W kierunku Izraela odpalono ponad tysiąc pocisków rakietowych. Czy systemem obrony powietrznej „Żelazna Kopuła” jest skuteczny?

Uta Steinwehr

Uta Steinwehr

Od 10 lat Izrael dysponuje systemem obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej „Żelazna Kopuła”. System ten nie był jeszcze nigdy tak obciążony, jak w ostatnich dniach. W jaki sposób działa?

Od nasilenia się konfliktu izraelsko-palestyńskiego w mediach społecznościowych setki tysięcy razy obejrzano filmy pokazujące skuteczność izraelskiego systemu obrony powietrznej „Żelazna Kopuła”. Najwięcej nagrań przedstawia ostrzeliwanie Tel Awiwu w nocy z wtorku, 11 maja, na środę. Wyją syreny, dziesiątki świecących kul przemierzają nocne niebo, nagle gwałtownie rozbłyskują i słychać odgłos eksplozji. Niebezpieczeństwo dla ludności ponownie zostało zażegnane.

W mediach społecznościowych „Żelazna Kopuła” wychwalana jest jako ubezpieczenie na życie dla Izraelczyków.

Jak działa „Żelazna Kopuła”?

System składa się ze stacji radarowej i centrum dowodzenia uzbrojeniem, które rozpoznaje nadlatujące cele, np. rakiety, tuż po ich starcie i oblicza ich trajektorię lotu oraz punkt uderzenia. Trwa to zaledwie sekundy. Zależnie od odległości od Strefy Gazy Izraelczycy mają tylko od 15 do 90 sekund na ukrycie się w schronie przeciwlotniczym.

 

Trzecim elementem systemu są baterie rakiet przechwytujących typu „Tamir”. Każda bateria składa się z trzech albo czterech wyrzutni zawierających 20 rakiet. „Tamir” opuszcza wyrzutnię tylko wtedy, gdy centrum dowodzenia ustali, że wrogi pocisk jest wymierzony w tereny zamieszkane. Rakiety „Tamir” mogą manewrować w locie. Nie trafiają jednak bezpośrednio w pociski przeciwnika, tylko wybuchają w ich pobliżu i w ten sposób je niszczą. W przeciwnym razie części wrogiego pocisku mogłyby spowodować szkody.

Baterie rakiet są mobilne i można je przemieszczać. W tej chwili Izrael dysponuje dziesięcioma bateriami rakiet „Tamir”. Ich producent, państwowy koncern zbrojeniowy Rafael Defence Systems, podaje, że każda bateria może chronić miasto średniej wielkości. System może przechwytywać i niszczyć pociski o zasięgu do 70 kilometrów. Aby skutecznie chronić całe terytorium państwa, Izrael – zdaniem ekspertów – powinien dysponować 13 bateriami rakiet „Tamir”.

Izrael ma także inne systemy obrony powietrznej. System „Żelazna Kopuła” przeznaczony jest do obrony przeciwko rakietom krótkiego zasięgu, chociaż w razie potrzeby może zwalczać także inne cele.

Jak skuteczny jest ten system?

Jego producent mówi o skuteczności na poziomie 90 procent. Szef obrony przeciwrakietowej Izraela Moshe Patel powiedział w wywiadzie dla francuskiej agencji prasowej AFP, że „Żelazna Kopuła” w ciągu minionych dziesięciu lat przechwyciła i zniszczyła ponad 2400 pocisków. Koncern zbrojeniowy Rafael zawyża tę liczbę do ponad 2500 zniszczonych celów.

 

„Każda przechwycona rakieta mogłaby spaść na tereny zamieszkane i wyrządzić tam duże szkody, jak również pociągnąć za sobą ofiary śmiertelne” – czytamy na stronie internetowej izraelskich sił zbrojnych.

Izraelska armia podaje, że w ciągu kilku ostatnich dni w kierunku Izraela odpalono ponad tysiąc pocisków rakietowych, z których jednak 200 spadło na Strefę Gazy. Wydaje się, że radykalna islamistyczna organizacja palestyńska Hamas postawiła za cel swojej strategii odpalanie w krótkich odstępach salw produkowanych przez siebie pocisków rakietowych Kassam, żeby zbadać w ten sposób skuteczność „Żelaznej Kopuły” albo postawić ją na granicy wydolności.

Ile kosztuje użycie „Żelaznej Kopuły”?

 

Zdaniem mediów każde odpalenie rakiety Tamir to koszt około 66 tys. euro. Tym tłumaczy się fakt, dlaczego strona izraelska przechwytuje tylko te pociski, które mogą spaść na tereny zamieszkane.

Stany Zjednoczone wsparły finansowo opracowanie systemu „Żelazna Kopuła”. USA zakupiły także w 2019 roku od Izraela dwie baterie rakiet tego systemu, które przechodzą cykl prób.

 

REDAKCJA POLECA

 


Zamach na Jana Pawła II. Do dziś nie jest jasne, kto się za nim stał

Bartosz Dudek, Erkan Arikan, Christopher Nehring

Bartosz Dudek, Erkan Arikan, Christopher Nehring

Zamach na papieża Jana Pawła II mógł zmienić bieg historii. Do dziś nie jest jasne, kto się za nim stał.

13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na placu świętego Piotra w Rzymie o godzinie 17:19. Jan Paweł II został postrzelony przez tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Ağcę w brzuch oraz rękę. Fot. internet

Jest 13 maja 1981 roku. Ciepłe, wiosenne popołudnie. Na placu przed potężną bazyliką św. Piotra gromadzi się tłum. W zakamarkach pod arkadami siedzą gołębie.

Jak zawsze w środy papież Jan Paweł II wyrusza, by osobiście powitać pielgrzymów. O godzinie 17:00 jego otwarty jeep zaczyna powoli jechać wzdłuż barier. Papież dotyka i ściska wyciągnięte ku niemu ręce. Bierze na ręce dziewczynkę z niebieskim balonikiem w ręku. W słońcu lśnią jej jasne loczki. Papież błogosławi dziecko i ostrożnie oddaje je rodzicom. W tym momencie samochód przyhamowuje. Nagle padają strzały. Jeden. Dwa. Trzy. Biała sutanna robi się czerwona od krwi. Jan Paweł II osuwa się w ramiona swojego prywatnego sekretarza Stanisława Dziwisza. – Do dzisiaj słyszę te strzały. Słyszę gołębie, jak idą w powietrze. To na zawsze pozostanie w mojej głowie – powie po latach w filmie dokumentalnym „Świadectwo” kardynał Dziwisz. – Zapytałem: „gdzie?” Odpowiedział: „brzuch”. „Boli?”. „Boli”.

Kule, wystrzelone z pistoletu przez 23-letniego Turka Mehmeta Ali Agcę ranią papieża i dwie postronne osoby. Karetka zabiera Jana Pawła II do rzymskiej kliniki Gemelli. – W karetce był jeszcze przy świadomości – będzie wspominał Dziwisz. – Modlił się półgłosem. Jeszcze w karetce wybaczył zamachowcowi.

Operacja trwa długie pięć godzin. Lekarzom udaje się zahamować krwotok i pozszywać naruszone przez kule wewnętrzne organy. Jedna z nich minimalnie przeszła koło ważnej aorty. Ciężko ranny papież, znany wcześniej ze świetnej kondycji, przeżył. Nigdy już jednak nie wróci do dawnej formy. Do końca życia będzie przekonany, że przeżył tylko cudem. Także Stanisław Dziwisz, jego wierny sekretarz, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Medialna kariera zamachowca

W niemal stuletniej historii magazynu „Time” do dziś na jego okładce pojawiło się dwanaście osób tureckiego pochodzenia. Pierwszym z nich był twórca współczesnej Republiki Tureckiej, Mustafa Kemal Atatürk. Ostatnimi byli wynalazcy szczepionki na covid: Özlem Türeci i Ugur Sahin. Jedenastu z nich trafiło na okładkę „Time’a” ze względu na ich sukcesy. Tylko jeden z powodu zamachu, który wstrząsnął światem.

Ali Agca był zamieszany w wiele zbrodni. Dla Turków to haniebna postać. W 2000 roku, po 19 latach spędzonych we włoskim więzieniu, Włosi deportują Agcę do Turcji. Po kolejnych 10 latach w więzieniu w swojej ojczyźnie, w 2010 roku zostaje zwolniony. To kolejny szczebel w jego medialnej karierze. Publikuje książkę, daje dziwne wywiady na temat zamachu na papieża i zamordowania dziennikarza Abdi Ipekci’ego w 1979 roku. I pozuje do zdjęć w prasie bulwarowej z kobietą, którą przedstawia jako swoją narzeczoną.

Z czasem zainteresowanie mediów Agcą słabnie. Dawny zamachowiec zaczyna cenić sobie spokojne życie. Zamieszkuje na przedmieściach Stambułu. Od niedawna angażuje się na rzecz bezpańskich zwierząt. Choć dokładnie nie wiadomo z czego żyje, przypuszcza się, że otrzymuje pomoc finansową ze strony tureckiej skrajnie prawicowej organizacji „Szare Wilki”.

Za każdy wywiad każe sobie płacić. Jednak media nie chcą płacić komuś, kto zamordował słynnego tureckiego dziennikarza. Dziś 63-letni Agca rzadko pojawia się w mediach. Obecnie szuka podobno producenta filmu dokumentalnego, a nawet fabularnego, który oparty byłby na jego biografii.

Przez wiele lat Agca utrzymywał ścisłe związki z tureckimi nacjonalistami. To właśnie działacze tych mafijnych organizacji uwolnili go w 1979 roku z więzienia. Dziś Agca raczej dystansuje się od rządzącej w koalicji z Erdoganem partii nacjonalistów MHP. Zmarły niedawno wybitny niemiecko-turecki dziennikarz Bahaeddin Güngör uważał jednak, że głównym zleceniodawcą Agcy były „Szare Wilki”.

„Bułgarski trop”

Ponad rok po strzałach na placu św. Piotra w mediach zaczęło być głośno na temat tzw. bułgarskiego tropu. We wrześniu 1982 roku amerykańska autorka Claire Sterling w opublikowanym w magazynie „Reader’s digest” artykule, twierdzi, że za zamachem na papieża kryją się bułgarskie służby specjalne. Tak rodzi się „Bulgarian connection”, „bułgarski trop”.

25 listopada 1982 włoskie władze aresztują w Rzymie Sergieja Antonowa. Agca wymienia Antonowa jako jednego ze swoich zleceniodawców i osobę, za którą kryły się bułgarskie specsłużby. W centralach bułgarskiej partii komunistycznej i służb specjalnych (DS) wywołuje to popłoch i zaskoczenie. Z otwartych dziś bułgarskich archiwów wynika, że wcześniej mało kto interesował się w Sofii zamachem na papieża. Może zaskakiwać, że DS mało wiedziała o kontaktach Agcy, choć w czasie jego pobytu w Bułgarii uważnie go obserwowała.

W archiwach nie ma dowodów na bezpośrednie kontakty bułgarskiej bezpieki z Agcą. Podobnie jest z archiwami sowieckimi. Nawet po spektakularnej ucieczce na Zachód archiwisty KGB Wasyla Mitrochina brytyjskie służby nie znalazły w przemyconych przez niego dokumentach niczego, co wskazywałoby na udział Moskwy w zamachu w 1981 roku.

Wschodnie specsłużby stały się za to aktywne na froncie propagandowym. DS, enerdowska Stasi i KGB były jednomyślne co do tego, że „bułgarski trop” był w istocie „antybułgarską kampanią CIA”. Centralną postacią tej kampanii miała być właśnie Claire Sterling, która w „bułgarskim tropie” widziała dowód na sowieckie wsparcie dla międzynarodowego terroryzmu.

William Casey, szef CIA w latach 1981-87 sam był jednym z największych zwolenników teorii „bułgarskiego tropu”. Wewnętrzne śledztwo CIA wykazało jednak, że Sterling i jej współautor, Paul Henze, opierali się na informacjach, które sama CIA lansowała w tureckiej prasie. Nic dziwnego – Henze był szefem komórki CIA w Ankarze. Czy sam Casey i wraz z nim opinia publiczna na całym świecie dali się nabrać? W każdym razie analitycy CIA nie znaleźli żadnego dowodu na związek między Agcą a Związkiem Sowieckim.

Wojna propagandowa specsłużb zakończyła się nagle w marcu 1986. Po tym, jak Agca zaczął plątać się w zeznaniach i nie był w stanie prawidłowo wskazać mieszkania, w którym rzekomo spotykał się z Antonowem, Bułgar został uniewinniony. Aż do swojej śmierci w 2007 roku milczał na temat zamachu i Ali Agcy.

„Bułgarski trop”, którego prawdopodobnie nigdy nie było, jest najlepszym przykładem na to, że w środowisku służb specjalnych trudno o jednoznaczne wyjaśnienia. Zamiast tego zamach na Jana Pawła II przejdzie do historii jako wieczna tajemnica tajnych służb.

Nowa dynamika

Wybór Karola Wojtyły na papieża był dla całego pokolenia źródłem dumy i siły – uważa Krzysztof Fijałek, redaktor naczelny katolickiego portalu Deon.pl. Pamięta on przerażenie z powodu zamachu i radość, że papież przeżył. – Z perspektywy historycznej pozostało to wydarzenie niewyjaśnione, ale także budujące – zaznacza. Jego zdaniem sam papież zrozumiał, że dany mu czas jest ograniczony. Rzeczywiście – po rekonwalescencji pontyfikat papieża Polaka nabrał niezwykłej dynamiki. Lata po zamachu przyniosły przełom. W 1989 roku także dzięki mediacji Kościoła, rządzący Polską komuniści decydują o podzieleniu się władzą z demokratyczną opozycją. Wkrótce runie berliński mur.

W czerwcu 1996 roku, 15 lat po zamachu, papież ramię w ramię z kanclerzem Helmutem Kohlem przejdzie przez Bramę Brandenburską. Co za symbol: Niemcy są zjednoczone, komunizm w Europie skończony. Kula wystrzelona przez Mehmet Ali Agca nie trafiła celu. Także w przenośni.

Współpraca: Christoph Strack

 

REDAKCJA POLECA

 


Pfizer zarabia w Europie miliardy na szczepionkach, nie płacąc od nich podatków

Koncern farmaceutyczny Pfizer zarabia w Europie miliardy euro na szczepionkach przeciwko COVID-19. Wykorzystując prawo podatkowe Holandii – jak czynią to również inne światowe koncerny – unika płacenia podatków. Ustalił to portal Follow the Money.

Fot. flickr

Miliardy euro przepływają przez raje podatkowe

Platforma dziennikarstwa śledczego Follow the Money (FTM) ujawniła we wtorek, że producent szczepionek Pfizer, posiadający firmę z siedzibą w miejscowości Capelle aan den IJssel w środkowej Holandii, pomimo miliardowych obrotów nie płaci żadnych podatków w Niderlandach.

„Firma spodziewa się dobrego roku: do 2021 roku Pfizer ma nadzieję osiągnąć ponad 21 mld euro sprzedaży szczepionki przeciwko COVID-19, którą opracowała wspólnie z niemieckim BioNTech” – czytamy na stronie FTM.

W pierwszych trzech miesiącach tego roku przychody firmy wzrosły o 42 proc. – do 14,6 mld dolarów.

Miliardy euro przepływają przez raje podatkowe – informuje portal. „Należą do nich Holandia, Luksemburg i Irlandia”. Dziennikarze ustalili, że wiele działań firmy Pfizer poza Stanami Zjednoczonymi jest zarządzanych właśnie przez firmę z siedzibą w Capelle aan den IJssel: CP Pharmaceuticals International CV (CPPI).

„Zyski CCPI w ciągu ostatniej dekady wahały się od 10 mld dolarów w 2010 roku do prawie 20 mld dolarów w 2017 roku. To daje astronomiczną kwotę 169,5 mld dolarów w ciągu 10 lat” – czytamy na stronie FTM.

Jednak firma nie płaci w Holandii żadnych podatków. „Zgodnie z holenderskim prawem podatkowym CPPI nie podlega niderlandzkiemu podatkowi od osób prawnych ani podatkowi od dywidend” – cytuje raport roczny spółki FTM. Jak zaznacza, wszystkie zyski są wypłacane wspólnikom jako dywidendy i nie są opodatkowane.

„Pfizer prowadzi działalność w ponad 150 krajach na całym świecie” – powiedział rzecznik firmy w odpowiedzi na pytania ze strony Follow the Money. „Wszędzie, gdzie prowadzimy działalność, firma przestrzega wszystkich przepisów dotyczących rachunkowości i podatków oraz opłaca wszystkie należne podatki”.

FTM wskazuje jednak, że „Holandia ma dziury w systemie podatkowym, z czego chętnie korzystają amerykańskie firmy. Konstrukcja wybrana przez firmę Pfizer sprawia wrażenie, że firma naprawdę chce zapłacić jak najmniej podatków”.

Holandia rajem pod względem unikania podatków

Holandia zajmuje czwarte miejsce wśród krajów i terytoriów pod względem unikania opodatkowania – wynika z raportu Tax Justice Netherlands (TJN), opublikowanego w marcu br.

„Google w ciągu ośmiu lat przepompował przez Holandię 128 mld dolarów. Nie tak dawno ogłoszono również, że czterech największych producentów tytoniu na świecie corocznie kieruje 7,5 mld przez Holandię na Bermudy tylko po to, aby uniknąć podatku” – informuje na swojej stronie internetowej TJN.

„Latem ubiegłego roku Holandia zajęła twarde stanowisko, jeśli chodzi o wsparcie dla państw, w które mocno uderzył koronawirus. Słusznie wskazano, że tracą one dochody podatkowe, które są obecnie tak rozpaczliwie potrzebne, po części dlatego, że Holandia, jako kraj pośredniczący, umożliwia unikanie opodatkowania” – stwierdza TJN, określając jednocześnie politykę gabinetu premiera Marka Rutte pod tym względem jako fiasko.

Z Amsterdamu Andrzej Pawluszek (PAP)


Już nie „na wnuczka”.Teraz przestępcy wykorzystują popularność kryptowalut i oszukują „na bitcoina”

Oszustwa „na wnuczka” czy „na policjanta” są już dobrze znane. Teraz przestępcy wykorzystują popularność kryptowalut i oszukują „na bitcoina”. Zdaniem ekspertów, szanse na złapanie sprawców i odzyskanie pieniędzy są tu znikome, a poszkodowani tracą nawet po kilkaset tysięcy złotych – ostrzega serwis Prawo.pl.

Fot. pixabay

Oszukanych są w Polsce setki

Od stycznia Wydział do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie prowadzi śledztwo, w którym pokrzywdzonych jest ponad 200 osób z całego kraju. Stracili łącznie kilka milionów złotych, jedni – tysiąc, inni nawet 700 tys. złotych.

Bitcoiny kupowali na platformach inwestycyjnych za pośrednictwem serwisu internetowego. O istnieniu takiego serwisu dowiadywali się za pośrednictwem artykułów w mediach elektronicznych, w których osoby publiczne (bezprawnie wykorzystano wizerunki znanych aktorów i sportowców) zachęcały do inwestycji w kryptowaluty.

Aby się zarejestrować, należało podać swoje dane osobowe, numer telefonu oraz adres e-mail. Do podjęcia współpracy niezbędne było też wpłacanie opłaty wpisowej w wysokości 250 dolarów, która umożliwiała założenie „indywidualnego konta inwestycyjnego”.

Zainteresowani inwestowaniem instalowali w swoich komputerach, za namową przestępców, ogólnodostępne, legalne oprogramowanie umożliwiające zdalną obsługę komputera, a tym samym dostęp do zawartości komputera i bankowości online.

W ten sposób sprawcy dokonywali licznych operacji finansowych przy wykorzystaniu kantorów lub giełd umożliwiających zakup kryptowaluty bitcoin, której jednostki następnie wyprowadzane były na specjalnie wygenerowane portfele kryptowalutowe. Transakcje te pokrzywdzeni osobiście autoryzowali w systemie bankowym. Niektórzy na poczet szybkich zysków zaciągali kredyty.

Policja jest bezradna

Policja w większości oszustw jest raczej bezradna, bo nie ma sił ani środków, aby ustalić przestępców. Portfele kryptowalutowe nie są przypisane do konkretnych osób. Po dokonaniu przelewu ustalenie tożsamości adresata jest bardzo trudne, a często niemożliwe.

Łukasz Jachowicz, specjalista ds. bezpieczeństwa IT w Mediarecovery – firmie, która zajmuje się wdrażaniem rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT uważa, że wykryć takie przestępstwo można tylko w dwóch sytuacjach.

„Gdy te pieniądze opuszczają wirtualny świat, czyli gdy przestępcy chcą zmaterializować zyski, wtedy teoretycznie jest szansa, aby te błędy zidentyfikować. Druga możliwość jest wtedy, gdy dochodzi do samej kradzieży i włamywacz niedostatecznie zadbał o swoją anonimowość, bo skorzystał z darmowego VPN i ktoś kiedyś odkryje te logowania” – cytuje eksperta Prawo.pl.

Komisja Nadzoru Finansowego przypomina, że rynek cyfrowych aktywów nie jest w Polsce regulowany i nie podlega nadzorowi tej instytucji.

PAP Mediaroom / prawo.pl


Reporterzy bez Granic. Kolejny spadek w rankingu wolności mediów. Od 2015 Polska spadła z 18. na 64. miejsce

Marek Brzeziński

Marek Brzeziński

Organizacja Reporterzy bez Granic (RSF), monitorująca stan wolności prasy na świecie, wydała dokument w sprawie Polski. Wyraża w nim obawy w obliczu przejęcia Polska Press przez Orlen.

Fot. pixabay

Autorzy dokumentu wzywają do natychmiastowego przywrócenia na stanowiska redaktorów naczelnych czterech gazet regionalnych osób usuniętych z tej funkcji. Podkreślono, że w ich miejsce mianowano dziennikarzy, którzy wcześniej pracowali dla telewizji publicznej.

Według Reporterów bez Granic (RSF) PiS zamienił TVP w „tubę propagandową rządzącej partii.” Władze zaś nie cofną się przed niczym, „by pod przykrywką repolonizacji prywatnych mediów wpływać na nie i cenzurować” – pisze RSF z siedzibą w Paryżu.

„Wolność prasy w Polsce będzie coraz bardziej ograniczana”

Takiego zdania jest Pavol Szalai, dyrektor biura ds. Unii Europejskiej i Bałkanów w RSF. W rozmowie z DW mówi, że „wolność prasy w Polsce będzie coraz bardziej ograniczana, jeśli rząd w Warszawie będzie dalej postępował tak jak dotychczas”. – Jedynie stanowcza postawa Unii Europejskiej i polskich organizacji pozarządowych dbających o przestrzeganie praw człowieka może ten proces wyhamować – dodaje.

W dokumencie RSF wyrażono także obawy, że PiS może obsadzić swoim, całkowicie mu uległym kandydatem, stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Rządząca partia już wyznaczyła do tego „swojego człowieka”.

Co więcej, autorzy dokumentu zaznaczają, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zupełnie nie zareagował, gdy państwowy potentat petrochemiczny PKN Orlen zaczął „czystki” w redakcjach.

RSF zwraca uwagę, że Orlen bez żadnych sprzeciwów urzędników kupił Polska Pressod niemieckiej Verlagsgruppe Passau, natomiast wcześniej Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów blokował przejęcie Radia Eurozet przez (jak podkreślono w raporcie) bez przerwy „prześladowaną i tępioną przez PIS ‘Gazetę Wyborczą‘”. – Widzimy zagrożenia, ale też i szansę na ukrócenie tych praktyk, które zmierzają do ograniczenia przez rząd wpływów prywatnych mediów – mówi Pavol Szalai.

Uczulić UE na sytuację w Polsce

Organizacja dbająca o wolność prasy i monitorująca pod tym względem sytuację na całym świecie niezwykłą wagę przywiązuje do tego, co dzieje się nad Wisłą. – Polska jest bardzo dużym krajem i ważnym członkiem UE, dlatego z taką uwagą powinno się śledzić rozwój sytuacji w tamtejszych mediach – podkreśla Szalai.

Jak mówi, organizacja Reporterzy bez Granic wielokrotnie już interweniowała w Komisji Europejskiej w sprawie praworządności w Polsce. – Chodzi m.in. o to, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów powinien stosować unijne przepisy, a tego nie robi i dlatego my apelujemy do Brukseli, by się baczniej przyjrzeć postępowaniu tego urzędu i przestrzeganiu przez niego prawa. Z założenia powinna to być instytucja niezależna, a tego niestety nie widać po tym, jak postępuje – wyjaśnia Pavol Szalai.

Komisja Europejska nie przymyka oczu

Według RSF Bruksela publikuje dokumenty z rekomendacjami dla władz w Warszawie, mówiące o tym, co robić, aby wrócić na drogę prawa, ale także przestrzegające przed możliwymi sankcjami. – Chcielibyśmy, aby Komisja Europejska zajmowała bardziej stanowcze stanowisko w sprawie obrony wolności pracy w Polsce i innych krajach. Polacy są obywatelami Unii i muszą mieć gwarancje realizacji prawa, które zapewniają im traktaty europejskie. Na straży przestrzegania tego stoi Komisja Europejska – mówi Szalai.

RSF z wielką radością przyjęła brukselski nowy Akt Wolności Prasy, w którym wspomniano o sytuacji w Polsce i podkreślono wagę niezależności mediów publicznych.

W 2016 roku Polska spadła z 18. na 47. miejsce, rok później na 54. W najnowszym rankingu wolności prasy Reporterów bez Granic, obejmującym 180 krajów, Polska plasuje się na 64. miejscu. W ciągu roku spadła o dwie pozycje i znajduje się w grupie państw, w których występują wyraźne problemy z poszanowaniem wolności prasy.

 

REDAKCJA POLECA

 


Anna Lewandowska: podczas posiłków wraz z Robertem przestrzegamy kilku zasad. Szablonem naszej diety jest Wyzwanie Wojownika

Na konferencji prasowej zorganizowanej z okazji pierwszych urodzin cateringu dietetycznego Anny Lewandowskiej sportsmenka zdradziła, który z dostępnych szablonów codziennego jadłospisu jest najbliższy jej rodzinie. Propagatorka zdrowego stylu życia cieszy się, że świadomość dotycząca żywienia w Polsce systematycznie wzrasta. Zwraca uwagę, jak ważne jest, by wyrabiać dobre nawyki już od najmłodszych lat.

Anna Lewandowska: Szablonem naszej diety jest Wyzwanie Wojownika. Fot. newseria

Wyrobić wśród dzieci odpowiednie nawyki

Anna Lewandowska zaznacza, że wiedzę o holistycznym podejściu do zdrowia dobrze jest przekazywać dzieciom. Młodzi ludzie powinni widzieć również, jak ważna jest zbilansowana i pełnowartościowa dieta. Nie wystarczy podawać dzieciom odpowiednich pokarmów, by wyrobić w nich odpowiedni nawyk. Trzeba również tłumaczyć im, jak dieta wpływa na stan organizmu i samopoczucie.

– Udaje mi się być przykładem dla moich dzieci, szczególnie dla Klarki, która ma już cztery lata. Chodzi do przedszkola i jest świadoma. Gdy przykładowo jest na jakiejś uroczystości dziecięcej, pyta mnie: „Mamo, czy mogę zjeść coś niezdrowego?”, i wtedy jej tłumaczę – mówi w rozmowie z agencją Newseria Lifestyle Anna Lewandowska.

Cateringi dietetyczne

Cateringi dietetyczne w Polsce rocznie realizują już kilkanaście milionów dostaw. Prognozy pokazują, że ten rynek będzie w przyszłości dynamicznie się rozwijał. To świadczy o tym, że Polacy coraz większą wagę przywiązują do codziennego odżywiania. Anna Lewandowska podkreśla, że podczas codziennych posiłków wraz z mężem starają się przestrzegać kilku nadrzędnych zasad. Stosują dietę podobną do tej, którą można znaleźć w ofercie SuperMenu. To bardzo wygodne rozwiązanie.

Wyzwanie Wojownika

– Szablonem naszej diety jest Wyzwanie Wojownika. Polega ona głównie na eliminowaniu pszenicy, cukru i laktozy ze względu na nietolerancję oraz eliminowaniu niektórych strączków. Są też pewne zasady, których się trzymamy, takie jak: niepopijanie posiłków, jedzenie węglowodanów jako pierwszego makroskładnika, a kończenie posiłków białkami. Dokładnie gryziemy pokarm, trzymamy przerwy między posiłkami i jadamy wspólnie – tłumaczy.

Pandemia przyczyniła się do modyfikacji przyzwyczajeń żywieniowych

Pandemia przyczyniła się do modyfikacji przyzwyczajeń żywieniowych Polaków. Dużo częściej rodziny jadały posiłki wspólnie. Społeczeństwo dostrzega, że czas spędzony z bliskimi powoduje większy spokój wewnętrzny i motywację do działania. Równowaga psychofizyczna staje się coraz bardziej wartościowa.

– Pandemia wiele zmieniła. Od roku posiłki jadamy razem, bo jesteśmy częściej w domu – to stało się dla nas czymś normalnym. Jadanie posiłków wspólnie, w pewnej swobodzie, to tworzenie nawyku u dzieci i naprawdę bardzo ważna rzecz dla naszego życia – zaznacza

Według raportu zrealizowanego przez SuperMenu by Anna Lewandowska „Rosnące znaczenie zdrowia a nawyki żywieniowe Polaków. SuperMenu 2021″ aż 54 proc. respondentów ocenia swój stan zdrowia jako dobry. Z kolei 68 proc. Polaków deklaruje, że zdrowie to dla nich przede wszystkim dobra kondycja organizmu. 


Czy powstaną unijne siły szybkiego reagowania? Rząd PiS wyraża sprzeciw

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Unia pracuje nad nowym pakietem restrykcji wobec Białorusi, które uwzględnią represje wobec mniejszości polskiej. Połowa krajów UE jest zainteresowana „siłami szybkiego reagowania” liczącymi 5 tys. żołnierzy.

Fot. wikipedia

– Nowe sankcje wobec Białorusi będą gotowe w najbliższych tygodniach – zapowiedział dziś szef unijnej dyplomacji Josep Borrell po posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych UE w Brukseli.

Borrell podkreślił, że reżim Aleksandra Łukaszenki kontynuuje represje, które teraz obejmują także polską społeczność w tym kraju (doszło tam niedawno m.in. do uwięzienia działaczy Związku Polaków na Białorusi). Zapowiedział, że nowe sankcje, czyli zapewne zamrożenie majątku i zakaz wjazdu na teren UE dla kolejnych ludzi Łukaszenki, będą odpowiedzią m.in. na działania reżimu wobec Polaków.

Unijni ministrowie rozmawiali dziś także o Rosji, która za dwa tygodnie będzie tematem szczytu UE. – Działania Rosji nadal wpisują się w dynamikę eskalacji. To będzie tematem dyskusji przywódców UE – powiedział Borrell, bo – zgodnie z zapowiedziami – ministrowie nie podjęli dziś żadnych nowych decyzji co do Moskwy. Kolejny raz wyrazili swą solidarność wobec Czech, które niedawno oskarżyły oficerów GRU o zorganizowanie eksplozji magazynu amunicji w 2014r. Jednak – jak powiedział Borrell – tematem dzisiejszych obrad nie była skoordynowana akcja wypraszanie rosyjskich dyplomatów. Niedawno do takiej akcji wzywał Parlament Europejski przez analogię do zachowania sojuszników Wielkej Brytanii z UE i NATO po otruciu Andrieja Skripala z 2018 r.

Unijne siły szybkiego reagowania? Bez Polski?

Szefowie dyplomacji oficjalnie zwrócili się dziś do Borrella, by do listopada tego roku przedstawił im projekt „kompasu strategicznego” Unii, który ma być podstawą dyskusji m.in. o „autonomii strategicznej” UE, czyli m.in. zdolności do samodzielnego działania w swym sąsiedztwie w partnerstwie z USA, lecz bez każdorazowego proszenia o pomoc Amerykanów. Obecnie jednym z najżywiej dyskutowanych pomysłów „autonomii” jest powołanie unijnych sił szybkiego reagowania, czyli około 5 tysięcy żołnierzy wspieranych – w razie potrzeby – także unijnymi siłami militarnymi z powietrza i morza.

Ten promowany przez Borrella pomysł był tematem ministrów obrony w ubiegły czwartek (6.5.21), kiedy swe zainteresowanie wyraziło 14 z 27 krajów Unii, w tym Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania. Ale szefowa niemieckiego MON Annegret Kramp-Karrenbauer (CDU) jednocześnie podkreślała wstępny charakter debaty, a unijną brygadę nazwała „jednym z tysiąca pomysłów”, który jest teraz dyskutowany w ramach przygotowań „kompasu strategicznego”. Z kolei polski minister obrony Mariusz Błaszczak wyraził swój sprzeciw, podkreślając, że Unia ma już teraz swe „grupy bojowe”, więc nie potrzebuje powoływania nowych bytów w polityce bezpieczeństwa.

Z Europy Środkowo-Wschodniej zainteresowanie nową unijną siłą szybkiego reagowania na razie wyrażają tylko Czechy, a reszta albo nie jest zainteresowana usprawnieniem unijnych misji wojskowych, albo – to przypadek m.in. Polski, Rumunii, krajów bałtyckich – z nieufnością patrzy na struktury choćby teoretycznie konkurujące z NATO.

Szkopuł w tym, że obecne unijne grupy bojowe, czyli po około 1500 żołnierzy z różnych krajów (np. wspólna grupa wyszehradzka) „dyżurujących” w gotowości pod swymi krajowymi dowództwami po pół roku już od 2007 r. nigdy nie zostało nigdzie wysłanych. Lęk przed sporami o dowodzenie, podział kosztów, polityczne zaangażowanie sprawiły, że Unia np. w misji Irini na Morzy Śródziemnym wolała skorzystać z innych form rekrutacji sił.

Unia w swych misjach wojskowych (prowadzonych oprócz cywilnych misji zagranicznych) stawiała dotąd na działania niebojowe, przykładowo ochranianie cywilów i dostaw pomocy w Czadzie albo Republice Środkowoafrykańskiej. Takie priorytety UE zapewne nie zmieniłby się szybko także wraz z powołaniem nowych unijnych sił szybkiego reagowania, choć – jak tłumaczą urzędnicy UE – mogłyby one służyć do bardzo szybkiej pomocy dla rządów zagrożonych ofensywą terrorystów.

Mobilność wojskowa z USA

Obrona terytorialna Europy pozostaje domeną NATO. A unijni ministrowie obrony dali w zeszłym tygodniu zielone światło dla dołączenia Stanów Zjednoczonych, Kanady i Norwegii do unijnego projektu „mobilności wojskowej”. „Mobilność” weszła do programu prac Unii dopiero przed kilku laty, gdy w czasie umacniania flanki wschodniej NATO zdano sobie sprawę, że po zakończeniu zimnej wojny w Europie zaniedbano starania, by drogi, mosty, połączenia kolejowe były przygotowane na szybki przerzut wojsk w ramach operacji NATO. Dlatego fundusze UE mają teraz współfinansować taką rozbudowę infrastruktury, która uwzględniałaby potrzeby „mobilności wojskowej”, czyli np. strategiczne przeprawy przez rzeki ciężkimi czołgami.

 

REDAKCJA POLECA

 


Naziści wierzyli, że mają młodzież pod kontrolą. Sophie Scholl się im nie podporządkowała. Została ścięta na gilotynie

Rayna Breuer

Rayna Breuer

Naziści wierzyli, że mają młodzież pod kontrolą. Sophie Scholl jednak nie chciała się im podporządkować i przyłączyła się do studenckiej grupy oporu Biała Róża.

Sophie Scholl, 22 lutego 1943, za czynny udział w organizacji Biała Róża została skazana przed Trybunałem Ludowym w Monachium na karę śmierci przez ścięcie na gilotynie. Fot. wikipedia

Jest rok 1934. Grupa dziewcząt składa przysięgę na stadionie w Ulm. Jedną z nich jest Sophie Scholl. Na szyi ma czarną chustę. Właśnie przyjęto ją do żeńskiej sekcji Hitlerjugend pod nazwą Bund Deutscher Maedel (BDM). Trzy lata później, wraz z bratem Wernerem występującym w mundurze Hitlerjugend, jest bierzmowana w kościele pod wezwaniem św. Pawła w Ulm. Te dwa wydarzenia przytacza się często jako dowód na to, że Sophie Scholl – członkini Białej Róży i symboliczna postać oporu przeciwko nazistowskiej dyktaturze – pierwotnie okazywała sympatię dla hitlerowskiego reżimu.

Rilke przy ognisku

Biograf Sophie Scholl, Werner Milstein, widzi to w bardziej zróżnicowany sposób.

– Dla Sophie Scholl Związek Młodych Dziewcząt (Jungmaedelschaft), a potem Związek Niemieckich Dziewcząt (Bund Deutscher Maedel), były bardzo atrakcyjne. Mogła w nich robić to, co chciała: przebywać na łonie przyrody czy wspinać się na drzewa. To było to, co ją interesowało: siedzenie przy ognisku. A co wtedy robiła? Czytała Rilkego, co zupełnie nie pasowało do narodowosocjalistycznej ideologii. Dlatego nie wiem, jak bardzo wtedy rzeczywiście była fanatyczką, w tej sprawie jestem raczej powściągliwy – mówi badacz.

Werner Milstein napisał książkę o życiu Sophie Scholl. Dużo tam opowiada o jej fascynacjach i rozczarowaniach. Również o doświadczeniach i tajemnicach, które skrywała przed otoczeniem.
Hitlerjugend i Bund Deutscher Maedel były bardzo popularne wśród niemieckiej młodzieży

Sophie Scholl urodziła się 9 maja 1921 roku w Forchtenbergu w dzisiejszej Badenii-Wirtembergii. Dorastała wraz z czworgiem rodzeństwa w domu przesyconym atmosferą chrześcijańską, a pod względem politycznym – liberalną. Chętnie przebywała w otoczeniu natury, wiele czytała i malowała. Dzieciństwo spędziła głównie w Ulm, gdzie jej ojciec pracował jako doradca podatkowy.

Rodzice Sophie mieli krytyczny stosunek do nowych władz w Niemczech. Tym bardziej więc irytowało ich to, że ich dzieci wyrażały się z zachwytem o narodowym socjalizmie i zajęły nawet ważne stanowiska w hitlerowskich organizacjach młodzieżowych.

Dla ówczesnej młodzieży członkostwo w takich organizacjach oznaczało odpowiedzialność za siebie, uznanie, niezależność i oddzielenie się od rodzinnego domu, chociaż jednocześnie obowiązywały w nich żelazna dyscyplina i posłuszeństwo. Naziści sprytnie wykorzystywali do swoich celów zachwyt młodzieży, co wyraźnie przejawia się w przemówieniu Hitlera, wygłoszonym do członków Hitlerjugend w Reichenbergu 2 grudnia 1938 roku.

Plany Hitlera wobec młodzieży

„Ta młodzież nie uczy się niczego innego niż myśleć i działać po niemiecku. Ci młodzi, dziesięcioletni chłopcy wstępują do naszej organizacji, gdzie po raz pierwszy mogą zaczerpnąć i zakosztować świeżego powietrza, a potem, po czterech latach, wstępują do Hitlerjugend, gdzie przebywają przez następne cztery lata. A wtedy nie oddajemy ich z powrotem w ręce starych wychowawców, tylko przyjmujemy ich od razu do partii, do Służby Pracy, do SA albo do SS, od których już się nie uwolnią przez całe swoje życie” – mówił Adolf Hitler.

Nie wszyscy przedstawiciele młodzieży niemieckiej byli tak fanatyczni, jak sobie tego życzyli naziści. – Sądzili, że mają młodzież w garści, że ją całkowicie zindoktrynowali, dlatego byli tak bardzo zaskoczeni, gdy rzeczywistość okazała się inna niż ją kształtowali – twierdzi Werner Milstein.

Kim byli Szarotkowi Piraci i członkowie Białej Róży?

Opór młodzieży wywodził się przede wszystkim z ugrupowań kościelnych i politycznych. Naziści starali się ją sobie podporządkować przez rozwiązanie i zrównanie takich organizacji jak skauci, Związek Socjalistycznej Młodzieży Robotniczej czy chrześcijańskie stowarzyszenia młodzieży. Pod koniec lat trzydziestych powołano Służbę Pracy. Młodzież zmuszano do wstępowania w szeregi Hitlerjugend. W razie oporu stosowano surowe kary, ze wtrąceniem niechętnych do więzienia włącznie.

Jednym z najbardziej znanych młodzieżowych ugrupowań opozycyjnych w tamtym okresie byli Szarotkowi Piraci, działający w wielu dużych miastach w Niemczech i odmawiający przymusu i wojskowego drylu wszechobecnego w Hitlerjugend. Na niemieckich uniwersytetach sprzeciw wobec reżimu był zjawiskiem wyjątkowym. Co więcej, studenci w zdecydowanej większości sprzyjali nazistom i przed rokiem 1933 utorowali im drogę do władzy. Monachijska organizacja studencka Biała Róża, do której wstąpiła Sophie Scholl, była jedną z nielicznych, która się im otwarcie sprzeciwiała.

Przemiana w opozycyjną bojowniczkę

Z dziewczynki zafascynowanej ruchem narodowosocjalistycznym młoda Sophie przeistacza się w bezkompromisową bojowniczkę opozycyjną. Doprowadziło ją do tego wiele wydarzeń, takich jak choćby listy od jej przyjaciela Fritza Hartnagela, który opisywał swoje dramatyczne przeżycia na froncie. Kolejnym było aresztowanie jej ojca w 1941 roku za „podstępną działalność przeciwko Rzeszy”. Jej dotychczasowy świat zachwiał się w posadach, pojawiły się w nim rysy, Sophie spojrzała na niego innymi oczami.

„Lepsze nieznośne cierpienie niż pozbawione uczuć życie. Lepsze palące pragnienie, wolę modlić się o ból niż odczuwać pustkę, której nie da się niczym wypełnić. Chcę się przeciwko temu zbuntować” – napisała Sophie Scholl 29 czerwca 1942 roku w swoim dzienniku.

„Gdyby teraz Hitler tu przyszedł, zastrzeliłabym go”

Miesiąc wcześniej Sophie zapisała się na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana w Monachium na studia w zakresie biologii i filozofii. W tym samym 1942 roku napisała w liście do rodziców: „Jestem gotowa na wszystko”. Zaczęły się jej ostatnie miesiące w ruchu oporu.

„Gdyby teraz przyszedł tu Hitler, a ja miałabym pistolet, zastrzeliłabym go. Jeśli mężczyźni tego nie robią, musi to uczynić kobieta” – powiedziała do swojej przyjaciółki Susanne Hirzel. Tak pisze o tym Werner Milstein w książce o Sophie Scholl, pod tytułem „Ktoś musi to przecież zacząć”.

Swojego przyjaciela Fritza Hartnagla prosi o tysiąc reichsmarek na zakupienie powielarki. W obrębie studenckiej grupy oporu Sophie była odpowiedzialna za zdobywanie takich materiałów jak atrament, papier i znaczki pocztowe. Pierwsze cztery ulotki grupy Biała Roża ukazały się między 27 czerwca a 12 lipca 1942 roku. Sophie Scholl w tym nie uczestniczyła i nie wiadomo, kiedy się o nich dowiedziała. Do kręgu Białej Róży przyłączyła się później.

– Można oczywiście powiedzieć, że Hans Scholl i jego przyjaciel Alexander Schmorell byli o wiele ważniejsi, ponieważ stali w centrum tej grupy. Sophie Scholl dołączyła do nich później, ale jako młoda kobieta miała szczególną siłę przyciągania – mówi jej biograf Werner Milstein.

Rodzeństwo Schollów – Hans Scholl i Sophie Scholl na znaczku z NRD (1961). fot. wikipedia
Rodzeństwo Schollów – Hans Scholl i Sophie Scholl na znaczku z NRD (1961). fot. wikipedia

Negacjoniści koronakryzysu usiłują zawładnąć postacią Sophie Scholl

Do dziś Sophie Scholl jest ikoną sprzeciwu wobec nazistowskiej III Rzeszy, symbolem i wzorem bezprzykładnej odwagi cywilnej. Od ubiegłego roku jej nazwisko jednak jest nadużywane przez hałaśliwą mniejszość.

Uczestnicy demonstracji przeciwko ograniczeniom wprowadzonym podczas pandemii koronawirusa coraz częściej porównują je z reżimem nazistowskim i stylizują się na ofiary. Podczas jednej z nich pewna młoda kobieta, która przedstawiła się jako Jana z Kassel, powiedziała: „Czuję się jak Sophie Scholl, bo od miesięcy jestem tu aktywna w ruchu oporu”. Takie porównania mają sugerować, że ograniczenia związane z koronakryzysem stanowią jakąś specjalną odmianę dyktatury, czy raczej „koronadyktatury”.

– Sophie Scholl stanęłaby po drugiej stronie. Byłaby zbyt mądra na to, aby uczestniczyć w takich demonstracjach, wnikliwie oceniała rzeczywistość i nie bez powodu studiowała biologię. Jestem pewny, że nosiłaby dziś maseczkę ochronną – mówi Werner Milstein.

– Wolność oznacza także odpowiedzialność. Wolność nie oznacza, że możemy robić wszystko, czego tylko chcemy. Sophie Scholl opowiedziała się za innymi Niemcami, w których dziś żyjemy. To, że w tej chwili nadużywa się jej imienia, ma naprawdę gorzki i bolesny posmak – dodaje biograf.

Życie i śmierć za inne Niemcy

Los Sophie i Hansa Scholl został przesądzony 18 lutego 1943 roku. Tego dnia o 10:00 rano wnieśli na teren uniwersytetu ciężką walizkę wypełnioną ulotkami. Udało im się rozdać 1700 sztuk. Nagle, celowo lub przypadkiem, Sophie potyka się na emporze i ulotki sypią się z otwartej walizki na oszklony dziedziniec uniwersytetu. To ich zgubiło. Jest godzina 11:15. „Stać! Jesteście aresztowani!” – krzyczy uniwersytecki woźny Jakob Schmid, członek SA.

Cztery dni później troje członków Białej Roży – Hans i Sophie Scholl oraz Christoph Probst – zostało skazanych przez Trybunał Ludowy w Monachium na karę śmierci przez ścięcie na gilotynie.

„Taki piękny, słoneczny dzień, a ja muszę odejść. Ale ilu innych musi dziś umierać na polu bitwy, jak wielu młodych mężczyzn to spotyka… cóż znaczy moja śmierć, jeśli nasze działania poruszą tysiące ludzi…” – miała powiedzieć Sophie Scholl do swojej towarzyszki z celi Else Gebel, która później dała temu świadectwo.

Silny charakter i wrażliwe serce

– Jej dewiza ‘trzeba mieć silny charakter i wrażliwe serce’ wywarła na mnie ogromne wrażenie. Z jednej strony trzeba trzeźwo patrzeć na rzeczywistość, ale z drugiej trzeba też być wrażliwym na to wszystko, co się wokół nas dzieje. Tego właśnie życzę wszystkim młodym ludziom; żeby uważnie obserwowali to, co się dzieje na świecie i odpowiednio na to reagowali – mówi Werner Milstein.

– Niemiecki ruch oporu jest dla mnie mostem wiodącym do niemieckiej demokracji. Członkowie tego ruchu są dla mnie bardzo ważni, ponieważ pozwalają mi się identyfikować z naszym krajem – dodaje pisarz.

 

REDAKCJA POLECA

 


Wielka Brytania znosi zakaz podróży zagranicznych

Od 17 maja zniesiony zostanie dla mieszkańców Anglii zakaz wyjazdów zagranicznych bez ważnego, uzasadnionego powodu – ogłosił w piątek brytyjski minister transportu Grant Shapps. Ale lista terytoriów, do których można swobodnie wyjeżdżać, liczy tylko 12 pozycji.

Wielka Brytania znosi zakaz podróży zagranicznych
Fot. JoeBreuer / Pixabay

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, poszczególne kraje oznaczono kolorami: zielonym, żółtym i czerwonym. Od tej kategoryzacji zależy, w jakich sytuacjach można do nich wyjeżdżać, ile testów na obecność koronawirusa trzeba będzie zrobić po powrocie oraz czy i jaki rodzaj kwarantanny odbyć.

Zielona lista krajów

Na zielonej liście krajów, po przyjeździe z których nie trzeba będzie odbywać kwarantanny, znalazło się 12 państw i terytoriów. Są to: Portugalia, Izrael, Australia, Nowa Zelandia, Singapur, Brunei, Gibraltar, Islandia, Wyspy Owcze, Falklandy, Wyspa Św. Heleny wraz z Wyspą Wniebowstąpienia i Tristan da Cunha oraz niemające stałej populacji wyspy Georgia Południowa i Sandwich Południowy. W przypadku terytoriów z zielonej listy nadal trzeba wykonać płatny test przed przyjazdem i jeden test po przyjeździe – w drugim dniu pobytu.

Żółta lista krajów

Polska, podobnie jak większość krajów Unii Europejskiej, została oznaczona kolorem żółtym. Oznacza to, że – tak jak dotychczas – trzeba będzie wykonać płatny test przed przyjazdem, dwa testy po przyjeździe i odbyć 10-dniową kwarantannę w domu. Tak jak do tej pory, można ją skrócić wykonując jeszcze jeden test, najwcześniej w piątym dniu pobytu. Ale podróże do krajów oznaczonych na żółto w celach rekreacyjnych, czyli z innych powodów niż uzasadnione, nadal pozostają zabronione.

Czerwona lista krajów

Z kolei do czerwonej listy, liczącej dotychczas 40 państw i terytoriów, głównie z Afryki, Ameryki Południowej i Azji, dodane zostaną od 12 maja trzy kolejne – Turcja, Nepal i Malediwy. Wyjazdy do krajów z czerwonej listy w innych przypadkach niż takie, gdy jest to absolutnie niezbędne, pozostają zabronione. Osoby, które były w nich w ciągu 10 dni przed planowanym przyjazdem do Anglii i nie są obywatelami bądź rezydentami Wielkiej Brytanii lub Irlandii, mają zakaz przyjazdu. Te osoby, które mogą legalnie przyjechać z któregoś z krajów z listy, muszą wykonać test przed wyjazdem, a po przyjeździe odbyć płatną, 10-dniową kwarantannę w jednym z wyznaczonych przez władze hoteli. Nie ma możliwości jej skrócenia poprzez dodatkowy test.

Zmiana statusu bez ostrzeżenia

Listy będą podlegały przeglądowi co trzy tygodnie. Gdyby jakiś kraj był zagrożony zdegradowaniem do niższej kategorii, zostanie umieszczony na liście obserwacyjnej, co pomoże ułatwić planowanie ewentualnych wyjazdów. Ale w przypadku nagłego pogorszenia sytuacji, zmiana statusu może nastąpić bez ostrzeżenia.

„Dziś rozpoczyna się pierwszy etap naszego ostrożnego powrotu do podróży międzynarodowych ze środkami mającymi na celu przede wszystkim ochronę zdrowia publicznego i zagwarantowanie, że nie zaprzepaścimy ciężko wywalczonych korzyści, do których wszyscy dążyliśmy w tym roku” – oświadczył minister Shapps.

„To nowy sposób działania. Ludzie powinni spodziewać się, że tego lata podróżowanie będzie przebiegać inaczej. Z dłuższymi kontrolami na granicach, co jest częścią twardych środków mających zapobiec przedostaniu się do kraju nowych wariantów wirusa i zagrożeniu dla naszego programu szczepień” – mówił szef resortu transportu.

Nowe zasady podróżowania dotyczą tylko mieszkańców Anglii. Rządy Szkocji, Walii i Irlandii Północnej jeszcze nie ogłosiły, kiedy zniosą zakaz wyjazdów zagranicznych.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)


Krzysztof Skiba: Będzie byczo!

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

PiS napchany forsą z UE wygra kolejne wybory i w ciągu kilku kolejnych lat cała Polska zmieści się już w kieszeni Jarosława. Lewica odegra rolę przystawki podobną jak Samoobrona Leppera, a kanapy Gowina i Ziobry Prezesowi już nie będą potrzebne. Zamiast Ziobry pojawi się u boku Czarzasty albo Zandberg, a przy dużym poczuciu humoru Prezesa i dobrym nastroju Terleckiego, to dla jaj takiemu Biedroniowi mogą dać np. ministerstwo kultury.

 

Każdy, kto był choć raz na ognisku harcerskim z pewnością pamięta taki rozgrzewający okrzyk. Na pytanie prowadzącego „Jak będzie?”. Zebrani skauci odkrzykiwali: Będzie kaczo, byczo i indyczo!

Po wirtuozerskim sklejeniu się Lewicy z ekipą PiS, Polskę czeka już tylko raj w duchu dawnego PRL-u z małymi poprawkami.

Co to był PRL?

To była komuna, biurokracja, centralne zarządzanie, złodziejstwo, zamordyzm, bezpieka, cenzura i hasło Polak Potrafi.

Co to jest Kaczystan?

To jest dokładnie to samo plus proboszcz.

PiS napchany forsą z UE wygra kolejne wybory i w ciągu kilku kolejnych lat cała Polska zmieści się już w kieszeni Jarosława. Lewica odegra rolę przystawki podobną jak Samoobrona Leppera, a kanapy Gowina i Ziobry Prezesowi już nie będą potrzebne. Zamiast Ziobry pojawi się u boku Czarzasty albo Zandberg, a przy dużym poczuciu humoru Prezesa i dobrym nastroju Terleckiego, to dla jaj takiemu Biedroniowi mogą dać np. ministerstwo kultury.

Różnica między PiS z Ziobro i Gowinem a PiS z Lewicą, Biedroniem i Czarzastym będzie taka, że zamiast disco polo pojawi się w TVP Ralph Kamiński.

Zmiany nastąpią szybciej niż sobie wyobrażamy. Już teraz nie poznajemy tej Polski sprzed sześciu lat. Za kolejnych kilka będzie mniej więcej tak:

  • Premierem będzie brat Obajtka, bo też zna się na liczeniu kasy.
  • Wprowadzi się zasadę, że premier kraju jest jednocześnie biskupem, kardynałem i papieżem. Polski kościół zerwie z Watykanem, gdyż papież Franciszek i jego słowa zbyt często obrażały wiarę polskich katolików. Brata Obajtka wyświęci Rydzyk, bo dostanie kasę na budowę swojej piramidy w Toruniu.
  • W szkole religia będzie przedmiotem na maturze. Język polski będzie połączony z wychowaniem fizycznym. Podczas gry w zbijaka będzie trzeba zaliczyć „Chłopów” Reymonta, a podczas gry w piłkę „Ogniem i mieczem” Sienkiewicza. Po takim wycisku odechce się młodym czytania czegokolwiek. Matematyka i fizyka znikną z nauczania szkolnego, bo lepiej, aby kolejne pokolenia liczyły już tylko na siebie i nie zadawały głupich pytań. Zajęcia z chemii obroni Antoni Macierewicz, bo przecież ktoś te narkotyki musi produkować.
  • Daniel Obajtek będzie miał Pałac w każdym mieście i luksusowy apartament na każdym osiedlu w Polsce, jakie się buduje. Mateusz Morawiecki okazyjnie kupi działkę na której leży cała gmina Wrocław.
  • Szefem Naczelnej Izby Kontroli będzie król Zwrotów Kosztów Podróży Richard Czarnecki wzór uczciwości i niezależności.
  • Rzecznikiem Praw Obywatelskich będzie obligatoryjnie zawsze komendant Główny Policji. A Trybunał Przyłębskiej wyda opinie, że jest to zgodne z konstytucją.
  • Redaktorem Naczelnym wszystkich gazet w Polsce będzie Tomasz Sakiewicz oprócz gazetki odbijanej na ksero przez Zandberga i stacji internetowej „Etos” Czarzastego.
  • Dyrektorem Teatru Narodowego będzie wybitny aktor Jarek Jakimowicz, a szefem baletu ktoś wskazany przez Biedronia.
  • Wszystkie państwowe firmy zarządzane przez PiS stracą na wartości, ale ich rady nadzorcze zyskają za to większe wynagrodzenia, co jak zwykle ucieszy liczną rodzinę Jacka Sasina. Litr benzyny będzie kosztował 20 złotych, a kilogram cebuli stówkę, ale będą za to dopłaty 1000+ i dodatek dla emerytów na gumę do żucia.
  • Córka Leśnika, córka prezydenta Dudy, znana blogerka internetowa o pseudonimie Leśne Ruchadło oraz Magdalena Ogórek stworzą kontrolowany przez PiS autentyczny ruch feministyczny „Tobie Polsko oddane”.
  • Wszystkie kopalnie na Górnym Śląsku zostaną zamienione w areszty wydobywcze.
  • W Polsce będzie się żyło cudownie i wspaniale, o czym zawsze poinformują nas Danuta Holecka i Tomasz Kammel w TVN 24, nowej stacji wykupionej przez rząd za pieniądze z UE.