Tusk: Prezydencka inicjatywa to „SAFE zero złotych”
Premier Donald Tusk ocenił we wtorek, że prezydencka inicjatywa finansowania armii nie posiada realnych źródeł finansowania i opiera się na nierealnych założeniach budżetowych. Po spotkaniu w Pałacu Prezydenckim szef rządu stwierdził, że propozycja „Polski SAFE 0 proc.” to w rzeczywistości projekt, który można określić mianem „SAFE zero złotych”. Według relacji premiera, brak porozumienia w tej kluczowej kwestii może wymusić na rządzie uruchomienie planu awaryjnego dla polskiej obronności.
Podczas konferencji prasowej Tusk argumentował, że w projekcie przygotowanym przez otoczenie prezydenta brakuje konkretnych funduszy, a w zamian pojawiają się jedynie nowe procedury oraz rozwiązania o charakterze organizacyjnym. Premier podkreślił, że Polska potrzebuje natychmiastowego uruchomienia kapitału na bezpieczeństwo i przemysł zbrojeniowy, a nie budowania struktur, które dopiero w przyszłości miałyby tworzyć ramy dla finansowania. Rząd stoi na stanowisku, że jedynym skutecznym narzędziem jest unijny mechanizm SAFE, z którego kraj mógłby pozyskać ponad 180 miliardów złotych na modernizację armii oraz inwestycje w infrastrukturę graniczną.
W rozmowach w Pałacu Prezydenckim, poza premierem i prezydentem Karolem Nawrockim, uczestniczyli także wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, minister finansów i gospodarki Andrzej Domański oraz prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. Głównym punktem sporu była alternatywa wobec rządowego projektu wdrażającego fundusze unijne, którą strona prezydencka promuje jako bezpieczniejszą koncepcję krajową. Jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnych rozmów Kancelaria Prezydenta poinformowała o skierowaniu do Sejmu własnego projektu ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych.
Propozycja Prezydenta to "Projekt #ZeroZłotych". pic.twitter.com/9xiZ4VRbL1
— Donald Tusk (@donaldtusk) March 10, 2026
Z przedstawionych założeń wynika, że nowy fundusz miałby funkcjonować w strukturach Banku Gospodarstwa Krajowego i odpowiadać za finansowanie modernizacji technicznej sił zbrojnych oraz inne zadania związane z bezpieczeństwem państwa. Pałac Prezydencki przedstawia tę ustawę jako suwerenną odpowiedź na spór wokół unijnego mechanizmu SAFE, podkreślając rolę krajowych instytucji finansowych i rzekome zyski NBP. Donald Tusk zauważył jednak, że projekt ten nie zawiera gwarancji finansowych, które mogłyby realnie konkurować z miliardami dostępnymi w ramach porozumień międzynarodowych, a deklaracje prezesa NBP o zyskach nazwał mało wiarygodnymi.
Spór o model finansowania armii
Po zakończeniu spotkania nie ogłoszono porozumienia, a oba projekty pozostają względem siebie konkurencyjne w procesie legislacyjnym. Premier poinformował, że Rada Ministrów wciąż oczekuje na podpis prezydenta pod ustawą umożliwiającą pełne skorzystanie z funduszy europejskich, na co głowa państwa ma czas do 20 marca. Zaznaczył przy tym, że w przypadku braku decyzji prezydenta, rząd przygotowuje wariant awaryjny oparty na uchwale, który pozwoli na uruchomienie przynajmniej części niezbędnych środków na wojsko. Taka ścieżka wiązałaby się jednak z węższym zakresem inwestycji niż pierwotnie planowano w ustawie.
DF, thefad.pl / Źrodło: media
Budowa masy mięśniowej – jak połączyć trening, dietę i wsparcie żywieniowe?
Rozbudowa masy mięśniowej to proces wymagający konsekwencji, cierpliwości i dobrze zaplanowanej strategii. Wiele osób skupia się wyłącznie na treningu siłowym, zapominając, że bez odpowiedniej podaży energii i składników odżywczych organizm nie będzie w stanie efektywnie adaptować się do wysiłku. Budowanie mięśni nie polega na szybkim zwiększeniu objętości ciała, lecz na stopniowej poprawie jakości tkanki mięśniowej przy zachowaniu równowagi metabolicznej. Kluczowe znaczenie ma tu synergia trzech elementów: bodźca treningowego, diety oraz przemyślanego wsparcia żywieniowego.
Trening jako fundament procesu
Mięśnie rozwijają się w odpowiedzi na obciążenie. Trening siłowy powoduje mikrouszkodzenia włókien mięśniowych, które w fazie regeneracji ulegają odbudowie. To właśnie w tym okresie dochodzi do adaptacji organizmu. Istotne jest stopniowe zwiększanie obciążenia oraz odpowiednia objętość treningowa dostosowana do poziomu zaawansowania.
Nie mniej ważna jest technika wykonywania ćwiczeń oraz regeneracja między sesjami. Brak odpowiednich przerw może prowadzić do przeciążenia i zahamowania postępów. Warto pamiętać, że mięśnie rosną nie w trakcie treningu, lecz podczas odpoczynku. Dlatego plan treningowy powinien uwzględniać dni lżejsze oraz sen o odpowiedniej długości.
