Unia zarzuca Białorusi uprowadzenie samolotu

DW / (DPA,RTR/gwo)
Mnożą się reakcje po wczorajszej akcji wymuszenia na samolocie linii lotniczych Ryanair lądowania w Mińsku. UE i NATO żądają natychmiastowego wyjaśnienia sprawy.

Unia Europejska domaga się międzynarodowego dochodzenia w sprawie lądowania samolotu pasażerskiego na Białorusi i aresztowania białoruskiego opozycjonisty. Takie żądanie wysunął Josep Borrell, szef unijnej dyplomacji w opublikowanym w poniedziałek 24 maja oświadczeniu. Jak tłumaczył, należy ustalić, czy doszło do naruszenia międzynarodowych przepisów lotniczych. Borrell oskarżył władze białoruskie o to, że naraziły pasażerów i załogę samolotu na niebezpieczeństwo.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówiła wcześniej o „uprowadzeniu” i zażądała nałożenia sankcji na osoby za nie odpowiedzialne. Zażądała również natychmiastowego uwolnienia aresztowanego opozycjonisty.
The outrageous and illegal behaviour of the regime in Belarus will have consequences.
— Ursula von der Leyen (@vonderleyen) May 23, 2021
Those responsible for the #Ryanair hijacking must be sanctioned.
Journalist Roman Protasevich must be released immediately.
EUCO will discuss tomorrow action to take.
Oczekuje się, że dziś wieczorem na szczycie UE europejscy przywódcy rozmawiać będą o dalszym postępowaniu wobec Białorusi.
Agencja informacyjna RIA podała, że Ministerstwo Transportu Białorusi powołało komisję do zbadania sprawy. Wyniki jej badań mają zostać wkrótce opublikowane.
Tymczasem w mediach pojawia się coraz więcej relacji świadków zdarzenia. Grecka telewizja Mega wyemitowała rozmowę z jednym z pasażerów samolotu.
– Kiedy dowiedziałem się, że samolot wraca na Białoruś, widziałem jego reakcję. Położył ręce na swojej głowie, jakby wiedział, że wydarzy się coś strasznego – powiedział Grek Nikos Petalis. Jego zdaniem Roman Protasiewicz od razu zrozumiał, że to on jest powodem awaryjnego lądowania. Petalis tłumaczył, że siedział w pobliżu Protasiewicza, który był przestraszony.
– Było widać, że coś jest z nim nie tak – opowiadał. Później mężczyzna miał się uspokoić. – Powiedziano nam, że musimy awaryjnie wylądować w Mińsku – relacjonował. Następnie pasażerowie musieli czekać w samolocie przez godzinę i nie otrzymywali dalszych informacji. Petalis przyznał, że myślał, że chodzi o ćwiczenia awaryjne. – Później siedzieliśmy w hali lotniskowej. Nie pozwolono nam nawet skorzystać z toalety.Protasewicz siedział obok, jak gdyby nic się nie stało. Po chwili przyjechali policjanci i go aresztowali. – Pasażerowie przeżyli horror – podsumował Petalis.
REDAKCJA POLECA
Igrzyska Olimpijskie w Tokio inne niż wszystkie
Niechęć Japończyków, obostrzenia, setki wytycznych i trudne przygotowania. Igrzyska w Tokio budzą spore emocje, niekoniecznie pozytywne, ale sportowcy robią wszystko, by nie zawieść kibiców na najważniejszej imprezie.

IO 2020 podobnie jak Euro 2020 z powodu pandemii zostały przeniesione o rok. Kłopotów organizatorom jednej i drugiej imprezy sportowej nie ubyło, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że piłkarski turniej jest wyczekiwany, a z igrzyskami… nie wiadomo co zrobić.
Japończycy nie chcą IO
Co kilka tygodni światowe media obiega informacja dotycząca negatywnego podejścia do IO 2020 opinii publicznej w Kraju Kwitnącej Wiśni. ¾ Japończyków nie chce w 2021 igrzysk, część chce przeniesienia imprezy, a część kompletnego odwołania. Niektóre japońskie miasta nie chcą gościć olimpijczyków. Organizatorzy muszą regularnie zapewniać, że IO w Tokio się odbędą. Pandemiczny strach bierze górę, choć w innych częściach świata sport już dawno wrócił do normalności lub prawie normalności. Tamtejsze społeczeństwo podchodzi do tego tematu inaczej.
Przygotowania bardziej wymagające
W najgorszej sytuacji są jednak sportowcy-olimpijczycy. Dla niektórych, ze względu na wiek, przeszłość, przyszłość będzie to jedyna i najważniejsza impreza w karierze. Odwołanie igrzysk byłoby dramatem, ale odpowiednie przygotowanie się w tak wyjątkowych okolicznościach jest wielkim wyzwaniem. Dlatego sportowcy muszą zacisnąć zęby, akceptować obowiązujące zasady i reguły. Wszystko po to by powalczyć o wymarzony medal. Polska reprezentacja na IO 2020 będzie liczna, ale liczba medalowych szans jest wielką niewiadomą.
Młoda Polka da radę?
Każdy krążek olimpijski ma swoją wagę, ale wiadomo, że niektóre medale smakować będą lepiej. Zwłaszcza w sportach, które są popularne, a rywalizacja bardzo zacięta. Tak jest m.in. w tenisie ziemnym, który jest prestiżowym sportem indywidualnym. Od 2020 roku furorę robi reprezentantka Polski Iga Świątek, która wygrała turniej w Paryżu i w Rzymie. Tenis ziemny jest też najpopularniejszym sportem indywidualnym obstawianym u największego polskiego bukmachera, firmy STS. Ci, którzy zastanawiają się jak obstawiać tenis, z łatwością znajdą w sieci porady i zasady, których warto się trzymać.
Koszykówka 3×3 z polskimi nadziejami?
W Tokio dyscypliny olimpijskie letnie zostały poszerzone o kilka nowych, które budzą mieszane uczucia. Ciekawą i atrakcyjną dla kibiców odmianą koszykówki jest koszykówka 3×3. Dyscyplina ta czerpie garściami z tzw. koszykówki ulicznej. Dobrze się to ogląda i to może być hit igrzysk w Tokio. Co najważniejsze, szansę gry na IO ma reprezentacja Polski mężczyzn w koszykówce 3×3. Biało-czerwoni zagrają w dwóch turniejach eliminacyjnych, a jako że są brązowymi medalistami mistrzostw świata, już mają uznaną markę i realne możliwości wywalczenia olimpijskiej przepustki. Z pewnością w lipcu i sierpniu warto będzie oglądać olimpijską rywalizację nie tylko w tym sporcie. Jeśli oczywiście nie wydarzy się nic niespodziewanego, a w tych dziwnych czasach wszystko jest możliwe.
Udział w nielegalnych grach hazardowych jest karany. STS S.A. (dawniej Star-Typ Sport Zakłady Wzajemne Spółka z o.o.) posiada zezwolenie wydane przez Ministra ds. Finansów Publicznych na urządzanie zakładów wzajemnych. Hazard związany jest z ryzykiem.
Wielka Brytania „strefą mutowania wariantów koronawirusa”
Niemiecki instytut ochrony zdrowia Roberta Kocha uznał Wielką Brytanię jako „strefę mutowania wariantów koronawirusa”. W związku z tym wszyscy podróżni przybywający z Wysp do Niemiec będą od niedzieli podlegać dwutygodniowemu okresowi kwarantanny.

