Manuela Gretkowska: Kaczyński i Tusk – dwaj dziadersi. Dwa odwieczne kierunki polskie – w tył i do przodu

Manuela Gretkowska
Kaczyński i Tusk - dwaj dziadersi. Jarek w ciągłym regresie. Donald ciągle się rozwija. Nie trzeba przełomowego programu. Jest nim antypisowski powrót do normalności. Złem absolutnym dla Polski jest PiS i Kaczyński, marzący o byciu Piłsudskim, zwanym „Dziadkiem” i mężem stanu. Tusk jest już Dziadkiem, a mężem stanu od dawna. Dwa odwieczne kierunki polskie - w tył i do przodu. Jeden nazywany sługą Niemców, drugi Putina.
Jak żaden krajowy polityk Tusk jest totemem Europy, wokół którego mogą się zbierać jej wyznawcy. Nie trzeba przełomowego programu. Jest nim antypisowski powrót do normalności. Tusk jest też prezydentem Reaganem, dla pamiętających jego zwycięską walkę z „Imperium Zła”. Złem absolutnym dla Polski jest PiS i Kaczyński, marzący o byciu Piłsudskim, zwanym „Dziadkiem” i mężem stanu. Tusk jest już Dziadkiem, a mężem stanu od dawna.
Cała nadzieja w Tusku i antytuskowej psychozie Kaczyńskiego, wpadającego wtedy w stany wojenne, internujące mu rozum i partię.
Kaczyński i Tusk – dwaj dziadersi. Jarek w ciągłym regresie. Donald ciągle się rozwija – ekologicznie, cywilizacyjnie, feministycznie. Dwa odwieczne kierunki polskie – w tył i do przodu. Jeden nazywany sługą Niemców, drugi Putina.
Manuela Gretkowska
Donald Tusk :
— Grzegorz Furgo (@GrzegorzFurgo) July 3, 2021
Nikt na świecie nie widział takiej władzy, która w takim momencie jak pandemia myśli o tym, jak zarobić pieniądze.
Okradli nas z bezpieczeństwa, J. Kaczyński to przypadek wicepremiera do spraw niebezpieczeństwa.
Idziemy po zwycięstwo !
Macie z kim przegrać ! pic.twitter.com/MGcjUinrcn
.@donaldtusk: Jak słyszę: „PiS jest zły, ale może parę rzeczy robi dobrze”, dostaję furii. To zło jest permanentne.
— PlatformaObywatelska (@Platforma_org) July 3, 2021
Trzeba zacząć od najważniejszego przykazania: jak widzisz zło, walcz z nim i nie pytaj o dodatkowe powody. #PoZwycięstwo
.@donaldtusk: Prezesie Kaczyński i towarzysze z PiS-u: powiedzcie PRZEPRASZAM tym wszystkim, którzy walcząc o życie w pandemii musieli oglądać Wasze przekręty. #PoZwycięstwo
— PlatformaObywatelska (@Platforma_org) July 3, 2021
Marcin Zegadło: Płonące kościoły w Kanadzie. Jaki rodzaj łajdactwa zrobiłby wrażenie, aby kler odczuł, że grunt pali mu się pod nogami

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Zastanawiam się ile dziecięcych trupków, ile szkieletów, ile grobów i mogił musiałoby zostać rozkopanych w Polsce, żeby wywołało to zdecydowaną reakcję społeczną, skoro gwałty i seksualna przemoc na polskich dzieciach jest dla większości polskich katolików/katoliczek obojętna, a Kościół ma się tak samo dobrze jak miał się lata temu.
Płonące kościoły katolickie w Kanadzie to nie jest mój mokry sen. Podpalanie czegokolwiek jest formą przemocy trudną do zaakceptowania. Potrafię jednak zrozumieć gniew, który kieruje tymi, którzy decydują się na tak radykalny protest wobec faktów, które ujrzały światło dzienne.
Residential school workers physically and sexually abused Indigenous children in Canada who were forcibly enrolled.
— AJ+ (@ajplus) May 31, 2021
At the schools — many run by the Catholic Church — adults would stop children from practicing their cultures.
In 2015, Canada admitted it was „cultural genocide.” pic.twitter.com/gldTiWSIFn
Protesters in Canada toppled a statue of Queen Victoria on #CanadaDay, after remains of about 1,000 Indigenous children were found at former forced assimilation schools.
— AJ+ (@ajplus) July 2, 2021
Over 10,000 Indigenous children are believed to have died at the schools, which operated until the mid-1990s. pic.twitter.com/s2QtIkshVk
Odkrycie masowych grobów rdzennych mieszkańców Kanady, a ściśle rzecz biorąc ich dzieci, które zostały im wydarte i miały zostać sformatowane przez białych katolików zgodnie z ich planem polegającym na wytarciu i wymazaniu kultury, tradycji i wierzeń tych, do których ta ziemia należała, zanim zjawił się na niej biały człowiek ze swoim Bogiem i porządkiem – to jest przyczyna, której nie można zignorować. W tamtej ziemi znajdują się ciała dzieci, do których śmierci przyczyniła się instytucja Kościoła Katolickiego i ludzie z nią związani.
Fenomen tej instytucji polega jednak na jej trwaniu wbrew temu, co o niej już wiemy, czego dowiadujemy się na przestrzeni lat, mimo tego, czym okazuje się moloch, który z miłosierdzia uczynił swój sztandar, a miłością do bliźniego wyciera sobie od setek lat swoją dość ponurą gębę.
