Szefowa KE odpowiada Morawieckimu: Kto truje, ten musi płacić
Szefowa KE Ursula von der Leyen na łamach „FAZ” broni unijnego systemu handlu emisjami CO2, krytykowanego przez premiera Mateusza Morawieckiego za rzekomą podatność na spekulacje i destabilizowanie gospodarki.

„Rosnące ceny gazu i prądu dają się wielu mieszkańcom Europy we znaki” – pisze von der Leyen w artykule opublikowanym w sobotę (18.12.2021) w niemieckim dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Zapewnia, że Komisja traktuje te obawy bardzo poważnie.
Szefowa KE wyjaśnia, że celem Zielonego Ładu jest nie tylko powstrzymanie procesu ocieplania Ziemi, lecz także zmniejszenie zależności od kopalnych źródeł energii, które są obecnie odpowiedzialne za wzrost cen.
Kto truje, ten musi płacić
Centralnym instrumentem ograniczenia emisji CO2 jest i pozostanie sprawdzony handel uprawnieniami do emisji. „Słuszna jest polityka polegająca na tym, że zatruwanie (atmosfery) musi mieć swoją cenę” – podkreśla von der Leyen. Dodaje, że ta zasada jest prosta, skuteczna i działa od ponad 15 lat. Rosnąca cena certyfikatów jest dla firm silnym wolnorynkowym bodźcem skłaniającym do przestawiania się na czystą produkcję.
🇪🇺 Premier @MorawieckiM w #Bruksela: System ETS pokazał, że ceny emisji do uprawnień CO2 rosną kilkukrotnie, te wzrosty przekładają się na konsumentów i producentów. Ten system nie działa, bo na rynku mogą działać różni inwestorzy i spekulanci.
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) December 17, 2021
Jak zaznacza szefowa KE, sektory gospodarki, w których obowiązuje handel emisjami, obniżył od 2005 roku emisję CO2 o 43 proc., podczas gdy Krajowy Produkt Brutto w tym czasie zwiększył się. „Ochrona klimatu i wzrost gospodarczy idą ręka w rękę” – pisze von der Leyen.
Szefowa KE podkreśla, że przedsiębiorstwa mają wolny wybór. Kto kontynuuje brudną produkcję, ten z czasem dostanie po kieszeni, natomiast ten, kto przechodzi na czyste technologie, uzyskuje przewagę w konkurencji z innymi.
🇪🇺 Premier @MorawieckiM w #Bruksela: Polska będzie bronić naszej gospodarki i nie zawahamy się przed zdecydowanymi działaniami, aby opanować ten wzrost cen energii, który wywołany jest przez manipulacje Gazpromu i nieracjonalną politykę klimatyczną UE. pic.twitter.com/rKmvIFnuts
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) December 17, 2021
Polska musi walczyć z brudnym węglem
„Polska pracuje od lat nad ograniczeniem udziału brudnych źródeł energii. Konieczne są jednak dalsze wysiłki, aby odłączyć ceny energii elektrycznej w Polsce od bardzo brudnego węgla” – czytamy w „FAZ”.
Nawiązując do zarzutów o spekulację uprawnieniami wysuniętych przez Morawieckiego w „FAZ”, von der Leyen podkreśliła, że Komisja Europejska zbadała ruchy na rynku i nie znalazła żadnych twardych dowodów na nieuczciwą manipulację.
„Obecnie decydującą przyczyną bardzo wysokich cen prądu jest przede wszystkim gospodarczy boom na skalę światową, który zwiększa globalny popyt na gaz” – tłumaczy von der Leyen.
🇪🇺 Premier @MorawieckiM w #Bruksela: Podatek UE na energię, który zatwierdzony został w 2014 roku, dzisiaj widzimy, że nie funkcjonuje. Wyobraźmy sobie np. tak rosnący podatek VAT – nieprzewidzany w regulacjach, a właśnie tak jest teraz z systemem ETS.
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) December 17, 2021
Wzrost cen uprawnień do emisji jest jej zdaniem logiczny. „Ceny gazu rosną, więc producenci energii elektrycznej przechodzą na bardziej brudną produkcję prądu z węgla. To prowadzi z kolei do wzrostu emisji gazów cieplarnianych i tym samym do wzrostu popytu na uprawnienia do emisji CO2” – wyjaśnia szefowa KE.
UE pomaga poszkodowanym wskutek wzrostu cen
Ursula von der Leyen zapewniła, że państwa UE pomogą obywatelom, którzy szczególnie mocno ucierpieli wskutek wzrostu cen energii. W tym celu ma powstać Społeczny Fundusz Klimatyczny. Od 2026 roku na pomoc dla gospodarstw domowych zagrożonych biedą w związku ze wzrostem cen energii ma zostać przeznaczonych 72,2 mld euro. Unia zajmie się problemem biedy będącym skutkiem wzrostu cen energii, także w Polsce, jak zapewniła szefowa KE.
W piątkowym wydaniu „FAZ” premier Morawiecki wezwał do zreformowania unijnego systemu handlu emisjami CO2. Jego zdaniem system EU-ETS przestał wspierać sprawiedliwą politykę klimatyczną, a cenę za brak reformy zapłacą europejskie rodziny.
„Jeżeli idea sprawiedliwej transformacji energetycznej zostanie zastąpiona przez aktualną nieracjonalną logikę unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU-ETS), wszyscy zapłacimy podwójnie” – napisał szef polskiego rządu.
Premier ocenił, że EU-ETS powinien być systemem, który oferuje gospodarczo rozsądną i akceptowalną społecznie drogę redukcji emisji gazów cieplarnianych. Ale – dodał – uprawnienia do emisji CO2 szybko stały się instrumentem finansowym w rękach zamożnych inwestorów, zaś aktualna koncepcja EU-ETS jest podatna na mechanizmy spekulacyjne i jest wykorzystywana do tego, aby sztucznie zwiększać cenę za emisje.
Zdaniem Mateusza Morawieckiego głównym odpowiedzialnym za wzrost cen gazu jest Rosja i monopolistyczny szantaż ze strony rosyjskiej firmy Gazprom.
Jacek Lepiarz
Trzewiki męskie skórzane czyli propozycja doskonałego obuwia przejściowego
Lato nieubłaganie ma się ku końcowi. Oznacza to, że lekkie mokasyny i trampki, powoli ustępują miejsca rzeczom odpowiednim na sezon przejściowy. Jednak po jakie buty sięgnąć kiedy pogoda za oknem wciąż się zmienia, a temperatury cały czas się wahają? Odpowiednią opcją mogą okazać się skórzane trzewiki męskie.

Skórzane trzewiki – męskie obuwie przejściowe
Wszechstronne trzewiki męskie to opcja, po którą sięgają panowie w każdym wieku, a także preferujący różnorodny styl ubioru. Dlaczego? Sekret popularności trzewików kryje się przede wszystkim w ich formie.
- Trzewiki to obuwie o podwyższonej cholewce, która sięga do kostek. Pośród dostępnych modeli można znaleźć te zasuwane na zamek błyskawiczny, a także wsuwane (wyposażone w elastyczny ściągacz) oraz sznurowane.
- To bardzo szeroka grupa obuwia, do której zaliczyć można m.in. sztyblety, wysokie trampki czy klasyczne trapery ze sznurowadłami i profilowaną podeszwą.
Nic więc dziwnego, że obuwie w tym fasonie tak dobrze sprawdza się jesienią. Gdy upały ustępują, a w ciągu dnia robi się coraz chłodniej, warto wymienić lekkie, ażurowe buty na opcję bardziej zabudowaną, jak np. parę skórzanych trzewików. Jak wybrać dla siebie odpowiednią parę?
Jesienne buty męskie – trzewiki skórzane w różnym stylu
Obecnie w sprzedaży znaleźć można bardzo szeroki wybór tego typu obuwia. Trzewiki męskie sznurowane występują w wariantach casual, idealnych do noszenia na co dzień, a także w opcji nieco bardziej formalnej, po które można sięgać tworząc stylizacje do pracy czy też na wyjście ze znajomymi.
Wybór odpowiedniej pary sprowadza się zatem przede wszystkim do preferowanego na co dzień sposobu ubierania oraz np. od tego, jaki dress code obowiązuje nas w pracy. Przede wszystkim, w czasie zakupów trzeba zwracać uwagę na jakość wybieranego obuwia. “Niezależnie od poszukiwanego stylu butów przejściowych, aby sprawdziły się na sezon jesienny, powinny być wykonane z wysokiej jakości materiałów, takich jak skóra naturalna” – rodzi ekspert sklepu obuwniczego Buty Olivier.
- To dobry trop dla każdego, kto poszukuje wszechstronnej pary trzewików, które będą mogły posłużyć w szafie jako uniwersalny element przez wiele kolejnych sezonów.
- Skórzane obuwie jest wytrzymałe, odporne na uszkodzenia, a przy odpowiedniej pielęgnacji, zachowuje nienaganny wygląd przez długi czas.
- Naturalna skóra jest jedną z najlepszych opcji dla osób, które zmagają się z nadmierną potliwością stóp.
Jak stylizować trzewiki męskie sznurowane
Nie wiesz w jaki sposób dobierać oraz stylizować tego typu buty męskie? Trzewiki można dobierać praktycznie do każdego rodzaju stroju codziennego, dzięki czemu stanowią bardzo wszechstronne i uniwersalne rozwiązanie:
- nadają się do noszenia z jeansami, spodniami materiałowymi, sztruksami, a nawet spodniami typu chino;
- dobrze wyglądają w towarzystwie prostej nogawki, ale wyższa cholewka posłuży także dobrze do tego, aby wpuścić w nią węższe spodnie lub joggery ze ściągaczem w kostce. To również opcja dla panów, którzy lubią eksponować kolorowe skarpetki, połączone z wywiniętymi nogawkami spodni;
- ten typ obuwia można dowolnie zestawiać z bluzami, swetrami, a także koszulami i t-shirtami. Preferujesz styl militarny lub rockowy? Para cięższych trzewików doskonale dopełni wygląd skórzanych kurtek i bromberek.

W stylizacjach do pracy, szczególnie biurowej oraz w miejscach wymagających bardziej oficjalnego stroju, trzewiki w klasycznym kolorze (czarnym, brązowym lub granatowym) sprawdzą się w połączeniu z białą koszulą, eleganckim swetrem lub sportową marynarką.
Warto mieć jednak na względzie, że sznurowane trzewiki męskie nie powinny być wybierane w charakterze obuwia formalnego, na ważne wyjścia. Nawet zimną do garnituru najlepiej sprawdzają się eleganckie półbuty, które w nielicznych przypadkach można zastąpić parą formalnych sztybletów.
Jednak poza nielicznymi przypadkami po sznurowane trzewiki możesz sięgnąć praktycznie w każdej sytuacji. Ich konstrukcja zapewni wygodę, nawet jeśli buty będą noszone przez cały dzień, a fason doskonale dopełni stylizacje na okres jesienno-zimowy.
Pacyfikacja kopalni Wujek. Oddał osiem strzałów, powadzi spokojne życie w Niemczech
40 lat temu podczas pacyfikacji kopalni Wujek zginęło dziewięciu górników. Jan P. oddał osiem strzałów, ale nigdy nie stanął przed sądem. Prowadzi spokojne życie w Niemczech, choć ściga go polska prokuratura.
16 grudnia 1981 r., w KWK Wujek w Katowicach, milicja i wojsko krwawo stłumiły strajk górników protestujących przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Zginęło 9 górników, a dziesiątki zostało rannych. Na zdj. starcia z milicją i wojskiem przed kopalnią. Katowice, 16.12.1981 r. pic.twitter.com/YZp2OnhMwx
— PAP Arch Foto (@paparchfoto) December 16, 2021
16 grudnia 1981 roku Jan P. oddaje osiem strzałów. Tak zapisze w protokole po pacyfikacji katowickiej kopalni Wujek. Były milicjant z plutonu specjalnego ZOMO. Nigdy nie staje przed sądem. Od ponad 30 lat mieszka w Niemczech. W niewielkim mieście koło Dortmundu w Zagłębiu Ruhry prowadzi spokojne życie.
Do Niemiec wyjeżdża również Roman R. – kolega Jana P. z plutonu. W ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości trafia dopiero w 2019 roku. Po jego procesie Jan P. znowu jest ścigany listem gończym.
„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”
Niedziela, 13 grudnia 1981 roku.
Gdy do górników pracujących na nocną zmianę w kopalni Wujek dociera wiadomość o zatrzymaniu Jana Ludwiczaka, przewodniczącego zakładowej „Solidarności”, nikt jeszcze nie wie, że oto zaczęła się operacja wprowadzenia stanu wojennego. Dopiero o szóstej rano przez zakładowy radiowęzeł górnicy słuchają przemówienia generała Jaruzelskiego, a dyrekcja kopalni informuje o militaryzacji zakładu i zawieszeniu działalności związków.
Górnicy podejmują decyzję o strajku okupacyjnym. Po mszy polowej zawieszają protest do poniedziałku rano, kiedy w kopalni zjawi się większość załogi.
– Zebraliśmy się w łaźni łańcuszkowej. Około dwóch tysięcy górników zdecydowało o strajku – wspomina Stanisław Płatek, wówczas przewodniczący komitetu strajkowego. – Spisaliśmy postulaty: uwolnienie Jana Ludwiczaka, brak konsekwencji dla strajkujących, a potem dodaliśmy kolejne – zakończenie stanu wojennego i uwolnienie wszystkich więźniów politycznych.
Dyrekcja kopalni ostrzega przed konsekwencjami łamania prawa stanu wojennego. – Nikt nikogo do strajku nie zmuszał – mówi Stanisław Płatek. Jedni opuszczają teren kopalni, inni zostają. Mówią, że chcą walczyć do końca.
Jak Bogusław Kopczak. – Mama jeździła codziennie pod kopalnię, dowoziła jedzenie i próbowała namówić ojca, żeby wrócił do domu. Ale on nie chciał opuścić kopalni. Powtarzał: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” – opowiada DW córka Katarzyna Kopczak.
Jej ojciec nie zmienia zdania nawet wtedy, gdy 15 grudnia padają strzały w kopalni Manifest Lipcowy w Jastrzębiu. Zomowcy ranią czterech górników. Załoga Wujka dowiaduje się o tym od łączników.
– Zagrożenie było oczywiste – mówi Katarzyna Kopczak. – Z opowieści osób, które znały mojego tatę, wiem, że był bardzo honorowy i nie opuściłby kopalni przed zakończeniem strajku.
Krwawa pacyfikacja
– To była czarna noc z 15 na 16 grudnia. Milicja robiła wszystko, by nas zastraszyć – wspomina Płatek. Dla górników z Wujka staje się jasne, że teraz kolej na ich kopalnię. Część strajkujących spędza noc w warsztacie mechanicznym, szykując proste uzbrojenie – pręty, piki, kable.
Rano teren kopalni zostaje otoczony kordonem milicyjnym. Nieco później dociera wojsko. Rozpoczyna się pacyfikacja kopalni.
Już milicja repetuje broń
— ks. Tomasz Marek Trzaska 🇵🇱 (@ksTomaszTrzaska) December 15, 2021
Idą, idą pancry na „Wujek”.
…gdzie twe czyste ręce, generale?#KopalniaWujek #stanwojenny pic.twitter.com/T2ddePtXWZ
Ostatnie próby nakłonienia górników do zakończenia strajku spełzają na niczym. Podczas spotkania z przedstawicielami władzy i kierownictwa kopalni górnicy śpiewają hymn państwowy.
Siły pacyfikacyjne zajmują wyznaczone pozycje, rozpędzają ludzi zgromadzonych przed główną bramą, czołg taranuje mur, a na teren kopalni wjeżdżają wozy bojowe i wchodzą uzbrojeni funkcjonariusze plutonu specjalnego ZOMO. Strajkujący próbują się bronić, rzucając śrubami, kamieniami, metalowymi prętami. Około godziny 12:30 padają pierwsze strzały. Od kul ginie dziewięciu górników, 23 zostaje rannych, nie licząc zatrutych gazem.
Dzień ten przejdzie do historii jako największa tragedia stanu wojennego.

„To był dla mnie wstrząs”
Wśród zabitych jest Bogusław Kopczak. Gdy umiera, jego córka ma dwa i pół roku. – Pamiętam, jak jestem na rękach u mamy, a tata leży w trumnie. Powiedziałam wtedy, że ma źle zaczesane włosy i wszyscy zaczęli jeszcze bardziej płakać. Nie wiem, czy to rzeczywiste wspomnienie, czy utrwalone z opowiadań o ojcu – mówi Katarzyna Kopczak.
Opowiadania matki i innych ludzi o tragedii nie wystarczają jej. W Instytucie Pamięci Narodowej czyta akta dotyczące pacyfikacji Wujka. Z dokumentów SB wynika, że górnicy mieli być pochowani w jednym dole za Stadionem Śląskim, a pogrzeby były zabezpieczane przez kilkudziesięciu milicjantów i esbeków, żeby nie przerodziły się w manifestacje. Ranni górnicy po drodze do szpitala byli wyciągani z karetek i bici. – To był dla mnie wstrząs – mówi.
#KopalniaWujek
— Fundacja im. Janusza Kurtyki (@FundacjaKurtyki) December 16, 2021
16.12.1981 Wspomina A.Skwira:
„Na terenie kopalni po użyciu broni nastała cisza. Do bramy przyszli oficerowie-płk, ppłk. Poszli w obecności dyrektora zobaczyć swoje zwycięstwo-7 górników leżało martwych. Leżeli pokotem. Nie byli przykryci” pic.twitter.com/EKXbGpuNdT
Pamięta, jak koło domu kręcą się milicjanci i esbecy, pukając w okna ich mieszkania na parterze. – Straszenie nas było na porządku dziennym przez wiele lat.
Mówili, że strzelali w powietrze
Stanisław Płatek dostaje pociskiem w bark. Podczas transportu do szpitala zostaje aresztowany, a w lutym 1982 roku skazany za organizację strajku na cztery lata więzienia. Kary otrzymują też inni górnicy.
Dopiero dziesięć lat po masakrze w Wujku – w październiku 1991 roku – Prokuratura Wojewódzka w Katowicach rozpoczyna śledztwo w sprawie pacyfikacji. W marcu 1993 roku rusza pierwszy proces winnych śmierci górników. Procesów będzie jeszcze kilka – w 1999, 2004 i 2019 roku. Przełomem okaże się słynny „raport taterników” spisany przez Jacka Jaworskiego. Kilka tygodni po akcji w Wujku trójka taterników organizuje w Tatrach szkolenia dla członków plutonu specjalnego i wyciąga od nich informacje o szczegółach pacyfikacji Wujka. Zomowcy opowiadają, że podczas akcji mierzyli „w łeb i komorę”, a górnicy padali jak „ludziki na strzelnicy”.
– Podczas wszystkich procesów trudność dowodowa polegała na tym, że szeregowi członkowie plutonu specjalnego ZOMO przyjęli tę samą linię obrony, twierdząc, że wszyscy strzelali w powietrze – mówi w rozmowie z DW prokurator Dariusz Psiuk z pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. – Podczas pacyfikacji kopalni rozpylano gaz łzawiący, użyto granatów hukowych, a sami zomowcy byli zamaskowani, więc żaden z bezpośrednich świadków zdarzenia obecnych na terenie kopalni nie był w stanie konkretnie wskazać kto strzelał.
Do tego Prokuratura Wojskowa w Gliwicach, prowadząca śledztwo w latach 1981-1982 nie jest zainteresowana wyjaśnieniem tragedii. – Zabezpieczono tylko śladowe ilości łusek. Nie przeprowadzono badań balistycznych mających wskazać, z czyjej broni te łuski były odpalone – mówi prokurator.
Symboliczne kary
Katarzyna Kopczak przypatruje się procesom byłych zomowców, słucha zeznań. Okazuje się, że wśród skazanych jest mąż jednej z opiekunek w przedszkolu jej dziecka. – Napisałam do niej list, bo połączył na wspólny los. Wiedziałam, że jej rodzina nie miała łatwo, ludzie wytykali ich palcami. Chciałam stworzyć dialog między dwoma stronami. Niestety, nigdy nie odpowiedziała na mój list.
Spotyka się za to z córką generała Jaruzelskiego. – Długo rozmawiałyśmy. Powiedziałam, że jej ojciec ma krew górników na rękach. Monika Jaruzelska broniła swojego ojca. Na koniec każda z nas pozostała przy swoim zdaniu, ale było to poruszające spotkanie. Nie musimy się nienawidzić za to, że nasi ojcowie byli w stanie wojennym po przeciwnych stronach – mówi córka zabitego górnika.
Ostatecznie wyroki skazujące usłyszy kilkunastu zomowców. W więzieniu mają spędzić od trzech i pół do sześciu lat, ale odsiadują zwykle o wiele mniej.
– To symboliczne kary. Dla mnie jest najważniejsze to, że uznana została zbrodnia – mówi Katarzyna Kopczak. – Nie zostali natomiast skazani mocodawcy stanu wojennego. Czekano z tym tak długo, aż umarli.
Rodziny zamordowanych górników nigdy też nie otrzymały odszkodowania za śmierć bliskich. Pozew złożony przez Katarzynę Kopczak czeka na rozpatrzenie w sądzie apelacyjnym.
Nowe życie w Niemczech
Gdy byli zomowcy siedzą na ławach oskarżonych, Roman R. i Jan P. zaczynają nowe życie w Niemczech. Dopiero co skończyli trzydzieści lat. Wyjeżdżają z Polski pod koniec lat osiemdziesiątych, pozostając w cieniu procesów. Zamieszkują w Norymberdze – przyjaźnią się. Roman R. zrzeka się polskiego obywatelstwa i przyjmuje niemiecko brzmiące nazwisko panieńskie żony. Od teraz jest Romanem S. Jan P. też zostaje Niemcem, ale zachowuje polskie obywatelstwo.
Akta sprawy Wujka zawierają ich raporty pisane bezpośrednio po akcji. Roman S. pisze, że użył broni przez oddanie w powietrze czterech strzałów, Jan P. – ośmiu. Twierdzą, że groziło im niebezpieczeństwo. Według raportu pluton podczas akcji zużył 156 sztuk amunicji.
