Komisja Europejska stawia Polsce warunek: uznacie decyzje TSUE albo kary finansowe

Tomasz Bielecki
Komisja Europejska dała Polsce czas do 16 sierpnia na podporządkowanie się decyzjom TSUE. W przeciwnym razie poprosi TSUE o nałożenie kar finansowych za działanie Izby Dyscyplinarnej.

Komisja Europejska upełnomocniła dziś (20.07.21) komisarza UE ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa do podjęcia działań przeciwko Polsce.
– Komisarz Reynders dostał uprawnienia do podjęcia działań na rzecz doprowadzenia do podporządkowania się przez Polskę decyzjom TSUE – powiedziała Vera Jourova, wiceszefowa Komisji Europejskiej.
W poniedziałek wieczorem, 19 lipca, szefowie gabinetów komisarzy UE wstępnie uzgodnili, by ultimatum dla Polski powiązać z zaledwie jednotygodniowym terminem na podporządkowanie się decyzjom TSUE w sprawie polskiego sądownictwa. Dziś komisarze UE na swym posiedzeniu wydłużyli do 16 sierpnia czas, który rząd Mateusza Morawieckiego ma na poinformowanie o podporządkowaniu się Trybunałowi Sprawiedliwości UE (TSUE).
Komisja wysyła do Polski list wzywający do wypełniania decyzji TSUE o środkach tymczasowych. Polska ma czas do 16 sierpnia. Po tym dniu Komisja będzie wnioskować o nałożenie na Polskę kar finansowych za nieprzestrzeganie decyzji TSUE – mówi @VeraJourova w rozmowie z @tvn24 pic.twitter.com/4E2i9LvLnx
— Maciej Sokołowski (@sokoIowski) July 20, 2021
TSUE w zeszłym tygodniu nakazał Polsce w ramach środka tymczasowego (zabezpieczenia) m.in. zamrożenie wszelkich działań Izby Dyscyplinarnej wobec sędziów. Ponadto ogłosił wyrok uznający system dyscyplinarny dla sędziów za sprzeczny z traktatami unijnymi. Pomimo to Małgorzata Manowska, I prezes Sądu Najwyższego, zdecydowała, że Izba Dyscyplinarna ma działać pełną parą.
Władze Polski powołują się na zeszłotygodniowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, w którym stwierdzono, że Polska nie powinna wykonywać środków tymczasowych TSUE w zakresie sądownictwa, ponieważ, w ocenie TK, wykraczają poza uprawnienia powierzone Unii przez Polskę w traktatach unijnych.
Na początku sierpnia TK ma dokończyć rozpoznawanie szerszego wniosku od premiera Mateusza Morawieckiego również dążącego do stwierdzenia, że TSUE działa poza swymi uprawnieniami, orzekając w kwestiach sądownictwa.
Komisja Europejska w odpowiedzi na bojkotowanie środka tymczasowego zamierza zwrócić się do TSUE, by ten w ramach wzmocnienia tego zabezpieczenia nałożył na Polskę karę finansową, w tym naliczaną za każdy kolejny dzień działania Izby Dyscyplinarnej.
Z kolei w przypadku braku poszanowania wyroku TSUE (co do systemu dyscyplinarnego) Komisja zamierza wszcząć postępowanie przeciwnaruszeniowe z finałem w TSUE (i wnioskiem o karę finansową). Odrębnym postępowaniem przeciwnaruszeniowym mogą być też objęte działania TK uderzające w prymat unijnego prawa w Polsce, choć dzisiaj Bruksela powstrzymała się od konkretnych zapowiedzi w tej sprawie. – Sprawa TK jest tematem postępowania z artykułu 7 – powiedziała Jourova.
Raport o stanie praworządności
Komisja Europejska opublikowała już drugi doroczny pakiet swych sprawozdań o praworządności we wszystkich 27 krajach Unii. Wskazała w nim na zagrożenia dla zasady nadrzędności prawa UE również w Niemczech oraz Francji. Bruksela przypomniała, że w czerwcu wszczęła postępowanie przeciwnaruszeniowe wobec Niemiec z racji wyroku Trybunału Konstytucyjnego z Karlsruhe, który w zeszłym roku odrzucił część wyroku TSUE co do polityki monetarnej Europejskiego Banku Centralnego (EBC) jako „ultra vires”, czyli – zdaniem sędziów z Karlsruhe – wychodzącego poza uprawnienia unijnego Trybunału Sprawiedliwości.
Wprawdzie Berlin zdołał zażegnać doraźne wyzwania dla eurostrefy wynikające z tego wyroku swego TK, ale pytania o przyszłe orzeczenia Karlsruhe wiszą nad kolejnymi działaniami EBC.
Ponadto Komisja Europejska wypomina rządowi Francji, że niedawno usiłował przed Conseil d’Etat, najwyższym sądem administracyjnym, podważyć wyrok TSUE (również m.in. jako „ultra vires”) co do reguł gromadzenia danych przez francuskie służby. Choć Conseil d’Etat w kwietniu nie przychylił się do tej prośby władz o przeciwstawienie się TSUE, to – w uproszczeniu – zastrzegł sobie prawo kontroli wyroków unijnego Trybunału Sprawiedliwości m.in. w kwestiach bezpieczeństwa.
Korupcyjne zagrożenia w Polsce
Bruksela w raporcie o Polsce przypomina rosnące zagrożenia dla wymiaru sprawiedliwości. Zwraca uwagę na „ryzyko dla skuteczności walki z korupcją na wysokim szczeblu”, w tym ryzyko wywierania wpływu na oskarżenia o korupcję dla celów politycznych.
– W tym kontekście istnieją obawy o niezależność głównych instytucji odpowiedzialnych za zapobieganie i zwalczanie korupcji, zważywszy w szczególności na podporządkowanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego władzy wykonawczej oraz na fakt, że minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym – wypomina Komisja Europejska.
Ponadto sprawozdanie o Polsce zwraca uwagę na obawy uczestników rynku medialnego na negatywne skutki przejęcia mediów Polska Press przez państwowy Orlen, a także do projektu podatku od reklam oraz „coraz bardziej nieprzychylnych” zasad działania dla mediów z zagranicznymi właścicielami.
Bruksela podkreśla nasilającą się praktykę nękających pozwów sądowych wobec niezależnych mediów oraz na coraz częstszy brak skutecznej ochrony dziennikarzy (w tym przez policję) przed przemocą m.in. protestów ulicznych. – Przestrzeń społeczeństwa obywatelskiego wciąż tętni życiem, ale została dodatkowo naruszona problemami związanymi z prawami kobiet oraz atakami na grupy LGBTI – przekonuje Komisja Europejska.
Bruksela poddaje szczególnie ostrej krytyce problemy korupcyjne na Węgrzech.
– Niezależne mechanizmy kontrolne pozostają niewystarczające do wykrywania korupcji. Nie zajęto się ryzykiem klientelizmu oraz nepotyzmu w administracji publicznej wysokiego szczebla, a także ryzykiem wynikającym z powiązań między przedsiębiorstwami a podmiotami politycznymi – podkreśla Komisja Europejska. Ponownie zwraca uwagę na wielkie zagrożenia dla pluralizmu mediów, które – choć obecnie w znacznie mniejszym stopniu – budzi obawy w przypadku Słowenii. – Pogarsza się sytuacja wolności i pluralizmu mediów. Pojawiły się obawy związane z odmową finansowania dla słoweńskiej agencji prasowej w 2021 r. – głosi raport o Słowenii, która sprawuje teraz prezydencję w Radzie UE.
Co będzie z KPO?
Ogromne słabości systemu antykorupcyjnego na Węgrzech pozostają tematem przeciągających się negocjacji między Budapesztem i Brukselą co do krajowego plany odbudowy (KPO). Pierwotny termin zatwierdzenia go przez Komisję Europejską minął 12 lipca, ale ta dotychczas nie dała swego zielonego światła.
Termin dla Polski mija 3 sierpnia, ale do niedawna polski rząd spodziewał się uzgodnienia KPO, a zatem i związanej z tym wizyty Ursuli von der Leyen w Warszawie, jeszcze przed końcem tego tygodnia. Teraz jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE przyznaje, że spór o bojkotowanie decyzji TSUE psuje atmosferę wokół KPO i może – choć to nie jest przesądzone – stać się powodem politycznego opóźnienia „tak” ze strony Komisji Europejskiego dla polskiego planu odbudowy. Ten musi być potem ostatecznie potwierdzony przez ministrów 27 krajów Unii w Radzie UE.
Jourova powiedziała, że nie ma „bezpośredniego związku” między negocjacjami co do KPO i dzisiejszymi zapowiedziami w sprawie TSUE. Podkreśliła jednak, że tematem rozmów o KPO jest system monitoringu i kontroli wydatków z KPO w Polsce. – Niezależność sądownictwa znajduje się wśród regularnych rekomendacji dla Polski, które były wskazówką dla KPO – dodał Reynders.
Bruksela obecnie nie zamierza wykorzystać prac nad KPO, by zażądać od Węgier albo Polski gruntownego odwrócenia kluczowych zmian w wymiarze sprawiedliwości z ostatnich lat. Komisji chodzi raczej o bardziej „punktowe rozwiązania” pozwalające na mocną kontrolę funduszy na KPO, których kolejne transze będą do 2026r. odmrażanie co pół roku przez Brukselę po sprawdzeniu, czy krajowe reformy trzymają się „kamieni milowych” i innych wskaźników rozpisanych szczegółowo w krajowych planach odbudowy.
REDAKCJA POLECA
Wiceprzewodnicząca europarlamentu żąda blokady funduszy unijnych dla Polski