Zastanawiam się jaki rodzaj podwójnej moralności, jaka dalece rozwinięta zdolność do relatywizowania oraz ignorowania faktów sprawiają, że wciąż tak wielu chrzci dzieci w wierze będącej źródłem już nie tylko nerwicy seksualnej, lęków, napiętnowania, wykluczenia, ale po prostu śmierci niewinnych istot, rozbicia rodzin i wyrywania ludzi siłą z ich rdzennej kultury w imię Boga, którego z jakichś powodów część świata uznaje za jedynego.
Zastanawiam się również jak wiele grobów i martwych dzieci musiałoby zostać odkopanych w Polsce, w kraju, który przecież miłuje dzieci, skoro „Matka Polka” ma rodzić je na potęgę na chwałę Boga i narodu i ma za te dzieci oddawać życie rodząc je również martwe lub granicznie upośledzone.
Zdawałoby się wobec tego, że dzieci stanowią dla tego kraju wartość nadrzędną i krzywda im wyrządzana powinna siać zamęt, oburzenie i masowe odejścia z Kościoła.
Zastanawiam się nad tym, ponieważ potwierdzone i pewne informacje o gwałtach na polskich dzieciach oraz informacje o systemowym wsparciu Kościoła dla sprawców tych przestępstw będących katolickimi duchownymi – jak się okazało nie sprawiły, że stosunek Polaków/Polek do Kościoła Katolickiego zmienił się w sposób znaczący. Wprawdzie odnotowuje się spadek zainteresowania zajęciami z katechezy, ale ślubu kościelnego jak mniemam polskie panny młode raczej sobie nie odmówią, a i dzieciaczka ochrzcić wypada, bo lepiej jednak ochrzcić niż nie ochrzcić. Nie zaszkodzi, a może pomóc. Pogrzeb też kościelny z księdzem i kropidłem, no bo ostatecznie nie wiadomo, co tam jest po drugiej stronie.
Więc zastanawiam się ile dziecięcych trupków, ile szkieletów, ile grobów i mogił musiałoby zostać rozkopanych w Polsce, żeby wywołało to zdecydowaną reakcję społeczną, skoro gwałty i seksualna przemoc na polskich dzieciach jest dla większości polskich katolików/katoliczek obojętna, a Kościół ma się tak samo dobrze jak miał się lata temu.
Zastanawiam się jaki rodzaj przestępstwa, jaki rodzaj łajdactwa, jaki rodzaj kłamstwa i podłości zrobiłby na Polkach i Polakach wrażenie, które sprawiłoby, że być może nie zaczęłyby palić się kościoły, ale przynajmniej katolicki kler miałby wrażenie, że grunt pali mu się pod nogami.
Zdaje mi się, że nie ma takiego zestawu świństw i łajdactw, ponieważ większość została już popełniona, a polski katolik, po bożemu – po prostu zwykł je wybaczać w nadziei na życie wieczne – Amen.
Marcin Zegadła
Cztery szczepionki przeciwko Covid-19 dopuszczone do użytku w UE chronią przed wszystkimi wariantami koronawirusa
Wygląda na to, że cztery szczepionki przeciwko Covid-19 dopuszczone do użytku w UE chronią przed wszystkimi wariantami koronawirusa, w tym wariantem Delta – poinformowała w czwartek Europejska Agencja Leków (EMA).

„Wygląda na to, że cztery szczepionki dopuszczone w UE chronią przed wszystkimi szczepami, w tym wariantem Delta. Pierwsze dane (…) sugerują, że dwie dawki szczepionek chronią przed wariantem Delta. Przeciwciała z zatwierdzonych szczepionek neutralizują ten wariant” – czytamy na koncie EMA na Twitterze.
It seems that the 4 vaccines authorised in the EU 🇪🇺 protect against all strains, including the delta variant. First real-world data suggest that:
— EU Medicines Agency (@EMA_News) July 1, 2021
➡️2 doses of vaccines protect against the delta variant
➡️antibodies from the approved vaccines neutralise this variant. #EMAPresser
EMA zwróciła się też do wszystkich producentów szczepionek o zbadanie, czy ich preparat zapewnia ochronę przed pojawiającymi się nowymi wariantami koronawirusa.
Czy można łączyć szczepionki różnych producentów?
Agencja nie jest w stanie w sposób wiarygodny ocenić, czy użycie produktów dwóch różnych firm w jednym cyklu szczepienia powinno być zalecane.
„Wstępne wyniki badań w Hiszpanii, Niemczech i Wielkiej Brytanii wykazują dobrą odpowiedź immunologiczną i brak zagrożeń dotyczących bezpieczeństwa. Wkrótce powinno pojawić się więcej danych” – zaznacza EMA.
Dawki „odświeżające”
Jest ona też w kontakcie z firmami farmaceutycznymi, aby omówić potencjalne zastosowanie kolejnej dawki w celu „odświeżenia” reakcji immunologicznej u osób w pełni zaszczepionych oraz „określić najlepszy czas i najlepszą strategię”. Na tym etapie nie jest jednak jasne, czy dawki „odświeżające” będą konieczne w celu utrzymania ochrony – stwierdza EMA.
