Pamiętajcie że już czas piec pierniki!
Piernikowe ozdoby są piękne, kolorowe i pachnące – a co najważniejsze przepyszne. Do ich przygotowania, dekorowania, a w końcu ozdabiania nimi choinki, można zaangażować całą rodzinę i będzie to na pewno wspaniała zabawa.

Przepis na pierniczki który przeczytacie poniżej, jest niezwykle prosty a upieczone pierniki są wyjątkowo aromatyczne i po prostu wspaniałe w smaku.
Składniki:
250 gram płynnego miodu
300 gram przesianej mąki
80 gram cukru (najlepiej brązowego)
70 gram masła
1 żółtko
1 łyżka kakao
1/2 łyżeczki sody
1 łyżka przypraw do piernika
Przygotowanie:
W rondelku rozpuścić masło, dodać cukier oraz miód. Podgrzewać ostrożnie, aż wszystkie składniki ładnie się połączą, następnie odstawić do ostudzenia.
Do miski wsypać przesianą mąkę, sodę, kakao oraz przyprawę do piernika. Następnie wlać przestudzone masło z miodem i cukrem oraz żółtko.
Ciasto należy dokładnie wyrobić, na jednolitą, błyszczącą masę i odstawić na pół godziny.
Po tym czasie ciasto należy rozwałkować i wycinać foremką pierniczki. Ułożyć je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Słomką można wyciąć otwory na nitkę (jeśli pierniczki będziemy wieszać na choince)
Pierniki piec w nagrzanym do 180 C piekarniku przez około 15 minut.
Najlepszy lukier do dekorowania pierników to lukier z białek. Do jego wykonania potrzebujemy:
1 białko jaja kurzego
szklanka cukru pudru
aromat lub kilka kropel soku z cytryny
Do miseczki wlać białko i rozpocząć miksowanie, kiedy masa będzie już puszysta dodawać stopniowo cukier puder i sok z cytryny. Lukier należy przygotować bezpośrednio przed dekoracją pierników, w przeciwnym razie stwardnieje. Taki twardy lukier rozrzedzimy wlewając do niego kilka kropel wody lub soku z cytryny. Dekorujemy pierniki za pomocą specjalne szprycy lub woreczka z wyciętą w rogu maleńką dziurką.
Kolorowy lukier otrzymamy używając barwników spożywczych. Miętowy lukier otrzymamy dodając do niego kroplę kropli miętowych.
Pierniki przechowujemy w szczelnie zamkniętym pudełku lub metalowej puszce.
Anna Frach
W. Brytania: obowiązkowe testy na obecność koronawirusa przed przyjazdem
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami od wtorku rano wszyscy przybywający do Wielkiej Brytanii z zagranicy muszą ponownie przedstawić negatywny wynik testu na obecność koronawirusa, co ma zapobiec rozprzestrzenianiu się wariantu Omikron.

Wymóg ten dotyczy wszystkich podróżnych odwiedzających Wielką Brytanię oraz jej mieszkańców powracających z zagranicy, niezależnie czy są zaszczepieni, czy nie. Testy muszą być wykonane w ciągu 48 godzin przed wyjazdem, przy czym mogą to być zarówno testy typu PCR, jak i szybkie testy antygenowe.
Minister zdrowia Sajid Javid mówił w poniedziałek po południu, że nowe zasady wjazdu – obejmujące także czerwoną listę podróżną i testy PCR po przyjeździe – są tymczasowe i zostaną poddane przeglądowi w przyszłym tygodniu.
Już od 30 listopada wszyscy przyjeżdżający z zagranicy muszą najpóźniej w drugim dniu po przyjeździe wykonać test typu PCR i do czasu uzyskania negatywnego wyniku pozostać w kwarantannie domowej.
Czerwona lista
Na czerwonej liście jest 11 krajów afrykańskich – od końca listopada 10 z południa kontynentu, a w poniedziałek dołączyła do nich Nigeria. Z krajów z czerwonej listy wjechać mogą tylko obywatele Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz rezydenci Wielkiej Brytanii, ale muszą po przyjeździe odbyć 10-dniową płatną kwarantannę w jednym z wyznaczonych hoteli.
Do tej pory w Wielkiej Brytanii potwierdzono 336 przypadków wariantu Omikron. Javid mówił w poniedziałek, że nie są one już związane wyłącznie z podróżami zagranicznymi, lecz ma miejsce transmisja lokalna.
Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Niemcy: od niedzieli Polska obszarem wysokiego ryzyka

DW / (DPA, AFP/jar)
Niemcy zakwalifikowały Szwajcarię i Polskę do obszarów wysokiego ryzyka w związku ze wzrostem zakażeń koronawirusem.

