Ilość wody na Marsie może być równa połowie Oceanu Atlantyckiego
Co najmniej 30 proc. wody, która niegdyś istniała na Marsie, może być uwięzione w minerałach i skorupie planety. Naukowcy odkryli, że ok. 4 mld lat temu było na nim tyle wody, ile pozwoliłoby pokryć całą planetę oceanem o głębokości od 100 do 1500 metrów. To objętość połowy Oceanu Atlantyckiego. Wcześniej naukowcy sądzili, że po utracie przez Czerwoną Planetę ochronnego pola magnetycznego promieniowanie słoneczne i wiatr słoneczny pozbawiły ją znacznej części powietrza i wody. Nowych dowodów na istnienie wody na Marsie może dostarczyć łazik Perseverance.

Ilość woday na Marsie odpowiadająca połowie Oceanu Atlantyckiego
Kilka miliardów lat temu Czerwona Planeta była znacznie bardziej niebieska. Jak dowodzą naukowcy woda na Marsie tworzyła baseny, jeziora i głębokie oceany. Jeszcze 4 mld lat temu wody było tyle, że mogłaby pokryć całą powierzchnię planety oceanem o głębokości nawet 1500 metrów. To objętość w przybliżeniu odpowiadająca połowie Oceanu Atlantyckiego. Obecnie powierzchnia Czerwonej Planety jest sucha.
Woda na Marsie wciąż istnieje
Najnowsze badania naukowców z Politechniki Kalifornijskiej i Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA wskazują jednak, że woda wciąż na Marsie istnieje. Została tylko uwięziona w minerałach i skorupie planety. Wcześniej naukowcy sądzili, że po utracie przez Czerwoną Planetę ochronnego pola magnetycznego promieniowanie słoneczne i wiatr słoneczny pozbawiły ją znacznej części powietrza i wody, która wyparowała do kosmosu.
– Ucieczka atmosferyczna nie wyjaśnia w pełni ilości wody, która według naszych danych kiedyś istniała na Marsie – podkreśla doktorantka Politechniki Kalifornijskiej Eva Scheller, która opublikowała swoje badania w prestiżowym czasopiśmie „Science”.
Naukowcy zbadali zakładaną ilość wody na Marsie w czasie we wszystkich formach (para, ciecz i lód) oraz skład chemiczny obecnej atmosfery i skorupy planety na podstawie analizy meteorytów. Wykorzystali także dane dostarczone przez łaziki i orbitery marsjańskie, zwracając przy tym szczególną uwagę na stosunek deuteru do wodoru. Zdecydowana większość atomów wodoru ma tylko jeden proton w jądrze atomowym, ok. 0,02 proc. występuje w postaci deuteru, który w jądrze ma proton i neutron. Lżejszy wodór szybciej ucieka w kosmos niż jego cięższy odpowiednik.
Porównując poziomy lżejszych atomów wodoru i cięższych atomów deuteru w próbkach marsjańskich, naukowcy mogą oszacować, ile zwykłego wodoru mogła utracić Czerwona Planeta w czasie. Ponieważ każda cząsteczka wody składa się z dwóch atomów wodoru i jednego atomu tlenu, szacunki utraty wodoru na Marsie odzwierciedlają zatem, ile wody zniknęło, gdy promieniowanie słoneczne rozbiło ją na Czerwonej Planecie na cząsteczki wodoru i tlenu.
– Cała ta woda została dość wcześnie odseparowana i potem nigdy nie wypłynęła – wskazuje Eva Scheller.
30–99 proc. wody pozostało na planecie
W ramach nowych badań naukowcy odkryli, że reakcje chemiczne mogły doprowadzić do tego, że 30–99 proc. wody pozostało na planecie. Reszta trafiła do kosmosu, co może wyjaśnić stosunek wodoru do deuteru obserwowany na Marsie.
– Ucieczka z atmosfery wyraźnie odegrała rolę w zmniejszeniu zasobów wody na Marsie. Odkrycia misji marsjańskich z ostatniej dekady wskazują na fakt, że istniał tam ogromny rezerwuar starożytnych uwodnionych minerałów, których formowanie z pewnością zmniejszyło dostępność wody z biegiem czasu – tłumaczy Bethany Ehlmann, profesor planetologii i zastępca dyrektora Instytutu Badań Kosmicznych im. Kecka.
Kiedy woda wchodzi w interakcję ze skałą, chemiczne wietrzenie tworzy gliny i minerały, które zawierają wodę jako część ich struktury. Taki proces zachodzi na Ziemi, ale i na Marsie. Ponieważ Ziemia jest aktywna tektonicznie, tworzy się nowa skorupa na granicach płyt, zwracając wodę i inne cząsteczki z powrotem do atmosfery. Mars jest w większości nieaktywny tektonicznie, więc jeśli powierzchnia wyschnie, to już na stałe.
Naukowcy czekają na wyniki, które przekaże łazik Perseverance
Naukowcy czekają teraz na wyniki, które przekaże łazik Perseverance należący do NASA. Wylądował na Marsie w lutym i może pomóc doprecyzować szacunki, ile wody faktycznie zostało na Czerwonej Planecie.
A preview of what’s to come in just a couple of hours. Once I get this part behind me, I’ll finally be able to get to work. Can’t wait. #CountdownToMars pic.twitter.com/KDrOzNFats
— NASA's Perseverance Mars Rover (@NASAPersevere) February 18, 2021
– Badania, które opierały się na danych z meteorytów, teleskopów, obserwacji satelitarnych i próbek analizowanych przez łaziki na Marsie, pokazują, jak ważne jest badanie Czerwonej Planety na wiele różnych sposobów – mówi Eva Scheller.
(df), thefad.pl / Źródło: newseria
Oburzenie w Moskwie po tym, jak Biden przyznał, że Putin jest „zabójcą”

Jurij Reszeto
Czy prezydent Rosji jest zabójcą? „Tak” – odpowiada w telewizyjnym wywiadzie prezydent USA Joe Biden. Jego słowa wywołały niezadowolenie w Moskwie.
In an interview with ABC News, President Joe Biden said he thinks Vladimir Putin is a “killer” and doesn’t have a soul. pic.twitter.com/ZpXuZcEpkr
— HuffPost (@HuffPost) March 18, 2021
Czy Putin jest zabójcą?