Z Brukseli Artur Ciechanowicz (PAP)
Ambasada USA w Polsce w obronie osób LGBTQI+ apeluje: „Słowa mają znaczenie. Czas skończyć z nienawiścią”
Ambasada Stanów Zjednoczonych w Polsce przygotowała wideo, w którym odnosi się do nienawistnych komentarzy pod adresem osób LGBTQI+. Ambasada poprosiła kilka osób z polskiego środowiska LGBTQI+ o przeczytanie komentarzy, które pojawiają się pod jej postami w mediach społecznościowych.

„Słowa mają znaczenie. Czas skończyć z nienawiścią”
„Słowa mają znaczenie. Z uwagą czytamy komentarze, które pojawiają się pod naszymi postami o równości dla osób LGBTQI+. Są wśród nich słowa pełne wsparcia, ale też takie, które nigdy nie powinny paść. Poprosiliśmy kilka osób z polskiego środowiska LGBTQI+ o przeczytanie komentarzy przed kamerą – wyobraźcie sobie, że ktoś pisze takie słowa o Was lub o Waszych najbliższych. Czas skończyć z nienawiścią. Wszyscy jesteśmy równi i powinniśmy traktować innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani” – czytamy na stronie ambasady amerykańskiej.
Ambasada USA wspiera polską społeczność LGBTQI+. Specjalny film z udziałem aktywistów. „Słowa mają znaczenie”
Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: Ambasada USA
Marcin Zegadło: Zapowiadany powrót Tuska do krajowej polityki to jednak beznadziejna miazga. Bo przecież sam Tusk, tego nie pociągnie

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Powrót sympatycznego (skądinąd) Donalda Tuska jest w tym kontekście dowodem głębokiej martwoty i niewydolności polskiego systemu politycznego, a w tym sensie również dowodem klęski polskiej lewicy rozumianej i wąsko i szeroko, która w zasadzie nie istnieje jako poważna siła polityczna. Okazuje się, że w „rozgrywkach ligowych” na terenie kraju wciąż gra toczy się pomiędzy narodowo-socjalistycznym PiSem a prawicową i konserwatywną w gruncie rzeczy Platformą, która tylko na tle fundamentalistów z PiS wydaje się jakąś alternatywą dla Polski
Zapowiadany powrót Donalda Tuska do krajowej polityki to jest jednak strasznie polska i konsekwentnie beznadziejna miazga. W pewnym sensie to kibicowanie Tuskowi przypomina trochę kibicowanie polskiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej. Wiemy o tych chłopakach jak grają, wiemy, że częściej im nie idzie niż idzie, że zwykle „wychodzi jak zawsze” i że wcześniej czy później w jakiejś strefie kibica znów zgłuszona browarem Polska będzie musiała zanucić: „Polacy nic się nie stało”. I rzeczywiście nic się nie dzieje, bo przecież sam Lewandowski – wróć – Tusk, tego nie pociągnie.

Czymś takim mniej więcej jest planowany powrót sympatycznego (skądinąd) Donalda Tuska do krajowej polityki. No bo cóż ten powrót w gruncie rzeczy oznacza? Oznacza on przede wszystkim, że przez te wszystkie lata nieobecności Tuska w „rozgrywkach krajowych” nie powstała żadna na tyle silna dla Tuska alternatywa, żeby Tusk mógł przejść na emeryturę, którą Bruksela będzie wypłacała mu w euro.
Co więcej, owa alternatywa nie powstała nie tylko w ciele trupa Platformy Obywatelskiej, którego rozkład obserwować mogliśmy przez te lata, co po prostu, nie powstała wcale. Wreszcie okazuje się, że w „rozgrywkach ligowych” na terenie kraju wciąż gra toczy się pomiędzy narodowo-socjalistycznym PiSem a prawicową i konserwatywną w gruncie rzeczy Platformą, która tylko na tle fundamentalistów z PiS wydaje się jakąś alternatywą dla Polski, a przecież to jest wciąż ten sam katolicki gips, ta sama kruchta, tylko cokolwiek bardziej przewiewna i ten sam w gruncie rzeczy wiernopoddańczy stosunek do tych wszystkich średniowiecznych, sytych i zadowolonych z siebie magnatów z Episkopatu.
Osobiście powrót sympatycznego (skądinąd) Donalda Tuska jest w tym kontekście dowodem głębokiej martwoty i niewydolności polskiego systemu politycznego, a w tym sensie również dowodem klęski polskiej lewicy rozumianej i wąsko i szeroko, która w zasadzie nie istnieje jako poważna siła polityczna w alternatywie dla prawicy wolnorynkowej (powiedzmy, że to jest Platforma i akolici, kto chce niech teraz wybuchnie śmiechem) oraz fundamentalistycznej prawicy (tej spod znaku narodowo-katolickiego betonu i faszystowskiego lepu). Tej lewicy nie ma, ponieważ jak się okazuje ogół społeczeństwa lepiej czuje się po prawej niż po lewej stronie stadionu, na którym ta rozgrywka się toczy (trzymając się metaforyki futbolowej) i takie tego społeczeństwa prawo.
Ale słabo to wygląda, kiedy stara dobra maksyma o tym, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, traci swoją aktualność, bo okazuje się, że może i się nie wchodzi, ale akurat w Polsce wchodzi się i to po same uszy, po kokardę.
Marcin Zegadło
Diagnoza: rak. I co dalej?
Ile będę żyć? To dla wielu pacjentów oczywiste pytanie po diagnozie nowotworowej. Lekarze jednak zwracają uwagę, że nikt odpowiedzi na to pytanie nie zna, także, jeśli chodzi o ludzi zdrowych. Podkreślają, że w związku z tym istotniejsze wydaje się inne pytanie: jakie będzie moje życie? O tym właśnie traktuje książka z zapisem rozmów z kobietami, które zachorowały na raka jajnika.

