Ile kosztuje refrakcyjna wymiana soczewki?

Refrakcyjna wymiana soczewki, czyli RLE to innowacyjna metoda korekcji wad wzroku stosowana często jako alternatywa do laserowej korekcji wzroku u pacjentów, którzy z różnych przyczyn nie zakwalifikowali się do zabiegu laserem. RLE najczęściej poddają się pacjenci powyżej 45 roku życia, a po zabiegu powinna nastąpić natychmiastowa poprawa. A ile kosztuje refrakcyjna wymiana soczewki i jak metoda ta wygląda w praktyce?

Jak zakwalifikować się do zabiegu RLE?

Choć refrakcyjna wymiana soczewki jest zabiegiem bardzo bezpiecznym, to jednak najpierw trzeba się do niego zakwalifikować. W tym celu należy odwiedzić specjalistę, który na co dzień przeprowadza podobne zabiegi okulistyczne i będzie w stanie doradzić pacjentowi najlepsze rozwiązanie. Ponadto wybrana poradnia okulistyczna powinna dysponować sprzętem, za pomocą którego będzie można precyzyjnie określić wadę wzroku pacjenta i rokowania na poprawę po zabiegu. Obecnie z refrakcyjnej wymiany soczewki mogą skorzystać osoby z krótkowzrocznością, nadwzrocznością i astygmatyzmem oraz osoby ze starczowzrocznością i pacjenci noszący okulary do czytania. 

Na czym polega i ile trwa zabieg RLE?

Korekcja wad wzroku metodą RLE składa się z dwóch etapów. Pierwszym etapem jest usunięcie naturalnej soczewki oka, a drugim zastąpienie jej wysokiej klasy implantem. W nowoczesnych klinikach okulistycznych specjaliści używają głównie innowacyjnych soczewek trójogniskowych. Wszczepienie soczewki trójogniskowej daje najlepsze efekty, ponieważ produkt ten zachowuje się w sposób najbardziej zbliżony do naturalnej soczewki. W efekcie pacjent może swobodnie pracować na komputerze i aktywnie uprawiać sporty. Zabieg RLE wykonywany jest w znieczuleniu kropelkowym, a cała procedura trwa około 15 minut. Co ważne bezpośrednio po zabiegu pacjent nie będzie wymagał hospitalizacji, a dzięki zastosowaniu przezroczystych opatrunków poprawa wzroku będzie od razu zauważalna.

Ile kosztuje refrakcyjna wymiana soczewki?

Wszczepienie soczewki trójogniskowej nie jest refundowane przez NFZ. Chcąc skorzystać z refundacji, trzeba się zdecydować na mało efektywne soczewki jednoogniskowe. Gdy jednak pacjent pragnie uzyskać najlepszy możliwy rezultat, to w zależności od rodzaju wybranych soczewek cena przeprowadzenia zabiegu wraz z kompleksową opieką okulistyczną może się wahać od 4000 do nawet 8000 tysięcy złotych. Oczywiście istnieje wiele innych czynników, które będą miały wpływ na ostateczną cenę zabiegu RLE, dlatego zawsze warto zapytać o konkretną kwotę podczas konsultacji okulistycznej. 

Czego można się spodziewać po zabiegu RLE?

Zabieg refrakcyjnej wymiany soczewki wiążę się z licznymi korzyściami dla pacjenta, dlatego jest coraz częściej i chętniej wybieraną formą korekcji wad wzroku. Do głównych zalet metody RLE można zaliczyć na przykład:

  • natychmiastową poprawę widzenia
  • możliwość całkowitego zrezygnowania z okularów
  • uniknięcie zabiegu zaćmy w przyszłości
  • zapewnienie dodatkowej ochrony oczom poprzez zastosowanie soczewek ze specjalnymi filtrami
  • szybką i bezbolesną procedurę

Ponadto metoda RLE umożliwia wszczepienie dwóch soczewek jednego dnia, co oznacza, że pacjent nie będzie musiał przychodzić po raz kolejny do poradni, aby poddać się zabiegowi na drugie oko.

Refrakcyjna wymiana soczewki to nowoczesny zabieg, który znacząco podnosi komfort życia i sprawia, że pacjent może na nowo cieszyć się codziennymi aktywnościami bez konieczności noszenia okularów. Wszczepienie soczewki trójogniskowej jest płatne, ale w zamian pacjent otrzymuje produkt najwyższej jakości, który całkowicie odmieni jego życie.  Chcesz dowiedzieć się więcej sprawdź na stronie www.citomed.pl


Self-publishing – jak wydać książkę?

Czytanie książek jest popularnym sposobem spędzania czasu, gdyż niesie za sobą wiele pozytywnych skutków: poszerzanie wiedzy, horyzontów, poznawanie innego punktu widzenia, praca nad rozwijaniem języka i poprawnego mówienia. Dla wielu więc napisanie książki i zapisanie się w historii jest bardzo ważne. W dzisiejszych czasach coraz częściej decydujemy się na self-publishing. Jak wydać książkę samodzielnie?

Jak wydać książkę

Dlaczego self-publishing? 

Self-publishing pozwala nam ominąć jedno z najtrudniejszych zadań początkującego pisarza – odnalezienie wydawcy. Nie jest to zdecydowanie proste, ponieważ konkurencja jest duża. Jeśli wydajemy książkę sami, mamy oczywiście dużo dodatkowych zadań, które często leżą po stronie wydawnictwa, jednak jeśli mamy grupę odbiorców, może się to bez problemu zwrócić. Nie dzielimy się wówczas zyskiem. 

Jak wydać książkę? 

Wydanie własnej książki wymaga wielu etapów prac. O czym należy pamiętać? 

Praca nad tekstem

Kiedy mamy gotowy tekst, warto zlecić przygotowanie redakcji i korekty. Redakcja sprawdzi tekst nie tylko pod względem językowym, lecz także pozwoli wyłapać wszelkie błędy, niejasności, braki konsekwencji. Następnie tekst poprawia korektor – usuwa błędy ortograficzne, interpunkcyjne i inne. Dopiero taki poprawiony tekst można wysłać do dalszych prac. 

Skład

Następnie przechodzimy do składu. Możemy to oczywiście zrobić samodzielnie, jeśli jednak nie znamy zasad typografii, zdecydowanie lepszym krokiem jest udanie się do profesjonalistów. Nasza książka nabierze wówczas kształtu – dowiemy się, jak będą wyglądać pojedyncze strony, jaki będzie użyty krój pisma, jak będą rozłożone zdjęcia/ilustracje itd.

Okładka

Bardzo ważne jest również zaprojektowanie okładki, która będzie przyciągać odbiorcę. 

Wybór drukarni

Masz plik z gotową książką? Teraz czas na poszukiwanie drukarni. Możesz wybrać drukarnię internetową, jak na przykład JKB Print, lub poszukać takiego przedsiębiorstwa w twojej okolicy. 

Ustalenia z drukarnią

Kiedy już znajdziemy drukarnię, musimy ustalić kilka kwestii, na przykład:

  • jaki druk nas interesuje (najczęściej do wyboru mamy offsetowy i cyfrowy). Przy mniejszych nakładach polecany jest druk cyfrowy;
  • jaki papier będzie miał środek książki;
  • czy okładka będzie szyta czy klejona;
  • ile egzemplarzy książki potrzebujemy. 
  • Reklama

Po wydrukowaniu możemy zająć się tym, co najważniejsze w sprzedaży – marketingiem i reklamą naszego produktu. 

Samodzielne wydawanie książki jest pracochłonne, ale może być też naprawdę opłacalne.


