Adam Mazguła: dzień PiS-bandyty

Adam Mazguła
Zamiast uśmiechów w wymownym pochodzie kwiatów i flag, mamy zamaskowanych i ziejących nienawiścią PiS-kiboli, przestępców stadionowych, kościelnych rycerzy nienawiści. Aby dokończyć „podłą zmianę” Kaczyńskiego, potrzeba oficjalnie dokonać „reformy” nazwy Dnia Niepodległości na „dzień PiS-bandyty”.
Komisarz bezpieczeństwa „podłej zmiany”doprowadził do tak daleko idących przeobrażeń, że zmienił wszystko, dosłownie wszystko, nawet znaczenie słów.
„Kibole byli tak nabuzowani, jakby walczyli na prawdziwej wojnie”. Marsz Niepodległości 2020 #OKOpress @s_klauzinski https://t.co/SwuE08YTDd pic.twitter.com/SwoR1zR5Iq
— OKO.press (@oko_press) November 11, 2020
Dzisiaj pokazał, jak bardzo zmienił tradycje świętowania. Zamiast pikników i śpiewania pieśni patriotycznych mamy teraz wybuchowe petardy, palące się kolorowe race, pały i płonące mieszkanie.
Wicepremierowi ds. bezpieczeństwa idzie jakoś słabo ta robota, której się podjął. Na razie skutecznie i imponująco potrafi ochronić tylko swoją willę na Żoliborzu. pic.twitter.com/NebnU7IIj2
— Maciej Sonik 🇪🇺🇵🇱 (@MaciejSonik) November 11, 2020
To jest ten Bóg, Honor i Ojczyzna? To jest ten patriotyzm? To idiotyzm, prostactwo, nacjonalizm i wandalizm. Panowie spowodowali pożar w mieszkaniu. To jest właśnie prawdziwe i bezpośrednie zagrożenie dla polskich rodzin. 🇵🇱#NIEdlanacjonalizmu #11listopada pic.twitter.com/CVDdr6fH9c
— Igor Wojciechowski (@I_Wojciechowski) November 11, 2020
Wrzucono race do mieszkania.Marsz Niepodległości ul:3 maja. pic.twitter.com/bdZWnnNBT9
— @PolskawRuinie2🇵🇱 (@polskawruinie2) November 11, 2020
Zamiast uśmiechów rodziców i ich dzieci w wymownym pochodzie kwiatów i flag, mamy zamaskowanych i ziejących nienawiścią PiS-kiboli, przestępców stadionowych, kościelnych rycerzy nienawiści.
To święto ma już bogate tradycje. W tym dniu z narodowcami maszerował A. Duda, cała rada mini sterów i gwiazd reform PiS-u. Maszerowało wojsko, a policji tak się spodobały marsze faszystów, że wszędzie atakowali przemocą, ale tych, którym się ta forma świętowania nie podobała.
Na deskach tego teatru prezentuje się spektakl bitwy dotychczasowych sojuszników, w której głównym bohaterem i reżyserem jest komendant granatowej policji Jarosław Szymczyk. Aktorów dostarczają organizacje kościelne spod hasła „Bóg, Honor i Ojczyzna”.
Marsz Niepodległości, którego miało nie być. Najbardziej ochoczo wznoszony okrzyk: „jebać Antifę”. Na zmianę z „Bóg, honor i ojczyzna”#DzieńNiepodległości pic.twitter.com/KGE912uhN4
— Renata Kim (@RenataKim3) November 11, 2020
Aby dokończyć jednak „podłą zmianę” Kaczyńskiego, tylko w tej sprawie, potrzeba oficjalnie dokonać „reformy” nazwy Dnia Niepodległości na „dzień PiS-bandyty”. Zmiana nazwy dnia to jedno z ostatnich „reform” w kraju. A to dlatego, że PiS już nie panuje nad niczym, a już najmniej nad rządzeniem w kraju. Ich nierząd tak skutecznie zmienił Polskę, że została tylko wielka ruina, bałagan, brudne buty prezesa i urwany guzik u jego zbyt dużego płaszcza.
Policja bije dziennikarzy
Legendarny fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry na Marszu Niepodległości. W szpitalu – przed zabiegiem usunięcia gumowej kuli z twarzy – pytał kolegów z redakcji, czy "wszystkie zdjęcia doszły i kiedy zostaną opublikowane".
— Michał Wróblewski (@wroblewski_m) November 11, 2020
(Fot. East News i Tomasz Gutry) pic.twitter.com/QrJrNRUiPN
O, proszę. Granatem hukowym w dziennikarzy. Co się stało z tą policją?pic.twitter.com/pCTWwchTur
— Marcin Dobski (@szachmad) November 11, 2020
Nie mogę w to uwierzyć w to czym dzis jest Polska https://t.co/wLAzB5fyRj
— Kira Czarny (@kiraale_) November 11, 2020
.@Policja_KSP Nie ma zgody na naruszenie praw dziennikarzy i fotoreporterów w trakcie wykonywania obowiązków. Są one gwarantowane w Konstytucji, Prawie Prasowym, ale też Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Składam interwencję poselską do Komendanta @PolskaPolicja. #WolneMedia https://t.co/TfycWObRfw
— Michał Szczerba (@MichalSzczerba) November 11, 2020
Teraz, aby coś zmienić, to trzeba by autentycznie zacząć powracać do starego i naprawiać. Do tego właśnie służy dawne słowo „reforma”. Jednak do tego potrzeba już innych ludzi i nowej siły politycznej. Dlatego „uprzejmie proszę, szybciutko uciekajcie!”
Adam Mazguła
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Szczepionka przeciw koronawirusowi. Za sukcesem stoi dwoje niemieckich naukowców o tureckich korzeniach

