Europarlament: Węgry nie są już demokracją

Tomasz Bielecki
Rządy Orbana przekształciły Węgry w system autokracji wyborczej – ogłosili europosłowie. Komisja Europejska zamierza mocno przykręcić Budapesztowi śrubę w „pieniądzach za praworządność”.

Parlament Europejski w przyjętej w czwartek (15.9.22) rezolucji podkreślił, iż „wśród ekspertów umacnia się konsensus, że Węgry nie są już demokracją”, oraz uznał, że kraj rządzony przez Viktora Orbana stał się już „hybrydowym systemem autokracji wyborczej”.
– Nasze obawy odnoszą się do funkcjonowania systemu konstytucyjnego i wyborczego, niezależności sądownictwa, korupcji i konfliktów interesów, ochrony prywatności oraz danych, wolności słowa i pluralizmu mediów, wolności nauki, religii, zrzeszania się, prawa do równego traktowania, w tym praw osób LGBT+ – wyjaśnia rezolucja, którą poparło 433 europosłów, przy 123 głosach przeciwnych, a 28 wstrzymało się od głosu.
– Na Węgrzech nie są respektowane podstawowe wartości, na które państwa Unii zgodziły się, by przezwyciężyć despotyzm, wojnę, system państwa strachu – przekonywał wczoraj podczas europoselskiej debaty niemiecki zielony Daniel Freund. Z kolei Balazs Hidveghi z Fideszu oskarżył krytyków Orbana o „kampanie oszczerstw”. – Nie jesteście zainteresowani osiągnięciem porozumienia z Węgrami, ale próbujecie je zniszczyć – powiedział Węgier.
Orbana bronili też europosłowie Zjednoczonej Prawicy. – Czymże jest demokracja? Uznajecie, że jeżeli demokratyczny wybór wam się nie podoba, to na te „niedemokratyczne” władze trzeba nakładać sankcje tak długo, aż ludzie wybiorą właściwie władze – przekonywał Patryk Jaki.
Jak w pół minuty zrobić z siebie durnia w Europarlamencie!#PatrykJaki#wieszwiecej pic.twitter.com/islHxSnjXc
— Andrzej (@Andrzej_Miland) September 15, 2022
Wniosek Komisji o zablokowanie funduszy
Parlament Europejski od lat krytykuje Komisję Europejską oraz Radę UE (ministrowie 27 krajów Unii) za bierność wobec poczynań Orbana. Jednak Komisja obecnie pracuje nad przyjęciem już w ten weekend – zapowiadanego od paru dni w przeciekach – oficjalnego wniosku o zawieszenie części funduszy unijnych dla Węgier w ramach procedury „pieniądze za praworządność”.
Johannes Hahn, komisarz UE ds. budżetu, w lipcu uprzedzał Budapeszt, że może chodzić o zablokowanie dostępu do 70 proc. z trzech programów operacyjnych z polityki spójności na lata 2021-27. Wedle szacunków równałoby się to około 20 proc. z 34 mld euro przewidzianych dla Węgier w obecnej siedmiolatce budżetowej. Obecnie w Komisji trwają dyskusje nad ewentualnym zmniejszeniem tej kwoty. Rząd Orbana w ostatnich kilkunastu dniach obiecał bowiem Brukseli reformy antykorupcyjne, więc ewentualne rozwodnienie pierwotnych ostrzeżeń Hahna miałby być sygnałem, że Komisja docenia deklarowaną gotowość Budapesztu do pospiesznych ustępstw.
Wniosek Komisji o zawieszenie funduszy dla Węgier, na który Bruksela ma czas do połowy przyszłego tygodnia, wedle harmonogramu wszczętego wiosną postępowania „pieniądze za praworządność”, jeszcze nie oznacza realnych konsekwencji budżetowych dla Budapesztu (oprócz reakcji inwestorów finansowych i wywołanych samymi przeciekami ruchów kursu forinta). Musi być bowiem zatwierdzony przez Radę UE głosami co najmniej 15 z 27 państw UE, które obejmują co najmniej 65 proc. ludności Unii.
Orban uratuje pieniędze?
Kraje członkowskie będą mieć czas na podjęcie decyzji o funduszach dla Węgier do trzech miesięcy. Jednak Komisja Europejska – wedle naszych rozmówców w Brukseli – zamierza uprzedzić Radę UE, by przed głosowaniem sprawdziła, czy Budapeszt wywiązał się z obietnic reform obiecywanych obecnie w Brukseli. Jeśli Orban dotrzyma słowa, to Komisja Europejska może zniechęcać kraje Unii do poparcia swego własnego wniosku o zawieszenie funduszy.
Węgierski minister Tibor Navracsics (były komisarz UE), który obecnie odpowiada za fundusze, zapowiedział dziś, że rząd Orbana zamierza w przyszłym tygodniu zaproponować 17 projektów prawnych, które mają zaspokoić wymagania Brukseli.
Co z węgierskim KPO?
Komisja zastrzega, że postępowanie „pieniądze za praworządność” oraz negocjacje co do węgierskiego KPO (5,8 mld euro dotacji) to sprawy odrębne. W dużej jednak mierze chodzi o te same żądania zmian m.in. w sprawie systemu antykorupcyjnego oraz przejrzystości zamówień publicznych, by chronić unijnej fundusze przed przekrętami na Węgrzech.
Rokowania z Brukselą dotyczą powołania niezależnego organu antykorupcyjnego, gwarancji dla przeprowadzanych na miejscu kontroli OLAF-u (unijnego NIK-u), powszechnie dostępnego rejestru beneficjentów funduszy, pełnej zaskarżalności do sądów bezczynności prokuratury w postępowaniach dotyczących podejrzeń o korupcję.
Rozstrzygnięcia w połowie listopada?
Każdy kraj Unii musi do końca tego roku zaprogramować 70 proc. funduszy z KPO, do czego potrzebne jest jego uprzednie zatwierdzenie przez unijne kraje w Radzie UE (po uprzednim zielonym świetle Komisji). W przeciwnym razie te pieniądze przepadną. Polsce na razie to nie grozi dzięki zatwierdzeniu polskiego KPO w czerwcu (i spodziewanej wkrótce umowie finansowej z Komisją), choć wypłaty dokonywane „z dołu” za zaprogramowane i wdrożone reformy mogą się bardzo odsunąć z racji niewypełniania warunków praworządnościowych. Natomiast groźba utraty funduszy z KPO wisi nad Węgrami.
– Wszystkie decyzje (co do Węgier) muszą być podjęte do końca tego roku, inaczej te pieniądze z Funduszu Odbudowy nie będą już dostępne. A zatem w pewnym sensie dochodzimy do klifu – ostrzegał w tym tygodniu Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.
Aby uniknąć tego scenariusza, Węgry wedle nieoficjalnych szacunków – powinny zawrzeć kompromis z Brukselą co do swego KPO do połowy listopada, co jednocześnie mogłoby – dzięki reformom antykorupcyjnym – zażegnać ryzyko dla węgierskich funduszy UE w ramach przepisów „pieniądze za praworządność”.
REDAKCJA POLECA
Co Niemcy sądzą o reparacjach dla Polski? [sondaż]
W 2017 roku reporterzy Deutsche Welle roku zapytali Niemców, co sądzą na temat reparacji dla Polaków z tytułu II wojny światowej. Przypominamy ich ówczesne odpowiedzi.

