Obniżenie nastroju czy już depresja?
Dziś już niewielu specjalistów podaje w wątpliwość fakt, że depresja jest jedną z chorób cywilizacyjnych. Nieskutecznie leczona prowadzi do inwalidyzacji pacjenta i pogarsza jego stan somatyczny. Jak wskazują eksperci, na depresję w ciągu całego życia może zachorować nawet 17 proc. polskiej populacji.

Świadomość społeczna dotycząca depresji w ostatnich latach stanowczo się zwiększyła. Porady lekarskiej szuka coraz większa liczba osób, które zgłaszają objawy charakterystyczne dla depresji. Mimo to nadal jest to schorzenie, którego proces diagnostyczny jest w wielu przypadkach trudny i długotrwały. Nawet wśród połowy chorych depresja pozostaje nierozpoznana. Jak wskazał prof. dr hab. n. med. Tadeusz Parnowski, specjalista z dziedziny psychiatrii i psychogeriatrii, od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia rozpoznania średnio mija nawet 8 lat.
Czym jest depresja?
Jak podkreślił ekspert, zdarza się, że krótkotrwałe obniżenie nastroju spowodowane jakimś stresującym lub negatywnym wydarzeniem określa się jako depresję – choć w większości dotknięte nim osoby są w stanie same „przepracować” negatywne emocje dzięki różnorodnym mechanizmom ochronnym.
Jak zaznacza prof. Tadeusz Parnowski „te krótkotrwałe depresje nie zmieniają znacząco naszego funkcjonowania.” – Osoby uskarżające się na obniżenie nastroju nadal podejmują względnie normalną aktywność zawodową i społeczną. Upośledzeniu nie ulegają także funkcje poznawcze pacjenta. Nawet jeśli pojawiają się myśli samobójcze, to mają one charakter przemijający – podkreśla. Wskazuje przy tym, że tego rodzaju epizody nie wymagają z reguły interwencji psychiatrycznej. W sytuacji częstych „nawrotów” można skonsultować się z psychologiem.
Zgodnie z przyjętą definicją ICD-10 (Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10), do objawów klinicznej depresji zalicza się: obniżenie nastroju trwające co najmniej dwa tygodnie, zaburzenia napędu psychoruchowego, poczucie lęku i wewnętrznego niepokoju, pogorszenie jakości snu, zmniejszenie apetytu, obniżenie libido i nieprawidłowości rytmu dobowego.
Jak dodał prof. Parnowski, w przebiegu depresji pojawiają się także objawy somatyczne: chorzy skarżą się np. na duszności, kołatanie serca, zaparcia czy ciągłe uczucie zmęczenia. Depresja kliniczna bezwzględnie wymaga konsultacji psychiatrycznej i odpowiednio dobranej terapii.
W 1980 r. opisanano depresję sezonową, która charakteryzuje się okresowym występowaniem objawów depresyjnych w miesiącach jesienno-zimowych. Ponadto wyodrębnia się też zjawisko określane z angielska jako Sunday Night Blues. Dotyka ono zazwyczaj osoby w wieku produkcyjnym, bardzo aktywne zawodowo i mocno wiążące swoje poczucie wartości z osiągnięciami zawodowymi. Choć żadne z tych zjawisk nie spełnia kryteriów klinicznych, zwiększa jednak ryzyko rozwoju depresji i obniża komfort życia.
Depresja – skąd problemy z rozpoznaniem?
Skoro społeczna świadomość dotycząca depresji w ostatnich latach wzrasta, dlaczego nadal jest to schorzenie dość trudne do zdiagnozowania?
Zdaniem prof. Parnowskiego, odpowiedzialność za to ponoszą częściowo media, które krótkotrwałe obniżenie nastroju często ukazują pochopnie i bezrefleksyjnie jako kliniczną depresję.
– Należy dodać, że wśród pacjentów spełniających kryteria klinicznej depresji występuje okresowość przebiegu. Ponadto wystąpienie pojedynczego epizodu depresji znacząco zwiększa ryzyko pojawienia się kolejnych np. w reakcji na różnorodne stresory – powiedział prof. Parnowski.
Ekspert dodał, że wśród licznych symptomów klinicznej depresji wyróżnia się również: zmniejszoną wrażliwość sensoryczną na bodźce uchodzące za przyjemne, zmniejszoną umiejętność odczuwania przyjemności, mniejszą potrzebę kontaktów społecznych, apatię.
– Diagnostykę dodatkowo utrudnia fakt, że istnieją takie przypadki zespołów depresyjnych, w których przebiegu pacjent manifestuje wyłącznie objawy somatyczne. Nie skarży się na obniżony nastrój. W zasadzie dość normalnie funkcjonuje na co dzień, ale coraz gorzej się czuje pod względem fizycznym. Tacy chorzy odwiedzają lekarzy wielu specjalności, ale żaden z nich nie potrafi postawić jednoznacznej diagnozy. W takich przypadkach zawsze warto rozważyć konsultację psychiatryczną” – zauważył prof. Tadeusz Parnowski.
Objawy depresji maskowanych:
- Bóle głowy,
- Bezsenność,
- Zaburzenia ze strony układu pokarmowego,układu mięśniowo-szkieletowego, układu krążenia.
Na podstawie konferencji „Depresja 2015” organizowanej przez Health Project Menagment.
Emilia Grzela
Jaki album fotograficzny wybrać?
Niemal wszyscy lubią robić zdjęcia. Wiedzą o tym producenci smartfonów i z każdym rokiem wypuszczają na rynek modele z coraz lepszymi aparatami. Chętnie korzystamy z oferowanych możliwości, dzięki czemu posiadamy coraz większą kolekcję fotografii. Jednak uchwycone w kadrze aparatu chwile, warto zabezpieczyć przed zapomnieniem. Dlatego właśnie ciągle olbrzymią popularnością cieszy się wywoływanie zdjęć. Niestety papierowe zdjęcia można łatwo uszkodzić i z tego powodu powinniśmy je odpowiednio zabezpieczyć. Do tego celu najlepiej nadają się albumy fotograficzne.

Jaki album na zdjęcia wybrać?
Przede wszystkim albumy fotograficzne dzielimy na tradycyjne, czyli przeznaczone na zdjęcia wklejane i kieszeniowe. Oczywiście obydwa typy albumów mają swoje wady i zalety.
Albumy na zdjęcia wklejane, to najstarszy typ albumów, który obecnie ponownie zyskuje na popularności. Dlaczego tak się dzieje? Jego niewątpliwą zaletą jest to, że umieścimy w nim wiele różnych formatów zdjęć. W tym wypadku nie jesteśmy ograniczeni tylko do rozmiarów foliowych kieszonek. W nowoczesnych fotolabach możemy w niskich cenach zamówić zdjęcia w wielu proporcjach i rozmiarach. Wybierając różne formaty i wklejając je do naszego fotoalbumu, sprawimy, że kolekcja zdjęć będzie prezentowała się oryginalnie i wyjątkowo i może przypominać fotoksiążkę.
Albumy na zdjęcia wklejane, to także doskonałe rozwiązanie dla kreatywnych osób. Umieszczone w albumie fotografie, możemy opatrzyć podpisem, a nawet przyozdobić grafiką.
Oczywistą wadą albumów na zdjęcia wklejane jest trudność w wymianie zamieszczonych zdjęć. Wklejone fotografie, które umieścimy w albumie, pozostaną tam raczej na zawsze. Ponadto album klasyczny nie chroni zdjęć tak dobrze, jak albumy kieszeniowe.
Albumy kieszeniowe, są obecnie najpopularniejszym wyborem wielbicieli robienia zdjęć. Foliowe kieszonki albumu, doskonale zabezpieczają fotografie przed uszkodzeniem. Ponadto w kieszonce możemy mniej udane zdjęcie schować pod fotografią umieszczoną na wierzchu. Dzięki temu prostemu zabiegowi nasz album ochroni jeszcze większą część naszej fotograficznej kolekcji. Ich kolejną zaletą jest możliwość łatwej zmiany kolejności umieszczonych zdjęć oraz ich wymiany. Niestety albumy kieszeniowe są przeznaczone na określony format fotografii. Dlatego kupując album na zdjęcia 10×15 lub format 10×13 nie umieścimy w nim większych formatów. Albumy te też nie dają możliwości tak kreatywnego rozmieszczenia zdjęć, jak w albumie tradycyjnym.

Gdzie możemy kupić album fotograficzny?
Oczywiście albumy zakupimy w większości lokalnych sklepów z akcesoriami fotograficznymi. Jednak warto rozważyć zakupy online Duży wybór fotoalbumów, oferuje większość internetowych fotolabów. Możemy w nich dokonać stosownego zakupu podczas zamawiania odbitek zdjęć. Atutem zakupów online są niewątpliwie niższe ceny niż w sklepach stacjonarnych i większy wybór modeli.
Krzysztof Skiba: Turniej damskich bokserów

Krzysztof Skiba
Żony i dziewczyny policjantów napisały do Prezesa Kaczyńskiego słodki i rozczulający list w podziękowaniu, za pomysł Turnieju. Dzięki temu, że ich mężowie i narzeczeni pałują kobiety na ulicach, w ramach Turnieju Damskich Bokserów one choć przez kilka dni mają spokój i nie dostają tradycyjnego łomotu w domu, co pozwala im złapać oddech i podleczyć rany.
Wszystkich fanów sportów walki ucieszy relacja z najnowszych zawodów lania po ryju. Na terenie całego kraju pod patronatem mediów narodowych, odbyły się kolejne zawody dla prawdziwych mężczyzn, czyli TURNIEJ DAMSKICH BOKSERÓW o puchar Prezesa Kaczyńskiego.
Podsumowując @strajkkobiet w #Warszawie: po ponad 6g przetrzymywania ludzi w kordonie na mrozie, policja siłowo usunęła demo. Z 14 zatrzymanych kilka, w tym #BabciaKasia jest wciąż na komendach rozsianych po całym Mazowszu. Mają pomoc prawną. Dzielni 💪#NigdyNieBedzieszSzłaSama pic.twitter.com/YARJustTNZ
— Urszula Sara Zielińska 🌻 (@Ula_Zielinska) January 29, 2021
Po kilkudniowych zmaganiach ulicznych, udało się wyłonić grupę finalistów konkursu, którzy przeszli do ostatniego etapu rozgrywek. Oto oni:
- Posterunkowy Zenon Kalafior z dużym poświęceniem i mimo gwizdów tłumu własnoręcznie złamał rękę nastoletniej dziewczynie, która krzyczała antyrządowe hasła.
- Starszy posterunkowy Józef Mitręga z dużym sukcesem i fachowo ciągnął za nogę starszą babcię z napisem „Prawa kobiet”. Jak nikt nie widział dał jej w pysk.
- Młodszy Sierżant Kazimierz Piguła prawdziwy artysta Ręcznych Miotaczy Gazu. Z wielką wprawą dawał gazu na nielegalnych protestach. Pozbawił wzroku i równowagi co najmniej kilkanaście kobiet, wrogo nastawionych do wartości chrześcijańskich.
- Sierżant Marcin Lebioda poszczuł psem młode dziewczyny z demonstracji, które źle wyrażały się o jakości programów TVP, a jedną tak przydusił, że zobaczyła świeczki w oczach.
- Starszy sierżant Aleksander Macanka mistrz akcji i zamykania demonstrantów w kotłach. Osobiście skopał i spałował wiele kobiet, które nie zachwyciły się dobrą zmianą.
Jury miało ciężki orzech do zgryzienia, ale po sumiennym podliczeniu punktów i fachowej ocenie znawców robienia z pyska pomidora, Królem Turnieju zostaje Kazimierz Piguła – mistrz miotaczy gazowych.
Puchar Prezesa Kaczyńskiego zostanie do jego domu dostarczony czołgiem. Prezes osobiście wręczy trofeum zwycięzcy. Już dziś przywódca przewodniej siły narodu pogratulował wszystkim finalistom konkursu i gorąco zachęcił do dalszej rywalizacji między oddziałami szturmowymi. Puchar ma charakter przechodni więc każdy z policjantów ma szansę na jego zdobycie.
Żony i dziewczyny policjantów napisały do Prezesa Kaczyńskiego słodki i rozczulający list w podziękowaniu, za pomysł Turnieju. Dzięki temu, że ich mężowie i narzeczeni pałują kobiety na ulicach, w ramach Turnieju Damskich Bokserów one choć przez kilka dni mają spokój i nie dostają tradycyjnego łomotu w domu, co pozwala im złapać oddech i podleczyć rany.
Gratulujemy zwycięzcy i z radosnym podnieceniem czekamy na kolejne rozgrywki tej fascynującej dyscypliny.
Opublikowany przez Fotografia Mikołaj Kiembłowski Piątek, 29 stycznia 2021
Krzysztof Skiba
Jurek Owsiak: Jesteśmy z Was dumni i z tej dumy po prostu pękamy

Jurek Owsiak
W tym roku WOŚP pod hasłem Finał z głową zbiera środki na zakup sprzętu dla laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy. To już drugi Finał WOŚP, podczas którego zbierane są fundusze dla laryngologii. Za zgromadzone pieniądze Fundacja WOŚP zamierza zakupić specjalistyczny sprzęt, m.in. wyposażenie laryngologicznych sal operacyjnych. W poprzednich 28 edycjach fundacja zebrała i przeznaczyła na wsparcie polskiego systemu ochrony zdrowia łącznie ponad miliard złotych. WOŚP w trakcie 29. Finału zebrała 127 495 626 złotych. To więcej o ponad 12 milionów, niż w ubiegłym roku.
Jeżeli coś dzisiaj zwyciężyło, to niekoniecznie kwota. Na pewno zwyciężyła przeogromna Polska, ta z najpiękniejszych czasów i solidarność nasza, którą zawsze, ale to zawsze mamy w sobie, kiedy chcemy poszukać w sobie przyjaźni miłości, braterstwa.
Zobaczcie, jak to naprawdę prosto uzyskać. Wystarczy tylko tak naprawdę wyciągnąć rękę, pokazać przyjazny gest, powiedzieć dobre słowo i już wszyscy potrafimy się garnąć do robienia rzeczy niezwykłych. To nie foch rządzi, czego dowodem jest ta piękna, orkiestrowa niedziela. Odważnie idźmy w stronę dobrych chwil, tych, którzy budują, a nie burzą, tych, które łączą, a nie dzielą. To takie pokrzepiające, że znowu pokazaliśmy siebie pięknych, szlachetnych, budujących wartości, które powinny być w naszym życiu najważniejszymi. A tymi wartościami dla nas jest przyjaźń, miłość, muzyka, co wydawałoby się mega banalne, ale zobaczcie. Tyle burz przetrwaliśmy, tyle najróżniejszych sztormów, tyle wichur, które momentami nacierały na nas z wielu stron.
Drodzy rodacy, wszystko, dokładnie wszystko, każdy grosik wróci do Was już za w sumie kilka chwil w postaci sprzętu i naszych działań, które są codziennością Fundacji.
Jeszcze raz powtórzę, cały świat w pandemii jest taki sam, a my dzisiaj całemu światu pokazaliśmy, że w tym bardzo strasznym czasie pandemii nie dość, że zaprosiliśmy wszystkich na bezpieczny spacer, to jeszcze z przytupem zagraliśmy i przytuliliśmy każdą dobrą okoliczność mając nadzieję, że tylko w ten sposób solidarnie możemy razem pokonać koronawirusa.
Jesteśmy z Was dumni i z tej dumy po prostu pękamy.
Zaczynamy już za kilka godzin po prostu pracować, liczyć i cały czas realizować nasze fundacyjne zadania. I jedna rada na koniec, uciekajcie jak najdalej od przepowiadaczy złej pogody. Ale jak zapukają do naszych drzwi, to zacznijmy ich uczyć najpierw dźwięków, później kolorów, a na końcu przyjaźni do innych ludzi. Mnie się wydaje, że to się da zrobić. Jestem szczęśliwy!
Kwota deklarowana 29. Finału WOŚP – 127 495 626 zł
Jurek Owsiak
Rekord pobity! Finał WOŚP zebrał 127 495 626 złotych
W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pod hasłem „Finał z głową” zbiera środki na zakup sprzętu dla laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy. To już drugi Finał WOŚP, podczas którego zbierane są fundusze dla laryngologii. Za zgromadzone w tym roku pieniądze Fundacja WOŚP zamierza zakupić specjalistyczny sprzęt, m.in. wyposażenie laryngologicznych sal operacyjnych.
Podczas 29. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pieniądze zbierało blisko 120 tysięcy wolontariuszy. Finał zakończył się zebraną kwotą w wysokości 127 495 626 złotych. To o ponad 12 milionów więcej, niż rok temu. W ubiegłym roku WOŚP w czasie Finału zebrała 115 362 894 złote, pobijając rekord z roku porzedniego. W sumie w ubiegłym roku wrzucono do puszek WOŚP lub wpłacono na konto Orkiestry łącznie prawie 187 milionów złotych.
W poprzednich 28 edycjach fundacja Jurka Owsiaka zebrała i przeznaczyła na wsparcie polskiego systemu ochrony zdrowia łącznie ponad miliard złotych.
Dariusz Frach, thefad.pl
Prof. Chmaj wskazuje 7 grzechów głównych „wyroku” trybunału Przyłębskiej w sprawie ws. aborcji

Prof. Marek Chmaj
Prof. Marek Chmaj wiceprzewodniczący Trybunału Stanu przewodniczący Zespołu Doradców do spraw Kontroli Konstytucyjności Prawa przy Marszałku Senatu:
Rozstrzygnięcie TK w sprawie K 1/20 nie powinno zostać ogłoszone w Dzienniku Ustaw RP. Ponieważ nie stanowi ono orzeczenia TK w rozumieniu art. 190 Konstytucji RP; ogłoszenie „wyroku” w Dzienniku Ustaw nie zamyka sądom, w oparciu o rozproszoną kontrolę konstytucyjności prawa, odmawiania uznawania mocy wiążącej tego „wyroku”.
Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej opublikował w środę 27 stycznia uzasadnienie wyroku dotyczące orzeczenia z 22 października ubiegłego roku w sprawie aborcji. W wyroku z 22 października Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że nielegalne jest w Polsce przerywanie ciąży w przypadku, gdy płód jest uszkodzony.

27 stycznia, w Dzienniku Ustaw opublikowano wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku o niekonstytucyjności przepisu dopuszczającego aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Oznacza to faktyczne zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce. Od tej pory legalne przerwanie ciąży możliwe jest tylko w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia matki, lub gdy ciąża jest wynikiem gwałtu.
7 grzechów głównych „wyroku” Trybunału Konstytucyjnego w sprawie K 1/20
Prof. Marek Chmaj wiceprzewodniczący Trybunału Stanu, przewodniczący Zespołu Doradców do spraw Kontroli Konstytucyjności Prawa przy Marszałku Senatu odniósł do tego „wyroku” wskazując 7 grzechów głównych w sprawie K 1/20
- W składzie zasiadało trzech dublerów, a zatem osoby nieuprawnione. Skład był oczywiście niezgodny z przepisami prawa.
- W wydaniu „wyroku” brała udział sędzia Krystyna Pawłowicz, należąca do grupy posłów, którzy podpisali analogiczny wniosek inicjujący postępowanie w sprawie K 13/17, a tym samym podlegała obowiązkowemu wyłączeniu jako iudex suspectus.
- Sędzia Julia Przyłębska, nie miała umocowania do przewodniczenia TK, gdy ten orzeka w pełnym składzie dlatego, że powołanie sędzi J. Przyłębskiej na Prezesa TK było niezgodne z Konstytucją.
- Komisja Ustawodawcza Sejmu w ogóle nie wydała opinii w sprawie K 1/20, a więc stanowisko zaprezentowane zarówno w piśmie złożonym do TK 19 października 2020 r., jak i ustnie na rozprawie, nie było stanowiskiem Sejmu.
- Błędy formalne powodują, że zachodzi nieważność postępowania w sprawie K 1/20, a „wyrok „wydany 22 października ma charakter tzw. sententia non existens –wyroku nieistniejącego.
- Uzasadnienie „wyroku” zostało oparte na argumentach ideologicznych, etycznych i moralnych, a w nikłej mierze na prawnych. Dobór powołanej literatury jest jednostronny i kuriozalny, sprzeczny z ustaleniami doktryny prawa konstytucyjnego.
- Rozstrzygnięcie TK w sprawie K 1/20 nie powinno zostać ogłoszone w Dzienniku Ustaw RP. Ponieważ nie stanowi ono orzeczenia TK w rozumieniu art. 190 Konstytucji RP; ogłoszenie „wyroku” w Dzienniku Ustaw nie zamyka sądom, w oparciu o rozproszoną kontrolę konstytucyjności prawa, odmawiania uznawania mocy wiążącej tego „wyroku”.
Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: prof. Marek Chmaj, Facebook
Pięknym za nadobne

Agnieszka Ossowska
Nie wiem do końca co robić, ale wiem jedno: nie można się poddać temu systemowi jakby nie patrzeć totalitarnemu. Więc czy mamy siły, czy nie, czy jesteśmy osobami wierzącymi, czy nie. Czy lubimy przeklinać, i wyzywać inne osoby, czy nie, teraz musimy spiąć się w sobie, i się przeciwstawić tym naprawdę złym ludziom, którzy niestety rządzą nami
I znów ta sama drama. Znów rządzący nie chcą nas słuchać i gwałcą nas – nasze podstawowe prawo do godności, udowadniając nam, że nie mamy żadnego głosu, nawet jak wypruwamy nasze płuca krzykiem i wypluwamy nasze serce. Nikt nie lubi się ocknąć, uświadamiając sobie, że jest tylko pionkiem w czyjejś grze. (…) Nie jesteśmy dla rządu żadnym celem, a jedynie środkiem do celu. Służymy jedynie do podkreślenia wagi rządzących nami ludzi i napawania się przez nich poczuciem wyższości nad motłochem (czytaj: nad nami).

Szczerze nie chce mi się nawet emocjonować, bo im przecież o to tylko kurwa chodzi, żeby nas uwikłać w nasze własne emocje, zaplątać nas w nie, a potem delikatnie zaciągnąć pętelkę wokół naszych szyj, tak byśmy w końcu zaniemówili. Chcą udowodnić, że skoro się szamoczemy, to jesteśmy popierdoleni. A walczymy tak naprawdę nie tylko o prawo do aborcji, ale i o wyższe sprawy niż zabawa w seks i skrobankę, do czego oni to sprowadzają. Ale tak naprawdę walczymy o wolność w ogóle i o poszanowanie godności każdego człowieka. Nie chcę być traktowana jak inkubator – jestem istotą żywą, a nie przedmiotem do noszenia płodu, który nie powinien wydawać żadnego dźwięku sprzeciwu. Nad tym właśnie pracuje nasz rząd. A ja pracuję nad tym, by te dźwięki stale wydawać, nawet gdy już nie mam na nie sił, bo one świadczą o tym, że myślę, czuję i decyduję. Jedynie te dźwięki sprawiają, że jestem jeszcze CZŁOWIEKIEM.
Nie wiem do końca co robić, ale wiem jedno: nie można się poddać temu systemowi jakby nie patrzeć totalitarnemu. Więc czy mamy siły, czy nie, czy jesteśmy osobami wierzącymi, czy nie. Czy lubimy przeklinać i wyzywać inne osoby, czy nie, teraz musimy spiąć się w sobie, i się przeciwstawić tym naprawdę złym ludziom, którzy niestety rządzą nami. Bo jesteśmy w SYTUACJI PRZEMOCOWEJ. I z tej sytuacji nie ma innego wyjścia niż przez dialog językiem przemocowym. Tylko ten język ma szansę do nich dotrzeć. Mądre argumenty są odpychane lub przemilczane. Nie mają szans ciche prośby ani łzy i żadne oznaki słabości. Lecz nasza siła wypływająca ze złości, którą do tej pory uciszaliśmy wciąż mając nadzieję, że nasi przemocowcy się zmienią. Oni się KURWA nigdy nie zmienią! Ich trzeba wypierdolić z naszego życia. Tak tylko się da się oswobodzić spod ich ciemnej mocy.
Protesty pozbawionych swoich praw kobiet w Warszawie idą w świat. Tu relacja z @AFP #StrajkKobiet #prawaKobiet #prawaczlowieka pic.twitter.com/bQPKLuBPKW
— Jarosław Kuźniar (@JaroslawKuzniar) January 30, 2021
Wkurwia mnie to, że oni to i tak przeinaczą, i to my wyjdziemy na agresorów, na fanatyków, na satanistów może nawet. Generalnie wszyscy walczący teraz z rządem będziemy przez ten rząd zaklasyfikowani jako osoby popierdolone ze wskazaniem do leczenia psychiatrycznego. I wiecie co ja powiem na to? Powiem, że to może to być kurwa niestety nawet prawda. Bo wszyscy jesteśmy bowiem OFIARAMI PRZEMOCY. I tu bez leczenia tej sytuacji się nie obędzie. Ale to oni wywołali naszą agresję, która jest wyrazem samoobrony. I to oni psują nasz układ immunologiczny – każdego z nas, a zarazem całego społeczeństwa. Oni są jak wirus, i rozkładają nas na łopatki. I teraz musimy walczyć, i przetrwać tę chorobę. Aż w końcu ten wirus zniknie z naszego organizmu. I wierzę w to, że się uda. Trzeba wierzyć! Bo żeby być zdrowym, trzeba być pozytywnie nastawionym.
Żeby zrozumieć dlaczego budzą się w nas teraz najgorsze instynkty wobec tego co wyczynia z nami rząd, należy pojąć na czym polega system przemocowy. Przemocowcy nie zawsze używają siły fizycznej. Czasem wystarczy siła psychiczna, czy też jak w przypadku władzy rządzących: siła ustawowo zagwarantowana przez prawo, którą rządzący mogą stosować też przeciw nam, a nie tylko w naszej obronie, co rządzący wykorzystuje nieustannie. W białych rękawiczkach powoli odbierana jest nam wolność. Strajki kobiet z jesieni 2020 zostały formalnie przez naszą władzę uznane za przyczynę wprowadzenia obostrzeń sanitarnych, żeby wywołać w nas strach i wyrzuty sumienia, że pomagamy w rozprzestrzenianiu się śmiercionośnego koronawirusa. Ale to nie my jesteśmy przyczyną – TO ONI przecież zaczęli ten łańcuch wydarzeń, bo wiedzieli doskonale, że nas wkurwią, wiedzieli, na co nas stać, bo mają nas w swoich rękach, i nami sterują. Jesteśmy ich marionetkami, do których tyłków oni doszywają łatki: „gorszy sort”, „agresywne kurwy” i co tam jeszcze wymyślą, żeby tylko wyswobodzić się z poczucia własnej winy poprzez przetransferowanie jej na nas. Typowe zagranie dla manipulantów. Brawo, kochanieńcy! Osiągnęliście już psychopatyczny poziom – level hard.
Tylko czekam aż znów usłyszę w mojej bajecznej TVP, że obostrzenia są wynikiem wznowionych strajków i że przez nasze zachowanie wzrasta zachorowalność. Nikt z rządzących zdaje się nie dostrzegać pod powłoką złości i desperacji, kapiących łez i przeogromnego smutku z powodu braku wsparcia państwa, a także wielkiego lęku, jaki nas paraliżuje w naszym kraju. Ważne słowo: „zdaje się”, bo tak naprawdę oni bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, że czynią nam krzywdę, i co najgorsze, sprawia im to przyjemność. Kolejny dowód na psychopatyczne zachowanie rządzących. I co ciekawe, to my wyglądamy na chorych psychicznie, jak to właśnie często w związkach z psychopatami wyglądają ofiary – bo my nie wytrzymujemy tych emocji, które oni nam gwarantują z uśmiechem wbijając nam sztylety w podbrzusze.
Najchętniej zamknęłabym się w domu na zawsze, bo jestem z tych, którzy unikają lęków, mimo że to wcale ich za bardzo nie zmniejsza. Bo wiem, że nie usuwam przyczyn. I wiem, że jest dużo takich osób jak ja. Wycofanych i załamanych. Tak najczęściej właśnie kończą ofiary przemocy: takie, które nie mają sił. Takim niestety ktoś inny musi utorować drogę do wolności, a nie zawsze znajdą się ci inni. Gdy zdałam sobie sprawę z tego, że w ten sposób liczę na siłę innych ludzi, którzy wykrzykują płuca, i wyrzucają torpedy bólu, stwierdziłam, że nie mogę być egoistyczna w swoim czekaniu na zbawienie, że jednak zbawienie od przemocy samo nie przyjdzie, że po nie trzeba wyjść i wykrzyczeć swoje postulaty. Że jednak chcę, czy nie, muszę zamienić się w wojowniczkę. Bo to jest wojna, a ja nie mogę kryć się jak dziecko za murem ciszy, bo ten mur i tak w końcu runie, a oni i tak mnie wezmą w swoją niewolę.
Osoby krzywdzone bardzo często w końcu uczą się jak stosować zasady przemocy i teraz jak pokazują nam polskie ulice, jest nas wiele, i coraz więcej z nas zdaje sobie sprawę z patologii sytuacji, w jakiej się znajdujemy, dlatego używamy też przemocowych sposobów po to, by oswobodzić się z tych chorych rządów.
Na skutek działania sprawcy osoba krzywdzona traci empatię do samego siebie, a przez to i do innych osób – przestaje rozpoznawać swoje uczucia i potrzeby, przestaje lubić siebie, i może zacząć czuć niechęć do innych ludzi. Doznaliśmy poczucia zdrady i odrzucenia przez osoby, którym powinniśmy ufać, a nie możemy na nich w ogóle polegać. Mamy kurewski żal i poczucie bezradności oraz tracimy kontrolę nad swoich życiem. A to właśnie wzmaga AGRESJĘ. Wreszcie zaczęliśmy wyrażać nasz ból w nowy, patologiczny sposób. Taki, do jakiego nas zmusił nie kto inny, a nasz własny kurwa rząd.
Przyswoiliśmy zasady jego nieczystej gry, gdzie czuliśmy się poniżeni, traktowani protekcjonalnie. Mamy teraz ochotę odgryźć tę żelazną rękę, która nami steruje. Nauczyliśmy się zachowań sprawcy, bo długo przyglądaliśmy się destrukcyjnym zachowaniom tych, którzy mieli być naszym autorytetem. Agresywne zachowania przyswaja się szybciej właśnie od autorytetów. Zapamiętuje się sposoby i efekty ich zachowania i uznaje się je za normę, usprawiedliwiając tym samym ich stosowanie. Żeby przetrwać traumę, ofiary przemocy utożsamiają się z patologicznym pojmowaniem rzeczywistości oprawcy, z przekonaniami i wartościami deprecjonującymi innych ludzi. Osoby maltretowane najpierw są ofiarami, ale w końcu uczą się od swoich oprawców też jego postawy i mogą nagle zacząć ją prezentować poprzez agresję. Tak właśnie wygląda transmisja przemocy. Ważne jest to, by nauczyć się odczytywać własne emocje i rozpoznawać osoby, które wywołują w nas lęk, smutek i strach, i do nich kierować zarzuty, tak żeby nie przekierowywać tej przemocy na kolejne niewinne osoby transmitując dalej przemoc.
Kobiety biorące udział w strajku kobiet są wyjątkowo mądre, mimo że wielu uważa je za krzyczące wariatki. One po prostu domagają się prawa do godności od osób, które nam je odbierają.
Po demonstracji pod domem #Kaczyński osoby uczestniczące w #StrajkKobiet dziękują medykom. Tego wieczora pomagali oni https://t.co/LNwOlAfqXc. poparzonym policyjnym gazem. Relacjonowali @jurszo_robert i @TuPiasecki pic.twitter.com/QPFtb7j7gE
— OKO.press (@oko_press) January 30, 2021
Idziemy w dobrym kierunku, nawet jeśli trudnym, to najważniejsze, że dobrym. Kiedy nam to przyniesie zamierzony skutek, nie wiadomo, ale ważne, że sprzeciwiamy się temu co trzeba i wtedy gdy trzeba. Nie zamykajmy się w sobie, nie myślmy, że samo się wszystko poukłada! Nic się samo nie układa. Zawsze potrzebna jest energia. I póki ją mamy, nie dajmy jej sobie odebrać. I kierujmy ją w dobrą stronę!
Czynnikiem przyczyniającym się do stosowania przemocy przez osoby dotychczas krzywdzone jest zaprzeczanie drastycznym zachowaniom poprzez minimalizowanie, racjonalizowanie i zapominanie. Nie minimalizujmy ani nie tłumaczmy postępowań rządu. Ani tym bardziej nie zapominajmy do czego się posunął! Nie dajmy się! Skończmy ten patologiczny związek!!! Nie bądźmy bierni! Nie dajmy krzywdzić siebie ani innych!
NAUCZMY SIĘ MÓWIĆ NIE! NIE BĘDZIE NASZ RZĄD PLUŁ NAM W TWARZ!!! Oddajmy naszym oprawcom pięknym za nadobne!
Akcesoria dla boksera – czego potrzebujesz na pierwszy trening?
Boks to piękny sport, który pomaga rozwinąć swoją tężyznę fizyczną, poprawić kondycję i szybkość, a także wzmocnić hart ducha. Nic dziwnego, że na bokserski trening decyduje się wiele osób, które chcą zacząć pracować nie tylko nad swoim ciałem, ale również siłą woli. Dowiedz się, jakich akcesoriów potrzebujesz, by móc skutecznie zacząć trenować pięściarstwo.

Rękawice bokserskie
Rękawice to najbardziej charakterystyczna część wyposażenia boksera i oczywiście niezbędna zarówno do sparowania, jak i treningu na przyrządach. Dlatego też warto zaopatrzyć się właśnie w dwa rodzaje rękawic – rękawice sparingowe i rękawice przyrządowe.
- Rękawice sparingowe – są większe i miększe niż rękawice przyrządowe. Ma to na celu oczywiście lepszą ochronę sparingpartnera. Kluczowym parametrem rękawic jest ich waga, wyrażana w jednostce oz. Dla dzieci odpowiednie są rękawice o wadze 6-8 oz, natomiast zawodnicy powyżej 14. roku życia dobierają już rękawice dla dorosłych (12-16 oz).
- Rękawice przyrządowe – są mniejsze i twardsze. Zapewniają odpowiednią amortyzację dłoni przy uderzeniach w worki czy manekiny.
Przy rękawicach należy oczywiście pamiętać o tym, by wyposażyć się w owijki bokserskie. Ich funkcją są stabilizacja ruchomych stawów w dłoniach i wchłanianie potu.
Kaski bokserskie
Kaski bokserskie to akcesoria niezbędne do ochrony głowy podczas sparowania lub walk w boksie amatorskim. Kask powinien być dobrany bardzo skrupulatnie – musi nie tylko dokładnie pasować do rozmiaru i kształtu głowy i twarzy, ale także skutecznie zasłaniać poszczególne obszary, takie jak m.in. szczęka, uszy i policzki.
Pamiętaj, żeby przy wyborze kasku upewnić się, że jest on idealnie dopasowany do twarzy i głowy, tzn. nie uciska w żadnym miejscu, nie jest zbyt luźny, nie krępuje ruchów, a także nie ogranicza widoczności.
Lepiej unikać kasków z kratką. Jeśli zostanie ona uszkodzona w wyniku uderzenia, stanowi dość duże niebezpieczeństwo dla zawodnika. Jeżeli zależy Ci na dodatkowej ochronie, lepiej zdecydować się na kask bokserski z maską poliwęglanową.
Ochraniacze na zęby
Kolejnym elementem niezbędnego wyposażenia boksera są ochraniacze na zęby. Choć jest to niewielkie akcesorium, to na tym polu także wybór okazuje się dość szeroki. W pierwszej kolejności możesz wybrać materiał, z którego wykonane będą Twoje ochraniacze. Na rynku dostępne są bokserskie ochraniacze na zęby, wykonane z silikonu lub specjalistycznego żelu. Obydwa rodzaje w jednakowym stopniu amortyzują siłę uderzenia, jednak żelowe lepiej dopasowują się do kształtu szczęki.
Druga kwestia to wybór pomiędzy ochraniaczami pojedynczymi lub podwójnymi. Dla początkujących pięściarzy lepszym wyborem będą ochraniacze pojedyncze, które nie przeszkadzają w swobodnym oddychaniu i nie wymuszają nieustannego zaciskania zębów. Ochraniacze podwójne są stosowane przede wszystkim w czasie walk.
Strój sportowy
Spodenki i koszulka powinny być lekkie i nie krępować ruchów. Najlepiej jeśli będą wykonane z materiałów oddychających i odprowadzających wilgoć. Buty powinny być miękkie i lekkie, aby zapewnić jak najswobodniejszą pracę nóg. Cenną właściwością będzie antypoślizgowa, gumowa podeszwa.
Przeżył Auschwitz: Starych i chorych kierowano na prawo, innych na lewo gdzie zaczęła się procedura odczłowieczenia

Dr Leon Weintraub
Dr Leon Weintraub urodził się w 1926 r. w Łodzi. W sierpniu 1944 wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. Potem przebywał w obozach koncentracyjnych Groß-Rosen i Flossenbuerg. Po wojnie studiował medycynę w Getyndze. W 1950 roku wrócił do Polski i dokończył studia medyczne. Po 1969 roku, na skutek rosnącego antysemityzmu w Polsce, wyjechał z synami do Szwecji i osiadł tam na stałe.
Zapomnieć to najgorsze, co można wyrządzić ofiarom nazizmu – mówi Leon Weintraub, który przeżył Auschwitz i inne niemieckie obozy koncentracyjne.

DW: Niedawno skończył Pan 95 lat. Czy śni się Panu czasem jeszcze wojna albo pobyt w obozach?
Leon Weintraub: Mam taką psychikę, że ja nigdy lub rzadko przypominam sobie, jakie miałem sny. Wprawdzie moja żona czasem mówi, że byłem niespokojny lub krzyczałem przez sen, ale ja niczego nie pamiętam. Jest tylko pewne wrażenie – pozytywne lub negatywne. Podczas studiów medycznych w Getyndze docent wyjaśnił mi, że ludzie, którzy mieli negatywne przeżycia, rzadziej o tym śnią niż ci, którzy mieli dobre życie. Mnie to wtedy nie przekonało.
Był Pan w wielu niemieckich obozach koncentracyjnych. Na początku było Auschwitz. Jakie jest Pana pierwsze wspomnienie z przyjazdu do obozu zagłady?
– Okropna dehumanizacja. Byliśmy już bardzo wyczerpani po prawie pięciu latach ciężkiej pracy i głodowania w getcie Litzmannstadt na terenie mojego rodzinnego miasta Łodzi, kiedy w sierpniu 1944 r. zaprowadzono nas do punktu zbiorczego. Moja mama, trzy siostry i ja. Moja najmłodsza siostra Róża, która później zginęła w obozie Stutthof, nie dołączyła do nas.
Pierwszym szokiem było, jak podjechał pociąg z wagonami bydlęcymi. W jednym kącie zawieszony koc, za nim kubeł na potrzeby naturalne. Staliśmy gęsto obok siebie. Nie było mowy, żeby się położyć albo usiąść. Zaryglowano drzwi i pociąg ruszył w drogę. Bez picia, bez jedzenia. I co mi tak bardzo zostało w pamięci, to cisza. Ani płaczu, ani krzyków protestu, rozczarowania. Na plakatach przyrzekano nam, że wobec zbliżającego się frontu „w trosce o nasze dobro”, będziemy ewakuowani w głąb Trzeciej Rzeszy, gdzie dalej będziemy mogli pracować dla Wehrmachtu. I nagle to w ten sposób nas przewożą? W tak bardzo nieludzki, niegodny sposób? Byliśmy porażeni i ta śmiertelna cisza do dzisiaj brzmi mi w uszach.
Podróż trwała dwa dni i dwie noce. Po przybyciu widzimy jakieś dziwne osoby jakby w piżamach – pasiakach szaro-niebiesko-białych. I tylko krzyki: „Raus!”. Szybko zeskoczyłem. Miałem na ramionach plecak. Jeden z więźniów-funkcjonariuszy wyrwał mi ten plecak z rąk. A ja mówię: „Ale dużo znaczków tam mam!”. A on mówi: „Tu się nie przychodzi, żeby żyć, nie potrzebujesz znaczków”.

Wtedy na rampie po raz ostatni widział Pan swoją matkę…
– Mężczyźni szli na lewo, kobiety na prawo. Moja mama wyglądała jeszcze tak młodo, a miała lat 50. Ciemno-niebieski kostium, biała bluza, róż na policzkach. Macham ręką: „Mama, zobaczymy się w środku!”. Ale potem kątem oka widzę druty kolczaste, a ponadto białe izolatory i przewody. Dokąd nas przywieziono?
Miał Pan wtedy 18 lat. Podczas selekcji przydzielono Pana do grupy, która miała jeszcze żyć.
– Starych i chorych kierowano kciukiem na prawo, innych na lewo. Potem ustawiono nas w piątki i skierowano do łaźni, gdzie zaczęła się procedura odczłowieczenia. Najpierw rozebrać się do naga, prysznic, po prysznicu do łaźni weszła grupa więźniów z maszynkami do strzyżenia włosów. W kolejce stały setki osób. Był pośpiech, więc ta maszynka nie tylko włosy, ale i kawałki skóry zrywała.
Inna grupa więźniów siedziała przy korytach wypełnionych oleistym, śmierdzącym płynem, jak karbol czy fenol. Moczono w tym mop – taki, jakim dzisiaj myje się podłogi – i dezynfekowano wygolone miejsca. To strasznie paliło. Potem przydzielono nam ubranie: koszula, spodnie. Jak szło, bez względu na to, czy pasuje, czy nie.
Na końcu zaprowadzili nas do baraku, a tam kazali oddać schowaną biżuterię, złoto czy pieniądze. Grozili, że nas prześwietlą i jeśli coś u kogoś znajdą, to zostanie strasznie ukarany. Po chwili kilka osób wrzuciło coś do miski.
To było przywitanie w Auschwitz-Birkenau. O tym, że było to Auschwitz, dowiedziałem się dopiero po wojnie.
Co Pan robił w obozie?
– Stanowiliśmy rezerwę siły roboczej. Jeśli w jakimś nazistowskim przedsiębiorstwie brakowało ludzi do pracy, wysyłano tam więźniów z naszej grupy.
Jak długo był Pan w Auschwitz?
– Sześć lub osiem tygodni. Pewnego dnia zobaczyłem między blokami grupę nagich mężczyzn i usłyszałem od nich, że czekają na ubranie, żeby wyjechać na roboty. I to „wyjechać” było jakby sygnałem. Zdjąłem ubranie i wmieszałem się w grupę. Moja dobra gwiazda dała wtedy o sobie znać. Zaprowadzono nas do magazynu z ubraniami, dano odzież i do pociągu.
Ale ostatni obraz z Auschwitz-Birkenau, jak się obejrzałem, to była skośnie na drutach przyklejona kobieta. Wybrała śmierć.
Zawieźli was do Groß-Rosen, m.in. do podobozu Doernhau. Tam pracował Pan w Górach Sowich.
– Mieliśmy doprowadzić prąd do bunkrów w górach – przyszłych fabryk broni. Ta praca miała dwie zalety. Najpierw jechałem z kierownikiem robót przygotować miejsce pracy. Podczas gdy inni kopali doły pod słupy, ja wspinałem się na stojące już maszty i montowałem przewody. Siedząc na górze, byłem poza zasięgiem młodych esesmanów, którzy urządzając sobie brutalne zabawy z bronią i trafiali więźniów.
Potem przeżył Pan marsz śmierci do Flossenbuerga. Miesiąc później Offenburg – podobóz KL Natzweiler. Co Panu pomagało przetrwać to wszystko?
– Ja to tłumaczę psychologicznie, że byłem w stanie ciągłego szoku. Dzisiaj mamy pojęcie „katatonia” – taka sytuacja organizmu, że ta wyższa czynność mózgowa jest albo wyłączona, albo bardzo ograniczona. To ograniczenie przyjmowania tego negatywnego z zewnątrz, zamknięcie się w sobie może było efektem, żeby przeżyć, instynktem samozachowawczym.
Mojemu organizmowi wystarczała drobinka, żebym się utrzymał przy życiu – kawałek chleba, trochę zupy, którą dostawaliśmy rano. To było wszystko. Wystarczyło, żeby utrzymać iskierkę życia, aby ona nie zgasła.
Mógł Pan z tej siły przetrwania czerpać też później?
– Wypełniała mnie radość, że przeżyłem. Ten optymizm podkreślam zawsze w pogadankach z młodzieżą. Niedawno ukazał się w holenderskiej gazecie artykuł o mnie, że po Auschwitz dr Weintraub nie zna słowa „narzekać”. Szybko przyjąłem postawę, że cokolwiek by się nie działo po tym, jest bez porównania o niebo lepsze, niż to, co przeżyłem w getcie czy obozach. I to powodowało, że byłem zadowolony z tego, co mam.
Świadomość skąd się wywodzę i co się ze mną działo chroniła mnie przed patrzeniem na innych ludzi z góry. Wszystkie przykre rzeczy, które się potem działy, poza chorobą i śmiercią, to są dla mnie sprawy do załatwienia – nigdy problemy.
Jakie słowa wykreślił Pan jeszcze ze swojego słownika?
–„Zemsta”. Jeżeli odpłaca się tym samym, to staje się na tym samym poziomie, co sprawca. A ja nie chcę być porównywalny ze sprawcami. Dlatego nie jestem za tym, żeby odpłacić „oko za oko”, tylko żeby za przestępstwa karać według panującego prawa.
A słowo „wybaczyć”?
– Nie, ja nie mogę ani wybaczyć, ani usprawiedliwić czynów, do których doprowadziła ideologia nazistowska. Nie mogę sobie wyobrazić, żebym mógł wybaczyć esesmanowi, który odkręcił gaz zabijający moją mamę i dużą część mojej rodziny. Doliczyłem się, że po wojnie z 80 członków najbliższej rodziny zostało nas 16.
Ale jest kilka słów zbliżonych jak „pojednanie”. Dla mnie to jest możliwe i staram się żyć w tym duchu.
Spotyka się Pan często z młodzieżą. O co Pana pytają?
– Pytają także o winę. I wtedy wyjaśniam, że oczywiście oni bezpośredniej winy nie mają, ponieważ wtedy nie było ich na świecie. Jeżeli jednak dowiedzą się, że ich dziadek czy pradziadek był aktywnym sprawcą tych okropnych czynów, od tej świadomości nie mogę ich uwolnić, z tym muszą się sami uporać. Jedyne, co mogę im dać na drogę, to to, że powinni robić wszystko, żeby to się nigdy nie powtórzyło.
Co Pana obecnie najbardziej niepokoi?
– Dla mnie jest nie do pojęcia to, że są w naszych krajach, w Europie, osoby, które utożsamiają się z nazistami, z tą ideologią. To nie tylko policzek wobec milionów bezbronnych ofiar, którym bezwzględnie odebrano życie. Dla nas, ocalałych, utożsamianie się z tą ideologią to coś niesłychanego.
Jak można w przyszłości zachować pamięć o tych zbrodniach?
– Po pierwsze mamy miejsca pamięci. Obowiązkiem danego państwa jest je zachować jako ostrzeżenie przed tym, co ludzie ludziom mogą zrobić. Są muzea na całym świecie. To jest ta część materialna.
Mamy świadków tamtych czasów. Nasze wspomnienia wydrukowano jako broszurki, zrobiono filmy. Mam świadomość, i to pomaga mi przeżyć, że nie tylko zostawiłem ślady, ale że ci młodzi ludzie, którzy mnie słyszeli, nie ulegną pokusom, kuszącym sloganom AfD w Niemczech, ale także w Polsce. A po mnie moje wnuki i inni młodzi ludzie będą w naszym imieniu dalej przekazywać to hańbiące świadectwo rozwoju ludzkości, ale niezapomniane, bo zapomnieć to najgorsze, co można wyrządzić ofiarom tej nieludzkiej ideologii – nazizmu.
Katarzyna Domagała-Pereira
Roman Giertych napisał list do posła Girzyńskiego w sprawie jego szczepienia poza kolejką

Roman Giertych
Generalnie przesłanie moje jest jedno. Przestańcie się krępować i zacznijcie nadużywać władzy w sposób otwarty. Po co ta obłuda i udawanie? I hasło na następne wybory:
Wszyscy Polacy są równi, ale niektórzy odrobinę równiejsi!
Niech premier ogłosi rozporządzenie, że kolejka nie obowiązuje posłów PiS. Z datą wsteczną. I po problemie.
Oj, wy tam w Pisie bez moich rad, to ciągle w jakieś kanały wpadacie.
.@girzynski: Nikogo o żadne pierwszeństwo w kolejce nie prosiłem i w żadnym wypadku nie zaszczepiłem się poza kolejnościąhttps://t.co/8tIxmmFvrX pic.twitter.com/KPgSJzNi4e
— Rzeczpospolita (@rzeczpospolita) January 26, 2021
Aby rozwiać jakiekolwiek wątpliwości.
— Zbigniew Girzyński (@girzynski) January 27, 2021
Z realizacją skierowania zwlekałem na ewentualne doprecyzowanie przepisów. Stało się to 14 stycznia 2021 r. Dopiero po tej dać zrealizowałem skierowanie rejestrując się przez https://t.co/jP473pmpRc otrzymując termin pic.twitter.com/KCuNDgDNMq
Kierownictwo UMK nie powinno oferować szczepień dla pracowników spoza Etapu 0. Poseł Girzyński powinien rozumieć, że przyjmując szczepionkę łamie te zasady.
— #SzczepimySię (@szczepimysie) January 27, 2021
Słyszałem, że nie wie Pan co robić, bo się Pana czepiają, że Pan poza kolejką się zaszczepił.
Mam na to świetną radę. Musi Pan ogłosić, że ma Pan ponad 70 lat! I że szczepionka się Panu już należała. A to, że Pan wygląda trochę młodziej, to od świętego oleju, którym się to już i Pan Prezydent namaszczał z rąk mistyczki (czy też szeptuchy). Datę urodzenia Pan podawał fałszywą, bo nie chciał się Pan przyznać do urodzenia w czasach stalinowskich. Taką ma Pan bowiem awersję do komunizmu. I już’
Nie. To bez sensu. Nie takie łgarstwa opowiadacie codziennie, ale nie może Pan ogłosić, że jest Pan starszy od własnej matki, bo jedynie bracia Karnowscy mogliby tę Pana preegzystencję uznać za dowód świętości. Inni tego jednak nie kupią nawet jak TVP poda na pasku. Musimy coś innego wymyślić.
Jest prosty wariant. Niech premier ogłosi rozporządzenie, że kolejka nie obowiązuje posłów PiS. Z datą wsteczną. I po problemie. Wtedy ogłosi Pan, że się zaszczepił legalnie. Tak to najlepszy pomysł.
Mam również radę na tytuł rozporządzenia. Rozporządzenie prezesa Rady Ministrów o Narodowym Programem Co Wolno Wojewodzie To Nie Tobie Smrodzie. Ten Narodowy Program pozwoli PiS-owi zachować wasze najlepsze aktywa przed epidemią, ale może on obejmować również dodatkowe, skromne przywileje dla najbardziej utrudzonej części społeczeństwa (czyli członków PiS). Proponuję sklepy dla pisowców, stoki narciarskie dla pisowców, hotele, restauracje dla pisowców, kluby (tylko z muzyką gregoriańską!) dla pisowców. Oczywiście zagrożenie epidemiologiczne zerowe, bo wszyscy będziecie zaszczepieni.
Generalnie przesłanie moje jest jedno. Przestańcie się krępować i zacznijcie nadużywać władzy w sposób otwarty. Po co ta obłuda i udawanie? I hasło na następne wybory:
Wszyscy Polacy są równi, ale niektórzy odrobinę równiejsi!
Zawsze życzliwy,
Roman Giertych
PS.
Dobrze, że Pan się powstrzymał i nie wziął udziału w obronie zaszczepionych celebrytów i aktorów. Jeszcze pomyślałby ktoś, że poza wstąpieniem do PiS jest jakaś inna ścieżka bycia w elicie. Tego typu odruchy solidarności z bezczelnymi aspirantami do statusu społecznego należy powstrzymywać.
3 akcesoria męskie, które nigdy nie wyjdą z mody
Dodatki męskie świetnie uzupełnią całą stylizację oraz są niezwykle praktycznie i przydatne w życiu codziennym. Sprawdź 3 dodatki, które są ponadczasowe i bardzo chętnie wybierane przez mężczyzn w różnym wieku.

Praktyczne dodatki, które nigdy nie wyjdą z mody
Moda i trendy odzieżowe są bardzo zmienne. Przy doborze odpowiednich dodatków, warto postawić na akcesoria ponadczasowe, które w doskonały sposób podkreślą wybraną stylizację i jednocześnie nadadzą jej wyjątkowego charakteru. Przed wyborem dodatków warto zastanowić się nad naszym indywidualnym stylem, oraz potrzebami zastosowania. Najważniejsze w modzie jest, aby czuć się dobrze i wygodnie w dobranych stylizacjach.
Klasyczny pasek do spodni
Pasek jest nieodłącznym elementem męskich spodni. Każdy mężczyzna powinien posiadać w swojej garderobie kilka, różnego rodzaju pasków. W zależności od stylizacji – klasycznej, biznesowej czy sportowej, pasek powinien być różny i dopasowany zgodnie z zamysłem stroju. Paski wykonane z naturalnej skóry pasują do eleganckich spodni i biznesowych stylizacji, a parciane – do strojów casualowych. Pasek jest wspaniałym uzupełnieniem spodni. Szczególnie polecane są paski o klasycznych wzorach i kolorach, wykonane z licowej skóry o prostym fasonie oraz z uniwersalna klamrą. Jedną z alternatyw dla tego typy dodatku, będą paski ze skóry celowo postarzonej. Model ten będzie doskonały w codziennych stylizacjach, w których królują mniej oficjalne koszule we wzory czy jeansy. Paski parciane to dodatek typowo sportowy, bardzo dobrze komponują się w letnich i sportowych stylizacjach, które charakteryzują się sportowymi bluzkami, bluzami i sportowym obuwiem.
Czapka z daszkiem
Czapka z daszkiem jest dodatkiem typowym dla strojów sportowych, jednak nie zawsze musi być to dres czy strój do uprawiania joggingu. Czapki z daszkiem świetnie sprawdzają się przede wszystkim do jeansu i bawełnianych bluzek i o kroju sportowym. Dzięki takiemu dodatkowi nadasz swojej stylizacji jeszcze więcej swobody, która podkreśli pewność siebie mężczyzny. Czapka z daszkiem to świetny dodatek w sezonie letnim. Nie tylko dobrze uzupełnia letni ubiór, który charakteryzuje się krótkimi spodenkami i lekkimi t-shirtami, ale również jest bardzo praktycznym dodatkiem. Chroni przed mocnym słońcem głowę i twarz. Nakrycie głowy świetnie prezentuje się ze sportowymi koszulami we wzory, spodniami chinos czy klasycznymi trampkami lub adidasami.
Torba na ramię
Mocno wypchane, męskie kieszenie nigdy nie wyglądają dobrze. Na dodatek współczesny mężczyzna, pracujący zdalnie, poza biurem, bardzo często potrzebuje transportować laptop czy tablet. W tym celu dobrze mieć w posiadaniu podręczną torbę na ramię, która bez problemu pomieści wszystkie ważne przedmioty, a tym samym będzie pasowała do klasycznego stroju biznesowego oraz stylizacji smart casual.
Współczesna moda nie dyktuje trendów noszenia eleganckich, skórzanych teczek. Aktualnie możliwy jest wybór toreb skórzanych, klasycznych czy materiałowych w fasonach bardziej lub mniej eleganckich. Współczesne torby projektowane są z myślą o potrzebach nowoczesnego mężczyzny. Ponadczasowa torba na ramię będzie świetna z przechowywaniu wszystkich niezbędnych rzeczy użytku codziennego, a jej design uzupełni dowolnie wybrana stylizację męską.
