Gigantyczny wyciek danych z wojska. „Wschodnia flanka NATO została skompromitowana”

„W Polsce nie było jeszcze wycieku danych na taką skalę. Wschodnia flanka NATO została skompromitowana. Eksperci mają niepokojące podejrzenie” – pisze Philipp Fritz w „Die Welt”.

Fot. gov.pl / licencja Creative Commons

Począwszy od śrubek i amunicji, a skończywszy na czołgach i samolotach bojowych: niemal 1,8 mln danych dotyczących armii znalazło się w internecie. Dostępne dla każdego dane zawierają szczegółowe informacje o uzbrojeniu polskiej armii, w tym o czołgach Leopard 2 i samolotach F-16.

„Polskie władze dotychczas nie opanowały sytuacji” – zaznacza niemiecki dziennikarz.

Kompromitacja polskiej armii

Philipp Fritz przewiduje, że afera z wyciekiem danych wywoła skutki w polskiej polityce wewnętrznej. Jak zaznacza, politycy opozycji domagają się ustąpienia ministra obrony Mariusza Błaszczaka.

Zdaniem dziennikarza „Die Welt” wzburzenie z powodu skandalu będzie wcale nie mniejsze za granicą. „Polska zabezpiecza wschodnią flankę NATO i jest jednym z kluczowych krajów Sojuszu. Polska armia jest teraz skompromitowana, widoczna, każdy może oszacować jej siłę i jej słabości” – czytamy w „Die Welt”.

Według Piotra Pytla, byłego szefa kontrwywiadu, dostępne w internecie dane mają „strategiczne znaczenie” i są przedmiotem zainteresowania ze strony służb rosyjskich.

Operacja szpiegowska czy zaniedbanie?

Philipp Fritz zastrzega, że okoliczności przecieku są niejasne. Nie wiadomo, czy chodzi o operację szpiegowską, czy ludzki błąd. Ministerstwo Obrony potwierdziło, że pracownik Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy udostępnił plik na nieautoryzowanym serwerze.

Komentator „Die Welt” wyjaśnia, że aferę wykryli dziennikarze Onetu, a potwierdziły ją źródła w wojsku. Platforma internetowa Onet należy do koncernu medialnego Ringier Axel Springer Media, będącego spółką dwóch podmiotów – szwajcarskiego Ringier AG i niemieckiego Axel Springer SE. Wykorzystują to prorządowi dziennikarze, atakujący redakcję Onetu jako „niemieckie” medium i zarzucający jej mieszanie się w sprawy polskie w celu zaszkodzenia Polsce.

Rząd bagatelizuje aferę

„Die Welt” zwraca uwagę, że polskie władze starają się bagatelizować problem zapewniając, że wyciek danych nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa.

Eksperci są odmiennego zdania. Dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał powiedział „Die Welt”:

– Wystarczy przyjrzeć się danym, żeby zrozumieć, o co tutaj chodzi; że jest to skandal, który może potencjalnie zagrozić bezpieczeństwu Polski i NATO.

Philipp Fritz zaznacza, że jeśli za wyciekiem danych stoi Rosja, nie był to pierwszy atak hakerski ze strony tego państwa. Obecna polska afera zbiegła się w czasie z napięciami między Ukrainą a Rosją – przypomina w konkluzji autor.


Krzysztof Skiba: Krąży wiele żartów i opinii o nieudolnych rządach Złajdaczonej Prawicy

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Krąży wiele żartów i opinii o nieudolnych rządach Złajdaczonej Prawicy. Publicyści skrupulatnie podliczają milionowe wpadki takie jak elektrownia węglowa w Ostrołęce (1,3 mld strat), upadek renomowanej stadniny w Janowie, milionowe kary za Turow, kary za Izbę Dyscyplinarną Ziobry, wyrzucone w błoto miliony za wybory pocztowe i wiele innych. Potwierdza tę opinię najnowsza kontrola NIK, dokonana w czołowej, strategicznej inwestycji władzy, czyli Centralnym Porcie Komunikacyjnym.

NA SIEBIE

Krąży wiele żartów i opinii o nieudolnych rządach Złajdaczonej Prawicy. Publicyści skrupulatnie podliczają milionowe wpadki takie jak elektrownia węglowa w Ostrołęce (1,3 mld strat), upadek renomowanej stadniny w Janowie, milionowe kary za Turow, kary za Izbę Dyscyplinarną Ziobry, wyrzucone w błoto miliony za wybory pocztowe i wiele innych.

Te przykłady, to dowody na beznadziejne zarządzanie państwem w wykonaniu PiS. Tymczasem moim zdaniem, słynny i skromny kolekcjoner kotów z Żoliborza, w sposób niezwykle umiejętny zarządza Polską i to przy pomocy wesołego, sprawdzonego w bojach aparatu partyjnego.

Skuteczność i solidność tego zarządzania bije wprost w oczy. Jest to niezwykle sprawny mechanizm, który pozwala wycisnąć Polskę jak cytrynę i całą kasę wydać… NA SIEBIE.

W wydawaniu kasy na siebie i swoich ludzi PiS należy do absolutnej pierwszej ligi. A dodajmy, że jest to Liga Mistrzów, w której grają obok PiS, także partie Putina, Orbana i Łukaszenki.