Rola diety w budowie masy mięśniowej
Dieta stanowi drugi filar procesu. Aby organizm mógł odbudowywać tkankę mięśniową, potrzebuje odpowiedniej ilości energii oraz białka. Niedobór kalorii utrudnia adaptację, nawet przy intensywnym treningu.
W praktyce oznacza to konieczność zaplanowania jadłospisu w taki sposób, aby zawierał źródła pełnowartościowego białka, węglowodanów złożonych oraz zdrowych tłuszczów. Węglowodany wspierają uzupełnianie zapasów energii, a tłuszcze odgrywają rolę w prawidłowym funkcjonowaniu układu hormonalnego. Inspiracje dotyczące kompleksowego podejścia do budowy masy mięśniowej można znaleźć w kategorii takiej jak budowa mięśni, gdzie omawiane są różne aspekty wsparcia żywieniowego, a którą można znaleźć pod adresem: https://sklep.sfd.pl/Budowa_Miesni-k1490.html
Znaczenie białka i rozkładu posiłków
Białko jest kluczowym składnikiem w procesie syntezy białek mięśniowych. Jego podaż powinna być rozłożona równomiernie w ciągu dnia, aby organizm otrzymywał stałe wsparcie dla regeneracji.
Równie istotna jest regularność posiłków. Zbyt długie przerwy między nimi mogą prowadzić do spadku energii i ograniczenia możliwości treningowych. Odpowiednio skomponowany plan żywieniowy pozwala utrzymać stabilny poziom energii i wspiera procesy anaboliczne. Wsparciem w organizacji takiego podejścia może być oferta, która łączy praktyczne rozwiązania z edukacją żywieniową, a którą znaleźć można pod adresem: https://sklep.sfd.pl
Wsparcie żywieniowe jako element strategii
W niektórych przypadkach osoby trenujące decydują się na dodatkowe wsparcie żywieniowe w postaci odżywek czy innych produktów uzupełniających dietę. Ich rola polega na ułatwieniu realizacji założeń kalorycznych i białkowych, szczególnie gdy codzienny tryb życia utrudnia przygotowywanie posiłków.
Ważne jest jednak, aby traktować je jako element pomocniczy. Podstawą pozostaje dobrze zbilansowana dieta i systematyczny trening. Produkty uzupełniające nie zastępują zróżnicowanego żywienia ani zdrowego stylu życia.
Najczęstsze błędy w budowaniu masy
Jednym z najczęstszych błędów jest nadmierne zwiększanie kaloryczności bez kontroli jakości diety. Prowadzi to do przyrostu tkanki tłuszczowej zamiast mięśniowej. Innym problemem jest brak cierpliwości i zbyt częste zmiany planu treningowego.
Część osób koncentruje się wyłącznie na suplementach, pomijając znaczenie snu i regeneracji. Tymczasem niedobór odpoczynku może skutecznie ograniczyć tempo adaptacji organizmu.
Jak budować masę w sposób zrównoważony?
Najlepsze efekty przynosi stopniowe zwiększanie obciążenia treningowego oraz umiarkowana nadwyżka energetyczna. Monitorowanie postępów i reagowanie na zmiany w sylwetce pozwala utrzymać kontrolę nad procesem.
Budowa masy mięśniowej to maraton, a nie sprint. Systematyczność, rozsądne planowanie i równowaga między treningiem a regeneracją tworzą fundament trwałych rezultatów.
Podsumowanie
Rozbudowa masy mięśniowej wymaga połączenia odpowiedniego treningu, zbilansowanej diety i przemyślanego wsparcia żywieniowego. Każdy z tych elementów pełni istotną rolę, a ich synergia decyduje o postępach. Konsekwencja, cierpliwość i dbałość o regenerację pozwalają budować sylwetkę w sposób zrównoważony, bez skrajności i nadmiernego obciążania organizmu.
Naukowcy sprawdzili, co wyróżnia leworęcznych
Leworęczność występuje rzadziej niż praworęczność, ale od dawna interesuje naukowców. Nowe badanie włoskiego zespołu sugeruje, że osoby leworęczne częściej wybierają rywalizację, co może być jednym z tropów w szerszych badaniach nad tą cechą.
Rywalizacja a leworęczność – co mówią badania?
Praca opublikowana w lutym 2026 roku w „Scientific Reports” dotyczyła związku między preferencją ręki a nastawieniem do współzawodnictwa. Zespół z Uniwersytetu Chieti-Pescara przeprowadził dwa eksperymenty. W pierwszym ponad 1100 osób wypełniło standardowy kwestionariusz oceny preferencji ręki oraz zestaw pytań dotyczących rywalizacji. Wyniki pokazały, że silniejsza leworęczność częściej łączyła się z większą orientacją na współzawodnictwo, mniejszym unikaniem konkurencji z powodu lęku i wyższym poziomem hiperkompetytywności, czyli bardzo silnej potrzeby wygrywania.
Dlaczego leworęczni dążą do wygranej?
Badacze sprawdzili też, czy taki wynik można wyjaśnić po prostu większą sprawnością manualną. W drugim etapie, z udziałem 48 osób, nie potwierdzono jednak związku między zręcznością dłoni a poziomem rywalizacji. Autorzy pracy zaznaczyli więc, że chodzi raczej o zależność psychologiczną niż o prostą przewagę fizyczną. Samo badanie nie rozstrzyga, że leworęczni są „lepsi” od praworęcznych, lecz wskazuje na statystyczną różnicę w sposobie reagowania na współzawodnictwo.
