Roman Giertych: panie premierze, dowiedziałem się, że pożyczkę załatwiacie u sojuszników Putina – Chińczyków

Roman Giertych

Roman Giertych

Dowiedziałem się ze zgrozą, że pieniędzy tak bardzo brakuje, że pożyczkę załatwiacie u sojuszników Putina - Chińczyków. Tak więc jako dobry obywatel postanowiłem i ja wspomóc budżet państwa wskazując, gdzie można uzyskać dodatkowe przychody podatkowe

Donos obywatelski

Szanowny i Drogi (oj bardzo drogi) panie Premierze!

Dowiedziałem się ze zgrozą, że pieniędzy tak bardzo brakuje, że pożyczkę załatwiacie u sojuszników Putina – Chińczyków. Tak więc jako dobry obywatel postanowiłem i ja wspomóc budżet państwa wskazując, gdzie można uzyskać dodatkowe przychody podatkowe.

Dowiedziałem się panie Premierze o pewnym człowieku (nazwisko podam jak otrzymam jako sygnalizator zapewnienie o otrzymaniu nagrody), który zaoszczędził ogromne pieniądze kupując i sprzedając działki.

Otóż ten cwany obywatel kupił działkę za 700,000 PLN, ale sprzedał ją za 15 milionów. Szkopuł w tym panie premierze, że w chwili sprzedaży była warta 60 milionów!

Zgodnie z przepisami podatkowymi cwaniak ten zapłacił więc podatek od mniejszej różnicy (15 000 000 – 700 000 = 14 300 000 x 20% = 2 860 000 złotych podatku). Jak Pan wie podatki od różnicy wartości kupowanej i sprzedawanej nieruchomości wynoszą przy działalności gospodarczej 20% od różnicy.

Gdyby ten cwaniak podał cenę rynkową, to zapłaciłby (60 000 000 – 700 000 = 59 300 000 x 20% = 11 860 000 złotych podatku). Tak więc naciągacz ten oszczędził 9 milionów złotych, które pobrane (wraz z odsetkami!) przez Urząd Skarbowy mogą cudownie zasilić budżet państwa i posłużyć np. na nagrody dla pana Premiera i jego wspaniałych ministrów (proponowałbym nagrodzić twórców Polskiego Ładu za implementacje dadaizmu do rozwiązań podatkowych).

Można też jakiś ochłap z tej kwoty rzucić na jakieś zdrowie, czy inne tam bzdury, których wyjadacze miski ryżu ciągle się od Pana domagają. Wystarczy wszcząć postępowanie podatkowe, powołać biegłego do wyceny działek i określić należny podatek decyzją podległych Panu organów. I już cwaniak przysłuży się czymś do wspólnego dobra.

Panu zawsze życzliwy,
Obywatel
Roman Giertych

PS.

Cieszę się, że mogłem pomóc. Mam nadzieję, że Urząd Kontroli Skarbowej szybko rozpocznie postępowanie.


Putin uznał niepodległość „republik ludowych” w Donbasie. „Szykuje się drugi rozbiór Ukrainy”


DW

Prezydent Rosji podpisał dekret o uznaniu niepodległości samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Władimir Putin uprzedził o tych planach kanclerza Niemiec i prezydenta Francji.

Fot. wikipedia / www.kremlin.ru

O uznaniu niepodległości tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej i Donieckiej Republiki Ludowej prezydent Rosji poinformował w wieczornym (21.02.2022) przemówieniu telewizyjnym.

– Wschód Ukrainy to historyczne tereny Rosji – powiedział. Dodał też, że Ukraina nigdy nie posiadała stabilnej państwowości, a jej obecne władze są przesiąknięte nacjonalizmem i korupcją. Putin stwierdził także, że Ukraina pracuje jakoby nad bronią atomową i jest zagrożeniem dla Rosji. Oskarżył Ukrainę także o to, że nie chce dotrzymać porozumień z Mińska.

Zaznaczył także, że „Rosja została oszukana przez NATO” w związku z rozszerzeniem Sojuszu na wschód.

Zarówno kanclerz Olaf Scholz, jak i prezydent Emmanuel Macron wyrazili rozczarowanie z powodu decyzji Putina. Scholz powiedział Putinowi, że taki krok byłby „rażąco sprzeczny” z duchem porozumienia z Mińska i „jednostronnym naruszeniem” tego porozumienia przez Rosję – poinformował rzecznik niemieckiego rządu.

W czasie swojej wizyty w Moskwie w ubiegłym tygodniu Scholz mówił, że uznanie niepodległości „republik ludowych” byłby „polityczną katastrofą”.

Za uznaniem niepodległości tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej i Donieckiej Republiki Ludowej wcześniej opowiedziała się Duma, izba niższa rosyjskiego parlamentu, oraz Rada Bezpieczeństwa Rosji. Przywódcy obu „republik” wezwali Rosję do udzielenia im pomocy wojskowej.

Unia Europejska groziła wprowadzeniem sankcji w przypadku uznania niepodległości „republik ludowych”.

 

REDAKCJA POLECA

 


„Warto być przyzwoitym”. Rozmowa z Władysławem Bartoszewskim na 90 urodziny

Barbara Cöllen

Barbara Cöllen

„Warto być przyzwoitym” – tak brzmiała odpowiedź jubilata na pytanie o to, czym kierować się w obliczu trudnych decyzji. W rozmowie z DW Władysław Bartoszewski opowiada o swym trudnym, lecz nie nudnym życiu i planach.

Władysław Bartoszewski. Fot. wikimedia

DW: Na Pana życie składa się wiele wątków biograficznych. Był Pan więźniem Auschwitz, walczył w Powstaniu Warszawskim, ratował życie Żydów. Jest Pan historykiem, dziennikarzem, mediatorem, jednał Pan Polaków i Niemców. Był Pan dyplomatą, dwukrotnym ministrem spraw zagranicznych, jest Pan sekretarzem stanu i pisze książki. To było życie trudne, lecz nie nudne, jak głosi tytuł jednej z Pana książek. Czego sobie Pan życzy? Jakie ma Pan jeszcze plany?