Potwierdza tę opinię najnowsza kontrola NIK, dokonana w czołowej, strategicznej inwestycji władzy, czyli Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Odkryto, że dotychczasowe wydatki CPK wyniosły 95,6 mln zł, z czego 85 milionów przejadła… sama spółka. I to jest ta strategia narodowa, czyli najpierw wydajemy na naród, czyli NA SIEBIE.

Przy takich kosztach i pensjach mniemam, że lotnisko będzie się budowało przez wiele lat, a miejscowi rolnicy nie mają się czego obawiać, bo startować z niego będą co najwyżej latawce.

Na zdjęciu: pierwszy próbny lot Pegasusem dokonany na CPK przez czołowego pilota bez pilotki. Fot. źródło: Krzysztof Skiba / facebook.com

SKIBA STAND UP COMEDY…

Fragment występu w Katowicach

 

Krzysztof Skiba


Przyśpieszone wybory w Polsce

DW

Przyśpieszone wybory w Polsce mogłyby mieć niebezpieczny dla Brukseli wynik – ocenia „Die Welt” w internetowym wydaniu.

Fot. Lukas Pleciszawnia / flick

Niemiecki dziennik pisze w czwartek (13.01.2021) na swej stronie internetowej o spekulacjach na temat możliwych przyśpieszonych wyborów parlamentarnych w Polsce.

„W Warszawie mówi się, że w niektórych regionach zarezerwowano już ponoć powierzchnie reklamowe. Posłowie partii rządzącej PiS mieli dostać zalecenia, by przygotowywać się na kampanię wyborczą w maju. Bo już w czerwcu może dojść w Polsce do przyśpieszonych wyborów” – donosi korespondent „Die Welt” Philipp Fritz.

Dodaje, że pogłoski te dodatkowo podsycił jeszcze szef PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”, stwierdzając, że „nie można tego całkowicie wykluczyć”.

„To, co mówi 72-letni szef partii ma dużą wagę. Kaczyński jest najbardziej wpływowym człowiekiem w kraju – i sprytnym hazardzistą. Akurat Komisja Europejska może go teraz skłonić do rozwiązania koalicji i spowodowania, że nowe wybory w Polsce będą nie do uniknięcia. Komisja Europejska wstrzymuje bowiem 36 miliardów euro dla Warszawy z Funduszu Odbudowy po pandemii koronawirusa” – pisze Fritz. Przypomina jednocześnie, że jest to reakcja na kontrowersyjną reformę sądownictwa, a przede wszystkim wyrok TK z 7 października 2021 roku w sprawie prymatu prawa krajowego nad unijnym.

Rysa na wizerunku PiS

„Polski rząd potrzebuje pieniędzy z UE bardziej niż kiedykolwiek. Prawie w żadnym europejskim kraju inflacja nie jest obecnie tak wysoka. W grudniu wyniosła 8,6 procent. Dla porównania: w RFN w tym samym miesiącu odnotowano inflację na poziomie 5,3 procent, co dla Niemiec jest znacząco wysoką wartością” – dodaje niemiecki dziennikarz.

Jak pisze, wzrost cen „odczuwają szczególnie wyborcy narodowych konserwatystów Kaczyńskiego, ludzie na wsi albo mniej zarabiający”. „To potężna rysa na wizerunku PiS” ocenia. I dodaje, że na przeciwdziałanie temu nie ma dość pieniędzy.

„Kaczyński wie teraz, że w sprawach praworządności musi wyjść naprzeciw Komisji Europejskiej, trzeba wykonać także postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE, aby miliardy dla Polski mogły zostać uwolnione. To oznaczałoby koniec postępowań dyscyplinarnych wobec nieposłusznych sędziów. Wie on jednak też, że jego partner koalicyjny do tego nie dopuści” – relacjonuje Fritz.
Skłócona opozycja

„Jeżeli Kaczyński chce pieniędzy z Brukseli, to musi się najpierw rozstać ze Zbigniewem Ziobro, rozwiązując sojusz partii i pozwalając na rozpisanie nowych wyborów” – dodaje, tłumacząc sytuację w Zjednoczonej Prawicy. Ocenia, że Ziobro „od dawna ciąży Kaczyńskiemu”. Jednak – jak podkreśla Fritz – koniec koalicji absolutnie nie oznacza końca PiS, a Kaczyński mógłby zapewnić swojej partii kolejną czteroletnią kadencję.

Szef warszawskiego biura think tanku European Council on Foreign Relations Piotr Buras ocenia, że PiS ciągle ma stabilny elektorat, a „Kaczyński widzi, iż teraz jest trudno, ale za rok będzie jeszcze trudniej”.

Fritz pisze, że niebawem inflacja może być dwucyfrowa. Poza tym opozycja jest obecnie skłócona, co również ma znaczenie dla Kaczyńskiego. „Polska jest daleko od sytuacji, jak na Węgrzech, gdzie sześć partii opozycyjnych dogadało się przeciwko długoletniemu premierowi Viktorowi Orbanowi” – dodaje.

„Tak oto akurat presja z UE, wstrzymanie miliardów euro, może skonsolidować PiS w Polsce” – pisze „Welt”. A Buras zauważa, że nowym partnerem koalicyjnym PiS może stać się domagająca się wyjścia z UE Konfederacja, co nie byłoby dobre dla relacji z Brukselą.

