W Afganistanie kwitnie produkcja opium. Talibowie się nie sprzeciwią

Shabnam von Hein

Shabnam von Hein

Uprawa maku lekarskiego jako rośliny leczniczej ma w Afganistanie długą historię. Z mlecznego soku uzyskiwanego z nasion suszy się surowe opium, które jest skutecznym środkiem na silny ból. Obecnie opium jest używane głównie jako środek odurzający oraz jako surowiec do produkcji silniejszych substancji, takich jak leki przeciwbólowe na receptę lub heroina.

Fot. United Nations Photo / flickr

Produkcja opium w Afganistanie

W ostatnim sezonie zbiorów, który zakończył się w lipcu, szacuje się, że w Afganistanie wyprodukowano niemal siedem ton opium. Według ostatniego raportu Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) był to ośmioprocentowy wzrost w stosunku do roku 2020.

Według raportu Afganistan odpowiada za 85 proc. światowej produkcji opium, a afgańskie opiaty zaopatrują 80 proc. użytkowników na całym świecie.

UNODC obliczyło, że w 2021 roku biznes opiumowy wygeneruje w Afganistanie od 1,8 do 2,7 miliarda euro, czyli około jednej dziesiątej PKB Afganistanu.

Agencja podała, że przejęcie władzy przez talibów w sierpniu 2021 roku i wynikająca z tego przedłużająca się niepewność gospodarcza spowodowały, że ceny opium w sierpniu i wrześniu osiągnęły nowe maksimum. „To wzmacnia zachętę do uprawy opium” – napisano w raporcie.

„Nie mieliśmy wszystkiego pod kontrolą”

– Produkcja opium w Afganistanie będzie nadal rosła – mówi były oficer armii afgańskiej, który chce pozostać anonimowy. – Uprawa opium jest bezpiecznym źródłem dochodu dla rolników i wielu bezrobotnych, którzy teraz wracają do swoich wiosek z miast – dodaje.

Do czasu przejęcia władzy przez talibów oficer ten należał do specjalnej jednostki armii afgańskiej, której zadaniem było zwalczanie przestępczości związanej z narkotykami.

– Nie mieliśmy wtedy wszystkiego pod kontrolą – przyznaje oficer. – Zwłaszcza w odległych rejonach talibowie mieli większe wpływy i chronili rolników uprawiających mak na opium. Gdyby talibowie chcieli, mogliby utrudnić produkcję opium – robili to już wcześniej.

Podczas pierwszego okresu rządów talibów od 1996 do 2001 roku, rozprawili się oni z produkcją opium, która w konsekwencji spadła do 185 ton w 2001 roku. Jednak po odsunięciu talibów od władzy w tym samym roku, produkcja opium ponownie wzrosła.

Nawet dziś talibowie twierdzą, że chcą walczyć z uprawą opium i handlem narkotykami w Afganistanie. Po przejęciu władzy w sierpniu 2021 roku ogłosili, że zamierzają zredukować produkcję opium do zera.

Talibowie są jednak znani z wykorzystywania handlu narkotykami do finansowania działań bojowników. Według rządu USA z uprawy i handlu narkotykami czerpią do 60 proc. swoich rocznych dochodów.

Handel opium prawdopodobnie będzie kontynuowany

Thomas Ruttig z Afghanistan Analysts Network zauważa, że talibowie nie są jedynym czynnikiem napędzającym gospodarkę narkotykową w Afganistanie w ostatnich latach.

– Poprzedni rząd walczył z talibami o wpływy na obszarach wiejskich, a wielu z jego ludzi było bezpośrednio zaangażowanych w przemyt narkotyków – mówi Ruttig.

Analityk uważa, że zachodnie wojska w Afganistanie często współpracowały z dowódcami i urzędnikami państwowymi, którzy byli zaangażowani w handel narkotykami. Rzadko robili cokolwiek, aby go powstrzymać.

Ruttig dodaje, że nie sądzi, aby talibowie poważnie podchodzili do chęci zredukowania produkcji opium do zera.

– Nie chcą tego, bo straciliby ważnych zwolenników w wiejskich obszarach – podsumowuje.

 

REDAKCJA POLECA

 


Michnik: Kaczyński cierpi na kompleks wrogości do Niemiec. Dlaczego? Paranoja. Potrzebny psychiatra aby to zrozumieć

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Jarosław Kaczyński cierpi na kompleks wrogości do Niemiec, dlatego relacje polsko-niemieckie nie poprawią się, dopóki prezes PiS pozostaje u władzy – mówi Adam Michnik w wywiadzie dla „Die Welt”.

Fot. Adrian Grycuk / wikipedia

Michnik o wrogości Kaczyńskiego do Niemiec

– Dopóki Kaczyński rządzi w Polsce, nic się nie zmieni, niezależnie od tego, kto w Berlinie podejmuje decyzje – powiedział Michnik w rozmowie z „Die Welt” opublikowanej w piątkowym (31.12.21) wydaniu gazety.

Pytany o powody antyniemieckiej postawy Kaczyńskiego, pomimo ugodowej postawy kanclerz Angeli Merkel wobec Polski do czasu jej odejścia ze stanowiska, Michnik odpowiedział:

– Prosta odpowiedź brzmi: paranoja. Aby ją właściwie zaszeregować, potrzebny jest psychiatra, a nie dziennikarz. Mogę panu jednak powiedzieć, że Kaczyński cierpi na głęboko osadzony, wrogi wobec Niemiec kompleks – dodał redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”.

Michnik zastrzegł, że relacje polsko-niemieckie mają szczególny charakter ze względu na niemieckie zbrodnie popełnione w czasie wojny na Polakach. Jak zaznaczył, do tych wojennych kompleksów dochodzi kompleks niższości wynikający z powojennego cudu gospodarczego w Niemczech Zachodnich i ekonomicznych dysproporcji między obu krajami.
Polskie kompleksy

– Zaczyna pan pracować w tych Niemczech, w tym kraju cudu, u tych (Niemców) lub u ich potomków, którzy deportowali pana lub pańskich rodziców do pracy przymusowej. Z pewnością, Republika Federalna jest robiącym duże wrażenie demokratycznym państwem. Do dziś podziwiam budowę tego organizmu państwowego. Ale jak mogą takie relacje nie wywoływać kompleksów? Antyniemiecka propaganda pada na podatny grunt. Łatwo jest aktywować takie uczucia, tym bardziej że w czasach socjalizmu serwowano nam je codziennie – tłumaczy Michnik.