Krzysztof Skiba: Kłopoty z dotarciem, czyli Objazdowy Cyrk Pana Prezesa

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Z DOTARCIEM do Jarosława problemy mają Polacy, którym utrudnia się wejście na jego niby otwarte spotkania. Specjaliści od ochrony twierdzą, że jeśli temperatura Objazdowego Cyrku Pana Prezesa będzie się potęgować w takim tempie jak ostatnio, to ani patrole konne, ani szarże ułańskie z radiowozami już nie wystarczą. Pytanie tylko, czy nie taniej robić spotkania z miejscową społecznością w biurach na Nowogrodzkiej, skoro i tak w rolę miejscowych wcielają się zatrudnieni aktorzy i statyści?

Każdy, kto miał kiedyś nowy samochód wie, że przez pierwszych kilka tysięcy kilometrów nie wolno piłować auta i dociskać pedału gazu. Nowe auto musi się dotrzeć.

Jarosław Kaczyński to nie jest świeżak w polityce, a raczej ostro już zajechany gruchot. A mimo tego dotyczą go problemy dotarcia.

Z DOTARCIEM do Jarosława problemy mają Polacy, którym utrudnia się wejście na jego niby otwarte spotkania. Pedał gazu w tej sprawie ostro dociska policja, która przegania wszystkich obywateli chcących powiedzieć Prezesowi co o nim myślą.

Ostatnio w Kórniku, na spotkaniu z lokalną społecznością wpuszczano tylko wcześniej oznakowanych osobników przywiezionych autokarami, natomiast miejscowi byli blokowani przez wzmocnione siły policyjne.

Dotarcie do Jarosława było niczym sforsowanie warownego zamku. Radiowozy i uzbrojeni po zęby policjanci chroniący zbawiciela narodu to widok, do którego wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić. Pewną nowością były oddziały konne policji, które uprawiały policyjne rodeo, strasząc chętnych, którzy chcieli spotkać się z Jarosławem.

Specjaliści od ochrony twierdzą, że jeśli temperatura Objazdowego Cyrku Pana Prezesa będzie się potęgować w takim tempie jak ostatnio, to ani patrole konne, ani szarże ułańskie z radiowozami już nie wystarczą. Trzeba będzie wzmocnić ochronę wozami bojowymi, czołgami, a być może i wyrzutniami rakiet. Specjaliści wojskowi twierdzą, że na kolejne spotkania Prezesa trzeba będzie budować okopy i rozciągać zasieki z drutem kolczastym. Mogą też przydać się miny przeciwpiechotne.

Sporą ilość sprzętu w związku z wojną w Ukrainie ostatnio zakupiono, więc nie będzie z tym problemu. Pytanie tylko, czy nie taniej robić spotkania z miejscową społecznością w biurach na Nowogrodzkiej, skoro i tak w rolę miejscowych wcielają się zatrudnieni aktorzy i statyści? Za każdym razem wysyłać tylko ekipę TVP, która zamaskowana i z doklejonymi wąsami sfilmuje kilka obrazków z danej miejscowości i taki materiał domontuje się do pięknej relacji z lokalnych odwiedzin Jarozbawa.

Krzysztof Skiba


Na czym polega leasing pracowników z Ukrainy?

Nie każdy jednak wie, na czym dokładnie polega taka możliwość. Wiele osób obawia się z kolei zatrudniać osoby, które pochodzą z zagranicy. W dzisiejszym artykule wyjaśniamy wszelkie wątpliwości w tym zakresie. Zapraszamy do lektury.

leasing pracowników z Ukrainy
Fot. pixabay

Rozwiązaniem coraz częściej wykorzystywanym przez polskich przedsiębiorców jest leasing pracowników z Ukrainy.

Na czym polega leasing pracowników z Ukrainy?

W Twojej firmie brakuje aktualnie pracowników? Może to czas, aby skorzystać z ekonomicznego rozwiązania, jakim jest leasing pracowników z Ukrainy? To szereg korzyści, dzięki którym Twoja firma stanie na nogi. Panujący mit dotyczący większej ilości formalności zniechęca polskich przedsiębiorców do rekrutowania osób pochodzących z Ukrainy i ze Wschodu. Tak naprawdę nie ma jednak powodów do obaw. Wystarczy skorzystać z pomocy doświadczonej agencji pracy i cieszyć się wspaniałymi pracownikami.Przeczytaj nasz tekst i przekonaj się, że leasing pracowników z Ukrainy to coś, z czego warto skorzystać.

Jak przebiega dobór pracowników z Ukrainy?

Martwisz się tym, że po podjęciu decyzji o leasingu pracowników z Ukrainy do firmy trafią nieodpowiednie osoby? Nic bardziej mylnego! W trakcie rekrutacji pracowników z Ukrainy brane są pod uwagę wszelkie kryteria, które mają znaczenie dla Twojego biznesu. W związku z tym agencja pracy dopasowuje pracowników pod względem ich doświadczenia w branży, preferencji odnośnie czasu trwania umowy, a także znajomości języka. W przypadku chęci zatrudnienia większej ilości pracowników nie ma żadnego problemu – agencja z pewnością znajdzie kompletną grupę osób z Ukrainy chętnych do pracy. Wszystko poprzedzone jest oczywiście analizą potrzeb przedsiębiorstwa oraz charakteru stanowisk gotowych do obsadzenia.

Leasing pracowników z Ukrainy – co należy do obowiązków agencji pracy?

Decydując się na pomoc agencji pracy w kwestii leasingu pracowników z Ukrainy, możesz odetchnąć z ulgą. Znaczna większość obowiązków związanych z legalnym zatrudnieniem cudzoziemców i niezbędnymi formalnościami spada na barki agencji. Tobie pozostaje wyłącznie konieczność zapewnienia odpowiednich warunków do pracy i kontrola wykonywanych przez pracownika obowiązków. Czym jeszcze zajmuje się agencja? Dba o to, aby pracownik miał zapewniony transport oraz zakwaterowanie. Pracownikom agencji pracy zależy na tym, by zatrudnieni w Twojej firmie Ukraińcy byli zadowoleni z pracy w Polsce. Starają się więc zapewnić im pomoc w codziennych sprawach i ewentualnych problemach spowodowanych przez barierę językową. Dzięki temu możesz cieszyć się chętnymi do pracy kandydatami zaangażowanymi w pełnioną rolę.


Testy na prawo jazdy w UK

Wielu młodych ludzi, którzy zbliżają się do osiemnastego roku życia, chce z przytupem wejść w świat dorosłych i marzy o zrobieniu prawa jazdy oraz o własnym samochodzie. Często są to marzenia nie tylko nastolatków, ale też osób w innym wieku, które chcą zrobić prawo jazdy i wsiąść za kierownicę. Dotyczy to osób w Polsce, ale i w innych krajach. Jak zrobić prawo jazdy w UK? Podpowiadamy.

Testy na prawo jazdy w UK

Odpowiednie przygotowanie to podstawa. Testy na prawo jazdy w UK

Aby przystąpić do egzaminu, warto się dobrze do niego przygotować. W Wielkiej Brytanii wygląda to nieco inaczej niż w Polsce. Nie potrzeba wyjeździć 30h z instruktorem, aby podejść do egzaminu. Umiejętność jazdy samochodem weryfikuje sam egzamin praktyczny. Nie obowiązują tutaj żadne szkoły, czy kursy nauki jazdy, lecz warto z nich skorzystać, by być pewnym, że posiadamy odpowiednią wiedzę i umiejętności, dzięki którym pomyślnie przejdziemy egzamin.

