Krzysztof Skiba: Dress code – dziś wszyscy politycy ubierają się jak prezydent Ukrainy

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Żadne tam garnitury, marynarki czy smokingi. Fraki, cylindry i krawaty schowano głęboko do szaf. Dziś w czasie wojny, wszyscy politycy ubierają się jak prezydent Ukrainy Wlodymyr Zelenski. Złośliwi mogliby zauważyć, że Duda ma na tym zdjęciu kurtkę kuloodporną w rozmiarze Prezesa, ale nie czepiajmy się szczegółów. Ważny jest efekt wizerunkowy. Oto ich stroje mówią: Jesteśmy na froncie jak Zelensky. Walczymy ze złem i to zło pokonamy. Może urosną nam punkty procentowe poparcia

DRESS CODE

Żadne tam garnitury, marynarki czy smokingi. Fraki, cylindry i krawaty schowano głęboko do szaf. Dziś w czasie wojny, wszyscy politycy ubierają się jak prezydent Ukrainy Wlodymyr Zelenski.

To on wylansował stylistykę militarną. Gdy po raz pierwszy pokazał się nie w garniturze, ale w zielonym, wojskowym podkoszulku, co było sygnałem, że jest blisko swoich ludzi, blisko żołnierzy, niemalże na froncie czy w okopie, obowiązuje stylistyka „na Zelenskiego”.

To absolutna nowość wśród elit politycznych. Winston Churchill, gdy Hitler bombardował Londyn nie zdjął nigdy fraka, a są zdjęcia, że chodził także w cylindrze. W mundurach pokazywali się tylko afrykańscy watażkowie. Krwawy dyktator Syrii Asad, mimomimo że jego kraj przypomina po wojnie domowej kupkę gruzu, zawsze pokazuje się w eleganckim garniturze.

Zelenski dał swym strojem czytelny sygnał, że też na tej niesprawiedliwej wojnie jest żołnierzem. Prostym żołnierzem w zielonym podkoszulku. Nie nosi medali jak ruscy generałowie. Nie wdziewa paradnych mundurów z lampasami jak afrykańscy przywódcy. Jest blisko ludzi. Jest z nimi w biedzie i w nieszczęściu. Jest z nimi w bunkrze w czasie bombardowań. A prosty, militarny strój to podkreśla. Prawdziwy przywódca.
To musiało zrobić wrażenie także na polskich politykach. Dziś nie uświadczysz już tam nikogo w garniturze. Jedynie Prezes Jarosław nie dał się przebrać za żołnierza. I bardzo dobrze, bo wyglądałby jak szef oddziału krasnoludków.

Jednak Mateusz czy Duduś od razu wskoczyli w militarny look, licząc na pozytywny efekt medialny.

Andrzej Duda
Foto z internetu. Autora proszę o kontakt

Złośliwi mogliby zauważyć, że Duda ma na tym zdjęciu kurtkę kuloodporną w rozmiarze Prezesa, ale nie czepiajmy się szczegółów. Ważny jest efekt wizerunkowy. Oto ich stroje mówią: Jesteśmy na froncie jak Zelensky. Walczymy ze złem i to zło pokonamy. Może urosną nam punkty procentowe poparcia.

Moda „na Zelenskiego” objęła nie tylko sfery polityczne. Także co niektórzy polscy biznesmeni poszli tym tropem modowym. Opowiadała mi pisarka Hanna Bakuła o pewnym przyjęciu, gdzie gospodarzami było małżeństwo z listy najbogatszych Polaków. Para przyjmowała gości w militarnych strojach. Na stole homary i złote sztućce, a oni ubrani jak na ćwiczenia wojskowe.

Tylko czekać, kiedy Tomek Kammel czy Krzysztof Ibisz będą prowadzić telewizyjne teleturnieje w strojach militarnych. A Urbański poprowadzi Milionerów w stroju maskującym.

Jak wojna to wojna. Ja moda to moda.

Krzysztof Skiba


Jak szybko nauczyć się nowego języka?

Jest kilka rzeczy, które możesz zrobić, jeśli chcesz szybko nauczyć się nowego języka. Po pierwsze, warto znaleźć metodę, która będzie dla Ciebie odpowiednia. Niektórzy ludzie wolą uczyć się przez zanurzenie, podczas gdy inni preferują bardziej ustrukturyzowane podejście, takie jak uczęszczanie na zajęcia lub korzystanie z podręczników.

Jeśli chcesz szybko nauczyć się nowego języka, ważne jest, aby znaleźć metodę, która będzie

Metody nauki języka obcego

Jeśli chcesz szybko nauczyć się nowego języka, ważne jest, aby znaleźć metodę, która będzie dla Ciebie odpowiednia. Wyróżniamy kilka metod nauki:

  • Indywidualna nauka poprzez zanurzenie się w języku dzięki filmom, muzyce, książkom.
  • Uczęszczanie na kursy językowe.

Jeżeli jesteś z Krakowa lub okolic i interesuje Cię nauka w szkole językowej, to koniecznie zajrzyj na https://krakow.leaderschool.pl/.

Zajęcia w szkole językowej

Inną skuteczną metodą nauki nowego języka jest podejście bardziej ustrukturyzowane. Może to oznaczać uczęszczanie na zajęcia korzystanie z podręczników lub innych materiałów albo praca z korepetytorem.

Kiedy już znajdziesz metodę, która Ci odpowiada, następnym krokiem jest poświęcenie każdego dnia trochę czasu na naukę nowego języka. Nawet 15-20 minut dziennie może z czasem zrobić wielką różnicę. Szkoła językowa Kraków to jedna z najlepszych metod nauki języka dla początkujących.

Otocz się językiem!

Jednym ze skutecznych sposobów nauki nowego języka jest zanurzenie się w nim. Zanurzenie oznacza otaczanie się nim tak bardzo, jak to tylko możliwe. Może to oznaczać oglądanie filmów w języku docelowym, słuchanie muzyki, czytanie książek lub artykułów oraz jak najczęstsze mówienie. Jeśli uda ci się zanurzyć w języku, będziesz w stanie przyswoić go znacznie szybciej.

Materiały dostępne w Internecie

Kolejną ważną wskazówką jest korzystanie z zasobów dostępnych w Internecie i w lokalnej społeczności. Często dostępne są bezpłatne materiały, takie jak kursy online, aplikacje i strony internetowe. Ponadto w wielu miastach organizowane są spotkania lub inne grupy, w których ludzie spotykają się, aby ćwiczyć mówienie w języku obcym.

