Niemiecka prasa: afront Dudy wobec Merkel

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Komentując pożegnalną wizytę Angeli Merkel w Warszawie, niemiecka prasa zastanawia się nad rzeczywistymi przyczynami odwołania spotkania niemieckiej kanclerz z prezydentem Andrzejem Dudą.

„Welt am Sonntag”: Duda odmówił Merkel zaszczytu

„Z niemieckiego punktu widzenia odmowa Dudy (spotkania) z Merkel jest afrontem i dowodem na trudne relacje. Z żadnym innym krajem partnerskim stosunki Berlina nie są tak chłodne, jak z Polską” – pisze Philipp Fritz w „Welt am Sonntag”.

Jego zdaniem podany przez prezydenta Andrzeja Dudę powód – brak czasu jest „mało wiarygodny”. Autor przypomina, że podczas pożegnalnych podróży Merkel była przyjmowana przez prezydenta USA Joe Bidena i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego, natomiast prezydent kraju będącego członkiem UE odmówił jej tego zaszczytu. Tłumaczenie, że prezydent nie mógł jednego dnia uczestniczyć w dwóch wydarzeniach jest „mało wiarygodny”.

Autor spekuluje, powołując się na doniesienia „Gazety Wyborczej”, że decyzja Dudy mogła być ripostą na odmowę strony niemieckiej zorganizowania w Berlinie konsultacji międzyrządowych. Brak konsultacji został źle przyjęty w Warszawie – czytamy w niedzielnym wydaniu „Die Welt”.

Wśród licznych powodów kryzysu autor wymienia spór o niemiecko-rosyjski gazociąg Nord Stream 2 oraz wzrastające antyniemieckie nastroje w Polsce. „Państwowa telewizja, posługując się drastycznymi sformułowaniami, przedstawia Niemcy jako wroga” – wyjaśnia niemiecki dziennikarz.

Trwający od sześciu lat demontaż państwa prawa w Polsce stał się „europejskim problemem” – pisze Fritz. Błędem Angeli Merkel było to, że zbyt mało energicznie podeszła do tej sprawy. Jej powściągliwość sprawiła, że paradoksalnie „drzwi do Warszawy” pozostają otwarte. Następczyni lub następca Merkel odziedziczy trudną spuściznę – podsumowuje Fritz w „Welt am Sonntag”.

„Sueddeutsche Zeitung”: reakcja na niemiecko-rosyjski gazociąg?

Florian Hassel informuje czytelników o oficjalnej wersji podanej przez kancelarię prezydenta, zgodnie z którą Andrzeja Dudy nie było w sobotę w Warszawie, gdyż uczestniczył w dawno już zaplanowanym wydarzeniu w Katowicach.

„W rzeczywistości odmowa na dwa dni przed przyjazdem kanclerz, podanego wcześniej oficjalnie przez władze w Berlinie terminu spotkania Dudy i Merkel, miała zapewne inne powody” – czytamy w „SZ”. Duda nie chciał spotkać się z Merkel, ponieważ nie zrobiła ona nic przeciwko budowie gazociągu Nord Stream 2, który zdaniem Warszawy szkodzi bezpieczeństwu energetycznemu – pisze Hassel.

Autor zwraca uwagę na słowa Merkel, że spór o praworządność powinien zostać rozwiązany na drodze dialogu między Komisją Europejską a Polską. „Polityka jest czymś więcej niż tylko pójściem do sądu” – cytuje „SZ” Merkel.

Der Spiegel: ugodowa Merkel

Redakcja zwraca uwagę na pojednawczą postawę Merkel podczas pożegnalnej wizyty w Warszawie, tłumacząc to poczuciem winy za zbrodnie popełnione przez Niemców podczas drugiej wojny światowej. „Wizyta pożegnalna kanclerz Angeli Merkel w Warszawie rozpoczęła się od pokłonu przed martwymi” – piszą autorzy, wspominając o złożeniu wieńca przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

„Niemiecka napaść na Polskę w 1939 roku była początkiem drugiej wojny światowej, w której zginęło od 55 do 80 mln osób. W Polsce liczbę ofiar szacuje się na sześć milionów“ – czytamy w „Spieglu“.

„Wobec tej historycznej winy nie powinno dziwić, że w rozmowie z szefem rządu Mateuszem Morawieckim odchodząca z urzędu Merkel wykazała ugodową postawę” – piszą autorzy i wyjaśniają, że niemiecka kanclerz opowiedziała się za rozwiązaniem sporu o praworządność na drodze dialogu.

 

REDAKCJA POLECA

 


Dynamic Pricing najlepsza strategia w e-commerce?

Stosowanie strategii cenowych pozwala uwypuklić rolę ceny w polityce cenowej danej firmy. Czy strategia dynamic pricing, czyli dynamicznych wartości towarów, jest skuteczna w e-commerce?

Stosowanie strategii dynamicznych cen, polega na dopasowaniu cen (różnych produktów), do ruchów konkurencji w czasie rzeczywistym. Resumując, dynamic pricing polega na szybkiej zmianie cen, tak aby oferowany asortyment pozostał atrakcyjny cenowo – względem innych sprzedawców.

Rola ceny w procesie zakupowym

Cena to suma pieniędzy, którą konsument musi zapłacić, chcąc nabyć dany towar. W dobie porównywarek cen i licznych portali, które umożliwiają konsumentowi szybkie zestawienie ofert (nawet z kilkudziesięciu, różnych punktów sprzedaży) – warto pamiętać o tym, że cena jest jednym z najsilniejszych bodźców w procesie zakupowym. Jaki jest cel stosowania dynamic pricing?

Dzięki dynamicznej zmianie cen można osiągnąć następujące cele:

  • Strategia dynamic pricing chroni przed utratą klientów.
  • Dynamiczne ceny pomagają osiągać wysoką pozycję (wśród konkurencji).
  • Można zwiększyć sprzedaż produktów na danym kanale sprzedaży.
  • Dynamiczne ceny pozwalają przyciągać nowych klientów.
  • Można zatrzymać przy sobie obecnych klientów. Dynamiczne, zgodne z regułami rynku ceny są kuszące dla nabywców.
  • Ceny dostosowane do ruchów konkurencji zapewniają zwiększony ruch na własnym kanale sprzedaży.