Insa Wrede
Koncerny Biontech i Pfizer przygotowują się do wypuszczenia na rynek swojej szczepionki przeciw koronawirusowi. Za sukcesem stoi dwoje niemieckich naukowców o tureckich korzeniach.
This is Ozlem Tureci and Ugur Sahin – the couple behind Biontech (the firm working alongside Pfizer).
— Dan Walker (@mrdanwalker) November 10, 2020
Their company is worth £16.6 billion but Ugur still cycles to work. Colleagues say they are dedicated to vaccine research & even spent time in the lab on their wedding day
💉🙌🏻 pic.twitter.com/14XfZwfOPi
„Prędkość światła” – tak w połowie stycznia został nazwany projekt niemieckiego koncernu Biontech. A chodziło w nim o stworzenie szczepionki przeciw koronawirusowi w rekordowym tempie. I tempo stało się błyskawiczne. W normalnych czasach wynalezienie szczepionki zabiera od 8 do 10 lat, tymczasem naukowcy z Moguncji potrzebowali dwóch lat na doprowadzenie badań do takiego stadium, że można ubiegać się o wprowadzenie jej na rynek w USA.
W połowie listopada Biontech wraz ze swoim amerykańskim partnerem, koncernem Pfizer, złoży odpowiedni wniosek. Rezultaty badań wskazują na 90-procentową skuteczność preparatu. Jeśli życie to potwierdzi, świat pozna zwycięzcę biegu po szczepionkę w zachodnim świecie. Teraz jeszcze trwają testy na kilkudziesięciu tysiącach uczestników projektu, aż do zebrania takiej liczby wiarygodnych wyników, która jest wymagana przy składaniu wniosku.
Mózgiem Biontechu jest małżeństwo Ugur Sahin i Özlem Türeci. Lekarze dotychczas zajmowali się walką z rakiem, głównie poszukując indywidualnych terapii immunologicznych, które wykorzystują naturalne mechanizmy samoleczenia każdego organizmu.
Potomkowie imigrantów
Sahin urodził się w Turcji i jako czterolatek przyjechał z matką do Kolonii. Ojciec pracował w zakładach Forda. Sahin studiował na tamtejszym uniwersytecie. – Dość wcześnie odkryłem, że interesuje mnie nauka – powiedział Sahin w 2019 roku, odbierając irańską nagrodę za wybitne osiągnięcia naukowe. – Interesowałem się immunologią – mówi 54-latek. Ciekawiło go, w jaki sposób organizm sam może identyfikować i atakować komórki rakowe. Po studiach pracował na rodzimej uczelni, a następnie w klinice w Kraju Saary.
Tam poznał swoją przyszłą żonę Özlem Türeci, córkę tureckiego lekarza, który przybył do Niemiec ze Stambułu. Dziś wykłada na uniwersytecie w Moguncji i uchodzi za pionierkę w leczeniu raka metodami immunologicznymi.
– Ukształtował mnie mój ojciec, który był lekarzem. Jako dziewczynka nie potrafiłam wyobrazić sobie innego zawodu – powiedziała Özlem Türeci portalowi wissenschaftsjahr.de.
Nauka jako treść życia
– Gabinet ojca był u nas w domu, jako dzieci bawiliśmy się pomiędzy pacjentami. Nie było w naszym domu ścisłego podziału między pracą a życiem – powiedziała lekarka. Tego podziału nigdy nie było także w jej dorosłym życiu. Gdy w 2002 roku wychodziła za mąż za Sahina, ten nawet w dniu ślubu przez wiele godzin stał w laboratorium – przed i po uroczystości w urzędzie stanu.
Ugur Sahin i Özlem Türeci w 2001 roku założyli firmę biofarmaceutyczną Ganymed Pharmaceuticals, tworzącą oparte na immunologii lekarstwa na nowotwory. W 2016 roku firma została sprzedana za 422 miliony euro. W 2008 powstał Biontech, w którym kontynuowane są badania związane z leczeniem raka. Dotychczas żaden z wypracowanych leków nie został wprowadzony na rynek.
Uczony z pasją
Jako szef zarządu Biontechu, Sahin nadal jeździ rowerem. Poza tym uczy studentów na mogunckim uniwersytecie.
Andreas Kuhn, jeden z kolegów towarzyszących drodze życiowej Sahina, tak o nim powiedział: – Rzadko spotykałem ludzi, którzy są tak mądrzy, jak on. Jest zawsze o krok dalej niż inni. Gdy tylko ktoś przyjdzie z jakimś pomysłem, okazuje się, że Sahin już to przewidział. Andreas Kuhn pracuje w Biontechu od 13 lat. – Sahin od samego początku mnie zachwycił i sądzę, że właśnie ta zdolność jest jego siłą. Sahin nie używa jedynie naukowych argumentów, lecz przede wszystkim zaraża swoją pasją.
Biontech ma teraz 1300 współpracowników w ponad 60 krajach. Ponad połowa z nich to wysoko wykształcone kobiety. Firmie udało się w październiku wejść na giełdę technologiczną Nasdaq. Sprzedaż akcji przyczyniła się do rozwoju firmy. Teraz właściciele rozbudowują swoje możliwości produkcyjne, by utorować drogę szczepionce na COVID-19.
Wife and husband, Dr Özlem Türeci and Prof Ugur Sahin, the two brilliant brains behind the new Covid vaccine are children of immigrants, this made me smile. More power to women and minority scientists (photo via @Telegraph ) pic.twitter.com/0kmFPdIYqR
— Elif Shafak (@Elif_Safak) November 10, 2020
Wiara we własne możliwości
– Podstawowa zasada to zidentyfikować, jakich rzeczy naprawdę nie możemy zmienić i je zaakceptować – tłumaczyła Özlem Türeci w rozmowie z portalem innovationsland-deutschland.de. – Z pełną determinacją i odwagą trzeba się natomiast koncentrować na tym, co leży w zasięgu naszych wpływów, a ten jest na ogół większy, niż nam się początkowo wydaje – uważa badaczka.
Wiara w możliwości nauki i wieloletnie badania przyniosły także sukces finansowy. Ugur Sahin jest właścicielem 18 procent akcji Biontechu, a wraz ze wzrostem cen akcji po ogłoszeniu sukcesu w pracach nad szczepionką wszedł do pierwszej setki najbogatszych Niemców, przynajmniej na papierze.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
BioNTech i Pfizer mają szczepionkę na koronawirusa

DEUTSCHE WELLE
Wstępne wyniki badań koncernów BioNTech i Pfizer dają nadzieję na rychłe dopuszczenie na rynek szczepionki, która ma dawać ponad 90-procentową ochronę przed Covid-19.