Wyznaczaj realistyczne cele

Podczas nauki nowego języka ważne jest, aby wyznaczać sobie realistyczne cele. Próba nauczenia się zbyt wiele w zbyt krótkim czasie może być przytłaczająca i prowadzić do frustracji. Zacznij od wyznaczenia sobie małych celów, takich jak nauczenie się kilku podstawowych zwrotów lub opanowanie określonego zagadnienia gramatycznego. Po osiągnięciu tych celów można stopniowo zwiększać poziom trudności.

Nauka nowego języka może być wyzwaniem, ale może też być przyjemna i satysfakcjonująca. Znajdując odpowiednią dla siebie metodę i poświęcając każdego dnia trochę czasu na ćwiczenia, można szybko nauczyć się nowego języka. W Internecie i w lokalnej społeczności dostępnych jest wiele materiałów, które mogą pomóc w nauce. Na koniec pamiętaj, aby wyznaczyć sobie realistyczne cele.


CIA: zdesperowany Putin może użyć broni jądrowej

DW

Kreml pod przywództwem prezydenta Putina może być tak zdesperowany w obliczu porażek militarnych na Ukrainie, że zdetonuje taktyczną broń jądrową – obawia się szef CIA.

CIA: Putin może użyć broni jądrowej
Fot. wikipedia

W obliczu niepowodzeń militarnych Rosji w Ukrainie nie należy lekceważyć ewentualnej groźby użycia przez Rosję taktycznych bomb jądrowych – uważa szef CIA Bill Burns. Moskwa w swoich oświadczeniach o zwiększonej gotowości do użycia broni jądrowej używa języka gróźb.

Burns podkreślił, jak dotąd USA nie widziały zbyt wielu praktycznych dowodów rozmieszczania takiej broni, takich jak ruchy wojsk czy przygotowania wojskowe – powiedział szef amerykańskiej agencji wywiadowczej na uniwersytecie w stanie Georgia. Jednocześnie przyznał: – Jesteśmy oczywiście bardzo zaniepokojeni.

Zagrożenie: taktyczna broń jądrowa

Odnosząc się do sytuacji w Ukrainie, Burns powiedział:

Biorąc pod uwagę możliwą desperację prezydenta Putina i rosyjskiego kierownictwa, biorąc pod uwagę dotychczasowe niepowodzenia militarne, nikt z nas nie może lekceważyć groźby ewentualnego użycia taktycznej broni jądrowej lub broni nuklearnej o niskim potencjale – powiedział Burns, zaznaczając, że CIA bierze te groźby na poważnie.

Taktyczna broń jądrowa to broń jądrowa o znacznie mniejszym zasięgu i mocy wybuchowej niż strategiczna broń jądrowa o zasięgu międzykontynentalnym. Teoretycznie mogłaby być wykorzystywana w walce jako potężna alternatywa dla broni konwencjonalnej, na przykład jako pociski rakietowe krótkiego zasięgu, pociski artyleryjskie, a nawet miny lądowe. Bomby jądrowe mogą być również zrzucane z samolotów.

Kolejne groźby Rosji

Polityka prezydenta USA Joe Bidena ma na celu „uniknięcie trzeciej wojny światowej, uniknięcie progu, przy którym możliwy staje się konflikt nuklearny” – powiedział szef CIA. Wyjaśnił, że prezydent dał do zrozumienia, że ani USA, ani NATO nie będą bezpośrednio interweniować w wojnę w Ukrainie.

Obawy Zachodu o ewentualne plany Moskwy dotyczące broni jądrowej wzrosły, gdy Putin na początku wojny nakazał postawić rosyjską broń odstraszającą, w skład której wchodzą bomby atomowe, w stan podwyższonej gotowości.

Były prezydent Rosji i obecny numer dwa w rosyjskiej Radzie Bezpieczeństwa, Dmitrij Miedwiediew, ostrzegł w czwartek (14.04.), że Rosja rozmieści broń jądrową w pobliżu trzech krajów bałtyckich i Skandynawii, jeśli Finlandia lub Szwecja zdecydują się na przystąpienie do NATO.

Litwa zareagowała na te groźby spokojnie. Minister obrony Arvydas Anusauskas powiedział, że Rosja już przed wojną miała w Kaliningradzie rozmieszczoną broń jądrową.

 

REDAKCJA POLECA

 


Mariupol. Na ulicach leżą tysiące ciał. „Ludzie nie nadążają ich zbierać”

Jowita Kiwnik Pargana

Jowita Kiwnik Pargana

Kiedy bomba uderza w budynek, siła jest tak wielka, że wyrzuca ludzi przez okna. Na ulicach leżą tysiące ciał – opowiada Inna. Po trzech tygodniach ukrywania się w piwnicy uciekła z oblężonego przez Rosjan Mariupola.

Spotykamy się na zachodzie Ukrainy, prawie 1300 km od ich rodzinnego miasta, tu są już bezpieczni.

– Mariupola już nie ma. Został zniszczony prawie w stu procentach – mówią. Inna, Anton i Petro przez trzy tygodnie ukrywali się w piwnicy. – Było nas tam 20 osób – dodaje Petro. W końcu zdecydowali się na ucieczkę z oblężonego przez Rosjan miasta.

Mariupol, piękne miasto portowe we wschodniej Ukrainie, od ponad miesiąca oblężony jest przez Rosjan. Tym udało się zająć przedmieścia, jednak miasto nadal walczy. Życie toczy się pod nieustannym ostrzałem. – Nad głowami latają samoloty, po ulicach jeżdżą czołgi, dom sąsiadów został zbombardowany. Cały czas jest głośno, okropnie głośno – opowiada Anton.

„Wszędzie leżą ludzie, trupy”

Rosjanie bombardują domy mieszkalne, szpitale, fabryki, przedszkola i szkoły. Zbombardowali też teatr przekształcony w schron dla mieszkańców, gdzie ukrywało się 1200 osób – zginęło ponad 300 z nich, co czwarta osoba. Ukraińskie władze mówią, że przy budynku umieszczono ogromny napis „dzieci”, nie dało się go nie zauważyć. Rosjanie wiedzieli kogo zabijają. Zbombardowali lokalną pływalnię, gdzie były kobiety i dzieci, i szpital położniczy.

Według ukraińskich źródeł 90 procent zabudowań miasta zostało zniszczonych, połowa całkowicie zrównana z ziemią.

