Rosyjscy jeńcy wojenni w Ukrainie: „W telewizji mówią, że walczymy tam o dobrą sprawę””

Anna Fill
Wzięci do niewoli żołnierze rosyjscy są przetrzymywani w Ukrainie w więzieniach. Jak są tam traktowani i co myślą o wojnie? Reporterowi DW udało się z nimi porozmawiać.

Areszt śledczy w Ukrainie. DW nie może podać dokładnej lokalizacji ze względów bezpieczeństwa. Drugie piętro budynku jest przeznaczone dla rosyjskich jeńców wojennych. Są odizolowani od innych więźniów, jak wyjaśnia strona ukraińska, „dla ich ochrony”.
Po złożeniu wniosku do Państwowej Służby Penitencjarnej Ukrainy, DW uzyskała możliwość rozmowy z rosyjskimi jeńcami wojennymi. Byliśmy pierwszymi przedstawicielami mediów, którzy uzyskali taką możliwość. Dotyczy to także zezwolenia na filmowanie w areszcie śledczym. Zostało udzielone pod warunkiem, że DW nie poda dokładnego miejsca pobytu jeńców ani nie będzie pokazywać ich twarzy.
Mogliśmy rozmawiać tylko z tymi jeńcami, którym nie postawiono zarzutów popełnienia zbrodni wojennych, i wobec których nie wszczęto innych postępowań karnych. Rozmowy z takimi osobami wymagają dodatkowej zgody prowadzącego dochodzenie albo prokuratora.
„Dopiero tutaj otworzyły mi się oczy”
W jednej z cel aresztu siedzi siedmiu mężczyzn w różnym wieku. Nie są zaskoczeni wizytą dziennikarzy. Mówią, że co tydzień zaglądają do nich przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych lub Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.
Podczas wywiadów dziennikarzom DW towarzyszyli funkcjonariusze ukraińskiej służby więziennej. Zaproponowali nam samodzielny wybór rozmówców. DW przeprowadziła wywiady z czterema jeńcami, którzy zgodzili się na rozmowę. Wszyscy byli zawodowymi żołnierzami i, jak twierdzili, nie mają nic do ukrycia.
– Szczerze mówiąc, zostaliśmy oszukani – mówi Roman z Wyborga w Rosji. – Na początku mówiono nam, że chodzi o sprawy humanitarne. Ale od razu rzucono mnie na front. – Roman opowiada, że został ranny podczas walk w rejonie Charkowa. Ukraińscy żołnierze zabrali go z pola bitwy i udzielili mu pomocy medycznej.

Inny jeniec, Artiom, podkreśla, że świadomie zdecydował się wziąć udział w „specjalnej operacji wojskowej” przeciwko Ukrainie. (Tak w Rosji oficjalnie określa się jej wojnę z Ukrainą – przyp. red.). Po znalezieniu ogłoszenia w Internecie pojechał do kontrolowanego przez prorosyjskich separatystów Doniecka, gdzie w ciągu paru dni nauczył się kierować czołgiem T-72. Następnie został wysłany w kierunku Zaporoża. Jego czołg został tam jednak zniszczony, a on sam dostał się do niewoli ukraińskiego pułku „Azow”. Artiom zapewnia, że dostał jedzenie i papierosy, i dodaje: – Nie widziałem tam żadnych faszystów.
Na pytanie, dlaczego pojechał do Ukrainy, odpowiada:
– W telewizji mówią, że podobno walczymy tam o dobrą sprawę, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Dopiero tutaj otworzyły mi się oczy. – Armię rosyjską nazywa „grabieżcami i mordercami”.
Codzienne życie jeńców wojennych
Cela wziętych do niewoli żołnierzy rosyjskich jest urządzona starymi meblami, ciasna, ale czysta. Na wspólnym stole stoją plastikowe naczynia, każdy jeniec ma swoje. Łyżki i widelce są za to wykonane z metalu. Według strażników sztućce zwykłych więźniów ze względów bezpieczeństwa są, podobnie jak naczynia, zrobione z plastiku. Ale z jeńcami wojennymi jest łatwiej, nie są agresywni i tylko czekają na wymianę jeńców.

Obiad rozdaje Rosjanom ukraiński więzień pod nadzorem strażnika. Barszcz i kasza gryczana podawane są im przez otwór w drzwiach każdej celi. Na śniadanie była dziś kasza kukurydziana z mięsem, opowiadają. Zgodnie z menu wywieszonym na korytarzu aresztu, posiłki są podawane trzy razy dziennie. Ponadto jeńcy mogą codziennie wychodzić na spacer i kąpać się.
„Wynoście się stąd! Nie macie tu nic do roboty!”
W innej celi siedzi trzech młodych mężczyzn w wieku około 20 lat. Na stoliku obok ich łóżek leży stos książek. Jeńcy mówią, że lubią czytać kryminały i powieści. Jednym z nich jest Dmitrij. Jak twierdzi, nie wiedział, że 24 lutego z Biełgorodu w Rosji wyruszy do Ukrainy. – Nie powiedziano nam, dokąd jedziemy. Dopiero gdy znaleźliśmy się na terytorium Ukrainy i zobaczyliśmy ich znaki drogowe i flagi, zrozumieliśmy, gdzie jesteśmy – opowiada.
– Zapytałem dowódcę, co tu robimy, ale odpowiedział mi, tylko żebym nie zadawał zbędnych pytań – wspomina Dmitrij. Gdy 27 lutego jego czołg został ostrzelany pod Pryłukami w obwodzie czernihowskim, poddał się Ukraińcom.

Podczas rozmów z nim i dwoma innymi jeńcami obecni byli strażnik, psycholog z aresztu śledczego oraz inni więźniowie. Dziennikarze DW odnieśli wrażenie, że obecność funkcjonariuszy aresztu nie miała wpływu na treść wypowiedzi jeńców, ani na ich chęć mówienia o sobie i swoich przeżyciach. Strażnicy nie przysłuchiwali się rozmowom. Zachowywali dystans i nie wywierali żadnej presji na rozmówców gości z DW.
Z Olegiem z Karelii DW rozmawiała na osobności, w oddzielnym pomieszczeniu. Jak mówi, w marcu przedłużył kontrakt z rosyjskimi siłami zbrojnymi. – Uwierzyłem w wiadomości podawane w telewizji, że jedziemy z pomocą, że są tu nacjonaliści, którzy będą zabijać i torturować własnych obywateli – opowiada.
Ale po przybyciu do obwodu charkowskiego, nie zobaczył ani jednego nacjonalisty. – Gdy przyjechaliśmy do wiosek, ludzie mówili nam wprost: 'Wynoście się! Nie macie tu nic do roboty!’
Oleg opowiada, że gdy podpisał kontrakt, obiecano mu szkolenie, ale także to, że nie zostanie wysłany na pierwszą linię frontu. Jednak już po trzech dniach został odkomenderowany do akcji okrążenia Charkowa, miasta liczącego ponad milion mieszkańców. Jego oddział próbował wrócić do Rosji, ale dowództwo mu tego zabroniło. Wkrótce potem kontakt z dowództwem został zerwany, a jego oddział został wzięty do niewoli przez wojska ukraińskie.