Jej tytuł to: „Jak motyl. Odczarować mity”, a jej bohaterki to siedem kobiet, które zachorowały na raka jajnika. Nie bez powodu ten nowotwór postrzegany jest jako cichy i podstępny zabójca: brak wczesnych objawów i skutecznej profilaktyki sprawiają, że większość pacjentek trafia do lekarza w stadium zaawansowanym z rozsiewem na inne narządy. Wtedy szanse na odzyskanie zdrowia zdecydowanie maleją.
Pacjentki nie są jednak bez szans. W ostatnich latach doszło do przełomu w leczeniu tego nowotworu.
Kobiety, które podzieliły się swoimi historiami wskazują, że dobra opieka medyczna to nie wszystko.
Sposoby na życie z rakiem
Tytuł nawiązuje do motyli. Dlaczego?
– Motyl to piękny delikatny owad, który przypomina o kruchości życia, ale zarazem jest symbolem siły i waleczności – tłumaczy jedna z bohaterek i zaznacza, że one właśnie takie są.
– Podniosły się po pierwszym załamaniu. Starają się normalnie żyć. Kochać. Mieć marzenia i nie odkładać ich realizacji. Zarażają radością z przeżywania każdego dnia – pisze we wstępie do książki jedna z jej współautorek Katarzyna Pinkosz.
Zdaniem lekarzy nastawienie do swojej choroby jest istotne w procesie leczenia.
– Z moich obserwacji jasno wynika, że kobiety, które chorują na raka jajnika, ale mimo wszystko doceniają drobne radości, lepiej radzą sobie z chorobą. Pacjentki często pytają mnie: „Jak długo będę żyła?” Odpowiadam wtedy: „Tego nie wie nikt, natomiast to, jak będzie pani żyła, zależy od pani”. Nie chodzi o to, jak długie będzie to życie, tylko czy będzie fajne – opowiada prof. dr hab. n. med. Jan Kotarski prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej.
Potwierdza to pani Krystyna Dopierała. – Mam świadomość, że wszystkie moje niepowodzenia zaczynają się w głowie. Jak tylko przychodzą złe myśli, to już czai się gorsze samopoczucie, zaczyna bardziej boleć – opowiada.
Barbarę Górską, prezeskę Stowarzyszenia Niebieski Motyl choroba nauczyła, że nie warto odkładać planów i marzeń na później.
– Starałam się, żeby nigdy nie było po mnie widać choroby. Wkładam w to dużo wysiłku, dbam o siebie, o wygląd. Zawsze starałam się być pomalowana, nawet gdy miałam przy sobie worki na wypadek wymiotów. Chciałam się czuć kobieco, robiłam wszystko, żeby choroba mi tego nie zabrała – dodaje.
Usłyszała kilka razy, że wygląda za dobrze jak na tę chorobę, że się uśmiecha, że się maluje. Nie pasuje do stereotypów.
Dla niektórych diagnoza onkologiczna to moment, w który zbliżają się do Boga.
– Przed pierwszą operacją byłam przerażona i wściekła: dlaczego ja? Przecież jestem silna, żyję godnie, mam dzieci, męża, rodzina mnie potrzebuje. Czemu ja. Bałam się. Potem odnalazłam Boga i on jest ze mną cały czas, codziennie mnie uzdrawia. Kiedy się budzę mam siłę, żeby żyć dalej – opowiada Katarzyna.
Są pacjentki, które pomimo swojej choroby znajdują w sobie tyle siłę, by pomagać innym chorym. Twierdzą, że bynajmniej nie jest to pomoc bezinteresowna, bo pomaga także „ratownikowi”.
Wspólnota w chorobie
Chore na raka jajnika kilka lat temu założyły Stowarzyszenie Niebieski Motyl.
– Od dawna myślałyśmy z bliskimi dziewczynami zmagającymi się z tą chorobą o tym, żeby profesjonalnie wspierać innych. Odwołując się do własnych doświadczeń pomóc im przejść przez to wszystko. Pomóc stawić czoła chorobie od momentu postawienia diagnozy, w czasie leczenia i po jej zakończeniu. Uchronić przed błądzeniem, żeby wiedziały z kim rozmawiać, gdzie szukać pomocy, na co zwracać uwagę – mówi Barbara Górska, prezeska Stowarzyszenia.
Stowarzyszenie ma obecnie pod opieką 600 podopiecznych z całej Polski. Jego partnerem jest Polskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej. Działa w całej Polsce, organizując warsztaty stacjonarne ze specjalistami pod tytułem „Motyle w brzuchu. Coś dla ciała i dla ducha”. Podejmuje akcje na oddziałach onkologicznych, prowadzi zajęcia z kosmetyczkami, wizażystkami, naukę wiązania turbanów.
Choć pandemia ograniczyła aktywność Stowarzyszenia, jego działaczki starają się, żeby nie zagarnęła toczącego się życia. Wiedzą, że choroba nie poczeka i dlatego ważne jest, żeby leczenia nie odwlekać.
