Niedobór białka – co jeść w takim przypadku?

Nasze zdrowie jest jednym z najważniejszych elementów naszego życia. Czymże byłyby pieniądze oraz dobra materialne w sytuacji, gdy nasz organizm nie funkcjonuje prawidłowo? Problemy zdrowotne mogą mieć różne podłoże. Brak wystarczającej ilości witamin, nieodpowiedni wysiłek fizyczny czy siedzący tryb życia – to wszystko negatywnie przyczynia się do naszego funkcjonowania. Czasem sytuacja jest też zgoła odmienna – planujemy zacząć pracować nad sobą, jednak zderzamy się ze współistniejącymi czynnikami, które nam w tym przeszkadzają. Mowa np. o niedoborze białka. Warto wiedzieć, jak postępować w takich sytuacjach.

Weganizm

Czym skutkuje niedobór białka w organizmie? 

Białko pełni istotną rolę w naszym organizmie. Jest to podstawowy składnik, który odpowiada za budowanie wszystkich tkanek oraz komórek w naszym ciele. Jego odpowiedni poziom jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania. To składnik, który powszechnie występuje w produktach spożywczych spożywanych przez nas na co dzień. Niemniej jednak może dojść do sytuacji, w której jego poziom jest zbyt niski. Mówimy wówczas o hipoproteinemii. 

Niedobór białka daje pewne symptomy. Najczęściej objawia się wypadaniem i łamliwością włosów, pogorszeniem stanu naszych paznokci, większą podatnością na infekcje, trudniejszym gojeniem się ran czy dłuższym okresem powrotu do zdrowia po przebytej chorobie. Szczególnie groźny jest w przypadku dzieci, osób w wieku dojrzewania oraz kobiet w ciąży. Zbyt niska wartość tego makroelementu może prowadzić do spowolnienia rozwoju oraz wzrostu. 

Jak radzić sobie z niedoborami białka? 

Warto zauważyć, że z niedoborami białka możemy radzić sobie w różny sposób. Kluczowe jest zapewnienie takiej podaży, która zaspokoi nasze dzienne zapotrzebowanie. Przede wszystkim powinniśmy rozważyć zmianę sposobu naszego odżywiania.

Dieta wysokobiałkowa powinna być bogata w produkty takie jak mięso drobiowe, jaja, ryby oraz chudy nabiał. To produkty, które pozwolą zniwelować niedostatki w organizmie. Co więcej, warto wdrożyć do swoich codziennych nawyków odpowiednią suplementację. Znakomitą alternatywą są suplementy na zywieniemaznaczenie.pl. Zawarte produkty są bogate w białko, dzięki czemu odpowiednia dieta może zostać uzupełniona o brakujące elementy. Stosowanie suplementacji to też bardzo wygodny sposób na uzupełnianie niedoborów. Niemniej jednak należy pamiętać, że powinien być powiązany z odpowiednimi posiłkami.

Co w przypadku wegan? 

Powyżej odnieśliśmy się do przykładu odpowiednio zbilansowanej diety, jaka powinna być zastosowana u osób z niedoborami białka. Występowało w niej wiele pokarmów zwierzęcych oraz tych pochodzenia zwierzęcego. Dzisiejszy styl życia oraz panujące trendy zachęcają wiele osób do przejścia na weganizm. Wiadomo, że w takim przypadku odpada wzbogacenie diety np. o mięso drobiowe. 

Niedobór białka

Weganie, którzy borykają się z problemem niedoboru białka często zastanawiają się, jak rozwiązać tą przypadłość. Pojawia się pytanie, które prowadzi do wpisywania wielu fraz w wyszukiwarkach internetowych. Jedną z nich jest np. „białko w diecie wegańskiej – jak sobie radzić z jego niedoborem?„. Podobnie, jak u osób spożywających produkty pochodzenia zwierzęcego, tak i tutaj należy odpowiednio zmodyfikować dietę. Podstawowymi produktami, jakie powinny znaleźć się na talerzu, są: soczewica, ciecierzyca, groch oraz fasola biała i czerwona. To produkty bogate w białko, które przyczynią się do zwiększenia poziomu tego makroskładnika. W opisywanym przypadku warto również wprowadzić odpowiednią suplementację, dzięki której będziemy mieli pewność dostarczania odpowiednich ilości białka do organizmu.


Roman Giertych: bez ducha zemsty, czy rewanżyzmu, do gołej ziemi, zrealizować prawo i sprawiedliwość

Roman Giertych

Roman Giertych

PiS i jego członkowie poprzez swoje działania okradli nas z niezależnej prokuratury, telewizji, banku centralnego i z ogromnych pieniędzy. Nie może im to ujść bezkarnie, gdyż duch tego populizmu, autorytaryzmu, głupoty i nacjonalizmu wróci. Rzymianie, gdy pokonali Kartaginę zaorali ją i posypali solą, aby się nie odrodziła. Obowiązkiem naszego pokolenia jest tak postąpić z PiS. Zaorać do gołej ziemi i posypać solą.

Do gołej ziemi. (Ceterum censeo Cathaginem esse delendam).

Trwa dyskusja, w jaki sposób poradzić sobie po zwycięstwie opozycji z wielopłaszczyznowym zamachem stanu, którego dokonały władze PiS w ciągu ostatnich lat. Pozornie tylko dyskusja przedwczesna.

Wszystkie ostatnie sondaże pokazują, że wyborów PiS dzisiaj nie wygrałby tak, aby móc zbudować większość. Nadto w wyniku ich głupiej i szkodliwej polityki ekonomicznej oraz jeszcze głupszych ruchów wobec UE rząd znajduje się w tak trudnym położeniu, że absolutnie racjonalnie można przewidywać, że PiS będzie tracić poparcie. I to szybciej niż wolniej. I pomimo propagandy lejącej się każdego dnia z TVP.

Tymczasem do wyborów pozostał nieco ponad rok i wybory te opozycja sądzę, że zdecydowanie wygra. W tej sytuacji dyskusja jest jak najbardziej zasadna.

Prawnik Warszawa

Jestem zwolennikiem opcji zero tolerancji.

Uważam, że po zwycięstwie opozycji najlepszą opcją byłoby:

  • usunięcie z urzędu Prezydenta RP poprzez postawienie go przed Trybunał Stanu i skazanie za odmowę zaprzysiężenia sędziów TK, za nielegalne ułaskawienia kolegów oraz za nielegalne nominowanie sędziów bez wniosku uprawnionego organu
  • usunięcie z urzędu przez Trybunał Stanu i skazanie prezesa Narodowego Banku Polskiego za złamanie konstytucyjnego zakazu finansowania budżetu przez NBP, co przyniosło inflację (miliardy obligacji Ministerstwa Finansów kupionych przez NBP za pośrednictwem banków)
  • skazanie przez Trybunał Stanu wszystkich członków Rady Ministrów odpowiedzialnych za przyjmowanie nielegalnych ustaw np. o KRS
  • skazanie przez Trybunał Stanu wszystkich członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji za tolerowanie kradzieży TVP przez jedną opcję polityczną
  • przeprowadzenie ogromnych śledztw dotyczących: powiązania posłów na Sejm z ramienia partii obecnie rządzącej z nominatami w spółkach Skarbu Państwa pod kątem przestępstw korupcyjnych
  • przeprowadzenie śledztw dotyczących marnowania mienia Skarbu Państwa na dofinansowanie mediów partyjnych
  • przeprowadzenie śledztw dotyczących marnowania mienia Skarbu Państwa przez nominowanie osób bez kompetencji do zajmowania się sprawami majątkowymi
  • przeprowadzenie śledztw dotyczących braku realizacji wyroków TSUE, które skutkowały gigantycznymi karami nałożonymi na Polskę
  • przeprowadzenia śledztw dotyczących przekazywania pieniędzy publicznych na kupowanie poparcia kleru i instytucji powołanych przez osoby duchowne
  • rzeprowadzenie śledztw dotyczących wydawania wyroków w TK i SN przez osoby nieuprawnione
  • w przypadku braku większości do zmiany Konstytucji uznanie przez uchwałę Sejmu RP, że osoby powołane do Trybunału Konstytucyjnego i zaprzysiężone przez Prezydenta RP po uchwaleniu przez Sejm odwołania nominacji trzech prawidłowo wybranych sędziów TK nie są sędziami TK, gdyż weszli na miejsca prawidłowo wybranych sędziów. Następnie powołanie nowych sędziów TK i wystąpienie przez Prokuratora Generalnego do TK o uznanie działań partii Prawo i Sprawiedliwość za sprzeczne z Konstytucją i rozwiązanie tej partii. Jej majątek powinien pokryć część kar do TSUE.

Oczywiście jednym z pierwszych działań Sejmu musi być powołanie zgodnego z Konstytucją RP składu KRS oraz zapewnienie, że w SN pracują jedynie sędziowie SN prawidłowo wybrani.

Oczywiście w ramach tych wszystkich postępowań członkowie PiS, a nawet posłowie tej partii, którzy przyczynią się do pokojowego przekazania władzy w ręce obecnej opozycji mogliby liczyć na amnestię znaną przecież procedurze karnej od wieków. To samo mogłoby objąć też Prezydenta RP, jeżeli znacząco przyczyniłby się do pokojowego przejęcia władzy przez obecną opozycję.

