USA. Goryle z San Diego zakażone koronawirusem

Dwa goryle w ogrodzie zoologicznym w San Diego w USA uzyskały pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa – poinformował w poniedziałek gubernator Kalifornii Gavin Newsom. To pierwszy znany przypadek przeniesienia SARS-CoV-2 na małpy człekokształtne.

Goryle nizinne zamieszkujące San Diego Zoo Safari Park w stanie Kalifornia poddano testom w kierunku koronawirusa. Kilka z nich uzyskało wynik pozytywny, świadczący o zakażeniu SARS-CoV-2. To pierwszy na świecie przypadek, kiedy obecność nowego koronawirusa potwierdzono u zwierząt z rzędu naczelnych.

Newsom wyjaśnił, że źródło infekcji u goryli jest nadal badane w celu ustalenia, czy wirus został przeniesiony między zwierzętami, czy z ludzi na małpy. Obecnie podejrzewa się, że zwierzęta zaraziły się koronawirusem od jednego z pracowników zoo, który Covid-19 przechodził bezobjawowo.

Testy u goryli na obecność koronawirusa zostały przeprowadzone po tym, jak stwierdzono u nich objawy typowe dla Covid-19. Pracownicy zoo zapewniają, że wcześniej na terenie ogrodu zoologicznego przestrzegane były wszelkie obostrzenia epidemiczne.

„Wyniki testu potwierdzają obecność SARS-CoV-2 u niektórych goryli i nie wykluczają obecności wirusa u innych zwierząt” – napisano w komunikacie dyrekcji zoo. Zapewniono, że zakażone goryle czują się dobrze, a obecnie jedynym symptomem choroby jest duszący kaszel.

„Ta część zoo jest objęta kwarantanną. Mamy nadzieję na całkowite wyzdrowienie zwierząt” – podkreślono.

Koronawirus do tej pory był stwierdzony u wielu innych dzikich zwierząt, przebywających w niewoli, w tym u kilku lwów i tygrysów w zoo w Nowym Jorku i czterech lwów w zoo w Barcelonie. Wirus pojawiał się również u psów i kotów domowych.

(PAP)


Roman Giertych: Kaczyński postawił na zwycięstwo Trumpa i przegrał. Początek końca PiS

Roman Giertych

Roman Giertych

Kompromitacja „zamachu” Trumpa będzie miała ogromny wpływ na sytuację w Polsce. Kaczyński postawił całą kartę na zwycięstwo Trumpa i przegrał. Świat zachodu uważa obecnie Kaczyńskiego za skrzyżowanie Łukaszenki z człowiekiem-bizonem sfotografowanym w szturmie na Kapitol

 

To, co wydarzyło się w USA 6 stycznia tego roku (kompromitacja „zamachu” Trumpa i uzyskanie kontroli nad Senatem przez Demokratów) będzie miało ogromny wpływ na sytuację w Polsce.

Kaczyński znalazł się w pułapce

Postawił całą kartę na zwycięstwo Trumpa i przegrał. To stawianie polegało na takim kursie spraw w Polsce, który musiał wywołać konflikt z UE (szczególnie wprowadzanie dyktatury poprzez przejmowanie wymiaru sprawiedliwości), a z drugiej strony poprzez serwilistyczne zabiegi o poparcie ze strony Trumpa i Republikanów. Te zabiegi o tyle były skuteczne, że rzeczywiście to poparcie otrzymywał. Zniesienie wiz i spektakularne wizyty Dudy u Trumpa i Trumpa u Dudy znacząco przyczyniły się do wygrania przez PiS wyborów w cyklu lat 2018-2020.

Jednocześnie jednak ten bliski związek był bezalternatywny. Zerwanie relacji z UE oraz brak możliwości realnej kooperacji z Rosją (przynajmniej oficjalnej współpracy ze względu na nastroje zaplecza wyborczego) stawiało relacje PiS z Partią Republikańską i osobiście z Trumpem jako warunek funkcjonowania w świecie. Ktoś może powiedzieć, że PiS może funkcjonować bez żadnych relacji. Nie może.

Aby wygrać następne wybory, Kaczyński musiałby wyeliminować realną opozycję.

Zabrał się za to jako wicepremier ds. Bezpieczeństwa z wielką energią. Wyeliminowanie opozycji wymaga jednak domknięcia systemu kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Tego domknięcia nie ma, gdyż w sprawach oczywiście politycznych sądy zazwyczaj jeszcze nie idą na pasku prokuratury (gdyby było inaczej, nie pisałbym swobodnie tego felietonu, bo w aresztach nie ma dostępu do internetu). Aby domknąć ten system, musiałaby nastąpić wymiana kadr w sądach. Obecnie po upadku i kompromitacji Trumpa jest to niemożliwe. Konsekwencje bowiem takiej spektakularnej zamiany systemu niezawisłych sądów na sądy partyjne mogłyby spowodować taką reakcję administracji Bidena, że nikt nie byłby w stanie w Polsce tego przeżyć.

Wyobraźmy sobie, że Biden ogłasza sankcje wobec poszczególnych osób z PiS, sankcje wobec firm zarządzanych przez państwo PiS, odcina wszystkich działaczy PiS od Twittera, Facebooka, Google, czy czego tam jeszcze. I ustanawia zakaz wjazdu na polityków PiS do USA. Przecież nikt w Polsce nie jest w stanie tego przeżyć. Jednocześnie Kaczyński nie może tego nie zrobić, bo czas biegnie na jego niekorzyść. Każdy rok oznacza bowiem kilkaset tysięcy młodych wyborców więcej, którzy w swej masie nienawidzą PiS i oznacza również odchodzenie starszych pokoleń, które raczej sprzyjały PiS (odchodzenie to przyspiesza ponuro nieudolna polityka dotycząca epidemii). W rezultacie za dwa lata nie ma takiej matematycznej możliwości, aby PiS mógł wybory wygrać.