 

REDAKCJA POLECA

 


Polsko-czeski spór. List otwarty czeskich działaczy do Morawieckiego w sprawie ambasadora Jasińskiego

Aureliusz M. Pędziwol

Aureliusz M. Pędziwol

W liście otwartym do premiera Morawieckiego pięcioro czeskich działaczy Solidarności Polsko-Czechosłowackiej z lat 80. wzywa polski rząd do pozostawienia Mirosława Jasińskiego na stanowisku ambasadora RP w Czechach.

„Mianowanie Mirosława Jasińskiego ambasadorem w Republice Czeskiej potraktowaliśmy jako dalekowzroczną decyzję – mało kto zna czeskie środowisko, kulturę i mentalność tak dobrze, jak on“ – pisze w liście otwartym do premiera Mateusza Morawieckiego pięcioro byłych czeskich dysydentów: Petr Bartoš, Ewa Klosová, Petr Pospíchal, Anna Šabatová i Petruška Šustrová. Podkreślają, że latach osiemdziesiątych działali wspólnie z nim w ramach Solidarności Polsko-Czechosłowackiej (SP-Cz), a wzajemnych kontaktów i wspólnej działalności nie przerwali i utrzymują je do dziś.

Procedura odwołania

„Z nadzieją przyjęliśmy też rozmowę, w której wypowiedział się na temat problemu z kopalnią węgla Turów– kontynuują sygnatariusze listu. Chodzi o opublikowany 6 stycznia wywiad, który ambasador Jasiński udzielił Polskiej Redakcji DW i którego obszerna część poświęcona jest właśnie polsko-czeskiemu konfliktowi związanemu z tą kopalnią.

Słowa ambasadora, że „to był brak empatii, brak zrozumienia i brak chęci podjęcia dialogu – i to w pierwszym rzędzie z polskiej strony” i że „powodem sporu była jednak arogancja pewnych ludzi” z PGE, wywołały burzę wśród polityków partii rządzącej w Polsce. Europosłanka PiS Anna Zalewska oskarżyła Jasińskiego o zdradę dyplomatyczną i zażądała jego natychmiastowej dymisji.

Dymisja jeszcze dziś!”, domagał się też Janusz Kowalski poseł na Sejm z Solidarnej Polski.

Minister aktywów państwowych Jacek Sasin napisał zaś, że „od osoby, która reprezentuje Polskę zagranicą należy oczekiwać, że wypowiadając się, w tak kluczowych sprawach, jak Turów, najpierw pozyska wiedzę i pozna fakty”.

Jeszcze w dniu publikacji wywiadu rzecznik polskiego rządu Piotr Müller oświadczył, że „premier Mateusz Morawiecki zdecydował o rozpoczęciu procedury odwołania ambasadora Polski w Republice Czeskiej”.

Inne spojrzenie

Sygnatariusze listu do polskiego premiera zupełnie inaczej niż politycy PiS i SP odczytali słowa, które padły w wywiadzie. Podkreślają, że dotychczasowe próby osiągnięcia porozumienia między oboma państwami w sprawie Turowa zawiodły. Jedyną szansą na osiągnięcie zgody, która ich zdaniem leży „bez wątpienia w interesie obu stron”, była próba spojrzenia na problem i jego rozwój w inny sposób, niż go dotychczas przedstawiano w mediach. „Jesteśmy przekonani, że właśnie to udało się ambasadorowi Jasińskiemu we wspomnianej rozmowie”.

Według nich nie wyjaśniał on sytuacji wokół kopalni Turów niechęcią rządu do osiągnięcia porozumienia, lecz serią zaniedbań operatora kopalni, które zostały zbagatelizowane na poziomie centralnym. To zaś doprowadziło do trudnego do rozwiązania konfliktu.

Szok i apel

To, co się zdarzyło w ciągu kilkunastu godzin od publikacji wywiadu z ambasadorem Jasińskim, zdumiało autorów listu, a „dramatycznie szybka wiadomość o podjęciu kroków zmierzających do jego odwołania” była dla nich szokiem. „To właśnie sposób, w jaki ambasador opisał problem wokół kopalni Turów, uważamy za dowód jego umiejętności dyplomatycznych, które mogą doprowadzić do szybkiego polubownego rozwiązania spornej kwestii” – piszą do premiera Morawieckiego.

W ostatnich słowach listu byli dysydenci z SPCz apelują do polskiego rządu, by pozostawił Jasińskiego na stanowisku ambasadora i dał mu szansę na wykorzystanie jego nadzwyczajnych umiejętności dyplomatycznych i życiowego doświadczenia na zbudowanie przyjaznych stosunków między oboma krajami. „Ambasador Jasiński jest szanowanym dyplomatą, a dzięki swej dotychczasowej działalności – także zasłużonym i poważanym człowiekiem” – kończą swój list do premiera Bartosz, Klosová, Pospichal, Szabatová i Szustrová.

Spotkanie na szczycie

Solidarność Polsko-Czechosłowacka zrodziła się we wrześniu 1981 roku w praskim mieszkaniu Anny Szabatovej i Petra Uhla, gdy odwiedził ich ówczesny szef wrocławskiego Radia Solidarność Aleksander Gleichgewicht. Działalność rozwinęła jednak dopiero w następnych latach.

