Co warto wiedzieć na temat pompek?
Pompki to popularne ćwiczenie fizyczne, które bardzo chętnie wykonuje wiele osób. Należy jednak podkreślić, że przy robieniu pompek niezwykle ważna jest odpowiednia technika. Prawidłowo wykonywane pompki przynoszą, bowiem najlepsze efekty. Co zatem dobrze jest wiedzieć o pompkach? Jakie rodzaje pompek wyróżniamy? Dlaczego warto je wykonywać? Które akcesoria przydadzą się nam podczas robienia pompek? Z całą pewnością warto jest poznać odpowiedzi na te pytania.

Pompki – podstawowe informacje
Wykonywanie pompek pozytywnie wpływa na nasz organizm. Do zalet tego ćwiczenia możemy zaliczyć przede wszystkim poprawę wyglądu naszych pleców i ramion oraz odpowiednie wyrzeźbienie takich mięśni jak: mięśnie pośladków, mięsnie klatki piersiowej, mięsnie barków, mięsnie brzucha i mięsnie ud. Ponadto systematycznie wykonywane pompki wzmacniają odcinek lędźwiowy kręgosłupa, a także mięśnie międzyżebrowe. Jak więc widać regularne wykonywanie pompek niesie za sobą wiele korzyści i bardzo dobrze wpływa na nasz organizm. Warto również wiedzieć o tym, że ćwiczenie to możemy robić w kilku wersjach.
Wykonywanie różnych wariantów pompek podczas treningu to bardzo dobre rozwiązanie, angażujemy wówczas więcej mięśni. Klasyczne pompki to nic innego jak uginanie i prostowanie ramion w podporze przodem. Podczas tego ćwiczenia nasze ciało nie może dotykać podłoża.
Do innych popularnych rodzajów pompek zaliczamy np. pompki odwrócone (francuskie), pompki damskie, pompki diamentowe oraz pompki szwedzkie.

Co jeszcze warto wiedzieć na temat wykonywania pompek?
W poprawnym wykonywaniu pompek pomogą nam takie przyrządy treningowe jak: uchwyty do pompek oraz poręcze do pompek. Ćwiczenia z wykorzystaniem akcesoriów do pompek dają bardzo dobre wyniki. Uchwyty do pompek (tak zwane paraletki) to doskonały sposób na skuteczny trening w domowym zaciszu. Taki przyrząd urozmaici nasz codzienny trening i podniesie jego efektywność. Na uchwytach do pompek możemy wykonywać różne rodzaje pompek, jak i inne ciekawe ćwiczenia.
Źródło:https://sportowybazar.pl/product-pol-13930-Uchwyty-do-pompek-paraletki-drewniane-Endorfit.html
Stacjonarne poręcze do pompek znakomicie sprawdzają się natomiast w przypadku pompek szwedzkich i pompek francuskich. Pompki szwedzkie (które często nazywane są dipami bądź pompkami na poręczach) bardzo dobrze wpływają na rozwój siły. Zaś pompki francuskie to tak zwane pompki odwrócone, które muszą być wykonywane na podwyższeniu.
Warto również zaznaczyć, że wybór wariantu pompek może być także uzależniony od tego, jakie mięśnie chcemy rozwinąć poprzez wykonywanie pompek.
Jeżeli chcielibyśmy wyrzeźbić mięsień trójgłowy ramienia (triceps) to powinniśmy postawić przede wszystkim na pompki francuskie.
Idealnymi pompkami na barki będą pompki diamentowe. Pompki diamentowe dobrze sprawdzą się także wtedy, kiedy zależy nam na rozbudowie klatki piersiowej.
Dobrymi pompkami na klatę będą również pompki klasyczne. Zaś mięśnie dwugłowe ramienia (bicepsy) doskonale wzmocnimy przy zastosowaniu większości z wariantów pompek.
Dla osób, które dopiero zamierzają rozpocząć swoją przygodę z pompkami dobrym wyborem na start mogą okazać się natomiast pompki damskie.
Akcesoria strzeleckie
Strzelectwo to interesujące hobby, które w sposób zupełnie nieszkodliwy dla ludzi czy zwierząt pozwala poćwiczyć celność, a także oddać się przyjemności, jaką jest strzelanie do celu. To świetny sposób na to, by wziąć też udział w rywalizacji, która da niemało satysfakcji i frajdy. Co jednak będzie przydatne do takiej zabawy?

Strzelectwo jako hobby
Zacznijmy od tego, że strzelectwo hobbystyczne lub sportowe to sposób na spędzanie wolnego czasu i rozwijanie się, który jest w pełni bezpieczny i nie powoduje krzywdy zwierząt. Strzelectwo odbywa się na strzelnicach, w miejscach strzeżonych i wyposażonych w systemy bezpieczeństwa, a celem są w tym przypadku tarcze. Dzięki temu mogą tej pasji oddawać się wszyscy, którzy nigdy nie zdecydowaliby się na myślistwo.
Strzelectwo może odbywać się zarówno za pomocą broni wiatrowych (wiatrówek), jak i nowoczesnego sprzętu strzeleckiego, opartego o klasyczne wyposażenie, czyli za pomocą łuków i kusz. Każde z tych akcesoriów posiada swoją charakterystykę i pozwala na mnóstwo zabawy, a także pomaga w rozwijaniu zdolności takich jak celność, precyzja, czy opanowanie.
Akcesoria do wiatrówek
Najpopularniejsze jest bez wątpienia strzelectwo za pomocą wiatrówek, do których też najczęściej kupowane są akcesoria. Wśród nich możemy wymienić zarówno te, które ulegają eksploatacji, jak śrut oraz kapsuły z CO2, jak i te, które nie ulegają wyczerpaniu, jak choćby pokrowce, kulochwyty czy cele.
Każdy miłośnik strzelectwa powinien także wyposażyć się w inne, drobne akcesoria, które pomogą mu w utrzymaniu wiatrówki w dobrym stanie. Będą to więc przede wszystkim akcesoria do czyszczenia i konserwacji wiatrówek, które sprawią, że nawet po wielu latach będzie ona tak samo sprawna i oddająca równie precyzyjne strzały, jak na samym początku przygody. Warto zaopatrzyć się w nie w sklepie kolba.pl, specjalizującym się w sprzedaży sprzętu i akcesoriów strzelniczych.
Akcesoria do łuków i kusz
Dla miłośników klasycznego strzelectwa także nie brakuje ciekawych akcesoriów. Przede wszystkim jednak miłośnicy kusz i łuków muszą zaopatrzyć się w odpowiednie bełty i strzały, które pozwolą im na oddawanie strzałów. Są to te elementy, które w przeciwieństwie do śrutu czy kulek BB nie ulegają zniszczeniu i mogą być wykorzystane wielokrotnie. Zazwyczaj wystarczy wyjąć je z tarczy, by bez problemu oddawać kolejne strzały.
Oprócz bełtów i strzał należy także wyposażyć się w akcesoria służące do konserwacji klasycznej broni strzeleckiej. Przyda się między innymi tłuszcz do natłuszczania cięciwy, smar do smarowania elementów ruchomych czy też pokrowiec, zabezpieczający broń strzelecką przed zniszczeniem. Będzie on też konieczny do jej przenoszenia.
Jaki motocykl wybrać gdy ma się prawo jazdy kat. B?
Motocykle na kategorię B oraz pojazdy motorowe to doskonały wybór dla osób, które są miłośnikami motoryzacji. Mogą spróbować swoich sił nie tylko za kierownicą samochodu, ale także w zupełnie innych warunkach drogowych. Pojazdy jednośladowe pozwalają rozwijać motoryzacyjną pasję i przeżyć więcej przygód.

Jaki motocykl na kat b wybrać?
Pojazdy jednośladowe to doskonały wybór dla wszystkich osób, które zaraziły się bakcylem motoryzacji i chcą spróbować swoich umiejętności, a także nauczyć się czegoś nowego. Jazda samochodem po pewnym czasie może nie wystarczać i wtedy przychodzi pora, na sięgniecie po nowe wyzwanie, jakim jest motocykl na kat. B. Zainteresowani zakupem maszyny mają do wyboru wiele modeli pojazdów motorowych. Renomowane marki oferuje Jan-Mar sklep z motocyklami na kategorię B.
Do wyboru są takie marki jak Honda, Junak, Kawasaki, Piaggio. To, na jaką maszynę się zdecydujesz, zależy od rodzaju pasji. Jednoślad może służyć do celów rekreacyjnych, czy też rozwijania nieco większych prędkości.
Czy można jeździć motocyklem na kat b?
Jeżdżenie motocyklem o pojemności do 125 cm3 nie wiąże się z koniecznością zdawania specjalnego egzaminu na jednośladzie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami kategoria B uprawnia osoby posiadające prawo jazdy na samochód do kierowania skuterem i motocyklem o pojemności skokowej silnika do 125 cm3. Czy można jeździć motocyklem na kat. B? Tak, ale jest warunek do spełnienia – prawo jazdy kategorii B trzeba posiadać od minimum trzech lat.
Jaka pojemność motocykla na kat. B?
Pojazdy motorowe o pojemności do 125 cm3 mogą prowadzić posiadacze prawa jazdy kategorii B. Jest to jednocześnie odpowiedź na często zadawanie pytanie, czy na motocykl trzeba mieć prawo jazdy? Warto tutaj podkreślić, że jeżeli pojemność silnika nie przekracza 125 cm 3, wystarczy mieć takie samo prawo jazdy, jak na samochód. Motocykle w doskonałym stanie technicznym, fabrycznie nowe, bez żadnych wad technicznych znajdziesz w sklepie jan-mar.pl online.
Na stronie w osobnej kategorii umieszczone zostały motocykle na kategorię B, czyli pojazdy, które można prowadzić, posiadając uprawnienia na samochód. Atutem oferowanych pojazdów jednośladowych jest ich niezawodność i idealny stan wprost z taśmy montażowej. Można na nich pokonywać krótsze odcinki, ale też wybrać się na zdecydowanie dłuższe wyprawy.
Motocykle na kategorię B
Oferowane modele różnią się typem silnika, długością gwarancji, a także przeniesieniem napędu. Przed ostatecznym zakupem niezbędna jest więc dogłębna analiza. O pomoc i więcej informacji można także zapytać obsługę sklepu. Wszystkie motocykle na kategorię B są dobrze opisane, a przy każdym modelu są podane parametry techniczne. Jeżeli masz pytania i potrzebujesz więcej szczegółów, skorzystaj z pomocy wykwalifikowanego personelu, który obsługuje sklep jan-mar.pl. Nowe modele to większa inwestycja i dłuższa żywotność maszyny. Klienci mogą zdecydować się również na używane pojazdy jednośladowe, dostępne w sklepie.
Adam Mazguła: Tusk zapłacił mandat, oddał prawo jazdy. PiS-bandzior zasłoniłby się immunitetem

Adam Mazguła
Gdyby Donald Tusk jechał jako członek PiS-rasy panów, nawet prywatnie, to z kolumną ochrony, szybciej, na sygnałach i z zatrzymanym ruchem w okolicy. Nikt by go nie kontrolował, nawet dlatego, że to ochrona prowadzi pojazdy. Każdy PiS-okupant natychmiast zasłoniłby się immunitetem, znajomościami, wpływami na Komendanta politycznej PiS-Policji Jarosława Szymczyka, prokuraturę przestępcy generalnego Zbigniewa Ziobry i bezkarność by mu się należała z partyjnego przydziału
Zabranie prawa jazdy Donaldowi Tuskowi jakże dobitnie koresponduje z PiS-nadczłowiekiem Arkadiuszem Szymańskim, który 13 lat jeździł bez prawa jazdy i był kontrolowany ponad 30 razy przez przedstawicieli władzy. Kończyło się telefonem i bezkarność trwała. Jednak skontrolowany został pod komendą policji w Nysie, gdy zaparkował swój samochód na pasach przejścia przez jezdnię. Przedstawiciel PiS-rasy panów zadzwonił do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Opolu i zastępca natychmiast przyjechał, aby zwolnić policjantów ze służby.
PiS-bandzior dalej bezkarnie rządzi na Opolszczyźnie i zarządza spółkami gminnymi w Prudniku i Nysie.
Mistrzem bezkarności jest Jacek Kurski, który nigdy nie przestrzega przepisów ruchu drogowego, a szczególnie ograniczeń prędkości jazdy. Podobnie Dolata, Kołaczkowski… To prawdziwa plaga w partii nadludzi.
— Monika (@Monika16778868) November 20, 2021
Gdyby Donald Tusk jechał jako członek PiS-rasy panów, nawet prywatnie, to z kolumną ochrony, szybciej, na sygnałach i z zatrzymanym ruchem w okolicy. Nikt by go nie kontrolował, nawet dlatego, że to ochrona prowadzi pojazdy.
Jest skromny, pozbawiony nadmiernej pychy i ochrony, przeprosił, zapłacił mandat, grzecznie oddał prawo jazdy.
Każdy PiS-okupant natychmiast zasłoniłby się immunitetem, znajomościami, wpływami na Komendanta politycznej PiS-Policji Jarosława Szymczyka, prokuraturę przestępcy generalnego Zbigniewa Ziobry i bezkarność by mu się należała z partyjnego przydziału.
Nadludziom wolno więcej.
Niezależnie jednak od sytuacji, prawo musi dotyczyć wszystkich. Zawiniłeś, ponosisz karę, taką samą jak inni. Niewielu z polityków pamięta, że zgodnie z Konstytucją, wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, o czym pamiętał Donald Tusk.
Niestety, tylko on w tym siedlisku bezkarnych politycznych krzykaczy.
Adam Mazguła
Krzysztof Skiba: Na ośle, czy na oślep?