Opozycja jest po klęsce Trzaskowskiego ciągle oszołomiona, ale na horyzoncie widać, że Donald Tusk z nową siłą zabiera się za politykę w Polsce, co może oznaczać zbudowanie jakiegoś sensownego rozdania przed najbliższymi wyborami. Wyrasta też świeża siła Hołowni, co daje szanse na przyciągnięcie do opozycji nowych wyborców.

Pamiętajmy, że Kaczyński ma pełną świadomość tych procesów, ale jednocześnie wie, że nawet chwilowe oddanie władzy w jego przypadku jest niemożliwe, gdyż popełnił cały szeregi przestępstw konstytucyjnych.

Szczerze mówiąc, to różni go od Trumpa, który Konstytucji USA właściwie, aż do 6 stycznia, nie naruszał. Z jednej strony więc Kaczyński, aby powstrzymać normalny proces wyborczy, musiałby zniszczyć opozycję poprzez normalne dyktatorskie metody takie jak na Białorusi, ale z drugiej strony nie może już tego robić, bo nie ma ochrony ze strony USA. Jeżeli zaś tego nie zrobi, to wybory przegra. Gdyby były one nawet dzisiaj, to już większości w Sejmie z pewnością by nie uzyskał.

W normalnej sytuacji politycznej posłowie po połowie kadencji zaczynają się rozglądać za swoją sytuacją przed następnymi wyborami. W obecnej sytuacji ten proces zostanie przyspieszony, bo posłowie będą grali nie tylko o reelekcję, ale o wyjście z odpowiedzialności za przestępstwa konstytucyjne PiS. Tak więc już w tym roku dojdzie do erozji w obozie władzy. Pierwsze symptomy tego procesu już były zresztą widoczne pod koniec zeszłego roku. Ten sam proces z tymi samymi motywami będzie obejmował Prezydenta.

Z tych powodów uważam, że opozycja (i tu jest moim zdaniem szczególna rola D. Tuska) winna przygotowywać warianty startu wyborczego. Winna też rozmawiać z posłami PiS i wypracować mechanizm amnestii dla pierwszych dwudziestu, którzy opuszczą Kaczyńskiego (może nawet rozważyć rozmowy z Dudą, ale tu nie mam pewności). Warte amnestii byłoby przyspieszenie upadku PiS o roku lub dwa.

Polska nie jest samotną wyspą.

Nastroje w naszym kraju są prozachodnie i nikt nas do strefy wschodniej nie przeniesie.

Ponieważ cały świat zachodu uważa obecnie Kaczyńskiego za skrzyżowanie Łukaszenki z człowiekiem-bizonem sfotografowanym w szturmie na Kapitol, to nie ma on szans trwać u władzy.

Należy więc ze spokojem i konsekwentnie przygotowywać się do przejęcia władzy i do zaoferowania Polakom programu, który im pomoże takie przejęcie poprzeć.

Roman Giertych


Covid-19. Dwie trzecie osób, które przeszły chorobę odczuwa skutki uboczne

Julia Vergin

Julia Vergin

Bóle mięśni, zmęczenie, problemy psychiczne. Z badań wynika, że dwie trzecie osób, które przeszły ciężki Covid, odczuwa chorobę nawet pół roku po infekcji.

Covid-19. Dwie trzecie osób, które przeszły chorobę odczuwa skutki uboczne
Fot. flickr

– Nasze badanie pokazuje, że większość pacjentów zwolnionych ze szpitala zmaga się z następstwami wirusa i potrzebuje dalszej pomocy. Chodzi zwłaszcza o osoby, które przechodziły ciężką infekcję – mówi jeden z autorów badania Bin Cao, wicedyrektor chińskiego Narodowego Centrum Badań Klinicznych nad Chorobami Układu Oddechowego.

Najczęściej występujące powikłania po chorobie to utrzymujące się miesiącami bóle mięśni, zmęczenie oraz stany lękowe czy depresja. Raport opublikowano w fachowym magazynie Lancet.

Naukowcy przebadali 1733 osoby, które między styczniem a majem ubiegłego roku przebywały z powodu zachorowania na Covid-19 w szpitalu w Wuhan w Chinach. Okazało się, że miesiące po opuszczeniu szpitala 76 procent uczestników badania wciąż skarżyło się na co najmniej jeden z symptomów choroby. Średnia wieku uczestników badania wynosiła 57 lat. Większości z nich podawano w szpitalu tlen.

Zmęczenie i osłabienie

Na zmęczenie i bóle mięśni skarżyło się 63 procent badanych. 26 procent miało problemy ze snem, a 23 procent zmagało się ze stanami lękowymi i depresją. Z badań wynika, że problemy psychiczne częściej dotykały kobiet niż mężczyzn.

Badania laboratoryjne wykazały ponadto, że 13 procent pacjentów, u których podczas pobytu w szpitalu nie stwierdzono żadnych problemów z pracą nerek, wykazało obniżenie wydolności pracy tych narządów po przebyciu choroby. U osób, które przeszły wyjątkowo ciężką infekcję, stwierdzono też długotrwałe ograniczenie wydolności płuc i pogorszenie saturacji krwi tlenem.