Instytut Roberta Kocha wydał taką opinię przede wszystkim ze względu na rozprzestrzenianie się w Wielkiej Brytanii indyjskiego wariantu koronawirusa.
Spowoduje to znaczne ograniczenie podróży z Wielkiej Brytanii do Niemiec. Wszyscy podróżni przybywający z tego terytorium będą podlegać dwutygodniowemu okresowi kwarantanny. Tego okresu nie będzie można skrócić, nawet jeśli wynik testu będzie negatywny.
Zalecenie Instytutu Roberta Kocha ma być automatycznie zastosowane przez niemiecki rząd.
Wielka Brytania jest pierwszym krajem europejskim od dłuższego czasu, który ponownie stał się obszarem, na którym krążą różne warianty koronawirusa. Według Niemiec tylko 11 krajów w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej należy obecnie do tej kategorii wysokiego ryzyka.
Indyjski wariant koronawirusa
Indyjski wariant B.1.617.2 jest uważany za szczególnie zaraźliwy. Znacząco przyczynił się do gwałtownego wzrostu liczby zakażeń w Indiach w ostatnich miesiącach.
Według brytyjskiego ministra zdrowia Matta Hancocka, jak dotąd w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w północno-zachodniej Anglii i Londynie, zidentyfikowano 2967 przypadków powiązanych z wariantem B1.617.2. Rząd brytyjski jest oskarżany o opóźnienie w kwietniu zaostrzenia ograniczeń w podróżowaniu z Indii.
Wcześniej w piątek niemiecki minister zdrowia Jens Spahn wyraził zaniepokojenie sytuacją w Wielkiej Brytanii. Uznał, że konieczne jest „zapobieżenie rozprzestrzenianiu się indyjskiego wariantu” w Niemczech.
(PAP)
Niemiecka prasa: „Lewandowski tworzy historię Bundesligi”