Można odnieść wrażenie, że początkowo nie chciano rozdmuchiwać skandalu. Materiał o wypowiedzi Bidena nie był głównym tematem w wiadomościach pierwszego kanału rosyjskiej telewizji. Prowadząca program nie użyła też słowa „zabójca”, kiedy zapowiadała relację na temat kontrowersyjnych słów prezydenta USA, jakie padły z jego ust w rozmowie z amerykańską telewizją ABC News w programi „Good Morning America.”
Zamiast tego w materiale skupiono się na nowym raporcie amerykańskich służb specjalnych na temat rzekomej ingerencji Rosji w amerykańskie wybory. Dopiero na końcu, jakby na marginesie, pojawił się fragment, który wywołał oburzenie. „Czy uważa pan, że Władimir Putin jest zabójcą?”, pytała dziennikarka ABC. – Tak – odpowiedział Joe Biden. – Wkrótce się przekonacie, jaka będzie cena, którą zapłaci – dodał odpowiedział Biden.
EXCLUSIVE: Pres. Biden told @GStephanopoulos that he agreed Russian President Vladimir Putin is a "killer" and will "pay a price" for interfering in U.S. elections. https://t.co/rIe2ms8sSv pic.twitter.com/VtAGCvF9hp
— Good Morning America (@GMA) March 17, 2021
I choć w państwowej telewizji nie ogłoszono nowej zimnej wojny, to reakcja władz Rosji była bardzo zdecydowana. Do Moskwy wezwano na konsultacje rosyjskiego ambasadora w Waszyngtonie. W oficjalnym uzasadnieniu podano, że Kreml „chce przeanalizować pierwsze 100 dni urzędowania Joe Bidena. Sprawdzić, jak można oczyścić trudne relacje rosyjsko-amerykańskie doprowadzone przez Waszyngton do stagnacji”.
„Kto kogo przezywa, sam się tak nazywa”
Kreml uważa słowa Joe Bidena za „bardzo złe”. – Nie chcę nawet zbyt obszernie o tym mówić – skomentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Jak ocenił, Biden definitywnie nie chce poprawić stosunków z Rosją, a Moskwa będzie wychodzić w przyszłości właśnie z takiego założenia.
Do słów Bidena odniósł się także Władimir Putin. Rosyjski przywódca powiedział, że życzy mu zdrowia i zacytował powiedzenie: „Kto kogo przezywa, sam się tak nazywa”.
– W dzieciństwie, kiedy kłóciliśmy się ze sobą na podwórku, mówiliśmy: „Kto się przezywa, ten się sam tak nazywa”. I to nie przypadek. To nie jest tylko powiedzenie i dziecinny żart. Znaczenie jest w tym bardzo głębokie, psychologiczne. W innej osobie widzimy własne cechy i myślimy, że ktoś jest taki sam jak my – stwierdził Władimir Putin, cytowany przez agencję informacyjną Ria Novosti.
„Polityczne szaleństwo”
Po ostre słowa zaczęli sięgać inni przedstawiciele rządzącej krajem partii Jedna Rosja. Sekretarz generalny Andriej Turczak mówił o ohydnej i bezwstydnej wypowiedzi będącej tryumfem politycznego szaleństwa USA i spowodowanej wiekiem i demencją amerykańskiego przywódcy.
Przewodniczący parlamentarnej komisji ds. polityki informacyjnej w rosyjskiej Dumie Aleksander Hinstein mówił, że nawet w najgorszych momentach zimnej wojny żaden z zachodnich przywódców nie schodził do takiego poziomu obelżywej retoryki. – Można odnieść wrażenie, że Biden zwariował – dodał.
Rzecznik Dumy Wiaczesław Wołodin powiedział, ze słowa amerykańskiego prezydenta obrażają wszystkich Rosjan. Jak ostrzegł, nikt nie może wypowiadać się w ten sposób o rosyjskim prezydencie. Jego zdaniem kroki podejmowane przez Waszyngton wobec Rosji są przejawem histerii spowodowanej bezsilnością. Wołodin nawiązał do najnowszych zarzutów, jakoby Rosja próbowała wpływać na ubiegłoroczne amerykańskie wybory.
Czy Biden niedosłyszy? Raczej nie
Inne wytłumaczenie wypowiedzi Bidena ma Konstantin Kossaczow, szef komisji spraw zagranicznych Rady Federacji, czyli izby wyższej rosyjskiego parlamentu. Jego zdaniem Biden mógł po prostu nie zrozumieć niektórych pytań. – Biorąc pod uwagę jego wiek mogę sobie wyobrazić, że w kilku przypadkach nie był w stanie wysłuchać pytania do końca i tylko przytakiwał. Bardzo chciałbym w to wierzyć – powiedział.
W tę teorię nie wierzy niezależny rosyjski politolog Dmitrij Oreszkin. W rozmowie z DW uważa wręcz za możliwe, że pytanie o Putina było ustalone jeszcze przed wywiadem. – Prezydent USA nie jest kimś, kto wypowiada się w jakiś sprawach przez przypadek. Oczywiście, że dobrze wiedział, co mówi. I był to jasny sygnał pod adresem Putina – ocenia Oreszkin. Zdaniem politologa stosunki między USA a Rosją znajdują się obecnie w fazie przejściowej. – Amerykanie nic przy tym nie tracą. Ale dla Putina to poważny problem – mówi.
REDAKCJA POLECA
Morawiecki w Paryżu. W stolicy Francji nie był znany program pobytu szefa polskiego rządu

Marek Brzeziński
Premier Mateusz Morawiecki przebywał przez pół dnia nad Sekwaną, gdzie rozmawiał z prezydentem Emmanuelem Macronem. Francuskie media zwróciły uwagę jedynie na wspólne stanowisko polsko-francuskie w sprawie szczepionek.
Dzisiaj w Paryżu odbyłem bardzo dobre spotkanie z Prezydentem @EmmanuelMacron. Rozmawiałem o wspólnych dla 🇵🇱 i 🇫🇷 tematach na czele z Europejskim Planem Odbudowy. Także o współpracy gospodarczej, energetycznej, walce z COVID19 oraz o inwestycjach, m. in. związanych z @STH_Poland pic.twitter.com/keQAIcFRuI
— Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) March 17, 2021
We francuskich mediach, włącznie z poważnym dziennikiem centroprawicowym „Le Figaro”, odnotowano jedynie wspólne stanowisko prezydenta V Republiki i premiera RP w sprawie szczepionek.