Michnik zastrzegł, że sam należy do wyjątków.

– Wzrastałem w komunistycznym domu, w którym przywiązywano wagę do internacjonalizmu. Uważaliśmy Waltera Ulbrichta (I sekretarz SED 1950-1971) za świnię, ale nie dlatego, że był Niemcem, tylko dlatego, że był świnią – wyjaśnił.

Zarzuty wobec SPD

Odnosząc się do nowego niemieckiego rządu kierowanego przez socjaldemokratę Olafa Scholza, Michnik zastrzegł, że ma „ambiwalentny” stosunek do SPD.

– Uwielbiam Helmuta Schmidta, mam wielki szacunek dla Willy Brandta. Uklęknięcie w Warszawie było wspaniałym znakiem, którego nigdy nie zapomnę. Jednak teza SPD, że wystarczy nawiązać dialog z Breżniewem, aby doprowadzić do pozytywnych zmian, była z gruntu fałszywa – powiedział.

Michnik zarzucił SPD, że ignorowała Polskę i polskie społeczeństwo obywatelskie. Skrytykował też byłego kanclerza Gerharda Schroedera, który jest opłacany przez spółkę związaną z rosyjskim Gazpromem.

Michnik wyraził nadzieję, że nowy niemiecki rząd będzie prowadził wobec Polski politykę „podobnie wyważoną” jak Angela Merkel. „Polska to nie PiS” – podkreślił. Jak dodał, z drugiej strony życzyłby sobie „więcej twardości”. Nadzieją są jego zdaniem współrządzący obecnie w Niemczech Zieloni, którzy opowiadają się za polityką zagraniczną opartą na wartościach.

 

REDAKCJA POLECA

 


Czy Unii Europejskiej grozi rozpad

Barbara Wesel

Barbara Wesel

Spory dotyczące praworządności, LGBTQ czy migracji – polityka niektórych krajów Europy Wschodniej jest sprzeczna z podstawowymi wartościami europejskimi. Wiele osób martwi się o podział UE na Wschód i Zachód. ANALIZA

Fot. Fot. Adam Kazberuk / wikipedia, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0

Latem prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że trwające w UE problemy polityczne z niektórymi krajami Europy Wschodniej „nie są jedynie problemem z Viktorem Orbanem (…) to problem, który sięga głębiej”. Mówił o fundamentalnym „podziale Wschód-Zachód” w Europie.

Podczas niedawnej inauguracyjnej wizyty kanclerza Olafa Scholza w Warszawie diagnoza ta zdawała się po raz kolejny sprawdzać. Przywitały go rządowe plakaty, na których Angela Merkel i inni niemieccy politycy stoją w jednym rzędzie z Adolfem Hitlerem i nazistowskim ministrem propagandy Josephem Goebbelsem. Jednocześnie oskarża się Republikę Federalną o „bezprawie”, ponieważ rzekomo nie chce ona wypłacić Polsce reparacji wojennych.

Twardy front antyliberałów

Kiedy słoweński populista Janez Jansa objął latem rotacyjną prezydencję w Radzie UE, niektórzy obserwatorzy nie skrywali pesymizmu. Jansa nazywa Viktora Orbana swoim przyjacielem, obrzuca dziennikarzy na Twitterze obelgami i uwielbia prowokacje. Już na samym początku wybuchł skandal, ponieważ Jansa w fotomontażu niewygodnych mu słoweńskich sędziów opatrzył tarczami strzelniczymi.

Jednak później jego unijna prezydencja była w dużej mierze niepozorna, aparat polityczny UE mógł w znacznym stopniu ominąć Słoweńca. W sporze z Węgrami o ustawę dyskryminującą homoseksualizm Jansa stanął jednak po stronie Orbana, podobnie jak w batalii z Brukselą o demontaż państwa prawa w Polsce.

– Myślę, że cała postawa tego sojuszu jest bardzo antyeuropejska. Widać oznaki tworzenia czegoś w rodzaju nowej żelaznej kurtyny – mówi Marko Milosavljevic, profesor medioznawstwa na Uniwersytecie w Lublanie. Ale mniejszościowy rząd Jansy nie siedzi zbyt mocno w siodle. Na wiosnę odbędą się wybory, w których opozycja upatruje swoich szans.

Ostatnie wybory w Pradze pokazały również, że populiści mogą zostać odsunięci od władzy. Premier Andrej Babis został zastąpiony przez proeuropejską koalicję dotychczasowych partii opozycyjnych. Również w Bułgarii, przy trzeciej próbie, udało się stworzyć bardziej proeuropejską koalicję. W Rumunii socjaldemokraci w koalicji rządowej nie zdołali osiągnąć żadnych korzyści ze swoich antyunijnych zagrywek. .

Stefan Lehne z think-tanku Carnegie Europe uważa, że kryzys UE jest w dużej mierze skoncentrowany w Polsce i na Węgrzech i „nie jest typowy dla regionu jako całości”. Poza tą bardzo konkretną eskalacją nie można mówić o pogorszeniu się relacji między Wschodem a Zachodem. Uważa on również, że fundusz odbudowy może mieć pozytywny wpływ na odprężenie między Wschodem a Zachodem.

Węgry na czele antyliberałów

Kiedy w połowie grudnia prezydent USA organizował swój Szczyt dla Demokracji, jedynym państwem UE, które nie otrzymało zaproszenia, były Węgry. Joe Biden zaliczył je nawet do światowych „państw zbójeckich”. A na nowo uformowana opozycja w tym kraju wykorzystuje to żenujące wykluczenie do ataku na reżim Viktora Orbana. Lider węgierskiej opozycji, Peter Marki-Zay, oświadczył, że „społeczność międzynarodowa traktuje Orbana jak wirusa”. Dodał, że Orban długo i ciężko na to pracował, dążąc do bliskich stosunków zwłaszcza z Chinami, Rosją i Azerbejdżanem.

Orban wyznaje formę rządów, którą nazywa „nieliberalną demokracją”. Wiąże się z tym nieustanna wojna kulturowa przeciwko dominującym wartościom UE. „Zastąpiliśmy rozbitą demokrację liberalną demokracją chrześcijańską XXI wieku”, której celem jest tradycja i bezpieczeństwo – oświadczył premier Węgier.