Władysław Bartoszewski: Dość ironicznie się składa, że dzisiaj mogę już tylko być zadowolony – dlatego, że zacząłem w 68. roku mego życia – w 1990 roku – służbę w III Rzeczypospolitej. To był początek rządów Tadeusza Mazowieckiego, a do 69. roku życia robiłem wprawdzie wiele rzeczy, ale inaczej niż większość ludzi dopiero w tych późniejszych latach się rozwinąłem. Czyli konkluzja jest taka: ja chciałbym w życiu jeszcze dwie, trzy książki napisać, a raczej podyktować. Przygotować do druku, nawet jeśli nie ukazałyby się za mego życia. Książki te już zaplanowałem; są one dopełnieniem książek napisanych dotychczas.

Ja w moim wieku jestem jeszcze doradcą premiera rządu polskiego, Donalda Tuska, i to szanowanym przez niego. W sprawach niemieckich mój głos się w dużym stopniu liczy. I to jest oczywista satysfakcja, bo jednak w tym wieku rzadko się spotyka, aby ktoś pracował jako quasi urzędnik, bo mam stały stosunek pracy. Pytany przez ludzi, czy wybieram się na emeryturę, odpowiadam, że dopóki mam żywą świadomość, że robię coś dobrego, to się nie wybieram. A jak stracę wszelką świadomość, to nie mam po co żyć.

Niedawno Pan powiedział, że chce Pan „paść w biegu”…

– To jest takie streszczenie tej myśli. To jest dosyć okrutne, bo żona mi zwróciła uwagę. Każda żona pewnie by tak powiedziała, że ja się okrutnie wyrażam, bo to znaczy, chce wyjść z domu i nie wrócić, paść w biegu i ona zostanie beze mnie. Moja żona ma 85 lat, więc nie może być dla niej wielkiej niespodzianki, że w pewnym wieku ludzie z powodów biologicznych odchodzą. Ale co innego jest intelekt, a co innego są uczucia ludzkie wobec najbliższych.

Jeśli miałby Pan przed sobą młodego człowieka, co powiedziałby mu Pan na podstawie doświadczenia 90 lat swego życia o wyborach, o tym, co jest najważniejsze w życiu prywatnym, politycznym i społecznym?

– Ja muszę powiedzieć, że moja recepta była taka sama, i na wolności, i w czasach internowania. W godzinach próby mówiłem kolegom: słuchajcie, te trudności, te przykrości, te dokuczliwości miną. Ale pamiętajcie, że pozostanie poczucie, że zachowywaliście się zgodnie z własnym sumieniem i przyzwoicie. Jak spojrzycie w oczy waszym rodzinom, matkom, ojcom, żonom, dzieciom, zależy, jaką macie rodzinę, to nie powinniście czuć się skrępowani. I oni powinni czuć, że patrzy im ktoś prosto w oczy. Ktoś, kto nie ma niczego takiego, czego się wstydzi. Myślę, że to jest niesłychanie dużo warte. Może więcej niż pieniądze. Bo w gruncie rzeczy, czy ktoś pozostawi po sobie dużo, czy mało pieniędzy, to bardzo mało świat obchodzi.

Był Pan więźniem Auschwitz, wiele Pan wycierpiał ze strony Niemców. Po wojnie angażował się Pan na rzecz polsko-niemieckiego pojednania. Skąd brała się ta wiara w możliwość zbliżenia narodu ofiar z narodem sprawców?

Władysław Bartoszewski jako więzień KL Auschwitz 1940. Fot. wikipedia

– To był długi proces. Oczywiście nie od razu po wojnie zajmowałem się zbawianiem Niemców i Polaków w duchu przyjaźni i miłości bliźniego, bliskości i szukania kontaktu. Szereg lat później, w latach, gdy tacy już dalekowzroczni ludzie, jak przykładowo Konrad Adenauer czy Charles de Gaulle, ale również myśliciele, ekonomiści, filozofowie, jak Schuman czy Monnet, widzieli drogę do zapobieżenia przyszłym nieszczęściom i takiej rzezi, i tragedii, jaką była II wojna światowa, w przezwyciężeniu wrogości i zbliżeniu ludzi, we współdziałaniu najściślejszym z myślą o wspólnych korzeniach Europy i z myślą o wspólnocie, która może dać szczęście i spokój dalszym pokoleniom. Otóż ja przyjąłem to i doszedłem do wniosku, że nie ma lepszej drogi.

Praktyka moja była niestety praktyką takiego polskiego „ossi” (wschodniaka), czyli człowieka, który żył w bloku wschodnim, podległy normom stanowionym przez Lenina i Stalina, a może i Berię. I nawet po ich śmierci kontynuowanym w sposób dość logiczny przez następców w systemie autorytarnym czy totalnym. Uważałem, że nie można leczyć totalizmu totalizmem, systemu autorytarnego systemem autorytarnym. Myślę, że droga do myślenia o wolnych Niemcach, o wolnych Polakach, obok wolnych Czechów, Słowaków, ale również wolnych Ukraińców, Litwinów, Łotyszy, Estończyków, Rosjan – jest jedyną drogą przyszłościową. Jeżeli to się sprawdzi szybko, to dobrze. Ale raczej się szybko nie ziści. Ale kiedyś się ziści. A kiedyś trzeba zacząć.

Doświadczył Pan obu wielkich totalitaryzmów. Jak z obecnej perspektywy ocenia Pan aktualną kondycję Europy?

