Odzież do piłki ręcznej – z czego składa się profesjonalny strój do piłki ręcznej?
Piłka ręczna jak powszechnie wiadomo jest bardzo wymagającą dyscypliną sportową, dlatego też tym bardziej warto postawić na profesjonalny strój do piłki ręcznej, dostosowany do dynamiki i specyfiki tego rodzaju sportu. Największy komfort gry zapewniają ubrania od renomowanych producentów, które w całości wykonane są z wysokiej jakości materiałów. Markowa odzież do piłki ręcznej to inwestycja na lata, która na pewno bardzo szybko się zwróci.

Wygodna bielizna termoaktywna
Pierwszą warstwę odzieży stanowi oczywiście bielizna termoaktywna i skarpetki sportowe. Nowoczesna bielizna termoaktywna jest w chwili obecnej najlepszą alternatywą dla popularnej bielizny termicznej. W dzisiejszych czasach, największym zainteresowaniem cieszy się poliestrowa bielizna, dzięki której pot jest błyskawicznie zabierany z ciała i transportowany na zewnątrz. Jeżeli chodzi o komfort, to warto postawić na bieliznę bezszwową, dzięki której raz na zawsze można zapomnieć o nieprzyjemnych obtarciach. Warto pamiętać też o specjalnych skarpetach sportowych. Najlepiej postawić na modele, które dodatkowo są wzmocnione podeszwą. Najlepszymi parametrami użytkowymi mogą pochwalić się skarpety sportowe z naturalnej bawełny z domieszką poliamidu/elastanu. Odprowadzają wilgoć, a także stanowią dodatkową stabilizację stopy w bucie.
Koszulki i spodenki meczowe
Bezpośredni kontakt z ciałem mają także koszulki i spodenki meczowe, dlatego też powinny być wykonane z odpowiednich materiałów. Odzież do piłki ręcznej marki Kempa może pochwalić się uniwersalnym fasonem, dzięki czemu idealnie pasować będzie do każdej sylwetki. Poliestrowe koszulki i spodenki meczowe wyróżniają się nie tylko dużą wytrzymałością, ale również tym, że są bardzo łatwe w pielęgnacji. Poliestrowa odzież do piłki ręcznej może być prana w zwykłej pralce. Poliester jest jednym z tych sztucznych materiałów, który odznacza się również dużą odpornością na pleśń, grzyby i mole. Nie można zapominać także o niskiej higroskopijności.
Bluzy, spodnie i spodenki dresowe
W nieco chłodniejsze dni doskonale sprawdzą się bluzy i spodenki dresowe do piłki ręcznej. Klasyczne bluzy treningowe marki Kempa także są wykonane z wytrzymałego poliestru. Materiał ten jest bardzo łatwy w barwieniu, dzięki czemu producenci są w stanie zaoferować elegancką odzież sportową, która doceniona będzie także za niesamowite walory estetyczne. Wybierając bluzy dresowe warto zadbać o to, aby posiadały funkcjonalne ściągacze na rękawy i na dole bluzy treningowej. W Polsce pogoda pozostawia wiele do życzenia, dlatego też warto wyposażyć się w ciepłe kurtki sportowe do piłki ręcznej. W dużej mierze to właśnie dzięki nim będzie można trenować na zewnątrz nawet w chłodniejsze dni.
Jakie akcesoria i dodatki wybrać?
Każdy profesjonalny sportowiec powinien wyposażyć się nie tylko w kompletny strój na każdą porę roku, ale również w dodatkowe elementy stroju do piłki ręcznej. W słoneczne dni może się przydać czapka z daszkiem, a w chłodniejsze dni ciepła czapka z poliakrylu. Podczas treningów i meczów przydatna będzie również frotka na dłonie do odprowadzania potu. Opisując najpopularniejsze akcesoria nie można zapominać także o klejach żywicznych, dzięki którym można poprawić chwyt.
Kolekcje sportowe do piłki ręcznej
Warto również zwrócić uwagę na kolekcje drużynowe do piłki ręcznej. Znane marki sportowe oferują kolekcje drużynowe zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Jest to doskonałe rozwiązanie dla drużyn sportowych, które szukają profesjonalnego stroju do piłki ręcznej na treningi i mecze! Marka Kempa oferuje odzież drużynową z kolekcji Prime, Emotion 2.0, Core 2.0, Curve, dzięki czemu każdy zespół grający w piłkę ręczną z łatwością skompletuje strój!
Profesjonalna odzież sędziowska
Sędziowie również powinni pamiętać o odpowiednim stroju. Marka Kempa w odpowiedzi na ich oczekiwania zaprojektowała profesjonalną odzież sędziowską. Dzięki niej każdy sędzia będzie czuł się komfortowo podczas meczu i w pełni będzie mógł się skupić na rozgrywce.
Kompletując strój do piłki ręcznej warto postawić na odzież od znanego i cenionego producenta dedykowaną do tej konkretnej dyscypliny sportowej. Będziemy mieć wtedy pewność, że zadbaliśmy o najwyższy komfort gry, co z pewnością przełoży się na wyniki sportowe. Dlatego wybierając strój do piłki ręcznej warto zwrócić uwagę na odzież od marki Kempa, którą można kupić w sklepie sportowym online SPORTSPRO!
Chciałabym BYĆ KOBIETĄ