Dlatego szybka modyfikacja ceny, względem topowych sprzedawców w danej branży, jest doskonałą strategią marketingową.

Co zrobić, aby strategia dynamic pricing, była skuteczna?

Podstawą stosowania dynamic pricing jest monitoring konkurencji. Co istotne, analiza cen innych sprzedawców, aby przyniosła oczekiwany skutek, musi być prowadzona systematycznie i rzetelnie.

Czy da się samodzielnie monitorować konkurencję celem zastosowania strategii dynamic pricing? Niestety nie. Manualny monitoring konkurencji jest możliwy jedynie w przypadku bardzo małej liczby innych sprzedających oraz bardzo ubogiej oferty produktowej.

Jeżeli prowadzisz sprzedaż wielokanałową, oferujesz swoim klientom rozbudowany asortyment – nie uda Ci się ręcznie monitorować konkurencji. W takim przypadku musisz spędzać codziennie, długie godziny na:

  • wyszukiwaniu cen konkretnych produktów na danym kanale,
  • obliczaniu, jakie wartości w Twoim sklepie będą korzystne i skłonią konsumentów do dokonania zakupu.

Tak poprowadzony dynamic pricing nie przyniesie oczekiwanych efektów. Pomyłka człowieka w takim przypadku jest bardziej niż możliwa. Jak zatem prawidłowo przygotować się do stosowania strategii dynamicznych cen?

Warto zaopatrzyć swój biznes w profesjonalny system do monitoringu cen. LivePrice to narzędzie, które pozwala na automatyczną kontrolę konkurencji. System daje Ci możliwość automatycznego parowania (po EANach) Twoich produktów z ofertą konkurencji. Dodatkowo, dzięki LivePrice możesz dodawać produkty konkurencji również po nazwach lub frazach. Aplikacja może monitorować Twoją konkurencję na:

Reasumując, monitoring cen konkurencji to podstawa podczas stosowania strategii dynamic pricing. Dzięki rzetelnej wiedzy, o tym, jakie ceny ustala Twoja konkurencji, możesz planować mądre ruchy cenowe.

Jak szybko reagować na ruchy cenowe konkurencji?

Dynamic pricing wiąże się z szybką reakcją na ruchy innych sprzedawców. Jeżeli chcesz działać skutecznie, powinieneś postawić na automatykę cenową. LivePrice może zmieniać Twoje ceny na Allegro, Ceneo lub w Twoim e-sklepie – nawet kilkanaście razy na dobę.

Automatyka cenowa wiąże się z samoczynnym nadawaniem cen przez system. LivePrice zaczytuje ceny konkurencji, a kolejno wylicza właściwe kwoty na Twoich ofertach. W jaki sposób system kalkuluje, jaka cena jest dla Ciebie opłacalna?

Narzędzie działa wedle określonych przez Ciebie założeń, a do pracy potrzebuje (nadanych przez Ciebie instrukcji): 

  • Ceny minimalnej – czyli najniższej kwoty, za którą możesz wystawić dany produkt.
  • Kroku cenowego – wartości, o którą chcesz być tańszy od konkurenta np. 1 grosz.

LivePrice może automatyzować proces nadawania cen. Narzędzie pomaga skutecznie kreować strategię dynamic pricing. Trzeba pamiętać o tym, że strategia dynamicznych, zgodnych z ruchami branży cen, jest najbardziej skutecznym magnesem na klienta.

Jeżeli chcesz:

  • Zwiększyć swoją sprzedaż.
  • Przyciągnąć do ofert nowych kupujących.
  • Zatrzymać obecnych klientów.
  • Utrzymać wysoką pozycję w branży.
  • Znać ruchy cenowe konkurencji.
  • Zarabiać na brakach magazynowych konkurentów.
  • Automatyzować proces nadawania cen.
  • Oszczędzać czas i pieniądze.

Koniecznie wypróbuj system LivePrice. Masz możliwość przez 14 dni pracować na wersji demonstracyjnej – na własnych produktach w zestawieniu z Twoją realną konkurencją. Skorzystaj już teraz. 


KE zwraca się do TSUE o nałożenie kar na Polskę

Tomasz Bielecki (Bruksela)

Tomasz Bielecki (Bruksela)

Komisja Europejska zwróciła się do Trybunału Sprawiedliwości UE o nałożenie kar na Polskę za działania Izby Dyscyplinarnej SN. Zapadła również decyzja o wszczęciu nowego postępowania wobec Polski. O wysokości kar dla naszego kraju zdecyduje TSUE.

Bruksela. Komisja Europejska
Bruksela. Komisja Europejska. Fot. Dimitris Vetsikas / Pixabay

Bruksela spełniła swe zapowiedzi z lipcowego ultimatum, kiedy dała władzom Polski czas do 16 sierpnia, by opowiedziały się, czy, w jakim tempie i w jaki sposób zamierzają wdrożyć dwie lipcowe decyzje Trybunału Sprawiedliwości UE. Chodzi o postanowienie o środku tymczasowym (zabezpieczeniu) dotyczącym Izby Dyscyplinarnej oraz kluczowych elementów „ustawy kagańcowej”, a ponadto o wyrok orzekający, że system dyscyplinarny dla sędziów łamie prawo UE. Odpowiedź rządu Mateusza Morawickiego nadeszła w terminie, ale ani jej treść, ani zwłaszcza rzeczywiste działania władzy w Polsce – w stanowczej ocenie służby prawnej Komisji – nie spełniają wymogów TSUE.

Komisja we wniosku o karę do TSUE za łamanie środka tymczasowego nie zaproponowała jej konkretnej wysokości, jednak – wedle nieoficjalnych szacunków brukselskich – może wynieść nawet po kilkaset tysięcy euro za każdy dzień łamania zabezpieczenia przez Polskę. Ta gigantyczna grzywna byłaby naliczana od momentu podjęcia decyzji o karze. TSUE nie jest związany żadnymi widełkami ani terminami i może poprzestać tylko na prośbie o wyjaśnienia pisemne ze strony Warszawy. Jednak decyzja o karze powinna zapaść w ciągu kilku tygodni. Jedynym pewnym sposobem na jej uniknięcie przez Polskę byłoby szybkie, jeszcze przed nałożeniem kary przez TSUE, spełnienie przez Polskę wymagań unijnego Trybunału z postanowienia o środku tymczasowym.