Próba ściągnięcia byłych zomowców do Polski kończy się niepowodzeniem. W latach dziewięćdziesiątych i po 2004 roku Niemcy odmawiają ekstradycji i umarzają postępowanie. – Niemieckie organy sprawiedliwości uznały, że stawiane obu byłym milicjantom zarzuty uległy przedawnieniu, gdyż w niemieckim prawie nie istnieje zbrodnia komunistyczna, która zmieniałaby podejście do przedawnienia – mówi prokurator Psiuk.
Poszukiwany listem gończym
Dopiero w 2019 roku Roman S. trafia w ręce policji. Podczas kontroli drogowej w Chorwacji funkcjonariuszom ukazuje się list gończy. Były zomowiec zostaje deportowany do Polski i osądzony. Sąd wymierza mu karę trzech i pół roku więzienia. Jako jedyny z zomowców uczestniczących w pacyfikacji Wujka przeprasza, że doszło do masakry. Nie przyznaje się jednak do winy.
Podczas procesu powraca sprawa Jana P., który nigdy nie stanął przed sądem. W sierpniu 2020 roku polski sąd wydaje kolejny Europejski Nakaz Aresztowania. Niemiecka prokuratura znowu odmawia ekstradycji. Nawet nie przesłuchuje podejrzanego. Wskazuje na niemieckie prawo, które ma zastosowanie wobec obywatela Niemiec, i przedawnienie zarzutów.
Próbujemy skontaktować się z Janem P. – Nie można z nim rozmawiać, jest chory i od roku na terapii. Nie ma go w domu – mówi po polsku kobieta, podająca się za synową. Potem już przez kilka tygodni nikt nie odbierze telefonu.
Prokurator Dariusz Psiuk mówi, że nie ma jeszcze oficjalnej odpowiedzi z Niemiec. Ale to niewiele zmienia. – Ubiegłoroczna nowelizacja ustawy o IPN wprowadziła trwałe nieprzedawnianie się zbrodni komunistycznych. Dlatego zarzuty stawiane Janowi P. przez polskie organy ścigania nie podlegają przedawnieniu – podkreśla.
Jan P. nie może spać spokojnie.
Dla kogo serwer wirtualny?
Serwer wirtualny może być dobrym rozwiązaniem, gdy dopiero startujemy z naszym projektem internetowym. Warto jednak wybierać taki serwer rozważnie, aby spełnił nasze potrzeby. Wyjaśniamy, dla kogo jest dobry serwer wirtualny.

Często pisze i mówi się o serwerach wirtualnych i często w tym kontekście pada również określenie „hosting współdzielony”. To najprostsze rozwiązanie, które warto wziąć pod uwagę, uruchamiając usługę online lub stronę www. Na rynku można znaleźć bogatą ofertę takiego hostingu. Warto zatem dowiedzieć się o nim jak najwięcej, żeby dobrze wybrać serwer.
Czym jest serwer wirtualny?
Zacznijmy od wyjaśnienia. Serwery wirtualne to po prostu wydzielona powierzchnia dysku serwera fizycznego. Dokonuje się tego przy pomocy specjalnego oprogramowania. W rezultacie na jednej maszynie fizycznej może zostać uruchomionych bardzo wiele serwerów wirtualnych. Wszyscy użytkownicy tych serwerów współdzielą między sobą zasoby fizycznego serwera (np. pamięć RAM, moc procesora). Podział zasobów jest dokonywany w sposób optymalny i w zależności od wybranego planu hostingowego. Zwykle bowiem dostępne są różne opcje serwera wirtualnego w zależności od wybranych parametrów (np. wielkość powierzchni dyskowej, liczba uruchamianych procesów).
Kto powinien wybrać serwer wirtualny?
Serwery wirtualne mają wiele zalet. Przede wszystkim bardzo łatwo je obsługiwać, nie trzeba mieć specjalistycznej wiedzy, a i koszt nie jest wysoki. Do tego otrzymujemy profesjonalne wsparcie techniczne. Czy taki serwer jest dla każdego? Nie, ale do tego za chwilę wrócimy. Warto wybrać hosting współdzielony, gdy uruchamiamy małą stronę internetową, chcemy dysponować własną pocztą e-mail, niewielkim sklepem internetowym lub usługą online. Co jednak, gdy nasz projekt jest bardzo wymagający?
Gdy rosną wymagania
Hosting współdzielony jest najprostszym rozwiązaniem serwerowym. Z czasem, gdy nasz projekt się rozrasta, warto wziąć pod uwagę przeniesienie na bardziej wydajny serwer. Dobrym rozwiązaniem może się okazać serwer VPS, w przypadku którego dostajemy gwarancję określonych zasobów. To nadal serwer wirtualny, ale z dużo większymi możliwościami niż hosting współdzielony. Dla najbardziej wymagających najlepszym rozwiązaniem będzie serwer dedykowany, czyli maszyna fizyczna w całości udostępniona jednemu użytkownikowi.
Serwer wirtualny współdzielony to rozwiązanie dla najprostszych projektów online i stron internetowych. Zwykle możemy wybierać pomiędzy różnymi planami, zatem łatwo dostosować taki hosting do naszych potrzeb.
Tekst napisano we współpracy z Domeny.pl.
Lech Wałęsa: Kiedyś walczyłem z systemem. Dziś walczę z tymi, którzy niszczą tamto zwycięstwo

Bartosz Dudek
Lech Wałęsa (ur. 1943) - legendarny przywódca Solidarności, laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1983), prezydent RP w latach 1990-1995
„Kiedyś walczyłem z systemem. Dziś walczę z tymi, którzy niszczą trójpodział władzy, wolne sądy, prasę” – mówi Lech Wałęsa.

DW: Obchodzimy 40 lat od wprowadzenia stanu wojennego. To był czas, kiedy Niemcy i niemieckie społeczeństwo pomagało „Solidarności”: wysyłało paczki, leki i inne rzeczy. Jak pan prezydent wspomina i ocenia tamtą pomoc Niemiec?
Lech Wałęsa: Bałem się, by żaden kierunek nie uzyskał za dużej przewagi. Pomoc za duża Polakom, gdyby była, to by Sowietom się nie podobało – mogliby mocniej interweniować. Za mało – a to by się nam nie podobało. Niemcy zrobili właściwie – było pół na pół.
13 grudnia 1981 roku został pan internowany. Doznał pan krzywd ze strony komunistów. Zapłacił pan też wielką cenę życiem rodzinnym. Jest taka fotografia, która pokazuje pana odwiedzającego generała Jaruzelskiego w szpitalu. Podaje mu pan tam rękę. To jest dla mnie jedna z największych scen XX wieku – porównywalna z tą, która miała miejsce między papieżem Janem Pawłem II a Mehmetem Ali Agcą. Przebaczył mu pan?
– I oni, i my byliśmy prawie na równi patriotyczni, tylko że oni – Jaruzelski i inni z jego grupy – uważali że Sowieci się nie zgodzą na wolną Polskę, że jeśli ten Wałęsa będzie za bardzo atakował to tu przyjdą, Wałęsę zamordowują i nas też, bo go nie upilnowaliśmy.
