Komisja Europejska skarży Polskę do TSUE za nękanie sędziów

Tomasz Bielecki
KE zdecydowała o skierowaniu do TSUE wniosku o środek tymczasowy, który m.in. nie dopuściłby do zatrzymania Igora Tulei. I zaskarża Polskę do TSUE z powodu „ustawy kagańcowej”.

Dzisiejszą (31.03.2021) decyzję Komisja Europejska podjęła w trybie pilnym – za pomocą „postępowania pisemnego”, by nie czekać na posiedzenie komisarz UE planowane dopiero na połowę kwietnia.
Podważona niezawisłość sądów
– Jestem bardzo zaniepokojona ciągłymi działaniami podważającymi niezawisłość sądów w Polsce. Pomimo orzeczeń TSUE i naszych licznych prób naprawy sytuacji, presja na polskich sędziów wciąż rośnie, a ich niezawisłość ulega ciągłej erozji. Dlatego zdecydowaliśmy się ponownie skierować skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE i poprosić o nałożenie środków tymczasowych – powiedziała Vera Jourova, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej.
Prośba o środki tymczasowe (zabezpieczenie do czasu pełnego wyroku TSUE) obejmuje wniosek o zawieszenie przepisów uprawniających Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego do rozstrzygania wniosków o uchylenie immunitetu sędziowskiego, a także w sprawach dotyczących zatrudnienia, zabezpieczenia społecznego i przejścia w stan spoczynku sędziów SN. Ponadto Komisja prosi o zawieszenie skutków decyzji już podjętych przez Izbę Dyscyplinarną w sprawie uchylenia immunitetu sędziowskiego, a także o zawieszenie przepisów uniemożliwiających polskim sędziom bezpośrednie stosowanie przepisów prawa UE chroniących niezawisłość sędziów.
Wniosek do TSUE obejmuje też zawieszenie przepisów zakazujących sędziom kierowanie do TSUE pytań prejudycjalnych oraz przepisów kwalifikujących działania sędziów w tym zakresie za przewinienia dyscyplinarne.
– Oczekujemy, że Izba Dyscyplinarna natychmiast zaprzestanie swej działalności. Zwracamy się o zawieszenie już podjętych decyzji, zwłaszcza jeśli chodzi o uchylenie immunitetu sędziowskiego. Polscy sędziowie są również sędziami unijnymi. Stosują prawo UE i przyczyniają się do wzajemnego zaufania, na którym zbudowana jest Europa – powiedziała dziś Jourova.
Sędzia Tuleya. Wyścig z czasem
Bruksela ma nadzieję na decyzję TSUE co do środków tymczasowych nawet już w połowie kwietnia. W tej bowiem kwestii trwa wyścig z czasem głównie w sprawie sędziego Igora Tulei.
Izba Dyscyplinarna zamierzała już 21 kwietnia decydować o zatrzymaniu Tulei (z użyciem środków przymusu) w celu przedstawienia mu zarzutów karnych. Następnego dnia Izba Dyscyplinarna miałaby zajmować się sprawą uchylenia immunitetu prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, sędziego Józefa Iwulskiego, by w ten sposób powstrzymać TSUE od zajęcia się pytaniami prejudycjalnymi od tej izby.
Izba Dyscyplinarna już jesienią 2020 r. postanowiła o odebraniu Igorowi Tulei immunitetu sędziowskiego (chodziło o sprawę jego orzeczenia w sprawie kontrowersyjnego posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej z 2017 r.). Niedawno sąd apelacyjny w Warszawie – powołując się m.in. na orzecznictwo TSUE – uznał, że nie wywołuje to skutków prawnych, ponieważ Izba Dyscyplinarna nie jest niezawisłym sądem. Decyzja o zatrzymaniu Tulei mogłaby się zatem stać konfrontacją między Izbą Dyscyplinarną oraz częścią wymiaru sprawiedliwości opierającą się na wyrokach TSUE.
O bardzo pilne działania w sprawie Izby Dyscyplinarnej przed kilku dniami zaapelowali do Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, szefowie pięciu frakcji Parlamentu Europejskiego – centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej, centrolewicy, klubu „Odnowić Europę”, zielonych oraz mocno lewicowej grupy GUE/NGL.
„Chodzi o jedną z podstawowych wartości Unii Europejskiej, o praworządność. Jej zniszczenie w jednym kraju UE może doprowadzić do powstania i zaakceptowania podobnych mechanizmów w innych krajach Unii. Ostatecznie mogłoby to może skutkować upadkiem Unii, która jest unią prawa oparta na poszanowaniu wspólnych wartości i wspólnego zaufania. Oczekujemy pilnej i stanowczej reakcji” – napisali do von der Leyen.
Ponadto grupa organizacji pozarządowych i prawników uniwersyteckich w odrębnym piśmie do Komisji wezwała nie tylko do zaskarżenia Polski do TSUE, ale też do złożenia wniosków o środki tymczasowe, w tym o całkowite, doraźne zawieszenie Izby Dyscyplinarnej do czasu pełnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE.
Ociągająca się Komisja
Dzisiejsza decyzja Komisji to kolejny etap postępowania przeciwnaruszeniowego wobec Polski, które Komisja Europejska wszczęła już w kwietniu 2020 r. , Rząd Mateusza Morawieckiego regularnie odrzucał wszelkie zastrzeżenia Brukseli co do „ustawy kagańcowej”. Ponadto Komisja w grudniu 2020 r. rozszerzyła to postępowanie, wzywając Polskę do zawieszenia wszelkich działań Izby Dyscyplinarnej SN wobec sędziów. Wprawdzie Polska za sprawą środka tymczasowego TSUE z kwietnia 2020 r. zamroziła działania stricte dyscyplinarne tej Izby Dyscyplinarnej, to ta m.in. nadal zawieszała sędziów, jak stało się z Igorem Tuleją, Beatą Morawiec czy Pawła Juszczyszynem. I prowadzi postępowania o uchyleniu immunitetów.
Do dziś w Brukseli trwają spory, czy Komisja nie uznała wcześniej takiego tylko częściowego zawieszenia Izby Dyscyplinarnej za łamanie środka tymczasowego (i nie wnioskowała do TSUE o karę finansową dla Polski) z niechęci do eskalowania konfliktu z Warszawą czy też naprawdę uważała, że nękanie Tulei – tak istotnie twierdziła co najmniej część służb prawnych Komisji – nie kwalifikuje się jednoznacznie jako otwarte naruszenie dotychczasowego środka tymczasowego TSUE co do Izby Dyscyplinarnej. Także ten problem był tematem kilku pismo otwartych organizacji praworządnościowych do Brukseli, w których zarzucały Komisji niewywiązywanie się z roli „strażnika traktatów”.
Kolejne zastrzeżenia
Komisja Europejska od początku swego postępowania przeciwnaruszeniowego wskazywała, że zakwestionowana ustawa tak zwiększa liczbę przypadków, w których treść orzeczenia sądowego może być uznana za przewinienie dyscyplinarne, że w rezultacie może być wykorzystywana jako system kontroli politycznej nad treścią orzeczeń sądowych.
Ponadto Komisja zwracała uwagę, że ustawa przyznaje nowo utworzonej Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego wyłączną kompetencję do orzekania w kwestiach dotyczących niezależności sądów, co ma uniemożliwić polskim sądom wywiązanie się z obowiązku stosowania prawa UE lub wystąpienia do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi w tej kwestii. Celem ustawy jest też uniemożliwienie polskim sądom, w kontekście rozstrzyganej przez nie sprawy, oceny umocowania innych sędziów do orzekania, co – jak podkreśla Komisja – jest niezgodne z zasadą pierwszeństwa prawa Unii.
REDAKCJA POLECA
Niemcy. Komisja ds. Szczepień zaleca AstręZenekę tylko dla osób powyżej 60. roku życia