– Wbrew pozorom ciężkim momentem dla każdej dziewczyny jest zakończenie leczenia. Nagle zostajesz sama i nie wiesz, co dalej. Dopóki figurujesz w systemie, cały czas jesteś monitorowana, badana. Daje to swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad chorobą. Potem leczenie się kończy wyniki są dobre, ale pojawia się lęk, że już za chwilę znowu coś się rozwinie. Trzeba sobie poradzić ze strachem” – mówi prezeska Stowarzyszenia.
Beata podkreśla: – Nieważne, co będzie jutro. Zjadłam dobry obiad, byłam na spacerze, pogłaskałam psa i kota. Najważniejsze jest to, co teraz. A teraz ja ciągle żyję. Ciągle tu jestem.
Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl
Tekst powstał na podstawie debaty prasowej: „Żyć z rakiem jajnika. Jak motyl. Historie prawdziwe. Siła ŻYCIA!”, która odbyła się 8.06.2021r.
Planujesz zagraniczny wyjazd? Pamiętaj o tym co możesz przewozić przez granicę UE i w jakich ilościach
Kiedy wracamy z wakacyjnego wyjazdu, w naszym bagażu często przewozimy pamiątki z podróży, prezenty, żywność, wyroby tytoniowe i alkohol. To co możemy przewozić przez granicę UE i w jakich ilościach jest ściśle uregulowane. Ilości niektórych towarów różnią się w zależności od tego czy podróżujemy transportem lądowym, morskim, czy lotniczym. Sprawdź co, i w jakiej ilości możesz przewozić przez granicę, żeby nie narazić się na przykre niespodzianki.

Prezenty
Towary przywożone na użytek własny lub rodziny i prezenty są zwolnione z cła i podatku, o ile ich łączna wartość nie przekracza 300 euro (transport lądowy) lub 430 euro (transport lotniczy i transport morski).
Jeśli podróżujesz samochodem, autobusem lub pociągiem, zgłoś prezenty, których łączna wartość przekracza 300 euro.
Jeśli podróżujesz statkiem lub samolotem, zgłoś prezenty, których łączna wartość przekracza 430 euro.
Żywność
Żywność pochodzenia niezwierzęcego w ilościach niehandlowych, wyłącznie na własne potrzeby, możesz przywieźć na teren UE bez granicznej kontroli sanitarnej. Nie możesz jednak przywieźć dowolnych owoców i warzyw, a tylko banany, duriany, ananast, kokosy i daktyle. Pozostałe owoce będziesz musiał wrzucić do specjalnego pojemnika na granicy – zostaną zutylizowane.
Przywóz żywności pochodzenia zwierzęcego, m.in. mięsa, wędlin i nabiału, jest zabroniony. Takie produkty mogą zawierać patogeny, które wywołują choroby zakaźne u zwierząt. Produkty pochodzenia zwierzęcego, nawet w niewielkich ilościach, musisz oddać na granicy, wyrzucając je do specjalnego pojemnika.
Nie możesz również przywozić roślin, np. doniczkowych, sadzonek lub kwiatów – mogą być na nich obecne szkodniki, które przeniosą się na inne rośliny.
Leki
Jeśli leczysz się i twoja kuracja będzie trwać również w czasie wyjazdu – sprawdź, czy Twoje leki nie są zabronione w państwie, do którego jedziesz. Taką informację powinieneś uzyskać np. w ambasadzie lub na stronach rządowych danego państwa. Jeśli zażywasz leki psychotropowe lub odurzające – powinieneś uzyskać zezwolenie na ich wywóz od Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Tego rodzaju farmaceutyki mogą być objęte ograniczeniami w przywozie w państwie, do którego jedziesz.
Jeżeli zamierzasz przywieźć leki z innego państwa – możesz to zrobić, jednak w ilości do pięciu najmniejszych opakowań danego leku. Pamiętaj, że nie wolno przesyłać leków w paczkach lub listach.
Dobra kultury
Pamiętaj, że zabronione jest wprowadzanie na terytorium Unii Europejskiej dóbr kultury, które zostały nielegalnie wyprowadzone z terytorium kraju, w którym powstały lub zostały odkryte.
W przypadku złamania zakazu dotyczącego przywozu takich dóbr, będzie groziła Ci grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Możliwe będzie również orzeczenie przez sąd przepadku dóbr kultury, które pochodzą z takiego przestępstwa.
Wyroby tytoniowe
Podczas przekraczania granicy UE zachowaj limity przywozowe wyrobów tytoniowych. Limity zależne są od rodzaju transportu.
Jeżeli przybywasz do UE transportem lądowym, to możesz przywieźć z podróży:
• 40 papierosów, lub
• 20 cygaretek, lub
• 10 cygar, lub
• 50 g tytoniu do palenia.
Jeżeli przybywasz do UE samolotem lub statkiem, możesz przywieźć:
• 200 papierosów, lub
• 100 cygaretek, lub
• 50 cygar, lub
• 250 g tytoniu do palenia.
Płyn do papierosów elektronicznych i wyroby nowatorskie
Z należności celno-podatkowych zwolnione są przywożone do UE:
• Płyn do papierosów elektronicznych
a) 50 mililitrów – w przypadku podróżnych w transporcie lotniczym lub morskim,
b) 10 mililitrów – w przypadku podróżnych w transporcie innym niż lotniczy lub morski.
• Wyroby nowatorskie
a) 0,04 kilograma – w przypadku podróżnych w transporcie lotniczym lub morskim,
b) 0,008 kilograma – w przypadku podróżnych w transporcie innym niż lotniczy lub morski.