Sejm przyjął uchwałę wzywającą Niemcy do przejęcia finansowej odpowiedzialności za polskie straty wojenne

Grzegorz Szymanowski
Sejm przyjął uchwałę wzywającą Niemcy do przejęcia finansowej odpowiedzialności za polskie straty wojenne. Misję przekonania Berlina otrzymał Dariusz Pawłoś – posłowie poparli jego kandydaturę na ambasadora.
📍#Sejm podjął uchwałę ws. dochodzenia przez Polskę zadośćuczynienia za szkody spowodowane przez Niemcy w czasie II wojny światowej. pic.twitter.com/hqkBxVhyxe
— Sejm RP🇵🇱 (@KancelariaSejmu) September 14, 2022
W Sejmie 50. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a RFN 14 września 1972 roku minęła pod znakiem relacji z Niemcami.
Posłowie patrzyli zarówno w dalszą przeszłość – przyjmując uchwałę ws. zadośćuczynienia za straty podczas II wojny światowej – jak i w przyszłość – popierając kandydaturę Dariusza Pawłosia na stanowisko ambasadora RP w Berlinie.
Większością 419 z 438 głosów Sejm przyjął przygotowaną przez Prawo i Sprawiedliwość uchwałę, która pierwotnie mówiła o „reparacjach” od Niemiec, a w kształcie ostatecznie przyjętym po dyskusji i poprawkach traktuje o „zadośćuczynieniu”. Sejm w uchwale wzywa rząd Niemiec do przyjęcia „odpowiedzialności politycznej, historycznej, prawnej oraz finansowej” za polskie straty wojenne.
W trakcie debaty poseł-sprawozdawca Arkadiusz Mularczyk z PiS apelował o możliwie szerokie poparcie. – To da państwu niemieckiemu informację, że te działania (żądania wobec Niemiec – red.) mają mocny mandat polityczny oraz są wynikiem konsensusu politycznego w Polsce – mówił Mularczyk.
1 września br. zespół pod kierownictwem Mularczyka opublikował raport o polskich stratach wojennych i oszacował je na 6 bln 200 mld złotych. Polski rząd zapowiedział wysłanie Niemcom noty dyplomatycznej w tej sprawie. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz powiedział po publikacji raportu, że dla Berlina sprawa reparacji jest zamknięta.
Kompromisowy tekst uchwały
Choć uchwała otrzymała szerokie poparcie posłów, to jej przyjęcie poprzedziła intensywna debata. Klub Koalicji Obywatelskiej we własnym projekcie domagał się uwzględnienia żądań reparacyjnych także wobec Rosji jako spadkobierczyni ZSRR. – Powinniśmy równo traktować obydwu agresorów – mówił Rafał Grupiński z KO.
.@bbudka w #GośćWydarzeń: Jarosław #Kaczyński chciał użyć tematu reparacji do wewnętrznej rozgrywki. Nie był dzisiaj zadowolony, że nie udało mu się po raz kolejny skłócić sceny politycznej.
— Platforma NEWS 🇵🇱✌️ (@NewsPlatforma) September 14, 2022
Koalicja Polska – PSL w swoim projekcie chciała od Niemiec zadośćuczynienia, a nie reparacji.
– Nie ma żadnego trybunału międzynarodowego, do którego Polska mogłaby się zwrócić w tej sprawie – mówił Władysław Teofil Bartoszewski. – Trzeba skoncentrować się na grze polityczno-dyplomatycznej, żeby od strony niemieckiej otrzymać jakiekolwiek odszkodowania lub zadośćuczynienia, bo jest to możliwe tylko na drodze bilateralnej – mówił.
Przyjęta uchwała jest efektem kompromisu wobec tych dwóch projektów. Zamiast „reparacji” jest w nim mowa o domaganiu się „odszkodowania” od Niemiec. Tekst wzywa też do „określenia i przedstawienia niezbędnego szacunku, który będzie podstawą podjęcia odpowiednich działań wobec Federacji Rosyjskiej”.
Krytyka ze strony opozycji
Mimo kompromisu uchwała spotkała się z krytyką ze strony opozycji. Część posłów zwracała uwagę, że Sejm już raz – w 2004 r. – podjął uchwałę w sprawie reparacji, a mimo tego kolejne rządy niewiele w tej kwestii zrobiły.
– To jest kwestia na lata. To nie jest kwestia na jutro i pojutrze. To nie jest kwestia na dyskusję przed najbliższymi wyborami – mówił poseł KO Paweł Kowal i dodał: – To jest szczególny czas, kiedy spójność NATO, UE, koalicji antyputinowskiej jest kwestią absolutnie zasadniczą.
– Dlaczego teraz, w przededniu kampanii wyborczej zdjęto reparacje z zakurzonej półki? – pytał poseł Lewicy Adrian Zandberg. Krystian Kamiński z Konfederacji krytykował z kolei: – Ta uchwała to teatr, żeby przykryć problemy wewnętrzne. Inflacja, brak węgla, drożyzna, wysokie raty kredytów.
Posłowie PiS replikowali, że to odpowiedni moment na podniesienie kwestii reparacji. – Dzisiaj następuje bankructwo tego mocarstwa moralnego (Niemiec) m.in. za stworzenie warunków Rosji do ataku na Ukrainę – mówił Radosław Fogiel z PiS. – Musimy ten proces wspomóc i wykorzystać i dać MSZ potężne narzędzie dyplomatyczne, jakim jest uchwała Sejmu.
Zadanie dla nowego ambasadora
Człowiekiem, który dostarczy niemieckiemu rządowi notę dyplomatyczną ws. strat wojennych – jeśli taka powstanie – będzie najprawdopodobniej Dariusz Pawłoś. Sejmowa komisja spraw zagranicznych zaakceptowała bowiem jego kandydaturę na pozycję nowego ambasadora RP w Berlinie. Ostateczną decyzję w sprawie obsadzenia placówek dyplomatycznych podejmuje prezydent. Pawłoś jest dyrektorem zarządzającym Polsko-Niemieckiej Wymiany Młodzieży, wcześniej pracował też na placówce w Berlinie.
– Polska ma prawo domagania się zadośćuczynienia za doznane ze strony niemieckiego państwa krzywdy – powiedział Pawłoś podczas prezentacji przed posłami. – Polska oczekuje od Niemiec, że raport (o stratach wojennych) zainicjuje otwarty i merytoryczny dialog między naszymi krajami, który doprowadzi do rozstrzygnięcia kwestii reparacji – dodał.
Wśród swoich przyszłych priorytetów Dariusz Pawłoś wymienił m.in. współpracę dwustronną w zakresie gospodarki i polityki bezpieczeństwa, politykę historyczną, wspieranie Polonii i Polaków w Niemczech, kształtowanie pozytywnego obrazu Polski oraz zakończenie w przyszłym roku budowy ambasady RP w Berlinie.
Wiceminister spraw zagranicznych Szymon Sękowski vel Sęk rekomendował kandydaturę Pawłosia i podkreślał między innymi jego doświadczenie w zakresie dyplomacji publicznej. – Tej kompetencji na stanowisku w Berlinie bardzo potrzebujemy – mówił. Pawłoś zapowiedział zaangażowanie się w kampanię informacyjną o polskich stratach wojennych oraz w kwestię budowy w Berlinie pomnika polskich ofiar wojny.