Wiarygodność jeńców wojennych
Wszyscy jeńcy, z którymi DW udało się porozmawiać, zapewniają, że żałują udziału w inwazji na Ukrainę i że nie strzelaliby do spokojnych ludzi we wsiach i w miasteczkach. Ukraińscy śledczy także nie przedstawili do tej pory żadnych dowodów na popełnienie przez nich zbrodni wojennych. Jeńcy ponadto zostali poddani badaniu na wykrywaczu kłamstw.
Służba więzienna opowiedziała nam, że rosyjski żołnierz Wadim S., który także przebywał w tym areszcie, przyznał się do strzelania i zabicia cywila w rejonie miasta Sumy dopiero podczas badania na wariografie. 23 maja został skazany przez ukraiński sąd na karę dożywotniego więzienia. Był to pierwszy wyrok w procesie przeciwko rosyjskiemu jeńcowi wojennemu w Ukrainie.
Koszt utrzymania jeńca wojennego
W rozmowie z DW żaden z jeńców nie skarżył się na złe warunki w areszcie ani na niehumanitarne traktowanie. – Codziennie jesteśmy pytani, czy czegoś nam nie potrzeba. Jeśli to możliwe, otrzymujemy to, o co prosimy. Jedzenie jest odpowiednie – mówi Roman.
Według ukraińskiego Ministerstwa Sprawiedliwości na jednego jeńca wojennego potrzeba około 3000 hrywien (równowartość 95 euro) miesięcznie na jedzenie, odzież, artykuły higieniczne, a także wodę i elektryczność. Do tego dochodzą wydatki na sprzęt medyczny i leki, a także koszty osobowe.
Wiceminister sprawiedliwości Olena Wysocka powiedziała DW, że takie wydatki są uzasadnione, ponieważ warunki, w jakich są przetrzymywani jeńcy wojenni, muszą być zgodne z Konwencją Genewską. Ponadto żywi i zdrowi jeńcy rosyjscy są potrzebni do wymiany na Ukraińców wziętych do niewoli przez Rosjan.

Postępowanie z jeńcami w Ukrainie i Rosji
W wywiadzie udzielonym DW szefowa Misji Obserwacyjnej Praw Człowieka ONZ w Ukrainie Matilda Bogner stwierdziła, że warunki przetrzymywania rosyjskich jeńców wojennych są ogólnie zadowalające. Według niej obserwatorzy ONZ jednak otrzymali również informacje, że rosyjscy żołnierze po ich pojmaniu byli źle traktowani i torturowani.
– Istnieją ponadto wskazówki, że ukraińscy jeńcy wojenni w Rosji i na kontrolowanych przez Rosję obszarach Ukrainy są torturowani zaraz po wzięciu ich do niewoli – dodała Matilda Bogner: – Brakuje im jedzenia i artykułów higienicznych, a strażnicy postępują z nimi w brutalny sposób.
ONZ wzywa obie strony konfliktu do humanitarnego traktowania jeńców wojennych oraz do szybkiego i skutecznego wyjaśnienia wszystkich domniemanych przypadków ich torturowania i złego traktowania.
Nie ma żadnych oficjalnych informacji, ilu rosyjskich żołnierzy jest przetrzymywanych w Ukrainie. Ich liczba stale się zmienia dzięki regularnej wymianie jeńców. – Nadzieja umiera ostatnia – mówi 20-letni Dmitrij, który też ma nadzieję na wymianę. Po trzech miesiącach spędzonych w niewoli jedyne, czego pragnie, to wrócić do domu. I zapewnia, że już nigdy więcej nie chce służyć w wojsku.
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: Kukiz – dołączył już dawno do dworu króla Jarosława, ale teraz oficjalnie może zostać jego paziem