Jak poinformował Instytut Roberta Kocha (RKI), ze względu na wysoką liczbę zakażeń koronawirusem, niemiecki rząd zaklasyfikował od niedzieli (5.12.2021) Szwajcarię i Polskę jako obszary wysokiego ryzyka.
Wszystkie osoby przybywające z obu krajów, które nie zostały w pełni zaszczepione lub nie są ozdrowieńcami, muszą zostać poddane kwarantannie przez 10 dni. Po pięciu dniach mogą jednak zostać zwolnione z kwarantanny, jeśli ich test na obecność koronawirusa da negatywny wynik. Dzieci poniżej dwunastego roku życia muszą odbyć pięciodniową kwarantannę. Osoby zaszczepione i ozdrowieńcy muszą wypełnić cyfrową deklarację wjazdu.
Na liście obszarów wysokiego ryzyka znajdują się od niedawna także takie kraje sąsiadujące z Niemcami jak Holandia, Belgia i Austria, z wyjątkiem pojedynczych gmin, jak również Liechtenstein, Jordania i Mauritius. Natomiast usunięte z listy zostały: Tajlandia, Uzbekistan oraz St. Vincent i Grenadyny na Karaibach.
Bezpłatne anulowanie rezerwacji
Klasyfikacja jako obszar wysokiego ryzyka jest automatycznie związana z ostrzeżeniem wydanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych dla turystów podróżujących w celach innych niż służbowe. Ułatwia ona turystom bezpłatne anulowanie już zarezerwowanych wyjazdów, ale nie oznacza zakazu podróżowania.
Kraje i regiony o szczególnie wysokim ryzyku zakażenia są klasyfikowane jako obszary wysokiego ryzyka. Decydujące znaczenie mają tu jednak nie tylko dane dotyczące zakażeń. Inne kryteria to szybkość rozprzestrzeniania się wirusa, obciążenie systemu opieki zdrowotnej, a nawet brak danych na temat sytuacji związanej z koronawirusem.
Ponad 60 obszarów wysokiego ryzyka, osiem obszarów wariantów wirusa
Od niedzieli ponad 60 krajów na całym świecie zostanie ponownie w całości lub częściowo zaliczonych przez RKI do obszarów wysokiego ryzyka. Ponadto w Afryce istnieje osiem obszarów występowania wirusa, w odniesieniu do których stosuje się jeszcze bardziej rygorystyczne ograniczenia wjazdu. Zostały one zakwalifikowane do najwyższej kategorii ryzyka ze względu na rozprzestrzenianie się wariantu Omikron koronawirusa.
REDAKCJA POLECA
Prasa niemiecka komentuje wypowiedź Kaczyńskiego, jakoby Niemcy chciały budować IV Rzeszę

Anna Widzyk
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze o słowach szefa PiS, jakoby Niemcy chciały budować IV Rzeszę.

„Podczas gdy Polska spiera się z instytucjami UE o praworządność, rząd zaostrza ton wobec Niemiec” – pisze w piątek (03.12.2021) niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Najnowszym przykładem ma być – według gazety – wypowiedź szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego z posiedzenia klubu parlamentarnego partii. O słowach tych poinformowały polskie media. Jak relacjonuje dziennik, cytując „Potop” Henryka Sienkiewicza, Kaczyński miał powiedzieć:
„Niemcy wyłożyły karty na stół i chcą budować IV Rzeszę”, miał powiedzieć Jarosław Kaczyński na posiedzeniu klubu parlamentarnego partii. Jak trwoga w PiS, to prezes wyciąga z rękawa antyniemieckiego jokera.https://t.co/UNcaOGyTpw
— Tygodnik POLITYKA (@Polityka_pl) December 2, 2021
– Ciężkie terminy przyszły na Europejczyków. Niemcy wyłożyły karty na stół i chcą budowy IV Rzeszy. My na to nie pozwolimy!
„FAZ” odnotowuje, że – według krytycznych wobec rządu mediów – na słowa te uczestnicy posiedzenia klubu PiS zareagowali oklaskami. W czwartek politycy PiS tłumaczyli, że wypowiedź miała być mobilizacją przed ważnymi głosowaniami i była metaforą albo żartem, który miał opisywać „dążenia Niemiec do hegemonii”.
Prezes J. Kaczyński zdemaskował sam siebie. W czasie kiedy Rosja wspólnie z Białorusią tworzą gigantyczny kryzys na granicy UE, Rosja szykuje się do inwazji na Ukrainę, Kaczyński przedstawia jako największego wroga Niemcy (IV Rzesza). Zgodnie z oczekiwaniami Kremla, odwraca uwagę
— Piotr Maślak (@maslak_piotr) December 2, 2021
Powraca sprawa reparacji
„Słowa Kaczyńskiego stoją w pewnej sprzeczności do innych wypowiedzi” – zauważa „FAZ”. I przypomina, że w przeszłości szef PiS kilkakrotnie chwalił kanclerz Angelę Merkel jako „najlepszy wybór” z polskiej perspektywy. „Jako cel polskiej polityki Kaczyński przedstawiał też ‘dogonienie’ Niemiec pod względem standardu życia. Ale o tym, że ton wobec dużego sąsiada i najważniejszego partnera handlowego będzie bardziej szorstki, świadczyć mogą też decyzje premiera Mateusza Morawieckiego” – zauważa niemiecki dziennik, dodając, że „zboczył on na kurs wielu towarzyszy partyjnych, którzy żądają od Berlina odszkodowań wojennych”.
Premier Morawiecki wycenił straty Polski w czasie II wojny na bilion dolarów i żąda reparacji od Niemiec.
— Robert Kwiatkowski (@KwiatkowskiRob) December 2, 2021
Wczoraj prezes Kaczyński wyznaczył nowy front walki. Tym razem z IV Rzeszą.
Tu nie ma przypadków. Chyba, że chodzi o przypadki medyczne.https://t.co/734VdHRnA9
„FAZ” przypomina, że w zeszłym tygodniu Morawiecki przypieczętował powołanie Instytutu Strat Wojennych im. Jana Karskiego, a parlamentarna grupa robocza, zajmująca się oszacowaniem polskich strat wojennych, ma w lutym przedstawić zapowiadany od lat raport w tej sprawie.
Według dziennika uwagę zwraca także trwająca kampania plakatowa przeciwko Niemcom, adresowana m.in. do niemieckiego ambasadora w Warszawie.
„FAZ” opisuje hasła, widniejące na plakatach, które m.in. zarzucają Niemcom dzielenie ofiar swoich zbrodni na lepsze i gorsze i wzywają do zapłaty reparacji. „FAZ” odnotowuje także, że na plakatach widać logo niektórych prawicowych mediów, a także i polskiego Ministerstwa Kultury.
REDAKCJA POLECA
Ziobro w rozmowie z niemieckim dziennikiem: Chcę Polski w UE, ale…

Anna Widzyk
Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiada w rozmowie z niemieckim dziennikiem, że Polska nie zapłaci unijnych kar.

W opublikowanej w czwartkowym (02.12.2021) wydaniu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” rozmowie minister sprawiedliwości Polski Zbigniew Ziobro deklaruje:
– Chcę Polski w UE – zastrzega jednak, że „niepodległej Polski, która nie zostanie zdegradowana do statusu kraju związkowego”.
Minister komentuje też niektóre zapisy niemieckiej umowy koalicyjnej dotyczące UE, w tym poparcie dla powołania Konwentu Konstytucyjnego oraz rozwoju Unii w kierunku federalnego państwa europejskiego. – To potwierdziło moje ostrzeżenia. Celem ma być europejskie, kierowane przez estabilishment UE superpaństwo – mówi.
– W sporze UE z Warszawą nie chodzi o praworządność. Chodzi o to, by Polska poddała się projektom, które są niebezpieczne dla naszej wspólnoty w Europie. Temu służy też rozpoczynający się teraz gospodarczy szantaż Polski – ocenia Ziobro.
„TSUE przekroczył swe kompetencje”
– Polacy nie chcą, by ich kraj był krajem związkowym UE. Tego nie chce także wielu innych Europejczyków. Bo konsekwencją byłoby wyrównanie różnic kulturowych i wymuszenie jednolitej polityki w prawie wszystkich dziedzinach – dodaje.
Polska nie zapłaci kary finansowe
Pytany, czy Polska zapłaci kary finansowe nałożone przez UE w sprawach kopalni Turów oraz Izby Dyscyplinarnej SN, Ziobro odpowiedział:
– Nie. TSUE przekroczył swoje kompetencje. Sąd próbuje zawiesić części organu konstytucyjnego państwa członkowskiego, w tym przypadku Sądu Najwyższego.
Ziobro zapytał niemieckiego dziennikarza, czy mógłby sobie wyobrazić, że unijny Trybunał zawiesza wkrótce także Federalny Sąd Najwyższy w Niemczech.
– W końcu jego sędziowie są powoływani wyłącznie przez polityków. Czy zatem Bundestag może powoływać sędziów, a polski parlament nie? To narusza zasadę równego traktowania krajów członkowskich – podkreśla Ziobro.
Jego zdaniem, jeżeli Polska nie otrzyma środków z Funduszu Odbudowy UE, to będzie to oznaczać, że „UE złamała dane słowo”. Zobowiązała się bowiem nie stosować mechanizmu „pieniądze za praworządność” do czasu, aż Trybunał Sprawiedliwości nie wypowie się na temat jego zgodności z traktatami unijnymi.
– Pod koniec 2020 roku żądałem, by polski premier zawetował ten mechanizm. A teraz UE wysyła Polsce sygnał: jeżeli będziecie popierać ten rząd, nie dostaniecie od nas pieniędzy – mówi polski polityk.
Warunki Brukseli
W sprawie Izby Dyscyplinarnej, której likwidacji domaga się KE, Ziobro zastrzega, że trwają jeszcze rozmowy z prezydentem Andrzejem Dudą.
Komentując inny warunek Brukseli, dotyczący przywrócenia do pracy sędziów odsuniętych od orzekania, Ziobro wskazuje, że żądanie szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen „oznacza, iż anulowanych musiałoby zostać około 600 wyroków Izby Dyscyplinarnej dotyczących sędziów w kraju”. Jak dodaje, większość tych sędziów została zawieszona z powodu czynów karalnych: kradzieży, przemocy domowej, był nawet przypadek gwałtu. Spełnienie tego warunku spowoduje w Polsce szok – ocenia Ziobro, cytowany przez „FAZ”.
Komentując sprawę zawieszonego sędziego Igora Tuleyi, Ziobro stwierdza, że „Tuleya odmawia 1500 sędziom, którzy wydali setki tysięcy wyroków, prawa do orzekania”, a coś takiego nie byłoby tolerowane w żadnym kraju i mogłoby prowadzić do anarchii w systemie sądownictwa. Zarzuca sędziom, przeciwnym jego reformie, że „uważają się za nietykalną, nadzwyczajną kastę”, cytując przy tym opinię byłego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego z 2004 roku.
„Polacy potrafią liczyć”
Pytany, czy spór z UE i w ogóle członkostwo w Unii jeszcze się opłaca, Ziobro wskazuje na politykę w sprawie klimatu i energii.
– Polacy potrafią liczyć. Program ‘Fit for 55′ kosztowałby polską gospodarkę energetyczną ponad 400 miliardów złotych do 2030 roku. A nasza cała transformacja energetyczna do dwóch bilionów złotych. Fundusze strukturalne UE, które mamy otrzymać w ciągu 7 lat, wynosiłyby, po odjęciu składki członkowskiej, 350 miliardów złotych. UE nie jest Świętym Mikołajem, a raczej komornikiem. A wielkie firmy z zachodu UE prawie nie płacą tu podatków. Wielkie sieci zrujnowały mały polski handel – mówi Ziobro. I pokazuje „FAZ” tabelę, w której na pierwszym miejscu jako „grzesznik podatkowy” jest niemiecki koncern.
REDAKCJA POLECA
Co ma tarczyca do katastrofy w Czarnobylu?

Paulina Miłkowska
Specjalizuję się w zdrowym żywieniu, nawykach żywieniowych. Dopasuję dietę do Twoich potrzeb i oczekiwań. Skończyłam dietetykę kliniczną na Śląskim Uniwersytecie Medycznym, stworzę więc dietę pod kątem jednostek chorobowych. Pierwsze lata pracy w zawodzie spędziłam z młodymi sportowcami, a konkretnie piłkarzami. Dodatkowo kończę edukację w zakresie psychodietetyki, mogę więc pomóc poprawić jakość życia żywieniowego nawet przy zaburzeniach odżywiania, ale nie tylko.
I o co w ogóle chodzi z tą tarczycą? Często słyszymy „mam tarczycę” i niejeden jeszcze odpowie złośliwo-śmieszkowo „wszyscy ją mamy”. Więc zacznijmy od początku.

Co to jest niedoczynność tarczycy?
Jest zaburzeniem w gospodarce hormonalnej. Przysadka mózgowa odpowiada za uwalnianie hormonu tyreotropowego (TSH) pobudzającego tarczycę do produkcji trijodotyroniny (T3) oraz tyroksyny (T4). Przy niedoczynności, tarczyca produkuje zbyt mało hormonów w stosunku do potrzeb naszego organizmu.
T3 i T4 regulują funkcje większości tkanek organizmu. Wpływają też na metabolizm naszego organizmu i termogenezę. To dlatego osoby z niedoczynnością skarżą się na problemy ze schudnięciem.
Najczęstsze przyczyny niedoczynności tarczycy
W Polsce najczęściej spotykamy 4 przyczyny:
Hashimoto
Jest to choroba autoimmunologiczna. Co to znaczy autoimmunologiczna? Najprościej: nasz organizm (dokładniej układ immunologiczny, czyli układ odpornościowy) sam atakuje swoje komórki, ponieważ uważa je za obce.
Hashimoto jest wywołana przez własne przeciwciała. Powodują stan zapalny w tarczycy i przez dłuższy czas dochodzi do niszczenia tarczycy i zmniejszenia produkcji hormonów
Po operacji, usunięciu tarczycy.
Z różnych przyczyn może dojść do operacji na tarczycy (np. rak, choroba Gravesa i Basedowa). Po usunięciu całej tarczycy dochodzi do stałej niedoczynności tarczycy.
Po leczeniu jodem promieniotwórczym.
Leczenie to również przeprowadzane jest np. przy chorobie Gravesa i Basedowa.
Po leczeniu niektórymi lekami
Jak rozpoznać niedoczynność tarczycy?
Przez badania krwi. Lekarz pierwszego kontaktu może już wypisać skierowanie na badania TSH, FT3 i FT4 i ewentualnie skierować do endokrynologa.
Kiedy udać się na badania?
Do najczęstszych objawów niedoczynności tarczycy zaliczamy:
- uczucie zmęczenia, senności
- uczucie zimna
- depresja
- zaburzenia pamięci
- przyrost masy ciała
- zaparcia
- niskie ciśnienie krwi
- blada skóra, suche włosy
- zaburzenia miesiączkowania
Powyższe objawy nie są gwarantowane. Można mieć niedoczynność tarczycy i nie odczuwać tych wszystkich rewolucji. Występują postaci łagodne, przez co choroba może się rozwijać latami i nie zostać zdiagnozowana.
Co po zdiagnozowaniu?
Udać się do lekarza specjalisty. W tym przypadku endokrynologa. Zaleci on badania krwi (powinno się wykonywać badania co kilka miesięcy), przepisze odpowiednią dawkę leku z lewotyroksyną w celu wyrównania hormonów. Dobrze by było, aby zalecił również USG i badania przeciwciał przeciw tyreoperoksydazie (anty-TPO) lub przeciwko tyreoglobulinie (anty-TG). Podwyższone anty-TPO często świadczy o Hashimoto.
Co z dietą?
Jak zawsze. Zaleca się spożywanie 3-4 posiłków dziennie w regularnych odstępach. W diecie powinny znajdować się dobrej jakości białka, takie jak mleko, kefiry, jogurty, sery twarogowe, jaja, chude mięso, chude ryby. Dieta powinna być zdrowa, odpowiednio zbilansowana. Należy unikać produktów smażonych i tłustych, częściej wybierając potrawy duszone, pieczone i gotowane.
Warto zadbać o odpowiednią podaż:
- antyoksydantów (występują w wielu produktach spożywczych: nabiał, ryby, owoce i warzywa, a nawet wino i herbata)
- Inozytol, nazywany również witaminą B₈ : występuje w owocach cytrusowych, pieczywie pełnoziarnistym, roślinach strączkowych
- witaminy z grupy B (grzyby, ryby, owoce morza, orzechy, a także m.in. szpinak, kalafior, awokado i rośliny strączkowe)
- jod: z diety nie jesteśmy w stanie zaspokoić nawet połowy dziennego zapotrzebowania. Dlatego ważne jest, aby spożywać sól jodowaną. I tu właśnie jest temat, który często poruszam. Przyjęło się, że sól himalajska (różowa) jest zdrowsza od zwykłej. Tylko że rzadko można dostać ją wzbogaconą w jod. Chociaż i tak już częściej niż kiedyś. Sól zwykła, biała, musi być u nas suplementowana w jod. Trzeba też pamiętać, że potrawy należy solić przed gotowaniem, żeby jod nie wyparował.
- magnez: kasza gryczana, produkty pełnoziarniste, banany, ryby, owoce morza
- selen: podroby, mięso i przetwory, ryby, owoce morza, mleko i przetwory, pieczywo
- cynk: mięso, owoce morza, kasza gryczana, sery żółte
- żelazo; kakao, pestki dyni, słonecznika, orzechy
- kwasy omega 3: tłuste ryby morskie pochodzące z zimnych wód: halibut, łosoś, śledź, dorsz, makrela, sardynki oraz owoce morza, olej lniany i orzechy
- witamina D3: głównie występują w rybach. Ale pamiętaj, że w naszym rejonie należy suplementować witaminę D3.
Co ma do tego Czarnobyl?

Zawsze fascynowała mnie katastrofa reaktora w Czarnobylu w 1986. Po obejrzeniu serialu (jeśli jeszcze nie znasz – polecam) i rozmowach z rodziną utkwił mi w głowie fakt podawania Polakom „radzieckiej coca-coli”, czyli płynu Lugola.
Drugi dzień po katastrofie wszyscy dostali magiczny płyn. Nie było to nic innego, jak roztwór wodny jodu i jodku potasu. Promieniowanie po wybuchu emitowało niebezpieczny izotop jodu, który mógł dostać się do tarczycy i współtworzyć T3 i T4. Wypity płyn Lugola miał wysycić jodem tarczycę i nie dopuścić do przedostania się promieniotwórczego izotopu jodu.
Jod odgrywa ważną rolę w prawidłowym funkcjonowaniu tarczycy. Jest niezbędny do syntezy hormonów i wpływa na metabolizm.

