Marcin Zegadło: Jest taka fotografia wykonana po wyzwoleniu obozu w Auschwitz

Marcin Zegadło - poeta, publicysta
W środę 27 stycznia będzie miała miejsce kolejna rocznica wyzwolenia obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej. Ja piszę o tym dzisiaj, żeby ta fotografia została z nami trochę dłużej niż kilka godzin. Tylko zrządzenie losu sprawiło, że urodziliśmy się na tyle późno, że nasze dzieci nie pozują do tej fotografii. Warto również pamiętać, że to nie oznacza, że nigdy nie zapozują do podobnej.
Jest taka fotografia wykonana po wyzwoleniu obozu w Auschwitz.
Grupa dzieci ściśniętych w dużej grupie wyciąga w kierunku obiektywu odsłonięte, drobne przedramiona, prezentując na nich swoje numery obozowe. Nie widzimy numerów. Domyślamy się tylko ich obecności. Tak jak domyślać się możemy tego, co były w stanie pomieścić świadomość i pamięć dziecka zamkniętego w obozie.

Czego było świadkiem? Czego doświadczało? O czym śnić może dziecko, którego oczy niemal od początku jego istnienia na Ziemi rejestrują wyłącznie obrazy z miejsca, które kiedyś Wiesław Kielar – więzień obozu, określi mianem Anus mundi – odbytem świata.
Zawsze, kiedy przyglądam się tej fotografii, mój wzrok skupia się na dziewczynce stojącej u dołu zdjęcia. To ta druga z lewej. Patrzy prosto w obiektyw, jest skupiona na tym, że odsłania swoją małą rękę. Próbuje uwolnić ją ze zniszczonego płaszczyka. Sprawia wrażenie naburmuszonej. Jest zima. Pewnie marznie. W przeciwieństwie do innych dzieci zdaje się pokazywać swoje przedramię niechętnie, tak jakby już teraz mówiła (myślała): „Dajcie spokój! Nie chcę o tym mówić! Chcę jak najszybciej o tym zapomnieć!” Jednocześnie to jest wzrok kogoś, kto jest już dorosły, kogoś dojrzałego, kogoś, kto o śmierci wie więcej niż dzisiejsi dorośli. Trudno wytrzymać taki wzrok komuś, kto nigdy nie był głodny, nigdy nie bał się, że nie dożyje jutra.
Moja czteroletnia córka jest w podobnym wieku jak dziewczynka z fotografii. To mogłaby być moja czteroletnia córka. Myślę o tym, kiedy przyglądam się tej fotografii i kiedy patrzę na córkę śpiącą w ciepłej pościeli, w ciepłym mieszkaniu, kiedy wszystkie wojny toczą się za granicą.
Tylko zrządzenie losu sprawiło, że urodziliśmy się na tyle późno, że nasze dzieci nie pozują do tej fotografii. Warto również pamiętać, że to nie oznacza, że nigdy nie zapozują do podobnej.
To, co doprowadziło do Auschwitz, co spowodowało, że ktoś na przedramieniu kilkuletniej dziewczynki wykłuł igłą obozowy numer – to „coś”, co pewien czas odżywa, jak wulkan może okazać się aktywne. Wybuchu wulkanu nie da się przegapić. Nacjonalizmy, ksenofobia, antysemityzm, i wszelkiej maści faszyzmy – rodzą się po cichu. Często na małych, miejskich, słonecznych uliczkach.
Za dwa dni, w środę 27 stycznia będzie miała miejsce kolejna rocznica wyzwolenia obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej. Ja piszę o tym dzisiaj, żeby ta fotografia została z nami trochę dłużej niż kilka godzin.
Primo Levi w swojej książce „Rozejm” wspomina chłopca, któremu więźniowie nadali imię Hurbinek:
„Hurbinek miał trzy lata, urodził się prawdopodobnie w Auschwitz i nigdy nie widział drzew. Walczył, do ostatniego tchnienia, aby zdobyć sobie miejsce w świecie ludzi, z którego wygnała go zwierzęca moc. Bezimienny Hurbinek, na którego mikroskopijnym przedramieniu wytatuowano obozowy numer, zmarł w pierwszych dniach marca 1945 roku. Nic po nim nie zostało”.
Kiedy robiono to zdjęcie Hurbinek jeszcze żył. Dlatego patrząc na tę fotografię, tak naprawdę patrzymy na wszystkie te dzieci, których na niej nie ma. Każde z nich to kolejny Hurbinek/Hurbinka.
Marcin Zegadło
Jak Polska stała się rajem dla prawicowych populistów

Martin Pollack
Martin Pollack jest pisarzem, publicystą i tłumaczem. Mieszka w Wiedniu. W latach 1987-1998 był korespondentem tygodnika „Der Spiegel” w Polsce. Na język niemiecki przełożył m.in. książki Andrzeja Bobkowskiego, Ryszarda Kapuścińskiego, Mariusza Wilka i Wilhelma Dichtera. W 2007 roku, za książkę „Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu” otrzymał Nagrodę Literacką Europy Środkowej „Angelus”. W powieści tej przedstawił historię swojej rodziny, koncentrując się na niechlubnej działalności swego ojca – oficera SS i zbrodniarza wojennego Gerharda Basta w czasie II wojny światowej. Ostatnio opublikował książkę „Kobieta bez grobu. Historia mojej ciotki” (2019)
Polska po 1989 r. stała się wzorem udanej transformacji gospodarczej i społecznej. Pomimo tego od pięciu lat władzę sprawują antyeuropejskie siły prawicowo-populistyczne. Jak to się stało? – pyta Martin Pollack.*

„Polska po 1989 r. poradziła sobie z transformacją najlepiej ze wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Przełom stworzył jednak nie tylko wygranych, ale i przegranych, a tym samym gniew i urazy, które wykorzystały siły kierujące się nacjonalizmem i cynizmem” – pisze Martin Pollack w weekendowym wydaniu wiodącego szwajcarskiego dziennika „Neue Zuercher Zeitung” (NZZ).
„Trudny punkt wyjścia”
Autor zwraca uwagę na trudny punkt wyjścia po załamaniu się systemu komunistycznego. Jak podkreśla, przejście do liberalnego systemu wolnorynkowego było wielkim wyzwaniem. Mimo to Polsce udało się po 1989 r. w krótkim czasie zostać „wzorcowym przykładem udanej gospodarczej i społecznej transformacji w Europie Wschodniej”.
To była „powszechnie podziwiana historia sukcesu” – pisze Pollack. Dziś, jak zauważa, po tej euforii pozostały jedynie „gorzkie wspomnienia”.
W Europie wiele osób pyta, jak to było możliwe, że po 2015 roku Polska stała się „rajem dla brutalnych sił prawicowo-populistycznych, katolicko-fundamentalistycznych i wrogich wobec Europy, które można porównać do Węgier Viktora Orbana.”