Krzysztof Skiba
Protestował na wszystkich frontach. Antysystemowiec. Wojownik. Krzyczał ze sceny, że on wszystko zmieni. Że nie ma takiej opcji, aby ktoś go kupił. Rozbudził nadzieję. - To koniec tej zabawnej historii jak z Monty Pythona. Krzykacz z Jarocina dołączył już dawno do dworu króla Jarosława, ale teraz już oficjalnie może zostać jego paziem. Na co z pewnością w duchu liczy.
WOJOWNIK
Protestował na wszystkich frontach. Antysystemowiec. Wojownik. Krzyczał ze sceny, że on wszystko zmieni. Że nie ma takiej opcji, aby ktoś go kupił. Rozbudził nadzieję. Porwał serca wielu wątpiących w politykę. Kilka milionów mu uwierzyło, że teraz może być inaczej. Że on, dawna gwiazda z Jarocina, prawdziwy buntownik coś zmieni.
Kuba Wojewódzki go lansował. Kazik Staszewski na niego głosował. Wielu młodych, którzy mieli politykę w dupie go wspierało. O mało nie został prezydentem. Zatopił Komorowskiego i pomógł wygrać Dudzie.
Pierwsze symptomy, że coś jest nie tak wyszły, gdy okazało się kto za nim stoi. Grupa starych wyjadaczy samorządowych z Dolnego Śląska. Niezbyt pasowało do teorii o „antysystemowcach”.
Zwolnił wszystkich i się od nich odciął. Zabił politycznie ludzi, którzy pracowali na jego sukces w wyborach prezydenckich. Ale był na wielkiej fali popularności. Wyborcy mu wierzyli, bo był taki fajny. Taki inny. Taki autentycznie zbuntowany.
Stworzył partie nie partie Kukiz 15. Wprowadził do sejmu kilkudziesięciu ludzi. Na jego plecach do polskiego parlamentu po raz pierwszy dostali się skrajni nacjonaliści, fani trupa Hitlera, kilku dziwaków oraz politycy, którzy zwykle zdobywali dwa procenty głosów, w tym późniejszy miłośnik Rosji i Putina, legenda podziemia z lat 80. ojciec Pinokia, Kornel Morawiecki.
Partia nie partia Kukiz 15 była zlepkiem osobliwości, ale od początku głosowała tak jak PiS, wzmacniając Prezesa i monopol Kaczystanu na Polskę. Wkrótce jej członkowie wykruszali się tworząc własne grupy (nacjonaliści), byli wyrzucani przez lidera, lub wchłaniał ich PiS. Krążył dowcip, że nazwa Kukiz 15, to końcowa liczba członków Partii nie Partii.
W kolejnych wyborach resztki Partii nie Partii przytuli się do obrotowców z PSL, o których lider wcześniej krzyczał, że to najgorsi szkodnicy. Energii i ogłupiałych antysystemowym bełkotem wyborców, starczyło na uzbieranie w finale czterech zaledwie posłów, których tyłki mogły powędrować do parlamentu.
Koalicja z PSL trwała krócej niż wysłuchanie dwóch płyt Lidera. Teraz już tylko podklejenie się pod łaskę Prezesa miało sens. Dochodziło do absurdów takich, że ostatni posłowie Partii nie Partii głosowali zawsze tak jak chciał Kaczelnik z Nowogrodzkiej, ale Lider dalej opowiadał farmazony o budowaniu Polski antysystemowej ciągle ten SYSTEM WZMACNIAJĄC.
Szczytem schizofrenii politycznej Buntownika z Jarocina, był moment, gdy resztka jego cyrkowej grupy głosowała za ustawą wymierzoną w TVN i niezależne media, ale gdy prezydent jej nie podpisał i de facto wyrzucił do kosza, Lider oświadczył, że popiera taką decyzję. Cieszył się więc, że coś, za czym głosował nie przeszło. Już mało kto go rozumiał oprócz psychiatrów.
Teraz szanował go już tylko Kolekcjoner Kotów z Żoliborza, któremu Pseudobuntownik był potrzebny do przepychania ustaw w Sejmie.
Gdy wyszła na wierzch afera z podsłuchami Pegasusa i okazało się, że władza podsłuchiwała opozycję w czasie kampanii wyborczej, a tym samym wynik wyborów trudno uznać za uczciwy, Krzykacz z Jarocina dostrzegł szansę dla siebie. Snuł plany bycia szefem komisji parlamentarnej do spraw podsłuchów. Naiwniacy z opozycji widzieli w nim szansę na stworzenie takiej wspólnej komisji, która surowym okiem prześledziłaby brudny numer z podsłuchami, a tym samym dopiekła władzy i skompromitowała jej nielegalne metody. Ale jak zawsze było sporo gadania i bicia piany, tymczasem Prezes umiejętnie uciszył Krzykacza i przyblokował temat, a później wybuchła wojna w Ukrainie i wszyscy mieli inne sprawy na głowie.
Wojna stała się ostatnią okazją do zdobycia punktów dla Krzykacza. Wrócił do swojego starego pomysłu z powszechnym dostępem obywateli do broni. Na fali wojennego strachu i paniki związanej z wojną, próbował budować milimetry poparcia dla siebie i poparcie dla powszechnego rozdawnictwa karabinów dla każdego, kto chce sobie postrzelać. Krzykacz przekonywał, że powinno być jak w Ameryce i że każdy dorosły ma prawo do noszenia spluwy. Wierzył, że na tym postulacie zdobędzie kilka punktów wśród dzieci, myśliwych i fanatyków militariów. Niestety już tylko ewentualnie pod szyldem PiS, bo na skutek niezłożenia sprawozdania finansowego Partia Nie Partia Buntownika została właśnie rozwiązana.
Taki był zbuntowany i miał jeszcze tyle pomysłów na Polskę, ale załatwiła go jego własna księgowość.
To koniec tej zabawnej historii jak z Monty Pythona. Krzykacz z Jarocina dołączył już dawno do dworu króla Jarosława, ale teraz już oficjalnie może zostać jego paziem. Na co z pewnością w duchu liczy.
Krzysztof Skiba
Krzysztof Skiba: Są ludzie, którzy kłamią odruchowo, inni z konieczności, jeszcze inni z przyzwyczajenia
Patrzę sobie, patrzę i oczom nie wierzę. Oto premier sporego kraju w środku Europy już dwukrotnie został skazany prawomocnym wyrokiem za kłamstwa wygłaszane publicznie i nadal kłamie jak najęty.

Są ludzie, którzy kłamią odruchowo. Inni kłamią z konieczności. Jeszcze inni z przyzwyczajenia. Ten premier kłamie z tych trzech powodów naraz i dodatkowo z powodu pięciu kolejnych.
Trzeba mu przyznać, że jest konsekwentny. Codziennie mija się z prawdą i dba o to, by nie wypowiedzieć ani jednego słowa po ludzku.
Machnijmy na to ręką. Kłamstwo wszak jest częścią świata polityki i nikogo to już nie dziwi poza emerytami, którym znowu coś obiecano za oddanie głosów w wyborach.
Ten premier był kiedyś szefem banku. Został nim z nadania politycznego, a nie z powodu biznesowych umiejętności. Ale biznesowe otrzaskanie przyszło z czasem. Okazał się niezłym spekulantem i cwaniakiem. Ludziom wciskał kredyty frankowe, a sam za bezcen kupował ziemię od biskupa oskarżanego o pedofilię. Do dziś jego machinacje finansowe budzą niejasności i podejrzenia, a zeznania podatkowe są powodem zawału serca u urzędników skarbowych.
Ktoś powie: „lepiej, gdy cwaniak jest szefem rządu niż jakaś poczciwa gapa”. Niestety cwaniak może i potrafi liczyć kasę i zna się na finansach, ale jego psychika jest czysto narcystyczna. On potrafi myśleć tylko o sobie. Nie istnieje w jego myśleniu troska o dobro wspólne, o interes społeczny. „Państwo to system dojnej krowy, którą trzeba sprytnie wydoić”. Tak myśli cwaniak. Dowodem na to czas wojny. Amerykański wywiad ostrzegł premiera przed atakiem Rosjan na Ukrainę. Nie trzeba było być jasnowidzem, że ceny pójdą w górę, zwiększy się inflacja. Co robi w takiej sytuacji premier? Zapewnia wraz z szefem NBP, że inflacji żadnej nie będzie, tymczasem sam kupuje wąsko dostępne obligacje państwowe chronione przed inflacyjną stratą.
Mówiąc wprost wykorzystuje dostęp do informacji poufnych, by się wzbogacić. Takie działanie jest nielegalne, ale gdy prokuratura i służby specjalne podporządkowane są władzy, to można spać spokojnie i liczyć kasę.
W demokratycznym kraju byłaby już dymisja i drobiazgowe dochodzenie. Na szczęście u nas, w Polsce jest zupełnie inaczej, a opisana sytuacja dotyczy oczywiście premiera San Escobar. W tych dzikich krajach, nierozwijających się, mają po prostu Niezła Premiera (dawniej Zulu Gula)
Witaminy ADEK – jaki wpływ mają na organizm, który suplement diety wybrać?
Witaminy ADEK, witaminy rozpuszczalne w tłuszczach to kompleks czterech najważniejszych witamin A, D, E i K. Mają bardzo wszechstronne działanie przeciwzapalne, uczestniczą w licznych procesach zachodzących w organizmie. Niedobór witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, często pojawiający się na przykład w okresie jesienno-zimowym może być groźny dla człowieka. Dowiedz się więcej, jakie mogą być skutki niedoboru ADEK, na co wpływają te witaminy i po jaki suplement diety warto sięgnąć.