Badanie chińskich naukowców pokrywa się z wynikami podobnych badań na temat przewlekłych dolegliwości pocovidowych. Eksperci zwracają uwagę na kilka słabych punktów przedstawionego raportu.

Potrzeba więcej danych

Problemem może być choćby fakt, że pominięto osoby, które miały tylko lekki przebieg choroby. – Może to zakłócać obraz późnych skutków infekcji – mówi Joerdis Frommhold z wydziału chorób dróg oddechowych kliniki w Heiligendamm w Niemczech.

Lekarka zwraca uwagę na fakt, że obok osób przechodzących ciężką infekcję oraz tych, którzy w ogóle nie zauważyli tego, że chorowali, istnieje jeszcze trzecia grupa. – To pacjenci z łagodnym przebiegiem, którzy być może trafili na krótko do szpitala, a którzy odczuwają symptomy dopiero po okresie jednego do trzech miesięcy – mówi.

Tak jak u pacjentów z ciężkim przebiegiem, Frommhold widzi u nich przede wszystkim zmęczenie i osłabienie mięśni. Zdarzają się jednak także pacjenci z problemami neurologicznymi, bólami stawów czy skarżący się na wypadanie włosów.

REDAKCJA POLECA

 


EURACTIV.pl: Elon Musk najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Jeszcze rok temu ledwo łapał się do pierwszej 50-tki

Jak podaje EURACTIV.pl Współtwórca PayPala i właściciel koncernów Tesla oraz SpaceX po raz pierwszy znalazł się na szczycie listy najbogatszych ludzi na świecie. Wyprzedził na niej właściciela Amazona Jeffa Bezosa. Wynika to głównie z ogromnego wzrostu wartości akcji Tesli.

Elon Musk Fot. flickr

Według amerykańskiej telewizji NBC pochodzący z RPA Elon Musk zgromadził majątek wart niemal 190 mld dolarów. To oczywiście kwota uwzględniająca wartość zgromadzonych przez niego akcji (głównie własnych spółek), a więc gros tych środków pozostaje de facto zainwestowane.

Ale miniony rok okazał się dla biznesów Muska znakomity. Akcje jego spółek – a zwłaszcza Tesli – poszybowały na giełdach, a biznesmen-innowator jest posiadaczem ogromnych pakietów swoich spółek. W przypadku SpaceX to 20 proc. udziałów, a Tesli nawet 48 proc., a do tego 57 mln opcji na kolejne akcje.

Sam Musk skomentował informację o tym, że stał się najbogatszy na Ziemi bardzo lapidarnie. „Ale dziwnie” – napisał na Twitterze, a chwilę potem dodał: „Niemniej wracam do pracy”.

Akcje Tesli wystrzeliły w zeszłym roku w górę

Musk według NBC wyprzedził okupującego pierwsze miejsce rankingu od 2017 r. założyciela i właściciela giganta e-commerce Amazona – Jeffa Bezosa. Wartość jego majątku oszacowano na 187 mld.

Co prawda spółka Bezosa bez wątpienia w czasie pandemii – gdy z racji lockdownów handel stacjonarny był w wielu miejscach świata utrudniony bądź nawet niemożliwy – także zarobiła kokosy, ale jednak wartość jej akcji aż tak tego nie odzwierciedliła, do czego przyczyniły się też amerykańskie regulacje giełdowe.

Tymczasem kapitalizacja Tesli urosła w 2020 r. o 754 proc. w stosunku do końca roku poprzedniego. I podczas pierwszych tegorocznych sesji giełdowych cena akcji tego koncernu produkującego samochody elektryczne dalej rosła. Wycena Tesli sięga już ponad 755 mld dolarów, a wartość jednej akcji przebiła granicę 800 dolarów i zbliża się do 810 dolarów.

To właśnie pozwoliło Muskowi przegonić Bezosa. Opublikowany pod koniec ubiegłego roku ranking Bloomberga dawał właścicielowi Tesli i SpaceX jeszcze drugie miejsce, a właścicielowi Amazona – pierwsze.

Tesla mimo kryzysu niemal wyrobiła swoje plany

Sukces Muska jest tym większy, że 2020 r. zaczynał z majątkiem szacowanym na zaledwie… 27 mld dolarów i ledwo łapał się do pierwszej 50-tki rankingów najbogatszych ludzi na świecie.

Ale Tesla nie tylko mocno zyskuje na giełdowej wartości, ale także bardzo szybko się rozwija. Przede wszystkim popyt na elektryczne samochody ciągle rośnie. Problemem są więc głównie moce produkcyjne. Ale i to dzięki inwestycjom w nowe fabryki się poprawia.

Mimo to Tesli niemal udało się wypełnić swój ambitny plan dostarczenia na rynek w minionym roku 500 tys. nowych pojazdów. W ostatnim kwartale do odbiorców trafiło dokładnie 180 570 samochodów, a więc najwięcej kwartalnie w historii koncernu. Do założonego celu zabrakło tylko… 450 samochodów. W sumie w 2020 r. Tesla wyprodukowało o 36 proc. aut więcej niż w poprzednim roku.

Trzeci na liście NBC jest twórca Microsoftu Bill Gates z majątkiem na poziomie 132 mld dolarów. Łatwo więc policzyć, że w ciągu zaledwie roku majątek Elona Muska urósł o więcej niż… w ogóle posiada Gates.

Na luksusie wciąż się świetnie zarabia

Czwartym i ostatnim Ziemianiem o majątku wyższym niż 100 mld dolarów jest Francuz Bernard Arnault, do którego należy koncern LVMH skupiający ponad 60 luksusowych marek związanych głównie z modą, urodą i stylem życia, np. Louis Vuitton, Givenchy, Marc Jacobs, Hennessy, Dior, Sephora, Bulgari, Zenith, Dom Pérignon, Tiffany & Co czy znanej Polakom i produkowanej w Żyrardowie wódki Belvedere.

Pierwszą piątkę najbogatszych ludzi na świecie zamyka zaś twórca i właściciel Facebooka Mark Zuckerberg, którego majątek wyceniono na 99 mld dolarów.

(EURACTIV.pl)


Zamieszki w Waszyngtonie. Szturm na Kapitol przypuszczony przez zwolenników Trumpa

Barbara Wesel

Barbara Wesel

Zwolennicy Donalda Trumpa wdarli się do Kapitolu, gdzie Kongres zatwierdzał wybór Joe Bidena na nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Senat został zmuszony przerwać obrady, z budynku ewakuowano m.in. wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Podczas zamieszek w Waszyngtonie zginęły cztery osoby. Szturm na Kapitol przypuszczony przez zwolenników Donalda Trumpa wywołał w Europie szok i wzburzenie. Reakcje rządów w Berlinie, Londynie lub Rzymie są jednoznaczne.

Reakcje polityków europejskich na sceny rozgrywające się w Kapitolu nie pozostawiają wątpliwości: Wszyscy potępiają szokujące wydarzenia i mówią o zagrożeniu amerykańskiej demokracji. Ich nadzieje, że pełne turbulencji oraz kontrowersji lata rządów Donalda Trumpa zakończą się pokojowo, zostały rozwiane dwa tygodnie przed zmianą władzy w Białym Domu.

Koniec dyplomatycznej powściągliwości

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zareagował na Twitterze szybko i jak na niego zaskakująco ostro: „Szokujące sceny w Waszyngtonie. Wynik tych demokratycznych wyborów musi być respektowany”. Dla Stoltenberga, choć wciąż w sposób dyplomatyczny, było to wyjątkowo wyraźne zajęcie stanowiska wobec największego partnera w NATO.

Podczas czteroletniej prezydentury Trumpa wielokrotnie był konfrontowany z ryzykiem, że prezydent USA może rozsadzić Pakt i opuścić go. Sekretarz generalny NATO bez ustanku czuł się zobowiązany, by łagodzić sytuację. Teraz wydaje się, że nawet on osiągnął granice politycznej powściągliwości.

Brytyjski premier Boris Johnson przez długi czas był postrzegany jako bliski sprzymierzeniec Donalda Trumpa. Szukał u niego poparcia dla brexitu, miał nadzieję na specjalną umowę handlową z USA. Po objęciu przez niego urzędu demonstracyjnie starał się być blisko amerykańskiego prezydenta. Ten z kolei nazwał Johnsona po jego zwycięstwie wyborczym „brytyjskim Trumpem”. Ta szczególna przyjaźń między nimi nie przyniosła brytyjskiemu premierowi korzyści politycznych. Teraz ocenia zamieszki w Waszyngtonie: „Odrażające sceny w amerykańskim Kongresie. Stany Zjednoczone wspierają demokrację na całym świecie i jest teraz kluczowe, by nastąpiło pokojowe i uporządkowane przekazanie władzy”.

Dla premiera Irlandii Micheála Martina, wydarzenia w Waszyngtonie są historycznym pęknięciem w głębokich relacjach obywateli Irlandii z USA. „Wiem, że wiele osób, jak i ja, obserwuje wydarzenia w Waszyngtonie z troską i przerażeniem”. Także irlandzki minister spraw zagranicznych Simon Coveney postrzega Donalda Trumpa jako odpowiedzialnego za to, co się stało: „To był świadomy atak na demokrację, przypuszczony przez urzędującego prezydenta i jego popleczników, którzy chcieli obalić uczciwe i wolne wybory”.

Szefowa szkockiego rządu Nicola Sturgeon zareagowała w podobnie jednoznaczny sposób: „Sceny na Kapitolu są absolutnie straszne”. Zadeklarowała solidarność z siłami demokratycznymi w Stanach Zjednoczonych i dodała: „Niech się wstydzą ci, którzy podburzyli do tego ataku na demokrację”.

Ponadpartyjny niepokój

Także inne rządy europejskie są zaniepokojone i wyrażają poparcie dla następcy Trumpa w Białym Domu. „Wierzę w siłę amerykańskiej demokracji. Nowy prezydent Joe Biden przetrwa ten pełen napięć czas i zjednoczy naród” – wyraził nadzieję socjaldemokratyczny premier Hiszpanii Pedro Sánchez.

Szef rządu Szwecji z kolei zajął jednoznaczne stanowisko w tej sprawie i uznał prezydenta USA za odpowiedzialnego: „Prezydent Trump i wielu członków Kongresu ponosi znaczną odpowiedzialność za te wydarzenia”. Z Finlandii zaś przyszło ostrzeżenie: „To pokazuje, jak ważne jest to, by bronić demokracji z całą siłą i determinacją” – napisała premier Sanna Marin.

Nawet politycy ze spektrum prawicowo-populistycznego nie powstrzymali się od krytyki wydarzeń na Kapitolu. „Przemoc nie jest rozwiązaniem” – napisał Matteo Salvini, szef włoskiej Ligi Północnej.

Austriacki kanclerz Sebastian Kurz, który stoi na czele koalicji rządowej z prawicowymi populistami, zadeklarował: „Jestem zszokowany scenami w Waszyngtonie. To niemożliwy do przyjęcia atak na demokrację”.

Reakcja Berlina

Minister spraw zagranicznych Heiko Maas przypomniał o porównywalnych wydarzeniach z historii Niemiec. „Z wywrotowych słów rodzą się pełne przemocy czyny – na schodach Reichstagu, a teraz na schodach Kapitolu. Pogarda dla demokratycznych instytucji ma przerażające skutki”.

Kanclerz Angela Merkel od samego początku przejawiała sceptycyzm wobec Donalda Trumpa. Ich nieliczne spotkania nie były łatwe. Jeszcze ostatniego lata odmówiła podróży na Florydę, gdzie odbywało się spotkanie grupy G7. Pandemia koronawirusa posłużyła za wymówkę, jednak odmowa pani kanclerz i tak została zinterpretowana jako odrzucenie Trumpa i jego polityki.

Europa wiąże nadzieje z Bidenem

Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej w Brukseli, podsumowuje: „Amerykański Kongres to świątynia demokracji. Widok scen w Waszyngtonie jest szokujący”.

Niektórzy szefowie europejskich rządów, jak prezydent Francji Emmanuel Macron, bardziej niż inni próbowali stworzyć funkcjonujące stosunki robocze z Donaldem Trumpem. Te zamiary się nie powiodły.

Tylko nieliczne rządy wschodnioeuropejskie, ukierunkowane na prawicowy populizm, utrzymywały szczególnie relacje z prezydentem USA. Donald Trump wspierał Polskę i Węgry bardziej niż inne kraje i oba państwa zdawały się żałować jego porażki wyborczej.

Pozostała część Europy po zwycięstwie wyborczym demokraty Joe Bidena poczuła ulgę. Była z tym związana nadzieja, że kontrowersyjne decyzje Donalda Trumpa, jak na przykład wystąpienie z porozumienia klimatycznego lub jego polityka wobec Iranu, zostaną cofnięte. Podobnie, prezydent Francji Emmanuel Macron już w listopadzie, czyli po zwycięstwie Joe Bidena, opowiadał się za większą „autonomią strategiczną” Europy oraz absolutną koniecznością „Europy silniejszej i politycznej”. Czy po chaosie w Waszyngtonie wizje francuskiego prezydenta znajdą oddźwięk wśród innych europejskich przywódców? Wielu może zacząć wątpić w odporność amerykańskiej demokracji. Ostrzegawczy ton wypowiedzi jest aż nadto wyraźny, demokratyczne instytucje mogą ucierpieć wskutek teorii spiskowych oraz demagogii. Czy i jakie konsekwencje wyciągnie z tego Europa, pokażą polityczne debaty w nadchodzących miesiącach.

(df) thefad.pl / Źródło: dw.de

 

REDAKCJA POLECA

 


Andrzej Duda o szczepieniach aktorów: dla PiS to prezent od tych elit, jeśli można ich w ogóle nazwać elitą

Andrzej Duda w rozmowie z Interią skomentował aferę wokół szczepień aktorów i celebrytów poza kolejnością. Zapytany, czy dla PiS szczepienia aktorów i celebrytów są prezentem od losu, ocenił, że „to raczej prezent od tych elit, a nie od losu, jeśli można ich w ogóle nazwać elitą”. – Prawdziwa elita rozumie, że ma przede wszystkim zobowiązania, a nie tylko prawa i korzyści – powiedział. – Generalnie jestem przeciwnikiem omijania kolejki. Wszyscy powinniśmy przestrzegać reguł – dodał.

Fot. twitter / sejm.pl

Duda poczeka, zrobi to jak będzie jego kolej

Andrzej Duda był pytany w rozmowie z portalem Interia.pl, kiedy się zaszczepi przeciwko COVID-19. Podkreślił, że zrobi to jak będzie jego kolej.

Pytany, czy nie brał pod uwagę, by wzorem innych głów państw zaszczepić się w pierwszej kolejności i dać w ten sposób przykład, odpowiedział: – Miałem przez internet długie spotkanie z ekspertami w tej dziedzinie, którzy twierdzili, że ozdrowieńcy powinni być szczepieni w ostatniej kolejności.

Rząd przygotował pewne reguły, które obowiązują wszystkich i ja też się do nich stosuję. Powinienem być zaszczepiony wraz z ludźmi w wieku 49 lat. Jak przyjdzie ten moment, to zostanę zaszczepiony. W ogóle nie wyobrażam sobie, żebym został zaszczepiony przed moimi rodzicami. To, że jestem prezydentem, nic tu nie zmienia – dodał Duda.

Zaznaczył przy tym, że nie jest zwolennikiem akcji, które polegają na tym, że politycy szczepią się przed innymi. – Zwłaszcza, że obiektywnie są mniej narażeni, a ja mam jeszcze dodatkowo przeciwciała. Nie widzę powodu, bym miał być szczepiony poza kolejnością, ale oczywiście, zaszczepię się, gdy przyjdzie mój czas – zapewnił prezydent.

„Może niektórzy boją się bardziej. Pojawia się cwaniactwo”

Pytany, co sobie pomyślał, gdy usłyszał, że niektórzy aktorzy i ludzie mediów zaszczepili się poza kolejnością, odparł: – Pomyślałem, że może niektórzy boją się bardziej. Widać, że w tej obawie pojawia się również cwaniactwo, że jak pojawia się możliwość, to się wpychamy. Nie znam szczegółowo sytuacji tych osób, ale generalnie jestem przeciwnikiem omijania kolejki. Wszyscy powinniśmy przestrzegać reguł – stwierdził.

Zapytany, czy te szczepienia to prezent dla PiS-u od losu. – To raczej prezent od tych elit, a nie od losu. Jeśli można ich w ogóle nazwać elitą – ocenił. – Prawdziwa elita rozumie, że ma przede wszystkim zobowiązania, a nie tylko prawa i korzyści – dodał.

thefad.pl / Źródło: PAP, Interia


Odporność na COVID-19 utrzymuje się co najmniej osiem miesięcy

Komórki pamięci immunologicznej powstałe u osób po przebytym COVID-19 utrzymują się co najmniej do ośmiu miesięcy – wskazują najnowsze badania, które publikuje pismo „Science Immunology”. Rodzi to nadzieję na dłuższe działanie ochronne szczepionek przeciw SARS-CoV-2.

Komórki pamięci immunologicznej powstałe u osób po przebytym COVID-19 utrzymują się co najmniej do ośmiu miesięcy – wskazują najnowsze badania
Odporność na COVID-19 utrzymuje się co najmniej osiem miesięcy – wskazują najnowsze badania. Fot. pixabay

Jak przypominają autorzy pracy, utrzymywanie się odporności po przebyciu COVID-19 jest kwestionowane, ponieważ u ozdrowieńców spada poziom przeciwciał przeciw SARS-CoV-2. Jednak nabycie odporności na przebytą chorobę zależy od długożyjących limfocytów T pamięci, rozpoznających specyficzne białka wirusa – oraz B pamięci, które odpowiadają za produkcję specyficznych przeciwciał przeciwko wirusowi.

Już w pierwszej połowie grudnia prestiżowe czasopismo „Cell” opublikowało wyniki badania, które wykazało, że u pacjentów, którzy łagodnie przeszli COVID-19, powstają limfocyty B pamięci immunologicznej, zdolne produkować specyficzne przeciwciała przeciw SARS-CoV-2 przy ponownym kontakcie z wirusem. Ich dobry poziom stwierdzano jeszcze do ok. trzeciego miesiąca po wystąpieniu objawów choroby (ponieważ tak długo prowadzono badanie).

W najnowszej pracy na łamach „Science Immunology” naukowcy z kilku naukowych ośrodków w Australii pod kierunkiem prof. Menno van Zelma z Monash University (Wydział Immunologii i Patologii) dowiedli, że limfocyty B pamięci, specyficznie rozpoznające SARS-CoV-2, utrzymują się w organizmie ozdrowieńców co najmniej do ośmiu miesięcy.

Badania przeprowadzono w małej grupie 25 pacjentów, od których pobierano krew między dniem 4. a dniem 242. po ustąpieniu objawów.

Podobnie jak w innych badaniach, również to wykazało, że poziom przeciwciał przeciw SARS-CoV-2 zaczął się obniżać od 20. dnia po przebyciu zakażenia (a dokładnie po ustąpieniu objawów). Były to przeciwciała przeciw domenie wiążącej receptor (RBD) białka szczytowego S wirusa oraz przeciwko białku nukleokapsydu (NCP).

Jednocześnie bardzo szybko po infekcji we krwi pacjentów wykrywano limfocyty B pamięci specyficznie rozpoznające domenę wiążącą receptor lub białko nukleokapsydu SARS-CoV-2. Poziom limfocytów B pamięci rósł do 150 dnia po infekcji i utrzymywał się co najmniej do 242 dni (osiem miesięcy) po ustąpieniu objawów.

– Te wyniki są istotne, ponieważ wskazują definitywnie, że pacjenci zakażeni wirusem wywołującym COVID-19 faktycznie zachowują odporność na wirusa i chorobę – ocenia prof. van Zelm. Mogą one również tłumaczyć, dlaczego wśród milionów zakażonych na świecie jest tak mało przypadków faktycznej reinfekcji wirusem SARS-CoV-2. Zdaniem badacza najnowsza praca daje również nadzieję na to, że szczepionki na COVID-19 będą chronić nas przez dłuższy czas. (PAP)

Joanna Morga


W Wielkiej Brytani zaszczepiono już 1,3 miliona osób

W Wielkiej Brytanii szczepionkę przeciw Covid-19 otrzymało już 1,3 miliona osób – poinformował we wtorek brytyjski premier Boris Johnson. Przyznał też, że według szacunków w samej Anglii zakażonych koronawirusem jest obecnie ponad milion osób.

Fot. pixabay

Ponad 1,3 mln zaszczepionych osób

– Według stanu na dzisiejsze popołudnie zaszczepiliśmy ponad 1,1 miliona osób w Anglii i ponad 1,3 miliona w całym Zjednoczonym Królestwie – powiedział Johnson podczas konferencji prasowej na Downing Street, która odbyła się w pierwszym pełnym dniu nowego lockdownu w Anglii. Liczba ta obejmuje zarówno szczepionkę opracowaną przez firmy Pfizer i BioNTech, która weszła do użycia 8 grudnia, jak i tę stworzoną przez Uniwersytet Oksfordzki i firmę AstraZeneca, która stosowana jest od poniedziałku.

Johnson dodał, że wśród zaszczepionych jest ponad 650 tys. osób powyżej 80. roku życia, co stanowi 23 proc. wszystkich osób z tej grupy wiekowej w Anglii. – A to oznacza, że prawie 1 na 4 osoby z jednej z najbardziej narażonych grup będzie miała za 2-3 tygodnie znaczny stopień odporności. Kiedy weźmie się pod uwagę, że średni wiek zgonów z powodu Covid jest powyżej 80 lat, to widać, jak ważne jest to, co już osiągnęliśmy – mówił.

Powtórzył, że celem jest zaszczepienie do połowy lutego czterech pierwszych grup priorytetowych. Wszystkich pensjonariuszy i pracowników domów opieki, wszystkie osoby powyżej 70. roku życia. Wszystkich frontowych pracowników służby zdrowia i opieki społecznej oraz wszystkie osoby, które z powodu innych schorzeń są szczególnie podatne na zachorowanie. Zapowiedział też, że od następnego poniedziałku statystyki dotyczące szczepień będą podawane codziennie.

Zakażona jest jedna osoba na 50

Gorszą informacją przekazaną podczas konferencji prasowej jest to, że według szacunków urzędu statystycznego ONS, obecnie w Anglii koronawirusem zakażona jest jedna osoba na 50. Oznacza, że liczba zakażonych przekracza milion. Najgorsza sytuacja pod tym względem jest w Londynie, gdzie koronawirusa według szacunków ma 1 osoba na 30. Następnie w Anglii Południowo-Wschodniej, Wschodniej i Północno-Zachodniej – po 1 na 45.

Wcześniej we wtorek poinformowano o kolejnym w ostatnich dniach dobowym rekordzie zakażeń – 60 916. To pierwszy przypadek od początku epidemii, by przekroczony został poziom 60 tysięcy.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

https://infopakiety.pap.pl/koronawirus

Jakie ramki są najlepsze do wyeksponowania papierowych zdjęć?

Postępujący rozwój technologiczny i cywilizacyjny sprawia, że żyjemy coraz wygodniej i mamy coraz większe możliwości, aby dobrze wykorzystać swój potencjał. Dotyczy to także zmian, jakie nastąpiły także w fotografii. W tej dziedzinie nastąpiła prawdziwa rewolucja. Zdjęcia analogowe coraz częściej zastępujemy cyfrowymi, ze względu na dużą dostępność aparatów cyfrowych, które mamy wbudowane nawet w nasze telefony, które zawsze mamy przy sobie.

Jakie ramki na zdjęcia wybrać?

Jeśli zdecydowaliśmy się wywołać zdjęcia i zamienić swoje cyfrowe zapisy w piękne papierowe zdjęcia, to musimy także pomyśleć, w jaki sposób je wyeksponujemy. Często zastanawiamy się, czy wybrać klasyczną antyramę do większych formatów, czy też może lepiej sprawdzą się eleganckie i stylowe ramy. Kiedy sprawa dotyczy mniejszych odbitek, sprawa wydaje się o wiele łatwiejsza, ponieważ na rynku dostępnych jest mnóstwo niezwykle ciekawych ramek na zdjęcia. Wykonane są one z różnych materiałów, tzn. zaczynając od tańszych modeli, czyli plastikowych obramowań z szybką zabezpieczającą, aż po ramki drewniane, gipsowe i eleganckie ramki wykonane z samego szkła. 

Jeśli jednak idziesz z duchem czasu, nie oglądasz się za siebie, dlatego też nie dotyczy cię sentyment za przeszłością i tym samym papierową fotografią, to możesz zdecydować się na ramki cyfrowe. Zazwyczaj można zapisać w nich wybraną kolekcję swoich zdjęć i będą one wyświetlane z krótkimi przerwami. Jest to z pewnością rozwiązanie dla osób lubiących wszelkie nowinki technologiczne i nowoczesne rozwiązania, a także dla tych, których szybko nudzi stała ekspozycja w ramkach. 

Natomiast, jeśli lubisz klasykę i zastanawiasz się nad wywołaniem zdjęć online, to musisz określić formaty, które Cię interesują i wybrać adekwatne ramki. Powinny one być dobrze dobrane, tak aby pasowały do wystroju wnętrza oraz do samych zdjęć. Dzięki temu Twoja fotograficzna wystawa będzie spójna, czytelna i oczywiście stylowa. Do stworzenia własnej galerii, najbardziej odpowiednie są bezpieczne w użyciu ramki, z klasycznymi, prostymi liniami. Są one bardzo eleganckie oraz skutecznie dodają zdjęciom głębi i wyrazu. Podkreślają również temat, który chcieliśmy uwzględnić na swoich fotograficznych kadrach. Świetnie podkreślają także walory, prezentowanych obrazów, gustownie je eksponując. Wspomniane wcześniej wywołanie zdjęć online, to obecnie bardzo lubiana, nowoczesna usługa, którą oferują internetowe laboratoria fotograficzne. Jest ona niezwykle tania i szybka, a odbitki są bardzo dobrej jakości. Właśnie dlatego cieszy się ona niebywałą popularnością. Warto więc przejrzeć oferty internetowych fotolabów i w ekspresowym tempie powiększyć swoją kolekcję papierowych fotografii. Polecamy!


Adam Mazguła: Coście zrobili z WP – PiS-dranie?

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Polska PiS-armia dalej idzie w rozsypkę. Nie ma sprawnego sprzętu, środków bojowych, sprawnego zarządzania, godnych zaufania dowódców, ale ma władzę polityczną PiS-nieuków i kapelanów. Na czele tego obciachu narodowego stoi mini ster od brony narodowej, który nie skaził się służbą wojskową, ale uwielbia chodzić w mundurze z odznaczeniami ministerstwa, a nawet wydał medal na swoją część, jako symbol niepodległości Polski.

 

Masowe odejścia z wojska

Skuteczność sprawnego do walki wojska mierzy się stopniem zdolności i gotowości bojowej, ale i stopniem motywacji do walki. Innymi słowy, można mieć najsprawniejszą, najbardziej nowoczesną i zorganizowaną armię świata, ale ona jeszcze musi w razie potrzeby chcieć walczyć.

