To samo opakowanie, inny skład. W Polsce Coca-Cola jest słodsza, a herbata ciemniejsza

Jowita Kiwnik Pargana
10 na 20 sprzedawanych w UE produktów różni się smakiem lub wyglądem w zależności od tego, w jakim kraju członkowskim są sprzedawane. Takie są wyniki nowego raportu Komisji Europejskiej.

Jeszcze w 2016 r. urzędy i organizacje konsumenckie z wielu krajów członkowskich, głównie Chorwacji, Czech, Słowacji, Węgier i Litwy, alarmowały, że towary tego samego producenta, oferowane pod tą samą marką i w takich samych opakowaniach różnią się składem i smakiem w zależności od tego, w jakim kraju UE są sprzedawane.
O tzw. produktach podwójnej jakości zrobiło się szczególnie głośno w 2017 roku. Wyszło wówczas na jaw, że to samo danie dla dzieci w słoiczku niemieckiej firmy HiPP (bio ryż z marchewką i indykiem) sprzedawane na chorwackim rynku zawiera znacznie mniej warzyw i znacznie więcej ryżu niż jego niemiecka wersja. Jedzenie różniło się też kolorem i smakiem. Komisja Europejska zapowiedziała wówczas, że podejmie odpowiednie kroki, żeby ukrócić proceder. Zapowiedziano nowelizację dyrektywy o nieuczciwych praktykach handlowych, tak żeby ta obejmowała także podwójną jakość produktów.
To samo opakowanie, inny skład
W 2019 r. Wspólne Centrum Badawcze (Joint Research Centre, JRC) przy Komisji Europejskiej po raz pierwszy porównało jakość sprzedawanych w UE artykułów. Raport ujawnił, że ok. jedna trzecia przetestowanych artykułów oferowanych przez unijnych producentów, pod taką samą nazwą i pakowanych w identyczne lub do złudzenia podobne opakowania, w rzeczywistości różni się składem. Badanie nie potwierdziło jednak zależności geograficznej, w tym tego, że gorsze towary trafiają na rynek w Europie Wschodniej, jak to sugerowała część państw.
Teraz JRC opublikowało drugi raport. Tym razem dotyczący tego, czy trafiające na rynek w rozmaitych państwach członkowskich produkty różnią się od siebie wyglądem i smakiem.
Badacze przetestowali 20 produktów dostępnych na rynku UE, co do których już wcześniej udowodniono, że mają różny skład w zależności od tego, gdzie są sprzedawane. Z raportu wynika, że w przypadku 10 na 20 produktów różnice w smaku, wyglądzie lub konsystencji były wyczuwalne. Były one wyraźniejsze tam, gdzie produkty znacznie różniły się od siebie składem np. płatki śniadaniowe z większą zawartością cukru, miały wyczuwalnie inny smak niż te mniej posłodzone. Tam, gdzie różnice w składzie były niewielkie, czyli jeśli np. przy produkcji chipsów dodano tylko nieco więcej tłuszczu, testerzy nie byli w stanie wyczuć różnicy. Zauważalny był natomiast rodzaj wykorzystanych składników – napoje gazowane, do słodzenia których wykorzystano sztuczne słodziki, smakowały inaczej niż te słodzone naturalnie.
W Polsce piwo bardziej gorzkie
Z testów wynika, że dostępna w polskich sklepach Coca-Cola jest znacząco słodsza niż ta sprzedawana na Łotwie, ma też mocniejszy i intensywniejszy smak. Z kolei na Węgrzech i Słowacji ten sam napój jest bardziej kaloryczny niż np. w Hiszpanii, Danii czy Polsce. Dostępny na rynku jogurt naturalny Activia firmy Danone, w Niemczech i Holandii jest kwaśniejszy, ale za to ma bardziej kremową konsystencję. W Belgii i Chorwacji ten sam jogurt jest słodszy, ale już nie tak spójny.
Badacze porównali także piwo Desperados o smaku Tequili. Okazało się, że w Polsce ma ono bardziej gorzki smak niż choćby w Niemczech, Holandii, Czechach i Włoszech. Z kolei herbata mrożona Fuze Tea o smaku brzoskwini i hibiskusa w Polsce jest ciemnobrązowa i ma inny posmak owoców. W Niemczech – jest jasna, bardziej żółta i wyczuwalne w niej są owoce jasne. Producent herbaty, firma Coca-Cola tłumaczy, że dostępny na unijnym rynku napój powstaje na podstawie dwóch receptur. Pierwsza oparta jest na ekstrakcie z herbaty, druga zawiera jej napar.
Paluszki rybne Iglo w Niemczech są drobno panierowane. Z kolei na Węgrzech panierka jest grubsza, a krokiety mają wyraźniejszy smak pieczenia. W Czechach płatki śniadaniowe Specjal K marki Kellog’s są jasne, w Niemczech – ciemne. Na Malcie i we Włoszech – wyraźnie słodkie, w Bułgarii i Słowenii – mniej.
Nieuczciwe i sprzeczne z prawem
Wspólne Centrum Badawcze zarówno w tym, jak i przyszłym roku zamierza przeprowadzić kolejne badania. WCB chce sprawdzić, czy producenci nadal sprzedają na unijnym rynku artykuły o różnej jakości. Komisja Europejska zapowiedziała, że będzie monitorować czy państwa członkowskie wprowadziły do prawa krajowego zapisy nowej dyrektywy o nieuczciwych praktykach handlowych. Pastwa unijne mają czas na jej implementację do listopada 2021 r. Przepisy powinny zacząć w pełni obowiązywać w maju przyszłego roku.
– Zwracamy szczególną uwagę na kwestię podwójnej jakości. Nie ma zgody na nieuzasadnione różnicowanie produktów w UE. Dlatego wzmacniamy nasze przepisy konsumenckie. Te regulacje muszą być pilnie przestrzegane – powiedziała, komentując raport, komisarz UE ds. wartości Vera Jourova.
– Konsumenci muszą wiedzieć, co kupują. Nie powinni być wprowadzani w błąd przez takie same lub podobne opakowania sugerujące, że zawierają ten sam produkt, kiedy w rzeczywistości tak nie jest. To nieuczciwe i sprzeczne z prawem UE – dodał komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders.
W 2021 r. UE przeznaczy 1 mln euro na działania urzędów i organizacji konsumenckich, w tym na badania produktów.
REDAKCJA POLECA
AstraZeneca: Nie uznajemy kompromisów w kwestii bezpieczeństwa. Nad szczepionką pracowali najlepsi specjaliści z Uniwersytetu Oksfordzkiego i AstraZeneca
Nie uznajemy kompromisów w kwestii bezpieczeństwa, parametr (badania w kierunku zakrzepicy – PAP) jest nieustannie monitorowany, dlatego oczekiwaliśmy takiej opinii regulatorów – komentuje werdykty europejskiej agencji EMA i brytyjskiej MRHA Piotr Najbuk, dyrektor ds. Relacji Zewnętrznych AstraZeneca w rozmowie z PAP.