Agnieszka Ossowska
Kiedy masz niepełnosprawne dziecko, nie czujesz się KOBIETĄ. Jesteś tylko MAMĄ. Żadna inna rola wtedy tobie nie pasuje. Jesteś troską, opieką, ochroną, zmartwieniem, smutkiem. Jesteś oparciem, którego sama nie masz.
Kiedy masz niepełnosprawne dziecko, nie czujesz się KOBIETĄ. Jesteś tylko MAMĄ. Żadna inna rola wtedy tobie nie pasuje. Jesteś troską, opieką, ochroną, zmartwieniem, smutkiem. Jesteś oparciem, którego sama nie masz. Trzymaniem za rękę, podnoszeniem z łóżka, podawaniem leków. Jesteś wyrzutami sumienia, że nie dajesz rady. Jesteś żałosnymi znakami zapytania, czy z tego stanu jest jakieś wyjście.(…)

Jesteś desperacją, poszukiwaniem drogi, kołataniem do wielu drzwi, niepewnością i zagubieniem. Waleniem głową w mur. Jesteś poszarganymi nerwami, pogniecionymi ubraniami. Bo nie masz czasu dla siebie ani tym bardziej na prasowanie ubrań i na żadne bezsensowne rzeczy. A bezsens widzisz już na każdym kroku. Jesteś promieniem słońca, na które ciągle pada cień, gdziekolwiek nie próbuje padać.
Jesteś walką o przetrwanie. Jesteś logistyką każdego dnia, planem działań, biorącym pod uwagę nie tylko to, co musisz przeżyć z tym dzieckiem, ale też te niezliczone minuty na wyjście – na szamotaninę, żeby dziecko chciało się umyć, ubrać, wyjść gdziekolwiek. Jesteś problemem na ulicy, w sklepie, w pociągu. Jesteś obserwowana, chociaż masz ochotę być niewidzialna. Okrzyki twojego dziecka są tak głośne, że starasz się zagłuszyć je swoimi, a chciałabyś tak naprawdę nie zwracać na siebie uwagi. Ale nie możesz, bo jesteś krzykiem rozpaczy. Jesteś niemocą, chociaż siłujesz się z całych sił. Z dzieckiem, z życiem, z problemami dnia powszedniego. Ze szkołą, służbą zdrowia, z byciem samą wobec całego świata. Jesteś samotnością. Kojarzoną z biedą, z bezrobociem, z patologią. Nawet jak masz to szczęście, że masz kasę. Jesteś połamanym sercem, brakiem atrakcyjności, utratą marzeń. Jesteś MIŁOŚCIĄ NAJWIĘKSZĄ, choć niewystarczającą, by móc z niej żyć. Jesteś wieczną WALKĄ. O przetrwanie, o wychowanie, o rehabilitacje, o leczenie, o znośny dzień, o spokojną noc. Jesteś bezsennością.
Nie masz czasu być kobietą. Ani prawa. Nikt nie widzi w tobie tej kobiety i nikt nie zrozumiałby, że ty możesz robić coś innego niż zajmować się chorym dzieckiem: pracować, dbać o siebie, bawić się. Jesteś więc zaniedbaniem siebie, swoich ambicji, swojej urody, swojego szczęścia. Jesteś tylko swoim cieniem, siwymi włosami, zmartwionymi zmarszczkami. Jesteś sztucznym uśmiechem, niewygodną maską, wstrzymanym oddechem, zapomnieniem pragnień. Jesteś łzą zastygłą w oku. Którą przytrzymujesz siłą woli, żeby nie upaść razem z nią na podłogę. Bo jesteś przecież TYLKO mamą. I to dziecka z problemami. Więc i ty – jesteś tylko PROBLEMEM. Rozmytym obrazem samej siebie…
Manuela Gretkowska: Przytulona do tradycji

Manuela Gretkowska
Rewolucja naprawdę rozwalająca przeszłość nadejdzie, gdy jeden z paziów, może George - następca tronu, weźmie kiedyś równie pompatyczny ślub z ukochanym. Mam nadzieję, że im się uda. Nowoczesność nadchodzi, aż skrzypi. Już nie usuwa się niechcianych żon za pomocą siekiery
Manuela Gretkowska: napisałam na FB po transmisji „ślubu” Meghan i Harry’ego w 2018. Dzisiaj okazało się, że abonamentu nie dostali…
…U Windsorów ślub na 2 miliardy widzów. Królowa Elżbieta rządzi globalną wioską TV-Netfilxa, więc ma zasięg i poddanych wszędzie.
Prince Harry and Meghan reveal raft of revelations in Oprah interview
— BBC News (UK) (@BBCNews) March 8, 2021
Follow reaction to the interview https://t.co/dR9RCgIhSu pic.twitter.com/9uvGL5XsOa
Nie wiem jakie ego ma Książę Harry, ale bycie księciem zapasowym musi dawać po psyche. Tym bardziej, gdy cały świat wie, że dla ojca twoja matka była zaledwie kurą nioską. Nie kurą domową tylko dworską, ale co za różnica. A potem idziesz za jej trumną i obserwuje cię kilka miliardów ludzi. Co z tego, że współczująco. Jesteś już 13-latkiem, nie 3-latkiem jak Kennedy salutujący przy trumnie ojca. Wszystko boleśnie rozumiesz. matka nie zginęła w zamachu. Umarła przez idiotyczny wypadek uciekając od nieudanego małżeństwa. Od twojego ojca, jego rodziny, swoich problemów i pani w pięknym kapeluszu, teraz macochy siedzącej na twoim ślubie w pierwszej ławce.
Może i lepiej, że para młoda przy ołtarzu jest odwrócona tyłem do najbliższych. Nie patrzy w przeszłość ciągnącą się za nimi jak czarny tren, a nie biały welon.
Książę Karol podczas wymiany obrączek, sakramentalnego „tak” nie patrzył na syna zajęty ważniejszą rozmową. Płakali widzowie, dla nich był ten spektakl. Podobno rewolucyjny. Rzeczywiście, muzyka etno na standardy królewskie. Afroamerykański kaznodzieja nie wstydził się stand-upu. To przyszłość kościoła, dobra muza okraszona religijnym kabaretem. Facet mówił o żarze płomiennej miłości podczas ślubu chłopaka wychowanego w dworskiej lodówce.
Meghan była mega wyluzowana, potargana, bez tapety zakrywającej twarz. Urocza kalifornijska dziewczyna, wykształcona lepiej od wszystkich księżniczek. Nie w sukience bezie, poobszywanej klejnotami i koronką. Jej prosta kiecka kosztowała rodzinę królewską rewolucyjnie mało – 2 miliony zł. Ale to ona za nią zapłaci. Za wdepnięcie w tradycję.
Rewolucja naprawdę rozwalająca przeszłość nadejdzie, gdy jeden z paziów, może George – następca tronu, weźmie kiedyś równie pompatyczny ślub z ukochanym. Mam nadzieję, że im się uda, chłopak wygląda na wyluzowanego.
Nowoczesność nadchodzi, aż skrzypi. Już nie usuwa się niechcianych żon za pomocą siekiery. Para młoda szła w w kaplicy po trupie Henryka VIII, jego nagrobnej tablicy. Współcześnie istnieją rozwody. Albo jeszcze lepiej terapia małżeńska. Harry i Meghan powinni dostać abonament na terapię par w prezencie ślubnym. Oboje mają za sobą hardcorowe rodzinki i trudne dzieciństwo. Przeszłości nie przekupią pieniądze, nie zaślepi sława i tytuły. Ani sex, chociażby książęco tytułowany Sussexem.

W każdym razie Boże chroń Królową, a rodzinę królewską przed nią samą. Jest jak każda inna, tyle że w większym formacie.
Manuela Gretkowska
Stasi kontra MSW. Fikcyjna przyjaźń Polskich i Niemieckich służb. Strony szpiegowały się na potęgę

Jacek Lepiarz
Prof. Tytus Jaskułowski – politolog, profesor Uniwersytetu Zielonogórskiego, pracownik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie. Pod koniec 2020 r. w Niemczech ukazała się jego książka Von einer Freundschaft, die es nicht gab. Das Ministerium fuer Staatssicherheit der DDR und das polnische Innenministerium 1974-1990. Polskie wydanie ukazało się w 2014 roku nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego
Stasi i MSW – przyjaciele czy konkurenci? Przyjaźń służb Polski i NRD była propagandową fikcją. W rzeczywistości obie strony nie ufały sobie i szpiegowały się na potęgę – mówi historyk w wywiadzie dla Deutsche Welle.

DW: W Niemczech ukazała się właśnie Pańska książka o relacjach między resortami spraw wewnętrznych NRD i Polski – ministerstwem bezpieczeństwa państwa (MfS) a ministerstwem spraw wewnętrznych (MSW). Rozprawia się Pan z mitami dotyczącymi relacji między obu resortami. Co to za mity?
Prof. Tytus Jaskułowski: Pierwszym mitem jest mit o potędze i nieograniczonych możliwościach MfS i to nie tylko w NRD, ale i na terytorium Polski. Powiązane jest z tym przekonanie o słabości polskich służb – kontrwywiadu i wywiadu, rzekomo bezsilnych wobec agresywnych działań enerdowskich agentów. Trzecim mitem jest mit o przyjaźni obu resortów i łączącej ich wspólnocie interesów, która niejako automatycznie wymuszała współpracę.
Jak doszło do powstania tych mitów? Dlaczego tak długo dominowały nasze wyobrażenia o służbach w obu krajach?
– Pierwsze pokolenie badaczy rekrutowało się z osób prześladowanych przez komunistyczne służby. Stąd ich zainteresowanie działaniami policji politycznej przeciwko opozycji demokratycznej. Moje pokolenie ma nieco inną optykę, jest pozbawione takich emocji i stawia inne pytania.
Polskie wydanie książki ukazało się w 2014 r. Co zmieniło się od tego czasu? Jak dalece niemieckie wydanie różni się od polskiej wersji?
– Z punktu widzenia naukowego cezurą jest rok 2015. Od tego czasu naukowcy mają dostęp do wcześniej zastrzeżonego zbioru Instytutu Pamięci Narodowej (IPN). Ze względu na zawartość można go śmiało nazwać „skarbcem”. Analiza dokumentów z tego zbioru pozwoliła na pokazanie Stasi i MSW oraz ich wzajemnych relacji takimi, jakimi były w rzeczywistości, bez propagandowego retuszu. Dzięki tym dokumentom wiemy na przykład, że Polacy mieli w Stasi swoje źródła informacji.
Z Pańskiej książki wyłania się zaskakujący obraz dwóch służb, które nie tylko nie kochają się, ale konkurują ze sobą, nie ufają sobie. Stasi traktuje wręcz Polskę jak wrogie państwo.
– Powstanie w dążącej do wolności Polsce 10-milionowej „Solidarności” stało się dla władz NRD wyzwaniem na skalę życia i śmierci. Sukces opozycji byłby śmiertelnym zagrożeniem dla Berlina Wschodniego. Głównym wrogiem ideologicznym NRD była RFN, a najpóźniej w 1980 r. wrogiem stała się także Polska.
W ambasadzie NRD w Warszawie działało „państwo w państwie” – „Grupa operacyjna Warszawa”. Jakie zadania realizowała ta struktura?
– To była rezydentura kontrwywiadowcza Stasi. Jej celem była kontrola obywateli NRD przebywających w Polsce, w tym przeciwdziałanie ich ucieczkom z bloku wschodniego. Ale to nie wszystko. Pracownicy tej grupy „przy okazji” zbierali informacje o polskim rządzie, partii i opozycji, a także werbowali w polskich instytucjach osobowe źródła informacji.
A co na to strona polska?
– Postępowała dokładnie tak samo. W ambasadzie w Berlinie mamy „Grupę operacyjną Karpaty”. Od końca lat 70. przyjaciele zaczęli szpiegować się na potęgę.
Obawy związane z powstaniem „Solidarności” skłoniły Stasi do gorączkowego poszukiwania tajnych współpracowników, którzy mogliby dostarczać informacji o sytuacji w Polsce. Co to byli za ludzie? Obywatele NRD czy też także Polacy? Jaka była ich liczebność?
– Liczebność osobowych źródeł informacji wzbudza od początku lat 90. duże kontrowersje. Początkowo mowa była o 1500 informatorach Stasi w Polsce. W toku badań ta liczba spadła do 200. Ja oceniam ich liczebność na sto osób.
Czy wszystkie były jednakowo cenne dla wschodnioniemieckich służb?