Dominik Owczarek
Robert Lewandowski strzelił 41 gola w sezonie, zostając samodzielnym rekordzistą. Niemiecka prasa komentuje niebywały wyczyn gwiazdy Bayernu Monachium.
Never stop dreaming 😎⚽️ #41 #LEW4NDOWSK1 @FCBayern pic.twitter.com/GD4w4ZMduQ
— Robert Lewandowski (@lewy_official) May 22, 2021
Przez długi czas zapowiadało się, że rekord będzie dzielony przez Lewandowskiego i Gerda Muellera. Mimo czterech goli Bayernu Polak nie mógł pokonać bramkarza Augsburga Rafała Gikiewicza. Ostatecznie w końcówce udało mu się tego dokonać, dzięki czemu został samodzielnym rekordzistą z 41 golami w sezonie ligowym.
– Brak mi słów. Próbowałem wszystkiego przez 90 minut i w końcu się udało. Dziękuję kolegom z drużyny za wysiłek – bardzo mnie wspierali w osiągnięciu celu – powiedział tuż po meczu snajper Bayernu.
Twitterowe konto Bayernu zamieściło zdjęcie Roberta Lewandowskiego w stylistyce „Ojca Chrzestnego”. Do napisu „41” dodano także „The Goalfather” (ojciec goli). Polak został także pierwszym piłkarzem w historii Bundesligi, który został królem strzelców cztery razy z rzędu.
41
— 🏆 MEISTER 🏆 (@FCBayern) May 22, 2021
EINUNDVIERZIG
⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽
⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽
⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽
⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽
⚽
#LewanGO41ski pic.twitter.com/OTIdcxTsps
Ukoronowanie sezonu
Lewandowski zapytany na gorąco po meczu, czy był to jego największy sukces w życiu odpowiedział: – To wyjątkowy moment, także historyczny. Trudno mi to jednak tak sklasyfikować od razu po spotkaniu.
Jeszcze tydzień temu prezes Bayernu Karl-Heinz Rummenigge stwierdził:
– Myślałem, że rekord Muellera, ustanowiony jeszcze w epoce kamienia łupanego, nigdy nie zostanie pobity.
Jego słowa ukazują, że w niemieckim środowisku piłkarskim doszło do czegoś, czego trudno było się spodziewać nawet ze strony jednego z najlepszych sportowców na świecie.
„Lewandowski tworzy historię Bundesligi” – tytułuje „Sportschau”. Dziennikarze programu sportowego ARD stworzyli porównanie innych królów strzelców ligi niemieckiej. „Spoglądając na listę, można zauważyć, jak wyjątkowe jest jego osiągnięcie” – podsumowano.
„W trakcie mojej młodości zawsze powtarzano, że nikt już nie pobije rekordu Gerda Muellera. Niemożliwe nie istnieje. Słynny Bomber na pewno by mu nie zazdrościł; sam by go wywalczył na jego miejscu” – napisał Joachim Hebel, komentator Sky Sport.
„Lewandowski przełamuje mit. Dokonuje tego, co od wielu lat eksperci uznawali za niemożliwe. Strzelając gola na 5:2, ukoronował swój wybitny sezon” – napisał portal sportowy „Sportbuzzer”.
„Przez 90 minut piłkarze Bayernu na próżno czekali na przełamanie rekordu. Jednak gdy nikt już nie wierzył w Lewandowskiego, udaje mu się to osiągnąć” – podkreśla „Der Tagesspiegel”. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisało, że „Lewandowski ulepsza rekord Muellera“.
Gerd pozostaje legendą
„Trener Augsburga Markus Weinzierl z góry zapowiedział, że jest wielkim fanem Gerda Muellera, dlatego zrobi wszystko, aby Lewandowski nie zdobył jednej bramki brakującej do rekordu. Jego drużyna nie chciała jednak szczególnie w tym przeszkodzić; nie licząc dobrze spisującego się bramkarza Rafała Gikiewicza. Ostatecznie w końcówce meczu udało mu się strzelić” – uzupełnia berliński dziennik.
Steffen Meyer, dziennikarz specjalizujący się w tematyce Bayernu, skomentował, że „wspaniale jest oglądać Lewandowskiego w telewizji Sky promieniującego szczęściem jak junior, który wygrał po raz pierwszy mistrzostwa na hali”. „W ostatniej kolejce sezonu Bayern świętował nie tylko mistrzostwo, ale też emocjonalne pożegnania. Lewandowskiemu udało się spełnić swoje życzenie w ostatniej minucie. To kolejny kamień milowy w jego karierze” – podkreśla „Die Zeit”.
Tygodnik „Der Spiegel” podkreśla, że Lewandowski pisze historię. „Czekał na to bardzo długo, ale udało mu się. Strzelając 41 gola w sezonie, udało się ustanowić nowy rekord od pięćdziesięciu lat. To wszystko było wykonalne mimo czterech meczów Bundesligi, w których nie wystąpił z powodu kontuzji kolana” – napisano.
Osiągnięcie gwiazdy Bayernu skomentowało również Muzeum Niemieckiej Piłki Nożnej. „Chcemy serdecznie pogratulować Robertowi Lewandowskiemu. Dodatkowo: Gerd Mueller jest i pozostaje legendą” – napisano w tweecie instytucji.
Der Rekord ist geknackt. Wir sagen: Herzlichen Glückwunsch, Robert Lewandowski.💯
— Fußballmuseum (@fussballmuseum) May 22, 2021
Und: Gerd Müller ist und bleibt eine Legende!👏 pic.twitter.com/Ey6cjHQnLZ
Monachijski „Sueddeutsche Zeitung” zwraca uwagę na innego z Polaków grających w meczu – bramkarza Augsburga Rafała Gikiewicza. „W ósmej minucie obronił strzał Lewandowskiego głową, później jego rodak bronił jeszcze kolejnych kilka strzałów. Dopiero w końcówce spotkania Gikiewicz odbił piłkę wprost pod nogi napastnika Bayernu, który wykorzystał okazję i ustanowił rekord”.
Cały czas wspomina się także gest Lewandowskiego, tuż po strzeleniu czterdziestego gola w sezonie. W meczu z Freiburgiem podniósł koszulkę meczową, by pokazać tę pod spodem z napisem „4ever Gerd” – na zawsze Gerd.
„Dopiero w miniony weekend udało się komuś wyrównać wieloletni rekord Muellera z sezonu 1971/71, gdy strzelił czterdzieści goli. Do tej pory był uznawany za nieosiągalny. Pobić jednak jego rekord wszystkich 365 bramek w Bundeslidze jawi się także jako ogromne wyzwanie” – napisała telewizja ZDF. Na liście strzelców wszechczasów Bundesligi Lewandowski jest na drugim miejscu z 277 golami w Bundeslidze.
Kolejny z rekordów uznawanych za niemożliwy do zdobycia zaczyna być traktowany jako osiągalny. Kontrakt Lewandowskiego z Bayerem obowiązuje do 2023 roku.
(df) thefad.pl / Źródło: dw.de
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
TSUE nakazał natychmiastowe zaprzestanie wydobywania węgla w kopalni Turów

Tomasz Bielecki
Unijny Trybunał Sprawiedliwości zobowiązał dziś (21.05.) Polskę do natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w Turowie. To środek tymczasowy do czasu pełnego wyroku TSUE w sprawie Czechy przeciw Polska.

