3,5 mld euro dla Śląska. Warunek? Rząd PiS musi zobowiązać się do wdrożenia celu neutralności klimatyczne

Tomasz Bielecki
Europosłowie zatwierdzili 18.05. Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, czyli 3,5 mld euro dla Polski. Aż połowa tej kwoty jest zamrożona, ale Polska ostatecznie zdoła sięgnąć po całość. Jednak bez Turowa.

Za powołaniem Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST) zagłosowało 615 europosłów, 35 było przeciw a 46 wstrzymało się od głosu. To łącznie pula 17,5 mld euro dla całej Unii do 2027 r. głównie na łagodzenie społecznych kosztów transformacji w kierunku neutralności klimatycznej całej UE. Polsce, która będącej największym beneficjentem FST, przypada 3,5 mld euro, a Niemcom – około 2,25 md euro. Częścć tych pieniędzy pochodzi z unijnego budżetu 2021-27, a reszta ze specjalnej działki w Funduszu Odbudowy.
– Pomysł FST, który zgłosiliśmy w Parlamencie Europejskim, zrodził się z rozmów ze społecznościami lokalnymi i samorządami. Zwłaszcza na Śląsku, gdzie wyzwania transformacji są największe. – W sercu FST są obywatele. Nie chcą nowych kopalń, smogu, zapadających się od szkód górniczych domów, ale nie chcą też wybierać między ochroną klimatu i pracą – powiedział dziś Jerzy Buzek (PO), od czterech lat jeden z głównych promotorów FST.
Jak odmrozić pieniądze
Przyjęte przepisy zamrażają połowę (czyli 1,75 mld euro z polskiej „koperty”) pieniędzy dla krajów, które „nie zobowiązały się do wdrożenia celu neutralności klimatycznej UE w 2050 r.”. A to właśnie Polska nadal oficjalnie trzyma się postanowień ze szczytu UE z 2019 r., na którym wszystkie kraje zaakceptowały cel neutralności klimatycznej Unii w 2050 r., lecz – na żądanie premiera Mateusza Morawieckiego – odnotowano, że „na tym etapie jedno państwo członkowskie nie może zobowiązać się do realizacji tego celu”.
Komisja Europejska nadal nie podaje, w jaki sposób powinno nastąpić oficjalne zobowiązanie się Polski do unijnej neutralności, by odmrozić całość funduszy z FST. Jednak niektórzy z unijnych prawników przekonują, że najprostsza droga wiedzie przez – wynegocjowane przed miesiącem przez europarlament i Radę UE – „prawo klimatyczne”.
Gdy po rychłym sformalizowaniu go przez Parlament Europejski oraz unijnych ministrów w Radzie UE to „prawo klimatyczne” wejdzie w życie, cele unijnej neutralności klimatycznej w 2050 r. oraz redukcji emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r. (netto w porównaniu do 1990 r.) staną się prawnie wiążące dla wszystkich krajów Unii. – A zatem będą wiążące także dla Polski, co moim zdaniem mogłoby automatycznie anulować problem zamrożenia pieniędzy z FST – przekonuje nas jeden z brukselskich prawników.
Wsparcie dla Śląska
FST to szansa na wsparcie m.in. w tworzeniu nowych miejsc pracy, finansowaniu mikroprzedsiębiorstw, projektów edukacyjnych, infrastruktury społecznej dla młodzieży i seniorów, rozwoju energii odnawialnej, rekultywacji terenów pokopalnianych, szkoleń i kursów. Celem jest „społeczne” uzupełnianie przemysłowej transformacji współfinansowanej przez Fundusz Odbudowy oraz z innych działek budżetu UE. Podstawą mają być „terytorialne plany sprawiedliwej transformacji” ustalone wspólnie z Komisją Europejską.
Bruksela w swej wstępnej ocenie, które regiony nadają się do pomocy z FST, skupiła się na województwie śląskim, czyli Katowicach, Bielsku-Białej, Tychach, Rybniku, Gliwicach, Bytomiu oraz Sosnowcu, gdzie – jak podkreśla Bruksela – nierealistyczne byłoby oczekiwanie, że likwidacja miejsc pracy związanych z górnictwem zostanie zadowalająco zrekompensowana za pomocą typowego wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw, start-upów, dla rozwijania nowoczesnych technologii czy szkoleń. I dlatego należy tam rozważyć wsparcie dla inwestycji w duże firmy na tym obszarze. Bruksela podkreśla, że w województwie śląskim bezpośrednio w górnictwie nadal pracuje około 78 tys. ludzi, czyli blisko połowa górników w UE.
Podobne zalecenie, by – oprócz zwykłych działań wobec mniejszych przedsiębiorców – rozważyć wsparcie inwestycyjne dla dużych firm, sformułowano dla Konina z racji kopalni węgla brunatnego, z którą jest związanych około 6 tys. miejsc pracy. FST ma też pomagać m.in. regionowi Wałbrzycha. Na największe wsparcie w Niemczech zasługuje Zagłębie Łużyckie, gdzie w okolicach Chociebuża (Cottbus) przy wydobyciu węgla brunatnego pracuje 8,3 tys. ludzi.
Bez Turowa
– Komisja Europejska upiera się i nie chce zaakceptować negocjacji i dyskusji nad dużym kompleksem kopalń w Turowie, który zapewnia 80 tysięcy miejsc pracy. Niech FST będzie rzeczywiście sprawiedliwy, a Turów niech będzie tego przykładem – apelowała Anna Zalewska (PiS) podczas poniedziałkowej (17.3.21) debaty w Parlamencie Europejskim. Istotnie, Bruksela uprzedza, że m.in. niedawne przedłużenie przez władze Polski koncesji dla – kontestowanej przez Czechy w TSUE – pracy Turowa aż do 2044 r. (pomimo braku należytej decyzji środowiskowej) przekreśla szanse na pieniądze z FST.
Unię czeka teraz ciężka debata nad szczegółowym podziałem ciężarów redukcji unijnych emisji o 55 proc. do 2030 r. pomiędzy 27 krajów, co będzie jednym z tematów szczytu UE na początku przyszłego tygodnia.
Komisja Europejska zamierza w połowie lipca zaproponować pakiet projektów „FitFor55”, który oprócz podziału wysiłków redukcyjnych ma też zawierać dodatkowe bodźce dla redukcji emisji w budownictwie i transporcie drogowym. A także graniczną opłatę węglową (CBAM) nakładaną na część importu z tych pozaunijnych krajów, które uchylają się od walki z emisjami CO2, a zatem ponoszą niższe koszty produkcji, co prowadzi do nierzetelnej konkurencji z firmami z UE.
REDAKCJA POLECA
Grenlandia topnieje. Już wkrótce proces ten stanie się nieodrwacalny

DW
Toczy się wojna o surowce Arktyki: ocieplenie klimatu sprawia, że zasoby naturalne stają się bardziej dostępne.

Według badań, w przypadku części lądolodu Grenlandii zbliża się punkt krytyczny, po którym trudno będzie zatrzymać topnienie. Z powodu rosnących temperatur, destabilizacja obszarów środkowo-zachodnich już się rozpoczęła – poinformował Poczdamski Instytut Badań nad Wpływem Klimatu (PIK), powołując się na wyniki badań niemieckich i norweskich naukowców.
– Nasze wyniki sugerują, że w przyszłości dojdzie do znacznie zwiększonego topnienia, co jest bardzo niepokojące – powiedział naukowiec PIK Niklas Boers. Przyczyną są efekty sprzężenia zwrotnego: ocieplenie pokrywy lodowej postępuje szybciej, gdy zmniejsza się jej wysokość.
Proces nie do odwrócenia
Do zatrzymania topnienia nie wystarczyłoby jednak powstrzymanie globalnego ocieplenia. Temperatury musiałyby raczej spaść znacznie poniżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, aby umożliwić pokrywie lodowej powrót do poziomu z minionych stuleci.
– Praktycznie rzecz biorąc, obecna utrata masy lodu, jak i ta spodziewana w bliskiej przyszłości, będzie w dużej mierze nieodwracalna – powiedział Boers. – Dlatego najwyższy czas, abyśmy szybko i znacząco ograniczyli emisję gazów cieplarnianych ze spalania paliw kopalnych i ponownie ustabilizowali pokrywę lodową i nasz klimat .
Topnienie pokrywy lodowej Grenlandii jest nieuniknione po osiągnięciu krytycznego progu średniej globalnej temperatury od 0,8 do 3,2 stopnia Celsjusza powyżej poziomu przedprzemysłowego – podaje PIK. Gdy ten próg zostanie przekroczony, cała pokrywa lodowa może się całkowicie stopić w ciągu setek lub tysięcy lat, co doprowadzi do globalnego wzrostu poziomu morza o ponad siedem metrów i załamania się atlantyckiej cyrkulacji zwrotnikowej, która odpowiada za względne ciepło w Europie i Ameryce Północnej.
21 milionów kilometrów kwadratowych
Rozległe terytorium Arktyki – 21 milionów kilometrów kwadratowych – rozciąga się od bieguna północnego do koła podbiegunowego i obejmuje osiem państw: Rosję, Finlandię, Szwecję, Norwegię, Islandię, Grenlandię, która należy do Danii, Kanadę i amerykański stan Alaska.
Pokrywa lodowa Grenlandii jest drugą co do wielkości na świecie, po pokrywie lodowej Antarktydy na biegunie południowym. Jak pokazują badania opublikowane w poniedziałek (17.05.) w czasopiśmie „Geophysical Research Letters”, ważną rolę odgrywa również zdolność lodu do odbijania światła słonecznego. Jeśli powierzchnia lodu pochłania więcej ciepła – na przykład poprzez zmniejszenie opadów śniegu lub zmianę kształtu płatków śniegu – to również przyspiesza topnienie.
Arktyka i zmiana klimatu były jednymi z tematów wizyty sekretarza stanu USA Anthony’ego Blinkena w Danii. We wtorek rozmawiał tam m.in. z premier Mette Frederiksen i przedstawicielem Grenlandii ds. zagranicznych Pele Brobergiem. Grenlandia, podobnie jak Wyspy Owcze, jest w dużej mierze autonomiczna, ale oficjalnie należy do królestwa Danii.
Rosja: „uprawnione” działania wojskowe
Blinken planuje również wziąć udział w spotkaniu ministerialnym Rady Arktycznej, które rozpoczyna się w najbliższą środę w stolicy Islandii Reykjaviku.
Topniejący lód ułatwia dostęp do złóż surowców, które chce eksploatować kilka państw nadbrzeżnych, a także odległe kraje, takie jak Chiny. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powiedział przed posiedzeniem rady, że Arktyka jest częścią terytorium jego kraju. Wszystko, co Moskwa podejmuje tam militarnie, jest „uprawnione”.
W tym tygodniu Rosja przejmie od Islandii rotacyjne dwuletnie przewodnictwo w Radzie Arktycznej.
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba ciągle na wolności! Czyli „Wolność słowa górą”

Krzysztof Skiba
Sąd zdecydował się umorzyć sprawę wytoczoną mi przez dziennikarza TVP Michała RACHONIA, który poczuł się urażony moją opinią. W swoim wpisie opublikowanym tuż po zamordowaniu Pawła Adamowicza napisałem, że TVP szczuła na prezydenta Gdańska, a Rachoń jest napastliwym reporterem spuszczonym ze smyczy przez Kurskiego i jako taki jest moralnie odpowiedzialny za mord na prezydencie Adamowiczu.
Pragnę wszystkich Państwa poinformować, że Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieście zdecydował się dziś (wtorek 18.05) umorzyć sprawę wytoczoną mi przez dziennikarza TVP Michała RACHONIA, który poczuł się urażony moją opinią opublikowaną na FB.
W swoim wpisie opublikowanym tuż po zamordowaniu Pawła Adamowicza (post z 15 stycznia 2019) napisałem, że TVP szczuła na prezydenta Gdańska, a Rachoń jest napastliwym reporterem „spuszczonym ze smyczy przez Kurskiego” i jako taki jest moralnie odpowiedzialny za mord na prezydencie Adamowiczu.
Sąd w moich słowach nie dopatrzył się złamania prawa uznając, że mieszczą się one w ramach konstytucyjnego prawa do wyrażania opinii. Decyzja sądu nie jest prawomocna i przysługuje od niej odwołanie.
Dodam jeszcze tylko, że to już moja CZWARTA batalia sądowa w tej samej sprawie z TVP i jej funkcjonariuszami.
Krzysztof Skiba
Zarzuty o korupcję, nepotyzm i oszustwa w szeregach PiS nie robią wrażenia na elektoracie
Zarzuty o korupcję, nepotyzm i oszustwa w szeregach PiS nie robią wrażenia na elektoracie – pisze „Die Tageszeitung”.

„Wydaje się, że narodowopopulistyczna polska partia rządząca Prawo i Sprawiedliwość ma ogromne kłopoty” – pisze z Warszawy korespondentka lewicowego berlińskiego dziennika „Die Tageszeitung” Gabrielle Lesser. „Jeden skandal goni drugi, korupcja nepotyzm, oszustwa. Teraz dochodzi do tego jeszcze afera podsłuchowa związana z Danielem Obajtkiem, szefem kontrolowanego przez państwo koncernu Orlen” – relacjonuje.
Niemiecka dziennikarka opisuje zarzuty wobec Obajtka, który – jak zaznacza – „jako wójt w latach 2006 do 2015 nie tylko zarządzać miał na boku (i nielegalnie) dużą firmą i prowadzić wspólne sprawy z szefem zorganizowanej grupy przestępczej, ale i zgromadzić milionowy majątek”.
Bezradność opozycji
I dodaje, że szef opozycyjnej PO Borys Budka tylko „bezradnie wzrusza ramionami.” W niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” zasugerował, że niewiele można z tym zrobić.
„Wielu obserwatorów sceny politycznej zadaje sobie pytanie, dlaczego tak wiele skandali wokół PiS nie robi wrażenia na wyborcach tej partii. Dlaczego poparcie pozostaje na wysokim poziomie 35-40 procent? Liberalny rząd poprzedników stracił władzę z powodu afery 'kelnerów’. Wówczas wszyscy oburzali się używaniem przez polityków PO ordynarnych wyrażeń podczas drogich obiadów na koszt państwa. Tymczasem szef Orlenu przeklina w podsłuchanych rozmowach tak wulgarnie, że jego obrońcy czuli się zmuszeni tłumaczyć to zespołem Tourette’a” – opisuje Lesser. Wyliczając wulgarne słowa, używane przez Obajtka na nagraniach rozmów, zauważa, że „zadziwiające jest tylko to, jak zdołał on dotrzeć na prezesowskie stanowisko największego polskiego koncernu”.
„My, prawdziwi Polacy”
Lesser pisze, że przed laty uchodziło za skandal, że minister z PO „zapomniał” wpisać do deklaracji majątkowej drogiego zegarka. Dziś „ani znaczne nagromadzenie majątku przez byłego wójta, ani umorzenie zarzutów o oszustwo i przekupstwo przez (pisowską) prokuraturę po przystąpieniu Obajtka do PiS, nie wywołują u wyborców PiS niczego więcej, niż zmarszczki na czole” – dodaje niemiecka dziennikarka.
I cytuje szefa Instytutu Spraw Publicznych Jacka Kucharczyka, który uważa, że PiS przez wiele lat zdołał dać swoim wyborcom poczucie, które można opisać hasłem: „My, prawdziwi Polacy”.
Jak ocenia, „większość wyborców PS nie będzie się już zastanawiać, na kogo oddać głos. Wybór PiS jest dla nich tak oczywisty, jak poczucie bycia Polką czy Polakiem”. „Nawet jeśli słyszą, że ulubieniec szefa partii (…) oszukuje, okrada kasę państwa i do tego przeklina, są w stanie to zaakceptować, bo 'jest on jednym z nas’. Tak więc Obajtek może być łotrem, ale jest naszym (PiS) łotrem” – cytuje „taz” eksperta ISP.
Na koniec Lesser wytyka szefowi PO, że zamiast jako opozycja zjednoczyć wokół siebie Polaków szkalowanych przez PiS jako „nie nasi”, „kasta” albo „komuniści” i zbudować przeciwwagę, woli odczekać trzy lata do następnych wyborów, tłumacząc, że nie jest rewolucjonistą.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Robert Lewandowski o krok przed pobiciem rekordu legendarnego napastnika Bayernu Gerda Muellera?

Anna Widzyk
Niemieckie gazety opisują wyczyn Roberta Lewandowskiego, który w sobotę (15.05.2021) podczas spotkania Bayernu Monachium z Freiburgiem (2:2) wyrównał rekord legendarnego napastnika Bawarczyków Gerda Muellera sprzed prawie 50 lat i strzelił 40. gola w jednym sezonie rozgrywek Bundesligi. Muellerowi udało się to w sezonie 1971/1972. Lewandowski był na to przygotowany. Zaraz po tym, jak w 26. minucie meczu trafił z rzutu karnego uniósł koszulkę Bayernu pokazując podkoszulek z hasłem: 4everGerd (na zawsze Gerd).
I achieved a goal that once seemed impossible to imagine #Lewy40 ⚽ I’m so unbelievably proud to make history for @FCBayern, and to play a part in creating the stories that fans will tell their children – following in the footsteps of legends like Gerd Müller #RL9 #4EverGerd 🤜🤛 pic.twitter.com/G7EYWz88dn
— Robert Lewandowski (@lewy_official) May 15, 2021
W najbliższą sobotę (22 maja 20210 Lewandowski ma szansę pobić ten rekord. W ostatnim spotkaniu sezonu Bayern zagra z FC Augsburg. Tymczasem pojawiły się sugestie, by zrezygnował z detronizacji legendy Bayernu. – Cóż byłby to za gest, gdyby Bayern powiedział, gdyby Lewandowski powiedział w następną sobotę: Nie gram. Nie będzie mnie – proponował ekspert niemieckiego Sky Sports Dietmar Hamann.
„Wykonałbym karny”
Gazeta „Bild am Sonntag” zapytała Lewandowskiego o to, czy wykonałby rzut karny w 90. minucie meczu, by pobić rekord czy zrezygnowałby i dzielił rekord z Gerdem Muellerem. Lewandowski nie pozostawił wątpliwości: – Gerd Mueller ma tak wiele rekordów i sam był ambitnym zdobywcą goli. Myślę, że zrozumiałby, że biorę piłkę i zdobywam rekord. Poza tym ma on swój rekord 365 bramek w lidze, którego na pewno nie pobiję. Wykonałbym rzut karny – powiedział napastnik „Bildowi”.
Według przeprowadzonej przez „Bild” ankiety online 57 procent głosujących trzyma kciuki za Lewandowskiego, a 43 procent chciałoby, aby rekord dzielił on rekord z Muellerem.
„Fakty przemawiają za Lewandowskim. W tym sezonie Polak potrzebuje średnio 59,3 minut, by strzelić bramkę. Jeśli będzie się tego trzymał, uda mu się strzelić nawet 42 gole. Mueller trafiał 49 lat temu średnio >tylko!< co 76,5 minuty„ – pisał „Bild am Sonntag„.
Wyjątek od reguły
Wydawany w Monachium dziennik „Sueddeutsche Zeitung” ocenia, że w minioną sobotę „Lewandowski czuł historyczną wagę” spotkania z Freiburgiem. W ostatnich dniach stale porównywano go z Gerdem Muellerem. „Który z nich był lepszy? Są pytania, na które wcale nie chce się uzyskać odpowiedzi” – ocenia „SZ”.
„Teraz gdy rekord Muellera został wyrównany, a w przyszły weekend być może zostanie pobity, można uwolnić się na chwilę z perspektywy porównawczej. Można skierować wzrok po prostu na Roberta Lewandowskiego, wyjątkowego napastnika w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wprawdzie Lewandowski to prototyp nowoczesności, każdy jego techniczny szczegół jest zarejestrowany, regulowany i optymalizowany, a mimo to udaje mu się nieco skorygować nowoczesność (….) Lewandowski jest wyjątkiem od reguły. To, co robi, nie jest przewidywalne, chyba że jest się jak Christiano Ronaldo – jako napastnik jest się tak samo dobrym po trzydziestce – albo nawet lepszym” – pisze „SZ”.
Gerd pozostanie Gerdem
Z kolei lewicowy dziennik „Die Tageszeitung” (taz) ocenia, że romantycy pewnie życzyliby sobie, by rekord Gerda Muellera pozostał tylko wyrównany. „Ale nie zostanie. Tak jak we Fryburgu po bramce numer 40. cały zespół Bayernu stanął do wiwatu, tak w sobotę w meczu z Augsburgiem wszyscy po dozorcę stadionu przyłożą się, by Polak mógł zdobyć 41. a może i więcej goli” – ocenia „taz”.
75-letni Gerd Mueller przebywa dziś w domu opieki pod Monachium i cierpi na demencję. Jego żona Uschi powiedziała niedawno znanemu reporterowi sportowemu Raimundowi Hinko, że jej mąż cieszyłby się z rekordu Lewandowskiego. – Gerd nigdy nikomu nie zazdrościł. Nie lamentowałby, gdyby stracił rekord, a nawet byłby pierwszym, który by pogratulował.
„Taz” podkreśla, że nawet jeśli jego rekord zostanie pobity, to „Gerd pozostanie Gerdem. Zawsze w pamięci”.
REDAKCJA POLECA
Czy odkrywane co jakiś czas ślady UFO, wskazują na istnienie obcych cywilizacji?
Naukowcy potwierdzili istnienie ponad 4 tys. egzoplanet krążących wokół innych gwiazd w naszej galaktyce. Prawdopodobnie jednak mogą być ich nawet biliony.

UFO nie mają nic wspólnego ze statkami obcych
Jednym z najlepszych narzędzi, jakich naukowcy potrzebują, aby zawęzić poszukiwania światów nadających się do zamieszkania, jest koncepcja „strefy nadającej się do zamieszkania”. Dzięki nowym teleskopom szanse na znalezienie pozaziemskiego życia rosną, choć dotąd żaden nie uwiecznił śladów pozaziemskiej cywilizacji. Potwierdzenie jej istnienia mogłoby być przełomem dla ludzkości, jednak jak dotąd wszelkie rzekome znaki pozostawione przez obcą cywilizację się nie potwierdziły. – UFO nie mają nic wspólnego ze statkami obcych – mówi dr Piotr Witek z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.
Rosną szanse na znalezienie pozaziemskiego życia
Wraz z teleskopami najnowszej generacji rosną szanse na znalezienie pozaziemskiego życia.
Kosmiczny teleskop TESS NASA odkrył ponad 2,2 tys. kandydatów na planety pozasłoneczne, wśród nich wiele podobnych do Ziemi. Teleskop Jamesa Webba może wykryć oznaki atmosfery podobnej do naszej – tlen, dwutlenek węgla czy metan. Zdaniem naukowców trudno wytłumaczyć dużą ilość metanu w atmosferze czymś innym niż życie. Przyszłe teleskopy mogą nawet wykryć oznaki fotosyntezy, czyli przemiany światła w energię chemiczną przez rośliny, lub nawet konkretne gazy i cząsteczki sugerujące obecność życia zwierzęcego. Życie można znaleźć, obserwując odbijane przez planety światło gwiazd. Produkowany przez rośliny chlorofil odbija światło bliskiej podczerwieni. Inteligentne, technologiczne życie może powodować zanieczyszczenie atmosfery, tak jak ma to miejsce na naszej planecie, również wykrywalne z daleka.
Istnienie innego życia w kosmosie jest trudne do potwierdzenia
– Istnienie innego życia w kosmosie jest trudne do potwierdzenia, co nie znaczy, że jest niemożliwe. Pewne działania w tę stronę już są podejmowane, od lat 90. odkrywamy planety krążące dookoła innych gwiazd i w miarę postępu badań nad tymi planetami badamy skład atmosfer niektórych z nich. Zawartość tych atmosfer może wskazywać na występowanie życia na danej planecie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Piotr Witek z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.
„Strefa nadająca się do zamieszkania”
Potwierdzono, że w naszej galaktyce istnieje ponad 4 tys. egzoplanet krążących wokół innych gwiazd, ale prawdopodobnie liczba ta wynosi biliony. Jednym z najlepszych narzędzi, jakich naukowcy potrzebują, aby zawęzić poszukiwania światów nadających się do zamieszkania, jest koncepcja znana jako „strefa nadająca się do zamieszkania”. Jest to odległość orbitalna od gwiazdy, przy której temperatury potencjalnie umożliwiłyby tworzenie się wody w stanie ciekłym na powierzchni planety. Wymaganych byłoby również wiele innych warunków: planeta o odpowiednich rozmiarach z odpowiednią atmosferą i stabilna gwiazda, która nie jest podatna na wybuchy. Planet, które spełniałyby wszystkie warunki, dotychczas nie udało się znaleźć
– Życie inteligentne, nawet jeśli nie chce się komunikować, to wytwarza sygnały, które bylibyśmy w stanie odkryć na większych dystansach. Chodzi tu głównie o sygnały radiowe czy też w innych formach promieniowania, ale także możliwe jest, że wysyła statki kosmiczne do innych układów planetarnych. Nasza cywilizacja, choć osiągnęła kosmos zaledwie 60 lat temu, już wysłała sondy kosmiczne w podróż przez cały Układ Słoneczny i pięć z naszych statków kosmicznych opuści go na zawsze – wskazuje badacz.
Naukowcy od 60 lat skanują niebo w poszukiwaniu sygnałów radiowych, które mogą mieć sztuczne pochodzenie. W przeciwieństwie do fal radiowych, które kosmos wytwarza naturalnie, oczekuje się, że sygnały od istot pozaziemskich będą bardzo przypominać transmisje, których ludzie używają do komunikacji, i obejmowałyby bardzo wąski zakres częstotliwości radiowych. Miałyby również charakterystyczny „dryf” wskazujący, że źródło przemieszcza się w kierunku Ziemi lub od niej, czyli wskazówkę, że źródło radiowe pochodzi z odległego obiektu kosmicznego, takiego jak planeta krążąca wokół gwiazdy.
W 2020 roku teleskop radiowy Parkesa w Nowej Południowej Walii w Australii, prowadzony przez Commonwealth Scientific and Industrial Research Organization (CSIRO), wykrył niewyjaśniony sygnał radiowy pochodzący z Proximy Centauri, najbliższej Słońca gwiazdy. Wydawało się, że może być to sygnał od obcej cywilizacji, jednak zdaniem naukowców jest to mało prawdopodobne. Głośno było również o sygnale „Wow!” odebranym przez Obserwatorium Radiowe Uniwersytetu Stanowego Ohio w 1977 roku. Ta niezwykle jasna fala początkowo wyglądała jak prawdziwa detekcja SETI, jednak nikt nie był w stanie jej zweryfikować ani odnaleźć ponownie.

– Gdyby okazało się, że nie jesteśmy jedynym życiem czy też wręcz jedyną inteligencją w naszym kosmosie, byłby to duży przełom dla ludzkości w wielu kategoriach: filozoficznych, naszego postrzegania świata, a także prawdopodobnie w kategoriach tego, jak traktujemy siebie tu nawzajem. Poznanie prawdziwego obcego pozwoliłoby nam łatwiej dostrzec, że inny człowiek tak naprawdę się od nas specjalnie nie różni. Poza tym otworzyłoby fantastyczne pole nowych badań dla nauki i było inspiracją dla wielu dzieł kultury – przekonuje ekspert.
Niezidentyfikowane Obiekty latające (UFO)
Mimo zaawansowanych technologii wciąż nie udało się odkryć śladów, które bez żadnych wątpliwości wskazywałyby na istnienie obcej cywilizacji. Takim śladem nie są również niezidentyfikowane obiekty latające (UFO). W kwietniu 2021 roku Pentagon potwierdził autentyczność trzech nagrań, na których widać niezidentyfikowane obiekty latające (nagrania z 2019 roku). Wciąż nie wiadomo, czym były, lecz szanse, że były to statki obcej cywilizacji, są niewielkie.
– Obowiązkiem każdej armii jest identyfikowanie obiektów, które znajdą się w przestrzeni powietrznej danego kraju. Niektórych z nich nie da się zidentyfikować od razu, niektóre z nich wymykają się nawet przez dłuższy czas identyfikacji. I tym właśnie są owe UFO. Traktujmy tę nazwę dosłownie: niezidentyfikowane obiekty latające to obiekty, które unoszą się w powietrzu, których nie potrafimy zidentyfikować. Nie ma to nic wspólnego ze statkami obcych – przekonuje dr Piotr Witek.
Teorie spiskowe
Od lat krążą teorie spiskowe, że przedstawiciele innych cywilizacji pojawili się już na Ziemi. Inne, że Amerykanie przetrzymują obcych w podziemnych laboratoriach.
– Gdyby nawet jakaś obca inteligencja zdecydowała się pokonać te olbrzymie dystanse dzielące planety, raczej trudno spodziewać się, żeby zrobiła to po to, żeby następnie ukrywać się przed jedyną istotą inteligentną, z którą jest w stanie się skontaktować w tym Układzie Słonecznym, albo np. żeby wygniatać kręgi w zbożu – wyjaśnia ekspert z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.
(df), thefad.pl / newsewria
Adam Mazguła: 18 maja 1944 r. Polacy zdobyli Monte Cassino. Żołnierz zwyciężył, zawiedli jak zwykle – politycy

Adam Mazguła
18 maja 1944 r. po pół rocznych walkach o wzgórza innych nacji, Polacy zdobyli Monte Cassino. Okupili to zwycięstwo ponad tysiącem zabitych i ponad trzema tysiącami rannych, z których wielu jeszcze miesiącami umierało w szpitalach. Wiedzieli już o zdradzie aliantów w Teheranie i chcieli przypomnieć o Polsce możnym tego świata.
Żołnierz zwyciężył, zawiedli jak zwykle – politycy
18 maja 1944 r. po pół rocznych walkach o wzgórza innych nacji, Polacy zdobyli Monte Cassino. Okupili to zwycięstwo ponad tysiącem zabitych i ponad trzema tysiącami rannych, z których wielu jeszcze miesiącami umierało w szpitalach. Wiedzieli już o zdradzie aliantów w Teheranie i chcieli przypomnieć o Polsce możnym tego świata.
Tymczasem w imieniu ZSRR, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych ustalono nową granicę wschodnią Polski i ZSRR na tak zwanej linii Curzona. Tak Polska utraciła Kresy Wschodnie na rzecz Związku Radzieckiego. Na prośbę prezydenta Roosevelta, liczącego na głosy Polonii amerykańskiej, utajniono postanowienia wielkiej trójki w kwestii polskiej. Większość żołnierzy Andersa pochodziła ze wschodnich terenów przedwojennej Polski.
Żołnierze 2. Korpusu Polskiego walczyli o zmianę podejścia do ich spraw przez aliantów. Pokazali bohaterstwo i skuteczność w walce.

Zawiedli politycy. Najgorsze miało dopiero nadejść
W Jałcie Churchill i Roosevelt uznali zgodność działań NKWD z konwencją dotyczącą prowadzenia wojny na lądzie – w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa, spokoju i porządku na tyłach Armii Czerwonej na terytorium Polski. Sojusznicy dali Stalinowi carte blanche na siłowe zniszczenie podziemia zbrojnego – przede wszystkim Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Roosevelt zapewnił Stalina, że Stany Zjednoczone nigdy nie będą popierać tymczasowych władz polskich, które byłyby wrogie jego interesom.

To była zdrada, okupiona więzieniami, śmiercią i wywózkami na Syberię wielu patriotów polskiego podziemia. Odsunięto od dalszych walk polskie oddziały na zachodzie. Nie zaproszono nawet na zachodnie parady zwycięstwa walczących przedstawicieli 220 tys. Polskiej Armii na zachodzie i to wszystkich rodzajów wojsk.
Dziś politycy sprzedają Polskę przy błyskach fleszy. PiS-owski rząd „podłej zmiany” i „polskiego jadu” łamie wszelkie demokratyczne zasady państwa prawa i kpi z naszej historii.
Kaczyński dzieli polską krew, która była przelewana na wszystkich frontach walki o niepodległość ojczyzny. Kpi się z honoru żołnierza. Jednocześnie zapowiada ofensywę nauki historii w treści rozumianych wybiórczo. Katyń zastąpiony został Smoleńskiem, a morderstwa Burego wzorem krzewienia narodowej wiary.
Tymczasem wojna puka do naszych granic, a oni nie mobilizują narodu, oni zawłaszczyli armię, policję, służby państwowe i dzielą, budują Putinowski wzorzec władzy bezkarnej i absolutnej. Dalej nieodpowiedzialnie szczują na siebie Polaków, a zagrożenie traktują jak usprawiedliwienie dla inflacji, zadłużenia, drożyzny, złodziejstwa i kłamstwa.
Polityków w zasadzie nawet nie ma, bo jak w 1939 roku, są jedynie napuszeni krętacze i cwaniaki. Czym głupszy fanatyk, tym bliżej bezkarnej władzy.
Wszystkim żołnierzom, którzy walczyli z bronią w ręku za wolną ojczyznę – przesyłam wyrazy mojego głębokiego szacunku, a politykom, dzielącym Polaków – wyrazy oburzenia i odrazy.

Niech nasza historia nas w końcu czegoś nauczy. Czas na mądrość, a nie na pychę ciemnoty – Polsko!
Adam Mazguła
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Adam Mazguła: Jad, nowy polski jad Kaczyńskiego

Adam Mazguła
Kaczyński zebrał projekty uchwał złożonych w sejmie przez opozycję i zrobił z nich swój program. Sprytny manewr oparty na złodziejstwie odbiera opozycji inicjatywę i stawia ja w trudnej sytuacji politycznej. Nic więcej
Jad, nowy polski jad Kaczyńskiego przejmuje inicjatywę propagandową partii przestępców i okupantów.

Tak, jak „dobra zmiana” oznaczała partyjne zawłaszczanie państwa, przestępców w rządzie i na ulicach, izolację międzynarodową, bałagan kompetencji, rządy propagandy i kłamstwa, wszechobecne złodziejstwo „rasy panów”, wulgaryzm religijny, dewastację zdrowia, edukacji, przyrody…, tak nowy „polski ład” to zapowiedź dalszej władzy PiS-u i rozdawnictwo dóbr unijnych dla swoich.
Czy ktoś widział jakiś ład tam, gdzie jest PiS?
Przecież Kaczyński to bałagan, brud, niezasznurowane buty, koszula wychodząca ze spodni, łupież na głowie i rozpięty rozporek oraz bataliony chroniących ten bałagan policjantów, służb specjalnych i wojska.
Kto tu widzi ład?
Nadzieja pojawia się wtedy, gdy wszystko zawiedzie, a nowa nadzieja tam, gdzie już nawet ona wcześniej zawiodła.
— Adam Mazguła (@amazgula) May 16, 2021
PiS pokazuje też polską pajęczynę mafijną.
Rozbawia słowo „ład”. Znaczy też zgodę, wspólnotę, uporządkowanie, … a oni są spec. od każdej dewastacji, brudu i łupieżu. pic.twitter.com/JtzJAt5gNx
Kaczyński zebrał projekty uchwał złożonych w sejmie przez opozycję i zrobił z nich swój program. Sprytny manewr oparty na złodziejstwie odbiera opozycji inicjatywę i stawia ja w trudnej sytuacji politycznej. Nic więcej.
To następny dowód na rządy PiS-propagandy i tylko propagandy.
Ty mi jednak marzeń Kaczyński nie wybieraj i nie narzucaj. Może moim marzeniem nie jest Twoja dyktatura zakryta propagandą i wiarą, nośne hasła „dobra zmiana”, nowy „polski ład”, „dotrzymujemy słowa”? A to, dlatego, że to puste hasła, bez treści, czyste kłamstwo w mafijnym układzie niegodziwych krętaczy.
Czekam na resocjalizację Kaczyńskiego w celi dla 15 osób przez kilka lat. Przynajmniej osadzeni w każdej chwili, mogliby spojrzeć w oczy oszusta, bolszewika i kanalii, który zdewastował Polskę.
Nie wierzę w żaden PiS-owski „ład”, jestem pewny, że to kolejny JAD.
Adam Mazguła
Kto skorzysta, a kto straci na #PolskiŁad❓
— Grant Thornton Polska (@GrantThorntonPL) May 15, 2021
Sprawdzamy, gdzie zapala się czerwone światło dla samozatrudnionych 🚦 pic.twitter.com/S2pfYtPxvi
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Adam Bodnar w tygodniku „Der Spiegel” krytykuje UE za brak zdecydowania w obronie praworządności

Jacek Lepiarz
Adam Bodnar w tygodniku „Der Spiegel” krytykuje Unię Europejską za oportunizm i brak zdecydowania w obronie praworządności. Polska pod rządami PiS zmierza, jego zdaniem, w kierunku „kompetytywnego autorytaryzmu”.

Czy Polska jest jeszcze krajem demokratycznym
– To trudne pytanie. Uważam, że wynik wyborów parlamentarnych w roku 2019 był demokratyczny. Uważam też, że w następnych wyborach będą mogły uczestniczyć wszystkie demokratyczne partie. Niepokoi mnie natomiast to, co dzieje się między wyborami – odpowiedział Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar na pytanie, czy Polska jest jeszcze krajem demokratycznym.
Wywiad z Bodnarem ukazał się w najnowszym wydaniu niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”.
Metody PiS mają niewiele wspólnego z demokracją
– Partia PiS systematycznie umacnia swoją przewagę nad opozycją i to metodami, które mają niewiele wspólnego z demokracją. Kontroluje szereg instytucji, które pilnują przestrzegania praworządności, na przykład prokuraturę. Najbardziej niebezpiecznym krokiem było jednak podporządkowanie sobie przez rząd Trybunału Konstytucyjnego – wyjaśnił Bodnar.
– Utraciliśmy Trybunał jako instytucję strzegącą konstytucję, organ mający w sposób niezależny badać zgodność ustaw z konstytucją. Partia rządząca może za pomocą większości przeforsować bez problemu w parlamencie wszystko, co tylko chce. Nowy TK milczał wobec wielu kontrowersyjnych spraw. Co więcej, uczestniczy jako strona w realizacji rządowych projektów – kontynuował RPO.
W tym kontekście Adam Bodnar wymienił wyrok TK w sprawie aborcji. Zwrócił uwagę, że wkrótce spodziewane jest orzeczenie w sprawie wyższości prawa Unii nad prawem narodowym. – Spodziewamy się, jaki będzie wynik. To kluczowa decyzja, która dotyczy pozostania Polski w Unii Europejskiej – zauważył.
Polsce grozi „kompetytywny autorytaryzm”?
Zdaniem Bodnara Polska rozwija się w kierunku „kompetytywnego autorytaryzmu” w znaczeniu, jakie nadał temu pojęciu amerykański politolog Steven Levitsky (współautor książki „Tak umierają demokracje” – DW).
– Powtarza się scenariusz węgierski. Chodzi o takie przekształcenie państwa, aby partia rządząca nie musiała szybko oddać władzy. Rządzący zapewniają sobie przewagę w politycznej rywalizacji, a opozycja staje się coraz mniej konkurencyjna. W piłce nożnej powiedzielibyśmy: opozycja ma ośmiu zawodników na boisku, a partia rządząca zawsze jedenastu – tłumaczy RPO.
Adam Bodnar przypomniał, że po jego interwencji sąd wstrzymał przejęcie przez Orlen pakietu gazet Grupy Wydawniczej Passau. Zwrócił uwagę na różnice między sytuacją mediów w Polsce i na Węgrzech.
– W Polsce nie ma, w przeciwieństwie do Węgier, oligarchów, są za to koncerny państwowe. Władzy nie chodzi o całkowitą likwidację wolnych mediów, a jedynie o dominację w publicznej debacie. Przejęcie pakietu gazet przez Orlen oznaczałoby, że rząd przejąłby kontrolę nad większością mediów, przede wszystkim na obszarach wiejskich i mógłby nadawać ton debacie – czytamy w „Spieglu”.
Czy UE chce bronić praworządności?
– Przeciętny Polak niemal nie odczuwa przebudowy sądownictwa. PiS daje mu natomiast poczucie ekonomicznego i socjalnego bezpieczeństwa – powiedział Adam Bodnar, tłumacząc niewielką skalę protestów w polskim społeczeństwie.
– UE mogłaby wiele zrobić. Pytanie tylko, czy chce – mówił „Spieglowi” Bodnar. Jego zdaniem instytucje unijne działają bez przekonania.
– Komisja mogłaby poprzeć krytycznych sędziów, którzy otrzymali kary dyscyplinarne. Ma możliwości prawne, ale ich nie wykorzystuje – stwierdził. Sceptycznie ocenił też nowy mechanizm warunkowości „pieniądze za praworządność. – Zobaczymy, co rzeczywiście zostanie zrealizowane.
– W UE jest dużo oportunizmu, okazywania zrozumienia dla polskiego rządu, zamiast wyznaczenia wyraźnych granic. Polska nie jest krajem położonym gdzieś tam na marginesie. Wsparcie dla UE jest (w Polsce) nadal wysokie. Polacy popierają system, który bazuje na wartościach demokracji i praworządności. Można wręcz powiedzieć, że oczekują od UE, że będzie bronić swoich własnych zasad – podsumował na zakończenie wywiadu Bodnar.
REDAKCJA POLECA
Niskie żywopłoty – z jakich roślin je stworzyć?
Niskie żywopłoty stanowią element dekoracyjny ogrodu. Ich funkcją jest przede wszystkim podkreślenie kształtu rabat i oddzielenie pewnej przestrzeni. Ponadto mogą także być częścią wykończenia ogrodu parterowego charakterystycznego dla założeń w stylu francuskim oraz włoskim.