– Można je podzielić na trzy grupy. Największą grupę nazywam „ad hoc” – Niemcy, którzy podpisali zobowiązanie do współpracy, są wprowadzeni w arkana szpiegowania i dostają polecenie, żeby spędzić na przykład wakacje w Polsce. Ich zadaniem jest zorientowanie się w nastrojach, zrobienie zdjęć, zebranie ulotek.
Druga grupa 20-30 osób to rezydenci. Są na miejscu, studiują, pracują, są dyplomatami, dziennikarzami. Ich zadaniem było w miarę regularne śledzenie rozwoju sytuacji. Na szczycie tej drabinki znajdowało się kilku bądź kilkunastu „operatorów”. Przykład: naukowiec, w ramach wymiany pracuje na Uniwersytecie Gdańskim, po powstaniu „Solidarności” dostaje rozkaz wejścia w środowisko „Solidarności”.
A Polacy, czy też godzili się na współpracę?
– Tak, z tym że często byli to podwójni agenci. Stasi wychodziła z założenia, że co czwarty polski współpracownik pracuje równocześnie dla służb polskich. W rzeczywistości ten odsetek był znacznie wyższy, nie zdziwiłbym się, gdyby przekroczył 70 proc.
Mówi Pan, że polskie służby nie ustępowały Stasi pod względem profesjonalizmu, chociaż finansowo i liczebnie były kilkakrotnie słabsze. Ale jak można było mówić o równorzędnych relacjach, gdy na początku lat 80. strona polska prosi MfS o materialne wsparcie, o przysłanie butów, skarpet i kalesonów? To musiało być upokarzające i ustawiało Polskę w roli petenta.
– To nie tylko kalesony, to także granaty z gazem łzawiącym, gumowe pałki, którymi bito demonstrantów. Stasi wysyłała do Polski pomoc charytatywną dla dzieci – mleko w proszku. Ale i na szczeblu ministerialnym dochodziło do upokorzeń. Polski urzędnik w randze sekretarza stanu, który przyjeżdżał do Berlina z wizytą, mógł dostać od swojego wschodnioniemieckiego partnera tabliczkę czekolady, 250 gram kawy i pół litra. Istniała protokolarna i językowa pogarda. Wynikało to z przyzwolenia na takie zachowanie szefa MfS Ericha Mielke.

Jak reagowała strona polska?
– Prośby o wsparcie materialne wynikały z katastrofalnej sytuacji gospodarczej. Ale na poziomie operacyjnym były okazje do rewanżu. Wybiegając w przyszłość, przypomnę, że na początku 1990 r., kiedy Mielke siedzi w więzieniu oczekując na proces, gen. Czesław Kiszczak jest nadal szefem MSW i wysyła telegram gratulacyjny nowemu ministrowi spraw wewnętrznych NRD Peterowi Michaelowi Diestelowi. Trudno o większą satysfakcję, o lepszy rewanż za kalesony.
Oceniając z perspektywy czasu, kto okazał się skuteczniejszy – Stasi czy MSW? Z dokumentów wynika, że polskie służby już roku 1987 były przekonane o nieuchronności zjednoczenia Niemiec. Tymczasem skrępowana ideologią Stasi nie była w stanie zrozumieć, co dzieje się w Polsce i w Europie.
– Stasi była policją polityczną, a MSW było tajną służbą. Stasi była potężna, była w stanie wszystko kontrolować, zbierać wszystkie ulotki, ale co z tego? Jeżeli celem służb jest eliminacja przeciwników politycznych, to się to udało. Ale skutki były opłakane. Nienawiść do Stasi w społeczeństwie była tak silna, że w momencie wybuchu protestu w 1989 r. służby były bezradne, a Mielke trafił za kratki.
Po upadku żelaznej kurtyny w latach 1989/1990 byliśmy świadkami szybkiej integracji polsko-niemieckiej, także w dziedzinach nastawionych wcześniej na konfrontację. Najlepszym przykładem są siły zbrojne obu państw. Natomiast w relacjach między służbami pozostał dystans i nieufność. W 1993 r. za szpiegostwo na rzecz Niemiec skazany został polski oficer. Czy nieufność i wrogość są wpisane w kod genetyczny służb?
– W okresie transformacji wszystkie kraje NATO potrzebowały informacji o sytuacji w Polsce. W relacjach polsko-niemieckich dochodzą kwestie historyczne – działalność ziomkostw, przypadki nielegalnego wykupywania ziemi czy reparacje. Ze wspomnień oficerów polskiego wywiadu wynika, że strona niemiecka „robiła jakieś świństwa”. W świecie służb takie działania nie pozostają bez odpowiedzi. Analiza źródeł historycznych pozwalałaby ponadto na domniemanie, że nieufność w świecie wywiadów ma prawo funkcjonować nadal.
REDAKCJA POLECA
Anne Applebaum: Ludzie kojarzą zmiany ze stratą. Wspominają przeszłość jako lepsze czasy. Zawiedzeni tworzą swój świat

Jacek Lepiarz
Celem Rosji jest rozbicie jedności Unii Europejskiej – powiedziała „Spieglowi” amerykańska publicystka Anne Applebaum. Kreml stara się skompromitować system demokratyczny stosując korupcję i dezinformację.