Obydwaj politycy udzielili poparcia polityce Unii Europejskiej w obliczu kryzysu wywołanego kolejnym atakiem koronawirusa, tym razem także w jego brytyjskiej odmianie – czego nad Sekwaną szczególnie się obawiają. Emmanuel Macron i Mateusz Morawiecki opowiadali się za „solidarnością europejską w walce z epidemią”.
Razem czy osobno
Prezydent Francji położył akcent na wspólne działanie Unii Europejskiej i podejmowanych przez nią kroków w walce z koronawirusem.
– Europejska jedność jest dla naszych obywateli wyrazem nie tylko takiego samego traktowania tej sprawy i solidarności, ale także utwierdzi ich w przekonaniu, że Unia podejmuje słuszne kroki – stwierdził prezydent.
Francuscy komentatorzy zaznaczają, że tej koncepcji unijnej jedności w postępowaniu w walce z epidemią przeciwstawiają się niektóre kraje chcące rozwiązywać problem epidemii we własnym zakresie.
– Takie wspólne działanie będzie jednocześnie dowodem na to, że jesteśmy w stanie produkować szczepionki i że to w Europie powstanie ich najwięcej – mówił Macron. – Przechodzimy najcięższe czasy, my to wiemy, ale mamy przed sobą perspektywy, bo jesteśmy także świadomi tego, że Europa ma pod względem produkcji największy potencjał.
Mateusz Morawiecki powiedział, że „Europa powinna w obliczu trudności dać jedną solidarną odpowiedź.” Dodał, że „powinno się wywierać naciski na laboratoria farmaceutyczne, aby przyśpieszyły rytm produkcji, a tym samym i tempo szczepień”.
Cicho o energetyce
W mediach francuskich żadnego rezonansu nie wzbudził główny punkt wizyty premiera Morawieckiego nad Sekwaną – energetyka.
Wcześniej polskie źródła rządowe podkreślały, że głównym celem jego rozmów z Macronem będzie sprawa zaangażowania się Francji w budowę polskiej energetyki atomowej. To nie znalazło żadnego oddźwięku w komentarzach i w mediach nad Sekwaną, gdzie takie plany w ogóle nie zostały zauważone. Z francuskich źródeł nie wynika, czy rozmowy na ten temat w ogóle się odbyły.
Głównym punktem rozmów miała być energetyka atomowa
Krótkie oświadczenie dla prasy, przeznaczone głównie dla przebywającej na stałe w Pałacu Elizejskim komórki AFP, bez możliwości zadawania pytań, miało miejsce przed spotkaniem Morawieckiego z Macronem. Po tych rozmowach nie wydano żadnego oświadczenia.
Francja, według ekspertów, ma do zaoferowania najnowocześniejsze technologie w dziedzinie energetyki nuklearnej, w której uchodzi za lidera w Europie. Według niektórych opinii współpraca polsko-francuska w dziedzinie energetyki nuklearnej ma także ogromne znaczenie dla stabilności sytuacji w Europie. Ten jednak aspekt wizyty szefa polskiego rządu nad Sekwaną nie trafił do francuskich mediów.
Szczególne okoliczności
Sama wizyta premiera Mateusza Morawieckiego przebiegała w bardzo szczególnych okolicznościach. Jej przebieg był organizowany nie przez polskie służby dyplomatyczne w Paryżu, lecz przez władze w Warszawie. W stolicy Francji nie był znany program pobytu szefa polskiego rządu.
Nic nie wiadomo było także o złożeniu przez Mateusza Morawieckiego kwiatów na płycie upamiętniającej walkę Solidarności i udzielaną jej w tym pomoc ze strony Francuzów. Nikt w Warszawie nie poinformował o tym Polonii, przywiązującej do tego typu wydarzeń wielkie znaczenie.
Co więcej, o przyjeździe szefa rządu na ważne rozmowy z prezydentem Emmanuelem Macronem i z przedsiębiorcami nie powiadomiono nie tylko polskich dziennikarzy w stolicy Francji, ale także korespondentów zagranicznych mediów, którzy nie kryli z tego powodu zaskoczenia. Do premiera Morawieckiego dopuszczona była tylko grupka starannie wyselekcjonowanych dziennikarzy, którzy przybyli wraz z nim z Warszawy.
REDAKCJA POLECA
Europejska Agencja Leków nie wycofa się z rekomendacji ws. szczepień AstrąZeneką
Europejska Agencja Leków nie wycofa się z rekomendacji ws. szczepień AstrąZeneką. W razie konieczności, w celu minimalizacji ryzyka, być może wyłoni ewentualną grupę ryzyka – powiedział w środę prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych Grzegorz Cessak.

AstraZeneca – można ją podawać
Komentując w radiu ZET zawieszenie szczepień preparatem firmy AstraZeneca w kilku krajach UE w związku z obawami, że może on powodować zakrzepy krwi Cessak mówił, że Europejska Agencja Leków wciąż stoi na stanowisku, że można ją podawać. Podkreśla, że profil bezpieczeństwa preparatu nie uległ zmianie od momentu dopuszczenia go do obrotu.
– Trzymamy się wytycznych Agencji, natomiast tych kilka krajów podjęło decyzję niezgodnie ze stanowiskiem EMA – podkreślił Cessak. Jego zdaniem nastąpił w tej sprawie „efekt domina – pewne kraje postąpiły w efekcie wytworzonej nerwicy w społeczeństwie i w Europie”. A konsekwencje takiej decyzji – dodał – są „bardzo duże i poważne. Każdego dnia widzimy komunikaty o nowych chorych, hospitalizowanych i o zgonach”. – Brak szczepionki spowoduje brak szczepień, a to niesie ze sobą ryzyko zgonów, hospitalizacji i ciężkiego przebiegu COVID-19 – dodał.
Pytany, czy jest szansa, że EMA zarekomenduje wycofanie szczepionki, Cessak odparł: „raczej nie ma takiej możliwości”. – Jeszcze dziś będzie dyskusja z szefową EMA i moimi europejskimi odpowiednikami, a jutro będzie finalna ocena komitetu ds. ryzyka. W razie konieczności komitet sformułuje niezbędne zalecenia w celu minimalizacji ryzyka i ochrony zdrowia pacjentów. Być może wyłoni ewentualną grupę ryzyka – zapowiedział prezes URPL.