Statystyki i genetyka leworęczności
To tylko jeden z elementów szerszej układanki. Duża metaanaliza opublikowana w 2020 roku oszacowała, że osoby leworęczne stanowią około 10,6 proc. populacji, a wcześniejsze badania pokazywały, że leworęczność występuje nieco częściej u mężczyzn niż u kobiet. Dzisiejszy stan wiedzy nie wspiera też prostych odpowiedzi na pytanie o jej źródła. Największe analizy genetyczne wskazują, że nie odpowiada za nią pojedynczy „gen leworęczności”, lecz bardziej złożony mechanizm, w którym uczestniczy wiele wariantów o niewielkim wpływie.
Z tego powodu leworęczność od dawna przyciąga uwagę nie tylko biologów i psychologów, ale też kultury popularnej. W historii i sporcie łatwo znaleźć znane osoby leworęczne, od Leonarda da Vinci po Martinę Navratilovą i Jimiego Hendriksa, ale sama obecność takich nazwisk nie wyjaśnia jeszcze mechanizmu tej cechy. Ciekawsze jest to, że mimo swojej rzadkości leworęczność pozostaje stałym elementem ludzkiej populacji. Nowe włoskie badanie nie zamyka tej kwestii, ale dostarcza kolejnego argumentu, że za tą trwałością może stać nieco inny profil zachowań.
DF, thefad.pl / Źródło: Scientific Reports; Psychological Bulletin; Nature Human Behaviour
Willa+, cnoty niewieście i zapasy w błocie. Skiba o nowym liderze PiS: „Złoty Dzban” wchodzi do gry

Krzysztof Skiba
Po wielogodzinnych konsultacjach u wróżki i licznych eksperymentach chemicznych Jarosław Kaczyński wybrał wreszcie kandydata PiS na premiera. Tytuł „pisowskiej Miss Polonia” przypadł wielokrotnemu laureatowi nagrody Dzbana Roku — absolwentowi katolickiej uczelni, który wierzy, że wiara w duchy jest nauką. Za niecałe dwa lata może nas czekać nowa, brunatna koalicja, ugotowana w Garnku według przepisu Prezesa. Europa coraz dalej, Związek Radziecki coraz bliżej
WYBRANIEC
Jarosław Kaczyński po wielogodzinnych konsultacjach u wróżki, po przeprowadzeniu licznych eksperymentów chemicznych, wybrał wreszcie kandydata PiS na premiera.
Przebąkiwano o tym już od dłuższego czasu, by z wysokości załupieżonej jaskini wskazać nowego, taktycznego lidera, który poprowadzi szajkę do zwycięstwa.
Pewniakiem tego wewnętrznego konkursu partyjnego była przez jakiś czas świeża postać w wachlarzu robotów Prezesa, człowiek o imieniu Lucjusz. Samorządowiec ze Stalowej Woli, ale jak się potem ostatecznie okazało, Stalowa Wola była i owszem, ale za to postać zbyt papierowa, a i nerwy całkiem plastikowe.
Ostatecznie pisowskie Miss Polonia wygrał mistrz zapasów w błocie, postrach dziatwy szkolnej, były minister edukacji Przemysław Garnek. Wielokrotny laureat nagrody Dzbana Roku.
Garnek w swej karierze politycznej tyle już razy obrażał kobiety i rozum, że idealnie nadaje się na wizytówkę PiS. To on opowiadał wszak, niczym zakurzony od kredy belfer z XIX wieku, o cnotach niewieścich czy o tym, aby już „nie przesadzać z tymi prawami człowieka”. Powszechnie uznawał się też „za normalnego”, czego usilnie odmawiał innym.
To w końcu on rozdał swoim kumplom majątek państwowy w ramach programu Willa+ na sumę 42 mln złotych. Garnek jest absolwentem katolickiej uczelni, który wierzy, że wiara w duchy jest nauką, ale niespecjalnie przywiązuje się do Dziesięciu Przykazań.
To świetny kandydat dla PiS, który przecież nie ma się podobać Tuskowi czy Sikorskiemu, a być wabikiem dla Brauna i Mentzena. Sławek Hulajnoga prędzej dogada się z Garnkiem niż z jakimś wymoczkiem ze Stalowej Woli. Za Garnkiem jest już na pewno Konrad Berkowicz z Konfederacji, bo jego przywiązanie do patelni i garnków jest od czasów skoku do IKEI powszechnie znane.
Także gaśnicowy Braun, czyli ślepy agent Grigorij, może zaakceptować „premiera” PiS, o ile ten nauczy się kazaczoka i rosyjskiego. Za niecałe już dwa lata szykuje się nam więc cudowna, nowa i brunatna koalicja, ugotowana w Garnku według przepisu Prezesa. Europa coraz dalej, Związek Radziecki coraz bliżej.
Krzysztof Skiba
Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć
Nagranie opublikowane 5 marca pokazuje Donalda Trumpa siedzącego przy biurku w Gabinecie Owalnym, otoczonego przez grupę duchownych i współpracowników. Prezydent ma zamknięte oczy, a część uczestników wyciąga w jego stronę ręce lub dotyka go w geście modlitwy. Samo wydarzenie nie było przedstawiane jako przeciek. Nagranie zostało pokazane publicznie przez ludzi z otoczenia Białego Domu.