PAP: Christian Hartel, szef niemieckiego koncernu chemicznego Wacker zasugerował publicznie, że szczepionka CureVac mogłaby rozładować zator szczepień spowodowany czasowym wstrzymaniem stosowania preparatu AstraZeneca. W ten projekt zaangażowane są także koncerny: Bayer, Novartis i GlaxoSmithKline. Europejska Agencja Leków (EMA) może udzielić pozytywnej opinii szczepionce CureVac jeszcze w kwietniu. Z jednej strony kampania deprecjonująca bezpieczeństwo szczepionki AZ, a z drugiej przyśpieszone procesy w EMA związane z nową, niemiecką szczepionką. Jak Pan to skomentuje?
Piotr Najbuk, dyrektor ds. Relacji Zewnętrznych AstraZeneca: Nie będziemy komentować ani działań, ani słów innych firm. Kluczowe jest, aby informacje na temat szczepionek, w tym również naszego preparatu, bazowały na wiedzy naukowej, wynikach badań i stanowiskach niezależnych instytucji powołanych do oceny ich bezpieczeństwa i skuteczności – takich jak Europejska Agencja Leków. Cel pozostaje wspólny – ochrona jak największej liczby osób przed konsekwencjami zachorowania na COVID-19 – niezależnie od tego, jakiej firmy szczepionka zostanie podana.
PAP: Komisja Europejska ma poważne zastrzeżenia co do realizacji zamówień szczepionki przeciw COVID-19 firmy AstraZeneca. Ile dawek już dostarczyliście do Unii Europejskiej, ile jeszcze dostarczycie i w jakim terminie? Czy w związku z planowanymi dostawami mogą jeszcze wystąpić jakieś opóźnienia? Z czego mogą wynikać?
PN.: Na początek muszę wyjaśnić, że procesy produkcyjne leków biologicznych są niezwykle skomplikowane i zazwyczaj ich przygotowanie trwa bardzo długo, czasem nawet latami. Proces produkcji na skalę przemysłową prowadziliśmy równolegle do prac badawczych na Uniwersytecie Oksfordzkim. Linię do produkcji przemysłowej udało się opracować w zaledwie kilka miesięcy. Aby wyprodukować miliardy dawek szczepionki dla krajów na całym świecie, zbudowaliśmy kilkanaście regionalnych łańcuchów dostaw, współpracując z ponad 20 partnerami w ponad 15 krajach. Pracujemy w ekstremalnych warunkach narzuconych przez pandemię, co nie pozwoliło nam, chociażby na stworzenie zapasu szczepionek przed rozpoczęciem dostaw. Wciąż optymalizujemy procesy i wyrównujemy zdolność produkcyjną w poszczególnych zakładach.
Mimo nieustających wysiłków, aby zwiększyć produkcję, w pierwszym kwartale dostarczymy do Unii Europejskiej mniejszą niż pierwotnie deklarowaliśmy liczbę dawek. Jak informowaliśmy wcześniej, borykamy się z brakami w europejskim łańcuchu dostaw, które skutkują niższą niż oczekiwano produkcją. Zamierzaliśmy zrekompensować część tego niedoboru poprzez pozyskanie szczepionek z międzynarodowej sieci dostawców. Niestety ograniczenia eksportowe na to nie pozwoliły. Mimo tych wyzwań zamierzamy dostarczyć do krajów Unii Europejskiej 100 mln dawek w I połowie 2021 r., z czego 30 mln ma zostać dostarczonych w I kwartale. Współpracujemy z Komisją Europejską i państwami członkowskimi w celu rozwiązania problemów z dostawami. Jesteśmy przekonani, że wydajność łańcucha dostaw w UE będzie nadal wzrastać, aby pomóc chronić miliony Europejczyków przed wirusem.
Pomimo tych ograniczeń, nasze szczepionki mają znaczący udział w narodowych programach szczepień i w sposób istotny przyczyniają się do walki z pandemią. Jeśli chodzi o konkretne dane dotyczące Polski, to pomimo ograniczeń eksportowych, dostarczyliśmy ponad 1 mln 200 tys. szczepionek. Biorąc pod uwagę, że aktualnie w naszym kraju zaszczepionych zostało 3,2 mln osób pierwszą i 1,7 mln osób drugą dawką szczepionki, nasz wkład w polski program jest wysoki.
Spodziewamy się w ciągu najbliższych kilkunastu dni znacznej dostawy – ponad 500 tysięcy szczepionek – która umożliwi kontynuację Narodowego Programu Szczepień.
PAP: „Szczepionka przeciw COVID-19 koncernu AstraZeneca może pomóc ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa tak dobrze albo niemal tak dobrze, jak inne szczepionki” – oświadczył niedawno premier Mateusz Morawiecki. Dzień później brytyjski premier Boris Johnson zaszczepił się tym preparatem. Oczekiwaliście takiego wsparcia ze strony przywódców państw?
PN.: Pod koniec ubiegłego roku, na podobne gesty zdecydowało się wielu przywódców państw i rządów. To niezwykle ważne, aby środowisko naukowe i rządzący mówili jednym głosem, budując zaufanie do szczepień. Walka z pandemią wymaga niezwykłej determinacji i zaangażowania wielu środowisk, stoimy w niej ramię w ramię. Jak podkreślają eksperci, nie mamy aktualnie skuteczniejszego sposobu walki z pandemią niż powszechne szczepienia. Dlatego właśnie połączyliśmy siły z Uniwersytetem Oksfordzkim tworząc wyjątkowe partnerstwo, które doprowadziło do stworzenia bezpiecznej i skutecznej szczepionki, co potwierdzają zarówno badania kliniczne, jak i kolejne dane spływające z programów szczepień w poszczególnych państwach.
PAP: 29 stycznia EMA oficjalnie zaleciła przyznanie warunkowego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu szczepionki AstraZeneca dla osób w wieku od 18 lat. Z czego wynikała ta warunkowość?
PN.: Warunkowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu jest przyspieszoną procedurą wydawania pozwoleń w celu szybszego udostępnienia terapii i szczepionek w sytuacjach zagrożenia zdrowia publicznego w Unii Europejskiej. „Warunkowość” oznacza, że zezwolenie do obrotu otrzymują leki, których skuteczność i przede wszystkim profil bezpieczeństwa są potwierdzone, ale przedkładane do EMA dane nie są tak obszerne, jak w przypadku normalnego trybu. Dlatego też produkty, które otrzymują warunkowe pozwolenie do obrotu pozostają cały czas w trzeciej fazie badań klinicznych, są badane i dodatkowo monitorowane.
W przypadku naszej szczepionki podstawę zatwierdzenia stanowiły połączone wyniki z 4 badań klinicznych przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, Brazylii i Republice Południowej Afryki. W badaniach tych uczestniczyło łącznie prawie 24 000 osób. Wykazały one, że szczepionka była bezpieczna i skuteczna w zapobieganiu zakażeniom wirusem SARS-CoV-2 u osób w wieku 18 lat i starszych. Wyniki te są również potwierdzane przez kolejne, spływające z różnych ośrodków badawczych i krajów dane, jak np. najnowsze wyniki badania III fazy z USA, Chile i Peru.
PAP: Jednak już po dopuszczeniu, narastały kontrowersje wokół możliwych skutków ubocznych po podaniu szczepionki AstraZeneca. Po tym, jak m.in. Niemcy, Francja oraz Hiszpania zawiesiły szczepienia tym preparatem, EMA wydała komunikat, w którym poinformowała, że przyjrzy się przypadkom zakrzepicy. Jednocześnie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaapelowała o dalsze podawanie szczepionki. Dlaczego EMA zdecydowała się zbadać jedynie Państwa szczepionkę, podczas gdy podobne zdarzenia wystąpiły także w przypadku innych szczepionek?