Zdaniem wielu obserwatorów strategicznym błędem przede wszystkim niemieckich chadeków było pozwolenie Orbanowi na budowanie przez lata swojego autokratycznego państwa pod egidą EPL, najsilniejszej frakcji w Parlamencie Europejskim.

Korzystając z parasola EPL Orban, przekształcił Węgry w „państwo zawłaszczone”, zniszczył wolność mediów, niezawisłość sądownictwa, zabezpieczenia instytucjonalne i wolność społeczeństwa obywatelskiego. Nieustanny strumień propagandy państwowej ma za zadanie indoktrynować ludność i usprawiedliwiać działania władzy na zewnątrz. Węgry stały się magnesem dla prawicowych populistów z całego świata – od Marine Le Pen z Francji po byłego wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a.

Czy zbliża się Polexit?

Mimo deficytów demokracji, nad którymi tak ubolewa się w UE, Polska została dopuszczona do udziału w ostatnim Szczycie Dla Demokracji prezydenta Bidena. Może dlatego, że autokratyczna restrukturyzacja państwa nie posunęła się tu jeszcze tak daleko? W każdym razie, od czasu dojścia do władzy w 2015 r., PiS wyraźnie korzysta ze wzorów z Budapesztu: demontaż wolności mediów, podkopywanie niezawisłości sądownictwa, wojna kulturowa przeciwko homoseksualistom i zakaz aborcji – wszystko to przy akompaniamencie ostrego nacjonalizmu.

Jednak do największego spięcia doszło w październiku, gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że polskie prawo ma pierwszeństwo przed prawem unijnym. Warszawa zatrzasnęła w ten sposób drzwi przed Brukselą pod względem prawnym i politycznym. Pojawiło się też pytanie, czy Warszawa planuje Polexit, czyli wyjście z UE. Jarosław Kaczyński natychmiast temu zaprzeczył, a masowe demonstracje proeuropejskie pokazały, że opinii publicznej w Polsce jeszcze nie zlikwidowano różnic w sposobie myślenia i działania tak, jak chciałby tego PiS.

Ostatnie lata przyniosły serię orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE przeciwko Warszawie, w szczególności przeciwko zmianom w sądownictwie, które podważają niezawisłość wymiaru sprawiedliwości. Dotyczy to zarówno Trybunału Konstytucyjnego, jak i kontrowersyjnej Izby Dyscyplinarnej SN. W międzyczasie trybunał w Luksemburgu nakazał Polsce płacić karę w wysokości miliona euro dziennie za to, że rząd jej nie zlikwidował.

Niebezpieczeństwo eskalacji

– Iluzją jest wierzyć, że demokracja i rządy prawa mogą być zadekretowane z Brukseli – mówi Stefan Lehne, dodając, że można to osiągnąć jedynie poprzez demokratyczne wybory. I tu widzi promyk nadziei, bo w obu krajach duże miasta są teraz w rękach opozycji. Także lider opozycji Marki-Zay na Węgrzech „jest teraz wiarygodnym kontrkandydatem dla Orbana i sondaże nie wyglądają źle”.

Jego zdaniem Europa powinna skutecznie wykorzystywać swoje instrumenty, nie tylko prawnie, jak dotychczas, ale teraz również finansowe. „Wielkim środkiem nacisku jest dostęp do funduszy na odbudowę”. Jak twierdzi Lehne prawdopodobnie do połowy przyszłego roku do Warszawy nie popłyną żadne pieniądze, jeśli Zbigniew Ziobro będzie blokował niezbędne kompromisy. A na Węgrzech przed wyborami Viktor Orban nie chce iść na żadne ustępstwa.

Mimo więc pewnego optymizmu co do skutków presji finansowej politolog widzi „spore niebezpieczeństwo”, że sytuacja w walce o praworządność może się zaostrzyć. Gdyby na przykład Polska zaczęła blokować wspólną legislację, zaczynając od zmian klimatycznych, „wtedy UE ma bardzo duży problem”. Obecnie jednak nadal znajdujemy się w „interesującej fazie pomiędzy eskalacją a pewnymi kompromisami, które mogłyby ponownie rozładować napięcia”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Pegasus, to zaledwie wierzchołkiem góry lodowej

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Polska prawdopodobnie wykorzystywała służące do inwigilacji oprogramowanie Pegasus przeciwko krytykom rządu. PiS próbuje bagatelizować skandal – pisze niemiecki dziennik „Tageszeitung” (TAZ).

Fot. Marjan Grabowski / Unsplash

Warszawska korespondentka „Tageszeitung” (TAZ) Gabriele Lesser pisze, że celem ataków byli adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek, którzy dali się poznać jako krytycy reformy wymiaru sprawiedliwości wdrażanej przez narodowo-populistyczną partię Prawo i Sprawiedliwość.

Celem reformy jest, według oficjalnych zapowiedzi, usunięcie z aparatu sprawiedliwości sędziów i prokuratorów, którzy rozpoczęli pracę przed upadkiem komunizmu w 1989 roku. „W rzeczywistości chodzi o obsadzenie jak największej liczby stanowisk lojalnymi wobec PiS sędziami i prokuratorami, którzy następnie wydawać będą przychylne dla PiS wyroki lub nie będą wdrażać postępowania przeciwko podejrzanym należącym do zwolenników PiS – czytamy w „TAZ”.

Polska na czarnej liście

Lesser zastrzega, że oprogramowanie Pegasus nie pozwala wykryć, kto konkretnie zainfekował i podsłuchiwał telefon komórkowy danej osoby. W rachubę wchodzi jednak wąski krąg instytucji, gdyż izraelski producent NSO Group sprzedaje system tylko krajom. Dziennikarka „TAZ” przypomina, że firma umieściła Polskę we wrześniu 2021 roku na czarnej liście, co oznacza, że sprzedany Polsce program nie jest aktualizowany ani serwisowany.

Fundacja Panoptykon uważa, że wykryte obecnie przypadki inwigilacji są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. W roku 2019 polska policja miała podsłuchiwać ponad 8060 osób. Zdaniem Fundacji brak jest stałej kontroli nad policją i służbami.

Rząd do dymisji?

Podczas gdy politycy PiS próbują bagatelizować skandal i twierdzą, że „jakaś firma z Kanady stawia pozbawione znaczenia zarzuty”, marszałek Senatu Tomasz Grodzki wezwał rząd do dymisji. Lesser przypomina, że prezydent USA Richard Nixon musiał ustąpić ze stanowiska, gdy okazało się, że wiedział o podsłuchiwaniu swoich konkurentów z Partii Demokratycznej.