Cessak powiedział jednocześnie, że w Polsce miał miejsce jeden przypadek zgonu związany z zakrzepem krwi po szczepieniu. Podkreślił jednocześnie, że „nie jest jeszcze potwierdzony związek przyczynowo-skutkowy” między szczepieniem a śmiercią tej osoby. I dodał, że według EMA na 5 mln szczepień w Unii Europejskiej, odnotowano 30 takich przypadków zgonów. – Jest koincydencja czasowa przy podaniu szczepionki, ale taka sama istnieje przy Modernie i Pfizerze. Tamtych zdarzeń było więcej niż przy AstrzeZenece. O tym się nie mówi – przekonywał Cessak i dodał, że te szczepionki też zostaną poddane podobnej analizie.
W kwietniu jednodawkowa szczepionka Johnson&Johnson
Dopytywany, co by było, gdyby jednak AstraZeneca została wycofana, prezes URPL zwrócił uwagę, że w kwietniu będziemy mieli kolejną szczepionkę, jednodawkową firmy Johnson&Johnson. – Harmonogramy dostaw tej szczepionki będziemy znać w piątek lub w poniedziałek. Od tego momentu możemy liczyć mniej więcej miesiąc do czasu pierwszej dostawy – powiedział.
Cessak został również zapytany o leczenie amantadyną. – Rozpoczęła się procedura zatwierdzenia badania klinicznego, co znaczy, że te badania się jeszcze nie zaczęły. Myślę, że najdalej w następnym tygodniu te decyzje będą pozytywne i badania się rozpoczną – powiedział. Dodał, że potrwają około 3-4 miesiące. „Zobaczymy, jaki będzie wynik” – wskazał.
(PAP)

Krzysztof Skiba: Rządzi nami banda idiotów, omotana przez mściwego psychola z Żoliborza

Krzysztof Skiba
Rządzi nami banda idiotów i durni przekonanych, że są geniuszami. Omotana przez mściwego psychola z Żoliborza, armię Osrajtków i Szumowin, psychopatę Zerro, czarodzieja z TVP, cwaniaka z Torunia i bankstera Pinokia. Na Pomorzu władza zamyka galerie handlowe i placówki kulturalne. Sklepy meblowe typu Agata Meble czy Ikea, w których oprócz mebli można kupić garnki i miski, będą otwarte, ale sklep z garnkami i miskami w centrum handlowym będzie zamknięty. Wirus nie rozróżnia piekarni od sklepu z ręcznikami
Rządzą nami ludzie, którzy są przekonani, że wirus rozróżnia spodnie od sera, garnek od maści na pięty, czy laptopy od dresów. Co więcej, oni wierzą w to, że wirus nie myli Hamleta ze szparagami.
Od dziś na Pomorzu władza zamyka galerie handlowe i placówki kulturalne. Powodem jest oczywiście walka z wirusem i wzrost zachorowań w naszym regionie. Sklepy meblowe typu Agata Meble czy Ikea, w których oprócz mebli można kupić garnki i miski, będą otwarte, ale sklep z garnkami i miskami w centrum handlowym będzie zamknięty.
Absurdów jest więcej.
Otwarte będą oczywiście apteki, sklepy spożywcze i sklepy elektroniczne np. Media Markt. Ale zamknięte mają być sklepy odzieżowe, w których sprzedaje się gacie i marynarki.
Już widzę jak wirus, który nie może zarażać w sklepie ze skarpetkami ustępuje i wynosi się z Pomorza. A być może i z Polski! Na wieść o tym, że garnek i patelnie można kupić tylko w Ikei, a w galerii handlowej już nie, mutacje wirusów łkają w mankiety i zmywają się jak niepyszne.
Czas pokazał, że większość tych zakazów, to czysty idiotyzm. Wirus nie rozróżnia piekarni od sklepu z ręcznikami. Nie rozróżnia sztuki Wyspiańskiego od tramwaju. Wirus przenoszony jest przez ludzi, tak samo w autobusie, jak w restauracji. Tak samo w sklepie z meblami, jak w klubie fitness. Jedynym sposobem na walkę z wirusem jest trzymanie dystansu we wszystkich miejscach i nakazowe ograniczanie ilości klientów np. do kilku osób w sklepie w zależności od powierzchni czy do 50 proc widowni w teatrach i domach kultury.
Jedyny zakaz, jaki powinien nadal obowiązywać, to zakaz imprez masowych. I tu mówię niestety o mojej branży, czyli branży koncertowej, bo trudno na koncercie zachować dystans.
Zamykanie wszystkich galerii handlowych, restauracji i punktów gastronomicznych, a tym samym wykańczanie handlu i gastronomii, było wielkim błędem. O ile rozumiem, że takie błędy można było popełnić na początku pandemii (przypomnę, że zamykano lasy i parki przy 50 osobach zarażonych dziennie, a otwierano przy 2 tysiącach zarażonych na dobę), to dalsze brnięcie w te idiotyzmy, uważam już nawet nie za głupotę, ale za katastrofę narodową.
Nie to, jaki sklep zamkniemy jest ważne, ale trzymanie dystansu jest podstawą ochrony zdrowia, plus środki zabezpieczające, czyli gumowe rękawiczki i maski. Od tego, że zamkniemy sklep z krawatami w galerii handlowej wirus nie zniknie. Liczba zarażonych się nie zmniejszy, bo sklep z garnkami będzie zamknięty. Unikanie tłumów i ścisku jest ważne. Zarazić można się przecież, także w kolejce po bułki czy w aptece, gdy mocno nerwowy klient napiera ci na plecy.
Pamiętam jak latem rządowa TVP i Jacek Kurski urządzali koncerty disco polo. Innych obowiązywały zakazy. Władzy nie, bo kto władzy zabroni. Żartowaliśmy wówczas, że wirus nie pojawia się na imprezach TVP, bo boi się zatrucia.
Politycy wykorzystywali pandemię do swoich celów i rozgrywek. Manipulowali danymi i gdy Duda kandydował na prezydenta wirus był w odwrocie, a gdy protesty Strajku Kobiet wylały się na ulice, to wirus nagle zaczął atakować.
Oprócz manipulacji warto przypomnieć też brak konsekwencji. Mandarynów władzy i kościelnych elit przepisy nie dotyczyły. Gastronomię i sklepy zamknięto, ale na imprezach u Rydzyka politycy bywali tłumnie. Wstęp na cmentarze w Święto Zmarłych był zabroniony, ale pana Prezesa to nie dotyczyło. Wszyscy mieli nakaz chodzenia w maskach, ale Jarosław i jego świta pod schodkami smoleńskimi paradowali bez nich.