W sieci można znaleźć wiele przykładowych pytań teoretycznych, jednak warto sprawdzić ich aktualność, by nie zaskoczyć się kompletnie innymi pytaniami na egzaminie. Jedną ze szkół na prawo jazdy w UK po polsku jest Croydons, która udostępnia swoim kursantom dwujęzyczne materiały szkoleniowe na prawo jazdy każdej kategorii. Co ważne, testy na prawo jazdy w UK w tej szkole są zawsze aktualne i zgodne z tymi, które spotkasz na egzaminie. Dzięki temu masz pewność, że egzamin teoretyczny Cię nie zaskoczy, a nieskończona ilość próbnych testów upewni Cię w przekonaniu, że jesteś gotowy do niego podejść.

Egzamin teoretyczny. Jak zdać prawo jazdy w UK?

Podstawą przystąpienia do egzaminu praktycznego jest egzamin teoretyczny. Jego zadaniem jest sprawdzenie wiedzy dotyczącej przepisów ruchu drogowego. Przed rozpoczęciem egzaminu każdemu uczestnikowi przedstawiona jest prezentacja pokazująca jak działa test. Dzięki temu kursant ma okazje zapoznać się z układem egzaminu i przećwiczyć parę pytań. Następnie odbywa się właściwy test egzaminacyjny.

Egzamin teoretyczny składa się z dwóch części. Jest to test wielokrotnego wyboru i studium przypadku oraz test na dostrzeganie zagrożeń, który sprawdza czy jesteśmy w stanie przewidzieć niebezpieczeństwo na drodze.

Test wyboru wymaga jednej odpowiedzi. Pierwsza część egzaminu składa się z 50 pytań, a na odpowiedź mamy 57 minut. 45 pytań to test wyboru, a 5 pytań to tzw. studium przypadku (case study). Test na dostrzeganie zagrożeń to 14 nagrań, na podstawie których każdy uczestnik musi dostrzec potencjalne zagrożenia na drodze.

Aby zdać egzamin teoretyczny, nie musimy mieć 100% poprawnych odpowiedzi. W teście wyboru wystarczą nam 43 punkty z maksymalnych 50, natomiast w teście o zagrożeniach 44 pkt z 70 możliwych. Każdy uczestnik, który pomyślnie przejdzie testy na prawo jazdy w UK, może przystąpić do egzaminu praktycznego. Co ważne, nie musi tego robić od razu. Testy są ważne 2 lata, dlatego w tym okresie możemy wielokrotnie podchodzić do egzaminu praktycznego.


Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC

Agnieszka Grabarczyk

Agnieszka Grabarczyk

Studentka dietetyki, instruktorka Zumby, Zumby Gold oraz Stretchingu, a przede wszystkim mamal. Potrafi rozciągnąć dobę ponad 24h i uważa, że nie ma rzeczy niemożliwych. Od niedawna zakochana we Włoszech, włoskiej kuchni oraz w języku włoskim. (Dietetycznie) interesuje się żywieniem w chorobach układu pokarmowego oraz chorobach autoimmunologicznych a także zaburzeniami odżywiania

Alkohol towarzyszy nam w tak wielu sytuacjach, że aż ciężko to wszystko zliczyć – urodziny, imieniny, święta, rocznice, randki, spotkania ze znajomymi, wieczory z Netflixem i tak dalej… Oczywiście, można obejść się bez alkoholu, ale nie ma też co ukrywać, że jest to przyjemny dodatek wielu okoliczności. Niestety prawdą jest też fakt, że alkohol nie jest najlepszym „kompanem” przy diecie redukcyjnej, czy też podczas walki z różnego rodzaju chorobami. W takim razie, czy powinniśmy całkowicie z niego zrezygnować?

Fot. pixabay

Poniższy tekst pod żadnym pozorem nie ma na celu zachęcenia do picia alkoholu. Wszelkie „plusy”, które zostaną tu przedstawione (o ile zostaną) wynikają z właściwości poszczególnych związków zawartych w niektórych alkoholach i ich wpływu w odpowiednich dawkach na nasz organizm. Trzeba pamiętać, że wszystkie te związki możemy znaleźć w innych produktach, które są zdrowsze i bezpieczniejsze dla naszego organizmu. Artykuł ma jedynie na celu pokazać jak podejść do tematu alkoholu, jeśli już decydujemy się po niego sięgnąć.

O czym będzie mowa?

  • o pustych kaloriach
  • o przekąskach i faktycznym głodzie
  • o tym jak policzyć ile kilokalorii dostarcza nam czysty alkohol
  • o ryzyku zdarzeń sercowo-naczyniowych
  • o innych skutkach zdrowotnych alkoholu
  • o plusach picia alkoholu (o ile w ogóle można mówić o plusach…)
  • o kaloryczności najpopularniejszych alkoholi
  • no i oczywiście o tym CO pić, jeśli już naprawdę chcemy się napić

A więc zaczynajmy…

Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC
Fot. pixabay

Ach te puste kalorie…

Zacznijmy od jednego z najbardziej interesujących aspektów (choć nie najważniejszego) – kaloryczności. Cofnijmy się na chwilę do całkowitych podstaw dietetycznych i przypomnijmy sobie, jak wygląda kaloryczność poszczególnych makroskładników: Białko w 1 gramie dostarcza nam 4 kcal, węglowodany również 4 kcal na 1 gram, a tłuszcze 9 kcal na 1 g. Czas, aby dorzucić kolejne cyferki do tego zestawienia: 1 g czystego alkoholu etylowego dostarcza 7 kcal i doprecyzujmy jeszcze nazewnictwo: etanol i alkohol etylowy to jest to samo, więc nazwy pojawiać się będą zamiennie, ale etanol to nie to samo co czysta wódka (dość popularny błąd).

O ile białka, węglowodany i tłuszcze biorą udział w wielu procesach w naszym organizmie – są wykorzystywane do celów energetycznych, budulcowych, ochronnych, dodatkowo (z reguły) spożywane są w towarzystwie witamin i minerałów, które korzystnie wpływają na nasz organizm, to czysty alkohol etylowy dostarcza nam jedynie tzw. „pustych kalorii”.

Czym są puste kalorie? Określenie to odnosi się do braku jakichkolwiek wartości odżywczych czystego alkoholu poza wysoką dawką kalorii – czyli nie dostarcza nam witamin i minerałów, a także nie jest wykorzystany jako np. „pożywienie” dla mózgu (tak jak glukoza) czy jako element budulcowy (tak jak białko). Etanol po prostu dostarczy nam kalorii, ale nie będzie z tego żadnych innych korzyści.

Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC
Fot. pixabay / Michelle Bryant

Jeden kieliszek, to nie tak dużo…

Pijąc jakikolwiek drink, piwo, wino itd. kalorie, które spożywamy, nie pochodzą jedynie z etanolu. Ktoś może powiedzieć „no przecież w tym drinku jest tylko jeden kieliszek wódki, trochę owoców i odrobina coli”. No właśnie… tylko albo aż Kalorie, które dostarczamy pijąc jednego drinka, pochodzą również ze wszystkich innych „dodatków” – soków, syropów, słodzideł, owoców, napojów itd. Tak samo jest w przypadku piwa czy wina – do ich produkcji używane są dodatki, które niosą za sobą dodatkowe kalorie.

Prostym sposobem na „odchudzenie” drinków (jeśli faktycznie nam na tym zależy) jest używanie np. bezcukrowych syropów, pominięcie cukru w niektórych drinkach, używanie Coli Zero zamiast zwykłej Coli. Nie, nie rekomenduję stosowania takich produktów na co dzień (bo o wersjach „lajt”, fit itp. można poczytać w artykule, w którym pisałam o etykietach produktów – jednym słowem są dodatkowo przetworzone), ale jeśli i tak po drinka sięgamy, będąc na diecie redukcyjnej, to możemy spróbować go odchudzić.