Uchodźcy z Mariupola mówią, że ciała zabitych leżą na ulicy. Nie ma kto i jak ich pochować, bo miasto jest pod ciągłym ostrzałem.

– To straszne. Co innego mogę powiedzieć? Mieszkałem w dzielicy Kurczatowo w 9-piętrowym bloku. Tam teraz wszystko zniszczone, spalone, straszny widok. Wszędzie leżą ludzie, trupy – relacjonuje Anton. – Ludzie je nakrywają, czasami zawijają w dywany i znoszą w jedno miejsce, żeby tak w różnych miejscach nie leżeli. Ale czasem nie nadążają. Przy każdym bombardowaniu jest taka siła, że ludzie… oni wypadają z okien, rozumiecie? I nie ma czasu zebrać ciał – mówi Inna i płacze. – Groby są na każdym podwórku. My też pochowaliśmy starszego pana, sąsiada, wykopaliśmy mu grób w ogródku i tam go zostawiliśmy.

Oficjalnie w Mariupolu zginęło 5 tys. cywilów. Lokalne władze mówią, że liczba ta jest znacznie wyższa. – Ludzie wychodzili przysiąść na ławeczce i tak umierali, w takiej pozycji. Uciekali z Mariupola z bagażami, upadali i tak już zostali. Tych ciał leżących było mnóstwo… Ja nie wiem, ile tysięcy – mówi Inna.

„W wannie topiliśmy śnieg”

Mariupol jest odcięty od prądu, wody, gazu i sieci. Brakuje jedzenia i leków. Rosjanie nie dopuszczają do Mariupola konwojów humanitarnych. Mieszkańcy ukrywają się w piwnicach, wychodzą jedynie w poszukiwaniu pożywienia i wody. Tak przez ostatnie trzy tygodnie żyli Inna, Anton i Petro.

– Ja całe życie mieszkałem w Mariupolu – opowiada Petro. – Jak wyglądało moje życie przez ostatnie tygodnie? Przy huku bomb, pod ostrzałem, w zimnie, bez prądu, gazu. Temperatury były minusowe, na początku grzaliśmy małym piecykiem – „kozą”, potem już nie było jak. Wychodziliśmy tylko po wodę. Na końcu naszej ulicy był taki płytki rów i na jego dnie zbierała się woda, tam chodziliśmy. Jak się woda skończyła, to chodziliśmy po mieszkaniach i spuszczaliśmy wodę z kaloryferów, gotowaliśmy ją i czyściliśmy.

– Na początku w kranie była jeszcze woda, ale w końcu zaczęła lecieć brudna, rdzawa i już jej nie mogliśmy pić. Potem spadł śnieg. Na ulicy znaleźliśmy starą wannę i w niej go topiliśmy. Jak zniknął śnieg, to piliśmy wodę z grzejników – dodaje Inna. – Niedaleko naszego domu była studnia, ale byliśmy tam tylko raz. Sąsiedzi pojechali i zostali zastrzeleni, więc już tam nie jeździliśmy. Wychodziliśmy w nocy, łamiąc godzinę policyjną, żeby coś ugotować. Tylko dorośli, dzieci nie wychodziły. Przychodzili sąsiedzi, opowiadaliśmy sobie kto ocalał, kto nie.

„Strzelają każdego dnia”

– Rosjanie strzelają każdego dnia, strzelali, kiedy wyjeżdżaliśmy. Tam ciągle trwa walka, wyrywaliśmy się z miasta pod gradem kul – mówi Petro.

Uciekli na własną rękę. Bo chociaż Rosjanie wielokrotnie zapowiadali, że zawieszą ogień i otworzą korytarze humanitarne, umożliwiające mieszkańcom Mariupola ewakuację, to zbyt często nie dotrzymywali słowa i strzelali do uciekających. Albo przechwytywali ich i wywozili w głąb Rosji. Zresztą Inna mówi, że o korytarzach humanitarnych i tak mało, kto z mieszkańców wiedział. – Nie było łączności, nie mieliśmy sieci, telefonów, internetu. Żadne wiadomości do nas nie docierały – wyjaśnia.

Na własne ryzyko utworzyli kolumnę samochodów, żeby wyjechać z miasta. – To było siedem czy dziesięć aut. Wyjazd jednego samochodu jest nierealny, zostałby od razu ostrzelany. Jeśli jest nas więcej, ktoś się zawsze przebije. Dzieci wyjechały w samochodzie przed nami, potem nasi przyjaciele. Mieliśmy szansę pół na pół, że przeżyjemy, strzelali do nas, ale udało nam się wydostać – opowiada Inna.

Przyjaciele, którzy wyjechali z Mariupola dwie godziny po niej, już nie mieli takiego szczęścia. Zostali ostrzelani, wielu zginęło.

„Chcemy tylko żyć”

Półtora miesiąca temu Inna, Anton i Petro żyli całkiem zwyczajnie. – Nie prosiliśmy o tę wojnę, nie chcemy wojować. Chcemy tylko przeżyć i żyć. Tak pięknie, jak żyliśmy – Inna nie potrafi powstrzymać łez. – Nie trzeba nas było od nikogo wyzwalać. Żyliśmy bardzo dobrze, a teraz zostaliśmy z niczym. Powiedzcie, dokąd mamy teraz pójść? – pyta.

– Co mogę powiedzieć innym narodom? Przyjmujcie swoich ukraińskich przyjaciół. Pomagajcie im w każdy możliwy sposób. Mogę wam wiele opowiedzieć, ale to trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby zrozumieć, co każdy z nas przeżył. Lepiej to raz zobaczyć niż tysiąc razy usłyszeć. To trudne czasy, bardzo trudne… I tak trudno o tym mówić.

W piwnicach oblężonego Mariupola nadal pozostaje 200 tys. osób.

 

REDAKCJA POLECA

 


W Rosji zaczęto masowo podrabiać zachodnie marki

Uprawomocnienie przez rosyjskie władze podrabiania zachodnich towarów ma być odwetem za sankcje nałożone na Rosję w związku z agresją przeciwko Ukrainie. Walka z rosyjskimi podróbkami będzie dla firm bardzo trudna, bo więcej w tym polityki, aniżeli prawa. Prawnicy mówią wprost, że to walka z wiatrakami – informuje Prawo.pl.

Fot. pixabay

Firmy z różnych branż masowo wycofują się z Rosji. Wśród nich znalazł się m.in. McDonald’s, Ikea, Apple, UPS, Visa i Mastercard, a z polskich firm: CCC, Smyk, LPP.