DW /
Przed prezentacją rocznego sprawozdania Komisji Europejskiej na temat praworządności wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Katarina Barley zażądała zablokowania funduszy unijnych dla Polski i Węgier.
Przed prezentacją rocznego sprawozdania Komisji Europejskiej na temat praworządności wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego @katarinabarley zażądała zablokowania funduszy unijnych dla Polski i Węgier. https://t.co/v2HRCKrcxO
— Kizinievič Ja¢y #SilniRazem 🇵🇱⚡ #Wspólna Polska (@kizinievic) July 20, 2021
Zdaniem Katariny Barley (SPD), w obu krajach są poważne deficyty w zakresie przestrzegania zasad demokracji. – Komisja musi teraz działać natychmiast i zablokować fundusze unijne, przede wszystkim dla Węgier, ale także dla Polski – powiedziała Barley gazetom grupy medialnej Funke (20.07.). Dodała, że Komisja „nie może dłużej szukać wymówek” w tej sprawie.
Węgry: naruszone zasady demokracji
Podkreśliła, że sytuacja się pogarsza, zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce. To powód, by zablokować wypłaty funduszy europejskich. – Ważne jest przy tym, by środki te dotyczyły przede wszystkim rządów, a nie ludności – oświadczyła Barley.
Odnosząc się do premiera Węgier Viktora Orbana, Barley powiedziała: „On i jego rząd dokonali tak znaczących zmian we wszystkich filarach demokracji, że nie można już mówić o demokratycznej sytuacji na Węgrzech”. Jako przykład przytoczyła między innymi ustawę zabraniającą udostępniania osobom poniżej 18. roku życia książek i innych nośników informacji, które „przedstawiają” lub „propagują” homoseksualizm, transseksualizm lub zmiany płci.
Polska: zagrożona niezależność sądów
Wskazała także na poważne zagrożenie niezależności sądownictwa w Polsce. Krytycy oskarżają zarówno węgierski, jak i polski rząd o wywieranie wpływu na sądownictwo, który jest niezgodny z normami UE.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła prawie dwa tygodnie temu, że jesienią uruchomi pierwsze procedury, które mogą doprowadzić do zmniejszenia funduszy unijnych dla takich krajów jak Węgry i Polska w przypadkach, gdy naruszenia praworządności mają negatywny wpływ na finansowe interesy UE.
We wtorek (20.07.) Komisja Europejska zaprezentuje raport na temat wolności mediów, demokracji i walki z korupcją w krajach członkowskich UE. Pierwszy taki raport został zaprezentowany w ubiegłym roku.
REDAKCJA POLECA
Komisja Europejska: podporządkujcie się orzeczeniom TSUE albo płaćcie kary

Tomasz Bielecki
Komisja Europejska zamierza postawić Polsce ultimatum – wypełnić orzeczenia TSUE w sprawie sądownictwa w ciągu najbliższego tygodnia albo przygotować się na kary finansowe.