Również dzisiaj Komisja Europejska – zgodnie z warunkami lipcowego ultimatum – wszczęła wobec Polski postępowanie przeciwnaruszeniowe za ignorowanie wyroku TSUE co do systemu dyscyplinarnego. To dłuższa, dwuetapowa, kilkumiesięczna procedura, której finałem może stać się zaskarżenie Polski do TSUE z jednoczesnym wnioskiem o karę naliczaną do czasu podporządkowania się orzeczeniu TSUE. W tej kwestii władze Polski moją zatem więcej czasu na uniknięcie grzywny m.in. poprzez szybkie prace ustawodawcze, które m.in. zlikwidowałyby Izbę Dyscyplinarną. To zresztą byłby zgodne z ogólnikowymi sierpniowymi zapowiedziami rządu Mateusza Morawieckiego wobec Brukseli.

Izba niezgody

Dzisiejsze decyzje Brukseli musiały dostać zielone światło od Ursuli von der Leyen, szefowej Komisji Europejskiej, po konsultacjach m.in. z zajmującą się praworządnością Verą Jourovą, która w zeszłym tygodniu była w Polsce. Jednak Dider Reynders, komisarz UE ds. sprawiedliwości, już w lipcu został upełnomocniony do podjęcia decyzji wobec Polski bez zwoływania pełnego posiedzenia Komisji Europejskiej.

A Reynders przed kilku dniami w Parlamencie Europejskim wskazywał, że choć działania Izby Dyscyplinarnej zostały częściowo zamrożone przez Małgorzatę Manowską, I prezes Sądu Najwyższego, to nie podjęto dotąd żadnych działań na rzecz zawieszenia skutków wcześniejszych decyzji Izby Dyscyplinarnej, co w lipcu nakazał TSUE.

– Izba Dyscyplinarna, jak się wydaje, kontynuuje swe niektóre działania przeciw sędziom – tłumaczył Reynders europosłom. Ponadto wskazał – choć bez wymieniania nazwiska – na sprawę sędziego Adama Synakiewicza z Częstochowy, przeciw któremu 26 sierpnia wszczęto postępowanie wyjaśniające, bo wbrew „ustawie kagańcowej” uchylił jeden z wyroków jako wydany przez sędzię nieprawidłowo powołaną z udziałem obecnej KRS. Jednak lipcowa decyzja TSUE zawiesza też przepisy zakazujące takiego badania prawomocności sędziów, więc – z punktu widzenia Brukseli – sędziemu Synakiewiczowi robiono kłopoty z powodu stosowania środka tymczasowego TSUE.

Kierowany przez Julię Przyłębską polski TK podważył w lipcu prymat TSUE, a we wrześniu zamierza kontynuować rozprawę na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego dążącego do szerokiego podważenia uprawnień TSUE w dziedzinie sądownictwa. Z tego powodu Komisja Europejska w połowie lipca ostro nacisnęła na hamulec w sprawie – już wtedy wynegocjowanego – projektu polskiego KPO. Wprawdzie długo unikała publicznego wiązania obu spraw, to teraz – najpierw ustami komisarza Paola Gentiloniego, a wczoraj [6.9.21] swego wiceszefa Valdisa Dombrovskisa – głośno potwierdziła, że idzie właśnie o spór wokół nadrzędności prawa UE w Polsce oraz jego wpływ na KPO. Dla Brukseli brak gwarancji – strzeżonej m.in. przez TSUE – niezależności dla polskich sądów (np. karzących za przekręty) to m.in. zagrożenie dla poprawnego wydawania pieniędzy unijnych.

Co z LGBT?

Jednocześnie Bruksela usiłuje zupełnie innymi, słabszymi i mniej pewnymi, narzędziami wymusić na polskich samorządach wycofanie się z uchwał o „strefach wolnych od ideologii LGBT”. Komisja Europejska w zeszłym tygodniu poinformowała pięć województw o zawieszeniu rozmów o około 125 mln euro z funduszu React-EU. To koronakryzysowy dodatek do polityki spójności, z którego cała Polska ma łącznie dostać 1,6 mld euro (jedną trzecią już wypłacono).

Bruksela do połowy września czeka na wyjaśnienia władz Polski co do znaczenia „stref”. Wcześniejsze uchylanie się od dialogu w tej kwestii doprowadziło w lipcu do wszczęcia postępowania przeciwnaruszeniowego. Jednak nie jest teraz przesądzone, co stanie się, gdy Polska odpowie, że samorządowe uchwały o „strefach” są wyłącznie deklaracjami politycznymi bez żadnej wartości prawnej. Nawet polskie sądy administracyjne ogłaszały dotąd niespójne wyroki w tej kwestii.

 

REDAKCJA POLECA

 


Egzekucja długów – 3 skuteczne drogi do odzyskania własnych pieniędzy od dłużników

Bolączką wielu przedsiębiorców jest zwłoka kontrahentów z opłacaniem faktur lub wręcz brak woli do opłacenia należności. Jak sobie z tym poradzić? Poznaj 3 sposoby, dzięki którym łatwiej będzie Ci odzyskać dług.

Egzekucja długów

Rozpocznij od polubownej windykacji

Pierwszym krokiem do odzyskania swojego długu zawsze powinna być windykacja polubowna, czyli próba przekonania dłużnika do spłacenia wszystkich należności. Próba rozwiązania problemu w ten sposób jest wbrew pozorom bardzo ważna. Po pierwsze dlatego, że pozwala zachować dobre relacje biznesowe z kontrahentami, gdyż w przeciwieństwie do egzekucji na drodze sądowej nie rodzi konfliktu pomiędzy wierzycielem i dłużnikiem. Po drugie, jeśli dłużnik nie niesie się z zamiarem uregulowania zobowiązania i będziesz zmuszony wejść na drogę sądową, to przedstawienie dowodów próby polubownej windykacji zwolni Cię z ponoszenia kosztów sądowych i przeniesie je na dłużnika. Ponadto koszty rozwiązania problemu w ten sposób są bardzo niskie i ograniczają się jedynie do sporządzenia przez prawnika wezwania do zapłaty.