Niezbędne w diecie witaminy rozpuszczalne w tłuszczach
Powszechnie znane, rozpuszczalne w tłuszczach witaminy ADEK są konieczne do właściwego funkcjonowania organizmu. Ten kompleks witamin to w istocie:
– witamina A,
– witamina D,
– witamina E,
– witamina K.
Witaminy A, D, E i K jako nośnik posiadają tłuszcz, z tego też względu nie może być on całkowicie usuwany z diety, nawet tej o właściwościach redukcyjnych.
Niedobór witaminy ADEK
Niedobór witamin ADEK może powodować ogólne pogorszenie stanu organizmu, przede wszystkim gorszą odporność. Zmiany mogą być także specyficzne, na przykład:
– częste skurcze mięśni,
– choroby układu krążenia,
– gorszy stan skóry, włosów, paznokci,
– zaburzenia krzepnięcia krwi,
– pogorszenie widzenia.
Niedobory witamin ADEK mogą być odczuwalne w całym organizmie. Dlatego szczególnie ważne jest zdiagnozowanie ich występowania, a także przeciwdziałanie. Z uwagi na możliwe groźne skutki, jakie może wywoływać ich niedobór, suplementacja witaminy ADEK jest bardzo ważna, o czym więcej można przeczytać w artykule: https://ostrovit.com/pl/blog/suplementacja-witamin-adek-dlaczego-jest-tak-istotna-1612955851.html.
Witamina A – niezbędna dla wzroku
Witamina A odpowiada za stan skóry i błon śluzowych. Pomaga w utrzymaniu prawidłowego widzenia. Tak zwana kurza ślepota to częsta oznaka jej niedoboru. Jej nadmiar może być również groźny.
Witamina K – właściwe krzepnięcie krwi
Witamina K korzystnie wpływa na prawidłowe krzepnięcie krwi, a także zachowanie zdrowych kości.
Witamina D – zdrowe kości i dobra odporność
Wpływ witaminy D na odporność organizmu, pomoc w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego jest dobrze zbadany. Witamina D ma wpływ na wchłanianie wapnia, jego transport z naczyń krwionośnych do tkanki kostnej. Pomaga zatem w utrzymaniu zdrowych kości, mocnych kości, a także prawidłowym funkcjonowaniu mięśni. Uczestniczy również w procesie podziału komórek.
Witamina E – silny przeciwutleniacz
Witamina E, określana jako witamina młodości chroni komórki przed wolnymi rodnikami, stresem oksydacyjnym. Pomaga zachować zdrową skórę, dbając „od środka” o kondycję skóry. Może pomóc zahamować procesy starzenia.
Który suplement diety z witaminami ADEK wybrać?
Witaminy ADEK mogą wspomagać zdrowy tryb życia. Jako suplementy diety przyczyniają się do prawidłowego funkcjonowania wielu układów w organizmie, procesów zachodzących na co dzień. Wygodne w przyjmowaniu są witaminy ADEK w formie kapsułek, które zawierają niezbędną ilość witamin. Warto postawić na produkt pochodzący ze sprawdzonych źródeł, od pewnego dystrybutora.
Jak przyjmować witaminy ADEK?
Podobnie jak inne witaminy i suplementy diety, także w przypadku witamin ADEK nie należy przekraczać zalecanej dziennej porcji produktu. Nie mogą być one zamiennikiem dla zróżnicowanej diety, suplementacji powinien towarzyszyć zrównoważony sposób żywienia. Najczęściej stosuje się je doustnie w trakcie posiłku. Sposób użycia i dawkowania znajduje się na opakowaniu. Należy także poznać ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa stosowania preparatu. Powinien być przechowywany w temperaturze pokojowej, w sposób niedostępny dla małych dzieci i zwierząt.
Jak szybko dostać kredyt? Skorzystaj z pomocy pośrednika
Szybka i bezpiecznie pozyskana gotówka to często sposób na ratunek z trudnej sytuacji finansowej. Problemem bywają przedłużające się procedury banku, który musi najpierw zweryfikować wnioskodawcę, nim udzieli mu kredytu.

Przydatna jest wtedy pomoc doświadczonego pośrednika splatakredytow.pl. Na czym polega jego praca i w jaki sposób może on przyspieszyć proces pozyskiwania wymarzonego kredytu?
Jak szybko dostać kredyt? Skorzystaj z pomocy pośrednika
Niespodziewane wydatki zdarzają się naprawdę często. W takich sytuacjach domowy budżet nie zawsze pozwala na bezproblemowe zaspokojenie takich nieprzewidzianych potrzeb. Wtedy sięgamy po kredyt, dzięki któremu możemy dokonać niezbędnych zakupów lub uregulować posiadane zobowiązania. Kłopot pojawia się jednak wtedy, kiedy wsparcia finansowego potrzebujemy naprawdę szybko.
Banki znane są z tego, że zanim udzielą kredytu, muszą dokładnie sprawdzić, czy osoba o niego wnioskująca jest godna zaufania. Oznacza to konieczność sprawdzenia różnorodnych baz dłużników i zweryfikowania źródła dochodów wnioskodawcy, co często trwa bardzo długo. Zanim przystąpimy do starania się o kredyt, warto udać się do specjalisty z dziedziny kredytów. W jaki sposób może on przyspieszyć całą procedurę? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w poniższym artykule.
Błyskawiczna analiza ofert
Mając określone potrzeby oraz możliwości finansowe, należy skupić się na konkretnych ofertach. W ten sposób unikniemy sytuacji, w której okaże się, że nie możemy liczyć na kredyt, o który złożyliśmy już wniosek. Z pomocą przychodzi wtedy pośrednik, który jest w stanie dokonać rzetelnej oceny naszej sytuacji finansowej oraz szybko przeanalizować dostępne na rynku oferty kredytowe. W ten sposób możemy łatwo dopasować oferty do naszych możliwości i liczyć na to, że szybko pozyskamy takie finansowanie.
Specjalista z dziedziny kredytów doskonale wie, w jaki sposób przebiegają procedury weryfikowania klientów w poszczególnych bankach. Jeśli więc będzie nam zależało na czasie, ekspert skupi się wyłącznie na ofertach, które pochodzą od banków wyróżniających się szybką procedurą przyznawania takich produktów finansowych. Co więcej zadba o to, by wybrana przez nas oferta była naprawdę atrakcyjna pod względem proponowanych warunków spłaty.
Ekspresowe dopełnienie formalności
Każdy, kto kiedykolwiek starał się o jakikolwiek kredyt, doskonale wie, jak wiele formalności wymaga cała ta procedura. Pierwszym koniecznym dokumentem jest oczywiście wniosek, który składamy za pośrednictwem internetu lub w oddziale wybranego banku. Już na tym etapie możemy liczyć na pełne wsparcie pośrednika, który pomoże nam we właściwy sposób wypełnić wniosek. Kolejną ważną kwestią jest umowa. Podpisując umowę kredytową, musimy mieć pełną wiedzę na temat oferowanych przez nią warunków. Samodzielne zrozumienie wszystkich zapisów mogłoby trochę potrwać, a zadaniem pośrednika jest wyjaśnienie ich w jasny sposób. Dzięki temu cała procedura staje się szybka, a jednocześnie w pełni bezpieczna. Pozyskanymi w ten sposób pieniędzmi będziemy mogli cieszyć się o wiele wcześniej niż w przypadku wnioskowania o kredyt samodzielnie.
Krzysztof Skiba: napchane rządową forsą gazety realizują z powodzeniem model medialny bliski sercu pana Jarosława