Kolejnym aspektem, o którym trzeba wspomnieć to fakt, że kalorie to nie tylko to, co wypijamy z drinkiem, ale też to co ZJADAMY z tym drinkiem. Każdy, kto pił kiedyś alkohol, wie, że z jakiegoś dziwnego powodu podczas sączenia pysznego drinka, czy pijąc chłodne piwko, pojawia się ochota na przegryzienie czegoś. No i tu wjeżdżają przeróżne przekąski… chipsy, orzeszki, paluszki, ciasteczka itd. Poza tym, kto to słyszał, aby do wódeczki nie było „zagrychy”!? Zagrycha musi być. No i niestety często zapominamy, że te przekąski dostarczają dodatkowych kalorii. „Przecież jeden orzeszek solony to nic wielkiego…”. Bądźmy szczerzy – kto zjadł jednego orzeszka i nie ruszył nic więcej?

Zastanówmy się, po jakie przekąski sięgamy do alkoholu i spróbujmy zamienić typowe przekąski na coś zdrowszego/mniej kalorycznego – np. na warzywa pokrojone w słupki, pomidorki koktajlowe, owoce, wafle ryżowe/kukurydziane, ewentualnie chrupki kukurydziane, które są mniej kaloryczne w porównaniu z typowymi chipsami.

Jest też pewien mechanizm, który nie dotyczy „ochoty na przekąski”, a jest ściśle powiązany z faktycznym uczuciem głodu. Są za to odpowiedzialne neurony AgRP zwane neuronami głodu. Nazwa pochodzi stąd, że produkują one białko agouti-related protein (lub też agouti-related peptide), związek chemiczny sprawiający, że czujemy głód. Aktywowane powodują łaknienie, nawet jeśli tak naprawdę wcale nie jesteśmy głodni. Badania wykazały, że do działania pobudza je właśnie alkohol. W związku z tym, jeśli po alkoholu mamy ochotę na jedzenie (i nie chodzi tu o przegryzienie czegoś, a o odczuwany faktyczny głód) to jest to uzasadnione i całkowicie zrozumiałe.

Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC
Fot. pexels / Rachel Claire

No to ile tych kalorii wypijamy?

Jeśli chcielibyśmy policzyć, ile kalorii spożyjemy pijąc jakiś alkohol (ale kalorii tylko i wyłącznie tych z czystego alkoholu etylowego, nie biorąc pod uwagę tych wszystkich „dodatków” opisanych powyżej), to rachunek jest bardzo prosty. Istnieje coś takiego jak SJA, czyli Standardowa Jednostka Alkoholu.

1 SJA wynosi 10 g lub 12,5 ml czystego alkoholu etylowego (etanolu). Czyli łatwo można policzyć, że 1 g to 1,25 ml etanolu.

Teraz trochę matematyki jak obliczyć te nieszczęsne kalorie… Weźmy za przykład 0,5 litra piwa 5%.

W 500 ml piwa mamy 5% etanolu, czyli 500 ml x 5% = 500 ml x 0,05 = 25 ml czystego alkoholu.
Wiemy, że 1,25 ml etanolu to 1 g etanolu, czyli 25 ml : 1,25 ml = 20 g czystego alkoholu.
Wiemy też, że 1 g czystego alkoholu etylowego dostarcza 7 kcal, czyli 20 g x 7 kcal = 140 kcal.

Pijąc takie piwko, z SAMEGO ETANOLU dostarczymy 140 kcal, ale tak jak już wspomniałam – kaloryczność alkoholu podbijają inne dodatki, które wykorzystywane są w produkcji danego trunku. W przypadku powyższego przykładu: 0,5 l piwa może dostarczyć nam tak naprawdę nie 140 kcal, a ok. 250 kcal (jeśli jest to piwo jasne), a nawet około 340 kcal (jeśli jest to piwo ciemne).

Miej serce!

Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC
Fot. pexels / Karolina Grabowska

Każdy prawdopodobnie słyszał dwie sprzeczne opinie – „lekarz, na niskie ciśnienie, zalecił mi kieliszek wódeczki z rana”, a z drugiej strony argumenty mówiące, że alkohol przyczynia się do występowania chorób takich jak nadciśnienie, zawały oraz wiele innych.

Gdzie jest prawda?

Na początek krótki słowniczek, który za chwilę się przyda:
PTK – Polskie Towarzystwo Kardiologiczne
CVD – Choroby sercowo-naczyniowe
BP – Ciśnienie tętnicze krwi
BMI – Wskaźnik masy ciała
AF – Migotanie przedsionków

Najnowsze wytyczne PTK wprost mówią, że „górna bezpieczna granica spożycia napojów alkoholowych odpowiada około 100 g czystego alkoholu na tydzień. Przełożenie tej liczby na liczbę drinków zależy od wielkości porcji […] Granica jest podobna dla kobiet i mężczyzn. Spożycie alkoholu powyżej tej granicy ogranicza spodziewany czas przeżycia”.

Przez długo krążyła opinia, że niewielkie ilości alkoholu są zdrowe, a wręcz wskazane w prewencji chorób sercowo-naczyniowych. PTK wprost jednak pisze, że „badania […] nie potwierdzają działania ochronnego spożywania umiarkowanych ilości alkoholu w porównaniu z jego niespożywaniem, sugerując, że najniższe ryzyko zdarzeń CVD stwierdza się u abstynentów oraz że jakakolwiek ilość alkoholu podwyższa BP oraz BMI. Te dane poddają w wątpliwość koncepcję mówiącą, że umiarkowane spożycie alkoholu jest generalnie związane z niższym ryzykiem CVD”.

Co więcej, PTK pisze, że „biorąc pod uwagę, że nadciśnienie tętnicze wywołuje AF, leczenie nadciśnienia tętniczego jest obowiązkowe. Nadmierne spożycie alkoholu jest czynnikiem ryzyka incydentalnego AF, a abstynencja zmniejsza częstość nawrotów u osób pijących alkohol regularnie”.

I jeszcze wisienka na torcie – „Spożycie alkoholu związane jest ze zwiększoną śmiertelnością CV, a nadużywanie alkoholu jest głównym czynnikiem ryzyka przedwczesnego zgonu i niepełnosprawności wśród ludzi w wieku 15–49 lat.”

Warto zaznaczyć, że dozwolone 100 g czystego alkoholu na tydzień, o których pisze PTK, nie oznacza, że możemy wypić raz w tygodniu tyle drinków, żeby odpowiadało to 100 g etanolu, a przez resztę dni będziemy utrzymywać abstynencję alkoholową. Owszem, zakłada się, że można przyjmować bezpieczne dawki alkoholu, ale te 100 g tygodniowo powinno być rozłożone na cały tydzień i powinna być zachowana co najmniej 2-dniowa abstynencja w tygodniu. Pamiętajmy też, że istnieje śmiertelna dawka alkoholu i jest to mniej więcej 8 g czystego alkoholu na 1 kg masy ciała. Natomiast ta dawka jest różna w zależności od płci, wieku, stanu zdrowia, kondycji fizycznej, diety i innych czynników.

Odnosząc się do zaleceń PTK czas obalić krążący fakt/mit co by alkohol był wskazany w prewencji chorób sercowo-naczyniowych i miał jakikolwiek prozdrowotny wpływ na nasze serce i układ krążenia.

Wątroba, mózg, niedobory i tak dalej…

Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC
Fot. pexels / Anna Shvets

Jak już wyżej wspomniałam, spożywanie alkoholu ma ogromny wpływ na ryzyko wystąpienia zdarzeń sercowo-naczyniowych, ale pewnie nie zaskoczę nikogo, jeśli napiszę, że nie tylko na to ma wpływ.

