Full English Breakfast – historia angielskiego śniadania

Anna Frach

Anna Frach

Rolnicy wstający o poranku do pracy w polu mieli możliwość jedzenia zazwyczaj tylko jednego ciepłego i obfitego posiłku dziennie. Śniadanie obfitujące w tłuszcz i kalorie miało być dla nich źródłem energii aż do wieczora, kiedy to wracali do domu, aby spożyć wieczorny posiłek.

Kiedy zapytaliśmy naszego angielskiego przyjaciela Adriana, jakie jest jego ulubione danie – bez namysłu odpowiedział: „Full English Breakfast”.

Anglicy nie lubią „rozstawać się” ze swoim śniadaniem nawet na chwilę. Kilka lat temu podczas wakacji w tureckiej miejscowości Ölüdeniz, byliśmy świadkami „buntu Brytyjczyków”, którzy zmuszeni do jedzenia tureckiego śniadania (innego nie było w opcji half board) składającego się ze świeżych warzyw, owoców, serów i chleba pita – zaczęli chodzić na”angielskie śniadania” do okolicznych restauracji.

Niestety nie ma zbyt wielu informacji o tym, kiedy Szkoci i Anglicy zaczęli łączyć dostępne składniki, które składają się na tzw. ”Full English Breakfast”, czyli tradycyjne angielskie śniadanie. Ale znana jest historia pochodzenia kilku z tych składników.

Jednym z ważnych składników angielskiego śniadania jest herbata, która została przywieziona do  Anglii w XVII wieku. Do czasu jej spopularyzowania, do śniadania, które składało się w tamtym czasie z chleba i pieczonej wołowiny, serwowano piwo.

Współczesny boczek/bekon zdobył popularność na poczatku XVIII wieku, kiedy  z Irlandii zaczęto sprowadzać świnie. W miejscowości Calne w Witshire, która stała się miejscem, odpoczynku dla trzody chlewnej, opracowano metodę konserwowania półtuszy wieprzowych, przez moczenie jej w solance. Tak powstał bekon, który do dnia dzisiejszego stanowi podstawę angielskiego śniadanie.

Pomysł na smażone jajka i pomidory, przybył na wyspy z Chin. Jak się okazuje, już starożytni Chińczycy smażyli razem jajka z pomidorami.

Black pudding – to wędlina podobna do polskiej kaszanki, jej podstawowym składnikiem jest krew oraz podroby. Black pudding pochodzi z Europy a do Anglii trafił dzięki europejskim mnichom, którzy nazywali produkt „bloodwurst”. Po wizycie mnichów w Lancashire nazwę zmieniono na ”black pudding”

Śniadanie angielskie jest efektem klęsk głodowych w dawnej Anglii. Rolnicy wstający o poranku do pracy w polu mieli możliwość jedzenia zazwyczaj tylko jednego ciepłego i obfitego posiłku dziennie. Śniadanie obfitujące w tłuszcz i kalorie miało być dla nich źródłem energii aż do wieczora, kiedy to wracali do domu, aby spożyć wieczorny posiłek.

Podstawowe składniki angielskiego śniadania to smażone  lub pieczone w piekarniku:

  • jajka
  • bekon
  • kiełbaski
  • black budding lub white pudding
  • pomidory
  • pieczarki

dodatkowo, koniecznie na ciepło fasolka w sosie pomidorowym

herbata z mlekiem tzw. English Tea

We współczesnej wersji śniadania pojawiły się również

  • tosty z masłem i dżememowsianka
  • soki owocowe
  • sosy (brown souce, english mustard, ketchup)

Jednak w różnych częściach Anglii pojawiły się lokalne wersje śniadania

hog`s pudding – rodzaj kiełbasy produkowanej  w Cornwalii i Devon

potato cakes – smażone placuszki z gotowanych, gniecionych ziemniaków z dodatkiem mąki i masła, śledzie, sardynki, jajka w koszulkach, smażony na głębokim tłuszczu chleb, placki ziemniaczane

oraz bubble and squeak – danie przygotowywane z resztek niedzielnego obiadu. Składają sie na nie resztki pieczeni, warzyw, kapusta, ziemniaki – które są drobno krojone i smażone na patelni.

Anna Frach (TheFad.pl)


„Na drodze do polexitu”

Katarzyna Domagała-Pereira

Katarzyna Domagała-Pereira

Polska oficjalnie już nie chce uznawać wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) za wiążące. Oznacza to wyjście ze struktur prawnych UE – pisze niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” („SZ”).

Fot. Katarina Dzurekova / flickr

Niemiecki dziennik pisze o sprawie sędziego Józefa Iwulskiego, prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, którego immunitet sędziowski uchyliła Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. „Sprawa Iwulskiego może mieć związek z jego obecną działalnością. Jest wybitnym obrońcą pozostałości państwa prawa w Polsce” – pisze warszawski korespondent gazety Florian Hassel. Izba Iwulskiego kilkakrotnie zwracała się do TSUE z wnioskami dotyczącymi sposobu stosowania nadrzędnego prawa unijnego w Polsce. Autor przypomina, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) już 8 kwietnia 2020 r. zabronił Izbie Dyscyplinarnej działalności.

Faktycznie „polexit”

„Polska jednak coraz częściej lekceważy orzeczenia TSUE i innych sądów europejskich. A przepaść może się jeszcze powiększyć” – stwierdza „SZ”. Przypomina o spodziewanej 8 lipca opinii rzecznika generalnego TSUE na temat polskich nominacji sędziowskich. Z kolei 15 lipca TSUE może przychylić się do wniosku Komisji Europejskiej i kompleksowo uznać, że polski system dyscyplinarny dla sędziów jest niezgodny z prawem UE.