DW
Od środy preparat brytyjsko-szwedzkiego producenta będzie podawany w Niemczech tylko osobom powyżej 60. roku życia. To reakcja na kolejne przypadki rzadkich, ale poważnych skutków ubocznych.

Po wieczornym posiedzeniu ministrów zdrowia niemieckich landów z Federalnym Ministrem Zdrowia zdecydowano, że szczepionka AstraZeneca nie będzie już podawana w Niemczech osobom młodszym niż 60 lat. Zalecenie takie wydała wcześniej Stała Komisja ds. Szczepień (Stiko), działająca przy Instytucie Roberta Kocha (RKI).
Komisja poinformowała, że przyczyną takiej decyzji jest występowanie „rzadkiego, ale poważnego zakrzepowo-zatorowego działania niepożądanego”, które odnotowano 4 do 16 dni po szczepieniu głównie u osób poniżej 60. roku życia. Z tego powodu Berlin, Brandenburgia i Nadrenia Północna-Westfalia, a także Monachium już przed wydaniem przez Stiko zalecenia, wstrzymały szczepienia produktem AstraZeneki.
Powiat Euskirchen w Nadrenii Północnej-Westfalii (NRW) już w poniedziałek wstrzymał szczepienia kobiet w wieku poniżej 55 lat. Po tym, jak w ubiegłym tygodniu doszło do śmierci zaszczepionej kobiety (47 lat), Euskirchen otrzymało informacje o podejrzeniu „poważnej choroby” u 28 letniej kobiety, która przyjęła szczepionkę AstraZeneki. Według danych z Euskirchen kobiety cierpiały na zakrzepicę żył mózgowych.
Merkel: nie zamiatać pod dywan
Na zwołanej we wtorek wieczorem konferencji prasowej kanclerz Niemiec Angela Merkel broniła decyzji o częściowym wstrzymaniu szczepień. Tłumaczyła, że trzeba dbać o zaufanie do szczepionek. Przyznała jednocześnie, że cała sprawa wywołuje wśród ludzi zaniepokojenie.
– Zaufanie bazuje na wiedzy, że każde podejrzenie, każdy pojedynczy przypadek będzie sprawdzony – mówiła. Merkel dodała, że alternatywa polegała na „próbie zamiecenia czegoś pod dywan albo potraktowaniu sprawy poważnie”.
Szefowa niemieckiego rządu oceniła, że to wielkie szczęście, że do dyspozycji są obecnie różne szczepionki, różnych producentów. Podkreśliła, że jeśli przyjdzie jej kolej szczepienia, to da się zaszczepić także AstraZeneką.
Minister zdrowia Jens Spahn powiedział, że obywatele Niemiec mogą być pewni, że szczepionki dopuszczone do użytku w Niemczech są bardzo dokładnie kontrolowane. – Z drugiej strony to bez wątpienia cios (dla akcji szczepień) – ocenił. Minister zaapelował przy tym do osób w wieku powyżej 60 lat, aby korzystały z możliwości szczepień AstraZeneką. Spahn powiedział, że preparat ten jest bardzo skuteczny, zwłaszcza u osób starszych.
Co z druga dawką u już zaszczepionych AstraZeneką?
Stiko na razie pozostawiło otwartą kwestię, jak postępować w przypadku osób, które czekają na drugą dawkę szczepionki, a które zostały już jeden raz zaszczepione szczepionką AstraZeneki. Do końca kwietnia ma zostać wydane zalecenie uzupełniające w tej sprawie. Przy zalecanym dwunastotygodniowym odstępie między dawkami szczepionek, drugie szczepienie u większości przewidziane jest na maj.
Według danych RKI, w Niemczech dopiero 767 osób otrzymało druga dawkę szczepienia preparatem AstraZeneki. Prawie 2,7 milionów jest po pierwszym szczepieniu. Zgodnie ze statystykami prowadzonymi przez Instytut Paula Ehrlicha (PEI), po pierwszej dawce szczepionki odnotowano do tej pory 31 przypadków zakrzepicy żył mózgowych. Dziewięć osób zmarło. Problemem po szczepieniu zauważono przede wszystkim u kobiet. Dwa przypadki dotyczyły mężczyzn (36 i 57 lat).
W połowie marca szczepionka AstraZeneki została wstrzymana na kilka dnia. Jej podawanie zostało jednak wznowione, po tym, jak Europejska Agencja Leków (EMA) pozytywnie ją zaopiniowała.
REDAKCJA POLECA
Do tej pory odkryto zaledwie 10–20 proc. gatunków zwierząt. Większość nieodkrytych może wyginąć, zanim je poznamy
Naukowcy z Uniwersytetu Yale stworzyli specjalną mapę nieodkrytych gatunków zwierząt na podstawie szczegółowych danych dotyczących sposobu, w jaki do tej pory odkryto 32 tys. gatunków znanych biologom. Szacuje się, że opisanych zostało zaledwie od 10 do 20 proc. gatunków. – Przy obecnym tempie globalnych zmian środowiskowych nie ma wątpliwości, że wiele gatunków wyginie, zanim dowiemy się o ich istnieniu. Nie będziemy mieli okazji zastanowić się nad ich losem – podkreśla Walter Jetz, profesor ekologii i biologii ewolucyjnej na Uniwersytecie Yale.