Posłowie PiS, którzy głosowali za ustawami wprost sprzecznymi z Konstytucją (np. o KRS, czy SN) mogliby zostać pozbawieni praw publicznych, gdyby opozycja mogła zmienić Konstytucję. W przeciwnym wypadku ciężko będzie ich za ten czyn pociągnąć do odpowiedzialności ze względu na immunitet materialny.

Jednocześnie ustawowo należy zakazać wszelkich pomników Jarosława Kaczyńskiego i członków jego rodziny ze względu na zakaz kultu jednostki. Pomniki Lecha Kaczyńskiego należy zdemontować. Być może jeden zostawić przed Muzeum Powstania Warszawskiego. Również wszelkie ulice Lecha czy Jadwigi Kaczyńskiej powinny wrócić do swoich nazw.

Ze szkół należy wycofać podręczniki fałszujące historię i zachęcające do nacjonalizmu lub ksenofobii.

Te wszystkie działania powinny zostać dokonane bez ducha zemsty, czy rewanżyzmu. Należy po prostu zrealizować prawo i sprawiedliwość bez żadnych osobistych uprzedzeń. PiS i jego członkowie poprzez swoje działania okradli nas z niezależnej prokuratury, telewizji, banku centralnego i z ogromnych pieniędzy. Nie może im to ujść bezkarnie, gdyż duch tego populizmu, autorytaryzmu, głupoty i nacjonalizmu wróci. Rzymianie, gdy pokonali Kartaginę zaorali ją i posypali solą, aby się nie odrodziła. Obowiązkiem naszego pokolenia jest tak postąpić z PiS. Zaorać do gołej ziemi i posypać solą.

Roman Giertych


Lewandowski opuszcza Niemcy. Kiedyś był obiektem drwin, dziś jest legendą

Dominik Owczarek

Dominik Owczarek

Robert Lewandowski to żywa legenda niemieckiej Bundesligi. Teraz, po ponad dziesięciu latach, żegna się z Niemcami. Będzie grał w Barcelonie.

„Dziękuję kolegom z drużyny, członkom sztabu, kierownictwu klubu i wszystkim pracownikom, którzy zawsze mnie wspierali i którzy sprawili, że wspólnie mogliśmy zdobywać trofea dla FC Bayern Monachium. Jestem dumny z tego co razem osiągnęliśmy. Przede wszystkim dziękuję jednak kibicom, bo to wy tworzycie ten Klub. My piłkarze jesteśmy tu tylko przez chwilę. Dla mnie ta chwila trwała 8 wspaniałych lat i na zawsze pozostanie w moim sercu.” – napisał w mediach społecznościowych

Robert Lewandowski opuszcza Bayern Monachium i przechodzi do Barcelony, gdzie ma podpisać czteroletni kontrakt. W zamian Bayern otrzyma łącznie 50 milionów euro.

Przechodząc do Barcelony, będzie grał i rywalizował z piłkarzami, których znał do tej pory głównie z Ligi Mistrzów, choćby ze spotkań z Realem Madryt. A to właśnie mecz z drużyną „Królewskich” z Madrytu był tym, który sprawił, że w 2013 roku o Lewandowskim usłyszał cały piłkarski świat. Aspirujący do grona czołowych piłkarzy strzelił wielkiemu Realowi cztery gole w półfinale Ligi Mistrzów. Był to wówczas rekord bramek zdobytych na tym etapie rozgrywek przez jednego piłkarza.

„Lewandoofski”

Wyczyn Lewego utorował Borussii Dortmund, w której barwach wówczas występował, drogę do finału, w którym silniejszy okazał się jednak Bayern. Rok później Bawarczycy zaoferowali mu kontrakt. W ciągu ostatnich lat w Monachium Lewandowski osiągnął wszystko, co było tylko możliwe.

Wróżąc mu taką kariery na przełomie 2010 i 2011 roku można było być posądzonym o niebywały optymizm, ocierający się o szaleństwo. Bo początki w Niemczech nie były łatwe – musiał nawet walczyć o miejsce w podstawowym składzie. Dziennik „Bild” nazwał go nawet „Lewangłupskim” (Lewandoofski – doof oznacza głupi) za sprawą wielu niewykorzystanych okazji w ligowym meczu ze Stuttgartem.

Przeszkodą blokującą Lewandowskiemu występy w podstawowej jedenastce był także Lucas Barrios. Gwiazda Bundesligi była naturalnym wyborem trenera Juergena Kloppa na pozycji napastnika Borussii. Paragwajczyk brylował, a Polak musiał zadowolić się pozycją ofensywnego pomocnika lub skrzydłowego i rolą „jokera” wchodzącego z ławki rezerwowych. Jednak nieszczęście jednego okazało się szczęściem drugiego. Kontuzja Barriosa dała Lewemu szansę. Lekceważony młody zawodnik przestał pudłować i cała reszta potoczyła się jak w hollywoodzkim filmie. Do scenariusza dopisać można również wątek, zazdrości ze strony dotychczasowej gwiazdy.

U Barriosa rosła frustracja. Jeszcze niedawno słyszał o zainteresowaniu ze strony Realu, by teraz stracić miejsce w składzie na rzecz szerzej nieznanego Polaka. Był to początek jego końca w BVB. Według niemieckich mediów miało nawet dojść między nimi w szatni do rękoczynów.

Dwa lata później obu snajperów nie było już w Dortmundzie. Gwiazda Lewandowskiego rozbłysła na dobre i postanowiła świecić pełnym blaskiem w Bayernie. Barrios z kolei został sprzedany do Chin i zniknął z radarów europejskiego futbolu.

Najskuteczniejszy obcokrajowiec

Koniec „polskiego trio” (wraz z Jakubem Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem) w Dortmundzie oznaczał nowe wyzwania. Robert Lewandowski przybył do Monachium jako król strzelców Bundesligi, pogromca Realu oraz mistrz Niemiec. W Bawarii miał jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła.

Tym razem obyło się bez okresu adaptacji. W pierwszym sezonie nie udało mu się zdobyć jeszcze korony króla strzelców, jednak w następnych latach tylko raz komukolwiek udało się strzelić więcej goli w sezonie. Był nim jego następca w Dortmundzie – Pierre-Emerick Aubameyang, który wkrótce powita Lewego w szatni w Barcelonie.

Tytuły króla strzelców i mistrza Niemiec stały się tak powtarzalne, że w pamięć zapadły głównie wyczyny, które nie zdarzają się na co dzień. W wypadku pięciu goli z Wolfsburgiem trudno nawet stwierdzić, by miały miejsce raz na kilka lat. Pep Guardiola wpuścił Lewandowskiego na boisko na początku drugiej połowy. Do strzelenia pięciu bramek potrzebował zaledwie dziewięciu minut. Cały stadion nie dowierzał, podobnie jak bramkarz Wolfsburga, gdy wyjmował piłkę z siatki odpowiednio w 51., 52., 55., 57. i 60. minucie meczu.

W niemieckich mediach od dłuższego czasu nikt już nie odważył się nazwać Lewandowskiego „Lewangłupskim”. Prestiżowy magazyn piłkarski „Kicker” okrzyknął go najlepszym napastnikiem ligi prezentującym „klasę światową”.

Jeszcze jeden tytuł

Kolejne lata przyniosły kolejne tytuły i indywidualne rekordy. Rok po roku został najlepszym zagranicznym strzelcem w historii Bayernu (2018) oraz Bundesligi (2019). W 2020 roku udało mu się wygrać potrójną koronę – mistrzostwo Niemiec, krajowy puchar DFB Pokal oraz Ligę Mistrzów. Wygrał już wszystko, nie licząc tytułu najlepszego piłkarza świata.

Złota Piłka FIFA w ostatnich latach nieustannie przypadała duetowi Leo Messi-Cristiano Ronaldo. Przez ostatnich 15 lat wyjątkiem był Luka Modrić nagrodzony po mistrzostwach świata w 2018 roku.

Niejedni dziennikarze oraz eksperci domagali się tytułu dla Roberta Lewandowskiego, jednak w ostatniej edycji plebiscytu zajął drugie miejsce tuż za Messim.

Z legendarnym Argentyńczykiem Barcelona znajdowała się na samym szczycie. Ostatnie lata Messiego w Katalonii oznaczały również regres klubu, który jeszcze niedawno nie miał sobie równych.

Lewandowski będzie próbował wrócić z Barceloną do ścisłej czołówki europejskiego futbolu. Będzie o to niebywale trudno – „Blaugrana” boryka się z problemami finansowymi. Indywidualnie również znacznie straciła na jakości w porównaniu do czasów, gdy mogła sobie pozwolić na kupowanie najlepszych piłkarzy na świecie.

Transfer Lewandowskiego jest dla kibiców przebłyskiem nadziei, że Katalończycy wrócą do ścisłej czołówki. Pierwszych sukcesów na pewno będzie można upatrywać w kategoriach marketingowych. Nowe środowisko będzie dla Lewandowskiego kolejnym wyzwaniem. Po 12 latach w Niemczech podejmie w Hiszpanii próbę utrzymania się na szczycie piłkarskiego olimpu.

