Prysznic rano czy wieczorem? Dermatolodzy rozstrzygają spór
Rano czy wieczorem? To pytanie dzieli społeczeństwo niemal tak mocno jak debata o ananasie na pizzy. Jedni nie wyobrażają sobie rozpoczęcia dnia bez gorącego prysznica, inni nie zasną, dopóki nie „zmyją dnia”. A co na to nauka?
Jedni nie wyobrażają sobie rozpoczęcia dnia bez orzeźwiającego prysznica, inni nie zasną bez kąpieli przed snem. Zamiast przerzucać się argumentami, spójrzmy na badania i zalecenia dermatologów. Odpowiedź na pytanie „kiedy lepiej?” jest mniej oczywista, niż myślisz.
Co dzieje się z twoją skórą w nocy?
Skóra to żywy ekosystem. Na każdym centymetrze kwadratowym bywa od dziesiątek tysięcy do około miliona bakterii różnych gatunków. Ten mikrobiom współtworzy naszą barierę ochronną. Pamiętajmy też, że zapach ciała nie bierze się z samego potu (ten jest bezwonny), lecz z metabolitów drobnoustrojów rozkładających pot i łój.
Jak wyjaśnia dr Primrose Freestone, mikrobiolożka z University of Leicester: „Nawet jeśli weźmiesz prysznic wieczorem, w nocy nadal się pocisz i złuszczasz naskórek. Tworzysz wilgotne mikrośrodowisko, które bakterie uwielbiają. Kiedy wstajesz rano, jesteś już nieco nieświeży.”
Niezależnie od wieczornej kąpieli, podczas chłodnej nocy możemy wydzielić nawet do pół litra płynu i zostawić w pościeli ponad 50 000 komórek skóry. To prawdziwa uczta dla roztoczy kurzu domowego. Właśnie dlatego rano, na skórze i włosach, mamy to, co „przyszło” z pościeli. To najsilniejszy argument za porannym prysznicem jako „świeżym startem”.
Czy wieczorny prysznic gwarantuje lepszą higienę?
Intuicja podpowiada, że tak. W końcu zmywamy kurz, pyłki, alergeny i miejski osad, zanim wtulimy się w kołdrę. Problem w tym, że kluczowa bywa nie tyle pora kąpieli, tylko higiena łóżka. Mikroorganizmy potrafią przeżyć na tkaninach tygodniami, a w poduszkach znajdowano liczne gatunki grzybów, szczególnie istotne zwłaszcza dla alergików i osób z astmą.
„Prawdopodobnie ważniejsze jest regularne pranie pościeli niż wieczorne branie prysznica” – mówi dr Holly Wilkinson z University of Hull. „Bo jeśli kładziesz się spać po kąpieli, ale nie zmieniasz pościeli przez miesiąc, to gromadzą się na niej bakterie, brud i roztocza.”
Wieczorny prysznic ma sens, ale nie zmienia faktu, że w nocy i tak się pocimy i złuszczamy naskórek. Rzeczywistą różnicę robi higiena łóżka: pranie poszewek i prześcieradeł co tydzień (u alergików w 60°C) oraz regularne wietrzenie sypialni.
Tajemnica lepszego snu
W kwestii snu, wieczorna kąpiel ma silną, naukowo potwierdzoną przewagę. Metaanaliza 13 badań naukowych wykazała fascynującą zależność: ciepły prysznic lub kąpiel (woda około 40–42,5°C), wzięte 1–2 godziny przed snem i trwające minimum 10 minut, skracają czas zasypiania średnio o około 10 minut i poprawiają efektywność snu.
Dlaczego to działa? Ciepła woda rozszerza naczynia krwionośne, które po wyjściu z łazienki szybciej oddają ciepło do otoczenia. Temperatura rdzeniowa ciała spada, a zegar biologiczny dostaje wyraźny sygnał: pora spać. To prosty, biologiczny hack na sen. Pamiętajmy jednak, by nie brać gorącej kąpieli tuż przed położeniem się – organizm potrzebuje czasu na schłodzenie.
Co naprawdę ma znaczenie?
Jeśli myjesz się raz dziennie, pora prysznica najpewniej ma mniejsze znaczenie niż higiena łóżka i to, jak funkcjonujesz w ciągu dnia. Poranny prysznic daje „świeży start”, dodaje energii, budzi, orzeźwia, pomaga w stylizacji włosów i przygotowuje skórę do dziennej pielęgnacji. Wieczorny zasypianie, zmywa z ciała alergeny i zanieczyszczenia z ulicy, relaksuje i daje więcej czasu na wieczorną pielęgnację.
Co do częstotliwości, nauka jest wyrozumiała: o ile codziennie myjesz kluczowe obszary ciała (pachy, pachwiny, stopy), pełny prysznic kilka razy w tygodniu może wystarczyć dla osób mało aktywnych. Oczywiście, jeśli trenujesz, pracujesz fizycznie lub masz skłonność do trądziku/atopii, codzienny prysznic jest uzasadniony.
Zaskakująca prawda o częstotliwości
Czujesz presję, że musisz brać prysznic codziennie? Nauka ma dla ciebie dobre wieści: o ile codziennie myjesz kluczowe obszary ciała, pełny prysznic kilka razy w tygodniu może wystarczyć. Oczywiście, jeśli jesteś rolnikiem, pracujesz fizycznie czy intensywnie ćwiczysz potrzebujesz częstszych kąpieli. To zależy od indywidualnych potrzeb.
Werdykt
Poranny prysznic daje świeży start, wieczorny pomaga lepiej spać. O zdrowiu decyduje jednak przede wszystkim porządek w sypialni i konsekwentne nawyki. Jeśli gorzej śpisz, spróbuj przez tydzień brać prysznic 60–120 minut przed snem. Jeśli potrzebujesz „iskry” na początek dnia, zostań przy porannym rytuale.
A pościel? Pierz ją regularnie co tydzień, w wysokiej temperaturze i wietrzenię sypialnię. To ona częściej niż pora prysznica rozstrzyga dyskusję o tej formie higieny.
Koniec końców, nie chodzi o to, która strona ma rację, nauka daje wolny wybór, ale pamiętaj o wymianie pościeli. Serio, rób to.
DF, thefad.pl
Orban atakuje Tuska: „Podżegacz wojenny. Uczynił z Polski wasala Brukseli”
Premier Węgier Viktor Orban opublikował ostry atak na Donalda Tuska, nazywając go „podżegaczem wojennym” i zarzucając, że „uczynił z Polski wasala Brukseli”. To odpowiedź na krytykę spotkania węgierskiego premiera ze Zbigniewem Ziobrą w Budapeszcie.
Orban kontra Tusk – eskalacja konfliktu
W sobotę 1 listopada Viktor Orban zamieścił w mediach społecznościowych obszerny wpis, w którym nie szczędził gorzkich słów pod adresem polskiego premiera. „Premier Donald Tusk rozpoczął kolejny atak na Węgry. