Optyka myśliwska i co jeszcze? Czego potrzebuje myśliwy?
Współczesny myśliwy znacznie odbiega od tradycyjnego wyobrażenia postaci ubranej na zielono, ze strzelbą i psem przy boku. Dzisiaj wyposażenie myśliwego jest znacznie bardziej rozbudowane. Warto je poznać i dowiedzieć się, jak bardzo można pomóc sobie podczas polowania.

Ubierz się, jak na myśliwego przystało
Wiele się przez wieki uprawiania przez człowieka myślistwa zmieniło, ale nie to. Nadal wypada ubrać się w kolory ziemi, różne odcienie zieleni i brązu. Powód? Nadal ten sam, pragmatyczny kontekst – ubrania w takich kolorach pozwalają wtopić się w leśny krajobraz, co sprawia, że zwierzynie nie tak łatwo nas dostrzec. To szczególnie istotne, jeśli trzeba podejść do niej bliżej, aby oddać strzał. Warto jednak spojrzeć nie tylko na kolor ubrań, ale i na to z czego i jak są wykonane. Warto postawić na wygodną bieliznę termoaktywną, która zapewni komfort zarówno latem, jak i zimą. Radzi się także wybierać ubrania, które w razie potrzeby mogą pełnić funkcje termoizolacyjne, a więc ciepły sweter, polar. Dobrze, aby ubrania wierzchnie były nieprzemakalne. W końcu buty – muszą być na grubej podeszwie, powinny mieć także wysoką cholewkę.
Wyposażenie myśliwego
Dzisiaj optyka myśliwska to znacznie więcej niż zwykła lornetka, choć również i ta się oczywiście przydaje. Bardzo cenionym przez myśliwych dodatkiem okazują się jednak lunety noktowizyjne. Pozwalają one uzyskać bardzo dokładny ogląd okolicy, nie tylko w dzień, ale i w nocy. Świetnie sprawdzają się podczas chłodnych i pochmurnych dni, kiedy widoczność jest naprawdę mocno ograniczona. Plusem jest także to, że z pomocą takiej zaawansowanej optyki myśliwskiej można uzyskać ogląd z naprawdę sporej odległości. Zarówno noktowizja, jak i termowizja przychodzą tutaj z ogromną pomocą. Możesz także wybrać model z dalmierzem lub kompasem. Ciekawym rozwiązaniem jest z pewnością termowizja w postaci kamery. To sprzęt przede wszystkim dla osób, które w lesie przebywają po zapadnięciu zmroku.
Z pewnością przydać ci się może także fotopułapka. To rozwiązanie dla osób, które chcą nie tylko polować, ale i obserwować zwierzęta. Zamontowana w lesie kamera GPS dzięki aktywacji po wykryciu ruchu pozwala obserwować miejsca, w których pojawia się zwierzyna. Do samego zwabienia zwierzęcia można wykorzystać wabik, a więc urządzenie imitujące odgłosy zwierząt. Z pewnością będzie ci potrzebny także futerał na broń. Przydatna może się okazać krótkofalówka, lokalizator. Koniecznie warto się także wyposażyć w pas do broni.
Rosyjski opozycjonista Dmitrij Gudkow musiał uciec na Ukrainę. Teraz mówi o rosnącej presji Kremla na opozycjonistów i „wzorze” dla Rosji – Białorusi

Aleksandra Induchowa
Dmitrij Gudkow jest rosyjskim opozycjonistą i byłym deputowanym partii Sprawiedliwa Rosja. Kiedy został wybrany do rady koordynacyjnej opozycji, wykluczono go z partii. Na początku 2021 roku 41-latek zapowiedział, że zamierza ponownie kandydować do rosyjskiego parlamentu. Gudkow był jednym z czterech deputowanych, którzy nie zaaprobowali aneksji Krymu w 2014 roku.
Rosyjski opozycjonista Dmitrij Gudkow musiał uciec na Ukrainę. W wywiadzie dla DW mówi o swoich motywach, rosnącej presji Kremla na opozycjonistów i „wzorze” dla Rosji – Białorusi.

Presja władz rosyjskich na polityków i działaczy opozycji wciąż rośnie. A zbliżające się wybory do Dumy Państwowej coraz bardziej stają się dla obywateli „wyborem bez wyboru”. Takiego zdania jest były deputowany Dumy Dmitrij Gudkow, który w zeszłym tygodniu musiał opuścić Rosję.
Pierwszego czerwca dokonano nalotu na podmoskiewską daczę Gudkowa, a on sam został na dwa dni zatrzymany. Na komunikatorze „Telegram” Gudkow poinformował szóstego czerwca, że uciekł na Ukrainę, ponieważ w Rosji wszczęto przeciwko niemu „sfingowaną sprawę karną”. Swój wyjazd uzasadnił tym, że otrzymał informację od „kilku bliskich mu źródeł w rosyjskiej administracji prezydenckiej”, że sfingowany proces będzie kontynuowany aż do jego aresztowania, jeśli nie opuści kraju. Rozmawialiśmy z rosyjskim opozycjonistą w Kijowie, który stał się jego celem ucieczki.
DW: Panie Gudkow, zawsze był pan uważany za umiarkowanego opozycjonistę, ale władze rosyjskie i pana obrały za cel. Dlaczego? I dlaczego właśnie teraz?
Dmitrij Gudkow*: Głównym powodem są wybory do Dumy Państwowej. Kreml zdecydował, że wszyscy kandydaci opozycji, którzy mogliby wygrać, mają być albo wygnani z kraju, albo uwięzieni, albo ich udział w wyborach powinien być ograniczony wyrokami w zawieszeniu. Jeśli chodzi o mnie, to wybrano mocny scenariusz. Mogłem zostać wykluczony z wyborów w łatwiejszy sposób.
Ale nie chodzi tylko o wybory parlamentarne, ale także o wybory prezydenckie w 2024 roku. Władza państwowa stara się pozbyć polityków, którzy mają powyżej 45 lat, czyli wystarczająco dużo, by zostać prezydentem. Bo dla nich Duma Państwowa mogłaby stać się sceną, a oni mogliby wtedy wystartować w wyborach prezydenckich. To właśnie umiarkowani politycy są niebezpieczni dla Kremla, bo z nimi można prowadzić dialog wśród elit, które kiedyś będą gotowe, by w zdecydowany sposób wziąć udział w walce o zmianę.
Na jakim szczeblu podjęto decyzję o ściganiu Pana? Czy zrobiono to na polecenie prezydenta Władimira Putina?
Jestem pewien, że mu to zasugerowano. W przeciwnym razie nie zostałyby podjęte żadne działania. Na pewno powiedziano mu, że jest jeszcze mój ojciec, były deputowany do Dumy Giennadij Gudkow, a w jego biznesie dochodziło do naruszeń, w które byłem bezpośrednio zamieszany. Władimirowi Putinowi donosi się o różnych bzdurach. Kiedy sprawa wywołała zainteresowanie, okazało się, że w ogóle nie ma w niej odniesienia do mnie i że w ogóle nie ma sprawy. Nic! Nigdy nie interesowałem się biznesem i nie byłem w niego zaangażowany.
Aleksiej Nawalny został otruty i obecnie przebywa za kratkami, podobnie jak wielu jego współpracowników. Dlaczego dano panu możliwość opuszczenia kraju?
Nawalny otrzymał również możliwość opuszczenia kraju. Zezwolono mu na wyjazd do Niemiec. W rzeczywistości władza państwowa jest zainteresowana tym, żebyśmy sobie poszli. Nie potrzebuje dużej liczby więźniów politycznych. Na każdym spotkaniu prezydent USA Joe Biden lub ktoś inny pyta o Nawalnego, porusza temat represji i praw człowieka. Łatwiej będzie, jeśli wszyscy wyjadą.
Na przykład Julia Galamina, kandydatka do parlamentu, otrzymała wyrok w zawieszeniu, który zgodnie z prawem zabrania jej opuszczania kraju. Został on jednak odroczony o pół roku, podczas którego restrykcje jeszcze nie obowiązują, tak, by i ona mogła wyjechać. Jest wybór: albo opuścisz kraj, albo pójdziesz do więzienia. Musisz wybrać między rodziną i wolnością a więzieniem.
Dlaczego opuścił pan Rosję?
Kiedy trafiłem do policyjnego aresztu, myślałem, że będę siedział w więzieniu przez długi czas. A kiedy zostałem uwolniony, zadałem sobie trzy proste pytania. Czy jestem gotów zaryzykować nie tylko moją wolność, ale także mojej ciotki, moich krewnych, zwolenników i ludzi z mojego zespołu? Zrozumiałam, że nie jestem gotowy poświęcić zdrowia moich bliskich. Ja sam jestem gotów cierpieć. Ale żeby cierpiała moja ciotka, siostra mojej matki, mój brat? Nie jestem skłonny tego zrobić.
Drugie pytanie: ok, jeśli trafię do więzienia, to czy to w jakiś sposób wpłynie na sytuację w kraju? Czy Putin ustąpi, czy tłumy ludzi wyjdą na ulice? Czy dojdzie do jakichś protestów i zmian? Nie.
I trzecie pytanie, gdzie mogę w ogóle wydajnie pracować? Czym jest polityka w Rosji? Kiedyś był to udział w wyborach, który teraz jest niemożliwy. Przygotowywanie i przeprowadzanie akcji protestacyjnych, co teraz też jest niemożliwe. Ponieważ nawet za indywidualną milczącą manifestację grozi kara więzienia.
To, co jest jeszcze możliwe, to dziennikarstwo, publicystyka, wsparcie dla więźniów politycznych i niezależnych mediów. Wszystko to można robić z dowolnego miejsca na świecie. Żyjemy w XXI wieku. Nieważne, gdzie jesteś, ważne, gdzie twój głos jest słyszalny. I jest on słyszalny dzięki Internetowi i mediom społecznościowym.
Patrząc z zewnątrz, metody postępowania Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina z opozycjonistami są podobne. Gdzie są większe swobody i szanse na zmiany – na Białorusi czy w Rosji?
Wydaje mi się, że Rosja utyka za Białorusią z około rocznym opóźnieniem. Metody są dokładnie takie same. Nie ma powodu, aby sądzić, że Łukaszenka i Putin od siebie się różnią. Tylko że z Rosji można jeszcze przynajmniej wyjechać. Na razie. Po wyborach sytuacja będzie się zaostrzać. Ze względu na powszechną inercję, ta represyjna machina się nie zatrzymuje. Hamulce zawiodły.
Mówi Pan, że tymczasowo opuścił Rosję. Kiedy planuje Pan powrót?
Istnieją dwa ważne czynniki: wydajność i ryzyko. Czy po powrocie będę mógł wydajnie pracować? Czy ryzyko dla mojej rodziny pozostanie? Nie mogę ich wszystkich wywieźć z kraju. Ciocia i wujek nie chcą wyjechać. Jak tylko te czynniki ulegną zmianie, oczywiście, że chcę wrócić. Wiem, że taka dyktatura jak w Rosji może być niebezpieczna wszędzie. Pokazała to sprawa Skripala.
Były podwójny agent Siergiej Skripal i jego córka zostali otruci w 2018 roku w brytyjskim mieście Salisbury…
Rosja musi koniecznie zostać zmodernizowana i przekształcona w normalne demokratyczne państwo konstytucyjne, w przeciwnym razie cały świat będzie musiał ponieść konsekwencje.
Rozmawiała Alexandra Induchova
REDAKCJA POLECA
Czy warto jeździć na rolkach?
Zastanawiasz się nad nową aktywnością fizyczną na zewnątrz, która będzie mniej intensywna od biegania, lepiej ukształtuje twoją sylwetkę niż spacer i nie będzie związana z treningiem siłowym? Najwyższy czas na rolki! Jazda na nich ma świetny wpływ na zdrowie, figurę, a także pozwala aktywnie spędzić czas ze znajomymi. Czytaj dalej, by poznać kilka interesujących faktów oraz sprawdzić, jaka odzież będzie najlepsza w zależności od pory roku.

Krótka historia rolkarstwa
Czy wiesz, że pierwsze wzmianki o wrotkach, czyli pierwowzorze rolek, pojawiły się już w XVIII wieku? Według różnych źródeł ich pomysłodawcą był Belg – Jean-Joseph Merlin. Z czasem zaczęto je unowocześniać – dodano trzecie kółko i hamulec. Pod koniec XIX wieku w USA we wrotkach użyto łożysk kulkowych, a koła pokryto gumą, by wzmocnić ich trwałość. W 1902 roku w Chicago otwarto pierwszy tor do jazdy na wrotkach, choć szczyt mody na jazdę nastąpił dopiero w latach 70. i 80. W 1979 roku rozpoczęto produkcję rolek z kółkami ustawionymi w jednej linii. Pod koniec lat 80. zaczęto zamieniać sznurowadła na klamry, a w 1990 roku wdrożono do produkcji termoplastyczne żywice, aby zmniejszyć wagę. Jak rozwijała się moda na jazdę na rolkach w Polsce? Pierwszy tor dla wrotkarzy otwarto w Warszawie już w 1913 roku, a największym zainteresowaniem cieszyły się one w latach 90.

Jakie korzyści daje jazda na rolkach?
Redukcja masy – zastanawiasz się, ile kalorii spala jazda na rolkach? Okazuje się, że od 300 do nawet 700 kcal w ciągu godziny w zależności od tempa, masy ciała i twoich indywidualnych predyspozycji. Jest to doskonała alternatywa dla biegania, gdyż podobnie jak ono jest aktywnością cardio, czyli nastawioną na spalanie kalorii i poprawę funkcjonowania układu krwionośnego.
Poprawa kondycji – wytrzymałościowa jazda na rolkach (w strefie tętna 80-90 HRmax) poprawia kondycję i wytrzymałość. Serce silniej pompuje krew, dotleniając organizm, co przekłada się na większą wydolność podczas aktywności.
Zwiększenie masy mięśniowej – ta aktywność pomaga zbudować silne mięśnie brzucha, nóg, rąk oraz pośladków. Co kształtuje jazda na rolkach? Pomimo tego, że jest to aktywność cardio, dodatkowo modeluje mięśnie grzbietu i łydek, gdyż podczas jazdy angażujemy duże grupy mięśniowe.
Poprawa równowagi i koordynacji – dzięki regularnej jeździe poprawi się również twoja równowaga, co może przełożyć się na efekty innych aktywności fizycznych. Dzięki temu, że musisz angażować do pracy wiele mięśni jednocześnie, w tym mięśnie głębokie, o wiele łatwiej przyjdzie ci wykonywanie innych ćwiczeń.
Aktywność bez znacznego obciążania stawów – jeżdżenie na rolkach w porównaniu do biegania znacznie mniej obciąża aparat ruchu. Poruszasz się bardziej płynnie, bez odrywania stóp w tym samym czasie, co sprawia, że kolana i kręgosłup są odciążone. Dzięki temu jest to dyscyplina mniej kontuzjogenna.
Poprawa samopoczucia – aktywność na świeżym powietrzu wpływa pozytywnie na zdrowie psychiczne, oczyszczając umysł i zwiększając produkcję endorfin. Pomaga się odprężyć, zrelaksować, dotlenić organizm i dostarczyć mu cennej witaminy D.
Wzmocnienie serca – jazda na rolkach jako efektywny trening cardio wpływa pozytywnie na serce i cały układ krwionośny.
Sposób na łatwe przemieszczanie się z miejsca na miejsce – rolki mogą również służyć jako środek transportu po mieście! Jeśli nie chcesz korzystać z samochodu, roweru ani autobusu, będą doskonałą alternatywą, zwłaszcza w słoneczną pogodę i na niewielkich odległościach.
Sposób na spędzenie czasu z bliskimi – zastanawiasz się, co daje jazda na rolkach poza lepszym samopoczuciem i figurą? Przede wszystkim możliwość aktywnego spędzenia czasu z bliskimi! Rolki są aktywnością dla wszystkich, niezależnie od wieku. W zależności od tempa czy sposobu jazdy można swobodnie rozmawiać lub po prostu cieszyć się obecnością bliskiej osoby.
Jazda na rolkach – które mięśnie pracują:
– mięśnie czworogłowe i pośladkowe;
– mięśnie grzbietu;
– mięśnie brzucha;
– mięśnie górnych partii rąk;
– mięśnie łydek.
Jazda na rolkach – efekty:
– smuklejsze ciało z bardziej widoczną muskulaturą;
– lepsza kondycja i wytrzymałość;
– sprawniejszy układ krwionośny;
– lepsze samopoczucie.

Jazda na rolkach – porady
Wiesz już, jakie są korzyści jazdy na rolkach i które z mięśni pracują. Co jeszcze powinieneś wiedzieć na ten temat? Podobnie jak w innych dyscyplinach sportowych podstawą jest dobrze dopasowany ubiór. W porze ciepłej największy komfort zapewni ci koszulka treningowa i wygodne szorty. Odzież musi wyróżniać się oddychającymi włóknami, krojem zapewniającym swobodę ruchów i płaskimi szwami niepowodującymi otarć. Warto zadbać także o wygodną i funkcyjną bieliznę, która będzie znacząco wpływała na komfort w trakcie aktywności. Wybierasz się na rolki jesienią lub wiosną? Załóż legginsy lub spodnie dresowe męskie, a na górę bluzę damską lub bluzę męską. Obawiasz się załamania pogody? Zabierz ze sobą softshell z membraną, która chroni przed wiatrem oraz spowalnia wchłanianie wilgoci. Podczas jazdy na rolkach na zewnątrz ważne są także akcesoria – latem koniecznie włóż czapkę z daszkiem, która ochroni głowę przed słońcem. W porze przejściowej przyda się czapka o właściwościach termicznych, szal oraz funkcyjne rękawiczki, które umożliwią korzystanie ze smartfona bez konieczności ich zdejmowania.
Co z zakupem rolek? Na początek przygody warto wybrać prostsze, budżetowe modele, które pozwolą na efektywną naukę. Gdy już się dowiesz, jaki styl jazdy ci odpowiada i w jakim kierunku chcesz rozwijać swoje umiejętności, warto zainwestować w sprzęt wyższej klasy. Osoby początkujące powinny zaopatrzyć się także w nakolanniki, naramienniki oraz kask na rolki – bezpieczeństwo to podstawa w każdym sporcie.
Jak zacząć jazdę na rolkach? Od ćwiczeń postawy i równowagi – podstawa to nogi lekko ugięte w kolanach, unieruchomiony tułów i kostki. Stopy ustawiamy na szerokość bioder, a ramiona lekko wysuwamy do przodu. Z tej pozycji wyjściowej wychodzimy odpychając się, dostawiając jedną nogę do drugiej – kolana powinny znajdować się blisko siebie. Poza jazdą do przodu ważne jest także hamowanie. Można wykorzystać hamulec tylny, bądź nauczyć się techniki zatrzymywania „pługiem” lub „T-stopem”. Gdy opanujesz już podstawy, możesz spróbować nauczyć się przekładanki ułatwiającej skręcanie ze znaczną prędkością czy jazdę do tyłu. Polecamy skorzystanie z lekcji instruktorskich, które pozwolą uniknąć błędów w technice, które wpłyną na styl jazdy i twoje bezpieczeństwo. Nawet jeśli jazdę na rolkach traktujesz rekreacyjnie, przyda się krótka lekcja i trening od podstaw.
Na co uważać podczas nauki jazdy na rolkach? Przede wszystkim nigdy nie patrz w dół, nie prostuj nadmiernie nóg i dbaj o prawidłową ruchomość tułowia. Z uwagą dobieraj nawierzchnię, na jakiej ćwiczysz – wszystkie nierówności, kamienie i inne defekty będą odczuwalne pod kołami, a dodatkowo mogą zniszczyć twój sprzęt.


Jazda na rolkach – zalety dla zdrowia i sylwetki
Wiesz już, które mięśnie wzmacnia jazda na rolkach i jakie są największe korzyści tej aktywności fizycznej oraz znasz inne informacje przydatne osobom stawiającym swoje pierwsze kroki. Nie czekaj – spróbuj nowej aktywności, by spędzić przyjemnie czas wolny w samotności lub z przyjaciółmi i rodziną. Jeśli chcesz spalić więcej kalorii i poprawić swoje osiągnięcia sportowe, spróbuj również marszobiegów, które są świetną alternatywą dla klasycznego biegania.
Marcin Zegadło: Robert Biedroń popłynął, bo narcyzm to jest napęd w gruncie rzeczy wyjątkowo toksyczny

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Robert Biedroń popłynął, bo narcyzm to jest napęd w gruncie rzeczy wyjątkowo toksyczny. To jest paliwo, które się dosyć szybko spala
Biedroń się rozwiązał i nie ma już Wiosny.
Ale jak pisałem tutaj albo w Wyborczej, że projekt Biedronia to jest jednak projekt pod tytułem: „jestem w sobie bezgranicznie zakochany, ale skoro można zrobić coś dobrego to spróbuję to zrobić” – to było, że jestem zjebem, który nic nie rozumie. Wtedy jeszcze nie, że „dziadersem” albo „fałszywym sojusznikiem”, jeszcze lewicowa wrażliwość nie niosła w sobie tego potencjału wykluczania „tych z wątpliwościami”, tak jak niesie go teraz, ale zjebem byłem po całości.
I być może faktycznie nim jestem, skoro uważam, że warto dzisiaj pisać o książkach i piszę. Tymczasem Robert Biedroń popłynął, bo narcyzm to jest napęd w gruncie rzeczy wyjątkowo toksyczny. To jest paliwo, które się dosyć szybko spala.
Żeby jeszcze mocniej pogorszyć swoją sytuację dodam, że jeśli komuś się wydaje, że Hołownia to jest jakaś nowa nadzieja dla tej smutnej republiki to dodam tylko, że to jest taka nadzieja, która jednak przypomina trochę leczenie paliatywne.
Żeby odrobinę moje położenie poprawić dodam, że naprawdę żałuję, że się Wiosna skończyła i że dawno temu pokładałem nadzieję w Biedroniu oraz jakościowej zmianie, na którą liczyłem w związku z Biedroniem – politykiem, ale wszyscy wiemy, co mówi się o nadziei i o tym, komu nadzieja matkuje, co jak się boleśnie okazało nie jest jedynie ludową mądrością.
Zatem mógłbym nam wszystkim (sobie również) zacytować mickiewiczowskiego bohatera Macieja Królika – Rózeczkę, w którego postać tak wspaniale wcielił się u Wajdy Jerzy Bińczycki i napisać: Ej, głupi, głupi!
Ale nie wypada. Zatem – nie napiszę.
Zarcin Zegadło
Manuela Gretkowska: Jeśli Polska ogłosi, że wg TK nasze prawo nie podlega unijnemu, to przynależność do Unii Europejskiej będzie nielegalna

Manuela Gretkowska
Jeśli Polska ogłosi, że według Trybunału Konstytucyjnego nasze prawo nie podlega unijnemu, znajdziemy się w sytuacji, gdy przynależność do Unii Europejskiej będzie nielegalna. Ale to problem Europy. My te problemy przeżywamy od 2015. W efekcie mamy nowy spis szkolnych lektur. Ten cyrk edukacyjny da się skończyć raz na zawsze, wprowadzając tylko jedną lekturę z katechizmu: Drogę Krzyżową. Do niej przecież sprowadza się polska szkoła i życie w tym kraju.
Metka zmienia wszystko. Badziewie w luksus. Logo zastąpiło Logos – myśl, słowo. I żeruje na bezmyślności. „Na początku był Logos” – na końcu Logo, parafrazując naszą cywilizację.

Mój koszyk z wybiegiem wiochy w tle. Kto by nie chciał jeść truskawek i pyrów od Diora? Jeszcze powinnam posłuchać jednej z wielu stacji radiowych, gdzie nadają ekstatyczne pizdy: zachwycające się wszystkim, zwłaszcza „przestrzenią”. Skąd to przylazło? Z mindfullness?
Kaczyński w nowym ładzie tę przestrzeń wyliczył na 70 m2 bez pozwolenia. Myśleć bez pozwolenia też jeszcze można, ale nie za bardzo. To męczy. Biedronia na przykład. Zamknął swój cykl wegetacyjny w jednym roku: od Wiosny do Wiosny. Sprawnie przyrządzona, skonsumowana, niskokaloryczna intelektualnie więc szybko strawiona i wysrana, lub jak kto woli wydalona – Biedroniem do Brukseli. A było tak ekstra ekstatycznie, tyle przestrzeni dla lewicy (ironia).
Jeśli Polska ogłosi, że według Trybunału Konstytucyjnego nasze prawo nie podlega unijnemu, znajdziemy się w sytuacji, gdy przynależność do Unii Europejskiej będzie nielegalna. Ale to problem Europy. My te problemy przeżywamy od 2015. W efekcie mamy nowy spis szkolnych lektur. Ten cyrk edukacyjny da się skończyć raz na zawsze, wprowadzając tylko jedną lekturę z katechizmu: Drogę Krzyżową. Do niej przecież sprowadza się polska szkoła i życie w tym kraju.
Można się pocieszyć torebką od Diora, Guci Sruczi czy botoksem na mózgu.
Manuela Gretkowska
Kleszczowe zapalenie mózgu – fakty, które warto znać
Wraz z nowym sezonem na kleszcze wielu z nas zetknęło się już bądź zetknie z tymi groźnymi pajęczakami i roznoszonymi przez nie chorobami. Jedną z potencjalnie najbardziej niebezpiecznych jest kleszczowe zapalenie mózgu (KZM), którego częstość występowania w Polsce jest zdaniem ekspertów niedoszacowana. Dowiedz się, po czym można tę chorobę rozpoznać, jak duże wiąże się z nią ryzyko wystąpienia trwałych powikłań neurologicznych i jak można jej zapobiegać.