Amerykańska agencja prasowa Associated Press podała w czwartek, powołując się na ustalenia działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, że senator KO Krzysztof Brejza był w 2019 roku inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Według Citizen Lab do telefonu Brejzy, szefa kampanii wyborczej PO w 2019 roku, włamywano się 33 razy w okresie od 26 kwietnia do 23 października 2019 r.

Wcześniej Citizen Lab poinformowało, że inwigilowani przy pomocy Pegasusa byli także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.

 

REDAKCJA POLECA

 


Większość Brytyjczyków negatywnie ocenia skutki Brexitu

DW / (DPA/dom)

Ponad 60 procent Brytyjczyków ocenia brexit negatywnie lub gorzej niż oczekiwano – wynika z najnowszego, opublikowanego właśnie sondażu ośrodka badania opinii publicznej Opinium.

Fot. Jannes Van den wouwer / unsplash

Ponad jedna czwarta (26 proc.) respondentów przyznała, że brexit przebiega do tej pory gorzej niż oczekiwano. 35 procent pytanych już wcześniej spodziewało się, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE może się przebiegać z problemami – i ich oczekiwania potwierdziły się.

Tylko 14 procent respondentów było zdania, że brexit przebiegł lepiej niż oczekiwano.

Wyjście z UE

Rok temu Wielka Brytania ostatecznie opuściła Unię Europejską i unię celną. Formalnie brexit miał miejsce 31 stycznia 2020 r. Później nastąpiła faza przejściowa, w której obowiązywały jeszcze te same zasady. Na kilka dni przed rozstaniem Londyn i Bruksela uzgodniły wspólny pakt handlowy, który obie strony podpisały w Boże Narodzenie.

Grupa zwolenników podzielona

Jak donosi brytyjski magazyn „Observer”, który zlecił przeprowadzenie sondażu, aż 42 procent osób, które w referendum w sprawie brexitu głosowały za wyjściem, wyraża obecnie negatywną opinię.

– Teraz widzimy, że znaczna część głosujących za opuszczeniem Wspólnoty twierdzi, iż sprawy idą w złym kierunku albo przynajmniej gorzej niż oczekiwano – powiedział Adam Drummond z ośrodka Opinium. Zamiast dwóch zamkniętych bloków przeciwników i zwolenników brexitu, grupa zwolenników wyjścia z Unii jest teraz bardziej podzielona – dodaje.

W ciągu ostatnich miesięcy konsekwencje brexitu stały się widoczne w uderzający sposób: puste półki w supermarketach, brak paliwa na stacjach benzynowych z powodu braku kierowców ciężarówek. Przed brexitem kierowcy ci pochodzili niejednokrotnie z krajów Europy Wschodniej, a brexit zakończył swobodę przepływu pracowników. Również w innych branżach brakuje Wielkiej Brytanii rąk do pracy.

 

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: nowi terroryści

Roman Giertych

Roman Giertych

Skoro wobec mnie, Krzysztofa Brejzy i prokurator Wrzosek użyto programu przeciwko terrorystom, to nie ma co się dziwić, że chcą mnie aresztować. Brejza i Wrzosek szczęśliwie mają immunitet. Jeżeli ktoś jest przeciwnikiem rządzących, to w każdej dyktaturze jest terrorystą. A miejsce terrorysty jest w więzieniu. To dla PiS oczywiste.

 

Brejza, Giertych, Wrzosek – nowi terroryści

System Pegasus został stworzony do obrony przed terrorystami. Został użyty przeciwko szefowi kampanii PO posłowi Brejza, przeciwko mnie w czasie, gdy prowadziłem niezwykle ważne sprawy dotyczące PiS-u np. Dwie Wieże, reprezentowanie Tuska przed Komisją Śledczą i afera podkarpacka oraz przeciwko prokurator Ewie Wrzosek, która prowadziła ważne dla PiS śledztwo. PiS-owscy dziennikarze próbują sugerować, że przyczyną używania tego systemu były sprawy karne prowadzone wobec mnie, Brejzy i Wrzosek.

Pegasusa w Polsce ma CBA

W moim przypadku w dwóch orzeczeniach sądy stwierdziły, że CBA nie ma prawa prowadzić jakiejkolwiek sprawy wokół mnie, bo nie pracuję dla żadnej państwowej firmy i nie podlegam w ten sposób pod właściwość tej agencji. Prowadzenie wobec mnie sprawy przez CBA jest tak samo nielegalne, jakby Straż Pożarna taką sprawę prowadziła. CBA nie zajmuje się prywatnymi firmami.
Zresztą brak tej kompetencji potwierdza wniosek aresztowy, którym PiS chciał mnie zastraszyć abym nie składał wniosku do Hagi.

Ten wniosek zawiera stare zarzuty z roku 2020 (lekko skrócone) oraz jeden nowy. Do starych zarzutów dodano jeden „dowód”, że Polnord nie uzyskał pieniędzy z procesów, które wytoczyłem, bo wciąż się toczą. I że to już prawie 10 lat. Wyjątkowa to bezczelność! Po pierwsze Ziobro jest najdłużej urzędującym w III RP ministrem sprawiedliwości, który odpowiada za braki kadrowe skutkujące przedłużaniem się wszystkich procesów. Po drugie te akurat procesy są niezwykle skomplikowane i samo znalezienie biegłego zajęło sądowi rok. Po trzecie obecnie procesy są wstrzymywane przez pozwanych, gdyż wnoszą o zawieszenie do czasu zakończenia sprawy karnej Ryszarda Krauzego.

Sąd wprawdzie tych wniosków nie uwzględnia, ale zwrócił się do Prokuratury Regionalnej w Lublinie o akta sprawy, a ta tych akt nie przekazuje. I w ten sposób prokuratura, która jako dowód na moją „przestępczość” podała przedłużanie się postępowań jest tej zwłoki powodem.

Te stare zarzuty zostały już ocenione przez sądy 30 razy. W sprawach 12 zatrzymanych sądy badały zatrzymania, wnioski aresztowe, zażalenia na środki zapobiegawcze oraz zabezpieczenia majątkowe. We wszystkich tych orzeczeniach przewija się jeden argument: sądy nie widzą w sprawie przestępstwa. Wszystkie składy orzekające stwierdziły, że brak jest nawet najmniejszego prawdopodobieństwa popełnienia przestępstwa przez kogokolwiek z 12 zatrzymanych razem ze mną i Krauzem osób. Po prostu brak szkody w majątku Polnordu.