Trumpizm po polsku
Wśród przyczyn Martin Pollack wymienia słabość i skłócenie polskiej opozycji. Jednak kluczową rolę odegrała jego zdaniem zdolność szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego do mobilizacji tych warstw społeczeństwa, które zaniedbał liberalny rząd – „przegranych liberalnego zwrotu, czyli części mieszkańców wsi, robotników i emerytów”.
Analizując politykę Kaczyńskiego, Pollack pisze, że i Kaczyński, i jego zwolennicy „stale pogłębiają podziały w społeczeństwie, ponieważ zapewnia im to władzę”. „Podsycają prostacki antyintelektualizm i antyelitaryzm, chociaż sami korzystają ze wszystkich przywilejów, które związane są z przynależnością do elity” – dodaje. „To polska wersja trumpizmu” – ocenia publicysta.
Autor powołuje się na opinię polskiego politologa Romana Kuźniara, który określił PiS mianem „partii z neobolszewickimi instynktami”, która nie może żyć bez wojny.
„Zgodnie z logiką wywołanej przez siebie samego wojny, Kaczyński czuje się uprawniony do ignorowania wszystkich demokratycznych zasad i do prześladowania swoich rzeczywistych czy domniemanych przeciwników. Nie mówi o politycznych przeciwnikach, lecz o wrogach, których należy unicestwić” – czytamy w „NZZ”.
UE i Niemcy wrogiem
Teorie spiskowe są – pisze Martin Pollack – stałymi elementami propagandy PiS. Zgodnie z tymi hasłami Polska „musi podnieść się z kolan” i wywalczyć sobie należne jej miejsce w Europie. „Sięganie w tej sytuacji po niemiecki straszak przypomina propagandową tubę komunistów” – stwierdza autor.
Martin Pollack zwraca uwagę, że UE porównywana jest przez polityków PiS do Związku Sowieckiego. Przypomina też o kampanii przeciwko środowisku LGBT. Kontynuując swój wywód, autor zwraca uwagę na rolę Kościoła katolickiego, który stał się sojusznikiem PiS. Zarówno biskupi, jak i zwykli księża w większości utożsamiają się z nacjonalizmem, ksenofobią oraz postawą odrzucającą wszystkich myślących inaczej. Zwrot na prawo będzie miał dla wiarygodności Kościoła „fatalne skutki” – ocenia publicysta „NZZ”.
Wzrasta opór społeczeństwa
„Na początku swoich rządów Kaczyński mógł oprzeć się na pokaźnej większości w społeczeństwie. Nie można wykluczyć, że dzisiaj też wygrałby wolne wybory, nie jest to już jednak takie pewne. Stąd stałe forsowanie działań ograniczających demokrację i jej instytucje oraz towarzysząca im rosnąca brutalność, z jaką reżym za pomocą pałek rozprawia się ze wszystkimi protestami. Przypomina to rozpaczliwe próby komunistów, którzy identycznymi metodami bronili swojej władzy przed rosnącym sprzeciwem” – czytamy w „NZZ”.
Zdaniem Pollacka Kaczyński jest introwertykiem i boi się narodu, który coraz częściej odmawia mu posłuszeństwa. Publicysta przypomina demonstracje 13 grudnia pod jego domem i ogromne siły policyjne zmobilizowane do jego ochrony.
„Wynik konfrontacji nie jest pewny, ale wszyscy prawicowi populiści i szowiniści muszą się liczyć ze sprzeciwem społeczeństwa obywatelskiego, które dzień w dzień pokazuje, że nie da się zastraszyć policyjnymi pałkami i surowymi karami” – zaznacza autor.
„Przede wszystkim kobiety i młodzież odważnie sprzeciwiają się dryfowaniu kraju w kierunku państwa autorytarnego. W nich nadzieja na to, że Polska odnajdzie drogę do wolnej demokratycznej Europy” – pisze na zakończenie.
REDAKCJA POLECA
Roman Giertych: Zemsta Kaczyńskiego wyśmiana przez sądy

Roman Giertych
Mam prawo wystąpić o odszkodowanie i zadośćuczynienie i to zrobię. Będzie to kwota ok. 1 miliona złotych, która wynika z naruszenia dóbr osobistych, uszczerbku na zdrowiu oraz strat związanych m.in. z zakazem wykonywania zawodu przez ponad miesiąc. Kwotę tę przeznaczę na cele społeczne i dopilnuję, aby została ściągnięta z majątku prokuratorów prowadzących i nadzorujących oraz p. Święczkowskiego, Ziobry i Kaczyńskiego.
W piątek Sąd Rejonowy w Poznaniu można powiedzieć spektakularnie domknął całą sprawę ataku PiS na mnie i uznał, że moje zatrzymanie było nie tylko niezasadne (brak dowodów winy i brak innych podstaw zatrzymania), ale i nielegalne, gdyż CBA w ogóle nie miało prawa prowadzić postępowania w sprawie z doniesienia Polnord.

Warto może Czytelnikom przybliżyć to, co już dowiedzieliśmy się z tej sprawy.
W roku 2017 z firmy Polnord odeszli członkowie zarządu. Ich następcy zdenerwowali się na żądania b. Członków o zapłatę premii i skierowali na nich zawiadomienie do prokuratury. Zawiadomienie dotyczyło jakichś transakcji działkami. Oczywiście nie obejmowało mnie, gdyż w tych transakcjach w ogóle nie brałem udziału, nawet jako prawnik. Ja wówczas prowadziłem procesy Polnord w sprawie zapłaty za drogi publiczne przejęte przez Warszawę i za infrastrukturę wybudowaną przez Polnord i spółkę-matkę Polnordu, czyli Prokom.
Procesy były bardzo skomplikowane. Same pozwy przygotowane przez moją kancelarię liczyły kilkaset tysięcy stron! Pracował nad nimi cały zespół ludzi. Procesy toczyły się korzystnie. Sądy powołały biegłych, choć jak to w tego typu procesach gospodarczych sprawy toczą się bardzo długo. Część procesów dotyczyła roszczeń, które na Polnord przeniosła spółka-matka Prokom. Zarządy się zmieniały, a ja nadal prowadziłem sprawy. Współpracę przerwałem w czerwcu 2019, gdyż zarząd chciał mi zmniejszyć o 30% wynagrodzenie.
W ramach tego postępowania ujawniono taśmy z nagranym J. Kaczyńskim jak wymiguje się od zapłaty zleceń, które zależne od niego podmioty udzieliły mężowi kuzynki Kaczyńskiego.
Pod koniec stycznia, już po publikacji artykułów, Prokuratura Krajowa nakazała prokuratorom w całym kraju przesłać akta spraw, w których przewija się w jakikolwiek sposób moje nazwisko. Wiem to stąd, że część przesłanych akt dotyczyła innych moich klientów i przekazanie akt wypłynęło. Również sprawdzano większość spraw sądowych, które prowadziłem. Do realizacji wytypowano sprawę Polnord, gdyż przewijało się tam moje nazwisko w kontekście obsługi prawnej Polnord i Prokom.
1 lutego 2019 roku Prokuratura Krajowa przekazała sprawę z Warszawy do Wrocławia i powierzyła ją do prowadzenia wrocławskiemu CBA. Warszawska prokuratura nie chciała tej sprawy zlecić CBA, gdyż uznała, że nie ma ono uprawnień do jej prowadzenia.
We Wrocławiu sprawę prowadzono kilkanaście miesięcy, ale w transakcjach nie doszukano się żadnego przestępstwa. Wówczas postanowiono przenieść sprawę do Poznania.
7 października 2020 roku Jarosław Kaczyński obejmuje urząd wicepremiera ds. Bezpieczeństwa z nadzorem nad Prokuraturą Krajową. Już od dawna zresztą p. Bogdan Święczkowski relacjonował mu najważniejsze prowadzone sprawy. Dzień póżniej prokuratura w Poznaniu wydaje postanowienie o przedstawieniu mi zarzutów. Zarzut polega na działaniu na szkodę spółki Polnord poprzez prawną obsługę zakupu przez tę spółkę wierzytelności od Prokom oraz wystawieniu w okresie kilku lat faktur za tą obsługę, którą prokuratura określiła jako pozorną.
Kilka dni później doszło do mojego zatrzymania. Jako przyczynę zatrzymania podano obawę ucieczki.
Było to o tyle absurdalne, że parę dni przed zatrzymaniem byłem obecny w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie w sprawie mojego klienta. W dniu zatrzymania „ukrywałem” się we własnym domu, z którego rano „skrycie” pojechałem do Sądu Okręgowego w centrum Warszawy. CBA skuli mnie kajdankami, zrobiło rewizję osobistą, przeszukało mój dom i kancelarię.
W trakcie zatrzymania i mojego pobytu w szpitalu media rządowe przeprowadziły zmasowaną nagonkę na mnie i moją rodzinę. Powiedziano na mój temat tysiące kłamstw, oszczerstw, inwektyw i szyderstw.
Następnie przyszła ocena sądowa tej całej hucpy. Sądy w sześciu różnych orzeczenia wydawanych przez różne składy Sądu Rejonowego i Okręgowego w Poznaniu stwierdziły, że:
- prokuratura nawet nie uprawdopodobniła zarzutów (uprawdopodobnienie to znacznie słabsza forma niż udowodnienie)
- prokuratura pomyliła ocenę transakcji i zamiast zysku dla Polnordu uznała stratę
- prokuratura wykazała się brakiem znajomości spraw cywilnych
- prokuratura nie przedstawiła na okoliczność moich „przestępczych” działań żadnych dowodów, lecz tylko przypuszczenia.
- moje faktury zostały wystawione na podstawie transparentnych umów i dotyczyły wielu lat bardzo skomplikowanej pracy, a prokuratura nie może wnikać w treść tych umów, bo były zawarte pomiędzy prywatnymi podmiotami
- moje zatrzymanie były nielegalne i niezasadne
- CBA nie miało prawa prowadzić w ogóle sprawy, gdyż nie dotyczyła ona ani korupcji, ani interesów Państwa
- rewizja osobista była nielegalna
- przeszukanie kancelarii było nielegalne i zaplanowane tak, aby złamać prawo
- w przeszukaniu w kancelarii poszukiwano dowodów, które nie obejmowały zakresu śledztwa (prowadziła je funkcjonariusz, która było kiedyś blisko związana z A. Hofmanem b. Rzecznikiem PiS)
Sąd stwierdził nadto, że prokuratura nie postawiła mi zarzutów, gdyż nie można ich stawiać nieprzytomnemu i że w związku z tym nie jestem podejrzanym. Sąd uchylił wszystkie środki zapobiegawcze i nakazał natychmiast zwrócić zabrane mi dokumenty i komputery.
W międzyczasie prokuratura zleciła w ramach europejskiego nakazu dochodzeniowego przeszukanie domu mojej żony we Włoszech (kupiliśmy go w 2014 roku, ceny wówczas domów w górach we Włoszech były dużo niższe niż domów w górach w Polsce). W przeszukaniu uczestniczyło CBA. Jednakże w trakcie przeszukania prokuratura w Rzymie zorientowała się, że sprawa nie należy do standardowych. Zabrane dokumenty więc zabezpieczono, a po przedstawieniu informacji o całości zarzutów, zwrócono nam wydając decyzję o odmowie realizacji europejskiego nakazu dochodzeniowego.
W związku z tym, że w orzeczeniach sądów wymienione są liczne przestępstwa, złożyłem zawiadomienia na osoby odpowiedzialne w tym Prokuratora Generalnego i Prokuratora Krajowego (tego dodatkowo oskarżyłem z art. 212 kk w trybie prywatnoskargowym o zniesławienie mnie w wywiadzie, gdzie zapowiadał nowe zarzuty na podstawie dokumentów z Włoch). Złożyłem też zawiadomienie na szefa Prokuratury Regionalnej w Lublinie, który zlecił biegłemu złamanie kodu dostępu do mojego iPhona, mimo że został on nielegalnie zabrany w ramach rewizji osobistej i jest chroniony tajemnicą obrońcy.
Po piątkowym orzeczeniu sądu mam prawo wystąpić o odszkodowanie i zadośćuczynienie i to zrobię. Będzie to kwota ok. 1 miliona złotych, która wynika z naruszenia dóbr osobistych, uszczerbku na zdrowiu oraz strat związanych m.in. z zakazem wykonywania zawodu przez ponad miesiąc. Kwotę tę przeznaczę na cele społeczne i dopilnuję, aby została ściągnięta z majątku prokuratorów prowadzących i nadzorujących oraz p. Święczkowskiego, Ziobry i Kaczyńskiego. Tak wygląda obecnie stan sprawy.
Tak jak już kiedyś powiedziałem nie pałam żądzą zemsty na winnych tych przestępstw. Jednakże ze względu na fakt, iż zostały one dokonane w ramach szerszego planu zastraszania opozycji w Polsce i wprowadzania instrumentów państwa autorytarnego winni będą musieli ponieść przykładną karę, ze względu na edukacyjną funkcję prawa.
Uważam, że moja sprawa była częścią planu ataku na opozycję i że tego typu działania będą dalej wobec różnych osób podejmowane, gdyż taka jest natura słabnącej dyktatury, że gdy brakuje poparcia, to pojawia się strach, a ze strachu wynika agresja do obywateli. I pierwszym celem takiej dyktatury są zawsze niezależni sędziowie, prokuratorzy i adwokaci. Ta agresja jest też symptomem, że dyktatura się kończy i może niedługo jej już nie będzie.
Roman Giertych
„Byłem w pałacu Putina”

Rozmawiały Natalia Smoljencewa i Elena Baryszewa
Dmitrij Szewczenko od lat obserwuje budowę „pałacu dla Putina”. W wywiadzie z DW mówi o swojej pierwszej wizycie na terenie rezydencji.
Najnowszy film Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego robi furorę na YouTube. W dwugodzinnym filmie „Pałac dla Putina. Historia największej łapówki” szczegółowo widać okazałą rezydencję na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego.

Sam budynek ma powierzchnię blisko 18 000 metrów kwadratowych. Okoliczne tereny są prawie 40-krotnie większe niż Księstwo Monako. Nieruchomość miała kosztować 100 mld rubli (równowartość 1,12 mld euro). Według fundacji Nawalnego pałac jest finansowany przez rosyjskie firmy państwowe Rosnieft i Transnieft. Na czele obu stoją bliscy przyjaciele prezydenta Władimira Putina: Igor Sieczin i Nikołaj Tokarjew.
Aktywiści ekologiczni od lat monitorują tę nieruchomość. Niektórym z nich udało się wejść na teren budowy i zrobić zdjęcia. Jednym z nich jest Dmitrij Szewczenko, szef rosyjskiej organizacji ekologicznej „Civic Initiative Against Environmental Crime” (CIAEC).
DW: Czego nowego dowiedział się pan z filmu fundacji Nawalnego?
Dmitrij Szewczenko: Nowością dla mnie jest to, że wybudowano tam podziemne lodowisko. Poza tym nie było dla mnie wiele nowego. Jest to jednak pierwsza próba usystematyzowania wszystkich dostępnych informacji na temat tego projektu budowlanego. Należy pochwalić naszych kolegów za ujawnienie wszystkich krzyżujących się łańcuchów finansowania i fasadowych spółek.
W 2011 roku sam był pan na placu budowy. Jak do tego doszło?
Śledzimy tę sprawę od 2004 roku, gdy ujawniono plany budowy na przylądku Idokopas. Bardzo nas to bulwersowało, ponieważ były tam dziewicze lasy z sosen Pitsunda, które w Rosji są pod ochroną. Wiadomo było, że dojdzie do wyrębu lasu. Gdy w 2010 roku, po ujawnieniu informacji przez biznesmena Siergieja Kolesnikowa, stało się jasne, że będzie tam budowany dom dla prezydenta Rosji, chcieliśmy przyjrzeć się temu bliżej.
Dlaczego pojechaliście na plac budowy „Pałacu Putina”?
W 2011 r. mój kolega Suren Gasarjan i ja wraz z kilkoma innymi osobami postanowiliśmy sprawdzić, co się tam dzieje. Trzeba przyznać, że w tamtym czasie obiekt nie był szczególnie chroniony. Nigdzie się nie chowaliśmy, szlaban był otwarty. Dostaliśmy się więc bezpośrednio do głównego budynku, prawie do miejsca, które Aleksiej Nawalny również pokazuje w swoim filmie: wielki portal, brama z podwójnym orłem.