Pierwsze objawy kleszczowego zapalenia mózgu pojawiają się zwykle w ciągu dwóch tygodni od ukąszenia przez zakażonego kleszcza. Niestety, można w ogóle nie zwrócić na nie uwagi lub też je zlekceważyć, gdyż często są one łagodne i dość mało specyficzne – wskazujące np. na „zwykłe” przeziębienie czy grypę. Należą do nich m.in.:
- bóle głowy,
- gorączka,
- nudności i wymioty,
- bóle mięśni i stawów,
- nieżyt górnych dróg oddechowych.
„W przypadku, gdy wirusy przedostaną się do ośrodkowego układu nerwowego, po krótkim okresie od ustąpienia objawów zakażenia, może się rozwinąć druga faza choroby z objawami zapalenia rdzenia kręgowego i opon mózgowo-rdzeniowych lub zapalenia mózgu i opon mózgowo-rdzeniowych. W większości przypadków kleszczowe zapalenie mózgu przebiega łagodnie, jednak mogą wystąpić powikłania powodujące trwałe następstwa” – ostrzegają specjaliści z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH).
Jakie objawy mogą wskazywać na rozwój drugiej fazy KZM?
Warto wiedzieć, że pierwsza faza zakażenia trwa zwykle 1-9 dni. Po niej część chorych wraca do zdrowia, jednak u niektórych osób, po krótkim, kilkudniowym okresie remisji, może rozwinąć się druga, groźniejsza faza choroby – związana z przedostaniem się wirusów KZM do układu nerwowego. Może ona trwać wiele tygodni, a nawet miesięcy, manifestując się takimi objawami jak np.:
- nagły skok gorączki (ok. 40 stopni),
- zmiana nastroju,
- nękające bóle i zawroty głowy,
- światłowstręt, oczopląs, widzenie podwójne,
- niedosłuch,
- spadek ciśnienia krwi,
- niedowłady,
- zaburzenia świadomości.
Na tym niestety nie koniec. W efekcie zajęcia ośrodkowego układu nerwowego przez wirusa może dojść u chorych do wielu groźnych powikłań, do których należą m.in.: porażenia nerwów rdzeniowych i czaszkowych, zaburzenia czucia, porażenia kończyn, zaburzenia procesów poznawczych (m.in. uwagi, pamięci, kojarzenia), zaburzenia psychiczne (np. zespoły depresyjne, neurasteniczne, charakteropatie), a także zaburzenia wegetatywne (pobudliwość nerwowa, męczliwość, wybuchowość, zmienność nastrojów, potliwość).
Pocieszający jest jednak fakt, że do bardzo ciężkiego przebiegu infekcji i wspomnianych wyżej powikłań dochodzi u relatywnie niedużego odsetka ogółu osób zakażonych wirusem KZM.
Maciej Kondrusik z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku podaje, że zakażenia objawowe stanowią maksymalnie 30 proc. wszystkich zakażeń wirusem KZM. Podobnie ocenia tę kwestię NIZP-PZH, który w swoim najnowszym raporcie epidemiologicznym dotyczącym KZM informuje ponadto, że w grupie osób z objawowym przebiegiem zakażenia „jedynie” w około 40 proc. przypadków dochodzi do rozwoju objawów drugiej fazy (z zajęciem ośrodkowego układu nerwowego). Nawet jednak i na tym etapie mamy wciąż spore szanse na wyjście z opresji obronną ręką.
„Do trwałych powikłań neurologicznych dochodzi u 35–58 proc. chorych z zajęciem ośrodkowego układu nerwowego, a u około 1/100 chorych zakażenie kończy się zgonem” – czytamy w fachowym opracowaniu na temat KZM dostępnym na stronie „Szczepienia Info”.
Zatem zdecydowana większość zakażeń wirusem KZM ma przebieg bezobjawowy, skąpoobjawowy lub łagodny, podobnie jak w przypadku zakażeń nowym koronawirusem.
„Objawowe zakażenia stwierdza się najczęściej u osób powyżej 20. roku życia. Ciężkość przebiegu choroby wzrasta z wiekiem. Młodzież i dorośli chorują ciężej niż małe dzieci. Im człowiek jest starszy tym częściej występują powikłania i przypadki śmiertelne. Wśród chorych przeważają mężczyźni” – informują eksperci NIZP-PZH.
Nie tylko kleszcze!
Zdecydowana większość zachorowań na KZM rozwija się wskutek pokąsania przez kleszcze zakażone wirusami KZM (są to wirusy RNA, z rodziny Flaviviridae – czyli flawiwirusy). Warto jednak wiedzieć, że są też inne możliwe drogi zakażenia wirusem KZM: np. wypicie niepasteryzowanego mleka (zwłaszcza koziego) lub transfuzja krwi czy przeszczep narządów od dawcy, który był nim zakażony.
Zapobieganie, diagnozowanie i leczenie KZM
Choć powyższe statystyki dają pewne powody do optymizmu, to jednak w praktyce nikt rozsądny nie powinien lekceważyć ryzyka związanego z potencjalnym zakażeniem KZM. Na szczęście można się przed nim dobrze zabezpieczyć.
„Jedynym skutecznym sposobem zapobiegania kleszczowemu zapaleniu mózgu i jego następstwom są szczepienia ochronne. Można je rozpocząć w dowolnej porze roku, jednak najlepiej zrobić to zimą lub wiosną” – przypomina Ministerstwo Zdrowia, wskazując na konkretne grupy społeczne, którym takie szczepienie jest szczególnie zalecane (m.in. rolnikom, leśnikom, pracownikom służb mundurowych, ale także i uczestnikom letnich obozów czy kolonii, zwłaszcza na terenach znanych z dużej liczby kleszczy).
„Szczepionki przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu cechuje wysoka skuteczność – na 100 szczepionych powyżej 95 osób wytwarza przeciwciała ochronne zabezpieczające przed powikłaniami” – czytamy na stronie „Szczepienia Info”.
Warto jeszcze dodać, że aby uzyskać silną i trwałą odporność szczepienia przeciw KZM realizowane są poprzez podanie kilku dawek szczepionki w odpowiednich odstępach czasowych (dawek podstawowych i przypominających).
Inne środki zapobiegawcze, takie jak stosowanie repelentów (środków odstraszających kleszcze), odpowiedniej odzieży czy też unikanie miejsc, w których najczęściej występują kleszcze (takich jak gęste zarośla w lasach lub na ich obrzeżach, wysokie trawy) również są polecane przez medyków, choć nie gwarantują już tak wysokiego stopnia ochrony jak szczepienia.
W kontekście KZM warto jeszcze wiedzieć, że tak naprawdę nie istnieje leczenie przyczynowe tej choroby.
„Leczenie jest wyłącznie objawowe” – podkreślają eksperci NIZP-PZH.
W praktyce zatem, jeśli ktoś chce się ustrzec groźnych powikłań tej choroby, to nie może za bardzo liczyć na leki. Wysoką skuteczność ochrony zapewnić można sobie jedynie poprzez szczepienie – zgodnie podkreślają lekarze.
Warto jeszcze w kontekście KZM dodać, że w związku z brakiem objawów odróżniających kleszczowe zapalenie mózgu (KZM) od innych neuroinfekcji wirusowych, rozpoznanie tej choroby wymaga potwierdzenia laboratoryjnego.
„Podstawą potwierdzenia laboratoryjnego zachorowania na kleszczowe zapalenie mózgu jest wykrycie swoistych przeciwciał w surowicy i/lub płynie mózgowo-rdzeniowym” – informują eksperci NIZP-PZH, wskazując też konkretnie, jakiego rodzaju testy są aktualnie najczęściej używane do rozpoznawania zakażenia KZM (są to m.in. swoiste testy immunoenzymatyczne – ELISA, testy immunofluorescencji pośredniej oraz testy zahamowania hemaglutynacji).
Występowanie KZM w Polsce i Europie
Na koniec warto przytoczyć jeszcze najnowsze dane epidemiologiczne na temat występowania KZM w naszym kraju.
„W Polsce rejestruje się 200-300 zachorowań rocznie. Od wielu lat zachorowania ograniczone są do ok. 30 proc. obszaru Polski. Tereny endemiczne znajdują się głównie w województwach: podlaskim oraz warmińsko-mazurskim i pokrywają się z najwyższą liczbą przypadków KZM – odpowiednio ok. 45 proc. i 25 proc. wszystkich zgłoszonych zachorowań na KZM, a ponadto w województwach: mazowieckim, lubelskim, świętokrzyskim, małopolskim, opolskim i dolnośląskim, śląskim, wielkopolskim i zachodnio-pomorskim oraz w centralnej Polsce” – czytamy w najnowszym raporcie NIZP-PZH na temat występowania KZM w Polsce.
Autorzy raportu przyznają jednak, że powyższe dane dotyczące występowania KZM z pewnością są niedoszacowane. Dlaczego?
„Od lat utrzymuje się wysoki odsetek rozpoznań neuroinfekcji bez potwierdzenia etiologicznego, co skutkuje niedoszacowaniem rzeczywistej liczby zachorowań, a w konsekwencji zmniejszeniem czułości i swoistości nadzoru epidemiologicznego KZM” – czytamy we wspomnianym raporcie, co oznacza, że z różnych powodów, w większości stwierdzanych przypadków infekcji neurologicznych nie określa się tego, jaki konkretnie patogen je wywołał.
Z opracowania wynika, że w całej Europie obserwowany jest trend wzrostowy zachorowań na KZM, co jest efektem ekspansji terytorialnej kleszczy oraz wydłużenia okresu ich aktywności. Wiąże się to ze zmianami klimatycznymi, w tym przede wszystkim z globalnym ociepleniem.
Nie ma co jednak wpadać w panikę. Warto pamiętać, że nie wszystkie kleszcze są zakażone wirusem KZM. Naukowcy szacują, że w Polsce dotyczy to nie więcej niż co szóstego przedstawiciela tego gatunku.
Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Euro 2021. Czy Lewandowski pomoże Polsce wyjście z grupy? Prognozy niemieckich dziennikarzy

