Łazik Perseverance wylądował na Marsie

Na Marsie bezpiecznie wylądował amerykański łazik Perseverance (Wytrwałość) wraz z helikopterem Ingenuity (Pomysłowość). Potwierdziły to sygnały, które dotarły do centrum kontroli lotów kosmicznych NASA Jet Propulsion Laboratory w Kalifornii. To udany początek misji wartej ponad 2 mld dolarów. Misja rozpoczęła się w lipcu ubiegłego roku. Łazik będzie szukał na Marsie dowodów na to, że w przeszłości istniało tam życie.

Wystrzelony w lipcu zeszłego roku łazik Perseverance późnym wieczorem w czwartek wylądował na Marsie. Informację o lądowaniu, NASA otrzymała z opóźnieniem wynoszącym 11 minut i 22 sekund. Tyle czasu potrzebuje „wiadomość” aby dotrzeć z Marsa do Ziemi. Cała procedura lądowania odbyła się zatem zupełnie autonomicznie.

Bezpieczne lądowanie łazika Perseverance (zwanego też pieszczotliwie Percy) potwierdziły też dwa pierwsze zdjęcia wykonane na Czerwonej Planecie:

Proces lądowania rozpoczął się o 21:38 i trwał kilkanaście minut. Na początku nastąpiło odłączenie kapsuły lądowania z łazikiem od modułu przelotowego, który służył do podróży z Ziemi na orbitę wokół Marsa. 10 minut później zaczęło się wejście w atmosferę.

Fot. NASA/JPL

Łazik został dostarczony na Marsa przez specjalną platformę lądująca, która na wysokości 21,3 metra wypuściła go w dół i łagodnie osadziła na gruncie marsjańskim, a następnie sama odleciała.

Na miejsce lądowania wybrano 49-kilometrowy krater uderzeniowy Jezero. Miejsce zostało wybrane nie przez przypadek. Naukowcy przypuszcają, że w przeszłości znajdowało się w tam jezioro wypełnione ciekłą wodą, a do jeziora wpływała rzeka z rozległym systemem delty.

Cel misji

Celem misji Perseverance jest poszukiwanie oznak dawnego życia oraz zbieranie próbek skał, które będą przechowywane we wnętrzu pojazdu do przybycia kolejnej sondy. Ważnym elementembędą analizy na potrzeby przyszłej misji załogowej, takie jak praktyczne przetestowanie produkcji tlenu ze składników marsjańskiej atmosfery.

Łazik Perseverance i dron Ingenuit

Łazik Perseverance ma wymiary 2,7 na 2 na 2,2 metra. Jego masa startowa wynosi 1025 kg. Zasilanie zapewnia mu generator radioizotopowym o mocy 110 watów. Sygnały do komunikacji łazika z Ziemią są transmitowane przez sondy orbitalne MAVEN i Mars Reconnaissance Orbiter (MRO).

Testem technologicznym będzie dron – niewielki helikopter o nazwie Ingenuity, który został zaprojektowany jako maszyna testowa.

 

Dron będzie wznosił się na wysokość 3-5 metrów, jego zasięg wynosi ok. 50 metrów od miejsca startu i 90 sekund lotu. Ingenuity, ma wykonać do 5 lotów nad powierzchnią planety. Przeznaczeniem jego następców mają być trudno dostępne miejsca jak klify czy głębokie kratery. Drony te mogą także spełniać rolę zwiadowców wykonując dokumentację fotograficzną terenu. Jeśli Ingenuity przejdzie pomyślnie fazę testów, to w przyszłości takie drony mają wspomagać łaziki marsjańskie w eksplorowaniu planety. Kolejną nowością dla misji marsjańskich są mikrofony, którymi ma dysponować Perseverance.

Wizualizacja lądowania łazika Perseverance przygotowana przez NASA:

 

Koszt całego projektu Mars 2020 wyniósł 2,4 miliarda dolarów. A to nie koniec. NASA szacuje, że kolejne 300 milionów dolarów wyda na dalsze prowadzenie misji, która według założeń potrwa jeden rok marsjański (687 dni ziemskich).

Łazik Perseverance wyruszył na Czerwoną Planetę 30 lipca 2020 roku. Mniej więcej w tym samym czasie wystartowały misje Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Chin. Oba obiekty weszły już na orbitę Marsa.

Dariusz Frach, thafd.pl


Marcin Matczak: Apel do Andrzeja Dudy w związku z moją nominacją profesorską. „Nie będę mógł, niestety, jej z Pana rąk odebrać”

Marcin Matczak

Marcin Matczak

Nie tylko otrzymanie nominacji profesorskiej jest wielkim zaszczytem, ale także jej uroczyste odebranie w Pałacu Prezydenckim. Z tym większym żalem informuję, że nawet jeśli otrzymam zaproszenie na uroczystość wręczenia nominacji profesorskiej, nie będę mógł, niestety, jej z Pana rąk odebrać. Szczególnie teraz jestem zobowiązany pozostać wierny wartościom, które są bliskie każdemu prawnikowi: wierności Konstytucji i szacunkowi dla prawa.

 

W liście otwartym do Andrzeja Dudy Marcin Matczak podkreślił, że „nie tylko otrzymanie nominacji profesorskiej jest wielkim zaszczytem, ale także jej uroczyste odebranie w Pałacu Prezydenckim”. Zapowiedział jednak, że nie odbierze od Andrzeja Dudy nadanej mu nominacji profesorskiej. „Szczególnie teraz jestem zobowiązany pozostać wierny wartościom, które są bliskie każdemu prawnikowi: wierności Konstytucji i szacunkowi dla prawa” – napisał w liście otwartym.

Marcin Matczak: „Jestem zobowiązany pozostać wierny wartościom”. Zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu prof. Matczaka na FB

Postanowienie nadające Marcinowi Matczakowi tytuł profesora nauk społecznych w dyscyplinie nauk prawnych zostało opublikowane 15 lutego w Monitorze Polskim. Podpisał je Andrzej Duda.

W liście otwartym do prezydenta Marcin Matczak napisał, że nie może pozwolić na to, aby uściśnięcie dłoni Andrzeja Dudy „zostało odebrane jako choćby cień akceptacji dla tych działań”. „To są sprawy absolutnie najważniejsze i mam nadzieję, że jako człowiek i prawnik Pan to rozumie, nawet jeśli jako polityk poszedł Pan na nieakceptowalne kompromisy” – zaznaczył.

„Jestem zobowiązany pozostać wierny wartościom”

Pełną treść listu prof. Marcina Matczaka do Andrzeja Dudu w związku z nominacją profesorską publikujemy poniżej

Szanowny Panie Prezydencie,

15 lutego 2021 roku w Monitorze Polskim opublikowano postanowienie, w którym nadaje mi Pan tytuł profesora nauk społecznych w dyscyplinie nauk prawnych. Pragnę zupełnie szczerze i bez żadnej ironii podziękować Panu za to, że z mojej nominacji profesorskiej nie uczynił Pan sprawy politycznej i że krytyka, którą wobec Pana i Pana obozu politycznego wielokrotnie kierowałem, nie została przez Pana wykorzystana, aby tę nominację opóźniać.

Doceniam i dziękuję Panu za normalność, którą Pan tą decyzją pokazał. Jednocześnie proszę, aby wprowadził Pan tej normalności w nasze życie więcej. Na podobną nominację wciąż czekają inni polscy uczeni, tacy jak prof. Michał Bilewicz czy prof. Walter Żelazny. Proszę nie kazać im dłużej czekać – oni także poświęcili istotną część swojego życia, aby zrozumieć, jak działa ten złożony świat i aby służyć społeczeństwu tą wiedzą. Także oni zasługują na nominacje profesorskie, a czekają na nie o wiele dłużej, bo już kilka lat. Zasługują na te nominacje nie mimo krytyki, którą publicznie w rozmaitych kwestiach przedstawiają, ale właśnie ze względu na to, że ją głoszą. Głoszona publicznie krytyka zawsze wymaga okazania podstawowej cechy uczonego, czyli odwagi, i zawsze – proszę mi uwierzyć – jest efektem troski o Rzeczpospolitą, czyli, jak mówi nasza Konstytucja, o dobro wspólne wszystkich obywateli.

Nominacja profesorska jest wielkim zaszczytem, na który każdy z nas długo pracuje. Jest ukoronowaniem katorżniczej pracy, efektem wielu wyrzeczeń, także ze strony naszych Bliskich. Jest także ich wielkim marzeniem, w niektórych wypadkach niestety niespełnionym czy raczej niedoczekanym. Zapewne, kiedy obronił Pan doktorat, Pana Bliscy byli z Pana dumni, a Pan cieszył się ich radością, i wzruszał ich wzruszeniem. Za uczonymi, którzy jeszcze nie otrzymali swojej nominacji profesorskiej, także stoją Rodziny, które czekają na swoją chwilę radości, wzruszenia i wielkiej dumy. Pan może im ją dać.

Myślę, że zgadzamy się co do tego, że różnica w poglądach na kwestie publiczne nie powinna mieć żadnego wpływu na ocenę czyichś dokonań naukowych. Jeśli kiedyś zdecyduje się Pan na napisanie pracy habilitacyjnej, teoretycznie będę mógł być jej recenzentem. Gdybym w takiej sytuacji oceniał Pana poglądy na kwestie publiczne zamiast Pana dorobku naukowego, z pewnością uznałby Pan to za zachowanie głęboko niewłaściwe. I miałby Pan świętą rację. Niestety, opóźnianie awansu Profesorów, o których wspomniałem, pozwala snuć niepotrzebne przypuszczenia, że nie o ocenę dorobku naukowego w ich przypadku chodzi, bo tej dokonali przecież inni profesorowie. Pan może jedną decyzją te niepotrzebne spekulacje przeciąć.

Nie tylko otrzymanie nominacji profesorskiej jest wielkim zaszczytem, ale także jej uroczyste odebranie w Pałacu Prezydenckim. Z tym większym żalem informuję, że nawet jeśli otrzymam zaproszenie na uroczystość wręczenia nominacji profesorskiej, nie będę mógł, niestety, jej z Pana rąk odebrać. Odebranie tego honoru z rąk Prezydenta RP było zawsze moim wielkim marzeniem. Byłoby także wielką radością dla mojej Mamy i Babci, które zawsze wierzyły, że można pokonać tę trudną drogę z małego, prowincjonalnego miasta, w którym się wychowałem, do wielkiego Pałacu, w którym mieszka Prezydent. Ta radość nie będzie nam jednak dana, i to nie z naszej winy. Szczególnie teraz jestem zobowiązany pozostać wierny wartościom, które są bliskie każdemu prawnikowi: wierności Konstytucji i szacunkowi dla prawa.

Pana działania w ostatnich latach były, niestety, zaprzeczeniem tych wartości. Nie jest to moja prywatna opinia, ale zdanie podzielane przez ogromną większość polskich prawników, a także potwierdzone przez niezależny, polski Trybunał Konstytucyjny oraz Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Nie mogę pozwolić na to, aby uściśnięcie Pana dłoni zostało odebrane jako choćby cień akceptacji dla tych działań. To są sprawy absolutnie najważniejsze i mam nadzieję, że jako człowiek i prawnik Pan to rozumie, nawet jeśli jako polityk poszedł Pan na nieakceptowalne kompromisy.

Liczę na Pana zrozumienie w jeszcze jednej kwestii. Także po tej nominacji jakiekolwiek dalsze działania polityczne zmierzające do łamania wartości konstytucyjnych, czy to z Pana strony, czy ze strony kogokolwiek innego, spotkają się z moją jednoznaczną krytyką. Nie dlatego, że Pana czy kogokolwiek innego nie lubię, ale dlatego, że tak po prostu trzeba.
Pozostaję z głębokim szacunkiem dla urzędu Prezydenta RP i z nadzieją, że wykorzysta Pan pozostałe lata Pana kadencji, aby wypełnić ten urząd treścią moralną i prawną, na który bezsprzecznie zasługuje.

Z życzeniami zdrowia w tym trudnym czasie,
Marcin Matczak


Orbán nie ufa Unii Europejskiej. Chce szczepić Węgrów szczepionką z Rosjii i Chin

Felix Schlagwein

Felix Schlagwein

Węgry stosują już szczepionkę z Rosji, wkrótce zaczną używać także z Chin. Premier Viktor Orbán chce szybciesz szczepić Węgrów niż reszta Unii. Lekarze i mieszkańcy Węgier są jednak sceptyczni.

pixabay

Na ulicach Budapesztu nowa szczepionka z Chin nie znalazła zbyt wielu zwolenników. Kobieta spacerująca z psem po placu Kossutha mówi: „Nie wierzę w to”. Nie chce być zaszczepiona Vero opracowanym przez chiński państwowy koncern Sinopharm.

Balázs Boldog widzi to podobnie. – Wziąłbym chińską szczepionkę tylko wtedy, gdyby nie było innej opcji, ale jest – mówi 45-latek. Wskazuje na budynek węgierskiego parlamentu po drugiej stronie placu. – Chcą nam narzucić tę szczepionkę, nie mając żadnej wiedzy naukowej na jej temat – stwierdza.

Od miesięcy węgierski rząd nosił się z zamiarem przyjęcia chińskiej szczepionki. Pod koniec stycznia Węgry były pierwszym i jak dotąd jedynym krajem UE, który zatwierdził szczepionkę z Chin. W ciągu najbliższych czterech miesięcy do kraju ma trafić pięć milionów dawek. Pozwoliłoby to na zaszczepienie 2,5 miliona osób – około jednej czwartej populacji Węgier. Już teraz 550 tys. dawek Vero wylądowało 16 lutego na lotnisku w Budapeszcie.

Do Wielkanocy chińska szczepionka może zostać wykorzystana do zaszczepienia wszystkich osób, które do tej pory zarejestrowały się przez internet – wyjaśnił premier Viktor Orbán w wywiadzie dla państwowego „Kossuth Rádió”. Zanim jednak przesyłka z Pekinu trafi do lekarzy, zostanie sprawdzona przez Narodowy Ośrodek Zdrowia Publicznego (NNK).

Sinopharm i brak testów

Budapeszt zatwierdził też rosyjską szczepionkę Sputnik V – również jako jedyny kraj w UE. Szczepionka jest już podawana w czterech szpitalach w Budapeszcie, jak poinformowała naczelna lekarka kraju Cecília Mueller. W ciągu najbliższych trzech miesięcy do Węgier trafi dwa miliony dawek.

Na początku lutego w czasopiśmie medycznym „The Lancet” można było przeczytać, iż wstępna analiza trzeciej fazy testów klinicznych wykazała, że szczepionka Sputnik V jest skuteczna na poziomie 91,6 procent.

Podobne wiarygodne wyniki nie są jeszcze dostępne dla substancji czynnej szczepionki wyprodukowanej przez chiński Sinopharm. Chiny określają jej skuteczność na 79,3 procent, podczas gdy Zjednoczone Emiraty Arabskie twierdzą, że wynosi ona 86 procent. Do tej pory Sinopharm otrzymał zgodę na nadzwyczajne stosowanie preparatu w 13 krajach i – jak podaje węgierski rząd – został podany 30 milionom ludzi. W Europie szczepionka jest wykorzystywana na razie tylko w Serbii. Węgry podążają jej śladem.

Krytyka unijnej strategii szczepień

Zatwierdzenie czynnej substacji Sinopharm, jak również Sputnika V, nastąpiło bez uprzedniej zgody Europejskiej Agencji Leków (EMA). Państwa członkowskie UE mogą samodzielnie wydawać pozwolenia na dopuszczenie szczepionek do obrotu w nagłych przypadkach. Od tygodni członkowie węgierskiego rządu krytykują kiepską – ich zdaniem – akcję szczepień w UE.

W przemówieniu wygłoszonym w węgierskim parlamencie premier Orbán powiedział, że Węgry potrzebują wszystkich szczepionek, jakie mogą otrzymać, aby chronić życie i miejsca pracy przed koronawirusem. Kilka dni wcześniej dał do zrozumienia, że w przyszłości nie będzie czekał na zatwierdzenie szczepionek przez EMA. – Nasi eksperci są co najmniej tak dobrzy, jak europejscy eksperci. Nie ufam badaniom brukselskiego urzędu zdrowia bardziej niż węgierskiemu, wręcz odwrotnie, bardziej ufam węgierskiemu niż brukselskiemu.

Polityczna kalkulacja?

Krytycy zarzucają rządowi Orbána, że przy zatwierdzaniu szczepionek kieruje się polityczną kalkulacją. Węgry od lat są w konflikcie z UE w kwestii przestrzegania zasad praworządności. W tym samym czasie rząd węgierski zbliżył się do Rosji i Chin. – Polityka Orbána wynika bardziej z geopolitycznej pozy niż rzeczywistych obaw zdrowotnych – mówi w rozmowie z DW eurodeputowany Zielonych Reinhard Buetikofer.

– Zamówienia na szczepionki dobrze wpisują się w eurosceptyczny program Orbána, a jednocześnie może on w ten sposób zadowolić rosyjskich i chińskich przywódców – uważa politolog András Bíró-Nagy, dyrektor budapesztańskiego think tanku Policy Solutions. Dla węgierskiego premiera ważniejsze jest jednak, aby za wszelką cenę zakończyć lockdown i pobudzić gospodarkę w perspektywie przyszłorocznych wyborów – mówi DW Bíró-Nagy.

Węgrzy sceptyczni

Orbán odrzucił takie oskarżenia w swoim wystąpieniu przed parlamentem i oskarżył krytyków o szkalowanie rządu. Nikt nie powinien instrumentalizować szczepień politycznie i „próbować udowodnić swoją lojalność wobec Brukseli lub Ameryki” – mówił.

Fot. flickr

Węgrzy pozostają jednak sceptyczni wobec chińskiej szczepionki. Ostatni sondaż przeprowadzony przez instytut badania opinii publicznej Medián wykazał, że tylko około jednej czwartej wszystkich chętnych do poddania się szczepieniu byłoby gotowych na wstrzyknięcie aktywnego składnika Sinopharmu. Sputnik V przyjęłoby 43 procent ankietowanych, a 84 procent ufa szczepionkom opracowanym na Zachodzie.

Lekarze i opozycja krytykują

Eksperci obawiają się, że zatwierdzenie czynnej substancji Sinopharmu może obniżyć ogólną gotowość do szczepień na Węgrzech. Węgierska Izba Lekarska (MOK) skrytykowała również, że wstrzykiwanie niedostatecznie przetestowanej szczepionki może doprowadzić do „poważnych wyrzutów sumienia” wśród wielu lekarzy.

Krytyka nadchodzi także ze strony opozycji. W liście do ministra zdrowia Miklósa Káslera burmistrzowie dzielnic Budapesztu z opozycyjnej partii DK (Demokratikus Koalíció) zażądali, by w zarządzanych przez nich dzielnicach wstrzykiwano wyłącznie szczepionki zatwierdzone przez EMA. Zarzucają oni węgierskiemu rządowi narażanie zdrowia ludności dla interesów politycznych i gospodarczych.

Sam Viktor Orbán nie ma żadnych zastrzeżeń natury zdrowotnej. Wielokrotnie podkreślał, że każda szczepionka jest lepsza niż codzienne narażanie się na śmierć. On osobiście ufa aktywnemu składnikowi Sinopharmu. – Poczekam na swoją kolej i kiedy nadejdzie czas, wybiorę chińską szczepionkę – oświadczył.

REDAKCJA POLECA

 


Dlaczego wyginęły dinozaury i czy Ziemi grozi śmiertelna katastrofa?

Przez dziesięciolecia odpowiedzialnością za wyginięcie dinozaurów obarczana była asteroida z pasa między Marsem a Jowiszem, która uderzyła w Ziemię, powodując katastrofalne zniszczenia. Nowe badania przeprowadzone na Uniwersytecie Harvarda wysunęły teorię, że obiekt, który zniszczył życie na naszej planecie, pochodził z dużo bardziej odległego miejsca. Korzystając z analizy statystycznej i symulacji grawitacyjnych, naukowcy obliczyli, że znaczna część długookresowych komet pochodzących z Obłoku Oorta, lodowej kuli szczątków na krawędzi Układu Słonecznego, mogła zostać odbita z kursu przez pole grawitacyjne Jowisza. Jedna z nich mogła trafić w Ziemię.

Czy kometa doprowadziła do wyginięcia dinozaurów?

Około 66 mln lat temu duże ciało z kosmosu uderzyło w naszą planetę. Uważa się, że obiekt miał ok. 16 km szerokości i pozostawił krater na wybrzeżu Meksyku o szerokości 93 mil i głębokości 12 mil. Uderzenie spowodowało wyginięcie większości dinozaurów, a następująca po nim zmiana klimatu, która trwała tysiące lat, doprowadziła do śmierci 3/4 życia na Ziemi.

Dotychczas uważano, że za katastrofę odpowiadała asteroida. Badania naukowców z Uniwersytetu Harvarda twierdzą jednak, że była to prawdopodobnie kometa, która nadleciała z krawędzi Układu Słonecznego, z regionu Obłoku Oorta. Korzystając z analizy statystycznej i symulacji grawitacyjnych, obliczyli, że znaczna część długookresowych komet pochodzących z tego rejonu może zostać odbita z kursu przez pole grawitacyjne Jowisza.

– Układ Słoneczny działa jak automat do gry w pinball – wskazuje Amir Siraj, student astrofizyki na Uniwersytecie Harvarda. – Najbardziej masywna planeta układu – Jowisz – wyrzuca nadchodzące komety długookresowe [obiegające Słońce w czasie dłuższym niż 200 lat – przyp. red.] na orbity, które zbliżają je do Słońca.

Gdy kometa zbliżyła się do Słońca, prawdopodobnie się rozpadła, a jej fragmenty obierały różne kierunki. Większa część komety znalazła się na kursie kolizyjnym z Ziemią.

– W przypadku komet muskających Słońce [których orbity przechodzą ekstremalnie blisko jego powierzchni – przyp. red.] część komety bliżej niego odczuwa silniejsze przyciąganie grawitacyjne niż część znajdująca się dalej, co skutkuje efektem siły pływowej w poprzek obiektu – tłumaczy Amir Siraj. – Efektem może być tak zwane rozerwanie pływowe, w którym duża kometa rozpada się na wiele mniejszych części, a w swojej drodze powrotnej w stronę Obłoku Oorta istnieje zwiększone prawdopodobieństwo, że jeden z tych fragmentów uderzy w Ziemię.

Czy Ziemi grozi śmiertelna katastrofa?

Nowe obliczenia naukowców zwiększają prawdopodobieństwo, że komety długookresowe uderzą w Ziemię, a nawet 20 proc. z nich może okazać się śmiertelnym zagrożeniem.

– Nasze opracowanie dostarcza dowody na wyjaśnienie wystąpienia tego zdarzenia – dodaje Avi Loeb, astronom z Uniwersytetu Harvarda. – Według naszych ustaleń, jeśli obiekt zbliżający się do Sońca zostanie rozbity, może to spowodować odpowiednią częstość zdarzeń, a także wywołać rodzaj uderzenia, który zabił dinozaury.

Teoria naukowców Uniwersytetu Harvarda wskazuje, że duże kratery, jak meksykański Chicxulub, są pokryte „węglowym chondrytem”, czyli materiałem pochodzącym z początków Układu Słonecznego. Naukowcy twierdzą, że tylko około 10 proc. asteroid w pasie między orbitą Jowisza i Marsa jest zbudowanych z węglowego chondrytu, jednak wśród komet długookresowych większość składa się właśnie z tego materiału.

Podobne składy mają także krater Vredefort w Republice Południowej Afryki czy krater Żamanszyng w Kazachstanie, największy w ciągu ostatniego miliona lat. Naukowcy twierdzą, że czas tych uderzeń potwierdza ich obliczenia.

– Powinniśmy częściej obserwować mniejsze fragmenty docierające na Ziemię z Obłoku Oorta – wskazuje Avi Loeb. – Mam nadzieję, że uda nam się przetestować tę teorię. Mając więcej danych na temat komet długookresowych, możemy uzyskać lepsze statystyki i być może zobaczyć dowody na istnienie niektórych fragmentów komet.

(df) thefad.pl / Źródło: newseria


Wojna kulturowa Kaczyńskiego

DW

 

Czy protesty przeciwko zakazowi aborcji w Polsce będą sygnałem alarmowym dla PiS? – zastanawia się na łamach „Die Tageszeitung” Thuc Linh Nguyen Vu z Uniwersytetu w Wiedniu.

Lewicowy berliński dziennik Die Tageszeitung” („taz”) publikuje we wtorek (16.02.2021) opinię Thuc Linh Nguyen Vu z Centrum Badań nad Historią Transformacji (RECET) na Uniwersytecie w Wiedniu na temat znaczenia wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy o aborcji. W jej opinii masowe protesty przeciwko wyrokowi uważane są za „największą mobilizację od czasu transformacji systemu w 1989 roku”.

„Zakaz aborcji jest wynikiem trwającej od wielu lat walki ultrakonserwatywnych środowisk o władzę. Dzięki poparciu partii rządzącej (…) mogli oni odnotować wiele sukcesów w ostatnich latach” – ocenia ekspertka. I dodaje, że choć wyrok uderza w pierwszej kolejności w kobiety i ich prawo do równego dostępu do bezpiecznej podstawowej opieki medycznej, „jego znaczenie jest szersze”.

Strategia „dziel i rządź”

„Polityczny projekt Jarosława Kaczyńskiego i liderów Zjednoczonej Prawicy ma daleko idący cel: zniszczenie po części istniejącego, a po części wyimaginowanego liberalnego porządku w Polsce po 1989 roku. W wyobrażeniu Kaczyńskiego za tym porządkiem stoją komunistyczne siły, które także po zakończeniu ich jednopartyjnego panowania w dużej mierze wpływały na zmiany systemowe. Zapewniły sobie trwałe polityczne i społeczne wpływy poprzez sojusz ze zorientowanymi na Zachód siłami liberalnymi. W konsekwencji walka z komunizmem musi zarówno obejmować kontrowersyjne reformy społeczne i prawne, jak i radykalną i skierowaną przeciwko liberalizmowi wojnę kulturową” – pisze badaczka, która naukowo zajmuje się m.in. historią Polski XX wieku.

Jak dodaje, w ideologicznym układzie współrzędnych to Unia Europejska, utożsamiana w większym lub mniejszym stopniu z Niemcami, wydaje się wcieleniem dekadenckiego liberalizmu, który jest kojarzony nie tylko z moralnym relatywizmem i leseferyzmem, ale także z kontynuacją historii ucisku, w której Polska jest wieczną ofiarą niemieckiego neoimperializmu.

Jej zdaniem strategia „dziel i rządź”, której celem jest wywoływanie skandali, to jedno z centralnych narzędzi w arsenale rządu, „aby odwrócić uwagę od bilansu, który wcale nie jest doskonały”. Ta strategia jest wciąż napędzana przez nowe skandale, „od publicznego obrażania opozycji przez Kaczyńskiego, poprzez usunięcie Dariusza Stoli ze stanowiska dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich po nie tylko symboliczne ataki na uchodźców i wspólnotę LGBTQ+” – pisze Thuc Linh Nguyen Vu, dodając, że polaryzacja stała się modus operandi polskiego rządu, a zakaz aborcji i planowany podatek od reklam w mediach tylko celowo ją pogłębiają.

Protesty sygnałem alarmowym dla PiS

„Być może rząd dostrzegł, że chodzi także o jego przetrwanie. Pandemia unaoczniła jego słabość przynajmniej tym, którzy śledzą nie tylko kontrolowane przez rząd media, ale i przyczyniła się do kilku głośnych skandali. Dla partii, która dysponuje prawie nieograniczoną kontrolą aparatu państwowego, zasobami finansowymi i mediami publicznymi, może to być problemem egzystencjalnym” – ocenia ekspertka. Dodaje, że symptomatyczna była nieznaczna przewaga PiS w ostatnich wyborach prezydenckich w 2020 roku.

Jej zdaniem protesty przeciwko zakazowi aborcji mogą być sygnałem alarmowym dla PiS i Kaczyńskiego. „Dla polskiego społeczeństwa stawka jest wysoka. Nawet zwolennicy PiS zaczynają powoli dostrzegać, że igranie z ogniem ma poważne konsekwencje. Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy dogmatyczna władza nie doceniła złości i politycznej woli przetrwania społeczeństwa” – ocenia badaczka.

 

REDAKCJA POLECA

 


Chcesz zostać astronautą? Europejska Agencja Kosmiczna rozpoczyna nabór

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

 

Europejska Agencja Kosmiczna rozpoczyna nabór nowych astronautów, którzy zostaną wysłani na międzynarodową stację kosmiczną. Potrzeba m.in. przyrodników, matematyków, medyków z angielskim.

To zdjęcie przeszło do historii

Europejscy astronauci są obecnie wysyłani na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Za kilka lat powinni zacząć latać na nową stację Lunar Gateway, która ma być punktem pośrednim do ewentualnych misji na Księżyc, a nawet na Marsa.

Dokumenty można przesyłać do 28 maja poprzez portal Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA – European Space Agency). Decyzje o przyjęciach zostaną podjęte w 2022 r. Poprzednią rekrutację przeprowadzono przed 11 laty. Obecna ma wyłonić od czterech do sześciu astronautów oraz nawet do dwudziestu członków grupy rezerwowej.

– Po raz pierwszy rekrutacja jest otwarta też dla ewentualnych „parastronautów”, czyli osób poniżej 1,3 m wzrostu lub z pewnymi ułomnościami nóg. Chodzi o to, by z góry nie dyskwalifikować takich ludzi, którzy mogą mieć wielkie kompetencje – tłumaczył Włoch Luca Parmitano, który w lutym 2020 r. wrócił po pół roku pracy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Nabór jest otwarty dla Europejczyków poniżej 50 roku życia, ze stanem zdrowia na poziomie pilotów (licencja pilota nie jest wymagana), wykształceniem i doświadczeniem w naukach przyrodniczych, matematyce, informatyce, inżynierii lub medycynie.

Po udanym naborze pierwszy rok ogólnego szkolenia astronautycznego będzie przeprowadzony w ośrodku ESA w Kolonii, a ostatni etap – około dwuletni – będzie już obejmować przygotowanie do przeprowadzenia konkretnych badań czy eksperymentów w kosmosie. Po angielskim drugim językiem na ISS jest rosyjski, którego kurs jest częścią szkolenia dla europejskich astronautów.

 

W tym roku na ISS poleci Niemiec i Francuz (wyłonieni w rekrutacji z 2008 r.). Do dziś nie było żadnego Polaka wśród ponad 20 astronautów wysyłanych w kosmos przez ESA od 2001 r.

Deficyt czystej bielizny

Na stacji nie ma pryszniców, a mycie odbywa się przy pomocy serwetek. Co z ubraniami? – Nie ma specjalnych ubrań i astronauci noszą np. zwykłe T-shirty. Nie ma tam też pralki, a każdy kilogram ubrań wystrzelony w kosmos jest bardzo drogi. W rezultacie astronauci mogą zmieniać bieliznę tylko co dwa- trzy dni. Koszule robocze i spodnie lub szorty zmieniają średnio raz na 10 dni – uprzedza ESA. Przy poprzednich naborach kandydaci powszechnie podawali „spełnienie marzeń” jako swój główny powód. Jak tłumaczy współorganizująca rekrutację Antonella Costa, to podstawowa motywacja dla wyrzeczeń związanych z długim szkoleniem, a potem gotowością do nawet dwóch misji kosmicznych.

Europejska Agencja Komiczna obejmuje większość krajów UE (w tym Polskę i Niemcy), a także Wielką Brytanię i Szwajcarię. Współfinansująca wiele projektów Unia Europejska jest członkiem stowarzyszonym. – Przyszłością ESA pozostaje ścisła współpraca w Komisją Europejską – tłumaczy Josef Aschbacher, który od marca przejmie kierowanie ESA.

Unia Europejska współpracuje z ESA m.in. przy swoim projekcie Copernicus oraz systemie nawigacji satelitarnej Galileo, który ma obecnie 24 działających satelitów.

Unia w kosmosie

Kiedy kilkanaście lat temu rozpoczęła się unijna debata na temat własnego systemu geolokacyjnego. W Europie powątpiewano w taką „emancypację kosmiczną” UE. Mówiono, że to ambicje poza zasięgiem Europy, a sygnał z satelitów Galileo będzie zakłócał GPS, co oznaczałoby tylko szkody i „wydatki bez wartości dodanej” dla UE. Stało się odwrotnie, a m.in. Apple, Google, Samsung i Sony oferują teraz produkty wykorzystujące równocześnie amerykański GSP oraz unijny system Galileo. Ponadto taki „podwójny” sygnał satelitarny to atut np. dla nowoczesnej bankowości (w tym bankomatów i przelewów), telewizji satelitarnej, ruchu i zarządzaniu koleją. Żadne przyszłe autonomiczne samochody ani systemy sztucznej inteligencji nie mogłyby powstać bez nawigacji satelitarnej.

Ponadto unijny Copernicus (program obserwacji Ziemi) dostarcza dane potrzebne ratownikom podczas operacji związanych z pożarami lasów, powodziami, huraganami i trzęsieniami ziemi. Satelity programu Copernicus są obecnie najdokładniejsze w monitorowaniu zmian klimatycznych i zanieczyszczenia miejskiego.

Unia ma też udział w – ogłoszonym przez NASA w 2018 r. – odkryciu systemu planetarnego wokół gwiazdy TRAPPIST-1 złożonego z siedmiu średnich „planet ziemskich”, z których pięć ma rozmiary zbliżone do Ziemi, a dwie są pośrednie między Marsem a Ziemią.

TRAPPIST-1 – charakterystyki planet i porównanie z planetami grupy ziemskiej Układu Słonecznego.
TRAPPIST-1 – charakterystyki planet i porównanie z planetami grupy ziemskiej Układu Słonecznego. Fot wikipedia
Europejska Agencja Kosmiczna rozpoczyna nabór nowych astronautów, którzy zostaną wysłani na międzynarodową stację kosmiczną. Potrzeba m.in. przyrodników, matematyków, medyków z angielskim.
Porównanie układu księżyców Jowisza, układu TRAPPIST-1 i Układu Słonecznego. Fot. wikipedia

Belg Michaël Gillon, który kierował międzynarodowym zespołem odkrywców tego układu, to jeden z kilku astronomów, którzy otrzymali granty badawcze z budżetu UE. Gillon z zespołem poszukuje planet dzięki danym z teleskopów NASA, ale też teleskopów finansowanych i zarządzanych przez Unię – TRAPPIST i SPECULOOS. Nazwa „trappist” wzięła się od popularnego w Belgii piwa warzonego przez mnichów, a „speculoos” od herbatników.

 

REDAKCJA POLECA

 


Rafał Sulikowski: Umysł a mózg. Najnowsze doniesienia z pola dyskusji naukowych

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

“Szalone” teorie mają jednak swoje miejsce w wielkim gmachu nauki jako proto-teorie, a więc prymitywne - co nie znaczy od razu “gorsze” - koncepcje i wnioski, które potem są przekuwane w gotowy materiał nauk ścisłych. Nie należy z góry odrzucać żadnej hipotezy, uprzedzać się do niej, odrzucać coś tylko dlatego, że nie pasuje do naszego światopoglądu, że psuje nam zbudowany konstrukt umysłowy. Nie wolno też stosować kontrargumentacji “ad personam”, czyli atakować osobę, prezentującą nieznane poglądy zamiast odnosić się do samych głoszonych poglądów.

 

Problem relacji materialnego mózgu do niematerialnego “umysłu” znany jest w filozofii umysłu i kogniwistyce jako “body-mind problem” i jest nadal żywo dyskutowany. Tutaj zreferujemy tylko najważniejsze stanowiska badawcze oraz zaproponujemy własne, autorskie hipotezy w tej kwestii.

Pixabay

Dusza

Tradycyjnie w filozofii zachodniej oraz rzecz jasna w teologii średniowiecznej człowiek ma podwójną, niemal konfliktową naturę: jest organizmem żywym, zbudowanym ze ożywionej, ale potencjalnie śmiertelnej materii (komórek, tkanek i narządów), a zarazem ma w sobie “dech”, czyli “duszę”, której podstawowe własności to niematerialność (względnie subtelna materialność) i nieśmiertelność.

Jeszcze w XVII wieku, gdy powstawały nowożytne nauki ścisłe (fizyka, potem chemia, itd.) Kartezjusz wyróżnia dwa rodzaje materii, z jakiej składa się każdy człowiek: umysł (“res cogitans” – rzecz myślącą) oraz materię (“res extensa”), czyli rzecz rozciągłą. Już nie ma mowy o tomistycznej antropologii, zgodnie z którą człowiek “ma” duszę, względnie “jest” duszą, złączoną od poczęcia do śmierci z ciałem, też stworzonym przez dobrego Boga (gnostycy powiedzieliby, że przez złe bóstwo).

Umysł

Teraz mowa jest o rzeczy rozciągłej (organizmie, bo można go rozciągnąć, z czego w średniowieczu ochoczo korzystała inkwizycja) i rzeczy myślącej – umyśle. Pierwotna “dusza” odesłana zostaje do pism mistyków hiszpańskich w rodzaju “twierdzy wewnętrznej”, a na horyzoncie pojawia się nowoczesny “umysł”, który w dalszym ciągu zdarzeń zastąpi poczciwą, ale nieco trącącą myszką “duszę” i jeszcze bardziej anachronicznego “ducha”.

Teraz człowiek jest jeszcze rozdwojony, jak w filozofii Platona, ale już jakby mniej: Kartezjusz wierzy w homunkulusa, czyli małego człowieczka, który zarządza mózgiem i resztą ciała, tkwiąc w głowie, a inni filozofowie twierdzą, że w oku można zobaczyć “pupillę”, czyli żywą laleczkę, niby marionetkę, trochę jak w teatrze lalkowym, stanowiącą “źrenicę”, a więc jakby okno, przez które laleczka – dusza – spoziera albo wyziera na zewnątrz, na świat.

“Bóg” stwarza też duszę

Nadal aktualna jest teza, że w chwili poczęcia “Bóg” stwarza też duszę, czy umysł, a w momencie śmierci dusza przez źrenice opuszcza swoją doczesną siedzibę i ulatuje w przestworza. Powstaje neurologia, proponując całkowicie materialistyczny pogląd na człowieka w duchu monizmu, który wszedł na miejsce wcześniejszego dualizmu platońskiego; zdaje się, że wygrywa Arystoteles nad Platonem oraz Tomasz z Akwinu nad Augustynem z Tagasty. Ale dzieje idei antropologicznych wznoszą się spiralnie i oto okazuje się, że Freud ponownie pozornie powraca do platońskiego dualizmu…

Psychologia

Potem jest już tylko gorzej, ale zarazem lepiej: dusza zmienia się w “psyche”, powstaje psychologia, czyli pierwotnie nauka o psychice, która jest co prawda niematerialna, ale jednocześnie śmiertelna, przestaje mieć cechę nieśmiertelności, jak uczyły jeszcze potrydenckie katechizmy katolickie.

Psychologia na dobre zawładnęła umysłami filozofów w XIX wieku, gdy Freud dowodził, że istnieje też “podświadomość”, że człowiek nie zawsze jest rozumny i świadomy tego, co mówi (pomyłki językowe, znaczące lapsusy, etc.) czy robi (wolna wola powoli przestaje być wolna), a uczniowie idą dalej i jak Jung stwierdzą, że istnieje “umysł nieświadomy”, rezerwuar symboli i archetypów, a prawdę można też odnaleźć nie tylko na jawie, ale również we śnie, w obłędzie, w mowie ludzi pierwotnych oraz w rojeniach dzieci. Powoli staje się jasne, że umysł wypiera duszę, a w jej miejsce wchodzi “psychika”. I pojawia się wreszcie typowo dwudziestowieczny problem: jak psychika/umysł/rozum łączy się z mózgiem? Powstaje problem do zbadania, nazwany potem w skrócie z angielska jako “body-mind problem”.

Sztuczna inteligencja

Można potraktować procesor komputerowy, serce każdego tego typu urządzenia jako najdoskonalszy dotąd wynalazek ludzkości; nic tedy dziwnego, że w kogniwistyce roi się od metafor komputerowych: czy mózg jest biologicznym, żywym komputerem? Czy pierwsze komputery, pozbawione twardych dysków obrazują prymitywne mózgi, w których jeszcze nie było nowej kory (łac. neocortex), a one same nie były siebie samoświadome? I tak dalej: czy moment, w którym pojawił się hardware sprawił, iż komputer przypomina coraz dokładniej ludzki mózg? I czy hardware jest jakby “duszą” mózgu? Nic dziwnego, że sieci neuronowe wywołują tyle emocji: czy AI, czyli sztuczna inteligencja, która ma zdolność uczenia się, to już prawie sztuczny mózg?

I tu wchodzą transhumaniści, którzy wierzą, że będzie można przeszczepiać mózgi (a nawet całe głowy, na przykład z człowieka na korpus szympansa), a nawet skopiować świadomość człowieka i przenieść ją z nośnika biologicznego do superkomputera, który jest jakby “informatycznym bogiem”, sztucznym absolutem inżynierów.

„Chmura”

Pytań jest więcej: co, jeśli sztuczna inteligencja nigdy nie dorówna mózgowi i dojdziemy do ściany, wywołując “koniec informatyki”? Albo odwrotnie: AI przewyższy o wielekroć najdoskonalsze mózgi na Ziemi i przejmie władzę nad nimi? A co, jeśli będzie się nawet dało żyć “wiecznie”, gdy skopiujemy świadomość (czyli dawną “duszę”) na inny nośnik materialny?

Idźmy dalej: obecnie najnowszym hitem są “chmury danych”, które odciążają twarde dyski i każdy z każdego miejsca może mieć dostęp do czego tylko chce: można mieć dosłownie cały dorobek ludzkości w kieszeni jeansów. Metafora “chmury” jest tu kluczowa.

Jeśli umysł jest tylko “programem”?

Czy umysł to tymczasowy “software” – program zapisywany na mobilnych miękkich dyskach – który w pierwotnych komputerach zastępował nieistniejący jeszcze twardy dysk, “hardware”? Jeśli tak, to faktycznie nie można uruchomić umysłu poza jego naturalnym środowiskiem – mózgiem. Czy umysł to twardy dysk, który może funkcjonować poza komputerem, być przenoszony poza komputer? A może umysły działają jak nowoczesne “cloudy”, czyli wielkie chmury danych, nazywane chmurami BIGDATA.

Jeśli umysł jest tylko “programem”, który działa na “komputerze” (mózgu), to zasadniczo po wyłączeniu komputera albo wyjęciu twardego dysku program przestaje działać, jest tylko zapisany na mobilnej części komputera, czyli miękkiej dyskietce, dziś już prawie nieużywanej, albo na twardym dysku. Ów można jednak potencjalnie odtworzyć na dowolnym innym urządzeniu, a nawet podpiąć do urządzeń niewiele przypominających klasyczny komputer.

Jeśli jednak umysł stanowi rodzaj “sieci neuronowych”, działających w chmurze, to potencjalnie po wyłączeniu urządzenia resp. biologicznego układu nerwowego z mózgiem jako jego centralnym narządem, może potencjalnie działać dalej, czyli po ustaniu wszystkich funkcji życiowych mózgu (“hardware”), korzystając z danych zapisanych w chmurze – “cloudzie”. To też może tłumaczyć niektóre przynajmniej zaburzenia umysłowe – odłączenie z jakiegoś powodu od “chmury” spowoduje skrajne rozregulowanie urządzenia, czyli mózgu i jego desynchronizację, przejawiającą się subiektywnie w dokuczliwych objawach umysłowych. To właśnie desynchronizacja pracy półkul mózgowych z kolei ma stanowić  – wedle niektórych przynajmniej badaczy –  na przykład istotę “schizofrenii” czy innych zaburzeń psychotycznych.

Zdrowe umysły działają więc może na zasadzie “chmury”, a te słabsze są od niej z jakichś tajemniczych powodów odłączone i przestają działać optymalnie, są przeciążone danymi, więc “zawieszają się”, a nawet kompletnie rozregulowują.

Optymalna terapia mogłaby zatem polegać na ponownym “podpięciu” chorego umysłu do wielkiej chmury, której istnienie podejrzewali już tacy psychologowie, jak Jung, tylko inaczej ją nazywali. To może też tłumaczyć, dlaczego zdrowym myślenie przychodzi łatwiej niż zaburzonym – umysły działające w chmurze nie są przeciążone, bo prawie wszystkie dane zapisują w owej hipotetycznej “chmurze”. Umysł upośledzonego jest natomiast stale przeciążony bodźcami i pozbawiony tak potrzebnego bramkowania, czyli systemu filtrów poznawczych, sprawiających, że myślenie jest skuteczne i przekłada się na normalne codzienne działanie.

Wokół nas istnieją niewidzialne fale elektromagnetyczne, radiowe, promieniowanie X i mnóstwo innych; dzięki nim możliwe jest zdalne komunikowanie na odległość, radio, telewizja czy sieć komórkowa oraz Internet. Stale przenikają nasze ciała różne formy różnych energii, których oko normalnie  nie rejestruje. W normalnej sytuacji ludzki mózg hamuje owe fale, samemu wytwarzając i kondensując własne częstotliwości, tak, że nie widzimy obecnych stale obrazów wokół nas. To dzięki falom radiowym możemy odbierać na odległość obrazy czy dźwięki. I normalny umysł sobie tego nawet nie uświadamia. Sytuacja zmienia się, gdy z jakiegoś powodu powstaje anomalia i mózg przechodzi na inne częstotliwości. Zaczyna działać jak aparat telewizyjny i odbiera sygnały, jakich nie odbierają osoby w jego otoczeniu. Stąd mówi się, że chorzy widzą “rzeczy, których nie ma”. To nie jest określenie precyzyjne – należy powiedzieć, że osoby z halucynacjami postrzegają “obrazy przedmiotów, których nie percypują osoby w normalnym stanie świadomości”. Obrazy rzeczy, a nie rzeczy “same w sobie”, czyli słynne Kantowskie “Dinge an sich”.

Omamy wzrokowe i halucynacje

Czy więc tak częste w schizofreniach omamy wzrokowe i halucynacje słuchowe (“głosy”) to po prostu odhamowany z jakiegoś powodu anormalny odbiór fal radiowych i telewizyjnych? Kolejna szalona teoria, ale pójdźmy za nią w pewnym stopniu.

Dookoła nas krąży mnóstwo fal, które generują niewidoczne normalnie obrazy. To dzięki temu działają odbiorniki radiowe i telewizja. Czy schizofrenicy przechodzą na takie częstotliwości fal, że “widzą” i “słyszą” to, co jest nadawane w stacjach nadawczych radia i telewizji?

Jeśli tak się sprawy mają, to oczywiste jest, że mózg stanowi również aparat nadawczo-odbiorczy, a nie tylko wyłącznie odbiorczy. Czy fale, które wytwarza albo kondensuje mózg mogą wywoływać halucynacje? Możliwe. Jeśli tak, to treść ich powinna zgadzać się choć w zarysie z równoległym programem którejś z milionów stacji nadawczych na świecie, mniejsza z tym, radiowej czy telewizyjnej. Trzeba by sprawdzić, czy w czasie emisji omamów w ostrej fazie zaburzenia gdzieś nie jest nadawany właśnie na przykład film z tymi samymi lub podobnymi obrazami, jakie “widzi” osoba w stanie psychozy czy z “głosami”, które słyszy.

W nauce roi się od spekulacji

Tak, to jest szalona hipoteza. “Szalone” teorie mają jednak – jak dziś wiemy – swoje miejsce w wielkim gmachu nauki jako proto-teorie, a więc prymitywne – co nie znaczy od razu “gorsze” – koncepcje i wnioski, które potem są przekuwane w gotowy materiał nauk ścisłych.

Jak dotąd nie wymyślono lepszej metody tworzenia mniej lub bardziej korespondentnych teorii naukowych niż metody empiryczne oraz obserwacyjne. Jednak nauka nie oddaje obiektywnej rzeczywistości wprost, lecz w sposób zapośredniczony przez mniejszą lub większą ilość kultur, przez sytuacyjne właściwości miejsca i czasu badania czy przeprowadzanych doświadczeń, a nawet – przez subiektywny stan poznawczy podmiotu lub podmiotów poznających. I oprócz doświadczenia oraz obserwacji w nauce roi się od spekulacji (vide: współczesna postkwantowa fizyka, przypominająca niekiedy metafizykę, a nawet ezoterykę, np. modne swego czasu książki Fritjofa Capry), koncepcji “szalonych”. Przecież “szaleństwem” były hipotezy Einsteina, wtedy odrzucane, a dziś ukazujące się jako pewnego rodzaju prawda naukowa, ukazana z pewnej określonej perspektywy. Podobnie “herezją” określano obłędne teorie teologiczne, które potem stawały się nawet dogmatami religijnymi.

Nie należy tedy z góry odrzucać żadnej hipotezy, uprzedzać się do niej, odrzucać coś tylko dlatego, że nie pasuje do naszego światopoglądu, że psuje nam zbudowany konstrukt umysłowy. Nie wolno też stosować kontrargumentacji “ad personam”, czyli atakować osobę, prezentującą nieznane poglądy zamiast odnosić się do samych głoszonych poglądów. Nie należy dogmatycznie przywiązywać się niewolniczo do dawnych koncepcji, lecz szukać jeszcze lepszych, bardziej pojemnych, wyjaśniających więcej zjawisk i wyczerpujących w stopniu podstawowym dane zagadnienie. Aż w końcu pewnego dnia (a może w nocy?) ktoś stworzy “teorię wszystkiego”, która będzie prosta, elegancka i piękna, gotowa do wiecznej kontemplacji. Pewnie już nie w naszym stuleciu…

Rafał Sulikowski


Ławrow: chcesz pokoju, szykuj się na wojnę. Rosja grozi zerwaniem relacji z Unią Europejską

DPA, AFP, RTR/sier

Sprawa Nawalnego doprowadziła do napięć między Rosją a UE. Siergiej Ławrow, szef rosyjskiej dyplomacji oświadczył, że Rosja jest gotowa do zerwania relacji z Unią Europejską w przypadku nałożenia na Moskwę sankcji, które będą zagrażały jej gospodarce. Niemieckie MSZ uznało podobnego rodzaju oświadczenia za „niepokojące i niezrozumiałe” – relacjonuje agencja Reutera.

W przypadku dalszych sankcji ze strony Unii Europejskiej rząd rosyjski rozważa zerwanie więzi z UE.

– Nie chcemy izolować się od życia międzynarodowego, ale musimy być na to przygotowani – powiedział minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w opublikowanym fragmencie audycji dziennikarza Władimira Sołowjowa. Ten ostatni uważany jest za wpływowy głos kremlowskiej propagandy. – Jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę – dodał Ławrow. Jeśli Europa ponownie nałoży sankcje, „które stanowią ryzyko dla naszej gospodarki (…), to tak” – odpowiedział rosyjski minister spraw zagranicznych na pytanie Sołowjowa o to, czy Rosja zmierza do zerwania stosunków z Brukselą.

Rzecznik Kremla Dmitrij Peskow dodał, że Moskwa wcale tego nie chce. – Chcemy rozwijać stosunki z Unią Europejską, ale jeśli Unia Europejska pójdzie tą drogą, to tak, jesteśmy gotowi – powiedział Peskow.

Rząd Niemiec okazał poirytowanie w związku z wypowiedzią Ławrowa. – Te wypowiedzi są naprawdę dziwne i niezrozumiałe – powiedziała rzeczniczka MSZ w piątek (12.02.) w Berlinie. Nawiązała do wypowiedzi szefa dyplomacji Heiko Maasa, który wprawdzie nie wykluczył nowych sankcji wobec Rosji, ale wykazał też zainteresowanie dialogiem.

Przypadek Nawalnego

Stosunki między Kremlem a UE pogorszyły się po skazaniu w zeszłym tygodniu rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego na kilka lat więzienia.

Sytuację zaogniła decyzja Rosji o wydaleniu trzech unijnych dyplomatów za za „uczestnictwo w nielegalnych wiecach poparcia Aleksieja Nawalnego.” Uczyniono to w momencie, gdy główny dyplomata Unii Europejskiej, Josep Borrell, przebywał w Moskwie.

W piątek Ławrow na wspólnej konferencji z Borrellem powiedział, że Unia Europejska nie jest obecnie solidnym partnerem Rosji. Rosyjski minister skomentował w ten sposób możliwość sankcji UE wobec Rosji w związku z uwięzieniem Aleksieja Nawalnego. Konferencja prasowa Borrella z Ławrowem wyglądała bardzo źle.

Wiadomo było, że wizyta skończy się porażką, bo odbywa się w złym czasie i została źle przygotowana. (…) Rosjanie upokorzyli Borrella. Jakiekolwiek nadzieje, że osiągnie cokolwiek, okazały się mrzonką. Nawalny nadal przebywa w więzieniu. Rosjanie nie tylko nie ustąpili, nie tylko mu nic nie zaoferowali, ale jeszcze w sposób demonstracyjny pokazali, że nie mają żadnego zamiaru zmieniać swoich działań – powiedział jeden z unijnych dyplomatów.

Ministrowie spraw zagranicznych UE chcą 22 lutego omówić dalsze sankcje wobec Rosji w związku z uwięzieniem Nawalnego. Już w ubiegłym roku Unia Europejska nałożyła zakazy wjazdu i sankcje majątkowe na osoby z otoczenia prezydenta Rosji Władimira Putina podejrzewane o współudział w próbie otrucia opozycjonisty.

Zamrażanie kont, zakazy podróżowania

Trzech unijnych dyplomatów powiedziało agencji Reutera, że planowane jest zamrożenie kolejnych kont sojuszników Putina i wprowadzenie zakazów podróżowania. Francja i Niemcy zasygnalizowały niedawno swoje poparcie dla sankcji.

Już na początku tygodnia Leonid Wołkow, powiernik Nawalnego, poinformował, że rozmawiał z przedstawicielami państw UE o możliwych sankcjach wobec zwolenników Putina. Wołkow wymienił między innymi oligarchów Romana Abramowicza i Aliszera Usmanowa, prezentera telewizyjnego Sołowjowa, bankiera Andrieja Kostina i byłego wysokiego urzędnika państwowego Igora Czuwałowa.

(df), thefad.pl / Źródło: dw.de

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Marta Lempart z zarzutami. Grozi jej 8 lat więzienia. Niebezpieczna dla PiS-władzy jak Nawalny dla Putina

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Marcie Lempart postawione zostały zarzuty znieważenia funkcjonariusza, pochwalanie przestępstw polegających na niszczeniu fasad budynków oraz złośliwym przeszkadzaniu publicznemu wykonywania aktów religijnych w kościele katolickim i najbardziej popularny zarzut prokuratury, czyli sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego. Grozi jej do 8 lat więzienia. Przesłuchanie prowadziła prok. Hanna Stachowicz — zapamiętajmy tę osobę

 

Dla władzy to bezczelność, żeby kobiecie pozwalać na sprzeciwianie się reżimowi kościelnemu, którego polityczna kanalia Jarosław Kaczyński właśnie odgrywa rolę zbawiciela narodowego.

Jeszcze niedawno jakiś kościelny dureń ogłosiłby ją czarownicą i prokurator z biskupem połamaliby ją kołem, wyrwali włosy i paznokcie, obcięli najpierw palce, potem zakutą na fotelu z gwoździami także ręce i nogi, „na żywca” wycięliby jej macicę, pozbawili piersi, aby motłoch parafialny w finalnym pokazie na rynku Wrocławia lub Warszawy spalił ją na stosie.

Tak skończyło swoje życie tysiące Polek. Taka jest tradycja dbania o szacunek dla wartości chrześcijańskich w narodzie.

Metody się zmieniają, ale cel niestety – nie

Władze narodowo-socjalistycznej partii rządzącej w Polsce, nie wyobrażają sobie, aby owładnięte pajęczyną poddaństwa organy ścigania, prokuratura, policja, służby specjalne i służby kościelne pozwalały na swobodne chodzenie po ulicach Obywatelce Marcie Lempart. Tym bardziej że ona wyprowadziła ze sobą setki tysięcy kobiet i wspierających je mężczyzn w 650 miastach Polski. Na dodatek, krzyczały hasła nieprzychylne władzy.

PAP poinformował, że Marcie Lempart postawione zostały zarzuty nie tylko znieważenia funkcjonariusza (art. 226 par 1 kodeksu karnego), ale również pochwalanie przestępstw polegających na niszczeniu fasad budynków oraz złośliwym przeszkadzaniu publicznemu wykonywania aktów religijnych w kościele katolickim (art. 255 par 3 kodeksu karnego) i najbardziej popularny zarzut prokuratury, czyli sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego (art. 165 par 1 pkt 1 kodeksu karnego).

Oskarża ją faszyzująca prokuratorka narodowo- socjalistycznej władzy Hanna Stachowicz, która „w październiku 2017 r. oskarżała działaczy ruchu Obywatele RP o wtargnięcie na teren Sejmu. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotów uniewinnił oskarżonych.

We wrześniu 2018 r. odmówiła wszczęcia postępowania wobec byłego księdza Jacka Międlara. Stwierdziła, że wzywanie do „żniw na Żydach” i żądanie wypędzenia ich z Polski nie są przejawem nienawiści rasowej. Decyzję uzasadniła dbałością o pluralizm i wolność wypowiedzi.

W sierpniu 2019 r. nie dopatrzyła się przestępstwa, gdy „Gazeta Polska” dołączyła do jednego z wydań naklejki z przekreśloną tęczą i napisem Strefa wolna od LGBT”

Po przesłuchaniu Marty, Prokuratora Okręgowa wydała komunikat o następującej treści:

„W toku postępowania zgromadzono obszerny materiał dowodowy w postaci między innymi oględzin nagrań z przebiegu manifestacji oraz zeznań pokrzywdzonych funkcjonariuszy Policji wskazujący na to, że podejrzana dopuściła się zarzucanych jej czynów”. Marcie według polskiego prawa grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Od razu narzuca się skojarzenie z walką Putina z Aleksandrem Nawalnym.
Nieważne są absurdalne zarzuty, ważne jest, aby bezwzględnie skazać, z wielu paragrafów, aby trudniej było jej się bronić i aby kara była odstraszająco dokuczliwa. Musi być wysoka i przerażająca, bo inaczej inne kobiety odważą się podnieść również głos sprzeciwu wobec „ludzkich panów” związanych ze świętością ołtarzową.