Przy takim pijanym zarządzaniu padnie gospodarka, a z pandemii wyjdziemy może za dziesięć lat. Od początku pandemii powinny być otwarte wszystkie sklepy, restauracje i placówki kultury oprócz dyskotek i sal koncertowych.
Większa dyscyplina powinna być utrzymana w trzymaniu dystansu. Tak samo zarazić można się w restauracji, jak i w autobusie. Przydałoby się też mniej manipulacji i kłamstw w mediach rządowych, ale rozumiem, że to wrodzony nawyk i bez tego PiS nie utrzymałby władzy przez tydzień.
To ogłaszanie zakazów z dnia na dzień. Nie liczenie się z konsekwencjami własnych decyzji (wstrzymanie operacji planowych w szpitalach). Idiotyczne eksperymenty na żywym organizmie społecznym (zamykanie lasów) plus robienie lewych interesów, takich jak afery z respiratorami, handel maseczkami bez atestu, trzykrotne przepłacanie za testy na wirusa (bo handluje nimi spółka waszych ludzi), te wszystkie posunięcia, kłamstwa i krętactwa baronów i książątek z PiS, doprowadziły do dramatycznej i beznadziejnej sytuacji, w jakiej jest Polska.
Zamiast zamykać sklepy z garnkami w galeriach handlowych i takimi decyzjami walczyć z wirusem, powinniście wsadzić sobie GARNEK NA ŁEB. Byłoby to bardziej racjonalne.
Wniosek:
rządzi nami banda idiotów i durni przekonanych, że są geniuszami. Omotana przez mściwego psychola z Żoliborza, armię Osrajtków i Szumowin, psychopatę Zerro, czarodzieja z TVP, cwaniaka z Torunia i bankstera Pinokia.
W podręcznikach historii będą o was pisać jak o kabarecie dziadersów, który dzięki kłamstwu smoleńskiemu i rosyjskim podsłuchom u Sowy, dorwał się do korytka i zainfekował trucizną nienawiści ten piękny, słowiański lud, co to, „skórkę chleba podnosi z ziemi przez uszanowanie”.
PS.
Nie jestem właścicielem żadnej knajpy czy sklepu w galerii handlowej.
Krzysztof Skiba
Kilkanaście państw wstrzymało stosowanie szczepionki AstraZeneki, EMA uspokaja
Kilkanaście państw wstrzymało stosowanie szczepionki AstraZeneki po wykryciu zakrzepów krwi u niewielkiej liczby zaszczepionych osób. Europejska Agencja Leków uspokaja.

DW

Ryzyko zakrzepów krwi nie jest większe pod wpływem szczepionki przeciwko koronawirusowi – ocenia Europejska Agencja Leków (EMA). Według dotychczasowych ustaleń liczba przypadków choroby zakrzepowo-zatorowej u osób zaszczepionych nie jest wyższa niż w ogólnej populacji – poinformowała EMA w odpowiedzi na zapytanie agencji prasowej AFP. Eksperci sprawdzą jednak wszystkie doniesienia.
Szczepienia przeciw Covid-19 produktem AstraZeneki wstrzymano m.in. w Norwegii, Danii, Austrii, Estonii, na Litwie, Łotwie, w Luksemburgu, we Włoszech, a także w Tajlandii. Na taki krok nie zdecydowały się z kolei m.in. Polska, Szwecja i Francja, oceniając, że nie ma obecnie wystarczających powodów, aby zaprzestać szczepień.
Do wyjaśnienia sprawy
Duński urząd zdrowia podał w czwartek (11.03.2021), że na dwa tygodnie wstrzymuje szczepienia preparatem AstraZeneca aż do wyjaśnienia sprawy. Powodem były doniesienia o „ciężkich przypadkach tworzenia się zakrzepów krwi” u zaszczepionych osób. Nie wyjaśniono jeszcze jednoznacznie, czy istnieje związek między szczepieniem a zaburzeniami krzepnięcia krwi. Duńskie instytucje podkreśliły jednak, że nie odrzucają tej szczepionki, która jest dobrze udokumentowana, pewna i efektywna, a jedynie reaguj na doniesienia o ewentualnych skutkach ubocznych.
Krótko potem Norwegia i Islandia ogłosiły zawieszenie szczepień AstraZeneką.
Szczepionka szwedzko-brytyjskiego producenta jest dopuszczona do obrotu w UE od stycznia. W Niemczech i kilku innych krajach europejskich preparat dopuszczono początkowo tylko dla osób poniżej 65. roku życia, ponieważ brakowało wtedy wiarygodnych danych na temat jej skuteczności u starszych osób. Teraz jednak szczepionka jest zalecana również dla seniorów.
Niemcy dalej szczepią
Niemieckie ministerstwo zdrowia nie wstrzymało na razie szczepień preparatem firmy AstraZeneca w Niemczech. – W obecnej sytuacji nadal nie ma żadnych przesłanek, że śmiertelny przypadek w Danii jest przyczynowo związany ze szczepionką przeciwko koronawirusowi – powiedział rzecznik ministerstwa.

Odpowiedzialny za szczepionki Instytut Paula Ehrlicha poinformował, że jest w kontakcie z duńską agencją leków oraz europejską agencją EMA i bada sytuację w Niemczech.
Niemiecki epidemiolog i polityk Karl Lauterbach skrytykował decyzję duńskich władz. „Moim zdaniem na podstawie jednego przypadku w Danii stosowanie szczepionki nie powinno było zostać zawieszone” – napisał na Twitterze. Uszczerbek zaufania jest ogromny. Zakrzepy są częstym powikłaniem COVID-19, a przed tym chroni szczepionka AstraZeneca. Według Lauterbacha preparat ten jest pewny. „Przyjąłbym go w każdej chwili” – dodał.
Inny niemiecki ekspert uważa, że związek między szczepionką a zgonem jest mało prawdopodobny. – Bezpośredni związek jest trudny do pomyślenia, to może być też zbieg okoliczności – powiedział Bernd Salzberger z Kliniki Uniwersyteckiej w Ratyzbonie. – Zakrzepy nie wystąpiły ani w badaniach klinicznych, ani podczas szczepienia w Anglii, gdzie jest się bardzo czujnym.
Feralna partia?