Zwolnienie w ramach tych norm można stosować do dowolnego połączenia płynu do papierosów elektronicznych wymienionych w pkt a) i wyrobów nowatorskich wymienionych w pkt a), pod warunkiem, że suma wartości procentowych wykorzystywanych z poszczególnych zwolnień nie przekracza 100 %.
Zwolnienie w ramach tych norm można stosować do dowolnego połączenia płynu do papierosów elektronicznych wymienionych w pkt b) i wyrobów nowatorskich wymienionych w pkt b), pod warunkiem, że suma wartości procentowych wykorzystywanych z poszczególnych zwolnień nie przekracza 100 %.
Alkohol
Napoje alkoholowe są zwolnione z należności celnych i podatkowych, jeśli przybywasz z krajów poza UE i zachowasz limity:
• 1 litr alkoholu mocnego powyżej 22 % (np. wódka) lub
• 2 litry alkoholu do 22 % (np. likier) i
• 4 litry wina oraz
• 16 litrów piwa.
Środki pieniężne
Środki pieniężne poniżej równowartości 10 tys. euro (lub równowartości w innej walucie) w gotówce możesz przewieźć przez granicę bez zgłoszenia Służbie Celno-Skarbowej lub organom Straży Granicznej.
Natomiast jeżeli wjeżdżając do Unii Europejskiej lub wyjeżdżając z niej, przewozisz co najmniej 10 tys. euro, musisz złożyć deklarację tych środków Służbie Celno-Skarbowej lub Straży Granicznej. Środek lokomocji, którym się poruszasz nie ma tu znaczenia.
Gatunki zagrożone wyginięciem
Przewóz przez granicę okazów roślin i zwierząt, które należą do gatunków zagrożonych wyginięciem, a także wykonanych z nich wyrobów, reguluje Konwencja Waszyngtońska CITES.
Nielegalny przewóz okazów to przestępstwo, za które grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Możliwy jest on tylko na podstawie odpowiednich zezwoleń i świadectw CITES.
Przykładowo z uwagi na to, że słoń jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem, przewóz przez granicę wyrobów z kości słoniowej jest zabroniony. Dzikie koty też są gatunkami zagrożonymi wyginięciem.
Bagaż
Podczas wakacji zachowaj ostrożność, aby nie stać się ofiarą przemytników.
Pamiętaj, nie zostawiaj bagaży bez opieki w miejscach publicznych i nie dawaj ich obcym. Nie przyjmuj od osób nieznajomych rzeczy do przewiezienia przez granicę.
Więcej informacji przydatnych przy planowaniu wakacyjnej podróży znajdziesz na stronie www.granica.gov.pl
PAP
Roman Giertych: Drogi Jarku! Jak zobaczysz, że to koniec to myk do helikoptera i ląduj w Kalingradzie. To twoja jedyna szansa!

Roman Giertych
Drogi Jarku! Strasznie mi się zrobiło przykro, gdy usłyszałem, że kolejni posłowie opuszczają twój klub parlamentarny pozbawiając cię tak cennej większości w Sejmie. Jak zobaczysz, że to koniec to myk do helikoptera i ląduj w Kalingradzie. To twoja jedyna szansa!
List do Kaczyńskiego w związku z formalną utratą większości w Sejmie.
25.06.2021 r. – troje posłów:
— Historia Fotografią Pisana (@Jan34733995) June 25, 2021
– Zbigniew Girzyński,
– Małgorzata Janowska,
– Arkadiusz Czartoryski,
ogłosili, że opuszczają sejmowy klub PiS i poinformowali, że powołają w Sejmie koło "Wybór Polska".
Tym samym – PiS traci większość w Sejmie. pic.twitter.com/SNSZmaaF8Y
.@RzecznikPiS: Formalnie nie mamy (większości – red.), natomiast liczy się to, jak posłowie zagłosują. Ostatnie głosowania pokazały, że mamy większość, powiedziałabym, że całkiem niezłą.https://t.co/jGvjlFyIXL
— Interia (@Int_Wydarzenia) June 25, 2021
Drogi Jarku!
Strasznie mi się zrobiło przykro, gdy usłyszałem, że kolejni posłowie opuszczają twój klub parlamentarny pozbawiając cię tak cennej większości w Sejmie.
O, niewdzięcznicy! Tyle im dobra zapewniłeś! Każdemu który prosił zatrudniałeś żonę, brata, szwagra, kochankę, kuzyna, a nawet fryzjerkę i jej teściową. A oni nie bacząc na to, w tak trudnym momencie cię opuszczają. Sprzedawczyki, oczajdusze, zdrajcy, zdrajcy, po trzykroć zdrajcy! Ale nie martw się mój drogi. Wiedząc, że obecnie twój prężny umysł musi się skupiać na ważniejszych rzeczach (jak Szczecin od Rzeszowa odróżnić lub butów od pary znowu nie wzuć) postanowiłem wspomóc cię radą. Otóż mój drogi najważniejsze są w tej chwili helikoptery.
Pomyślisz może, że twój stary, dobry kuzyn w piętkę goni i zaczyna bredzić o tych helikopterach co to miały wzmocnić armię, ale Macierewicz wolał zamiast na nie, to wydać kasę na eksperymenty z brzozą. Otóż nie. Mówię o helikopterach, które wywiozłyby Cię na czas jak już rząd padnie.