Taką decyzję Komisji Europejskiej w poniedziałek po południu [19.7.21] wstępnie zatwierdzili szefowie gabinetów komisarzy UE. I już przygotowali tę decyzję do oficjalnego sformalizowania w ten wtorek na posiedzeniu komisarzy UE pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen w Brukseli.
– To ma być ostatnie ostrzeżenie dla Warszawy – tłumaczy jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE.
Komisja Europejska zamierza dać władzom Polski siedem dni na podporządkowanie się decyzjom Trybunału Sprawiedliwości UE z zeszłego tygodnia o natychmiastowym zamrożeniu wszelkich działań Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego (w ramach nowego „środka tymczasowego”) oraz do wyroku TSUE, w którym uznano system dyscyplinarny dla sędziów w Polsce za niezgodny z prawem unijnym.
Zagrożone fundusze
O ile wypełnienie całego wyroku TSUE wymaga zmian ustawowych, to błyskawicznym testem na zamiary Polski jest Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Zgodnie z decyzją TSUE nie powinna teraz działać, a tymczasem została już całkowicie odmrożona przez I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską. Jeśli to się nie zmieni w ciągu najbliższego tygodnia, to Komisja Europejska – tak brzmi planowane brukselskie ultimatum – zwróci się do TSUE o jak najszybsze nałożenie na Polskę kary finansowej, w tym grzywny narastającej każdego dnia do czasu zamrożenia Izby Dyscyplinarnej. TSUE nie jest w tej kwestii związany żadnymi widełkami finansowymi, a gdyby Polska nie chciała płacić – choć byłby to precedens – pieniądze w ostateczności Bruksela mogłaby potrącać od funduszy unijnych dla Polski.
Komisja Europejska chce za pomocą swego wtorkowego ostrzeżenia pomóc w wyegzekwowaniu decyzji TSUE oraz nadrzędności prawa unijnego również w kwestii sądownictwa pomimo decyzji polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Ten w zeszłym tygodniu uznał, że Polska nie powinna wykonywać środków tymczasowych TSUE w zakresie sądownictwa, bo mają wykraczać poza uprawnienia powierzone Unii przez Polskę w traktatach unijnych. Na początku sierpnia TK ma dokończyć rozpoznawanie znacznie szerszego wniosku od premiera Mateusza Morawieckiego również dążącego do stwierdzenia, że TSUE działa poza swymi uprawnieniami, orzekając w kwestiach sądownictwa.
– Komisja Europejska nie zawaha się skorzystać z uprawnień przysługujących jej na mocy traktatów, aby zapewnić jednolite stosowanie i integralność prawa Unii – tak Bruksela ostrzegała w zeszłym tygodniu władze Polski po orzeczeniu polskiego Trybunału Konstytucyjnego.
Ochłodzenie z KPO?
Warszawa jeszcze przed kilku dniami liczyła, że Komisja Europejska do końca tego tygodnia da zielone światło polskiemu „krajowemu planowi odbudowy” (KPO), którego zatwierdzenie Ursula von der Leyen zawsze ogłasza w stolicach poszczególnych krajów Unii (tak stało się już z 18 państwami UE). Potem ostatecznego potwierdzenia udzielają ministrowie 27 krajów Unii w radzie UE.
Choć Komisja Europejska ma czas aż do 3 sierpnia na ocenę polskiego KPO, to im bliżej tego terminu, tym bardziej palące będzie pytanie, czy zwłoka nie jest formą okazania niezadowolenia, czy też nacisku na Warszawę z powodu prób bojkotowania decyzji TSUE. Zwłaszcza że już półtora tygodnia temu – czyli jeszcze przed wyrokiem TK – słyszeliśmy z trzech różnych źródeł w Komisji Europejskiej, że polski KPO jest na dobrej drodze do zatwierdzenia w najbliższych kilkunastu dniach.
REDAKCJA POLECA
Romana Giertycha PiSporadnik nepotyzmu

Roman Giertych
Boże, jaką ty Opatrznością nas osłaniasz, żeś nigdy nie pozwolił żadnemu rządowi wybudować elektrowni atomowej. Albowiem przy tej menażerii, która jak szarańcza w każdej spółce nas okrada, niechybnie spotkałoby nas, przy ich kompetencjach, prędzej czy później wielkie BUM.
Drogi Kuzynie!
Piszę do Ciebie powołując się na nasze dalekie więzi rodzinne, gdyż zamartwiam się tymi niepokojami wszetecznymi, które wielką pisowską rodziną targają ostatnimi czasy.
Dostrzegam mój Wielki Powinowaty, że wszystko bierze się z braku porządku w odpowiednim uposażaniu rodzin twojego pisowskiego stadła.
Niejeden już z nominujących na członków zarządów czy rad nadzorczych cierpiał bowiem niewymownie, gdy na jedno stanowisko kandydowała siostra posła, szwagier wiceministra i żona przewodniczącego sejmiku. Albo do tej samej spółki rekomendowała żona ministra swą synową, a senator swego stryja. Bądź szef lokalnego PiS-u wskazywał kuzyna, a naczelny redaktor lokalnej rozgłośni radiowej swoją kochankę.
Jak to rozstrzygać szarpał się w duchu decydent i miesiącami trwały przepychanki, a on, zanim się doprosił o Twoją decyzję, podpadał zawsze komuś. I stąd brały się kłótnie i niesnaski, które nawet doprowadzały do opuszczania przez słabsze jednostki wspólnej szalupy żeglującej na spienionym, narodowym morzu. Niektórzy w odmętach opozycji potonęli, a niektórych z toni ty Kuzynie musiałeś osobiście ratować wciągając ich pomocną dłonią, na konferencjach, na pokład PiS.
Tak dalej być nie może. Te sprawy należy uregulować!
Dlatego ja, który od tylu lat służę Ci pomocą w najtrudniejszych chwilach, przygotowałem prosty pomysł.
Należy ogłosić konkursy!
Nie, nie, nie chodzi mi o powrót do tych skompromitowanych zasad rządzących obsadzaniem spółek Skarbu Państwa, które poprzednio rządzący ustanawiali, aby rzekomo wybrać tzw. fachowców. Ty potrzebujesz ludzi lojalnych, a taki fachowiec to nie wiadomo za kim jest i kto ma na niego trzymanie. Dlatego też twój konkurs musi rządzić się innymi prawami. Też będą koperty konkursowe tylko punktacje się trochę zmieni.
I tak. Po pierwsze ustanowimy, wykorzystując stopnie pokrewieństwa z kodeksu cywilnego, że pokrewieństwo z działaczem PiS w I stopniu to 4 punkty, w II to 3 punkty, w III to 2 punkty, a w czwartym to 1 (stosujemy oczywiście sposób obliczania pokrewieństwa według komputacji rzymskiej).
Kochankom ze względów na Ojca Dyrektora dajemy wyłącznie 2 punkty. Trzeba jakoś w tym przeliczniku uwzględnić zasady moralności!
Powinowactwo tak samo, jak pokrewieństwo, tylko jeden punkt mniej, czyli IV stopień odpada w czerń PiSniebytu.
Następnie hierarchizujemy działaczy PiS. Punkty rodzinne mnożymy razy 4, gdy krewnym, powinowatym lub kochankiem jest minister, razy 3, gdy posłem, wiceministrem lub senatorem razy 2, ważnym działaczem lokalnym, medialnym lub samorządowym razy 1.5.
System jest prosty jak konstrukcja cepa. Przykładowo córka ministra ma 16 punktów, a bratanek posła 6 punktów. Siostrzenica senatora z faktu pokrewieństwa ma 4 punkty, ale gdy już zostanie kochanką ministra, to dodajemy jej 8 i razem ma 12.
I tym genialnym sposobem osoba decydująca o wynikach konkursu będzie zaraz po otwarciu kopert wiedziała kto ma wygrać i nie będzie Cię miły mój zadręczać o rozstrzygnięcie zagadnienia.
Nadto przy tak klarownych zasadach konkursowych najlepsze kąski, czyli stanowiska po 100 tysięcy miesięcznie, przypadną najbliżej spokrewnionym, co pozwoli unikać sytuacji, gdy plebs pisowski, z racji tego że ma jakiegoś szwagra w lokalnym radiu przepycha się do najważniejszych spółek.
I w ten oto sposób rozwiążesz też problem nepotyzmu w PiS. Jacek Kurski to przedstawi bowiem jako walkę z nepotyzmem, a widzowie TVP odetchną z ulgą, że PiS dostrzegł ten palący problem. A żeby Jackowi milej się kampanię prowadziło to ustanowisz, że była kochanka, o ile zostanie uświęconą żoną, będzie miała przy pierwszym starcie na stanowisko punkty zarówno za żonę, jak i kochankę. To będzie stanowiło zbożny element wzywający do formalizacji związków, czego właśnie pięknym przykładem jest prezes TVP.
Twój zawsze życzliwy,
Kuzyn Roman
PS
Boże, jaką ty Opatrznością nas osłaniasz, żeś nigdy nie pozwolił żadnemu rządowi wybudować elektrowni atomowej. Albowiem przy tej menażerii, która jak szarańcza w każdej spółce nas okrada, niechybnie spotkałoby nas, przy ich kompetencjach, prędzej czy później wielkie BUM.
Polexit? Polska i Węgry na wojennej ścieżce przeciw praworządności