Skuteczna szczepionka na koronawirusa w Europie i USA jest w zasięgu ręki. Firma BioNTech z Moguncji i amerykański koncern farmaceutyczny Pfizer w poniedziałek (9.11.2020) opublikowały obiecujące wyniki badań, kluczowe dla dopuszczenia szczepionki na rynek.
Ich szczepionka dawać ma ponad 90-procentową ochronę przed Covid-19. Nie stwierdzono przy tym żadnych działań ubocznych.
BioNTech i Pfizer chcą w przyszłym tygodniu wystąpić o zgodę Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków. Niemiecki minister zdrowia Jens Spahn (CDU) powiedział, że wychodzi z założenia, iż równoległy wniosek o zatwierdzenie spłynie także do Europejskiej Agencji Leków EMA.
UPDATE: We are proud to announce, along with @BioNTech_Group, that our mRNA-based #vaccine candidate has, at an interim analysis, demonstrated initial evidence of efficacy against #COVID19 in participants without prior evidence of SARS-CoV-2 infection.
— Pfizer Inc. (@pfizer) November 9, 2020
„Promień nadziei”
W przypadku dopuszczenia szczepionki na rynek Clemens Wendtner z Monachium z kliniki Schwabing ma nadzieję na szybkie rozpoczęcie szczepień: „Jeśli nastąpi ten krok, do końca 2020 roku ruszy fala szczepień ”.
Przedstawione przez BioNTech wyniki to „promień nadziei na ponurym horyzoncie” – zaznaczył wirusolog Florian Krammer z Icahn School of Medicine w Nowym Jorku, podkreślając, że dla niego to „najlepsza wiadomość” od początku pandemii.
BioNTech pracował nad szczepionką BNT162b2 w ramach projektu „Lightspeed” od połowy stycznia br. Badanie kluczowe dla dopuszczenia jej na rynek, czyli faza III rozpoczęła się pod koniec lipca w różnych krajach.
Do dziś ponad 43 500 osób otrzymało przynajmniej jedną porcję z dwóch szczepionek, które są podawane w odstępie trzech tygodni. Odporności przed zakażeniem pacjent nabywa w tydzień po drugim szczepieniu – podaje producent.
Brak ważnych danych
W badaniu wystąpiło jak dotąd łącznie 94 przypadków potwierdzonego zachorowania. Jak podają BioNTech i Pfizer, ostatecznej oceny dokona się przy 164 potwierdzonych przypadkach choroby. Dodatkowo zostanie sprawdzone, w jakim stopniu szczepienie nie tylko chroni przed Covid-19, ale także przed ciężkimi przebiegami tej choroby. Zarówno efekt ochronny, jak i wszelkie skutki uboczne obserwowane będą przez dwa lata.
Epidemiolog Gerd Fätkenheuer z Kliniki Uniwersyteckiej w Kolonii podkreśla, że to „wspaniałe i obiecujące informacje”. „Myślę, że będzie to miało decydujący wpływ na naszą walkę z pandemią i mam nadzieję, że duże ilości szczepionki będą szybko dostępne.”
Jednak eksperci wskazali również na fakt, że informacje o szczepionce pochodzą jak dotąd tylko z komunikatu prasowego, a nie z publikacji naukowej. Brak jest np. informacji o efekcie ochronnym w określonych grupach wiekowych czy o tym, jak długo utrzymuje się ten efekt.
Nowy mechanizm działania
Preparat BioNTech to tak zwana szczepionka RNA, oparta na zupełnie nowym mechanizmie. Celem szczepienia jest stymulowanie organizmu do tworzenia przeciwciał przeciwko białku wirusa w celu przechwycenia patogenów, zanim dostaną się do komórek i zaczną się tam namnażać.
Jedną z zalet szczepionek RNA jest to, że mają znacznie szybsze działanie niż konwencjonalne szczepionki.
BioNTech i Pfizer spodziewają się, że w tym roku na świecie zostanie udostępnionych do 50 mln dawek, a w nadchodzącym roku do 1,3 mld.
Komisja Europejska prowadzi od jakiegoś czasu negocjacje z BioNTech / Pfizerem w sprawie umowy ramowej na dostawę szczepionki do wszystkich krajów UE.
Entuzjazm na giełdach
Kraje takie jak Rosja, Chiny, a ostatnio Bahrajn dopuściły już na swoje rynki szczepionki i szczepią części populacji. Jak dotąd nie ma jednak pewności, jak skuteczna jest ich ochrona i jakie mogą wywoływać skutki uboczne.
Publikacja wyników badań odbiła się także na giełdach: w poniedziałek Dax przekroczył 13 tys. punktów, wzrastając o 4,6 procent do 13051,63 pkt.
Główny indeks strefy euro EuroStoxx 50 zyskał 4,9 procent dochodząc do 3362,09. W Stanach Zjednoczonych przed notowaniem akcje amerykańskiego koncernu farmaceutycznego Pfizer początkowo wzrosły o około 9 procent, a akcje BioNTech o około 16 procent.
Prezydent Donald Trump zareagował także entuzjastycznie. „Takie świetne wieści! ”, napisał na Twitterze.
REDAKCJA POLECA
W galaktyce Drogi Mlecznej może znajdować się 300 mln planet, które potencjalnie nadają się do zamieszkania
W galaktyce Drogi Mlecznej może znajdować się 300 mln planet, które potencjalnie nadają się do zamieszkania. Kilka z nich jest odległych o 30 lat świetlnych od Słońca, a niektóre nawet mniej niż 20 lat świetlnych – oceniają naukowcy NASA. Wedle optymistycznych ocen nawet jedna na dwie gwiazdy podobne do Słońca może mieć planetę nadającą się do zamieszkania. Tym samym nawet 2–3,6 mld planet może mieć warunki przyjazne człowiekowi.