„Natychmiastowe” wykonanie środka tymczasowego TSUE w praktyce unijnego wymiaru sprawiedliwości oznacza „w ciągu jednego miesiąca”. Po jego upływie do TSUE można wnosić o karę finansową wobec kraju UE, czyli w tym przypadku wobec Polski za ewentualne niepodporządkowanie się decyzji unijnego Trybunału.
Sprawa Turowa to jedna z zaledwie kilku spraw w historii Unii Europejskiej, gdy państwo członkowskie (Polska) jest zaskarżane nie przez Komisję Europejską, lecz przez inne państwo, czyli w tym przypadku przez Czechy.
Groźba szkód środowiskowych
Rosario Silva de Lapuerta, wiceprezes TSUE, przychyliła się do wniosku Pragi, by ze względu na ciągłe szkody czynione przez Turów nałożyć już teraz środek tymczasowy obowiązujący do czasu pełnego wyroku TSUE, który może zapaść dopiero za kilkanaście miesięcy. Polsce nie przysługuje formalne prawo odwołania od tego dzisiejszego postanowienia TSUE, choć Trybunał – jak w przypadku każdego środka tymczasowego – może samodzielnie zmieniać swe decyzje również po dodatkowym wysłuchaniu stron sporu.
TSUE przy decyzji o środku tymczasowym musiał sobie odpowiedzieć na pytanie, czy zarzuty Czech wydają się na pierwszy rzut oka niepozbawione poważnej podstawy (przesłanka „fumus boni iuris”) oraz czy groźba nieodwracalnych szkód wymaga jego bardzo szybkiej decyzji. I wiceprezes Rosario Silva de Lapuerta dziś odpowiedziała na te pytania twierdząco.
Czechy przekonują, że kopalnia Turów ma negatywny wpływ na życie dziesiątków tysięcy mieszkańców graniczących z Polską regionów wokół miast Gródek nad Nysą (Hradek nad Nisou) i Frýdland. Przede wszystkim z powodu postępującego obniżania się wód gruntowych, ale także zapylenia i hałasu. Szczególnie dotknięte mają być położone najbliżej polskiej kopalni wioski Uhelná i Václavice. Czesi wyceniają szkody już wyrządzone działalnością kopalni na 175 milionów koron (30 milionów złotych). Sytuację pogarsza fakt, że polskie władze w tym miesiącu przedłużyły aż do 2044 r. koncesję na eksploatację Turowa bez – jak wytykają Czechy – odpowiedniej oceny środowiskowej.
Nieodwracalne zatrzymanie elektrowni?
Wiceprezes TSUE uznała, że „na pierwszy rzut oka nie można wykluczyć”, że polskie przepisy naruszają wymogi wynikające z unijnej dyrektywy środowiskowej, zgodnie z którą rozbudowa przedsięwzięcia dotyczącego kopalni odkrywkowej powinna być przedmiotem oceny oddziaływania na środowisko. Ponadto uznała, że „wydaje się wystarczająco prawdopodobne”, że dalsze wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku może mieć negatywny wpływ na poziom lustra wód podziemnych na terytorium czeskim.
– Działalność ta prowadzi do ciągłego odpływu znacznych ilości wody z terytorium Czech na terytorium Polski, co niewątpliwie obniża poziom wód podziemnych na terytorium czeskim, co może z kolei zagrozić zaopatrzeniu w wodę pitną społeczności zależnych od dotkniętych tym zjawiskiem części wód – ogłoszono dziś w TSUE.
Ponadto wiceprezes Rosario Silva de Lapuerta odrzuciła argumenty Polski, że wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów pociągnęłoby za sobą – „ze względu na układ technologiczny elektrowni Turów” – nieodwracalne zatrzymanie tej elektrowni. TSUE stwierdził, że Polska nie poparła tego twierdzenia dowodami, że nawet jeśli nagła niedostępność danej elektrowni może powodować negatywne skutki, to operatorzy systemu elektroenergetycznego nie byliby w stanie zrekompensować tego innymi dostawami energii.
– Polska nie wykazała w wystarczający sposób, że zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów wiązałoby się z rzeczywistym zagrożeniem jej bezpieczeństwa energetycznego – uznał TSUE.
Politycy Zjednoczonej Prawicy komentują
Michał Wójcik ocenił, że decyzja TSUE jest skandaliczna.
Sebastian Kaleta, oczekuje stanowczej i zdecydowanej reakcji rząduZłoże w Kopalni Turów jest eksploatowane od dzięsiątków lat. Dziś sędziowie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazali natychmiastowe wstrzymanie wydobycia. Tak, to skandal. Koszty społeczne i gospodarcze mogą być ogromne. Na decyzji zarobią sąsiednie państwa.
— Michał Wójcik (@mwojcik_) May 21, 2021
Jako @SolidarnaPL od dłuższego czasu przestrzegamy przed postępującą pozaprawną ingerencją organów UE w sprawy Polski. Mam nadzieję, że tym razem reakcja naszego państwa będzie stanowcza i zdecydowana. https://t.co/yTHxuiYfqp
— Sebastian Kaleta (@sjkaleta) May 21, 2021
Dlaczego opozycja milczy w sprawie decyzji TSUE, na podstawie której 4 miliony Polaków z dnia na dzień ma być odciętych od prądu?
— Sebastian Kaleta (@sjkaleta) May 21, 2021
Opozycja oczekuje wyjaśnień od rządu
Ostrzegaliśmy, że jeśli nie podejmiemy próby polubownego rozwiązaniu sporu z Czechami, grozi nam zamknięcie kopalni Turów z dnia na dzień, a tym samym utrata 3500 miejsc pracy. Jako Koalicja Obywatelska składamy wniosek o pilną informację rządu w tej sprawie i pilne działanie. pic.twitter.com/FFaWB6lScY
— Małgorzata Tracz (@GoTracz) May 21, 2021
Turów jako modelowy przykład rządów PiS w pięciu punktach:
— Bartłomiej Sienkiewicz (@BartSienkiewicz) May 21, 2021
1. postaw na węgiel
2. miej w nosie sąsiadów
3. udaj, że nie jesteś w UE
4. rozwal dyplomację
5. zrób wielki wrzask jak cię dopadną konsekwencję i mów że to kolonialna polityka Brukseli
(DF), thefad.pl / Źródło: dw.de
REDAKCJA POLECA
Gerd Mueller – to jego rekord już w sobotę może pobić Robert Lewandowski

Dominik Owczarek
W sobotnim meczu z Augsburgiem Robert Lewandowski może pobić rekord Gerda Muellera. Kim jest słynny „bombowiec narodu”?

W poprzedniej kolejce Bundesligi Lewandowski strzelił 40. gola w sezonie – coś, co udało się dotychczas tylko Muellerowi. Jeśli w sobotnim meczu z Augsburgiem strzeli po raz 41., rekord sezonu będzie należał do niego.
O ile nie brakuje głosów, że ustanowienie nowego rekordu jest istotą rywalizacji – tak nie brakuje też stwierdzeń emocjonalnych. Najgłośniejsze padło z ust wielokrotnego reprezentanta Niemiec Dietmara Hamanna. Były piłkarz m.in. Bayernu i Liverpoolu apelował, by Lewandowski nie zagrał w meczu, w którym ma duże szanse na pobicie wieloletniego rekordu.
– Bez Gerda Muellera wciąż prawdopodobnie bylibyśmy w drewnianej chatce, która kiedyś była siedzibą naszego klubu – mówił inny legendarny piłkarz Bayernu, Franz Beckenbauer. Zarówno „Kaiser” (cesarz), jak i Mueller byli mistrzami świata z 1974 roku. W meczu o awans do finału decydujący cios zadał właśnie Mueller. Nie został wówczas królem strzelców turnieju, ale strzelił dwa najważniejsze gole dla Niemców. Przeciwko Polakom w słynnym „meczu na wodzie” oraz w finale z Holendrami.
„Niemożliwa“ figura
Gdy Mueller jako nastolatek rozpoczął praktykę tkacza, nikt nie przewidywał, że zostanie jednym z najwybitniejszych piłkarzy wszechczasów. Trafił do Bayernu mając 18 lat. Najlepsza obecnie drużyna Bundesligi nie występowała wówczas jeszcze w pierwszej lidze. Do powstającej potęgi Bawarczyków walnie przyczynił się właśnie Gerd Mueller.
Diament szlifować zaczął Zlatko Čajkovski. Jugosławiański trener znany był nie tylko z warsztatu, ale i z łamanego niemieckiego. Mueller zawdzięcza mu bardzo wiele – to właśnie Čajkovski postawił na niewysokiego, krępego snajpera. Z początku sylwetka sprawiała problemy.
– Co ja mam z nim zrobić. Ta figura to wprost niemożliwe – mówił szkoleniowiec. Mimo że kilku innych napastników dobrze się zapowiadało, Jugosławianin wybrał ostatecznie nastolatka z Noerdlingen.
U szczytu kariery
Szybko okazało się, że przysadzisty napastnik jest „maszyną“ do strzelania goli. Już w pierwszym sezonie trafił do siatki 33 razy. Jego instynkt sprawiał, że strzelał w każdy możliwy sposób i z każdej pozycji. Współpraca Čajkovskiego i Muellera zaowocowała pierwszym tytułem Bayernu w historii Bundesligi.
Gdy Bawarczycy na stałe zadomowili się w czołówce ligi, nie próżnowali także na arenie europejskiej. W latach 1974-1976 trzy razy z rzędu zdobyli Puchar Europy. Oś drużyny stanowili bramkarz Sepp Maier, libero Franz Beckenbauer oraz napastnik Mueller. „Bombowiec” był wówczas u szczytu możliwości – zdobył mistrzostwo świata, a w gablocie klubowej pojawiały się kolejne tytuły krajowe i europejskie.