W Warszawie jednak „kontrolowany przez polityków Trybunał Konstytucyjny chce orzec, że wyroki TSUE nie są wiążące – co faktycznie oznaczałoby prawny ‚polexit’” pisze „SZ”.

„Prawny policzek”

Gazeta opisuje nie tylko poszczególne etapy reformy sądownictwa w Polsce, ale i sprawę firmy Xero Flor, której skarga ws. odszkodowania od państwa za uszkodzenie murawy przez zwierzynę łowną została oddalona przez TK, a potem trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC) w Strasburgu.

Strasburscy sędziowie wymierzyli rządzącym w Polsce „prawny policzek”, uznając wybór trzech sędziów konstytucyjnych związanych z partią (dublerów) za naruszenie konstytucji – relacjonuje „SZ”. „Oznacza to, że każdy proces, każdy wyrok z udziałem sędziego, który nie został legalnie wybrany do polskiego Trybunału Konstytucyjnego od 2016 roku, jest potencjalnie nieważny” – czytamy.

Dziennik przypomina, że 29 czerwca ETPC podjął dalsze działania orzekając, iż odwołanie w 2017 r. przez ministra sprawiedliwości dwóch sędziów na stanowiskach prezesa i wiceprezesa sądu okręgowego w Kielcach na południu Polski było niezgodne z prawem, podobnie jak ustawa, która legła u jego podstaw. Po tym wyroku – jak pisze „SZ” – pozew może złożyć około 150 bezprawnie odwołanych prezesów sądów lub ich zastępców. „I na tym nie kończy się seria europejskich wyroków przeciwko Warszawie”.

KE niezdecydowanie

Jak zaznacza „SZ”, wyroki TSUE i ETPC są wiążące dla Polski i stoją ponad prawem krajowym. „Warszawa lekceważy niepopularne wyroki niezawisłych jeszcze sędziów krajowych, a także wyroki europejskie”. Jako przykład podaje m.in. wyrok w sprawie Turowa. Dziennik przypomina, że premier Morawiecki i posłowie PiS złożyli trzy wnioski do „kontrolowanego przez siebie Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie rzekomej wyższości prawa polskiego nad prawem europejskim”. Orzeczenie w tej sprawie ma zapaść 15 lipca – tego samego dnia TSUE wyda werdykt w sprawie kontrowersyjnej Izby Dyscyplinarnej.

Zdaniem gazety Komisja Europejska reaguje na to wszystko niezdecydowanie. Nie posługuje się konkretnymi środkami, takimi jak wysokie kary. We wszczętym cztery lata temu postępowaniu na podstawie art. 7 traktatów UE na przeszkodzie stoi postawa Węgier. Komisja Europejska pozwała Polskę do TSUE już w czterech postępowaniach, ale do tej pory wahała się z wnioskiem o wysokie grzywny – pisze „SZ”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Podolski spełnia swoje polskie marzenie

Magdalena Gwóźdź-Pallokat

Magdalena Gwóźdź-Pallokat

Niemieckie media komentują transfer Łukasza Podolskiego do Górnika Zabrze: „Jego powrót do ojczyzny jest idealny”.

W niemieckich mediach nie milkną echa po decyzji Łukasza Podolskiego o powrocie do Polski i o dołączeniu do pierwszoligowego Górnika Zabrze.

„Moim marzeniem jest zakończyć karierę piłkarską w Górniku”

„Spiegel.de” przypomina, powołując się na różne agencje prasowe, że piłkarz ma 36 lat, ale nie myśli o zakończeniu swojej piłkarskiej kariery. Przypomina, że Zabrze położone jest niedaleko Gliwic, miejsca jego urodzenia. Na razie jego umowa z klubem opiewa na rok. „Spiegel. de” opisuje, że już w poniedziałek (05.07.2021) można było domyślić się, że szykują się zmiany, po tym, jak w wideo na stronie klubu pojawiło się hasło „The legend continues…”, a Podolski oznajmił: „The saga continues”.

Portal cytuje piłkarza, który już jakiś czas temu na swojej stronie internetowej umieścił post: „Moim wielkim marzeniem jest zakończyć kiedyś moją karierę piłkarską w Górniku”. Przypomina także, że w ostatnim sezonie Podolski grał w Turcji w Antalyapor i po zakończeniu umowy z klubem, od 1 lipca, nie był związany z żadnym innym. „Spiegel. de” dodaje, że Górnik Zabrze jest ósmym przystankiem w karierze piłkarza.

Dziennikarz „Sueddeutsche Zeitung” Philipp Selldorf rozpoczyna swój artykuł „Dorosły pan Podolski” od opinii Łukasza Podolskiego na temat wychowania jego 13-letniego syna Louisa. Dziennik cytuje piłkarza, który powiedział, że chłopiec ma „beztrosko dorastać”. Tłumaczył: „Oczywiście, że są pewne reguły: być miłym, sprzątać, rozsądnie się odżywiać. Ale nie jemy jedynie ryżu i warzyw. Tylko raz jest się dzieckiem”.