Dekret o umożliwości korzystanie z wynalazków „państw nieprzyjaznych”

Jak podaje Prawo. pl w odwecie władze Rosji wydały dekret, który umożliwi korzystanie z wynalazków, wzorów użytkowych oraz wzorów przemysłowych zarejestrowanych na rzecz podmiotów pochodzących z „państw nieprzyjaznych Rosji” bez ich zgody. Rosyjskie firmy zaczęły też rejestrować znaki towarowe łudząco podobne do znanym międzynarodowych marek. A to dopiero początek wojny na podróbki – twierdzi serwis Prawo.pl.

O tym, czego należy się spodziewać po Rosji, świadczy sprawa ze Świnką Peppą (Peppa Pig), gdzie rosyjski sąd oddalił pozew Entertainment One, właściciela znaków towarowych Peppa Pig, powołując się przy tym na sankcje nałożone na Rosję przez Wielką Brytanię, przyzwalając tym samym na bezkarne naruszanie praw wyłącznych brytyjskiego przedsiębiorstwa.

„Legalne” podróbki

Dekret nie tylko pozwolił na „legalne” podróbki, ale i obniżył również wartość odszkodowania, którego właściciel tak wykorzystanego prawa mógł dochodzić – z 0,5 proc. rzeczywistego dochodu uzyskanego w wyniku wykorzystania danego prawa do 0 proc. Tym samym właściciel prawa do patentu, wzoru użytkowego czy przemysłowego pochodzący z „państwa nieprzyjaznego” został pozbawiony jakiejkolwiek formy odszkodowania za wykorzystanie jego praw bez wymaganej zgody – wyjaśnia Prawo.pl.

Dodatkowo, wydany kilka dni później kolejny dekret, zapowiedział stworzenie listy towarów, co do których nie będą egzekwowane prawa wynikające z ochrony praw własności intelektualnej.

„Lista ta nie została jeszcze opublikowana. W środowisku słychać również głosy, że planowane jest ustanowienie prawa dopuszczającego licencje przymusowe oprogramowania oraz technologii obwodów. Takie unormowanie będzie oznaczało całkowite zalegalizowanie tzw. piractwa” – wyjaśnia w serwisie Prawo.pl Monika Witkowska, adwokat i rzecznik patentowy z Kancelarii Prawno-Patentowej Kulikowska & Kulikowski Sp. K.

PAP MediaRoom


Dieta ketogenna? Bywa, że jest zalecana jednak nie w celu odchudzania, lecz leczenia padaczki

Dieta ketogenna jest popularną metodą odchudzania, lecz lekarze są co najmniej sceptyczni co do tego, czy to dobry sposób zrzucania kilogramów. Bywa, że jest zalecana lecz nie w celu odchudzania, a leczenia padaczki. Można się niekiedy spodziewać spektakularnej poprawy. Dowiedz się więcej.

Fot. pixabay

Padaczka (epilepsja) jest przypadłością neurologiczną, z którą w Polsce zmaga się ok. 1 proc. społeczeństwa. Zróżnicowanie jej objawów (od chwilowej utraty kontaktu z otoczeniem, poprzez drgawki aż po utratę przytomności) sprawia, że współczesna medycyna nie mówi o padaczce jako o jednej chorobie, a o jej wielu rodzajach.

Co ważne – wbrew stereotypowo panującym przekonaniom – najczęściej można ją skutecznie leczyć, a chory może prowadzić szczęśliwe i satysfakcjonujące życie – towarzyskie i zawodowe. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przy odpowiedniej terapii i dobrze dobranemu leczeniu, takie osoby mogły uprawiać sport, podróżować, a kobiety – zajść w ciążę i urodzić zdrowe dzieci.

Mniej więcej 70 proc. pacjentów z padaczką dobrze reaguje na leczenie farmakologiczne. Dieta ketogenna u tych osób nie jest zalecana, bo ma sporo działań niepożądanych. Wskutek jej stosowania może np. rozwinąć się hiperlipidemia.

Czasem jednak farmakoterapia nie pomaga i stwierdzana jest padaczka lekooporna. Wtedy lekarz może zalecić stosowanie diety ketogennej.

W uproszczeniu można przedstawić ją jako ubogą w węglowodany, a bogatą w tłuszcze. Ma ona na celu redukcję napadów padaczkowych. Bardzo rzadko dieta ketogenna jest tzw. leczeniem z wyboru – jako pierwsza opcja terapeutyczna (tak dzieje się na przykład w przypadku wrodzonego niedoboru inhibitora transportującego glukozę czy zespołu Draveta).

Warto też podkreślić, że dieta ketogenna jest bardzo trudna. Konieczne jest np. liczenie każdego grama węglowodanów, także tych zawartych np. lekach. Do tego dochodzi jeszcze konieczność zjedzenia całego przygotowanego posiłku, a to w przypadku dzieci może być dodatkowym problemem.

Na czym polega dieta ketogenna?

Dieta obfituje w duże ilości tłuszczu, przy jednoczesnym wyeliminowaniu węglowodanów prostych (zaleca się eliminację cukru w spożywanych posiłkach i wypijanych płynach). Popularne w tym sposobie odżywiania są ryby, różnego rodzaju mięsa, sery, jaja, orzechy, awokado, inne warzywa i owoce, ale wszystko musi być jedzone w konkretnych, precyzyjnie odmierzonych ilościach. Stosunek tłuszczów do węglowodanów wynosi 3, a nawet 4 do1.

Dzięki tego rodzaju odżywiania organizm zaczyna zachowywać się jak w stanie głodówki – wytwarza się duża ilość ciał ketonowych. Powstają one przede wszystkim w wątrobie jako skutki przetwarzania tłuszczów. Wytwarzana jest jednocześnie duża ilość energii.

Na czym polega różnica w metabolizmie między dietą opartą o węglowodany a ketogenną?

Wyjaśnia to dr Krzysztof Pol w opracowaniu opublikowanym na stronach internetowych Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej.

Otóż po zjedzeniu posiłku zawierającego węglowodany (produkty zbożowe, warzywa, owoce, cukier itp.) z jelit wchłania się do krwi glukoza. To podstawowe dla organizmu ludzkiego paliwo zostaje częściowo od razu pobrane przez komórki, a częściowo odkłada się w postaci wielocukru – glikogenu w wątrobie i mięśniach, który stanowi zapas energii dla organizmu: w razie potrzeby z glikogenu uwalnia się glukoza. Nadmiar glukozy ulega przemianie do tłuszczów (triglicerydów).