Wcześniej już Austria z powodu jednego zgonu i trzech chorych zawiesiła stosowanie jednej partii szczepionki AstraZeneca, którą były zaszczepione poszkodowane osoby. Podobnie postąpiły Litwa, Łotwa, Estonia i Luksemburg. W sumie partia oznaczona symbolem ABV5300 została dostarczona do 17 państw UE (m.in. Danii, Francji, Holandii, Polski, Hiszpanii i Szwecji), ale nie do Niemiec – podała EMA. Partia obejmuje milion dawek.
Według EMA do 9 marca br. zarejestrowano łącznie 22 przypadki zatorów zakrzepowych wśród trzech milionów osób zaszczepionych AstraZeneką w Europejskim Obszarze Gospodarczym.
Dotychczas na całym świecie podano ponad 268 mln dawek różnych szczepionek przeciwko Covid-19, nie stwierdzono żadnego spowodowanego nimi zgonu – przypomniała w piątek rzeczniczka WHO Margaret Harris.
REDAKCJA POLECA
Kończą się pigułki? Zamów receptę przez internet
W Polsce środki antykoncepcyjne wydawane są jedynie na receptę. Trzeba zatem najpierw otrzymać ją od lekarza. Nie zawsze jednak wizyta jest możliwa. Wtedy rozwiązaniem może być zamówienie e-recepty przez internet. Sprawdź, jak to zrobić!

Recepty zamówisz przez internet
Coraz więcej sieci i placówek medycznych ułatwia pacjentom otrzymanie recepty i wprowadza systemy pozwalające na zamówienie ich przez internet. To wygodne rozwiązanie, ponieważ nie ma potrzeby osobistej wizyty u lekarza – teraz, w dobie epidemii koronawirusa, jest to bezpieczniejsza opcja niż zwykła konsultacja. Receptę online można zamówić zarówno u swojego stałego lekarza, jak i w miejscu, z którego usług wcześniej się nie korzystało. Na szczególną uwagę zasługują tutaj serwisy medyczne online, które obecnie cieszą się ogromnym powodzeniem wśród pacjentów. Powalają one na skorzystanie z konsultacji medycznych przez internet i otrzymanie od ręki recepty na potrzebne leki. To wszystko w naprawdę przystępnej cenie.
Jakie recepty można zamówić online?
Gdy zamawiana jest e recepta antykoncepcja jest najbardziej popularna. Kobiety mogą otrzymać od swojego lekarza receptę tylko na 3 miesiące, dlatego należy odwiedzić go przynajmniej 4 razy w roku. Gdy nie jest to możliwe, recepta wystawiona przez internet jest najwygodniejszą opcją. Poza antykoncepcją standardową można także zamówić antykoncepcję awaryjną, czyli tak zwaną tabletkę „dzień po”. Pozwala ona na uniknięcie ciąży, na przykład po pęknięciu prezerwatywy podczas stosunku. Oprócz tego zamawiane są również inne leki, najczęściej na schorzenia przewlekłe, gdy pacjent musi systematycznie je zażywać.
Recepta przez internet – krok po kroku
Zamówienie recepty na tabletki antykoncepcyjne oraz inne leki online nie jest skomplikowane. Sprawdź, jak to zrobić!
1. Wybierz serwis wystawiający recepty przez internet – z dostępnymi ofertami można zapoznać się bliżej w sieci. Zwróć uwagę na dostępne terminy konsultacji i na koszt wystawienia recepty.
2. Zapisz się na konsultację z wybranym lekarze – najczęściej wcześniej konieczne jest zarejestrowanie się w serwisie, a potem opłacenie konsultacji. Można zrobić to systemem płatności, na przykład kartą albo przelewem.
3. Zaczekaj na konsultację i weź w niej udział – najczęściej ma ona formę czatu internetowego z opcją wideo lub bez.
4. Odbierz receptę – jest ona wystawiana od razu po konsultacji i ma ona formę e-recepty, czyli recepty elektronicznej, która jest przekazywana jako kod. Można otrzymać go także na podany adres e-mailowy lub na numer telefonu.
5. Zrealizuj receptę – możesz zrobić to w każdej aptece. Wystarczy, że przekażesz kod recepty oraz swój numer PESEL.
Marcin Zegadło: czego w poparciu dla Hołowni nie mogę ogarnąć

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
Jest jeszcze jedno, czego w poparciu dla Hołowni nie mogę ogarnąć. Jak to jest możliwe, że w kraju, w którym odbiera się kobietom elementarne prawo do decydowania o własnych ciałach, zabierając im prawo do godnej aborcji będącej wynikiem podjętej przez nie decyzji, w tym samym kraju istotną siłą polityczną staje się celebryta, katolicki publicysta, który zapisał kilogramy stron swoimi świadectwami katolickiej wiary, który jest praktykującym katolikiem, który w związku tym nie może być zwolennikiem aborcji, nie jest nim i nigdy nie będzie.
Wiem, że to mało rozsądne pisać krytycznie w Polsce o Szymonie Hołowni i że stronnicy Hołowni chcieliby, żeby o Hołowni tylko „dobrze” albo wcale (trochę tak jak o zmarłych, co też swoją drogą uważam za słaby pomysł), ale kiedy przyglądam się rosnącemu poparciu dla Hołowni, spokoju nie daje mi świadomość jak bardzo Polki i Polacy, w gruncie rzeczy, uciekają od polityki.
Ostatecznie, począwszy od upadku poprzedniego systemu politycznego w roku 1989, co pewien czas zjawia się ktoś, kto deklaruje „antysystemowość” lub „bycie poza układem”.
Zaczęło się od Stana Tymińskiego, co wtedy wydawało się czymś kuriozalnym, w efekcie okazując się zapowiedzią tego co miało nastąpić.
Poznajecie Droga Młodzieży? Na pewno nie. No to wyjaśniam: tak wyglądał Hołownia w 1990. pic.twitter.com/pl8anxFoqg
— Piootr (@peter___101) March 5, 2021
Los Kukizów i Palikotów powinien być dla wyborców antysystemowych kandydatów jakąś tam przestrogą, ale gdzie tam. Polak/Polka wciąż żywią przekonanie, że można robić politykę bez polityki i poza polityką, można ją robić bez politycznego zaplecza i kapitału i nie widzi w tym Polak oraz Polka zagrożenia. Na przykład, że taki „antysystemowiec” zblatuje się w końcu z kimś, kto mu ten kapitał zapewni, a przecież będzie tego kapitału i tego zaplecza potrzebował, bo inaczej pochłonie go otchłań pełna politycznych wyjadaczy, którzy od lat żyją z pieniędzy podatników, wypełniając sejm i senat swoimi kosztownymi dla podatnika osobami.