Na początku nikt na nas nie zwracał uwagi. Robotnicy chodzili dookoła i nie zadawali nikomu zbędnych pytań. Ale gdy odkryli nas pracownicy Federalnej Służby Ochrony Federacji Rosyjskiej (FSO), podniosła się wrzawa. Musieliśmy natychmiast przerwać filmowanie. Na szczęście w butach ukryłem kartę pamięci ze zdjęciami. Są to jedyne zdjęcia nieruchomości, które nie zostały wykonane przez budowlańców.
Potem ochroniarze nie wiedzieli, co z nami zrobić. Dwóch pracowników FSO wezwało policję, a nawet – nie wiadomo dlaczego – straż graniczną. Pojawiło się również wielu pracowników prywatnej firmy ochroniarskiej. Bezczelnie na oczach policji zabrali nam nasze osobiste rzeczy. Otworzyli nasz samochód i widzieliśmy, jak zabierają wszystkie rzeczy do pałacu, do tego szarego budynku.
Co udało się panu zobaczyć?
Praktycznie cały centralny obszar, główne wejście do pałacu. Obeszliśmy go dookoła, także od strony morza. Zauważyłem, że las przy głównym wejściu został całkowicie wykarczowany i powstał tam już piękny park, podczas gdy las od strony morza pozostał nietknięty. Główny budynek nie powinien być widoczny od strony morza. Potem wszedłem do sali, która w filmie Nawalnego nazywa się „aqua-disco”. Jest tam fontanna, połączona z basenem. Zajrzeliśmy też na podwórko, brama była wprawdzie zamknięta, ale widać było, co się tam dzieje.

Wiedział pan, dla kogo budowana jest ta rezydencja?
Wiedzieliśmy dokładnie, gdzie jesteśmy. Ale i tak zaskoczyło nas to, że pierwszymi osobami, które do nas podeszły, byli pracownicy FSO. Formalnie pałac był własnością prywatną. Gdy zapytaliśmy, co FSO tu robi, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Zaskoczyła nas również duża liczba zagranicznych kierowników budowy. Gdy zaczęliśmy dyskutować z pracownikami FSO, podszedł do nas mężczyzna i powiedział, że jesteśmy tu nielegalnie i że filmowanie jest również zabronione. Mówił po rosyjsku, ale z włoskim akcentem. Potem prywatni ochroniarze zaczęli zabierać nam rzeczy. Całą operacją kierował człowiek, który, jak się później okazało, pochodził z Bałkanów.
Czy wizyta miała dla pana jakieś konsekwencje?
Ludzie na miejscu byli wtedy spokojni i nie spodziewali się żadnych odwiedzin. Nie mieli planu, co z nami zrobić. Ale skonfiskowali materiał filmowy i po prostu zabrali wszystkie nasze rzeczy. Następnie policja zabrała nas z pałacu Putina do biura we wsi Diwnomorskoje. Tam napisaliśmy, że zostaliśmy okradzeni. Następnego dnia rano zadzwonił policjant z wioski i powiedział, że nasze rzeczy i dokumenty zostały niby przypadkowo znalezione w lesie. Oczywiście nie zwrócono nam żadnych nośników danych. Zatuszowano cały incydent.
Ale i tak miało to swoje konsekwencje. Później, gdy Suren Gasarjan pojechał do pałacu i próbował zobaczyć teren plaży, doszło do różnego rodzaju incydentów z udziałem strażników. W tym czasie Surenowi groziło postępowanie karne, z powodu którego musiał opuścić Rosję.

Był pan po 2011 roku na terenie pałacu Putina?
W samym wnętrzu już nie. Przyjrzeliśmy się jednak temu, co działo się w pobliżu. Na przykład całkowicie zamknięto pas wybrzeża, co oczywiście nie podoba się ludziom. Widziałem, jak straż graniczna przeganiała ludzi z plaży. Musieli rozebrać namioty i pokazać legitymacje. Ich dane były przechowywane. Później dowiedziałem się z mediów, że jacht Putina „Olympia” znajdował się na terenie pałacu. Podobno w tym czasie przebywał tam osobiście.
thefad.pl / Źródło: dw.de
REDAKCJA POLECA
Jurek Owsiak: Jesteśmy gotowi wspomóc polską służbę zdrowia w akcji szczepień
W Polsce przeciwko koronawirusowi zaszczepiono pierwszą dawką ok. 600 tys. osób, a w rządowych magazynach czeka ok. 470 tys. szczepionek. To rezerwy na drugie dawki dla tych, którzy zostali zaszczepieni pierwszą. Tempo szczepień nie jest imponujące nie tylko ze względu na mniejsze dostawy od producentów w ostatnich dniach, ale też organizację całej operacji logistycznej. Zdarzały się dni, kiedy dziennie szczepionych jest ok. 11–12 tys. osób. Dlatego Jerzy Owsiak zaproponował wsparcie WOŚP w całym procesie. – To moment, kiedy potrzebne są wszystkie ręce na pokład – mówi.