Pielęgnował swoje polskie pochodzenie

Gazeta z Monachium zauważa, że w dzisiejszych czasach, jeśli mówi się o powrocie do punktu wyjścia, chętnie stosuje się modne słowo „emocjonalny”. Jak zauważa, akurat w przypadku powrotu do Polski Podolskiego wcale nie jest to takie błędne. „Podolski zawsze pielęgnował swoje polskie pochodzenie (…) jego nie mniej eksponowanej reńskiej tożsamości nigdy nie przeszkadzały jego stare korzenie (…)”. Dziennik zauważa, że Podolski z biegiem lat stał się „kosmopolitą” i jako piłkarz zamieszkiwał w różnych miejscach świata. „Teraz polska liga może czuć się zaszczycona. Obecnego bądź byłego mistrza świata jeszcze w tej ekstraklasie nie było”.

„SZ” dostrzega, że Podolski dawno już mógłby sobie odpocząć, ale „po co”? Zdaniem gazety piłka nożna zawiera w sobie zarówno młodość, jak i daje możliwość zawierania znajomości czy posiadania perspektyw. Gazeta zauważa, że Podolski, jako biznesmen, robi krok w stronę właściciela koncernu: ma udziały w browarze i prężnej sieci kebabów w Kolonii, sprzedaje lody, modę, prowadzi halę do soccera i jest partnerem światowych koncernów. „To, że nadaje się także na polityka, zademonstrował niedawno, gdy dołączył do spotkania 1. FC Koeln i bez ogródek oraz trafnie wykazał, że szef klubu Werner Wolf posługuje się kłamstwem”. Gazeta podsumowuje, że „psotnik Poldi nadal istnieje, ale nikt nie powinien lekceważyć pana Podolskiego”.

Philipp Selldorf cytuje na koniec rozmowę Łukasza Podolskiego z „Koelner Stadt-Anzeiger”, w której przyznał, że najchętniej wróciłby na jedno z boisk w Kolonii w czasach, gdy „nie było komórek, Instagrama, zamieszania, tylko wychodziło się na zewnątrz i dobrze bawiło”. Dziennikarz kończy swój tekst słowami: „Ale niestety, niestety: każdy kiedyś musi trochę dorosnąć”.

Również „Welt” na swoich stronach internetowych pisze o tym, że „Podolski spełnia swoje polskie marzenie” i przypomina, że Zabrze jest kolejnym przystankiem na drodze piłkarza, po Turcji i Japonii.

Podolski „wraca do korzeni”, można przeczytać na portalu dziennika. „Dużo zamieszania wokół napastnika, który na pierwszy rzut oka ma już swoje lata i który chce, by jego kariera wybrzmiała w lidze środkowej klasy. Podobno propozycje napływały również z Ameryki Środkowej i Południowej”. Portal podkreśla, że dla Podolskiego podróż do jego „polskiej ojczyzny” jest sprawą serca. Cytuje także piłkarza, który 10 lat temu powiedział, że każdego roku, gdy odwiedza swoją rodzinę na Górnym Śląsku, chętnie udaje się na pogawędkę ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi.

Portal wychodzi również krok do przodu i zastanawia się nad tym, jaka będzie kolejna stacja Podolskiego. Uważa, że jest prawdopodobne, że Podolski wróci jeszcze do 1. FC Koeln, co wielokrotnie zaznaczał. „Pewnie już nie jako zawodnik, ale klub ostatnio wyraźnie zaznaczył, że uwzględnia go w swoich planach, niezależnie od funkcji”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Krzysztof Skiba: PiS walczący z korupcją to tak jakby kazać dżdżownicy uprawiać seks z hipopotamem

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Sprawa zdecydowanie ociera się o ABSURD ROKU. Do walki z korupcją bierze się partia, której strategia wyborcza polega na niczym innym jak tylko na przekupstwie obywateli. Jak PiS się bierze do ściągania oszustów, cwaniaków i nepotyzmu, to zawsze z wielkim zdziwieniem znajduje takich ludzi w swoich szeregach

 

WALKA Z KIESZENIĄ PEŁNĄ WŁASNEJ KASY

Nasze Chodzące Złudzenie Optyczne, Kolekcjoner Kotów, czyli Człowiek Pierzyna zainicjował na konwencji PiS, walkę z korupcją i nepotyzmem.

I nagle zrobiło się mocno śmiesznie jak na kabarecie Ani Mru Mru, bo takiej ilości członków rodzin polityków władzy, kumpli i kolesi z poprawczaka czy ze studiów, jacy pracują w spółkach skarbu państwa i na państwowych posadach, to nie widziano w Polsce już od kilkudziesięciu lat.

To właśnie za rządów PiS skasowano konkursy na stanowiska i obniżono kryteria kompetencji przyjmując hurtowo na ważne posady kuzynów, ciotki, córkę leśnika, cwaniaka, który podpieprzał granulat w rodzinnej firmie, żony i kochanki oraz przygłupa, który w aptece nosił kartony.

Sprawa zdecydowanie ociera się o ABSURD ROKU, także ze względu na całościową linię Złajdaczonej Prawicy. Do walki z korupcją bierze się partia, której strategia wyborcza polega na niczym innym jak tylko na przekupstwie obywateli.

To znany już schemat. Jak PiS się bierze do ściągania oszustów, cwaniaków i nepotyzmu, to zawsze z wielkim zdziwieniem znajduje takich ludzi w swoich szeregach. PiS walczący z korupcją to tak jakby kominiarza zatrudnić do wypieku chleba i kazać mu wyciorem do komina ugniatać ciasto na bułki albo kazać dżdżownicy uprawiać seks z hipopotamem.

Krzysztof Skiba


Opieka – jak zadbać o stronę internetową WordPress?

Masz stronę internetową albo sklep online na WordPressie? Musisz więc wiedzieć jak odpowiednio zadbać o swój biznes, aby zawsze działał on szybko, sprawnie i bez problemowo. Sprawdź, czym jest opieka WP i dlaczego warto z niej skorzystać!

Opieka - jak zadbać o stronę internetową WordPress?

Jak już pewnie wiesz korzystanie z platformy WordPress na samym początku nie wymaga jakiejś konkretnej pomocy, ale z czasem zewnętrzne wsparcie ekspertów znających się na WP może być zbawienne przy rozwiązywaniu bieżących problemów, które pojawiły się na stronie. Taka pomoc korzystnie wpłynie na posiadany biznes, jego bezpieczeństwo oraz niezawodność.

Opieka nad WordPress – na co możesz liczyć?

W ramach usług związanych z opieką WP, klient może liczyć na:

  1. Aktualizacje strony internetowej – wchodzi tutaj nie tylko proces aktualizacji platformy, ale też wtyczek oraz szablonu.
  2. Administracja strony – to skuteczne administrowanie platformą z jej konfiguracją wraz z rozwiązywaniem występujących problemów oraz awarii.
  3. Kopie  zapasowe inaczej kopie bezpieczeństwa wykonywane są na zewnętrznych, bezpiecznych serwerach dzięki czemu strona internetowa jest odpowiednio zabezpieczona przed jakimikolwiek skutkami nagłej usterki.
  4. Przyspieszenie strony www – szybkość strony to bardzo ważny czynnik dla potencjalnego klienta oraz Google. Opieka WordPress pomaga w przyspieszeniu, a także pilnowaniu na tym, aby rozwój nie wpłynął negatywnie na różne narzędzia.
  5. Zabezpieczenie strony – WordPress to platforma, która w ostatnich latach zyskała niesamowitą popularność, a więc stała się też, niestety opcją na ataki ransomware, wirusów oraz infekcji. Opieka WP realizuje profesjonalne wsparcie w temacie ochrony strony internetowej.
  6. Usuwanie wirusów i infekcji – opieka WP pomaga swoim klientom w usuwaniu awarii, które pojawiły się na ich stronie www. Często przyczyną takich usterek jest atak przez infekcje albo wirusa. Korzystając ze wsparcia masz gwarancję, że problem zostanie rozwiązany.

Tych korzyści jest znacznie więcej, ale tutaj wymieniliśmy te najważniejsze i najistotniejsze jeśli chodzi o działanie strony internetowej czyli nie kiedy biznesu, która dla wielu klient jest ich całym dorobkiem życia. Jeśli chcesz uzyskać wsparcie WordPress wystarczy jeśli napiszesz do wybranej przez Ciebie firmy ekspertów w tej dziedzinie i opiszesz swoje potrzeby albo problem, a na pewno zostanie Ci zapewniona kompleksowa pomoc oraz wsparcie poprzez szczegółowy zakres działań i prac programisty czy copywritera.

Przeczytaj także na czym polega WordPress SEO oraz czym jest agencja WordPress.


W Anglii zniesione zostaną niemal wszystkie restrykcje. Brytyjski premier w ogniu krytyki

Duże kontrowersje wzbudziła decyzja brytyjskiego premiera Borisa Johnsona. Wraz z przejściem do ostatniego etapu wychodzenia z lockdownu w Anglii ma zostać zniesiony nakaz noszenia maseczek w zamkniętych przestrzeniach publicznych.

Decyzję Johnsona krytykują politycy opozycji, lekarze. Spora część prasy uznała ją za ryzykowną.

W Anglii zniesione zostaną niemal wszystkie restrykcje

W poniedziałek Johnson ogłosił, że w kolejnym etapie, który jest planowany na 19 lipca, zniesione zostaną w Anglii niemal wszystkie restrykcje. W tym m.in. nakaz zasłaniania twarzy w sklepach, w transporcie publicznym i we wszystkich zamkniętych przestrzeniach publicznych. Johnson wyjaśnił, że chce, aby wraz z wychodzeniem z lockdownu przenieść nacisk z nakazów i zakazów na osobistą odpowiedzialność ludzi. Ludzie sami powinni decydować, w jakich sytuacjach zasłaniać twarz i zachowywać dystans. Ostateczna decyzja w tej sprawie zostanie ogłoszona za tydzień po analizie kolejnego zestawu danych. Johnson jednak wyraźnie zasugerował, jakie są intencje rządu.

„Znoszenie wszystkich zabezpieczeń jest lekkomyślne”

Zniesienie obowiązku noszenia maseczek, w sytuacji, gdy szybko rośnie liczna nowych zakażeń, wzbudziła ogromne wątpliwości.

– Znoszenie wszystkich zabezpieczeń w tym samym czasie, gdy wskaźnik zakażeń wciąż rośnie, jest lekkomyślne. Potrzebujemy zrównoważonego podejścia. Musimy utrzymać kluczowe zabezpieczenia na miejscu, w tym maseczki, w tym wentylację i co kluczowe odpowiednie wsparcie finansowe dla tych, którzy muszą się izolować – oświadczył lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer.

– Moja maseczka chroni ciebie, twoja maseczka chroni mnie. Noszenie maseczek na twarzy w środkach transportu publicznego pomaga ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa Covid. Daje londyńczykom pewność siebie w podróży – co jest kluczowe dla naszego ożywienia gospodarczego – napisał na Twitterze laburzystowski burmistrz Londynu Sadiq Khan.