Barbara Wesel
Polska i Węgry są na wojennej ścieżce przeciwko europejskiemu porządkowi prawnemu. Jednocześnie nie chcą opuszczenia UE, ale autonomii bez ograniczeń wynikających z praworządności. UE musi zacząć się bronić. OPINIA

Walka rządów w Polsce i na Węgrzech z europejskim porządkiem prawnym przybiera na sile i intensywności.
W środę Trybunał Konstytucyjny w Warszawie uznał, że orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dotyczące polskich sędziów są niezgodne z Konstytucją RP. Polska jest więc na najlepszej drodze do prawnego polexitu i rzucenia rękawicy Brukseli.
W czwartek TSUE ponownie orzekł, że ustawa o Izbie Dyscyplinarnej jest niezgodna z zasadami państwa prawa według standardów UE. W tym samym czasie Komisja Europejska wszczęła nowe postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego w związku z dyskryminacją mniejszości seksualnych na Węgrzech i w Polsce, które prawdopodobnie również trafią na wokandę TSUE. Jednak jeśli wyroki z Luksemburga nie będą już zasadniczo uznawane, to jak ma wyglądać wspólny porządek prawny?
Gdy Polska wraz z przystąpieniem do UE podpisywała Traktat Lizboński, w którym zapisane są zasady demokracji, praworządności i nadrzędności prawa wspólnotowego nad prawem krajowym, obowiązywała ta sama polska konstytucja, co dzisiaj. Jeżeli teraz minister sprawiedliwości w Warszawie ogłasza, że jest to jedyny miernik stanowienia prawa w Polsce, to tym samym podważa podpis ówczesnego prezydenta pod traktatem unijnym.
Polexit nie, autonomia tak
Czy jest to droga do polexitu, jak wielu teraz podejrzewa? Chodzi raczej o zrobienie z UE jedynie maszynki do rozdawania pieniędzy, przy czym Polska i Węgry oczywiście zawsze mają być jej beneficjentami. Poza tym rządy obu tych państw chcą robić to, co im się podoba, bez uciążliwych ograniczeń demokratycznych czy prawnych.
Ideą narodowo-populistycznych autokratów w Warszawie i Budapeszcie wydaje się całkowita polityczna i prawna autonomia w ramach UE, przy jednoczesnym ciągłym dopływie pieniędzy z Brukseli. Spośród krajów Europy Wschodniej największymi beneficjentami unijnych pieniędzy są przecież Węgry i Polska.
I właśnie na to Europa nie może pozwolić. Wspólnym fundamentem wspólnoty jest bowiem praworządność, na której opierają się wszystkie zalety Europy – od otwartych granic po swobodę przedsiębiorczości. W zasadzie każda firma i każdy obywatel Europy musi mieć możliwość polegania na tym, że wszędzie w UE znajdzie niezależne sądownictwo i rządy, które przestrzegają zasad demokracji.
Gdy Viktor Orban wprowadził absurdalne słowo „demokracja nieliberalna”, jasno określił swoje cele polityczne. Oczywiście, to sformułowanie jest nonsensowne, ponieważ kraj bez wolności prasy, bez społeczeństwa obywatelskiego, bez niezależnego sądownictwa po prostu nie jest demokracją. W tej sytuacji wybory stanowią już tylko fasadowy ornament autorytarnych rządów.
Jeżeli teraz, dzięki funduszowi odbudowy, UE po raz pierwszy wspólnie zaciąga długi i rozdziela dodatkowe miliardy wśród państw członkowskich, problem z praworządnością staje się krytyczny. Dlaczego i w jakim stopniu pozostali europejscy podatnicy mają być zobowiązani do finansowania dwóch antydemokratycznych krajów, które odrzucają zasady wspólnoty? Które w konsekwencji odrzucają również nadzór UE nad wykorzystaniem funduszy lub po prostu uniemożliwiają kontrolę prawną?
UE musi się bronić
Viktor Orban od lat wykorzystuje unijne pieniądze do karmienia lojalnych oligarchów, członków rodziny i politycznych kolesi. A jeśli teraz Polska fundamentalnie odrzuca jurysdykcję Trybunału Sprawiedliwości UE, to jak będzie można kontrolować, czy pieniądze z funduszu odbudowy nie są wykorzystywane na przykład na nielegalne projekty? Może to być budowa nowych elektrowni węglowych lub dalsze niszczenie rezerwatów przyrody: Bez nadrzędności prawa unijnego Bruksela nie miałaby tu możliwości interweniowania.
UE zdecydowanie zbyt długo przyglądała się rozwojowi sytuacji w niektórych krajach Europy Wschodniej, odwracając wzrok w duchu solidarności. Angela Merkel i EPL w Parlamencie Europejskim są częściowo winne, ponieważ przedkładały spokój i stabilność nad praworządność i unikały konfliktu na przykład z Viktorem Orbanem. W ten sposób pokazali PiS, jak daleko może się posunąć w swoim antyeuropejskim kursie.
Teraz inni Europejczycy muszą w końcu pociągnąć za hamulec i podjąć wyzwanie Warszawy i Budapesztu. Następnym krokiem jest odcięcie dopływu pieniędzy do obydwu państw.
UE nie ma mechanizmu, który pozwoliłby na wyrzucenie ze wspólnoty państwa członkowskiego negującego jej zasady. Może jednak, w ostateczności, odebrać prawa głosu i w ten sposób praktycznie zamrozić członkostwo.
Jeśli Europa nie podejmie teraz działań, straci swoją wiarygodność.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Zaostrza się spór Brukseli z Polską i Węgrami o praworządność