Jeżeli chodzi o uzupełnienie mi zarzutów to prokurator opisał sprawę z roku 2012, gdzie moja spółka adwokacka zarobiła 4.5 miliona złotych za prowadzenie sprawy odszkodowania za drogi przejęte przez miasto w Miasteczku Wilanów. Tereny pod drogi zostały podarowane przez Prokom Polnordowi (dar wart ok. 250 milionów, a prokuratura twierdzi, że Polnord został w relacji z Prokom poszkodowany!), a następnie wydzielone na drogi za zgodą miasta i w ten sposób przeszły na własność gminy. Za to przejście należy się odszkodowanie, którego miasto nie chciało wypłacić. Polnord sprzedał części tych roszczeń (za 10 h) na rzecz pewnego banku (mówię wszystko to co jest w oficjalnych raportach). Za tą sprzedaż dostał 100 milionów złotych. Lecz sprzedaż była warunkowa. Warunkiem było wygranie sprawy przed Naczelnym Sądem Administracyjnym i przesądzenie, że miasto będzie miało obowiązek wykupić roszczenie za te drogi. Polnord powierzył prowadzenie mojej spółce adwokackiej tej sprawy. 5.06.2012 roku wygraliśmy ją w NSA w całości.

Komunikat Polnordu, że zarobił ponad 200 milionów wydany po tej rozprawie można przeczytać na stronach tej firmy. Tak więc Polnord nie musiał oddawać 100 milionów na rzecz banku, a nadto poprowadziliśmy w ramach tej umowy negocjacje w sprawie sprzedaży roszczeń odnoszących się do następnych 7 hektarów. Negocjacje się udały i Polnord sprzedał dalsze roszczenia za ok. 60 milionów.

Ponadto w ramach tej umowy dokonaliśmy bardzo pracochłonnej i skomplikowanej analizy sprawy dalszych 10 h terenów pod drogi, które rzekomo zostały podarowane przez Polnord miastu. Okazało się w wyniku naszej analizy, że ta darowizna była nieważna i Polnord ma roszczenie o odszkodowanie za te drogi.

Obecnie trwają postępowania administracyjne, które już nieprawomocnie dały Polnordowi kilkadziesiąt milionów. Generalnie w wyniku naszego zwycięstwa Polnord zarobił ok. 160 milionów w gotówce i 70-90 milionów pewnych roszczeń.

Umowa, dzięki której nasza spółka (zatrudniałem wówczas kilkunastu prawników) zarobiła 4.5 milionów złotych w ciągu trzech lat za wygranie sprawy, odnalezienie roszczeń oraz przeprowadzenie negocjacji dała Polnordowi 230-250 milionów złotych przewidywała stawkę mieszczącą się absolutnie w standardowych stawkach rynkowych. Stawka wynosiła poniżej 2% od wygranej kwoty.

Obsługiwałem wówczas wiele prywatnych spółek i Polnord nie był moim głównym klientem.

Negocjacje w sprawie naszych usług trwały długo. Gdyby się Polnord nie zgodził na nasze warunki, to bym sprawy nie prowadził.

Prowadzenie takiej sprawy jest obarczone ogromnym, osobistym ryzykiem. W razie jakiegokolwiek błędu żadne ubezpieczenie nie obejmie kwoty ćwierci miliarda złotych. Stąd stawka 2% mieściła się właściwie w dolnych granicach standardowego wynagrodzenia.

Zarzucanie mi, że zawarta pomiędzy prywatnymi spółkami dobrowolna umowa miała charakter pozorny i że pieniądze uzyskane z tej „przestępczej” umowy zostały wyprane jako brudne pieniądze jest taką bezczelnością, że ten, który takie zarzuty podpisał będzie odpowiadał za przekroczenie uprawnień.

Gdybyśmy jakichś podatków nie zapłacili, to prokurator mógłby działać, ale wtrącanie się w umowy między prywatnymi firmami to zwykła bolszewia. I za chwilę może objąć każdą firmę i każdą osobę. Prokurator uzna, że za drogo sprzedaliśmy samochód i już zarzuty! Zapłacimy komuś za remont domu, a prokurator powie, że za dużo. I już zarzuty. A gdy mamy firmę, to nie mamy żadnych szans, bo stawek nie będziemy wyznaczać w negocjacjach pomiędzy dwoma prywatnymi firmami czy osobami tylko będziemy ustalać w rozmowach z lokalną komórką PiS.

Prokurator nie ma żadnych uprawnień do ustalania cen urzędowych usług. I nic mu do umów pomiędzy prywatnymi firmami. Ja po zawarciu tej umowy jeszcze przez 6 lat obsługiwałem Polnord, gdyż byli oni z naszej pracy bardzo zadowoleni. Nawet jak odszedł z Polnord pan Ryszard Krauze, to nadal obsługiwaliśmy tę firmę. No, ale prokurator jest niezadowolony. Tak czy inaczej, jeżeli ktoś mówi, że używano Pegasusa w roku 2019, aby szukać dokumentów Polnordu z 2011, czy 2012 zwyczajnie kłamie.

Skoro wobec mnie, Krzysztofa Brejzy i prokurator Wrzosek użyto programu przeciwko terrorystom, to nie ma co się dziwić, że chcą mnie aresztować. Brejza i Wrzosek szczęśliwie mają immunitet. Jeżeli ktoś jest przeciwnikiem rządzących, to w każdej dyktaturze jest terrorystą. A miejsce terrorysty jest w więzieniu. To dla PiS oczywiste.

W całej tej sprawie na tę chwilę najgroźniejszym przykładem degeneracji PiS jest nie to, że śledzili mnie, czy Brejzę, ale zainstalowanie PEGASUS na telefonie prokurator Wrzosek. Świadczy to o tym, że być może wszyscy sędziowie i prokuratorzy, którzy prowadzą sprawy istotne dla rządu mają hakowanie telefony, aby coś znaleźć do szantażu. Takie działania są groźniejsze nawet niż podsłuchiwanie adwokata czy szefa kampanii. Bo mogą dać władzy bezpośrednią kontrolę nad wieloma sędziami. A pomiędzy nami a pełną dyktaturą stoją jedynie sędziowie. Dlatego wszyscy sędziowie, którzy prowadzili sprawy polityczne powinni przeprowadzić badanie swojego IPhone.