300 milionów planet nadających się do zamieszkania
Według nowych badań wykorzystujących dane z teleskopu kosmicznego Keplera, około połowa gwiazd o podobnej temperaturze do Słońca może mieć skalistą planetę zdolną do utrzymywania wody w stanie ciekłym na jej powierzchni. Tym samym w naszej galaktyce Drogi Mlecznej może znajdować się 300 milionów planet, które potencjalnie nadają się do zamieszkania, przy czym cztery z nich prawdopodobnie w odległości 30 lat świetlnych od Słońca, a jedna nawet bliżej niż 20 lat świetlnych.
– Kepler powiedział nam już, że istnieją miliardy planet, ale teraz wiemy, że spora część z nich może być skalista i nadająca się do zamieszkania – podkreśla Steve Bryson, naukowiec z centrum badawczego NASA Ames Research Center w Kalifornii.
To jednak najbardziej pesymistyczne obliczenia przy założeniu, że 7 proc. gwiazd podobnych do Słońca ma takie planety. Jednak przy średnim oczekiwanym wskaźniku na poziomie 50 proc. może być ich znacznie więcej.
Badacze przyjrzeli się egzoplanetom odkrytym przez teleskop Keplera o promieniu 0,5-1,5 razy większym od promienia Ziemi. Skupili się zaś przede wszystkim na gwiazdach podobnych do naszego Słońca pod względem wieku i temperatury (ok. 1500 st. Fahrenheita) oraz planetach, które najprawdopodobniej są skaliste. Odkrycie naukowców jest przełomowe – dotychczasowe badania pomijały np. zależność między temperaturą gwiazdy a rodzajem emitowanego przez nią światła pochłanianego przez planetę.
– Uzyskany przez nas wynik jest daleki od ostatecznej wartości, a woda na powierzchni planety jest tylko jednym z wielu czynników podtrzymujących życie. Jednak dokonanie obliczeń z tak dużą pewnością i precyzją, które wskazują na taką powszechność planet do zamieszkania, jest niezwykle ekscytujące – wskazuje Steve Bryson.
Nowa analiza uwzględnia większość czynników i dzięki temu pozwala lepiej ocenić, czy dana planeta może być w stanie utrzymać wodę w stanie ciekłym, a tym samym – potencjalnie życie. Było to możliwe dzięki połączeniu ostatecznego zbioru danych Keplera o sygnałach planetarnych z danymi o produkcji energii każdej gwiazdy z misji Gaia Europejskiej Agencji Kosmicznej.
– Zawsze wiedzieliśmy, że definiowanie zdolności do zamieszkania planety oparte na kategoriach jej fizycznej odległości od gwiazdy, tak aby nie była zbyt gorąca ani zimna, pozostawiało wiele wątpliwości – twierdzi Ravi Kopparapu, naukowiec z NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt w stanie Maryland. – Dane zebrane przez Gaię pozwoliły nam spojrzeć na te planety i ich gwiazdy w zupełnie nowy sposób.
Według naukowców atmosfera planety określa, ile światła potrzeba, aby na jej powierzchni znalazła się woda w stanie ciekłym. Wyliczenia wskazują, że nawet około połowa gwiazd podobnych do Słońca ma planety skaliste, na których powierzchniach może znajdować się woda w stanie ciekłym. Optymistyczne szacunki mówią nawet o 75 proc. takich gwiazd.
To dobra wiadomość, zwłaszcza że ludzkość może być zagrożona wyginięciem z powodu jakiegoś kataklizmu. Jak zauważył astronom Carl Sagan, jedynym możliwym sposobem uniknięcia końca świata, jaki znamy, może być zasiedlenie innej planety w krótkim czasie.
– Wiedza o tym, jak powszechne są różne rodzaje planet, jest niezwykle cenna przy projektowaniu nadchodzących misji poszukiwania egzoplanet – tłumaczy Michelle Kunimoto z zespołu TESS na uczelni Massachusetts Institute of Technology w Cambridge. – Na podstawie tych oszacowanych wyników można zmaksymalizować szanse powodzenia badań poszukiwania małych, potencjalnie nadających się do zamieszkania planet wokół gwiazd podobnych do Słońca.
newseria
Amerykańskie media: Joe Biden zwycięża w wyborach prezydenckich w USA
Według doniesień amerykańskich mediów, demokrata Joe Biden zwyciężył w wyborach prezydenckich w USA.

Według potwierdzających się doniesień amerykańskich mediów, demokrata Joe Biden zwyciężył w Pensylwanii, a tym samym pokonał w wyborach prezydenckich urzędującego prezydenta Donalda Trumpa.
W pierwszej reakcji Biden przyznał, że jest „zaszczycony“:
„Ameryko, jestem zaszczycony, że wybrałeś mnie na prowadzenie naszego wspaniałego kraju.
Przed nami bardzo ciężka praca: będę prezydentem wszystkich Amerykanów – niezależnie od tego, czy głosowaliście na mnie, czy nie.
Mam nadzieję, że będziecie ze mną” – napisał na Twitterze.
America, I’m honored that you have chosen me to lead our great country.
— Joe Biden (@JoeBiden) November 7, 2020
The work ahead of us will be hard, but I promise you this: I will be a President for all Americans — whether you voted for me or not.
I will keep the faith that you have placed in me. pic.twitter.com/moA9qhmjn8
Polskie władze „przekroczyły czerwoną linię”. Sprawa praworządności jest przesądzona. Polska może pozostać bez grosza

Jacek Lepiarz
Czy Węgry i Polska zawetują budżet UE, aby nie dopuścić do wejścia w życie mechanizmu „pieniądze za praworządność? Zdaniem „Spiegla” te groźby są bez pokrycia.

Premier Węgier Viktor Orban i „silny człowiek” polskiej polityki, wicepremier Jarosław Kaczyński określają Unię Europejską mianem „aparatu ucisku”. Obaj politycy „drwią (z Unii), szczują, krytykują, a pomimo otrzymują z Unii ogromne pieniądze”. Ponad 181 miliardów euro – tyle pieniędzy przez 16 lat Polska dostała z Unii Europejskiej. W tym samym czasie do unijnego budżetu wpłaciliśmy 58 miliardów – oto finansowy bilans 16 lat członkostwa Polski w UE.
Dotychczas Bruksela mogła jedynie bezsilnie przyglądać się i przekazywać rządom w Warszawie i Budapeszcie kolejne miliardy funduszy pomocowych – piszą Markus Becker i Jan Puhl w analizie zamieszczonej w najnowszym wydaniu tygodnika „Der Spiegel”.
„Ta sytuacja ma się wkrótce zmienić” – zaznaczają autorzy. Parlament Europejski i rząd niemiecki występujący w imieniu UE porozumiały się co do możliwości, które umożliwią w przyszłości obcinanie funduszy krajom, które naruszają praworządność – tłumaczą Becker i Puhl.
Zgodnie z tym porozumieniem przekazywanie funduszy z budżetu UE ma być uwarunkowane przestrzeganiem standardów praworządności. „Oficjalnie chodzi o to, by uniemożliwić korupcję przy korzystaniu z funduszy. W rzeczywistości ten instrument ma potencjał pozwalający na karanie populistycznych rządów, takich jak Orbana czy Kaczyńskiego” – czytamy w „Spieglu”.
Autorzy zastrzegają, że kompromis musi zostać zaakceptowany przez Parlament Europejski i Radę UE, ale ani Polska, ani Węgry nie mają możliwości weta. „Orbanowi i Kaczyńskiemu pozostaje tylko jeden sposób na zablokowanie mechanizmu: musieliby storpedować cały budżet UE wraz z funduszem odbudowy (dla krajów dotkniętych skutkami Covid-19)” – tłumaczą dodając, że cały pakiet wart jest 1,8 bilionów euro i musi zostać zatwierdzony jednomyślnie.
„To groźba bez pokrycia, gdyż Węgry i Polska skazane są na tę pomoc” – uważa „Der Spiegel”. Gdyby oba kraje odważyły się na zastosowanie weta, Bruksela mogłaby stworzyć fundusz pomocy na nowo, w ramach międzynarodowych porozumień, ale bez Warszawy i Budapesztu. W takim przypadku Polska zostałaby bez grosza – piszą Becker i Puhl, powołując się na opinię szefa przedstawicielstwa UE w Polsce, Marka Prawdy.
„Der Spiegel” zwraca uwagę, że polski rząd znajduje się pod presją. Polskie władze „przekroczyły czerwoną linię”, otwarcie ignorując Trybunał Sprawiedliwości UE. Zdaniem Beckera i Puhla skomplikowana jest też sytuacja wewnętrzna. Autorzy przypominają o niedawnym orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, co wyprowadziło tysiące osób na ulice i doprowadziło do spadku poparcia dla PiS o 10 punktów procentowych.
Rewolucja jest kobietą! #StrajkKobiet pic.twitter.com/ZBqAIn1Vx5
— Aleksandra Gajewska (@AGajewska) October 30, 2020
„Odebranie Polsce funduszy unijnych mogłoby doprowadzić do dalszego spadku poparcia dla PiS. Tym bardziej że – jak wynika z jednego z sondaży – 72 proc. Polaków popiera nowy mechanizm UE” – konkludują Becker i Puhl w najnowszym wydaniu tygodnika „Der Spiegel”.
REDAKCJA POLECA
Od soboty już tylko Netflix, Pornhub i TVP

Agnieszka Ossowska
Ja już na żadne odrzucenie nie mam sił. Na żadne olewanie i żadne dymanie. Ani przez byle jakiego faceta, ani przez byle jaki rząd
Najgorsze co może nas spotkać to brak odpowiedzi na naszą prośbę o dialog. My tu krzyczymy, płaczemy, wyrywamy sobie włosy, niektóre z nas nawet cycki wywalają na wierzch, żeby tylko ktoś dostrzegł ten wewnętrzny ból i tę rozpaczliwą prośbę o zwrócenie uwagi.