PN.: EMA przygląda się profilom bezpieczeństwa wszystkich dopuszczonych szczepionek. Naszą rolą nie jest komentowanie decyzji podjętych przez Europejską Agencję Leków lub jakiegokolwiek innego regulatora. Skupiamy się na dostarczeniu bezpiecznej i skutecznej szczepionki na całym świecie. Nie dla zysku, ale aby pokonać pandemię – kwota, którą państwa i organizacje międzynarodowe płacą za szczepionkę AstraZeneca pokrywa jedynie koszty, na które składają się m.in. dostarczenie i instalacja technologii produkcyjnych, wytworzenie i zapewnienie nadzoru oraz koszty dostawy. To jest ogromne wyzwanie. Jesteśmy jednak zdeterminowani i pracujemy intensywnie, aby tego zobowiązania dotrzymać. Mamy nadzieję, że autorytet EMA oraz wnioski regulatorów w Wielkiej Brytanii pozwolą ostudzić emocje, zwiększając zaufanie do szczepień. Przeprowadzone analizy potwierdzają, że korzyści płynące ze stosowania szczepionki AstraZeneca przeciwko COVID-19 przewyższają ryzyko związane z działaniami niepożądanymi, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ryzyko hospitalizacji i zgonu związane z samą chorobą COVID-19.
PAP: Czy państwa, które wstrzymały szczepienia preparatem Astra Zeneca, wstrzymały również realizację zamówień? Czy te szczepionki mogą trafić do innych państw – np. do Polski?
PN.: Według naszej wiedzy dostawy do tych krajów nie zostały wstrzymane. Rozdysponowanie szczepionek przez państwa, które je otrzymały, leży wyłącznie w gestii tych państw.
PAP: 16 marca szefowa EMA Emer Cooke poinformowała, że dostępne dane nie potwierdzają bezpośrednio, że to szczepienia powodowały zakrzepy. Na 3 mln szczepień przeprowadzonych w Europie zgłoszono łącznie 22 przypadki zakrzepicy. Cooke oceniła, że liczba stanów zakrzepowo-zatorowych u osób zaszczepionych nie wydaje się wyższa niż w przypadku całej populacji. Podkreśliła jednak, że Agencja będzie wnikliwie badać wszelkie doniesienia. Dwa dni później Komitet ds. Bezpieczeństwa EMA ocenił oficjalnie, że szczepionki AstraZeneca są bezpieczne. Komitet podsumował informacje na temat szczepionki, ale też ryzyka skutków ubocznych, jaki może ona powodować. Podobną decyzję podjął brytyjski organ nadzoru MRHA. Spodziewaliście się takiego werdyktu?
PN.: Nie uznajemy kompromisów w kwestii bezpieczeństwa, ten parametr jest nieustannie monitorowany, dlatego oczekiwaliśmy takiej opinii regulatorów. Nad szczepionką pracowali najlepsi specjaliści z Uniwersytetu Oksfordzkiego i AstraZeneca, a do kwestii bezpieczeństwa przykładaliśmy najwyższą wagę na każdym kroku: zarówno na etapie opracowywania, jak i produkcji szczepionki oraz podczas badań klinicznych, a także po wprowadzeniu produktu do obrotu. W przypadku szczepień populacyjnych proces nadzoru nad bezpieczeństwem obejmuje również przygotowanie comiesięcznych raportów dla odpowiednich organów. Na bieżąco gromadzimy, analizujemy i raportujemy dane dotyczące zdarzeń niepożądanych i je udostępniamy.
Przeprowadziliśmy dokładny przegląd naszych danych dotyczących bezpieczeństwa pochodzących od ponad 17 milionów osób zaszczepionych w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, jak również przeanalizowaliśmy dokumentację zakwestionowanej partii. Analizy te wykazały, że po szczepieniu nie ma zwiększonego ryzyka wystąpienia zdarzeń zatorowo-zakrzepowych lub małopłytkowości, niezależnie od analizowanej grupy wiekowej, płci, wykorzystanej partii lub regionu.
Podobne wnioski płyną ze Stanów Zjednoczonych. 25 marca ogłosiliśmy wyniki wstępnej analizy badania III fazy. Dane pokazują, że szczepionka wykazała skuteczność na poziomie 76% w zapobieganiu objawowej postaci COVID-19. Jak również w 100% chroni ona przed ciężkim przebiegiem tej choroby. 85-procentową skuteczność szczepionki odnotowano również w grupie osób w wieku 65 lat i starszych, którzy stanowili ok. 20% uczestników badania. Jednocześnie nie stwierdzono zwiększonego ryzyka wystąpienia zakrzepicy ani zdarzeń związanych z zakrzepicą.
Wszystkie osoby, które otrzymały szczepionkę mogą być pewne, że preparat został uznany za ogólnie dobrze tolerowany i skuteczny w zapobieganiu objawowemu COVID-19 na podstawie bardzo rygorystycznych badań klinicznych. Potwierdzają to również analizy skuteczności rzeczywistej ocenianej w ramach dotychczas przeprowadzonych programów szczepień.
PAP: Ale z całego świata wciąż docierają sygnały o odwoływaniu szczepień w związku z obawami o bezpieczeństwo szczepionki. Niektóre państwa wstrzymały czasowo szczepienia, w innych ludzie rezygnują z waszej szczepionki. Polski rząd zdecydował się nawet na dopuszczenie kolejnych roczników, aby nie wstrzymywać programu szczepień. Jak pan przekona tych ludzi, że powinni się rejestrować i szczepić preparatem AstraZeneca bez obaw?
PN.: Każdy wprowadzony do obrotu produkt leczniczy musi spełniać rygorystyczne wymogi dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa. Szczepionki są obecnie najlepszym narzędziem w walce z pandemią i wywołanym nią globalnym kryzysem zdrowotnym. Jako spółka przyłączamy się do apeli ekspertów oraz przedstawicieli strony publicznej i zachęcamy do postępowania zgodnie z ich wytycznymi. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że szczepionki ratują nasze życie i zdrowie.
Warto w tym miejscu przytoczyć wyniki badania prowadzonego przez Uniwersytet w Edynburgu we współpracy ze szkocką służbą zdrowia. Analizując dane pochodzące z narodowego programu szczepień wykazano, że nasza szczepionka jest w stanie zmniejszyć ryzyko hospitalizacji związanej z zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 o 94% po podaniu pierwszej dawki.
Kluczowe jest, abyśmy w dyskusji na temat szczepionek opierali się o twarde dane naukowe i aktualną wiedzę medyczną. Na nich bazowały organy nadzoru i organizacje międzynarodowe wskazując, że szczepionka jest skuteczna, a jej profil bezpieczeństwa potwierdzony. Na bieżąco dzieliliśmy się dostępnymi danymi z władzami w Polsce, z którymi prowadzimy otwarty, merytoryczny i partnerski dialog. Umożliwiło to niezależnym ekspertom rządowym podjęcie decyzji opartej o dowody naukowe i pozwoliło na kontynuowanie programu szczepień i zwiększanie bezpieczeństwa Polaków. Tysiące zaszczepionych w ostatnich tygodniach pacjentów może uniknąć ciężkiego przebiegu choroby, powikłań i śmierci.
PAP: Niedawno polska firma Mabion otrzymała 40 mln zł wsparcia od Polskiego Funduszu Rozwoju i podpisała kontrakt na produkcje szczepionek Novavax w Polsce. Ale polski rząd negocjuje uruchomienie w naszym kraju kolejnych linii produkcyjnych szczepionek przeciw Covid-19. W grze jest ponoć także AstraZeneca. Czy potwierdza Pan tę informację? Jeśli tak, to kiedy i we współpracy, z jakim podmiotem taka linia mogłaby być uruchomiona?
PN.: Rzeczywiście trwają rozmowy zarówno z polskimi władzami, jak i firmami, których celem jest ustalenie możliwości produkcyjnych w Polsce. Uzgodnienia są na wstępnym etapie, jednak cieszy nas zainteresowanie i otwartość partnerów ze strony publicznej. Wiemy, że łączy nas wspólny cel i w tym duchu prowadzimy rozmowy. Musimy jednocześnie pamiętać, że kwestie wytwarzania tego rodzaju preparatów są bardzo złożone, więc na efekty będziemy musieli poczekać.
Nie jest to jedynie działanie, które podejmujemy, aby zwiększyć dostępność naszej szczepionki. Uruchomiliśmy procesy dzielenia się wiedzą z nowymi partnerami w całej globalnej sieci, co pozwoliło znacząco zmniejszyć różnice w wydajności pomiędzy naszymi zakładami produkcyjnymi. Nadal pracujemy dosłownie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aby osiągnąć docelową wydajność we wszystkich ośrodkach. Po drugie, dokonujemy znaczących inwestycji w nowe moce produkcyjne w Europie, na przykład poprzez nasze partnerstwo z IDT Biologika w Niemczech. Wreszcie, mobilizujemy partnerów produkcyjnych spoza UE, aby zapewnić dodatkowe strumienie dostaw substancji leczniczej. (PAP)
Rozmawiał Wojciech Surmacz

COVID-19. Od soboty do 9 kwietnia – zaostrzenie zasad bezpieczeństwa
Aby opanować tempo rozwoju COVID-19, od soboty do 9 kwietnia obowiązywać będą zaostrzone zasady bezpieczeństwa. Nieczynne będą salony fryzjerskie i kosmetyczne, wielkopowierzchniowe sklepy meblowe i budowlane, jak również przedszkola i żłobki – wynika z informacji zamieszczonych na rządowej stronie gov.pl.
Minister @a_niedzielski w #KPRM: Niestety ewolucja wirusa i pojawienie się mutacji brytyjskiej działa nie tylko w kierunku większej zakażalności, ale też większej liczby hospitalizacji. W szczycie 2. fali obłożenie łóżek było rzędu 23 tys., teraz jest ich już 27 tysięcy. pic.twitter.com/1pedegfTJW
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) March 25, 2021
Nowe zasady od soboty do 9 kwietnia
W zamieszczonym komunikacie podkreślono, że decyzje podjęto, aby opanować tempo rozwoju COVID-19. Uczestniczyli w nich eksperci z dziedziny zdrowia publicznego, wirusologami i epidemiologami.
Wielkopowierzchniowe sklepy meblowe i budowlane o powierzchni powyżej 2 000 m2 zostaną zamknięte. Centra i galerie handlowe – tak jak obecnie – pozostają zamknięte, z wyjątkiem m.in.: sklepów spożywczych, aptek i drogerii, salonów prasowych, księgarni.
Oprócz tego w placówkach handlowych na targu lub poczcie będą obowiązywały nowe limity osób. 1 osoba będzie mogła przebywać na 15 m2 – w sklepach do 100 m2; 1 osoba będzie mogła przebywać na 20 m2 – w sklepach powyżej 100 m2.
Z komunikatu wynika również, że od 27 marca, w miejscach kultu religijnego będzie obowiązywał nowy limit osób – na 1 osobę będzie musiało przypadać 20 m2. Bez zmian pozostaje obowiązek zakrywania ust i nosa oraz zachowywanie 1,5 m odległości od innych osób – przypomniano.
❗️ Od 27 marca do 9 kwietnia w miejscach kultu religijnego będzie obowiązywał nowy limit osób – na 1 osobę będzie musiało przypadać 20 m2.
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) March 25, 2021
Czytaj więcej ➡️ https://t.co/Quq8ALjMas pic.twitter.com/3QJYTLmirB
Zaostrzenie zasad bezpieczeństwa
Ze względu na bezpieczeństwo dzieci i rodziców, zamknięte zostaną żłobki i przedszkola. Będą jednak wyjątki. Będą w nich mogły przebywać dzieci pracowników medycznych i służb porządkowych (m.in. żołnierzy, funkcjonariuszy policji i straży pożarnej). Podkreślono, że rodzice będą mogli skorzystać z dodatkowego zasiłku opiekuńczego.
Od soboty działalność obiektów sportowych będzie ograniczona wyłącznie do sportu zawodowego. Wszelkie wydarzenia będą mogły się odbywać bez udziału publiczności – zaznaczono.
Jednocześnie zaapelowano o pozostanie w domach w święta wielkanocne. „Trudna sytuacja związana z COVID-19 wymaga ograniczenia naszej aktywności społecznej – także podczas zbliżających się świąt wielkanocnych. Jeśli chcemy wrócić do czasów sprzed pandemii, musimy być odpowiedzialni. W okresie świąt powinniśmy ograniczyć nasze kontakty wyłącznie do najbliższych domowników. Ewentualne spotkania przełożyć na inny, bardziej bezpieczny czas. Wiele zależy od nas samych. Dbajmy o siebie i swoją rodzinę” – zaznaczono.
W komunikacie zaapelowano o to, by wszędzie tam, gdzie jest to możliwe świadczyć pracę w sposób zdalny. Przypomniano o zasadach, które obowiązują od wielu miesięcy: zachowaniu dystansu, dezynfekcji rąk, noszeniu maseczki i częstym wietrzeniu pomieszczeń.
„Jeśli masz telefon komórkowy, poproś bliskich o zainstalowanie aplikacji STOP COVID ProtegoSafe, która powiadomi Cię o możliwym kontakcie z osobą zarażoną” – napisano.
W komunikacie podkreślono, że pozostałe ograniczenia nadal obowiązują. Chodzi m.in. o zdalną formę nauczania dzieci i młodzieży, słuchaczy placówek kształcenia ustawicznego oraz centrów kształcenia zawodowego.
Pozostają zamknięte hotele. Wyjątkiem pozostają hotele robotnicze, a także np. dla medyków, kierowców wykonujących transport drogowy czy żołnierzy. Katalog wszystkich wyjątków znajduje się w rozporządzeniu. Wciąż zamknięte są teatry, kina, muzea i galerie sztuki. Zamknięte pozostają m.in. siłownie, kluby fitness, stoki narciarskie, baseny, sauny i solaria.
Zamknięte markety budowlane i meblowe
Od najbliższej soboty, 27 marca zamknięte zostaną sklepy meblowe i budowlane powyżej 2 tys. metrów kwadratowych. Dostępne pozostać mają składy budowlane. W sklepach obowiązywać mają nowe limity klientów – 1 osoba na 20 m kw.
– Od najbliższej soboty wprowadzamy nowe, zaostrzone zasady bezpieczeństwa, one będą obowiązywały przez najbliższe dwa tygodnie, czyli również w tej perspektywie, którą wyznaczaliśmy sobie, podejmując decyzje o poprzednich obostrzeniach – powiedział minister zdrowia.
Niedzielski poinformował, że od 27 marca zamknięte zostaną wielkopowierzchniowe (o powierzchni powyżej 2 tys. m kw.) sklepy meblowe i budowlane.
– Oczywiście galerie i sklepy, tak jak do tej pory, będą zamknięte (…) Nadal, żeby utrzymać pewną płynność pracy w gospodarce: hurtownie, składy budowlane będą dostępne, w tym sensie, że będą zapewniały płynność i ciągłość działania sektora budowlanego. – zaznaczył szef MZ.
❗️ Galerie i centra handlowe oraz wielkopowierzchniowe sklepy meblowe i budowlane zamknięte od 27 marca do 9 kwietnia.
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) March 25, 2021
Czytaj więcej ➡️ https://t.co/Quq8ALjMas pic.twitter.com/YhdwhE1MMr
Jak dodał, otwarte pozostaną placówki handlowe i pocztowe. Zaostrzony zostanie limit klientów, którzy mogą w jednym momencie przebywać na ich terenie.
– Do tej pory obowiązywał taki normatyw: jedna osoba na 15 metrów kwadratowych. W tej chwili wprowadzany jest normatyw, który będzie obowiązywał w sklepach o powierzchni powyżej 100 m kw. – 1 osoba na 20 m kw. – powiedział Niedzielski.
Zamknięte przedszkola i żłobki, a także m.in. salony fryzjerskie
Od soboty do 9 kwietnia zamknięte będą przedszkola i żłobki. Placówki te będą zapewniać opiekę wyłącznie dzieciom medyków i funkcjonariuszy służb walczących z epidemią – zapowiedział szef resortu zdrowia Adam Niedzielski. W tym samym terminie zamknięte będą też salony fryzjerskie i salony urody.
❗️ Od 27 marca do 9 kwietnia zamknięte zostaną żłobki i przedszkola.
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) March 25, 2021
👶🏻 Wyjątkiem będzie sprawowanie opieki nad dziećmi pracowników medycznych i służb porządkowych.
Czytaj więcej ➡️ https://t.co/Quq8ALjMas pic.twitter.com/0S0DE7yWmD
– Wprowadzamy jeden wyjątek. – powiedział Niedzielski – Dotyczy on dzieci medyków i służb mundurowych – żołnierzy, policji, funkcjonariuszy straży pożarnej i personelu medycznego, dla których opieka nad dziećmi ma zostać zapewniona, aby nie odciągać ich od pracy w szpitalach. Zaznaczył, że rodzice nadal będą mogli korzystać z zasiłku opiekuńczego.
(PAP)

Krzysztof Skiba: Kolejny sukces rządu. W Polsce zanotowano najszybszy rozwój pandemii na świecie

Krzysztof Skiba
Kolejny sukces rządu. W Polsce zanotowano najszybszy rozwój pandemii na świecie. Nigdzie nie ma takich skoków zachorowań jak w IV RP.
TO SIĘ NIE MIEŚCI
Kolejny sukces rządu. W Polsce zanotowano najszybszy rozwój pandemii na świecie. Nigdzie nie ma takich skoków zachorowań jak w IV RP.
Mamy 34 151 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia #koronawirus z województw: śląskiego (5430), mazowieckiego (5104), wielkopolskiego (3334), małopolskiego (2919), dolnośląskiego (2680), kujawsko-pomorskiego (2254), łódzkiego (2019), pomorskiego (1994),
— Ministerstwo Zdrowia (@MZ_GOV_PL) March 25, 2021
Od dawna było wiadome, że Polska jest mistrzem skoków, czego dowodem sukcesy Żyły czy Stocha. Teraz skaczą już nie tylko zawodowcy, ale cały naród. Ze szczęścia.
W związku z dynamicznym rozwojem pandemii rząd zapowiada wprowadzenie TWARDEGO jak Łuk Triumfalny Sasina lockdownu. Okazuje się, że ten podczas którego zbankrutowały setki firm, to był lockdown Miękiszon.
W ramach nowych restrykcji rozważa się wprowadzenie zakazu przemieszczania. Według większości Polaków zakaz przemieszczania się, powinien dotyczyć jedynie Daniela Obajtka. Niektórzy nawet uważają, że w związku ze swoją aktywnością biznesową, wójt Orlenu powinien przemieszczać się na trasie od ściany do ściany, w pomieszczeniu szczelnie zamkniętym. Ewentualnie może spacerować w drodze na przesłuchanie.

Przemieszczanie okazuje się poważnym problemem. Wielu Polakom zakaz przemieszczania nie mieści się w głowie ani w szafie z ciuchami. Istnieje podejrzenie, że wielu obywatelom, którzy nadal kwestionują istnienie wirusa, gdyż nie widzieli go na oczy, mózg przemieścił się w okolice kolan. I jest obawa, że tam już zostanie.
Krzysztof Skiba
W. Brytania: od poniedziałku 5 tys. funtów kary za wyjazd za granicę bez ważnego powodu
Od poniedziałku, 29 marca, każda próba wyjazdu za granicę z Anglii bez uzasadnionego powodu, jak praca, nauka czy ważne sprawy rodzinne, zagrożona będzie karą w wysokości 5 tys. funtów – przewidują nowe przepisy epidemiczne, które w czwartek mają zostać przyjęte przez Izbę Gmin.

Wyjazdy zagraniczne bez uzasadnionego powodu są zabronione
Wyjazdy zagraniczne bez uzasadnionego powodu, czyli np. na wakacje, są teraz zabronione na mocy nakazu pozostawania w domach. Ten jednak przestaje obowiązywać w najbliższy poniedziałek, w związku z tym rząd postanowił dodatkowo zapisać ten zakaz w rozporządzeniach, na mocy których wprowadzono restrykcje epidemiczne.
Już od marca wszyscy wyjeżdżający za granicę muszą wypełnić deklarację, w której podają powód wyjazdu, zaś niedopełnienie tego obowiązku grozi niewpuszczeniem na lot lub grzywną w wysokości 200 funtów. Do tej pory nie było jednak odrębnych kar za próbę wyjazdu za granicę bez uzasadnionego powodu.
Dozwolone powody wyjazdów zagranicznych
Wyszczególnionymi dozwolonymi powodami są: praca, nauka, zobowiązania prawne lub udział w wyborach, przeprowadzka, sprzedaż lub wynajem nieruchomości, opieka nad dzieckiem lub pobyt przy porodzie, odwiedziny umierającego krewnego lub bliskiego przyjaciela, udział w pogrzebie, własny ślub lub udział w ślubie bliskiego krewnego, leczenie i ucieczka przed prześladowaniem.
Kiedy będzie można wyjechać za granicę?
Zgodnie z planem znoszenia restrykcji w Anglii, najwcześniejszą możliwą datą, kiedy mogą zostać dopuszczone wyjazdy zagraniczne w celach rekreacyjnych, jest 17 maja. Jednak we wtorek dzienniki „Times” i „Daily Mail” podały, że w związku z trwającą w Europie trzecią falą epidemii koronawirusa zakaz będzie przedłużony do końca czerwca.
Odnosząc się do tego, minister zdrowia Matt Hancock powiedział, że na razie nic się nie zmieniło, a decyzja, czy zezwolić na zagraniczne wyjazdy od 17 maja zostanie podjęta w połowie kwietnia. Zastrzegł jednak, że jest za wcześnie, by przesądzać, jaka ona będzie.
5 tys. funtów kary
Kara w wysokości 5 tys. funtów będzie dotyczyć tylko wyjazdów z Anglii, bo o przepisach koronawirusowych w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej decydują tamtejsze rządy, ale zwykle podejmują one podobne decyzje, jeśli nie surowsze. Zakaz wyjazdów zagranicznych nie dotyczy terytoriów objętych umową o wspólnej przestrzeni podróżnej, której stronami oprócz Wielkiej Brytanii są Irlandia, Wyspa Man i Wyspy Normandzkie – o ile są one ostatecznym celem podróży, a nie punktem przesiadkowym.
(df), thefad.pl / Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)
Komu powierzyć osuszanie budynku po powodzi lub zalaniu?
Gdy pojawia się zalanie albo powódź, pojawia się też niemały problem, ponieważ zawilgocone materiały są narażone na poważne zniszczenie, a także sprzyjają rozwojowi grzybów, pleśni, glonów. Najlepiej zwrócić się wtedy do fachowej firmy wykonującej osuszanie budynków. Kogo wybrać? Podpowiadamy, na co należy zwrócić wtedy szczególną uwagę.

Brak osuszania budynku po zalaniu albo po powodzi może mieć poważne konsekwencje. Chociaż wilgoć może naturalnie odparować z wierzchnich warstw materiałów, to jednak nadal będzie ona znajdowała się w ich warstwach głębszych. W rezultacie problem z pleśniami czy glonami może stale się powtarzać. Stąd tak duże znaczenie ma fachowe osuszanie posadzek – https://aquapro.com.pl/osuszanie-warstw-izolacyjnych/ ścian, izolacji, fundamentów, które powinno być wykonane za pomocą specjalistycznych maszyn.
Postaw na kompleksową obsługę
Osuszanie wilgotnych budynków warto powierzyć ekspertom w tej dziedzinie – firmom, które posiadają odpowiednie zaplecze sprzętowe oraz wiedzę i doświadczenie w zakresie prowadzenia osuszania.
Zakres usług świadczonych przez firmy osuszające budynki:
- usuwanie nadmiary wody za pomocą wydajnych pomp
- czyszczenie przestrzeni z zanieczyszczeń po zalaniu
- dezynfekcja, na przykład przez ozonowanie.
- osuszanie podstawowe budynków – po zalaniu, powodzi, pożarze
- specjalistyczne osuszanie – izolacji, stropodachów
- pomiary poziomu wilgotności
Skorzystanie z pomocy firmy, która oferuje tak szeroką gamę usług, pozwala na otrzymanie pełnego wsparcia, aby prace były wykonane kompleksowo, a efekt był dzięki temu optymalny.
Jakie metody osuszania są najlepsze?
Firmy prowadzące usługi jak osuszanie posadzek, ścian, izolacji i innych elementów w budynkach wykorzystują do tego celu różne metody. Aby mieć pewność, że prace będą wykonane skutecznie, warto zdecydować się na firmę, która posiada odpowiednie zaplecze. Obecnie jako najskuteczniejsza metoda osuszania polecane jest osuszanie kondensacyjne. Polega ono na zastosowaniu specjalistycznych osuszaczy kondensacyjnych, które gromadzą wilgoć z powietrza i umieszczają ją w specjalnej komorze. Dzięki temu nie ma potrzeby otwierania okien i drzwi, więc metoda ta jest skuteczna również przez cały rok. Dla jeszcze lepszych efektów osuszania budynków wykorzystuje się wentylatory – umożliwiają one wprowadzenie powietrza w ruch, dzięki czemu efekt kondensacji jest jeszcze lepszy. Dokładne oferty firm prowadzących osuszanie budynków można znaleźć już teraz online – na ich stronach internetowych można zapoznać się z dokładnym profilem świadczonych usług oraz ze stosowanymi metodami osuszania.
Roman Giertych: Bajka dla pana Obajtka

Roman Giertych
Panie Prezesie! Niech na każdej stacji Orlen rozdają tę bajkę, a może ktoś w nią uwierzy?
Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami żył sobie Daniel – włodarz grodu zwanego Pcimiem.