Musisz być gotowy na nagłe przyspieszenie. Sam dobrze wiesz z historii jak często władcy za późno się orientowali, że jest już po nich. Ty wiesz dobrze: historia nauczycielką życia. Prezydent Ukrainy zdążył w ostatniej chwili przed Majdanem, ty lepiej tak nie ryzykuj!
Tak więc musisz mieć dwa helikoptery (jeszcze dwa chyba w Policji zostały). Jeden na Żoliborzu i jeden na Parkowej i niech czekają. Jak zobaczysz, że to koniec to myk do helikoptera i ląduj w Kalingradzie. To twoja jedyna szansa! A tymczasem jeszcze bardziej skłóć naród. Za coś przecież musisz rentę u Putina dostać. Jeszcze bardziej dziel. Jeszcze bardziej ludzi niewinnych oskarżaj, a winnych uniewinniaj. Jeszcze bardziej popsuj nam relację ze wszystkimi. Jeszcze bardziej zniszcz Państwo. Zwróć uwagę, ze twój wielki poprzednik Stanisław August dostał opiekę dopiero po formalnym zniszczeniu Państwa. Ty takich sukcesów nie masz. Ale głowa do góry! Zasług masz co niemiara.
Roman Giertych
Utrata większości to początek gnicia PiS. Na kolejnych 25 posłów, którzy wyjdą z PiS oczekuje jeszcze amnestia. Ale czas biegnie. Dalsi nie mają na nią co liczyć.
Praca w Warszawie
Warszawa to stolica Polski. To miasto położone w województwie mazowieckim. To największe miasto pod względem ludności. To tutaj mieści się większość firm. Jest sporo biurowców, sklepów, centrów handlowych, lokali usługowych, gastronomicznych punktów…. To wiele miejsc, w których można się zatrudnić do pracy. Nie bez powodu wiele osób z pobliskich miejscowości przyjeżdża tutaj do pracy. Również wiele osób wyjeżdża ze swoich miejscowości, aby rozpocząć pracę w stolicy, bo daje więcej możliwości. Przyjrzyjmy się bliżej rynkowi pracy w Warszawie.

Jaką pracę można podjąć w Warszawie?
Faktycznie Warszawa może dawać sporo możliwości. W końcu jest to ogromne miasto, jest tutaj dużo firm, centrów handlowych, punktów gastronomicznych, biur, a także magazynów. Dlatego możliwości pracy tutaj jest całkiem sporo. Gdzie najczęściej poszukuje się ludzi do pracy?
- Praca biurowa i administracyjna – nieustannie poszukuje się do pracy do biura. Zarówno do call center, na stanowisko asystentów i innych pracowników biurowych. Praca biurowa jest jedną z najbardziej pożądanych. Nic dziwnego – w porównaniu do wielu innych, jest pracą nieco lżejszą. Ponadto często tutaj można liczyć na całkiem godne zarobki. I w przeciwieństwie do mniejszych miejscowości – tutaj nieustannie poszukuje się tego rodzaju pracowników.
- Sprzedawcy i ekspedienci – co i rusz powstają nowe punkty handlowe, usługowe, więc potrzeba ludzi do zajmowania się klientem i do sprzedaży różnorakich produktów. Ponadto często potrzeba również pracowników do rozkładania towaru, robienia porządków i remanentów. Jeśli to jest coś, czym się zajmujecie – w Warszawie na pewno znajdziecie zatrudnienie w tym obszarze.
- Kierowca – jeśli macie prawo jazdy, obojętnie jaka jest to kategoria, to jest spora szansa, że znajdziecie sobie pracę w Warszawie. Dowóz jedzenia, odbiór produktów z magazynów, przewożenie paczek… Pracy naprawdę jest całe mnóstwo.
Gdzie szukać ogłoszeń o pracę?
Zobaczcie sami, jak wiele jest ofert pracy, jak wpiszecie np. w Google frazę „Warszawa oferty pracy”. Ciężko się przekopać przez to wszystko. Na stronie Joob.pl możecie w prosty sposób przejrzeć wszystkie ogłoszenia. Nie musicie już skakać ze strony na stronę. Wszystko macie w jednym miejscu, dzięki czemu poszukiwania pracy są znacznie łatwiejsze i szybsze, niż kiedykolwiek wcześniej.
Sikorski: Putin powinien odczuwać ból tych narodów, które doświadczyły wielkiej krzywdy ze strony Związku Radzieckiego

Anna Widzyk
Były szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski odpowiada na łamach tygodnika „Die Zeit” na artykuł rosyjskiego prezydenta Władimira Putina.

Artykuł Sikorskiego ukazał się na stronie internetowej niemieckiego tygodnika w środę po południu (23.06.2021), dzień po publikacji tekstu Putina w związku z 80. rocznicą napaści hitlerowskich Niemiec na ZSRR. Putin zadeklarował w nim m.in. że mimo przeszłości Rosja wciąż jest otwarta na współpracę z Europą, ale jednocześnie oskarżył Zachód o rozpętanie konfliktu na wschodniej Ukrainie, zaś aneksję Krymu nazwał „wystąpieniem” półwyspu z Ukrainy.
Sikorski ocenia, że to dobrze, iż prezydent Władimir Putin oferuje odnowienie współpracy z Europą, bo Rosja to ważny kraj. „Myślę, że musimy przy tym trzymać się prawdy historycznej” – podkreśla. „Odczuwamy ból dawnych narodów Związku Radzieckiego. Prezydent Putin powinien tak samo odczuwać ból tych narodów, które doświadczyły wielkiej krzywdy ze strony Związku Radzieckiego” – dodaje.