Krzysztof Skiba
Ten konflikt idealnie pokazuje, że gdyby nie obecność w europejskim klubie i NATO, to już wszyscy bylibyśmy w ruskiej dupie. W atmosferze strachu, wojny i ataku ze Wschodu można zyskać poparcie ludu, wygrać wybory, zbudować mur i dać zarobić swoim, można przedłużać stan wyjątkowy pod różnymi nazwami i reglamentować dostęp do informacji. Rozgrywają ich jak zawodowiec amatorski teatrzyk. Żeby powiększyć chaos i paranoję, brakuje tylko Antoniego z komisją i Misiewicza z odsieczą. Ale pewnie niebawem przyjadą. Na ośle i na oślep.
NA OŚLE CZY NA OŚLEP?
Patrząc na to co się dzieje, to mam wrażenie, że i jedno i drugie. Ważnym elementem wojny hybrydowej jest propaganda. I Łukaszenka tę wojnę z Błaszczakiem i Kamińskim, wygrywa na razie jak Węgry z Polską w nogę. Imperium rosyjskie gra głową, a nasi się kopią. Głównie między sobą. Jak to ktoś pięknie napisał „Łukaszenka gra w warcaby, a PiS dopiero przygląda się planszy”.
Uchodźców przybywa i będzie ich dużo więcej. Ciekawe skąd na białoruskich polach biorą się przybysze z Senegalu, Iraku, Syrii czy Afganistanu? Dopiero po dwóch miesiącach, Napoleon z Nowogrodzkiej zorientował się, że ktoś ich przywozi samolotami z Turcji i Iraku. Wiadomo, że wszystko to jest starannie przygotowana przez białoruskie służby, gigantyczna prowokacja o kryptonimie „Śluza”. Początek tej akcji zaczął się już dawno temu bo w sierpniu.
Niestety Polska ma wywiad składający się z przedszkolaków wspomaganych przez harcerzy i przespano na leżakowaniu w Orlenie, przygotowania do tej operacji. Nasze służby tropią bowiem z wielką energią babcię Kasię i Martę Lempart oraz nastolatki krzyczące radykalne hasła na manifestacjach, bo szpiegowanie opozycji najlepiej im wychodzi.
Samoloty z uchodźcami z Iraku już nie latają, bo interweniowała Unia Europejska. Nikt nie przestraszył się Morawieckiego, którego wpływy w Europie są takie jak odchody komara. Niemcy po prostu uznali, że za dużo uchodźców przybywa do nich nielegalnie z Białorusi przez Polskę.
Każdy kto ma oczy i rozum widzi, że służby Kamińskiego idealnie nadają się do tropienia bawienia się w klocki lego i skłócania wrogów Jarosława, ale w walce z Łukaszanką zupełnie sobie nie radzą. Walczą ze skutkami białoruskiej prowokacji, a nie z jej przyczynami. A co z naciskiem politycznym? Gdzie jest Prezydent? Czemu nie dzwoni do premierów Niemiec, Hiszpanii czy Francji? Dlaczego nie interweniuje w Brukseli? Dlaczego nie zabiega o wsparcie w USA? Ach tak zapomniałem. On nie zna tych ludzi i nie wie jak z nimi rozmawiać.
Właśnie ten konflikt, idealnie pokazuje, że gdyby nie obecność w europejskim klubie i NATO, to już wszyscy bylibyśmy w ruskiej dupie. Problem na granicy jest poważny i istnieje obawa, że zamieni się w coś jeszcze gorszego. Tym bardziej potrzebne jest mądre działanie, wsparcie europejskich sił policyjnych w rodzaju Frontexu, naciski gospodarcze i polityczne na Rosję i Białoruś.
Niestety okazało się, że Łukaszenka nic sobie nie robi z wojowniczych konferencji prasowych premiera i dalej pcha na druty sprowadzonych przez siebie uchodźców. A może to jest tak, że władzy na rękę jest taki wojenny klimat i zamieszanie? W atmosferze strachu, wojny i ataku ze Wschodu można zyskać poparcie ludu, wygrać wybory, zbudować mur i dać zarobić swoim, można przedłużać stan wyjątkowy pod różnymi nazwami i reglamentować dostęp do informacji.
Tymczasem Łukaszenka zaprosił na granicę dziennikarzy CNN, aby pokazać jaki jest otwarty. Kamiński nie dopuszcza żadnych mediów w rejon stanu wyjątkowego, bo ta władza tak ma, że instynktownie boi się prawdy.
Rozgrywają ich jak zawodowiec amatorski teatrzyk. Żeby powiększyć chaos i paranoję, brakuje tylko Antoniego z komisją i Misiewicza z odsieczą. Ale pewnie niebawem przyjadą. Na ośle i na oślep.

Na zdjęciu: Antoni w maskującej koszuli od Cejrowskiego, patroluje granicę, niewidzialnym amerykańskim helikopterem (zakupionym przez MON).
Krzysztof Skiba
Agnieszka Ossowska: Pozwólcie nam CZUĆ. Pozwólcie nam MÓWIĆ

Agnieszka Ossowska
Jestem sobą i chcę nią pozostać. Nie być wyzywana za to, że mam swoje zdanie, często niewygodne dla innych. Za to, że myślę. Za to, że czuję. Nie chcę być tylko „funkcją” państwową, rodzącą i pracującą na rzecz państwa. Chcę BYĆ OSOBĄ, podmiotem moralnym, którego zdanie się liczy. Fizycznie i psychicznie nie maltretowanym, niezastraszanym. I niemanipulowanym.
Czemu pomaganie przestało być piękne? Czemu wolimy kupić sobie fancy kawę z mlekiem sojowym lub kokosowym na potrzeby pochwalenia się tym faktem na Instagramie, zamiast jedzenia dla głodnych?

Wiem, że pomaganie osobom na ulicy, którzy nie pracują i żerują na innych, jest bezsensowne. Nie powinno się pomagać w głupi sposób, bo to tylko zaostrza problem ubóstwa. Nie łatać dziury łatą, tylko dać uszyć komuś – kto zna się na szyciu – nowe spodnie. Bo łaty mają to do siebie, że nie są wytrzymałe. Należy systemowo podejść do problemu i tutaj włącza się rola rządzących. A czy my możemy naszym rządzącym w jakimkolwiek stopniu ufać? (…)
Nie powinno pozwalać się żyć ludziom na krawędzi społecznej, bo to szerzy problemy z kradzieżami, alkoholizmem, narkomanią, i nie pomaga w rozwoju społeczeństwa i kultury. My jako jednostki nic nie zdziałamy, nawet gdybyśmy wrzucili 1000 zł do czyjegoś kartonika, to ten tysiąc się rozpłynie. Musimy liczyć na dobre zarządzanie naszym społeczeństwem.
Patrzę na to, co dzieje się na granicy naszego kraju z przerażeniem. Jest mi niewymownie szkoda uchodźców. Boję się nie ich, a zarządzających myśleniem tych ludzi, tak samo, jak zarządzających myśleniem naszym przez naszych rządzących, którzy nie pozwalają mieć własnego zdania i własnych uczuć. Tłumią je własnymi argumentami pozbawionymi empatii.