– Ja polityką europejską bezpośrednio się nie zajmuję, aczkolwiek ewentualnie zawodowo zajmuję się rolą Polaków i Niemców, wspólną i oddzielną, w Europie. Bardzo czujnie obserwuję wypowiedzi w tej sprawie, ale widzę też błędy i krótkowzroczność, niekiedy naiwność, niekiedy niecierpliwość – nie jest to wszystko proste. Tylko powtarzam ciągle: ja nie widzę lepszego wyjścia. A skoro nie ma lepszego wyjścia, to trzeba w ramach tego ułomnego wyjścia robić ile się da, aby przetrwać różne kryzysy. Te kryzysy są jak wykres sinusoidy znany ze szkolnej nauki, do góry do dołu, do góry do dołu – chodzi o to, żeby te dolne partie nie były tak nisko, jak kiedyś, żeby były coraz wyżej, choć to wszystko jest ruchome.

Należy Pan do grona „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, grona ludzi, którzy narażając własne życie, ratowali Żydów przed zagładą w czasie okupacji hitlerowskiej. Jak Pan dzisiaj wspomina to doświadczenie?

– Proszę Pani, jestem nawet obywatelem Państwa Izrael i mogę powiedzieć trochę przekornie, że nie było w Europie innego ministra spraw zagranicznych, który byłby zarazem obywatelem honorowym Państwa Izrael. Ja jedyny. To jest jedyny przykład do tej pory. Tak się ułożyło moje życie. Nie żałuje niczego, co zrobiłem dobrego. Dobre czyny zaczynają być doceniane. Sprawa kategorii sprawiedliwych i sojuszników jest widziana i przez Żydów w Izraelu, i przez Żydów w diasporze jako ważna, jako dostrzegalna, jako taka, o której niesłusznie zapominano, czy jej nie doceniano – czyli nasze wysiłki nie poszły na marne.

Co powiedziałby Pan dzisiejszej młodzieży w Polsce i w Niemczech o jej roli i odpowiedzialności za przyszłość?

– To, że człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Ale nie tylko za czyny, bo chrześcijanie, w każdym razie w polskim Kościele, i nie tylko w polskim, w katolickim, modlą się zawsze w liturgii o odpuszczenie grzechów popełnionych myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Czyli zaniedbanie, obojętność wobec zła, zaniedbanie wobec zagrożeń jest w rozumieniu teologii chrześcijańskiej grzechem. Myślę, że młodzi ludzie powinni tak żyć, żeby byli z siebie zadowoleni. Jestem przekonany, że pełne zadowolenie da im świadomość, że postępowali słusznie. I potem ich wnuki będą mówiły: mieliśmy przyzwoitych dziadków. Każdy człowiek chciałby być szanowany przez najbliższych. Myślę, że to jest ponadnarodowe i ponadwyznaniowe.

 

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: Ta bajka panie prezesie Kaczyński, nie będzie miała dla Pana dobrego zakończenia

Roman Giertych

Roman Giertych

Jarosław Kaczyński nazwał sprawę Pegasusa bajką. Pewnie jest wściekły sam na siebie, że przyznał, że służby używają tego programu. I pewnie Pegasus kojarzy mu się z bajką na dobranoc dlatego, że Kamiński przynosił mu kawałki naszego życia, aby wieczorem sobie posłuchał. Takie to były bajki prezesa Kaczyńskiego na dobranoc. Obiecali mu, że o tych „bajkach” nikt się nie dowie. Tymczasem mówi o nich cały świat

Motto
Ewangelia według św. Łukasza, Łk, 12,3
„Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach”.

Życie z Pegasusem

Już dwa tysiące lat temu w Ewangelii św. Łukasza zapisano słowa Jezusa Chrystusa, które dokładnie opisują działanie programu Pegasus wymyślonego przez jego Rodaków dopiero w 2012 lat po Jego narodzeniu.

Muszę tutaj zrobić przerwę w toku rozumowania i zastrzec wszystkim naszym pobożnym prawakom, że nie mam zamiaru szydzić ze słów Chrystusa, a lewakom zastrzegam, że ich spekulacje na temat tego, czy Ewangelista zapisał te słowa osobiście, czy zrobili to jego uczniowie wiele lat później nie mają żadnego znaczenia dla toku rozumowania.

Generalnie słowa te są wezwaniem do transparentnego życia. To znaczy takiego życia, w którym głoszone ideały nie są sprzeczne z czynami. Nigdy to wezwanie nie było mocniejsze niż teraz, gdy całe nasze życie jest poddane kontroli totalnej. Piszę te słowa na iPodzie, ale nie wiem, czy procesowi twórczemu nie przygląda się obecnie jakiś Wąsik, czy Kamiński. Nie wiem, czy z kamery iPada nie spogląda na mnie czujne oko funkcjonariusza CBA próbujące podpatrzyć moje terrorystyczne życie. Nie wiem, czy iPhone, który leży obok nie nagrywa dzieci, które coś do mnie mówią lub nie przesyła do centrali służb specjalnych piosenek z YouTube, które dziś słuchałem. Co gorsza, mogę mieć pewność, że tak już będzie wyglądać moje życie, o ile stoczymy się na zawsze w otchłań kraju bez demokracji.

Każda osoba publiczna musi się liczyć z tym, że jej życie może zostać wystawione na użytek publiczny. Nawet nie trzeba chcieć zostawać osobą publiczną.

Czy przykładowy kierowca seicento, który miał nieszczęście zderzyć się rządowym samochodem nie może być celem inwigilacji?

Czy gdy państwo autorytarne pogłębi swoje możliwości każdy przeciwnik władzy nie może się spodziewać inwigilacji?

Przecież rząd może losowo wybierać przeciwników do inwigilowania, aby zastraszyć pozostałych. To samo zresztą dotyczy zwolenników rządu, którzy mogą i są inwigilowania za odchylenia nieprawomyślne. Michał Kołodziejczak wzywał do głosowania na A. Dudę i jest osobą o poglądach zbliżonych do programu PiS. I nie uchroniło go to przed wdarciem się Wąsika do jego domu, sypialni czy rozmów z kolegami.