Dominik Owczarek
W piątek ruszają piłkarskie mistrzostwa Europy. Jakie są oczekiwania wobec Niemców? Czy Lewandowski pomoże Polsce wyjście z grupy? Pytamy niemieckich ekspertów.
🎧⚽️🏟 Watch an exclusive virtual performance of the #EURO2020 official song ‘We Are The People’ with @MartinGarrix, Bono and The Edge (@U2) at the Opening Ceremony on June 11!#EUROHYPED #WeAreThePeople pic.twitter.com/YSnIcYEuk6
— UEFA EURO 2020 (@EURO2020) June 10, 2021
Atmosfera wokół reprezentacji Niemiec od wielu miesięcy nie jest najlepsza. Historyczna porażka 0-6 w meczu z Hiszpanią, czy niespodziewana przegrana z Macedonią Północną, podważyły zaufanie do „Die Mannschaft”. Na rozpoczynającym się Euro Niemców czeka trudne zadanie. Są w grupie z aktualnymi mistrzami świata Francuzami i mistrzami Europy Portugalczykami.
Wśród piłkarskich ekspertów powszechna jest opinia, że Niemcy to drużyna turniejowa. – Zwykle Niemcy z meczu na mecz grają coraz lepiej, by zaprezentować szczyt dyspozycji w odpowiednim momencie – mówi Uli Hesse, redaktor magazynu piłkarskiego „11 Freunde” oraz autor książek o historii niemieckiego futbolu. – Pytanie tylko, czy tym razem taki moment nadejdzie.
🇩🇪 Germany stars rolling into town… 😎🚲#EURO2020 pic.twitter.com/keJISMFKeT
— UEFA EURO 2020 (@EURO2020) June 10, 2021
Oliver Fritsch z tygodnika „Die Zeit” dodaje, że zazwyczaj już po pierwszym meczu dobrze widać, czego można spodziewać się po drużynie Niemiec na turnieju.
– Było tak zarówno w zwycięskim 1990, jak i fatalnym 2018. Nie sądzę, żeby Niemcy można uznać za faworytów w meczu z Francją – mówi. Z „Trójkolorowymi” Niemcy zagrają swój pierwszy mecz turnieju we wtorek (15 czerwca).
🇫🇷 Opening game of EURO 2016
— UEFA EURO 2020 (@EURO2020) June 10, 2021
👀 France seeking a late winner…
Step up, Dimitri Payet 😎@FrenchTeam | #OTD | #EURO2020 pic.twitter.com/6h3RmuhD6l
O siedem lat za późno
Paneuropejskie mistrzostwa będą ostatnim turniejem Joachima Loewa w roli selekcjonera Niemców. Znany jest już jego następca, którym będzie Hansi Flick, do niedawna trener Bayernu Monachium. Jednak słychać głosy, że roszada powinna nastąpić już wcześniej.
Redaktor działu sportowego „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Tobias Rabe przekonuje, że ostatnim dobrym momentem na pożegnanie się z Loewem był czas po mistrzostwach świata w 2018 roku.
– W takim wypadku ktoś miałby wystarczająco czasu, by przebudować drużynę. Dobrze, że Hansi Flick obejmie kadrę po turnieju. Dzięki temu będzie miał więcej spokoju – mówi.
Oliver Fritsch twierdzi, że rozstanie z Loewem następuje o kilka lat za późno.
– Powinien ustąpić już w 2014 roku, tuż po zdobyciu tytułu mistrza świata. Był wówczas już dość długo selekcjonerem, mieliśmy do czynienia z punktem kulminacyjnym.
Czy Niemcom pomoże gra u siebie?
Grupa F, w której grają Niemcy, Francja i Portugalia to tzw. grupa śmierci, w której znalazła się także drużyna Węgier. Uli Hesse uważa, że Węgrzy mieli ogromnego pecha trafiając do tak silnej grupy. Oliver Fritsch dodaje, że w futbolu zdarzają się niespodzianki. Spoglądając jednak na kadrę Węgrów i to gdzie grają zawodnicy w porównaniu do Niemiec, Francji, Portugalii, w oczy rzuca się duża różnica. – Madziarów czeka ogromne wyzwanie – mówi.
Wszystkie trzy mecze fazy grupowej Niemcy rozegrają w Monachium. Kwestia „własnego boiska” stanowiła niepodważalny atut w czasach przed pandemią. Tym razem trybuny zostaną wypełnione najczęściej w 20-30 procentach. Tobias Rabe z FAZ twierdzi, że komplet publiczności zapewniłby reprezentacji Niemiec dużo większe wsparcie. Na monachijskiej Allianz Arenie zasiądzie 14 tysięcy zamiast 75 tysięcy kibiców.
Uli Hesse zdecydowanie odrzuca traktowanie „gry u siebie” jako poważnego czynnika na Euro 2021. – Wszystko będzie wyglądało znacznie inaczej, choćby patrząc na nasz mecz inauguracyjny z Francuzami. Zwykle takie spotkania oznaczały wypełniony stadion, niepowtarzalną atmosferę – twierdzi dziennikarz i autor.
Mocarze i debiutanci
Faza grupowa Euro 2021 to nie tylko silna grupa z Niemcami lub Francuzami. Pośród najsilniejszych zestawień przytacza się także grupę D z Anglikami i Chorwatami – dwiema z czterech najlepszych drużyn na mistrzostwach świata 2018 roku.
🏴 England step up preparations ⏰
— UEFA EURO 2020 (@EURO2020) June 9, 2021
🔮 Predict their EURO 2020 campaign…#EURO2020 pic.twitter.com/ENyqdItu2U
Uli Hesse z osobistych powodów największą uwagę poświęci Anglikom, jednak przypomina też o klasie Włochów.
– Może uda im się wygrać mistrzostwa Europy. Ostatni raz stało się to jeszcze za czasów słynnego Luigiego Rivy w 1968 roku. Są w świetnej dyspozycji, stać ich na to – wyjaśnia.
Oliver Fritsch zwraca też uwagę na debiutujące na Euro kraje. Należy do nich m.in. Macedonia Północna, która kilka miesięcy temu pokonała Niemców. – Nie mogę się doczekać na ich mecze. Mój znajomy Macedończyk wspominał mi, ile w ostatnich latach zainwestowano tam w infrastrukturę, jak dużo zyskują na współpracy ze Szwajcarią oraz ilu piłkarzy zaczęło grać w lidze włoskiej. Nie zdziwiłbym się, jakby udało im się awansować do 1/8 finału – przekonuje redaktor „Die Zeit”.
– Moją uwagę przykuwa grupa B z Belgami. Na ostatnim mundialu zajęli trzecie miejsce, przegrywając w półfinale z późniejszymi mistrzami świata Francuzami. Grupa jest też interesująca z powodu jej rywali – mówi Tobias Rabe. Ma na myśli Duńczyków, Rosjan oraz debiutujących na Euro Finów.
Polacy w półfinale?
🇵🇱 Robert Lewandowski scored the opening goal at EURO 2012 #OTD!@pzpn_pl | @lewy_official | #EURO2020 pic.twitter.com/HxmpnVVTxo
— UEFA EURO 2020 (@EURO2020) June 8, 2021
Umiarkowanie silnie wypada grupa E, w której Polacy zmierzą się ze Słowakami, Szwedami oraz faworytami – Hiszpanami. W kontekście polskiej reprezentacji niemieckie, jak i europejskie media skupiają się głównie na Robercie Lewandowskim.
Oliver Fritsch twierdzi, że Lewandowskiego czeka ogromne wyzwanie, by przełożyć sukcesy klubowe na reprezentacyjne.
– W drużynie narodowej na podobnym poziomie udało się to Garethowi Bale’owi, który z Walią dotarł w 2016 roku do półfinału Euro. Polacy oprócz Lewandowskiego mają np. Piotra Zielińskiego z SSC Napoli lub bramkarza Juventusu Wojciecha Szczęsnego – mówi. Jego zdaniem już na ostatnich mistrzostwach Polacy wygraliby pewnie z Niemcami w fazie grupowej, gdyby Arkadiusz Milik wykorzystał swoje stuprocentowe szanse. Dodaje też, że jeśli kadra odnajdzie jedność na boisku można się spodziewać Polaków w ćwierćfinale lub półfinale. – Cieszyłbym się, gdyby udało się to osiągnąć krajowi Bońka i Laty – dodaje.
– Hiszpania jest zdecydowanym faworytem, Szwedzi lub Polacy powinni znaleźć się tuż za nią. Polskę stać nawet na awans do ćwierćfinałów, na co może złożyć się nie tylko dyspozycja, ale i odrobina szczęścia – ocenia z kolei Tobias Rabe.
🔦 EURO Spotlight: 🇪🇸 Andrés Iniesta was unstoppable at EURO 2012 😱#EURO2020 | #EUROspotlight | @SeFutbol | @andresiniesta8 pic.twitter.com/LJuJElUE6N
— UEFA EURO 2020 (@EURO2020) June 4, 2021
– Brak Zlatana Ibrahimovicia w reprezentacji Szwecji sprawi, że Polakom będzie trudniej o zwycięstwo – uważa Uli Hesse. Argumentuje, że grając bez ich dominującej gwiazdy Szwedom udało się trzy lata temu dojść do ćwierćfinału mundialu. – Intuicja podpowiada mi jednak, że to Polacy zajmą drugie miejsce w grupie zaraz za Hiszpanią. Rekord Lewandowskiego w Bundeslidze to coś niesamowitego. Jeszcze jako młody chłopak miałem okazję podziwiać Gerda Muellera. Byłem przekonany, że to niemożliwe, by ktoś kiedyś pobił jego rekord – przekonuje.
W piątek 11 czerwca na inaugurację Euro 2021 w Rzymie zmierzą się Włochy z Turcją. Pierwszy mecz Niemców odbędzie się 15 czerwca w Monachium. Polacy zaczną turniej dzień wcześniej w Petersburgu meczem ze Słowacją.
REDAKCJA POLECA
Bruksela oczekuje wycofania z Trybunału Konstytucyjnego wniosku Morawieckiego dotyczącego kolizji prawa unijnego i konstytucyjnego

Tomasz Bielecki
Bruksela chce, by premier Morawiecki wycofał wniosek o uznanie decyzji TSUE co do sądownictwa za niekonstytucyjną. A europosłowie grożą Komisji Europejskiej zaskarżeniem za niestosowanie „pieniędzy za praworządność”.