Nie po raz pierwszy i bez satysfakcji stwierdzam, że Polska PiS-armia dalej idzie w rozsypkę. Nie ma sprawnego sprzętu, środków bojowych, sprawnego zarządzania, godnych zaufania dowódców, ale ma władzę polityczną PiS-nieuków i kapelanów.

Na czele tego obciachu narodowego stoi mini ster od brony narodowej, który nie skaził się służbą wojskową, ale uwielbia chodzić w mundurze z odznaczeniami ministerstwa, a nawet wydał medal na swoją część, jako symbol niepodległości Polski. Jakim trzeba być tłuczkiem do kartofli, aby porównać się do marszałka Piłsudskiego?

Mariusz Błaszczak to syn aparatczyka politycznego PZPR, który wykorzystał upadający rząd Jaruzelskiego, aby uzyskać skierowanie i odbyć nauki w Rosji.

Po dojściu PiS-u do władzy dokonał zamachu w obronie obcej agentury i poprzez ustawę represyjną dokonał niebywałej nagonki na zweryfikowanych funkcjonariuszy państwa polskiego, łącznie z represjami pozbawiania części emerytur i rent rodzinnych.

Jest on nadzorowany przez innego kremlowskiego wiceprezesa PiS Antoniego Macierewicza, który wsławił się likwidacją polskiego wywiadu i kontrwywiadu, po czym złożył Putinowi raport w jego języku i na piśmie z tej bohaterskiej czynności antypolskiej.

Polskie wojsko pod ich dewastacyjnym wpływam, stało się skansenem historycznym sprzętu wojskowego i rozbicia kompetencji kierowniczych.

Króluje tam niekompetencja, modlitwa i propaganda. Zakupy sprzętu wojskowego zastępują samoloty i pancerne limuzyny dla VIP-ów, a zakupy bojowe wciąż pozostają tylko w sferze obiecanek i podpisanych drogich zakupów za lata.

W tej sytuacji Błaszczak zapowiada pogorszenie warunków służby już w 2021 roku. Szukanie oszczędności w wojsku ma swoje uzasadnienie, bo Kaczyński przygotował plan represji polskiego społeczeństwa pod koniec 2020 roku, a wojsko okazało się nie do zaangażowania, co skutkowało odsunięciem od dowodzenia Sztabem Generalnym WP jego szefa.

Teraz cywilne kierownictwo PiS-wojska przygotowuje podziękowania dla niepartyjnych żołnierzy.

Na pierwszy rzut idą uprawnienia dotyczące normy mieszkaniowej. Dotychczas wojsko dbało o rodzinę, a według projektów Błaszczaka zadba tylko o żołnierza.

Odejście do cywila będzie wspomagane przez wypłatę 3-miesięcznej odprawy, ale średniej krajowej. Do tej pory było to maksymalnie 600% kwoty uposażenia zasadniczego wraz z dodatkami o charakterze stałym, należnego w ostatnim dniu pełnienia służby.

Zmianom mają ulec również zasady wypłacanego świadczenia przez jeden rok po zwolnieniu ze służby, na poszukiwanie pracy i adaptację poza służbą.

Rządowy projekt ustawy (Druk Sejmowy nr 641) nie tworzy funduszu nagród i zapomóg dla żołnierzy w 2021 roku, nawet z tytułu zastępowania przebywających np. na zwolnieniach lekarskich.

Te zmiany na gorsze warunków służby oraz sytuacja lekceważenia żołnierzy przez bezczelnych nieudaczników i często wrogów demokratycznej Polski spowodowały masowe, nienotowane od czasu czystek Macierewicza zwolnienia ze służby.

Z końcem listopada 2020 roku organy kadrowe MON zostały zasypane wnioskami o odejście do cywila.

Nie można się zatem dziwić, że Polska wydaje pieniądze na zachcianki PiS-owskich miernot, a nie na uzbrojenie wojska, którego PiS nie ma.

Dlatego w budżecie MON można znaleźć wszystko, od medalików i zestawów pielgrzymkowych po samoloty salonki, ale nie sprzęt bojowy, bo pieniądze trzeba wydać zgodnie z zasadami NATO — co najmniej 2% PKB, bez szczególnego zainteresowania szczegółami.

Dzisiaj w Polsce pozostają w pełnym reżimie szkoleniowym tylko jednostki specjalne.

Jeżeli ktoś uważa, że lekiem na tragiczną sytuację bezpieczeństwa kraju jest WOT, to się bardzo myli. WOT, to możliwość służby, bardziej propagandowe, zaspakajające tradycje obronne młodzieży, niż bojowe zaangażowanie wojskowe. Ich gorące serca i inicjatywa nie zastąpią jednak bojowych wymagań współczesnego pola walki, nawet, jak po drugiej stronie staną tylko zielone ludziki.

J. Kaczyński i A. Duda, coście zrobili z polskiej armii?

Nie ma gotowości bojowej, nie ma zdolności obronnej, nie ma kadr, nie ma motywacji żołnierzy do służby, a wszystko to ma zastąpić lejąca się nieprawdopodobnym potokiem propaganda sukcesów partyjnych cywilów i kapelanów w wojsku.

Jak jeszcze zamierzacie upokorzyć Polaków w imię swojego wielkiego narodowego kłamstwa, codziennej indoktrynacji społeczeństwa, propagandy i oszustwa powołującego się na fałszywą wiarę nienawiści?

Jesteście jak ten fałszywy medal, nieskalani zasługami ani prawdą.

Adam Mazguła

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

–>

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>