Trudno się przyzwyczaić do myśli, że całe życie znalazło się w brudnych łapach wrogich ludzi. Trudno się przyzwyczaić, że słuchali naszych dowcipów, żartów, wybuchów złości, czy gniewu. Trudno się przyzwyczaić do tego, że ktoś się może śmiać z naszych niezaradności, czy intymnych zwierzeń. Że może komentować nasze spowiedzi.

Szczególnie adwokatowi trudno się przyzwyczaić do tego, że nasze porady mogą być znane prokuraturze czy służbom, albo tak jak w moim przypadku, że są publikowane w TVP. Taka świadomość może być trudna do zniesienia, chyba że człowiek żyje życiem transparentnym i w gruncie rzeczy nie ma nic do ukrycia. Wówczas niech wstydzą się ci, co łamiąc prawo i etykę podglądają nas.

Po odsunięciu PiS od władzy będziemy musieli jednak wprowadzić poważne zmiany w prawie, które tego typu ingerencję w życie człowieka, na jaką pozwala Pegasus, spenalizują dodatkowo. Oczywiście i teraz jest to przestępstwo przekroczenia uprawnień, lecz po zmianach prawa winno być to przestępstwo kwalifikowane i zagrożone surowszą karą.

Na testach psychologicznych na pozwolenie na broń psycholog zawsze się pyta: – Czy czuje się Pan podsłuchiwany? Ma to w zamyśle oddzielić osoby niezrównoważone od normalnych.

Czy my wszyscy dzisiaj nie oblalibyśmy tego testu (ja na pewno!)? Czyż PiS nie wymusił na nas swoistej paranoi?

Oczyszczenie Polski z zarazy, jaką jest PiS będzie musiało oznaczać również oczyszczenie naszego życia z tej paranoi.

Jarosław Kaczyński nazwał sprawę Pegasusa bajką. Pewnie jest wściekły sam na siebie, ze dwa tygodnie temu przyznał, że służby używają tego programu. I pewnie Pegasus kojarzy mu się z bajką na dobranoc dlatego, że Kamiński przynosił mu kawałki naszego życia, aby wieczorem sobie posłuchał, co jego przeciwnicy planują i zamierzają. Takie to były bajki prezesa Kaczyńskiego na dobranoc. I stąd wynika wściekłość, bo mu obiecali, że o tych „bajkach” nikt się nie dowie. Tymczasem mówi o nich cały świat. Ta bajka panie prezesie Kaczyński nie będzie miała dla Pana dobrego zakończenia…

Roman Giertych


Krzysztof Skiba: Strona polska pragnie zapewnić Rosję, że miliony wydane na walkę z UE nie poszły na marne

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Strona polska pragnie gorąco zapewnić Rosję, że miliony wydane na walkę z Unią Europejską nie poszły na marne. Zgodnie z instrukcjami z Moskwy, udało się rządowi polskiemu zasiać chaos, niewiarę oraz znacznie osłabić pozycje własnego kraju w strukturach europejskich

ZWARCI I GOTOWI

Wbrew wypowiedziom niektórych przedstawicieli opozycji, władza jest w pełni przygotowana na inwazje militarną Rosjan, a nawet Marsjan. Gdy tylko czołgi rosyjskie przekroczą granicę Polski, wszyscy w PiS będę wiedzieli dokładnie co mają robić.

Fot. Robert Kwiatek / Krzysztof Skiba, facebook

W biurze na Nowogrodzkiej zakupiono już odpowiednią ilość szampanów i kawioru, a także zapas syberyjskiego smalcu i bimbru. Przedstawiciele rządzącej Partii zapewniają, że bukiety kwiatów witające maszerujących żołnierzy są już zamówione. Zespoły ludowe dotowane przez władzę są już w pełnej gotowości tanecznej, aby chlebem i solą powitać bratnią armię rosyjską.

Na powitanie ludzi Putina, minister aktywów Jacek Sasin przygotował drobiazgowy raport konfliktów i zatargów z Unią Europejską, które rozniecano z inicjatywy rządu Mateusza Morawieckiego, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. kampanii żarówkowej, ukazującej winę Unii w sprawie rosnących cen energii.

Strona polska pragnie gorąco zapewnić Rosję, że miliony wydane na walkę z Unią Europejską nie poszły na marne. Zgodnie z instrukcjami z Moskwy, udało się rządowi polskiemu zasiać chaos, niewiarę oraz znacznie osłabić pozycje własnego kraju w strukturach europejskich.

Osoby szczególnie zasłużone w realizacji skłócania Polski z Unią (Zbigniew Zerrro) oraz osłabiania zdolności bojowej polskiej armii (Antek Aviator) przedstawione zostaną Putinowi do odznaczeń i nagród.

Oczywiście nie wszystko idzie doskonale i są pewne niedociągnięcia. Suski z Morawieckim słabo mówią jeszcze po rosyjsku, a wielki tort zamówiony dla Putina z ładnym napisem „SPASIBA” nie jest do końca gotowy. Nie jest jeszcze także gotowa lista osób do likwidacji przez wyzwalającą nas spod okupacji UE armię rosyjską. Listę otwiera Donald Tusk, a kończy Krystyna Janda, ale Obajtek się upiera, aby dopisać do niej własnego wujka (tego od granulatu) i kilku dziennikarzy.

Pewna nerwowość przed inwazją udziela się wszystkim. Ostatnio po obejrzeniu Wiadomości TVP sam pan Prezes dzwoniąc do Putina powiedział „Fur Deutschland” zamiast „Zdrastwuj Władimir”.