Skuteczne odzyskiwanie długów w sposób polubowny obejmuje takie narzędzia, jak:

  • przypomnienie o konieczności uregulowania spłaty drogą pisemną (np. e-mailem),
  • sporządzenie wezwania do zapłaty przez prawnika,
  • próba negocjacji w celu zawarcia ugody,
  • poinformowania o zamiarze wejścia na drogę sądową w razie braku zapłaty.

Windykacja z pomocą kancelarii prawnej

Zlecenie windykacji kancelarii prawnej zwykle kończy się sukcesem, ponieważ dłużnik na tym etapie doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w dalszej kolejności czeka go sprawa w sądzie, która może skutkować egzekucją komorniczą. Radca prawny lub awokat od windykacji szybko i sprawnie przygotuje niezbędne pisma i dokumenty, dzięki czemu nie musisz poświęcać czasu i uwagi na ściąganie długu i możesz swobodnie skupić się na dalszym prowadzeniu działalności.

Po skutecznym odzyskaniu długu istnieje możliwość wszczęcia sprawy sądowej o pokrycie kosztów windykacji przez dłużnika.

Windykacja drogą sądową

Jeżeli pomimo próby windykacji polubownej oraz interwencji kancelarii prawnej Twój dłużnik nie niesie się z zamiarem uregulowania należności, pozostaje wejście na drogę sądową, które zakończy się wydaniem przez sąd prawomocnego wyroku, skutkującego nakazem zapłaty lub tym, że komornik będzie miał prawo zająć część majątku dłużnika w celu pokrycia nią długu.

Narzędzia stosowane w czasie sądowej windykacji egzekucyjnej to:

  • pozew do sądu,
  • wezwanie do zapłaty,
  • tytuł egzekucyjny,
  • czynności wykonywane przez komornika.

Dlaczego warto zdecydować się na windykację sądową?

Długi ulegają przedawnieniu, dlatego zwlekając z windykacją, narażasz się na sytuację, że nie odzyskasz swoich pieniędzy. Jednakże złożenie pozwu przerywa bieg przedawnienia, dlatego odzyskanie długu będzie możliwe niezależnie od tego, ile czasu upłynie.


Wszyscy zetkniemy się z koronawirusem. Szczepić się więc, czy nie? O to jest pytanie

DW

Chociaż także zaszczepieni zarażają się koronawirusem, to o wiele rzadziej ciężko chorują. Eksperci nie mają wątpliwości, że warto się szczepić.

Fot. Steven Cornfield / Unsplash

Zaszczepiony podwójną dawką a mimo to zarażony koronawirusem? Liczba takich przypadków rośnie i niepokoi wiele osób. Nie znaczy to, że szczepionki nie działają, podkreślają eksperci. Osoby zaszczepione narażone są na dużo mniejsze ryzyko zachorowania albo śmierci. Infekcje wśród zaszczepionych w największym stopniu muszą zaś martwić tych, którzy jak dotąd nie przyjęli ani jednej dawki, podkreślają eksperci.

To, że zaszczepieni zarażają się koronawirusem nie jest dla naukowców żadną niespodzianką.

– Wiedzieliśmy od samego początku, że szczepionki nie są skuteczne w 100 procentach, nawet w czasie badań przy procedurach dopuszczania zdarzały się infekcje wśród zaszczepionych – mówi immunolog Carsten Watzl z Instytutu Leibniza na Uniwersytecie Technicznym w Dortmundzie. Dlatego teraz to naturalne, że infekcji przebijających się przez szczepionkę (tak zwane przełamanie odporności) będzie tym więcej, im więcej osób jest zaszczepionych.

Bez zaskoczenia

Immunolog i wirusolog Leif Erik Sander z berlińskiej kliniki Charite podkreśla, że należało się spodziewać pewnej liczby takich zakażeń.

– Zwłaszcza w przypadku czynnika zakaźnego, który atakuje górne drogi oddechowe – mówi.

Za osobę w pełni zaszczepioną uchodzi się dwa tygodnie po przyjęciu ostatniej dawki szczepionki przeciwko koronawirusowi.

Trudno jest ocenić liczbę bezobjawowych infekcji wśród osób zaszczepionych.

– Takie infekcje da się wykryć tylko przypadkowo, bo osoby zaszczepione prawie się nie testują – mówi Carsten Watzl, pełniący również funkcję sekretarza generalnego Niemieckiego Towarzystwa Immunologicznego. Zresztą także liczba objawowych infekcji może być w rzeczywistości większa niż ta zarejestrowana.

– W przypadku osób zaszczepionych występuje prawdopodobieństwo, że nie łączą swoich objawów z koronawirusem i nie idą do lekarza, ani nie robią testów – wyjaśnia Watzl.

Mniej zakażeń, łagodniejsze przebiegi

Immunolog podkreśla, że faktyczna liczba przypadków przełamania odporności to ważny wskaźnik pokazujący, jaka jest rzeczywista skuteczność szczepionek.

Widać tutaj dwie rzeczy: Po pierwsze, że liczba przełamań odporności wciąż stanowi mniejszą grupę zakażeń, choć zaszczepieni stanowią większą grupę. Z tego można wywnioskować, że szczepienie chroni przed infekcją – mówi.

Po drugie zakażenia u osób zaszczepionych przebiegają o wiele łagodniej.

– W Niemczech mówimy o ochronie przed objawową infekcją na poziomie 80-90 procent, a w przypadku ciężkich infekcji jeszcze wyższym. To tłumaczy, dlaczego na oddziałach intensywnej opieki medycznej leżą prawie wyłącznie niezaszczepieni”.

Z danych Instytutu Robera Kocha wynika, że od początku akcji szczepień, w Niemczech odnotowano 1871 zgonów na skutek COVID-19 w grupie wiekowej 18-59 lat, ale tylko jeden zgon osoby w pełni zaszczepionej z tej grupy wiekowej.