 

REDAKCJA POLECA

 


Czy aplikacje na smartfona do treningu mózgu dają faktyczne korzyści umysłowi?

Miliony osób na całym świecie bawi się smartfonowymi łamigłówkami z nadzieją na poprawę swoich umysłowych mocy. Czy to rzeczywiście sposób na osiągnięcie tego celu? Zdania naukowców są podzielone, a najnowsze badanie wskazuje, że… to zależy.

Czy aplikacje na smartfona do treningu mózgu dają faktyczne korzyści umysłowi?
Fot. Paul Hanaoka / Unsplash

To może być zaskoczenie, ale wygląda na to, że gry wideo mogą rozwijać inteligencję dzieci – stwierdzili autorzy badania opisanego właśnie na łamach periodyku „Scientific Reports”.

Gry wideo mogą rozwijać inteligencję dzieci

Naukowcy ze szwedzkiego Instytutu Karolinska zauważyli, że w grupie 5 tys. amerykańskich dzieci obserwowanych przez 2 lata, u tych młodych osób, które spędzały ponadprzeciętnie dużo czasu na grach, inteligencja rozwinęła się w większym stopniu, niż u ich rówieśników. Wynik utrzymał się nawet po uwzględnieniu indywidualnych różnic między uczestnikami, w tym ich predyspozycji genetycznych.

Jest tu też ważne zastrzeżenie.

– Nie sprawdzaliśmy wpływu czasu spędzonego przed ekranem na aktywność fizyczną, sen, samopoczucie czy wyniki w szkole. Na ten temat więc, nic nie możemy powiedzieć. Jednak nasze wyniki wspierają tezę, że czas przed ekranem generalnie nie szkodzi zdolnościom poznawczym dzieci, a gry wideo mogą nawet poprawić inteligencję. Zgadza się to z kilkoma eksperymentalnymi badaniami nad grami wideo – mówi prof. Torkel Klingberg, autor badania.

Rezultaty popierają także tezę, że inteligencja nie jest całkowicie z góry ustalona i zależy także od wpływu zewnętrznych czynników. W tym wypadku były to gry.

Mogą działać, ale do końca nie wiadomo

Na tym założeniu oparte są specjalne aplikacje, które mają nie tylko dostarczać rozrywki, ale także – niejako przy okazji – usprawniać mózg. Korzystają z nich miliony użytkowników. Czy te programy faktycznie tak działają? Na ten temat trwa gorący spór między specjalistami.

W 2014 roku grupa 70 naukowców napisała list otwarty, w którym argumentowano, że gry trenujące mózg nie są naukowo uznanym sposobem na poprawę funkcji poznawczych, czy na spowolnienie ich pogorszenia. Kilka miesięcy później 133 ekspertów podpisało się pod tezą odwrotną. Co ważne, obie grupy opierały swoje wnioski na dostępnej literaturze naukowej.

Na łamach magazynu „Psychological Science in the Public Interest” naukowcy z University of Illinois w Urbana-Champaign skomentowali tę zagadkową dyskusję i podali możliwe powody tak drastycznej różnicy zdań. Uważają, że mogła ona wynikać z innych standardów oceny uwzględnionych wyników. Sami przeprowadzili obszerną analizę, która, jak twierdzą, obiektywnie sprawdzała działanie trenujących mózg aplikacji głównie pod kątem poprawy umiejętności radzenia sobie z zadaniami innymi niż obecne w tych grach. Badanie wykazało, że, jak można się spodziewać, większe doświadczenie w danej grze znacząco poprawia wyniki uzyskiwane właśnie w zadaniach z tej aplikacji. Jednocześnie mniej dowodów wskazuje, iż poprawiają się rezultaty w innych, ale podobnych zadaniach i niewiele danych mówi o poprawie wyników w zadaniach całkowicie niezawiązanych z grą.

Liczne badania okazały się przy tym nie najlepszej jakości, w tym żadne nie spełniło wymagań, które według autorów analizy są niezbędne, aby wyciągnąć klarowne wnioski.

Apki przeciwko demencji

Niemniej jednak wiele osób liczy na to, że przeznaczone do umysłowych ćwiczeń aplikacje mogą pomagać w walce z niektórymi zaburzeniami. Zespół z University of South Florida doniósł o wyraźnej skuteczności treningu umysłowego w opóźnianiu demencji u zdrowych starszych osób. Wśród pomocnych interwencji znalazły się ćwiczenia szybkości przetwarzania informacji prowadzone z pomocą programu komputerowego.

„Według naszej wiedzy to pierwsze badanie pokazujące, że jakakolwiek interwencja (behawioralna czy farmakologiczna) może obniżyć ryzyko demencji” – piszą w swojej pracy naukowcy.

Entuzjazm ten może jednak ostudzić opublikowana przed dwoma laty metaanaliza dostępnych badań, która dotyczyła wpływu mających wspierać mózg gier na stan starszych osób z obecnymi już ubytkami zdolności poznawczych. W standaryzowanych testach nie udawało się wykryć istotnych korzyści z używania tego typu programów – podają naukowcy.

Stwierdzają jednak przy tym, że z powodu różnorodności grup uczestniczących w badaniach, wykorzystanych aplikacji, możliwości intelektualnych uczestników oraz zaleceń odnośnie do treningu „nie można jednoznacznie zaprzeczyć temu, że gry ćwiczące mózg stanowią skuteczne podejście do treningu starszych osób z ubytkami zdolności poznawczych”. Jak to często bywa, zalecają więc dalsze badania.

Dla jednych tak, dla innych nie

Najnowsze eksperymenty wskazują, że sprawa jest bardziej złożona, niż mogło się wydawać. Według naukowców z University of California, Riverside (UCR), University of California, Irvine (UCI) i innych ośrodków, trenujące mózg aplikacje jednym mogą pomagać, innym raczej nie. Badacze wyjaśniają, że chodzi o tzw. bliski i daleki transfer umiejętności.

Bliski transfer, jak tłumaczą, polega na tym, że jeśli ktoś np. będzie ćwiczył tworzenie słów w jednej grze, to poradzi sobie na przykład ze słowną układanką w innym programie. To trochę tak, jakby osoba, która trenuje na bieżni, później będzie lepiej biegała na przełaj. Trzymając się tego przykładu, „daleki transfer” oznaczałby lepsze wyniki w różnorodnych fizycznych aktywnościach.

Jeśli chodzi o gry, daleki transfer polega więc na tym, że sukcesy w tych programach przekładają się m.in. na lepsze funkcjonowanie w różnego typu sytuacjach życiowych. Taką zdolność naukowcy nazywają też płynną inteligencją. Jak się okazuje, ludzie różnią się pod tym względem i właśnie ta cecha może mieć kolosalne znaczenie. Jak pokazało badanie, te osoby, które nie mają kłopotu z bliskim transferem jakiejś umiejętności, dobrze sobie radzą także z dalekim.

– Niektórzy dobrze radzą sobie w grach wideo, ale nie widać u nich nawet bliskiego transferu. Być może dzieje się tak dlatego, że używają wysoce wyspecjalizowanych strategii. U tych osób daleki transfer jest mało prawdopodobny – mówi prof. Anja Pahor ze słoweńskiego Uniwersytetu w Mariborze. – To, co stwierdzamy w naszej pracy jest proste: jeśli ktoś jest sprawny w bliskim transferze, prawdopodobnie będzie też miał dobre wyniki w dalekim.

– Niektóre badania wskazują, że te gry działają; inne mówią coś dokładnie przeciwnego, co utrudnia ocenę tego typu interwencji. Co więcej, niektóre z tych badań grupowały razem osoby z widocznym bliskim transferem razem z osobami bez niego. Nasza publikacja rozwiewa niektóre z tych niejasności – podkreśla prof. Aaron Seitz z UCR.

Marketing apek ma się dobrze

Naukowcy wspominają też o wszechobecnym, marketingowym podejściu, ale jednocześnie liczą, że zdobywana cały czas wiedza faktycznie pozwoli na wspieranie z pomocą komputera czy smartfona umysłu rosnącej liczby osób.

– Prawie każdy ma dostęp do różnych aplikacji lub gra w jakieś gry na komputerze i łatwo jest dać się uwieść zapewnieniom niektórych producentów. Jeśli uda nam się zrozumieć, jak i komu trenujące mózg apki pomagają, możemy je ulepszyć, aby dawały coś więcej niż rozrywkę. Takie udoskonalone apki mogłyby mieć szczególne znaczenie dla starszych osób i niektórych, specyficznych grup pacjentów – twierdzi jedna z autorek eksperymentu, prof. Susanne Jaeggi z UCI.

Chyba więc nie można jeszcze bez rezerwy polegać na apkowym treningu intelektu. Na pewno można się tym pobawić, a niektórzy mogą nawet liczyć na pewne korzyści.