Bernd Riegert
Unijny komisarz ds. sprawiedliwości chce podjąć działania przeciwko Polsce i Węgrom w kwestii praworządności. W Brdzie, w Słowenii, ministrowie sprawiedliwości dyskutowali o pogłębiającym się konflikcie.

− Nie możemy się na to zgodzić, to jest nie do przyjęcia! – powiedział Didier Reynders, komisarz UE ds. sprawiedliwości, nie kryjąc oburzenia z powodu ostatniego wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego.
Zwracając się do ministrów sprawiedliwości UE na nieformalnym spotkaniu w Brdzie w ramach prezydencji słoweńskiej, zapowiedział, że Komisja UE rozważa podjęcie dalszych kroków wobec Polski w celu ochrony zagrożonego porządku prawnego w UE. Polski Trybunał Konstytucyjny orzekł w czwartek 15 lipca, że wyrok wyższej instancji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie izby dyscyplinarnej dla sędziów w Polsce jest nieprawomocny.
Na marginesie konferencji ministrów sprawiedliwości w Brdzie, holenderski minister sprawiedliwości Sander Dekker był oburzony, że Polska podważa całą zasadę praworządności w UE, nie uznając już orzeczeń Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (TSUE).
− To działa tylko jako całość. Nie można wybrać tego, co nam odpowiada. Praworządność jest podstawą, którą wszyscy musimy stosować – oświadczył polityk. Jednocześnie podkreślił, że praworządność w Polsce jest od dłuższego czasu zagrożona. − Wszyscy wiemy, że sędziowie, którzy wydają obecne wyroki, zostali wszyscy wybrani rękami obecnego rządu − skrytykował Sander Dekker.
Lambrecht: „Egzekwować prawo unijne”
Niemiecka minister sprawiedliwości Christine Lambrecht jasno i jednoznacznie ocenia stanowisko KE oraz wyroki TSUE przeciwko Polsce i Węgrom.
− Są one słuszne i muszą być teraz wykonane. To jest zadanie na najbliższe tygodnie i miesiące, abyśmy w UE zadbali o to, by praworządność była wartością jednoczącą, a nie tylko pustosłowiem – powiedziała socjaldemokratka.
Szefowa niemieckiego resortu sprawiedliwości oczekuje, że Komisja Europejska będzie egzekwować wyroki Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości we wszystkich krajach członkowskich. Podobna procedura dotyczy samych Niemiec. Komisja Europejska pozwała Niemcy, ponieważ Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe nie chce uznać orzeczenia TSUE w sprawie skupu obligacji przez Europejski Bank Centralny w maju 2020 roku.
Komisja Europejska chce nadal wnosić pozwy
Unijny komisarz sprawiedliwości Didier Reynders zapowiedział, że będzie kontynuował działania przeciwko Polsce, a także Węgrom w różnych toczących się sprawach.
− Mamy wiele możliwości. Możemy wrócić do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i poprosić o nałożenie grzywien. Konsultujemy się w sprawie środków z funduszu odbudowy. Przyglądamy się wdrażaniu reformy sądownictwa w Polsce. Mamy wiele narzędzi – stwierdził Reynders. Jednym z nich jest warunek, że środki z budżetu UE będą w przyszłości wypłacane tylko wtedy, gdy w państwie członkowskim, które je otrzymuje, zagwarantowane będą rządy prawa. Jest to obecnie analizowane w odniesieniu do Polski i Węgier. W przyszłym tygodniu komisarz przedstawi sprawozdanie w tej sprawie.
„Rozmowy o pieniądzach”
− Powinniśmy naprawdę poważnie porozmawiać o środkach finansowych − zasugerował holenderski minister sprawiedliwości Sander Dekkers. − Do Polski i na Węgry płynie dużo pieniędzy – dodał. Polska wystąpiła o 36 mld euro z unijnego funduszu odbudowy z tytułu koronakryzysu. Węgry chcą 7,2 mld euro z tego funduszu. Jak podkreślił Dekkers, zagrożone jest funkcjonowanie całej UE. Pieniądze mogłyby być wypłacane tylko wtedy, gdyby istniały wzajemne zaufanie i szacunek.
Na spotkanie w słoweńskiej Brdzie nie przybył polski minister sprawiedliwości i był tam jedynie reprezentowany. Przybyła natomiast węgierska minister sprawiedliwości Judit Varga. Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko jej krajowi w związku z dyskryminacją osób o innej orientacji seksualnej w nowej ustawie przeciwko „homoseksualnej propagandzie” w szkolnictwie. Węgierska minister odrzuciła krytykę pod adresem tej ustawy. Jak tłumaczyła, ustawa jedynie chroni prawa dzieci i rodziców w zakresie edukacji i nie narusza podstawowych wartości europejskich. Ustawa nie ma nic wspólnego z wypłatami z funduszu odbudowy, powiedziała Judit Varga w odpowiedzi na pytanie DW.
− Nie powinniśmy mieszać kwestii politycznych, ideologicznych z kwestiami finansowymi. Europa potrzebuje odbudowy. Te pieniądze należą się obywatelom węgierskim, którzy na nie pracowali – uważa Judit Varga.
„Praworządność na Węgrzech nie jest zagrożona”
Komisja Europejska analizuje obecnie plan odbudowy przedstawiony przez Węgry i wyraziła już wątpliwości co do prawidłowego wydatkowania środków tym kraju. Węgierskiej minister sprawiedliwości nie podoba się ta wyraźnie długotrwała kontrola.
− Do tej pory byliśmy bardzo tolerancyjni i cierpliwi – podkreśliła Judit Varga i dodała, że praworządność na Węgrzech nie jest w żaden sposób zagrożona. − Węgry to żywa demokracja. Proszę przyjechać na Węgry i to zobaczyć. Pozwólcie węgierskim obywatelom decydować o własnej demokracji – oświadczyła.
Premier Mateusz Morawiecki zakwestionował w czwartek kompetencje Komisji Europejskiej w zakresie praworządności.
− Nie mogę pozwolić, aby Polska była traktowana gorzej i była dyskryminowana. W traktatach nie ma nic, co mówiłoby, że kompetencje do reformowania sądownictwa zostały przeniesione na poziom Unii Europejskiej.
Spór między Brukselą a rządami w Polsce i na Węgrzech o praworządność i sądownictwo będzie więc prawdopodobnie dalej eskalował.
REDAKCJA POLECA
Jerzy Stępień, były sędzia TK: „UE nie uchroniła nas przed państwem autorytarnym”