Krzysztof Skiba


Adam Mazguła: Totalna propagandowa pipa z wazeliną

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Szkolony w Rosji resortowy chłopaczek, nie potrzebuje rad, sam wszystko wie lepiej. Razem z członkiem agentury rosyjskiej w Polsce Antonim Macierewiczem, zniszczyli wojska operacyjne i zamienili je na WOT. Umocnili rolę kapelanów i poszerzyli zadania armii o zadania duchowe u Rydzyka, księży i udziału w pielgrzymkach, jako działalności priorytetowej

Bohater manipulacji

Dziennikarz zapytał Mariusza Błaszczaka, czy podoba mu się spotkanie Donalda Tuska, byłych prezydentów Polski, byłych ministrów ON, generalicji i fachowców obronności w sprawie zagrożeń militarnych płynących ze wschodu. Błaszczak odpowiedział, że „Dzięki Bogu oni już nie rządzą w Polsce”.

Nie wiem, jaką rolę odegrał tu Bóg, ale w obliczu zagrożenia naszego bezpieczeństwa i kompletnym braku aktywności wicepremiera do spraw bezpieczeństwa, cieszyłbym się z każdej dobrej oceny i rady. Szczególnie, że chodzi o takich doświadczonych specjalistów od polityki europejskiej i obrony narodowej, którzy wprowadzili Polskę do NATO i umacniali jego struktury.

Tymczasem szkolony w Rosji „resortowy chłopaczek”, nie potrzebuje rad, sam wszystko wie lepiej. Denerwuje się okrutnie, że ktoś śmie wchodzić na jego podwórko. Przecież to on przy pomocy ruskich trolli, podsłuchów i propagandy kłamstwa wygrał wybory, więc nikt mu nie musi radzić, bo i nikogo o nic nie pyta. Zresztą, zna się na wszystkim i nie bez powodu nazywam go „totalną propagandową pipą z wazeliną”. On jednak ma swoją ugruntowaną pozycję w gronie wybitnych PiS-dzielców.

Gdyby to jeszcze było podwórko odpowiedzialności, to jeszcze można byłoby próbować coś z tego zrozumieć, ale przecież głośno jest o jego nieodpowiedzialności i kompletnej indolencji merytorycznej.

Armię doprowadził do stanu zapaści, stanu klęski gotowości i zdolności bojowej, ruiny uzbrojenia i dowodzenia poprzez cywilnych polityków, którzy nie byli w wojsku i nie widzieli wojska w boju. Razem z członkiem agentury rosyjskiej w Polsce Antonim Macierewiczem, zniszczyli wojska operacyjne i zamienili je na WOT. Umocnili rolę kapelanów i poszerzyli zadania armii o zadania duchowe u Rydzyka, księży i udziału w pielgrzymkach, jako działalności priorytetowej.

Krętacze wierzą, że dopóki jest jeden sprawny czołg, transporter, samolot, który można pokazać w telewizji, propaganda będzie przekonywać obywateli, że jest dobrze. Wojsko telewizyjne da radę również z kwiatami i wieńcami pod pomnikami i w czasie defilad.

Dla umocnienia swojej pozycji, minister, ale i Antoni Macierewicz, jeździ po ulicach Warszawy i po Polsce w kolumnie sześciu pojazdów. Żandarmeria Wojskowa codziennie rozpycha samochody, aby szpieg Putina mógł szybko zdążyć na Komisję Smoleńską, która od kilku lat się nie spotyka. Jednak jego tam obecność uzasadnia pozycję zdrajcy w MON, Sejmie i w PiS-ie, jako wiceprezesa.

Tymczasem Mariusz Błaszczak spotkał się z ważnymi ludźmi z USA, którzy przyjechali w związku z sytuacją na Ukrainie. Pozycja totalnego propagandzisty wzrasta. Wszędzie ma zdjęcia i nawet nauczył się jednego zdanie po angielsku. Zawsze to coś.

Panie Błaszczak, nigdy nie będzie pan miał rangi i szacunku byłych prezydentów, generałów, czy Prezydenta Europy. To niedoścignione wzorce dla takich partaczy jak pan. Wszyscy jednak zapamiętają pana, jako ludobójcę faszystowskiej ustawy dezubekizacyjnej. Tego, który czynił przygotowania do wykorzystania wojska przeciwko protestującym Polakom oraz dewastatora zdolności bojowej naszej armii. Ponadto, tylko nieskończeni głupcy nie korzystają z wiedzy fachowców.

Dlatego, nie wiem, czy dzięki Bogu, myślę, że dzięki podsłuchom i propagandzie skierowanej do otumanionych wiarą parafianom, jeszcze nie siedzi pan w pierdlu, ale taki czas nadchodzi.

Nie chce pan słuchać mądrych i doświadczonych ludzi, to niech się pan modli, żeby nie trzeba było sprawdzić podległe panu siły w boju. Nawykowo zapomina pan też, że gotowość obronna państwa, za którą odpowiada Minister ON, to nie tylko wojsko, ale i potężny zakres koordynacyjnych zadań międzyresortowych i sojuszniczych.

Jestem przekonany, że jeśli kiedyś prawda wyjdzie na wierzch, a wyjdzie, to sami żołnierze i obywatele „zlinczują” nieudacznika, razem z tym agentem smoleńskim rozpychającym się na drogach.

Adam Mazguła

PS.

Ciągle pamiętam wystąpienie Mariusza Błaszczaka w Sejmie w grudniu 2016 roku, kiedy z trybuny sejmowej kilka minut szkalował moje dobre imię na zapotrzebowanie PiS-propagandy. Nie wypowiedział wtedy ani jednego prawdziwego zdania, chociaż miał wszystkie dokumenty, opinie i oceny z 60-ciu lat mojej młodości i nieskazitelnej służby ojczyźnie, nawet po przejściu na emeryturę. Totalnie podły człowiek oraz bohater kłamstwa i manipulacji.