Podczas dyskusji wiceminister Szynkowski vel Sęk dodał, że liczy na kontynuację przez Pawłosia misji poprzedniego ambasadora Andrzeja Przyłębskiego, który na początku roku poprosił o zwolnienie ze stanowiska. Jednak posłowie opozycji krytycznie odnosili się do spuścizny byłego ambasadora. – Jako posłowie KO źle oceniamy pracę ambasadora Przyłębskiego (…) i myśmy liczyli na zapowiedź zmian i korekt – mówił Paweł Kowal z KO.
Ma doświadczenie w Niemczech
Pawłoś podkreślał swoje wieloletnie doświadczenie w pracy w Niemczech. – Dzięki współpracy przez ponad dziesięć lat z prof. Władysławem Bartoszewskim miałem okazję poznać mnóstwo niemieckich polityków, zarówno szczebla landowego, jak i najwyższe władze – mówił. Pochlebnie ocenił dorobek ambasadora Przyłębskiego, który wcześniej był jego szefem na placówce w Berlinie: – Prof. Przyłębski był znakomitym dyplomatą w wielu obszarach i jego dyplomację ciężko będzie powtórzyć.
W marcu br. Pawłoś objął stanowisko dyrektora zarządzającego Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży. Wcześniej był pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ostatnio na stanowisku zastępcy dyrektora Departamentu Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej. W latach 2017-2021 był rzecznikiem prasowym Ambasady RP w Berlinie i kierownikiem Referatu ds. Komunikacji i Dyplomacji Publicznej. Wcześniej przez ponad 20 lat działał na rzecz Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, którą od 2008 do 2017 r. kierował jako przewodniczący zarządu fundacji.
REDAKCJA POLECA
Morawiecki w Spieglu: będzie nota w sprawie reparacji

Jacek Lepiarz
Premier Mateusz Morawiecki zapowiada w „Spieglu” notę dyplomatyczną do niemieckiego rządu w sprawie reparacji i zaprasza do rozmów z Berlinem przedstawicieli Izraela.

„Najpierw zwrócimy się do berlińskiego rządu z notą dyplomatyczną” – zapowiedział Morawiecki w udostępnionym w piątek w internecie wywiadzie dla najnowszego wydania tygodnika „Der Spiegel”. Jak zaznaczył, strona polska uważa za błędne niemieckie analizy prawnicze, zgodnie z którymi Polska zrezygnowała w 1953 roku z reparacji w umowie z NRD. „Związek Sowiecki zmusił wtedy Polskę do tego” – wyjaśnił premier i dodał, że nie uznaje tej umowy.
„Chcemy prowadzić rozmowy w Berlinie i zaprosić do udziału w nich także przedstawicieli Izraela. W końcu połowa polskich ofiar była obywatelami żydowskiego pochodzenia” – tłumaczył. „Być może zwrócimy się później z naszymi żądaniami do sądów międzynarodowych. Będziemy przedstawiać w całym świecie nasz raport, który dotyczy nie tylko strat ludzkich i materialnych, lecz także straty dóbr kultury” – zapowiedział.
Przy okazji premier zaapelował do „wszystkich, u których na ścianie wiszą dzieła sztuki, które nagle pojawiły się po wojnie w posiadaniu rodziny”, o zastanowienie się nad ich pochodzeniem. Morawiecki podkreślił, że ustalona w polskim bilansie strat kwota 6,2 bln zł. wcale nie jest „aż tak nierealną sumą”. „Niemal tyle wynosi budżet całej RFN, a więc budżet centralny razem z budżetem landów” – dodał.
Wątpliwy sojusz z Niemcami
„Postawa Niemców, przede wszystkim w pierwszych miesiącach wojny (w Ukrainie), była wielkim rozczarowaniem” – powiedział Morawiecki. Jak zaznaczył, rozczarowanie Polaków wynikało z faktu, iż Niemcy zbyt późno dostrzegli błędy w polityce energetycznej. „Putin posługuje się rurociągami jak bronią, polityka energetyczna jest dla niego instrumentem prowadzenia wojny. Ukraińcy odparli wroga szybciej, niż Niemcy byli w stanie podjąć swoje decyzje” – wyjaśnił premier.
Jego zdaniem opieszałość władz w Berlinie, ich „bezczynność” w kwestii wymiany broni stawia poważnie pod znakiem zapytania wartość sojuszu z Niemcami. Przypomniał, że Polska dostarczyła Ukrainie broń o wartości ponad 2 mld dolarów, w tym 300 czołgów i inny ciężki sprzęt.
Niemiecka polityka energetyczna „legła w gruzach” – ocenił Morawiecki. Rezygnacja z węgla i energii atomowej była „przedwczesna” – ocenił, wskazując na uzależnienie Niemiec od Rosji spowodowane gazociągami Nordstream 1 i 2. Zdaniem Morawieckiego spadkowi prestiżu Niemiec towarzyszy wzrost znaczenia Polski, której głos jest obecnie „bardziej słyszalny”. „Mieliśmy rację, ostrzegając przed Rosją” – podkreślił. Wskazał na wartość wymiany handlowej Niemiec z krajami V4 – Polską, Czechami, Słowacją i Węgrami przewyższającą wartość obrotów z Chinami, USA czy Francją. „Niemcy powinny troszczyć się o takich partnerów, zamiast traktować Polskę protekcjonalnie z góry” – zaznaczył.
Absurdalne zarzuty Brukseli wobec Polski
Odnosząc się do wstrzymywania przez Komisję Europejską wypłat z Funduszu Odbudowy, Morawiecki powiedział, że zarzuty wobec Polski związane z praworządnością są „absurdalne”. Przypomniał, że po zjednoczeniu kraju, Niemcy prześwietliły wszystkich sędziów i prokuratorów pochodzących z NRD, pozostawiając na stanowisku zaledwie 30 proc. „Natomiast u nas komunistyczni sędziowie pozostali na stanowiskach” – zaznaczył.
Zdaniem Morawieckiego problem z praworządnością mają raczej instytucje europejskie, ponieważ roszczą sobie prawo do osądzania reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce, chociaż zgodnie z traktatami UE nie mają takich kompetencji. Morawiecki zarzucił innym szefom rządów, że nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć, że reforma sądownictwa w Polsce przywraca praworządność. Być może „mają zupełnie inny cel niż podają”.
Czy ktoś chce osłabić Polskę – „lokomotywę rozwoju”?
„Znaczenie Polski wzrasta, pomogliśmy przeforsować sankcje wobec Rosji. W Grupie Wyszehradzkiej razem z Rumunią i Bułgarią stworzyliśmy wspólną środkowoeuropejską politykę. Będąc największym krajem, wskazujemy na problemy naszego regionu. Polska jest lokomotywą rozwoju w Europie. Artykułujemy doświadczenia i interesy krajów, które przeżyły komunizm. Reprezentujemy różnorodność w Europie, która jest wartością samą w sobie. Być może nie wszystkim w Europie podoba się nasza rola” – zasugerował Morawiecki.
Odnosząc się do pytania „Spiegla”, czy Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości UE chcą Polskę osłabić, Morawiecki odpowiedział: „To, że chodzi o pretekst, widać po tym, że w Hiszpanii gremium wybierające sędziów i sędziowie powoływani są w niemal identyczny sposób co u nas. Tam nikomu to nie szkodzi”.
Zastrzegł, że chodzi „nie tylko” o osłabienie Polski. „Pewną rolę odgrywają też błędne wyobrażenia o naszym kraju i radykalizm niektórych, także polskich, europosłów” – powiedział.