Po polskiej stronie na liderów SPCz szybko wyrośli Mirosław Jasiński i przewodnik sudecki Mieczysław „Duczin” Piotrowski, główny organizator przerzutów zakazanej literatury czechosłowackiej i sprzętu do Czechosłowacji.

Najbardziej spektakularną akcją SPCz było spotkanie na granicznym szczycie Borówkowej Góry koło Lądka-Zdroju w połowie sierpnia 1987 roku. Oprócz Jasińskiego i Piotrowskiego uczestniczyli w nim między innymi Zbigniew Bujak, Zbigniew Janas, Jacek Kuroń, Jan Lityński, Adam Michnik i Józef Pinior, z czechosłowackiej zaś Ján Czarnogurský, Jirzí Dienstbier, Václav Havel, Jaroslav Szabata, Anna Szabatová, Petr Uhl i Alexandr Vondra.

W pierwszych dniach listopada 1989 roku SPCz zorganizowała we Wrocławiu Przegląd Czechosłowackiej Kultury Niezależnej, na który przyjechały tłumy młodych Czechów. Václav Havel nazwał go później uwerturą do „aksamitnej rewolucji”. Wybuchła niespełna dwa tygodnie później i przyniosła kres panowaniu komunistów w Czechosłowacji.

 

REDAKCJA POLECA

 


Giertych w liście do Kaczyńskiego: jak tak dalej pójdzie, to rok zakończysz w opozycji – w opozycji do wychowawcy więziennego

Roman Giertych

Roman Giertych

Jak tak dalej pechowo ci Jarku pójdzie, to rok ten zakończysz w opozycji. W opozycji do wychowawcy więziennego oczywiście. Bo jak stracisz władzę, to ci złośliwi sędziowie mogą nie uwierzyć w te koincydencje i najzwyczajniej w świecie, z powodu twego pecha uznają, że za tego Pegasusa (co cię tak końskimi kopytami teraz tratuje) pójdziesz siedzieć

List do Jarka!

Drogi Jarku!

Ależ ty to masz pecha! Popatrz. Kupiliście 25 licencji na Pegasusa. Z dumą ogłosiłeś, że byłoby dziwne, gdybyście takiego programu nie mieli. Używaliście programu do zwalczania najcięższych przestępstw. Chcieliście Polskę zrobić silną i bezpieczną. A tu taki pech!

Jest w Polsce około miliona przestępstw rocznie. I jak na złość twoi niezależni prokuratorzy spośród tego miliona przestępstw w 2019 roku wybrali dwóch niezwykle groźnych złoczyńców: Krzysztofa Brejzę i Romana Giertycha, aby dzień po dniu sprawdzać co tam w ich przestępczym życiu słychać.

I zupełnie przypadkiem, niezamierzonym, niezaplanowanym, koincydencją zupełnie ekstraordynaryjną było, że Brejza został w czasie tej kontroli szefem sztabu wyborczego głównej partii opozycyjnej, a Giertych był prawnikiem prowadzącym sprawy Tuska, którego obawiałeś się jako najbardziej prawdopodobnego kandydata w wyborach prezydenckich.

I też zupełnym przypadkiem infekcje skończyły się u Brejzy po wyborach parlamentarnych, a u mnie zaraz po konwencji PO, która przesądziła start Kidawy-Błońskiej. Dodatkowym pechem było to, że prowadziłem wówczas sprawy II Wież, gdzie złośliwi mogliby przypuszczać, że obawiałeś się publikacji nagrania z wręczania ci koperty z 50 tysiącami.

I teraz z powodu tego nieprawdopodobnego pecha masz kłopoty!

No i jeszcze ta przestępczyni Wrzosek, została wytypowana zupełnie losowo (badania przesiewowe terroryzmu wśród prokuratorów), a okazało się, że jakieś śledztwo przeciwko PiS wszczęła i krzyk na cały świat.

Pech za pechem. Ty chciałeś dobrze dla ofiar przestępstw, aby im Pegasus służył, a przez straszliwe fatum wyszedłeś na oszusta i podglądacza.

Twój życzliwy jak zwykle
Roman Giertych

PS

Jak tak dalej pechowo ci Jarku pójdzie, to rok ten zakończysz w opozycji. W opozycji do wychowawcy więziennego oczywiście. Bo jak stracisz władzę, to ci złośliwi sędziowie mogą nie uwierzyć w te koincydencje i najzwyczajniej w świecie, z powodu twego pecha uznają, że za tego Pegasusa (co cię tak końskimi kopytami teraz tratuje) pójdziesz siedzieć.


Krzysztof Skiba: teoria nowego chaosu. „Jak nos Pinokia, mamy Nowy Ład, czyli stary burdel”

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Mit o powstaniu świata głosi, że najpierw był chaos. Potem Mateusz Morawiecki ogłosił Nowy Ład. Nawet najbardziej sprytni księgowi nie potrafią rozgryźć, o co biega w Nowym Ładzie, a szczególnie posłowie, którzy za nim ochoczo głosowali. A może to jest właśnie strategia? Im większy bałagan, tym więcej okazji do przekrętów i do nakładania kar na przedsiębiorców. Dojechać tych, którzy jeszcze pracują, a sypnąć grosze tym, co na nas głosują. Oni i tak mają kłopoty z dodawaniem i jedyne co im się zgadza to sześć piw w czteropaku.