DW
Jeśli Polska nie uzna orzecznictwa UE, wybuchnie chaos – uważa były sędzia Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień. Bruksela powinna rozważyć kary – dodał w wywiadzie dla „taz”.

Były sędzia Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień uważa, że obecna sytuacja, gdy Trybunał Konstytucyjny ma orzec o wyższości prawa krajowego nad unijnym, przypomina wydarzenia w roku 2006. TK zdecydował wówczas, że Europejski Nakaz Aresztowania jest niezgodny z polską konstytucją.
– Co mieliśmy zrobić? Opuścić Unię? Prosić UE i wszystkie inne państwa członkowskie o zmianę ich prawa? Czy zmienić polską konstytucję? Zmieniliśmy ją. Wyjście z Unii byłoby absurdalne – powiedział w wywiadzie dla dziennika „die tageszeitung” („taz”).
Totalny chaos
– Tym razem jednak – jak zaznaczył prawnik – szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki złożył do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o orzeczenie, czy część traktatów unijnych nie jest dla Polski wiążąca, ponieważ nasza konstytucja mówi inaczej i stoi ponad prawem UE.

– Rządzący obecnie w Polsce narodowi populiści zdają się zakładać, że jednostronnie odstąpią od części prawa unijnego, że wyroki europejskich sądów będą mogli respektować lub nie, i nic się nie stanie – wyjaśnia rozmówca „taz”.
Jak uważa Jerzy Stępień, jeśli Trybunał Konstytucyjny orzeknie, że Polska powinna wyjść z unijnego systemu prawnego, UE nie mogłaby się bezczynnie temu przyglądać, ponieważ oznaczałoby to koniec unijnego prawa wspólnotowego. Każde z 27 państw członkowskich mogłoby postawić swoją konstytucję ponad prawem UE, czasem ją uznać, a czasem nie. – Wybuchłby totalny chaos – przewiduje rozmówca „taz”.
Ostateczna rozgrywka
Jego zdaniem przełożenie posiedzenia TK oznacza „w pewnym sensie ostateczną rozgrywkę”.
– Wyborcom PiS trzeba też pokazać, że szef PiS Jarosław Kaczyński jest silnym politykiem i unijny sąd nie będzie nim dyrygował. W postępowaniu przed 'sądem im. Julii Przyłębskiej’ – jak my, zwolennicy praworządności, nazywamy upolityczniony Trybunał Konstytucyjny pod obecnym przewodnictwem – ludzie PiS będą prężyć przed kamerami ideologiczne muskuły – czytamy w „taz”.
Jerzy Stępnień podkreśla, że wyrok sądu w Luksemburgu jest tak ważny dla PiS, ponieważ „na mocy tego wyroku cała »reforma« Prawa i Sprawiedliwości może się zachwiać w posadach”. (TSUE orzekł, że polski system dyscyplinarny dla sędziów łamie prawo Unii, red.).
– I wtedy do głosu może dojść sąd Julii Przyłębskiej i oświadczyć: Tutaj wyższość ma polska konstytucja? – pyta prowadząca wywiad Gabriele Lesser.
– Dokładnie tak, chociaż osobiście uważam, że zarówno Izba Dyscyplinarna, jak i nowa KRS ją naruszają – odpowiada polski sędzia.
Jerzy Stępień przewiduje, że w sytuacji, gdy w Warszawie i Luksemburgu zapadną sprzeczne wobec siebie wyroki, Komisja Europejska będzie musiała zwrócić się do TSUE i zażądać nałożenia na Polskę kar finansowych za nierespektowanie przez Polskę jego orzeczeń. – Doświadczenia z innymi państwami dowodzą, że to działa – podkreślił.
Podwójne państwo
Pytanie o to, jak PiS rozumie prawo, były sędzia TK kwituje:
– Prawo i Sprawiedliwość wychodzi jednak z założenia, że prawo jest instrumentem sprawowania władzy, przy pomocy którego rządzący mogą rozwiązać każdy problem po swojej myśli.
Jako przykład podał ustawę „lex TVN”: „jest przykrojona na tę stację, ponieważ PiS przed następnymi wyborami do Sejmu chce się pozbyć niewygodnego krytyka jego poczynań. Nie ma to nic wspólnego z ideą prawa. Gorzej, jest jej zaprzeczeniem. Byliśmy przekonani, że takie prymitywne rozumienie prawa, które było powszechne w Europie od lat 30. do 50. ubiegłego wieku, zostało przezwyciężone, ale w Polsce ono powróciło.
Jerzy Stępień zgodził się z opinią byłej rzeczniczki praw obywatelskich Ewy Łętowskiej, według której obecna sytuacja w Polsce to „podwójne państwo”:
– Rządzący i opozycja w Polsce żyją w dwóch całkowicie różnych światach, podobnie jak ich zwolennicy w społeczeństwie. W Sejmie opozycja w zasadzie nie ma już prawa głosu i musi znosić tak niewiarygodne obelgi, jak ‘zdradzieckie mordy’ z ust szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego. PiS wymyślił własną mowę dla zdyskredytowania tych wszystkich, którzy nie są zwolennikami tej partii. Mam na myśli ‘ludzi gorszego sortu’ czy mówienie o sędziach jako ‘kaście’.
– Niestety UE nie mogła nas ustrzec przed tym, że musimy dzisiaj żyć w państwie autorytarnym – podsumował były sędzia TK Jerzy Stępień w rozmowie z „die tageszeitung”.
REDAKCJA POLECA
Roman Giertych: Kaczyński planuje zamach stanu. Myślę, że będzie próbował go wcielić w życie

Roman Giertych
Przed Kaczyńskim jest taka alternatywa: albo odda władzę w wyniku wyborów, albo przeprowadzi zamach czyniąc wybory fikcyjnymi. Czy Kaczyński się na ten plan zdecyduje? Myślę, że będzie próbował go wcielić w życie. Czy ludzie PiS są gotowi na takie działania? Oni nie mają żadnych zahamowań etycznych. Część z nich nie ma też już innego wyjścia, gdyż tyle nakradli, że obawiają się rozliczeń.
Wszyscy, którzy zastanawiają się, dlaczego Trybunał pani Przyłębskiej zdecydował się na tak radykalny krok, jak uznanie części prawa europejskiego za niekonstytucyjne wiedzą, że „wyrok” ten wydał Jarosław Kaczyński.

Dlaczego?
Przecież pozornie sprawa dotyczy kwestii, która jako ostatnia powinna go obchodzić na dwa lata przed wyborami.
PiS ma niecałe 30% poparcia, do gry spektakularnie wrócił jego główny oponent Donald Tusk, a tutaj nagle Kaczyński decyduje się na tak ryzykowny ruch, jak rzucenie wyzwania UE połączone z groźbą utraty 700 miliardów w obronie zmian w sądownictwie, które za wynik wyborczy nie będą mieć żadnego wpływu.
Dlaczego możliwość zastraszania sędziów oraz znajdujący się w orzeczeniu TSUE zakaz rozpatrywania wniosków o wyłączenie z rozpatrywania konkretnych spraw przez nowych sędziów jest dla Kaczyńskiego tak ważne, że podejmuje takie ryzyko?
Odpowiedź jest oczywista.
Szef PiS-u zdaje sobie sprawę, że żadnych normalnych wyborów już nie wygra. Wskazują na to sondaże i doświadczenie demokracji, gdzie po tylu latach rządzenia władza się zużywa. Nadto powrót Tuska przekreślił nadzieję na samozniszczenie się przez opozycję.
Przed Kaczyńskim jest taka alternatywa: albo odda władzę w wyniku wyborów, albo przeprowadzi zamach czyniąc wybory fikcyjnymi.
Ze względu na liczne przestępstwa, których dopuścili się najważniejsi politycy PiS wariant oddania władzy jest dla nich nieakceptowalny.

Pozostaje druga opcja. Przy tej drugiej opcji Kaczyński wie, że żadnych pieniędzy z UE już nie otrzyma. Aby przeprowadzić skuteczny zamach musi do więzień wsadzić swoich przeciwników z opozycji. Nie ma innego sposobu, aby zastraszyć posłów na Sejm, żeby przegłosowali radykalne zmiany w ordynacji, które uczynią zwycięstwo opozycji niemożliwym. Do tego zastraszenia i do skutecznego aresztowania oponentów PiS potrzebuje posłusznych sądów. A te trwają w oporze i nie dają się zastraszyć. Ciągle Kaczyński nie może aresztować wskazanych przez siebie osób (czego piszący te słowa jest najlepszym przykładem).
Decyzja TSUE, która zawiesza stosowanie przepisów, które wykluczały możliwość skutecznego wyłączania sędziów ze spraw aresztowych ze względu na powołanie przez nielegalną KRS jest uderzeniem w serce planów Kaczyńskiego. Stąd taka natychmiastowa reakcja Trybunału Przyłębskiej.
Nie wiem, czy Państwo rozumiecie o jak delikatną kwestię tu chodzi.
Wyobraźmy sobie, że PiS zatrzymuje np. posła opozycji i wiezie go do Sądu Rejonowego w Sosnowcu, gdzie ma przygotowanego nowego sędziego (prywatnie żonę jakiegoś działacza PiS).
Otóż obecnie obrońcy mogą złożyć wniosek o wyłączenie tej osoby i ze względu na orzeczenie TSUE nie wiadomo kto ma tym wnioskiem się zająć – Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN, czy starzy sędziowie z tego sądu. Jest problem. Również sędziowie starzy, którym TSUE wstrzymał odpowiedzialność dyscyplinarną mnie boją się orzec z wyłączenie takiej osoby. Tak więc procedura jest niejasna i rodzi niepewność, niepewność zaś jak w przypadku próby ataku na piszącego te słowa może zamienić się w spektakularną klęskę.
Powiecie Państwo, że zatrzymanie posła jest niemożliwe, bo ma immunitet. To nieprawda. Można zatrzymać na gorącym uczynku i dlatego spodziewam się, że Kaczyński planuje prowokację podobną do tej, która pomogła jego bratu zostać Prezydentem Polski (rozkładane atrapy bomb przez gejbombera). Następnie przerzuci odpowiedzialność za dokonaną prowokację na opozycję. Zresztą zawsze zamachy organizowane przez rząd na proces wyborczy poprzedzane są prowokacjami, co najlepiej pokazał przykład dojścia do pełni władzy przez NSDAP lub Putina.
Przesadzam? W 2015 roku, gdy mówiłem, że będzie zamach na TK, SN, sądy, media też wielu mówiło, że przesadzam.
Nie twierdzę, że Kaczyńskiemu ten zamach się uda (oby powierzył go Sasinowi!), gdyż jest tam wielu partaczy, a przecież wystarczy pokazać swe intencję, aby większość sejmowa z opozycji z częścią PiS, która z pewnością w czasie takiego zamachu szybko by się wyłoniła, powołała nowy rząd. Jednakże znając go i widząc determinację w sprawach sądów uważam, że jest to jeden z poważnie rozpatrywanych wariantów. Uważam również, że prowokacja byłaby tylko zapalnikiem uderzenia w opozycję, a główną bronią sprawa smoleńska.
Wszyscy śmiejemy się z Macierewicza i jego podkomisji. Ale po coś Kaczyński ją trzyma. Ci ludzie pracują tylko nad jednym, aby przygotować raport wskazujący na zamach. Po co to robią? Przecież zarówno Macierewicz, jak i Kaczyński doskonale wiedzą, że zamachu nie było. Robią to po to, aby tego użyć do fizycznej rozprawy z opozycją. Chcą nam zrobić z Polski Turcję, gdzie dziesiątki tysięcy przeciwników Erdogana siedzi w więzieniach za rzekome popieranie rzekomego zamachu stanu (kolejny przykład prowokacji prowadzącej do pełni władzy). Kaczyński uważa, że on tak jak Erdogan dogada się z USA albo będzie balansował pomiędzy Rosją a USA. Stąd kupuje czołgi w USA, a z UE powoli nas wyprowadza.
Czy Kaczyński się na ten plan zdecyduje? Myślę, że będzie próbował go wcielić w życie, ale mu się nie uda.
Czy ludzie PiS są gotowi na takie działania? Oni nie mają żadnych zahamowań etycznych. Część z nich nie ma też już innego wyjścia, gdyż tyle nakradli, że obawiają się rozliczeń.
Mam tylko nadzieję, że tak jak w przypadku innych działań Kaczyńskiego ten jego zamach okaże się groteską. Co nie oznacza, że nie będzie groźną groteską. Od Polaków zależy, czy mu na taki zamach pozwolą, czy nie. Wierzę, że opór społeczny będzie zbyt duży, aby zabrać nam wszystkim wolność.
Roman Giertych
PS.
Gejbombera nigdy nie znaleziono. Jedną z najpoważniejszych hipotez rozpatrywanych wówczas przez służby (a jako szef Komisji ds. Służb Specjalnych prowadziłem nadzór nad badaniem tej sprawy) było to, że te atrapy bomb rozkładał rosyjski wywiad wojskowy. Nie zbadano wówczas do końca tej sprawy (ja odszedłem z funkcji szefa Komisji), bo nikt nie rozumiał po co Rosjanie mieliby pomagać braciom Kaczyńskim…
Magdalena Środa: Bodnar skończył swą misję. Polska należy wreszcie do Piotrowicza, Przyłębskiej, Prezesa i – pomału – Rosji