Wymyślamy niestworzone hasła, wyszukujemy wulgaryzmów, tworzymy plakaty, malujemy wzory na ciele, a otrzymujemy w zamian co? Olewkę. A my przecież błagamy tym krzykiem o rozmowę, bo pragniemy żyć w bezpiecznym i demokratycznym kraju, w którym każdy głos jest ważny, i nie ma podziału na lepszy i gorszy sort.
Jednak manipulanctwo lubi wykorzystywać ciszę jako element gry. Oraz uzbrajać się w kamienne twarze. Niewzruszoność na naszą sytuację rozwala nas i rozsierdza jeszcze bardziej. Ale jak wiadomo, psychopatów rajcuje złość, którą wywołują. Im bardziej będziemy ją okazywać, tym bardziej będzie to niektórych kręcić.
Nasze starania zwrócenia na siebie uwagi są na nic albo służą podnieceniu zboczonych na punkcie władzy egocentryków. Ile to klaksonów i naszych strun głosowych kosztowało, tylko my wiemy. Ale chuj. Nadal będziemy ich nadwyrężać.
Strajkujący są traktowani jak rozwydrzone nastolatki, którym trzeba dać się wykrzyczeć, a w końcu ucichną, i nadal będą pod władzą tych, którzy rządzą Polską. Tylko, hello, żadnych ludzi się nie olewa, nawet jak ich zachowania nie wyglądają na dojrzałe, gdy są zbyt emocjonalne. BO KAŻDY CZŁOWIEK MA GODNOŚĆ. I KAŻDEGO NALEŻY SZANOWAĆ.
Prosimy o atencję, a nasz krzyk jest wyrazem cierpienia, a nie nienawiści. Jednak jeśli odbiorca ma cechy psychopaty, to przykro mi, ale pozostaje nam odwrót, albo ucieczka z domu – z Polski, albo odebranie sobie życia.
Ale przecież to chyba nie jest normalne, żeby nagle połowa Polski wyjechała ze swojego kraju, albo odebrała sobie życie – choćby w przenośni jako nasz głos… Może to jednak ten rząd powinien przyznać, że nie daje rady PANOWAĆ, bo myślał, że PANOWANIE polega tylko na używaniu siły, a nie na obdarzaniu zaufaniem poddanych i pomaganiu im w realizowaniu ich celów i pomaganiu w budowaniu poczucia bezpieczeństwa i solidarności. A nie na poszerzaniu poczucia krzywdy i niesprawiedliwości. Nie jesteśmy psami, żeby nas bić i tresować. Nawet i psów nie wolno źle traktować. Ten rząd nie ma do nas dobrych uczuć, tylko chęć rządzenia nami i naszymi emocjami.
Z drugiej strony wiem, że nasze krzyki wcale niekoniecznie przynoszą dobry skutek, bo przestajemy być przez niektórych traktowani poważnie, mimo że to o czym krzyczymy w może mało poważny sposób, jest tak naprawdę wielce poważne.
Kilka lat temu strajki kobiet miały delikatniejszą formę. Czy tą delikatnością coś zyskaliśmy? Niestety nie. Wtedy myślałam, że taki nowoczesny sposób, wyzbyty agresji, polegający na walce na argumenty, powinien działać lepiej niż prawdziwa walka. I że wpłynie to na kolejne wybory. Jednak niestety każda rewolucja potrzebuje bojowników. Tych, którzy mogą polec. Tych w pierwszym szeregu, tych, którzy biorą na klatę zagrożenie. Na te gołe cycki.
Myślę, że nawet Jezus stanąłby po naszej stronie. Bo gdyby żył w naszych czasach powiedziałby, że skoro medycyna tak bardzo poszła naprzód, to trzeba robić badania prenatalne, i uświadamiać kobiety, co im i ich dzieciom grozi, i w razie możliwości dawać kobiecie wybór, jeśli będzie miała ona stanąć w obliczu dramatycznego konfliktu moralnego: czy wybrać coś strasznego jak aborcja, czy może coś dużo straszniejszego: śmierć dziecka zaraz po lub niedługo po jego urodzeniu. Bo to jest przecież OSOBISTA DECYZJA danej osoby, podmiotu moralnego, którego ta sytuacja dotyczy, a nie kogoś na stołku, kto nami chce zarządzać jak byśmy byli tylko pionkami w grze, komu się wydaje, że wszystkim na ziemi można zawiadywać. Pewne rzeczy nie mogą „się komuś wydawać”. Pewne rzeczy trzeba samemu osobiście czuć, przeżywać, i samemu móc co nich podejmować decyzję.
No i wiemy już, że tylko do piątku możemy latać po galeriach, kinach, teatrach. A od soboty został nam już tylko Netflix, Pornhub, TVP. Strajki też już przycichły i pewnie przycichną jeszcze bardziej. Pozostanie nam tylko komputer. Będziemy mogli wyżywać się już tylko na klawiaturze naszych komputerów. Przestaniemy być realnym zagrożeniem dla rządu i zamienimy się w jakąś ikonkę oraz łatwo namierzalne IP komputera. Z naszego przesłania i tak będą korzystać tylko ci, którzy też są przeciwni poczynaniom rządu, a ci, których chcieliśmy namówić do dołączenia do nas, mogą nawet tego nie zauważyć, bo przecież nie będą nas wyszukiwać w sieci. Słowo pisane nie potrafi tak donośnie krzyczeć, jak mówione. I memy nie potrafią tak bezpośrednio trafiać do ludzi, jak kartony z hasłami noszone własnymi rękoma.
Jak ja nie lubię walczyć. A jeszcze bardziej nie znoszę swoich emocji. Chciałabym mieć wszystko, co się wokół dzieje w dupie. Ale to za ciężkie, bo niestety jako człowiek jestem istotą współczującą, i co gorsza – też niestety myślącą. I mimo że sama zachęcam nie do samego krzyku, ale do przemyślanego protestu, wysnuwaniu argumentów, które też przecież stanowią element walki, tak żeby rozjaśnić każdemu, czemu w ogóle walczymy, to jednak rozwala mnie to, że tak wiele osób, mimo że bardzo się stara wpłynąć na zmiany w Polsce, to rząd nie poczuwa się i pewnie nie poczuje, by podać się do dymisji, albo żeby po prostu wejść w dialog. Wysłuchać nas i zrozumieć, a następnie naprawić swoje błędy.
Ale rząd nie widzi żadnych swoich błędów. A przecież wtedy dopiero zyskałby nasz szacunek, jakby ktoś przyznał, że coś jest nie tak. I tak samo, jak aborcji „z okazji” nieodwracalnej wady płodu zakazano powołując się na Trybunał Konstytucyjny, tak samo wedle logiki tam zawartej jakby ktoś zechciał, mógłby też zakazać aborcji „z okazji” gwałtu. No bo skoro TK gwarantuje ochronę życia ludzkiego w każdej fazie jego rozwoju, to dlaczego nie mamy być zmuszeni do donoszenia ciąży powstałej wskutek gwałtu. Więc może nie ma co się powoływać na taki Trybunał Konstytucyjny?! Proszę tych, którzy boją się sprzeciwić rządowi: OTWÓRZCIE OCZY!!! JESTEŚCIE ZMANIPULOWANI PRZEZ KOGOŚ, KTO PODPIERA SIĘ O BIBLIĘ. A to jest największa z możliwych obłud.
