica News 🗞️📻📺 (@Lewica_News) September 15, 2022
– Są granice. Naprawdę, są granice.
Rozmawiamy o reparacjach w stosunku do Polski.
Jak pan może takich słów używać w stosunku do posłów/posłanek?
cc:@videoparlament pic.twitter.com/XFNxk09OP2
Jest Targowica, to i upadek bliski.
Adam Mazguła
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |



