Boris Johnson ogłosił ogólnokrajowy lockdown w Anglii

Brytyjski premier Boris Johnson ogłosił w poniedziałek wieczorem wprowadzenie w trybie natychmiastowym kolejnego lockdownu w Anglii. Przywrócony zostaje zakaz wychodzenia z domów bez uzasadnionego powodu.

Uzasadnionymi powodami są praca, jeśli ktoś nie może jej wykonywać zdalnie, zakup niezbędnych produktów takich jak jedzenie czy lekarstwa, ćwiczenia fizyczne raz dziennie w okolicy domu z maksymalnie jedną osobą spoza własnego gospodarstwa domowego lub tzw. bańki wsparcia, zapewnienie opieki lub pomocy osobie tego wymagającej, wizyta u lekarza, opieka medyczna, wykonanie testu na obecność koronawirusa lub ucieczka przed przemocą domową.

– Kiedy mówię do was dzisiaj wieczorem, nasze szpitale są pod większą presją z powodu Covid niż kiedykolwiek od początku pandemii – powiedział Johnson w wieczornym wystąpieniu telewizyjnym. Wskazał, że w samej tylko Anglii liczba chorych w szpitalach jest o 40 proc. wyższa obecnie niż była w szczycie pierwszej fali.

Ogólnokrajowy lockdown co najmniej do połowy lutego

Nie powiedział do kiedy będą obowiązywać ogłoszone środki, a jedynie wyraził nadzieje, iż będzie je można poluzować w połowie lutego. Do tego czasu rząd liczy, że uda się zaszczepić wszystkie osoby z pierwszych czterech priorytetowych grup. – Jeśli uda nam się zaszczepić wszystkie te grupy, usuniemy ogromną liczbę ludzi z drogi wirusa. I oczywiście, to w końcu pozwoli nam znieść wiele ograniczeń, które cierpimy tak długo – mówił.

– Jeśli liczba zgonów zacznie spadać i jeśli wszyscy odegrają swoją rolę przestrzegając zasad, to mam nadzieję, że będziemy mogli stopniowo wychodzić z zamknięcia. Ponownie otwierać szkoły po przerwie międzysemestralnej w połowie lutego i zacząć ostrożnie obniżać poziom restrykcji w regionach – powiedział brytyjski premier.

W odróżnieniu od drugiego lockdownu, który miał miejsce w listopadzie, zamknięte zostaną także szkoły, co rząd uznawał za ostateczność. W związku z tym egzaminy na koniec roku szkolnego nie odbędą się w normalnym trybie. Nadal działać jednak będą żłobki i przedszkola. Johnson wyjaśnił, że ryzyko zakażenia w przypadku dzieci nadal jest niewielkie, ale mogą one przenosić wirusa między poszczególnymi gospodarstwami domowymi.

Zamknięte zostaną wszystkie sklepy poza tymi, które sprzedają towary pierwszej potrzeby i wszystkie punkty usługowe z wyjątkiem niezbędnych. Puby, bary i restauracje, które już wcześniej zostały zamknięte, nadal mogą działać w systemie na wynos i z dostawą. Nie jest dopuszczona sprzedaż alkoholu na wynos.

Wszystkie osoby, które mają schorzenia zwiększające ryzyko zakażenia koronawirusem, powinny pozostawać w domach, nawet jeśli nie mogą pracować zdalnie.

Zamknięte zostaną wszystkie obiekty sportowe na otwartym powietrzu, takie jak korty tenisowe czy pola golfowe. Zawody sportowe na poziomie zawodowym mogą się nadal odbywać – bez publiczności. Świątynie pozostaną otwarte tylko dla indywidualnych modlitw. Utrzymane zostaną tzw. bańki wsparcia, które mogą tworzyć osoby mieszkające samotnie lub w celu opieki nad dzieckiem.

– Nadchodzące tygodnie będą najtrudniejsze, ale naprawdę wierzę, że wkraczamy w ostatnią fazę walki – przekonywał Johnson.

Rekordowa ilość zakażeń

W związku z nową odmianą koronawirusa, którą wykryto w południowo-wschodniej Anglii, Wielka Brytania jest obecnie krajem z największym w Europie przyrostem zakażeń. Jak podano wcześniej w poniedziałek, w ciągu minionej doby w Wielkiej Brytanii wykryto rekordową liczbę 58 784 nowych zakażeń koronawirusem. Poniedziałek jest siódmym kolejnym dniem, w którym dobowy bilans przekroczył 50 tys.

Lockdown na całym terytorium Szkocji i Walii

Wcześniej w poniedziałek lockdown na całym terytorium kraju, z wyjątkiem wysp, ogłosiła szefowa rządu Szkocji, Nicola Sturgeon. W Walii zaczął się on już pod koniec grudnia. Ponieważ ochrona zdrowia jest kompetencją zdecentralizowaną, decyzje brytyjskiego rządu odnoszą się tylko do Anglii. Za ochronę zdrowia w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej odpowiadają tamtejsze rządy.

PAP


Polska hipermarketem dla terrorystów

W styczniu 1997r. z jednostki wojskowej w Rozewiu zaginęła broń chemiczna w postaci ok. 5 kg. iperytu siarkowego. Pomimo, iż o powyższym fakcie wielokrotnie informowano prokuraturę i rząd, do dzisiaj nawet nie wszczęto postępowania w sprawie zaginięcia z jednostki wojskowej broni masowej zagłady zakazanej przez prawo międzynarodowe.

Już w 2006r. ówczesny Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro został poinformowany o zaginięciu iperytu i bezczynności podległej mu prokuratury.

Karol Piernicki, były żołnierz i świadek tamtych zdarzeń, zdając sobie sprawę z zagrożenia wynikającego z utraty przez Wojsko Polskie broni chemicznej, domagał się od organów ścigania i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro wszczęcia postępowania w celu ustalenia losów zaginionej broni chemicznej oraz osób odpowiedzialnych za jej zagubienie.

Sfingowano przeciw Piernickiemu proces, który zakończył się przymusowym leczeniem w szpitalu psychiatrycznym. Co ciekawe, prokuratura i sąd nigdy nie ustosunkowały się do przedstawionych przez niego dowodów (m.in. dokumenty, zeznania świadków).

A przecież zaginięcie broni chemicznej z jednostki wojskowej w Rozewiu zostało wcześniej ustalone w toku prowadzonego wówczas postępowania w sprawie o przestępstwo z art. 164 & 1 kk w związku z art. 163 & 1 pkt 3 kk, które zakończyło się o dziwo umorzeniem, pomimo wykrycia przestępstwa, a co więcej, zawarcia wielu wręcz zaprzeczających zdrowemu rozsądkowi informacji np. oficer dyżurny jednostki wojskowej nie wiedział o dostarczeniu broni chemicznej na teren jednostki lub wykonywaniu czynności z bronią chemiczną zapisanej w dzienniku działań bojowych w dniu pełnienia służby (raport, który sam sporządzał).

Bezczynność rządu i prokuratury odzwierciedlają silną wolę niewykrycia osób odpowiedzialnych za (wprowadzenie do obrotu?) zaginięcie broni chemicznej z jednostki wojskowej w Rozewiu. Obecny Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro pełniąc tą samą funkcję w 2007 r. wykazał pełne zaangażowanie o to, by nie było dowodów, iż posiadał wiedzę o tworzeniu przez wojsko nielegalnych składów broni chemicznej bez wiedzy OPCW.

2 lata później, w jednym z nich wywołano skażenie chemiczne, chyba znaczne, skoro zaangażowano prawie 100 żołnierzy z czterech różnych jednostek wojskowych, a sprawą zajął się Generał Ryszard Frydrych, szef Wojsk Obrony Przed Bronią Masowego Rażenia.

(W sierpniu 2009 r. trzej zbieracze złomu wykopali w Bornem Sulinowie beczkę zawierającą ok. 100 litrów iperytu siarkowego. Mężczyźni z ciężkimi poparzeniami i ranami trafili do szpitala.)

wiadomosci.wp.pl/usuwanie-skazenia-w-bornem-sulinowie-jeszcze-potrwa-6037840622797953a

Wytwarzanie, gromadzenie i obrót bronią masowej zagłady jest przestępstwem (art. 121 kk), a Polska nie zgłosiła do OPCW, że posiada broń chemiczną (interpelacja MON nr 22507).

www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=5E398AC6

Skażenia bronią chemiczną w pobliżu jednostek wojskowych.

W Gdyni Oksywiu profesor Bełdowski wykrył skażenie bronią chemiczną. W tym rejonie znajduje się kilka jednostek wojskowych.

Wiedzę MON i prokuratura mają od co najmniej 2017 roku, gdy sprawa z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów trafiła do Wydziału Wojskowego Prokuratury, gdzie ponownie, by nie znaleziono winnych, zadziałał Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro. 

Czy to przypadek, że w pobliżu wykrywanych skażeń znajdują się jednostki wojskowe?

Jaki związek ma położenie jednostek wojskowych a wykrywane w ich pobliżu skażenia bronią chemiczną?

Czy Wojsko Polskie zakopuje wyłowioną z Bałtyku broń chemiczną?

Dlaczego rząd daje na to przyzwolenie?

Bezczynność Polski zagrożeniem dla zagranicznego biznesu

Powyższe stanowi zagrożenie dla amerykańskich inwestycji w Polsce. Trójmiasto jest centrum amerykańskiego biznesu na Pomorzu w Polsce, który może ponieść duże straty w inwestowaniu. Do tego dochodzą   możliwe ofiary wśród obywateli amerykańskich.

Rodzina kandydata na sekretarza stanu USA Antony Blinkena posiada sieć aptek Gemini. Biznes rodziny kandydata na sekretarza stanu USA  Antony Blinkena jest wart miliardy.

Apteki Gemini znajdują się obok terenów skażonych bronią chemiczną.

To właśnie w Gdyni Oksywiu znajduje się nielegalny skład broni chemicznej. Wojsko Polskie zakopywało tam broń chemiczną wyłowioną z Bałtyku za pełną wiedzą i przyzwoleniem  rządu.

Czy Prezydent Biden zamierza zmarnotrawić ich przyszłość, a nawet ich zdrowie i życie? 

Odwołanie wizyty Prezydenta Donalda Trumpa w Polsce

Prezydent Donald Trump planował wizytę w Polsce we wrześniu 2019r. W lipcu i sierpniu 2019r. został on poinformowany o zaginięciu broni chemicznej i bezczynności polskiego rządu. Następnie Donald Trump odwołał swoją wizytę w Polsce. Miał być w Polsce i nie przyjechał w okresie, gdy dowiedział się o polskiej broni chemicznej. Jaki był prawdziwy powód odwołania planowanej wizyty w Polsce?

Milczące przyzwolenie Prezydenta Andrzeja Dudy

Prezydent Andrzej Duda jest zwierzchnikiem Wojska Polskiego. W maju 2019r. Prezydent Andrzej Duda otrzymał informację wraz z dokumentami o zaginięciu broni chemicznej z jednostki wojskowej i bezczynności rządu.

Co Prezydent Andrzej Duda zrobił z tą informacją?

Nie zrobił nic. Wygłosił piękne przemówienie na forum ONZ, mówiąc, że użycie broni chemicznej nie może pozostać bez odpowiedzi. Oczywiście nie wspomniał o tym, że polski rząd narusza Konwencję o Zakazie Broni Chemicznej i nie zgłasza do OPCW, że Polska posiada broń chemiczną, a on daje na to pełne przyzwolenie. Szczyt hipokryzji.

Bezczynność Prezydenta Donalda Trumpa

Prezydent Donald Trump daje Polsce milczące przyzwolenie na naruszanie Konwencji o Zakazie Broni Chemicznej oraz celów i wartości Karty Narodów Zjednoczonych. 

Prezydent Donald Trump zdaje sobie sprawę z zagrożenia i pomimo tego, naraża bezpieczeństwo obywateli amerykańskich przebywających w Europie. Naraża też dobro amerykańskiego biznesu w Europie.

Swobodny przepływ osób i towarów w UE umożliwia przesłanie iperytu siarkowego poza terytorium Polski, a następnie użycie go w dowolnym miejscu na terenie UE. Broń chemiczna jest jednym z rodzajów broni masowej zagłady, a zatem służy tylko do jednego, do masowego rażenia siły żywej.

Drobne korzyści w zamian za milczące przyzwolenie

Prezydent Donald Trump najpierw spotyka się, a potem udziela swojego poparcia dla prezydenta i ówczesnego kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy. Obydwoje posiadają już wiedzę o zaginięciu iperytu siarkowego z jednostki wojskowej w Rozewiu.

W zamian za bezczynność Prezydent Donald Trump otrzymuje drobne korzyści płynące ze stacjonowania amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Narażanie dobra ogółu obywateli i interesów Stanów Zjednoczonych w Europie w zamian za niewielkie korzyści dobrze odzwierciedla małostkowość i hierarchię dóbr i wartości w systemie wartości Prezydenta Donalda Trumpa.

Polska europejskim Iranem

Zarzuty posiadania broni masowego rażenia i wspierania terroryzmu usłyszał Irak przed inwazją wojskową w 2003 r. Ten sam zarzut kierowany jest do Iranu.

Jak nazwać postępowanie Polski z bronią chemiczną? Czyż udostępnianie broni chemicznej i tracenie nad nią kontroli nie jest pomocnictwem w usiłowaniu użycia broni masowej zagłady zakazanej przez prawo międzynarodowe z zamiarem ewentualnym?

Polska stała się hipermarketem dla terrorystów. Polski rząd udostępnia osobom trzecim broń chemiczną, jednocześnie tracąc całkowicie kontrole nad jej ewentualnym wykorzystaniem.

Bezczynność Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro i podległej mu prokuratury umożliwia rosyjskim służbom wywiadowczym przeprowadzanie akcji destabilizacyjnych w Polsce.

W ostatnim czasie wywołano w Polsce kilkaset fałszywych alarmów chemicznych.

Czy za fałszywymi alarmami stoją osoby, które nielegalnie pozyskiwały od Wojska Polskiego broń chemiczną wyłowioną z Bałtyku?

Czy w przyszłości zostanie użyta na terenie UE broń chemiczna, która w dziwnych okolicznościach zaginęła z jednostki wojskowej w Rozewiu?

Prezydencie Biden czas wybrać: dobro obywateli czy wsparcie europejskiego Iranu?

Jaka będzie reakcja nowo wybranego prezydenta USA Joe Bidena? Czy podejmie odpowiednie kroki celem zapewnia bezpieczeństwa amerykańskim interesom i obywatelom w Europie? Jaka będzie jego odpowiedzialność jeśli zaniecha jakichkolwiek działań? Czy prezydent Joe Biden będzie kierował się pewnymi wartościami, bezpieczeństwem obywateli amerykańskich i dobrem interesu amerykańskiego biznesu w Polsce i Europie? Czy może, tak jak w przypadku Donalda Trumpa, ważniejsze będą drobne korzyści dla wąskiej grupy interesów powiązanej z Donaldem Trumpem. Czas pokaże.

Bartosz Chudziński, Karol Piernicki

Więcej informacji:

without-justice.com


Roman Giertych: Bolszewia. Gdy partia rządząca może zabrać wszystko

Roman Giertych

Roman Giertych

W Polsce ideałem obywatela ma być posłuszny, pokorny zwolennik partii rządzącej. Pieniądze mogą zarabiać tylko osoby związane z tą partią i jej wszystko zawdzięczające. Oczywiście nawet i one mają majątek tylko do czasu, aż będą wierne.

 

Karol Marks – twórca komunizmu zauważył, że w społeczeństwie można wywołać walkę klas poprzez przekonywanie ludzi, że nierówność majątkowa jest rzeczą niesprawiedliwą. I cała ideologia komunistyczna oparła swoje wielkie podboje polityczne na wywoływaniu w ludziach takiego przeświadczenia.

Zawiść, zazdrość zastąpiły pozytywne cechy jak ambicja i chęć współzawodnictwa. Społeczeństwo zostało nauczone, że ci, którzy zgromadzą majątek zrobili to z pewnością w sposób nieuczciwy. I zadaniem Państwa jest taką nieuczciwość karać poprzez zabieranie bogatszym i rozdawanie biedniejszym.

Pozorna słuszność tego poglądu opiera się na błędnym założeniu. Ludzie nie mają równych zdolności, a więc nie mogą mieć równych owoców swojej pracy. Wprowadzanie przeświadczenia, że ludzie mają mieć równe owoce swojej pracy prowadzi do apatii społecznej i do braku rozwoju ekonomicznego. Komunizm głęboko przeorał świadomość społeczeństw poddanych tej ideologii. W Polsce na gruncie tego przeorania żeruje PiS. Cała siła tego ugrupowania polega na wytworzeniu swoistej walki klas, którą nieustannie podtrzymuje się poprzez różnego rodzaju określenia zniesławiające ludzi, którzy swoją pracą coś osiągnęli. I nie chodzi tu tylko o majątek, ale również o status społeczny. Oczernia się lekarzy, nauczycieli, przedsiębiorców, naukowców itd. nazywając ich wykształciuchami, gorszym sortem itp. Takie budzenie nastrojów w społeczeństwie ma wielką siłę oddziaływania, bo tworzy podział, który można wykorzystać do zbudowania poparcia dla partii.

Zarówno w państwie komunistycznym jak w państwie PiS ludzie z majątkiem, to mogą być wyłącznie osoby, które zarobiły dzięki państwu lub przynajmniej się z tym państwem dogadały i wykonują w ramach swojej firmy jakieś dla tego państwa usługi. Jeżeli ktoś odmawia wykonywania tych usług, to należy jego firmę przejąć, najlepiej jej właściciela oskarżyć i wsadzić do więzienia, a jego majątkiem mają zarządzać „menadżerowie”, którzy tak naprawdę są urzędnikami partyjnymi oddelegowanymi na odcinek gospodarczy. Dawniej takich menadżerów nazywano nomenklaturą.

Przejęcie Idea Bank jest klasycznym działaniem bolszewickim. Najpierw właścicielowi panu L. Czarneckiemu zaproponowano zatrudnienie osoby blisko związanej z szefem KNF, a pośrednio z szefem NBP. Miał mu zapłacić procent od swego majątku. Powiedziano mu, że jak nie uzyska ochrony, to mu zabiorą bank i przedstawiono, że instytucją, która to zrobi jest BFG.

Była to klasyczna oferta rekietingu, czyli opłaty za ochronę. Tylko że autorem tej oferty nie była mafia, ale Państwo.

Gdy dr Czarnecki zlekceważył tę ofertę Państwo zaczęło wykańczać jego firmę tworząc różne wymogi (przy bankach, czyli przy biznesie regulowanym jest to dość łatwe), których spełnienie było coraz trudniejsze.

Już w roku 2018 planowano też ukarać Czarneckiego poprzez postawienie mu zarzutów za aferę GetBack. Osobą, która wskazała, że taki ma być kierunek działań prokuratury jest bliski przyjaciel szefa NBP pan poseł Jarosław Kaczyński, który sformułował takie żądanie na piśmie.

Pozornie obciążanie Czarneckiego za aferę GetBack wydawało się wówczas kompletnie absurdalne. To nie Czarnecki emitował puste obligacje, to nie on nadzorował ten proces, to nie Czarnecki zasiadał w KNF, który miał za zadanie pilnować tego typu firm i to nie Czarnecki zatwierdzał fałszywe sprawozdania finansowe GetBack.

Obligacje sprzedawały wszystkie banki, w tym państwowe, a Czarnecki wręcz zakazywał szefom swoich banków ich sprzedaży lub nawet nadzoru nad sprzedażą. Getin Noble Bank tego zakazu posłuchał, a prezes Idea Bank nie. Za to Czarnecki wyrzucił go ze stanowiska, a za brak nadzoru nad procesem wciskania ludziom tych obligacji skierował na tego prezesa i innych odpowiedzialnych członków zarządu zawiadomienie, w wyniku którego ten znalazł się w areszcie.

To zresztą Czarnecki jako właściciel banku najwięcej na tym procederze stracił. Ale cóż znaczą fakty, gdy jest wola samego Jarosława Kaczyńskiego?

Sytuacja trochę przypomina oskarżanie właściciela samochodu, któremu z garażu go ukradziono za skutki wypadku zrobionego przez złodzieja. Prokuratura PiS nie takie jednak zadania wykonywała.

Zdecydowano o postawieniu Czarneckiemu zarzutów i skierowaniu wniosku o areszt. Dwa dni potem jak Czarnecki dowiedział się o tym wniosku, wysłano do niego byłego rzecznika PiS z ofertą ostatniej szansy. Miał zatrudnić jako swoistego nadzorcę swoich banków – byłego szefa Pekao, blisko powiązanego z szefem prokuratury. Jeszcze wcześniej ten sam wysłannik proponował udział banków Czarneckiego w operacji przejmowania mediów prywatnych, ale i ta oferta została odrzucona.

Czarnecki zlekceważył ponowną propozycję zatrudnienia kogoś powiązanego z PiS. Nie przestraszył się groźby aresztu, uznając, że nic złego nie zrobił, a więc nikt go nie aresztuje. Sąd w grudniu podzielił ten pogląd oddalając wniosek prokuratury.

Brak opłacenia się partii rządzącej musiał zaskutkować sankcjami. Zgodnie z planem Zdzisława Sokala przedstawionym bezczelnie przez szefa KNF w rozmowie z marca 2018 roku, bank Czarneckiego został znacjonalizowany przez BFG. Zgodnie z prawem polskim i unijnym przejęcie banku może nastąpić jedynie wtedy, gdy nie ma możliwości naprawy sytuacji przez właściciela.

Główną przyczyną kłopotów kapitałowych tego banku nie były wcale obligacje GetBack, ale działania samego KNF w dniu, w którym ujawnioną nagranie rozmowy Czarneckiego z Markiem Ch. oraz kampania, którą wówczas przeprowadziła TVP doprowadzając w 2018 roku do kłopotów płynnnościowych. Te problemy były jednak już opanowane. Bank zaczął przynosić zysk, zaczął nawet uwzględniać roszczenia osób, którym wciskano obligacje GetBack (spłacił 10 milionów roszczeń i miał pieniądze przygotowane na następne 70 milionów). W ostatnich tygodniach właściciel wpłacił 156 milionów na kapitał banku. Do marca bank spełniałby wszystkie, wyśrubowane wymogi. W tej sytuacji decyzja BFG o nacjonalizacji Idea Bank jest zwykłą zemstą za brak wykupienia ochrony. Ma też stanowić sygnał dla przedsiębiorców, aby nie odważali się sprzeciwiać Państwu.

Oczywiście nacjonalizacja oznacza wywłaszczenie nie tylko Czarneckiego, ale również innych akcjonariuszy Idea Bank, obligatariuszy tego banku. Oznacza to również, że osoby, które mogłyby dochodzić roszczeń do banku z tytułu nieprawidłowego procesu nadzoru nad sprzedażą obligacji GetBack nie mają już takiej szansy.

Tym wszystkim, którzy dzisiaj milczą chciałby powiedzieć jedno. Teraz przyszli po bank Czarneckiego, za chwilę przyjdą po średnie firmy, a później (apetyt rośnie w miarę jedzenia) przyjdą po małe. Nikt nie ma żadnej realnej własności prywatnej, gdy rządzą bolszewicy.

Nikt nie ma firmy, domu, mieszkania, samochodu, gdy w każdej chwili, bez podstawy prawnej, albo wykorzystując podstawę prawną stworzoną do walki z mafią, może partia rządząca zabrać mu wszystko. A jak będzie się stawiał, to na dodatek oskarżyć o coś.

W Polsce ideałem obywatela ma być posłuszny, pokorny zwolennik partii rządzącej. Pieniądze mogą zarabiać tylko osoby związane z tą partią i jej wszystko zawdzięczające. Oczywiście nawet i one mają majątek tylko do czasu, aż będą wierne.

Taka jest prawda. Staliśmy się krajem, gdzie rządzą bolszewicy, którzy dla odmiany wyznają nie ateizm naukowy, ale ateizm katolicki. I jeżeli wspólnym wysiłkiem całego narodu ponownie tego bolszewizmu nie odrzucimy, to zamienimy się w skansen podobny do Białorusi, czy Wenezueli.

Roman Giertych


Noworoczne życzenia Romana Giertycha

Roman Giertych

Roman Giertych

Głęboko wierzę, że ten Nowy Rok będzie rokiem przełomu i że już nigdy nie dopuścimy, aby nasz kraj został opanowany przez kolejnych bolszewików

Życzenia na Nowy Rok

Życzę aby w 2021 roku:

  • PiS stracił większość w Sejmie
  • powstał nowy rząd, który doprowadzi do wyborów,
  • aby wybory wygrała miażdżąco opozycja
  • rozliczono do spodu wszystko i tak:
    • aby zorganizowana grupa przestępcza została rozwiązana i ich przywódcy nie zdążyli uciec do Rosji i zostali wszyscy osądzeni i skazani.
    • i wszyscy ich sługusi z mediów, prokuratury, sądów, trybunałów, urzędów ponieśli odpowiedzialność za swoje czyny.
  • I abyśmy mogli rozpocząć proces odbudowy naszej Ojczyzny z tych zniszczeń, których się dopuszczono.

Głęboko wierzę, że ten Nowy Rok będzie rokiem przełomu i że już nigdy nie dopuścimy, aby nasz kraj został opanowany przez kolejnych bolszewików.

Roman Giertych

 

Roman Giertych: Państwo zamienia się w cyrk, w którym dyrektor oszalał

Roman Giertych: Państwo zamienia się w cyrk, w którym dyrektor oszalał

Państwo zamienia się w cyrk, w którym dyrektor oszalał i wprowadzane są coraz bardziej chaotyczne i głupawe decyzje, a grupy klaunów je realizujących są coraz bardziej przerażone tym, że nawet jak na cyrk scenariusz jest coraz bardziej szalony.

 


Szczęśliwego Nowego Życia!

Agnieszka Ossowska

Agnieszka Ossowska

Tylko dla dzieci zachowuję pozory normalności. To dla nich kupiłam na dzisiaj sztuczne ognie i bezalkoholowy szampan. Chciałabym, żeby nie czuły tego, co się wokół dzieje. I żeby szybko zapomniały o nowych zwyczajach nie podawania ręki, nie dotykania się, nieufności i lęku przed ludźmi, omijania przyjaciół, nieodwiedzania chorych i samotnych

Nie chcę już niczego innego, tylko tego, żeby zaczął się nowy rok, a wraz z nim – nowe życie. Nie szykuję się na żadną imprezę sylwestrową, bo nie tylko wiem, że się tego nie powinno, ale nie czuję też powodu do celebrowania tego roku. Nie mam już od dawna żadnych oczekiwań, ani tym bardziej marzeń związanych z 2020-tym, poza jednym: żeby się wreszcie skończył.

 Fot. Anna Danuta Pitra

Tylko dla dzieci zachowuję pozory normalności. To dla nich kupiłam na dzisiaj sztuczne ognie i bezalkoholowy szampan. Chciałabym, żeby nie czuły tego, co się wokół dzieje. I żeby szybko zapomniały o nowych zwyczajach nie podawania ręki, nie dotykania się, nieufności i lęku przed ludźmi, omijania przyjaciół, nieodwiedzania chorych i samotnych. I żeby odzwyczaiły się od siedzenia całymi dniami przed komputerem i telefonem. Od życia w świecie wirtualnym, zamiast rzeczywistym. I żeby nie musiały chować się już przed ludźmi, i codziennie obawiać się o zdrowie swoje i najbliższych. I nie przeżywać codzienności tak jak to było wcześniej wśród przyjaciół i znajomych, ale i tych szczególnych dni, jak urodziny, święta, czy ten sylwester właśnie – w bardzo ograniczonym gronie. I żeby mogły wreszcie pójść normalnie do kina, na basen, do sklepu, bez masek odzierających nas z prawdziwej twarzy, odbierających nam uśmiech.

Przeżyliśmy w tym roku coś w rodzaju wojny światowej. Nie wiem, czy zdołamy wyjść z traumy po tych przeżyciach. Niektórym zburzyły się związki, innym pandemia odebrała pracę, jeszcze innym zdrowie i życie.

Chcemy wrócić wreszcie do jakiegoś bezpiecznego miejsca, i wreszcie mieć powody do radości, no i móc dzielić się nią z innymi. Ale czy jest gdzieś to miejsce?

Musimy sobie poprzestawiać granice lęku na nowo, powoli oswajać się ze sobą, bo wszyscy zdziczeliśmy, i boimy się siebie – swoich ciał, nawet swoich słów mówionych za blisko. Nie podajemy sobie dłoni, bo musieliśmy odzwyczaić się od podstawowych dla ludzi odruchów. Nie patrzymy już nawet sobie w oczy, bo jest nam za ciężko przyznać, że nas boli życie. Wszyscy czujemy, że siebie nawzajem zdradzamy. Bo nie jesteśmy przy sobie blisko, wtedy gdy właśnie tej bliskości najbardziej potrzebujemy – w tym strachu przed rzeczywistością.

Wydarzenia sportowe, kulturalne – wszystko to zniknęło z naszej codzienności. Mam wrażenie, że strajk kobiet w tym roku to był wybuch złości na odbieraną nam wolność, związany nie tylko nawet z zaostrzeniem prawa aborcyjnego. My czujemy, że odebrano nam prawo do szczęścia. I nikt nie wie, co robić, ani jak mądrze postąpić.

Wszyscy potrzebujemy wsparcia, ale nie ma już osób niedotkniętych tą pandemią, jak nie fizycznie, to psychicznie. To co możemy spróbować zrobić, to zebrać siebie samych do kupy, i próbować też innym pomagać wydostać się z lęku przed samymi sobą. Pokazać, że nie boimy się żyć mimo wszystko. Razem damy radę. Tylko jeszcze trochę. Jeszcze tylko trochę…

A dziś oddajmy się przyjemności wyrwania ostatniej strony w starym kalendarzu, tak by wreszcie móc zacząć coś planować w nowym. Coś piękniejszego. Nowy, szczęśliwy rok.

Agnieszka Ossowska


Wszystko o pracy w Olsztynie – gdzie jej szukać, aby znaleźć?

Wielu mieszkańców województwa warmińsko-mazurskiego intensywnie szuka pracy poza miejscem swojego zamieszkania. Bardzo interesuje ich zatrudnienie w Olsztynie – stolicy i jednym z największych ośrodków gospodarczych w regionie. W tym tekście podpowiemy, gdzie szukać pracy w Olsztynie, aby ta była dla Ciebie satysfakcjonująca.

Wszystko o pracy w Olsztynie – gdzie jej szukać, aby znaleźć?

Jest kilka sposobów na skuteczne poszukiwanie pracy. Jednym z najpopularniejszych aktualnie źródeł zatrudnienia jest Internet. Wpisując w wyszukiwarkę frazę „praca Olsztyn”, możesz znaleźć wiele interesujących ogłoszeń na wielu różnych portalach. Zaczynając nasz tekst wskażemy, że zdecydowanie najlepiej odpowiedniej pracy w Olsztynie szukać na portalu Gowork.pl. Dlaczego?

Praca w Olsztynie – tam znajdziesz coś dla siebie!

Olsztyn to miasto o stosunkowo niewielkiej stopie bezrobocia. Tamtejszy Urząd Pracy podaje, że oscyluje ono w granicach 3 procent. Tak mały odsetek sprawia, że w granicach miasta przedsiębiorcy poszukują wielu pracowników. To dzięki temu mieszkańcy całego województwa warmińsko-mazurskiego rozważają przeprowadzkę do stolicy regionu.

Niskie bezrobocie przekłada się na liczbę ogłoszeń o pracę. Te dostępne są w gazetach, urzędzie pracy, ale i Internecie. Jak pisaliśmy wyżej, to tam polecamy poszukiwać odpowiedniego zatrudnienia. Internet jest powszechnym źródłem dla ogłoszeniodawców i tam najczęściej zamieszczają oni i aktualizują swoje wymagania wobec potencjalnych pracowników.

Co więcej, dzięki Internetowi masz możliwość ciągłego obserwowania rynku pracy i kontrolowania, czy aby nie pojawiło się nowe ogłoszenie. W ten sposób będziesz na bieżąco z możliwością zatrudnienia w Olsztynie.

Dlaczego warto wybrać polecany przez nas serwis?

Teraz postaramy się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego warto postawić akurat na serwis Gowork. Z kilku powodów. W Internecie jest wiele serwisów, których pochodzenie nie zawsze jest jasne. Mogą one wyłudzać dane osobowe lub tworzyć bazę pracowników wyłącznie dla jednej firmy. Nie warto czytać „gwiazdkowego” regulaminu, który może być dla Ciebie źródłem kłopotów. Polecany przez nas portal nie wyłudza danych osobowych i przetwarza je zgodnie z obowiązującym prawem. Bazy są chronione, a wgrywane dokumenty – bezpieczne.

Ważna jest też liczba ofert. W serwisie znajdziesz setki ofert z Olsztyna i okolic. Wystarczy, że – korzystając z intuicyjnego wyglądu – zaznaczysz opcję, że interesuje Cię podjęcia zatrudnienia właśnie w tamtym rejonie. Prosta obsługa będzie bardzo pomocna, bo pozwoli zaoszczędzić czas, a poszukiwanie pracy to często długi proces.

Szukaj pracy swoich marzeń!

Jeżeli jesteś doświadczonym pracownikiem i chciałbyś znaleźć dobrą pracę (lub zmienić ją na lepszą), powinieneś samemu decydować jakie zatrudnienie jest dla Ciebie. Brzmi to jak banał, ale niestety wielu potencjalnych kandydatów czuje się zmuszonych do podjęcia pracy. Znając swoją wartość nie musisz od razu decydować się na niezbyt atrakcyjne zatrudnienie. Powinieneś być cierpliwy i dokładnie szukać ogłoszeń o pracę w Olsztynie.

Serwis Gowork z pewnością Ci w tym pomoże. Funkcjonalność portalu pozwala Ci na uszeregowanie zleceń według różnych zmiennych – wymagań pracodawcy, potencjalnej pensji, którą możesz otrzymać, charakteru pracy czy stanowiska. Dzięki temu określisz dokładnie jakie zatrudnienie Cię interesuje i łatwiej będzie Ci znaleźć wymarzoną pracę.

Nie poddawaj się!

Wiesz już, że pracę możesz znaleźć w gazetach czy urzędzie pracy, ale najlepiej do szukania zatrudnienia w Olsztynie posłużyć się Internetem i serwisem Gowork. To pozwoli Ci na dużo bardziej efektywne szukanie pracy.

Pamiętaj, że nie warto się poddawać. Być może nie znajdziesz wymarzonej pracy w pierwszym tygodniu szukania, ale nie znaczy to, że jesteś na straconej pozycji. Powinieneś regularnie przesyłać kilka aplikacji dziennie i przynajmniej kilka razy w tygodniu odwiedzać stronę w celu poszukiwania kolejnych możliwości zatrudnienia w Olsztynie. W ten sposób na pewno znajdziesz coś dla siebie. Trzymamy kciuki!


But na każdą okazję

Idealne zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych. Wygodne, lekkie i pasujące właściwie na każdą okazję. Dlatego warto mieć parę tenisówek w swojej szafie!

Idealne zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych. Wygodne, lekkie i pasujące właściwie na każdą okazję. Dlatego warto mieć w szafie parę tenisówek

Nie tylko dla sportowców

Tradycyjne obuwie z gumową podeszwą już dawno przestało być zarezerwowane tylko dla osób uprawiających sport. Największą popularnością cieszą się tenisówki klasyczne, sznurowane, najczęściej jednokolorowe. Choć w kwestii designu projektanci prześcigają się w pomysłach i co sezon pojawiają się również serie wielobarwnych tenisówek.

Doskonały do wszystkiego

Obecnie tenisówki występują w luźnych, nieformalnych wzorach, ale dostępne są także modele bardziej eleganckie. Klasyczne fasony mieszają się z zupełnie luźnym stylem: buty mogą być ozdobione paskami lub kwiatkami, mogą być ażurowe lub ozdobione fantazyjnymi kokardami, nie brak i takich z metalicznym połyskiem, idealnych dla nastolatek lub na imprezę. Niektóre modele są projektowane specjalnie do pracy – są często wybierane przez lekarzy, kucharzy lub pracowników przedszkoli.

Dzięki tak zróżnicowanemu wyborowi tenisówki można z łatwością dopasować do sukienki i do spodni. Białe tenisówki sprawdzą się dla biznesmena lub… do sukni panny młodej. Uniwersalne czarne będą pasować właściwie do każdego typu ubioru i okazji. Dla modnych pań dostępne są nawet tenisówki na koturnie lub platformie! Tenisówki wsuwane będą się świetnie prezentować do spódnicy lub sukienki. Sznurowane natomiast doskonale zgrają się z garniturem damskim w stonowanym kolorze. Obecność sznurówek to jeszcze jedna możliwość wyrażenia swojej kreatywności – kolorowe sznurowadła podkreślą wesoły, zawadiacki styl.

Gdzie szukać? Najlepiej tutaj: https://www.renee.pl/tenisowki-trampki-damskie.

Komfort i wygoda

Największą zaletą tenisówek, której zawdzięczają swoją popularność, jest ich lekkość i wygoda. Sprawdzają się szczególnie wiosną i latem. Przewiewny materiał (oddychająca bawełna, len), z którego but jest wykonany, zapewnia komfort noszenia przez cały dzień. Dobrze też zwrócić uwagę, czy tenisówki są sznurowane, czy wsuwane. Wsuwane sprawdzą się, jeśli musisz (lub lubisz) często i szybko zmieniać obuwie. Wybierz obuwie sznurowane, jeśli wolisz, by mocno przylegało do stopy.

Często tenisówki są zakładane na gołą stopę, dlatego należy pamiętać, by przy zakupie but był doskonale dopasowany. Pozwoli to uniknąć nieprzyjemnych otarć w przyszłości. Dobrze też zwrócić uwagę na wkładkę – w niektórych modelach występują specjalne wyprofilowane wkładki, zapobiegające odparzeniom.

Atrakcyjna cena tenisówek sprawia, że łatwo się skusić na kilka ich par. I słusznie, większy wybór pozwoli na większą kreatywność w wyrażaniu siebie poprzez ubranie.


Wstydliwy problem

Z nietrzymaniem moczu borykają się przede wszystkim kobiety. Przyczyny mogą być bardzo różnorodne, ponieważ są związane z wiekiem, przebytymi chorobami czy też porodami. Przede wszystkim jest to jednak bardzo nieprzyjemne oraz prowadzi do dyskomfortu na co dzień, w czasie wyjść czy też różnego rodzaju spotkań. Wyciek moczu następuje przy czynnościach, które wywołują zwiększone ciśnienie w jamie brzusznej takich jak kaszel, kichanie, podnoszenie ciężkich przedmiotów czy śmiech.

nietrzymaniem moczu
  1. Wysiłkowe nietrzymanie moczu
  2. Zabieg, który zmienia życie

Wysiłkowe nietrzymanie moczu

To najczęstsza postać choroby. Jest ona spowodowana nieprawidłowościami w funkcjonowaniu cewki moczowej. Z zasady najczęściej ryzyko zwiększa się wraz wiekiem, choć młodzi ludzie też uskarżają się na te dolegliwości. I choć są one bardzo niekomfortowe i znacznie utrudniają życie oraz aktywność, to niewiele pań decyduje się na skorzystanie z pomocy specjalisty. Zabieg na nietrzymanie moczu skutecznie pozwala pozbyć się problemu, choć warto pamiętać, że istnieje szereg metod – także nieinwazyjnych, więc każda z nich dopasowywana jest do indywidualnych potrzeb. Na przykład w przypadku dolegliwości spowodowanych cukrzycą wystarczające może być unormowanie poziomu cukru we krwi oraz wdrożenie odpowiedniej diety. Leczenie zachowawcze stosowane jest również przy naglącym nietrzymaniu moczu. Najczęściej polega na wprowadzeniu diety oraz monitorowaniu ilości i rodzaju przyjmowanych płynów. Poza tym wdraża się ćwiczenia mięśni dna miednicy oraz farmakoterapię. Jeśli taka terapia nie jest skuteczna, stosuje się również ostrzyknięcie pęcherza toksyną botulinową. W innych wypadkach zalecany jest zabieg na nietrzymanie moczu. Warszawa na swoim terenie ma ośrodki, które specjalizują się w tego typu operacjach.

Zabieg, który zmienia życie

Odpowiednio dobrane ćwiczenia dna miednicy są doskonałym sposobem, gdy kobiecie dokucza niewielkie wysiłkowe nietrzymanie moczu. Warszawa daje dostęp do fizjoterapeutów oraz ośrodków, które proponują rehabilitację mięśni poprzez elektrostymulację. Na rynku znaleźć można również indywidualny elektrostymulator, który daje możliwość kontynuowania terapii w domu oczywiście zgodnie z zaleceniami lekarza.

Warto również pamiętać, że wysiłkowe nietrzymanie moczu może powodować również podatność skóry na otarcia i odparzenia poprzez zwiększony kontakt z moczem. Poza tym rośnie ryzyko ryzyko nadkażeń bakteryjnych, grzybiczych oraz odleżyn. Dlatego ważna jest odpowiednia terapia oraz zachowanie wysokich standardów higieny osobistej oraz stosowanie kosmetyków zapobiegające powstawaniu odparzeń.