Dan Scavino, zastępca szefa sztabu Białego Domu, opublikował film z podpisem: „Happening Now in the Oval Office at the White House. God Bless the USA!”. W relacjach powracała też parafraza tego przekazu: w Gabinecie Owalnym trwa właśnie modlitwa, a wydarzenie ma charakter oficjalnego obrazu z prezydenckiego otoczenia. To ważne, bo pozwala stwierdzić, że scena została pokazana intencjonalnie i od początku funkcjonowała jako element publicznego przekazu.
Z relacji mediów wynika również, że spotkanie było przedstawiane jako modlitwa pastorów nad prezydentem USA. W części opisów pojawia się sens tej modlitwy oddany słowami o „błogosławieństwie i łasce” dla prezydenta oraz o ochronie dla niego i amerykańskich żołnierzy.
Media wskazują, że wokół Trumpa stali pastorzy, w części publikacji pojawiają się nazwiska duchownych, a nawet sugestie, kto prowadził modlitwę.
Happening Now in the Oval Office at the @WhiteHouse.
— Dan Scavino (@Scavino47) March 5, 2026
God Bless the USA!
🙏❤️🇺🇸🦅 pic.twitter.com/Ebi7DnAnhK
W szerszym tle ta scena wpisuje się w dobrze widoczny sposób prowadzenia przekazu przez otoczenie Trumpa. Biały Dom już wcześniej pokazywał religijny wymiar spotkań prezydenta, a administracja formalnie utworzyła White House Faith Office, czyli biuro do spraw współpracy ze środowiskami religijnymi. Dzisiejsze nagranie nie pojawia się więc w próżni, lecz jako kolejny oficjalnie rozpowszechniony obraz łączący religijny rytuał z politycznym centrum władzy.
Najkrótszy i najbezpieczniejszy opis całego zdarzenia jest prosty. Do sieci trafiło nagranie, na którym Donald Trump modli się w Gabinecie Owalnym z grupą pastorów i osób z otoczenia Białego Domu. Film został opublikowany przez wysokiego rangą współpracownika prezydenta i przedstawiony jako bieżąca scena z Białego Domu.
DF, thefad.pl
Tusk naciska na Nawrockiego i Glapińskiego ws. SAFE 0 proc.: „Konkrety dziś, ustawa w poniedziałek”
„Kawa na ławę” – mówi Donald Tusk i stawia ultimatum prezydentowi Karolowi Nawrockiemu oraz prezesowi NBP Adamowi Glapińskiemu. Premier domaga się natychmiastowych konkretów w sprawie propozycji „SAFE 0 proc.” i deklaruje: jeśli dokumenty trafią na biurko rządu jeszcze dziś, projekt ustawy o miliardach na polskie zbrojenia znajdzie się w Sejmie już w poniedziałek. Czy mityczne fundusze z banku centralnego faktycznie istnieją, czy to tylko polityczna gra o bezpieczeństwo kraju w cieniu konstytucyjnych sporów?
Donald Tusk w piątek 6 marca 2026 r. zaapelował do prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego o jak najszybsze przedstawienie „konkretów” dotyczących propozycji określanej jako „SAFE 0 proc.”. „Bardzo niecierpliwie, ale z taką serdeczną niecierpliwością czekam na konkretne szczegóły” – mówił premier. Podkreślał, że jeśli „prezydent Nawrocki czy prezes Glapiński mają cokolwiek konkretnego w kwestii dodatkowych pieniędzy z NBP na rzecz przemysłu zbrojeniowego, obrony, bezpieczeństwa Polski”, to „żeby nie zwlekać i nie wahać się”. Tusk dodawał, że sprawa powinna być przedstawiona publicznie: „Żeby to było w świetle reflektorów, żeby tu nie było dwuznaczności. (…) Tu nie ma czego ukrywać, tylko kawa na ławę i jedziemy”.
Co Tusk powiedział 6 marca i co zapowiedział w sprawie ustawy
Premier powiązał piątkową wypowiedź z gotowością do pracy legislacyjnej. „Proszę jak najszybciej dostarczyć konkrety, a ja gwarantuję, że zabierze nam to kilka godzin, żeby to przekształcić w projekt ustawy i jeśli dzisiaj dostanę ten materiał, to w poniedziałek w Sejmie będzie projekt ustawy dotyczący możliwości uruchomienia tych środków” – zapowiedział. Jednocześnie zastrzegał, że temat nie powinien stać się elementem sporu politycznego i w jego ujęciu nie może być „pojedynkiem politycznym” ani „alternatywą” wobec rozwiązań już przygotowanych.
Apel Tuska
Dzień wcześniej, 5 marca, Tusk zwrócił się do prezydenta i szefa NBP w materiale wideo opublikowanym w serwisie X, którego treść KPRM zamieściła także na gov.pl. „Panie prezydencie, panie prezesie NBP, nie ma czasu na kombinacje. Polska, krajowe firmy i ich pracownicy oraz nasze bezpieczeństwo czekają na pieniądze z polskiego programu SAFE” – mówił w nagraniu. W tym samym przekazie podkreślał, że „te fabryki już pracują pod ten program”, „te pieniądze są na stole”, a „do maja możemy zaplanować wydanie prawie 200 mld zł”, zaznaczając: „Nie ma mowy o politycznych gierkach”.