Burmistrz okręgu Liverpool Steve Rotherham przywołał sondaż ośrodka YouGov, z którego wynika, że 71 proc. ankietowanych chce utrzymania obowiązku zasłaniania twarzy w transporcie publicznym.

Lekarze wzywają do utrzymania obowiązku noszenia maseczek

Obawy wyrażają też lekarze. Dr Chaand Nagpaul z Brytyjskiego Stowarzyszenia Lekarskiego powiedział, że jest „coraz bardziej niepokojącym”, to, że Johnson „zdecydował się pełną parą łagodzić obostrzenia” – pomimo ostrzeżeń o rosnących przypadkach szpitalnych i zgonach. Wezwał ministrów do utrzymania obowiązku noszenia maseczek, dopóki „gwałtowne tempo rozprzestrzeniania się infekcji nie zostanie opanowane, a więcej ludzi nie zostanie w pełni zaszczepionych”.

Z mieszanymi uczuciami decyzję w sprawie maseczek przyjęła wtorkowa prasa. „Daily Telegraph” i „Daily Mail” akcentują słowa Johnsona z poniedziałkowej konferencji prasowej „teraz albo nigdy” – że jeśli restrykcje nie zostaną zniesione latem, kiedy jest stosunkowo sprzyjająca sytuacja, później będzie jeszcze trudniej.

Z kolei „The Times”, „The Guardian”, „Daily Mirror” i „Metro” piszą o ryzyku, które Johnson podejmuje.

„The Guardian” wskazuje, że Anglia stanie się krajem z najmniejszym poziomem restrykcji w Europie. „The Times” przestrzega: znosi się nakaz noszenia maseczek w momencie, gdy trwa wielka fala zakażeń, zaczyna się ryzykowna gra.

Koronawirus w Wielkiej Brytanii

W ostatnich dniach dobowe bilanse zakażeń w Wielkiej Brytanii oscylują wokół 25 tys. co jest najwyższym poziomem od stycznia. Jednak, jak wskazywał Johnson nie przekłada się to na znaczący wzrost hospitalizacji i zgonów.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)


Niemcy. Złagodzenie ograniczeń wjazdu, nałożonych z powodu rozprzestrzeniania się wariantów koronawirusa

DW

Jeśli jakiś kraj zostaje uznany za obszar mutacji wirusa, podróżowanie z tego kraju do Niemiec zostaje praktycznie wstrzymane. Taki „stan wyjątkowy” zakończył się dla pięciu krajów. Z listy wypadły również dwa kraje UE.

Fot. Thorsten Krienke / flickr

Rząd Niemiec zdecydował o znacznym złagodzeniu ograniczeń wjazdu, nałożonych z powodu rozprzestrzeniania się szczególnie zakaźnych wariantów koronawirusa, na Portugalię, Wielką Brytanię, Irlandię Północną, Rosję, Indie i Nepal.

Jak poinformował Instytut Roberta Kocha (RKI), od środy 7 lipca status tych pięciu krajów zostanie zmieniony ze statusu „obszaru mutacji koronawirusa” na „obszar o wysokiej zachorowalności”.

Oznacza to, że wszystkie grupy osób z tych krajów będą mogły ponownie wjechać do Niemiec. Dla osób w pełni zaszczepionych i ozdrowieńców obowiązek kwarantanny zostanie całkowicie zniesiony, a dla wszystkich innych skrócony. Po pięciu dniach kwarantanny i ponownym negatywnym wyniku testu na COVID-19 można będzie zakończyć kwarantannę.

Obszar mutacji wirusa

Indie zostały zaklasyfikowane jako obszar mutacji wirusa już pod koniec kwietnia. W maju w podobnej sytuacji znalazły się Nepal i Wielka Brytania, a pod koniec czerwca Portugalia i Rosja.

W tej najwyższej kategorii dotyczącej ryzyka związanego z koronawirusem obowiązują drastyczne ograniczenia wjazdu. Oznacza to, że linie lotnicze, firmy autokarowe i koleje nie mogą przewozić do Niemiec osób z obszarów mutacji wirusa. Wyjątkiem jest, jeśli są one obywatelami Niemiec lub mieszkają w Niemczech. Do tego dochodzi fakt, że każdy, kto wjeżdża do Niemiec z obszarów mutacji wirusa, musi odbyć 14-dniową kwarantannę. Nawet jeśli jest w pełni zaszczepiony lub przeszedł COVID-19.

Wraz z obniżeniem klasyfikacji do „obszaru o wysokiej zachorowalności” wjazd do Niemiec jest w możliwy dla wszystkich osób i każdym środkiem komunikacji. Osoby, które nie zostały zaszczepione lub nie są ozdrowieńcami, muszą pozostać na kwarantannie przez dziesięć dni. Mogą skrócić ten okres do pięciu dni, jeśli wykonają drugi test na obecność koronawirusa.

Strach przed Deltą zostaje

Kanclerz Angela Merkel już w zeszłym tygodniu zapowiedziała zniesienie ograniczeń dla podróżnych. Nie wskazano jednak nazw krajów i konkretnej daty. Tydzień wcześniej, na szczycie UE w Brukseli, bezskutecznie nalegała na wprowadzenie wspólnych zasad podróżowania w UE. Kanlerz chciała w ten sposób ograniczyć możliwość rozprzestrzenianie się wariantu Delta. Wariant ten jest rozpowszechniony w Niemczech, pomimo iż liczba infekcji jest tu znacznie niższa niż w Portugalii czy Wielkiej Brytanii.

Wraz z obniżeniem klasyfikacji pięciu krajów, liczba obszarów występowania mutacji wirusa wyznaczonych przez Niemcy na całym świecie ponownie spada z 16 do 11. Wśród nich znajdują się Brazylia, Urugwaj, RPA i kilka krajów afrykańskich.

(DPA, RTR, AFP/gwo)

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Kanada domaga się przeprosin od papieża, a ja by uznać tę organizację za winną ludobójstwa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Udokumentowane jest zaginięcie 4100 dzieci. Szacunki mówią, że liczba ta jest bliższa 10 tysięcy dzieci, ktore nie wróciły do domów. Za to ludobójstwo przepraszał Justin Trudeau, premier Kanady. Przeprosił kościół protestancki, który prowadził kilka takich szkół. Przeprosił arcybiskup Vancouver. Teraz Kanada domaga się przeprosin od papieża Franciszka. A ja domagałabym się, by wreszcie uznać tę organizację za winną ludobójstwa na przestrzeni dwóch tysiącleci i przynajmniej sześciu kontynentach.

 

Kanada domaga się przeprosin od papieża. I Franciszek powinien przepraszać na kolanach. Przed kamerami wszystkich telewizji świata powinien klęczeć i błagać o przebaczenie:

Nasza wina
Nasza bardzo wielka wina
My, katolicy jesteśmy winni tego ludobójstwa
My ,katolicy jesteśmy winni śmierci tych dzieci
Gwałconych przez nas, bitych, oddzieranych z godności, głodzonych, traktowanych jak bydło, zaniedbanych na smierć
My, kościół katolicki, my księża i zakonnice
My zbrodniarze

Sędzia Murray Siclair, który przewodniczył komisji Prawdy i Pojednania ocenia, że mogli zamordować 10 tysięcy dzieci.

Kościół katolicki prowadził w Kanadzie 80 procent szkół z internatem dla dzieci tubylczej ludności. Rząd Kanady wymyślił, że zintegruje tę ludność z resztą populacji poprzez siłowe odbieranie dzieci tubylcom i przymusowe uczenie ich języka i kultury, białego człowieka. (Dziś 1.7 mln tubylców stanowi 4.9% populacji Kanady).

Zabrano rodzicom ok. 150 tysięcy dzieci i wysłano do tych szkół prowadzonych głównie przez kościół katolicki. Szkoły działały od 1883 do 1996. Nie wróciło z nich tysiące dzieci. Ich rodzice nigdy nie dowiedzieli się co stało się z ich dzieckiem, które nie wróciło do domu.

Udokumentowane jest zaginięcie 4100 dzieci, ale szacunki mówią, że liczba ta jest bliższa 10 tysięcy dzieci, ktore nie wróciły do domów. Dziś odkopuje się ich groby. W maju odkopano 215 grobów w Kamloops, w czerwcu 751 w Saskatchewan. Są tam groby dzieci i spopielone szczątki spalonych niemowląt, dzieci dziewczynek zgwałconych przez katolickich księży nauczycieli. Za to ludobójstwo przepraszał Justin Trudeau, premier Kanady. Przeprosił kościół protestancki, który prowadził kilka takich szkół. Przeprosił arcybiskup Vancouver.

Teraz Kanada domaga się przeprosin od papieża Franciszka. A ja domagałabym się, by wreszcie uznać tę organizację za winną ludobójstwa na przestrzeni dwóch tysiącleci i przynajmniej sześciu kontynentach.

Świadkowie tego kanadyjskiego ludobójstwa popełnionego przez kościół katolicki jeszcze żyją. Czas na drugą Norymbergę. Za dzieci kanadyjskie. Za dzieci żydowskie. I za zgwałcone przez księży dzieci we wszystkich krajach świata.

Katolicy powinni teraz przez 10 tysięcy niedziel modlić się za te zamordowane dzieci kanadyjskich tubylców. I za samych siebie, bo ta religia, prędzej czy później, zostanie uznana za organizację zbrodniczą.

Adam Mazguła / Źródło: Jolanta Saacewicz


Roman Giertych w liście do Kaczyńskiego: głowa do góry, powstrzymasz Tuska!

Roman Giertych

Roman Giertych

Serce mi się krajało Jarku, gdy widziałem Twoją zatroskaną twarz, gdy wśród poważnego grona wiernych akolitów zrozumiałeś, że Twój koszmar wraca. Mam nadzieję, że nie tylko dla Antoniego masz zapewnioną daczę pod Moskwą. Bo niedługo mogą się przydać…

 

Drogi Kuzynie!

Jak mi się serce krajało Jarku, gdy widziałem wczoraj Twoją zatroskaną twarz, gdy wśród poważnego grona wiernych akolitów zrozumiałeś, że Twój koszmar wraca.

Tyle razy śniłeś ten straszny sen, gdy Tusk formuje nowy rząd, a ty w gronie ostatnich posłów PiS musisz znosić jego widok w ławach rządowych. I terazteraz gdy już myślałeś, że jesteś skrzyżowaniem Łukaszenki z Erdoganem nagle zobaczyłeś, że Naród nagle może cię zwyczajnie pogonić.

Oj, dobrze, że wierny Joachim zadbał, aby nałożyć rano właściwą parę butów, bo już chciałeś wyjść na Kongres w różnokolorowych kaloszach. Nawet tak ulubiony przez Ciebie masaż stóp przed wzuciem obuwia, który zawsze, twój wierny budowniczy szczecińskiej stępki promu, tak cudownie przeprowadza, nie ukoił twoich skołatanych nerwów.

Tak mi się Ciebie żal zrobiło, że postanowiłem Ci pomóc.

Wprawdzie powinowatymi jesteśmy siódma woda po kisielu, ale wiesz, że mam do Ciebie kuzynie życzliwości wiele. I ułożyłem dla Ciebie następne uchwały, które musisz ogłosić. One powstrzymają Tuska, Hołownię i Kosiniaka przed odebraniem Ci władzy.

Już pierwsza była idealna. O zakazie zajmowania stanowisk w spółkach przez rodziny posłów. Genialna!

I ta piękna klauzula, że wyjątkowo mogą je zajmować te osoby z rodzin, które mają kompetencje, czyli maturę. Twardo ustawione kryteria naboru, to klucz do sukcesu! Ale nie możesz nie pójść dalej.

Kolejną uchwałę musisz przyjąć: „O zakazie przelewania pieniędzy z budżetu państwa na rzecz spółek, będących własnością posłów lub ministrów”. Tu wprowadzimy wyjątek, że nie można przelewać, chyba że spółki te bardzo potrzebują pieniędzy.

Kolejna uchwała: „O zakazie opłacania wakacji z pieniędzy publicznych dla polityków PiS”. Tutaj wyjątek: chyba że są bardzo zmęczeni.

Następna: „O zakazie zawierania kontraktów z firmami, które płacą od tych kontraktów prowizję urzędnikom i politykom je zawierającym”. Wyjątek zrobimy taki: chyba że kontrakt jest potrzebny, a prowizja nie większa niż 10%. To znacząco ureguluje obecną niedobrą praktykę 15% prowizji. Ileż to oszczędności zrobisz w Skarbie Państwa!

Jeszcze kilka ci takich uchwał wymyślę, ale sam rozumiesz, że najpierw musisz te wprowadzić, a te twarde ograniczenia dotychczasowych praktyk mile przez twoich towarzyszy nie zostaną przyjęte.

Podobało mi się też to, że wierzysz, iż ład, który wprowadzasz jest na miarę tysiąclecia. Też tak uważam. Mieszko, Kazimierz Wielki, Jagiełło, Batory, Sobieski, Grabski z pokorą przed Twoimi osiągnięciami spuściliby głowę. O nikim z nich przecież tak dobrze nie mówiła telewizja państwowa!

Tak więc głowa do góry kuzynie! Tymi uchwałami powstrzymasz Tuska!

Twój pamiętający,
Romek

PS.

Mam nadzieję, że nie tylko dla Antoniego masz zapewnioną daczę pod Moskwą. Bo niedługo mogą się przydać…


Radosław Sikorski: nie można zaproponować powrotu do przeszłości. Kiedy inni idą do przodu, ten kto stoi, zostaje z tyłu

Radosław Sikorski

Radosław Sikorski

Tusk byłby naiwny, gdyby uważał, że sam jego powrót da Platformie Obywatelskiej zwycięstwo lub że do sukcesu prowadzi ta sama droga, co w roku 2007 czy 2011. A naiwny nie jest. Widzimy jak na dłoni, że to, co było dla Polaków ważne 10 lat temu, nie musi być ważne dziś. A to, na co 10 lat temu nie zwracano dostatecznej uwagi obecnie staje się tematem numer jeden

 

Szanowni Państwo,

PiS słabnie. Od wielu miesięcy Zjednoczoną Prawicą wstrząsają konflikty, toczą się wewnętrzne, podjazdowe wojny, padają wzajemne oskarżenia i groźby. Przez długi czas chęć utrzymania się u władzy, obsadzenia kolejnych ministerstw i spółek Skarbu Państwa była silniejsza niż wzajemna niechęć. Dzisiaj coś się zacięło. Kaczyński musi kusić pojedynczych posłów, żeby utrzymać choćby minimalną większość w Sejmie.

Zamiast wielkiego triumfu jest walka o przetrwanie

Nie wiemy, ile ta walka potrwa. Ale kiedy rząd słabnie, opozycja nie może zajmować się sobą. Bo osłabiony Kaczyński jest tym bardziej niebezpieczny, ponieważ wie, że jeśli straci władzę, nigdy jej już nie odzyska. To Kaczyński gotowy zrobić wszystko, żeby władzę zachować.

Jak inaczej czytać „deklarację ideową” podpisaną przez PiS wspólnie z włoską Ligą Matteo Salviniego, czy francuskim Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen – partiami skrajnej antyeuropejskiej prawicy, wielbiącymi Putina i przez niego finansowanymi?

Kiedy nasze relacje z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi są najsłabsze od lat, kiedy amerykańscy prezydenci – tak były, jak i obecny – uznają nas za państwo autorytarne, kiedy w Brukseli przestajemy być traktowani jak poważny partner, kiedy jedynym chyba sąsiadem Polski, z którym nie mamy dziś zatargów jest Bałtyk – w takich warunkach Kaczyński tworzy wspólny front z klientami Putina. Tu już nie można udawać. Nie można nie widzieć, że to człowiek gotowy za władzę sprzedać bezpieczeństwo kraju.