Brexit. Wigilijne porozumienie UE i Wielkej Brytanii w sprawie umowy handlowej

Tomasz Bielecki

Tomasz Bielecki

Negocjatorzy UE i Wielkiej Brytanii na tydzień przed końcowym terminem uzgodnili 24 grudnia umowę handlową. Zacznie obowiązywać już od stycznia. Jej reguły i tak mocno uderzą w dotychczasowe więzi unijno-brytyjskie.

Odzyskaliśmy kontrolę nad naszymi pieniędzmi, granicami, prawem, handlem i naszymi łowiskami – ogłosił w Wigilię tuż przed godz. 16 rząd Borisa Johnsona. Finalne rokowania nad umową handlową między Unią i Wlk. Brytanią prowadzono od kilkunastu dni w Brukseli.

– To była bardzo długa i trudna droga. Ale nareszcie możemy teraz zostawić sprawę brexitu już za sobą i zająć się w Europie przyszłością – powiedziała dziś szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Porozumienie, które ogłoszono w Wigilię po południu, jest tak spóźnione, że musi najpierw wejść w życie od 1 stycznia na zasadzie „stosowania tymczasowego” (za zgodą 27 krajów Unii oraz Londynu), co jest możliwe przy ustaleniach ściśle handlowych. Parlament Europejski zamierza zająć się tym dopiero w styczniu. I po jego głosowaniu umowa powinna zostać ostatecznie zatwierdzona po stronie Unii przez 27 unijnych ministrów w Radzie UE. Natomiast brytyjski parlament ma zebrać się w sprawie umowy jeszcze przed końcem roku.

Uczciwa konkurencja i ryby

Wielka Brytania pomimo styczniowego brexitu aż do najbliższego sylwestra funkcjonuje, jakby była nadal krajem UE (choć bez obecności w instytucjach UE). Ten okres przejściowy przeznaczono na negocjacje umowy handlowej, w których Bruksela reprezentująca wspólny rynek z 450 mln obywateli bardzo twardo i skutecznie wykorzystywała swą przewagę nad Wielką Brytanią liczącą tylko ok. 67 mln ludzi. 27 krajów UE zdołało zachować jedność w kwestiach brexitowych od brytyjskiego referendum z 2016 r. aż po dzisiaj.

Ostatnie dni były nadzwyczaj ostrą batalią o dostęp do brytyjskich łowisk – najostrzej było wokół śledzi i makrel – dla unijnych rybaków, głównie z Francji, Holandii oraz Danii.

W kwestii ryb chodziło znacznie bardziej o spory suwerennościowe niż kwestie gospodarcze, bo ten sektor to tylko 0,1 proc. brytyjskiego PKB. Ostatecznie uzgodniono, że UE utrzymuje przez 5,5 roku swe połowy w brytyjskich wodach zredukowane o 25 proc. (jeszcze przedwczoraj Londyn upierał się przy tylko trzech latach i redukcji o 35 proc.).

Jednak najważniejszy spór między Brukselą i Londynem toczył się od ośmiu miesięcy wokół pytania, jak w warunkach wypracowanej dziś umowy „żadnych ceł, żadnych kwot eksportowych” uchronić unijny biznes przed groźbą nierzetelnej konkurencji ze strony Brytyjczyków. Chodziło o ewentualne niekontrolowane wsparcie państwowe dla brytyjskich firm (np. ulgi podatkowe lub ratowanie ich przed upadkiem), a także o ryzyko, że różnicowanie się standardów ochrony środowiska czy ochrony socjalnej pracowników w Wielkiej Brytanii i UE także mogłoby w przyszłości upośledzać kosztowo biznes unijny zachowujący wyśrubowane wymogi unijne.

Przyparty do muru Johnson dopiero w grudniu odpuścił swój pryncypialny sprzeciw wobec żądań koordynacji z Unią co do równych warunków gry („level playing field”) dla biznesu, choć i Bruksela trochę się posunęła, by uszanować suwerennościową wrażliwość Brytyjczyka. Ustalono system „zarządzania dywergencją” – obie strony nie powinny zaniżać swych obecnych i wciąż wspólnych standardów, a reakcją na ich ewentualne różnicowanie w przyszłości (gdyby np. Londyn „nie nadążał” za rozwojem norm w Unii) ma być system karnych ceł nakładanych w wyniku arbitrażu, ale – to ustępstwo Unii – po wcześniejszych konsultacjach dwustronnych. „Zarządzana dywergencja” z systemem podobnych retorsji będzie też działać w dziedzinie pomocy publicznej.

Suwerenność kontra rynek

Udało się uniknąć czarnego scenariusza „no-deal”, który skazałby Wielką Brytanię i Unię, by już od stycznia automatycznie przeszły na ogólne zasady Światowej Organizacji Handlu, czyli m.in. cła 10 proc. na samochody i ich części, 30-40 proc. na niektóre produkty rolno-spożywcze oraz kwoty eksportowe.

Jednak Boris Johnson jeszcze w okresie, gdy ciężko pracował nad wysadzeniem swej poprzedniczki Theresy May z premierowskiego siodła, postawił na „twardy brexit” – niechaotyczny (bo z umową unijno-brytyjską), ale przy bardzo mocnym odcięciu się Londynu od unijnego wspólnego rynku, w dodatku z wyjściem Brytyjczyków ze wspólnej unii celnej z UE. I taki rodzaj brexitu zatwierdza dzisiejsza umowa, bo silniejsze więzi z Unią wymagałyby trzymania się przez Londyn wielu wspólnych, a w zasadzie unijnych przepisów. A to byłoby nie do przełknięcia dla Johnsona i jego twardo-brexitowego skrzydła w partii rządzącej.

Brak ceł między Wielkiej Brytanią i Unią nie oznacza braku granicy celnej, która od 1 stycznia zacznie przecinać Kanał La Manche. Wprawdzie towary unijne i brytyjskie będą tam clone stawką zerową, ale już reeksportowane spoza UE i Wielkiej Brytanii będą okładane dodatkowymi opłatami. Szczegółowe przepisy dzisiejszej umowy określają sposób clenia towarów wyprodukowanych np. częściowo w UE i częściowo w Azji. A skoro Brytyjczycy przestają automatycznie uznawać wspólne regulacje np. co do bezpieczeństwa zabawek albo detergentów, to również ta kwestia będzie wymagać dodatkowej biurokracji granicznej. Inny problem to „granica VAT-owska”. Dlatego Brytyjczycy zamierzają docelowo zatrudnić 50 tys. urzędników celnych. A około 4 proc. towarów – wedle nieoficjalnych szacunków – będzie musiało podlegać naocznej inspekcji przez służby graniczno-celne tam, gdzie dotąd – poza niedawnymi zakłóceniami epidemicznymi – przepływy handlowe były zupełnie niezakłócone, jakby odbywały się w ramach jednego kraju.

Gwarancje dla Polaków

Unijno-brytyjska umowa o wolnym handlu dotyczy głównie towarów, ale wielkie nowe utrudnienia spadną na usługodawców, co będzie najboleśniejsze dla brytyjskiego sektora finansowego (londyńskie City!). Na terenie Unii nie będzie już mógł korzystać z automatycznych certyfikatów na równi z firmami zarejestrowanymi i pozostającymi pod unijną jurysdykcją. Przed kilku miesiącami premier Johnson – ku sporemu zaskoczeniu strony unijnej – zdecydował, że obecna umowa nie będzie obejmować współpracy w polityce zagranicznej, obronnej i bezpieczeństwa. To nie oznacza zapaści, bo Wielka Brytania pozostaje jednym z kluczowych członków NATO, jednak jeszcze mocniej uderza w jej po-unijną spuściznę.

Gwarancje dla dotychczasowych praw Polaków i innych obywateli UE mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii (wedle stanu na koniec 2020 r.) zawiera już ratyfikowana „umowa rozwodowa” Londynu oraz Unii i w tej kwestii nie ma zmian. Ponadto Johnson na początku grudnia – pod naciskiem Unii i ekipy prezydenta elekta Joe Bidena – odpuścił projekt przepisów, które łamałyby „umowę rozwodową” co do Irlandii. Granica między unijną Irlandią oraz brytyjską Irlandią Płn. pozostanie zatem „niewidoczna” m.in. za sprawą utrzymania Ulsteru pod wieloma rygorami celnymi i rynkowymi UE.

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Kolejny zgon po interwencji rozzuchwalonej PiS-policji Szymczyka

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Coraz mniej mamy w PiS-Polsce policjantów, coraz więcej bezkarnych bandytów politycznych w mundurach służby państwowej. Jednak nie wolno im ulegać. Dopytywanie i wyjaśnianie okoliczności represji każdej ich ofiary, to nasz obowiązek. Jutro może to być każdy z nas.

W niedziele w Płocku stracił życie kolejny obywatel po wizycie na komisariacie. Tym razem 32-letni ojciec 1,5-miesięcznej córki, który podróżował również z żoną prywatnym samochodem, podobno sprowokował policjantów do interwencji. Po niej stracił życie i osierocił córkę.

Jak twierdzi policja, bo nikt inny nie ma nic do powiedzenia, zmarły był agresywny, miał błędny wzrok, łamał wszelkie przepisy, uszkodził im mundury i pobił policjantów. Wezwano kilka zespołów patrolowych do jednego kierowcy, użyto gazu obezwładniającego i odwieziono na komisariat. Tam, oczywiście, że bez udziału policjantów, pewnie ze złości zasłabł i zmarł. Ciekawe?

Kto pamięta okoliczności śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu? Pierwsze komunikaty były identyczne. Dopiero po ujawnieniu nagrań z paralizatora, okazało się, że nie był poszukiwany, był niewinny i zmarł w wyniku tortur, jakie zorganizowali policjanci w łazience komisariatu. Mimo to przestępca generalny kraju, PiS-minister ON oraz PiS-minister SWiA osobiście mataczyli w sprawie i organizowali pomoc dla sprawców i nagonki prawne na niewygodnych świadków zdarzenia. Zniknęły nagrania z monitoringi wewnętrznego komisariatu, a sekcja zwłok nie ujawniła niczego podejrzanego. Zmarł na niewydolność, prawdopodobnie po użyciu narkotyków. Tak działa PiS-system bezprawia i tuszowania prawdy.

Jak było tym razem? Trudno wyrokować. Jednak powalają mnie już obecnie przytaczane informacje rzecznika prasowego policji. Wynika z niej, że zatrzymano groźnego przestępcę, który wyglądał na narkomana, który uciekał, aż bohaterskie patrole policji zatrzymały go i poprosiły o dowodzik. On jednak rzucił się na nich, pobił, uszkodził mundury i dopiero gaz uspokoił delikwenta. Pomagała mu partnerka i tylko 1.5-miesięczne dziecko nie uszkodziło żadnego policjanta, a o niekontrolowanym siusianiu ma mundur milczy rzecznik policji. Potem „agresywny bandyta” został przetransportowany na komisariat i nagle zmarł.

No przecież, że nie pod wpływam tortur, pobicia i stosowania technik przemocy bezpośredniej. Ciekawe, czy nagrania z komisariatu już zginęły, czy dopiero później, z akt prokuratorskiego śledztwa?

Przecież takich spraw w okresie rządów PiS-u mieliśmy już dziesiątki. Wszystkie kończą się tak samo, jak sprawa Przemyka w PRL.

Budowanie pozycji PiS-policji, jako bezkarnych i opresyjnych bandytów jest na rękę Kaczyńskiemu.

Po pierwsze, policja zrywa więzi ze społeczeństwem i musi być wierna, na dobre i złe z jedynym ich dobrodziejem i w razie potrzeby wybawcą.

Po drugie, tak buduje się siłę władzy wobec jej przeciwników. Nie jest ważne, że policja łamie prawo, bije i morduje, bo tak ma być, macie się jej wszyscy bać, a nie się skarżyć. Macie być ulegli, bo mogą nawet zabić i nikomu z nich włos z głowy nie spadnie. Dlatego dla Kaczyńskiego, Kamińskiego, Ziobry, Szymczyka… nie jest ważne, czy policja działa zgodnie z prawem, ważne jest, że działa skutecznie i po ich stronie mocy.

PiS-policja ma 100 tysięcy funkcjonariuszy. Z tego w niektórych komisariatach braki kadrowe sięgają 30%. Znaczna grupa, czasami sięgająca kolejnych 30% jest wyłączenia ze służby z przyczyn zdrowotnych i pandemicznych. Ktoś musi pilnować tych komisariatów. Młodzież nie garnie się do służby, mimo wysokich zarobków oraz premii za interwencje i represje wymagane, udokumentowane i porównane statystyczne.
Niewyszkoleni, niewykształceni, nieznający swoich praw i obowiązków, niecierpliwi i chętni do bezkarnej opresji innych, do korzystania ze swojej władzy na ulicach, to kierunek budowania PiS-kadr policji. Taka jest też droga do umacniania represji reżimu.

Coraz mniej mamy w PiS-Polsce policjantów, coraz więcej bezkarnych bandytów politycznych w mundurach służby państwowej. Jednak nie wolno im ulegać. Dopytywanie i wyjaśnianie okoliczności represji każdej ich ofiary, to nasz obowiązek. Jutro może to być każdy z nas.

Dlatego interesuje mnie, co stało się w Płocku i dlaczego nie żyje zdrowy, młody człowiek, który chwilę wcześniej podróżował z małym dzieckiem i żoną prywatnym samochodem. W takim składzie i bez uzbrojenia nie napada się na kilka patroli policji.

Co się stało, że policja wyprowadziła go z równowagi w taki sposób, że musiał zginąć i osierocić dziecko? Winni nie powinni ujść karze i muszą wynagrodzić osieroconym stratę. W przeciwnym razie jesteśmy państwem barbarzyństwa i zaniku człowieczeństwa.

Adam Mazguła