Źródło PAP / Serwis Zdrowie


Komisja Europejska: zinstytucjonalizowana korupcja, czyli za dużo władzy w rękach Ziobry

Tomasz Bielecki (Bruksela)

Tomasz Bielecki (Bruksela)

Projekt prezydenta Dudy to pierwszy od siedmiu lat krok w dobrym kierunku. Ale nie może zaskakiwać, że ja oczekuję gwarancji dla sędziów – tłumaczy wiceszefowa KE Vera Jourova. Bruksela chce rozdziału ról Ziobry.

Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro. Fot. Dziennik Internetowy lublin.com.pl / flickr.com

Komisja Europejska przedstawiła w środę [13.7.22] swe doroczne oceny stanu praworządności w 27 krajach UE. Oceny te, mają być „ostrzegawczym” uzupełnieniem zwykłych działań Brukseli w ramach postępowań przeciwnaruszeniowych, procedury z artykułu siódmego oraz zobowiązań z Krajowych Planów Odbudowy (KPO) dotyczących w przypadku Polski również sądownictwa.

– Tegoroczne sprawozdanie pojawia się w niezwykłym kontekście geopolitycznym. Putinowi nie podobało się, że Ukraina jest na drodze demokratycznego państwa. Pomagając w utrzymaniu praworządności na Ukrainie, możemy pozostać wiarygodni tylko, gdy nasz własny dom będzie uporządkowany. A to oznacza zajęcie się własnymi wyzwaniami i zapobieganie narastaniu problemów – przekonuje Vera Jourova, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej.

Jourova powiedziała pod koniec czerwca, że – wchodząca w tym tygodniu w życie – „ustawa Dudy” nie wystarcza do odblokowania płatności z KPO. I choć Komisja zastrzega, że nadal trwa szczegółowa ocena nowego polskiego prawa, które m.in. likwiduje Izbę Dyscyplinarną, to jego braki tuż po Jourovej potwierdziła także Ursula von der Leyen.

– Nowa ustawa nie zapewnia sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka potraktowania tego jako przewinienia dyscyplinarnego. To są kwestie, które muszą być rozwiązane, by wypełnić zobowiązania [Polski], a więc odblokować pierwszą płatność – powiedziała szefowa Komisji Europejskiej. To drażliwe, bo chodzi o sprawdzanie niezależności „neosędziów” powołanych z udziałem upolitycznionej KRS.

Jourova w rozmowie z grupą korespondentów w Brukseli odrzuciła zarzuty prezydenta Andrzeja Dudy, że jej krytyka była atakiem o podłożu ideologicznym.

– To nie było ideologiczne, lecz dokonane z prawnego punktu widzenia – powiedziała Jourova, zastrzegając, że na razie chodzi o jej własną ocenę, bo Komisja Europejska – z racji trwającej oceny „ustawy Dudy” – nie sformułowała jeszcze oficjalnego stanowiska.

– Ustawa, którą przedłożył prezydent Duda, była pierwszym od siedmiu lat krokiem w dobrym kierunku. To reakcja na nieznośną sprawę Izby Dyscyplinarnej. Ale jednocześnie nikt nie może być zaskoczony, że domagam się wszystkich wymaganych gwarancji dla polskich sędziów, by nie stawali wobec postępowań dyscyplinarnych za treść swoich decyzji – tłumaczy Jourova. Podkreśla jednocześnie, że fundusze z KPO powinny trafić do Polski, która tak mocno pomaga Ukraińcom. – Ale jeśli już są warunki [w KPO], to powinny być spełnione w całości. Myślę, że to logiczne – podkreśla Jourova.

Sporne zapisy o weryfikacji statusu sędziów, na które wskazała Jourova i von der Leyen, to jeden z punktów zabezpieczenia TSUE, za którego łamanie na Polsce ciąży kara zwiększającą się każdego dnia o kolejny milion euro (obecnie to już ponad 250 mln euro) i sukcesywnie potrącana od przelewów z budżetu UE. Dla zastopowania licznika kar wystarczyłoby zawieszenie spornych przepisów ustawy kagańcowej, lecz nie jest jasne, czy np. zawieszenie wystarczyłaby na potrzeby KPO. Ale jak wynika z naszych rozmów w Brukseli, jest niewykluczone, że nie byłoby wymagane poprawianie samej „ustawy Dudy”.

Polski problem z prokuraturą

Komisja Europejska w swych zaleceniach dla Polski, które towarzyszą dzisiejszym sprawozdaniom o stanie praworządności, podkreśla – oprócz wymogu wypełniania orzeczeń TSUE – potrzebę rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego (obecnie to Zbigniew Ziobro), czyli zapewnienia niezależności działań prokuratury od rządu.

– Nadal istnieją obawy dotyczące zinstytucjonalizowanej korupcji oraz ryzyka bezkarności spowodowanego nierównym traktowaniem spraw o korupcję ze względów politycznych. Te obawy wynikają ze zwiększonego wpływu władzy wykonawczej na sądownictwo, prokuraturę i policję – piszą eksperci Komisji. Prokuratura Europejska prowadzi obecnie 23 śledztwa dotyczące Polski, ale polska prokuratura odmawia współpracy.

Ponadto Komisja wzywa do rozwiązania problemu „szerokiego zakresu immunitetów dla najwyższej kadry kierowniczej”, a także do powstrzymania się od ustawowych „klauzul o bezkarności” (zaczęło się od zwalniania urzędników od odpowiedzialności karnej i dyscyplinarnej przy zamówieniach publicznych podczas pandemii). Polska powinna uporządkować przepisy o lobbingu, wprowadzić znormalizowany internetowy systemu oświadczeń majątkowych urzędników publicznych i członków parlamentu oraz podejmować „bardziej systematyczne działania następcze” po kontrolach NIK.

Komisja Europejska zaleca Polsce przestrzeganie europejskich standardów co do mediów publicznych, a także – przypominając problemy TVN24 – trzymane się przejrzystych i niedyskryminacyjnych zasad co do koncesji na nadawania.

– W naszym sprawozdaniach zawarliśmy opis spraw wokół Pegasusa, wymieniając Polskę, Węgry, Hiszpanię, Francję. Praworządność wymaga, by korzystanie z takich narzędzi przez służby państw Unii podlegało kontroli, która jest w pełni zgodna z prawem UE, w tym z takimi prawami podstawowymi, jak ochrona danych osobowych, bezpieczeństwo dziennikarzy, wolność słowa – mówi Jourova.

Orban ustępuje?

Zalecenia dla Węgier dotyczą również niezależności sądownictwa, wolności mediów, a także w dużym stopniu działań antykorupcyjnych. Premier Viktor Orban przed tygodniem ogłosił, że w negocjacjach o węgierskim KPO ustąpił Komisji Europejskiej, zgadzając się m.in. na reformę pozwalającą sędziom, by nakazywali prokuraturze kontynuowanie śledztw lub kierowanie spraw do sądu. To ma być odpowiedzią na częste w przeszłości skargi na tłumienie spraw korupcyjnych.

Zdaniem Orbana udało się „oddzielić istniejące różnice w opiniach na temat dżender od pieniędzy”. Dotychczas Budapeszt propagandowo łączył brak funduszy z KPO z unijną krytyką ustawy, które zakazuje „homoseksualnej propagandy” w szkołach i mediach. Komisja na razie nie komentuje, czy „ustępstwa” Orbana są wystarczające na użytek KPO.

W przypadku Niemiec zalecenia Komisji dotyczą m.in. dalszych prac nad monitorowaniem działań przedstawicieli grup interesu, którzy starają się wpływać na konkretne projekty ustaw. A także wzmocnienia przepisów, w tym okresów przejściowych, dotyczących przechodzenia urzędników wysokiego szczebla do prywatnego biznesu.

Tomasz Bielecki (Bruksela)


Surfing, kitesurfing czy wing foil – sporty wodne Chałupy

Istnieją trzy przykłady wodnych dyscyplin, które gwarantują niesamowite emocje, dawkę adrenaliny oraz poczucie wolności. W dzisiejszym artykule prezentujemy najważniejsze aspekty uprawiania surfingu, kitesurfingu oraz wing foil. Zapraszamy!

Surfing, kitesurfing czy wing foi

Poziom pierwszy- surfing

„Sport królów”, jak nazywano surfing, powstał na Hawajach. Termin odnosi się do miłośników dyscypliny. Okazuje się, że lokalni mieszkańcy wysp nie byli jedynymi entuzjastami surfingu, a do społeczności dołączyli nawet członkowie rodziny królewskiej!

Cała idea surfingu bazuje na pływaniu po falach za pomocą specjalnej deski. Jednak, wraz z upływem czasu, ujarzmianie natury przybrało kilka zupełnie nowych form i odmian. Freesurfing, surfing zawodniczy, longboarding, shortboarding, tow surfing- niezależnie od wybranego rodzaju, surfing przynosi wiele radości i fantastycznych doświadczeń.

Rozpoczęcie przygody z surfingiem nie wymaga wielu wyrzeczeń. Do zasadniczych potrzeb należy pianka, deska oraz specjalna smycz, dzięki której nie stracisz z nią kontaktu podczas wodnych szaleństwa. Ostatnim punktem jest profesjonalna szkółka. 