Didier Reynders, komisarz UE ds. sprawiedliwości, skierował 09 czerwca 2021 do władz Polski pismo wzywające do wycofania z Trybunału Konstytucyjnego wniosku premiera Mateusza Morawieckiego dotyczącego „kolizji prawa unijnego i konstytucyjnego.”
Potwierdzenie przez Trybunał Konstytucyjny „kolizji prawa unijnego i konstytucyjnego”, prowadziłoby do uznania decyzji TSUE w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości za niezgodne z polską konstytucją.
Morawiecki argumentuje w swym wniosku z końca marca, że interpretacje traktatów UE dokonywanych przez TSUE w sprawach sądownictwa są przekroczeniem kompetencji („ultra vires”) unijnego Trybunału w Luksemburgu.
– Wniosek premiera Polski podważa zasadę nadrzędności prawa Unii. Decyzje TSUE są wiążące. Polska ma jeden miesiąc, by odpowiedzieć na pismo Komisji Europejskiej – powiedział dziś jeden z jej rzeczników Christian Wigand.
Za swoiste „przygotowanie” do dzisiejszego otwarcia nowego praworządnościowego frontu między Brukselą i Warszawą można potraktować wczorajszą decyzja Komisji Europejskiej o wszczęciu postępowania przeciwnaruszeniowego wobec Niemiec za wyrok niemieckiego TK podważający rolę TSUE (chodziło o ocenę działań Europejskiego Banku Centralnego).
– Komisja uważa, że wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego stanowi poważny precedens, zarówno dla przyszłej praktyki samego niemieckiego trybunału, jak i dla sądów najwyższych oraz konstytucyjnych państw członkowskich UE – tłumaczono wczoraj w Brukseli.
Co z pieniędzmi za praworządność?
Przepisy o cięciach funduszy z budżetu UE (w tym Funduszu Odbudowy) w przypadku naruszeń praworządności, które bezpośrednio zagrażają należytemu gospodarowaniu pieniędzmi unijnymi (lub rodzą takie ryzyko), teoretycznie obowiązują już od stycznia. Jednak premierzy Mateusz Morawiecki i Viktor Orban na szczycie UE z grudnia 2020 r. odpuścili groźbę weta wobec pakietu finansowego Unii w zamian za – potwierdzoną przez resztę krajów Unii oraz Ursulę von der Leyen – obietnicę, że Komisja Europejska poczeka z praktycznym stosowaniem tego nowego narzędzia do czasu wyroku TSUE na temat przepisy „pieniądze za praworządność”. Polska i Węgry w marcu zaskarżyły je jako niezgodne z unijnym traktatami.

Parlament Europejski nigdy oficjalnie nie pogodził się z takim politycznym zamrożeniem rozporządzenia o praworządności, lecz pomimo to lojalnie przegłosowywał kolejne przepisy budżetowe bez prób zerwania ugody między Brukselą oraz Orbanem i Morawieckim. Dopiero w dzisiejszej rezolucji europosłowie zagrozili Komisji Europejskiej skargą do TSUE za niewypełnianie obowiązków, czyli niestosowanie reguły „pieniądze za praworządność”. Parlament Europejski dał swemu przewodniczącemu Davidowi Sassoliemu dwa tygodnie na wezwanie Komisji do działania, a w jednym z punktów rezolucji nawet przypomniał, że mają prawo głosować nad wnioskiem o wotum nieufności dla Komisji.
– Ja nie widzę usprawiedliwienia dla takich działań wobec Komisji Europejskiej przed TSUE. Przecież od stycznia analizujemy naruszenia praworządności i sprawdzamy, czy mają wpływ na zarządzanie funduszami unijnymi. Żaden taki przypadek z okresu od początku stycznia nie zostanie pominięty – przekonywał Johannes Hahn, komisarz UE ds. budżetu, podczas wczorajszej debaty europarlamentarnej. Zapowiedział, że Komisja Europejska przekaże europosłom w przyszłym tygodniu projekt swych „wskazówek”, jak stosować nowe przepisy praworządnościowe.
Szkopuł w tym, że według postanowień grudniowego szczytu UE te wskazówki mają być sfinalizowane dopiero po rozstrzygnięciu TSUE co do zgodności pieniędzy za praworządności z traktatami. A Komisja Europejska zamierza dotrzymać tej obietnicy dla Orbana i Morawieckiego.
Komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders teraz przekonuje, że ten wyrok może zapaść przed końcem tego roku. Ale nawet jeśli stałoby się to tak stosunkowo szybko, to i tak Komisja zapewne mogłaby szykować pierwsze wnioski o zawieszenie funduszy dopiero w 2022 r. – To naiwność? Naciski polityczne? A przyjaciele Orbana cały czas napychają kieszenie unijnymi pieniędzmi! – powiedział Katalin Cseh, węgierska europosłanka z liberalnej frakcji „Odnowić Europę”. Zapowiedziała, że skoro niewyłoniona w bezpośrednich wyborach von der Leyen nie musi tłumaczyć się z zaniedbań, patrząc w oczy swym wyborcom, to za to Parlament Europejski nie odpuści strzeżenia praworządności.
Cel Orbana osiągnięty?
Nawet gdyby Parlament Europejski postanowił jeszcze w czerwcu o zaskarżeniu Komisji (co nie jest przesądzone), to – tego wymagają procedury – odpowiedni wniosek wpłynąłby do Trybunału Sprawiedliwości UE najwcześniej we wrześniu. A zatem reguła „pieniądze za praworządność” – z europoselską skargą czy też bez niej – zacznie być groźna raczej dopiero w przyszłym roku. Irytuje to przede wszystkim opozycyjnych Węgrów, bo Orbanowi zależało na zneutralizowaniu tej unijnej reformy na okres do węgierskich wyborów parlamentarnych w 2022 r. I zanosi się, że premierowi Węgier istotnie uda się uniknąć zawirowań wokół funduszy unijnych w czasie kampanii wyborczej Fideszu.
– Komisja powinna nas zapoznać z przypadkami ewentualnych naruszeń, które bada. To pomogłoby rozwiać obawy, że nie zajmuje się tymi sprawami. Niech nas zapozna choćby na zamkniętych spotkaniach – przekonywała Monika Hohlmeier (CSU), przewodnicząca europoselskiej komisji kontroli budżetowej.
Rezolucję poparły wszystkie frakcje Parlamentu Europejskiego oprócz – zdominowanego przez PiS – klubu konserwatystów oraz grupy „Tożsamość i Demokracja”, do której należą deputowani z partii Mattea Salviniego oraz Marine Le Pen. – Rzeczywiście mamy poważne problemy z praworządnością w UE. Ale nie w państwach członkowskich, tylko w samej Unii. Co więcej, ta praktyka wydaje się akceptowana przez instytucje europejskie i siły polityczne, które kontrolują te instytucje – przekonywał Ryszard Legutko (PiS).
Wydawanie unijnych funduszy w Polsce jest – w ocenie instytucji UE – nadal poprawne. I dlatego w kontekście „pieniędzy za praworządność” mówi się teraz w Brukseli znacznie bardziej o Węgrzech lub nawet Bułgarii, gdzie USA ostatnio nałożyły restrykcje antykorupcyjne na trzy osoby i ponad 60 bułgarskich firm. Ponadto w rezolucji o Czechach, którą także dziś przyjął Parlament Europejski, wezwano Komisję Europejską do oceny konfliktu interesów Andreja Babisza (premiera i zarazem biznesmena) „w celu zidentyfikowania naruszeń praworządności” oraz – jeśli to zostanie potwierdzone – po sięgnięcie po regułę „pieniądze za praworządność”.
– Nowe przepisy wiążące fundusze z praworządnością to nie są sankcje. To narzędzie do ochrony budżetu UE – przekonywał wczoraj Petri Sarvamaa, który pilotował projekt „pieniędzy za praworządność” w europarlamencie.
Dziś w Brukseli potwierdzono, że portugalska prezydencja w Radzie UE zamierza 22 czerwca przeprowadzić wysłuchanie przedstawicieli Polski i Węgier w ramach postępowania z art. 7, które w przypadku Polski trwa już ponad trzy lata.
REDAKCJA POLECA
Europa zauważy ignorowanie TSUE przez Polskę

Wojciech Szymański
Zapowiedź lekceważenia decyzji TSUE ws. kopalni Turów niepokoi i pewnie zostanie zauważona w Europie, ocenia „Die Welt”.