Barbara Kurdej-Szatan emocjonalnie wypowiedziała się o tym, co myśli, jak traktuje się ludzi i została ukarana – a teraz każdy się boi wyrażać sprzeciw. Coraz więcej osób zastanawia się nad sensem niesienia pomocy uchodźcom. Ale czy utylitarne spojrzenie mówiące nam o tym, jak traktować ludzi potrzebujących pomocy, ale wykorzystywanych jako narzędzia w wojnie hybrydowej, jest odpowiednie? Czy to usprawiedliwia nas jako ludzi byśmy pozwalali tym ludziom cierpieć, a nawet umierać? Zarówno uchodźcy zostali wykorzystani jako narzędzia, jak i my jesteśmy codziennie wykorzystywani będąc manipulowani przez polityków. Działanie zgodne z uczuciami pokazane jest przez nami rządzących jako złe. A to dopiero jest naprawdę złe…
Co to za świat, w jakim przyszło nam żyć, w którym uczucia okazują się nie być właściwe? Co to za świat, w którym pomoc innym okazuje się wyrazem naiwności i głupoty, a nawet przez rządzących pokazywane jako złe?
To straszne jak można traktować ludzi – jak narzędzia. A niestety czuję, że nasze państwo traktuje nas jak narzędzia od dawna. Ten PiS, który uzurpuje sobie prawo do zarządzania naszym ciałem, i w ogóle nami jak przedmiotami, a nie podmiotami. Tak jak z odebranym nam prawem do aborcji: ważniejsze dla rządzących staje się nie życie podmiotu, a potencjalnego podmiotu, jakim jest płód. A prawda jest taka, że płód to potencjał, matka jest podmiotem najważniejszym i bezwzględnym. To ona powinna decydować o życiu swoim i płodu, który nosi w swoim łonie. Jej ciało to jej świątynia, a nie państwa. Państwo nie powinno patrzeć na zyski ekonomiczne i strategiczne na pierwszym miejscu, tylko na cierpienie i niwelować je – wspierać ludzi, a nie idee!
Wiem, że nie tylko Polska boi się uchodźców, ale cały zachód również, i nie dziwię się temu. Myślę jednak, że traktując z założenia wszystkich jak wrogów, robimy sobie z nich wrogów tym bardziej. Metkując kogoś, sprawiamy, że ten ktoś staje się taki, jak ta metka mówi. Chciałabym, żeby to było proste, że jak się kogoś po ludzku potraktuje i pomoże, to ten ktoś będzie wdzięczny i wierny, ale wiem, że za dużo zła już zaznali ci ludzie, by kiedykolwiek zbudować ich zaufanie.
Wolę emocjonalne reakcje na problemy ludzi, bo one pokazują, że jeszcze niektórzy mają SERCE. Że jeszcze niektórzy nie zgadzają się na traktowanie ludzi jak narzędzi zbrodni. Oni czują. To nie są jednostki wyzbyte uczuć. Ofiary przemocy często stają się same wykonawcą krzywdy innym, bo nie umieją znieść krzywdy, której zaznali. Jest to podstawowa zasada psychologiczna, że mścimy się nie ze zła tkwiącego w naszej naturze, ale ze względu na to, że czujemy, że nie zasłużyliśmy na cierpienie. Dowodem jest strajk kobiet. Wyzwiska kierowane do naszych możnowładców to krzyk wynikający, z jakiego cierpienia zaznajemy od nich od dawna. Oni teraz odwracają kota ogonem, że to niby my jesteśmy źli, niezrównoważeni psychicznie, agresywni…
W sercu jestem anarchistką, ale wiem, że niestety jest dużo ludzi, którzy by wykorzystywali stan bezpaństwowy, więc niestety musimy tkwić w systemie. A gdybyśmy tylko kierowali się zasadą, by traktować innych tak jak sami byśmy chcieli być traktowani, żylibyśmy wszyscy w lepszym świecie. I ta zasada powinna być główną zasadą moralną, na której powinno też zasadzać się prawo. (patrz: imperatyw kategoryczny Immanuela Kanta)
Nie powinniśmy się zgadzać na przedmiotowe traktowanie innych i wykorzystywanie siły wobec słabszych. Mamy prawo wykrzyknąć „kurwa, kurwa, kurwa!”, gdy widzimy, że dzieje się krzywda innym. Wolność słowa to podstawowe prawo jak prawo do oddychania i życia każdego człowieka. Żołnierze są tylko pionkami w tej grze. Szkoda mi ich, są wykorzystywanie jak wszyscy w polityce. Jak w związkach toksycznych, osoba przemocowa szuka sobie pomocy wśród innych, stawiając ofiarę w złym świetle, oczerniając ją za pomocą tak zwanych „latających małp”, które wykonują swoje czynności bez głębszego namysłu, przekonane, że czynią dobro, i wierząc na słowo manipulantom. Bo działają w imię zasad, na których czele powinny zawsze być zasady moralne. A ja ich nie widzę. Zupełnie!
Wszyscy jesteśmy na szachownicy i tylko możemy wierzyć tym, którzy trzymają nas w swoich rękach, że rozegrają tę grę jak najmniej krwawo. Tylko to nam pozostało. I pozostało nam westchnie rozpaczy zmieszanej z goryczą, gdy nie godzimy się z rzeczywistością: „KURWA”. A nawet i za te westchnienia jesteśmy karani. Bo one są oznaką myślenia połączonego z czuciem.
Na mojego bloga często dostaję prośby o udostępnianie zbiórek na fundacje charytatywne. W sumie mogłabym codziennie wrzucać te linki, tak tego dużo. Dużo osób na szczęście rozumie przesłanie bloga, a także wyraz smutku zamieszczony w samym jego tytule. Tę niezgodę na bycie przedmiotowo potraktowanym: bo ja nie jestem tylko Matką, kurwa, Polką. Jestem CZŁOWIEKIEM i chcę być po ludzku traktowana.
Tutaj mała Wanda: https://www.siepomaga.pl/wanda-sulewska…, której bardzo bym chciała pomóc, ale czy to coś da, że udostępnię, skoro wszyscy mamy już przesyt cierpienia wokół, i nie umiemy adekwatnie na te prośby reagować? Jej jedynym ratunkiem jest albo ciągła zbiórka pieniędzy w naszym kraju, albo decyzja jej rodziców o zamieszkaniu w Stanach Zjednoczonych, gdzie jej leczenie byłoby refundowane (gdzie, kim się stanie, jak nie uchodźcą z kraju, w którym nie ma jak żyć).