TEORIA NOWEGO CHAOSU

Mit o powstaniu świata głosi, że najpierw był chaos. Potem Mateusz Morawiecki ogłosił Nowy Ład. I nastąpił jeszcze większy chaos. Jak głosi Pismo: z Nowego Ładu powstałeś, w chaos się obrócisz.

Nikt nie ma pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Ani rząd z premierem, ani opozycja z Tuskiem, ani samorządowcy z Trzaskowskim. Nawet najbardziej sprytni księgowi nie potrafią rozgryźć, o co biega w Nowym Ładzie, a szczególnie posłowie, którzy za nim ochoczo głosowali.

Jedynie media rządowe trąbią o wielkim sukcesie i emitują opłacone przez forsę z podatków reklamówki, w których społeczeństwo jest zachwycone Nowym Ładem i cieszy się jak naród w Korei Północnej, na urodziny Kim Dzong Una. Ale to wszystko tylko z rozpędu, bo reklamówki zrobili, nim Nowy Ład wystartował.

Nawet największe i najbardziej lizusowskie magafony jak Krzysztof Skowroński, gubią się w niuansach Nowego Ładu i jedynie klepią przygotowane na kartce formułki propagandowe, nie potrafiąc podjąć merytorycznego dialogu w trakcie rozmowy o Nowym Ładzie.

Ci, co mieli zarobić stracili, ci co mieli stracić, stracili jeszcze więcej. Ceny rosną jak chwasty na wiosnę, a Nowy Ład sypie się jak choinka po Trzech Królach. Skoro wszyscy tracą, to rodzi się pytanie, kto zarabia?

Nic się nie zgadza z dumnymi zapowiedziami, a wszystko jest wręcz odwrotnie i do tyłu. Kilka dni Nowego Ładu wystarczyło, by zapanował chaos, jak podczas czwartego wesela drugiego księgowego mafii z trzecią Miss Polonia.

A może to jest właśnie strategia?

Im większy bałagan, tym więcej okazji do przekrętów i do nakładania kar na przedsiębiorców. Dojechać tych, którzy jeszcze pracują, a sypnąć grosze tym, co na nas głosują. Oni i tak mają kłopoty z dodawaniem i jedyne co im się zgadza to sześć piw w czteropaku.

Przykładem Ziobro, który „reformuje” wymiar sprawiedliwości od sześciu lat, skutkiem totalnego CHAOSU prawnego, milionowych kar za nielegalną Izbę Dyscyplinarną i maksymalnym wydłużeniem terminów rozpatrywania spraw sądowych. Więc kto wie, czy nie działa tu podobna zasada. Przecież w mętnej wodzie lepiej łapie się złote rybki.

Tak więc moja analiza jest prosta, jak nos Pinokia, mamy Nowy Ład, czyli stary burdel.

Na zdjęciu: Arcymon Dusigrosz, księgowy mafii rządowej po zamianie skarbu państwa w komorę próżniową.

Krzysztof Skiba


Ambasador RP w Czechach odwołany. „Wstyd dla polskiej dyplomacji”

Aureliusz M. Pędziwol

Aureliusz M. Pędziwol

Polskie reakcje na słowa ambasadora RP w Czechach po wywiadzie dla DW i rozpoczęcie procesu jego odwołania zostały dostrzeżone na całym świecie. W Czechach decyzja premiera Morawieckiego jest przyjmowana z ubolewaniem.

O tym, że ambasador Mirosław Jasiński ma stracić swoje stanowisko za opinię w sprawie czesko-polskiego sporu o Turów, napisały agencje AP i AFP, donosiła o tym telewizja Euronews. Informacje anglojęzycznego serwisu DW przejął między innymi „Taiwan News”, jeden z największych portali anglojęzycznych na Tajwanie. Największe zainteresowanie nagła decyzja Warszawy wywołała w kraju akredytacji ambasadora.

Kopalnia i Elektrownia Turów
Kopalnia Węgla Brunatnego Turów. Fot. wikipedia

„Runął most między Polakami a Czechami”

W zdecydowanej większości czeskich komentarzy przeważa opinia, że Jasiński ma zostać ukarany za to, że powiedział prawdę. Mało kto wątpi, że jeśli zostanie odwołany, pogorszy to jeszcze bardziej i tak już mocno popsute stosunki między oboma państwami.

„Nie ma wątpliwości co do tego, że ma rację”, „Wraz z odwołaniem ambasadora runął most między Polakami a Czechami” – tak Lidovky, portal dziennika „Lidové noviny”, rekapituluje głosy o odwołaniu Jasińskiego.

„Stosunki z Polską spadają w przepaść. Ambasador wytrzymał w Pradze miesiąc” – to z kolei tytuł komentarza Lubosza Palaty w ukazującym się w wielu regionalnych mutacjach „Deníku”.

„Polski ambasador niespodziewanie szybko kończy swą misję. W sporze o Turów przyznał rację stronie czeskiej” – to zaś tytuł komentarza Martina Ehla, głównego analityka gazety „Hospodárzské noviny”. Autor wskazuje, że „Polacy postrzegają czeski pozew w sprawie Turowa jako niemiecką próbę zmuszenia Polski do zmiany sektora energetycznego w ramach dążenia do redukcji emisji gazów cieplarnianych”.