– Gdy zasoby glikogenu ulegają wyczerpaniu (po 10-12 godzinach), a nie jesteśmy jeszcze w stanie zaspokoić głodu, organizm zaczyna sam wytwarzać glukozę z produktów rozpadu białek (głównie pochodzących z mięśni), tłuszczów i z mleczanów (powstających podczas spalania beztlenowego glukozy w mięśniach). Po kilku dniach głodzenia metabolizm ulega przestrojeniu i naszym głównym paliwem stają się ciała ketonowe. Są one produktem spalania tłuszczów w mitochondriach, komórkowych fabrykach energii. Dlatego ciała ketonowe obecne są w moczu osób głodujących (oraz chorych na cukrzycę, którzy nie są w stanie wykorzystywać glukozy z uwagi na niedobór insuliny) – wyjaśnia dr Pol.

Kiedy w padaczce sięga się po dietę ketogenną

Prof. Janusz Wendorff z Kliniki Neurologii Instytutu CZMP w Łodzi wskazuje, że dieta ketogenna jest metodą terapii padaczki lekoopornej, czyli takiej, w której nie dochodzi do poprawy po leczeniu konwencjonalnemu za pomocą leków przeciwpadaczkowych. Jeśli dwa leki zastosowane w określonej, prawidłowo dobranej dawce nie przynoszą rezultatu, a brak jest przeciwskazań do diety ketogennej, można rozważyć jej zastosowanie.

W zamieszczonym na portalu Medycyna Praktyczna komentarzu do wieloośrodkowego badania na temat skuteczności tej diety w populacji dziecięcej z padaczką (opublikowanego na łamach The Lancet, a w wersji polskiej udostępnionego na wspomnianym portalu) profesor wyjaśnił, że są też sytuacje, gdy ta trudna w stosowaniu dieta jest postępowaniem z wyboru (jako pierwsza opcja terapeutyczna).

Są to przede wszystkim:

  • deficyt białka transportującego glukozę (GLUT1),
  • niedobór dehydrogenazy pirogronowej,
  • niektóre zespoły padaczkowe u dzieci, które od samego początku nie poddają się leczeniu, jak np. zespół Dravet (ciężka niemowlęca padaczka miokloniczna),

Prof. Wendorff podkreślał też, że objawy niepożądane występują dość rzadko, jednak około 20 proc. pacjentów rezygnuje ze stosowania diety z różnych powodów.

Co ważne, wskazywał też, że:

wprowadzenie diety wymaga dużego doświadczenia lekarza i dietetyka, bardzo precyzyjnej edukacji rodziców oraz regularnych badań biochemicznych, zwłaszcza podczas rozpoczynania diety. Stąd też w polskich warunkach jest ona na ogół wprowadzana w szpitalu. W przeciwnym razie konieczne jest zapewnienie pacjentowi 24-godzinnej możliwości nadzoru i kontaktu z lekarzem. Przed rozpoczęciem diety ketogennej wskazana jest wizyta konsultacyjna w ośrodku, który ma doświadczenie w jej prowadzeniu, w celu sprecyzowania wskazań, a także oceny przez lekarza potencjalnych możliwości jej długotrwałego stosowania w konkretnej rodzinie.

Dlaczego i w jaki sposób takie odżywianie może zmniejszyć lub całkowicie wyeliminować napady?

– Odpowiedź tkwi w mechanizmie działania diety ketogennej. Wzrost stężenia wolnych kwasów tłuszczowych wywołuje przewlekłą ketozę oraz zwiększenie stężenia wielonienasyconych kwasów tłuszczowych w mózgu. Jednocześnie zmniejszeniu ulega stężenie glukozy. Takie połączenie ma pozytywny wpływ na układ nerwowy chorego. Zmniejsza się pobudliwość neuronów, czego następstwem w wielu przypadkach jest brak drgawek – wyjaśnia dr n. med. Ewa Ehmke, konsultantka kliniczna, dietetyczka w Centrum Terapii Padaczki Neurosphera.

Przeciwskazania do diety ketogennej

Jak jednak podkreśliła w rozmowie z Serwisem Zdrowie, są przeciwskazania dla wprowadzenia tej diety.

– Są to wybrane choroby rzadkie, które dotyczą metabolizmu tłuszczu, czyli w tych chorobach, w których tłuszcz nie jest metabolizowany przez organizm, więc moglibyśmy zaszkodzić pacjentowi. Poza tym w obciążeniach związanych z wątrobą lub nerkami, czyli kamicy nerkowej czy niewydolności wątroby. U dorosłych pacjentów przeciwskazaniem może być m.in. niedawno przebyty zawał serca czy rodzinna hiperlipidemia – wyjaśniła w rozmowie dr Ewa Ehmke.

Takiej diety nie można zacząć stosować z dnia na dzień i trzeba się do niej przygotować.

– Zdecydowanie przed wprowadzeniem diety ketogennej zalecane jest wykonanie badań krwi, moczu i badań obrazowych. Jeśli pacjent jest przyjmowany na oddział, diagnostyka odbywa się to w szpitalu, a dieta jest wprowadzana stopniowo. Posiłki stopniowo mają zmieniony skład tak, aby miały coraz więcej tłuszczu, a coraz mniej węglowodanów. Jeśli pacjent czeka na wyniki badań w domu, zaczynamy od uregulowania posiłków, zwiększenia płynów w diecie i unikania cukru – zaznaczyła.

Dr Ewa Ehmke podkreśliła, że dietę zawsze wprowadzamy powoli. Powoli zmieniamy stosunek zawartości tłuszczu do zawartości węglowodanów z zjadanych posiłkach.

– Pierwsze efekty widoczne są już na początku zmiany nawyków żywieniowych. Mogą one być widoczne w nawet w pierwszym tygodniu. Na ostateczne efekty czekamy do trzech miesięcy. Badania pokazują, że pozytywnym efektem jest np. złagodzenie lub zmniejszenie liczby napadów. Jeśli w ciągu trzech miesięcy nic się nie zmieni, to możemy zrezygnować z diety ketogennej – ona już po prostu nie zadziała. Należy zaznaczyć, że nie u wszystkich pacjentów uzyskujemy 100-proc. poprawę – podkreśliła dietetyczka.