Skoro nasze państwo nie umie pomóc potrzebującym, nadal potrzebna jest w nim pomoc jednostkowa. I jak pokazuje nam co roku Jurek Owsiak, jesteśmy krajem, w którym potrafimy pomagać nie systemowo – potrafimy skrzyknąć się do pomocy. Tak samo, jak skrzykujemy się, by pomagać wykorzystywanym do wojny hybrydowej uchodźcom. Nie zapominajmy, że oni są ludźmi, że czują zimno, smutek, że chorują. Sama nie mogę znieść mojego zapalenia zatok, mimo że siedzę pod ciepłym kocem w domu, a oni nie mogą się nawet napić się czystej wody, ani zjeść ciepłego posiłku. Gdzie są nasze uczucia? Czy zapomnieliśmy o tym, jak cierpieli Żydzi w czasie drugiej wojny światowej? Jak musieli chować się jak szczury, żeby przetrwać? Czy naprawdę zmierzamy do tego, by stać się wyzbytymi uczuć, racjonalizującymi nasze wybory utylitarystów? Gdzie nasza polska otwartość, gościnność, gdzie nasze, podobno tak właściwe Polakom, wartości chrześcijańskie? Gdzie pomoc bliźniemu? No, kurwa, gdzie? (tutaj „kurwa” została użyta dla wzmocnienia wypowiedzi, jakby ktoś nie rozumiał nowoczesnych środków stylistycznych, które goszczą w literaturze od dawna).
Czemu dzisiaj pomaganie oznacza bycie naiwnym i słabym? I czemu musimy prosić o pomoc, gdy chorujemy, zamiast mieć zapewnione leczenie od Państwa, w którym przyszło nam żyć? Czemu nasz kraj nie spełnia naszych podstawowych potrzeb: zachowania w zdrowiu i pomaganiu w utrzymania naszego dobrostanu?
Mam nadzieję, że, mimo że narażamy się na bycie żenującym i utratę zajebistego wizerunku, pomożemy i tej Wandzie, i innym chorym, a także uchodźcom, którzy też zasługują na ludzkie traktowanie – zachowując coś, co ludzkie w nas – SERCE. Wydając złotówki na pomoc, zamiast na kolejną trendi-kawę w Sturbucks, albo na nowe gadżety, udoskonalające nasz wizerunek. Tak ważny w dzisiejszym świecie pozorów.
Nacjonalizm promuje ostatnio nie te wartości, które powinien – tylko nienawiść i egoizm.
Nie podoba mi się dzisiejszy patriotyzm. Jest wyzbyty ludzkich uczuć i pełen agresji. Której nie sposób nie odpowiadać agresją, bo tak to działa w relacjach przemocowych, w jakich się znajdujemy. Bo ci, którzy manipulują naszymi uczuciami, uruchamiają w nas chęć wykrzykiwania: „Kurwa, Kurwa, Kurwa!” Jesteśmy tylko ofiarami przemocy psychicznej. W białych rękawiczkach odbierane jest nam prawo do mówienia, myślenia, i działania zgodnie z naszymi odczuciami. A strachem próbuje się nami rządzić.
Przyjęło się, że emocje są zarezerwowane dla kobiet. Stąd też wyrażanie uczuć jest często obiektem kpin. Emocjonalność jest traktowana jak oznaka słabości. Od kilku lat walczę tym blogiem o zachowanie emocji w świecie: pisanie również przechodzi kryzys. Kto pisze o uczuciach, cierpieniu, jest mało twardy i traktowany z przymrużeniem oka. A ja się z tym, kurwa, nie zgadzam.
Niech ktoś spróbuje powiedzieć co naprawdę czuje tak by to nie brzmiało żenująco, a zobaczy, jakie to trudne. Przemocowcy nie rozumieją emocji, wiedzą jak je wywołać, ale odcinają się od nich, zaprzeczając naszej emocjonalnej naturze często poprzez złość dając upust swoim głęboko schowanym emocjom. Zazwyczaj wykazują oni tendencję do lokowania odpowiedzialności za dyskomfort u osoby krzywdzonej. Dokładnie jak to ma miejsce teraz w obarczeniu winą za złe traktowanie żołnierzy przez Barbara Kurdej-Szatan.
Żołnierze są tylko wykonawcami poleceń. Ale ich wykonawstwo oczywiście, że boli nas. Po drugiej wojnie światowej literatura udowadniała, że wykonawcy poleceń Hitlera, też byli jego ofiarami, ale też mieliśmy do nich uzasadnione pretensje. Nie mieli bezpośredniego wpływu na to co się działo. I oczywiście teraz mamy tu analogiczną historię, w której również ciężko jest znaleźć rozwiązanie.
Nie jestem tylko Matką, kurwa, Polką. Jestem sobą i chcę nią pozostać. Nie być wyzywana za to, że mam swoje zdanie, często niewygodne dla innych. Za to, że myślę. Za to, że czuję. Nie chcę być tylko „funkcją” państwową, rodzącą i pracującą na rzecz państwa. Chcę BYĆ OSOBĄ, podmiotem moralnym, którego zdanie się liczy. Fizycznie i psychicznie nie maltretowanym, niezastraszanym. I niemanipulowanym.
Andrzej Grabowski: Najciekawsze do zagrania są role tyranów. Najgorzej się gra mdłych i dobrych, a przez to nudnych
Andrzej Grabowski, który w serialu „Pajęczyna” wciela się w rolę pierwszego sekretarza KC PZPR, przyznaje, że było to dla niego niezwykle ciekawe doświadczenie. Zadanie nie należało jednak do najłatwiejszych, ponieważ by wiarygodnie wykreować postać, którą wielu Polaków pamięta, trzeba było wykazać się dużą kreatywnością i wizją artystyczną. Andrzej Grabowski nie ukrywa, że dzięki tej produkcji z przyjemnością cofnął się do czasów Edwarda Gierka, które wciąż wspomina z uśmiechem na twarzy. Poznał też najbardziej skrywaną tajemnicę tamtej epoki.

Andrzej Grabowski nie boi się ról wyrazistych, skrajnie od siebie różnych, pokazujących jego nieograniczoną zdolność do wiarygodnej przemiany, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Jak sam przyznaje, sporym wyzwaniem jest dla niego zagranie postaci historycznych.
„Łatwiej jest wcielić się w postać historyczną, której nikt nigdy nie widział”
– Są dwa rodzaje postaci historycznych, w które aktor może się wcielić. Pierwsze, nieco łatwiejsze do zagrania, mimo że też trudno jest wcielić się w taką postać historyczną, której nikt nigdy nie widział ani nie słyszał, czyli np. Mieszka I czy Kazimierza Odnowiciela, a co innego wcielać się w postać, którą wszyscy znają i pamiętają, bo Edwarda Gierka pamiętają nawet ci ludzie, którzy urodzili się dużo po jego okresie. Mamy różne materiały, zdjęcia. Nie mówiąc o tych, którzy go dobrze pamiętają – mówi agencji Newseria Lifestyle Andrzej Grabowski.
Zdaniem aktora Edward Gierek był postacią niezwykle barwną i wielowymiarową.