Troszczył się dobry włodarz o swoich poddanych szczerze i wielką miłością był przez nich darzony. Szczególnie wujostwo swe kochał. Wuj kiedyś poradził mu: bądź dobry dla ludzi. Gdy wychodził więc Daniel na rynek lub przechodził przez miejscowe trakty kmiecie kłaniali się mu w pas i życzenia najlepsze słali na jego widok.
Pewnego razu włodarz ten wyszedł z kasztelanii, aby rozprostować kości. Przed bramą zobaczył bezdomnego. Podszedł do niego, ulitował się i dał mu kupon na obiad w miejscowej karczmie. Bezdomny żebrak wzruszył się do łez. Gdy zjadł pyszną grochówkę ze schabowym zaraz udał się do rejenta i na włodarza przepisał swój dom, w którym nie mieszkał, bo lubił życie bezdomnego. I taka historia powtarzała się każdego dnia przez dwa tygodnie. Bezdomni z tej krainy ustawiali się w kolejki, aby miłosierdzia włodarza zażyć, schabowego skosztować i z wdzięczności majątek swój przepisywali na niego. Niestety wkrótce po tych pięknych wydarzeniach wszyscy zmarli.
I tylko temu nieszczęściu przypisać należy, że gdy podniosły się głosy, skąd u Daniela taka obfitość dóbr wszelkich, nie zaświadczyli o prawdzie.
Panie Prezesie!
Niech na każdej stacji Orlen rozdają tę bajkę, a może ktoś w nią uwierzy?
Najnowszy news dla wyborców PiS:
— Roman Giertych (@GiertychRoman) March 20, 2021
Obajtek 10 lat temu odnalazł Złoty Pociąg.
Prezes PiS oświadczył: to całkowicie wyjaśnia sprawę majątku prezesa Orlenu, a wściekły atak opozycji musi ustąpić przed geniuszem odkrywcy, który odnalazł taki skarb.
Obajtek atakuje PiS!
— Roman Giertych (@GiertychRoman) March 19, 2021
Jego słowa, że jego rodzice – malarz pokojowa i krawcowa dorobili się za PO tylu nieruchomości i potem mu je przekazali, to uderzenie w samo serce tezy o Polsce w ruinie. Obywatelu! Za Tuska nawet krawcowa kupowała sobie dworki. A teraz?
Roman Giertych
Trochę współczuję politykom @pisorgpl , że muszą z siebie robić durni, broniąc #Obajtek. Wielu z nich dobrze wie, że działalność tego cwaniaka to skrajna patologia i budowanie układu niemal mafijnego, ale Prezes każe -to bronią. Jak prezes zmieni zdanie to chętnie sami się odetną
— Krzysztof Luft (@KrzyLuft) March 20, 2021
Adam Mazguła: Państwo bandziorów i kłamców

Adam Mazguła
Jarosławie Kaczyński, czas umyć głowę, wyczyścić buty, zapiąć rozporek i wyjść do ludzi bez pułków ochrony. Może wtedy dojdzie do pana, co ludzie myślą o waszych oszustwach, przekupstwach i złodziejstwach. Czas skończyć z waszym wielkim bandyckim zamachem na mienie i świadomość Polaków.
Główny bandzior władzy wysłał ułaskawionego przestępcę do Sejmu, aby bronił gwiazdy PiS-złodziejstwa. Tam Wąsik stwierdził, że oświadczenia D. Obajtka są zgodne ze stanem faktycznym, a żaden były pracownik CBA nie pracuje w firmach zależnych od niego.
Nie interesują mnie kolejne bezczelne kłamstwa i propagandowe manipulacje. Wystarczy mi, że po raz kolejny mogę napisać o bandytach, że są bandytami państwowymi, rządowymi pijawkami, okupantami bezprawia w Polsce.
Co zataił, jak kłamał Wąsik w Sejmie?
Nie wiem, czy mam ścisłe dane, ale Wąsik z pewnością tego nie wyjaśni.
1. Sylwia Kobyłkiewicz, dziś prezes firmy Orlen Upstream. Wcześniej była funkcjonariuszką krakowskiej delegatury CBA. To ta delegatura sprawdzała oświadczenia majątkowe Obajtka, jako wójta Pcimia.
2. Stefan Rudecki, jeden z byłych dyrektorów CBA, jest doradcą Obajtka.
3. Zbigniew Lasek, kiedyś naczelnik wydziału realizacyjnego dokonującego zatrzymań, jest szefem pionu bezpieczeństwa Orlenu.
4. Barbara Feć to była analityczka CBA w Warszawie.
5. Łukasz Lipiec (były agent warszawskiej delegatury CBA) kieruje radą nadzorczą spółki Orlen Ochrona.
6. Adrianna Sikorska to była analityczka Biura jest wiceprezeską zarządu Grupy Energa przejętej niedawno przez Orlen.
7. Wiceprezesem Energi Operator jest Wiesław Jasiński, blisko związany z Mariuszem Kamińskim
8. Mariusz Kamiński, założyciel CBA, dziś wiceprezes PiS, szef MSWiA i koordynator służb specjalnych. Dyrektor gdańskiej delegatury CBA.
9. W Enerdze Obrót, też, jako wiceprezes, zasiada Artur Czarnecki, były agent Biura w Gdańsku. Wcześniej był w radzie nadzorczej Orlenu Ochrona.
10. W Lotosie, paliwowej spółce, którą Orlen chce przejąć. Tam dyrektorem ds. bezpieczeństwa jest Roman Marzec, były szef delegatury CBA w Gdańsku.
11. […] Dowodem na to, że Orlen Obajtka jest systemowym biznesem partyjnym i skokiem na państwową kasę, świadczą też powiązania rodzinne. Mąż Emilewicz pracuje w Orlen; Córka Cymańskiego w Energa; Syn Smolińskiego w Energa; Brat Golińskiej — prezes zarządu Energa SA; Córka Krasulskiego w Energa SA… A ile powiązań jeszcze nie znamy?
Jakoś tak się stało, że mimo że znam bardzo wielu ludzi, to nie znam ani jednej uczciwej osoby ze środowiska partii rządzącej. Przypadek? Nie sądzę!
Polska pod rządami PiS staje się państwem mafijnym i bandyckim. Nic już nie jest tu normalne. Złodzieje, oszuści i kłamcy są okrzyczani bohaterami narodowymi i patriotami władzy, a pozostali stali się nośnikami wrogich wartości. Mają w głowach tylko donoszenie na Polskę i nie chcą bić kobiet, gwałcić dzieci na plebaniach, a chcą mieć wolne media, wolne sądy, prawa człowieka, demokrację…to wrogowie Polski.
Jarosławie Kaczyński,
czas umyć głowę, wyczyścić buty, zapiąć rozporek i wyjść do ludzi bez pułków ochrony. Może wtedy dojdzie do pana, co ludzie myślą o waszych oszustwach, przekupstwach i złodziejstwach. Czas skończyć z waszym wielkim bandyckim zamachem na mienie i świadomość Polaków.
Prawda nas wyzwoli, was już tylko zniewoli! Oby jak najszybciej.
Adam Mazguła
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Unia ustanowiła europejską nagrodę im. Pawła Adamowicza. Nagroda promuje walkę z nietolerancją

Jowita Kiwnik Pargana
Europejski Komitet Regionów ustanowił w piątek (19.03.21) nową europejską nagrodę im. Pawła Adamowicza. Będzie przyznawana aktywistom miejskim i organizacjom obywatelskim współpracującym z władzami regionalnymi i lokalnymi na rzecz wspierania integracji społecznej, promowania równych szans i przestrzegania praw człowieka i wolności obywatelskich, a walczącym z uprzedzeniami i ksenofobią.