Wątek NBP i złota w wypowiedzi z 5 marca
W czwartkowym materiale premier odniósł się także do wątku finansowania z udziałem NBP, przywołując – jak podaje gov.pl – list prezesa banku centralnego z grudnia 2025 r. Z cytowanego przez KPRM opisu wynika, że Tusk mówił o skali strat NBP w latach 2024–2025 oraz o tym, że w liście miała paść ocena, iż „nie można wykluczyć straty NBP w kolejnych latach”. „Oczekujemy bardzo konkretnych i precyzyjnych informacji na ten temat, bo to są naprawdę poważne kwestie” – mówił premier. W tej samej wypowiedzi poruszył też temat polskiego złota zdeponowanego za granicą, stwierdzając – według relacji KPRM – że powinno „wreszcie wrócić do kraju”.
Panowie, nie ma czasu na kombinacje. pic.twitter.com/P19kB7OMTK
— Donald Tusk (@donaldtusk) March 5, 2026
Dwie koncepcje finansowania: unijny SAFE i „SAFE 0 proc.”
Kontekst sporu stanowią dwie równoległe koncepcje finansowania inwestycji obronnych. Rząd zabiega o wdrożenie unijnego programu SAFE i uruchomienie środków po przyjęciu odpowiedniej ustawy. Według depesz PAP Polska ma być największym beneficjentem programu i może pozyskać ok. 43,7 mld euro, czyli prawie 200 mld zł. Prezydent i prezes NBP przedstawili natomiast koncepcję „polskiego SAFE 0 proc.” jako rozwiązanie powiązane z rolą banku centralnego. Z relacji PAP i mediów wynika, że w momencie publicznej prezentacji tej idei nie przedstawiono kompletnego mechanizmu działania ani gotowego projektu ustawy, a Adam Glapiński mówił publicznie, że „nie przedstawił jeszcze żadnych konkretów” inicjatywy.
Co mówią ekonomiści o barierach prawnych
Wątpliwości dotyczące ram prawnych podnoszą ekonomiści cytowani przez PAP. Piotr Kuczyński z DI Xelion mówił, że „Art. 220 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej mówi wyraźnie, że NBP nie może finansować swoimi środkami budżetu państwa”, a ewentualne użycie środków banku centralnego na cele, które normalnie powinny być pokryte z budżetu, oznaczałoby finansowanie wydatków państwa inną drogą. „Jak to zrobić, żeby to było zgodne z prawem? O to już trzeba pytać prawników. Oni na pewno coś wymyślą” – mówił.
Stanowisko Ministerstwa Finansów
Do propozycji „SAFE 0 proc.” odniósł się minister finansów Andrzej Domański we wpisie w serwisie X, cytowanym przez media. „Bezpieczeństwo nie może zależeć od jednorazowych operacji. Nie istnieje coś takiego jak ‘SAFE 0 proc.’. Prawdziwy, gotowy do podpisania przez prezydenta, SAFE pozostaje najtańszym i najlepszym źródłem finansowania inwestycji obronnych” – napisał. W tym samym komentarzu wskazywał, że jeśli NBP wypracuje wysoki zysk i przekaże go do budżetu, „to bardzo dobrze”, ale „na razie jednak od trzech lat z tego tytułu do budżetu nie trafił ani jeden złoty”.
Jeśli NBP wypracuje wysoki zysk i przekaże go do budżetu – bardzo dobrze. Na razie jednak od trzech lat z tego tytułu do budżetu nie trafił ani jeden złoty.
— Andrzej Domański (@Domanski_Andrz) March 5, 2026
Bezpieczeństwo 🇵🇱 nie może zależeć od jednorazowych operacji. Nie istnieje coś takiego jak „SAFE 0%”. Prawdziwy, gotowy do…
Co nadal pozostaje niewyjaśnione
W piątek Tusk uzależniał dalszy bieg sprawy od przekazania „materiału” z rozwiązaniami i danymi. Na tym etapie pozostaje niejasne, jak dokładnie miałby działać mechanizm „SAFE 0 proc.”, jakie byłyby jego podstawy prawne oraz z jakich konkretnie źródeł i w jakim trybie miałyby zostać uruchomione środki, o których mówią prezydent i NBP.
DF, thefad.pl / Źródło: KPRM/Gov.pl
„Polski SAFE 0%” Glapińskiego i Nawrockiego: 185 mld zł „bez odsetek” – czego nadal nie wyjaśniono
Karol Nawrocki ogłosił 4 marca 2026 r. propozycję „Polski SAFE 0%”, przedstawiając ją jako krajową alternatywę dla unijnego programu SAFE (Security Action for Europe), czyli pożyczek na obronność. Nawrocki mówił o „konkretnej, polskiej, bezpiecznej i suwerennej alternatywie”, która ma „nie wiązać się z żadnymi odsetkami finansowymi”. W wystąpieniu podkreślał skalę środków, wskazując kwotę 185 mld zł, oraz deklarował, że „fundusze nie będą stanowiły zobowiązań kredytowych do 2070 roku”.