W drużynie narodowej dawał kibicom tyle samo radości, co kibicom Bayernu. Nazywany „bombowcem narodu” („Bomber der Nation”) strzelił w 62 meczach z czarnym orłem na piersi 68 goli.
Mimo wielu osiągnięć nie jest już najlepszym strzelcem reprezentacji wszechczasów. Miroslav Klose pobił jego osiągnięcie o trzy gole. Urodzony w Opolu napastnik potrzebował do tego jednak 137 meczów. Mueller osiągał ponad jedno trafienie na mecz, co stanowi niebywały wynik w standardach reprezentacyjnych.
Problemy w życiu
Kariera Muellera obfitowała w sukcesy drużynowe i indywidualne osiągnięcia. W 1979 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych na spokojną sportową emeryturę. Wkrótce potem zakończył profesjonalną karierę, co stanowiło początek poważnych problemów zwieńczonych chorobą alkoholową. Po kilku latach w USA nie udało mu się też opanować języka angielskiego, co prowadziło do wyobcowania.
Restauracja na Florydzie, której był współwłaścicielem, utrzymywała się w dużej mierze z turystów z Niemiec. Problemy natury prywatnej po zawieszeniu butów na kołku wpędzała Muellera w życiowy marazm, który pogłębił się po powrocie do Monachium w 1984 roku. – Stawiali mu kolejkę, a potem chwalili się nim – mówił po latach prezes Bayernu Uli Hoeness.
Żywa legenda
Wewnętrzną pustkę dusił alkoholem – dopóki nie zaopiekowali się nim starzy koledzy z boiska – Franz Beckenbauer i Uli Hoeness. Dużo zawdzięcza szczególnie Beckenbauerowi – najlepszemu przyjacielowi z czasów kariery.
– Miałem ogromne szczęście dzielić z nim pokój na wyjazdach przez wiele lat – był mi jak brat. Moim zdaniem to najlepszy zawodnik Bayernu w historii. Za sto lat ludzie nadal będą go wspominać – mówił o Muellerze „Kaiser”. Sam Mueller rewanżował się ciepłymi słowami, mówiąc, że „nie ma pojęcia, czemu Franz tak się nim zawsze opiekuje”.
Po udanej rehabilitacji życie najbardziej utytułowanego napastnika wszechczasów zaczęło zyskiwać cieplejsze barwy. Działacze Bayernu zaoferowali Muellerowi pracę przy szkoleniu młodzieży. W Bawarii osiadł już na dobre. Jako asystent w trakcie meczów łącznie zasiadał na ławce 779 razy. Legendarny napastnik miał czym zająć myśli. Koledzy z boiska wyrwali go ze szponów depresji.

Z czasem zaczęły nasilać się kłopoty zdrowotne. W 2011 roku u Muellera zdiagnozowano pierwsze symptomy choroby Alzheimera. Przez długi czas klub ukrywał te informacje, ale w 2015 roku wszystko wyszło na jaw. Tabloidy cytowały żonę Gerda – Ursulę Mueller, która mówiła o „rzadko świadomym” mężu spędzającym 24 godziny na dobę w łóżku. „Prawie nic nie je” – tłumaczyła.
Najskuteczniejszy napastnik w historii Bundesligi usunął się w cień, mieszka w domu spokojnej starości i ma ograniczony kontakt ze światem.
„4ever Gerd”. Na zawsze Gerd
Kiedy Lewandowski świętował 40. gola w obecnym sezonie Bundesligi, podciągnął klubową koszulkę. Pod spodem pojawiła się inna koszulka, na której była twarz Muellera i dwa słowa: „4ever Gerd”. Na zawsze Gerd.
Gänsehaut. ❤
— 🏆 MEISTER 🏆 (@FCBayern) May 15, 2021
Was für ein Moment. #MiaSanMia #4EverGerd #Lewy40 pic.twitter.com/Df4QEb06Hz
Legenda Muellera pozostaje głośna, mimo że dożywa spokojnej starości z dala od świata futbolu. Wciąż jest on najlepszym strzelcem w historii Bundesligi – zdobył łącznie 365 goli. Robert Lewandowski znajduje się na drugim miejscu w klasyfikacji strzelców wszechczasów z dorobkiem 276 trafień.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Tadeusz Drozda: Mojego kręgosłupa nie da się łatwo zgiąć
Tadeusz Drozda przyznaje, że tęskni za czasami, w których bardzo intensywnie pracował i nagrywał kilka programów tygodniowo. Przed pandemią był zapraszany na różnego rodzaju koncerty. Obecnie jednak tego typu wydarzenia pozostają zawieszone. Tadeusz Drozda chętnie powróciłby do aktywności zawodowej. Interesowałby go zwłaszcza autorski program, w którym mógłby rozmawiać z gośćmi.

Tadeusz Drozda tłumaczy, że główną przeszkodą w powrocie do telewizji są reguły, jakie obecnie tam panują.
Mojego kręgosłupa nie da się łatwo zgiąć
– Myślę o powrocie na szklany ekran, ale osoby, które na niego zapraszają, już nie biorą mnie pod uwagę. Mają swoich ulubieńców. Mojego kręgosłupa nie da się łatwo zgiąć. Nie będę nazwisk wymieniał, ale wielu moich byłych kolegów ma jakąś klapkę w głowie. W czasach komuny mieli to samo – na jednego nagadują, a na innych broń Boże, ja tak nie umiem. Jestem satyrykiem, który wyszukuje głupoty, a tej u nas nigdy nie brakowało, a teraz w szczególności nie brakuje – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle Tadeusz Drozda.
Obecnie wiele programów telewizyjnych powraca na ekran po długiej przerwie. Satyryk tłumaczy, że dziś realizacja „Śmiechu warte” byłaby dużo prostsza niż przed laty. Wówczas nagrywanie zabawnych sytuacji było bardzo utrudnione. Nie każdy posiadał w domu sprzęt, który to umożliwiał. Kasety VHS przesyłane były przez widzów pocztą do studia nagraniowego. Tadeusz Drozda docenia doświadczenie, które zdobył na planie „Śmiechu warte”. Z dużo większym sentymentem wspomina jednak programy autorskie.
– Miałem takie dni, że przez cały miesiąc nie zmywałem makijażu z twarzy, bo bez przerwy nagrywałem program. Na początku prowadziłem bardzo popularny program „Śmiechu warte”, Potem własny program „Herbatka u Tadka” i „Dyżurny Satyryk Kraju”. Bywały takie lata, że miałem trzy programy tygodniowo, więc było co robić. Obecnie Robert Górski jest wszędzie – gdy ja byłem w jego wieku, też miałem bardzo dużo pracy – podkreśla.
Życie na emeryturze
Tadeusz Drozda mieszka obecnie pod Warszawą. Tłumaczy, że jego życie na emeryturze płynie znacznie wolniej. Gdy sytuacja pogodowa na to pozwala, grywa w golfa. Gdyby satyryk dostał propozycję pracy, rozważyłby ją bardzo poważnie. Przyznaje bowiem, że powrót obowiązków zawodowych ucieszyłby go. Zapytany o to, czy chciałby w przyszłości poprowadzić własny kanał na YouTubie, nie zaprzecza.
– W internecie trzeba wszystko samemu organizować, więc musiałbym mieć menedżera. Moje nieszczęście życiowe polega na tym, że nigdy nie miałem menedżera. A nawet gdy ktoś taki się pojawiał, to tylko brał pieniądze, a ja musiałem wszystko załatwiać – zaznacza.
(df), thefad.pl / newseria
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
Krzysztof Skiba: Horror biznes