Co do zarzutów, to trudno je traktować poważnie. Obecnie policjanci gen. Szymczyka są organizatorami bezprawia na ulicach i wobec ich przestępczej recydywy, używania niedopuszczalnych środków przymusu jak, chociażby wielokrotne gazowanie Marty, trudno ich obrazić. Nie znam też faktów zniszczenia fasad kościołów, które przecież są nasze i przez nas budowane i finansowane, oraz buntu wiernych kobiet na mszach, na których księża namawiają do nienawiści i krucjat religijnych.

Dlaczego więc nie postawiono zarzutów żadnemu bandycie w mundurze policjanta albo księdza nienawiści, który na fasadzie kościoła publikuje zmanipulowane zdjęcia aborcyjne i pluje nienawiścią, kłamstwem i straszeniem obrażaniem boga za głosowanie na inną osobę, niż on wskaże i to w ciszy wyborczej?

Najbardziej absurdalny jest zarzut spowodowania zagrożenia epidemiologicznego. Ilu zaraziła, kiedy i jak skutecznie?

Jeśli posługujemy się ogólnikami, to, dlaczego nie siedzi jeszcze skazany na wieloletnie więzienie Mateusz Morawiecki, Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński i cała jego narodowo – socjalistyczna partia, za ogłoszenie końca pandemii na wybory? Za przekręty przestępcze na pandemii, za propagandowy burdel bałaganiarski, nieprzygotowanie się do drugiej fali pandemii, za brak decyzji, lub nad decyzyjność mściwą, za sprowokowanie wyprowadzenia kobiet na ulice, za wywołanie kryzysu w leczeniu pandemii, bałagan w szczepieniach itp.

Nie ośmieszajcie się wytwórcy narodowego jadu, uczestnicy pajęczyny okupacyjnej kraju. Marta jest odważną obywatelką naszego kraju z charyzmą wolnej kobiety, a wy satrapami antykonstytucyjnej władzy bezprawia.

Każdy zarzut dla niej to dowód na reżimowe budowanie „nowego Auschwitz, które nie spadło z nieba”, bo budujecie je codziennie i bezczelnie. Do czasu okupanci, do czasu.

Adam Mazguła

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


MEDIA BEZ WYBORU – „Sprzeciwiamy się używaniu epidemii, jako pretekstu do wprowadzenia kolejnego, obciążenia mediów”

Niezależne polskie media protestują przeciwko pomysłowi Ministerstwa Finansów, które chce nałożyć dodatkową składkę reklamową na portale internetowe, radia, telewizję, prasę, kina i firmy billboardowe.

W liście otwartym przedstawiciele mediów zaznaczają, że „dodatkowego obciążenia mediów działających na polskim rynku, myląco nazywanego „składką”, wprowadzaną pod pretekstem Covid-19″ są haraczem, uderzający w polskiego widza, słuchacza, czytelnika i internautę, a także polskie produkcje, kulturę, rozrywkę, sport oraz media.”

Wprowadzenie zapowiadanego nowego, dodatkowego obciążenia mediów działających na polskim rynku będzie oznaczać „osłabienie, a nawet likwidację części mediów działających w Polsce, co znacznie ograniczy społeczeństwu możliwość wyboru interesujących go treści.”

Jak zaznaczają przedstawiciele mediów „haracz” pogłębi nierówne traktowanie „podmiotów działających na polskim rynku medialnym, w sytuacji, gdy media państwowe otrzymują co roku z kieszeni każdego Polaka 2 mld złotych, media prywatne obciąża się dodatkowym haraczem w wysokości 1 mld zł”

Sygnatariusze listu otwartego podkreślają, że jako media działające w Polsce co roku płacą do budżetu Państwa „rosnącą liczbę podatków, danin i opłat (CIT, VAT, opłaty emisyjne, organizacje zarządzające prawami autorskimi, koncesje, częstotliwości, decyzje rezerwacyjne, opłata VOD itd.).” „Własną działalnością charytatywną wspieramy też najsłabsze grupy naszego społeczeństwa.” – zaznaczono.

THEFAD.pl, popiera akcję i dołącza się do protestu przeciwko nowemu podatkowi obciążającemu media.

„Zdecydowanie sprzeciwiamy się więc używaniu epidemii, jako pretekstu do wprowadzenia kolejnego, nowego, wyjątkowo dotkliwego obciążenia mediów. Obciążenia trwałego, które przetrwa epidemię Covid-19.”


Oto treść listu przedstawicieli mediów:

List otwarty
do władz Rzeczypospolitej Polskiej
i
liderów ugrupowań politycznych

Zwracamy się w sprawie zapowiadanego nowego, dodatkowego obciążenia mediów działających na polskim rynku, myląco nazywanego „składką”, wprowadzaną pod pretekstem Covid-19.

Jest to po prostu haracz, uderzający w polskiego widza, słuchacza, czytelnika i internautę, a także polskie produkcje, kulturę, rozrywkę, sport oraz media.

Wprowadzenie go będzie oznaczać:

  • osłabienie, a nawet likwidację części mediów działających w Polsce, co znacznie ograniczy społeczeństwu możliwość wyboru interesujących go treści,
  • ograniczenie możliwości finansowania jakościowych i lokalnych treści. Ich produkcja daje obecnie utrzymanie setkom tysięcy pracowników i ich rodzinom oraz zapewnia większości Polaków dostęp do informacji, rozrywki oraz wydarzeń sportowych w znaczącej mierze bezpłatnie,
  • pogłębienie nierównego traktowania podmiotów działających na polskim rynku medialnym, w sytuacji, gdy media państwowe otrzymują co roku z kieszeni każdego Polaka 2 mld złotych, media prywatne obciąża się dodatkowym haraczem w wysokości 1 mld zł,
  • faktyczne faworyzowanie firm, które nie inwestują w tworzenie polskich, lokalnych treści kosztem podmiotów, które w Polsce inwestują najwięcej. Według szacunków, firmy określane przez rząd jako „globalni cyfrowi giganci” zapłacą z tytułu wspomnianego haraczu zaledwie ok. 50 – 100 mln zł w porównaniu do 800 mln zł, jakie zapłacą pozostałe aktywne lokalnie media.

Skandaliczne jest również niesymetryczne i selektywne obciążenie poszczególnych firm. Dodatkowo niedopuszczalna w państwie prawa jest próba zmiany warunków koncesyjnych w okresie ich obowiązywania.

Jako media działające od wielu lat w Polsce nie uchylamy się od ciążących na nas obowiązków i społecznej odpowiedzialności. Co roku płacimy do budżetu Państwa rosnącą liczbę podatków, danin i opłat (CIT, VAT, opłaty emisyjne, organizacje zarządzające prawami autorskimi, koncesje, częstotliwości, decyzje rezerwacyjne, opłata VOD itd.). Własną działalnością charytatywną wspieramy też najsłabsze grupy naszego społeczeństwa. Wspieramy Polaków, jak i rząd w walce z epidemią, zarówno informacyjnie, jak i przeznaczając na ten cel zasoby warte setki milionów złotych.

Zdecydowanie sprzeciwiamy się więc używaniu epidemii, jako pretekstu do wprowadzenia kolejnego, nowego, wyjątkowo dotkliwego obciążenia mediów. Obciążenia trwałego, które przetrwa epidemię Covid-19.

Sygnatariusze listu

Agencja Wydawnicza AGARD Ryszard Pajura
Agora S.A.
AMS S.A.
Bonnier Business
Burda Media Polska
CANAL+
Dziennik Trybuna
Dziennik Wschodni
Edipresse Polska
Eleven Sports Network sp. z o.o.
Gazeta Radomszczańska
Green Content sp. z o.o.
Gremi Media S.A.
Grupa Eurozet
Grupa Interia.pl sp. z. o.o.
Grupa Radiowa Agory sp. z o.o.
Grupa RMF
Grupa ZPR
Helios S.A.
Infor Biznes
Kino Polska TV S.A.
Lemon Records sp. z o.o.
Marshal Academy
Music TV sp. z o.o.
Muzo.fm sp. z o.o.
naTemat.pl
Polityka
Polska Press Grupa
Ringier Axel Springer Polska
STAVKA sp. z o.o.
Superstacja sp. z o.o.
Telewizja Polsat sp. z o.o.
Telewizja Puls sp. z o.o.
TIME S.A.
TV Spektrum sp. z o.o.
TVN S.A.
Tygodnik Powiatu Wołowskiego Kurier Gmin
Tygodnik Powszechny
Wydawnictwo Bauer
Wydawnictwo Dominika Księskiego Wulkan
Wydawnictwo Magraf
Wydawnictwo Nowiny
Zakopiańskie Towarzystwo Gospodarcze – Tygodnik Podhalański