„Polski SAFE 0%”: zapowiedź Nawrockiego i rola NBP
W tym samym przekazie Nawrocki akcentował, że mechanizm ma zapewnić wojsku większą swobodę zakupową niż rozwiązania unijne. Według relacji z Kancelarii Prezydenta, Nawrocki argumentował, że środki „nie będą powiązane z jakimikolwiek zmianami sytuacji w Unii Europejskiej” i mają dać Siłom Zbrojnym RP elastyczność wyboru sprzętu „z UE lub z innych regionów świata”. Zapowiedział też, że skieruje do rządu zaproszenie na spotkanie w sprawie programu, a „w razie potrzeby” wyjdzie z inicjatywą ustawodawczą.
Czym jest unijny SAFE i jak działa finansowanie pożyczkowe UE
Równolegle Komisja Europejska i Rada UE opisują SAFE jako instrument finansowy do 150 mld euro w formie konkurencyjnie oprocentowanych, długoterminowych pożyczek, spłacanych przez państwa korzystające z programu. SAFE ma służyć szybkim i dużym zakupom uzbrojenia oraz wzmocnieniu europejskiego przemysłu obronnego, a wypłaty mają następować na podstawie krajowych planów. W polskim sporze politycznym o SAFE ważnym tłem jest ustawa przyjęta przez parlament 27 lutego 2026 r., która, ma umożliwić pełne skorzystanie z puli przypisywanej Polsce (ok. 43,7 mld euro), ale prezydent nie zadeklarował, czy ją podpisze.
Deklaracje o „0%” a ograniczenia prawne: co mówią NBP i ekonomiści
Największa niewiadoma dotyczy tego, jak „Polski SAFE 0%” miałby działać w praktyce i na jakiej podstawie prawnej. W dniu ogłoszenia propozycji nie przedstawiono projektu ustawy ani technicznego opisu mechanizmu finansowania. Prezes NBP Adam Glapiński, występując z prezydentem, mówił o „gotowości do pracy dla ojczyzny” i zapowiadał rozmowy, ale zaznaczał, że „obecnie nie ma żadnego projektu”. Kluczowe są też jego słowa o ograniczeniach prawnych: „Z żadnej części rezerw (…) nie możemy skorzystać, w tym sensie, że część rezerw zostanie przekazana, bo to jest wbrew prawu”. Wskazywał jednocześnie, że istnieją kanały zgodne z ustawami, w których środki NBP mogą trafiać do sektora finansów publicznych, podając jako przykład zysk banku centralnego przekazywany do budżetu.
W kolejnych godzinach i dniach rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz próbował doprecyzować kierunek rozwiązań, ale nie przedstawił kompletnej konstrukcji programu. W wypowiedzi cytowanej przez „Rzeczpospolitą” Leśkiewicz mówił o skali aktywów: „Mamy prawie bilion złotych rezerw, które są zgromadzone w NBP. Mamy 550 ton złota i rezerwy w różnych walutach, głównie w dolarach, euro, ale także w innych walutach”. WP relacjonowała, że rzecznik przekonywał, iż „SAFE 0 proc.” ma opierać się na wykorzystaniu „zysku z rezerw” i że w ostatnich 30 miesiącach operacje inwestycyjne na rezerwach miały przynieść NBP przychody rzędu „ponad 180 mld zł”. Na tym etapie nie ma jednak publicznie dostępnego dokumentu rządowego lub prezydenckiego, który opisywałby krok po kroku, w jaki sposób te wielkości miałyby zostać przełożone na gwarantowane 185 mld zł „bez odsetek” i bez naruszenia zakazów konstytucyjnych.
Ekonomiści i analitycy, pytani o propozycję, podkreślają przede wszystkim bariery prawne oraz brak danych niezbędnych do oceny kosztów i ryzyk. W depeszy PAP analityk DI Xelion Piotr Kuczyński zwracał uwagę, że „NBP nie może finansować swoimi środkami budżetu państwa”, odnosząc się do konstytucyjnego zakazu finansowania deficytu przez bank centralny. Jednocześnie wskazywał, że nawet jeśli rozważany byłby przepływ środków na obronność poza budżetem, w praktyce dotyczyłby on wydatków publicznych, które co do zasady powinny przechodzić przez system finansów państwa. Kuczyński mówił też: „Prezes Glapiński wspominał o jakiejś ustawie, ale ustawa nie może być niezgodna z konstytucją. Nie wiem więc, jak należałoby to zrobić”.
W innym materiale PAP ekonomista Santander Bank Polska Piotr Bielski oceniał, że na podstawie dotychczasowych wypowiedzi „trzeba zaczekać na publikację bardziej szczegółowych informacji”, bo dziś nie da się jednoznacznie wskazać mechanizmu, który spełniałby zapowiadane warunki. Bielski wskazywał również na ryzyka: „opcje, które jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, niosą ze sobą ryzyko inflacyjne i dla wiarygodności banku centralnego”, zwłaszcza jeśli miałyby omijać zakaz finansowania deficytu. W tych samych analizach PAP przytaczała hipotezy rozważane w debacie publicznej, m.in. o możliwym księgowaniu lub realizacji zysków na aktywach rezerwowych, ale nie są to potwierdzone założenia programu przedstawione przez prezydenta lub NBP, tylko próby odtworzenia możliwych wariantów przy braku oficjalnych szczegółów.