– Były kanclerz RFN Gerhard Schroeder jest agentem siły, która nastawiona jest wrogo do niemieckiej demokracji. Najważniejszym celem rosyjskiej polityki zagranicznej jest rozbicie UE i osłabienie demokracji. Dlatego Moskwa wspiera antydemokratyczne partie – powiedziała Applebaum w wywiadzie opublikowanym w najnowszym wydaniu tygodnika „Der Spiegel”.
– Putin chce pokazać Rosjanom, że demokracja nie działa, że prowadzi do nienawiści i chaosu. Bardzo boi się u siebie w Rosji prodemokratycznych demonstracji i tego, że pewnego dnia będzie musiał uciekać – jak Wiktor Janukowycz w 2014 r. z Ukrainy – ocenia amerykańska publicystka.
Putin nie potrzebuje przyjaciół
Pytana, czy nie przecenia wpływów Rosji, która „nie ma przecież w Unii prawdziwych przyjaciół”, Applebaum odpowiedziała – „Kreml i Putin nie chcą mieć przyjaciół. Próbują podkopać demokrację za pomocą korupcji i dezinformacji”. „Nie twierdzę, że odniosą sukces, ale myślę, że mogą wyrządzić szkody” – zastrzegła.
Jak zaznaczyła, Niemcy też nie są wolne od negatywnych zjawisk. – Jest u was AfD (prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec), jest też QAnon (pochodząca z USA teoria spiskowa), ludzie, którzy żyją we własnym świecie. Są w dużym stopniu pod wpływem rosyjskich mediów rodzaju Russia Today, których celem jest dezinformacja. Ta grupa jest jeszcze mała, lecz może w każdej chwili się powiększyć” – powiedziała.
Strach przed zmianami
Odnosząc się do sytuacji w Polsce, Applebaum zwróciła uwagę na pewien paradoks. – Standard życia wzrósł w minionych latach trzykrotnie, nie doszło do recesji. Pomimo tego dla wielu ludzi miało to nieprzyjemny posmak. Miało to, tak uważam, związek z szybkim tempem zmian. Polacy odczuli, że kraj, który otrzymali, nie odpowiada ich nadziejom. A także, że wiele stracili, pewne tradycje, pewne wartości.
Zdaniem Anne Applebaum takie postawy można spotkać na całym świecie. – Ludzie kojarzą zmiany ze stratą. Wspominają przeszłość jak rzekomo lepsze czasy, w których byliśmy wszyscy złączeni, gdy społeczeństwo było homogeniczne, a nie rozdarte. Zawiedzeni tworzą często swój świat, w którym obowiązują własne fakty – wyjaśniła Applebaum.
Pretekstem do rozmowy było niemieckie wydanie książki Anne Applebaum. „Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu”, która ukaże się w Niemczech 12 marca.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Mitoman przyłączył Pomorze Zachodnie do Polski. „To potężne wiertło będzie kruszyć (…) bariery słabości i niemożności”

Adam Mazguła
Tym razem promocja kłamstwa jest też jego słabością i polega na tym, że jak donoszą wiewiórki, chłopcy się podpinają pod inwestycje samorządowo unijne. 85% inwestycji tunelu pokrywa Unia, a resztę kosztów pokrywa samorząd.
Mitoman, wizjoner swojego bohaterskiego miejsca w historii świata Mateusz Morawiecki przyłączył Pomorze Zachodnie do Polski.
Premier @MorawieckiM w #Świnoujście: To potężne wiertło będzie kruszyć nie tylko warstwy ziemi, ale będzie kruszyć bariery słabości i niemożności. Ten tunel planowany był od dziesiątek lat. Naszym marzeniem jest silne wybrzeże. pic.twitter.com/E6YizlzxJf
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) March 5, 2021
O tym historycznym wydarzeniu poinformował sam Jarosław Polskę zbaw. Przedstawiając narodowe wiertło przyłączeniowe Morawiecki powiedział:
– To potężne wiertło będzie kruszyć nie tylko warstwy ziemi, ale będzie kruszyć bariery słabości i niemożności.
Panie fantasto, kruszy się twarde skały, a ziemię przekopuje. Słabości się zwalcza, a bariery usuwa lub pokonuje.
Bajerowanie jest właśnie tą możliwością PiS-propagandy. Tym razem promocja kłamstwa jest też jego słabością i polega na tym, że jak donoszą wiewiórki, chłopcy się podpinają pod inwestycje samorządowo unijne. 85% inwestycji tunelu pokrywa Unia, a resztę kosztów pokrywa samorząd.
Co tam robił duet pogardy dla prawdy?
Pewnie kruszą lody – międzypartyjne.
Adam Mazguła
Rok 2023. Premier Mateusz Morawiecki nadaje nazwę koparce, która ma wykopać fosę wokół Sejmu. W uroczystościach wziął udział wicepremier Jarosław Kaczyński i Minister Ocalenia Narodowego Daniel Obajtek. Koparkę nazwano: Ostatni Bastion. pic.twitter.com/EBReZjo3i2
— Roman Giertych (@GiertychRoman) March 5, 2021
Świat wkracza w nową erę. W 2025 roku ma ruszyć budowa pierwszej prywatnej stacji kosmicznej ze sztuczną grawitacją
Świat wkracza w nową erę turystyki kosmicznej. NASA w styczniu 2022 roku otworzy Międzynarodową Stację Kosmiczną dla trzech turystów, których dostarczy rakieta SpaceX. Orion Span zaproponował czterogwiazdkowy hotel kosmiczny o nazwie Aurora Station, który ma przyjąć pierwszych gości w 2022 roku. Gateway Foundation, start-up z Kalifornii, planuje prawdopodobnie najbardziej ambitny projekt. W 2025 roku chce rozpocząć budowę prywatnej stacji kosmicznej Voyager ze sztuczną grawitacją. – To będzie kolejna rewolucja przemysłowa – przekonuje John Blincow, dyrektor generalny Gateway Foundation.