Krzysztof Skiba
Niestety są w Polsce jeszcze gazety, portale i stacje telewizyjne, które myślą inaczej niż Zbawca Narodu i to powinno się zmienić. Jest przecież oczywistym fakt, że jeśli wszyscy w Polsce będziemy myśleli tak jak Pan Jarosław, to polepszą się nie tylko notowania rządu, ale zdrowsza i weselsza będzie atmosfera wśród samych Polaków.
PO(WOLNE) MEDIA
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Gazety Polskiej wyznał, że niektóre media są „kulą u nogi” władzy. Chodzi konkretnie o to, że nie wszystkie media w Polsce myślą tak jak Jarosław Kaczyński.
To oczywiste, że rynek medialny się polepszy, a kto wie, może nawet będzie doskonały, jeśli wszyscy dziennikarze będą myśleć tak jak Jarosław. Gazetą, która spełnia te kryteria, jest Gazeta Polska, która może być wzorem dla innych. Ona zawsze myśli tak jak Prezes sobie życzy i tym samym spełnia wysokie standardy medialne Naczelnika z Nowogrodzkiej.
Niestety są w Polsce jeszcze gazety, portale i stacje telewizyjne, które myślą inaczej niż Zbawca Narodu i to powinno się zmienić. Jest przecież oczywistym fakt, że jeśli wszyscy w Polsce będziemy myśleli tak jak Pan Jarosław, to polepszą się nie tylko notowania rządu, ale zdrowsza i weselsza będzie atmosfera wśród samych Polaków.
Rodziny przestaną się kłócić między sobą i wyzywać od najgorszych, skończą się te waśnie i narzekania. Już żadna naczelniczka poczty w Pacanowie nie będzie pyskować, zakończą się protesty kobiet, strajki nauczycieli i pielęgniarek, bo wszyscy będą myśleć tak jak kolekcjoner kotów z ulicy Mickiewicza w Warszawie.
Taki model mediów, które aktywnie wspierają władzę od lat realizowany jest z powodzeniem w wielu krajach np. w Korei Północnej, w Rosji czy na Węgrzech.
W Polsce udało się to jedynie częściowo zrealizować, mechanizmem pchania szmalu. Napchane rządową forsą Gazety jak np. Gazeta Polska realizują z powodzeniem model medialny bliski sercu pana Jarosława. Nie da się kupić wszystkich, ale można też działać inaczej np. słusznie zabierając koncesję czy utrudniając funkcjonowanie administracyjnie.
Na razie model, gdy wszyscy myślą jak Jarosław Kaczyński wydaje się odległy, ale wcale nie jest nierealistyczny. Zbliżają się kolejne wybory i władza musi nad tym popracować, bo przecież nie może być w demokracji tak, że wygra ktoś kto panu Jarosławowi się nie podoba.
Na zdjęciu idealny model przyszłościowy redakcji w kraju pana Jarosława.

Krzysztof Skiba
Sędzia Żurek wygrywa w Strasburgu. Polska naruszyła prawo do rzetelnego sądu oraz prawo do swobody wypowiedzi

Tomasz Bielecki
Polska naruszyła prawo sędziego Waldemara Żurka do rzetelnego sądu oraz prawo do swobody wypowiedzi – orzekł Trybunał Strasburski. Władze chciały go zastraszyć, bo bronił praworządności.