Chętnie pomogę w załatwianiu tego badania.
Roman Giertych


Krzysztof Skiba: jaja na święta. Jest Boże Narodzenie, ale jaj nie brakuje, jak to w polskim kurniku

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Jest Boże Narodzenie, ale jaj nie brakuje, jak to w polskim kurniku. Kurski dzień po tym, jak stwierdzono u niego covida… wyzdrowiał. To już kolejny, grudniowy cud, po tym, jak pewien facet wstał z wózka inwalidzkiego na konferencji Mejzy. Biskup Marek Jędraszewski ogłosił, że bez Bożego Narodzenia nie będzie Polski i Polaków.

 

Jest Boże Narodzenie, ale jaj nie brakuje, jak to w polskim kurniku. Dzięki Onetowi wyszło na jaw, że prezes TVP Jacek Kurski pojechał na Eurowizję do Paryża, mając POZYTYWNY wynik testu na Covid-19. Rozpętały się medialne ataki na Kurskiego, a przecież on poczciwy chłopina, chciał, tylko aby wreszcie coś POZYTYWNEGO z TVP się kojarzyło. Może być i TEST NA WIRUSA, skoro trudno o coś innego.

W Paryżu Kurski zarażał więc nie tylko optymizmem. Tymczasem szpital rządowy MSWiA wydał oświadczenie, że Kurski dzień po tym, jak stwierdzono u niego covida… wyzdrowiał.

To już kolejny, grudniowy cud, po tym, jak pewien facet wstał z wózka inwalidzkiego na konferencji Mejzy.

Co do samego Mejzy to zrobił nam prezent na gwiazdkę i zrezygnował ze stanowiska, ale nadal jak twierdzi, będzie posłem i zamierza wspierać Zjednoczoną Jego Głosem Prawicę.

Dziennikarze Wirtualnej Polski zarzucili firmie należącej do Mejzy wyciąganie pieniędzy od osób ciężko chorych, na wątpliwe terapie medyczne. Wieść gminna niesie, że w Boże Narodzenie poseł Mejza udał się do stajenki, bo ktoś mu powiedział, że tak dojdzie do żłobu.

Przy wigilijnym stole bracia Szumowscy ponownie podzielili się siankiem. Rok temu było sianko z respiratorów, które nie dotarły i z maseczek bez atestów, a w tym roku (jak ujawniła Wyborcza) trzysta milionów z przetargu. Forsę rozdano swoim, aby Marcin i Łukasz byli syci, bo ciągle nie są.

W święta tradycyjnie wszyscy obejrzeliśmy Kevina razem z proboszczem i jego dziećmi. Zrobiliśmy zbiorowego karpia, po tym, jak biskup Marek Jędraszewski ogłosił, że bez Bożego Narodzenia nie będzie Polski i Polaków. Czyli jeśli Polsat przestanie wyświetlać Kevina znikną Polacy, a wraz z nimi zniknie Polska. Szkoda, że nie może zniknąć biskup Jędraszewski. Byłaby wówczas jakaś nadzieja dla Kościoła w Polsce.

Ujawniono, że Polska ma jeden z najwyższych w Europie poziomów śmiertelności na covid-19. Ilość zakażonych nieznacznie maleje, ale wzrasta liczba zgonów.

 

Krzysztos Skiba


Krzysztof Skiba: Gorzkie święta

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Tradycyjne zawołanie „wesołych świąt” wydało mi się nieco nie na miejscu, gdy w kraju jest tak okropna sytuacja (pandemia plus nieudolna władza), a my jako Polacy SŁABO zdaliśmy egzamin z naszego CZŁOWIECZEŃSTWA, w kontekście tego, co dzieje się na granicy. Jeszcze nigdy lejące się z telewizora hasełka o „wesołych świętach” nie były tak gorzkie i tak niestety puste

 

W tym roku zrobiłem w okresie przedświątecznym swój własny, mały strajk. Odmówiłem wszystkich wywiadów dotyczących atmosfery „magicznych świąt”. Zwykle, już tak od połowy grudnia dziennikarze nagabują znane osoby, aby opowiedziały jak spędzają święta. Leje się wówczas z ust celebrytów lukier potworny, w ilościach przekraczających wszelkie dopuszczalne normy.

Krzysztof Skiba. Fot: Karol Kacperski

Dowiadujemy się jak to gwiazda ozdabia choinkę wraz z potomstwem, jakie kupuje prezenty oraz czy lepi pierogi na wigilijny stół.

Czytelnicy uwielbiają podglądać znanych i lubianych w ich domowych sytuacjach. Wychodzą z tego opowieści bardziej lub mniej zabawne, czasem rzeczywiście magiczne, a bywa, że nudne jak telewizyjne reklamy Nowego Ładu.

Od lat święta prawdziwie przeżywają jedynie handlowcy. To doskonały moment, aby coś komuś sprzedać i wcisnąć. Gdyby nie handlowy cyrk, pewnie wielu z nas o świętach by zapomniało. Dla sporej grupy rodaków Boże Narodzenie, to nie są już religijne uniesienia, a okazja do kolejnej imprezy i obżarstwa. Przedstawiciele Kościoła od lat ubolewają, że z roku na rok święta tracą swój mistyczny charakter, na rzecz komercyjnego i zabawowego wymiaru.

Pal licho, że z tym religijnym wymiarem to też krucho. Przecież nikt nie wie, kiedy tak naprawdę Zbawiciel się urodził. Miliony wątpią, że był on Zbawicielem, mają go za jednego z wielu nauczycieli i proroków, jakich nie brakowało w Judei. Są tacy, którzy wątpią w jego istnienie w ogóle, gdyż wiele kronik z tamtego okresu nie odnotowuje istnienia Chrystusa.

Przez ponad trzysta pięćdziesiąt lat uważano, że urodził się na wiosnę. W kwietniu, maju lub w czerwcu. Nakazem papieża Damazego I ustalono datę 25 grudnia dopiero w 376 roku. Sam rok urodzin też nie jest pewny, a co dopiero dzień. Uważa się, że Jezus urodził się miedzy 8-6 rokiem p.n.e. Czyli, że mógł się urodzić osiem lat wcześniej niż obchodzi się jego urodziny. Data jest więc symboliczna i tak należy do przyjąć.