– Gierek zawsze był w roli tego dobrego gospodarza. On radził szewcom, jak szyć buty, rolnikom, jak siać zboże, dojarkom, jak doić krowy, w tych gospodarskich wizytach. Mimo że za uszami pewnie miał bardzo, bardzo dużo, bo musiał mieć, to na ustach wielu Polaków na słowo „Gierek” nadal pojawia się uśmiech. No i cóż, fajnie jest zagrać takiego człowieka – mówi Andrzej Grabowski.
Gierek wywołuje na ustach uśmiech. Dał nam Coca-Colę
Aktor przyznaje, że ma spory sentyment do czasów PRL-u i osoby Edwarda Gierka. Nie chce oceniać jego taktyki ani trafności podejmowanych decyzji, ale punktuje to, co z tamtej epoki mocno utkwiło w pamięci Polaków.
– Nie jestem historykiem i nie wiem dokładnie, co tak naprawdę działo się w tamtych czasach i jaka była sytuacja, kiedy on dochodził do władzy, a jaka, kiedy odchodził, jakie były jego relacje z Moskwą. Ale w opinii przeciętnego Polaka Edward Gierek wywołuje na ustach uśmiech, bo dał nam Coca-Colę, filmy amerykańskie, możliwość wyjazdów za granicę, dał nam ten chwilowy dobrobyt, zupełnie inny niż ten, który mamy teraz, bo nigdy tak dobrze nie było, jak dzisiaj jest, mimo że też narzekamy – mówi aktor.
Andrzej Grabowski podkreśla, że każdą kolejną rolę traktuje jako zawodowe wyzwanie i stara się je zrealizować jak najlepiej. Są jednak takie postaci, które trzeba wykreować z wykorzystaniem szczególnych umiejętności aktorskich.
„Najciekawsze do zagrania są role ludzi złych”
– Najciekawsze do zagrania są role ludzi złych, tyranów: Stalina, Hitlera, Nerona, nie mówiąc o współczesnych tyranach jak Ceaușescu. To są ciekawe postaci do grania. Najgorzej to się gra takich mdłych dobrych, chyba że ktoś jest tak dobry, że jest święty, ale też jest zwykle wtedy nudny. Grałem już prezesa, grałem Chomeiniego, bez problemu zagrałem więc i Gierka – mówi.
„Pajęczyny”
Akcja „Pajęczyny” toczy się m.in. w późnym PRL-u, kiedy to w szczycie gierkowskiej prosperity Polska rozwijała własny program atomowy. Aktor przyznaje, że zanim nie wziął do ręki scenariusza tej produkcji, kompletnie nie miał o tym pojęcia.
– Nikt nie wiedział o tym polskim marzeniu o atomie. To była jedna z największych peerelowskich tajemnic. Ja też nie miałem zielonego pojęcia o tym, że coś takiego było przygotowywane, że było właściwie o krok od stworzenia tej bomby termojądrowej, dzięki której stalibyśmy się mocarstwem. Bo przecież Korea Północna, która jest jednym z najbiedniejszych krajów świata, jest jednym z największych mocarstw i wszyscy się jej boją, bo ma bombę atomową, termojądrową, ma rakiety balistyczne. Więc gdyby Polska rzeczywiście doprowadziła do posiadania tej bomby, przestałaby uznawać dyktat Związku Radzieckiego, dlatego też było to właśnie ukrywane – mówi Andrzej Grabowski.
„Pajęczyna” to trzymający w napięciu thriller, w którym główna bohaterka – Kornelia Titko (w tej roli Joanna Kulig), z zawodu specjalistka od zachowań pająków, próbuje rozwikłać tajemnicę śmierci swojej matki i siostry. Andrzej Grabowski nie ukrywa, że thrillery nie należą do jego ulubionych gatunków filmowych.
– Nie lubię, jak ktoś mnie straszy w filmie, tym bardziej że ja wiem, że to jest pic na wodę – mówi.
Mimo wszystko dzięki zdjęciom do tej produkcji aktor na chwilę znów przeniósł się do czasów PRL-u, które wspomina z dużą nostalgią.
– Ja studiowałem na przełomie lat 60., zacząłem w 1969 roku, jeszcze za Władysława Gomułki, a kończyłem już za Edwarda Gierka. Edward Gierek kojarzy mi się z młodością, z najlepszymi czasami, kiedy miałem lat 20, niecałe 30. Trudno nie tęsknić za własną młodością, jeżeli ona nie była jakaś traumatyczna, a nie była, bo była, jak każda młodość, wspaniała – mówi Andrzej Grabowski.
Serial „Pajęczyna” można oglądać na platformie Player.pl.
Co sądzą o migrantach? Reporterka w Mińsku rozmawiała z Białorusinami

Emma Lewaszkiewicz
Białorusini spierają się, jak postępować z migrantami, którzy przez ich kraj chcą przedostać się do Unii Europejskiej. Jedni pogardzają, inni pomagają. Reporterka DW rozmawiała z Białorusinami w Mińsku.

„Spakowałam wełniany płaszcz, kamizelkę, ciepłe szaliki, rękawiczki, koc i kurtkę. Z wdzięcznością szybko przyjęto ubrania. Jednej szczupłej kobiecie pasował czarny płaszcz, innej sama założyłam rękawice. Wyciągnęła do mnie swoją zimną dłoń, doprowadzając mnie do łez”. To wpis pewnej blogerki z Mińska, która w mediach nie chce ujawniać swojego nazwiska. Powiedziała, że była to spontaniczna akcja z jej strony, by pomóc migrantom w Mińsku po tym, jak zobaczyła ich w centrum miasta przed domem handlowym „Galeria”.
Jej post na Facebooku ma już ponad 500 polubień i został udostępniony ponad 50 razy. Ale komentarze są nie tylko pozytywne. Niektórzy piszą, że karmi ludzi, którzy zapłacili białoruskiemu rządowi, żeby tylko dostać się do Niemiec.
„Oni nie uciekają przed wojną i represjami” – piszą.
W innych komentarzach można przeczytać, że większość migrantów ma prawdopodobnie lepszą sytuację finansową niż Białorusini, którzy sami cierpią. Na Białorusi średnia miesięczna płaca to równowartość około 500 euro.
W kwestii postępowania z migrantami zdania Białorusinów są podzielone. Mieszkańcy tego kraju jeszcze nigdy nie musieli uporać się z napływem tak wielu przybyszów z Bliskiego Wschodu. Podczas gdy jedni widzą w nich ofiary reżimów krajów, z których pochodzą, inni mówią o drogich ubraniach i nowoczesnych telefonach komórkowych oraz o pragnieniu dostania się do „bogatych Niemiec”. Ci, którzy z nimi sympatyzują, są oskarżani o wspieranie reżimu Aleksandra Łukaszenki, który sam zorganizował ten kryzys.
The situation on the border view from the drone pic.twitter.com/AfHH06sHzH
— NEXTA (@nexta_tv) November 16, 2021
„To ludzie tacy jak my”
Fotografka Daria Sapraniecka opowiada, że od końca lata w Mińsku coraz częściej widzi się migrantów.