Alkohol działa na system nerwowy jak trucizna, indukując między innymi samobójczą śmierć jego komórek. Tkanka nerwowa ma zdolność „przyciągania” i magazynowania alkoholu etylowego i produktów jego rozpadu. Zarówno alkohol, jak i produkty jego rozpadu powodują zatrucie komórek nerwowych, wywołując stopniowo narastające zmiany zwyrodnieniowe w samych komórkach, a także we włóknach nerwowych. Mózg, jako jeden z głównych narządów docelowych działania etanolu, ulega pod jego wpływem największej degradacji. Nic więc dziwnego, że u osób pijących alkohol w dużych ilościach i przez długi czas można zaobserwować problemy z pamięcią, koncentracją czy kojarzeniem faktów.

Alkohol jest również jednym z czynników prowadzących do uszkodzenia wątroby – tak naprawdę alkohol oraz jego metabolity, a przede wszystkim aldehyd octowy, który powoduje reakcje zapalne, a ponadto wywołuje mutacje punktowe oraz aktywuje proces umierania komórek wątroby. Uszkodzenia wątroby podzielone są na 4 zasadnicze stany (o których nie będę się rozpisywać, bo nie taki jest cel tego artykuł: stłuszczenia, zapalenia, zwłóknienia oraz marskości wątroby.

Skoro wspomniałam o wątrobie, to idźmy dalej… teraz czas na trzustkę. Trzustka to gruczoł odpowiedzialny za wytwarzanie insuliny i glukagonu, a także soku trzustkowego, ważnego czynnika w procesie trawienia. Wykazano, że długotrwałe spożywanie alkoholu jest przyczyną ostrego zapalenia trzustki w 40-60% przypadkach oraz aż w 70–90% zapalenia przewlekłego, prowadzącego do rozwoju nowotworów tego narządu.

Do tego alkohol wpływa także negatywnie na wchłanianie niektórych substancji, mimo prawidłowej ich podaży w diecie, co skutkuje niedoborem wielu witamin, m.in.: witaminy B1, B12, oraz związków mineralnych, np.: wapnia, hamuje także aktywny transport niektórych aminokwasów (leucyna, glicyna, fenyloalanina, metionina, walina) oraz spowalnia wchłanianie leków poprzez zmianę ich rozpuszczalności.

Tak naprawdę, to o negatywnych skutkach picia alkoholu można by pisać w kontekście każdego narządu bądź układu, ale nie będzie to raczej porywające… więc przejdźmy do ciekawszych aspektów picia alkoholu.

Jasna strona alkoholu

Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC
Fot. pixabay / Bishwas Bajracharya

O tym, jak bardzo szkodliwy jest dla nas alkohol, już chyba wystarczająco dużo napisałam. Pewnie niejedna osoba zadałaby teraz pytanie „to skąd te wszystkie opinie, że kieliszek wina do obiadu jest wskazany na trawienie, albo kieliszek koniaku z rana pomoże przy chorobach serca?”. Masa tego typu opinii wynika z faktu, że napoje alkoholowe poza czystym alkoholem etylowym zawierają również inne substancje, które mogą korzystnie wpływać na nasz organizm.

Na początek jednak powiedzmy sobie jasno – wszystkie te substancje (o których za chwilę napiszę) można znaleźć również w innych produktach spożywczych, które będą dużo zdrowsze, bezpieczniejsze i często też mniej kaloryczne. Dlatego nie można traktować wina, koniaku czy naleweczki jako uzupełnienia diety, bo pamiętajmy też, że alkohol zaburza wchłanianie wielu witamin i minerałów – coś nam daje, coś odbiera.

Zacznijmy od:

Piwa

W piwie znajdują się witaminy B1, B2, B6 i B12 – co odkryli holenderscy naukowcy (wiemy też, że alkohol zaburza wchłanianie np. Wit. B1 czy B12, więc to, że piwo te witaminy posiada, nie do końca oznacza, że zostaną one wchłonięte przez organizm). Wykazano również, że piwo zawiera dużo potasu i mało sodu, jest bogate w magnez i krzem, a ciemne piwa mają dużo rozpuszczalnego błonnika, który wspomaga pracę jelit.

Wino

O zaletach wina i dobroczynnych właściwościach mówi się najwięcej. Frakcję niealkoholową wina stanowi wiele naturalnych związków, takich jak: fungicydy, taniny, antocyjany, a także flawonoidy, na przykład antyoksydacyjny resweratrol i działająca na naczynia krwionośne kwercetyna. Badania wskazują, że zawarty w winie kwas cynamonowy sprzyja wydzielaniu żółci, a także że wino czerwone zmniejsza oporność organizmu na insulinę. Możemy też usłyszeć, że wino (zwłaszcza czerwone) jest świetnym źródłem żelaza i po części to prawda, ale mamy tu do czynienia z żelazem niehemowym, czyli tą mniej wchłanianą formą żelaza. W jednym z badań wykazano, że wchłanianie żelaza z czerwonego wina było nawet 3-krotnie niższe w porównaniu do wina białego.

Wódka

Tu niestety jest problem, aby znaleźć jakiekolwiek materiały mówiące o zawartości w wódce jakichkolwiek związków pro-zdrowotnych. Jedyne „plusy” wódki, to te związane z działaniem odkażającym i bakteriobójczym.

Koniak

O Koniaku – podobnie jak o winie – mówi się, że jest jednym z najzdrowszych alkoholi. Koniak zawiera pewną ilość przeciwutleniaczy i polecany jest osobom o niskim ciśnieniu krwi.

Whisky

Podobnie jak koniak czy wino zawiera polifenole – głównie kwas elagowy. Pewne badania przedstawione w European Journal of Clinical Nutrition mówiły, iż antyoksydanty zawarte w whisky lepiej wchłaniają się do organizmu, niż te zawarte w winie (pomimo, że w winie jest ich więcej). Whisky dostarczyć nam może również Witaminy C.

Tak jak już wyżej napisałam, ale napiszę jeszcze raz – wszystkie te substancje można znaleźć w innych produktach spożywczych, które będą dużo zdrowsze, bezpieczniejsze i często też mniej kaloryczne niż wspomniane alkohole. Jeśli tłumaczymy picie alkoholu np. tym, że „przecież lampka wina to tyle drogocennych antyoksydantów!”, to lepiej zmieńmy argument, bo jest on nie najlepszy, aby wytłumaczyć częste picie.

I znowu ta kaloryczność…

Zanim odpowiemy sobie na najważniejsze pytanie „CO pić?”, to chciałabym jeszcze przedstawić zestawienie kaloryczne różnych najpopularniejszych alkoholi i drinków. Pewne wartości mogą zaskoczyć. Pamiętajmy też, że podana kaloryczność może się różnić w zależności od producenta lub barmana. Takie Mojito może mieć od 180 kcal do nawet 800 kcal – w zależności od inwencji twórczej barmana.

Dla porównania:
1 hamburger z McDonald’s to ok. 255 kcal
1 pączek z marmoladą i lukrem to ok. 290 kcal
1 kawałek pizzy hawajskiej to ok. 150 kcal
1 tabliczka czekolady to ok. 530 kcal.

Patrząc na powyższe grafiki doskonale widać, że o ile niektóre alkohole i drinki nie są aż tak kaloryczne, to inne… No właśnie. Spokojnie moglibyśmy zjeść pół pizzy hawajskiej, a i tak to będzie mniej niż jeden drink.