Półprawdy i fałsz
Sikorski zarzuca Putinowi, że niektóre fragmenty jego tekstu są „fałszywe i nie do przyjęcia”. Po pierwsze, jak pisze, Rosja nie była tą częścią kraju, która jako pierwsza została zaatakowana przez Niemcy. Były to obszary białoruskiej i ukraińskiej republik radzieckich. „A Putin ani słowem nie wspomina, że Białorusini i Ukraińcy ponieśli największe straty w czasie II wojny światowej. Na Białorusi była to nawet jedna czwarta ludności” – pisze Sikorski.
Półprawdą nazywa stwierdzenie, że Armia Czerwona uratowała Europę i świat przed zniewoleniem. „Armia Czerwona walczyła przeciw Wehrmachtowi, ale narzuciła jednocześnie połowie kontynentu totalitaryzm. Po klęsce III Rzeszy zbrodnie przeciwko ludzkości, wypędzenia, masowe mordy nadal miały miejsce w Europie, pod ochroną i stałym zagrożeniem ze strony Armii Czerwonej” – pisze polityk. I dodaje, że zastąpienie okupacji o charakterze ludobójstwa przez okupację totalitarną można uznać za „polepszenie” sytuacji, ale w żadnym razie za wyzwolenie.
Przypomina też, że nie było żadnych pisemnych zapewnień dla Rosji w związku z rozszerzeniem NATO. Powodem, dla którego kraje na wschodzie Europy parły do Sojuszu, były stałe groźby Rosji. „Gdy byłem polskim ministrem obrony, stale grożono nam rakietami atomowymi w Kaliningradzie” – pisze.
„Byliśmy świadkami wydarzeń na Ukrainie”
Odrzuca też twierdzenie Putina, jakoby wydarzenia na Ukrainie w 2014 roku były „zbrojnym zamachem stanu”. Przypomina, że pojechał wtedy do Kijowa razem z ówczesnymi szefami dyplomacji Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem oraz Francji Laurentem Fabiusem, gdy 800 tysięcy Ukraińców pokojowo demonstrowało za umową stowarzyszeniową z UE. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz wbrew wcześniejszej obietnicy odmówił podpisania umowy w 2013 roku w zamian za obietnice dużych pieniędzy od Putina.
„Gdy we trójkę przybiliśmy do Kijowa, były już ofiary śmiertelne, bo siły bezpieczeństwa Janukowycza strzelały do demonstrantów. Chętnie pokażę prezydentowi Putinowi cmentarz z grobami zabitych ukraińskich demonstrantów. A on może mi wtedy pokazać groby tych funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, którzy rzekomo zostali zastrzeleni przez demonstrantów. Być może prezydent Putin wierzy we własną propagandę” – pisze Sikorski. Dodaje, że wysłannik Putina, Władimir Łukin początkowo zgodził się wówczas na porozumienie między Janukowyczem a opozycją. Potem zakazano mu podpisania go, bo Kreml zażądał federalizacji Ukrainy, by kontrolować wschodnie prowincje.
„Prezydent Putin twierdzi, że Krym ‘wystąpił’ z Ukrainy, podobnie jak Wielka Brytania z UE. Putin mówi też, że jego ‘zielone ludziki’ nie miały nic wspólnego z zagarnięciem Krymu. Ale dlaczego potem Putin odznaczył oficerów różnymi orderami za operację wojskową w lutym 2014 roku, która miała na celu oderwanie Krymu od Ukrainy?” – dodaje były szef polskiej dyplomacji.
Rosja sama się przecenia
Podkreśla, że całkowicie nieprawdziwe są też twierdzenia, iż USA zorganizowały zamach stanu na Ukrainie, a kraje UE bezwolnie go poparły. Przypomina, że Janukowycz opuścił Kijów, gdy jego własna Partia Regionów cofnęła mu wsparcie w parlamencie. „Siły zbrojne Putina wkroczyły najpierw na Krym, a potem do Donbasu. Czy prezydent Putin chce przez to powiedzieć, że działali oni jako agenci USA? Nie przypominam sobie żadnych żołnierzy amerykańskich” – dodaje polski polityk.
Sikorski zarzuca Putinowi, że już na wiele lat przed tamtymi wydarzeniami na Ukrainie postanowił, iż Rosja będzie własnym biegunem integracji konkurencyjnym wobec Unii Europejskiej. To on nakłonił Janukowycza, by nie zawierał umowy stowarzyszeniowej z UE, a zamiast tego przystąpił do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem. „My w UE mogliśmy mieć stowarzyszenie zarówno z Rosją, jak i z Ukrainą” – ocenia Sikorski.
Rosja przecenia swoją zdolność do zintegrowania wielu krajów w wielonarodowym związku. Ta rosyjska strategia zmusza kraje to dokonania wyboru. Nie tylko Ukraina, ale i Gruzja czy Mołdawia zdecydowały się ostatecznie na UE, bo oferuje ona demokrację, ruch bezwizowy, podniesienie standardów handlowych i cywilizacyjnych. Kto decyduje się na sojusz z Rosją, dostaje dyktaturę, jak w Kazachstanie i represje, jak na Białorusi” – dodaje Sikorski.
„Ale także Rosja ma wybór. I mam wielką nadzieję, że pewnego dnia skoryguje swój wybór” – konkluduje.
REDAKCJA POLECA