Jaruzelski i inni chcieli wolnej Polski, ale wiedzieli, że to jest niemożliwe jeszcze teraz. Czekali na inną okazję. A dlaczego myślę, że ja mam rację – dlatego, że kiedy udało się mojej stronie zwyciężyć, to dzisiaj mam większe zrozumienie u tamtych właśnie niby wrogów niż u moich przyjaciół. Dlatego że oni chcieli (wolnej Polski). Jak się udało – udało się Wałęsie – mamy wolny kraj, bardzo fajnie. Dlatego ostrożnie z ocenami. W tamtym czasie ja nie mogłem mówić o tym, a ja walczyłem z systemem. Nie z Jaruzelskim, nie z ubekami, nie z agentami, ale z systemem. Mówiłem: jesteście takie łobuzy, bo wam system na to pozwala. Dziś jest odwrotnie. Już udało nam się wywalczyć system: trójpodział władzy, wolne sądy, prasę. Udało nam się. To nie było precyzyjne, to nie było dokładne, ale to już był szkielet dobry. Dzisiaj muszę walczyć z ludźmi, którzy niszczą to zwycięstwo, niszczą trójpodział władzy, a więc musimy zrozumieć tam była walka z systemem, a teraz z ludźmi, którzy niszczą ten zdobyty system.
W Niemczech skończyła się właśnie era kanclerz Merkel, która rządziła Niemcami 16 lat. Pan i pani Merkel wielokrotnie się spotykaliście. Jak pan prezydent w ogóle zapatruje się na rolę kobiet w wielkiej polityce?
– Ja wolę pracować z kobietami pod każdym względem – są bardziej sumiennie i bardziej pracowite. Dlatego też dobrze oceniam panią Merkel, chociaż trzeba być obiektywnym: w Niemczech rządzić jest dość prosto – tam są struktury, porządki, przepisy, prywaciarze, którzy pilnują wiele rzeczy, a więc tam jest łatwiej rządzić.
Jak pan przewiduje – jak potoczy się sprawa demokracji w Polsce?
– Jesteśmy w momencie wielkiej dyskusji nawet, jak ma demokracja wyglądać. Ja objeździłem cały świat i nie widziałem demokracji tak naprawdę.
Do końca XX wieku to inaczej ta demokracja wyglądała, a dzisiaj musi inaczej wyglądać. Dziś lewicowe partie są bardziej prawicowe i odwrotnie, partie chadeckie, chrześcijańskie nie mają ani jednego wierzącego. To w tamtej koncepcji mogło tak być, a w tej nie może. Musimy zacząć porządkować. I dlatego demokracja musi osiągnąć cele, jakie sobie zawsze zakładała. Dzisiaj jesteśmy w momencie dyskusji, jak to wszystko ma wyglądać.
REDAKCJA POLECA
Scholz w Warszawie: Reparacje to sprawa zamknięta. „Mamy umowy, które uregulowały tę kwestie”

Monika Sieradzka
Kanclerz Niemiec nawoływał do poszanowania zasad praworządności i wyraził wsparcie dla Polski w kwestii kryzysu migracyjnego. Potwierdził też stanowisko Berlina, że sprawę reparacji wojennych uważa za zamkniętą.

Podczas konferencji prasowej w Warszawie kanclerz Olaf Scholz (SPD) nawiązał do faktu, że spotkanie premierów odbyło się w przeddzień 40. rocznicy wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Wyraził satysfakcję z tego, że po 40 latach od próby zdławienia „Solidarności” mógł spotkać się z przedstawicielami demokratycznej Polski, zaznaczając, że „jest to demokracja wywalczona przez obywateli tego kraju”.
Scholz oświadczył, że Europa jest wspólnotą prawa i wartości.
– Praworządność i demokracja są podstawowymi wartościami i dlatego dobrze będzie, jeżeli dyskusja i rozmowa między Unia Europejską, Komisją Europejską i Polską doprowadzi do pragmatycznego rozwiązania – zaznaczył. – Przyjęlibyśmy z satysfakcją, gdyby istniało wspólne rozumienie Komisji i strony polskiej, i będziemy dalej połączeni w Unii Europejskiej wartościami demokracji i praworządności – dodał.
W związku z krytykowaną przez unijne organy reformą sądownictwa rządu PiS, przeciwko Polsce toczy się od kilku lat szereg postępowań w sprawie łamania zasad państwa prawa.
Solidarność w kryzysie migracyjnym
Za jedno z największych aktualnych wyzwań Scholz uważa kryzys na granicy Polski z Białorusią, dokąd władze białoruskie sprowadziły tysiące migrantów. Jego zdaniem, działania białoruskiego władcy Aleksandra Łukaszenki „godzą w ludzką godność”. – Mamy wspólne zadanie, aby je odrzucić – przekonywał Scholz. Zapewnił o solidarności Niemiec z Polską w przeciwstawianiu się „wojnie hybrydowej” prowadzonej przez Łukaszenkę, który „wykorzystuje ludzi do swoich celów politycznych”.
– Jesteśmy solidarni z Polską w kwestii kryzysu migracyjnego. Wiemy, przed jak wielkimi wyzwaniami stoi Polska w związku z atakami na granicę – powiedział. Dodał, że „jest ważne, żeby kraje Unii Europejskiej i Unia jako całość reagowała nie tylko konkretnymi sankcjami, ale też prowadziła dialog”. Jego zdaniem dobrym rozwiązaniem jest to, że sporo migrantów, którzy przyjechali na Białoruś wraca do swoich krajów pochodzenia. Zapewnił, że Niemcy będą wspierać to rozwiązanie.
Premier Mateusz Morawiecki oświadczył, że szczelności wschodniej granicy Polski strzeże dziś kilkanaście tysięcy żołnierzy oraz kilka tysięcy funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji.
Powiedział, że wspólnie z Scholzem dyskutowali także o „przyszłych możliwych scenariuszach” i o potencjalnych sankcjach dla Białorusi, które będą omawiane na najbliższym posiedzeniu Rady Europejskiej.
Zagrożenia dla Ukrainy
Premierzy Polski i Niemiec rozmawiali także o zagrożeniach dla Ukrainy ze strony Rosji.
– Jasne jest, że Europa musi wspólnie dać do zrozumienia, że nie akceptuje naruszania integralności terytorialnej Ukrainy. Musimy wykorzystać instrumenty dyplomatyczne dla rozstrzygnięcia tej kwestii – powiedział Olaf Scholz w odniesieniu do sytuacji na granicy rosyjsko-ukraińskiej i koncentracji wojsk rosyjskich w tym regionie.
W celu rozwiązania tej sytuacji Scholz chciałby reaktywować Format Normandzki powołany w 2014, czyli spotkania przedstawicieli Francji, Niemiec, Ukrainy i Rosji, które miały służyć wypracowaniu dyplomatycznego rozstrzygnięcia wojny w Donbasie i kwestii przynależności Krymu.
Polski premier wskazał natomiast na zagrożenia wynikające dla Ukrainy z planowanego uruchomienia rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2. Przesunięcie części dostaw do nowego gazociągu mogłoby pozbawić Ukrainę przychodów z tranzytu rosyjskiego gazu. Przypomniał, że Warszawa od początku sprzeciwiała się budowie tego gazociągu w obawie przed szantażem gazowym, który Rosja może stosować wobec Ukrainy i reszty Europy.
Spór o kształt Europy
Pytany o zapis niemieckiej umowy koalicyjnej mówiący o federalnym państwie europejskim, premier Morawiecki nazwał to „centralizmem demokratycznym” i „centralizmem biurokratycznym” – koncepcje, które uważa za „utopijne” i „w dużym stopniu niebezpieczne”. – Europa będzie silna, kiedy będzie Europą suwerennych państw, Europą ojczyzn – mówił.
Premier Morawiecki nie odniósł się do słów Jarosława Kaczyńskiego o IV Rzeszy. Udał, że pytania dziennikarza nie było.