Problemy z tarczycą gwałtownie rosną w ostatnich latach. Problem przede wszystkim dotyczy współczesnych 50-60 latków i pomału również młodszych. Dodatkowo we wschodniej Polsce zachorowań jest więcej niż w innych rejonach.
Nie ma oficjalnych dowodów łączących te sprawy. Również niektórzy dzisiejsi naukowcy twierdzą, że podawanie płynu Lugola nie było konieczne, a nawet mogło być szkodliwe. Kto jednak widział serial i trochę poczytał o sytuacji, ten wie, że cała tamta historia i sytuacja polityczna była niedopowiedziana. Dodatkowo zaznaczę, że dopiero kilka dni po katastrofie, ZSRR w ogóle się do niej przyznał, a przez 8-9 dni płonęło kilka grafitowych bloków, uwalniając do atmosfery najwięcej izotopów promieniotwórczych.

Międzynarodowy ruch „Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej” szacował liczbę ofiar raka tarczycy na 10 tysięcy, zaznaczając, że może wystąpić wśród kolejnych 50 tysięcy. Jednocześnie stwierdzili, że nie zaobserwowano do tej pory takich skutków ubocznych. I rzeczywiście, może typowy popromienny rak brodawkowy tarczycy nie występuje aż tak często, jednak liczba problemów z tarczycą.. wciąż rośnie.
Ciężko więc oszacować rzeczywiste skutki uboczne i racjonalnie przeanalizować działania.
paulina@dreamdiet.pl
www.dreamdiet.pl
Morawiecki dla DPA wyjaśnia dlaczego Polska nie potrzebuje wsparcia Fronteksu
W wywiadzie dla niemieckiej agencji DPA polski premier tłumaczy, dlaczego Polska nie potrzebuje wsparcia Fronteksu i ostrzega przed gazowym szantażem Rosji.

– Mamy 15 tys. strażników granicznych, a Frontex posiada do 1200 funkcjonariuszy straży granicznej i przybrzeżnej dla wszystkich zewnętrznych Unii Europejskiej. Oprócz straży granicznej, mamy też 15 tys. żołnierzy. Nasza granica jest więc dość szczelna. I chronimy Europę przed kolejnym kryzysem migracyjnym – oświadczył.
Na pytanie, czy dobrym pomysłem był telefon kanclerz Angeli Merkel do Aleksandra Łukaszenki w sprawie rozwiązania kryzysu, premier Morawiecki odpowiedział, że kanclerz przyczyniła się tym „do legitymizacji jego reżimu, podczas gdy walka o wolną Białoruś trwa już od 15 miesięcy”. Łukaszenka również „nadużył” tej rozmowy, udając, że Merkel zgodziła się na transport 2 tys. migrantów korytarzem do Niemiec i innych krajów i innych krajów europejskich. „I to nie jest w porządku” – zaznaczył polski premier.
UE bez „multikulti”
Jego zdaniem wsparcie powrotów migrantów do swoich krajów jest zadaniem całej Unii Europejskiej, „ponieważ migranci nie chcą zatrzymywać się w Polsce, chcą jechać do Niemiec i Holandii”. – Jednak Polska – podkreślił Morawiecki – nie chce czekać na decyzje UE. Jeśli Łukaszenka okaże dobrą wolę, to natychmiast podchwycimy ten sygnał i pomożemy w finansowaniu powrotu migrantów do Iraku i innych krajów.
Szef polskiego rządu uważa, że obecny kryzys może przyczynić się do europejskiej jedności w kwestii migracji. Zaznaczył, że polityka azylowa powinna być domeną każdego z krajów, jednak również UE powinna wypracować wspólną politykę migracyjną. – W tym względzie jedność w Europie jest o wiele większa niż trzy czy cztery lata temu. Poprzednia polityka dotycząca uchodźców okazała się błędem. Większość krajów UE, z wyjątkiem jednego lub dwóch, zrozumiała, że nie możemy prowadzić polityki otwartych drzwi i multikulti.
Gazowy szantaż Rosji
Premier wyraził zaniepokojenie z powodu groźby kryzysu energetycznego na Ukrainie. Jego zdaniem, Rosja używa energii jako broni przeciwko temu państwu, a jej szantaż może spowodować „blackout” na Ukrainie.
Szef rządu ma nadzieję, że ta sytuacja będzie powodem zmiany stanowiska Niemiec w sprawie Nord Stream 2. Ostrzega i apeluje: – Nord Stream 2 staje się narzędziem szantażu wobec Ukrainy i Mołdawii. Jest to również instrument służący do manipulacji cenami energii. Oczekiwałbym, że nowy niemiecki rząd zrobi wszystko, co w jego mocy, aby Nord Stream 2 nie stał się narzędziem w arsenale prezydenta Putina.
Sprawa reparacji nadal aktualna
Odnosząc się do kwestii reparacji wojennych, premier Morawiecki zapewnił, że ten temat nie jest „poza dyskusją, ponieważ Polska została bardzo źle potraktowana, nie otrzymując reparacji”.
Nowo powołany Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego ma „zinstytucjonalizować” wysiłki w celu zbadania strat oraz „przeanalizować dalszy sposób postępowania w sprawie reparacji”.
Sejmowa komisja ds. reparacji, która – jak powiedział premier – została poproszona o dołączenie dodatkowych informacji, ma zakończyć prace nad swoim raportem do lutego.
– Decyzja o tym, co, kiedy i jak zrobić z tym raportem, nie została jeszcze podjęta. Ale przygotowujemy wszystko, co jest potrzebne do zaprezentowania tego raportu światu – zapewnił Mateusz Morawiecki.
(DPA/sier)
REDAKCJA POLECA
Michnik w „Spieglu”: Kaczyński i jego rząd podsycają konflikty z UE. Polityka władz prowadzi do izolacji Polski

Jacek Lepiarz
Adam Michnik na łamach tygodnika Der Spiegel zarzucił ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze „bolszewizację sądów”. Jego zdaniem PiS chce stworzyć z podobnymi partiami w Europie „antyeuropejski Komintern”.

– Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro forsuje bolszewizację sądów – powiedział Adam Michnik w wywiadzie dla najnowszego wydania niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”. – Rząd chce mieć sędziów, którzy są mu całkowicie ulegli – wyjaśnił były antykomunistyczny opozycjonista i redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”.
Jego zdaniem Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się na wyjście z Unii Europejskiej, ale jego polityka prowadzi wprost do polexitu.
Polityka PiS prowadzi do izolacji Polski
– Kaczyński i jego rząd stale podsycają konflikty z UE. (Kaczyński) wykorzystuje napięcia jako instrument w polityce wewnętrznej. To niebezpieczne. W dodatku jego poglądy na państwo są nie do pogodzenia z wartościami UE – powiedział Michnik dodając, że polityka władz prowadzi do izolacji Polski.
Jak podkreślił, PiS stosuje „permanentną mobilizację” i inscenizuje stan wyjątkowy, aby przedstawiać się jako siła chroniąca Polskę. Poglądy Kaczyńskiego na państwo są zdaniem Michnika niedemokratyczne i przypominają poglądy Putina.
– On i jego ludzie uważają się za wybrańców, którzy muszą ratować Polskę przed szturmem islamu, homoseksualistów, rozwodników i narkomanów – wyjaśnił.
Celem antyeuropejski Komintern?
Zdaniem Michnika PiS chce osłabić Unię. – Być może chce wykuć sojusz z Viktorem Orbanem, Matteo Salvinim, Marine Le Pen, hiszpańską partią VOX i (niemiecką) AfD, własny antyeuropejski Komintern (Komintern – międzynarodowa organizacja partii komunistycznych, działająca w latach 1919-43 –red.)” – ostrzegł szef „GW”. Tym partiom chodzi o „złamanie rzekomej dominacji gejów, kosmopolitów i liberałów w Europie”.
Michnik zwrócił uwagę, że partie mogące stworzyć wspomniany sojusz różni podejście do Rosji. Zaznaczył, że Salvini jest „zakochany” w Putinie, a Le Pen przyjęła pieniądze z Moskwy.
Jeżeli stworzenie sojuszu nie powiedzie się, PiS pogodzi się – zdaniem Michnika – z miejscem na marginesie UE. Stamtąd będzie przeszkadzało i zakłócało (działalność Unii), blokując decyzje Brukseli, co byłoby wodą na młyn Putina.
– Słaba Unia jest w interesie Putina. Partia PiS realizuje jego cele, chociaż jest przecież antyrosyjska – powiedział.
Niemcy pozostają wrogiem PiS
Pytany o antyniemieckie akcenty w propagandzie PiS, Michnik wyjaśnił, że Angela Merkel była „najbardziej pozytywnie nastawionym do Polski niemieckim kanclerzem ze wszystkich dotychczasowych”, dlatego propaganda nie przedstawiała jej jako „ukrytej faszystki”.
– Pomimo tego Niemcy nadal są dla PiS wrogiem, który chce Polsce coś narzucić siłą, obecnie na przykład tolerancję wobec LGBTIQ, ochronę klimatu czy liberalną politykę wobec uchodźców – czytamy w „Spieglu”.
Godząc się na Nord Stream 2, Niemcy dobrowolnie uzależnili się od Putina – uważa Michnik. Były opozycjonista wyraził jednak zrozumienie dla stanowiska Berlina. Zaznaczył, że Niemcy mają nieczyste sumienie z powodu zbrodni popełnionych podczas II wojny światowej nie tylko wobec Żydów i Polaków, lecz także wobec Rosjan. Z tego względu decyzja o sankcjach wobec Moskwy jest dla Niemiec trudna – przyznał.
Pytany o ocenę swojej działalności, która przed 1989 rokiem zaprowadziła go do więzienia, Michnik odpowiedział: – Jestem przekonany, że udało nam się stworzyć coś wspaniałego. Polska przeżywa swoje najlepsze lata od czterech stuleci – pomimo PiS.
REDAKCJA POLECA
Roman Giertych: Pana, panie Mejza nie nazwę podłą kanalią, tylko dlatego, że…