Niemiecki dziennik opisuje we wtorek (08.06) czesko-polski spór o kopalnię Turów, który trafił przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Jak czytamy, to, że jeden kraj UE procesuje się z innym przed TSUE, jest już samo w sobie niezwykłe. „Jednak, że rząd jakiegoś kraju, jak teraz Polski, głośno oznajmia, że nie podporządkuje się orzeczeniu najwyższego sądu UE, jest jeszcze bardziej niezwykłe i niepokojące. (…) Bo ile jest warta europejska wspólnota prawna, ile są warte europejskie sądowe orzeczenia, jeśli jakiś kraj najzwyczajniej ich nie przestrzega?” – pisze warszawski korespondent „Die Welt” Philipp Fritz.
Gazeta przypomina, że władze w Warszawie od lat toczą spory z Komisją Europejską w sprawie zmian w wymiarze sprawiedliwości. Polska, obok Węgier, uchodzi w Unii Europejskiej za notorycznego „grzesznika” w kwestiach praworządności.
„Sprawa kopalni Turów nie dotyczy bezpośrednio demontażu praworządności w Polsce. Ale podkopuje (…) europejski porządek prawny”. Zdaniem Fritza przykład ten pokazuje, że rząd w Warszawie jest gotowy ignorować nie tylko wyroki w sprawie przebudowy polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale wszystkie te, które nie odpowiadają jego interesom. „Nie ważne, której dziedziny polityki dotyczą”.
Nie ma naszej zgody na wyłączenie #Turów. Wykonanie decyzji TSUE byłoby ciosem dla bezpieczeństwa energetycznego 🇵🇱
— Jacek Sasin (@SasinJacek) May 25, 2021
Po wczorajszych rozmowach mamy zapewnienie, że po podpisaniu umowy międzyrządowej z Czechami, skarga do #TSUE zostanie wycofana. pic.twitter.com/AvVjkmjXcJ
Pogorszenie relacji
Jak czytamy, zapewne zostanie to zauważone nie tylko w Czechach, ale także w innych unijnych stolicach, od Madrytu po Ateny, zwłaszczazwłaszcza że Polska jest odbiorcą netto unijnych dotacji, a teraz może jeszcze liczyć na miliardy euro z funduszu odbudowy. „Członkowi Unii Europejskiej, który przestrzega tylko tych reguł, które mu pasują, grozi pogorszenie relacji z wszystkimi europejskimi partnerami, nie tylko z sąsiadami”.
Gazeta przytacza argumenty polskiego rządu w sporze o Turów, mówiące o zachwianiu systemu energetycznego w Polsce w przypadku wstrzymania wydobycia w kopalni, czy też te bardziej polityczne: o rzekomym zamachu na suwerenność kraju. „To zabieg retoryczny, przy pomocy którego negowano już europejskie wyroki w sprawie przebudowy wymiaru sprawiedliwości i dewaluowano europejskie sądy”.
„Die Welt” zauważa, że w czesko-polskim sporze o Turów, który rozgrywa się przed TSUE, polska prawica widzi też niemiecki spisek. „Oburzenie w Polsce pewnie będzie się utrzymywać, jeśli Warszawa i Praga nie dojdą do porozumienia. (…) Chyba, że Warszawa, tak jak w przypadku demontażu praworządności, będzie występować jako europejski parias. Miałoby to poważne skutki dla Polski – i dla europejskiego porządku prawnego” – czytamy.
REDAKCJA POLECA
Wypróbuj kalkulator nju mobile i policz, ile zapłacisz za abonament
Wysokość rachunku w nju mobile na abonament zależy od tego, jak korzystasz z telefonu. Kalkulator nju mobile policzy, ile zapłacisz w zależności od wybranej liczby gigabajtów, minut i SMS-ów. Podpowie też ofertę najlepiej dopasowaną do Twoich potrzeb. Sprawdź, jak to działa.

Kalkulator kosztów nju mobile – zobacz, czy abonament w nju się opłaca
Wybór odpowiedniej oferty komórkowej może być trudny. Zbyt tania nie spełni Twoich potrzeb, a w za drogiej niepotrzebnie przepłacasz. Dzięki kalkulatorowi nju łatwo jednak sprawdzisz, jaki rachunek zapłacisz i która oferta będzie dla Ciebie najlepsza (wypróbuj narzędzie na stronie: https://www.njumobile.pl/kalkulator).
Rozwiązanie jest szczególnie przydatne, bo w przeciwieństwie do większości abonamentów, w nju wysokość rachunku nie jest stała. W zależności od wybranej oferty zapłacisz nie więcej niż:
- 19 zł (nielimitowane rozmowy oraz pakiet 1 GB danych, który po pół roku rośnie do 2 GB, po roku do 2,5 GB, a po dwóch latach do 3 GB; wiadomości płatne dodatkowo, lecz maksymalnie 9 zł za korzystanie bez limitu);
- 29 zł (nielimitowane rozmowy i wiadomości oraz paczka od 10 GB do 30 GB w zależności od stażu w nju na abonament);
- 39 zł (bez limitu na rozmowy i wiadomości plus pakiet 20/40/50/60 GB).
Opłaty są jednak naliczane stopniowo za każdą minutę połączeń (19 gr), megabajt danych (19 gr), MMS (19 gr) i SMS (9 gr). Jeśli więc korzystasz z telefonu mniej intensywnie, rachunek będzie niższy. Przez pierwsze 3 miesiące jego minimalna wysokość to 9 zł, ale później może wynosić nawet 0 zł.
Wybrany abonament nju mobile możesz raz w miesiącu zmienić na inny (nowa oferta zacznie działać od następnego okresu rozliczeniowego). W każdej chwili możesz też zrezygnować z usług, z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.
Jak działa kalkulator kosztów nju mobile?
Dzięki kalkulatorowi nju możesz łatwo sprawdzić, czy abonament nju mobile się opłaca. Narzędzie jest bardzo proste w obsłudze i działa zarówno w ofertach solo, jak i w abonamencie w parze (dodatkowy numer kosztuje jedynie 9 zł miesięcznie, korzysta z tej samej oferty i dzieli dostępne w niej gigabajty).
Gdy już wybierzesz, czy interesuje Cię jeden, czy dwa numery, ustawiasz suwakami, ile potrzebujesz gigabajtów, minut na połączenia oraz wiadomości SMS. Kalkulator nju mobile po każdym przesunięciu suwaka pokazuje, jak zmieniają się Twoje koszty oraz proponuje najtańszą ofertę, która spełnia Twoje potrzeby. Wyświetla również najważniejsze informacje o wybranym abonamencie w nju i pozwala Ci od razu przejść do zakupu oferty.
Artykuł sponsorowany