Współpraca z doświadczonymi instruktorami przyspieszy cały proces nauki oraz zapobiegnie wykształceniu złych nawyków. Ciekawą ofertę znajdziesz na portalu surfpeople.pl. Lekcje obejmują podstawowy i zaawansowany zakres szkolenia w obszarze surfingu, kitesurfingu oraz wing foil.

Poziom drugi- kitesurfing

Kitesurfing nawiązuje do poprzedniej dyscypliny wodnej, ale deska została wzbogacona o jeszcze jeden, istotny element. Specjalny latawiec wykorzystuje siłę wiatru, aby zwiększyć zakres możliwej zabawy. Unikalne połączenie żywiołu wiatru oraz wody umożliwia wykonywanie widowiskowych trików i akrobacji, a także osiąganie sporych prędkości.

Ogromną zaletą kitesurfingu jest kompaktowy rozmiar używanego wyposażenia. W przeciwieństwie do surfingu, deski w tym wypadku są bardziej mobilne, a wspomniane już latawce z łatwością zmieszczą się do dedykowanych plecaków.

Co więcej, wszelkie niezbędne akcesoria są dostępne u doświadczonego instruktora, a ten jest naprawdę niezbędny. Dlaczego?

Kitesurfing to wiele przyjemności, ale kategoria sportu należy do wyczynowych. W związku z tym, próba samodzielnej nauki może skończyć się poważnymi konsekwencjami dla zdrowia lub życia niedoświadczonego adepta. 

Poziom trzeci- wing foil

Ostatni gatunek sportów wodnych to kombinacja techniki znanej z kitesurfingu oraz windsurfingu. Cały mechanizm działania opiera się na specjalnym skrzydle, które stanowi niezależny element procesu. Takie rozwiązanie umożliwia swobodne manewrowanie wingiem, a w rezultacie wykorzystywanie pełnego potencjału siły wiatru. 

Drugim elementem kompozycji jest deska o interesującej konstrukcji. Foil posiada maszt zanurzony pod powierzchnią wody, co sprawia wrażenie latania. W praktyce oznacza to, że miłośnicy wodnych szaleństw mogą czerpać radość z pływania nawet wtedy, gdy nie pozwalają na to warunki wietrzne!

Również w tym przypadku warto skorzystać z wiedzy i umiejętności wykwalifikowanych instruktorów. Więcej informacji pod adresem https://surfpeople.pl/szkola-kitesurfingu/.


Boris Johnson – upadek

W interesie Wielkiej Brytanii jest, by uniknąć paraliżu władzy. Dlatego Boris Johnson powinien natychmiast odejść nie tylko jako lider partii, ale także jako premier. OPINIA

Do politycznego upadku Borisa Johnsona doprowadziły nie przegrane wybory czy opozycja, ale jego własny charakter. W końcu, po serii skandali, po trzech latach urzędowania, premier został zdemaskowany jako zamiatający pod dywan i zaprzeczający faktom kłamca.

Jego własny gabinet i jego własna partia doszły do wniosku, że dawna gwiazda torysów była w końcu niczym innym jak tylko żenadą. Boris Johnson, który z pewnością ma talent polityczny, potrafi zdobywać władzę oraz przekonywać ludzi, ostatecznie poniósł porażkę z powodu chaotycznej serii kłamstw, niespełnionych obietnic, nadęcia i samozadowolenia.

Być niezastąpionym

To, że Johnson chce jeszcze pozostać przez jakiś czas na Downing Street, dopóki Partia Konserwatywna nie wybierze nowego lidera lub liderki na zwyczajnym partyjnym kongresie, pasuje do tego obrazu. Boris Johnson uważa, że jest niezastąpiony, trzyma się kurczowo władzy i nie chce zrozumieć, dlaczego musi odejść. W przemówieniu o rezygnacji z mandatu za swój upadek winił „instynkt stadny” wśród posłów. W tej błędnej ocenie tragicznie przypomina Donalda Trumpa: podobnie jak były prezydent USA, Johnson nie chce zdać sobie sprawy, że jego czas się skończył. Podobnie jak Trump, Johnson najwyraźniej nie dba o szkody, jakie jego chaotyczne odejście wyrządzi systemowi politycznemu jego kraju.

Boris Johnson dotrzymał obietnicy z 2019 roku i umożliwił Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. To, czego nie udało się zrobić jego nieszczęsnej, ale przynajmniej odpowiedzialnej poprzedniczce Theresie May, zrobił niekonwencjonalny Boris Johnson: podpisał z UE umowę o wycofaniu się z UE, o której wiedział, że nigdy nie będzie w stanie jej dotrzymać. Bo pewnie nigdy tak naprawdę nie chciał jej dotrzymać. Traktat przewiduje wirtualną granicę towarową i celną między Wielką Brytanią a Irlandią Północną, która pozostaje częścią rynku wewnętrznego UE. To właściwie nie do przyjęcia dla zwolenników Brexitu, których zaślepił ten elastyczny populista. Ale dla konserwatystów Johnson mimo wszystko napędził genialne zwycięstwo w wyborach powszechnych w grudniu 2019 roku.

UE odczuje przyjemność z niepowodzenia Johnsona

Boris Johnson ustąpuje ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii
Boris Johnson ustąpuje ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii. Nie będzie już także liderem rządzącej Partii Konserwatywnej. To efekt bezprecedensowej fali rezygnacji w jego rządzie, do której doszło w ostatnich dniach

Od tego momentu wszystko było już pod górkę. Boris Johnson chciał tej wiosny jednostronnie zerwać traktat międzynarodowy z UE, posługując się wymówkami. Na razie tak się nie stanie. Sparaliżowany kryzysem politycznym rząd w Londynie nie jest już w stanie tego zrobić. W UE panuje teraz pewna ulga, a nawet przyjemność z upadku Johnsona. Jednak nadzieja, że następca będzie respektował brexitowe traktaty, jest przedwczesna. To, czy relacje między UE a Wielką Brytanią będą teraz lepsze, czy gorsze, jest w tej chwili niemożliwe do przewidzenia.

Boris Johnson zygzakiem sterował swoim krajem przez pandemię. Początkowo nie traktował tego poważnie, ale potem udało mu się zorganizować udaną kampanię szczepień, która przyniosła efekty wcześniej niż w kontynentalnej części Europy. Johnson jednak zlekceważył zasady wprowadzone przez własny rząd, organizując przyjęcia w swojej oficjalnej rezydencji, co w końcu złamało mu jego polityczny kark.

Paraliż władzy

Nowy premier będzie musiał poradzić sobie z wysoką inflacją, pobrexitowym załamaniem handlu zagranicznego, napiętą sytuacją geopolityczną po ataku Rosji na Ukrainę, światowym kryzysem głodu i wycofywaniem się z paliw kopalnych. W zakresie polityki zagranicznej Wielka Brytania będzie sparaliżowana na wiele miesięcy przez zapowiedziane odejście Johnsona.

Teraz do czasu powołania nowego rządu nastąpi okres niepewności. Nie jest to korzystne, biorąc pod uwagę liczne kryzysy i potrzebę współpracy międzynarodowej. Johnson przyznał, że teraźniejszość wydaje się ponura, ale widzi „złotą przyszłość” dla kolejnej ekipy rządowej.

Boris Johnson nie ukrywał, że naśladuje wielkiego premiera Winstona Churchilla. Momentami nawet naśladował jego chód i gesty. Ale to oczywiście nie wystarczy. Johnson bowiem, w przeciwieństwie do Churchilla, nie miał twardych zasad i głębokich przekonań.


Szklarnia poliwęglanowa: budowa, zalety, wybór i cena

Coraz więcej osób samodzielnie uprawia dziś warzywa. Gdy również chcesz cieszyć się z własnych ogórków, pomidorów czy sałaty, warto pomyśleć o zakupie szklarni, która stworzy odpowiednie warunki do wzrostu roślin. Czy warto zdecydować się wtedy na szklarnię poliwęglanową?

Szklarnia poliwęglanowa
Szklarnia poliwęglanowa

Jak zbudowane są szklarnie z poliwęglanu?

Szklarnia ogrodowa jak szklarnia poliwęglan zbudowana jest z metalowej ramy, na której montowane są płyty poliwęglanowe.

Ramy szklarni najczęściej wykonuje się z ocynkowanych profili stalowych, dlatego wyróżniają się one wysoką odpornością na czynniki pogodowe i wieloletnią wytrzymałością.

Poliwęglan użyty na poszycie szklarni ma formę elastycznych płyt komorowych. Najczęściej mają on grubość 4 mm albo 6 mm.

Szklarnia - model Strzałka - www.sklep.arlengroup.pl
Szklarnia – model Strzałka – www.sklep.arlengroup.pl

Konstrukcja szklarni obejmuje również drzwi, okna (wywietrzniki) oraz uszczelki. Można też dokupić do niej akcesoria, na przykład dodatkowe okna i automaty do ich obsługi.

Szklarnie poliwęglanowe można montować bez potrzeby wykonania fundamentu. Wykorzystuje się do tego specjalne rodzaje kotew umieszczanych w gruncie.