Polak i Polka wciąż wierzą, że poparcie wyborców to jest to samo, co polityczne zaplecze, więc głosują na swoich „antysystemowców” przegapiając ów nieuchwytny moment, w którym antysystemowiec staje się częścią systemu, bo przecież o nic innego mu nie chodzi jak właśnie o to i trudno go za to winić – inaczej polityki robić się nie da.
Jest jeszcze jedno, czego w poparciu dla Hołowni nie mogę ogarnąć. Jak to jest możliwe, że w kraju, w którym odbiera się kobietom elementarne prawo do decydowania o własnych ciałach, zabierając im prawo do godnej aborcji będącej wynikiem podjętej przez nie decyzji, w tym samym kraju istotną siłą polityczną staje się celebryta, katolicki publicysta, który zapisał kilogramy stron swoimi świadectwami katolickiej wiary, który jest praktykującym katolikiem, który w związku tym nie może być zwolennikiem aborcji, nie jest nim i nigdy nie będzie.
Opublikowany przez Szymona Hołownię Czwartek, 28 stycznia 2021
Więc z czym w tym wypadku mamy do czynienia? Co powoduje tymi, którzy chcą poprzeć Hołownie politycznie? Bo jeśli są to jego deklaracje, że będzie rozliczał księży pedofilów z ich zbrodni, to „daj Boże”, żeby w końcu ktoś te mendy powsadzał do więzień. Ale jeśli są to pobekiwania Hołowni o rozdziale Kościoła od państwa to doradzałbym jednak pewną nieufność w tym względzie.
Co do aborcji i prawa kobiet do wyboru w tej kwestii jedno jest pewne – wybór Hołowni jako wybór polityczny gwarantuje zamrożenie tej kwestii na długie, ciągnące się w nieskończoność lata.
Poza tym Hołownia to jest oczywiście fajny facet, podobno otwarta głowa i bardzo spoko katolik.
Pamiętajcie tylko, że jak mówicie o rewolucji to na jej czele nie może stać ani Ludwik XVI, ani Mikołaj II. To nie jest po prostu ta strona barykady.
Marcin Zegadło
SCR i AdBlue w samochodach z dieslem. Co należy o nich wiedzieć?
Układ SCR wykorzystujący płyn do oczyszczania spalin AdBlue to układ, który powinien znaleźć się w każdym nowym samochodzie z silnikiem wysokoprężnym. Czym jest i co należy o nim wiedzieć?

- Czym jest SCR?
- dBlue – co to jest?
- Jak uzupełnić płyn AdBlue?
- Jak działa AdBlue, ile kosztuje?
- Co wchodzi w skład układu SCR?
- Najczęstsze awarie układów SCR i silników diesla
Czym jest SCR?
SCR to układ selektywnej redukcji katalitycznej. Stosowany jest on m.in. w samochodach z silnikiem wysokoprężnym, co związane jest z drastycznymi ograniczeniami emisji spalin obowiązującymi w Unii Europejskiej od 2014 roku (EURO 6). Wcześniej stosowane układy oczyszczania spalin w silnikach diesla nie były w stanie sprostać nowym regulacjom, dlatego w nowych autach tego typu zaczęto instalować dodatkowy układ SCR. Wymaga on zastosowania dodatkowego płynu eksploatacyjnego – AdBlue.
AdBlue – co to jest?
AdBlue jest płynem oczyszczającym spaliny, który składa się z mocznika (32,5%) oraz wody demineralizowanej (67,5%). Jest to płyn nietoksyczny i bezbarwny (wbrew nazwie, która sugerowałaby raczej niebieską barwę). Nazwa AdBlue to zarejestrowany znak towarowy organizacji Verband der Automobilindustrie (VDA), a jego produkcją w Polsce zajmuje się Grupa Azoty.
Jak uzupełnić płyn AdBlue?
AdBlue należy dolać do dodatkowego wlewu, który w większości aut znajduje się obok wlewu paliwa. Aby to zrobić, musimy użyć wtryskiwacza działającego pod wysokim ciśnieniem. Zbiorniki na AdBlue mają ok. kilkunastu litrów pojemności, a gdy płyn będzie się kończył, otrzymamy ostrzeżenie. Jeśli nie uzupełnimy go na czas, silnik może zgasnąć lub samochód nie będzie chciał się ponownie uruchomić po zgaszeniu. Pod żadnym pozorem nie wolno dolewać AdBlue do paliwa – grozi to uszkodzeniem silnika!
Jak działa AdBlue, ile kosztuje?
AdBlue działa na zasadzie neutralizacji szkodliwych dla środowiska cząsteczek tlenku azotu. Wchodząc z nimi w reakcję, płyn dokonuje ich rozkładu na azot i parę wodną, które nie szkodzą środowisku. Z reguły auto zużywa ok. 5% wartości AdBlue, którą zużywa na paliwo, czyli w przypadku np. samochodu spalającego 8 litrów na 100 przejechanych kilometrów, zużyjemy po tym dystansie zaledwie ok. 0,4 litry AdBlue.
Ile kosztuje AdBlue? W przypadku 5-litrowych pojemników zapłacimy 10-14 złotych, 10-litrowych: ok. 20 zł. Oczywiście ceny są zróżnicowane, ale generalnie najtaniej wyjdzie kupować większe zbiorniki. W Internecie oferty będą zdecydowanie lepsze niż na stacjach: warto przejrzeć chociażby oferty Allegro.
Co wchodzi w skład układu SCR?
Układ SCR jest częścią układu wydechowego, montowanego za filtrem cząstek stałych. Najważniejsze elementy układu SCR to:
- Sterownik elektroniczny, zarządzający procesem wtryskiwania AdBlue do katalizatora SCR, a także informujący kierowcę o poziomie płynu i ewentualnych awariach.
- Katalizator SCR, czyli szczelna, metalowa puszka, gdzie dochodzi do zmieszania spalin z AdBlue.
- Podgrzewany zbiornik, gdzie przechowywany jest płyn AdBlue oraz gdzie znajduje się filtr oczyszczający AdBlue z zanieczyszczeń. Często też znajduje się tu grzałka chroniąca płyn przed zamarznięciem.
