Populacja Wielkiej Brytanii w poniedziałek osiągnie odporność zbiorową przeciw koronawirusowi

Populacja Wielkiej Brytanii w najbliższy poniedziałek osiągnie odporność zbiorową przeciw koronawirusowi – poinformowali w czwartek naukowcy z University College London.

Fot. Max van den Oetelaar / Unsplash

Według modeli tworzonych przez naukowców z tej uczelni, 12 kwietnia odsetek osób, które chronione są przed wirusem poprzez szczepienia, wcześniejsze infekcje lub naturalną odporność osiągnie poziom 73,4 proc. Jak uważają naukowcy, jest to punkt, w którym społeczność uzyskuje odporność zbiorową, czyli wytworzona jest wystarczająca odporność, by zmusić wirusa do wycofania się.

Wirus wymrze

– To jest jak reakcja łańcuchowa. Jeśli usunie się możliwość przenoszenia wirusa przez jedną osobę na więcej niż jedną następną, wtedy on wymrze – powiedział stacji Sky News prof. Karl Friston z UCL. – Jest to ważny kamień milowy, który jest odzwierciedleniem faktu, że sprawy idą zgodnie z planem. To sugeruje, że jest mało prawdopodobne, aby po lecie lub jesienią nastąpił gwałtowny wzrost liczby ofiar śmiertelnych lub hospitalizacji – dodał.

Jak podkreślił, osiągnięcie odporności zbiorowej nie powinno być powodem szybszego znoszenia restrykcji. – Nie oznacza to, że powinniśmy nagle zmienić nasze podejście do odblokowywania lub dystansu społecznego. Sam próg odporności zbiorowej będzie zależał od ryzyka transmisji, a to zależy od takich rzeczy jak dystans społeczny – powiedział Friston.

W czwartek podano, że w ciągu ostatniej doby w Wielkiej Brytanii wykryto 3030 zakażeń koronawirusem i zarejestrowano 53 zgony z powodu Covid-19. W obu przypadkach są to liczby nieznacznie wyższe niż w bilansach ze środy. Łączne dane z siedmiu ostatnich dni są wyraźnie niższe niż w poprzednich siedmiu. W liczbie zakażeń nastąpił spadek o 37,3 proc., w liczbie zgonów – o 32,5 proc. Od początku epidemii wykryto 4,37 mln zakażeń, z powodu których zmarło 126 980 osób.

Liczba osób, które dostały obie dawki szczepionki przekroczyła tymczasem 6 mln. Do środy włącznie pierwszą dawkę otrzymało 31,8 mln osób, co stanowi 60,4 proc. dorosłych mieszkańców kraju, a obie – prawie 6,1 mln, czyli 11,6 proc. dorosłych.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)


Roman Gietrych: PiS – Piach i Szpadel

Roman Gietrych

Roman Gietrych

Roman Giertych: Dzisiejszy dzień przejdzie do historii. Prawie tysiąc zgonów jednego dnia rzadko się zdarza nawet na wojnie. Wiem, że obecnie nic wam prokuratura nie zrobi. Ale wasz czas się kończy i odpowiecie za te tysiące zgonów. Ta sprawa się nie przedawni, a koniec waszych rządów jest bliski.

 

Dzisiejszy dzień przejdzie do historii. Prawie tysiąc zgonów jednego dnia rzadko się zdarza nawet na wojnie.

Polska jest jednym z krajów najbardziej dotkniętych epidemią na świecie. W naszych szpitalach bohaterscy lekarze i pielęgniarki walczą o życie ludzi, ale system został całkowicie nieprzygotowany.

W Europie od tygodni jesteśmy na pierwszych miejscach, jeżeli chodzi o liczbę zgonów. Każdego dnia ludzie z powodu braku dostatecznej liczby lekarzy duszą się w męczarniach. Dotyczy to zarówno starszych, jak i młodszych osób. Już prawie każdy z nas ma kogoś ze znajomych czy przyjaciół w rodzinie, który zmarł na brytyjską odmianę wirusa.

Może kogoś szokować tytuł tego wpisu, ale nie zamierzam być delikatny. Ci którzy chcąc zyskać na popularności sprowadzali w grudniu tysiące ludzi samolotami LOT-u z Wielkiej Brytanii, gdy od tygodnia już cała Europa się zamknęła na osoby z tego kraju i nie zorganizowali wracającym chociaż testów, gdyż jak mówił wicemarszałek Senatu z PiS pan Karczewski bali się hejtu, popełnili przestępstwo z artykułu 165 par. 3 kodeksu karnego. Artykuł ten mówi w par. 1, że osoba sprowadzająca niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach powodując zagrożenie epidemiologiczne, lub szerzenie się choroby zakaźnej, albo zarazy zwierzęcej, lub roślinnej, a w części kwalifikowanej par. 3, jeżeli następstwem czynu określonego w par. 1 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Dlatego też w przyszłym tygodniu zamierzam w imieniu Fundacji Obrony Demokracji złożyć zawiadomienie na obecnie rządzących za popełnienie tego przestępstwa. Mieli szczególny obowiązek dbać o bezpieczeństwo Polaków, a dbali o swoją popularność. I dlatego dzisiaj ludzie masowo umierają w szpitalach. Mieli obowiązek, chociaż testy wracającym zrobić, aby oni w tym czasie zajmowali się tym, który pociotek zajmie jaką radę nadzorczą, aby jeszcze nakraść.

Napiszemy zawiadomienie i opublikujemy je do ewentualnego kopiowania. Zachęcam też kolegów adwokatów, aby pomagali ludziom pokrzywdzonym stratą osób najbliższych, aby składać takie zawiadomienia.

Panie Morawiecki, Kaczyński, Niedzielski

Wiem, że obecnie nic wam prokuratura nie zrobi. Ale wasz czas się kończy i odpowiecie za te tysiące zgonów. Ta sprawa się nie przedawni, a koniec waszych rządów jest bliski.

Roman Giertych


Miłość – śmiertelne uzależnienie

Agnieszka Ossowska

Agnieszka Ossowska

Osoba uzależniona od miłości czasem sprawia wrażenie, jakby chciała pochłonąć obiekt swojej miłości, i tym może go przerażać. A tak naprawdę to ona sama pragnie być pochłonięta przez tę drugą osobę, stać się jej integralną częścią. Miłość to straszna choroba, jeśli staje się nałogiem. I zrozumie to tylko ten kto kocha za bardzo nie umiejąc przestać.

 


Miłość czasem to okropna, nieznośna, przewlekła choroba, jeśli nie umiesz bez niej żyć. I nawet jak ją masz, szukasz odrzucenia. I cierpisz, nawet gdy nie powinnaś, również, gdy jesteś obok tej osoby.

Fot. Amin Hasani / Unsplash

Kiedy kochasz za bardzo, dławisz się każdego dnia myślami o swojej miłości – bo jej brak jest niemożliwy do przełknięcia. Nie smakuje ci żaden dzień bez osoby, którą kochasz. Nie umiesz patrzeć przed siebie, tylko ciągle tęsknisz i odwracasz głowę, by upaść, widząc jak Ten Ktoś całuje inną. Albo sobie to wizualizujesz w podejrzeniu, że pewnie przecież kogoś ma, bo tylko ty trawisz czas na tęsknieniu za nim, na wyobrażaniu sobie, co by było, gdyby On był tutaj z tobą.

Jeśli nie umiesz stać na własnych nogach bez patrzenia na kogoś, bez kogo wydaje ci się, że umrzesz, to znaczy, że jesteś uzależniony nawet nie od tej osoby, a od samego uczucia do niej. I umierasz za każdym razem, gdy On odwraca od ciebie wzrok. A odżywasz na nowo, dopiero, wtedy gdy jego oddech staje się Twoim oddechem. I jego plany, marzenia – twoimi. Snujesz swoje wokół jego, nawet jak z całych sił starasz się nie być dla niego ciężarem. Bo nie umiesz tego powstrzymać.

Ktoś powie, że to piękne uczucie i że powinnaś je pielęgnować. Ono może jest piękne, ale jest najbardziej bolesne na świecie. Ból potrafi być piękny mimo swego okrucieństwa.

Inne uzależnienia mają swoje źródła na zewnątrz. Łatwiej jest więc je omijać. Bez alkoholu możesz żyć, jeśli nie masz go pod ręką. Tak samo bez narkotyków, czy nikotyny. Ale jeśli jesteś uzależniona od miłości, to sama siebie oszukujesz wygrzebując swoje uczucia i pławiąc się w nich, płacząc, męcząc się. Twoje odrzucenie jest Twoją karmą. Twoją relacją z tym, kogo kochasz. Kojarzysz miłość zamiast z ciepłem i bezpieczeństwem, z lękiem, odtrąceniem, tęsknotą, niespełnieniem. Choć pragniesz czegoś odwrotnego, tak naprawdę tkwisz w swoich destrukcyjnych uczuciach, myśląc, że to właśnie ten stan zakochania świadczy o tym, że nikt inny nie zastąpi „tego kogoś”.