Zalety szklarni poliwęglanowych

Szklarnie poliwęglanowe cechują się licznymi zaletami, dlatego obecnie na ich kupno decyduje się wiele osób. Dlaczego warto uprawiać rośliny w szklarni z poliwęglanu?

  • Wysoka przepuszczalność światła – tworzy wtedy najlepsze warunki do wzrostu roślin.
  • Stabilność konstrukcji – dzięki temu szklarnia nie jest narażona na szybkie uszkodzenie.
  • Odporność na czynniki zewnętrzne – korodowanie, opady, wiatr, niskie i wysokie temperatury.
  • Brak potrzeby składania na zimę – szklarnia poliwęglanowa może być używana na terenach górskich, ponieważ wytrzymuje obciążenie śniegiem do 360 kg/m2.
  • Dodatkowe segmenty do dokupienia – dzięki nim można łatwo powiększyć szklarnię.
  • Prosty montaż – można wykonać go we własnym zakresie, także bez potrzeby przygotowania fundamentu.

Jak dobrać szklarnię poliwęglanową?

Producenci prezentują różne warianty szklarni z poliwęglanu. Jak dopasować ją do własnych potrzeb?

Przede wszystkim warto dobrać szklarnię pod kątem jej wymiarów do dostępnej przestrzeni w ogrodzie i powierzchni potrzebnej na uprawy. Gdy szklarnia poliwęglanowa ma być przeznaczona dla rodziny, warto wybrać większy model.

Jeśli szklarnia ma być używana na terenach górskich albo nadmorskich, gdzie pojawiają się duże opady śniegu oraz porywisty wiatr, należy sprawdzić jej maksymalne obciążenie.

Warto też wybierać szklarnie od sprawdzonych producentów, na przykład dostępne w sklepie Arlen Group. Sklep oferuje też pełną gamę akcesoriów do szklarni jak okna, automaty do otwierania okien, półki, przedłużenia, systemy podlewania.

Ile kosztują szklarnie z poliwęglanu?

Najtańsza szklarnia poliwęglanowa to wydatek około 1550 złotych, natomiast największe modele kosztują około 6500 złotych.


Mroczna strona ukraińskiego nacjonalizmu

DW

Wypowiedź ambasadora Ukrainy Andrija Melnyka, że Stepan Bandera nie był mordercą Polaków i Żydów, spotkała się z ostrą ripostą niemieckiej prasy. Komentatorzy zwracają uwagę na ostrożną reakcję Polski na ten skandal.

„Der Spiegel”: Polska odsuwa na bok historyczną traumę

„Melnyk bagatelizuje zbrodnie wojenne w Polsce, dokonane przez nacjonalistycznego ukraińskiego przywódcę. Pomimo tego, rząd w Warszawie powstrzymuje się z krytyką. Sojusz z Kijowem jest zbyt cenny” – pisze Jan Puhl.

Autor przypomina, że „soldateska Bandery” pomagała przy Holokauście we Lwowie, a jego zwolennicy zamordowali między lutym 1943 a kwietniem 1944 w Galicji i na Wołyniu około 60 tys. polskich cywilów.

„Czy wypowiedzi Melnyka rozdrapią dawne rany?” – zastanawia się autor. Jak zaznacza, traumatyczne przeżycia z czasów II wojny światowej wpływają do dziś na relacje ukraińsko-polskie. Rządzący w Polsce prawicowi konserwatyści stoją przed dylematem. Z jednej strony czują się rzecznikami Ukrainy w UE, z drugiej byli oburzeni z powodu flag z Banderą powiewających w 2014 roku na Majdanie.

Ultraprawicowe siły w Polsce usiłują od lat odsłonić ogromny pomnik z brązu poświęcony ofiarom masakry – krzyż, którego centralnym punktem jest dziecko nabite na Tryzub. Pomnik jest tak okropny, że dotychczas żadna gmina nie zgodziła się na ustawienie go na swoim terenie.

„W obliczu rosyjskiego ataku, Polska odsuwa na bok historyczne traumy. Fala solidarności z Ukrainą przetacza się przez Polskę. Rządy w Kijowie i Warszawie w rutynowy sposób zneutralizowały wypowiedź Melnyka o Banderze. Sojusz sąsiadów jest zbyt ważny” – ocenia Puhl.

Łagodna reakcja na wypowiedź ambasadora wynika jego zdaniem z faktu, że polski obóz rządzący jest bardzo zadowolony z działalności ukraińskiego dyplomaty, który „udziela Niemcom ostrej reprymendy”. Jego stanowisko jest identyczne ze stanowiskiem władz w Warszawie: Niemcy muszą bardziej zdecydowanie wystąpić przeciwko Putinowi i nie powinny dłużej hamować dostaw broni.

„Krytyka Niemiec wydaje się ważnym motywem kampanii wyborczej polskiej prawicy przed przyszłorocznymi wyborami. Przywódca narodowych konserwatystów Jarosław Kaczyński teraz odwiedza wioski w kraju. Oprócz dyskryminujących haseł dotyczących mniejszości seksualnych (prezes PiS) rozpowszechnia krytyczną wobec Niemiec narrację: RFN zawiodła jako europejska siła przywódcza, a Polacy od zawsze mieli rację w sprawach Rosji. Przeciwnik Kaczyńskiego, były przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, jest tylko sługą Berlina” – czytamy w „Spieglu”.

„Die Welt”: Mroczna strona ukraińskiego nacjonalizmu

„Wypowiedzią o Banderze Melnyk wyrządził Ukrainie niedźwiedzią przysługę” – pisze Thomas Schmid. Jego zdaniem Bandera nie nadaje się na narodowego bohatera Ukraińców. Autor cytuje fragmenty politycznych dokumentów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), świadczące o antysemityzmie tego ugrupowania i przypomina hasło z materiału szkoleniowego OUN: „Bijcie Polaków i Żydów”.

Polityka OUN była „ekstremistyczna, rasistowska i antysemicka” – ocenia Schmid. Jak dodał, ukraiński nacjonalizm posiada także „mroczną stronę”. Nawet bez Bandery wielu Ukraińców było agresywnymi nacjonalistami i działało w tym duchu. Żadne „bohaterskie opowieści narodowe” nie są w stanie upiększyć tego faktu.

„Pomijając tę część ukraińskiej historii, Melnyk wyrządza swojemu krajowi niedźwiedzią przysługę” – ocenia „Die Welt”.

„Kraj, który walczy o swoją wolność i niepodległość, nie może zamykać oczu na zbrodnicze strony swojej historii” – konkluduje Thomas Schmid.

„Tageszeitung” (TAZ): Oddziały Bandery mordowały

Twierdzenia Melnyka zniekształcają historyczną rolę ukraińskich faszystów i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów na taką skalę, że ukraińskie MSZ zmuszone było do złożenia szybkiego wyjaśnienia.

„Bandera był szefem radykalno-nacjonalistycznego i antysemickiego skrzydła OUN” – zaznacza autor. Jak podkreśla, powołana przez OUN milicja aresztowała we Lwowie Żydów, przygotowując dokonaną przez Niemców 5 lipca 1941 roku masakrę.

„Członkowie tej milicji zamordowali w brutalny sposób wielu Żydów. Strzelali, kłuli nożami, tłukli” – czytamy w „TAZ”.

Powołując się na historyków, „TAZ” pisze, że „wojskowe ramię” OUN uczestniczyło w zamordowaniu „do 800 tys. Żydów”. Ponosi też „moralną odpowiedzialność” za zamordowanie 80-100 tys. Polaków. Członkowie organizacji, którą kierował Bandera, uczestniczyli aktywnie w prowadzonej przez nazistów polityce zagłady.

„Tagesspiegel”: enfant terrible prowokuje Polaków i Niemców

Melnyk uważany jest za „enfant terrible” korpusu dyplomatycznego. „Zakłamując historię, ukraiński dyplomata sprowokował najpierw Polaków i Niemców, a teraz także Izrael, który zarzuca mu bagatelizowanie Holokaustu” – pisze Hans Monath.

W opublikowanym na kanale YouTube wywiadzie wideo dla niemieckiego dziennikarza Tilo Junga, Melnyk zakwestionował rolę przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Stepana Bandery w zbrodniach na Polakach i Żydach.

– Bandera nie był masowym mordercą Żydów i Polaków – powiedział Melnyk. Argumentował, że kilka dni po wkroczeniu nazistowskich Niemiec do Związku Sowieckiego w 1941 roku, Bandera, którego uważa za „bojownika o wolność”, został aresztowany przez Niemców i osadzony w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła w rozmowie z Thefad: Nienawidzę ludzi, którzy oszukują i manipulują

Adam Mazguła w rozmowie z thefad.pl

Adam Mazguła w rozmowie z thefad.pl

„Mało kto wie, jaki jest koszt niespotykanie podłego kłamstwa i publicznego szkalowania władzy na obywatela” - o mowie nienawiści, jej skutkach i nie tylko mówił w rozmowie z thefad.pl pułkownik dyplomowany w stanie spoczynku, harcmistrz, działacz społeczny i polityczny Adam Mazguła

Jarosławie Kaczyński, wzywam Pana do spłacenia rachunków za rozsianie jadu nienawiści

Adam Mazguła. Fot. Adam Mazguła

DF – Obecne władze pana nie lubią, panu też z nimi nie po drodze. Cóż takiego się wydarzyło, że znaleźliście się po dwóch różnych stronach?