W takich warunkach opozycja nie może tracić czasu na spory. A największa partia opozycyjna musi mieć sprawdzonego lidera, który z powodzeniem ją zjednoczy.
Nie ma partii jednorodnych. W każdej są ludzie o nieco odmiennych poglądach – bardziej konserwatywnych lub postępowych, bardziej socjalnych lub wolnorynkowych. A obok tego są jeszcze różnice w proponowanych metodach działania – jedni twierdzą, że powinniśmy skupić się na przyszłości, na odbudowywaniu kraju po Kaczyńskim, drudzy, że trzeba głośno i ostro mówić o tym, jak Kaczyński zagraża bezpieczeństwu Polski tu i teraz, bo inaczej żadnej przyszłości nie będzie. Te różnice nie są niczym nadzwyczajnym. Nasi wyborcy też nie są identyczni.

Jednak w ostatnim czasie różnorodność zamiast być źródłem siły PO – jak w jej najlepszych latach – była źródłem sporów. To prowadziło do spadków poparcia mierzonego sondażami, a w konsekwencji… do dalszych nieporozumień i szukania winnych. To błędne koło, z którego może nas wyrwać tylko odpowiedni przywódca. Taki, który będzie w stanie tą różnorodnością zarządzić.

Doświadczenie i autorytet Donalda Tuska dają na to szansę. Nie chodzi o żaden powrót do przeszłości, a wiek Tuska – przypomnę, młodszego od Kaczyńskiego o 8 lat, a od Joe Bidena o 15 lat– nie ma znaczenia. Inteligentny polityk rozumie, że z czasem zmieniają się oczekiwania ludzi i wyzwania, przed jakimi stoi kraj. Wspomniany Biden jest tego dobrym przykładem – przez lata uznawany za do bólu centrowego, jako prezydent wychodzi z ambitnym programem poważnych reform. Dlaczego? Bo świat nie stoi w miejscu.

Po czterech latach prezydentury Donalda Trumpa, w obliczu rosnącej rywalizacji z Chinami, kryzysu klimatycznego, rewolucji energetycznej i technologicznej nie można wyborcom zaproponować powrotu do przeszłości lub nieruchomego trwania. Kiedy inni idą do przodu, ten kto stoi w miejscu, zostaje z tyłu.

Donald Tusk dobrze o tym wie. I wie, że do rządzenia krajem potrzebuje ludzi o różnym doświadczeniu – także doświadczeniu pokoleniowym. Proszę raz jeszcze spojrzeć na Stany Zjednoczone – administracja najstarszego prezydenta w historii jest najbardziej zróżnicowaną w historii. Twierdzenie, że o jakości polityka decyduje rok urodzenia to po prostu nieprawda.

Tusk byłby naiwny, gdyby uważał, że sam jego powrót da Platformie Obywatelskiej zwycięstwo lub że do sukcesu prowadzi ta sama droga, co w roku 2007 czy 2011. A naiwny nie jest. Widzimy przecież jak na dłoni, że to, co było dla Polaków ważne 10 lat temu, nie musi być ważne dziś. A to, na co 10 lat temu nie zwracano dostatecznej uwagi – jak zmiany klimatyczne, jakość powietrza, potrzeby młodych rodziców – obecnie staje się tematem numer jeden. Kiedyś w wyborach na prezydenta Warszawy wygrywała Hanna Gronkiewicz-Waltz, teraz warszawiacy w pierwszej turze wybrali Rafała Trzaskowskiego.

W bardzo dobrym wystąpieniu Donald Tusk podkreślał, że zbyt łatwo część z nas przyzwyczaiła się do tego, co wydawało się nieakceptowalne – do nepotyzmu na gigantyczną skalę, oszustw, upodlania niezależnych instytucji, mierności PiS-owskiej elity czy wreszcie marnotrawienia miliardów złotych publicznych pieniędzy. Nie możemy się na to godzić. Musimy nieustannie zło nazywać złem, zamiast w całym tym bagnie na siłę szukać jakichś pomysłów, które nie są najgorsze. Kiedy ktoś dewastuje nam dom, to wyrzucamy go za drzwi, a nie cieszymy się, że jeden pokój pozostał jeszcze nietknięty.

To nie znaczy, że Platforma Obywatelska ma być tylko anty-PiS-em. Tusk mówił o tym, jak obecna władza okrada nas nie tylko z pieniędzy, ale przede wszystkim z przyszłości. Z naszej pozycji w Europie, z prawa do czystego powietrza i oddalenia katastrofy klimatycznej, z bezpieczeństwa, które – jak wiemy z historii – naprawdę nie jest nam dane raz na zawsze. Za to wszystko zapłaci nie Kaczyński, lecz kolejne pokolenia. Dlatego właśnie drugą stroną sprzeciwu wobec PiS jest pozytywny program naprawy dokonanych przez Kaczyńskiego zniszczeń.

W tym celu Platforma potrzebuje większego zaangażowania nowych, młodszych polityków. Na niedawnym kongresie Młodych Demokratów postulowałem, aby na naszych listach wyborczych w każdym okręgu na jednym z trzech pierwszych miejsc była co najmniej jedna osoba przed 33. rokiem życia. I będę o realizację tego pomysłu walczył.

Ale zmiana pokoleniowa nie musi oznaczać pokoleniowej wojny!

A Platforma – jeśli chce odzyskać zaufanie wyborców – musi skoncentrować się na nich, nie na sobie. Musi pokazać, że jest gotowa do przejęcia rządu tu i teraz.

Przywództwo Tuska daje na to szansę. Nie dlatego, że wygrywał kiedyś. Ale dlatego, że wykorzysta różnorodność Platformy do wygrywania dzisiaj.

Radosław Sikorski