Także Leif Erik Sander zaznacza, że ryzyko ciężkiego przebiegu choroby jest zdecydowanie niższe u osób całkowicie zaszczepionych. Rolę odgrywa tu jednak to, ile czasu minęło już od szczepienia i czy ktoś należy do grupy ryzyka. Ważnym czynnikiem jest także wiek. RKI podaje, że „wśród 335 przypadków COVID-19 z przełamaniem odporności zakończonych śmiercią, 279 (84 procent) stanowiły osoby powyżej 80. roku życia”. Odzwierciedla to ogólne wysokie ryzyko tej grupy wiekowej, niezależnie od skuteczności szczepionek, mówi Sander.

Niezaszczepieni ryzykują

Eksperci ostrzegają też osoby niezaszczepione przed złudnym poczuciem bezpieczeństwa wynikających z tego, że coraz więcej osób wokół nich jest już zaszczepionych, zwłaszcza wobec wysoce zaraźliwego wariantu delta. Sander podkreśla, że zaszczepieni mogą nieświadomie roznosić wirusa. – Dlatego także zaszczepieni powinni nadal nosić maskę w takich miejscach jak komunikacja publiczna, czy regularnie się testować, jeśli pracują we wrażliwych sektorach – dodaje.

Wirusolog ocenia, że do końca przyszłego roku wszyscy wejdziemy w kontakt z koronawirusem, czy to z wariantem delta, czy z innym.

– Albo będziemy wówczas zaszczepieni, a ten kontakt zadziała jak szczepienie odświeżające i prawie tej infekcji nie poczujemy, albo będziemy niezaszczepieni i będzie to pierwszy kontakt z wirusem, a co za tym idzie ryzyko ciężkiego zachorowania powiedział.

 

REDAKCJA POLECA

 


Co brać pod uwagę przy wybieraniu ultrabooków?

Wybierając sprzęt elektroniczny, ważne jest zdecydowanie się na taki, który jest dopasowany do indywidualnych oczekiwań. Nie wszystkie laptopy sprawdzą się przy określonym sposobie użytkowania. Gdy ustali się, co jest głównym celem pozyskania takich produktów, można następnie dokonać znacznie lepszego wyboru. Takie urządzenie będzie w stanie znacznie bardziej się sprawdzić podczas korzystania z niego w konkretnych warunkach.

Do czego służą ultrabooki?

Każdy typ urządzenia ma swoje, specyficzne cechy. Ultrabooki to kategoria laptopów. To urządzenia, które mają sprawdzić się przy przenoszeniu i wykonywaniu na nich pracy.

Mają takie cechy, jak:

  • nieduża grubość,
  • mała waga,
  • energooszczędność.

Niskie zużywanie energii pozwala znacznie wydłużyć czas pracy, nawet gdy na komputerze zainstalowany jest najnowszy system operacyjny windows 10 home. Nawet bardziej obciążające urządzenie aplikacje nie będą powodowały znacznego skrócenia czasu pracy, co wymaga ładowania baterii. Najnowsze programy są znacznie bardziej wymagające. Z tego powodu trzeba brać pod uwagę już na etapie dokonywania wyboru, że system operacyjny windows 10 wymaga znacznie więcej RAM.

Jakie są najważniejsze cechyużytkowe ultrabooków?

Nowoczesne ekrany

Jednym z istotnych elementów ultrabooków są ekrany. Do znacznie bardziej wygodny rozwiązań można zaliczyć takie wersje, które są w stanie zapewnić ekran dotykowy. Jednym z rozwiązań może być zdecydowanie się na modele 2 w 1. W ten sposób w jednym urządzeniu można korzystać z funkcjonalności zarówno tabletu, jak i też laptopa. Gdy sprawdza się ekrany dostępne w różnych wersjach, warto porównać to, jaka jest rozdzielczość ekranu. Będzie ona wpływała na sposób wyświetlania obrazu. Jest ona istotna szczególnie przy pracy z programami graficznymi, czy do projektowania. Ważnym parametrem jest również częstotliwość odświeżania obrazu. Na ten parametr wpływa rodzaj ekranu oraz karty graficznej. Jednak znaczenie ma również posiadany w urządzeniu dysk.

Ergonomiczna budowa

Im lepiej skonstruowany jest laptop, tym znacznie łatwiej będzie go obsługiwać. Ergonomiczna obudowa jest w stanie zapewnić wygodny dostęp do złącza audio combo jack. W ten sposób wszelki akcesoria można podłączyć znacznie łatwiej. Wygodnym rozwiązaniem, które ułatwi pracę przy gorszym świetle, jest podświetlana klawiatura.

Wydajne podzespoły

Laptopy mogą być używane zarówno do pracy, jak i też do grania. W zależności od sposobu użytkowania niezbędne jest postawienie na wersje z nieco innymi podzespołami. O ile do obsługi podstawowych programów wystarczy Intel Pentium, o tyle do grania w najnowsze gry warto postawić na lepsze procesory. Sprawdzając https://www.neonet.pl/laptopy/gamingowe.html, można zorientować się, jakie posiadają procesory. Optymalnym wyborem może być procesor intel core i5, Natomiast to najnowszych gier czy zaawansowanych programów graficznych trzeba wybrać najnowszy Intel Core. Do obsługi najnowszych programów, a zwłaszcza gier, niezbędna jest odpowiednia karta graficzna. Decyduje ona o sposobie wyświetlania obrazu. Obecnie to często najdroższa część komputera. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy wybiera się najnowsze modele. Do takich zalicza się ssd karta graficzna, czyli wersja posiadają własny dysk twardy. Szybkie dyski to możliwość znacznie szybszego przesyłania dokumentów. Gdy często korzysta się z łącza USB, wówczas dobrze jest zdecydować się na laptopy posiadają już dysk ssd. Tak zwane szybkie dyski są w stanie znacznie skrócić czas kopiowania dokumentów. W ten sposób można znacznie ułatwić sobie pracę nawet z bardzo dużymi plikami.

Kiedy zdecydować się na laptopy typu ultrabook?