Gerard van Honthorst – Adoracja pasterzy (1622)

Wiele elementów, które składają się na nasze rytuały świąteczne, to zapożyczenia z innych kultur i wiar przedchrześcijańskich.

Kolęda to rzymska nazwa nowego miesiąca z czasów cesarstwa rzymskiego. Kolędując świętowano nadejście nowego roku. Czyli przekładając to na dzisiejszy język były to raczej takie pieśni „sylwestrowe”.

W Polsce Boże Narodzenie obchodzi się od XV wieku. Wówczas to dotarł do nas z Czech zwyczaj wystawiania szopek noworocznych.

Wigilię urządzamy w Polsce od XVIII wieku i ma ona u nas szczególny charakter, a w wielu zachodnich krajach praktycznie nie istnieje. Sto lat temu dotarł do nas z Niemiec zwyczaj ozdabiania choinki. Wigilijny karp nie jest też żadną wiekową tradycją, bo pojawił się dopiero w latach sześćdziesiątych za komunistycznego sekretarza Gomułki.

Jak doskonale wiemy z życia i historii, „tradycję” możemy sobie sami zbudować, ulepić na wymagany wzór i kultywować. Nie wszystkie narzucone zwyczaje się przyjmują czego najlepszym przykładem nieudana próba budowy „religii smoleńskiej”. Jednak Boże Narodzenie zwane coraz częściej „Marry Christmasem” przyjęło się i trwa w nas i trwać będzie, bo bez względu na to, czy jesteśmy wierzący, czy jesteśmy wątpiący, czy jesteśmy ateistami, lewakami czy prawakami, wszyscy potrzebujemy czegoś takiego jak nadzieja, miłość, bliskość drugiego człowieka i wiara w dobro.

Podziwiam tych wszystkich ludzi, którzy nie zajmują się pucowaniem chaty na święta i wariactwem zakupowym, a pomagają innym, szykują te wszystkie szlachetne paczki dla biednych, robią wigilie dla bezdomnych i potrzebujących. Sam też wsparłem skromnym groszem kilka takich akcji.

Dlaczego więc odmawiałem wywiadów o „magicznych świętach”. Odmawiałem, bo to tradycyjne zawołanie „wesołych świąt” wydało mi się nieco nie na miejscu, gdy w kraju jest tak okropna sytuacja (pandemia plus nieudolna władza), a my jako Polacy SŁABO zdaliśmy egzamin z naszego CZŁOWIECZEŃSTWA, w kontekście tego, co dzieje się na granicy.

Jeszcze nigdy lejące się z telewizora hasełka o „wesołych świętach” nie były tak gorzkie i tak niestety puste.

Krzysztof Skiba


Atak Kaczyńskiego na nowy rząd Niemiec

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Niemiecka prasa zareagowała na wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej Codziennie” uznając go za ostry atak na koalicyjny rząd Olafa Scholza. Czy prezes PiS imputuje władzom w Berlinie zamiar budowy IV Rzeszy?

Jarosław Kaczyński. Fot. screen shot / youtube

Niemieckie gazety publikują w wydaniach internetowych materiały agencyjne opisujące wywiad, w którym prezes PiS wyraził opinię, że celem nowego niemieckiego rządu jest przekształcenie Unii w federację zarządzaną przez Berlin, co – jego zdaniem – oznacza „podporządkowanie nas sobie i odebranie Polakom prawa do samostanowienia”.

„Szef narodowo-konserwatywnej polskiej partii rządowej ostro zaatakował nowy rząd koalicji SPD-Zieloni-FDP. Jarosław Kaczyński zarzuca rządowi Scholza, że chce przekształcić UE w Czwartą Rzeszę” – czytamy w „Die Welt”.

Kaczyński: określenie IV Rzesza nie jest naganne

„To określenie – IV Rzesza Niemiecka – nie jest niczym nagannym” – cytuje Kaczyńskiego redakcja „Die Welt” za agencją DPA. Jak wyjaśnia, zdaniem polskiego polityka nie chodzi o prawną kontynuację nazistowskiej III Rzeszy, ale o nawiązanie do średniowiecznego Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, czyli Pierwszej Rzeszy z wieloma małymi państwami, podobnej do federacji.

Redakcja przypomina, że na początku grudnia, podczas pierwszej wizyty Scholza w Warszawie premier Mateusz Morawiecki nie stronił od krytyki mówiąc o „glajchszaltowaniu i urawniłowce”, które rząd polski odrzuca.

Tygodnik „Der Spiegel” pisze o „werbalnym ataku”

„Od 2017 roku UE znajduje się w sporze z Polską, ponieważ ten kraj narusza obowiązujące prawo unijne. Wicepremier i szef PiS Kaczyński podsyca teraz ten konflikt sięgając po drastyczną metaforę dla niemieckiego rządu” – czytamy w relacji składającej się z informacji własnych i depeszy AFP.

„Der Spiegel” przytacza opinię prezesa PiS, że są kraje, które „nie pałają entuzjazmem wobec perspektywy budowania na bazie UE IV Rzeszy Niemieckiej”. Jeżeli Polacy zgodziliby się na takie „współczesne poddaństwo”, to „bylibyśmy na różne sposoby degradowani” – cytuje niemiecki tygodnik prezesa PiS.

Redakcja przypomina, że Kaczyński użył podobnych sformułowań na początku grudnia. Politycy PiS tłumaczyli wówczas, że te słowa miały na celu „mobilizację” przed ważnymi głosowaniami i że należy je rozumieć jak „metaforę” czy „dowcip”. „Teraz Kaczyński posłużył się tą „metaforą” po raz pierwszy oficjalnie” – podkreśla „Der Spiegel”.

Depesze agencyjne na ten temat opublikowały na swoich stronach internetowych również stołeczne gazety „Tagesspiegel” i „Berliner Zeitung”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Kiedy tak naprawdę urodził się Jezus Chrystus?

Już zawarte w tytule pytanie może zdziwić wszystkich, dla których oczywistym faktem jest, że Jezus Chrystus przyszedł na świat 25 grudnia, pierwszego roku przed naszą erą. Jednak historycy mają znacznie więcej wątpliwości w tej kwestii. Wiele wskazuje na to, że Jezus urodził się kilka lat wcześniej i być może wiosną, a nie zimą.