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Adam Mazguła: Rosyjska inwazja na Ukrainę? Jeśli ma się odbyć, to w nocy z soboty na niedzielę. Obym się bardzo mylił

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Rosyjska szkoła wojny nakazuje rozpoczynać agresję z zaskoczenia, pod przykryciem ćwiczeń i z zaprzeczaniem, że coś takiego planują. Zawsze jest to wojna wyzwoleńcza, sprawiedliwa, przeprowadzana siłami nazwanymi pokojowymi i po prowokacji. Co do zasady rozpoczyna się w nocy, w przededniu dnia wolnego

 

Rosyjska szkoła wojny nakazuje rozpoczynać agresję z zaskoczenia, pod przykryciem ćwiczeń i z zaprzeczaniem, że coś takiego planują. Zawsze jest to wojna wyzwoleńcza, sprawiedliwa, przeprowadzana siłami nazwanymi pokojowymi i po prowokacji. Co do zasady rozpoczyna się w nocy, w przededniu dnia wolnego.

Wychodzi na to, że jeśli agresja militarna ma się odbyć, to w nocy z soboty na niedzielę w tym, lub następnym tygodniu. Obym się bardzo mylił.

Wojna to śmierć, głównie cywilów. To głód, bezprawie, niepewność losów, przemoc i bezsilność. Przy proputinowskiej PiS-władzy w Polsce ta niepewność losu może się potęgować.

Gdyby sytuacja nie była tak poważna, to apelowałbym o natychmiastowe uruchomienie ołtarzy polowych. One są już niezbędne nie tylko fanatycznie katolickiej PiS-armii.

Adam Mazguła


Na briefingu w Białym Domu doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Jake Sullivan podkreślił, że atak może rozpocząć się przed zakończeniem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie 20 lutego. Oprócz USA również Wielka Brytania, Łotwa, Dania, Izrael, Estonia, Norwegia, Japonia i Korea Południowa nakazały swoim obywatelom jak najszybsze opuszczenie Ukrainy.

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Krzysztof Skiba: Skuteczna szczepionka na PiS

Krzyusztof Skiba

Krzyusztof Skiba

Największe laboratoria medyczne próbują wymyślić skuteczną szczepionkę na wirus PiS. Niestety jak do tej pory naukowcom nie udało się termu zaradzić. Prace są jak „Dziewczyny z Dubaju”, czyli daleko posunięte, ale efekt finalny jest niezadowalający.

 

Największe laboratoria medyczne próbują wymyślić skuteczną szczepionkę na wirus PiS. Niestety jak do tej pory naukowcom nie udało się termu zaradzić. Prace są jak „Dziewczyny z Dubaju”, czyli daleko posunięte, ale efekt finalny jest niezadowalający.

Lekarzom udało się już dość dobrze zdiagnozować i opisać genom wirusa PiS. Okazuje się, że rozprzestrzenia się on głównie przez Internet, TVP i konferencje prasowe rządu.

Jak każdy wirus jest pasożytem bezwzględnym, różnica między nim a innymi wirusami polega na tym, że wirus PiS atakuje najpierw mózg człowieka, a potem jego portfel.

Odkryto, że wirus PiS obecny może być nie tylko w polskim ekosystemie. Jego mutacje pojawiają się w USA (trumpizm), na Węgrzech (orbanizm) czy we Francji (lepenizm). Wiadomo też, że źródłem wirusa była Rosja i sukcesy Władimira Putina w zawłaszczaniu gospodarki i mediów.

Bezpośrednimi skutkami działania wirusa PiS na mózg, jest godnościowy ból dupy połączony z utratą samodzielnego myślenia i naiwną wiarą w przekaz medialny TVP. W przypadkach zaawansowanych odnotowano wzrost poziomu wewnętrznego chamstwa i bezczelności oraz zjawisko intensywnego moczenia się na widok Rydzyka i Jarosława, a także (co ciekawe) zanik wiedzy matematycznej na poziomie podstawówki (dodawanie, odejmowanie, tabliczka mnożenia). W wypadkach poważnego zarażenia się wirusem zdarzyć mogą się majaki i halucynacje, a także nocne bredzenie o „lewactwie”, „Niemcach” i żołnierzach wyklętych.

Wirus PiS zaatakował silnie po raz pierwszy w 2005 roku, ale jego groźny i olbrzymi rozwój, epidemiolodzy zanotowali dopiero w 2010 roku, w związku z tzw. syndromem smoleńskim. Wielu rozsądnych Polaków uległo wówczas wirusowi zakażając się nim głęboko i na trwałe. Sporo przypadków z tamtego okresu do dziś uważa się za nieuleczalne.

Po licznych aferach korupcyjnych, łapówkarskich, po milionowych stratach w budżecie, po aferach z rozkradaniem majątku narodowego, po pobiciach przez policję demonstrujących kobiet, po aferach z podsłuchami, medycyna odnotowała nowy efekt wirusa PiS, którym jest absolutny zanik norm moralnych.

Medycyna szuka sposobu walki z wirusem, ale dotychczasowe badania nie doprowadziły do odkrycia skutecznej szczepionki. Kilka lat temu łudzono się, że szczepionka „Hołownia” okaże się właściwym antidotum. Niestety ten sposób okazał się niedopracowany. Zaobserwowano, że osoby zaszczepione Hołownią są co prawda odporne na przekaz medialny rządu, ale efektem ubocznym szczepionki jest uporczywy onanizm na widok lidera i klepanie pacierza.

Medycyna wiele nadziei łączy z intensywnymi pracami wokół nowej wersji starej szczepionki „Tusk”, która swego czasu zapewniała ciepłą wodę w kranie. Trwają prace, aby tę szczepionkę pozbawić efektów ubocznych w postaci promocji ośmiorniczek u Sowy i nowego wysypu zegarków Nowaka. Problem w tym, że Tusk chroni przed PiSem jedynie w 25 procentach.