Ogłoszenie wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC) w Strasburgu, który jest sądem Rady Europy, zastało w czwartek (16.6.2022) sędziego Waldemara Żurka tuż przed jego telekonferencyjnym wystąpieniem przed europosłami z komisji LIBE (wolności obywatelskie, sprawiedliwość, sprawy wewnętrzne).
– To bardzo smutne, że jako sędzia muszę pozywać swe państwo przed trybunałami europejskimi. ETPC przyznał mi rację w obu zarzutach. Kadencja Krajowej Rady Sądownictwa została skrócona nielegalnie. A instytucje państwowe poprzez swe różne działania wywierały na mnie presję w celu ograniczenia prawa do krytyki – powiedział Żurek.
Obowiązek bronienia praworządności
Żurek był członkiem Krajowej Rady Sądownictwa (i jej rzecznikiem), którego – jak wskazywał w skardze – konstytucyjna kadencja została przerwana w 2018 roku (powołano wtedy nową „neo-KRS”), a jemu nie zagwarantowano sądowej drogi odwoławczej od tej decyzji. Ponadto Żurek w skardze do ETPC opisał szykany, które – jak tłumaczył – były następstwem jego działań na rzecz praworządności.
Trybunał Strasburski przyznał Żurkowi rację, tłumacząc w uzasadnieniu wyroku, że działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), ministerstwa sprawiedliwości oraz prezes Sądu Okręgowego w Krakowie miały na celu zastraszenie, a nawet uciszenie Żurka, który „próbował bronić rządów prawa i niezawisłości sędziowskiej”. Żurek stracił funkcję rzecznika sądu krakowskiego, a CBA w 2017 roku zainicjowało wielomiesięczną kontrolę jego oświadczeń majątkowych. – Był to rodzaj pokazu, który miał na celu zwrócenie uwagi innych sędziów na rzekome problemy z prawem – tłumaczył Żurek w swej skardze do Strasburga.
ETPC zasądził Żurkowi 25 tysięcy euro tytułem zadośćuczynienia. I wskazał, że działania polskich władz miały na celu wywołanie „efektu mrożącego” nie tylko w stosunku do Żurka, ale również w stosunku do innych sędziów uczestniczących w debacie publicznej. Trybunał Strasburski podkreślił, że swoboda wypowiedzi sędziów co do działania wymiaru sprawiedliwości czasami powinna wręcz przekształcić się w ich obowiązek wypowiadania się w obronie rządów prawa i niezawisłości sędziowskiej, gdy te wartości są zagrożone.
– Pozostaję rekordzistą w kwestii szykan dyscyplinarnych. Wczoraj otrzymałem na piśmie kolejne zarzutu dyscyplinarne. Mam ich aż 64, a toczy się 21 postępowań. I mam 26 pełnomocników, by móc w miarę normalnie funkcjonować – tłumaczył dziś Żurek europosłom.
Seria porażek władz Polski
Sędzia Waldemar Żurek jest drugim byłym członkiem KRS, który złożył skargę do ETPC (i wygrał) w związku z przerwaniem kadencji. Trybunał Strasburski zajmuje się obecnie ponad setką spraw polskich sędziów skarżących się na efekty różnych zmian w wymiarze sprawiedliwości po 2015 roku.
Dotychczas ETPC uznał, że „sądem ustanowionym ustawą czy też na mocy prawa, czego wymaga Europejska Konwencja Praw Człowieka, nie jest ani Izba Dyscyplinarna, ani Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w Sądzie Najwyższym. Ponadto ETPC w lutym tego roku orzekł, że – powołani z udziałem „neo-KRS” – „neosędziowie” z Izby Cywilnej Sądu Najwyższego nie dają gwarancji rzetelnego procesu sądowego, bo procedura ich wyłaniania była „poddana nadmiernemu wpływowi władzy ustawodawczej i wykonawczej”. A zatem skład Izby Cywilnej, w której orzekali sędziowie nominowani na zasadach przyjętych w Polsce po 2016 r. (czyli z udziałem „neo-KRS”) nie była „niezależnym i bezstronnym sądem ustanowionym ustawą”. ETPC również już orzekł, że konwencję praw człowieka złamano podczas czystki emerytalnej wśród prezesów i wiceprezesów sądów, którą ministrowi Zbigniewowi Ziobrze umożliwiła ustawa z 2017 roku.
Ponadto w werdykcie z maja 2021 roku ETPC uznał, że orzekanie przez Trybunał Konstytucyjny, w którego składzie jest sędzia „dubler”, łamie prawo obywatela do sądu oraz rzetelnego procesu. Chodziło o „dublera” Mariusza Muszyńskiego, czyli członka TK zaprzysiężonego przez prezydenta Andrzeja Dudę w 2015 r. na miejsce już „zajęte” przez sędziego wcześniej wskazanego przez Sejm (lecz nie zaprzysiężonego przez prezydenta).
W zeszłym tygodniu Komitet Ministrów Rady Europy, w którym państwa członkowskie są reprezentowane przez swych wiceszefów dyplomacji, wezwał Polskę do wyjaśnień, co zrobiła w sprawie tego wyroku co do Trybunału Konstytucyjnego. To głównie forma nacisku politycznego Rady Europy na Warszawę, bo w istocie reakcją władz Polski na ten wyrok było – ogłoszone na wniosek ministra Zbigniewa Ziobrę – rozstrzygnięcie TK (w składzie z „dublerem” Mariuszem Muszyńskim), że niezgodny z konstytucją jest artykuł szósty Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Konkretnie chodziło o jego wykładnię dokonywaną na użytek polskich spraw przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) w Strasburgu. Artykuł szósty zawiera gwarancję „prawa do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd ustanowiony ustawą”.
Co na to Bruksela?
Problem upolitycznionej „neo-KRS” (a w rezultacie powołanej z jej udziałem „neosędziów”) jest uznawany m.in. przez działaczy praworządnościowych za główne – obok obecnego Trybunału Konstytucyjnego – źródło zagrożeń dla niezawisłości sądownictwa. Jednak Komisja Europejska unika wszczynania postępowania przeciwnaruszeniowego (z potencjalnym finałem w TSUE) wobec Polski w tej sprawie. Bruksela zajmuje się KRS głównie w ramach „politycznego” postępowania z art. 7, z którym nie wiąże się realne zagrożenie karami. Podczas dzisiejszego posiedzenia LIBE część europosłów krytykowała Komisję Europejską za odpuszczanie problemu „neo-KRS” również w kontekście praworządnościowych „kamieni milowych” w Krajowym Planie Odbudowy.
REDAKCJA POLECA
Tomasz Bielecki
Krzysztof Skiba: W Jordanowie trwa koszmar. Dzieci są torturom ku zadowoleniu modlących się siostrzyczek

Krzysztof Skiba
W Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem od lat trwa koszmar. Prowadzące ośrodek siostry prezentki znęcają się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną.
Kościół katolicki ma dziwny stosunek do dzieci. Z jednej strony walczy o te nienarodzone i zmusza kobiety do rodzenia, nawet gdy płód ma znaczne wady genetyczne i nie ma szansy na przeżycie, a z drugiej strony, jak już dziecko się urodzi to kościół otacza go opieką i tu dopiero zaczyna się prawdziwy horror.
Czy Kaja Godek zabrała już głos w sprawie przestępstw w Jordanowie⁉️
— Anna Agnieszka 🐾🌹🌍 #SilniRazem ⚡ (@anusiek73) June 13, 2022
Tak wygląda @pisorgpl wasza troska o dzieci‼️👇🤬
Żenujące i ohydne ‼️@AndrzejDuda @MorawieckiM @ZiobroPL
macie coś do powiedzenia, czy kolejna sprawa przemocy wśród czarnych zostanie zamieciona pod dywan? pic.twitter.com/UwXWfFQfOQ
Portal Wirtualna Polska ujawnił praktyki w Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem, prowadzonym przez siostry zakonne. Przebywają tam dzieci, które poddane są torturom fizycznym i psychicznym ku zadowoleniu siostrzyczek modlących się do Pana Jezusa. Dzieci są bite, wyzywane, a bywa, że przywiązywane do łóżek.
Co ciekawe to tę placówkę wychowawczą opisała wiele lat temu Kora Jackowska w swych wspomnieniach. Kora przebywała tam pięć lat. Opisywała jak siostry zakonne znęcały się nad dzieciarnią. Do normalnych praktyk należało bicie, wyzywane i smarowanie odchodami dzieci, które narobiły w majtki.
Byłam numerem 8 – Kora w biografii z 2011. Przez 5 lat była w domu dziecka sióstr prezentek w Jordanowie. Tak, to miejsce o którym piszą @SzJadczak i @DariuszFaron. Wstrząsające! „Miałam tak powykręcane, naderwane uszy, że dosłownie zwisały mi z głowy”: https://t.co/UklmpQCBs4 pic.twitter.com/LUJ7xr8Uwg
— Robert Maślak (@RobertMaslak) June 13, 2022
Minęło 60 lat od tych wydarzeń, gdy wokalistka Maanamu miała wątpliwą przyjemność doznać miłości od personelu Kościoła katolickiego.
Tradycja jak widać zobowiązuje i dalej mają tam miejsce niecne praktyki. Gdzie jest państwo polskie? Gdzie są urzędy sprawujące kontrolę nad tego typu placówkami?
Po ukazaniu się materiału w Wirtualnej Polsce kontrola wreszcie się zjawiła, a dwie najbardziej krewkie siostrzyczki mają postawione zarzuty prokuratorskie.
Myślę, że to nie jest odosobniony przypadek, bo takie ekstremalne zdarzenia w sierocińcach i domach pomocy prowadzonych przez osoby kościelne miały już miejsce, co opisała Justyna Kopińska w słynnej książce o siostrze Bernadettcie.
W Kanadzie sierocińce prowadzone przez lata pod nadzorem Kościoła katolickiego, były oazą patologii i pedofilii. Dzieci tam nie tylko bito, ale także masowo gwałcono i zabijano. Do dziś odkryto 2500 grobów zabitych dzieci w tych ośrodkach. I szukają dalej. Kanada wypłaca milionowe odszkodowania byłym pensjonariuszom tych sierocińców.
Uważam, że w Polsce Kościół też powinien płacić poszkodowanym za cierpienie i straty moralne. Powinien płacić, a państwo powinno trzymać dzieci możliwie z dala od takich placówek, bo jak widać to nie odosobnione przypadki, a smutna reguła.
Może gdyby jakiś kurator przeczytał książkę Kory, to takich przykrych sytuacji już by w przyszłości nie było.
Krzysztof Skiba
#TylkowWP #ujawniamy
— Wirtualna Polska (@wirtualnapolska) June 13, 2022
🗞️https://t.co/tj0iV34kaV
W DPS w Jordanowie pod Krakowem od lat trwa koszmar. Jak ustaliła WP, prowadzące ośrodek siostry prezentki znęcają się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną
🖋️ @SzJadczak i @DariuszFaron pic.twitter.com/CxI44Jf8W5
💔💔💔 ‼️PODAJ DALEJ‼️ To nie Rosja, to nie Korea Północna. To Polska 2022. Zakonnice zamykają dzieci w klatce. Biją je. Wyzywają. To jest straszna historia, ale musicie ją poznać i podać dalej, żeby coś się zmieniło. Doceńcie naszą robotę z @DariuszFaron https://t.co/wTUpQ58dVM pic.twitter.com/VsHpFjRLam
— Szymon Jadczak (@SzJadczak) June 13, 2022
A wiecie co jest najgorsze? Siostry, którym prokurator zakazał kontaktu z dziećmi z Jordanowa należą do zakonu prezentek. A zakon prezentek prowadzi szkoły i przedszkola w całej Polsce. Wiecie co to znaczy? https://t.co/wTUpQ58dVM
— Szymon Jadczak (@SzJadczak) June 13, 2022
Bindownica w biurze – jaki typ wybrać?
Bindowanie dokumentów jest jedną z podstawowych czynności biurowych, chociaż nie każda firma od razu uświadamia sobie potrzebę posiadania takiego sprzętu. Tymczasem, szybkie segregowanie, składanie dokumentów razem i ich oprawianie to doskonała recepta na porządnie prowadzoną księgowość, czy chociażby profesjonalne katalogi i materiały promocyjne dla firmy. Bindować można także rozbudowane oferty czy projekty w wersji drukowanej. Taki sprzęt na pewno się więc przyda. Tylko na co zwrócić uwagę podczas jego zakupu?