— Dominika Wielowieyska (@DWielowieyska) December 12, 2021
– Jeżeli przeczytamy umowę koalicyjną obecnego rządu to można przeczytać, że jest w tym ujęte to, czego wielu obywateli w Niemczech chce, czyli wspólna przyszłość w Europie – oświadczył natomiast kanclerz Niemiec.
– Czujemy się odpowiedzialni za to, żeby UE się udała, abyśmy stworzyli lepszą UE i chcielibyśmy, żebyśmy byli takimi graczami, którzy zapobiegną konfliktom między Północą i Południem, Zachodem i Wschodem – mówił Scholz, dodając, że Polska jest krajem „bardzo proeuropejskim”.
Zapewnił, że „nie będzie żadnego szefa rządu niemieckiego, który przed kamerami będzie mówił, czego chce od Europy”. Scholz podkreślił, że trzeba się zastanowić, jak Europa może działać, żeby mówiła jednym głosem.
Reparacje – dla Berlina kwestia zamknięta
Polski premier poruszył na spotkaniu z Scholzem temat odszkodowań za polskie straty podczas II wojny światowej. – To nie tylko morze łez naszych matek, morze krwi naszych ojców, ale także stracona szansa normalnego rozwoju, utracona wolność, utracona demokracja, utracona niepodległość, a więc utracone szanse rozwojowe – mówił szef polskiego rządu.
Scholz przypomniał stosunek Niemiec do tej kwestii. – Mamy umowy, które uregulowały kwestie reparacji, ale oczywiście przyznajemy się do naszych moralnych konsekwencji, jeśli chodzi o zniszczenia i krzywdy, jakie wyrządziliśmy – powiedział Scholz. Wyraził zadowolenie z planowanego miejsca pamięci polskich ofiar w Berlinie.
Warszawa była, po Paryżu i Brukseli, trzecią europejską stolicą, którą kanclerz Niemiec odwiedził w pierwszych dniach swego urzędowania.
REDAKCJA POLECA
Warszawa. Szefowa niemieckiej dyplomacji: dopuścić pomoc humanitarną. Polski minister przypomniał o żądaniach wypłaty reparacji wojennych

Monika Sieradzka
Szefowa niemieckiej dyplomacji Annalena Baerbock podkreśliła w Warszawie potrzebę dopuszczenia pomocy humanitarnej do uchodźców. Polski minister przypomniał o polskich żądaniach wypłaty reparacji wojennych przez Niemcy.
Nowa minister SZ Niemiec 🇩🇪 @ABaerbock spotkała się dzisiaj w Warszawie z min. @RauZbigniew.
— Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP 🇵🇱 (@MSZ_RP) December 10, 2021
To trzecia, po Paryżu i Brukseli, zagraniczna wizyta nowej szefowej 🇩🇪 MSZ po objęciu przez nią urzędu.https://t.co/RY43pmXWmq
Warszawa to – obok Paryża i Brukseli – jedna z pierwszych trzech stolic odwiedzanych przez świeżo upieczoną szefową niemieckiej dyplomacji Annalenę Baerbock z partii Zielonych, która została przyjęta przez ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua. Na spotkaniu z dziennikarzami mówiła o przyjaźni między Polską a Niemcami, którą trzeba „pielęgnować.” Ujawniła też swoje polskie korzenie. Jej dziadkowie 60 lat temu przybyli z Polski do Niemiec.
Reparacje wojenne znów tematem
Na wspólnej konferencji prasowej Rau podniósł kwestię reparacji wojennych. Powiedział, że Polska oczekuje od niemieckiego rządu „dobrej konkretnej współpracy” w sprawie „odpowiedzialności Niemiec za wywołanie II wojny światowej i współczesne aspekty tego wydarzenia”.
– Musimy powrócić do zwrotu zagrabionych przez Niemcy dóbr kultury. Ewentualnego wypracowania systemu rekompensat za pomniki polskiej kultury, dzieła sztuki, zabytki, archiwa, biblioteki, które zostały zniszczone, nie w wyniku działań wojennych, a na skutek dążenia władz okupacyjnych do ich wymazania z dziedzictwa ludzkości – mówił Rau. Dodał, że Polska „oczekuje od nowego rządu Niemiec gotowości do zmierzenia się z tą właśnie odpowiedzialnością, także w formie rozmów o rekompensatach i zadośćuczynieniu”.
MSZ robi unik
Polski MSZ nie chciał się natomiast zmierzyć z pytaniem o wiszące teraz w centralnych punktach Warszawy plakaty zawierające żądania wypłacenia przez Niemcy reparacji wojennych.
Na plakatach widnieje między innymi logo ministerstwa kultury, a przedstawiają one – oprócz haseł na temat zbrodni niemieckich – zdjęcia Angeli Merkel, prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera czy obecnego ambasadora Niemiec w Warszawie Arndta Freytaga von Loringhovena, zestawione z wizerunkami Hitlera, Goebbelsa oraz ofiar niemieckich zbrodni wojennych.
Jeden z niemieckich dziennikarzy skierował w tej sprawie do Zbigniewa Raua pytanie, które było już ostatnim na tej konferencji prasowej. W tym momencie, ku zdumieniu dziennikarzy, konferencja została zakończona.
Spór o praworządność
Annalena Baerbock pytana była natomiast o kwestię praworządności. Przeciw Polsce toczą się od kilku lat wszczęte przez Komisję Europejską postępowania w sprawie łamania zasad państwa prawa – Bruksela krytykuje reformę sądownictwa prowadzoną przez rząd PiS.
– Kiedy rozbieżności są bardzo duże, tak jak w tej sprawie, tym ważniejsze jest, aby intensywnie rozmawiać o tych sprawach – mówiła polityk Zielonych, dodając, że rozmowy te powinny być nie tylko bilateralne, ale również na szczeblu europejskim.
– Szczególnie w polityce zagranicznej i dyplomacji trzeba mieć nie tylko odrobinę dyplomatycznego szczęścia, ale i nadziei – tak Baerbock odpowiedziała na pytanie, czy po spotkaniu w Warszawie ma nadzieję, że Polska ustąpi w sporze z UE o praworządność. Zdaniem Raua natomiast w kwestii praworządności potrzebny jest „strategiczny, cierpliwy dialog”.
Praworządność to sprawa, do której Annalena Baerbock odniosła się na początku swojej inauguracyjnej podróży zagranicznej. Mówiła o konieczności poszanowania praworządności i praw człowieka, by nie dopuścić do załamania „fundamentów Europy”.
Ochrona wschodniej granicy UE
Podczas spotkania w Warszawie rozmawiano o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, w pobliżu której od miesięcy koczują migranci m.in. z Afganistanu i Iraku, sprowadzeni przez Aleksandra Łukaszenkę.
Annalena Baerbock powiedziała, że „plan Łukaszenki, by wykorzystywać niewinnych ludzi do szantażowania Europy, a konkretnie Polski i krajów bałtyckich, nie udał się”.
– Rozmawialiśmy (z ministrem Rauem – red.) intensywnie o tym, w jaki sposób ludzie, którzy stali się ofiarami tej cynicznej gry, mogą otrzymać pomoc. Za swoją trudną sytuację nie ponoszą żadnej odpowiedzialności – powiedziała niemiecka minister.
Opowiedziała się za dopuszczeniem pomocy do potrzebujących po obu stronach granicy. Baerbock uważa, że Polskę w ochronie granicy powinna wesprzeć unijna agencja ochrony granic Frontex. – Popieramy propozycje Uni Europejskiej, by wesprzeć zabezpieczanie granicy z pomocą Fronteksu i osobiście uważam to za bardzo sensowne – dodała.