Magdalena Środa
Bodnar skończył swą misję. TVP zaraz rozgłosi tę radosną wieść w swój subtelny, łopatologiczny sposób. Nareszcie jesteśmy krajem, gdzie są przejrzyste podziały: na obywateli PiS i na drugi sort, który praw jest pozbawiony
Bodnar skończył swą misję, Polska należy wreszcie do Piotrowicza, Przyłębskiej, Prezesa i – pomału – Rosji.

TVP zaraz rozgłosi tę radosną wieść w swój subtelny, łopatologiczny sposób. Nareszcie jesteśmy krajem, gdzie są przejrzyste podziały: na obywateli PiS i na drugi sort, który praw jest pozbawiony.
Prawa człowieka? – To wymysł zachodnich wrogów.
Demokracja? – To utrata niepodległości.
Niestety tytuł artykułu trafnie oddaje czego dotyczyć będzie dzisiejsza rozprawa przed TK. 5 sędziów może unieważnić to, za czym głosował cały Naród w referendum. https://t.co/Se70mXcza2
— Adam Bodnar (@Adbodnar) July 13, 2021
Razem z haniebnym wyrokiem TK zaczynamy być krajem barbarzyńskim zależnym od Rosji, no i coraz szybciej podporządkowanym standardom komunistycznych zasad panowania i podległości. Piotrowicz, Pawłowicz, Kurski – zachwyceni!
Magdalena Środa
TSUE wydał wyrok w sprawie Izby Dyscyplinarnej SN: system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów nie jest zgodny z prawem Unii
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał w czwartek (15 lipca 2021) wyrok w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Uznał, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce nie jest zgodny z prawem Unii Europejskiej.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w przekazanym komunikacie poinformował, że „ustanawiając nowy system odpowiedzialności dyscyplinarnej obowiązujący sędziów Sądu Najwyższego i sędziów sądów powszechnych, Polska uchybiła zobowiązaniom, które na niej ciążą na mocy prawa Unii”
Izba Dyscyplinarna nie daje w rękojmi niezawisłości i bezstronności
Trybunał orzekł w szczególności, że: „z uwagi na całościowy kontekst refom, którym niedawno został poddany polski wymiar sprawiedliwości, a w który wpisuje się ustanowienie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, oraz z powodu całokształtu okoliczności towarzyszących utworzeniu tej nowej izby, izba ta nie daje w pełni rękojmi niezawisłości i bezstronności, a w szczególności nie jest chroniona przed bezpośrednimi lub pośrednimi wpływami polskiej władzy ustawodawczej i wykonawczej.
Niezależność Krajowej Rady Sądownictwa może wzbudzać uzasadnione wątpliwości
Trybunał wskazał w szczególności na fakt, że proces powoływania sędziów Sądu Najwyższego, w tym członków Izby Dyscyplinarnej, w dużym stopniu zależy od organu (Krajowej Rady Sądownictwa), którego struktura została poddana bardzo dużym zmianom przez polską władzę wykonawczą i ustawodawczą i którego niezależność może wzbudzać uzasadnione wątpliwości.
System może być wykorzystywany do politycznej kontroli orzeczeń sądowych
Trybunał zwrócił uwagę na fakt, że w założeniu Izba Dyscyplinarna ma składać się wyłącznie z nowych sędziów, którzy nie zasiadali do tej pory w Sądzie Najwyższym, oraz na fakt, że sędziom tym przysługuje bardzo wysokie wynagrodzenie i szczególnie wysoki stopień autonomii organizacyjnej, funkcjonalnej i finansowej w porównaniu z warunkami panującymi w pozostałych izbach sądowych tego sądu.
Omawiany system odpowiedzialności dyscyplinarnej dopuszcza kwalifikowanie treści orzeczeń sądowych wydawanych przez sędziów sądów powszechnych jako przewinienia dyscyplinarnego. Taki system mógłby zatem być wykorzystywany do politycznej kontroli orzeczeń sądowych lub nacisków na sędziów w celu wpłynięcia na ich decyzje i zagraża niezawisłości tych sędziów.
Polska nie zapewniła prawa do obrony obwinionych sędziów
TSUE podkreśla, że Polska naruszają niezawisłość sędziów, ponieważ, „nie zagwarantowała, by sprawy dyscyplinarne sędziów sądów powszechnych były rozstrzygane w rozsądnym terminie oraz nie zapewniła poszanowania prawa do obrony obwinionych sędziów, „
„Sędziowie krajowi są narażeni na postępowania dyscyplinarne z tego powodu, że zdecydowali się zwrócić do Trybunału z odesłaniem prejudycjalnym” – zaznacza TSUE co, jak oceniono, „narusza ich uprawnienie i w określonym przypadku obowiązek w zakresie występowania do Trybunału z takim odesłaniem oraz zakłóca system współpracy między sądami krajowymi a Trybunałem ustanowiony w traktatach w celu zapewnienia jednolitej wykładni i pełnej skuteczności prawa Unii. „
„W przypadku, gdy Trybunał stwierdza uchybienie zobowiązaniom państwa członkowskiego, na danym państwie członkowskim spoczywa obowiązek przyjęcia środków niezbędnych do tego, by uchybienie to ustało.” – podkreślono w komunikacie TSUE.
Cały komunikat TSUE dostępny jest tutaj >>>
Dariusz Frach, thefad.pl