Najczęstsze awarie układów SCR i silników diesla
Układy SCR mogą sprawiać problemy i nie chodzi tylko o mechaniczne uszkodzenia, np. katalizatora. AdBlue może ulec krystalizacji w czasie mrozu, co prowadzi do uszkodzenia pompy. Uszkodzić też mogą się czujniki azotu i wtryskiwacze. Z drugiej strony równie często awarii ulegają inne elementy złożonej konstrukcji diesla, m.in. turbosprężarki i układ chłodzący (w tym intercooler) czy koło zamachowe. Kupując nowy samochód z dieslem, musimy być więc gotowi na kilka typowych usterek, które mogą się z czasem pojawić przy jego eksploatacji.
Gigantyczny Teleskop Magellana otworzy nową erę kosmicznych odkryć
Gigantyczny Teleskop Magellana wykona dziesięciokrotnie wyraźniejsze fotografie Wszechświata niż Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Zintegruje siedem zwierciadeł głównych o szerokości 8,4 m w pojedynczą powierzchnię zbierającą światło o średnicy 24,5 m – trzykrotnie szerszej niż jakikolwiek obecnie działający teleskop optyczny. Obecnie na Uniwersytecie Arizony produkowane jest już szóste lustro. GMT zrewolucjonizuje nasze obecne rozumienie Wszechświata. – Teleskop zajrzy dalej w głąb Wszechświata i uchwyci więcej szczegółów niż jakikolwiek wcześniejszy teleskop optyczny – podkreśla Daniel Stolte z Uniwersytetu Arizony.

Teleskop Magellana o siła widzenia 10 razy większej niż Teleskopu Hubble’a
Naziemny Gigantyczny Teleskop Magellana (GMT) zapewni dziesięciokrotnie wyraźniejsze zdjęcia Wszechświata niż słynny Kosmiczny Teleskop Hubble’a. GMT będzie również wykorzystywać siedem największych obecnie segmentów luster.
– Najważniejszą częścią teleskopu jest jego zwierciadło zbierające światło – wskazuje James Fanson, kierownik projektu Gigantycznego Teleskopu Magellana. – Im większe lustro, tym głębiej możemy zajrzeć i tym więcej szczegółów Wszechświata możemy zaobserwować.
Światło z krawędzi Wszechświata najpierw odbije się od siedmiu zwierciadeł głównych, następnie ponownie od siedmiu mniejszych zwierciadeł wtórnych, a na koniec przejdzie przez środkowe zwierciadło główne do zaawansowanych kamer. Tam zmierzone zostanie światło, aby określić, jak daleko znajdują się obiekty i z czego są zrobione.
Pierwsze lustro zostało ukończone w 2005 roku, obecnie trwają prace nad szóstym segmentem. Budowa Gigantycznego Teleskopu Magellana postępuje.
Bliżej nowych odkryć w kosmosie
Siła widzenia teleskopu jest 10 razy większa niż słynnego Kosmicznego Teleskopu Hubble’a i cztery razy większa niż Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba.
– Unikatowa konstrukcja zwierciadła głównego Gigantycznego Teleskopu Magellana składa się z siedmiu największych zwierciadeł na świecie. Odlanie szóstego lustra to duży krok w kierunku ukończenia całej inwestycji. Po uruchomieniu Gigantyczny Teleskop Magellana będzie generował obrazy 10 razy wyraźniejsze niż Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Odkrycia, których dokonają te lustra, zmienią nasze rozumienie Wszechświata – przekonuje James Fanson.
Cud nowoczesnej inżynierii i produkcji szkła
Lustra główne zbudowane przez laboratorium UA Mirror Lab są cudem nowoczesnej inżynierii i produkcji szkła. Każdy segment jest zakrzywiony do bardzo precyzyjnego kształtu i wypolerowany do długości fali światła – około jednej milionowej cala. Chociaż lustra GMT będą reprezentować znacznie większy układ niż jakikolwiek teleskop, całkowita waga szkła jest znacznie mniejsza, niż można by się spodziewać. Osiąga się to za pomocą formy o strukturze plastra miodu, w której gotowe szkło jest w większości wydrążone.
Siedem pojedynczych segmentów zwierciadeł, ułożonych w układ przypominający kwiatki, połączy się, tworząc powierzchnię zwierciadła głównego o średnicy 25 m. Ze względu na duży rozmiar i głęboką krzywiznę zwierciadła głównego wymagało to wprowadzenia innowacyjnych rozwiązań do polerowania i pomiaru powierzchni.
Cztery lata zajmuje produkcja lustra. Dwa jego polerowanie
Odlewanie spinowe to pierwszy etap czteroletniego procesu tworzenia każdego lustra. Pozostałe etapy są przeprowadzane w innych częściach laboratorium lustrzanego, dzięki czemu można wyprodukować do czterech segmentów luster w tym samym czasie.
– Odlewanie spinowe jest niezaprzeczalnie najbardziej spektakularną częścią procesu produkcyjnego – wskazuje Buddy Martin, naukowiec z laboratorium Richard F. Caris Mirror Lab na Uniwersytecie Arizony. – To proces polerowania i ciągłego mierzenia zamienia ten niesamowity kawałek szkła w lustro.
Lustro będzie polerowane przez dwa lata, zanim osiągnie optyczną dokładność powierzchni mniejszą niż jedna tysięczna szerokości ludzkiego włosa lub pięć razy mniejszą niż pojedyncza cząstka koronawirusa.
– Do czasu zakończenia polerowania uzyskamy dokładność lustra powyżej 25 nm. Tak gładka musi być powierzchnia, aby uzyskać możliwie najostrzejsze obrazy z teleskopu – podkreśla Buddy Martin.
Pod koniec lat 20. XXI wieku gigantyczne lustra zostaną przetransportowane na chilijską pustynię Atakama do Obserwatorium Las Campanas, znajdującego się ponad 2500 m nad poziomem morza. To jedno z najlepszych miejsc astronomicznych na planecie, z czystym niebem, niskim zanieczyszczeniem i stabilnym przepływem powietrza, dzięki czemu obrazy są wyjątkowo ostre. Dodatkowo położenie na południowej półkuli daje dostęp do centrum Drogi Mlecznej. Nowy teleskop zwiększy szanse na znalezienie śladów życia w kosmosie.
– Teleskop zajrzy dalej w głąb Wszechświata i uchwyci więcej szczegółów niż jakikolwiek wcześniejszy teleskop optyczny – podkreśla Daniel Stolte z zespołu komunikacji Uniwersytetu Arizony.
(df) thefad.pl / Źródło: newseria