Jak mówią pomysłodawcy, celem nagrody jest kontynuowanie dziedzictwa zamordowanego dwa lata temu prezydenta Gdańska, w tym wspieranie wolności słowa, obrona wartości demokratycznych oraz promowanie solidarności na arenie międzynarodowej.
Za walkę z mową nienawiści
– Paweł Adamowicz wspierał prawa uchodźców i społeczności LGBTQ, często mimo głosów sprzeciwu, a nawet nienawiści. Cieszę się, że ta nagroda została mu poświęcona – powiedziała w piątek w Brukseli komisarz UE ds. wewnętrznych, Ylva Johansson.
– Mamy nadzieję, że ta nagroda da odwagę lokalnym i regionalnym aktywistom, żeby kontynuowali w swoich społecznościach walkę z radykalizacją, mową nienawiści i dyskryminacją – mówił Apostolos Tzitzikostas, przewodniczący Europejskiego Komitetu Regionów (KR).
W inicjatywę zaangażowało się m.in. miasto Gdańsk oraz Międzynarodowa Sieć Miast Schronienia (ang. International Cities of Refuge Network; ICORN), czyli organizacja oferująca schronienie pisarzom i obrońcom praw człowieka prześladowanym w swoich krajach.
– Nasza praca opiera się na przekonaniu, że miasta mogą być ważnym podmiotem w walce o prawa człowieka i wolność słowa. W ostatnich latach zbudowaliśmy sieć oferującą bezpieczną przystań dla prześladowanych pisarzy i artystów z całego świata. To prezydent Paweł Adamowicz zaprosił ICORN do Gdańska, więc udział w promowaniu wartości, o które walczył, jest dla nas ważny. Nie możemy się już doczekać pierwszej edycji nagrody – podkreślił Helge Lunde, przewodniczący ICORN.
– „Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem”. Takie były ostatnie słowa Pawła Adamowicza. Chcemy kontynuować jego pracę, m.in. oferując imigrantom wsparcie i równe szanse – deklarowała Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska.
Nagroda promująca walkę z nietolerancją
Jak zauważa komisarz UE ds. wewnętrznych, praca lokalnych aktywistów, zwłaszcza tych, którzy pracują z uchodźcami, m.in. na rzecz ich integracji w lokalnej społeczności, często jest niedostatecznie dostrzegana, tymczasem zasługuje na szczególne wyróżnienie.
– Europejskie wsie, miasta, regiony, ulice, szkoły i dzielnice to miejsca, gdzie zachodzą realne zmiany. Tu bije serce naszych społeczności. Działania na poziomie lokalnym nie powinny jednak oznaczać działań w odosobnieniu, dlatego to ważne, żeby docenić lokalnych liderów – podkreślała Ylva Johansson.
Magdalena Adamowicz, wdowa po Pawle Adamowiczu, dodaje, że walka o równość każdego człowieka dzisiaj stała się synonimem walki o całą Unię Europejską.
– Do walki o równość i wolność potrzeba odwagi, bo to są wartości, w które chętnie uderzają przeciwnicy demokracji. Oni wiedzą, że odcięcie nas od europejskich wartości to jak odcięcie drzewa od jego korzeni. Mój mąż zdawał sobie z tego sprawę, dlatego bronił wartości humanitarnych i demokracji z takim zacięciem. Nagroda im. Pawła Adamowicza ma nam przypominać, że pokój i dobrobyt zależą od współpracy, a żeby osiągnąć dobrą współpracę potrzeba obustronnego zaufania i szacunku. Te są jednak możliwe tylko wtedy, gdy każdy traktowany jest na równi i z godnością – powiedziała w piątek Magdalena Adamowicz.
Eksperci oceniają, że nagroda promująca walkę z nietolerancją ma także wymiar symboliczny, zwłaszcza w sytuacji, gdy ponad setka gmin w Polsce przyjęła uchwały „przeciwko ideologii LGBT”. W odpowiedzi Parlament Europejski przyjął w marcu rezolucję uznającą całą Unię Europejską „strefą wolności osób LGBTIQ”.
Druga rocznica śmierci
13 stycznia minęły dwa lata od śmierci Pawła Adamowicza. Prezydent Gdańska został zaatakowany i wielokrotnie dźgnięty nożem, gdy przemawiał na scenie podczas 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zmarł następnego dnia w szpitalu. Sprawca zbrodni, Stefan. W. do dziś przebywa w areszcie. Prokuratura wciąż nie skierowała przeciwko niemu do sądu aktu oskarżenia, tłumacząc, że musi najpierw ustalić, czy mężczyzna był poczytalny. Jeśli biegli uznają, że nie, Stefan W. zamiast na salę sądową trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego.
REDAKCJA POLECA
Plebiscyt na Górnym Śląsku. 100 lat temu Górnoślązacy decydowali, czy chcą żyć w Polsce, czy w Niemczech

Katarzyna Domagała-Pereira
100 lat temu Górnoślązacy decydowali, czy chcą żyć w Polsce, czy w Niemczech. Osiągnięty kompromis nie zadowolił nikogo.

Ślady zachowały się do dziś i to nie tylko w muzeach. W wielu miejscowościach przetrwały pozostałości po dawnej granicy, która w 1922 r. podzieliła Górny Śląsk. Budynki graniczne, domy celne i kamienie graniczne przypominają, że sto lat temu w tym miejscu przebiegała granica polsko-niemiecka.
Zanim jednak do tego doszło, mieszkańcy Górnego Śląska mieli zdecydować, czy chcą żyć w Polsce, czy w Niemczech. Plebiscyt 20 marca 1921 r. miał rozwiązać problem przynależności po pierwszej wojnie światowej jednego z najbardziej uprzemysłowionych i bogatych w surowce regionów Europy. Polscy dyplomaci zabiegali, by Górny Śląsk stał się ekonomicznym motorem odbudowy państwowości polskiej. Na czele Polskiego Komisariatu Plebiscytowego staje Wojciech Korfanty.
Konferencja w Wersalu: oddać Górny Śląsk Polsce czy pozostawić w granicach Niemiec?

Na konferencji pokojowej w Wersalu zwycięskie mocarstwa szkicują nowe granice. Pytanie, czy lepiej zostawić Górny Śląsk w granicach Niemiec, czy oddać go Polsce postanawiają rozwiązać, powołując się na prawo narodów do samostanowienia.
Konflikt o Górny Śląsk jest jednak czymś więcej niż tylko problemem regionalnym. – Chodziło o geopolitykę. Po pierwszej wojnie światowej Francji zależy na osłabieniu Niemiec militarnie i gospodarczo. Wielka Brytania działa zaś w duchu równowagi sił – nie jest zainteresowana zbyt dużym osłabieniem Niemiec i wzmocnieniem roli Francji. Oba mocarstwa boją się też, że bolszewizm może ogarnąć środkową część Europy – wyjaśnia dr David Skrabania z Muzeum Górnośląskiego w Ratingen (Nadrenia Północna-Westfalia). Z okazji 100-lecia plebiscytu Muzeum przygotowało wystawę „Polska czy Niemcy? Górny Śląsk na rozdrożu”*.

Dyplomaci w Wersalu postanawiają zdać się na wolę mieszkańców Górnego Śląska. Zanim wyborcy pójdą do urn, o porządek w regionie mają zadbać siły rozjemcze. I tak aliantom nie uda się zapanować nad sytuacją, bo w sierpniu 1919 r. i rok później wybuchną dwa krwawe powstania. Im bliżej dnia plebiscytu, tym częściej dochodzi do aktów przemocy.

– Obydwie strony były niepewne, jaki będzie ostateczny wynik. Ich optymizm raz rósł, raz malał – mówi w rozmowie z DW prof. Ryszard Kaczmarek z Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Po stronie niemieckiej początkowo optymizm był bardzo duży, ale zachwiały nim wybory komunalne w 1919 r., w których przewagę miała strona polska. Ta z kolei zaczęła wierzyć w zwycięstwo na przełomie 1920/1921 r. ze względu na zakończenie wojny polsko-sowieckiej i przyjęcie konstytucji marcowej.
Ostra walka propagandowa
– Kampania wyborcza trwała ponad rok. Zmęczenie elektoratu było ogromne – mówi Kaczmarek. Obie strony uciekają się do emocji. Nie mają jeszcze do dyspozycji audycji radiowych, zatem pozostają gazety, plakaty i spotkania otwarte. Przekaz jest uproszczony lub nawet prymitywny, ale propagandowo mocny. Pokazują to dzienniki i plakaty zgromadzone na wystawie w Ratingen.

Każda ze stron demonizuje swojego przeciwnika. Strona polska pokazuje Niemców jako krwiopijców, często w pruskim mundurze, winnych rozpętania strasznej wojny i uciskających Polaków. Mocnym akcentem jest kwestia reparacji, które Niemcy właśnie negocjują. Polskie plakaty sugerują, że wzrośnie zadłużenie Niemiec, spłata reparacji potrwa dziesięciolecia, a zapłacą za to Ślązacy – w Niemczech obywatele drugiej kategorii.
Niemcy przedstawiają odradzającą się Polskę jako państwo sezonowe, gospodarczo słabe i zacofane, którego struktury są wielką niewiadomą. Przeciwstawiają jej stabilny (przynajmniej przed wojną) kraj, który zapewnia pracę, dobre zarobki i opiekę socjalną.

Jak głosuje większość
Górnoślązacy mają zdecydować, w jakim państwie chcą w przyszłości żyć.
Do urn mogą pójść osoby, które 1 stycznia 1920 r. ukończyły 20 lat. – De facto było to też pierwsze powszechne głosowanie na Górnym Śląsku, w którym brały udział kobiety – zaznacza Ryszard Kaczmarek.
Mogą głosować osoby mieszkające na obszarze Górnego Śląska bądź tam urodzone. Polscy delegaci w Wersalu myślą, że emigranci z Zagłębia Ruhry i innych dużych miast niemieckich zagłosują za Polską. Emigranci przyjeżdżają z Zagłębia Dąbrowskiego i innych obszarów Polski, ale też z Berlina i Zagłębia Ruhry.
Wśród prawie 1,2 mln głosujących około 190 tys. to emigranci urodzeni na Górnym Śląsku, którzy przyjeżdżają na czas plebiscytu. Jak się później okaże, aż 180 tys. z nich odda głos za Niemcami, a tylko 10 tys. za Polską. Łatwo było to policzyć, bo ich karty do głosowania miały inny kolor.

Do wyborów idzie niemal każdy uprawniony. Frekwencja wynosi 98 procent, a większość (60 procent) opowiada się za pozostaniem przy Niemczech, 40 procent jest za przyłączeniem do Polski. Wyniki pokazują duże rozbieżności – nieraz sąsiadujące wsie głosowały odmiennie, w miastach opowiadano się za Niemcami, a na terenach wiejskich na wschodzie – za Polską.
W plebiscycie nie kierowano się wyłącznie sympatiami politycznymi ani uczuciami narodowymi. – Wtedy nie pytano Górnoślązaków, czy są Polakami, czy Niemcami, tylko czy chcą żyć w Polsce, czy w Niemczech – mówi prof. Kaczmarek. – Ta decyzja na pewno była trudna. Dla wielu refleksja narodowościowa nie zawsze była najważniejsza w tych rozważaniach.
Znaczną rolę odgrywały też kwestie społeczne, jak chociażby możliwości awansu, których nie było dla polskich robotników w państwie niemieckim. Również te dylematy przedstawia wystawa w Ratingen. – Pokazujemy strukturę ludności, zdjęcia rodzin, które w polskich strojach ludowych stoją przed lokalem wyborczym. Są i anulowane wybory komunalne z 1919 r., które wypadły dokładnie odwrotnie niż plebiscyt. Co oznacza, że wyniki głosowań w tym regionie ulegały wpływom – mówi David Skrabania.
Spór o linię graniczną
Plebiscyt z 20 marca 1921 r. nie przynosi rozwiązania. Wynik stwarza ogromne problemy interpretacyjne. Niemcy chcą całego Górnego Śląska, ale Korfanty szybko proponuje własną linię podziału i zyskuje poparcie Francji. Proponuje podział, w którym Polsce mają przypaść wszystkie wschodnie powiaty razem z całym Górnośląskim Okręgiem Przemysłowym.
Anglicy i Włosi proponują inną linię. Polska ma otrzymać jedynie południowo-wschodnie obszary powiatów rolniczych i skrawki powiatu katowickiego. Powiaty północno-wschodnie i cały obszar przemysłowy mają przypaść Niemcom. Polska ludność jest wzburzona – na początku maja wybucha III powstanie śląskie, które potrwa ponad dwa miesiące.
W październiku 1921 r. zapada decyzja w sprawie podziału Górnego Śląska. Polsce przypada jedna trzecia obszaru (wschodnia część), ale za to z większością zakładów przemysłowych. 15 maja 1922 r. podpisano w Genewie polsko-niemieckie porozumienie regulujące podział.
Dom w Polsce, stodoła w Niemczech
Nowa linia graniczna na kilkanaście lat podzieli Śląsk. Kompromis nie zadowolił żadnej ze stron. Na dodatek granica jest kłopotliwa, bo rozcina na dwie części jeden organizm nie tylko społeczny, ale i gospodarczy, komunikacyjny, rolniczy. Dzieli miasta, wsie, ale i posesje czy fabryki należące do tego samego koncernu. Podziemne chodniki w kopalniach prowadzą nieraz do drugiego państwa, a pokłady trzeba oddzielać kratami.
Dochodzi do absurdalnych sytuacji. Dom jest na terytorium Niemiec, a stodoła – Polski. Jadąc tramwajem z Chorzowa do Piekar (obydwa miasta przyłączono do Polski), dwa razy przekracza się granicę państwową. – Komisja delimitacyjna „wyprostowała” później granicę, eliminując wiele dziwacznych zjawisk, ale na nowej granicy kwitł przemyt – mówi Ryszard Kaczmarek. Z czasem też (w drugiej połowie lat 30.) zaczęto traktować pracę Górnoślązaków po drugiej stronie granicy jako przejaw nastawienia proniemieckiego.
Problem ciągle żywy
Wydarzenia sprzed stu lat inaczej zapisały się w pamięci polskiej i niemieckiej – mówią inicjatorzy ekspozycji w Ratingen.
O ile w Polsce dominuje obraz powstań śląskich jako zrywów narodowych, o tyle w Niemczech długo jeszcze zwracano uwagę na niesprawiedliwy podział Górnego Śląska, mimo niemieckiej wygranej w plebiscycie. – Dlatego ważne jest, że nad wystawą, która jest w języku polskim i niemieckim, pracowali eksperci z obu krajów – mówi Sebastian Wladarz, prezes Fundacji Haus Oberschlesien, wskazując na współpracę Muzeum w Ratingen z Muzeum w Gliwicach i innymi placówkami na Górnym Śląsku. Wladarz zapewnia, że dzięki temu niemieckie muzeum nie prezentuje jednej perspektywy konfliktu o Górny Śląsk.
I dodaje, że tamta historia może nas nadal wiele nauczyć, bo co rusz na świecie rozgrywają się nowe konflikty na tle narodowościowym.
*Wystawa „Polska czy Niemcy? Górny Śląsk na rozdrożu” potrwa od 21 marca do 31 grudnia 2021. Towarzyszy jej program edukacyjny i wykłady, a na czerwiec planowana jest dwudniowa konferencja naukowa poświęcona plebiscytowi na Górnym Śląsku.
REDAKCJA POLECA