Tempo szczepień pozostawia wiele do życzenia
– Mamy ogromny problem ze szczepieniami w Polsce. Mówią o tym ludzie, którzy się na tym znają. Tempo i logistyka prowadzonych szczepień pozostawiają wiele do życzenia – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jurek Owsiak, założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. – To idzie bardzo wolno. Wręcz groteskowo wyglądają obliczenia młodych ludzi z fundacji, kiedy mogą być zaszczepieni.
Dane z 21 stycznia wskazują, że pierwszą dawką szczepionki na COVID-19 zaszczepiono ponad 590 tys. osób. W ciągu ostatniej doby podano niemal 46 tys. szczepionek.
Zgodnie z zasadami Narodowego Programu Szczepień rozdysponowanie dawek ma odbywać się w czterech etapach. W etapie „0” szczepieni są m.in. pracownicy sektora ochrony zdrowia. W dalszej kolejności, po 25 stycznia – zgodnie z nowymi propozycjami – będą szczepieni seniorzy po 60. roku życia i osoby młodsze z chorobami przewlekłymi. Szczegóły nowego harmonogramu mają być znane w przyszłym tygodniu.
W poprzednich tygodniach średnio do Polski trafiało 360 tys. dawek dziennie, przy czym połowa była rozdysponowana do punktów szczepień. W ostatnich dniach mamy jednak do czynienia ze zmniejszeniem dostaw o połowę ze względu na decyzję producenta o zmianach w procesie produkcji. To oznacza tymczasowe spowolnienie tempa szczepień, ale już od przyszłego tygodnia mają one wrócić do normy.
Brak jakiejkolwiek logistyki
– Słyszymy, że na świecie mówimy o milionowych szczepieniach i to w takim krótkim czasie. Nawet kiedy porównamy nasze osiągnięcia z dawnych lat, kiedy była czarna ospa, widzimy, że potrafiono takie akcje przeprowadzać bardzo szybko i skutecznie – mówi Jurek Owsiak. – Kiedy mówimy o kilkunastu tysiącach szczepień dziennie w Polsce, a może i nawet mniej, to widać, że brak jakiejkolwiek logistyki. Stąd był ten nasz list do ministra zdrowia, bo to jest taki moment, kiedy mówimy: wszystkie ręce na pokład.
W późniejszym etapie, kiedy dostawy od Pfizera i innych producentów przyspieszą, wąskim gardłem może okazać się wydolność placówek ochrony zdrowia i personelu medycznego. Eksperci oceniają, że aby uzyskać odporność populacyjną, zaszczepić powinno się zaś 40–70 proc. Polaków. Żeby przyspieszyć całe przedsięwzięcie, Jerzy Owsiak zaproponował wsparcie WOŚP, np. przy szczepieniu osób pracujących i przebywających w DPS-ach i hospicjach. List w tej sprawie wysłał do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.
„Możemy wolontariuszy zorganizować”
– Aby zaszczepić kilkanaście milionów osób, potrzeba pracy 24 godziny na dobę, non stop i to pracy także wolontariuszy. Zespół pielęgniarek, pielęgniarzy, lekarzy, ludzi, którzy mają prawo szczepić, sam nie da rady, to jest po prostu fizyczną niemożliwością. My możemy takich wolontariuszy zorganizować – zapewnia organizator Finału WOŚP.
Jak przypomina, Medyczny Patrol powołany przez fundację współpracuje z systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego. Ratownicy z ukończonym kursem mogą przeprowadzać proste zabiegi, byliby także w stanie pomóc w akcji szczepień.
– To ludzie, którzy dla Orkiestry chętnie coś zrobią. Na hasło „organizujemy takie punkty” są gotowi podjąć się tego wyzwania. – mówi prezes Fundacji WOŚP. – Pokojowy Patrol, który wspiera najpiękniejszy przystanek świata, tworzy co roku szpital polowy uznawany przez fachowców jako absolutny ewenement na skalę światową, w którym często wyposażenie jest lepsze niż w okolicznych szpitalach. Mamy w tym doświadczenie.
WOŚP pomaga w walce z pandemią
Kolejna możliwość wsparcia to finansowanie. Fundacja od początku pandemii pomaga w wyposażeniu polskich szpitali. Niedługo po stwierdzeniu pierwszych przypadków zachorowań w Polsce wyposażyła szpitale w urządzenia i środki ochrony osobistej, m.in. 200 łóżek na stanowiska intensywnej opieki medycznej, 34 respiratory (w tym 10 transportowych) i 2,6 mln trójwarstwowych maseczek chirurgicznych. W listopadzie 2020 roku rozpoczęła drugi etap zakupów związanych z koronawirusem, tym razem dla szpitali, które otrzymały nakaz stworzenia oddziałów covidowych. Kupiła 50 respiratorów, 90 kardiomonitorów, ponad 1,3 tys. łóżek do intensywnej terapii, sześć koncentratorów tlenu oraz system zdalnego monitorowania pacjentów z COVID-19.
– Takie decyzje jesteśmy w stanie podjąć w ciągu 24 godzin i pomagać. Nie patrzymy na żadne sytuacje polityczne, po prostu jesteśmy gotowi – podkreśla Jurek Owsiak.
thefad.pl / Newseria
Laptopy czy komputery stacjonarne, co lepsze?
Stwierdzenie, że jest to odwieczny dylemat, byłoby jak najbardziej słuszne, gdyby nie fakt, że pierwszy komercyjny laptop powstał w roku 1979. Musiało jeszcze sporo wody w Wiśle upłynąć, zanim sprzęt tego rodzaju na dobre rozpanoszył się po naszej pięknej ojczyźnie. 40 lat w informatyce to kilka epok, zatem pozostaniemy już przy „odwiecznej” terminologii, bez szkody dla ogólnego sensu artykułu. Postawmy więc nieprzemijające pytanie: co jest lepsze, laptop czy komputer stacjonarny?

Mały czy duży, oto jest pytanie
Jak zwykle, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… sposób wykorzystania. Laptopy nie powstały przecież dlatego, że komuś się wybitnie nudziło. Miały one zapełnić niszę powstałą na skutek globalizacji świata. Trudno było oczekiwać, by businessman w podróży służbowej, dajmy na to, do Chin, biegał z rozwianym włosem po Pekinie w poszukiwaniu kawiarenki internetowej, by wysłać maila lub sprawdzić notowania giełdowe. Co innego statystyczna pani Kowalska, obsługująca dokumentację księgową w biurze. W tym wypadku kwestia mobilności nie istnieje, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystać z tradycyjnych komputerów stacjonarnych.
Dopiero względy zwykłej wygody spowodowały, że laptopy zaczęły królować w naszych domach. Krótko mówiąc, jeśli lubimy sobie poszusować w sieci, choćby na stronie https://www.morele.net/kategoria/laptopy-31/,,,,,,,,0,,,,30183O978880/1/, leżąc wygodnie na kanapie, nic nie zastąpi niewielkiego sprzętu.
A co, kiedy użytkownik lubi wyciskać siódme poty podczas przechodzenia kolejnej misji ulubionej gry? Sprzęt potrzebny do tego typu wyzwań, z natury rzeczy musi być superwydajny. Owszem, mamy już na rynku całkiem bogatą ofertę laptopów gamingowych, jednak ich ceny dla wielu stanowią zaporę nie do przebycia. W odróżnieniu od swoich większych kuzynów komputery przenośne charakteryzują się dość zintegrowaną budową. Wymiana poszczególnych podzespołów na nowsze, a co za tym idzie wydajniejsze, jest szalenie trudna, o ile w ogóle możliwa. Wieża umożliwia praktycznie każdą konfigurację, montaż nie jest specjalnie skomplikowany, a ewentualny serwis można wykonać w domu.
Duża wydajność jest także potrzebna w przypadku skomplikowanych projektów graficznych, dużych baz danych czy obróbki filmów.
Gdzie jest haczyk?
Dla wtajemniczonych nie jest żadną rewelacją fakt, że komputery i laptopy z niższej półki często mają takie same możliwości, jak ich droższe odpowiedniki. Wiąże się to z czynnikiem ekonomicznym, bezlitośnie wykorzystywanym w marketingu. Trzeba pamiętać, że linia produkcyjna np. procesorów to ogromna inwestycja. O ile taniej dla producenta będzie wytwarzać jeden rodzaj procka, blokując w części z nich moc obliczeniową. W ten sposób można „wyprodukować” całą masę podzespołów, różniących się od siebie tak naprawdę jedynie nazwą. W przypadku wieży znacznie łatwiej jest wykryć tego typu modyfikacje.
Cóż, nie rozstrzygnęliśmy kwestii spornej, i prawdopodobnie nikt nie jest w stanie tego zrobić. Podobnie jak w przypadku miłośników Mercedesa i Lexusa, wszyscy mają rację.
Zastanawiając się nad wyborem sprzętu dla siebie, trzeba uczciwie przyjrzeć się własnym upodobaniom i przyzwyczajeniom. Do tego dochodzi jeszcze styl pracy i rodzaj wykonywanych czynności.
Prawda, że proste?
Czy można opatentować pomysł na wynalazek?
Masz świetny pomysł na biznes? Opracowałeś urządzenie, które może ułatwić życie wielu ludziom? A może istota twojego pomysłu opiera się na aplikacji mobilnej o niespotykanej dotąd funkcjonalności? Każda z tych innowacji ma duży potencjał ekonomiczny. Naturalnie więc chciałbyś swój pomysł chronić. Z tego artykułu dowiesz się co można opatentować.