Rezerwy, zysk NBP i Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych: wątki bez mechanizmu
Na tym tle część specjalistów zwraca uwagę, że dyskusja miesza cele polityczne z kwestiami stricte finansowymi, ale i tu ograniczeniem pozostaje brak dokumentów. W Polskim Radiu 24 ekspert ds. obronności Mariusz Cielma mówił, że propozycja ogłoszona przez Glapińskiego i Nawrockiego „ma bardziej podłoże polityczne” i wiąże się z niechęcią do finansowania armii z funduszy unijnych, dodając, że z perspektywy potrzeb wojska „nikt by się w wojsku nie obraził”, gdyby korzystać z obu źródeł. To stanowisko nie przesądza o wykonalności programu, ale pokazuje, że część komentarzy z kręgu specjalistów dotyczy motywacji i ram sporu, a nie gotowego modelu ekonomicznego, którego nadal publicznie nie opisano.
Najważniejsze niewiadome: model finansowania, koszty uboczne, ścieżka legislacyjna
Na dziś kluczowe pytania pozostają bez odpowiedzi. Nie wiadomo, czy „Polski SAFE 0%” ma być programem budżetowym, rozwiązaniem opartym o fundusze celowe czy konstrukcją wykorzystującą wynik finansowy NBP lub operacje na rezerwach. Nie przedstawiono harmonogramu, projektu ustawy ani wyliczeń, które pozwoliłyby ocenić, co w praktyce oznacza „0%” oraz jak miałoby to współgrać z kosztami pośrednimi w gospodarce i z polityką pieniężną. Nie jest też jasne, czy program ma zastąpić SAFE, czy działać obok niego, zwłaszcza że spór o ustawę wdrażającą korzystanie z unijnej puli jest jednym z głównych elementów bieżącej rozgrywki politycznej wokół finansowania obronności.
DF, thefad.pl / Źródło: Kancelaria Prezydenta RP, PAP, TVN24, „Rzeczpospolita”, Onet, WP, Polskie Radio 24
Sąd: Kancelaria Prezydenta musi rozpatrzyć wniosek o informacje o prezentach dla prezydenta
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nakazał Kancelarii Prezydenta rozpatrzenie wniosku o informację publiczną dotyczącego spotkania prezydenta Karola Nawrockiego z Rafałem Brzoską i Omeną Mensah oraz ewentualnych prezentów związanych z tą wizytą. Wyrok z 23 stycznia 2026 r. jest nieprawomocny. Sprawę do sądu skierowała Sieć Obywatelska Watchdog Polska.
Z dostępnych dokumentów wynika, że organizacja wystąpiła do Kancelarii Prezydenta z wnioskiem 4 września 2025 r., pytając nie tylko o to, czy spotkanie rzeczywiście się odbyło, lecz także o jego charakter, listę uczestników, możliwe korzyści materialne oraz o to, czy w kancelarii powstały notatki, protokoły lub inne dokumenty. Wniosek był reakcją na doniesienia medialne o wizycie biznesmena w Pałacu Prezydenckim i o paczkach z upominkami dla prezydenta oraz jego rodziny. W części publicznej sprawy nie ma dziś potwierdzonej listy przedmiotów ani ich wartości.
W odpowiedzi z 18 września 2025 r. Kancelaria Prezydenta poinformowała Watchdog Polska, że „nie posiada informacji objętych zakresem żądania”. Jednocześnie kancelaria wskazała, że dane o spotkaniach można wiązać z kalendarzem prezydenta oraz z rejestrem wejść i wyjść, ale kalendarz ma mieć charakter dokumentu wewnętrznego, a rejestry wejść i wyjść status informacji niejawnej z klauzulą „zastrzeżone”. Pismo podpisał Tomasz Pilarski, radca prawny w Biurze Szefa Kancelarii.
Watchdog Polska uznał tę odpowiedź za niewystarczającą i złożył do sądu administracyjnego skargę na bezczynność. Według relacji „Rzeczpospolitej” Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał organizacji rację, wskazując, że szef Kancelarii Prezydenta jest podmiotem zobowiązanym do udostępniania informacji publicznej i że w sprawie doszło do bezczynności przy rozpatrywaniu wniosku. Na moment publikacji nie udało się potwierdzić w otwartych rejestrach pełnej treści uzasadnienia oraz sygnatury wyroku, dlatego wnioski co do jego szczegółowych przesłanek należy traktować ostrożnie.
Spór ma też wymiar praktyczny: bez jednoznacznie udostępnionych danych opinia publiczna nie ma możliwości zweryfikowania, czy i jakie korzyści przyjęli prezydent oraz jego bliscy w związku z wizytą wpływowego przedsiębiorcy. Równolegle w przestrzeni publicznej funkcjonują rozbieżne przekazy o skali upominków, od opisu „ponad 20 paczek” po wersję o trzech niewielkich przesyłkach z pamiątkami. Dopiero wykonanie wyroku i formalne rozpatrzenie wniosku pokaże, czy kancelaria ujawni informacje, odmówi ich udostępnienia w decyzji administracyjnej, czy też podejmie inne kroki procesowe.
DF, thefad.pl / Źródło: KPRP, Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, rp.pl
PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”
PiS zasugerowało w mediach społecznościowych, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może szybko odbić się na sytuacji na polskich stacjach paliw. ORLEN odpowiada, że to przekaz nieprawdziwy, a rafinerie pracują normalnie i nie ma zakłóceń w dostawach surowca.
Niczego bardziej rosyjsko-propagandowego nie zobaczycie w tym tygodniu. A jest dopiero poniedziałek. Dla porządku: to całkowita nieprawda, nasze rafinerie pracują normalnie, dostawy surowca przebiegają bez zakłóceń, mamy zdywersyfikowane źródła dostaw.