– Nieznane gatunki są zwykle pomijane przy planowaniu ochrony środowiska, zarządzaniu i podejmowaniu decyzji – wskazuje Mario Moura, profesor na Uniwersytecie Federalnym w Paraiba, były adiunkt na Uniwersytecie Yale. – Znalezienie brakujących elementów układanki różnorodności biologicznej na Ziemi ma zatem kluczowe znaczenie dla poprawy ochrony różnorodności biologicznej na świecie.
32 tys. znanych gatunków zwierząt
Badacze zebrali dane dotyczące lokalizacji, zasięgu geograficznego, historycznych dat odkrycia oraz cech środowiskowych i biologicznych 32 tys. znanych gatunków zwierząt. Na tej podstawie oszacowali, na jakich terenach, jakiego rodzaju nieznane gatunki kręgowców najprawdopodobniej jeszcze nie zostały poznane przez człowieka.
– Mamy tendencję do odkrywania najpierw tego, co oczywiste, a dopiero później tego, co niezrozumiałe – twierdzi Mario Moura. – Potrzebujemy więcej funduszy dla taksonomistów, aby odszukać pozostałe nieodkryte gatunki.
Gdzie szukać nieodkrytych gatunków zwierząt?
Podstawową trudnością przy opisywaniu nowo odkrytych gatunków jest niedobór naukowców wyspecjalizowanych w taksonomii i ich nierówne rozmieszczenie. Na podstawie analizy dokonanej przez naukowców z Yale można wywnioskować, że największe szanse na odkrycia wiążą się z terenami takimi jak Brazylia, Indonezja, Madagaskar i Kolumbia. To tam może dojść aż do jednej czwartej wszystkich odkryć. Niezidentyfikowane gatunki płazów i gadów najprawdopodobniej pojawią się w regionach neotropikalnych i lasach indomalajskich.
– Bardziej równomierne rozmieszczenie zasobów taksonomicznych może przyspieszyć odkrycia gatunków i ograniczyć liczbę gatunków, których nie zdążymy poznać przed wyginięciem – wskazuje Walter Jetz.
Konwencja o różnorodności biologicznej
Może to być kluczowe zwłaszcza w kontekście tworzenia nowej Konwencji o różnorodności biologicznej, której powstanie planowane jest jeszcze w tym roku. Ta, która obowiązuje teraz, pochodzi z 1992 roku i w dużym stopniu mogła się już zdezaktualizować.
Co więcej, w 2011 roku w Aichi w Japonii, podczas 10. posiedzenia Konwencji o różnorodności biologicznej, określone zostały cele Planu Strategicznego dla Różnorodności Biologicznej na lata 2011–2020.
Z raportu ONZ z 2020 roku wynika, że nie udało się w pełni osiągnąć realizacji żadnego z 20 postulatów, które obejmowały problemy od zanieczyszczenia Ziemi po ochronę raf koralowych. W odniesieniu do gatunków, w tym również tych nieodkrytych, warto zwrócić uwagę na postulaty związane z ochroną siedlisk – nie doszło do zmniejszenia ich utraty o połowę. Nie sprzyja to poznaniu rzadkich, nieodkrytych gatunków jeszcze przed ich wyginięciem.
– Taka ignorancja jest niewybaczalna i jesteśmy winni przyszłym pokoleniom szybkie wypełnienie tych luk w wiedzy – podkreśla profesor z Uniwersytetu Yale.
newseria
5 zegarków Casio, które urzekną każdego miłośnika bushcraftu
Są funkcjonalne i niezwykle wytrzymałe. Zegarki G-Shock należą do najlepszych gadżetów terenowych. Sprawdź nasze ulubione modele!

Zegarki G-Shock solidnie zapracowały na swoją legendę. Woda, kurz, upał i mróz nie są im straszne – dlatego tak chętnie sięgają po nie miłośnicy wędrówek i sportów ekstremalnych. Niedawno G-Shock Mudmaster znalazł się na wyposażeniu brytyjskiej armii. Trudno o lepszą rekomendację. Prawdziwy zegarek wojskowy musi przecież spełniać wyśrubowane normy.
W tym artykule przybliżamy najciekawsze naszym zdaniem modele Casio. Zegarki G-Shock tworzą naprawdę szeroką kolekcję. Wszystkie charakteryzuje wysoka odporność na wstrńząsy i działanie wody, ale różnią się stylem i zestawem funkcji. Już za chwilę wskażemy te najlepsze do bushcraftu! Najpierw jednak odpowiemy na kluczowe pytanie.
Co to jest bushcraft?
To styl życia, który zdobywa coraz więcej zwolenników. Bushcraft zakłada przebywanie w dzikim terenie i umiejętność radzenia sobie w nim. Kluczowy jest kontakt z naturą i szacunek dla niej.
A czym bushcraft różni się od survivalu? W tym drugim przypadku kładzie się nacisk raczej na przygodę i umiejętność przetrwania w sytuacjach ekstremalnych. Tymczasem bushcraft można praktykować choćby podczas spokojnego biwaku czy niespiesznej wędrówki.
Zegarki Casio męskie G-Shock. Na każde warunki
Dzisiaj to bushcraft jest na fali, ale solidny zegarek przyda się również zwolennikom survivalu. W zasadzie każdy Casio G-Shock męski spełni oczekiwania obu grup. Oto nasi ulubieńcy:
1. Cyfrowy Casio GShock Original
Model GD4009 należy do popularnej serii Original. Masywna koperta z tworzywa sztucznego wzmocniona stalowymi obejmami gwarantuje odporność nawet na silne uderzenia. To w połączeniu z przystępną ceną (poniżej 400 złotych) zapewniło czasomierzowi status bestsellera. Czytelny wyświetlacz cyfrowy także ma swoich zwolenników.

2. Analogowy Casio GShock Original
Model Original GA-2110SU-3A, utrzymany w ciemnozielonej i czarnej kolorystyce, należy do najlepszych projektów marki. Zegarek wygląda dynamicznie i jest bardzo czytelny. Wystarczy ułamek sekundy, by skontrolować godzinę i pozostałe wskazania. Warto dodać, że mimo kompaktowych rozmiarów, mechanizm jest chroniony równie skutecznie jak w pozostałych modelach.
3. Zegarek wojskowy w szare moro
To model, który naszym zdaniem najlepiej łączy wojskowego ducha z nowoczesną modą. Zegarek Casio GA700CM8A ma wszystkie podstawowe funkcje, jak timer, alarm i podświetlenie. Wyróżnia go szary kamuflaż. Ten design równie dobrze sprawdza się w gęstym lesie i w miejskiej dżungli. Jak widać, zegarki militarne to specjalność Casio.
4. G-Shock Mudmaster
Zdaniem wielu, najlepszy zegarek dla wędrowców. Odporny nie tylko na uderzenia i wodę, ale też na błoto i wstrząsy (wywołane chociażby jazdą po bezdrożach). G-Shock Mudmaster może być wyposażony w stoper, kompas, GPS, barometr i wysokościomierz. Jest napędzany nowoczesnym panelem solarnym.

5. G-Shock Gulfmaster
To kolejny model dla wymagających. Gulfmaster został zaprojektowany z myślą o sportach wodnych – stąd wskaźnik pływów. Równie dobrze sprawdzi się jednak na lądzie. Ma barometr i termometr, a niektóre warianty wyposażono także w wysokościomierz i kompas.
Podsumowując, zegarki G-Shock mogą nam oddać nieocenione usługi, gdy poruszamy się z dala od cywilizacji. Przydatny okazuje się chociażby barometr, pozwalający przewidzieć anomalie pogodowe. A wszyscy ci, którzy szukają prostego czasomierza nie do zdarcia, także znajdą coś dla siebie, wystarczy sprawdzić ofertę sklepu Zegarki Centrum: https://zegarkicentrum.pl/zegarki-g-shock/.
Czy chemioterapia zabija więcej pacjentów niż rak?
To MIT! Chemioterapia to metoda leczenia nowotworów, która ratuje życie setkom tysięcy ludzi na całym świecie. Trzeba jednak pamiętać, że tzw. leczenie systemowe jest bardzo obciążające dla schorowanego organizmu. Nie można go stosować, gdy pacjent nie spełnia kryteriów włączenia do takiego leczenia.