Roman Giertych
To, że ten człowiek nadal jest wiceministrem rządu RP jest dla mnie największym skandalem tego podłego rządu. Bo brak tej dymisji powoduje, że i Pan (Mateusz Morawiecki - przyp. red.) i Jarosław Kaczyński jesteście odpowiedzialni za krycie tego drania. To hańba, jakiej nie zmyjecie nigdy.
Dlaczego takie mendy jak Mejza lgną do PiSu? Jakieś pomysły? pic.twitter.com/f2h6wV5wdH
— Mihoo Szyderca ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ ⭐️⭐️⭐️ (@Mihoo71) November 25, 2021
List do premiera Morawieckiego w sprawie Mejzy.
Oj, to się porobiło panie Premierze!
Już w wielu trudnych momentach Panu doradzałem, ale takiego jeszcze nie było. Sam Pan przyzna, że rzadko się zdarza, aby członek rządu zajmował się wciskaniem chorym dzieciom procedury wlewania mazi z ludzkich embrionów do żył za drobne 80 tysięcy USD. Właściwie to takiego przypadku nigdy i nigdzie nie widziano.
Dotychczas (tzn. przed waszymi rządami) oszukiwanie chorych ludzi lub rodziców chorych dzieci oferowaniem rzekomo cudownych zabiegów medycznych było domeną najgorszego rodzaju ludzi. Ludzi tak podłych, nikczemnych i chciwych, że jedyną reakcją ludzką na takich potworów było oburzenie, gniew i chęć sprawiedliwości.
Początkowo chciałem ten list napisać w sposób ironiczny (jak zawsze) i poradzić Panu jak przykryć temat Mejzy ujawnieniem zwyczaju ludożerstwa praktykowanego przez któregoś z posłów PiS. Bo to chyba jedynie mogłoby być mocniejsze. Ale pisząc te słowa, nie mogę się zdobyć na ironię. Zbyt mocno czuję współczucie dla tych ludzi, którym wmawiano, że cudowna procedura z Meksyku pomoże ich dzieciom. I wystarczy, aby zasilili kasę pana Mejzy, a dzieci będą uzdrowione. Nie mogę się zdobyć na ironię, bo poziom degeneracji, podłości, wyzucia z jakichkolwiek uczuć ludzkich, który przedstawiają ludzie organizujący tego typu proceder nie zasługuje na ironizowanie tylko na więzienie.
Mejza nie martw się. PiS zamieni ci tylko sposób kontroli nad tobą z marchewki na kij. Ale dopóki będziesz im potrzebny to siedzieć nie pójdziesz.
— Roman Giertych (@GiertychRoman) November 26, 2021
To, że ten człowiek nadal jest wiceministrem rządu RP (mimo że już 24 h minęło od publikacji w wp.pl) jest dla mnie największym skandalem waszego i tak podłego rządu. Bo brak tej dymisji powoduje, że i Pan i Jarosław Kaczyński jesteście odpowiedzialni za krycie tego drania. To hańba, jakiej nie zmyjecie nigdy.
Bez wyrazów jakiegokolwiek szacunku
Roman Giertych
PS
A Pana panie Mejza nie nazwę podłą kanalią, tylko dlatego, że bałbym się pozwu. Oczywiście nie pańskiego pozwu, tylko od podłych kanalii, którzy mogliby mnie pozwać, za przyrównywanie ich do pana osoby.
Wiceminister Łukasz Mejza nadal jest w rządzie Mateusza Morawieckiego więc ja przypomnę historię nieuleczalnie Poli którego spółka Łukasza Mejzy próbowała naciągnąć na 80 tys dolarów. Podajcie dalej. Tyle możemy zrobić. Żeby wiedzieli, że pamiętamy. https://t.co/HOCoWCd0nG
— Szymon Jadczak (@SzJadczak) November 25, 2021
Minęło 48 godzin od publikacji tekstu o tym jak wce minister sportu w rządzie PiS #Mejza chciał zarobić na sprzedawaniu złudzeń ciężko chorym dzieciom i ich rodzinom. I co? Żadnej reakcji, żadnej dymisji, milczenie. Teraz kiedy już wiecie, wszyscy jesteście winni tego oszustwa.
— Bogdan Klich (@BogdanKlich) November 26, 2021
Gdy politycy PiS mówią, że Mejza jest im potrzebny do zachowania władzy i koalicji, ja pokazuję im panią Paulinę i jej córkę Polę, którą spółka Łukasza Mejzy próbowała oszukać. pic.twitter.com/zFRxD0l5qo
— Szymon Jadczak (@SzJadczak) November 25, 2021
Holandia przyjęła uchwałę umożliwiającą współfinansowanie z budżetu państwa zabiegów przerywania ciąży Polkom

Jowita Kiwnik Pargana
Parlament Holandii przyjął uchwałę umożliwiającą współfinansowanie z budżetu państwa zabiegów przerywania ciąży Polkom. Holenderski poseł: – Dotychczas pomagaliśmy w ten sposób kobietom z państw trzeciego świata.