Wielkość bindowanych materiałów
Poszczególne modele bindownic mogą pozwalać na przygotowywanie materiałów różnej wielkości oraz grubości. Jeśli chodzi o sam format, to standardem jest wielkość kartki A4, czasem zdarzają się jednak modele pozwalające na bindowanie większych kartek. Nie bez znaczenia jest także to, jak wiele kartek może znaleźć się w jednym bindowanym zeszycie, czyli ile stron za jednym razem taka bindownica będzie w stanie przedziurawić. Bardziej zaawansowane modele pozwalają na bindowanie wielu setek stron.
Rodzaje okładek do gotowych skoroszytów
W zależności od modelu bindownica do oprawiania dokumentów może wykonywać okładki zarówno gładkie, jak i posiadające fakturę. Jeśli zależy nam na przygotowywaniu materiałów z jakimś konkretnym rodzajem okładki, np. takiej, która będzie wyjątkowo twarda lub wykonana z niestandardowego tworzywa – warto sprawdzić, czy dany model bindownicy będzie z nimi współpracował. Zaawansowane modele dają użytkownikom naprawdę bardzo duże pole do popisu. Dzięki temu taki sprzęt może być na różne sposoby dopasowany do potrzeb firmy przez wiele lat.
Materiał, z którego wykonany będzie grzbiet oprawianego zeszytu
Tutaj również dostępnych jest przynajmniej kilka opcji, a zdecydowanie najtańszą i najbardziej popularną jest zastosowanie najprostszych grzbietów z plastiku, który może być utrzymany w dowolnej kolorystyce. Takie rozwiązanie określa się także jako grzbiet grzebieniowy. Jest to opcja bardzo budżetowa, chociaż trwałość takiego grzbietu jest na pewno niższa od grzbietu drutowego. Ten drugi z kolei jest bardziej wytrzymały, ale w jednym zeszycie raczej nie będzie można umieścić na raz więcej niż około 150 stron.
Znacznie droższym sposobem wykonania materiałów jest zastosowanie grzbietu kanałowego. Jest to technika pozwalająca na uzyskanie wysokiej estetyki – cena wykonania takich produktów zazwyczaj nie jest więc niska. Ostatnim rodzajem jest grzbiet klejony.
Na rynku można znaleźć urządzenia łączące w sobie kilka funkcji, np. wykonywania dwóch rodzajów grzbietów podczas procesu bindowania.
Duda dla „Bilda”: Czy ktoś mówił, że Hitler musi zachować twarz?

Anna Widzyk
W wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Bild” prezydent Andrzej Duda krytykuje rozmowy telefoniczne przywódców Francji i Niemiec z Władimirem Putinem.