Chemioterapia to inwazyjna i toksyczna metoda uśmiercania komórek nowotworowych. W przeciwieństwie do leczenia miejscowego oddziałuje na cały organizm. Dociera do najodleglejszych miejsc, niszcząc napotkane na swojej drodze nieprawidłowe komórki. Penetruje także do większych ich skupisk, tworzących guzy nowotworowe. Niestety nie rozróżnia ona zmutowanych komórek od zdrowych. W efekcie zabija i jedne i drugie. Wywołuje też niepożądane skutki uboczne, które są zależne od zastosowanych leków, ale też od indywidualnej odpowiedzi organizmu.
– Rola chemioterapii i innych standardowych metod leczenia nowotworów jest konsekwentnie podważana przez osoby zajmujące się tzw. alternatywnymi terapiami w medycynie. Do osób, które wygłaszają takie poglądy nie przemawiają żadne racjonalne dowody. Co więcej, w swoich wywodach posługują się zwyczajnymi kłamstwami – uważa onkolog prof. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Jako przykład onkolog podaje badanie opublikowane w Lancet Oncology, w którym oceniano odsetek zgonów w ciągu 30 dni od podania ostatniej dawki chemioterapii w grupie ponad 30 tysięcy chorych na raka piersi i raka płuca. W badanej grupie zgon zanotowano u 9 proc. chorych na raka płuca i u 3 proc. chorych na raka piersi, przy czym zgony te dotyczyły głównie chorych w bardzo zaawansowanych stadiach nowotworu otrzymujących paliatywne leczenie.
Zdaniem profesora można przypuszczać, że ogromna większość tych zgonów była spowodowana chorobą, a nie toksycznym efektem chemioterapii.
– W tym kontekście twierdzenie, że chemioterapia zabija więcej pacjentów niż rak jest absurdalne. W istocie chemioterapia jest jedną z podstawowych metod leczenia nowotworów i ratuje życie setkom tysięcy ludzi na całym świecie – podkreśla onkolog.
Chory nie może być zbyt chory
Warto wziąć pod uwagę, że na efekt końcowy leczenia wpływ mają m.in. zaawansowanie choroby nowotworowej w momencie podjęcia leczenia, ogólny stan pacjenta, a także choroby współistniejące.
– U niektórych chemioterapia, ale i każde inne leczenie, będzie bardziej niebezpieczne od samego nowotworu. Tak jest, gdy pacjent jest schorowany, po zawale serca, po udarze, z marskością wątroby. W takiej sytuacji każde leczenie może skrócić mu życie – podkreśla inny onkolog, prof. Andrzej Deptała z Kliniki Onkologii i Hematologii CSK MSWiA w Warszawie.
Pamiętajmy, że chemioterapia działa na chore komórki nie oszczędzając jednak zdrowych. Jeśli więc nowotwór jest już zaawansowany, to organizm jest osłabiony samym procesem chorobowym. Nie ma wtedy siły zmagać się z działaniami niepożądanymi.
– Wtedy warto rozważyć inne opcje terapeutyczne, a nie jest ich wcale mało. Jednak schematy leczenia pozwalające na stosowanie kolejnych opcji terapeutycznych są obwarowane zapisami, i tylko po nieskutecznej chemioterapii możemy pójść do kolejnego etapu, ewentualnie, jeśli są wyraźne przeciwwskazania do jej zastosowania. Z drugiej strony, jeśli nie podamy chemii pacjentowi, ten może dojść do wniosku, że nie chcemy go leczyć. Chemioterapia działa, jest skuteczna i ratuje ludzkie życie. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy jej nie podawać – mówi Iga Rawicka wiceprezes Fundacji EuropaColon Polska.
Gdy choroba jest zbyt zaawansowana
Problem leży też w tym, że zbyt późno rozpoznajemy nowotwory.
– Zdarza się, że na leczenie trafiają pacjenci w tak zaawansowanym stadium choroby lub z tak ciężkimi chorobami współistniejącymi, że zgony w ciągu 30 dni od podania leczenia mogą występować, ale niekoniecznie są wywołane chemioterapią. A nawet jeśli – to wynikają z błędnych decyzji lekarzy co do kwalifikacji do takiego leczenia. Leczenie systemowe jest bowiem leczeniem obciążającym organizm i nie można go podawać, gdy pacjent nie spełnia kryteriów włączenia do leczenia. Jeśli lekarz je zignoruje – może dojść do zgonu – mówi Anna Polińska z Fundacji Onkologicznej Alivia.
Nie bez znaczenia są też inne przyczyny: np. zakażenia wewnątrzszpitalne lub samobójstwa, które wśród pacjentów onkologicznych zdarzają się nie tak rzadko.
Uwaga na fake newsy
Eksperci podkreślają, że analiza badań naukowych przez osoby nie do końca w tym zorientowane może bardziej zaszkodzić niż pomóc i nie powinna być przekazywana pacjentom bez dalszych wyjaśnień. Znane są przypadki, że pacjenci zaprzestają leczenia lub w ogóle nie decydują się go rozpocząć w obawie, że to leczenie, a nie choroba skróci im życie.
Duże analizy przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazują, że chorzy na najczęściej leczone nowotwory (rak piersi, rak płuca, rak stercza, rak jelita grubego) korzystający z tzw. metod alternatywnych, znacznie częściej odmawiają leczenia o sprawdzonej skuteczności (50 proc. odmawia zalecanej radioterapii, ponad 30 proc. chemioterapii). W efekcie chorzy ci żyją o połowę krócej niż ci, którzy oddają się w ręce lekarzy, hołdujących zasadom medycyny opartej na faktach, czyli takiej, w której stosowane są metody sprawdzone zarówno pod kątem ich bezpieczeństwa, jak i skuteczności.
– Przestrzegam pacjentów przed podejmowaniem własnych decyzji, bez uzgodnienia z lekarzem prowadzącym i zespołem interdyscyplinarnym – podsumowuje Iga Rawicka.
Źródło informacji: Serwis Zdrowie (PAP)
Chcesz podjąć pracę w Niemczech? Prawnik radzi: na co należy zwrócić uwagę przed podpisaniem umowy o pracę

Anna Klimaszewska-Golan
Autorka artykułu jest polsko-niemieckim prawnikiem z Kolonii udzielającym porad m.in. w ramach projektu Info-Point-Polregio.
Chcesz podjąć pracę w Niemczech? Diabeł często tkwi w szczegółach. Prawnik radzi, na co należy zwrócić uwagę przed podpisaniem umowy o pracę.

Niemcy, jako kraj sąsiedzki, jest dla Polaków atrakcyjny ze względu na możliwości podejmowania pracy i większe zarobki. Od 2011 roku, po upływie okresów przejściowych, w ramach unijnej swobody przepływu osób każdy obywatel Polski może wykonywać pracę na terenie Niemiec bez pozwolenia na pracę. Oznacza to, że może zostać zatrudniony przez pracodawcę niemieckiego (czyli takiego, który ma swoją siedzibę na terenie Niemiec i może być to też firma prowadzona przez Polaków) na podstawie normalnej umowy o pracę zgodnie z niemieckimi przepisami prawa.
Przepisy prawa pracy w Niemczech nie są uregulowane tak jak w Polsce w jednej ustawie, czyli w kodeksie pracy. Składa się na nie wiele ustaw, m.in. osobna ustawa reguluje czas pracy, inna wymiar urlopu. Ponadto jest wiele układów taryfowych zawieranych przez związki zawodowe. W sumie jest to gąszcz przepisów, po których nie jest łatwo się poruszać.
Obowiązek meldunkowy
Po przybyciu do Niemiec trzeba pamiętać o obowiązku meldunkowym (w Polsce został zniesiony). Zameldować należy się w przeciągu 14 dni od daty wjazdu na teren RFN. Po dokonaniu zameldowania i po podpisaniu umowy o pracę z pracodawcą, można ją zacząć wykonywać. Wtedy jak każdy normalny pracownik, podlega się w całości ubezpieczeniu socjalnemu w Niemczech. Składki (oraz podatki) automatycznie odprowadza pracodawca. Dotyczy to pełnego pakietu składek socjalnych, czyli ubezpieczenia chorobowego, emerytalnego, opiekuńczego i na wypadek bezrobocia.
Zasada opłacania składek socjalnych w Unii Europejskiej polega na tym, że można je opłacać tylko w jednym państwie członkowskim, czyli podlega się tylko jednemu systemowi ubezpieczeń społecznych. To znaczy, że pracując np. w Polsce i w Niemczech, należy opłacać składki tylko w jednym państwie.
„Arbeitsvertrag”: niemiecka umowa o pracę
Umowy o pracę, które polscy pracownicy otrzymują do podpisu, są z reguły skomplikowane. W szczególności, jeśli są to umowy zawierane z firmami pracy czasowej. Firmy te bowiem podlegają najczęściej układom taryfowym, na które muszą się w tych umowach powoływać. Umowy takie odnoszą się do danego układu taryfowego wskazując na jego przepisy. W praktyce oznacza to, że pracownik musiałby znać taki układ taryfowy, który jest bardzo rozbudowany. Takie umowy o pracę są z reguły dla pracownika nieczytelne i niezrozumiałe, pomijając, że są sporządzone w języku niemieckim.
Co powinna zawierać umowa o pracę i na co pracownik ma zwracać szczególną uwagę przy jej podpisywaniu? Oto nasze rady:
Postanowienia ogólne:
- Poproś o tekst w języku polskim. Jeśli pracodawca takiej wersji nie posiada, poprosić o kopię umowy przed podpisaniem i spróbować skonsultować jej treść co najmniej z osobą, która zna język niemiecki.
- Kto dokładnie jest stroną umowy. Tu szczegółowa nazwa pracodawcy, jego adres lub adres filii, kto go reprezentuje, gdzie jest on wpisany do rejestru, jeżeli jest to jakaś spółka. Jest to ważne ze względu na ewentualne późniejsze dochodzenie roszczeń pracowniczych przed sądem – pracownik musi wiedzieć, kogo ma pozwać.
- Jaki jest przedmiot umowy, czyli na jaką pracę strony się umawiają, na jakim stanowisku, jak jest ono oznaczone/opisane w umowie.
- Od kiedy umowa zaczyna obowiązywać. Często umowę zawiera się trochę wcześniej.Na jaki okres jest ona zawarta. Czy np. na próbę, wtedy najdłużej do 6 miesięcy, czy też na czas oznaczony, wtedy po jego upływie umowa się rozwiązuje lub jeśli strony chcą dalej ze sobą pracować, to zawierają dalszą umowę. Często zdarza się, że pracodawca zawiera z pracownikiem kolejną umowę na czas oznaczony, ta jednak przekształca się z mocy prawa w umowę na czas nieoznaczony, bez względu na to, jak ją strony nazwą. Najkorzystniejszą dla pracownika jest umowa na czas nieoznaczony.
Czas pracy i wynagrodzenie za pracę:
- Czas pracy, jaki jest określony w umowie: miesięcznie czy godzinowo.
- Wynagrodzenie w Niemczech wskazuje się w kwocie brutto: miesięcznie, będź wg stawki godzinowej. Często w umowach są błędy i wynagrodzenie jest wskazane jako netto. Wtedy co prawda pracownik wie od razu, ile pieniędzy dostanie na rękę na koniec miesiąca, ale nie wie, czy pracodawca właściwie policzył brutto, od którego ma obowiązek odprowadzać podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. To może być też problemem dla pracownika w przypadku sporu sądowego.
- W układach taryfowych może być to inaczej uregulowane, ale wtedy zawsze na korzyść pracownika.
Urlop:
- Urlop i jego wymiar, który normalnie wynosi 4 tygodnie kalendarzowe, czyli 28 dni kalendarzowych. W praktyce są to 24 dni, 20 dni lub 16 dni urlopu, w zależności od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy. Często pracodawca, chcąc podnieść atrakcyjność umowy o pracę, przewiduje urlop dodatkowy, np. do 30 dni urlopu.
- Jeśli pracownik pracuje nieregularnie, na żądanie, lub na zmiany, wtedy ustala się urlop miesięcznie lub rocznie.
- Prawo do urlopu nabywa się z mocy ustawy. Regułą jest, że pracownik pracuje co najmniej 6 miesięcy w danym zakładzie pracy. Pracodawca z reguły nie może odmówić jego udzielenia.
- Urlop udziela się na pisemny wniosek pracownika, który należy dla siebie skopiować i albo przedłożyć osobiście u pracodawcy i uzyskać potwierdzenie jego złożenia na swojej kopii, albo wysłać listem poleconym, o czym warto pamiętać, bo często zdarza się, że pracodawca w przypadku sporu twierdzi, że takiego wniosku nie otrzymał.
- W przypadku zakończenia umowy o pracę, niewykorzystany urlop wypłaca się pracownikowi, albo udziela się go odpowiednio do zakończenia umowy o pracę. W takim wypadku pracownik odbiera go w naturze, czyli dostaje wolne. Szczególnie firmy pracy czasowej nie wpisują wymiaru urlopu w rozliczeniach miesięcznych, czyli tzw. Lohnabrechnungen, dlatego należy po otrzymaniu tego rozliczenia od razu na to zwrócić uwagę, czy jest tam wpisany wymiar urlopu.
Wypowiedzenie i jego okresy:
- Po upływie okresu próbnego obowiązują ustawowe terminy wypowiedzenia: 4 tygodnie na dzień 15 danego miesiąca lub na koniec miesiąca.
- Jeśli umowa jest zawarta na czas oznaczony, to kończy się z upływem tego czasu i nie wymaga dodatkowego wypowiedzenia. Wcześniej może być wypowiedziana zgodnie z zapisami w umowie.
- Wypowiedzenie musi nastąpić w formie pisemnej, tak jak zawarcie umowy, poza umową, która się kończy z datą jej upływu i musi dotrzeć do wiadomości pracownika. Zdarza się tak, że firmy pracy czasowej podrzucają wypowiedzenie do skrzynki lub na wycieraczkę, twierdząc, że miały na to świadka.
- Pracodawca może wypowiedzieć umowę o pracę w sposób nadzwyczajny, ale tylko wtedy, gdy pracownik popełnił jakieś wykroczenie w stosunku pracy, np. notoryczne spóźnienia, niestawienie się do pracy bez uzasadnienia, konsumpcja alkoholu, kradzież i.in.
- Długotrwałe, np. wielomiesięczne, przebywanie na chorobowym dopuszcza w Niemczech, inaczej niż w Polsce, zwolnienie pracownika za wypowiedzeniem umowy. Natomiast pracodawcy często zwalniają pracowników od razu jak ci idą na chorobowe, żeby nie płacić dalej składek na ubezpieczenie społeczne, w tym chorobowe, które jest płatne do 6 tygodni przez pracodawcę, zanim obowiązek ten przejmie kasa chorych. Takie zachowanie nie jest zgodne z prawem i pracownik powinien w ciągu 21 dni od otrzymania takiego wypowiedzenia skierować sprawę do sądu o przywrócenie do pracy albo porozumieć się z pracodawcą w tej kwestii z zagrożeniem skierowania takiego pozwu.
Postanowienia końcowe umowy:
- Postanowienia końcowe określają, jakie prawo obowiązuje w przypadku sporu sądowego, jaki sąd jest sądem właściwym, co jest bardzo ważne ze względu na ewentualne dochodzenie roszczeń przez pracownika przed sądem pracy.
Warto dokładnie sprawdzić umowę o pracę, czy zawiera ona powyżej wskazane elementy. W przypadku ich braku należy zgłosić do pracodawcy swoje wątpliwości czy pytania. Pracodawca ma obowiązek na nie odpowiedzieć. Jeśli tego nie zrobi, pracownik powinien zastanowić się, czy na pewno dla takiego pracodawcy chce świadczyć pracę. Warto skonsultować umowę z prawnikiem. Jeśli jest to niemożliwe, choćby ze względu na koszty z tym związane, warto poszukać w Niemczech polskiej organizacji, która albo za niewielką opłatą, albo za darmo pomaga w takich wypadkach. Istnieje też możliwość zapisania się do związków zawodowych, które udzielają takich porad swoim członkom.
REDAKCJA POLECA
Rafał Sulikowski: Co z naszą Polską? Ja wiem

Rafał Sulikowski
Bez tych dwóch spraw - zdrowie Polaków (szczególnie psychiczne, walka z nerwicami i depresją) oraz solidna edukacja w roku 2050 może nas być około 15 milionów, większość mieszkańców będą stanowili ludzie z zagranicy, dominować będą ludzie 65+, upadnie służba zdrowia, zwłaszcza jeśli przyjdą nowe pandemie, a także edukacja wyższego stopnia. Polacy będą znowu jeździli “na saksy” albo zbierać truskawki w Norwegii. Wtedy prawica będzie znowu zadowolona, Polacy będą zapierdalać na miskę ryżu i znowu wrócą “dawne, dobre czasy…”
Krótko i na temat: żeby w Polsce było znowu normalnie, należy nie tylko natychmiast zakończyć rządy prawicy. Samo bycie w opozycji nie działa.
Jak pamiętamy, PiS było cały czas w latach 2007-2015 w opozycji i kiedy wygrało wybory początkowo w ogóle byli zdezorientowani i nie wiedzieli jak rządzić. Jeśli opozycja będzie tylko walczyć i działać przez negację, to kiedy wygra wybory ‘23, nie będzie umiała rządzić. Ponadto tylko zjednoczony, szeroki ruch centro-lewicowy (więc nie tylko lewica) może ukrócić to, co się aktualnie dzieje w Polsce.
Tak więc primo, trzeba natychmiast wypracować program pozytywny, mieć jasną wizję przyszłej Polski; secundo – zjednoczyć siły w opozycji, jak to zrobiła niegdyś też rozbita prawica. Ludzie nie lubią podziałów, kłótni, intryg.
Zasadnicze cele opozycji są zbieżne. Obecnie najbardziej sensowną partią, a właściwie ruchem społecznym jest Polska 2050, która przegania już PO, a wkrótce przegoni PiS.
W Polsce szaleje zaraza. Odsłania ona faktyczny stan polskiej służby zdrowia, będącej już na granicy wydolności mocy przerobowych. Ludzie chorzy na inne choroby niż covid umierają – przekładane są operacje ratujące życie, trudno się dostać do lekarzy, nawet rodzinnych, ograniczono przyjęcia do szpitali psychiatrycznych (a co z ludźmi, którzy w depresji miewają myśli samobójcze?); zaczyna brakować niektórych leków, dostawy szczepionek są zdezorganizowane.
Polska służba zdrowia w pandemii nie zdała egzaminu, sytuację ratuje tylko medycyna prywatna, ale ona też powoli wysiada, bo ludzie, straciwszy pracę, dorobek życia, potraciwszy swoje małe biznesy, nie mają za co leczyć się prywatne. Sytuacja wygląda w istocie gorzej niż nam się zdaje. Jeszcze miesiąc pandemii i szpitale zamkną przyjęcia, a chorzy onkologiczni, z udarami mózgu i zawałami serca będą po prostu umierać tam, gdzie akurat będą przebywać. Jedyną drogą obecnie jest rozwój opieki środowiskowej, zwłaszcza domowej – zamiast dawać wszystkim Polakom 500+, należy podnieść pensje personelu medycznego, zatrudnić lekarzy z zagranicy, nawet ze Wschodu i przede wszystkim zorganizować “szpitale domowe”.
Zamiast powoływać kolejne oddziały covidowe, trzeba ludzi leczyć w ich miejscu aktualnego zamieszkania i tam, gdzie pracują. Lockdown niewiele zmieni, cofnie tylko gospodarkę o kolejne dekady. Obecnie wskutek pandemii globalna gospodarka cofnęła się o jakieś trzy dekady, powraca więc stan z przełomu lat 80/90. Tego się już zmienić nie da – pandemia jest jak wojna, która powoduje ekonomiczny reset – po każdej wojnie w XX wieku było mocne odbicie, tak prawdopodobnie będzie i tym razem.
Przykro to pisać, ale przy całym złu, jakie przynosi pandemia, jednocześnie covid załatwia naraz wiele spraw: przynosi miejsca pracy młodym, ogranicza egoizm gerontokracji (kiedy ludzie starsi nie chcą zwolnić miejsca pracy i przejść w stan spoczynku), powoduje ogólne spowolnienie życia, co może sprzyjać więziom, człowiek ma więcej czasu dla siebie, dla rodziny, szczególnie pracując zdalnie, przeżywa mniej stresów w korkach miejskich i tak dalej. Oczywiście, pandemia nie ratuje klimatu, ale przez ograniczenie mobilności i emisji CO2 przyczyni się do poprawy ekologicznej.
Kolejnym punktem jest zdrowie Polaków, szczególnie zdrowie umysłowe. Pandemia sprawia, że bujnie rozwija się Internet – spotkania są online, ludzie pracują zdalnie, zamawiają wszystko do domu online, konferencje są robione za pomocą komunikacji video i tak dalej. Jednocześnie upadają kontakty w realu, a przebywanie w domu dłużej z jednej strony pomaga w relacjach, z drugiej – jeśli relacje są niedobre, powoduje większy stres wśród członków rodziny.
Zdrowie psychiczne dzieci, młodzieży, studentów, ludzi wchodzących w dorosłość jest zagrożone, a świadomość psychiatryczna w Polsce jest bardzo obniżona; brakuje miejsc w szpitalach, niektórych leków, ludzie leczą się sami, łykają nie to, co trzeba. Aby uzdrowić Polskę, trzeba leczyć psychikę ludzi. Aby to zrobić, trzeba dotować psychiatrię oraz rozwijać studia i kursy psychologiczne; najwięcej do roboty po pandemii będą mieli właśnie psychiatrzy oraz psychoterapeuci. Należy zwiększyć limit przyjęć na studia oraz intensywnie szkolić terapeutów, a także przekwalifikować cały ruch rozwoju osobistego (coaching) na solidną, naukowo uzasadnioną psychologię kliniczną oraz psychologię człowieka zdrowego.
Ostatnim najważniejszym punktem pozostaje edukacja, która stanowi podstawę gospodarki – dzisiejsza ekonomia opiera się na wiedzy, nie na “pracy rąk ludzkich”. Jeśli tak, to tylko szeroka edukacja, od technicznej po humanistyczną musi opierać się na badaniach naukowych. Gdyby ludzie mieli wiedzę ścisłą, nie byłoby tylu bredni dotyczących szczepionek, a religia nie byłaby tak groźna, jak jest.
Ludzie nie mają żadnej wiedzy – przez ostatnie 30 lat przestali czytać mądre książki, uczniowie grają w gry i w ogóle się niczego nie uczą, powstaje grupa młodych, którzy ani nie pracują, ani się nie uczą i w wieku 40 lat mieszkają z rodzicami.
Ludzie utracili zdolność odróżniania tego, co jest faktem od jego interpretacji, dali się wrobić w pracoholizm, który nie przynosi żadnego bogactwa, rujnuje tylko zdrowie.
Wmawiano nam, że każdy może być bogaty i mieć, co chce, a jednak tak nie jest. Przez konsumpcjonizm Polska stała się biedna – powstaje silne rozwarstwienie, gdzie bogaci się niewielka grupka spryciarzy i dawnej nomenklatury, a ludzie młodzi, którzy chcą mieć dobrą pracę, nie mają szans, więc wyjeżdżają i nigdy nie wracają. Staliśmy się wielka montownią Europy i rynkiem taniej siły roboczej, upadło też rolnictwo i przemysł ciężki. Polska w niczym się nie specjalizuje, jak choćby Szwajcaria, która postawiła na banki, zegarki i sery owcze; nie wiadomo, w czym Polska się właściwie specjalizuje – były różne pomysły, a to przemysł kosmiczny, a to turystyka, a to motoryzacja. Czy coś z tego wyszło? Nie. Rząd ładuje tylko kasę w największe, “strategiczne” przedsiębiorstwa państwowe, niszczy zaś małe firmy; liczą się jak zwykle kopalnie, huty i fabryki. Witajmy więc w wieku XIX.
Bez tych dwóch spraw – zdrowie Polaków (szczególnie psychiczne, walka z nerwicami i depresją) oraz solidna edukacja w roku 2050 może nas być około 15 milionów, większość mieszkańców będą stanowili ludzie z zagranicy, dominować będą ludzie 65+, upadnie służba zdrowia, zwłaszcza jeśli przyjdą nowe pandemie, a także edukacja wyższego stopnia. Polacy będą znowu jeździli “na saksy” albo zbierać truskawki w Norwegii. Wtedy prawica będzie znowu zadowolona, Polacy będą zapierdalać na miskę ryżu i znowu wrócą “dawne, dobre czasy…”
Rafał Sulikowski
Anglia wychodzi z lockdownu. Znoszenie restrykcji, mimo trzeciej fali epidemii w Europie
Plan wychodzenia z lockdownu w Anglii pozostaje aktualny, mimo trwającej w Europie trzeciej fali epidemii koronawirusa – zapewnił w sobotę brytyjski premier Boris Johnson.

Znoszenie restrykcji, mimo trzeciej fali epidemii w Europie
W poniedziałek w Anglii zniesiony zostanie obowiązujący od początku stycznia nakaz pozostawania w domach. Maksymalnie sześć osób z dwóch gospodarstw domowych będzie mogło się spotykać na otwartym powietrzu. Od 12 kwietnia otwarte będą mogły być wszystkie sklepy i punkty usługowe, w tym salony fryzjerskie. Lokale, restauracje i puby będą mogły obsługiwać klientów przy stolikach na zewnątrz.
– Już za kilka dni będę mógł wreszcie pójść do fryzjera. Ale co ważniejsze, będę mógł pójść ulicą i – ostrożnie, ale nieodwracalnie – wypiję pintę piwa w pubie. I w obecnym stanie rzeczy nie widzę w danych absolutnie niczego, co mogłoby mnie odwieść od kontynuowania naszej drogi do wolności, odblokowania naszej gospodarki i powrotu do życia, które kochamy – powiedział Johnson podczas wirtualnej konferencji Partii Konserwatywnej.
"I can see absolutely nothing in the data to dissuade me from continuing along our roadmap to freedom."
— Sky News (@SkyNews) March 27, 2021
England's route out of lockdown remains on schedule says Prime Minister Boris Johnson.
Read more here: https://t.co/sl6ARsawWv pic.twitter.com/8qOnmohnco
Trzecia fala może uderzyć w Wielką Brytanię trzy tygodnie później
Ostrzegł jednak, że choć „jesteśmy w innym świecie niż zeszłej wiosny”, trzeba uczciwie mówić o „trudnościach, które są przed nami.” Nadal istnieją pytania bez odpowiedzi na temat tego, jaki wpływ będzie miała trwająca w Europie trzecia fala epidemii. Jak powiedział, „gorzkie doświadczenie” pokazało, że fala taka, jak ta w Europie, może uderzyć w Wielką Brytanię trzy tygodnie później.
– Pytanie brzmi – czy tym razem będzie tak źle, jak to było w przeszłości? Czy też wystarczająco złagodziliśmy, stłumiliśmy, stępiliśmy jej wpływ przez szczepienia? To jest pytanie, na które wciąż tak naprawdę nie znamy odpowiedzi – przyznał brytyjski premier.
Rekord liczby szczepień w Wielkiej Brytanii
Dzięki szybko postępującym szczepieniom sytuacja epidemiczna w Wielkiej Brytanii jest obecnie znacznie lepsza niż w większości kontynentalnej części Europy. Od początku marca dobowa liczba nowo wykrywanych zakażeń utrzymuje się na stabilnym poziomie między 4800 a 6800. Średnia dobowa liczba zgonów z powodu Covid-19 spadła w ostatnich siedmiu dniach do 70.
Do czwartku włącznie pierwszą dawkę szczepionki otrzymało 29,3 mln osób, co stanowi 55,7 proc. dorosłej populacji kraju, a obie – 3 mln, czyli 5,7 proc. dorosłych.
Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)
BioNTech/Pfizer, Moderna czy AstraZeneca? Niemieccy naukowcy przeanalizowali niepożądane reakcje poszczepiennne