Niskie żywopłoty częsty wykorzystywane są również w ogrodach naturalistycznych w stylu nowoczesnym i angielskim. Podczas zakładania niskiego żywopłotu ważny jest odpowiedni dobór roślin. Muszą one odznaczać się wolnym wzrostem, zdolnością krzewienia się po cięciu oraz budowania gęstej bryły, a do tego powinny mieć drobne liście. Takie rośliny powinny również być odporne na szkodniki, choroby i mróz.
Jakie rośliny nadają się na niskie żywopłoty?
To, na jakie rośliny się zdecydujemy, zależy w dużej mierze od warunków panujących w ogrodzie, czyli rodzaju gleby i stopnia nasłonecznienia. Nie bez znaczenia jest również to, jakie rośliny znajdują się w pobliżu miejsca, gdzie ma powstać niski żywopłot. Istotne jest to zwłaszcza podczas tworzenia obwódek, gdyż muszą one pasować do krzewów oraz bylin rosnących na rabacie. Niskie żywopłoty można stworzyć nie jedynie z karłowych odmian krzewów, ale również z krzewin oraz bylin. Bardzo często do posadzenia niskiego żywopłotu wykorzystuje się bukszpany, czyli cały czas zielony „Blauer Heinz”, „Suffruticosa” czy drobnolistny „Rococo”, „Korean Compact” albo „Faulkner”. Bukszpany są bardzo proste do cięcia i zimozielone. Te rośliny nadają się zarówno do miejsc zacienionych, jak i intensywnie nasłonecznionych. Kilka razy w sezonie można poddać je zabiegowi cięcia.
Jeśli gleba w ogródku nie jest zbyt dobrej jakości, wówczas warto zastanowić się nad posadzeniem berberysów. Krzewy te świetnią rosną także na trudnych podłożach, czyli tych suchych i piaszczystych. Musimy jednak pamiętać, że ich pielęgnacja może nam sprawić niemałe problemy, przez ostre kolce. Ponadto, mało jest niskich odmian berberysów. Do wyboru mamy krzewy o liściach żółtych, bordowych, zielonych i nakrapianych. Kolejną rośliną nadającą się na niski żywopłot jest tawuła japońska „Golden Princess” o żółtych liściach. Możemy także zdecydować się na pięciornik krzewiasty o niewielkich kwiatach w różnych barwach. Piękne białe kwiaty ma pięciornik „Abbotswood”, żółtymi kwiatami odznacza się pięciornik krzewiasty „Goldfinger”, „Goldstar”, „Sommerflor”. Bardzo niską odmianą tej rośliny o żółtych kwiatach jest odmiana „Kobold”. Odmiana o różowych kwiatach to „Pink Beauty”.
Do tworzenia niskich żywopłotów nadaje się także lawenda, która uwielbia słońce, jednakże w niektórych obszarach naszego kraju może wymarzać. Inną propozycją jest ubiorek wiecznie zielony o białych kwiatach czy też barwinek pospolity, nadający się również na zacienione obszary. Do tworzenia tego rodzaju żywopłotów możemy także zastosować takie byliny jak: zawciąg nadmorski, przywrotnik ostroklapowy czy dzwonek karpacki.
Jak posadzić żywopłot?
Najpierw musimy przekopać odpowiedni pas ziemi i pozbyć się z niego wszelkich chwastów. Następnie uzupełniamy składniki gleby. Jeśli podłoże jest bardzo piaszczyste, musimy dodać do niego glinę, a jeśli zbyt ciężkie, to dodajemy do niego piasek. Teraz wyznaczamy linię sadzenia przy pomocy sznurka i zaczynamy sadzenie. Jeśli gleba jest słaba, nie robimy zbyt dużych odległości pomiędzy roślinami. Musimy wziąć pod uwagę to, jak dana roślina rozrasta się na boki. W przypadku sadzenia krzewów iglastych i liściastych w zupełności wystarczy odległość 30-40 cm, a jeśli na przykład sadzimy wrzośce, musimy zrobić przerwę co 25 cm. Odmiany o bujnym wzroście potrzebują sadzenia co 50 cm, a o średnim co 40 cm. Po posadzeniu roślin podlewamy je i ściółkujemy.
| Autor artykułu Publikacja artykułu we współpracy z firmą Target – wiodącym producentem produktów do pielęgnacji ogrodu. |