Wyobraźmy sobie teraz urodziny u cioci gdzie mamy bogato zastawiony stół, ciocia zrobiła same pyszności, próbujemy wszystkiego po trochu (trudno… nasz deficyt tego wieczoru nie istnieje) i do tego pojawia się wódeczka. Pijemy za zdrowie cioci, za spotkanie, na jedną nóżkę, na drugą… Dużo jedzenia, więc alkohol tak szybko nie uderza do głowy, poza tym siedzimy już dobre 4-5 h wiec tempo picia nie jest zawrotne. No i przy szóstym kieliszku orientujemy się, że 6 kieliszków wódki to już dodatkowe 660 kcal. Ups…

Niestety jeśli mówimy o diecie redukcyjnej, odchudzaniu, deficycie, to szalenie trudno tego pilnować, kiedy pijemy alkohol. Nie jest to niewykonalne i oczywiście nie musimy pić od razu pół butelki wódki czy 5 Margarit, ale kiedy pojawiają się „większe” okazje do napicia, to bardzo łatwo stracić głowę. Najważniejsze jest to, co pojawia się bardzo często na Dream Diet i zdecydowanie trzeba o tym pamiętać w kontekście diety – umiar i zdrowy rozsądek.

No to w końcu… co pić na diecie?

(Uwielbiam to stwierdzenie) To zależy…

Jeżeli idziemy na miasto ze znajomymi i siedzimy w barze z drinkami albo po prostu idziemy na spotkanie i mamy ochotę napić się drinka – to wybierzmy Cosmopolitan, Cuba Libre albo Mojito. Są najmniej kaloryczne.

Jeśli idziemy do restauracji na kolację lub po prostu chcemy coś pomału sączyć w zaciszu domowym – wybierzmy wino czerwone wytrawne. Celowo piszę o winie czerwonym, a nie białym, pomimo że wino białe wytrawne jest mniej kaloryczne, to w winie czerwonym znajdziemy więcej przeciwutleniaczy (czerwone wino zawiera średnio 5 razy więcej resweratrolu niż białe). Wino faktycznie zawiera kilkaset różnych substancji, takich jak minerały, kwasy organiczne, aminokwasy i witaminy, a ich stężenie zależy w dużej mierze od odmiany winorośli, warunków klimatycznych i sposobu przetwarzania, i tak np. szczep pinot noir jest kilkakrotnie bogatszy w resweratrol niż cabernet sauvignon.

Pół żartem, pół serio: jeśli potrzebujemy wypić „na odwagę” przed zagadaniem do fajnego chłopaka/fajnej dziewczyny – to sięgnijmy po mały kieliszek wódki (25 ml).

A co jeśli mamy ogromną ochotę na jakiś konkretny drink, który jest super-mega-kaloryczny? Co, jeśli jesteśmy niemalże w stanie zabić za np. Pina Coladę w gorący wieczór? Wtedy po prostu wypijmy tego drinka. Tak, serio. Jeśli bardzo, bardzo, bardzo mamy na niego ochotę, to wypijanie innych drinków z nadzieją, że „może ochota minie” może doprowadzić do sytuacji, w której wypijemy 2-3 inne drinki niskokaloryczne, a na koniec i tak już sięgniemy po ten wysokokaloryczny wymarzony drink. Lepiej od razu wypijmy tego jednego drinka, zamiast próbować oszukać swoją głowę.

Prawdy, półprawdy i różne-inne-prawdy o alkoholu – czyli alkoholowe ABC
Fot. pexels / Burst

Nie poruszyłam wyżej bardzo ważnego aspektu dotyczącego wpływu alkoholu na nasze zachowanie oraz tego, jakie niesie za sobą konsekwencje psychologiczno-psychiczne. Należy pamiętać, że alkohol etylowy jest substancją silnie uzależniającą i toksyczną (zgodnie z wykładnią Światowej Organizacji Zdrowia). Niejednokrotnie każdy też słyszał o tragicznych wypadkach, które wydarzyły się po wypiciu alkoholu, ponieważ wpływa on również na naszą percepcję, czas reakcji oraz (często) zdrowy rozsądek. Co trzeba też pamiętać to wpływ alkoholu wypijanego przez kobiety w ciąży na płód. Jeśli jednak o tym wiemy, a alkohol spożywamy „od święta”, w odpowiednich warunkach i nie jesteśmy w ciąży, to warto wiedzieć, na co zwracać uwagę sięgając po alkohol i będąc jednocześnie na diecie. Pamiętajmy, że wszystko jest dla ludzi. Zdrowa i zbilansowana dieta nie wymaga od nas rezygnacji z czegokolwiek – wymaga jedynie świadomości, rozwagi i umiaru.

Na koniec mój ulubiony cytat, który idealnie się tutaj wpasowuje i myślę, że warto o nim pamiętać – i to nie tylko sięgając po drinka.

„Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną”

Paracelsus

[1] Wytyczne ESC 2021 dotyczące prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego w praktyce klinicznej – Polskie Towarzystwo Kardiologiczne

[2] dr n. med. Michał Wiciński , Agnieszka Soroko , Piotr Niedzwiecki , Katarzyna Ciemna , mgr Bartosz Malinowski, dr n. med. Elżbieta Grześk , dr n. med. Katarzyna Szadujkis-Szadurska: „Wpływ alkoholu na wybrane jednostki chorobowe. Wino czerwone – fakty i mity. Przegląd badań klinicznych (według EBM)”, Współczesne kierunki działań prozdrowotnych, red. A. Wolska-Adamczyk, WSIiZ, Warszawa 2015

[3] Cook, James D., Manju B. Reddy, and Richard F. Hurrell. „The effect of red and white wines on nonheme-iron absorption in humans.” The American journal of clinical nutrition 61.4 (1995): 800-804

[4] Marica Meroni, Miriam Longo, Paola Dongiovanni: “Alcohol or Gut Microbiota: Who Is the Guilty?” Int. J. Mol. Sci. 2019, 20, 4568

[5] Edyta Kordialik-Bogacka: „WARTOŚĆ ŻYWIENIOWA PIWA” DESIGNED FOOD, Rozdział 9

[6] Władysław Sinkiewicz: „Czerwone wino, procyjanidy, resweratrol i długowieczność” Kardiologia po Dyplomie 2010; 9 (8): 95-98

[7] Artur Mamcarz, Piotr Podolec: „Alkohol w prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego — fakty i mity” Forum Medycyny Rodzinnej 2007, tom 1, nr 3, 255–263

[8] Ola Bąbała, Joanna Działo, Wiesław Deptuła: „ALKOHOL A ZDROWIE”, Kosmos – Problem Nauk Biologicznych, Tom 60 2011 Numer 1–2 (290–291) Strony 189–194

[9] https://alkopatrol.pl/ile-kalorii-ma-alkohol

[10] https://www.abcalkoholu.pl/wiedza/artykuly/dlaczego-alkohol-wzmaga-apetyt/

thefad.pl / Źródło:

Wpadnij na Instagram. Codziennie coś dobrego! @mrs.dreamdiet


 


Dla kogo jest praca opiekunki osoby starszej w Niemczech?

Zainteresowanie opieką nad niemieckimi seniorami ze strony Polaków stale rośnie. Praca za naszą zachodnią granicą postrzegana jest jako ta dobrze płatna i na dobrych warunkach. Zanim jednak się ją podejmie, warto się zastanowić, czy jest ona dla nas odpowiednia. Jak pokazuje bowiem rzeczywistość, nie każdy może pełnić role opiekuna seniora. Dla kogo jest to odpowiednia praca?

Zainteresowanie opieką nad niemieckimi seniorami ze strony Polaków stale rośnie. Praca za naszą zachodnią granicą postrzegana jest jako ta dobrze płatna i na dobrych warunkach. Zanim jednak się ją podejmie, warto się zastanowić, czy jest ona dla nas odpowiednia. Jak pokazuje bowiem rzeczywistość, nie każdy może pełnić role opiekuna seniora. Dla kogo jest to odpowiednia praca

Jakie cechy powinna mieć dobra opiekunka osób starszych?