Co to jest patent, a czym jest wynalazek?
Potocznie przyjęło się, że opatentować można wszystko. Od nazwy firmy po kształt mebla, a kończąc na konstrukcji silnika odrzutowego. Prawda jest taka, że patent może zostać przyznany tylko na wynalazek. Przepisy nie wskazują jednak, co się w tej definicji zawiera. Ustawa Prawo własności przemysłowej mówi jedynie, że:
Art 24
Patenty są udzielane – bez względu na dziedzinę techniki – na wynalazki, które są nowe, posiadają poziom wynalazczy i nadają się do przemysłowego stosowania.
Jak więc widzisz ustawodawca określa jedynie wymogi jakie musi posiadać wynalazek, aby dało się go opatentować. Nie wchodząc jednak w szczegóły, wynalazek posiadający zdolność patentową, musi rozwiązywać jakiś problem. To podstawowa weryfikacja, którą powinien przejść Twój pomysł na biznes. Jeżeli nie rozwiązujesz żadnego problemu, to być może swoje rozwiązanie możesz chronić w inny sposób.
Zobacz również:
- Wyszukiwarka znaków towarowych. Sprawdź czy Twoja nazwa firmy jest wolna!
Jakie warunki musi spełniać wynalazek, aby dało się go opatentować?
Nie każda przewaga konkurencyjna, nadaje się do opatentowania. W powyższym nagraniu szczegółowo omówiłem jakie inne narzędzia prawne możesz wykorzystać aby chronić swój pomysł. Są wśród nich prawa autorskie, ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, a także znaki towarowe, wzory przemysłowe i użytkowe.
To, z którego sposobu będzie mógł skorzystać, zależy od samego pomysłu.
Wracając jednak do innowacji, które rozwiązują jakiś problem. Teraz powinieneś przeanalizować kolejne 4 wymogi stawiane przez prawo.
Wynalazek musi być rozwiązaniem technicznym.
Innymi słowy, musi oddziaływać na materię. Najlepiej więc gdyby wynalazek był fizycznym urządzeniem. To ważne spostrzeżenie, bo pewnych innowacji opatentować się nie da. Chodzi w szczególności o software. Oprogramowanie komputerowe jak i aplikacje mobilne według ekspertów z Urzędu Patentowego RP, nie mają charakteru technicznego.
Chodzi o to, że czysty software to kod zawieszony niejako w powietrzu.
Zdolność patentową mają za to rozwiązania, które są połączeniem software-u i hardware-u. Przykładowo może to być maszyna, która aby sprawnie funkcjonować, potrzebuje oprogramowania. Na przykład myszka komputerowa.
Wynalazek musi być nowy na skalę światową.
Jak tylko zgłosisz swoje rozwiązanie do opatentowania, ekspert po sprawdzeniu czy ma w ogóle do czynienia z wynalazkiem i czy jest to rozwiązanie techniczne, przystąpi do poszukiwań w stanie techniki. Takie badania nie będą się jedynie ograniczać do literatury patentowej. Powinieneś więc mieć pewność, że Twoja innowacja faktycznie jest nowością.
Jeżeli pochwaliłeś się istotą swojego rozwiązania na firmowym fanpage-u, gazecie branżowej czy targach i ta informacja dotrze do eksperta rozpatrującego zgłoszenie, to patentu możesz nie otrzymać. Nawet jednak jeżeli ekspert przeoczy takie dowody na brak nowości, po latach z wnioskiem o unieważnienie patentu może wystąpić Twój konkurent.
Z tego właśnie powodu warto przed samym zgłoszeniem zrobić badanie patentowe. Możesz je zlecić rzecznikowi patentowemu.
Wynalazek musi posiadać poziom wynalazczy.
Najprościej mówiąc, Twoje rozwiązanie musi być w jakimś stopniu zaskakujące. Musi być czymś nieoczywistym. Amerykańskie sądy posługują się tutaj sformułowaniem „błysk twórczego geniuszu”. Nie oznacza to jednak, że twój wynalazek musi być rozwiązaniem epokowym. Zauważ, że udało się swego czasu opatentować plastikowy trójnóg, który oddziela pizzę od kartonowego wieczka.
Wynalazek musi nadawać się do przemysłowego stosowania.
Twoje rozwiązanie nie może być czysto teoretyczne. W świetle obowiązującej wiedzy technicznej ekspert musi być w stanie zweryfikować czy taka innowacja ma w ogóle szansę działać.
Do urzędów patentowych bardzo często zgłaszane są różnego rodzaju urządzenia typu „perpetuum mobile”. Są to rozwiązania, które ponoć wytwarzają tyle samo lub nawet więcej energii niż same zużywają. Problem w tym, że jest to sprzeczne z powszechnie obowiązującymi prawami fizyki. Jeżeli więc zgłaszający nie będzie w stanie merytorycznie (lub pokazując wyniki badań) dowieść, że rozwiązanie faktycznie działa – ekspert wyda decyzję odmowną.
Czy warto uzyskać patent na wynalazek?
Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Wszystko zależy od okoliczności danej sprawy i od taktyki, którą przyjmiemy. Jeżeli twoim wynalazkiem jest np. aparat słuchowy o nowej, lepszej konstrukcji, to wraz ze sprzedażą pierwszego modelu zamkniesz sobie drogę do uzyskania patentu. Konkurent kupując jeden egzemplarz będzie w stanie go rozebrać i rozszyfrować metodę działania.
Z drugiej jednak strony, często podaje się przykład historii Coca-Coli. Ten międzynarodowy koncern nigdy nie zdecydował się na opatentowanie składu swojego kultowego napoju. Przepis na niego skrzętnie chroni tajemnicą przedsiębiorstwa. Najpewniej podjęto taką decyzję dlatego, że patenty obowiązują maksymalnie 20 lat. Po upływie tego okresu każdy mógłby produkować identyczny napój. Obecnie jest to niemożliwe, ponieważ nie da się do tej wiedzy dotrzeć nawet po szczegółowej analizie produktu.
Niewątpliwie na prawie patentowym zyskuje społeczeństwo. Warunkiem uzyskania ochrony jest ujawnienie istoty rozwiązania. Później, po 18 miesiącach, dokładny opis patentowy wraz z rysunkami jest publikowany on-line. Czyli miliony wynalazków z całego świata jest obecnie dostępnych dla każdego, za darmo. To byłoby niemożliwe, gdyby każdy przedsiębiorca przyjął taktykę Coca-Coli.
Badania pokazują, że prawo patentowe motywuje do innowacyjności. Wynalazca rozwiązując jakiś społecznie istotny problem, może uzyskać monopol na swoje rozwiązanie. Nie musi go później osobiście komercjalizować. Wystarczy, że nawiąże współpracę z odpowiednim koncernem, który za stosowną opłatą licencyjną chętnie skomercjalizuje dane rozwiązanie.
Joe Biden cofnie część decyzji Trumpa. Spodziewane ocieplenie w stosunkach USA i UE
Joe Biden będzie zdecydowanie bardziej proeuropejskim prezydentem niż Donald Trump, co jest dobrą wiadomością dla UE. Eksperci spodziewają się, że za nowej administracji dojdzie do ocieplenia stosunków transatlantyckich. Stany wrócą m.in. do Światowej Organizacji Zdrowia, porozumienia paryskiego i wspierania NATO.
The future is about to get a whole lot brighter!
— Biden Inaugural Committee (@BidenInaugural) January 20, 2021
You ready? https://t.co/32suUJYO1f pic.twitter.com/AynSSrNlra
Europejscy przywódcy odetchnęli z ulgą
Joe Biden, który ma zostać dziś zaprzysiężony w Waszyngtonie, zapowiedział już cofnięcie części kontrowersyjnych decyzji Donalda Trumpa. Objęcie władzy przez nową administrację nie powinno jednak oznaczać większych zmian w stosunkach polsko-amerykańskich. Kluczowe interesy geostrategiczne między obydwoma krajami pozostają niezmienne.
– Wydaje się, że nowa administracja Joe Bidena radykalnie zmieni stosunek do amerykańskich sojuszów, szczególnie do Unii Europejskiej. I wróci na ścieżkę, gdzie to właśnie USA były wiodącym krajem na świecie w zakresie rozszerzania wolności gospodarczej, praworządności, praw człowieka, walki ze zmianą klimatu. To wszystko zostało cofnięte za czasów Trumpa i teraz powinno wrócić do normy. Podejrzewam, że wielu europejskich przywódców odetchnęło z ulgą, kiedy dowiedzieli się, że wygrał Joe Biden. To będzie powrót do normalności. Będzie można normalnie prowadzić rozmowy z amerykańskim prezydentem, tak jak to było za czasów Baracka Obamy – mówi agencji Newseria Biznes Roman Rewald, amerykański adwokat, prezes Centrum Mediacji Konfederacji Lewiatan.
Next stop: Washington, D.C. pic.twitter.com/oW0C4LQVBf
— Joe Biden (@JoeBiden) January 19, 2021
Cofnięcie części kontrowersyjnych decyzji
Według amerykańskich mediów i oficjalnych zapowiedzi Bidena w pierwszych dniach sprawowania władzy zamierza on skupić się na walce z koronawirusem. Wśród priorytetów będzie też cofnięcie części kontrowersyjnych decyzji jego poprzednika, Donalda Trumpa. Nowy prezydent zapowiedział już m.in. powrót Stanów Zjednoczonych do Światowej Organizacji Zdrowia i porozumienia paryskiego. W zeszłym tygodniu Patricia Espinosa, sekretarz wykonawcza ONZ ds. zmian klimatu, wyraziła nadzieję, że USA szybko odbudują przywództwo i wrócą do pozycji lidera w tym obszarze.
– Nastąpi powrót do sojuszów międzynarodowych. Ponowne przystąpienie USA do układu paryskiego, wsparcie NATO i wsparcie Unii Europejskiej, które do tej pory było bardzo źle widziane w Waszyngtonie. Wydaje się też, że Stany Zjednoczone na nowo pójdą w kierunku rozszerzania wolności i swobód obywatelskich, jak i praworządności w świecie. Na to wszystko szykuje się również Departament Stanu, który zostanie prowadzony przez znakomitego fachowca w tym zakresie. Trzeba będzie m.in. odbudować dyplomację amerykańską, która została poważnie zdziesiątkowana podczas administracji Trumpa – mówi Roman Rewald.
Stosunki transatlantyckie, jakie znamy z przeszłości, nie będą takie same
Ocieplenia transatlantyckich stosunków spodziewa się też dr Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Określa Bidena jako najbardziej proeuropejskiego prezydenta, jakiego Unia może sobie życzyć.
– Oczywiście nie ma powrotu do utraconego raju. Stosunki transatlantyckie w takiej postaci, jaką znamy z przeszłości, nie będą takie same. UE jest dzisiaj bardziej aktywna i samodzielna na scenie międzynarodowej. I o tym z Joe Bidenem pewnie będzie rozmawiało się znacznie lepiej niż z ustępującym prezydentem. Nie zwolni to Unii z nowych obowiązków, które wynikają z faktu, że świat się zmienił. Chiny są inne, mocniejsze, niż były jeszcze jakiś czas temu, mają większe aspiracje gospodarcze i polityczne. W jakiejś mierze to samo można też powiedzieć o Rosji. To będzie czas pracy nad nową postacią stosunków transatlantyckich – mówi.
Jak wskazuje, stosunek do polityki Chin i światowych relacji handlowych może okazać się testem dla amerykańsko-europejskich relacji. Po doświadczeniu pandemii COVID-19 UE będzie chciała odgrywać większą rolę przy narzucaniu zasad polityki handlowej na świecie. Szef Przedstawicielstwa KE w Polsce ocenia, że w nowej administracji amerykańskiej Unia z pewnością będzie miała obliczalnego i życzliwego partnera.
Trump odchodzi, ale trumpizm zostanie
– Mówi się, że ten styl polityki, który się wiązał z prezydentem Donaldem Trumpem, czyli pogarda dla faktów, zarządzanie polityką jak spółką akcyjną, prawo silniejszego, to było nieszczęście. Wszyscy wiemy, że to istniało już przed prezydentem Trumpem i będzie też po nim. Trump odchodzi, ale trumpizm zostanie. Nie zgadzam się jednak z tymi, którzy uważają, że odejście Trumpa niewiele zmieni. Otóż jest ogromna różnica, czy ten styl uprawiania polityki jest oficjalną polityką państwa, czy też nie – podkreśla dr Marek Prawda.
Sojusz polsko-amerykański jest naturalny i będzie trwał
Zdaniem Romana Rewalda zmiana prezydentury w USA nie pociągnie za sobą natomiast większych zmian w stosunkach polsko-amerykańskich. Kluczowe interesy geostrategiczne i obronne między obydwoma krajami pozostają niezmienne, niezależnie od tego, kto rządzi Polską i USA. Dlatego Stany najprawdopodobniej wciąż będą utrzymywać dobre relacje i ścisłą współpracę z Polską.
– Interesy narodu amerykańskiego i polskiego są bardzo zbliżone. Polska i USA są powiązane wieloma sojuszami, są uczestnikami tych samych umów międzynarodowych – mówi prezes Centrum Mediacji Konfederacji Lewiatan. – Dlatego sojusz polsko-amerykański jest naturalny i będzie trwał dalej. Żadne rządy, najbardziej nawet radykalne, nie są w stanie naruszyć tego oczywistego faktu, że Polska i Stany Zjednoczone mają wspólne interesy.
Ceremonia zaprzysiężeni
Wszystko gotowe. 200 000 flag symbolizuje Amerykanów, którzy ze względu na szczególne środki bezpieczeństwa wprowadzone po ataku na Kapitol oraz epidemię nie będą mogli uczestniczyć w dzisiejszej inauguracji prezydentury @JoeBiden. Robi wrażenie. @RMF24pl
— Paweł Żuchowski (@p_zuchowski) January 20, 2021
Foto: @BidenInaugural pic.twitter.com/NSNTv8hsiV
Ceremonia zaprzysiężenia nowego, 46. prezydenta USA Joe Bidena i jego zastępczyni, wiceprezydent Kamali Harris ma się odbyć w środę, 20 stycznia.
W związku z planowaną uroczystością i atakiem na Kapitol, do którego doszło dwa tygodnie temu, w Waszyngtonie wciąż obowiązują zaostrzone środki bezpieczeństwa. Stacjonuje tam kilkanaście tysięcy żołnierzy Gwardii Narodowej z kilkudziesięciu stanów. Tym bardziej że przed zbrojnymi protestami w dniu zaprzysiężenia ostrzegało już FBI.
thefad.pl / Źródło: newseria
Roman Giertych: Gwałt pod ochroną?