Jeśli zamierza się korzystać z komputera przede wszystkim poza miejscem zamieszkania, wówczas warto brać pod uwagę laptopy. Dodatkowo przy realizowaniu na takim urządzeniu pracy dobrze jest pomyśleć o ultrabooku. W tej kategorii można znaleźć dobry laptop, który będzie w stanie zapewnić połączenie optymalnej wydajności i większej wygody użytkowania. Jednak wybierając https://www.neo24.pl/komputery/laptopy/ultrabook.html, warto skupić się na ergonomii. Z takiego urządzenia będzie można komfortowo korzystać z podróży, jak też miejscu pracy. Solidne wykonanie jest w stanie zapewnić odpowiednią odporność na uszkodzenia. Takie urządzenia są wykonywane z najwyższej jakości materiałów. W ten sposób można wydłużyć czas użytkowania. Natomiast takie dodatki jak czytnik linii papilanryc gwarantuje bezpieczeństwo przechowywania danych. Na urządzeniu można w ten sposób przechowywać bardziej cenne pliki. Oczywiście trzeba brać pod uwagę, że najlepsze laptopy to większy wydatek. W zamian otrzymuje się najnowsze rozwiązania występujące na rynku sprzętu komputerowego. Zawsze jednak warto sprawdzić, ile kosztuje laptop, co często pozwala znaleźć korzystniejsze oferty. W optymalnych cenach można pozyskać urządzenia, które są w stanie zapewnić dobre działanie. Natomiast do bardziej zaawansowanych zastosowań niezbędne jest pozyskanie produktów z najwyższej półki.


Krzysztof Skiba: Uchodźcy

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Z badań wynika, że 64 procent młodych ludzi (do 40 roku życia) chce wyjechać na stałe z Polski. Liczba osób pragnących żyć i pracować poza Polską podwoiła się w czasach rządów PiS. Za PRL był taki dowcip. Wszyscy uciekamy z Polski, a ostatni gasi światło. Ktoś zgasił światło Polsce pod sufitem i w sercach.

 

Podchodzi do mnie młode małżeństwo z dwiema córkami. Robią sobie pamiątkowe fotki i proszą o autografy. Mówią, że to dla nich trochę takie pożegnanie z Polską, bo wyjeżdżają na stałe zagranicę. – Jakaś dobra praca? Atrakcyjny kontrakt? – pytam grzecznościowo. – Nie. Po prostu nie chcą już żyć w tym kraju. Nie chcą by ich córki edukował narodowo minister Czarnek. Ile jest takich małżeństw? Obawiam się, że nie są to pojedyncze przypadki.

Znajoma mieszka w Hiszpanii od lat. Twierdzi, że w ostatnich latach przybyło sporo Polaków, którzy przenoszą się tu na stałe. To głównie ludzie ze środowisk LGBT. Mają dosyć bycia w Polsce „ideologią”. Chcą być ludźmi. Państwo PiS im tego odmawia.

Z badań wynika, że 64 procent młodych ludzi (do 40 roku życia) chce wyjechać na stałe z Polski. Liczba osób pragnących żyć i pracować poza Polską podwoiła się w czasach rządów PiS.

Spragnionych napoić, głodnych nakarmić. Chorym i biednym pomóc. Takie były DAWNIEJ nakazy chrześcijańskiej miłości bliźniego. Dziś gdy prawda jest kłamstwem, a świństwo cnotą, w kraju chrześcijańskim zasady te przestały obowiązywać. Już dawno podejrzewałem, że polski katolicyzm narodowy ma niewiele wspólnego z chrześcijaństwem.

Polskie wojsko na granicy z Białorusią dobrze wypełnia swoje obowiązki. Rosłe, silne i uzbrojone po zęby chłopy pilnują, aby nikt z grupki 32 uchodźców nie dostał jedzenia, wody czy lekarstw. Wspierani finansowo milionami przez ministra Glińskiego narodowcy od Bąkiewicza przyjechali wesprzeć wojsko w tej misji.

Za PRL był taki dowcip. Wszyscy uciekamy z Polski, a ostatni gasi światło. Ktoś zgasił światło Polsce pod sufitem i w sercach.

Krzysztof Skiba


PolBioEco – Polski producent żywności ekologicznej

Żywność ekologiczna zyskuje coraz większą popularność wśród konsumentów. Ludzie chętnie korzystają z naturalnych produktów spożywczych, które są znacznie zdrowsze od asortymentu standardowych sklepów i producentów – gdzie w składzie znaleźć można mnóstwo barwników, konserwantów i ulepszaczy smaków. Czy wiesz, że chcąc kupić produkty ekologiczne, nie musisz nawet wychodzić z domu? Internetowy sklep PolBioEco to najlepszy dowód na to, jak technologia pomaga nam w codziennym życiu.

PolBioEco – firma godna zaufania

PolBioEco to doświadczony producent i dystrybutor naturalnych produktów spożywczych, które produkowane są ze szczególną dbałością o zadowolenie klientów. Świadczy o tym zróżnicowanie oferty i skład oferowanych wyrobów. Nie można przejść obojętnie również obok wielu wyróżnień branżowych, które stanowią dowód uznania pozostałych ekspertów. 

Oczywiście produkty naturalne sygnowane logo PolBioEco to nie wszystko, co znaleźć można w sklepie internetowym. Ilość dostępnych opcji jest o wiele większa. Najlepszym przykładem na to jest asortyment firmy Alinor. Jest to producent cenionych na rynku „mlecznych” napojów ryżowych – tj.: 

  • Vitariz, 
  • Soydrink (sojowe),
  • Vitasi, 
  • BioZen.

Większość osób, które sięgają po produkty naturalne, prawdopodobnie znają wszystkie ww. nazwy. Cieszą się one dużym uznaniem wśród konsumentów. Jeśli nie miałeś/aś okazji ich spróbować, warto nadrobić zaległości.  

PolBioEco to producent żywności ekologicznej, który może pochwalić się certyfikacją AgroBioTest nr PL-EKO-07-13901. Jest to najlepsze świadectwo jakości produktów i usług, co z kolei stanowi niepodważalny dowód dbałości o satysfakcję i zdrowie konsumentów. 