„Polski rząd nie przyzna się do błędu”

„Polski ambasador ma odejść z urzędu za kilka tygodni. W jednym z wywiadów odważył się powiedzieć prawdę i mówił o polskiej arogancji w sporze o kopalnię Turów, co Warszawa uznała za antypolską retorykę i zdradę”, napisał Filip Harzer w komentarzu na portalu Seznam Zprávy. Jego zdaniem Jasińskiemu mogło chodzić o ruszenie sprawy Turowa z miejsca, „a jego wypowiedź miała być najwyraźniej wyciągnięciem ręki do nowego czeskiego rządu.”

Harzer uważa, że procedura odwołania Jasińskiego jest także sygnałem ostrzegawczym dla nowego gabinetu w Pradze: „Polski rząd nigdy nie przyzna się do błędu w sprawie Turowa i zrobi wszystko, by przed swoimi wyborcami wyglądać na zwycięzcę w tym sporze.”

Co może ambasador?

„Wyrażam ubolewanie że ambasador Polski w Pradze Mirosław Jasiński straci stanowisko”, napisał po czesku i po polsku na Facebooku Jan Sechter, były ambasador Czech w Warszawie i w Wiedniu.

„Ambasador musi bez wątpienia i przede wszystkim być lojalny wobec swojego rządu i swojego kraju. Ale nie może być człowiekiem bez swojego zdania, niezdolnym do jego publicznego wyrażania, czy też tylko on/off rzecznikiem oficjalnych instrukcji, w przeciwnym razie traci wartość dodaną dla stosunków między dwoma krajami.”

Innego zdania jest były minister spraw zagranicznych, a obecnie dyrektor Akademii Dyplomatycznej w Pradze Cyril Svoboda, który wprawdzie nie ma najmniejszej wątpliwości, że merytorycznie Jasiński ma rację, i wyraża wobec niego wielką sympatię, ale jednocześnie nie znajduje dla niego żadnego usprawiedliwienia:

„Ambasador nie powinien udzielać wywiadów prasie, o ile nie uzyska na to zgody. On reprezentuje swój rząd i swojego prezydenta, nie może więc mówić tego, co myśli. Musi powiedzieć to, co mu polecono”, mówi Svoboda Lidovkom, zastrzegając, że nie wie, co poprzedziło rozmowę z DW. „Nawet jest możliwe, że jakąś autoryzację i zgodę miał”.

„Jasiński, który nie jest zawodowym dyplomatą, popełnił niezbyt częsty błąd. Praktyką dyplomatyczną jest, aby ambasador nie krytykował publicznie swojego kraju w sytuacji, która dotyczy kraju, w którym jest akredytowany”, napisał z kolei Martin Ehl.

„Tworzył mosty między Polakami a Czechami”

„Szkoda. W przeszłości wniósł wybitny wkład we współpracę między Czechami a Polakami. Jego umiejętności rozumienia problemów będzie nam brakowało”, powiedział Lidovkom były minister spraw zagraniczych, a obecnie europoseł Alexandr Vondra, który jeszcze przed 1989 rokiem uczestniczył wraz z Jasińskim w tajnych spotkaniach dysydentów na czesko-polskiej granicy.

„Polski rząd wycofuje swojego ambasadora z Czech za to, że starał się mówić uczciwie i przyznać istotę problemu w sporze o kopalnię Turów. Mirosław Jasiński jest odważnym człowiekiem, dysydentem, który przeżył swoje w poprzednim reżimie w Polsce. Przykro mi, bo człowiek jego formatu na to nie zasługuje”, napisał na Twitterze europoseł Mikulász Peksa, wiceszef Czeskiej Partii Pirackiej.

„Ambasador Polski w Pradze Mirosław Jasiński odwołany, bo powiedział prawdę, że za kryzys kopalni Turowa odpowiadają polskie władze a PGE. Jest z Wrocławia. Znam go. Nie umie kłamać”, tweetnął z kolei po polsku jeszcze inny europoseł, wiceprzewodniczący chadeckiej partii KDU-CzSL Tomász Zdechovský.

„Tworzył mosty między Polakami a Czechami”, dodał w rozmowie z Lidovkami. Jego zdaniem Polska pozbyła się dyplomaty najwyższej klasy, czym sama sobie zaszkodzi. „Dzięki panu Jasińskiemu zostało już przygotowane porozumienie w sprawie Turowa, ale teraz będzie to o wiele trudniejsze”, dodał.

„Wstyd dla polskiej dyplomacji”

Ubolewają również eksperci. Pavel Havlíczek ze Stowarzyszenia Spraw Międzynarodowych AMO uważa, że to nie tylko wielka szkoda, ale „do pewnego stopnia i wstyd dla MSZ RP i polskiej dyplomacji, która krótko po jego nominacji odwołuje go i zwalnia ze służby. I to pomimo, że ambasador przemówił wyważonym głosem, który mógł otworzyć negocjacje z rządem Petra Fiali”.

A wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy – jak powiedział portalowi Lidovky.cz politolog Michal Korzan – stosunki czesko-polskie są obecnie na najbardziej krytycznym poziomie od trzydziestu lat”.

Na cały problem zdaniem szefa think-tanku Global Arena Research Institute należy też patrzeć w tym kontekście, że Polska jest właścicielem czeskich koncernów paliwowych Unipetrol i Benzina, a także „znaczącym graczem w czeskim sektorze strategicznym”. Jeśli zaś chodzi o spór o kopalnię węgla brunatnego Turów, to zdanie analityka Korzana pokrywa się z konkluzjami dziennikarza Harzera: „Polskie sygnały wysyłane do czeskiego rządu wskazują, że Polska szuka sposobu, by pokazać, że Czesi przegrali.”