Andrzej Duda nie ukrywa w wywiadzie dla dziennika „Bild”, że dziwią go inicjatywy kanclerza Olafa Scholza i prezydenta Francji Emmanuela Macrona, którzyrozmawiają telefonicznie z rosyjskim prezydentem o wojnie w Ukrainie.
– Jestem zdumiony wszystkimi rozmowami z Putinem, które są prowadzone w tej chwili przez Kanclerza Scholza, przez Prezydenta Emmanuela Macrona. Te rozmowy nic nie dają. Natomiast co powodują? Powodują tylko swoistą legitymizację człowieka, który jest odpowiedzialny za zbrodnie dokonywane przez rosyjską armię na Ukrainie. Jest odpowiedzialny, bo to on podjął decyzję o wysłaniu tam tej armii, to jemu podlegają ci dowódcy: Władimirowi Putinowi. – podkreśla Duda.
– Czy ktoś w taki sposób rozmawiał w czasie II wojny światowej z Adolfem Hitlerem? Czy ktoś mówił, że Adolf Hitler musi zachować twarz? Że trzeba tak zrobić, żeby przypadkiem nie było to poniżające dla Adolfa Hitlera? Nie słyszałem takich głosów. Po prostu napadł na Polskę, napadł na wielką część Europy, napadł potem na sowiecką Rosję i wszyscy wiedzieli, że po prostu trzeba go pokonać. – dodał.
Debatte um Duda-Aussagen – Kann man Putin mit Hitler vergleichen? https://t.co/Dd4EoX7qbC
— BILD (@BILD) June 9, 2022
Nic ponad głową Ukrainy
Jak mówi, „nie może dojść do zawarcia żadnego porozumienia ponad głowami władz ukraińskich”. – Nie może dojść do zawarcia żadnego porozumienia, na które ukraińskie władze się nie zgodzą. Krótko mówiąc: to Ukraina musi decydować o swoich sprawach. To Ukraina została przez Rosję napadnięta bez żadnego racjonalnego, uczciwego powodu; bez żadnego racjonalnego i uczciwego uzasadnienia. – zaznacza. Duda opowiada się także za przywróceniem granic uznanych przez społeczność międzynarodową.
Duda podkreśla „fundamentalne znaczenie obrony Ukrainy”. – Musimy uczynić wszystko, co w naszej mocy, by zatrzymać imperialną Rosję. Trzeba dziś pomagać Ukraińcom, trzeba pomóc im na każdy możliwy sposób, bo naszą wielką nadzieją i wielką nadzieją państw bałtyckich jest to, że rosyjski imperializm połamie sobie na Ukrainie zęby. Zostanie zatrzymany, a przez ten czas zdążymy się wzmocnić na tyle, że nie będzie się opłacało nas zaatakować – mówi Duda.
Obojętność niemieckiej gospodarki
Pytany o postawę kanclerza Niemiec Olafa Scholza, który jak dotąd nie zdecydował się na wizytę w Kijowie, Duda podkreślił, że nie chcę oceniać innych przywódców, ich decyzji. – Są różne okoliczności, różne rady. Są też różne osobowości. – mówi prezydent, dodając, że dla niego osobiście wizyta w Ukrainie była bardzo ważna. Powołuje się na historyczne doświadczenia Polski. – Dla nas jest zupełnie jasne, co znaczy potencjalna rosyjska okupacja i co znaczy rosyjska inwazja. – podkreśla. Obecność rosyjskiej armii oznacza „śmierć, że to są rozstrzelania, że to jest strzał w tył głowy, tak jak zrobili to Rosjanie w Katyniu w 1940 roku wobec naszych oficerów i inteligencji, że to jest zesłanie na Sybir do katorżniczej pracy, z której większość ludzi już nie wraca”.
– Przepraszam, może niektórzy w Niemczech poczują się urażeni, że tej części niemieckiego biznesu jest obojętne, co tam jakaś Ukraina, jakaś Polska… „My chcemy robić biznes, chcemy zarabiać pieniądze, z Rosją się robi biznes, Rosja ma surowce, Rosja ma możliwości, Rosja to wielki kraj, chcemy sprzedawać tam nasze produkty, chcemy tam tanio kupować gaz, ropę naftową itd. – mówi prezydent.
– Być może ten niemiecki biznes nie wierzy w to, że kiedykolwiek armia rosyjska może znowu świętować w Berlinie swoje wielkie zwycięstwo, zabrać część Niemiec i okupować Niemcy. Ale my w Polsce wiemy, że to jest możliwe. I dlatego dla nas nie ma business as usual. I dlatego wzywamy całą Europę i cały świat, by żadnego business as usual z Rosją nie było – dodaje.
Broń za 2 miliardy dolarów
Duda wylicza też, jaką broń Polska przekazała już Ukrainie. – W sumie wysłaliśmy na Ukrainę broń o wartości prawie dwóch miliardów dolarów. Dla nas są to ogromne kwoty, ale – tak, jak powiedziałem – my rozumiemy tę potrzebę doskonale.
Pytany o niedawną wypowiedź Olafa Scholza, że „nikt nie dostarcza w podobnej skali pomocy Ukrainie, jak robią to Niemcy”, Duda zaznacza, że: „być może, nie wiem. Skoro Pan Kanclerz tak powiedział, to widocznie tak uważa; widocznie ma ku temu odpowiednie dane. Nie podejmuję się oceny prawdziwości słów Pana Kanclerza.” – Prawdziwość słów Pana Kanclerza mogą sprawdzać niemieccy politycy, niemieckie media poprzez dostęp do informacji publicznej i poprzez odpowiednie działania na miejscu.
– Jeżeli rzeczywiście Niemcy w takiej skali pomagają Ukrainie, mogę tylko powiedzieć, że jestem ogromnie za to wdzięczny, bo to wsparcie Ukrainie jest w tej chwili rzeczywiście bardzo potrzebne. – dodaje. Duda.
Według niego nie jest prawdziwa informacja, jakoby Polska zażądała od Niemiec najnowocześniejszych czołgów Leopard 2 w ramach wymiany za czołgi z czasów sowieckich dostarczone Ukrainie.
– Dla nas jest oczywiste, że w zamian za wcale nienowoczesne, tylko stare czołgi sowieckiej produkcji, które przekazaliśmy Ukrainie w liczbie ponad 240, chcieliśmy dostać trochę czołgów Leopard z Niemiec – nie najnowocześniejszych, bo w Polsce mamy czołgi Leopard starszych wersji. Chcieliśmy po prostu troszeczkę uzupełnić [nasz stan] dzięki tej pomocy – mówił Duda. Jak dodał: – Istnieje starsza wersja Leopardów, bodajże 2A4, bo najnowsza to chyba 2A7, którą bylibyśmy gotowi przyjąć i może w przyszłości unowocześniać, nawet z wykorzystaniem w tym zakresie wsparcia niemieckiego przemysłu, zapłacić za to. Liczyliśmy na to, że po prostu dostaniemy czołgi starszej wersji. No, ale nie dostaliśmy nic, o ile wiem. – wyjaśnia Duda.
„Wielkie polityczne rozczarowanie”
Komentując ostrzeżenia Scholza przed użyciem broni atomowej przez Rosję, Duda podkreślił: „powiem tak: jeżeli boimy się rosyjskiej broni nuklearnej to najlepiej, żebyśmy wszyscy się od razu poddali”.
– Przypomnę: potencjał nuklearny świata, potencjał nuklearny NATO zmiażdży Rosję, gdyby został użyty. Oczywiście, to byłaby katastrofa dla świata. Ale Rosja też o tym wie i Putin też o tym wie. Jeżeli ktokolwiek będzie się bał rosyjskiego szantażu, to doprowadzi nas do katastrofy. Nie wolno się bać rosyjskiego szantażu. – ocenia. Jego zdaniem Rosja będzie próbować „zagrozić nam na wszelkie możliwe sposoby”. – My znamy doskonale rosyjski sposób działania. Jeżeli troszkę uchyla się drzwi, to oni wsadzą w to miejsce but i będą je wyważali, zabierając coraz więcej, coraz więcej, coraz więcej… – ocenił.
Duda odmawia oceny byłej kanclerz Angeli Merkel. Przypomina jednakże, że przez wiele lat bezskutecznie prosił ją o to, by zatrzymała budowę Nord Stream 2. – Prosiłem przez całe lata swojego urzędowania – to prawie siedem lat, kiedy Pani Kanclerz nieprzerwanie była Kanclerzem Niemiec, a ja byłem Prezydentem Polski – o zatrzymanie budowy Nord Stream 2. Prosiłem bezskutecznie. – powiedział.
– Dla mnie to, że budowa Nord Stream 2 została zakończona, było wielkim zawodem politycznym wobec Pani Kancler – przyznaje prezydent.
REDAKCJA POLECA