Polski rząd wielokrotnie zapewniał, że Polska nie potrzebuje żadnej pomocy w ochronie zewnętrznej granicy UE.
Nord Stream: wieloletnia kość niezgody
Niemiecka polityk, która jako członkini Zielonych często wyrażała swoje krytyczne stanowisko wobec niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2, nie odniosła się w Warszawie do deklaracji Zbigniewa Raua, że Polska nadal będzie domagać się całkowitego zamknięcia tej inwestycji.
W połowie listopada w Niemczech wstrzymano z przyczyn prawnych postępowanie w sprawie wydania certyfikatów dla gazociągu Nord Stream 2, co uniemożliwia transport gazu z Rosji do Europy.
Zdaniem Zbigniewa Raua polityka poprzednich rządów Niemiec przyczyniła się „do wzrostu zagrożenia dla pokoju w Europie”.
– Powodowane perspektywą zysków ekonomicznych podjęły fatalną, jak się dzisiaj okazuje, politykę współpracy z Rosją przy budowie gazociągu północnego Nord Stream 1 i Nord Stream 2 – podkreślił Rau.
Dodał, że od 2004 roku Polska, „niezależnie od doraźnych konstelacji politycznych w naszym kraju, konsekwentnie wskazywała na szkodliwość tego projektu dla naszych wzajemnych relacji, dla europejskiej solidarności, dla relacji sojuszniczych w Europie, dla wiarygodności Niemiec, wreszcie dla bezpieczeństwa i integralności terytorialnej Ukrainy„.
– Dlatego Polska będzie stale domagać się zamknięcia tego szkodliwego dla Europy projektu. I w tej sprawie nasza polityka się nie zmieni – oświadczył.
Annalena Baerbock została też w Warszawie przyjęta przez prezydenta Andrzeja Dudę i spotkała się z Rzecznikiem Praw Obywatelskich Marcinem Wiąckiem.
REDAKCJA POLECA
Jak działa internetowe biuro tłumaczeń?
Wiesz, że nie musisz przygotowywać dokumentów do tłumaczenia i dostarczać je w formie fizycznej? Wykorzystaj nowoczesne technologie i maksymalnie oszczędzaj swój czas. Internetowe biuro tłumaczeń błyskawicznie wykona dla Ciebie zlecenie, a Ty odbierzesz je, siedząc na kanapie. Zobacz, jak to działa.

Czym jest internetowe biuro tłumaczeń?
Kiedy sprowadzasz auto z zagranicy, masz akt urodzenia w języku obcym albo chcesz sporządzić umowę dla kontrahenta po drugiej stronie świata, często nie jesteś w stanie przygotować przekładu samodzielnie. Trzeba wziąć pod uwagę trudne sformułowania i fachowe słownictwo, z którymi nie będzie mieć problemu internetowe biuro tłumaczeń.
Nie trzeba opuszczać domu czy pracy, aby dostarczyć zlecenie specjalistom. To duża oszczędność czasu, a także nieoceniony komfort. Co więcej, niektórych przekładów nie można wykonywać samodzielnie. Wtedy internetowe biuro tłumaczeń, w którym pracują osoby z odpowiednimi kwalifikacjami i uprawnieniami, dostarcza Ci dokument, który ma moc prawną i formalny charakter. To niezwykle ważne, jeśli chcesz załatwić sprawę w urzędzie czy też sądzie. Nawet tego samego dnia internetowe biuro tłumaczeń prześle Ci niezbędne dokumenty na adres e-mail, które pozwolą Ci szybciej załatwić formalności. Brzmi świetnie, prawda? A jak to działa w praktyce?
Internetowe biuro tłumaczeń – jak to działa?
Pierwszym krokiem jest wybór odpowiedniej firmy, której zlecisz zadanie. Powinna ona zatrudniać tylko doświadczonych tłumaczy, którzy poradzą sobie zarówno z tekstami specjalistycznymi z wielu branż, a także trudnymi sformułowaniami w dokumentach. Oczywiście istotne są do tego uprawnienia. Nie każda osoba, która zna język obcy, może przetłumaczyć np. akt urodzenia, który będzie miał moc prawną. W przypadku turbotlumaczenia.pl nie musisz się o to martwić. Ponadto firma powinna gwarantować bezpieczeństwo i poufność danych. Bez tego trudno zaufać obcym ludziom, którzy są po drugiej stronie komputera. Wybieraj rozsądnie.
Cały proces zamówienia jest bardzo prosty. Wystarczy, że wybierzesz odpowiednią treść albo zeskanowany dokument, a następnie prześlesz go poprzez specjalny formularz. Dokonujesz płatności online, która jest szybka i komfortowa, a następnie czekasz na wykonanie przekładu. Internetowe biuro tłumaczeń z reguły działa błyskawicznie. Turbotlumaczenia.pl potrzebuje zaledwie dwóch godzin na przekład 1 strony tekstu. To oczywiście średnia, bo wszystko zależy od stopnia skomplikowania zlecenia.
Tłumaczenie otrzymasz na swój adres e-mail, dlatego od razu możesz przystąpić do działania, np. jechać do wydziału komunikacji, złożyć ofertę firmie czy wysłać CV do pracodawcy za granicą.
Internetowe biuro tłumaczeń czy tradycyjne?
Nie trzeba długo przekonywać Cię do tego, że czas to pieniądz. Realizacja zlecenia przez internetowe biuro tłumaczeń przypomina nieco zakup produktu online, dlatego jest błyskawiczna i komfortowa. To przemawia za tym, aby wysłać tekst za pomocą formularza, a nie zabierać go fizycznie ze sobą i dostarczyć pod wskazany adres.
Usługa online wykonywana jest od ręki, a po drugiej stronie czekają profesjonaliści, którzy nie tylko doskonale znają język obcy, ale także potrafią przystosować charakter tekstu do danej sytuacji. Zupełnie różni się tłumaczenie umowy kupna-sprzedaży auta od treści na stronie internetowej z butami. W każdym z tych przypadków możesz jednak liczyć na wsparcie profesjonalistów, a także dopasowanie języka komunikacji.
Spędź zimę w Karpaczu – apartamenty w górach czekają
Bajkowa zima, widok ośnieżonych gór za oknem, sople iskrzące się w ostrym słońcu, spacery na świeżym (i mroźnym) powietrzu… no i oczywiście stoki narciarskie. Jeśli właśnie tego potrzeba Ci, by wypocząć na początku roku – apartamenty w Karpaczu są do Twojej dyspozycji!

Karpacz to niewielkie miasto położone na południe od Jeleniej Góry, w Sudetach Zachodnich – a dokładnie w paśmie Karkonoszy. Poza tym, że sam w sobie jest niezwykle urokliwym miejscem, stanowi też doskonałą bazę wypadową dla amatorów górskich wędrówek oraz dla miłośników sportów zimowych. Dlatego nie czekaj z rezerwacją do ostatniej chwili – najlepsze noclegi w górach w sezonie szybko się wyprzedają.
Zimowe atrakcje Karpacza, czyli co robić w mieście
Już kilka dni w górach zimą wystarczy, by oderwać się od szarej codzienności i przenieść w krajobraz jak ze świątecznej reklamy lub filmu Disneya. Dodatkowo pobyt w górach urozmaicą lokalne atrakcje Karpacza. Jeśli przyjeżdżasz na wypoczynek z dziećmi, warto zabrać je na spacer wzdłuż miejskiego deptaku – turystycznego centrum Karpacza – by podziwiać charakterystyczne dla tego regionu budynki i pobuszować w straganach z pamiątkami.