– Mija 60 lat, odkąd Jurij Gagarin jako pierwszy człowiek znalazł się na orbicie okołoziemskiej. Od tego czasu bardzo wiele się nauczyliśmy o tym, jak żyć, pracować i przetrwać w kosmosie. Jednocześnie nie widzieliśmy do tej pory wysypu komercyjnych aktywności w komosie. Po pierwsze dlatego, że koszt wysłania rakiety w kosmos przez dłuższy czas utrzymywał się na poziomie 8 tys. dol. za kilogram ładunku. Obecnie, przy wykorzystaniu rakiety Falcon 9, można ten sam ładunek wysłać w cenie poniżej 2 tys. dol. Gdy SpaceX uruchomi Starship, koszt obniży się do nawet kilkuset dolarów za kilogram ładunku – mówił podczas konferencji prasowej Tim Alatorre, architekt w Gateway Foundation.
Turystyka kosmiczna
O turystyce kosmicznej mówi się już od dawna. W 2009 roku po raz ostatni rosyjska rakieta Sojuz wykonała turystyczny lot kosmiczny, zawożąc indywidualnych pasażerów na Międzynarodową Stację Kosmiczną.
W styczniu 2022 roku ma się odbyć kolejna turystyczna podróż na ISS, tym razem za sprawą rakiet SpaceX. Trzech śmiałków, którzy zapłacili po 71 mln dol., będzie pilotowanych przez byłego kosmonautę NASA.
Także amerykański Orion Span ma w planach otwarcie czterogwiazdkowego hotelu kosmicznego o nazwie Aurora Station. Ma on przyjąć pierwszych gości w 2022 roku. Firma przyjmowała już depozyty na rezerwację miejsc w wysokości 80 tys. dol. Cała podróż i pobyt to koszt rzędu 9,5 mln dol. Od pewnego czasu amerykańska firma nie dzieli się jednak aktualnościami.
Stacja kosmiczna ze sztuczną grawitacją
Tymczasem inny amerykański start-up, Gateway Foundation, planuje jeszcze ambitniejszy projekt. Powołane przez firmę Orbital Assembly Corporation ogłosiło, że w 2025 roku ruszy budowa stacji Voyager. Ma to być pierwsza komercyjna stacja kosmiczna działająca na zasadzie sztucznej grawitacji. Cechą charakterystyczną stacji Voyager jest rama, kratownica zwana ORT z pierścieniem zewnętrznym, która zostanie zmontowana w przestrzeni za pomocą konstruktora STAR. Obecnie firma jest w trakcie finalizowania naziemnego demonstratora STAR, zmniejszonego o 40 proc., czyli DSTAR.
– Marzymy o przyszłości, w której będą budowane wielkie konstrukcje kosmiczne. Nie kilka, ale bardzo wiele. Zamierzamy tego dokonać, jednak potrzebujemy wsparcia finansowego, by ruszyć do przodu z pracami inżynierskimi, produkcją i testowaniem naszej pierwszej konstrukcji DSTAR – mówi John Blincow, dyrektor generalny Gateway Foundation. – Następnie zbudujemy także latającą konstrukcję PSTAR, która zapewni pierścień grawitacyjny wokół Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Te dwa projekty pozwolą w przyszłości zbudować stację Voyager.
Robot OAC do montażu kratownic jest pierwszym, który zbuduje stację kosmiczną na niskiej orbicie okołoziemskiej i będzie służył, zgodnie z zapowiedziami, jako szkielet strukturalny przyszłych projektów kosmicznych. OAC przetestuje budowę stacji na niskiej orbicie okołoziemskiej, żeby udowodnić wykonalność stabilnej sztucznej grawitacji w kosmosie. Firma planuje zbudować prototypowy pierścień grawitacyjny, który będzie miał 61 metrów średnicy i zostanie zaprojektowany tak, aby obracał się w celu wytworzenia sztucznej grawitacji.
– Barierą jest mikrograwitacja, która jest brutalna dla naszego ciała. Potrzebujemy więc sztucznej grawitacji, mechanizmu, który dostarczy nam dawki grawitacji niezbędnej do długoterminowego przebywania w kosmosie – wskazuje Tim Alatorre.
Czy stacja Voyager rozpocznie kolejną rewolucję przemysłową?
Stacja Voyager jest wzorowana na koncepcjach wymyślonych przez legendarnego naukowca zajmującego się rakietami – Wernhera von Brauna. Szeroki na 200 metrów habitat w kształcie koła będzie się obracał z prędkością kątową na tyle dużą, aby stworzyć dla pasażerów poziom sztucznej grawitacji podobnej do tej panującej na Księżycu.
Voyager będzie największą konstrukcją kosmiczną wykonaną przez człowieka, w pełni wyposażoną, która będzie mogła przyjąć 400 osób. Montaż ma rozpocząć się około 2025 roku. Na stacji znajdą się liczne udogodnienia od restauracji tematycznych, salonów widokowych, kin i sal koncertowych po bary, biblioteki, siłownie i spa. Voyager będzie zawierał 24 zintegrowane moduły mieszkalne.
– To będzie kolejna rewolucja przemysłowa – przekonuje John Blincow.
(df), thefad.pl / Źródło: newseria
Testy na koronawirusa kupisz sklepie, na razie jeszcze nie w Polsce

DPA, AFP/dom
Niemiecka sieć dyskontowa Aldi rozpoczyna sprzedaż szybkich testów na koronawirusa. Jedno opakowanie na klienta.