Kolejnym aspektem, na który warto zwrócić uwagę, jest fakt, że PolBioEco to generalny przedstawiciel brandów: INKA BIO i INKA BEZGLUTENOWA. Dostępne kawy zbożowe w zróżnicowanych wersjach smakowych to doskonała alternatywa dla osób, które z różnych przyczyn muszą zrezygnować z kofeiny lub chcą ograniczyć jej spożycie. 

Komfort zakupów produktów naturalnych

Nie masz czasu lub chęci na to, by stać w kolejkach sklepowych lub korkach podczas jazdy do sklepu? W dużych i średnich miastach może być to szczególnie uciążliwe – zwłaszcza w tzw. godzinach szczytu. Korzystając z usług sklepu PolBioEco, nie musi się tym przejmować, ponieważ zamawiając wybrane produkty spożywcze, zostaną one do Ciebie dostarczone prosto pod wskazany adres. Jest to zatem niezwykle wygodne rozwiązanie, które pozwoli Ci zaoszczędzić mnóstwo czasu i nerwów. 

Co można znaleźć w ofercie PolBioEco?

Najpopularniejsze produkty naturalnie na liście to bez wątpienia ksylitol i ocet jabłkowy.. Warto jednak zauważyć, że do dyspozycji klientów są także:

  • pozostałe naturalne słodziki (np. fruktoza lub erytrytol);
  • naturalne przetwory, 
  • wysokiej jakości przyprawy; 
  • naturalne napoje i soki;
  • makarony. 

Poza ww. listą nie można zapominać o naturalnych środkach czystości. Jeśli chcesz więc zadbać o swoje mieszkanie, nie rezygnując z idei ochrony środowiska i ekologii, na wyciągnięcie ręki masz wszystkie niezbędne narzędzia. Wystarczy korzystać z oferty sklepu PolBioEco.

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat tego, co sklep PolBioEco ma do zaoferowania? Nie czekaj i wejdź na stronę internetową, na której czeka na Ciebie wiele produktów naturalnych – od prozdrowotnych soków, po przyprawy i wiele innych interesujących propozycji. Zapraszamy: https://sklep.polbioeco.pl


W Wielkiej Brytanii zatwierdzono lek przeciw Covid-19. Cena? Nie jest tanio

Brytyjski regulator leków MHRA dopuścił w piątek do użycia lek przeciw Covid-19, który do zwalczania koronawirusa wykorzystuje przeciwciała stworzone laboratoryjnie.

Lek firmy Regeneron i Roche

Jak poinformował MHRA, badania wykazały, że stworzony przez firmy Regeneron i Roche lek Ronapreve skutecznie zapobiega zakażeniom koronawirusem, łagodzi objawy ostrego zakażenia oraz zmniejsza prawdopodobieństwo hospitalizacji z powodu Covid-19. Lek jest podawany poprzez zastrzyk lub infuzję i działa na wyściółce układu oddechowego, gdzie wiąże się ściśle z koronawirusem i zapobiega jego dostępowi do komórek układu oddechowego, dając układowi odpornościowemu więcej czasu na reakcję.

Lek może być szczególnie przydatny u osób, które nie są w stanie w naturalny sposób wytworzyć przeciwciał w odpowiedzi na infekcję koronawirusem. Jest on jednak bardzo drogi – jeden cykl kosztuje od 1000 do 2000 funtów (ok. 5,3-10,7 tys. zł) – i możliwe, że zarezerwowany będzie dla osób, u których prawdopodobieństwo ciężkiej choroby z powodu słabego układu odpornościowego jest największe.

„Ta terapia będzie znaczącym dodatkiem do naszego arsenału do walki z Covid-19, do naszego szeroko uznanego na świecie programu szczepień i ratujących życie leków: deksametazonu i tocilizumabu” – oświadczył minister zdrowia Sajid Javid.

Firma Regeneron stała się znana, gdy w październiku zeszłego roku jej lek, będący wówczas jeszcze w fazie badań, podano wraz z innymi preparatami ówczesnemu prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi, gdy ten miał koronawirusa. (PAP)


Od 2035 roku w UE nie będzie można sprzedawać nowych samochodów z silnikami spalinowymi

Transport drogowy odpowiada za blisko 1/5 całkowitej emisji gazów cieplarnianych w UE i w przeciwieństwie do innych sektorów nie odnotowuje żadnego znaczącego spadku. Do zmiany w tym zakresie ma się przyczynić pakiet Fit for 55, który wprowadza wymóg obniżenia średnich emisji z nowych samochodów o 55 proc. od 2030 roku i o 100 proc. pięć lat później. To oznacza, że od 2035 roku w UE nie będzie można sprzedawać nowych samochodów z silnikami spalinowymi. – Rynek motoryzacyjny się zmieni, w ofercie będzie więcej samochodów elektrycznych i będą one bardziej dostępne cenowo – mówi ekspert tego rynku Rafał Bajczuk. Nie wszystkie koncerny są jednak gotowe na tak szybką transformację.

fOT. Pixabay

Transport największym źródłem emisji gazów cieplarnianych

– Transport już od kilku lat jest największym źródłem emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej. W Polsce cały czas jest to energetyka ze względu na fakt, że nasz miks energetyczny wciąż opiera się głównie na węglu. Natomiast w skali całej UE największym problemem jest właśnie transport, z czego 70 proc. emisji przypada na transport drogowy. Reszta to żegluga i lotnictwo, Transport kolejowy ma znaczenie marginalne – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Bajczuk, analityk Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych i Europejskiej Federacji Transportu i Środowiska (Transport & Environment).

Jak podaje Parlament Europejski, transport jest jedynym sektorem, w którym od 1990 roku nie odnotowano żadnego znaczącego spadku emisji gazów cieplarnianych. Co więcej, w 2019 roku średni poziom emisji z nowych samochodów wzrósł do 118,5 g CO2/km, po stałym spadku w ciągu poprzednich lat. Według danych Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska transport drogowy odpowiada w sumie za 19,35 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w UE (dla porównania lotnictwo oraz żegluga generują poniżej 3,5 proc.). Choć liczba samochodów elektrycznych z każdym rokiem szybko wzrasta, to wciąż stanowią one niewielki odsetek nowo rejestrowanych pojazdów. Dane PZPM i ACEA wskazują, że w II kwartale br. elektryczne BEV odpowiadały za 7,5 proc. unijnych rejestracji (hybrydowe za 19,3 proc., a benzynowe – za 41,8 proc.).