Holenderska Izba Reprezentantów (Tweede Kamer) przyjęła we wtorek (24.11.21) późnym popołudniem uchwałę, która pozwoli rządowi na wykorzystanie środków z Funduszu Praw Człowieka na lata 2022-2027 na sfinansowanie aborcji Europejek, w tym Polek. Uchwała przegłosowana została zdecydowaną większością 111 ze 150 głosów.
„Wolność w niektórych regionach Europy znajduje się pod silną presją represyjnego ustawodawstwa i kurczącego się społeczeństwa obywatelskiego. Ma to nieproporcjonalny wpływ na społeczność LGBTI i kobiety pragnące przerwać ciążę” – zapisano w tekście dokumentu, który – wyjątkowo – został także przygotowany w języku polskim.
– Chcieliśmy, żeby nasz przekaz dotarł do Polek – tłumaczy w rozmowie z DW autor uchwały Sjoerd Sjoerdsma z liberalnej partii Democraten 66 (D66).
Rząd daje zielone światło
Fundusz, z którego zasobów finansowana ma być aborcja dla Polek, podlega pod holenderskie ministerstwo spraw zagranicznych. Środki z niego pochodzące przeznaczane są na wsparcie słabszych grup społecznych, w tym osób LGBT i kobiet, także w dostępie do bezpiecznej aborcji.
– Dotychczas nie wykorzystywaliśmy tych pieniędzy na pomoc Europejkom, ale trafiały one do kobiet z krajów rozwijających się i krajów Trzeciego Świata. Jednak ostatnie wydarzenia w Polsce i fakt, że 30-letnia kobieta zmarła, bo nie otrzymała prawa do bezpiecznej aborcji, sprawiło, że postanowiliśmy część funduszy przeznaczyć na pomoc Polkom, które będą chciały dokonać w Holandii aborcji – mówi Sjoerdsma.
Holenderski rząd już zapowiedział zielone światło dla projektu. Nie wiadomo jeszcze jak duże środki zostaną zabezpieczone na ten cel w ramach Funduszu, ani czy Polki będą mogły liczyć na pełne, czy częściowe sfinansowanie zabiegów. – Decyzja zapadnie w ciągu 2-3 tygodni – mówi polityk.
Aborcja w Holandii jest legalna, a informacje na jej temat można znaleźć na oficjalnej stronie rządowej. Zabieg można wykonać do 22 tyg. ciąży (z powodów medycznych do 24 tyg.) w klinice aborcyjnej lub szpitalu do tego uprawnionym. W przypadku pacjentek zamieszkałych w Holandii świadczenie jest bezpłatne, a jego koszty pokrywane z ubezpieczenia lub dotacji Ministerstwa Zdrowia, Opieki Społecznej i Sportu. Osoby przyjeżdżające spoza Holandii muszą zapłacić z własnej kieszeni – ceny są ustalane odgórnie przez państwo i zależą od zaawansowania ciąży.
– To sumy rzędu 480-930 euro. Niemało, dlatego chcemy pomóc w opłaceniu zabiegów. Tak, żeby Polki wiedziały, że w Holandii są bezpieczne i nie muszą martwić się o finanse – mówi DW holenderski polityk.
Sjoerdsma jest też autorem przyjętej przez parlament jeszcze w październiku, uchwały wzywającej holenderski rząd do zablokowania środków unijnych dla Polski za łamanie przez władze praworządności. – Unia nie działa tak, że można łamać praworządność, a potem prosić o pieniądze – mówił wtedy Sjoerdsma.
Apelowaliśmy o solidarność z Polkami
Decyzja holenderskiego parlamentu wpisuje się w założenia rezolucji przyjętej przez Parlament Europejski w listopadzie i potępiającej zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych w Polsce. W przegłosowanym dokumencie znalazł się apel eurodeputowanych do państw członkowskich o to, żeby zapewniły one Polkom bezpłatny dostęp do aborcji.
– Zaapelowaliśmy do krajów UE o solidarność z Polkami, które chcą skorzystać z prawa do aborcji poza granicami. Holandia odpowiedziała na nasze oczekiwania, mam nadzieję, że za nią pójdę i inne kraje. Najważniejsze, żeby stworzyć taki mechanizm, w którym Polki będą miały dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji w większości krajów Europy i, jak widzimy po przykładzie Holandii, to jest możliwe – mówi DW europoseł Robert Biedroń z Lewicy. Polityk przypomniał, że według danych Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (FEDERA) w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy tylko 300 kobiet uzyskało w Polsce zgodę na przerwanie ciąży z powodu zagrożenia dla zdrowia i życia, tymczasem – jak szacuje organizacja – liczba nielegalnych aborcji może dochodzić nawet od 150 tys. do 200 tys. rocznie.
Holandia nie jest jedynym krajem, który postanowił ułatwić Polkom dostęp do aborcji – we wrześniu tego roku belgijski rząd przekazał 10 tys. euro na działalność Aborcji bez Granic. Jak tłumaczyła wtedy Sarah Schlitz, belgijska minister ds. równości, dostęp do aborcji jest podstawowym prawem, które demokratyczne państwo musi zapewnić swoim obywatelkom.
Centralny rejestr ciąż? PE chce wyjaśnień
Tymczasem w Polsce opinię publiczną zelektryzowały doniesienia o rządowych planach nowelizacji Systemu Informacji Medycznej i stworzenia centralnego rejestru ciąż.
Nowe regulacje miałyby obowiązywać od stycznia przyszłego roku i nakładałyby na wszystkie podmioty medyczne obowiązek rejestrowania faktu ciąży u pacjentki, niezależnie od świadczenia medycznego, jakiego jej udzielono, czyli choćby przy okazji usuwania pieprzyka.
Ten rejestr ciąż doprowadzi do tego, że wiele kobiet przestanie chodzić do ginekologa, nie będzie się badać. Będzie większa umieralność i patologia. Nie wiem czemu pis tak nienawidzi kobiet?
— Magdalena Grudziecka (@MagdalenaGrudz2) November 24, 2021
Ministerstwo zdrowia tłumaczy, że „konieczność raportowania informacji o ciąży jest podyktowana względami medycznymi” i pomoże uniknąć przepisywania brzemiennym pacjentkom nieodpowiednich leków oraz ułatwi przyznawanie ciężarnym przysługujących im świadczeń. Z kolei prawnicy ostrzegają przed łamaniem prawa do prywatności obywateli.
Rząd od 1.I wprowadza rejestrację ciąż. Wszelkie podmioty lecznicze będą wprowadzać do Systemu Informacji Medycznej info o pacjentkach z ciążami.
— Krzysztof Brejza (@KrzysztofBrejza) November 23, 2021
Skierowałem w tej sprawie interw. do Min. Zdrowia. Domagam się wyjaśnień:
– kto zainicjował tę zmianę?
– jaki jest jej faktyczny cel? pic.twitter.com/ZfwOziWVYw
Rejestr ciąż to zapewne wstęp do karania kobiet za aborcję, kontrola i podejrzliwość wokół poronień. Nie ma edukacji seksualnej, nie ma taniej antykoncepcji. NIKT NIE PODNOSI FAKTU, że w Polsce NIELEGALNA JEST TRWAŁA ANTYKONCEPCJA KOBIET – podwiązanie jajowodów. TO JEST WSTECZNE!
— Dorota Brejza (@Dorota_Brejza) November 24, 2021
W reakcji na te doniesienia, w środę (24.11.21) europoseł Rober Biedroń w imieniu grupy S&D oraz europosłanka Samira Rafaela z Renew skierowali pismo do Komisji Europejskiej, pytając m.in. o to, jak KE ocenia nowe plany polskiego rządu i czy zamierza wszcząć postępowanie antynaruszeniowe wobec Polski, jeśli okaże się, że łamią one prawa kobiet i prawo do ochrony danych. Politycy zwrócili się również z wnioskiem o debatę na ten temat na kolejnej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego.
Polski dream o babyboom (za)murowany! PiS próbuje w bestialski sposób wprowadzić nam drugi Salwador przez #rejestrciąż.
— Robert Biedroń (@RobertBiedron) November 24, 2021
Wniosek o debatę plenarną w @Europarl_EN już złożony. Interpelacja do @EuropeanCommiss zostanie zgłoszona dzisiaj.
W UE nie ma miejsca dla oprawców kobiet. pic.twitter.com/PGIiJPS17p
Rejestr Ciąż czy raczej Rejestr Informacji dla Prokuratury? W jakim celu rząd będzie zbierał informacje o ciąży na tak wczesnym etapie? Czy po poronieniu kobieta będzie tłumaczyć się z tego prokuratorowi? A jeśli ten uzna tłumaczenie za niewiarygodne to więzienie?
— Kamila Gasiuk-Pihowicz (@Gasiuk_Pihowicz) November 24, 2021
REDAKCJA POLECA