Sieć dyskontowa Aldi będzie od soboty, 6 marca, sprzedawać w całych Niemczech szybkie testy na koronawirusa. Testy te, robione na wymazie z nosa, można przeprowadzić samemu.
Testy za 25 euro
Każdy klient będzie mógł kupić tylko jedno opakowanie – poinformowały bliźniacze koncerny Aldi Nord i Aldi Sued. Każde opakowanie zawiera pięć testów i kosztuje niecałe 25 euro. Testy będą dostępne przy kasach.
Wynik w ciągu 15 minut
Do tej pory szybki test antygenowy mógł być wykonany tylko przez personel medyczny. Teraz dopuszczone do sprzedaży testy może wykonać każdy zainteresowany samodzielnie. Wynik można odczytać po upływie 15 minut.
Jak podają producenci testów, ich skuteczność wynosi około 96 procent.
Testy w drogeriach i nie tylko
Sprzedaż szybkich testów do własnego użytku zapowiedziały od 9 marca także drogerie dm i Rossmann. Podobne zapowiedzi robią niemieccy konkurenci sieci Aldi – Lidl, Rewe i Edeka. Szybkie testy na koronawirusa do domowego użytku będą dostępne również w aptekach.
REDAKCJA POLECA
Odkurzacz pionowy – ranking ma znaczenie
Do niedawna wydawało się, że na rynku odkurzaczy sytuacja jest stabilna. Oczywiście producenci pracowali nad zwiększeniem mocy ssania, bo prawo unijne narzuciło ograniczenia w zakresie mocy tych urządzeń, ale mimo wszystko nie spodziewali się, że tradycyjnym urządzeniom coś zagrozi. Tymczasem dobry odkurzacz pionowy stał się rynkowym bestsellerem. Niejeden klient zaczął zastanawiać się, co właściwie oznacza najlepszy odkurzacz pionowy, a gdy to odkrył, natychmiast pragnął go mieć. Co takiego kryje w sobie odkurzacz pionowy? Ranking ich cech powie Ci wszystko.

Dobry odkurzacz pionowy – co to jest?
Choć przyzwyczajeni jesteśmy do odkurzaczy sunących po podłodze, to od razu każdy domyśla się, co to znaczy odkurzacz pionowy. Najprościej porównać go do zwykłej szczotki na długim kiju, z tym że w pionowej konstrukcji umieszczono silnik oraz pojemnik na kurz i odpadki. Cały ciężar spoczywa na szczotce przylegającej do podłogi, więc ci, którzy obawiają się, że urządzenie może być dla nich zbyt ciężkie, mogą być spokojni. Każdy, a tym bardziej najlepszy odkurzacz pionowy jest bardzo łatwy w obsłudze, nie trzeba go za sobą ciągnąć, bo wystarczy ruchem ręki skierować go w odpowiednią stronę. Większość modeli to odkurzacze bezprzewodowe i ta cecha jest bardzo wysoko oceniania, bo dzięki temu zasięg działania sprzętu nie jest w żaden sposób ograniczony. W każdym domu powinien znaleźć się odkurzacz pionowy. Ranking cech, których wymaga się od takiego sprzętu, nie pozostawia cienia wątpliwości co do zasadności takiego zakupu.
Jaki odkurzacz pionowy jest najlepszy?
Na to pytanie trudno odpowiedzieć, bo dla każdego samo słowo „najlepszy” będzie oznaczać zupełnie coś innego. Jedni z pewnością za najlepszy odkurzacz pionowy uznają ten, który jest najlżejszy. Inni natomiast będą poszukiwać urządzenia o największej mocy i sile ssania.
Oprócz tych dwóch cech bardzo istotne jest też wyposażenie dodatkowe, które towarzyszy urządzeniom. Warto zwrócić uwagę, jaki zestaw szczotek dołączony jest do odkurzacza. Wyposażenie musi obejmować szczotkę do dywanów oraz tę do paneli i parkietów. Bardzo ważna jest też ta do tapicerki oraz tak zwana szczelinówka, która pozwala na czyszczenie różnych zakamarków, a tych przecież nie brakuje w żadnym mieszkaniu czy domu.
Alergicy powinni zwracać uwagę na filtr, w który wyposażony jest sprzęt. Najbardziej odpowiednie dla nich są filtry HEPA, bo gwarantują najlepsze oczyszczenie powierzchni z kurzu i pyłu. Warto wybierać urządzenia z filtrami zmywalnymi, bo dzięki temu można je używać przez długie lata.
Jeśli nadal nie wiesz, jaki odkurzacz pionowy wybrać, to postaw na ten z lampkami LED wbudowanymi w szczotkę główną. Dzięki takiemu rozwiązaniu nigdy już nie przegapisz miejsc, w których trzeba odkurzyć. Lampki LED są bardzo wytrzymałe, więc nie trzeba się obawiać, że mogą ulec łatwemu uszkodzeniu w momencie, gdy przypadkowo uderzy się w jakiś mebel lub w ścianę.
Krzysztof Skiba: Bajka o chłopcu z reklamówki