REDAKCJA POLECA
EURACTIV.pl: Rozpoczęła się operacja London Bridge w związku ze śmiercią Elżbiety II
Wczoraj w wieku 96 lat zmarła królowa Wielkiej Brytanii Elżbieta II. W momencie jej śmierci rozpoczęła się operacja o kryptonimie London Bridge. Plan wydarzeń został rozpisany na 10 dni.
The Queen died peacefully at Balmoral this afternoon.
— The Royal Family (@RoyalFamily) September 8, 2022
The King and The Queen Consort will remain at Balmoral this evening and will return to London tomorrow. pic.twitter.com/VfxpXro22W
Jak podaje EURACTIV.pl, operacja London Bridge została stworzona wiele lat temu na wypadek śmierci królowej i zakłada ona plan działań, które mają zostać podjęte po śmierci monarchini.
Sam dzień śmierci królowej nosi nazwę D-Day, a każdy kolejny, aż do dnia pogrzebu D-Day+1, D-Day+2 itd.
Jako pierwsza informację o odejściu Elżbiety II otrzymała nowa premier Wielkiej Brytanii Liz Truss, oraz Tajna Rada i Sekretarz Gabinetu. Rzekomy komunikat miał brzmieć „London Bridge is down” („London Bridge padł” – red.).
🤝 The Queen received Liz Truss at Balmoral Castle today.
— The Royal Family (@RoyalFamily) September 6, 2022
Her Majesty asked her to form a new Administration. Ms. Truss accepted Her Majesty’s offer and was appointed Prime Minister and First Lord of the Treasury. pic.twitter.com/klRwVvEOyc
Następnie Globalne Centrum Reagowania Ministerstwa Spraw Zagranicznych (FCDO) przekazało informację o śmierci królowej do rządów 15 pozostałych państw, których głową państwa była Elżbieta II, oraz do 38 krajów Wspólnoty Narodów.
W dalszej kolejności o śmierci zostali powiadomieni ministrowie, a flagi na rządowej ulicy Whitehall zostały opuszczone do połowy masztu.
Wiadomość niezwłocznie otrzymało również Press Association, które rozesłało ją do mediów na całym świecie, a lokaj z Pałacu Buckingham przypiął do jego bramy „Oficjalne Zawiadomienie” o śmierci królowej. Telewizja publiczna BBC przerwała nadawanie, by podać komunikat o odejściu królowej Elżbiety. W stacjach radiowych również przerwano audycje i odtworzono hymn.
Strony internetowe rządu i rodziny królewskiej wyświetliły czarny baner potwierdzający śmierć Elżbiety II.
Tego samego dnia publiczne oświadczenie na Downing Street wygłosiła premier.
9 września: D-Day+1
Dziś rano zebrała się Rada Akcesyjna, która ogłosiła syna zmarłej królowej Karola nowym królem Wielkiej Brytanii. Jego proklamacja zostanie następnie odczytana w Pałacu św. Jakuba oraz w Royal Exchange, czyli dawnej giełdzie towarowo-finansowej zlokalizowanej w centrum Londynu.
Następnie nowy król Karol III wygłosi orędzie do narodu.
Dziś zbiera się również brytyjski Parlament. Deputowani w Izbie Gmin złożą hołd zmarłej królowej, a następnie uzgodnią treść przesłania kondolencyjnego. Następnie prace parlamentu zostaną zawieszone na 10 dni.
Po południu premier Liz Truss i jej gabinet powinni spotkać się z nowym królem.
10 września: D-Day+2
Na wypadek, gdyby królowa zmarła, tak jak to rzeczywiście miało miejsce, w zamku Balmoral w Szkocji, przygotowano operację o kryptonimie UNICORN.
Zgodnie z planem na dzień D-Day+2 ciało zmarłej królowej zostanie jutro przewiezione królewskim pociągiem ze Szkocji do Londynu. Brytyjczycy będą mogli ustawiać się na peronach stacji mijanych przez pociąg, by pożegnać swoją królową.
11 września: D-Day+3
Tego dnia, czyli pojutrze, król Karol III powinien otrzymać pismo kondolencyjne z Parlamentu, a następnie wyruszyć w podróż żałobną po Wielkiej Brytanii. Nowy monarcha najpierw ma odwiedzić Szkocję, gdzie otrzyma pismo kondolencyjne od tamtejszego parlamentu. Później weźmie udział w nabożeństwie żałobnym, które odbędzie się w katedrze św. Idziego w Edynburgu.
12 września: D-Day+4
Król będzie kontynuował swoją podróż, tym razem przybywając do Irlandii Północnej. Podobnie jak w Szkocji, król otrzyma pismo kondolencyjne, a następnie weźmie udział w nabożeństwie – tym razem jednak w katedrze św. Anny w Belfaście.
Tego dnia ma również odbyć się próba tzw. operacji LION.
13 września: D-Day+5
Rozpocznie się operacja LION. Trumna z ciałem królowej zostanie przeniesiona w uroczystej procesji z Pałacu Buckingham do Pałacu Westminsterskiego, gdzie odbędzie się nabożeństwo żałobne.
14 września: D-Day+6
Tego dnia, czyli w środę, będzie miała swój początek operacja FEATHER, która potrwa przez trzy dni. Ciało Elżbiety II będzie wtedy wystawione na katafalku w Pałacu Westminsterskim. Trumna będzie otwarta przez 23 godziny na dobę, tak aby Brytyjczycy mogli przyjść i oddać hołd królowej.
Dnia szóstego odbędzie się również próba oficjalnego konduktu pogrzebowego.
15 września: D-Day+7
Król Karol III będzie kontynuował swoją podróż żałobną. Następna na trasie będzie Walia. Tak jak w przypadku Szkocji i Irlandii Północnej, król najpierw odbierze pismo kondolencyjne od walijskiego parlamentu, a następnie weźmie udział w nabożeństwie w katedrze Llandaff w Cardiff.
16-17 września: D-Day+8 i D-Day+9
Piątek i sobota poświęcone zostaną na składanie wyrazów szacunku zmarłej królowej, zarówno w Pałacu Westminsterskim, jak i online, gdzie zostaną uruchomione specjalne księgi kondolencyjne.
Odbędą się również ostatnie przygotowania do pogrzebu Elżbiety II.
D-Day+10
To będzie ostatni i najważniejszy dzień operacji London Bridge. W całym kraju ogłoszony zostanie Dzień Żałoby Narodowej. W całym kraju zapadnie w południe 2-minutowa cisza.
Pogrzeb państwowy odbędzie się w Opactwie Westminsterskim, a odprawi go arcybiskup Canterbury Justin Welby. Początek uroczystości zasygnalizuje Big Ben. Ciało królowej zostanie następnie przetransportowane do zamku w Windsorze do Kaplicy Pamięci Króla Jerzego VI gdzie królowa spocznie obok swojego ojca.
Zarówno w Londynie, jak i w Windsorze, odbędą się również procesje ku pamięci zmarłej królowej.
Żałoba narodowa

Przez cały okres 10 dni w kraju będzie panować żałoba. Większość instytucji i firm będzie w tym czasie zamknięta. Nie odbędą się też zaplanowane na ten czas imprezy masowe i sportowe. Dzień pogrzebu będzie oficjalnie dniem wolnym od pracy.