 

REDAKCJA POLECA

 


„Problemem jest brak możliwości wypowiedzenia Polsce członkostwa Unii”

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Pandemia doprowadziła do wzrostu znaczenia państw narodowych. Proces integracji Europy znalazł się w defensywie. Kryzys praworządności w Polsce uderza w istotę UE. Nacjonalizm jest jednak ślepą uliczką – czytamy w TAZ.

Fot. Kris Cros / Unsplash

„Pierwszą reakcją po wybuchu pandemii wiosną 2020 roku był powrót do państwa narodowego. Granice uważane za dawno przezwyciężone stały się znów widoczne, powróciły szlabany, kontrole na granicy, zakazy wjazdu” – pisze Franz Mayer w weekendowym wydaniu dziennika „Tageszeitung” (TAZ).

Autor jest profesorem prawa na uniwersytecie w Bielefeld. Zajmuje się prawem konstytucyjnym i europejskim.

Integracja w defensywie

Mayer zwraca uwagę, że proces integracji europejskiej znalazł się w defensywie nie tylko z powodu pandemii. Od zakończenia kryzysu euro w 2010 roku, Unia znajduje się w stanie permanentnego kryzysu. „Przede wszystkim kryzys praworządności w Polsce uderza w istotę UE jako wspólnoty prawa” – ocenia Mayer.

W Polsce dochodzi „nie do pojedynczych naruszeń prawa, lecz do systematycznej przebudowy, której celem jest kraj pozbawiony niezależnego sądownictwa”. „Aktualnie rządzącym z Prawa i Sprawiedliwości chodzi przede wszystkim o zabezpieczenie swojej władzy. Niezależne sądy i europejscy obserwatorzy tylko przeszkadzają” – pisze autor.

Czy Polska może pozostać w UE?

W tym przypadku nie może być mowy o wewnętrznej sprawie Polski, ponieważ niezależne sądy są warunkiem wstąpienia do Unii. „Stawką jest pytanie, czy Polska może w tym stanie pozostać nadal członkiem UE?” – pyta Mayer. Największym problemem jest w tej sytuacji brak możliwości wypowiedzenia członkostwa Unii. Komisja Europejska „robi, co może” – przeciwstawia się demontażowi prawa za pomocą postępowania o naruszenie traktatów oraz kar finansowych. Autor podkreśla, że zablokowanie funduszy z Planu Odbudowy będzie „odczuwalne” w Polsce.

Eskalacja konfliktu może doprowadzić do wyjścia Polski z Unii. Istnieje jednak niebezpieczeństwo „dirty remain” – trwania kraju w UE i sabotowania wszystkich unijnych przedsięwzięć, w których wymagana jest jednomyślność. „Nie widać szybkiego wyjścia z tego dylematu” – ocenia Mayer.

Agresywnie forsowany prymat państwa narodowego

Za „szczególnie groźne” w postawie Polski, Mayer uznał „otwarcie agresywnie forsowany prymat państwa narodowego ponad wszelkie wcześniej przyjęte prawne zobowiązania”. Autor przyznaje, że powrót państwa narodowego nie jest tylko problemem Polski, o czym świadczy akceptacja tych postaw na Węgrzech i w konserwatywnych kołach Francji.

Niemiecki prawnik stwierdza w zakończeniu, że lekcją, którą należy wyciągnąć z pandemii, jest refleksja, że państwo narodowe nie zostało przezwyciężone. Jednak to, co proponują „neonacjonaliści”, jest jego zdaniem „ślepą uliczką”. Dotyczy to nie tylko ochrony zdrowia, ale także migracji, zmian klimatu i bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego.

„Większość Europejczyków powinna przy końcu pandemii zrozumieć, że jesteśmy na siebie skazani i że konieczna jest większa, ujęta w ramy prawne ponadnarodowa współpraca w Europie” – pisze w konkluzji Mayer.

 

REDAKCJA POLECA

 


Putin dąży do nowej Jałty i stref wpływu w Europie. Rozmowy z Rosją bez udziału Polski

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Władimir Putin dąży do nowej Jałty i podziału Europy na strefy wpływów. Zachód nie powinien ustępować w kwestii prawa do wolnego wyboru sojuszy. Czy Emmanuel Macron podejmie rozmowy z Kremlem na własną rękę?

Fot. wikipedia / www.kremlin.ru

Dla NATO w przyszłym tygodniu rozpocznie się trudny okres” – pisze Nikolas Busse w komentarzu opublikowanym w sobotnim wydaniu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ).

Putin narzucił Sojuszowi i jego kierownictwu dyskusję o podziale Europy na strefy wpływów, co Zachód dotychczas stale odrzucał. W zasadzie Putin domaga się nowej odsłony Jałty, tyle że bardziej na Wschód. Chce też odłączyć pod względem nuklearnym Stany Zjednoczone od Europy.

Większość postulatów Putina została przez NATO odrzucona. Były tak przesadzone, że nasuwa się pytanie, czy nie wysunął ich tylko po to, żeby zostały odrzucone. Jednak fakt, że stawiając minimalną stawkę udało mu się doprowadzić do podjęcia rozmów na takim szczeblu świadczy o tym, że strach Zachodu przed Rosją nie jest mniejszy od strachu Putina przed NATO.