Roman Giertych
Sprawa ta pokazuje w moim przekonaniu jak w soczewce, że system rządów PiS degeneruje się zupełnie. Jeśli pozwolimy, aby tego typu przestępstwa były lekceważone i właściwie nie ścigane, to znajdziemy się w Państwie, gdzie ludziom władzy uchodzić będzie za chwilę wszystko. A prokuratura i Policja będą stały na straży tej bezczelnej bezkarności.
Przeczytałem wpis pana redaktora Piotra Krysiaka i muszę powiedzieć, że mnie zatkało.
Lista naruszeń procedury karnej dokonanych przy okazji zgłoszenia gwałtu, którego zdaniem pokrzywdzonej dopuścił się na niej prominentny dziennikarz TVP jest porażająca. Nie przesądzam winy tego dziennikarza – to powinien ustalić sąd. Natomiast już obecnie widać, że Policja i Prokuratura w tej sprawie łamie wszelkie zasady państwa prawa.
Gwiazdor TVP gwałcicielem? Gwiazda publicystyki TVP INFO miała zgwałcić uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020….
Opublikowany przez Piotra Krysiaka Poniedziałek, 18 stycznia 2021
Z wpisu Pana Redaktora wynikają przerażające błędy w działaniach Policji.
Procedura w takich sprawach jest jasno określona i zasadnicze pytanie jest następujące: KTO wydał polecenie, aby od niej odstąpić i dlaczego?
W przypadku opisanym działanie zgodnie z procedurą powinno być następujące:
- po uzyskaniu od szpitala wiedzy, że zgłasza się ofiara przestępstwa zgwałcenia należało natychmiast przyjechać z ekipą, w której znalazłaby się kobieta, która jest w stanie porozmawiać z ofiar w jej języku.
- po rozmowie należało spisać protokół z przesłuchania (z udziałem tłumacza)
- dokonać badania ofiary i zabezpieczenia wszystkich jej rzeczy (procedura badania jest szczegółowo opisana w przepisach specjalnych)
- jeżeli ofiara prezentowała film z nagraniem zdarzenia należało ten film zabezpieczyć
- należało udzielić ofierze pomocy psychologicznej i materialnej (np. na zakup ubrań do zmiany)
- gdy ofiara wskazała sprawcę i miejsce zdarzenia ekipa Policjantów z miejsca zdarzenia winna z użycie techniki kryminalistycznej dokonać zabezpieczenia śladów w pokoju hotelowym, a ekipa z miejsca zamieszkania sprawcy zatrzymać go, przesłuchać i zabezpieczyć ślady na jego ubraniach.
Należało niezwłocznie przesłuchać świadków obecności w/w osób w hotelu.
W przypadku, gdyby okoliczności potwierdzały, że wersja wskazana przez pokrzywdzoną jest wysoce uprawdopodobniona (np. zeznania koleżanek o jej zachowaniu po zdarzeniu etc.), to należało postawić potencjalnemu sprawcy zarzuty i celem zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania wystąpić z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie.
To są działania, które w każdej takiej sprawie są standardem. Właściwie od lat niezmienionym.
Dlatego należy zadać pytanie prokuraturze i Policji. Kto odpowiada za to, że tych działań nie podjęto, a dziewczynę odesłano bez badań do szpitala psychiatrycznego??? Kto odpowiada za zawieszenie śledztwa i dlaczego zostało ono zawieszone? I zasadnicze pytanie? Kim były osoby, z którymi Policjanci konsultowali się telefonicznie i które poleciły odstąpić od tych procedur i skierować pokrzywdzoną do szpitala psychiatrycznego?
I wreszcie najważniejsze pytanie. Czy fakt, że wskazany przez pokrzywdzoną sprawca pracuje dla telewizji rządowej miał wpływ na odejście od tych procedur?
Sprawa ta pokazuje w moim przekonaniu jak w soczewce, że system rządów PiS degeneruje się zupełnie. Jeśli pozwolimy, aby tego typu przestępstwa były lekceważone i właściwie nie ścigane, to znajdziemy się w Państwie, gdzie ludziom władzy uchodzić będzie za chwilę wszystko. A prokuratura i Policja będą stały na straży tej bezczelnej bezkarności.
Roman Giertych
Profesjonalna chemia do sprzątania pomieszczeń Fair Play Plus
Klientów poszukujących niezawodnej chemii profesjonalnej w korzystnych cenach zachęcamy do bliższego zapoznania się z asortymentem marki Play, który przedstawiamy poniżej.