W szale przed odbieraną wolnością, z przyczyn co prawda wyższych, bo dla ochrony naszego zdrowia, jednak przy okazji w oczywisty sposób tłumiącą też w ten podstępny sposób strajki, pobiegłam do sklepów zaopatrzyć siebie i dzieciaki na zimę w buty, rękawiczki, czapki. Nie wiem, czy nie kupować już upominków na mikołajki, bo przecież lockdown może potrwać do wtedy, jak i nie do Bożego Narodzenia. No ale nic, dzięki Bogu jest jeszcze allegro. Jednak naprawdę, gdy zobaczyłam w Lidlu kilka tygodni temu już słodycze bożonarodzeniowe, przeżyłam atak paniki, bo o matko… Czy ta ciut za wczesna ekspozycja świąteczna oznacza, że mamy już szykować zapasy jak przy poprzednim lock downie? I czy znów będzie tak jak w Wielkanoc? Znów będziemy przed świętami stać w kolejkach przed sklepami z odstępami kilkumetrowymi od siebie? I znów będziemy czuć tę chujową samotność, jaką czuje się w święta, które spędza się bez najbliższych?
Przyzwyczailiśmy się już do widoku ludzi w maseczkach we wszystkich możliwych miejscach, coś, co rok temu wydałoby się jakimś surrealnym widmem. Przyzwyczailiśmy się patrzeć na siebie z lękiem, niepewni, kto z nas boi się być przy nas nawet w odległości tych dwóch metrów. Ludzie do siebie potrafią wykrzykiwać, że mają się oddalić, albo założyć maseczki. Co się z nami stało? W jakim świecie teraz żyjemy? Coraz więcej z nas się nie lubi wzajemnie, mimo że paradoksalnie tęsknimy właśnie teraz za kontaktem z ludźmi. Nie dość, że ta maskarada koronawirusowa, która nie wiadomo do kiedy będzie trwać, to jeszcze rząd naszego kraju nas osacza, wykorzystując sytuację, że mamy czuć wyrzuty sumienia i strach przed wychodzeniem na ulicę, by walczyć o wolność, bo to oczywiście potem będzie ogłoszona „nasza wina” te zapełnione szpitale. Czy to nie jest podłe, że wyciągają teraz takie tematy na wierzch, gdy formalnie nie mamy jak się bronić??? Czy to nie jest poniżające? Czy to nie odbiera nam godności po raz kolejny? Czy ta godność może być jeszcze bardziej zdeptana?!
Strajk kobiet poza chęcią protestu był też pretekstem dla wielu z nas, by wyjść z naszych jaskiń, by poczuć się częścią jakiejś całości, by poczuć jakąś więź z innymi i na patrzeć na siebie życzliwie. By trąbiąc w tłumie innych aut, polubić korki, które stały się zastępnikiem imprez, na których lubimy być w tłumie, mimo że w innych warunkach tłum, tak samo, jak i korki, nas denerwują. To cudowny sposób socjalizujemy się, w bezpiecznej odległości od siebie możemy bezkarnie patrzeć sobie w oczy i rozmawiać ze sobą kartonami. Odczuwać więź i wiedzieć, że nie jesteśmy sami z naszymi odczuciami – chęcią zmieniania rzeczywistości terroru. Chcemy też pokrzyczeć w tłumie albo po prostu przejść się razem na spacer. Więc póki możemy, wychodzimy strajkować, wybierając wolność i solidarność z innymi.
I teraz gdy na nowo będziemy musieli zamykać się w domach, chodzę i dotykam rzeczy, póki ten dotyk jest dozwolony. Chociaż i tak na moje dotykanie patrzy się, jak na za dużą swawolę, prawie jakbym uprawiała seks w miejscu publicznym. Ale mi brakuje tego seksu z rzeczami. Więc wcieram się w nie, wdycham ich chemiczną woń. Przymierzając je, nacieram się ich zapachem. Staram się wczuć w każdą fakturę rzeczy, bo tak bardzo tęsknię za wszelką bliskością. I zapamiętuję te obrazy: galerie, które ciekawe czy nie zaczną znikać z miejskiego krajobrazu.
Dla zabicia samotności odpalam też Tindera, żeby poczuć, że się jakimś gościom nadal podobam, bo na ulicy nie jest tak łatwo to wyrazić, jak tu – jednym pyknięciem. Regularnie odmawiam realnego seksu, gdy facet przyzna, że tylko tego szuka. Wtedy z przyjemnością oznajmiam, a to przepraszam, żegnaj, bo ja nie. Ja wolę coś więcej. A mało która kobieta przyznaje się do tego, że nie lubi być wykorzystywana, bo tak bardzo się przyzwyczaiłyśmy do uległości i poddaństwa. I lubię tę satysfakcję własnego wyboru. Gdybym zgodziła się na takie spotkanie w oczywistym celu, to właśnie facet po dokończonym akcie zdobycia, mówiłby to znamienne męskie „wiesz, to nie to”. A ja już na żadne odrzucenie nie mam sił. Na żadne olewanie i żadne dymanie. Ani przez byle jakiego faceta, ani przez byle jaki rząd. Dlatego żegnam wszystkich, którzy nie chcą mi dać tak dużo jak ja potrafię z siebie dać komuś. Tak bardzo zraziłam się zależnością od innych.
Teraz przede mną od soboty pozostanie jedynie wcieranie się w dywan, żebym była bliżej tego, z czym jestem kojarzona w tym kraju – szmat i ziemi. I wsłuchiwanie się w głos nauczycieli moich dzieci, którzy nawet nie są świadomi, że koi mnie on, że chcę tego, by byli w tym moim pustym domu, do którego nie można zapraszać żadnych gości, w tym najbliższej rodziny, i że pragnę by pomogli nauczyć moje dzieci, że mądrość jest najważniejsza. Żeby one nie dawały sobie kiedyś wmawiać, że coś jest dobre, jeśli jest według jakichś tam zasad. Nie wszystkie zasady są dobre.
W sklepach niedługo będę mogła tylko już obmacywać ziemniaczki i jajeczka, bo tylko spożywcze będą otwarte. Więc idę jeszcze po dotykać piękne sukienki i buty, póki wiszą na wystawach przypominając, że kiedyś było więcej okazji, by je kupować i zakładać, niż dzisiaj. Napawam się ostatnimi dniami możliwości pójścia do galerii, kina, teatru, nie tylko, by dokonać realnego zakupu rzeczy czy poprzebywać ze sztuką twarzą w twarz. Uświadamiam sobie, że teraz tylko rzeczy mają nam zastępować ludzi w naszej potrzebie bliskości i dotyku. Roztkliwiam się patrząc na innych kupujących, nawet jeśli ktoś mnie ofuka, że na przykład za blisko niego stoję, chcę czuć się częścią tej zagubionej całości. Która nie wie dokąd, ale gdzieś się toczy. I nie panuje nad tym zjeżdżaniem w dół, bo nad grawitacją się nie da zapanować. A my jesteśmy już bardzo nisko, w takim dole emocjonalnym, z którego wydaje się, że nie da się wyjść. W grobie, który przyszykował nam nasz kraj, żeby zakopać w nim nasze nadzieje. Gdzie krzyku i tak nikt nie usłyszy, a ręki tym bardziej nam nie poda. Najwyżej przysypie nasze ciała piachem, żeby nie było nas już widać. Ale my będziemy walczyć! I będziemy tak samo wściekłe, jak bohaterka „Kill Billa”. Wyjdziemy z naszego grobu własnymi siłami. Zmartwychwstaniemy jak Jezus Chrystus.
Biada tym, którzy zaczynają wojnę z kobietami! Bo kobieta może nie ma siły mięśni takiej jak facet. Ale ma taką siłę wewnętrzną, której każdy facet się bać powinien. Mamy swoją własną super moc, która zawsze się odradza. Nawet gdy ktoś ją tłamsi, opluwa i zakopuje brudnymi słowami.
Prasa niemiecka: w Polsce częściowo załamał się system opieki zdrowotnej