Przez miesiąc we wszystkich ratuszach w Wielkiej Brytanii wisiał będzie portret zmarłej królowej Elżbiety II z czarnym kirem. Po tym czasie portret zostanie zamieniony na wizerunek króla Karola III.
Krzysztof Skiba: od 7 lat trwa Wielkie Żarcie Polski. Zjadają nas ze smakiem i bez oporu

Krzysztof Skiba
Od siedmiu lat trwa Wielkie Żarcie Polski. Zjadają nas ze smakiem i bez oporu. Pozjadali (nie tylko jak Krystyna wszystkie sałatki w bufecie sejmowym), ale także wszelkie spółki. Przykładowo fundacja Ex Bono z Opola otrzymała 10 mln zł z Funduszu zarządzanego przez Ziobrę. Podczas kontroli okazało się, że siedziba fundacji mieści się w prywatnym mieszkaniu w bloku, a ludzie, którzy tam mieszkają nie mają pojęcia o jakiejkolwiek fundacji. Najnowszym hitem jest dawny bojownik od Kukiza dziś w Solidarnej Polsce Zbigniewa Zero
WIELKIE ŻARCIE
Od siedmiu lat trwa Wielkie Żarcie Polski. Zjadają nas ze smakiem i bez oporu.
Pozjadali (nie tylko jak Krystyna wszystkie sałatki w bufecie sejmowym), ale także wszelkie spółki (ostatnio u Mazurka w RMF produkował się jakiś mocny zjadacz, który za dwa miechy pierdzenia w stołek w Tauronie zainkasował ponad 600 tys. zł), potworzyli fikcyjne fundacje do spraw regulacji chmurek na niebie, przez które pompują miliardy poza budżetem.
Raport NIK w sprawie Ziobrowego Funduszu Sprawiedliwości nie pozostawia złudzeń, do czego ten Fundusz był wykorzystywany. Miał pomagać ofiarom przestępstw. Reklamował się atrakcyjnym spotem radiowym, a tymczasem służył do przekazywania kumplom kasy.
Przykładowo fundacja Ex Bono z Opola otrzymała 10 mln zł z Funduszu zarządzanego przez Ziobrę. Z czego 2 mln przeznaczono na koszty administracyjne. Podczas kontroli okazało się, że siedziba fundacji mieści się w prywatnym mieszkaniu w bloku, a ludzie, którzy tam mieszkają nie mają pojęcia o jakiejkolwiek fundacji.
Urzędnicy @NIKgovPL podali, że fundacja Ex Bono z Opola (kto jest z Opola?) dostała z Funduszu ok. 10 mln zł, (z czego na koszty admin, to ok. 2 mln zł). Siedziba Ex Bono, to prywatne mieszkanie, a osoby, które tam były, nie miały pojęcia o istnieniu fundacji. @KrzysztofBrejza pic.twitter.com/R8rqsC2ouw
— Marcin Tyc (@MarcinTyc) May 9, 2022
Miliony złotych z Funduszu Sprawiedliwości płynęły do organizacji związanych z Solidarną Polską. Jak ustaliło @oko_press jedną z takich organizacji jest Fundacja Ex Bono z Opola, za którą ma stać wieloletnia asystentka Patryka Jakiego…
— Marcin Tyc (@MarcinTyc) May 9, 2022
Także ten. https://t.co/vuQzk7zLcj
Najnowszym hitem jest dawny bojownik od Kukiza (dziś w Solidarnej Polsce Zbigniewa Zero), czyli wiceminister rolnictwa Norbert Kaczmarczyk. Niedawno urządził huczne wesele na 500 osób, mimo że wykazuje zadziwiająco niskie dochody. Jednym z prezentów dla pana młodego był traktor warty 1.5 mln zł. Gdy wybuchła afera okazało się, że to lipa nie prezent, bo to traktor brata, który jest tylko użytkowany przez Norberta.
Ostatnio wyszło na jaw, że minister Norbert bardzo kocha brata, bo korzystając z wpływów politycznych załatwił bratu poddzierżawienie 141 hektarów państwowej ziemi bez przetargu i na preferencyjnych warunkach, dzięki czemu brat płaci pięć razy mniej niż rolnicy, którzy nie mają braci w ekipie rządowej. No to już teraz wiemy skąd wziął się ten traktor jako prezent.
To nie mój traktor. Tusk mi go podrzucił… #pisbolszewia #aferyPiS #Kaczmarczyk pic.twitter.com/Qlw8HBc80u
— jack (@jack_sandokan) August 26, 2022
Swoi swoim, do kieszeni i do gardła. Uczta trwa. Wielkie Żarcie, póki jeszcze można się nachapać, bo statek nabiera wody.
A swoją drogą to Paweł Kukiz fajnych miał współpracowników do walki z „systemem”. Jego bojownicy okazali się całkiem sprawni w obchodzeniu przepisów antykorupcyjnych.
Solidarna Polska poznała się na swoim i ściągnęła Norberta od kukizowców do swojej polityczno-patologicznej familii.
Nikogo nie wyrzucą i nie ukarzą za te przekręty. Wszak minister Zero świetnie bawił się na weselu swojego współpracownika do piosenki zespołu Bayer Full o majteczkach co w były w kropeczki.
Czekamy, aż nie tylko majtki, ale całe stroje tej ferajny zamienią się w paseczki.
Krzysztof Skiba
Morawiecki w FAZ: Są zbrodnie, które nigdy nie mogą zostać wybaczone i zapomniane

Anna Widzyk
Najkrwawsza wojna w historii nigdy nie została rozliczona – pisze premier Mateusz Morawiecki w artykule na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

W opublikowanym w czwartek (8.9.2022) na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” artykule szef polskiego rządu argumentuje, dlaczego Polska domaga się reparacji od Niemiec.
„Są zbrodnie, które nigdy nie mogą zostać w pełni wybaczone i zapomniane. Czas nie uwalnia sprawcy od obowiązku zadośćuczynienia wobec ofiary. Nawet jeśli jego zbrodnie wydają się trudne do oszacowania” – pisze Mateusz Morawiecki.
Ocenia, że nie wszystkie społeczeństwa zachodniej Europy pojmują „pełne rozmiary tragedii, jaką II wojna światowa była dla Polski”. „Z zachodniego punktu widzenia ten konflikt może być postrzegany jako łańcuch bitew, manewrów wojskowych i decyzji politycznych. Dla nas jest to przede wszystkim łańcuch zbrodni, okropności i zniszczeń, oznacza nieodwołalnie utracone szanse rozwoju” – dodaje premier.
Jak przypomina, trzy pokolenia wstecz narodowosocjalistyczne Niemcy odmawiały Polkom i Polakom prawa do życia. Uznały ich za rasę niewolników, wobec których można bezkarnie stosować okrutną przemoc i poddawać eksperymentom.
„Rasistowskie uprzedzenia, poczucie wyższości i kolonialne ambicje III Rzeszy doprowadziły do największej tragedii w historii mojego kraju. Przekreśliły szanse i nadzieje całego narodu. Zgodnie z niemieckim Generalnym Planem Wschodnim Polacy w większości mieli być poddani eksterminacji, a niewielka część stać się niewolnikami, jako robotnicy przymusowi” – pisze. I podkreśla, że plan ten realizowany być od pierwszego dnia wojny. Przypomina m.in. o akcjach, których celem było zniszczenie polskiej inteligencji i elit.