(PEI, DPA/szym)
Poważne reakcje poszczepienne są niezwykle rzadkie – wynika z raportu Instytutu Paula Ehrlicha, który odpowiada za dopuszczanie i kontrolę szczepionek w Niemczech.

Powikłania po podaniu szczepionek
Poważne powikłania po podaniu szczepionek przeciwko koronawirusowi zdarzają się wyjątkowo rzadko – wynika z danych udostępnionych przez Instytut Paula Ehrlicha (PEI), który odpowiada za dopuszczanie i kontrolę szczepionek w Niemczech.
Instytut podaje, że po przeprowadzeniu niemal dziewięciu milionów szczepień, poważne powikłania wystąpiły w 0,3 na 1000 dawek. Za poważne uznaje się reakcje niepożądane, które wymagają hospitalizacji albo uchodzą za istotne z medycznego punktu widzenia.
W analizowanym okresie, czyli od 27 grudnia 2020 do 12 marca tego roku, wykonano w Niemczech 8,8 miliona szczepień. Blisko 7,1 mln zaaplikowanych dawek to preparat BioNTech/Pfizer. 1,5 miliona to AstraZeneca. Szczepionkę firmy Moderna otrzymało blisko 300 tys. osób.
Poważne reakcje niepożądane wystąpiły w sumie 2287 razy. 1728 przypadków dotyczyło szczepienia preparatem BioNTech/Pfizer, 113 Moderna, 352 AstraZeneca. Wynika z tego, że w relacji do liczby podanych dawek danej szczepionki AstraZeneca spowodowała mniej ciężkich przypadków niż dwa pozostałe preparaty.
Instytut zastrzega jednak, że należy zachować ostrożność przy porównaniach tego typu, bo grupy osób szczepionych w Niemczech różnymi preparatami nie są identyczne. Przez wiele tygodni AstraZeneca podawana była tylko osobom do 65. roku życia.
Dane o zakrzepicy
Po niedawnym, chwilowym wstrzymaniu szczepień preparatem firmy AstraZeneca, z dużym zainteresowaniem oczekiwano danych na temat przypadków zakrzepicy zatok żylnych mózgu. PEI nie odniósł się jednak konkretnie do tej sprawy. „Dalsze badania są obecnie prowadzone, aby wyjaśnić ewentualny związek ze szczepieniem” – czytamy. Instytut podał jedynie, że do 19 marca zgłoszono w Niemczech 14 podejrzanych przypadków po użyciu AstraZeneki, dwie kobiety zmarły. Dwa przypadki zakrzepicy zatok żylnych mózgu wystąpiły po zaszczepieniu preparatem firmy BioNTech/Pfizer.
Od początku akcji szczepień do PEI wpłynęły w sumie 351 zawiadomienia o podejrzeniu zgonu związanego ze szczepieniem. Zgony nastąpiły w przedziale czasowym od kilku godzin do 40 dni po szczepieniu. W 286 przypadkach chodziło o szczepionkę BioNTech/Pfizer, w czterech o Modernę, także w czterech o AstraZenekę. W pozostałych przypadkach nie ustalono producenta. Większość zmarłych osób miała liczne choroby współistniejące – podaje Instytut.
Także w tym przypadku należy zachować ostrożność, wyciągając wnioski o zgonach spowodowanych rzekomo przez daną szczepionkę. Należy pamiętać, że w ostatnich miesiącach preparatem BioNTech/Pfizer szczepiono w Niemczech głównie osoby w podeszłym wieku, w tym lokatorów domów opieki.
Jakie reakcje?
Jeśli zaś chodzi o wszystkie, w tym lekkie reakcje poszczepienne, to odnotowano ich w Niemczech łącznie 19.194, czyli 2,2 na 1000 dawek. Niepożądane reakcje są różne, w zależności od producenta. Po szczepieniu preparatem BioNTech/Pfizer najczęściej zgłaszano ból w miejscu ukłucia, bóle głowy i zmęczenie. Po AstraZenece zgłaszano symptomy grypopodobne, dreszcze i gorączkę. Moderna często wywoływała wysypkę.
Podsumowując zebrane dane, Instytut im. Paula Ehrlicha ocenia w raporcie, że „szczepienia są efektywnym środkiem zapobiegania pandemii koronawirusa i ochrony przed COVID-19”.
REDAKCJA POLECA
W Wielkiej Brytani dopuszczono test na obecność koronawirusa, który daje wynik w 20 sekund
Brytyjski regulator leków MHRA zatwierdził błyskawiczny test na obecność koronawirusa, który daje wynik w 20 sekund – poinformował w piątek dystrybutor produktu. Testy takie mogą mieć zastosowanie na lotniskach, w obiektach sportowych czy w firmach.

Test Virolens, który został stworzony przez brytyjski start-up zajmujący się sztuczną inteligencją iAbra oraz firmę TT Electronics, wykorzystuje wymazy śliny pobierane z wewnętrznej strony policzków, a nie z nosa czy gardła.
'TT Electronics updates on Virolens rapid COVID-19 screening device'
— DirectorsTalk (@DirectorsTalk) March 25, 2021
Link: https://t.co/Ym7McHXfNa #TTG @TTElectronics #EngineeredElectronics #PowerManagement #IoTconnectivity #Sensors #Virolens #iAbra #COVID19 #MHRA pic.twitter.com/2niuG0ANC8
Przeprowadzane na lotnisku Heathrow badania wykazały, że test ma czułość na poziomie 98,1 proc., co oznacza, że istnieje 1,9 proc. prawdopodobieństwa na fałszywy wynik negatywny, oraz swoistość na poziomie 99,7 proc., co oznacza tylko 0,3 proc. prawdopodobieństwa na fałszywy wynik pozytywny.
Firma Histate, która zajmuje się dystrybucją testu, poinformowała, że po zatwierdzeniu przez go przez MHRA test zostanie wprowadzony na rynek brytyjski ze skutkiem natychmiastowym i ma nadzieję, że w najbliższych miesiącach mogą być one stosowane także w innych krajach europejskich.
Szybkie testy są postrzegane jako kluczowy element wychodzenia z lockdownu, ale w wielu przypadkach istnieją wątpliwości co do ich dokładności. (PAP)