– Jesienią było ich coraz więcej. Wcześniej myślało się jeszcze o turystach, można było pomyśleć, że Białoruś z jakiegoś powodu stała się atrakcyjna dla ludzi z Bliskiego Wschodu. Teraz widzimy ich ze śpiworami i plecakami – mówi Sapraniecka. Ale nie zauważyła żadnych negatywnych reakcji ludzi na ulicy. – Jeśli Białorusini są z czegoś niezadowoleni, dyskutują o tym w domu lub w internecie – dodaje.
Daria przyniosła również ciepłe ubrania dla migrantów. – To nie moja sprawa, dlaczego i po co oni przyjechali. To ludzie tacy jak my, bez względu na kolor skóry – mówi. – Mała dziewczynka, która nie umie jeszcze chodzić, siedziała w kangurzym plecaku na brzuchu matki, bez butów, tylko w skarpetkach. Starsza dziewczynka może dwuletnia, miała na sobie tylko puchatą syntetyczną piżamę. Nie mieli czapek. Taka podróż do granicy białorusko-polskiej to zagrożenie dla ich życia.
Daria żałuje, że nie wszyscy jej rodacy doceniają to, co robi. Niektórzy pytają ją, czy pomaga również Białorusinom. Odpowiada im: – Jeśli widzisz ludzi w potrzebie i możesz im pomóc, to pomagasz. Współczuję ludziom, którzy marzną na ulicy.
„Atakują polskich pograniczników”
Aleksiej Leonczik, założyciel Fundacji ByHelp, pomaga Białorusinom, którzy zostali dotknięci represjami, a także tym, którzy z tego powodu musieli opuścić kraj. Jego zdaniem istnieje różnica między białoruskimi uchodźcami a migrantami, którzy dziś chcą dostać się na Zachód przez Białoruś.
#Migrants use metal bars pic.twitter.com/Xvh5hejusm
— NEXTA (@nexta_tv) November 16, 2021
– Ci ludzie świadomie kupują bilety na podróż od oszusta Łukaszenki – mówi Leonczik. W ten sposób współfinansują reżim i zwiększają presję na kraje, takie jak Polska i Litwa, które promują demokratyczne zmiany na Białorusi. – Nie mam zrozumienia dla faktu, że atakują polskich pograniczników – krytykuje.
Aleksiej Leonczik mówi, że wśród osób próbujących dostać się do UE przez Białoruś są głównie Syryjczycy, Jemeńczycy i Kurdowie z Iraku. – Nie uważam, że Syria jest bezpiecznym krajem, ale Syryjczycy uciekają do Turcji, a nie do Niemiec – zaznacza, dodając, że Jemeńczycy nie wiedzą, dokąd uciekać. – Ale iracki Kurdystan zawsze był najbezpieczniejszym regionem w Iraku, jeszcze przed „Państwem Islamskim” i teraz też – mówi aktywista.
Uważa on migrantów za ofiary reżimów, ale jednocześnie zauważa, że mają oni wybór, czy kupić bilet na Białoruś, czy nie. – Nie kupiłbym biletu u dyktatora. Dla każdego, kto gra po stronie mojego wroga, nie mam współczucia – podkreśla. Nie ma empatii dla ludzi, którzy zostali oszukani, ale dawali pieniądze na reżim tortur pana Łukaszenki.
Czerwona linia
Czy w ogóle jest coś takiego jak „właściwy” stosunek do migrantów? Nasta Łojka, działaczka na rzecz praw człowieka, która od wielu lat pracuje z uchodźcami, uważa, że zwłaszcza w społeczeństwach demokratycznych ludzie o różnych poglądach powinni próbować się dogadać. – Nie można wzywać do działań dyskryminacyjnych czy przemocy wobec tych ludzi. Przestępstwa z nienawiści to linia, której nie wolno przekroczyć – podkreśla.
Łojka widzi dziś dwie reakcje Białorusinów: – Z jednej strony obelgi w internecie i mowa nienawiści wobec migrantów, a z drugiej pomoc i współczucie – mówi. – Odrzucenie wobec migrantów nie jest rzadkością wśród ludzi – mówi – ponieważ są oni zazwyczaj podejrzliwi wobec obcych, którzy różnią się językiem, wyglądem, kulturą i religią.
– Ale ponieważ ludzie są inteligentnymi istotami, mówimy o dyskryminacji i apelujemy o zwracanie uwagi, gdy w człowieku odzywa się coś zwierzęcego albo stare stereotypy. Opierając się na faktach, można zmienić swoje nastawienie – mówi obrończyni praw człowieka.
Jej zdaniem na postawę Białorusinów wpływa również fakt, że zdają sobie sprawę, iż szlak migracyjny został zorganizowany przez białoruskie władze. Niechęć do władzy państwowej przenosi się na migrantów, jakby byli wspólnikami Łukaszenki. Ale najprawdopodobniej nie wiedzą nawet, jak on się nazywa. Po prostu zapłacili za wizę z obietnicą dostania się do Niemiec. – Nawet jeśli zdadzą sobie sprawę, że są po prostu wykorzystywani, że praktycznie nie ma szans na przedostanie się do Niemiec, że po obu stronach jest dużo przemocy, wciąż mają nadzieję i być może żadnych pieniędzy na powrót.
Z drugiej strony, jak twierdzi Nasta Łojka, chęć pomocy istnieje również na Białorusi. Białoruska organizacja obrony praw człowieka Human Constanta opublikowała niedawno post o tym, jak pomagać migrantom i dokąd przynosić rzeczy dla nich. – Ten post naszej organizacji jest jak dotąd najczęściej udostępniany, komentowany i czytany. Ludzie reagują, to ich angażuje – twierdzi aktywistka. – Uchodźcy – jak mówi – to nie tylko płaczące dzieci. To ludzie, którzy być może mieli jakiś dobrobyt i musieli sprzedać swoją własność. Ale ich życie, zdrowie i bezpieczeństwo były zagrożone w ich własnym kraju, tak jak teraz są zagrożone w lesie na granicy – stwierdza Łojka.
REDAKCJA POLECA
Tusz 305 HP do drukarki HP DeskJet 2710 – oryginalny czy zamiennik
Hewlett Packard jest producentem drukarek oraz urządzeń wielofunkcyjnych, które są rozpoznawalne na całym świecie i cenione przez użytkowników. W naszym sklepie znajdziesz oryginalny tusz HP 305, który pasuje do drukarki HP DeskJet 2710, a także modelu HP DeskJet Plus 4120 oraz kilku innych urządzeń. To właśnie przede wszystkim tusz odpowiada za jakość wydruku, dlatego proponujemy najlepsze rozwiązania.

Tusz 305 HP – co decyduje o wysokiej jakości oryginalnego tuszu?
Oryginalne tusze do drukarek charakteryzują się niepodważalną jakością. O ich renomie decyduje fakt, że są dostarczane bezpośrednio przez producentów drukarek. U nas dostępny jest m.in. tusz do drukarki HP 305, który wyróżnia się wysoką jakością, ponieważ przeszedł liczne testy oraz badania. Został dopracowany pod każdym względem, aby użytkownicy HP DeskJet 2710 i kilku innych urządzeń mogli cieszyć się z profesjonalnych wydruków. Tusz pochodzący bezpośrednio od producenta drukarek to rozwiązanie, które sprawdza się w każdej sytuacji.