Wielka niesprawiedliwość
„Na koniec wojny Polska była całkowicie zrujnowana gospodarczo, jej przemysł był zniszczony, a miasta zrównane z ziemią. A co się stało z tymi, którzy wcześniej szerzyli terror w Polsce? Nierzadko w powojennych Niemczech Zachodnich stawali się lokalnymi elitami, żyli w dobrobycie i unikali odpowiedzialności za popełnione zbrodnie” – pisze Morawiecki. I podaje przykład Heinza Reinefahrta, „jednego z morderców powstańców warszawskich”, który po wojnie został burmistrzem Westerlandu na wyspie Sylt, a później posłem do parlamentu krajowego w Szlezwiku-Holsztynie. „Jest on tylko jednym z przykładów prawdziwego końca II wojny światowej: przykładem wielkiej niesprawiedliwości. Tak jest, najkrwawsza wojna w historii nigdy nie została rozliczona” – podkreśla.
„Dlatego podnosimy dziś kwestię reparacji wojennych, odszkodowań za niemieckie zbrodnie na polskim narodzie, na Polkach i Polakach. Za zbrodnie, które po prostu nigdy nie mogą zostać zapomniane” – pisze Morawiecki. I dodaje, że „w imię sprawiedliwości i pamięci o ofiarach” przygotowany został raport o polskich stratach, poniesionych w latach 1939-1945 w wyniku niemieckiej agresji.
Nauka z przeszłości
„To rachunek za skradzioną przyszłość” – pisze premier. „Nauka, jaką powinniśmy wyciągnąć z II wojny światowej, brzmi: zbrodnie, które zostały zapomniane, przemilczane, nie zostały potępione i rozliczone, są jedynie zapowiedzią nowych zbrodni, które mają nastąpić po nich”.
Morawiecki wskazuje, że dziś, na oczach wszystkich rosyjskie wojska dopuszczają się zbrodni na narodzie ukraińskim. „Współcześni barbarzyńcy muszą wiedzieć, że nie unikną odpowiedzialności za swe czyny – za ludobójstwo, zniszczenia i rabunek. Muszą mieć świadomość, że sprawiedliwość jest nieuchronna” – podkreśla Morawiecki.
„Nie można patrzeć w przyszłość, nie znając prawdy o przeszłości. Musimy i będziemy iść dalej. Ale jedyna droga naprzód wiedzie poprzez prawdę. Mam nadzieję, że właśnie na nią wkraczamy. I że w ten sposób uda nam się zamknąć najczarniejszy rozdział w historii Polski, Europy i świata” – konkluduje premier.
REDAKCJA POLECA
Planujemy wakacje nad morzem, czyli jak przygotować się do wyjazdu
Jeżeli odpowiednio wcześnie zaplanujemy wakacje i wypełnimy wniosek urlopowy, z pewnością będziemy mieli wystarczająco dużo czasu, by wybrać wymarzone miejsce na odpoczynek. Wiele osób zastanawia się, jak pogodzić marzenia o spędzeniu wakacji w otoczeniu lasów i wzgórz, jednocześnie cieszyć się jeziorami i odpoczynkiem nad wodą.

Jeżeli odpowiednio wcześnie zaplanujemy wakacje i wypełnimy wniosek urlopowy, z pewnością będziemy mieli wystarczająco dużo czasu, by wybrać wymarzone miejsce na odpoczynek.
Wiele osób zastanawia się, jak pogodzić marzenia o spędzeniu wakacji w otoczeniu lasów i wzgórz, jednocześnie cieszyć się jeziorami i odpoczynkiem nad wodą. Jeżeli jednak dobrze przemyślimy sprawę, trafienie do raju na ziemi jest całkowicie możliwe. Wystarczy wybrać się nad polskie morze, a szczególnie warte uwagi będą Kaszuby.
Piękne Kaszuby
Kaszuby to wyjątkowy region naszego kraju. Oczywiście wyznaczają go miejscowości, w których mieszkają rodowici mieszkańcy. Ci z kolei posługują się własnym językiem, który bardzo często nie jest zrozumiały dla przeciętnych Polaków. W sposób szczególny kultywują oni także swoją kulturę, wartości oraz tradycję. Zanim jednak uda nam się rozłożyć koc na piaszczystych plażach, podziwiać piękne jeziora oraz wędrować wśród czystych lasów, należy wszystko odpowiednio zaplanować, by uniknąć ewentualnych stresów.
Jeżeli nie do końca jesteśmy przekonani czy cały czas urlopowy chcemy spędzić tylko i wyłącznie na plaży, Kaszuby będą także doskonałym rozwiązaniem. Tutaj możemy śmiało wędrować po wzgórzach i jednocześnie cieszyć się kwietnymi łąkami. Tak naprawdę również Kaszuby coraz częściej doceniamy i chętnie wybieramy i je do spędzenia naszego urlopu.
Dlaczego warto wybrać się na Kaszuby?
Kaszuby potrafią nas zachwycić o każdej porze roku. Dlatego też warto pomyśleć nad urlopem w tym regionie Polski, ale jak już wspomnieliśmy, pobyt powinien być dobrze zaplanowany.
Niewątpliwie warte uwagi będą hotele i gospodarstwa agroturystyczne, ale coraz częściej decydujemy się także na domki letniskowe Kaszuby, które dają nam o wiele większą swobodę oraz większe możliwości pełnego wypoczynku. Musimy jednak pamiętać, że kiedy chcemy zorganizować sobie wakacje w innej porze roku niż gorące lato, warto wybrać całoroczne domki letniskowe Kaszuby, które zagwarantują nam spokojny i komfortowy pobyt. Ponadto koniecznie musimy zwrócić uwagę na to, czy w takich miejscach możemy także pojawić się z naszym czworonożnym przyjacielem, gdyż nie wszyscy właściciele domków na wynajem gwarantują taką możliwość.
Dodatkowo, jeżeli zależy nam na cichej okolicy, dobrym rozwiązaniem okażą się domki letniskowe Kaszuby położone z dala od głównych atrakcji tego regionu. Wtedy też będziemy mogli wypocząć na łonie natury, zdecydować się na piesze lub rowerowe wycieczki, a także wypocząć w saunie lub ćwiczyć na siłowni, o ile będzie taka możliwość w wybranym przez nas lokum.
Co należy zabrać na wakacje nad morzem?
Bez względu na to, jakie miejsce wybraliśmy do spędzenia naszych wyczekiwanych wakacji, powinniśmy odpowiednio wcześnie przygotować sobie listę rzeczy niezbędnych na wyjazd. Należy to zrobić odpowiednio wcześniej i minimum tydzień przed wyjazdem. Pamiętajmy, że pakowanie się na ostatnią chwilę może wiązać się z dodatkowym stresem i jednocześnie spowodować braki w garderobie lub innych przedmiotach. Dlatego też stworzenie listy ułatwi cały proces pakowania, ale z pewnością warto również sprawdzić, jakie przedmioty będą czekały na nas w miejscu, gdzie zamierzamy nocować.
Bardzo często domki letniskowe Kaszuby oferują pełne wyposażenie, dlatego niekonieczne będzie zabieranie drobnych sprzętów AGD. Pamiętajmy również o tym, by jadąc nad morze zabrać nie tylko letnie ubrania i okulary przeciwsłoneczne, ale również ciepłe sweter i przeciwdeszczowa kurtka powinny znaleźć się w naszym bagażu, gdyż wieczorem mogą być tam chłodne, a poza tym możemy spotkać także zmienne warunki pogodowe. Nie zapominajmy także o kremach z filtrem i okularach przeciwsłonecznych.