Adam Mazguła – Od zawsze nienawidzę ludzi, którzy oszukują i manipulują innymi. Widziałem, co robi PiS w kampanii wyborczej i zaraz po przejęciu władzy. To nie były standardy demokratycznego państwa prawa. Wyznaczenie Antoniego Macierewicza na ministra Obrony Narodowej, którego PiS chował przed wyborami, a którego efekty antypolskiej działalności widziałem już wcześniej ustawiły mnie do tej formacji w zdecydowanej opozycji. Już 19 grudnia 2015 roku byłem w Warszawie na pierwszej demonstracji.

Ze szczególną uwagą obserwowałem sytuację w wojsku. Propaganda, Smoleńsk, nawałnica agresywnych kapelanów i odcinanie się wojska od poprzedników, a szczególnie od walczących w IIWŚ w szeregach I i II armii WP nie pozostawiało mi wyboru.

Zacząłem przypominać żołnierzom rotę składanej przysięgi i krytykować generałów za współpracę z Macierewiczem i niszczenie armii. Apelowałem na forach internetowych i przypominałem szczególnie zapis, który nakazuje „stać na straży konstytucji i honoru żołnierza polskiego bronić”.

Na wskutek tych działań władza uznała, że zaczynam być niebezpieczny, bo mówię prawdę do żołnierzy, rosła też moja pozycja wśród ludzi opozycji. Najważniejsze osoby w PiS podjęły decyzję o zniszczeniu mojego wizerunku. Za pretekst posłużyło władzy moje wystąpienie w obronie ludzi, którzy zostali objęci ustawą represyjną. Niebywałe, że tak faszystowska ustawa o odpowiedzialności zbiorowej mogła w polskim parlamencie uzyskać większość. Zrobiono to, więc bez kworum w czasie buntu posłów i obrad w Sali Kolumnowej. Była i wciąż jest jeszcze w sejmie ustawa o odpowiedzialności zbiorowej żołnierzy.

Nagrano mnie podczas wiecu pod sejmem i wyciągnięto jedno zdanie. Nie to, kluczowe, że oprawcami dzisiaj nie są ci, wobec których wymyślono ustawę dezubekizacyjną, ale Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński, którzy dzielą Polaków, szukają wśród nich wrogów i ubliżają całym grupom społecznym.

Oni znaleźli inne zdanie z mojego wystąpienia, o tym, że „w stanie wojennym… najczęściej dochowano jakiejś kultury”. Najczęściej, czyli nie zawsze i jakiejś, czyli na pewno szczególnej, wybranej, nie każdej. Proszę pamiętać, że jestem żołnierzem i jeśli myślałem o wojnie, którą widziałem, to nijak miała się ona do stanu wojennego. Nie strzelała artyleria, czołgi i dywizje pancerne z nikim nie walczyły, a robiły akcje zastraszania społeczeństwa. Zresztą wojsko było z poboru i nie mogło walczyć ze swoimi rodzinami. Co innego ZOMO, służby specjalne i milicyjne, które stosowały represje głównie wobec internowanych.

Kiedy zorientowałem się, że mogłem być źle zrozumiany opublikowałem przeprosiny i wyjaśnienia, ale tego już nikt nie chciał słuchać ani publikować. W zamian za to, lały się z ekranów telewizyjnych i prasy kłamstwa na mój temat, rozpowszechniane z obozu władzy, które już z mniejszą intensywnością, ale mają miejsce do chwili obecnej.

DF – Nienawiść w słowach, jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio przyczyniła się do tragedii w Gdańsku. Przyzwolenie na obecność mowy nienawiści w dyskursie publicznym bardzo mocno odczuł Jurek Owsiak, dotyka też wielu wojskowych. Jak doświadczony, wysokiej rangi oficer, żołnierz z tym sobie radzi?

AM – Osiągając wysokie wyniki szkoleniowe mojej jednostki wojskowej, odpowiadając za odbudowę prowincji Babilon w Republice Iraku, mimo, że nad głową świstały kule, wiedziałem, jak mam postępować aby wykonać zadanie, jak się przed tym zagrożeniem bronić, jak zachować życie wszystkich podwładnych. Przed propagandowym kłamstwem płynącym ze wszystkich stacji medialnych zależnych od PiS nie jestem w stanie zrobić dostatecznie wiele, aby się obronić.

Jednak staram się nie używać mowy nienawiści. Pisze do moich oponentów odważnie, ale o argumentach i nazywając ich zachowanie adekwatnie do czynów. Ale to nie wystarcza. Mogę jednak tylko dyskutować na Facebooku i liczyć na to, że ktoś to powieli i opublikuje na większym forum. Nie mam pod swoim wpływem telewizji, prasy i nieograniczonych środków finansowych, aby sprzeciwić się złu.

DF – Nie jest pan ulubieńcem mediów publicznych

Am – Jacek Kurski, to człowiek tchórzliwy, o niezwykle niskiej moralności, a ponadto uważam, że nie ma rzeczy, których nie byłby w stanie zrobić dla kariery. Zna on moc mediów i dobrze wie jak się robi sensację z niczego, przekazuje sugestie podprogowe i zmanipulowane pseudo informacje niszczące człowieka za pomocą przekazu medialnego.

Przez pół roku, codziennie dowiadywałem się o swoim nowy życiorysie. Jacek Kurski okrzyczał mnie w nim ubekiem, oprawcą stanu wojennego, komunistą i wrogiem solidarności. Wszystko to jest nieprawdą, ale, od czego jest Jacek Kurski i jego propagandowa machina podłości?

Od tego czasu nic już nie było takie samo jak wcześniej.

DF – Nie pozostaje pan dłużny. Pana książki „Żołnierz gorszego sortu”, „W poczuciu odpowiedzialności” i publikacje nawiązujące do bieżących wydarzeń w naszym kraju, to nie tylko wyraz sprzeciwu, ale i ostra, czasami nawet bardzo, krytyka działań czołowych polityków partii rządzącej

AM – Krytyka – tak. Ale nie ośmielam się przekroczyć pewnych granic. Tymczasem A. Duda na oficjalnych spotkaniach, a nawet w orędziu noworocznych szydził i lżył mnie. M. Błaszczak z trybuny sejmowej nawoływał rodziców harcerzy, aby nie pozwalali wychowywać swojej harcerskiej młodzieży przez oprawcę stanu wojennego, a Antoni Macierewicz złożył do prokuratury zawiadomienie o tym, że ja czynię przygotowania do siłowego obalenia władzy i wielu innych przestępstw. J. Kaczyński na wiecu swoich wyznawców w 2017 roku wymienił tylko jedno nazwisko swojego wroga, aby wszyscy krzyczeli „hańba” i dlaczego to było moje nazwisko?

Nie ubliżam, nie zniżam się do ich metod. Jednak krytykuję, bo jest, za co. Często występuję w mundurze, bo przekaz musi być jasny. Walczę przecież o honor z tymi schowanymi za bogoojczyźniane parawany wytwórcami chamstwa.

DF – Nie jest pan politykiem, lecz raczej społecznikiem i komentatorem. Pana relacje z opozycją nie są określone. Nie czuje się pan osamotniony w tej walce?

AM – W ślad za tą wylewaną codziennie porcją nienawiści i kłamstw w telewizji „publicznej”, zaczęto zmuszać polityków wszystkich opcji politycznych, we wszystkich stacjach radiowych i telewizyjnych do oceny mojej postawy. Oficjalnie skrytykował mnie, więc nie tylko obóz rządowy, ale i G. Schetyna, S. Broniarz, R. Petru… Nie kryła wrogości A. Ścigaj, która po prostu bawiła się moim nazwiskiem, jako ubekiem i zdrajcą, tak jak wielu innych. Dziennikarze wszystkich stacji, najbardziej oglądanych programów i audycji, w ślad za zmanipulowanym przekazem J. Kurskiego kreowali mój wizerunek „żołdaka Jaruzelskiego”, „pachołka Moskwy”, „ubeka” i podobnych określeń. Prawda jest jednak taka, że nie byłem nigdy w żadnych donosicielskich służbach, nie brałem udziału w stanie wojennym, a współpracowałem z Solidarnością. Medialne szambo władzy spadło na mnie w grudniu 2016 roku, ale w słabszej formie trwa do dzisiaj.

Nie jestem samotny. Kiedy zachorowałem, otrzymałem dziesiątki tysięcy głosów poparcia. Nie wiążę się z żadną partią, ale nie jestem samotny. Sił dodają mi czytelnicy moich felietonów. Zdarzało się już, że moje teksty liczone tylko na jednaj mojej stronie miały 5 milionów zasięgu w ciągu 28 dni. To wynik godny najpoczytniejszych for internetowych i gazet.