Niezależnie od pozytywnych efektów, np. u chorych na epilepsję, dieta ketogenna kojarzona jest z odchudzaniem.

– W przypadku chorych na padaczkę stosujemy żywienie normokaloryczne, więc jeśli nie ma potrzeby, żeby pacjent się odchudzał, takich efektów nie będzie” – wyjaśniła.

Skutki uboczne diety ketogennej

Nie brakuje przeciwników diety ketogennej, którzy wskazują wiele skutków ubocznych jej stosowania.

– I faktycznie tak jest. Skutki uboczne mogą dotyczyć wszystkich, także pacjentów z epilepsją. Dlatego nie może być wprowadzana na własną rękę, przepisuje ją lekarz. Efektem ubocznym mogą być zaparcia, spowolnienie wzrostu u dzieci, demineralizacja kości, hipercholesterolemia. Biorąc jednak pod uwagę, że pacjenci są pod stałą kontrolą lekarza, chcemy jak najszybciej wyłapywać efekty niepożądane – powiedziała Ewa Ehmke.

W cytowanym przez prof. Wendorffa badaniu skuteczności diety ketogennej u dzieci z padaczką, które było przeprowadzone w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, wykazano, że aż 20 proc. dzieci zostało wycofanych ze stosowania diety z uwagi na jej działania niepożądane albo brak efektów diety.

Jak długo można stosować dietę ketogenną u chorych na epilepsję?

– Zależy od jednostki chorobowej. Np. w zespole Westa (zaburzenia padaczkowe, które wynikają z uszkodzenia mózgowia – przyp. red.) możemy stosować ją 6-8 miesięcy i efekt terapeutyczny powinien być utrzymamy. W większości padaczek dietę stosujemy dwa lata i jeśli efekty są zadowalające powoli można z niej rezygnować. Są też dwie choroby rzadkie, w których pacjent musi stosować dietę ketogenną przez całe życie, ponieważ nie znamy innego sposobu leczenia i stosując normalną dietę pacjent może umrzeć. Są to: deficyt dehydrogenazy pirogronianu oraz deficyt transportera glukozy do mózgu – mówi dr Ehmke.

Skuteczność diety ketogennej

Dane* dotyczące skuteczności diety napawają optymizmem. U 50-60 proc. pacjentów liczba napadów padaczkowych spada o połowę, a u 30 proc. to ograniczenie sięga nawet 90 proc. Całkowite wyciszenie napadów obserwuje się u 10-15 proc. z nich. W wielu przypadkach możliwe jest także całkowite zmniejszenie dawek przyjmowanych leków, a nawet ich całkowite odstawienie.

Dieta ketogenna tylko pod nadzorem specjalistów?

Przejście na taki rodzaj diety powinno być zawsze skonsultowane z prowadzącym lekarzem neurologiem-epileptologiem oraz ściśle wdrożone i kontrolowane na każdym jej etapie przez doświadczonego dietetyka klinicznego.

Jedną z najważniejszych rzeczy, które ustala się z lekarzem dietetyk, są proporcje tłuszczów do białek i węglowodanów. Dr Ehmke podkreśla, że błąd popełniony w tym momencie może skutkować nie tylko brakiem postępów w leczeniu napadów padaczkowych, ale i gorszym samopoczuciem pacjenta. Najczęściej stosowane są proporcje 4:1 lub 3:1 (klasyczna dieta ketogenna), ale można prowadzić również zmodyfikowaną dietę Atkinsa czy ketogenną z dodatkiem MCT.

Tym, o czym muszą pamiętać pacjenci, jest systematyczność i ścisłe trzymanie się zaleceń dietetyka klinicznego oraz lekarza prowadzącego. Nawet najmniejsze odstępstwo od diety keto może zaburzyć dotychczasową pracę i spowodować, że chory nie zobaczy satysfakcjonujących efektów – podkreśla dr Ehmke.

PAP, Serwis Zdrowie


Kolejne zwycięstwo Orbana. Jak to możliwe, że cieszy się tak dużym poparciem na Węgrzech?

Dora Nemes-Diseri

Dora Nemes-Diseri

Po raz czwarty od 2010 r. zwycięzcą wyborów na Węgrzech został Viktor Orban. Ważną rolę odegrała tu wojna na Ukrainie. OPINIA

Kolejne zwycięstwo Orbana
Fot. screen shot / youtube

Ponownie nasuwa się pytanie: Jak to możliwe, że Viktor Orban wciąż cieszy się tak dużym poparciem na Węgrzech?

Do tej pory odpowiedź była prosta: z powodu podzielonej i bezsilnej opozycji. Aż do teraz. Jednak tym razem, w wyborach parlamentarnych w 2022 roku, sześć partii opozycyjnych startowało wspólnie. Odbyły się nawet prawybory i rywalizacja o miejsca na listach. Zamiast bezsensownych kampanii oszczerstw znów zaczęto mówić o rzeczowej polityce.

Bojowa retoryka Orbana

Dobre wrażenie było jednak złudne. Ostatecznie partii Fidesz udało się zmobilizować niezdecydowanych wyborców znacznie lepiej niż można było się spodziewać. Fidesz zwyciężył nawet w tych okręgach wyborczych, w których spodziewano się wygranej opozycji. W jaki sposób? Orban zawsze potrafił zdobywać punkty dzięki bojowej retoryce. W ostatnich latach walczył z wysokimi kosztami wynajmu mieszkań, z Brukselą, George’em Sorosem, migracją, organizacjami pozarządowymi – a obecnie walczy z wojną.

Początkowo inwazja Rosji na Ukrainę zachwiała węgierską partią rządzącą w jej kampanii, ale szybko udało się zbudować nową narrację. Fidesz staje po stronie pokoju i dopóki rządzi, przez kraj nie będzie dostarczana broń, na Ukrainę nie zostaną wysłani żołnierze sił pokojowych i nie zostaną nałożone żadne sankcje, które mogłyby zagrozić dostawom energii na Węgry.

Zełeński jako wróg

Minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto otwarcie oskarżył nawet Ukrainę o próby wpływania na wybory na Węgrzech. W ten sposób rząd węgierski jest jedynym w UE i NATO, który nie czci prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego jako bohatera, ale widzi w nim wroga, który sprzymierza się z węgierską opozycją.

To nie przypadek, że Orban nie dołączył do szefów rządów Polski, Czech i Słowenii podczas ich wizyty w Kijowie w połowie marca. Zamiast tego odwiedził Aleksandra Vucicia w Serbii, który utrzymuje podobnie bliskie stosunki z Rosją jak Węgry – i właśnie wygrał wybory w swoim kraju w ten sam sposób.