Wybitni wirusolodzy ostrzegają, że dopóki nie znajdziemy skutecznej szczepionki chroniącej przed PiS, należy przede wszystkim dbać o higienę umysłową. Odkryto, że osoby, które unikają kontaktu z rządową propagandą są w stanie przeżyć w dobrym zdrowiu przez wiele lat.

W opinii rady medycznej działającej przy Kole Gospodyń wiejskich w Suchożebrach, skuteczną barierę sanitarną przed wirusem stanowią też spektakle komediowe Krzysztofa Skiby

Krzysztof Skiba


Parlament Europejski powoła komisję śledczą w sprawie Pegasusa

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Parlament Europejski powoła komisję śledczą w sprawie Pegasusa. Ośrodek Citizen Lab już obiecuje wsparcie. A Roman Giertych namawia europosłów do współpracy z włoską prokuraturą.

Fot. Arget / Unsplash

Postulat powołania komisji śledczej, która zajęłaby się sprawą inwigilacji polityków, dziennikarzy, aktywistów za pomocą Pegasusa (i innych podobnych programów szpiegujących) został w styczniu zgłoszony przez macronistyczno-liberalną frakcję „Odnowić Europę”. W środę 9.02.2022 podczas zebrania szefów klubów europoselskich potwierdzono, że ten pomysł ma poparcie wymaganej większości. Formalna decyzja co do kształtu komisji śledczej powinna być podjęta już w przyszłym tygodniu. Parlament Europejski zapewne w marcu dodatkowo wesprze ją w swej rezolucji o nadużyciach władzy dokonywanych za pomocą Pegasusa.

– Jest poparcie przewodniczących grup politycznych. Dziś przedstawiamy mandat tej komisji do akceptacji. Trzeba sprawę wyjaśnić dogłębnie i zabezpieczyć obywateli UE przed niszczeniem ich prywatności – ogłosiła wczoraj Róża Thun (Polska 2050) z frakcji „Odnowić Europę”.

Szkopuł w tym, że komisje specjalne czy też śledcze Parlamentu Europejskiego mają uprawnienia dochodzeniowe (mogą wzywać na wysłuchania) wyłącznie w przypadku badania, jak działa np. Komisja Europejska lub inne instytucje UE. Natomiast poza tą dziedziną takim komisjom pozostaje dobrowolna współpraca ekspertów czy też przedstawicieli władz poszczególnych krajów Unii, którzy mogą, lecz nie muszą przyjmować zaproszeń do złożenia wyjaśnień przed europosłami.

Pomogą Włosi?

Temat komisji śledczej był poruszany podczas wysłuchania, które w Brukseli zorganizowała Europejska Partia Ludowa (EPL).

– Bardzo ważne, by komisja Parlamentu Europejskiego podjęła współpracę z jakąś prokuraturą krajową, bo to zwiększyłoby możliwości europosłów. Może prokuratura włoska będzie zainteresowana taką współpracą? – doradzał dziś europosłom Roman Giertych, którego telefon był zainfekowany Pegasusem według analizy ośrodka Citizen Lab.

Giertych przekonywał dziś w Parlamencie Europejskim, że rzeczywistym celem jego inwigilacji był Donald Tusk (Giertych jest adwokatem Tuska).

– Uważam, że polska władza podsłuchiwała szefa Rady Europejskiej – powiedział Giertych.

Pegasus w jego telefonie miał być bowiem zainstalowany tuż po informacji od Tuska, że ten zmienia numer i telefon, co miało – zdaniem Giertycha – utrudnić śledzenie szefa Rady Europejskiej mniej zaawansowanymi metodami.

– Przeniesiono się zatem na mnie, by przeze mnie, przez moje kontakty z Tuskiem śledzić go w czasie, gdy było w Polsce zainteresowanie, czy wystartuje w wyborach prezydenckich – powiedział Giertych europosłom w Brukseli.

Polskie władze regularnie powtarzają, że nie było żadnych nadużyć z Pegasusem (również w przypadku Giertycha).

Z rejestru działania Pegasusa na telefonie Giertycha ma wynikać, że program inwigilujący „logował się” również podczas jego pobytów we Włoszech. Giertych powiedział dziś europosłom, że dlatego składa zawiadomienie we włoskiej prokuraturze.

Co z „dyrektywą policyjną”

Bill Marczak z Citizen Lab zapewniał europosłów o gotowości jego ośrodka do mocnej współpracy z komisją śledczą Parlamentu Europejskiego. Podczas wysłuchania porównywano wpływ inwigilacji dziennikarzy, polityków, aktywistów za pomocą Pegasusa (i podobnych programów) na demokrację do wpływu napromieniowania materiałami radioaktywnymi na organizm człowieka. Nawet jeśli nie od razu widać efekt niszczący, to ten będzie się z czasem ujawniać.

Na razie w UE wykazane przez Citizen Lab przypadki inwigilowania dziennikarzy czy polityków za pomocą Pegasusa dotyczą Węgier i Polski. A w obu tych krajach domniemane ofiary śledzenia zapewniają o kompletnym braku zaufania do prokuratury. Stąd pytania, czy i w jaki sposób instytucje UE mogą wejść w te kwestie za pomocą narzędzi prawnych.

– Musimy odpowiedzieć na pytanie, czy jesteśmy w stanie ochronić bezpieczeństwo demokratycznych procesów wyborczych, ochronić obywateli. Władza nie może nadużywać systemów inwigilacji – apelował dziś Andrzej Halicki (PO), współorganizator wysłuchania.

Mate Szabo z Węgierskiej Unii Wolności Obywatelskiej (HCLU) przekonywał, że choć ściganie nadużyć z Pegasusem leży w kompetencjach władz krajowych, to przykładowo przypadek inwigilacji obywatela Belgii na Węgrzech za pomocą Pegausa sugeruje, że Komisja Europejska mogłaby podejść do tego problemu w ramach ochrony unijnej swobody przemieszaczania się.