Nie możemy zapominać również o podstawowych kosmetykach, aparacie fotograficznym, drobiazgach oraz innych, ważnych dla nas drobiazgach. Jeżeli planujemy wyjazd z dziećmi, warto spakować ulubione zabawki, gry rodzinne i inne ważne dla maluchów przedmioty. W przypadku zabierania ze sobą czworonożnego członka rodziny pamiętajmy o odpowiedniej karmie, zabawkach, legowisku i tak dalej.
Podsumowanie
Coraz częściej doceniamy nasze polskie morze i wybieramy je jako miejsce do odpoczynku. Niewątpliwym zainteresowaniem cieszą się Kaszuby, które zachwycają nas wyjątkowymi krajobrazami.
Czy wiesz, że jedzenie na stojąco mniej smakuje niż na siedząco? Dowiedz się jaki ma wpływa na nas postawa ciała
Wyprostowanej sylwetce sporo można zawdzięczać – na przykład pewność siebie, a także zmniejszenie dolegliwości bólowych. Ciekawostką jest to, że jedzenie na stojąco mniej smakuje niż w pozycji siedzącej. Dowiedz się więcej o różnych aspektach trzymania się prosto.

Jak donieśli niedawno naukowcy z japońskiego Toyohashi University of Technology, to, jak człowiek postrzega świat, w niemałej mierze zależy od postawy jego ciała. Badacze, za pomocą gogli do wirtualnej rzeczywistości przedstawiali ochotnikom tzw. sześcian Neckera. To wymyślony w XIX wieku przez szwajcarskiego naukowca rysunek z liniami ułożonymi w kształt sześcianu, ale bez żadnych wskazówek odnośnie głębi. Mózg musi więc samodzielnie określić, które narożniki są bliżej, a które dalej. Możliwe są dwa ustawienia. Jedni widzą go więc na jeden sposób a inni – odwrotnie, a na dodatek sześcian może przeskakiwać z jednego w drugi w trakcie patrzenia.
W omawianym eksperymencie badacze ustawili go tak, że wyglądał, jak gdyby spoglądało się na niego albo z góry, albo z dołu. Mimo że w założonych na głowie goglach przed oczami ochotników sześcian de facto nie zmieniał swojej pozycji, to jego postrzeganie przez badanych mocno zależało od ułożenia głowy. Po skierowaniu jej w dół uczestnicy eksperymentu częściej postrzegali sześcian, tak jakby był pod nimi, a z głową uniesioną w górę – jakby był wyżej od nich.
Badanie to wykorzystywało bodziec, który mógł spowodować dwie interpretacje pomimo niezmiennej postaci. Informacja docierająca do siatkówki była zawsze taka sama. Jednak odsetek konkretnych interpretacji zależał od pozycji ciała. Sugeruje to, że do postrzegania świata system wzrokowy człowieka wykorzystuje postawę ciała – mówi Toyohashi University of Technology, jeden z autorów doświadczenia.
Boli? Spróbuj się wyprostować
Takie reakcje mózgu miewają wyraźne praktyczne konsekwencje w różnych obszarach życia. Jak na przykład pokazał zespół badaczy z USC Marshall School of Business i University of Toronto, ułożenie ciała może wpływać na odczuwanie bólu. Eksperymenty sugerują, że dominująca pozycja zmniejsza jego natężenie.
Sugeruje to np., że tzw. „zwijanie się z bólu” to złe rozwiązanie. Należałoby się raczej wyprostować i uwydatnić klatkę piersiową – wskazują naukowcy. Według nich skulona pozycja może powodować poczucie mniejszego wpływu na sytuację, w której się ktoś znajduje, a wyprostowana – przeciwnie – poczucie kontroli i siły. Według badaczy, zaobserwowany efekt może przynajmniej po części wynikać z działania hormonów, których stężenie reaguje także na postawę. U mężczyzn może np. podnieść się produkcja testosteronu, który zwiększa tolerancję na ból.
Dominująca postawa = większa pewność siebie
Znane pewnie każdemu z dzieciństwa napomnienie: „Nie garb się!” niesie pewną mądrość związaną nie tylko ze zdrowiem kostno-stawowym. Wyprostowana sylwetka wpływa na poczucie pewności siebie. Jak przed pokazali badacze z Uniwersytetu Marcina Lutra w Halle i Wittenberdze, przybranie przez dziecko wyprostowanej postawy sprawia, że rzeczywiście czuje się ono pewniej.
– Język ciała nie tylko wyraża nasze emocje, ale może także kształtować to, jak człowiek się czuje. Pozycja dominacji to niewerbalny wyraz siły. Obejmuje odważne gesty i zmiany w pozycji ciała – wyjaśnia Robert Körner, autor badania.
W prowadzonym przez niego eksperymencie czwartoklasiści przyjmowali na minutę otwartą – ekspansywną pozę albo zamkniętą – z opuszczoną głową i założonymi rękami. Seria psychologicznych testów jasno pokazała wyraźniej wyższą pewność siebie u dzieci przyjmujących dominującą pozycję.
– Nauczyciele mogliby sprawdzić, czy ta metoda pomaga ich uczniom – mówi Körner, zaznaczając przy tym, aby jednocześnie wpływu postawy nie przeceniać. Jej działanie było dosyć krótkotrwałe, do tego ewentualne psychologiczne problemy powinny być odpowiednio traktowane przez specjalistów.
Wyprostowani lepiej liczą
Okazuje się, że postawa ciała wpływa nie tylko na emocje, ale i na intelekt. Jak pokazują eksperymenty przeprowadzone z udziałem studentów na San Francisco State University, wyprostowana sylwetka może maksymalizować wydolność naszych funkcji poznawczych.
Ochotnicy musieli wykonywać proste obliczenia matematyczne albo w pozycji wyprostowanej, albo w przygarbionej. Znaczący odsetek studentów odczuwał silniejszy stres, gdy liczyli w przygarbionej pozycji. Różnica była tym większa, im mniej pewnie ktoś ogólnie czuł się w działaniach matematycznych.
– Osobom, które denerwują się wykonywaniem matematycznych zdań pozycja ciała zrobi znaczącą różnicę. Przygarbiona postawa utrudnia im myślenie, a mózg nie pracuje równie sprawnie – twierdzi autor eksperymentu, prof. Erik Peper.
Podobnie może się dziać także w czasie zmagań prowadzonych w innych dziedzinach i utrzymanie prostego ciała może pomóc także np. muzykom, sportowcom czy mówcom.
– Każdy ma wybór i może wykorzystać postawę siły do wzmocnienia swojej koncentracji – uważa prof. Peper.
Jego zdaniem w przedstawiony sposób można nawet pomóc sobie w pokonaniu lęków związanych z daną dziedziną, np. właśnie matematyką. Często takie problemy nabywa się w dzieciństwie, a nierzadko przeszkadzają jeszcze w dorosłym życiu.
Smak lubi siedzenie
Z kolei eksperci z University of South Florida w eksperymencie z udziałem 350 ochotników odkryli, że potrawy mniej intensywnie smakują, jeśli się zjada stojąc. Jak wyjaśniają, grawitacja sprawia, że serce musi mocniej pracować, aby zasilić w krew górną część ciała. To uruchamia oś podwzgórze-przysadka-nadnercza (oś HPA), co podnosi poziom kortyzolu zwanego hormonem stresu. Ta łańcuchowa reakcja obniża czułość zmysłu smaku.