Jeśli ktoś daje ci siebie w całości, akceptując ciebie i chcąc z tobą być, zastanawiasz się, co z tą osobą jest nie tak. Zamiast zrozumieć, że to z tobą jest coś nie tak. Bo każdy zasługuje na miłość – Ty też! Nie tę smutną, która wyklucza cię z otrzymywania uczuć, przy której postawiłaś mianownik z romantyczną miłością, pełną namiętności, problemów, dramatów. Tylko wzajemną. Nie na ochłapy miłości, ale na pełne oddanie. A ty bezwiednie odrzucasz taką miłość, która nie jest roller coasterem.

Osoba uzależniona od miłości czasem sprawia wrażenie, jakby chciała pochłonąć obiekt swojej miłości, i tym może go przerażać. A tak naprawdę to ona sama pragnie być pochłonięta przez tę drugą osobę, stać się jej integralną częścią. Pełne oddanie komuś traktuje dosłownie, nie umiejąc postawić sobie granic, tak by samej siebie nie zatracić. Taka osoba myśli, że odnajdzie się w innej osobie. Co przypłaca ciągłym niepokojem, fatalnym poczuciem własnej wartości, depresją, zaniedbaniem własnej kariery, zdrowia, życia prywatnego i towarzyskiego. Z taką osobą ciężko jest rozmawiać o czymkolwiek bez sprowadzenia tej rozmowy do tematu miłości.

Nikomu nie życzę, by pragnął kochać za bardzo. To nie jest błogosławieństwo, tylko przekleństwo. Jeśli roztrząsamy nasze emocje i one nas wciągają w swoją otchłań, to świadczy o naszej chorobie. Chorobie na miłość… Podobno da się z tego wyjść. Chociaż z tego nałogu bardzo ciężko wyjść.

Kochać za bardzo to wcale nie jest dobra cecha, tylko ułomność. Ciężko jest zrozumieć to uzależnienie. Mimo że wokół nas jest wiele ofiar nałogu kochania, które często jak to z uzależnieniami bywa, łączą je w pary z innymi nałogami, dającymi ujście trudnym emocjom – z alkoholem, narkotykami, nikotyną, seksem, jedzeniem. Takich, jak choćby Amy Winehouse, Whitney Houston, które nie umiały żyć bez swojej używki – bez miłości, próbując zastąpić ją innymi używkami, co w końcu skończyło się dla nich tragicznie. Które tak mocno cierpiały, że oddały swoje życie swojemu uzależnieniu.

Nic co w nadmiarze robimy nie jest dobre. Kochając za mocno, zatracamy siebie. Miłość, która wydaje się najpiękniejszym uczuciem na świecie, potrafi być śmiercionośna, jeśli jest zbyt wielka.

Jeśli dostajesz nowy zastrzyk swojej „heroiny”, potrafisz przeżyć kolejne dni bez niczego innego. Możesz przenosić góry, jesteś na haju, jeśli tylko dostaniesz jakiekolwiek słowo od tego, kogo kochasz. Jego chęć spotkania ciebie, jego chęć rozmowy z tobą, daje ci skrzydła i ukojenie głodu „narkotykowego” na jakiś czas. Jednak dłuższa cisza, większa przerwa między spotkaniami, przerażenie z powodu tracenia nadziei, powiększa nienasycenie. Aż osiągasz tak cholerny głód miłości, że stajesz się strzępkiem nerwów. Odpychasz innych, krzyczysz z byle powodu, szalejesz. Nie umiesz znaleźć sobie miejsca. Czasem zapijasz swoje nerwy. Czasem dajesz upust przez kompulsywny sport: biegasz do padnięcia, albo spędzasz wiele godzin na siłowni zabijając swoją tęsknotę powodując ból ciała, ból mięśni. Albo wchodzisz w kompulsywny seks z byle kim, byle zastąpić pragnienie nowym pragnieniem. I zabijasz czas, zamiast go odpowiednio przeżywać, zamiast normalnie żyć… Bo chcesz czuć wreszcie coś innego niż miłość. Coś prostego, coś bez tego szału emocjonalnego. Zabijasz ten czas byle czym, żeby tylko na tę miłość ciągle nie czekać. Wolisz już każdy inny ból niż niekończąca się potrzeba tej drugiej osoby. I nawet jak zdajesz sobie sprawę, że jest to obsesja, nawet jak wiesz, że jest to żenujące, nie panujesz nad tym. Jesteś nałogowcem, który traci wstyd w swoim głodzie. Który traci rozum. Czekasz w swoim roztrzęsieniu na jakikolwiek znak od tej osoby, która jest twoją używką. Na jakąkolwiek dawkę miłości – ta osoba nawet wcale może cię nie kochać, ważne, że ty wyzwalasz te hormony – endorfiny, dopaminę, adrenalinę, jak tylko masz ją w pobliżu. Potrafisz wyszarpywać miłość od tej osoby, bo to jest dopalacz dla twojego uzależnionego mózgu. Wyobrażasz sobie, że każdy dotyk, każda wiadomość, każdy telefon, to świadectwo miłości, i napawasz się bliskością tej osoby, albo jej namiastkami. I czujesz, że to jest tak straszne jakbyś onanizowała się przy jej użyciu, i nawet jak nie chcesz być narkomanem miłości, to żebrzesz, ośmieszasz się, ale już nie masz wstydu, bo nie masz sił żyć bez niej.

Na głodzie jesteś tylko narkomanem. Nie masz ambicji zawodowych, zaniedbujesz pasje, zaniedbujesz najbliższe relacje. Olewasz już nawet jak bardzo żenująco to wygląda, nie grasz, tylko tak szaleńczo pragniesz tej miłości, która wyślizgnęła ci się z rąk, którą może miałaś, a może tylko tak usilnie pragnęłaś mieć. Zawieszasz się na myślach o tej osobie jak na wybawieniu z całego zła. Jak alkoholik kojący swoje pragnienie wódką, koisz swoje pragnienie tą osobą. Która nagle staje się przedmiotem w twoich rękach, choć wcale nie chce być wibratorem twoich emocji, ani ty wcale nie chcesz jej tak traktować. Kochasz ją tak bardzo, a jednak przenosisz całe szczęście na nią, odstraszając ją swoją obsesją. Zabijasz możliwość prawdziwej, zdrowej miłości przez to, że chcesz kochać wbrew uczuciom tej osoby, i pomimo zdrowemu rozsądkowi. Nie chcesz być na dnie, ale je osiągasz. Przestajesz już może nawet rozmawiać z rodziną i przyjaciółmi, bo wiesz, że oni też widzą, że cię pojebało. Że już nie da się z tobą normalnie rozmawiać, że każdego używasz do tego, żeby tylko choćby napomknąć o tamtej osobie, albo zabić tylko czas, który dla ciebie jest martwy pod nieobecność tego „twojego powodu do życia”.

Napawasz się smakiem i zapachem tamtej miłości, nawet poprzez wspomnienia, wstrzykujesz sobie w mózg narkotyki składające się z tego uniesienia, którego doznajesz myśląc o niej. Wytwarzasz wtedy takie hormony, że zapominasz o cierpieniu, jakie miałaś przez niezaspokojoną tęsknotę. Wspominasz tylko to, co dobre, zapominając o złej stronie tej jednostronnej miłości.

Zdajesz sobie sprawę, że wszyscy mają rację, że masz sobie dać już spokój z tamtym, że masz zacząć żyć na nowo, ale nie chcesz tego słyszeć. Im łatwo mówić, bo są normalni. Bo nie są uzależnieni. Bo jak ktoś by ich źle potraktował albo odrzucił, odeszliby natychmiast, albo po chwili załamania. Ale ty nie wstajesz ze swojego załamania. Ty w nim tkwisz, w tych swoich łzach i smarkach, jak pijak leży w swoich szczynach. I znów w to wchodzisz myślami, tęsknotą, całą sobą. I znów nie panując nad sobą, wysyłasz mu coś, albo dzwonisz do niego, mimo że obiecywałaś sobie tysiąc razy, że już nigdy więcej, że już nie będziesz nękać go, że już nie będziesz się prosić o kontakt, znów powodować jego odruchów wymiotnych na widok twojej osoby. Bo jemu pewnie chce się już rzygać jak ciebie widzi. Tak sobie wyobrażasz jego reakcję na Twoją osobę, mimo że przecież pragniesz zupełnie czegoś innego.

I nienawidzisz swojego stanu. Brzydzisz się siebie. Nie umiesz patrzeć sobie w oczy, bo tyle razy zdradziłaś swoje ideały i zaprzeczyłaś swojej jakiejkolwiek wartości. Twój obraz jest już tak upadły, że nie chcesz nawet o nim myśleć, jak się prezentuje. Ty już nie kreujesz swojego wizerunku. Wiesz po prostu, jak fatalnie wyglądasz w oczach innych, a szczególnie w oczach tego, na którym ci najbardziej zależy, i już nic tego nie zmieni, żadne pozory.

Nienawidzisz kochać! Chcesz przestać, chcesz z tego stanu wyjść. Ale naprawdę nie możesz. Nie chcesz być bluszczem, ale bez tej osoby, która daje ci siły stać, czujesz, że leżysz na ziemi i nie umiesz piąć się do góry. Dopiero gdy jesteś wokół niego, czujesz, że kwitniesz. I możesz wyjechać na koniec świata, możesz usunąć wszelkie jego ślady po nim z twojego telefonu, z twojego mieszkania, z twojego życia, ale on nadal jest w tobie, w twoich snach, w twoich marzeniach.

Z tego kurwa nie ma wyjścia! Terapia może trochę pomoc, ale raczej tylko zrozumieć, w jakim jesteś beznadziejnym schemacie. Dopiero twarde podejście do siebie samej, że musisz zacząć żyć normalnie, że powinnaś otworzyć się na nowe doznania, na dobrych ludzi, na kogoś, kto ciebie ceni, szanuje, kto ciebie nie odrzuca, kto ciebie chce, może pomóc wydobyć się z tego nałogu. Ale to jest bardzo trudna droga, zupełnie tobie nieznana. Ale jeśli chcesz z tego wyjść, to jest jedyna szansa dla ciebie. Pogodzić się z tym, że jeśli ktoś ciebie odrzuca, to nie powinnaś go kochać. I trzęsiesz się jak narkoman, i majaczysz jego imię, i szukasz jego rodziny, znajomych, żeby może oni pomogli ci utorować do niego drogę, albo powiedzieć ci o nim słowo. Zachowujesz się jak alkoholiczka, która już nie panuje nad swoimi krokami, która idąc za zapachem swojego uzależnienia w przepaść, ciągnie w nią kogokolwiek napotkanego po drodze.

Miłość to straszna choroba, jeśli staje się nałogiem. I zrozumie to tylko ten kto kocha za bardzo nie umiejąc przestać. Tak jak alkoholik, który nie pije, ale całe życie jest alkoholikiem – nałogowiec miłości, jeśli utraci źródło swojego uzależnienia, to i tak zawsze pozostanie osobą uzależnioną, która ma wielki problem z regulacją własnym emocji. Z niezaspokojonym pragnieniem miłości.

Agnieszka Ossowska

 

 


Rekomendancje EMA w sprawie szczepionki AstraZeneka. „Korzyści przewyższają ryzyko”

Korzyści ze stosowania szczepionki firmy AstraZeneca w zapobieganiu Covid-19 przewyższają ryzyko działań niepożądanych – poinformowała w środę Europejska Agencja Leków (EMA), potwierdzając, że zakrzepy krwi powinny być wymienione jako bardzo rzadkie skutki uboczne tego preparatu.

fot. Marco Verch / flickr

Nie potwierdzono konkretnych czynników ryzyka

EMA poinformowała o występowaniu bardzo rzadkich przypadków zakrzepów krwi w połączeniu z niskim poziomem płytek krwi w ciągu 2 tygodni po szczepieniu tym preparatem.

„Jak dotąd większość zgłoszonych przypadków wystąpiła u kobiet w wieku poniżej 60 lat w ciągu dwóch tygodni po szczepieniu. Na podstawie dostępnych obecnie dowodów nie potwierdzono konkretnych czynników ryzyka” – podała EMA.

– Szczepionka jest wysoce efektywna i ratuje życie – powiedziała szefowa unijnej agencji Emer Cooke. Dodała, że nie można na razie ostatecznie stwierdzić, czy wiek albo płeć zwiększają ryzyko wystąpienia zakrzepicy. Europejska Agencja Leków będzie nadal badać dowody naukowe i w razie potrzeby wydawać dalsze rekomendacje.

Korzyści przewyższają ryzyko

Agencja podkreśliła jednocześnie, że korzyści ze stosowania szczepionki AstraZeneca w zapobieganiu Covid-19 przewyższają ryzyko działań niepożądanych. Przekazała też, że „prawdopodobieństwo wystąpienia zakrzepów krwi po szczepieniu preparatem AstraZeneki jest bardzo niskie”.

EMA ogłosiła swoją decyzję dzień po tym, jak szef działu szczepień agencji Marco Cavaleri zasugerował, że rzeczywiście może istnieć związek między przyjęciem szczepionki z preparatem AstraZeneca i wystąpieniem zakrzepicy.

EMA, Światowa Organizacja Zdrowia i wiele innych organów ds. Zdrowia wielokrotnie zapewniały, że szczepionka AstraZeneca jest bezpieczna i skuteczna. Ponadto ochrona, jaką zapewnia przed COVID-19, przewyższa niewielkie ryzyko rzadkich zakrzepów krwi.

Kilka krajów, w tym Niemcy, Francja i Kanada, ograniczyło jednak stosowanie szczepionki. W Niemczech rekomenduje się ją teraz pacjentom powyżej 60 lat. Inne państwa, takie jak Dania i Norwegia, całkowicie zawiesiły jego stosowanie w ramach środków ostrożności.

(df), thefad.pl / Źródło: (PAP)


Krzysztof Skiba: Mój list do Pawła Kukiza. „Daj sobie spokój z polityką, a numer Prezesa wyrzucił do kibla”

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Trzeba spojrzeć Polsce w oczy i przyznać, że wspierałeś i wspierasz POTWORA. Takiej korupcji politycznej, takiego poziomu kolesiostwa, i nepotyzmu, takiego rabowania państwa jak za rządów PiS, nie było nad Wisłą dawno. Chciałeś pomóc Polsce, a pomogłeś OŚMIORNICY. Także TY jesteś temu winien, że teraz toniemy w obajtkowej krainie! Dziś toczysz targi z PiSem i chcesz się przehandlować, aby wspierać Jarosława, bo mu Ziobro stoi bokiem.

 

Pozwalam sobie na ten familiarny ton, bo przecież dawno temu byliśmy kumplami. To ja, jako jeden z pierwszych, słuchałem Twojej piosenki „ZChN zbliża się” w studiu Izabelin, bo mnie poprosiłeś o opinię. To ja gościłem Cię w programie Lalamido, który w latach 90. był jednym z najbardziej popularnych programów z muzyką rockową. To w końcu Piersi i Big Cyc wielokrotnie grały na tych samych imprezach, od Gdańska po Niemodlin.

A potem muzyka już chyba coraz mniej była Twoim żywiołem. To Ty zaprosiłeś mnie do komitetu artystów, który wspierał Donalda Tuska w wyborach w 2005 roku. Skład był bardzo piękny od Natalii Przybysz, po Tomka Lipińskiego. A potem politycy Platformy, po latach swoich rządów zawiedli Twoje nadzieje i tak jak ich gorąco popierałeś, tak postanowiłeś ich gorąco zwalczać.
A stało się to, po pewnym programie w TVN 24, w którym grono znanych muzyków, narzekało na rządy Platfusów, ale Donald Tusk elokwentnie wam wytłumaczył, że polityka na tym polega, iż trudno spełniać wszystkie życzenia.

Po tym wydarzeniu prawicowe papugi internetu rozjechały Cię potwornie, robiąc sobie żarty, że oto celebryci i kuglarze uwierzyli, że mogą coś zmienić, a stary wyga Tusk wykorzystał ich jak dzieci, by pokazać, jaki jest otwarty na satynową krytykę i gwiazdorskie fochy.

Postanowiłeś zademonstrować, że z Tobą nie pójdzie tak łatwo. Jak to często bywa w życiu, miłość zamieniła się w nienawiść. Zostałeś żołnierzem wyklętym politycznego cyrku. Zwalczałeś Platformę i wyzywałeś ich od złodziei i oszustów. Swoich dawnych kumpli wprawiałeś w coraz większe zdziwienie. Już nie chciałeś być liderem Piersi. Nie chciałeś być zabawnym facetem ze sceny, który czasem śpiewa wesołe, a czasem gorzkie piosenki. Nie chciałeś być jednym z nas, członkiem fantastycznej bandy rocka. Chciałeś być kimś, kto nie tylko śpiewa o polityce i krytykuje polityków w swych piosenkach. Chciałeś mieć realny wpływ na politykę. I choć wcześniej deklarowałeś, że nigdy POLITYKIEM nie zostaniesz, skoczyłeś do basenu z napisem „kariera polityczna”, nie po to, by jedynie o tym śpiewać, ale po to, by realnie się z nimi boksować. To było przekroczenie wyraźnej granicy.

I nagle się okazało, że ktoś taki jak TY wyzwala w ludziach pozytywną energię i budzi nadzieję na zmianę. Być może niektórzy głosowali na Ciebie „dla jaj” lub przeciwko starym elitom. Ale coś w tym tyglu zwanym Kukizem musiało być, skoro nawet Kazik Staszewski powiedział, że wreszcie ma na kogo głosować.

Startując w wyborach prezydenckich w 2015, to nie Andrzej Duda, ale TY załatwiłeś Bronisława Komorowskiego. Zrobiłeś Platfusom psikusa, jakiego się nie spodziewali. Gdyby nie Twoje pojawienie się w wyborach i te ponad 20 procent głosów oddanych na Ciebie, Komorowski wygrałby z Dudą.

Twoja kandydatura wyrwała z łóżek wszystkich zaspanych i znudzonych Platformą. Zirytowanych myśliwym i safandułą Komorowskim. Pewnie z przyzwyczajenia albo z nudów część z nich głosowałaby za kandydatem liberałów.

Przewróciłeś scenę polityczną do góry nogami. Tak się wielu wydawało, ale tak naprawdę UTOROWAŁEŚ drogę do władzy dla PiS. Na fali entuzjazmu utworzyłeś Kukiz 15 i wprowadziłeś 42 posłów do parlamentu. Twoi wyborcy wierzyli, że oto pojawiła się TRZECIA siła w parlamencie. Ktoś, kto wprowadzi zasady uczciwości w polityce, da odpór korupcji, zmieni zgniłe i przeżarte układami rządy, pozszywa dziurawe żagle na okręcie Polska.

Malkontenci już wówczas mówili, że losy Twojego ugrupowania są policzone, bo Prezes i PiS zjedzą Ciebie na drugie śniadanie. Niewiele się mylili.

Po Twoich plecach i przy pomocy Twojej popularności do sejmu dostały się postaci absolutnie ponure (nacjonalista Robert Winnicki), cwane (biznesmen Marek Jakubiak), a bywało, że lekko ekscentryczne i zdziwaczałe (Janusz Sanocki). To dzięki Tobie do parlamentu pierwszy raz w życiu dostał się zapomniany opozycjonista Kornel Morawiecki. Człowiek, który systematycznie przegrywał nawet lokalne, samorządowe wybory. Za Winnickiego przeprosiłeś. Powiedziałeś „każdy się może pomylić”.

Przez lata Twoje ugrupowanie głosowało tak jak PiS. Zdarzało ci się krytykować Kaczyńskiego, czy ostro wypowiadać o rządach „dobrej zmiany”, ale ostatecznie zawsze wspierałeś PiS, w demontażu „systemu III RP”, a tak naprawdę w demontażu demokracji. Być może kilka lat temu, to był jeszcze bumerang Twojej „zemsty” na Platformie, może wierzyłeś, że PiS zbuduje państwo bardziej uczciwe, przyjazne obywatelom, sprawniejsze. Wielu Twoich wyborców też miało na to nadzieję.

Dziś trzeba sobie jasno powiedzieć, że kartonowe państwo Platformy, zamieniliście w państwo z papieru toaletowego PiS. Trzeba spojrzeć Polsce w oczy i przyznać, że wspierałeś i wspierasz POTWORA. Takiej korupcji politycznej, takiego poziomu kolesiostwa, i nepotyzmu, takiego rabowania państwa jak za rządów PiS, nie było nad Wisłą dawno. Chciałeś pomóc Polsce, a pomogłeś OŚMIORNICY.

Także TY jesteś temu winien, że teraz toniemy w obajtkowej krainie!

Twoja nad ambicja bycia kimś więcej niż tylko panem od przebojów to spowodowała. Ta fatalna sytuacja, gdy zaraz nie będzie wolnych mediów, bo pochłonie je benzyna z Orlenu, sądy będą pod butem partyjnym i zakwitnie tu policyjna dyktatura na wzór Putina czy Łukaszenki, będzie wynikiem także Twojej aktywności politycznej i sobie będziesz mógł to wpisać jako „zasługę”.

Ja Cię znam i wiem, że nie dla kasy poszedłeś do polityki, wiem, że więcej mógłbyś zarobić nadal śpiewając i wydając płyty. Dziś, gdy masz pięciu posłów w parlamencie toczysz targi z PiSem i chcesz się przehandlować, aby wspierać Jarosława, bo mu Ziobro stoi bokiem.

Apeluję, abyś dał już sobie spokój z polityką, a numer Prezesa wyrzucił do kibla. Wróć do muzyki. Fani także wrócą i wszyscy będziemy słuchać Twoich nowych piosenek. Jest szansa, aby wyjść z twarzą z tego potrzasku, w który wpakowałeś Polskę bawiąc się w polityka. Przepis jest prosty: do końca kadencji głosuj przeciwko projektom PiS, a potem wracaj na scenę muzyczną. Wirus się skończy i na pewno zaświeci jeszcze słońce. Paweł dasz radę!

Twój stary kumpel
Krzysiek Skiba


Zakłady u bukmachera – może to coś dla nas?

Polacy oraz Polki, tak jak wszyscy ludzie na świecie, coraz więcej czasu spędzają w internecie. Szukają tam różnych treści: począwszy od filmów, poprzez różnego rodzaju blogi, czy też specjalistyczne artykuły, a skończywszy na wydarzeniach sportowych, itp. Możliwości, jakie daje nam sieć, są naprawdę olbrzymie. Jedną z bardzo popularnych form rozrywki są zakłady bukmacherskie, dzięki którym można obstawiać w sieci różnego rodzaju wydarzenia sportowe. Niewątpliwie ta forma spędzania wolnego czasu ma przed sobą świetlaną przyszłość. Warto przyjrzeć się jej z bliska.

Warto obstawiać zakłady sportowe

Najciekawsze wydarzenia sportowe zawsze wiążą się z dużymi emocjami. Warto więc oglądać je w gronie znajomych lub przyjaciół, gdyż ma to swój niepowtarzalny urok. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by oglądać je samemu. Ciekawym uzupełnieniem takich zdrowych, sportowych przeżyć mogą być zakłady sportowe. Żeby móc je obstawiać trzeba znaleźć odpowiedniego bukmachera. W Polsce można grać tylko u tych bukmacherów, którzy mają oficjalnie zarejestrowaną działalność tego typu. W innym wypadku narażamy się na odpowiedzialność karno-skarbową. Warto więc obstawiać, np. najbliższe wydarzenia sportowe w legalnych zakładach. Należy w tym celu założyć konto na wybranej przez nas platformie bukmacherskiej, takiej jak, np. ETOTO. Do jej rejestracji będzie nam potrzebny dowód osobisty oraz ukończone osiemnaście lat. Po wpłaceniu wybranej przez nas kwoty pieniędzy, można zacząć grę.

Bonusy, po które możemy sięgnąć

Należy tutaj podkreślić, że wpłaty na konto, zwłaszcza jeśli wpłacamy pieniądze po raz pierwszy, wiążą się z różnego rodzaju bonusami. Może to oznaczać, że bukmacher do wpłaconej przez nas kwoty, doliczy np. kilkaset złotych. Tym samym nasza potencjalna pula pieniędzy będzie większa, co z pewnością może się przełożyć na większe wygrane. W zakładach bukmacherskich możemy obstawiać zróżnicowane dyscypliny sportu oraz spotkania i mecze rozgrywane praktycznie na całym świecie. Dobrze jest jednak wiedzieć, że gry hazardowe mogą być bardzo wciągające, a więc lepiej założyć sobie pewne ograniczenia i trzymać się ich. Może to być określona kwota, za jaką gramy w danym miesiącu, np. Tym samym unikniemy nieprzyjemności, a zakłady będą dodatkową rozrywką, która nie skomplikuje nam życia. W zakładach wzajemnych można wygrać, ale można także przegrać – należy o tym zawsze pamiętać, zasiadając przed ekranem telewizora ze smartfonem w ręku.


Badania nad Biblią

Heike Mund

Heike Mund

W Ziemi Świętej wciąż pojawiają się biblijne znaleziska. Bez archeologii nie byłoby nawet możliwe określenie ich wieku.

Fragment Zwoju Psalmów (11QPsa) z groty 11 z transkrypcją (zarówno zwój jak i transkrypcję czytamy od prawej do lewej, od góry do dołu). Rękopisy z Qumran (zwoje znad Morza Martwego, rękopisy znad Morza Martwego i manuskrypty znad Morza Martwego) to zbiór dokumentów spisanych po hebrajsku, aramejsku i grecku, znalezionych w latach 1947–1956 w 11 grotach niedaleko ruin Kumran na Zachodnim Brzegu. Fot. wikipedia

Podczas nabożeństw w okresie Wielkanocy przypominana jest biblijna historia Męki Pańskiej. Opowiada o cierpieniu i śmierci Jezusa z Nazaretu. O tym, jak został on skazany przez Poncjusza Piłata na ukrzyżowanie. Spora część tej opowieści pochodzi z Nowego Testamentu, ale nie wszystko jest historycznie udowodnione.

Wykopaliska odsłaniają tylko fragmenty układanki

Historyk z Uniwersytetu w Goeteborgu, Gunnar Samuelson, w 2010 roku w ramach swojej pracy doktorskiej przestudiował wszystkie źródła greckie, łacińskie i hebrajsko-aramejskie, jakie udało mu się znaleźć, od Homera do pierwszego wieku naszej ery i stwierdził, że istnieje niewiele dowodów na to, że ukrzyżowanie było w starożytności powszechną metodą egzekucji.

I nawet, jeśli archeolodzy znaleźli wykuwane gwoździe ze śladami DNA, nie ma żadnych dowodów naukowych na to, że to właśnie Jezus został ukrzyżowany, a następnie złożony w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Bazylika Grobu Pańskiego.

Na temat szczegółów dyskutowano przez wieki– mówi Eric Meyers, archeolog i emerytowany wykładowca studiów judaistycznych na Duke University, w magazynie „National Geographic”. – Żaden poważny naukowiec nie wątpi, że ta historyczna postać istniała – twierdzi Meyers.

Biblia jako zbiór przypowieści

Historie biblijne pozostają często w sferze mitu religijnego i archeologicznie nie da się ich udowodnić. Na przykład, Jerozolima jest opisana w Biblii jako centrum wielkiego imperium króla Dawida. W rzeczywistości – jak podaje archeolog Israel Finkelstein w książce „Zapomniane Królestwo. Izrael i ukryte pochodzenie Biblii”– Jerozolima była wówczas „wsią zabitą dechami”.

I właśnie to sprawia, że wciąż pojawiają się nowe pytania i nowe podejście naukowe wobec Biblii. Dla jej światowych badaczy odkrycia archeologii są zatem ważnym wsparciem. Sprawdza ona fakty, materiały i znalezione przedmioty z czasów Jezusa pod kątem ich właściwego kontekstu historycznego.

Prowadzone przez dziesięciolecia wykopaliska archeologiczne na starówce w Jerozolimie ujawniły pozostałości starożytnych murów miejskich. To niespodziewane znalezisko dało nowe spojrzenie na czasy Starego Testamentu.

Przekazy ustne

Biblia ma pod tym względem swoją wartość naukową. – Można ją czytać jako księgę religijną, ale można ją też potraktować jako źródło archeologiczne – wskazuje Dirk Schmitz z Muzeum Rzymsko-Germańskiego w Kolonii. − Jeśli chce się zbadać warunki panujące w tamtym czasie, w okresie wielkanocnym, kiedy Jezus przychodzi do Jerozolimy, zostaje aresztowany i postawiony przed rzymskim namiestnikiem – to są to wszystko sytuacje, które znane są z zapisu historycznego – wyjaśnia ekspert. Według kolońskiego archeologa zapisy biblijne pojawiły się dopiero 50 do 60 lat po śmierci Chrystusa. – Wcześniej był to wyłącznie przekaz ustny. I znana jest zasada poczty pantoflowej, która zmienia te czy inne fakty. Oczywiście, jeśli przekaz pisemny powstał 200-300 lat później, to trzeba zadać sobie pytanie, jak dalece odpowiada on prawdzie historycznej. Takie historie zawsze są podkoloryzowane i nie mają obiektywnego charakteru.

Starożytne mury miejskie z okresu bizantyjskiego i czasów Heroda. Fot. dw.de

Rzekome fałszerstwo jednak orginałem?

Ponad 130 lat temu w Izraelu odkryto starożytne zwoje biblijne, które rzekomo znaleziono w jaskini nad Morzem Martwym. W 1883 r. żydowski handlarz starociami Wilhelm Moses Shapiro przedstawił czołowym ekspertom swoich czasów fragmenty trzech hebrajskich manuskryptów zapisanych na kawałkach skóry. W tym samym roku zaproponował kupno tych sensacyjnych znalezisk British Museum w Londynie. Jednak 15 zwojów zostało uznane za rzekome fałszerstwa, a znalezisko uległo zniszczeniu w pożarze. Shapiro, który już wcześniej został zdemaskowany jako fałszerz, odebrał sobie życie.

To, co z tego pozostało, to rzekomo tylko skopiowane znaki, opowiada biblista Idan Dershowitz, wykładowca i badacz w Szkole Teologii Żydowskiej na Uniwersytecie w Poczdamie. – Te znaki stanowiły tylko niewielką część oryginalnego manuskryptu. Ludzie stworzyli coś, co wyglądało jak jego fragment, ale nie byli wystarczająco skrupulatni, aby odtworzyć poprawnie każdą literę – wyjaśnia izraelski naukowiec.

Mimo to nadal wierzy w autentyczność tego biblijnego znaleziska i uargumentował to w artykule dla „New York Timesa”. – I wtedy znalazłem kolejną transkrypcję, która została wykonana przez samego Shapiro. Była naprawdę interesująca – mówi Dershowitz w wywiadzie dla DW. – Dzięki temu otrzymałem prawie cały tekst i mogłam go przestudiować. I nie wydawało mi się, żeby to była robota fałszerza.

Sensacja: nowo odkryte fragmenty Biblii

Na początku tego roku izraelscy archeolodzy po raz kolejny natrafili na wielowiekowe fragmenty starożytnego zwoju biblijnego. Znaleziska datowane są na około 132 rok n.e. podał prasie Israel Antiquities Authority w marcu. Sensacyjne znalezisko należy tym samym do najstarszych fragmentów biblijnych, jakie kiedykolwiek odnaleziono.

Nowo odkryte fragmenty Biblii zapisane są greckimi literami. –To nie jest tekst hebrajski, ale grecki – powiedział DW Wolfgang Zwickel, wykładowca Starego Testamentu i archeologii biblijnej na Uniwersytecie w Moguncji. – A więc tekst już wtedy został przetłumaczony. Greka była w tym czasie światowym językiem basenu Morza Śródziemnego. Hebrajskiego, oprócz uczonych w Piśmie, wtedy prawie nikt inny nie znał – wskazuje wykładowca.

Znalezisko w jaskini Qumran nad Morzem Martwym

Miejsce odkrycia nie jest nowe. To głęboko ukryta jaskinia niedaleko Morza Martwego, gdzie w XIX wieku odkryto również londyńskie znaleziska. W 1947 r. w skałach tego pustynnego regionu pasterze znaleźli także słynne „Zwoje z Qumran.” Nazwane tak zostały od miejsca, w którym je znaleziono – Jaskiń Qumran, które należą do najważniejszych odkryć archeologicznych XX wieku.

Jedna rzecz nie budzi wątpliwości naukowych i jest jednym z niewielu pewników dotyczących Starego Testamentu, podkreśla Dirk Schmitz z Muzeum Rzymsko-Germańskiego w Kolonii. – Biblia nie była w tamtym czasie, tj. 132 r. n.e. jedną z ważniejszych ksiąg. A chrześcijaństwo nie było ani religią państwową, ani szeroko rozpowszechnioną, było tylko jedną z wielu – podkreśla ekspert.

Projekt wykopalisk wokół starożytnych murów miejskich Jerozolimy wejdzie w nową fazę latem 2021 roku.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Biskupi prześladowani

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Bohaterem prześladowanych katolików jest jednak arcybiskup wszelkiego łajdactwa niezaspokojony Sławoj Leszek Głódź. Ubecki donosiciel, generał pijak obrzyganego munduru, krętacz, wyłudzacz wszelkiego posłuszeństwa i bezprawia. Obrońca pedofilii, przez liczne komisje wspólne, złodziej mienia publicznego, najbogatszy emeryt wojskowy ze wszystkimi możliwymi przywilejami, mimo że służył, nie wiadomo komu, tylko 13 lat. Właściciel wszystkich możliwych najwyższych odznaczeń państwowych, zasłużony obywatel wielu miast, najbogatszy emeryt także biskupi, który ma prawo żyć na koszt społeczny. Biskup cham, bestia naładowana swoją nadludzką boskością bezwzględną i prawem do upijania nawet prezydenta.

 

Skala przywilejów biskupich w Polsce jest niewyobrażalna. Jednak dalej szczują, szczególnie na kobiety, krzywdzą dzieci, osoby LGBT i nawołują do wojny religijnej przedstawiając siebie w roli prześladowanych.

Biskupi obrady. Fot. Źródło: episkopat.pl

Historia mojego regionu opowiada o biskupie wrocławskim,

który w jednym z miast śląskich ogłosił wszystkie żony rajców miejskich czarownicami i wszystkie, po mękach, zostały spalone na stosie ustawionym na rynku miasta, tylko dlatego, że rajcy nie wyrazili zgody na nowe żądania przywilejów dla biskupa.

Mam wrażenie, że czego nie załatwili wtedy, to zdobywali każdego dnia, przez wieki, aby osiągnąć stan ziemi sobie poddanej, wraz z otępianymi regularnie parafialnymi stadami owieczek poddanych.

Jednak nawet teraz, nie dość im przywilejów, życia w pałacach, otoczonych pychą i zakłamaniem, pedofilstwa, pogardy do kobiet i dzieci. Dalej szczują i schowani za wielkością Boga, przekonują wszystkich, jak są, uwaga – prześladowani. Wzywają do walki w obronie kościołów i prawa do życia w luksusach kosztem krzywdy innych.

Wyrazistym przykładem takiej parodii prawdy są dwaj generałowie, „prześladowany” Sławoj Leszek Głódź i „prześladujący” Gromosław Czempiński.

PiS-bandyci zabrali generalską emeryturę bohaterowi Gromosławowi Czempińskiemu, który przez swoje zaangażowanie doprowadził do wdzięczności liczonej umorzeniem 16 miliardów dolarów długu Polski w USA. Generał skromny, wychowujący niesprawne dziecko, odznaczony jednym z najwyższych odznaczeń Stanów Zjednoczonych, twórca Gromu i nowego wymiaru służb specjalnych w Polsce. Dzisiaj żyje z najniższej w kraju emerytury, bo tak chciał flejtuch katolicki, podburzany przez biskupich bandytów.

Bohaterem prześladowanych katolików jest jednak arcybiskup wszelkiego łajdactwa niezaspokojony Sławoj Leszek Głódź. Ubecki donosiciel, generał pijak obrzyganego munduru, krętacz, wyłudzacz wszelkiego posłuszeństwa i bezprawia. Obrońca pedofilii, przez liczne komisje wspólne, złodziej mienia publicznego, najbogatszy emeryt wojskowy ze wszystkimi możliwymi przywilejami, mimo że służył, nie wiadomo komu, tylko 13 lat. Właściciel wszystkich możliwych najwyższych odznaczeń państwowych, zasłużony obywatel wielu miast, najbogatszy emeryt także biskupi, który ma prawo żyć na koszt społeczny. Biskup cham, bestia naładowana swoją nadludzką boskością bezwzględną i prawem do upijania nawet prezydenta.

Sławoj Leszek Głódź – duchowny rzymskokatolicki, doktor prawa kanonicznego, generał dywizji Wojska Polskiego
Sławoj Leszek Głódź – duchowny rzymskokatolicki, doktor prawa kanonicznego, generał dywizji Wojska Polskiego. Fot. wikipedia

Według biskupów to prześladowany katolik, chociaż wszyscy widzą, że Bóg, albo, chociaż uprzywilejowany nadczłowiek.

Tymczasem w dobie pandemii, biskupie łajdaki organizują w kościołach zbiórki podpisów dla „Ordo Iuris”, katolickiej bandy fanatyków, aby zaostrzyć prawo aborcyjne, zalegalizować przemoc domową w stosunku do kobiet i dzieci, szczują na osoby LGBT. Zajmuje ich organizowanie faszyzujących grup rycerzy Chrystusa, obrońców kościoła i młodych bandytów Międrala i Bąkiewicza, którzy „mają prawo stosować przemoc” i przygotowywać się do wojny religijnej z niewiernymi. To dzieje się naprawdę!

W Sejmie za pomysłami bandytów bezkarnych głosują nawet niektórzy posłowie opozycji niczym podnóżki biskupów, narodowe lizusy uległości wobec agresji religijnej.

Tymczasem skala przywilejów niby prześladowanych biskupich w Polsce jest niewyobrażalna. Niewielu jednak z nas pamięta, że Kościół katolicki oraz związane z nim organizacje i stowarzyszenia wyznaniowe nie płacą podatków w ogóle. Sprowadzają samochody i inne dobra do kraju, nie płacąc cła, nie obowiązują ich podatki od nieruchomości. Wszystkie remonty w kościołach i w przyległych nieruchomościach w zasadzie nie są problemem wiernych, ale samorządów albo ministra od zabytków. Komisja państwowa poprzedniej władzy przekazywała w sposób bezprawny najbardziej wartościowe majątki, które Kościół zgłaszał, jako swoje w przeszłości. Ciekawe, że większość z nich była sprzedawana natychmiast, nawet bez uprawomocnienia bezprawnych decyzji.

Często odremontowane za państwowe środki obiekty przekazywano Kościołowi darmo, a teraz płaci się niemałe sumy za ich użytkowanie dla celów publicznych.

Kościołowi oddano edukację publiczną i opłaca się sowicie katechetów, bez wpływu na to, czego uczą nasze dzieci. Oddano przywilej handlu ziemią i handlu w niedzielę. Inne przepisy pozwalają na pierwszeństwo w dostępie do środków konkursowych ministerstw i samorządów. Kościół ma także przywilej uproszczonej sprawozdawczości albo w ogóle nie wymaga się od niego sprawozdań, jak przyznane pieniądze zostały wykorzystane.

Nie ma dzisiaj państwowej instytucji, w której nie opłaca się wyjątkowo hojnie kapelanów. Są oni w wojsku, policji, w służbie zdrowia, lasach państwowych, w sejmie …, a nawet w harcerstwie i służbie celnej.
Do przywilejów Kościoła należy również utrzymywanie stale rosnącego funduszu kościelnego.

Jednak prześladowanym biskupom, nie dość przywilejów.

Nie dość pałaców w każdym większym mieście i w każdym atrakcyjnym miejscu Polski. Nawet najwyższe góry i każde dominujące wzgórze „ozdobione” są krzyżami. Ich domy pielgrzyma, które nie płacą podatków, rujnują hotelarzy. Ich zgromadzenia na ulicach bez zgłoszeń i zezwoleń są też przywilejem, tak jak i zgoda na zbieranie pieniędzy, na które inni muszą uzyskać pozwolenie władz czy dokonać zgłoszenia.

Biskupi „prześladowani”, czego im brakuje?

Stworzyli sobie w Polsce raj na ziemi. Stali się symbolem pedofilii, ale nie publikuje się ich wizerunków, bo są pod ochroną państwa i wiernych w parafiach. A mimo to rodzice przyprowadzają im niewinne dzieci, aby wolno było je indoktrynować, molestować, a często i gwałcić.

Biskupów, nie obowiązuje polskie prawo, kontrole skarbowe, obowiązki podatkowe. Władza ich deprawuje, rozbestwia, a ich pozycja dorównuje boskiej. Pod hasłami „chronimy życie” okłamują społeczeństwo, bo kto nie jest za ochroną życia? Jednak dla nich ochrona życia — to pierwszeństwo zarodka przed życiem kobiety, czyli zwycięstwo umartwiania i śmierci. Czy zatem, uśmiercając kobietę w wyniku zakazu usunięcia chorego płodu – biskupi chronią życie? A może to jest jednak przymus śmierci, bo „Bóg tak chciał”?

Nigdy w historii Polski jeszcze nie było takiej uległości społecznej wobec bandyckich pomysłów hierarchów kościelnych, chociaż przekroczyli wszelkie granice kłamstwa i pychy. Zrobili z Polski kraj wyznaniowy i z nudów wymyślają, co by tu jeszcze „owieczkom” zabrać i przyznać sobie kolejne nienależne prawa?

Biskupi – przestępcy, nie potrafią być wdzięczni, szykują kolejne draństwa, a uznani winnymi za karę mają mieszkać w pałacu nie patrząc skrzywdzonym w oczy.

Oto jak biskupi i oddani im PiS-gwałciciele człowieczeństwa dla władzy i luksusów, dalej palą na stosach cywilizację.

Zbliżają się pandemiczne święta. Śmierć kosi swoje ofiary na kolejny pożytek drani. Śmierć, a po niej obiecane życie wieczne. To na nim budują oni swoje bogactwo i przywileje, raj na ziemi bez umierania. Bazę ich dożywotnich pożytków stanowi tępe, nieświadome społeczeństwo parafialnych owieczek, wspierane przez klęczącą przed każdym księdzem władzę.

Biskupi prześladowani, święta to doskonała okazja, aby przeprosić i wynosić się do Watykanu, swojej stolicy draństwa.

Może ten umęczony naród odetchnie od szczucia, narzucania ideologii śmierci, gwałtów na dzieciach i kobietach, od dzielenia i ogłupiania ludzi na pożytek biskupów ociekających złotem, krwią i ludzkim potem ścian świątyń i pałaców.

Adam Mazguła


Wielkanocne ciekawostki z różnych stron Świata

Na świecie istnieje wiele różnych zwyczajów i tradycji wielkanocnych, o których większość z nas nie ma pojęcia. Zazwyczaj zamykamy się w swoich własnych tradycjach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie i nieczęsto wychodzimy poza ustalone schematy.

Dla osób przywiązanych do wielkanocnych  tradycji celebrowanych w Polsce  – zwyczaje świąteczne z innych stron świata mogą być bardzo zaskakujące.

Szwedzkie Wiedźmy

Jedna z najdziwniejszych tradycji to wielkanocne wiedźmy. W Szwecji oraz części Finlandii, w Wielki Czwartek lub w Wielką Sobotę odbywa się mini Halloween. Dziewczynki i chłopcy w wieku 7-12 lat zakładają długie spódnice oraz kolorowe chusty na głowę i chodzą od drzwi do drzwi, zbierając do miedzianego garnuszka różne smakołyki. Tradycja ta pochodzi od starych wierzeń, że w Wielki Czwartek wszystkie wiedźmy lecą w niemieckie góry na spotkanie z Szatanem. Aby je odstraszyć i uniemożliwić im powrót Szwedzi palą ogniska, puszczają fajerwerki i petardy, aż do Niedzieli Wielkanocnej.

Wielkanocny króliczek

Pochodzenie króliczka wielkanocnego sprowadza się do saksońskiego święta Eostre, bogini wiosny, której symbolem był królik. Najpierw do USA króliczka składającego jajka przywieźli ze sobą Niemcy, który osiedlili się w Pensylwanii w 1700 roku, zaś później, gdy podbił on serca wszystkich amerykańskich dzieci, stał się popularny również w Polsce.

Parady wielkanocne

Istnieje stary przesąd, który mówi, że noszenie w czasie Wielkanocy nowych ubrań przyniesie szczęście, aż do końca roku. Począwszy od połowy 1800 roku, Nowojorczycy wyższych klas po wyjściu z kościołów znajdujących się wzdłuż Piątej Alei paradowali i pokazywali wszem i wobec swoje piękne ozdoby. Z początku parady te były bardzo elitarne, zaś dziś (Fifth Avenue Easter Parade) są bardziej luźne i niemal szalone.

Fasika, czyli święto radości
 

Etiopski Kościół Ortodoksyjny obchodzi Wielkanoc w pierwszą niedzielę po pełni Księżyca po 21 marca. Poprzedzający te święta, wegański post trwa tutaj aż 55 dni. W Wielki Piątek wierni przychodzą do kościoła i umartwiają swoje ciała poprzez upadanie na ziemię (należy upaść i się podnieść 101 razy). Najważniejsza uroczystość ma miejsce w Wielką Sobotę, na którą wszyscy ubierają się na biało. Zaczyna się ona o północy i trwa do 3 nad ranem następnego dnia. W Wielką Niedzielę Etiopczycy zasiadają do stołu, jedzą pierwszy raz od 2 miesięcy mięso oraz obdarowują się prezentami.

Jaja carskie

Rosja, 1885 rok. Car Aleksander III szuka prezentu dla swojej żony Marii Feodorovnej z okazji Wielkanocy / rocznicy. Kontaktuje się on z jubilerem Petrem Carlem Fabergé, który przystępuje do wykonania emaliowanego na biało złotego jajka, które po otwarciu ukazuje złote żółtko zawierające małą kurkę z rubinowymi oczami. W ten sposób rozpoczęła się coroczna tradycja carskich prezentów wielkanocnych – misternie zdobionych jaj, z których każde było inne i każde zawierało w sobie niespodziankę. Carskie jajka powstawały aż do roku 1917, czyli do wybuchu rewolucji i upadku caratu.

Bułeczki z krzyżem

W Anglii oraz w USA jadane są w Wielki Piątek gorące bułeczki z krzyżem. To tradycyjne, słodkie pieczywo doprawiane jest przyprawami oraz suszonymi owocami a krzyżyk przypomina wiernym o cierpieniu Jezusa w imię ludzkości.

Palenie Judasza

Wielkanoc to czas radości w Kościele chrześcijańskim. Czas radości i oczyszczenia. Radości, oczyszczenia i w niektórych miejscach na świecie – przemocy. W niektórych krajach Ameryki Łacińskiej oraz w niektórych częściach Grecji powszechna jest praktyka wieszania kukły przedstawiającej Judasza – apostoła, który zdradził Jezusa lub jego palenie (czasami wkładane są do środka fajerwerki, które powodują wybuch kukły).

W ostatnich latach popularne staje się zamienienie wizerunku Judasza, wizerunkiem polityków czy biznesmenów, którzy skrzywdzili ludzi. W 2008 roku, Judasz o wyglądzie przedstawiciela spółki paliwowej Exxon został spalony w wyniku rozstrzygnięcia walki prawnej między narodem a naftowym gigantem.

Kolorowe latawce na Bermudach

Legenda głosi, że pewien nauczyciel na Bermudach szukał prostego sposobu na zademonstrowanie wniebowstąpienia Chrystusa do nieba i wpadł na pomysł, aby zrobić to za pomocą latawca ozdobionego obrazem Jezusa. W rezultacie, Wielki Piątek jest na Bermudach dniem, którego niebo wypełniają kolorowe latawce wykonane z patyków i bibuły.

Wielkanocne kryminały

Wielkanocne kryminały czyli „Påskekrim” są prawdziwym norweskim fenomenem. W Norwegii tradycją wielkanocną jest … rozwiązywanie kryminałów! Przed Wielkanocą wydawane są serie książek znane pod nazwą “Påskekrimmen” (czyli Wielkanocne kryminały), aby ludzie mogli je przeczytać i podczas świąt rozwiązać zagadkę. Kryminały oraz seriale detektywistyczne puszczane są na okrągło na wszystkich kanałach TV. Nawet na kartonikach z mlekiem zamieszczane są kryminalne komiksy!

Wielkanocne Pisanki

Jajka wielkanocne pojawiają się w wielu antycznych tradycjach jako symbol życia lub jego początku. W średniowiecznej Europie, jajka były pierwszym pokarmem – oczywiście wcześniej poświęconym przez księdza – jakie jadło się po Wielkim Poście. Praktyka ich malowania i farbowania może mieć swój początek we wczesnych czasach chrześcijańskich w Grecji i Syrii, kiedy wyznawcy wymieniali się jajkami farbowanymi na czerwono, co miało symbolizować krew Chrystusa.

Anna Frach, TheFad.pl / Źródło:”Time”


Dzień Autyzmu. Za słaba by być mamą

Agnieszka Ossowska

Agnieszka Ossowska

I gdy inni przygniatają Cię radami, to masz ochotę zniknąć. Gdy nie masz ochoty ani na wakacje, ani na święta, ani na weekendy. Gdy nie widzisz przyjemności we wspólnym spędzaniu czasu z dzieckiem, tylko udrękę. I boisz się tego. Chociaż chcesz, żeby było wspaniale, wiesz, że się nie da… Chcesz zniknąć. I nie widzisz już nadziei. Że będzie lepiej. Że będzie milej. A Ty kochasz, ale nie masz sił już czerpać powietrza, by oddychać. Niektóre ciężary są za ciężkie. Niektóre nas powalają. I nie wiesz, czy dasz radę kiedyś jeszcze wstać na równe nogi. Ale musisz. Dla niego… Nawet jeśli Ciebie znów popchnie. A kto inny dobije.

 

Nie każdy zrozumie co czuje mama trudnego dziecka. Szczególnie dziecka autystycznego. (…)

Kiedy je rodzisz, jesteś gotowa znieść wszystko. Radość z narodzin dziecka jest tak wielka, że myślisz, że byłabyś w stanie zrobić wszystko dla niego. Nie ważne są zarwane noce, odpuszczone spotkania towarzyskie, czy nawet rodzinne w razie jakiejkolwiek choroby, czy nawet kataru, zapomniane kino, teatr, imprezy, czy zawodowe spełnienie. To wszystko staje na dalszym planie. Bo najważniejsze jest ONO. Twoje ukochane, upragnione dziecko.

Fot. Tamara Bellis / Unsplash

Nie jest ci łatwo, gdy płacze przy każdej czynności. Gdy stawia opór przed ubieraniem się, przed myciem, przed wyjściem gdziekolwiek. I wszędzie jest trudno: na placu zabaw, na basenie, u babci na obiedzie, w parku na spacerze. Gdy wyrywa ci się z rąk przed wsadzeniem do fotelika. A potem gdy jest większe, gdy je trzymasz za rękę, żeby nie wpadło pod auto. I gdy w autobusie w pociągu, w sklepie, u lekarza, krzyczy. Bije cię. Wyzywa. Czujesz coraz bardziej, że jednak nie masz tych sił. Że jednak jesteś słaba. I to na pewno Twoja wina, że ono jest takie krnąbrne. Bo to przecież Ty je urodziłaś i Ty je wychowujesz. I w ogóle Ci to nie wychodzi. I każdy to widzi. Nawet jak ktoś nic nie mówi, to zakładasz, że na pewno potępia Ciebie. Bo coraz częściej spotykasz się z potępieniem. Nawet nie dziecka, tylko Ciebie. Bo przecież ono jest pod Twoją opieką i pod Twoim nadzorem.

Obcy ludzie lubią czasem Ci dogadać, pokazać, jacy to oni mądrzy, i jak bardzo na wychowaniu się znają. I jaka Ty jesteś do niczego, żeby po Tobie podeptanej mogli przejść spokojnie do dalszego ciągu swojego spokojnego dnia, czując, że spełnili swoją misję: nauczania słabej matki jak być silną. A Ty zostaniesz ze swoim niespokojem utwierdzona w przekonaniu, że już całkiem do niczego się nie nadajesz, ze swoim dzieckiem wśród tłumu innych oceniających, mocnych ludzi. A Ty już nie jesteś silna. I już jesteś tak mała, że ciężko Ci się chodzi pomiędzy nogami tych wijących się nad Tobą głośno Cię pouczających, wielkich ludzi.

Fot. Fa Barboza / Unsplash

Twoje dalsze perspektywy, które widziałaś poza dzieckiem, są coraz dalej. I dalej. I widzisz, że już nie wrócisz ani do pracy, ani do swoich pasji, ani do przyjaciół nawet. Bo wszystko to się oddaliło. Nie masz sił ani czasu na nic. I czujesz, że kurwa nikt cię nie rozumie. Nawet nauczyciele Twojego dziecka, pedagog, pediatra, nawet Twoi rodzice, teściowie. Nawet mąż. Każdy widzi CIEBIE ukrytą za problemami Twojego dziecka. I wtedy myślisz, że może jesteś rzeczywiście pierdolnięta, i bierzesz całą winę za inność swojego dziecka na siebie. I tak może i jesteś teraz już chora z tego wszystkiego. Bo masz prawo paść psychicznie ze zmęczenia. Być na granicy wytrzymałości psychicznej lub popaść w depresję. Ale to naprawdę nie Twoja wina, że masz trudne dziecko. Nie daj sobie tego wmówić. Niektóre rzeczy da się utorować metodami wychowawczymi, ale nie da się zmienić komuś charakteru, a tylko niektóre jego cechy nieco oszlifować. I oczywiście, dobrze jest nie odpuszczać w pewnych kwestiach, i nie poddawać się. Ale jakby ktoś miał codziennie stawać do walki, tak jak ty to musisz robić zaraz po obudzeniu się, to też by w końcu się poddał.

Jeśli Twoje dziecko kamufluje się przed innymi ze swoimi problemami, to nikomu, a właśnie Tobie składa je codziennie w ofierze. Bo wie, że tylko Ty umiesz przejąć jego ciężkie problemy ze światem. Poza domem chodzi w bardzo ciasnym gorsecie emocjonalnym, a jak tylko przekroczy próg mieszkania, zrzuca go na Ciebie wściekłe, że musiało się w nim męczyć, i wykrzykuje swój cały ból nie komu innemu, tylko TOBIE. I już wiesz, że będziesz mieć walkę do końca dnia o podstawowe rzeczy – żeby zrobił lekcje, poszedł na zajęcia dodatkowe, a jutro zdążył do szkoły – wszystko to kosztem Twojego zdrowia psychicznego. A inni osiągają te rzeczy bez żadnej walki, więc nie mają pojęcia jak bardzo jesteś stargana przez swoją własną miłość bezwarunkową. Bo to miłość właśnie sprawia, że się nie poddajesz, nawet gdy leżysz.

Szczególnie ciężko jest, jeśli Twoje dziecko ma autyzm lub cechy autystyczne. Dużo osób uznaje, że Ty sobie wszystkie choroby i przypadłości dziecka wymyślasz, a jego problemy adaptacyjne, czy to jak się zachowuje w domu, to przecież Twój brak granic, Twój brak umiejętności wychowawczych, Twój wzór. Twój problem. Twoje dziecko to Twój brak zdolności wszelakich… I patrzysz jak inni w odróżnieniu od Ciebie chwalą się swoim potomstwem, jak szpanują jego różnymi umiejętnościami, jak zabierają je w przeróżne miejsca, na różne wycieczki, do różnych krajów. I zazdrościsz… I czujesz się coraz mniejsza każdego dnia. I boisz się być zadeptana.

Jak masz partnera, który cię wesprze, to jest Ci 100 % łatwiej. Ale zazwyczaj on razem z całym światem odchodzi od Ciebie nie wierząc, że możesz być tak mała, tak słaba, taka beznadziejna. Sam chce ze swojej głowy wytrzepać „ten problem”. Przerzucić na ciebie. Bo jemu też jest ciężko. I on nie rozumie, bo nie chce rozumieć. Wypiera. Że ma dziecko z problemami. Woli powiedzieć, że to Ty masz problemy, i Ty te problemy tworzysz… Ale jak możesz tworzyć cechy autyzmu, aspergera, czy po prostu cechy z natury trudnego dziecka?

Czasem już w swojej desperacji zazdrościsz mamom dzieci niepełnosprawnych dzieci, które są nawet bardziej chore, albo nawet intelektualnie upośledzone, ale kochają swoje mamy i potrafią to okazywać. Bo zazdrościsz im tego, że mimo że te mamy cierpią z powodu choroby dziecka, to mogą, chociaż spokojnie kochać, poświęcać się, ale przy tym czuć, że ich miłość jest odwzajemniona i warta emisji. A Ty kochasz kogoś, kto traktuje cię przecież toksycznie – bo jesteś jego jedynym wentylem, dzięki któremu ma siłę oddychać i żyć. Od faceta, który by cię tak traktował, odeszłabyś. Ale od dziecka przecież nigdy. I zawsze będziesz je kochać, ale będziesz czuć się nikim, przez to, że ono cię tak traktuje, jakbyś była winna jego wszelkiego cierpienia. Gdy inni dodatkowo przygniatają Cię radami jak wychowywać, jak trzymać rygor, jak uczyć, to masz ochotę zniknąć. Bo to nie jest w Twoim przypadku osiągalne.

I gdy inni przygniatają Cię radami jak wychowywać, jak trzymać rygor, jak uczyć, to masz ochotę zniknąć. Bo co jest najgorsze do przeżycia? Marzenia, które okazują się koszmarem… Gdy nie masz ochoty ani na wakacje, ani na święta, ani na weekendy. Gdy nie widzisz przyjemności we wspólnym spędzaniu czasu z dzieckiem, tylko udrękę. I boisz się tego. Chociaż chcesz, żeby było wspaniale, wiesz, że się nie da… I nikt nie rozumie, czemu nie chcesz się spotykać z innymi, czemu tego unikasz. A Ty po prostu nie chcesz już być oceniana, pouczana, czy opluwana drwiącymi słowami przechodniów. Chcesz zniknąć, chociaż to wcale nie był nigdy twój cel. I nie widzisz już nadziei. Że będzie lepiej. Że będzie milej. I nie rozumiesz, czemu to dziecko traktuje cię najgorzej, czemu tak cię poniża, tak niszczy psychicznie. Bo nie rozumiesz, że on sprawdza codziennie, czy ty mimo wszystko nadal je kochasz. A Ty kochasz, ale nie masz sił już czerpać powietrza, by oddychać. Więc jak masz mu przekazywać tlen? Jesteś na totalnym wyczerpaniu. I, mimo że to bez sensu, organizujesz nadal kolejne dni, których ono organizację i tak zrujnuje krzykiem, że niczego nie chce…

Pewnie nałykałaś się już różnych leków na depresję i znasz się już na nich na tyle, że mogłabyś napisać podręcznik dla przyszłych psychologów na ich temat, i na temat tego, co przeżywasz. Dla tych, którzy i tak będą Cię mieć za freaka, bo sobie z niczym nie radzisz. Czego dowodem jest Twoje własne dziecko. To, które miało dać Ci radość i nadać sens życia. A ty w zamian miałaś dla niego umieć znosić wszystko. Ale wszystkiego znieść się nie da…

Niektóre ciężary są za ciężkie. Niektóre nas powalają. I nie wiesz, czy dasz radę kiedyś jeszcze wstać na równe nogi. Ale musisz. Dla niego… Nawet jeśli Ciebie znów popchnie. A kto inny dobije.

Agnieszka Ossowska