Krzysztof Skiba
Dawno temu opinię publiczną zszokowały patriotyczne kije bejzbolowe ze znakiem PW, które produkował jakiś cwaniaczek. Teraz mamy dyrektora poważnej instytucji państwowej, który oferuje „krwawe” skarpetki nawiązujące kolorem do krwi przelanej na polu bitwy. Komuś najwyraźniej krew uderzyła do mózgu.
Obudził się spocony. Miał koszmarny sen. Poduszka była w nieładzie, a kołdra zwinięta w kłębek. Śniło mu się coś strasznego. Jakieś zbrodnie, strzelaniny, pościgi, walka na noże. Ale czy na pewno tylko śniło?
Dostrzegł czerwone plamy na poduszce. Przetarł oczy i dostrzegł zbryzganą krwią ścianę. Niemożliwe! Rozejrzał się po swojej sypialni i dopiero teraz zauważył, że wszystko było w nieładzie. Ktoś w nocy stoczył w jego pokoju walkę o życie. Już wiedział, że to nie żaden sen. To wydarzyło się naprawdę. Tu dokonano straszliwej zbrodni.
Kątem oka dostrzegł długi wojskowy bagnet leżący na dywanie. Czyja to krew? Kto jest ofiarą? Nerwowo zadawał sobie pytania. Mimo paraliżującego strachu wstał z łóżka i nagle wszystko stało się jasne. Pod łóżkiem leżały RANNE pantofle.
Teraz dzięki dyrektorowi Muzeum Drugiej Wojny Światowej Karolowi Nawrockiemu do takich rannych pantofli możemy sobie kupić komplecik czerwonych, krwawych skarpet z serii Czerwone Maki.
W zamyśle dyrektora placówki seria Czerwone Maki ma być kultywowaniem pamięci po polskich żołnierzach, którzy zginęli podczas bitwy pod Monte Cassino. W serii tej możemy kupić sobie krawaty, apaszki, portfele, etui na okulary i skarpetki w kolorze krwi, jaką polscy bohaterowie oddali w walce o wolność ojczyzny.

W takich skarpetach pokonamy zapewne cały świat i dojdziemy do szczytu. Głupoty. Brakuje tylko stringów i ciepłych kalesonów na zimę, ale być może i o te akcesoria pan Karol Nawrocki, znany promotor wyklętyzmu wzbogaci kolekcję „patriotycznej” bielizny. Damskie majtki z takiej serii mogłyby zapoczątkować ciekawy OKRES w polskiej historiografii.
Pomysłów na biznes może być wiele. Modne i wygodne pidżamy w obozowe pasiaki? Pampersy ze znakiem Polski Walczącej? Szaliki z listą zamordowanych żołnierzy wyklętych? Przecież każdy narodowiec chciałby mieć coś takiego na szyi, to dlaczego tego nie wyprodukować?
Dawno temu opinię publiczną zszokowały patriotyczne kije bejzbolowe ze znakiem PW, które produkował jakiś cwaniaczek. Teraz mamy dyrektora poważnej instytucji państwowej, który oferuje „krwawe” skarpetki nawiązujące kolorem do krwi przelanej na polu bitwy. Komuś najwyraźniej krew uderzyła do mózgu.

Krzysztof Skiba
PS.
Dzięki Maciej Gawlikowski za inspiracje.
Adam Mazguła: ŁAD czy JAD?