Wojciech Szymański
W Polsce nastąpiło przeciążenie systemu opieki zdrowotnej – czytamy w „Die Welt”.

Opisując gorączkowe przekształcanie Stadionu Narodowego w Warszawie w prowizoryczny szpital covidowy korespondent „Die Welt” ocenia, że system opieki zdrowotnej w Polsce częściowo się załamał. Jak czytamy, Polska została dotknięta drugą falą koronawirusa, jak żaden inny kraj w Europie.
Gazeta zauważa, że Polska odnotowuje więcej nowych przypadków koronawirusa niż ponad dwukrotnie większe Niemcy. „Ponadto Polska przeprowadza tak mało testów, jak prawie żaden inny kraj w UE. (…) Eksperci od dawna wychodzą z założenia, że faktyczna liczba nowych infekcji jest pięcio- lub nawet dziesięciokrotnie większa niż w oficjalnych danych ministerstwa zdrowia”.
System opieki bliski załamania
Jak czytamy, co prawda Czechy odnotowują więcej nowych przypadków infekcji na milion mieszkańców niż Polska, jednak to polski system opieki wydaje się bliżej załamania niż jakikolwiek inny w Europie. „Już na początku października pacjent zmarł przed szpitalem, bo nie znalazło się dla niego wolne miejsce. Karetki stoją w kolejkach przed szpitalami, a kierowcy nie wiedzą, dokąd mają zawozić chorych”.
PiS traci w sondażach
Autor tekstu Philipp Fritz pisze, że w Polsce realizuje się scenariusz jak z horroru, przed którym od miesięcy ostrzegają eksperci, a inne kraje próbują mu zapobiec ogłaszając lockdowny. „Rząd długo lekceważył wirusa i nie przygotował kraju na drugą falę i nowy wzrost liczby zachorowań. Latem sprawiał nawet wrażenie, że epidemia się skończyła. Teraz jest w ogniu krytyki”.
Jak czytamy, rząd, PiS i prezydent Andrzej Duda wyraźnie tracą w sondażach poparcia. Teraz pilnie potrzebują sukcesów. Autor przypomina też o ofercie pomocy Polsce złożonej przez prezydenta Niemiec i reakcji prezydenta Andrzeja Dudy, który nie odniósł się do propozycji, ale odpowiedział: „Dziękując za ten gest, zapewniam, że również Polska, jeśli zajdzie taka potrzeba, jest gotowa ściśle współpracować z Niemcami w walce ze skutkami pandemii Covid-19.”. Jak czytamy, wśród medyków w Polsce taka postawa mogła wywołać zdumienie i złość.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Raport TÜV: Mercedes, Porsche i Opel zdominowały listę najlepszych

dpa,TÜV/ma
W raporcie TÜV za rok 2020 przodują niemieckie samochody, przede wszystkim Mercedes, Porsche i Opel. Większość usterek występuje głównie w samochodach dwóch marek.

Mercedes, Porsche i Opel zdominowały listę najlepszych aut w tegorocznym raporcie TÜV nt. niezawodności. Z ogólnie najniższym wskaźnikiem znacznych usterek w obecnym rankingu wszystkich pobił Mercedes GLC. Eksperci mieli poważne zastrzeżenia tylko do 1,7 proc. wszystkich testowanych pojazdów tych SUVów średniej klasy.
Na drugim miejscu w rankingu ogólnym uplasowały się trzy modele: Mercedes B-Class, Porsche 911 oraz – po raz pierwszy w historii – Opel Insignia. We wszystkich trzech przypadkach odsetek usterek wyniósł 2,2 proc. W zestawieniu brano pod uwagę wyniki pierwszego przeglądu technicznego po dwóch do trzech latach eksploatacji pojazdu.
We wszystkich pozostałych grupach wiekowych Porsche 911 odniosło ogólne zwycięstwo – nawet wśród modeli w wieku od 10 do 11 lat tylko 9,6 proc. tych pojazdów nie przeszło gładko przez przegląd.
Hyundai i30 przoduje wśród kompaktów
Oprócz ogólnego zwycięzcy i pierwszego miejsca w poszczególnych grupach wiekowych, zrzeszenie niemieckich oddziałów TÜV (VdTÜV) wybiera również najlepszych w poszczególnych segmentach rynku samochodowego. W kategorii najmniejszych samochodów pierwsze miejsce zajął Opel Adam ze wskaźnikiem defektów 3,7 proc., a w kategorii małych samochodów Audi A1 (3,3 proc.). Hyundai i30 (2,5 proc.) wygrał klasę kompaktów.

W pozostałych trzech segmentach wygrali najlepsi z ogólnej listy: Mercedes GLC dla SUV, B-Class dla vanów i Opel Insignia w klasie średniej.
Szary koniec
Najgorzej prezentowały się w czasie przeglądów zwłaszcza modele z niższego segmentu cenowego: negatywnie wypadł Fiat Panda z 7,9 proc. defektów w kategorii najmniejszych aut, a w małych modelach był to jego brat Punto (10,5 proc.).

W segmencie samochodów kompaktowych najwięcej zastrzeżeń kontrolerzy mieli do Dacii Logan (10,4 proc.), Dacii Duster (11,1 proc.) w kategorii SUV i Dacii Lodgy (10,9 proc.) w segmencie vanów. W klasie średniej najgorzej wypadł Ford Mondeo (9,1 proc.).
Niemieckie TÜVy dokonały analizy 8,8 mln przeglądów technicznych przeprowadzonych od lipca 2019 do czerwca 2020.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Magdalena Środa: Kościół za życiem? Mam poważne wątpliwości

Magdalena Środa
Historia Kościoła jest pełna przemocy, teologia płodem nigdy się nie przejmowała. Wzmożone zainteresowanie (polskiego) Kościoła życiem płodowym obserwujemy od 1993 roku, od czasu, gdy Kościół postanowił wziąć pod but kobiety nakłaniając je, wraz z politykami, do „powrotu” do tradycyjnych ról.
Po pierwsze
historia Kościoła jest pełna przemocy (wojny, tortury, palenie na stosach, pogromy…) i ta przemoc jest ciągle tolerowana (zero reakcji w sprawie przemocy domowej i pedofilii..).
Po drugie
teologia płodem nigdy się nie przejmowała, św. Tomasz twierdził, że płód otrzymuje duszę po kilkudziesięciu dniach. Wzmożone zainteresowanie (polskiego) Kościoła życiem płodowym obserwujemy od 1993 roku, czyli od czasu, gdy Kościół postanowił wziąć pod but kobiety nakłaniając je, wraz z politykami, do „powrotu” do tradycyjnych ról.
Po trzecie
gdyby Kościół miał władzę taką, jaką miał do XVII wieku, to nigdy nie rozwinęłaby się nauka, w tym nauka o rozwoju ludzkiego embrionu. Kościół zawsze był przeciwko wiedzy en general, odkryciom, szczepionkom etc.
Po czwarte
jeśli Kościół tak szanuje życie to dlatego tylko ludzkie? Dlaczego tylko w okresie płodowym? Gdyby Kościół był za życiem to promowałby postawy pacyfistyczne (a jest od tego bardzo daleki) i chroniłby prawa zwierząt.
Magdalena Środa
.@Abp_Gadecki: Prawo do życia jest podstawowym prawem człowieka, pierwszym prawem, które warunkuje stosowanie wszystkich pozostałych praw i wykazuje w szczególności bezprawność wszelkich form #aborcja i eutanazji.
— Agencja KAI (@agencja_KAI) November 3, 2020
Cały wywiad w #SerwisKAI. pic.twitter.com/8TJXxo3wLU
Magdalena Środa