– Wyniki te sugerują, że rodzice mogą sprawić, aby mniej smaczne, choć zdrowe posiłki wydawały się dzieciom atrakcyjniejsze. Wystarczy, aby jadły je na stojąco. Podobnie stojąca pozycja może pomóc przy połykaniu leków o nieprzyjemnym smaku – radzą naukowcy.
Ich zdaniem posiłki jedzone na stojąco to także opcja dla osób, które chcą się odchudzić. Naturalnie oznacza to również, że aby delektować się dobrym obiadem, najlepiej jest sobie wygodnie usiąść.
Badacze sprawdzili jeszcze, jak działa dodatkowe obciążenie. Okazało się, że gdy uczestnicy eksperymentu, na prośbę naukowców, trzymali torbę z zakupami, podawane im przekąski smakowały gorzej zarówno podczas stania, jak i siedzenia.
To nie wszystko. Wywołany postawą ciała stres wpływa również na odczuwanie temperatury, co z kolei pokazało doświadczenie z gorącą kawą. Stojący ochotnicy reagowali na nią słabiej.
Jak widać, mózg i ciało potrafią płatać człowiekowi figle. Niewiele pewnie można na to poradzić, ale można się takim zachowaniem organizmu posłużyć dla własnych korzyści.
Źródło: PAP / Serwis Zdrowie
Wielka Brytania ma nowego premiera
Po niemal dwóch miesiącach od złożenia dymisji przez Borisa Johnsona Partia Konserwatywna ogłosiła, że nową liderką partii zostanie Liz Truss. We wtorek przejmie stanowisko od ustępującego Borisa Johnsona, który podał się do dymisji w lipcu tego roku.
I am honoured to be elected Leader of the Conservative Party.
— Liz Truss (@trussliz) September 5, 2022
Thank you for putting your trust in me to lead and deliver for our great country.
I will take bold action to get all of us through these tough times, grow our economy, and unleash the United Kingdom’s potential. pic.twitter.com/xCGGTJzjqb
Liz Truss pełniła dotychczas w gabinecie Borisa Johnsona urząd ministra spraw zagranicznych. Jej rywalem do stanowiska premiera w ostatniej rundzie głosowania był były kanclerz skarbu Rishi Sunak.
Głosowanie trwało prawie dwa miesiące. Po pięciu jego rundach, w których udział brali wyłącznie posłowie Partii Konserwatywnej, 20 lipca liczba kandydatów (początkowo wynosząca 11 osób) zmniejszyła się do dwóch, spośród których ok. 200 tys. szeregowych członków partii od 1 sierpnia do 2 września głosowało na swojego przewodniczącego. W kampanii miało miejsce12 debat między kandydatami.
Ahead of the results on Monday, thank you to the incredible #LizForLeader team and supporters for a fantastic campaign.#ReadyToDeliver pic.twitter.com/MMzHhTP3kr
— Liz Truss (@trussliz) September 2, 2022
Według ogłoszonych w poniedziałek wczesnym popołudniem wyników Truss dostała 81,3 tys. głosów członków Partii Konserwatywnej, a jej konkurent, były minister finansów Rishi Sunak — 60,3 tys. Wynik jest zgodny z przewidywaniami, bo od czasu, gdy w drugiej połowie lipca Truss i Sunak po serii głosowań w klubie poselskim konserwatystów przeszli do decydującej tury, wszystkie sondaże wskazywały na wyraźne zwycięstwo szefowej dyplomacji.
Thank you to the amazing #LizForLeader supporters who joined the @Conservatives hustings in London, backing my vision for our country and the economy.
— Liz Truss (@trussliz) September 1, 2022
With your support, we will unleash opportunity right across our United Kingdom. 🇬🇧 pic.twitter.com/16olr7vcVs
Prawdopodobnie 6 września przyszła premier spotka się z królową Elżbietą II, która przebywa w swojej letniej rezydencji Balmoral w Szkocji. Przedtem jednak uda się tam Boris Johnson, który oficjalnie złoży swoją rezygnację na ręce królowej. Nominacja rządu ma odbyć się w środę. 47-letnia Truss we wtorek zastąpi Borisa Johnsona w roli premiera Wielkiej Brytanii. Stanie się trzecią kobietą na tym stanowisku. Jej poprzedniczki — Margaret Thatcher (1979-90) i Theresa May (2016-19) również wywodziły się z Partii Konserwatywnej.
Obniżka podatków, zmniejszenie biurokracji
W swoim przemówieniu, które Liz Truss wygłosiła po ogłoszeniu wyników, powiedziała, że wierzy w jaśniejszą i lepszą przyszłość dla Wielkiej Brytanii. – Mam śmiały plan, który rozwinie naszą gospodarkę i zapewni wyższe płace, większe bezpieczeństwo dla rodzin i światowej klasy usługi publiczne. Zrobię to, obniżając podatki, forsując reformy po stronie podaży i ograniczając biurokrację, która powstrzymuje firmy. – zaznaczyła.
As Prime Minister, I will unleash Britain’s potential by going for growth and removing the obstacles holding our country back.
— Liz Truss (@trussliz) September 4, 2022
A growing economy is key to delivering for the British people and unlocking opportunity.
My piece in @Telegraph 👇https://t.co/agfTaq78R5 pic.twitter.com/3AUkw6aqZ5
– W kampanii wyborczej prezentowałam się jako konserwatystka i tak też będę rządzić – oświadczyła Liz Truss – Zmierzę się z kryzysem energetycznym, z wysokimi rachunkami za energię, ale też z bardziej długoterminowymi problemami związanymi z dostawami energii. Zadbam też o publiczną służbę zdrowia – dodała.
Kim jest Liz Truss?
Liz Truss urodziła się w lipcu 1975 r. w Oksfordzie. Jest absolwentką Uniwersytetu Oksfordzkiego, gdzie ukończyła studia łączące w sobie nauki polityczne, filozofię i ekonomię.. Pierwsze kroki w polityce stawiała jeszcze w czasach studenckich. Na Uniwersytecie Oksfordzkim była przewodniczącą koła Liberalnych Demokratów. W 1996 roku przeszła do Partii Konserwatywnej.
W 2006 roku została radną jednej z gmin Wielkiego Londynu. Następnie zasiadała w gabinetach Davida Camerona oraz Teresy May. Zajmowała się środowiskiem, żywnością oraz finansami publicznymi.
Po ustąpieniu Teresy May Liz Truss stanęła do walki o władze z Borisem Johnsonem, jednak poniosła klęskę. Po wyborze nowego premiera Wielkiej Brytanii początkowo przydzielono jej funkcję ministry ds. handlu międzynarodowego. Ostatecznie została powołana na stanowisko w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Liz Truss dała się poznać jako zażarta przeciwniczka Rosji oraz przyjaciółka wolnej Ukrainy. Jeszcze w kwietniu poinformowała o wysłaniu do Polski dodatkowych wojsk brytyjskich. Wzywała międzynarodowe środowiska o zaostrzenie sankcji wobec Władimira Putina.
– Wezwę partnerów NATO i G7 do poszerzenia sankcji o zabronienie rosyjskim statkom wpływania do europejskich portów, dalsze odcinanie Rosji od europejskiego systemu bankowego, zamrożenie aktywów takich jak złoto i zahamowanie importu paliw rosyjskich – apelowała na początku kwietnia.