Krzysztof Skiba
Pinokio wpadł na pomysł jak podbudować swoją pozycję i nakazał Polskiej Fundacji Narodowej (napompowanej sałatą z państwowych spółek) nakręcić teledysk o sobie, lepszy niż Thriller Michaela Jacksona. I tak powstał filmik piękniejszy niż bajki o Mao Tse Tungu i Kim Ir Senie, weselszy niż biografia matki Benny Hilla i słodszy niż czekolada nadziewana wyrokami cioci Przyłębskiej. W ramach promocji tego wybitnego dzieła, Pinokio nada imię maszynie, która będzie kopała tunel do Świnoujścia. Kopanie tunelu jest potrzebne, ale czasem warto też kopnąć się w głowę. Najlepiej przed zrobieniem o sobie filmu za 17 mln złotych.
Za górami, za lasami, za milionem obiecanych samochodów elektrycznych, za wirusem, który jest w odwrocie, za morzami głupoty i jeziorami bezwstydu, nieopodal dworku Obajtka, hotelu Banasia, oraz firmy wujka Brudnej Pały, była kraina księcia Pinokia, który nos miał tak długi, jak nogi Justyny Steczkowskiej.
Pinokio rządził krainą za łaskawym pozwoleniem króla starego Gnoma, któremu nie chciało się wiązać butów i łazić na te wszystkie nudne konferencje. Gnom lubił jeść palcami, ale rządzić przy pomocy innych. Gdy Beata zgubiła w Brukseli broszkę, rozbiła auto i przestała robić dobre weki na zimę, wymienił ją na Pinokia, który miał lepszy zegarek i czysty garnitur.
Pinokio ostro wziął się do roboty, bo wiedział, że taka fucha drugi raz mu się w życiu nie trafi. Do własnej kieszeni pchnął tyle sałaty ile się mieściło, a nawet więcej. Wszystkim obiecywał złote góry, szklane domy, a także dodatkowe 40 emerytury po śmierci.
Przez jakiś czas udawało mu się zaspokoić potrzeby Gnoma, bo lepiej opowiadał bajki niż sam Książę Narciarz, Król Wiejskich Festynów zwany dla żartu prezydentem.
Aż tu nagle niczym zła czarownica, pojawił się sprytny Daniel z Orlenu, Mistrz Mowy Fekalnej, który na robieniu sałaty znał się lepiej niż Pinokio.
Gnom chwalił Daniela i opowiadał wszystkim, że ten to dopiero ma aureolę i zdolności w duszeniu monety dla Partii. Przebąkiwano nawet, że Daniel i jego Zespół Taboreta, którym kierował, przejmą tytuły książęce od Pinokia.
Pinokio wpadł więc na pomysł jak podbudować swoją pozycję i nakazał Polskiej Fundacji Narodowej (napompowanej sałatą z państwowych spółek) nakręcić teledysk o sobie, lepszy niż Thriller Michaela Jacksona. I tak powstał filmik piękniejszy niż bajki o Mao Tse Tungu i Kim Ir Senie, weselszy niż biografia matki Benny Hilla i słodszy niż czekolada nadziewana wyrokami cioci Przyłębskiej.
Film okazał się tak żałośnie propagandowy, że nawet Złote Maliny zdechły po jego obejrzeniu. Im bardziej Pinokio jest w tym filmie mocarny tym bardziej przypomina nakręconego błazna. Specjaliści od bajek Disneya wysiadają. To już nawet bajka o Królewnie Śnieżce i siedmiu impotentach jest bardziej wiarygodna.
W ramach promocji tego wybitnego dzieła, dziś o godz. 12.00 Pinokio nada imię maszynie, która będzie kopała tunel do Świnoujścia.
📢 ZAPOWIEDŹ: Dzisiaj (5 marca) premier @MorawieckiM oraz wiceprezes Rady Ministrów Jarosław Kaczyński wezmą udział w uroczystości nadania imienia maszyny i rozpoczęcia drążenia tunelu pod dnem Świny łączącego wyspy Uznam i Wolin. https://t.co/8rvBHPxA9y
— Centrum Informacyjne Rządu (@KPRM_CIR) March 5, 2021
Czekamy, kiedy premier nada imiona taczkom, łopacie i betoniarkom pracującym przy budowie nowoczesnych wieżowców K2 dla króla Gnoma w centrum stolicy.
Kopanie tunelu jest potrzebne, ale czasem warto też kopnąć się w głowę. Najlepiej przed zrobieniem o sobie filmu za 17 mln złotych.
U dołu:

2013 rok. Siedziba IPN w Warszawie. Przyznają nam medale za walkę z komuną w czasach PRL. W rzędzie za mną nikomu wówczas nieznany, skromny jak torba parciana z Biedronki, Mateusz Morawiecki. Fotografia pochodzi z mojej książki pt. „Skiba ciągle na wolności”.
Krzysztof Skiba
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

Jurek Owsiak już przeczytał! A ty?
„Skiba ciągle na wolności” czyli ponad 500 stron barwnych historii o polskim rocku, trasach Big Cyca, kulisach Lalamido, organizacji nielegalnych happeningów, więzieniu w czasach PRL, o kretynizmach show biznesu i o tym jak optymistycznie i z uśmiechem iść przez życie.
Uwaga! Okazja!
Takich cen jeszcze nie było! W związku z pandemią Wydawnictwo SQN RADYKALNIE obniżyło ceny książek. Zamówienia pod tym linkiem: „Skiba ciągle na wolności”