Rosja ma słabsze karty

Rosja ma jednak zdaniem „FAZ” słabsze karty niż NATO. „Putin grozi inwazją na Ukrainę, która jego samego może drogo kosztować, zaś Zachodowi prawdopodobnie niewiele zaszkodzi. Dlatego Zachód nie musi robić wobec Rosji jednostronnych ustępstw, przede wszystkim w sprawach zasadniczych, takich jak wolność wyboru sojuszów. Sensowne byłyby rokowania o kontroli zbrojeń, szczególnie po zakończeniu INF. Nowy rosyjski system rakiet średniego zasięgu zagraża Europie.

Macron chce rozmawiać z Moskwą

W odrębnym materiale informacyjnym „FAZ” informuje o stanowisku prezydenta Francji Emmanuela Macrona w sprawie rozmów z Rosją. Zdaniem redakcji, domagają się podjęcia rozmów z Rosją o rakietach średniego zasięgu Macron „zdystansował się” od wspólnego stanowiska NATO.

Macron zarzucił USA, że wskutek podjętej „unilateralnie” amerykańskiej decyzji Europa przestała być chronione traktatem INF, który zakazywał systemów rakiet średniego zasięgu. „Nie możemy dłużej utrzymywać tej sytuacji, jesteśmy za to odpowiedzialni” – powiedział prezydent Francji cytowany przez „FAZ”. Macron wyraził gotowość do omówienia z Moskwą wszystkich spraw dotyczących wojska i kontroli zbrojeń, niezależnie od tego, czy chodzi o rakiety średniego zasięgu, czy o zdolności nuklearne.

Trump wypowiedział traktat INF

„FAZ” przypomina, że w 2019 roku ówczesny prezydent USA Donald Trump wypowiedział traktat INF uzasadniając to pracami Rosji nad pociskami SSC-8. Moskwa zaproponowała wówczas moratorium na stacjonowanie nowych rakiet. Macron chciał podjąć rozmowy na ten temat, jednak do negocjacji nie doszło. Rosja ponowiła propozycję w grudniu przedstawiając szeroką propozycję gwarancji bezpieczeństwa z USA i NATO. Zgodnie z tą propozycją rakiety krótkiego i średniego zasięgu nie powinny być rozmieszczone w miejscach, z których mogłyby osiągnąć terytorium strony przeciwnej. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg odrzucił tę propozycję jako niewiarygodną.

Podpisany przez USA i ZSRR w 1987 roku Traktat o całkowitej likwidacji pocisków średniego i krótkiego zasięgu (INF) uważany jest za przełomowy dokument w procesie przezwyciężenia zimnej wojny i tworzenia bezpieczeństwa europejskiego.

Traktat INF „Traktat o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu”. Umowa międzynarodowa zawarta 8 grudnia 1987 w Waszyngtonie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim o całkowitej likwidacji uzbrojenia typu rakietowych pocisków balistycznych pośredniego oraz średniego zasięgu obu traktatowych stron, a także o zakazie jej produkcji, przechowywania i używania. Podpisane przez Prezydenta USA Ronalda Reagana i Sekretarza Generalnego KC KPZR towarzysza Michaiła Gorbaczowa.

 

REDAKCJA POLECA

 


Krzysztof Skiba: biskupi cieszą się autorytetem aż 2 proc. społeczeństwa. Brawo! Nauka Kościoła nie poszła w las

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Według sondażu, polscy biskupi cieszą się autorytetem aż 2 procent społeczeństwa. To i tak bardzo dużo, biorąc pod uwagę treści kazań wygłaszanych, czy liczbę skandali związanych z purpurową hierarchią. Demokracja to ciekawy ustrój. 2 procent, poucza moralnie społeczeństwo i narzuca narrację jak ma wyglądać Polska

Według sondażu przeprowadzonego przez OKO Press, polscy biskupi cieszą się autorytetem aż 2 procent społeczeństwa. Brawo! Nauka Kościoła nie poszła w las. Wychodzi na to, że ona skoczyła w duży, ciemny dół.

Z drugiej strony te 2 procent, to i tak bardzo dużo, biorąc pod uwagę treści kazań wygłaszanych przez biskupów, czy liczbę skandali związanych z purpurową hierarchią.

To więcej niż aktualne poparcia dla partii Kukiza, czy Solidarnej Polski Ziobry, które jak wykazują badania mają obecnie sympatyków zdecydowanie poniżej 2 procent.

Demokracja to ciekawy ustrój. Partie z marginesowym poparciem, takie jak kanapa Ziobry czy Kukiza, decydują o utrzymaniu PiS przy władzy, a grupa biskupów z autorytetem 2 procent, poucza moralnie społeczeństwo i narzuca narrację jak ma wyglądać Polska.

Wychodzi na to, że osławiony fundament chrześcijańsko patriotyczny PiS, zbudowany jest na marginesie społecznym.

Na zdjęciu oficer służb specjalnych kapitan Wacław Kurzajka, który ręcznie steruje mediami, przy pomocy kontrolowanych przecieków z szamba gabinetu Prezesa.

Fot. Krzysztof Skiba / facebook

Krzysztof Skiba