– Kwestie bezpieczeństwa to uprawnienie krajowe. Ale praworządność to uprawnienie również unijne. Czasem Komisji Europejkiej trzeba uzmysławiać, że ma stosowne kompetencje do działania – przekonuje natomiast Holender Jeroen Lenaers z frakcji EPL.

Halicki sugerował, że instytucje UE powinny przyjrzeć się m.in. stosowaniu przez Polskę „dyrektywy policyjnej” (LED), która ustanawia wyjątki od standardowych wymogów ochrony danych z przepisów RODO. Wśród innych działań bardzo wstępnie rozważanych w Parlamencie Europejskim jest projekt przepisów unijnych, które dodawałyby nowy obowiązek „należytej staranności” producentów telefonów w sprawie usuwania luk w oprogramowaniu, w tym aktualizacji zabezpieczeń. A także w kwestii należytego usuwania wrażliwych danych po zakończeniu okresu użytkowania telefonu lub innego urządzenia.

 

REDAKCJA POLECA

 


Możliwe prowokacyjne użycie broni chemicznej na granicy polsko-białoruskiej i na Ukrainie?

Użycie, a także posiadanie broni chemicznej jest zabronione na podstawie prawa międzynarodowego. Podobnie jak inne rodzaje broni masowej zagłady (broń atomowa i biologiczna) broń chemiczna służy do rażenia siły żywej na masową skalę. Posiadanie broni chemicznej przez państwo powinno zostać zgłoszone w odpowiednim terminie do Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej z siedzibą w Hadze. Czy oby na pewno Polska i Dania przestrzegają Konwencji o Zakazie Broni Chemicznej? Przypadek powyższych państw wskazuje na coś zupełnie innego.

W styczniu 1997r. polscy rybacy przypadkowo wyłowili z Bałtyku ok. 5 kg iperytu siarkowego – bojowego środka trującego, który objęty jest w spisie zakazanych substancji w załączniku do Konwencji o Zakazie Broni Chemicznej.

Około 5 kg. broni chemicznej trafiło do 55. Kompanii Przeciwchemicznej w Rozewiu z której, w tajemniczych okolicznościach, zaginęło.

Biorąc pod uwagę fakt, iż polski i duński rząd, prokuratura i wojsko posiadają wiedzę o zaginięciu broni chemicznej z terenu jednostki wojskowej, a przez wiele lat nie podjęto żadnych czynności mających na celu jej odzyskanie, Polska i Dania już teraz są odpowiedzialne za narażanie mieszkańców i inwestycji w całej Unii Europejskiej na jej użycie z zamiarem ewentualnym.

Rażące zaniechania Polski i Danii wyczerpują znamiona pomocnictwa przez zaniechanie, ponieważ pomimo prawnego obowiązku niedopuszczenia do możliwego wprowadzenia do obrotu broni chemicznej, pozostają bezczynne, przez co umożliwiają ewentualne użycie środków masowej zagłady zakazanych przez prawo międzynarodowe. 

Rząd Danii wielokrotnie otrzymywał informacje wraz z dowodami o skrajnie bezprawnych poczynaniach władz Polski, które nadal stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa i pokoju w regionie. Z kolei osoba, która żądała od władz Danii podjęcia działań w celu ochrony społeczeństwa, w wyniki prześladowań, musiała wyjechać z Danii.

Dlaczego temat broni chemicznej wyławianej z Bałtyku jest dla władz Danii taki niewygodny?

Nagłośnienie sprawy polskiej broni chemicznej mogło spowodować pojawienie się pytań, jak inne państwa postępują z wyłowioną bronią chemiczną, czy zgłaszają ten fakt do Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej, a jeśli nie to co dalej dzieje się z bojowymi środkami trującymi?

Większość zatopionej broni chemicznej spoczywa w duńskiej części Morza Bałtyckiego, zatem rząd Mette Frederiksen musiałby stawić czoła powyższym pytaniom i wtedy wyjdzie na jaw, że Duńczycy wielokrotnie wyławiali broń chemiczną. Bowiem jak wytłumaczyć duńskim wyborcom i społeczności międzynarodowej, że wszystko było zgodne z prawem, skoro liczba przypadków wyłowień (pozyskiwania) broni chemicznej z Bałtyku nie zgadza się z liczbą dokonanych zgłoszeń do OPCW?

Oczywiście można próbować, tylko kto w to uwierzy?

Bartosz Chudziński

Więcej o zaginięciu broni chemicznej:

THE GOVERNMENT AND THE PRESIDENT ANDRZEJ DUDA COVER THE LOSS OF CHEMICAL WEAPONS BY THE ARMY

Fot. https://without-justice.com/

Rząd ukrywa przed opinią publiczną fakt utraty przez wojsko broni chemicznej

fot. https://sucha24.pl/artykul/rzad-ukrywa-przed-opinia/701234

Polska hipermarketem dla terrorystów

Fot. https://najlepszydziennik.pl/informacje/polska-hipermarketem-dla-terrorystow/

Polska broń chemiczna

Fot. https://rzeszowska24.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=4014:polska-bro%C5%84-chemiczna&catid=92:czy-wiesz-ze&Itemid=108

Polish chemical weapons cover-up threatens US interests in Europe

W styczniu 1997r. polscy rybacy przypadkowo wyłowili z Bałtyku ok. 5 kg iperytu siarkowego - bojowego środka trującego, który objęty jest w spisie zakazanych substancji w załączniku do Konwencji o Zakazie Broni Chemicznej.

Około 5 kg. broni chemicznej trafiło do 55. Kompanii Przeciwchemicznej w Rozewiu z której, w tajemniczych okolicznościach, zaginęło.
Fot. https://www.neweurope.eu/article/polish-chemical-weapons-cover-up-threatens-us-interests-in-europe/