Jezus Chrystus przyszedł na świat 25 grudnia, Jednak historycy mają wątpliwości i że Jezus urodził się kilka lat wcześniej i być może wiosną, a nie zimą.
Gerard van Honthorst – Adoracja pasterzy (1622)

Również Biblia nie udziela bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, kiedy urodził się Jezus. Zawiera dwie informacje, które prowadzą do wniosku, że nie mogło to być 25 grudnia.

W Ewangeliach, Mateusz i Łukasz opowiadając o narodzinach Jezusa nie mówią zbyt wiele (Mt 1-2; Łk 1-2, tzw. ewangelia dzieciństwa). Marek i Jan w ogóle pomijają je milczeniem, rozpoczynając opowieść od chrztu dorosłego już Jezusa przez Jana Chrzciciela. Wszystkie cztery Ewangelie koncentrują się na śmierci Chrystusa. Śmierć bowiem uznawana była za początek prawdziwego życia, czyli życia wiecznego, wyparła narodziny jako najważniejszy moment dla człowieka. Z tego powodu chrześcijaństwo odnosiło się do zwykłych urodzin obojętnie, a z czasem nawet podejrzliwie, postrzegając je jako obyczaj pogański.

Dlaczego na obchody Bożego Narodzenia wybrano 25 grudnia, skoro nie ma dowodów, że Jezus urodził się w tym dniu?

Datę tę wybrano, by zastąpić dawne święta pogańskie. Tego dnia celebrowano narodziny popularnego wśród obywateli Cesarstwa rzymskiego boga Mitry oraz święto Słońca Niezwyciężonego. Zdaniem wielu biblistów chodziło o to, żeby „chrześcijaństwo nabrało głębszego znaczenia dla nawróconych pogan”. Nie powinno zatem dziwić, że choć dzisiaj Boże Narodzenie jest jednym z najważniejszych świąt chrześcijańskich, zaczęto je obchodzić dość późno.

Wedle części badaczy święto Bożego Narodzenia zostało przyjęte przez Kościół po zwycięstwie cesarza Konstantyna Wielkiego – pierwszego chrześcijańskiego cesarza – nad Maksencjuszem w 312 lub nad Licyniuszem w 324 roku.

Inni doszukują się ustanowienia daty Bożego Narodzenia nieco wcześniej. Miało być chrześcijańską odpowiedzią na wyniesienie przez cesarza Aureliana (panował w latach 270-275) „dnia narodzin niezwyciężonego Słońca”, obchodzonego właśnie 25 grudnia, do rangi najważniejszego święta państwowego.

Najstarszą wzmianką wskazującą istnienie publicznych celebracji liturgicznych święta narodzin Jezusa jest notatka w dziele Chronograf z 354 roku (zredagowana w 336 r.). Obecnie znajduje się ona w zbiorach Biblioteki Watykańskiej.

Notatka została umieszczona w części dzieła poświęconej wspomnieniom liturgicznym męczenników tzw. Depositio Martyrum. Na początku listy męczenników pod datą 25 grudnia pojawia się informacja, że „8 dnia przed kalendami stycznia [= 25 grudnia] narodził się Chrystus w judejskim Betlejem”.

Data 25 grudnia

Ewangelie nie dają co do daty narodzin Jezusa w obrębie roku żadnych wskazówek. Około 200 r. Klemens Aleksandryjski, jeden z Ojców Kościoła, pisał sceptycznie o tych, którzy usiłują ustalić precyzyjnie nie tylko rok narodzin Jezusa, ale nawet dzień. Od tego samego autora wiemy, że w jego czasach krążyły tak rozbieżne daty narodzin Jezusa, jak 19 lub 20 kwietnia, 20 maja czy 17 listopada.

Najstarszym znanym obecnie autorem, który pisał o narodzinach Jezusa Chrystusa w grudniu, jest Hipolit Rzymski. W datowanym na 204 rok Komentarzu do Księgi Daniela (4,23,3) napisał: Pierwsze przyjście Pana naszego wcielonego, który narodził się w Betlejem miało miejsce ósmego dnia przed kalendami styczniowymi (tzn. 25 grudnia).

Wszystko wskazuje jednak na to, że zapis ten nie miał żadnego oparcia w przekazach historycznych. Wynikał jedynie ze spekulacji teologicznej. Wierzono bowiem, że Męka Pańska wydarzyła się 25 marca. Tym samym uznano, że poczęcie Chrystusa nastąpiło także 25 marca. A skoro narodziny powinny nastąpić 9 miesięcy po poczęciu, otrzymano datę 25 grudnia.

Rok narodzin 1 rokiem nowej ery

Zadanie ustalenia daty narodzin Jezusa, zlecił scytyjskiemu mnichowi Dionizjuszowi papież Jan I. Dionizy datę narodzin Chrystusa określił następująco: opierając się na informacjach płynących od apostoła Łukasza, wskazał czas nauczania Jana Chrzciciela – Jan zaczął nauczać w piętnastym roku panowania Tyberiusza, a nauczanie Jezusa rozpoczęło się w roku następnym. Łukasz wspomina, że Jezus w momencie rozpoczęcia swojej działalności miał lat trzydzieści. Cofając się o trzydzieści lat od panowania Tyberiusza, Dionizy obliczył rok 754 ery rzymskiej – i w ten sposób wskazał datę narodzin Jezusa. Papież Jan I, jeszcze w trakcie swojego pontyfikatu, który przypada na okres od 13 sierpnia 523 r. do 18 maja 526 r. ustanowił, że Jezus Chrystus urodził się w 754 roku licząc od założenia Rzymu, wskazując 1 rok ery chrześcijańskiej. W ten sposób rok 1 279 – według rzymskiej rachuby, stał się rokiem 526 według „nowej” chrześcijańskiej ery, a rok narodzin 1 rokiem nowej ery. Prawdopodobnie jednak Chrystus urodził się znacznie wcześniej.

Istnieją różne wyjaśnienia, dlaczego datę 25 grudnia obrano dla liturgicznej celebracji Bożego Narodzenia. Najbardziej popularna wśród uczonych interpretacja uznaje, że chrześcijanie, nie znając faktycznej daty narodzin Chrystusa, obrali tę datę jako symboliczną. Problem w tym, że w rzeczywistości nie wiemy, kiedy dokładnie urodził się Jezus Chrystus. Tak czy inaczej, datę Świąt Bożego Narodzenie określono nie wcześniej niż w trzecim wieku naszej ery.

(df) thefad.pl