Gra o wysoka stawkę

Orban wiele ryzykował dla tego zwycięstwa. Przyjmując kurs przyjazny wobec Rosji, naraził na szwank długą tradycję przyjaźni polsko-węgierskiej, a nawet współpracy z innymi krajami Grupy Wyszehradzkiej. Ponadto rząd węgierski próbował wszystkiego, by ograniczyć wysoką inflację: rodzicom zwrócono podatek dochodowy, emeryci otrzymali dodatkową pełną miesięczną emeryturę, ceny benzyny i żywności zostały ograniczone, a podwyżki cen gazu i elektryczności opóźniono dzięki ogromnemu wsparciu państwa.

Na dłuższą metę nie da się utrzymać takiego kursu. Węgierski budżet tego nie wytrzyma. Orban musi przejść na kurs oszczędnościowy, jeśli nie chce doprowadzić kraju do bankructwa. Musi też przełamać izolację dyplomatyczną, w którą sam się wpędził. Musi odbudować dobre relacje z krajami Grupy Wyszehradzkiej, ale także pozycję Węgier w UE.

Porażka opozycji

Porażka opozycji pokazała wyraźnie, że i ten sojusz nie jest trwały. Niemal symboliczne znaczenie miał fakt, że w czasie przemówienia głównego kandydata Petera Marki-Zaya nie stali za nim sprzymierzeńcy z innych partii, lecz jego rodzina. Zamiast stanąć za Marki-Zay´em do wspólnego zdjęcia, ci pierwsi zaczęli już formułować zarzuty, kto winien jest porażki. Tak czy inaczej, opozycja była po prostu niewystarczająco opozycyjna. W osobie Petera Marki-Zaya opozycja wystawiła kandydata, który jako były zwolennik Fideszu reprezentował być może „lepszy” wariant rządu Fideszu, ale nie stanowił prawdziwej alternatywy.

Skorzystała na tym i skrajna prawica. Mało kto spodziewał się, że ruch „Mi Hazank” (Nasza Ojczyzna) przekroczy próg pięciu procent. Teraz wchodzi do parlamentu z siedmioma posłami. Partia powstała w 2018 roku w wyniku odłączenia się radykalnie prawicowego skrzydła partii Jobbik i funkcjonuje jako „partia satelicka” Fideszu. „Mi Hazank” zdobył głosy wśród sceptyków, antyszczepionkowców i homofobów.

Równoległe światy

Wyniki wyborów potwierdzają skrajną polaryzację społeczeństwa. Pogłębia się przepaść między obszarami wiejskimi i miejskimi – także pod względem ideologicznym. Opozycja ma duże miasta, a Fidesz regiony wiejskie. Te równoległe rzeczywistości istnieją od lat: w jednej Orban jest ambasadorem pokoju, który walczy o prawa kraju i jest postrzegany jako zbawca narodu, a w drugiej jest skorumpowanym oszustem, który stoi po stronie Putina i wyprowadza Węgry z UE. To kiedyś się skończy. Orban wykopał między ludźmi tak głębokie doły, że w końcu kiedyś sam w nie wpadnie.

REDAKCJA POLECA

 


Loterie – skuteczny środek w kampaniach reklamowych

Loterie promocyjne to wyjątkowo często wykorzystywane środki przy promocji produktów, usług oraz firm. Sięgając po to rozwiązanie z jednej strony budujesz lojalność względem marki wśród już istniejącej grupy odbiorców, a z drugiej – pozyskujesz nowych klientów, zachęconych możliwością wygrania atrakcyjnych nagród. Należy tylko pamiętać, że decydując się na przeprowadzenie loterii, spełnić trzeba określone przez prawo warunki. Co to jest loteria promocyjna i czym różni się od konkursu? Jakie są jej zalety? Tego dowiesz się z naszego artykułu.

Loterie – skuteczny środek w kampaniach reklamowych
Loterie – skuteczny środek w kampaniach reklamowych

Czym jest loteria promocyjna?

Najogólniej pisząc, loteria promocyjna jest rodzajem gry losowej, w której uczestnik bierze udział dzięki nabyciu określonego towaru lub danej usługi. Kupując produkt lub decydując się na skorzystanie ze wspomnianej wcześniej usługi, klient zyskuje szansę na wygranie nagrody rzeczowej bądź pieniężnej. Jako że, jak już zaznaczyliśmy wcześniej, loterie promocyjne są grami losowymi, przed przeprowadzeniem każdej z nich należy uzyskać odpowiednie zezwolenie od dyrektora właściwej administracji skarbowej. Jeśli chodzi o loterie w 2021 r., to tak jak i w latach poprzednich, część spośród nich organizowana była w sposób tradycyjny (np. w formie zdrapek, kuponów czy innych dowodów udziału w grze), część zaś – w interaktywny (strony www, SMS-y, aplikacje).

Loterie a konkursy – podstawowe różnice

Loterie i konkursy to dwa różne narzędzia marketingowe. Najważniejszą różnicą między nimi jest fakt, iż w loterii występuje element losowości, którego z kolei brak w konkursie. Brak tejże losowości w konkursie z reguły wiązał się będzie więc z większym nakładem prac ze strony uczestnika (wykazanie się kreatywnością, umiejętnościami czy wiedzą). W przypadku loterii promocyjnej każdy uczestnik ma takie same szanse na wygraną (zwiększając je ewentualnie, jeśli jest taka możliwość, poprzez wysłanie większej liczby smsów czy też nabycie większej liczby losów). Niemniej finalnie o ostatecznym wyniku loterii decyduje przypadek, o którym nie ma mowy w konkursie.

Loteria promocyjna – dlaczego warto się na nią zdecydować?

Loteria to niezwykle efektywne narzędzie promocji oraz sprzedaży. Patrząc zarówno na aktualne loterie, jak i te przeprowadzone w przeszłości, zaobserwować można duże zainteresowanie nimi ze strony konsumentów szeregu różnych branż. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, iż z jednej strony jest ona dla odbiorcy świetną rozrywką, a z drugiej – szansą na zdobycie atrakcyjnych nagród przy niewielkiej zazwyczaj formie aktywności. Przemyślana i dobrze przeprowadzona loteria promocyjna pozwala zainteresować dużą liczbę klientów, tak stałych, jak i tych, którzy staną się nimi właśnie dzięki chęci wzięcia w niej udziału.