Co jeszcze zobaczyć w centrum miasta? Naprzeciwko Muzeum Sportu i Turystyki znajduje się tu najkrótsza ulica w Polsce, nosząca wdzięczną nazwę Skrzatów Karkonoskich i na 30 metrach mieszcząca… zaledwie jeden budynek. Warto też zajrzeć do znajdującego się nieopodal parku, w którym upamiętniono historię górnictwa, oraz na Skwer Zdobywców – można tu obejrzeć pamiątkowy głaz z Everestu przypominający o pierwszym zimowym zdobyciu ośmiotysięcznika przez Polaków. Na chodniku wmurowane są też tablice z odciskami butów himalaistów.
Nocleg w górach – baza wypadowa na zimowe wycieczki i na stoki
Amatorzy górskich wycieczek powinni wybrać się trasą w kierunku skał zwanych Pielgrzymami, a także do jednego z najstarszych schronisk w Polsce – Samotni. Tym bardziej, że po drodze czeka jeszcze jedna z największych atrakcji Karpacza, którą jest Świątynia Wang – najstarszy drewniany kościół w Polsce. Zbudowana z sosnowych bali na przełomie XII i XIII wieku, zwiedziła nieco świata – z rodzinnego norweskiego Vang przeniesiono ją najpierw do Berlina, a finalnie do Karpacza.
Jeśli masz ochotę na długą wycieczkę, wybierz się na najwyższą górę regionu, czyli na Śnieżkę. Ślisko? Można też wspomóc się wyciągiem krzesełkowym z Karpacza na Kopę i pieszo pokonać jedynie ostatni odcinek. A skoro już mowa o wyciągach, Karpacz jest wprost wymarzonym miejscem dla narciarzy. Można tu poszaleć na dobrze przygotowanych stokach, takich jak Winterpool Biały Jar, Ski Arena, Karpatka, Pod Wangiem, Pod Śnieżką i innych. Różnorodność tras sprawia, że znajdą tu coś dla siebie zarówno zaawansowani miłośnicy nart czy deski, jak i ci, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze niepewne kroki na śniegu.
Karpacz – noclegi z widokiem na góry
Po zwiedzaniu okolicy lub intensywnym dniu na stoku pora spędzić przyjemny wieczór w klimatycznym apartamencie. Mroźny górski krajobraz za oknem będzie idealnym tłem dla relaksowania się przy grzanym winie lub rodzinnego grania w planszówki. Aby zimowy urlop był udany, wybierz na nocleg komfortowe i nowocześnie urządzone mieszkanie. Jeśli zależy Ci na najlepszych lokalizacjach oraz wysokiej estetyce wykończenia, sprawdź oferty Sun&Snow. Apartamenty Karpacz z dobrze wyposażoną kuchnią, łazienką i niezbędnymi akcesoriami to doskonałe warunki do zimowego wypoczynku.
Luksusowe apartamenty – Karpacz dla wymagających
Szukasz na wyjazd czegoś specjalnego? Zależy Ci na standardzie premium, podróżujesz z psem, we dwoje, większą grupą, a może szukasz miejsca do pracy zdalnej? Wybierz apartament w Karpaczu w 100% odpowiadający Twoim potrzebom! W ofercie Sun&Snow znajdziesz obiekty położone blisko centrum, blisko szlaków i wyciągów, dostosowane do potrzeb osób podróżujących z dziećmi lub bez nich, dostępne dla zwierzaków, apartamenty z udogodnieniami dla niepełnosprawnych, rezydencje z dostępem do SPA, basenu czy sauny… Szeroki wybór metraży pozwoli każdemu znaleźć coś dla siebie. Dodatkowym atutem apartamentów jest gwarancja rygorystycznego przestrzegania procedur bezpieczeństwa związanych z COVID-19. Zarezerwuj miejsce dla siebie i zacznij odliczać dni do wyjazdu!
Videokonferencja. Biden ostrzegał Putina, Kreml oświadczył, że rozmowa raczej nie zapowiada przełomu

DW
Prezydenci USA i Rosji odbyli wideokonferencję. Jednym z głównych tematów była sytuacja na Ukrainie.

Rosyjska telewizja państwowa pokazała we wtorek przywódcę Kremla przy biurku przed ekranem. – Dobrze Pana znowu widzieć – powiedział Biden na przywitanie. Wyraził żal, że gospodarz Kremla nie wziął udziału w szczycie G20 w Rzymie pod koniec października. Dodał, że następnym razem chciałby ponownie spotkać się z Putinem w cztery oczy.
Moskwa już przed rozpoczęciem wideokonferencji przygotowała się na długi wieczór rozmów.
The White House says that @POTUS Biden’s call with @KremlinRussia_E began at 10:07 a.m. ET.
— Ed O’Keefe (@edokeefe) December 7, 2021
„Nie spodziewać się przełomu”
Po tej rozmowie nie należy się spodziewać żadnego przełomu, podkreślił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Była to „robocza dyskusja w bardzo trudnym czasie”.
NATO jest zaniepokojone informacjami wywiadu, że Rosja planuje zaatakować Ukrainę. Moskwa odrzuca te oskarżenia, a ze swej strony zarzuca Ukrainie koncentrację 120 tys. żołnierzy na linii demarkacyjnej w okolicach Doniecka i Ługańska.
Putin i Biden, w charakterze głów państw po raz pierwszy spotkali się twarzą w twarz w czerwcu w Genewie.
– Rosja nie ma zamiaru nikogo atakować, ale my mamy nasze obawy i nasze czerwone linie – powiedział Pieskow przed wideokonferencją.
W ubiegłym tygodniu Putin stwierdził, że takie rzeczy jak przeniesienie infrastruktury wojskowej NATO na Ukrainę może stanowić z punktu widzenia Rosji taką „czerwoną linię”. Gospodarz Kremla opowiedział się za zawarciem umowy w sprawie zakończenia ekspansji NATO na wschód.
Biden, ze swej strony, konsultował się przed szczytem z europejskimi sojusznikami, w tym z ustępującą kanclerz Angelą Merkel. Szefowie państw i rządów z pięciu krajów wyraziło wspólne zaniepokojenie „rosyjską koncentracją wojsk na granicy z Ukrainą i coraz ostrzejszą retoryką Rosji”. Sekretarz stanu USA Antony Blinken rozmawiał w poniedziałek (06.12.2021) telefonicznie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełeńskim.
„Nienaruszalność granic”
Także desygnowany kanclerz Niemiec Olaf Scholz (SPD) wyraził zaniepokojenie z powodu informacji o gromadzeniu się rosyjskich wojsk na granicy z Ukrainą.
– Bezpieczeństwo i współpraca w Europie opierają się na zasadach, które zostały wynegocjowane w ramach polityki odprężenia i które nadal obowiązują – ostrzegł Scholz. – Obejmują nienaruszalność granic – dodał.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zagroziła we wtorek Moskwie kolejnymi sankcjami. – Unia Europejska zareaguje na dalszą agresję ze strony Moskwy – podkreśliła. Zaznaczyła też, że Ukraina może liczyć na „pełne i niezachwiane wsparcie UE”.
Minister obrony Ukrainy Ołeksij Resnikow ostrzegł w wywiadzie dla dla amerykańskiej telewizji CNN, że rosyjska inwazja na Ukrainę oznaczałaby „naprawdę krwawą masakrę”. Moskwa z kolei zażądała od Kijowa gwarancji, że nie przejmie on terytoriów zajętych przez separatystów w Donbasie.
REDAKCJA POLECA