Fit for 55

Na ten problem ma odpowiedzieć Fit for 55, czyli pakiet reform gospodarczych i legislacyjnych ukierunkowanych na walkę ze zmianami klimatycznymi, który Komisja Europejska przedstawiła w połowie lipca. Ma on pomóc w realizacji celu, jakim jest redukcja emisji gazów cieplarnianych co najmniej o 55 proc. do 2030 roku (w stosunku do poziomu z 1990 roku). Z kolei do 2050 roku UE zamierza już osiągnąć zerową emisję netto.

Wśród najważniejszych założeń Fit for 55 jest m.in. rewizja dyrektywy dotyczącej infrastruktury paliw alternatywnych, a także nowelizacja rozporządzenia określającego normy emisji CO2 dla samochodów osobowych i dostawczych. Ta ostatnia ma przyspieszyć rozwój zeroemisyjnego transportu poprzez wymóg obniżenia średnich emisji z nowych samochodów o 55 proc. od 2030 roku i o 100 proc. pięć lat później.

Producenci samochodów idą w elektryfikację

– Plany UE dotyczące zmniejszenia emisji z nowych samochodów do zera w 2035 roku oceniamy bardzo pozytywnie – mówi analityk. – Producenci będą zobowiązani, żeby z roku na rok sprzedawać coraz więcej zeroemisyjnych samochodów. W praktyce będą to samochody bateryjne, elektryczne. Jest też możliwość sprzedaży samochodów na wodór, ale doświadczenia i obecny rozwój technologii pokazują, że producenci nie idą w tę stronę. To samochody elektryczne są obecnie tą technologią, która się rozwija, a plany inwestycyjne związane z budową kolejnych fabryk baterii litowo-jonowych pokazują, że wszyscy producenci idą w elektryfikację.

Jego zdaniem nie wszystkie koncerny motoryzacyjne są jednak przygotowane do tej transformacji.

– Jak przy wszystkich dużych zmianach technologicznych prawdopodobnie będą przegrani tego procesu, ale do Europy wejdą też nowi producenci – podkreśla Rafał Bajczuk. – Co ważne, Polska ma dobre podstawy do tego, aby zaistnieć na tym rynku. Jesteśmy obecnie największym producentem baterii litowo-jonowych dla sektora motoryzacyjnego. Jesteśmy też największym producentem autobusów elektrycznych w Europie i to jest właśnie kierunek, który będzie się rozwijał.

Rynek motoryzacyjny się zmieni

W Polsce na koniec czerwca tego roku było zarejestrowanych łącznie już blisko 27 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W pierwszym półroczu ich liczba wzrosła o ponad 8,2 tys. sztuk, czyli o 150 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

– Rynek motoryzacyjny się zmieni, w ofercie będzie więcej samochodów elektrycznych i będą one też bardziej dostępne cenowo, ponieważ będą produkowane masowo, w dedykowanych zakładach. Największa zmiana będzie dotyczyć tego, jak ładujemy te samochody i jak pozyskujemy do nich paliwo. Teraz przeciętny kierowca raz na tydzień, dwa tygodnie podjeżdża na stację benzynową i tankuje swój samochód. W przypadku samochodów elektrycznych większość operacji ładowania będzie się odbywać na miejscu parkingowym w domu albo w pracy – mówi ekspert Transport & Environment. – Konsumenci odczują to też na swoich rachunkach, ponieważ energia do samochodów elektrycznych jest o wiele tańsza. Jeżeli porównamy samochód benzynowy i samochód elektryczny ładowany z gniazdka w domu, to różnica w cenie sięga 90 proc. na korzyść tego drugiego.

To jednak wiąże się z koniecznością przyspieszenia rozbudowy infrastruktury ładowania. Dziś jej brak jest wskazywany przez konsumentów i ekspertów jako jedna z najważniejszych barier w rozwoju elektromobilności w Polsce.

– W propozycji zmian w dyrektywie o infrastrukturze paliw alternatywnych Komisja Europejska zaproponowała wiążące cele dotyczące rozwoju infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych. Ta infrastruktura musi się pojawić masowo – zarówno ta o dużej mocy, do szybkiego ładowania samochodów przy dłuższych trasach, jak i ładowarki niskiej mocy w miejscach, gdzie mieszkamy i pracujemy – wymienia Rafał Bajczuk.

Ceny paliwa będą rosły

Transportu dotyczy jeszcze jedna propozycja Komisji Europejskiej zawarta w pakiecie Fit for 55. Zgodnie z założeniami ma on zostać włączony do unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. To też powinno przyspieszyć proces elektryfikacji transportu.

– Włączenie transportu do unijnego systemu handlu emisjami będzie oznaczać, że kierowcy, kupując benzynę, będą płacili dodatkową opłatę za uprawnienie do emisji. Ten system ma ruszyć najwcześniej w 2025 roku i przez pierwsze lata cena emisji będzie na tyle niska, że kierowcy praktycznie nie odczują tej ceny na stacjach paliw – mówi ekspert. – Ta zmiana ma zapewnić, żeby cały przemysł paliwowy dokładał się do tego systemu, bo zyski z niego mają przyspieszyć transformację energetyczną i przechodzenie na ekologiczny transport. Jednak głównym instrumentem KE, który ma sprawić, że transport stanie się bardziej zielony, są jednak wspomniane obowiązki narzucone na producentów. System ETS dla transportu gra raczej rolę poboczną.

Europejski system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) jest pierwszym i największym na świecie rynkiem uprawnień do emisji CO2. Reguluje około 40 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w UE oraz obejmuje ok. 11 tys. elektrowni i zakładów produkcyjnych w UE. Jego celem jest ograniczenie emisji CO2 w przemyśle poprzez zobowiązanie firm do posiadania pozwolenia na każdą tonę emitowanego dwutlenku węgla. Firmy muszą kupować takie pozwolenia za pośrednictwem aukcji.