Czarne tusze HP 305 odznaczają się mocnym napigmentowaniem i zapewniają wydruki o pożądanej wyrazistości. Nie rozlewają się, nie brudzą oraz są bardzo trwałe. Wydrukowane dokumenty nie blakną, dzięki czemu mogą być przechowywane bez problemu przez wiele lat. Specjaliści opracowują tusze HP z największą starannością, a ich produkcja jest kontrolowana na każdym etapie. Dzięki temu otrzymane produkty spełniają oczekiwania klientów, którym zależy na eleganckim wyglądzie dokumentów.
HP DeskJet 2710 tusz – jak tusz wpływa na żywotność drukarki?
Jeżeli zastanawiasz się, jaki tusz do HP DeskJet 2710 jest najlepszy, to oryginalny HP 305 stanowi odpowiedź na to pytanie. Oryginalny tusz działa niezawodnie. Nie rozlewa się i nie brudzi urządzenia, a przy tym w pełni odpowiada jego wymaganiom. Wysoka jakość tuszu wpływa pozytywnie na działanie mechanizmu urządzenia. W rezultacie drukarka nie ulega awariom, dzięki czemu dłużej zachowuje pełną sprawność i służy użytkownikowi przez wiele lat.
Drukarka HP DeskJet 2710 – jaki tusz do profesjonalnych dokumentów?
Chociaż wiele informacji przechowuje się obecnie w formie elektronicznej, to dokumenty papierowe jeszcze długo nie znikną z obiegu, dlatego drukarki i urządzenia wielofunkcyjne są bardzo przydatne. Kluczową rolę w wyglądzie dokumentów odgrywa zastosowany tusz. Oryginalny tusz HP 305 jest objęty gwarancją producenta, dlatego można być pewnym doskonałych wydruków. Nie istnieje ryzyko, że umowa z klientem lub inny ważny dokument nie będzie prezentował się atrakcyjnie.
Możliwość uzyskania profesjonalnych wydruków bywa ważna również w domu. Jest to ważne dla studentów, którzy piszą prace dyplomowe i zaliczeniowe. Również uczniowie muszą coraz częściej przedstawiać prezentacje, które trzeba wydrukować. Oryginalny tusz 305 HP gwarantuje, że dokumenty będą nieskazitelnej jakości. Tusz wyróżnia się intensywnością czerni, co przekłada się na wyrazistość wydruków. Warto kupić oryginalny produkt ze względu na optymalny stosunek jakości i wydajności do ceny.
Jak trafić do osób podobnych do Twoich dotychczasowych klientów? Zwiększ zysk dzięki Profilowi klienta 360 Live
Kluczową sprawą dla rozwoju każdego biznesu jest dotarcie z ofertą do odpowiednich osób. Aby tego dokonać, warto dowiedzieć się jak najwięcej o Twoich dotychczasowych klientach. Pomóc w tym może Synerise — nowoczesna platforma Marketing Automation, wspierana przez sztuczną inteligencję.

Kim jest Twój idealny klient?
Czy wiesz, kto najczęściej kupuje Twoje produkty lub usługi? W jakim wieku są Twoi dotychczasowi klienci, gdzie mieszkają, pracują, czym się interesują? Jak spędzają wolny czas, jaki mają budżet i co jest dla nich ważne? Te wszystkie informacje są niezwykle istotne podczas planowania skutecznej kampanii marketingowej. Taka wiedza pozwoli Ci budować persony, które odgrywają ogromną rolę w strategii marketingowej. Im lepiej znasz swoją grupę docelową, tym większą masz szansę trafić do potencjalnych klientów i tak dopasować swoje produkty lub usługi, by cieszyły się ich zainteresowaniem.
Wbrew pozorom skupienie się na węższej grupie idealnych klientów, zamiast próby dotarcia do wszystkich, wcale nie jest ograniczające i przynosi znacznie lepsze efekty. Nie tracisz czasu na osoby, które i tak nie zainteresują się Twoja ofertą, bo po prostu jej nie potrzebują. W zamian za to możesz szybciej docierać do osób podobnych do Twoich dotychczasowych klientów, dostarczając im to, czego szukają.
Czy znasz już platformę Synerise?
Synerise to nowoczesna platforma umożliwiająca automatyzację procesów sprzedaży i marketingu. Synerise śledzi działania klientów w różnych kanałach, zarówno podczas zakupów przez Internet, korzystania z aplikacji mobilnych czy też podczas zakupów w punktach stacjonarnych. Każdy sygnał jest zbierany w czasie rzeczywistym i od razu przetwarzany. Z pomocą Synerise można skutecznie zaplanować kampanię marketingową skierowaną do odpowiedniej grupy docelowej oraz podejmować kluczowe decyzje co do przyszłości firmy i ścieżek jej rozwoju. Synerise to rozwiązanie, które wyróżnia się na rynku krajowym i zagranicznym
Ogromne ilości danych przetwarzane są dzięki innowacyjnym algorytmom AI i automatyzacjom. Platforma nie tylko pomaga zbierać dane, ale też tworzyć rozbudowane, automatyczne scenariusze na podstawie wcześniej zdefiniowanych warunków. Synerise umożliwia uruchamianie kampanii w dowolnym kanale komunikacji z klientem — czy to poprzez stronę internetową, e-mail, social media, sms, call center, a także daje możliwość personalizowania contentu. Co więcej, przyda się też do analizowania dotychczasowych działań. Można tworzyć raporty, a dzięki zebranym danym zadbać o posprzedażową obsługę klienta i podtrzymywanie dobrych relacji.
Profil klienta 360 Live — większy zysk dla Twojej firmy
Zautomatyzowana, a zarazem spersonalizowana komunikacja z klientem? To możliwe, a pomoże w tym dostęp do Profilu klienta 360 Live. Czym jest taki profil? To zebrane w jednym miejscu wszystkie możliwe informacje o danym kliencie, pozyskane ze wszystkich możliwych źródeł. Dane zaprezentowane są w przejrzystej i czytelnej formie, można nimi zarządzać i wykorzystywać je w zależności od potrzeb do komunikacji z klientem. To np. dane osobowe, historia dotychczasowych zakupów, zapis aktywności na stronach internetowych czy w aplikacjach mobilnych, wyrażone zgody na przetwarzanie danych itp.
Wszystkie te dane w Synerise zbierane są w czasie rzeczywistym, więc można je od razu wykorzystać. Daje to ogromny potencjał rozwojowy dla każdej firmy. Nie tylko możesz docierać do odpowiednich klientów, ale też oferować im spersonalizowane usługi i produkty, których potrzebują. Takie działania bardzo szybko przynoszą efekty i przekładają się na realne zyski Twojej firmy.