Profesjonalna chemia do sprzątania pomieszczeń stanowi nieodłączny element planu higieny i utrzymania czystości w obszarze obiektów komercyjnych, użytku publicznego, rekreacyjnych i sportowych, a także przemysłowych. To od wyboru chemii profesjonalnej zależeć będzie efekt prac porządkowych oraz koszt utrzymania obiektu w czystości. Wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom profesjonalnych firm sprzątających oraz przedsiębiorców samodzielnie dbających o czystość obiektu marka Fair Play Plus oferuje szeroki wybór chemii profesjonalnej. Chemia profesjonalna Play to zestaw produktów, które umożliwiają sprzątanie na wysokim poziomie, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów związanych z eksploatacją środków czystości. Dodatkowym udogodnieniem dla odbiorców chemii profesjonalnej Fair Play Plus jest sposób jej konfekcjonowania – preparaty są dostępne w poręcznych opakowaniach o pojemności 1 litra oraz ekonomicznych opakowaniach 5-cio litrowych.
Chemia profesjonalna Play do dezynfekcji
Obecna sytuacja epidemiologiczna i wynikający z niej reżim sanitarny doprowadziły do sytuacji, w której zapotrzebowanie na środki do dezynfekcji rąk i powierzchni utrzymuje się na niezmiennie wysokim poziomie. To sprawia, że coraz więcej marek podnosi ceny swoich wyrobów, jednocześnie nie zmieniając ich receptury. W praktyce jako odbiorcy jesteśmy zmuszeni płacić więcej za tę samą jakość. Marka Play jest pod tym względem wyjątkiem. Wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom Klientów oferujemy wysokiej jakości profesjonalne preparaty do dezynfekcji rąk i powierzchni w korzystnych cenach. Podobnie jak wszystkie inne preparaty Fair Play Plus płyn Safe Play jest dostępny w dwóch pojemnościach: w butelkach o objętości 1 litra i w 4 litrowych kanistrach. Preparat jest gotowy do użycia. Odznacza się działaniem bakteriobójczym, wirusobójczym i grzybobójczym. Jego skład opracowaliśmy na podstawie wytycznych WHO, dzięki czemu mamy pewność, że jest skuteczny, a zarazem bezpieczny dla użytkowników. Safe Play to środek biobójczy przeznaczony do higienicznej dezynfekcji rąk oraz do dezynfekcji powierzchni mających oraz nie mających kontaktu z żywnością.
W ramach oferty środków dezynfekujących zapewniamy również preparat przeznaczony do dezynfekcji powierzchni metodą zamgławiania. Mist Play odznacza się właściwościami bakteriobójczymi, grzybobójczymi i wirusobójczymi. Nie jest to środek przeznaczony do bezpośredniego kontaktu z żywnością, dlatego po dezynfekcji powierzchnie mające kontakt z żywnością należy spłukać wodą pitną. Produkt jest przeznaczony do użytku profesjonalnego. Bardzo dobrze sprawdza się w środowiskach przemysłowych, obiektach użyteczności publicznej oraz środkach transportu publicznego i towarowego.
Chemia profesjonalna Fair Play Plus do mycia ręcznego i maszynowego
Jako marka z wieloletnim doświadczeniem w branży środków czystości jesteśmy w stanie trafnie identyfikować potrzeby klientów i je uprzedzać. Tak powstaje chemia profesjonalna Play, w ramach której zapewniamy preparaty dedykowane zarówno do ręcznego, jak i mechanicznego mycia powierzchni. Klientom poszukującym uniwersalnego płynu do mycia ręcznego możemy polecić m.in. płyn Citro Plus będącym wodno-alkoholowym roztworem substancji powierzchniowo czynnych, wspomagających i kompozycji zapachowej w postaci niezwykle wydajnego koncentratu. Środek skutecznie usuwa brud i jest bezpieczny dla czyszczonych powierzchni. Bardzo dobrze sprawdza się w przypadku wszelkich powierzchni wodoodpornych. Czyści meble, ściany, glazurę, okna, podłogi typu gres, linoleum, lastryko, panele drewniane oraz olejowane pozostawiając po sobie przyjemnie orzeźwiający cytrynowy zapach. A do mycia maszynowego polecamy płyn Flores Play dedykowany do czyszczenia powierzchni wodoodpornych. Preparat zawiera środki samowymywalne, konserwujące i nabłyszczające, dzięki czemu jeszcze skuteczniej czyści i pielęgnuje powierzchnie.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą na https://fairplayplus.pl/