DF – Czy dobrze rozumiem, że nie po drodze z panem jest i opozycji? Przeglądając wpisy i komentarze na pana temat, a także śledząc pana aktywność, nie trudno zauważyć, że ma pan sporo zwolenników. Ludzie darzą pana szacunkiem i popierają. Jak to wygląda z pana strony?

AM – Mało kto wie, jaki jest koszt takiego niespotykanie podłego kłamstwa i publicznego szkalowania władzy na obywatela.

W przestrzeni publicznej moje nazwisko zaczęto używać, jako synonim zdrady. Ubliżali mi przechodnie na ulicy, byli koledzy i koleżanki, nawet na wiecach opozycyjnych. Szczują do tej pory na forach internetowych trolle Kaczyńskiego i Putina.

Wyrzekła się mnie część rodziny, żonę zwolniono z pracy, brata pobito, córka brata wystąpiła o zmianę nazwiska. Musiałem zrezygnować ze wszystkich funkcji społecznych. Pozbawiono mnie medalu „Pro Patria”, a Antoni Macierewicz, nawet wytoczył mi proces o założenie beretu.

Nijaki M. Rachoń z kamerą, szukał mnie na wiecach opozycyjnych, aby zapytać: „co ubek robi na marszu wolności?” Albo „co komunistyczny oficer wie o obronie demokracji?” I tak potrafią prowokować.

Wielu ludzi zrezygnowało z kontaktów ze mną, izolowano mnie w środowiskach, dla których oddawałem serce, jak na przykład środowisko harcerskie czy „Karpatczyków”.

Próżno szukać w obecnym opisie mojej działalności wzmianek o zaangażowaniu w wychowanie patriotyczne dzieci i opiekę nad weteranami, służbę w Iraku, godne dowodzenie na kolejnych szczeblach wojskowego życia. O służbie w Iraku wyprodukowano 6-godzinny film, w którym aż 2,5 godziny przedstawia moje zaangażowanie w służbę. Film opowiada o zagrożeniu i powstawaniu organizacji Praw Człowieka, Organizacji Wolnych Kobiet Iraku, ale kogo to interesuje?

TVP i Republika, wSieci, wPolityce… naprodukowali tyle kłamstw i obelg na mój temat, że nie sposób dać temu odpór. Co ciekawe, żadna prokuratura nie przyjmuje moich skarg i zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstw wobec mnie. Z góry jestem skazany na porażkę, bo jestem tylko obywatelem, zwykłym obywatelem, który nie ma możliwości występowania w mediach i prostowania zakłamanego wizerunku. Obywatelem, który bez możliwości, ale jednak w cywilizowany sposób próbuje walczyć o swój honor z całym aparatem propagandowym władzy państwowej. Takiego działania, niszczącego godność człowieka zabrania Konstytucja RP, odwołując się do metod faszystowskich i komunistycznych. Jednak liderom PiS-u to nie przeszkadza.

DF – Uważa pan, że stał się ofiarą głośno wypowiadanych poglądów? Jakie są koszty tej aktywności?

AM – Nauczyłem się walczyć i nie poddawać. Trudno jest wyliczyć straty poniesione w wyniku działań tej organizacji nienawiści, bo najczęściej chodzi o rzeczy niepoliczalne. Nie potrafię obliczyć strat zdrowotnych mojej rodziny. Kosztów izolacji i zwolnienia z pracy. Nikt nie obliczy miary wrogości do mnie łatwowiernych wyznawców PiS-u, narodowców, „prawdziwych katolików Rydzyka” i zwykłych ludzi, którzy usłyszeli kłamstwa i dali im wiarę.

Efektem działań Jacka Kurskiego i jego machiny pogardy dla prawdy było poważne zagrożenie mojego życia, codziennie, na każdej ulicy, w samochodzie i na spacerze. Nauczyłem się nie zostawać sam, oglądać się za siebie, stawać przodem do ludzi, chodzić na stałe z kamerą. Zamontowałem w samochodzie środki łączności oraz rejestracji obrazu i dźwięku.

DF – Proszę się nie obrazić, ale dla wielu mogło to zabrzmieć, jak paranoja bądź obsesja. Żarty jednak się kończą, gdy ktoś przesyła panu wiadomość, którą pan przytaczał w jednym ze swoich wpisów: „mam nadzieję, że umrzesz ty, jak i twoja cała rodzina. Antypolski śmieciu jak ci się nie podoba „wSieci”, bądź „TVP” i PiS to radzę ci po prostu wypierdalać (…) „, gdzie ktoś wyzywa od „folksdojczów” i „ścierwa”. Dokąd to pana zaprowadziło?

AM – Życie w ciągłym stresie sprowadziło innego mojego zabójcę w postaci rozległego zawału serca. Ponieważ spotkało mnie to poza granicami Polski, przysłano mi rachunek za uratowanie życia. Opiewa on na ponad 111 tys. dolarów.

Mimo, że ubezpieczyłem się przed wylotem do USA firma ubezpieczeniowa, której chwilowo nie wymienię, z sobie tylko znanego powodu odmówiła zapłaty.

DF – Przepraszam? 111 tyś. dolarów? Amerykańskich dolarów? To jakiś żart czy pomyłka?

AM – Nie, to nie jest pomyłka tyle kosztuje uratowanie mojego życia. Tyle kosztuje mnie zwariowany atak propagandowy podłej zmiany za moją walkę o honor żołnierzy i mówienie prawdy.

DF – Dokąd pan zmierza panie pułkowniku?

AM – Do prawdy, do szacunku dla samego siebie, do honoru żołnierskiego, do skutecznej ochrony mojej rodziny, do ochrony europejskich wartości, godności każdego człowieka bez względu na wiek, płeć, orientacje i narodowość. Może w jakimś, chociaż drobnym zakresie chce przyczynić się do uwolnienia Polski od faszyzmu i podłości. Walczę o przyzwoitość i normalność, o szacunek do konstytucji i do zasady trójpodziału władzy.

DF – Nie odwdzięcza się pan nienawiścią w słowach za mowę nienawiści pod pana adresem? To zamknięte koło, czyż nie?

AM – Jeśli są dzisiaj tacy, którzy nawołują mnie, o zaniechanie mowy nienawiści, to niech apelują nie do mnie. Niech wzywają J. Kaczyńskiego, J. Kurskiego, A. Dudę, K. Pawłowicz, A. Macierewicza, Z. Ziobro … Ja, zwykły szary obywatel, który nie ma czym się bronić przed opresją państwa, mówię Wam, że mnie już nie oszukacie, nie wywieziecie mnie na manowce. Nie będę grał w waszą grę i z waszymi zasadami, które są oszustwem. Ponadto nie mam z Wami szans, bo nie stosujecie się do zasad albo je na gorąco zmieniacie w zależności od ilości posiadanych atutów.

DF – Dużo w tym emocji panie pułkowniku.

AM – Zdaję sobie sprawę, że nie tylko ja stałem się obiektem ataku władzy. Dzisiaj władza ma całe zastępy nowych wrogów do niszczenia przez kłamstwo.

Dyżurnym wrogiem PiS-u jest obecnie Donald Tusk. On jest odpowiedzialny za wszystkie klęski PiS-u przez ostatnich 7 lat. Nie łudźmy się, PiS rozlewa regularnie falę swojej katolickiej nienawiści. Czekanie na przyzwoitość, honor, szacunek dla innych ze strony PiS-u – to czekanie, aż piekło zamarznie.”

Jedno jednak jest pewne, za tą podłość ostatecznie zapłacicie Wy, Panie Jarosławie Kaczyński, Panie Jacku Kurski… To Wy zapłacicie ten rachunek za wszystkie krzywdy. Ten rachunek jest Wasz!

To Wy, działacze PiS musicie przeprosić Polaków, szczególnie tych, którym zabraliście emerytury, pracę, godność, wiarę i zdrowie.

To Wy, działacze PiS, musicie naprawić straty i szkody.

To Wy, zawistni niszczyciele, musicie poddać się osądowi tych ludzi, na których dokonaliście zbrodni.

Rachunki w mojej sprawie prześlę Wam do zapłacenia w stosownym czasie – na pewno!

DF – Panie pułkowniku, po co panu ta cała polityka? Nie szkoda czasu, zdrowia?

AM – Jeśli widzi Pan niegodziwość, jest Pan świadkiem skandalicznego zachowania innych ludzi, to pewnie nie chowa Pan głowy i rusza do pomocy poszkodowanym. Ten, kto tego nie robi, staje się niewolnikiem zdarzeń. To już tylko krok od ślepej tolerancji dla przemocy i zła. To już tylko krok do utraty naszego człowieczeństwa. Słabi, grzeczni i cisi to kandydaci na niewolników. Tak powstają całe ich masy. Ośmiela to kolejnych oprawców i zaostrza bezkarne represje tych, co chcą panować nad umysłami innych ludzi.

Nigdy nie byłem niewolnikiem, nawet wtedy, gdy wymagał tego ode mnie wysoki przełożony w wojsku.

Odważnie będę bronił swoich zagrożonych wartości, bo bez nich nie da się żyć z godnością.

DF – Dziękuję za rozmowę

AD – Dziękuję

Rozmawiał: Dariusz Frach

thefad.pl