Praca opiekunki osób starszych nie należy do łatwych. Decydując się na nią, trzeba mieć na uwadze, że seniorzy są wymagającymi podopiecznymi. Wiele z nich wymaga opieki przez całą dobę. Oprócz tego mogą oni wykazywać duże trudności w zachowaniu, na co bez wątpienia wpływają dolegliwości chorobowe, wiek, przyzwyczajenia. Wszystko to sprawia, że opiekunki przede wszystkim powinny być osobami cierpliwymi i empatycznymi. Na https://opieka.felizajob.pl/oferty-pracy-dla-opiekunek-osob-starszych przekonasz się też, że opiekunki w Niemczech muszą być komunikatywne, otwarte, kreatywne i pomysłowe.

Wynika to z tego, że do ich obowiązków należy m.in. organizowanie czasu osobie starszej. Kreatywność pomoże więc wymyślić dla podopiecznego atrakcje na miarę jego możliwości, które umilą dzień i zminimalizują czas spędzony przed telewizorem. Warto też pamiętać, że otwartość i komunikatywność przyda się, jeśli wraz z seniorem będzie uczestniczyć się w grupowych zajęciach, lokalnych atrakcjach czy rehabilitacji.

Agencje opiekunek jako pożądane cechy wymieniają też profesjonalizm, konsekwencję, odpowiedzialność. Oprócz cech charakteru w przypadku opieki nad seniorem potrzebna jest też duża siła fizyczna oraz ogólny dobry stan zdrowia.

Jakie umiejętności i kompetencje muszą mieć opiekunki seniorów?

Oprócz wcześniej wymienionych cech charakteru opiekunki powinny również posiadać odpowiednie umiejętności i kompetencje. Podstawą jest wiedza o chorobach wieku starczego i znajomość zasad pielęgnowania seniorów. Przed podjęciem zatrudnienia warto więc poczytać o diecie i rehabilitacji seniora, typowych chorobach, zasadach pierwszej pomocy.

Zainteresowanie opieką nad niemieckimi seniorami ze strony Polaków stale rośnie. Praca za naszą zachodnią granicą postrzegana jest jako ta dobrze płatna i na dobrych warunkach. Zanim jednak się ją podejmie, warto się zastanowić, czy jest ona dla nas odpowiednia

In plus będzie również poczytywana znajomość sztuki kulinarnej, szczególnie kuchni niemieckiej. W pracy z seniorem w Niemczech przydatne będzie też prawo jazdy kategorii B, znajomość języka niemieckiego oraz wykształcenie pielęgniarskie/ medyczne. Wiele niemieckich rodzin wymaga również, aby opiekunka posiadała doświadczenie w opiece nad osobą starszą. Co ważne, nie musi być to doświadczenie zawodowe – w CV można wskazać, że opiekowało się rodzicami, dziadkami lub innymi seniorami z rodziny.


Adam Mazguła: „Polska dla Polaków”, „Niemcy mają zapłacić reparacje”, „Unia to bolszewicka okupacja”… i tylko o Rosji jakby cicho

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Sowieccy komuniści, złodzieje, niezweryfikowani ubecy, fundamentaliści religijni, kościelni zboczeńcy seksualni, faszyści i niedouczeni, wiecznie skrzywdzeni życiowi nieudacznicy dorwali się do władzy. Ich bronią jest buta, chamstwo, arogancja, kłamstwo, fałszywa religijność, propaganda sukcesu i wszechobecna bezkarność

Wojna to makabryczna fanaberia zmanierowanych starców, którzy dla swojej władzy skłócają i gwałcą umysły młodych ludzi, by dla nich zdobywali i zabijali tych, którzy najczęściej nie są ich wrogami.

Starcy mają łupy, a ludzie groby, kaleki, rany, ruiny swoich domów i życia.

Specjaliści od manipulacji społecznej, aby zachęcić młodych do walki za interesy starców, przedstawiają wojnę, jako bohaterską przygodę, pełną honoru i troski. Tymczasem to zbrodnia na prawdzie, bo to przecież bezsensowna śmierć, cierpienie i bezsilność.

Kiedy jednak obserwuję Kaczyńskiego, czy popierających go biskupów, jak nie potrafią budować i tworzyć, ale ogłaszają kolejne fronty i walki „dla dobra Polski” i „o Polskę”, najczęściej poprzez szczucie na siebie ludzi, to najchętniej przywaliłbym im porządnie zimną wodą w rozgrzane tępe twarze, aby się łajdaki obudzili z opamiętaniem. To nie są żarty, to nie zabawa nieodpowiedzialne kanalie!

Ich rusko-kościelna współczesna Targowica rozpoczęła stan wojenny natychmiast po wyborach w 2015 roku, który trwa do chwili obecnej. Jej ogłoszeniem było stwierdzenie, że „Polska jest w ruinie” i teraz przychodzi „dobra zmiana” i ona nam „się po prostu należy”.

Tak sowieccy komuniści, złodzieje, niezweryfikowani ubecy, fundamentaliści religijni, kościelni zboczeńcy seksualni, faszyści i niedouczeni, wiecznie skrzywdzeni życiowi nieudacznicy dorwali się do władzy. Ich bronią jest buta, chamstwo, arogancja, kłamstwo, fałszywa religijność, propaganda sukcesu i wszechobecna bezkarność.

Tak zbudowano władzę konfliktu, wojny, podziałów, wykluczonych i wrogów. Nie władzę służebną, ale władców panujących, a więc okupującą polską demokrację, z jej konstytucją i sojuszami.

Wojna na Ukrainie dobitnie przedstawia, do czego taka władza typu putinowskiego prowadzi.

Już słyszę nawoływania do poświęceń w imię „Polski dla Polaków” i „Bóg z nami”. Słychać, że „Niemcy mają zapłacić reparacje”, „Ukraińców wybić za Wołyń”, „Żydzi przez komin”, „Unia to bolszewicka okupacja”, „jesteśmy najlepsi i mamy odwagę działać”… i tylko o Rosji Putina jakby cicho. Nawet zwrotu wraku Tupolewa już się nie domagają.

Czasem ktoś wspomni o inflacji z powodu wojny Putina. Resztę stanowi izolacjonizm od niego, ale nie od jego systemu władzy i parcia przez agresję do władzy absolutnej.

W demokracji władza musi mieć ludzką twarz, a nie podły uśmiech bezkarnej zbrodni.

Rusko-kościelna Targowica Kaczyńskiego oswaja Polaków z agresją i wojną. Uczy nas nienawidzić i konfliktować. Nawołuje do służby sobie, bo wszystko jest PiS-u, od kościelnych Legionów Maryi po policję, wojsko i służby. Wszyscy oni otrzymują statut akceptacji dla bezprawnej i bezkarnej przemocy oraz preferencje uzbrojenia i uposażenia.

Wszystko zgodnie z moją fraszką sprzed lat: „Ma wielkie ambicje, więc wzmacnia policję”.

Tak Kaczyński ze swoją Targowicą i niezależnie od sytuacji na Ukrainie, prowadzi w Polsce wewnętrzny stan wojenny. To on ma wskazywać wrogów i umacniać władzę, aż będzie ona dostateczne silna, żeby mogła zdobywać świat dla starców, kosztem życia młodych zmanipulowanych propagandą Polaków.

Wojna to odwieczna prezentacja siły i upokarzającego poddaństwa.