Adam Mazguła
Nie bez powodu symbolem „polskiego ładu” jest pajęczyna. 'Zwykły ład różni się tym od polskiego i nowego ładu, co demokracja od demokracji komunistycznej, prawo i sprawiedliwość od partii PiS-u, czy solidarność od dudowego związku zawodowego polityków PiS-u
Ład w naszym państwie określa Konstytucja RP i jest wtedy, gdy przestępcy siedzą w więzieniach, fanatycy religijni są izolowani w klasztorach, psychopaci, oszuści, faszyści i kłamcy nie mają możliwości narzucania swojej wizji życia całemu narodowi przy pomocy takich samych jak oni mediów.
Premier @MorawieckiM w #Warszawa: Chcemy pokazać nasz program, a właściwie coś więcej niż program, bo #PolskiŁad to nowa umowa społeczna dla wszystkich Polaków. pic.twitter.com/ApelJyJPHi
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) May 17, 2021
Jeśli jednak ci sami przestępcy, fanatycy i oszuści są powoływani do rządu, to nie jest to ład, tylko mafijny interes dewiantów i bandytów, którzy zawłaszczyli dla siebie państwo. To wielki wał cwaniaków politycznych, okupacja przyzwoitości i mafijny wyzysk obywateli.
Jeśli PiS-okupanci ogłaszają nową nadzieję, to znaczy, że to nadzieja na nowe mafijne interesy przy pomocy pieniędzy z Unii, a nie dla obywateli. Nie bez powodu symbolem „polskiego ładu” jest pajęczyna.
Zwykły ład różni się tym od polskiego i nowego ładu, co demokracja od demokracji komunistycznej, prawo i sprawiedliwość od partii PiS-u, czy solidarność od dudowego związku zawodowego polityków PiS-u.
Kaczyński ogłosił to, co robi przez całe życie, podżega, szczuje i rozpowszechnia kłamstwa. Produkuje na skalę przemysłową narodowy JAD. Zapowiedział dalsze dzielenie Polaków, nowe podatki, dalsze zawłaszczanie państwa i narzucanie wszystkim obywatelom bezwzględnego posłuszeństwa jego wizji mafijnego państwa.
Kaczyński nie ogłosił żadnego ładu, bo nie wie, co to jest. Zawsze brudny, źle ubrany i z łupieżem prezentuje codziennie swój bałagan. On ogłosił nową odsłonę polskiego jadu. Przedstawił go tak, że nikt nie może zorientować się, o co chodzi.
Niby obniżka podatków, ale za to nowe dla niektórych, inwestycje w służbę zdrowia, ale kosztem nowych obciążeń dla obywateli… A wszystko po to, by przejąć inicjatywę propagandową, a nie, aby komuś coś wyjaśnić lub dać, zwłaszcza wtedy, gdy nie należy do jego rodziny mafijnej.
Ogłosił, więc nowy JAD, nowe podziały na biednych i tych, których nazwał bogatymi, na chorych i zdrowych, na pracujących i modlących się gorliwie, na swoich nierobów i tych, co ich muszą utrzymać, na nich pracować…
Kaczyński niczego nie zapowiedział, niczego nie obiecał. Zrobił on to, co robi od zawsze, zamieszał w głowach i w kraju oraz zmusił do dyskusji wszystkie grupy społeczne nad jego kolejnymi oszustwami, a przy okazji podzielił głupiutką opozycję. Teraz będzie wskazywał zbłąkanym drogę do sukcesu, jego sukcesu.
Nie dajmy zakłamać prawdy i pamiętajmy, aby codziennie J38AĆ PIS.
Adam Mazguła
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Roman Giertych w liście do Morawieckiego: Jesteście zwyczajnymi bolszewikami

Roman Giertych
Istotą bolszewi było szczucie biedniejszych na trochę bogatszych. Jesteście zwyczajnymi bolszewikami, którzy mają nadzieję, że na skłóceniu narodu zyskają. Mylicie się. Dzięki mediom wasze złodziejstwa są zbyt oczywiste i wiarygodność bolszewicka żadna. Tylko tym razem grubej kreski nie będzie
Jak ja się ucieszyłem panie Premierze, że wreszcie porzuciliście te bzdurne przeświadczenie, iż walka klas jest czymś chorym. Brawo, brawo, brawo!
Słusznie Pan zauważył, że bogaczy, którzy zarabiają 6000 brutto należy pouczyć, aby oddali swój majątek na rzecz najbardziej potrzebujących. Tymi najbardziej potrzebującymi są oczywiście niezliczone w swej masie i ideowości zastępy działaczy PiS, ich rodziny, powinowaci, przyjaciele i znajomi. Biedni, wygłodniali, nędzni jak nie przyrównując były wójt Pcimia, którego waga noszonych w kieszeni kluczy do 38 domów i mieszkań przygniotła prawie do ziemi.
Ci wszyscy zaufani towarzysze (tak, nie wstydźmy się tego słowa, ono przybliży PiS do Razem) wyciągają swoje spracowane dłonie do Pana żebrząc o kawałek chleba (najlepiej od 50 tysięcy w górę miesięcznie), a Panu już sił brakuje, aby tłumaczyć, że wszystko zostało rozdane i zapożyczać się już nie ma gdzie. Stąd szlachetny pomysł prezesa Kaczyńskiego, aby sięgnąć twardym prawem do kieszeni obmierzłych burżujów, którzy się w swoich czterech tysiącach pławią w bogactwie (tyle to 6000 brutto daje na rękę). I nakarmić w ten sposób zgłodniały, pisowski lud. Przy okazji oczywiście radość niosąc tym spośród społeczeństwa, którzy wolą, aby inni nie mieli, niż o siebie się martwić.
Och, jak wspaniały jest nasz prezes Kaczyński! Kontrolowany przez niego skromny majątek fundacji wart jest zaledwie miliard złotych. Gdy tymczasem w takiej ubogiej Rosji Putin ma setki miliardów kontrolowanego majątku i pałac sobie postawił nad morzem. Skromny dyktator to najlepsze co mogło się Polsce zdarzyć. I tylko dzięki tej skromności jego walka z bogaczami, którzy jeżdżą po naszych drogach i z naszej infrastruktury korzystają jest wiarygodna.
Tak więc głowa do góry panie premierze i precz z kułakami!
Roman Giertych
PS.
Istotą bolszewi było szczucie biedniejszych na trochę bogatszych. Jesteście zwyczajnymi bolszewikami, którzy mają nadzieję, że na skłóceniu narodu zyskają. Mylicie się. Dzięki mediom wasze złodziejstwa są zbyt oczywiste i wiarygodność bolszewicka żadna. Tylko tym razem grubej kreski nie będzie. Wasz koniec będzie taki jak opisałem koniec dyktatury w „Karierze prokuratora Żółcia”. Niech Pan sobie wejdzie na „Legimi” i przeczyta.