Loterie promocyjne – skorzystaj ze wsparcia profesjonalistów

Zorganizowanie loterii promocyjnej warto powierzyć firmie specjalizującej się w organizacji loterii i konkursów. Biorąc sprawy w swoje ręce, umknąć Ci może wiele ważnych aspektów. Decydując się na wsparcie ze strony profesjonalistów zyskujesz pewność, że dopilnowane zostaną wszelkie procedury związane z organizacją loterii. Co więcej, specjaliści dzięki swojemu doświadczeniu w tej kwestii najlepiej dopasują warunki loterii do Twoich oczekiwań, grupy docelowej oraz specyfiki branży, w której obszarze działasz. Na indywidualne podejście i kompleksową obsługę w zakresie różnych rodzajów loterii możesz liczyć sięgając po pomoc Motivation Direct.


Ukraińska armia wyzwoliła miejscowości wokół Kijowa. Wstrząsające dowody zbrodni Rosjan

Ukraińska armia wyzwoliła miejscowości wokół Kijowa spod rosyjskiej okupacji. Gdy żołnierze i dziennikarze weszli na odzyskane tereny, ujrzeli doszczętnie zniszczoną infrastrukturę, a na ulicach obok zniszczonych rosyjskich sprzętów leżały ciała martwych cywili. Teraz świat obiegają zdjęcia przedstawiające bezwzględną agresję Rosji. Na wstrząsających filmach widać olbrzymie zniszczenia i liczne ciała ofiar, leżące na ulicach bez broni i w cywilnych ubraniach.

W odbitych z rąk Rosjan miastach wokół Kijowa trwa liczenie ofiar. W podkijowskich miejscowościach Buczy, Irpieniu i Hostomlu, rosyjskie wojsko miało dopuścić się mordów na cywilach. Do tej pory znaleziono ponad 400 cywilnych ofiar rosyjskich zbrodni

Miasto Bucza odbite z rąk Rosjan

Bucza w obwodzie kijowskim to jedno z miejsc, w których od pierwszych dni po 24 lutego toczyły się szczególnie ciężkie walki z rosyjskimi wojskami próbującymi okrążyć ukraińską stolicę. Burmistrz miasta Anatolij Fedoruk twierdzi, że rosyjscy żołnierze zamordowali ponad 300 mieszkańców miasta.

Ukraińskie władze i dziennikarze publikują wstrząsające zdjęcia i nagrania z miasta. Widać na nich olbrzymie zniszczenia i liczne ciała ofiar, leżące na ulicach bez broni i w cywilnych ubraniach. Część miała związane z tyłu ręce, część zginęła od strzałów w tył głowy.

Część zdjęć opublikował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Napisał, że powinny zobaczyć je rosyjskie matki.

„Bukareszt, deklaracja szczytu NATO. 3 kwietnia, 14 lat temu. Była szansa, by zapobiec. By Rosja nie przyszła” – napisał Zełenski w mediach społecznościowych.

„Bucza, obwód kijowski. Obecnie. Rosja przyszła” – dodał, publikując wstrząsające zdjęcia z tego miasta w obwodzie kijowskim.

„Radzę obejrzeć to matkom rosyjskich wojskowych. Zobaczcie, jakich łajdaków wychowałyście. To zabójcy, szabrownicy, kaci” – napisał ukraiński przywódca.

Rosjanie mordowali bezbronnych ludzi

Ciała leżą na ulicach, w samochodach, na chodnikach. Na zdjęciach widać ciało mężczyznę zabitego na rowerze. Niektórzy leżą twarzą zwróconą do chodników. Kilka ciał Rosjanie przenieśli na pobocze, otoczyli oponami samochodowymi i podpalili.

Ukraińskie MON poinformowało, że pod kocem leżą ciała martwych nagich kobiet, które Rosjanie próbowali spalić na poboczu drogi.

„Nowa Srebrenica. Ukraińskie miasto Bucza było w rękach rosyjskich bydlaków przez kilka tygodni. Miejscowi cywile byli poddawani arbitralnym egzekucjom, niektórzy z rękami związanymi na plecach, ich ciała rozrzucone są na ulicach miasta” – napisał resort obrony.

Portal Nexta opublikował na Twitterze zdjęcia zrujnowanych domów i pojazdów w rejonie buczańskim pod Kijowem. Mer Irpienia Ołeksandr Markuszyn ocenił wcześniej, że w wyniku działań rosyjskich wojsk zniszczona została połowa miasta.

Wyzwolona Bucza pod Kijowem. Okropne dowody rosyjskich zbrodni wojennych popełnionych podczas okupacji miasta. Nigdy nie zapomnij. Nigdy nie wybaczaj. – czytamy w kolejnym wpisnie resortu obrony.

Dariusz Frach, thefad.pl


Magdalena Środa: Brak reakcji Watykanu na wojnę w Ukrainie? Papieże zawsze działają w interesie Kościoła

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Papieże są różni, ale zawsze działają przede wszystkim w interesie Kościoła, konklawe starannie wybiera tych, co będą uprawiali politykę wzmacniającą Kościół; moralność to tylko decorum, narzędzie władzy, niewiele ponadto.

 

Osoby, które dziś krytykują Watykan za oportunizm, brak reakcji na wojnę w Ukrainie, dają jedynie dowód, że nie znają historii Kościoła.

Od czasów Konstantyna to instytucja władzy, która uprawia imperialną politykę mając do dyspozycji nie tylko przemoc (inkwizycyjną, papieże osobiście dawali przyzwolenie na tortury) ale i mity.

Zawsze, każdy papież, każdy hierarcha chronił i rozwijał tę instytucję wykorzystując każdą szanse, dla wzmocnienia jej wpływów, bogacenia się i ochrony członków. Ewangelia to trochę taka założycielska bajka, której trzymają się naiwni (również wśród kleru), liczy się tylko jedno… bynajmniej nie zbawienie (nie sądzę by większość kleru wierzyła w eschatologię) – liczy się moc, władza.

Nawet gdy na świecie nie będzie żadnego wierzącego katolika, ta instytucja przetrwa, bo ma zapasy na wiele dziesiątek lat.

Papieże są różni, ale zawsze działają przede wszystkim w interesie Kościoła, konklawe starannie wybiera tych, co będą uprawiali politykę wzmacniającą Kościół; moralność to tylko decorum, narzędzie władzy, niewiele ponadto.

Magdalena Środa