Czas budować atmosferę pokazującą bezsensowność wszczynania wojen i konfliktów dla satrapów. Jedyna wojna, jaką nie tylko możemy, ale mamy obowiązek prowadzić, to wojna przeciwko agresorom, zgorzkniałym podżegającym starcom. Niezależnie od tego, czy są to ruskie orki, sukienkowi bogowie, czy obłąkany dziad z Żoliborza.

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Die Zeit ocenia: Nikt nie wygra na transferze Lewandowskiego

W komentarzu opublikowanym w internetowym wydaniu tygodnika „Die Zeit” Oliver Fritsch porusza pięć punktów mających potwierdzić jego tezę, iż „w tym transferze nie ma zwycięzców”.

Bayern stracił siłę przyciągania

Obecność Lewandowskiego w Bayernie, która była sukcesem, mogła potrwać jeszcze dwa lata. Polak należał obok Manuela Neuera i Thomasa Muellera, którzy są w zespole dłużej od niego, do filarów drużyny. Lewandowski był sześć razy królem strzelców, raz z rekordowym wynikiem 41 trafień.

Dotychczas regułą było, że to klub z Monachium żegna się z zawodnikiem. Przewodniczący zarządu Oliver Kahn musiał tym razem przyznać, że jego klub stracił na sile przyciągania i autorytecie.

Bayern nie ma zdaniem autora na miejsce napastnika żadnego „perfekcyjnego zastępcy”. Sadio Mane z Liverpoolu nie jest gorszym piłkarzem, ale gra na innej pozycji. Lewandowski był zapewne słabszy technicznie, ale był doskonałym wykonawcą ofensywnej drużyny i pasował szczególnie do Muellera.

Lewandowski chciał od dawna przenieść się do wielkiej drużyny, kokietował kilka lat temu Real Madryt, jednak przejście do Barcelony nie jest skokiem w górę.

Barcelona wpadła w poślizg

FC Barcelona jest co prawda jedną z wielkich marek, klub jednak kilka lat temu „wpadł w poślizg”. Ostatni finał Champions League z jego udziałem miał miejsce w 2015 roku. Od tego czasu Barcelona doznała szeregu spektakularnych porażek, 0:4 w Liverpoolu, 0:3 w Rzymie, 2:8 przeciwko Bayernowi. Dziesięć lat temu „tikitaka” Barcy był miarą, dziś, gdy w modzie jest futbol fizyczny, drużyna z Barcelony nie jest do tego przygotowana.

Szansa na wejście z Barceloną w ciągu dwóch najbliższych lat do finału Champions League są bardzo małe, natomiast Bayern należy ciągle jeszcze do sześciu-ośmiu drużyn, które mają szansę na wielki tytuł.

Lewandowski korzystał z dominacji Bayernu

Transfer nie pasuje do filozofii Barcelony. Wysoko zadłużony klub płaci prawie 50 mln euro za napastnika, który w przyszłym miesiącu skończy 34 lata. W Monachium mówi się, że Lewandowski bardziej zależał od Bayernu niż Bayern od Lewandowskiego. Jako napastnik korzystał z ery dominacji Bayernu.

Strata dla Bundesligi

Po Erlingu Haalandzie Bundesliga traci drugiego wspaniałego napastnika. Czy szum wokół niego w Niemczech przetrwa jego odejście? Wkrótce może się okazać, że 30 bramek, które strzelał w każdym sezonie, jest nie tyle dowodem na jego kunszt, co raczej argumentem na niekorzyść Bundesligi.

Rozstanie w złym stylu

Lewandowski stał się w Monachium światową gwiazdą. Koszulkę z jego nazwiskiem noszą nie tylko dzieci na niemieckich boiskach i ulicach. Ta relacja kończy się „wojną w rodzinie”. Obie strony źle o sobie mówiły i rozpowszechniały nieprawdę.

Niektórzy mówią – taki jest zawodowy futbol. Ale to nieprawda. Rzadko odbywa się to w tak złym stylu. Zakończenie w ten sposób wspólnej historii sukcesu, bez cienia sentymentu, nie wystawia dobrego świadectwa ani polskiemu napastnikowi, ani klubowi – podsumowuje Oliver Fritsch.


Czy warto uczyć się języka angielskiego?

W ostatnim czasie sporym zainteresowaniem cieszy się język angielski. Łódź oferuje w tym zakresie naprawdę spore możliwości. Warto uczyć się języków obcych, ponieważ dzięki temu zyskujemy szansę na lepsze zatrudnienie w przyszłości. 

Czy warto uczyć się języka angielskiego

Powszechność języka angielskiego

Warto mieć na uwadze, że w wielu firmach zatrudnieni są zagraniczni pracownicy, dlatego normą jest obecnie angielski. Niestety opanowanie całkowitych podstaw wielu osobom sprawia poważne problemy. Pomimo wielu lat nauki dalej nie są w stanie się porozumieć za granicą. W tym artykule podpowiemy, jak uczyć się języka angielskiego efektywnie. Jeśli jesteś zdecydowany na kurs, to godna polecenia jest szkoła językowa Łódź.

Szybka nauka angielskiego

Jeśli twoim głównym celem jest szybka nauka języka angielskiego, to powinieneś zapisać się na kurs tutaj. Trzeba być tylko odpowiednio zmotywowanym i systematycznym, a efekty powinny przyjść same. Uczestnictwo w kursie to jednak nie wszystko, ponieważ nie można zapominać o samodzielnej pracy w domu, która także jest bardzo ważna. Porozwieszane wszędzie fiszki to częsty widok w mieszkaniu u osób, które uczą się języków obcych. Można śmiało powiedzieć, że taka metoda bardzo ułatwia zapamiętywanie słówek oraz wyrażeń. 

Materiały dydaktyczne do nauki 

Zarówno młodsze, jak i starsze osoby mogą wziąć udział w szkoleniu. Nie trzeba się martwić, że zostaniemy przydzieleni do niewłaściwej grupy, ponieważ kursy dostosowane są nie tylko do poziomu, ale również wieku kursantów. Oczywiście można się uczyć samodzielnie w zaciszu własnego domu, ale nie wszyscy to potrafią. Niektórzy muszą mieć nad sobą nauczyciela, który wskaże im właściwą drogę. W dzisiejszych czasach dostęp do materiałów dydaktycznych jest łatwiejszy, niż kilkadziesiąt lat temu. Cennym źródłem informacji jest internet, który znacząco ułatwia naukę. Podstawą kursu są sprawdzone metody opracowane przez renomowanych nauczycieli języka angielskiego. Jeśli prawdziwie nie pokochasz tego języka, to niestety nie będziesz w stanie się go nauczyć. 

Zajęcia w szkole językowej

Warto dodać, ze w przypadku najmłodszych dzieci nauka języka również jest bardzo ciekawym pomysłem. Wszelkie informacje maluch przyswaja w ekspresowym tempie, ponieważ pamięć dziecka jest bardzo efektywna. Po pewnym czasie możliwości naszego mózgu maleją, dlatego trzeba z tego skorzystać. Zajęcia prowadzone są dla różnych grup wiekowych, dlatego każdy może znaleźć coś dla siebie. Należy systematycznie poszerzać swoje kompetencje językowe, ponieważ konkurencja na rynku pracy jest naprawdę bardzo duża. Osoby przygotowujące się do egzaminów maturalnych lub zaliczeń na studiach również mogą uczestniczyć w kursie. 

Powszechnie wykorzystywana jest obecnie metoda nauki określana jako BLS Communication. Jest to połączenie klasycznych i sprawdzonych sposobów szkolenia z nowoczesnymi możliwościami oferowanymi przez internet. Dużą wygodą dla osób pracujących są lekcje zdalne, w których można brać udział z dowolnego miejsca na świecie. Wystarczy laptop, kamerka i dostęp do sieci internetowej.