— Biuro Prasowe ORLEN (@b_prasoweORLEN) March 2, 2026
Wpis PiS był zbudowany wokół pytania „Czy zabraknie nam paliwa?” i tezy, że rosnące ceny ropy oraz nerwowe reakcje rynków mogą przełożyć się na krajowy rynek. Partia dołączyła grafikę z kolejką samochodów przed stacją, sugerując rosnące obawy społeczne i zarzucając rządowi bierność. Sam komunikat nie zawierał jednak danych o realnych brakach paliwa ani informacji o zakłóceniach w polskiej logistyce.
Biuro Prasowe ORLEN zareagowało ostro, nazywając przekaz „całkowitą nieprawdą” i podkreślając, że rafinerie pracują normalnie, a dostawy surowca przebiegają bez zakłóceń. W osobnym wpisie spółka użyła sformułowania „STOP FAKE NEWS!” i zapewniła, że „zaopatrzenie w paliwa jest stabilne i niezakłócone”, łącząc dementi z apelem o „powstrzymanie się od populizmu i dezinformacji”. ORLEN wskazywał też na dywersyfikację kierunków i źródeł dostaw, kwestionując samą podstawę alarmistycznej narracji.
STOP FAKE NEWS! Jedyny kryzys paliwowy w Polsce, to ten wywołany przez Daniela Obajtka przed wyborami w 2023 roku. Apelujemy o elementarną odowedzialność za państwo i powstrzymanie się od populizmu i dezinformacji. Zapraszamy na stacje ORLEN do tankowania do pełna a przy pokazji…
— Biuro Prasowe ORLEN (@b_prasoweORLEN) March 2, 2026
W tym samym dniu ORLEN przekazał mediom dodatkowe zapewnienia dotyczące bezpieczeństwa dostaw. Według relacji opartej na informacji przekazanej Polskiej Agencji Prasowej, koncern nie identyfikuje na tym etapie zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw do Polski ani dla funkcjonowania rafinerii, wskazując m.in., że nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz oraz monitoruje rozwój sytuacji w regionie.
Kiedy cały dzień szerzysz rosyjską propagandę, ale nikt w nią nie wierzy. pic.twitter.com/RiyHor9oLQ
— Biuro Prasowe ORLEN (@b_prasoweORLEN) March 2, 2026
Polityczny spór rozgrywa się na tle gwałtownie pogarszającej się sytuacji na Bliskim Wschodzie, która już wpływa na globalne nastroje rynkowe. Cieśnina Ormuz, kontrolująca wyjście z Zatoki Perskiej na otwarte wody, pozostaje jednym z kluczowych punktów światowego handlu ropą i paliwami, a jej destabilizacja tradycyjnie podbija premię ryzyka w cenach surowców. To jednak nie jest równoznaczne z automatycznym scenariuszem niedoborów na polskich stacjach..
DF, thefad.pl / Źródło: X
Krzysztof Skiba: Ta wojna nic nie zmieni. To tylko pompowanie ego cyrkowca z Białego Domu
Ta wojna absolutnie nic nie zmieni. Trump bawi się w Boga, ale jest groźniejszy dla Amerykanów i UE niż dla Iranu. Nie da się rakietami obalić reżimu w Teheranie.
To tylko pompowanie ego cyrkowca z Białego Domu. Ameryka musi się wyleczyć z tej durnej metody naprawiania świata poprzez zrzucanie czegoś groźnego z powietrza. Wiele lat temu amerykański pisarz Kurt Vonnegut, w jak zawsze ironicznym stylu, opisał amerykańską metodę prowadzenia polityki.
Ameryka grozi obcym krajom, zmusza je do zachowania się tak, jak ona chce, bo w przeciwnym wypadku zrzuci im coś z samolotów. I nie będzie to guma do żucia.
Próbowali wielokrotnie i nic z tego nie wyszło. A najlepszy przykład to Afganistan, gdzie po próbach zmian nastąpiły zmiany na gorsze i obecnie rządzą tam najbardziej radykalni talibowie.
Ta wojna jest lipą, zabawą starego, zdziwaczałego milionera, ale trupy i konsekwencje są niestety prawdziwe.
Amerykańska rakieta trafiła w szkołę dla dziewcząt w Minabie. Zginęło 57 dziewczynek. W Bahrajnie płoną biurowce, w Dubaju lotnisko. Świat pogrąża się w konflikcie.
Tymczasem Pomarańczowy Świr gra w golfa na Florydzie, a w przerwach na kawę pyta, czy świat już mu dziękuje. Krążą żarty, że to pierwsza wojna Rady Pokoju Trumpa.
I dobrze, że nie daliśmy się wciągnąć do tego osobliwego grona, choć pan Jarosław z Żoliborza usilnie naciskał i nawet twierdził, że Polska powinna wysupłać ten miliard dolców na wpisowe.
Trump z uśmiechem sprzedawcy pasty do zębów podaje, że zginęło kilku ważnych przywódców Iranu, w tym ajatollah Chamenei. Ma to już w swoim notesiku odfajkowane, jak zakup nowych kijów golfowych.
Ale to nie obali reżimu smutnych talibów. Będą następni. Demokracja przez rakiety. To jeszcze nigdzie się nie udało.
Krzysztof Skiba







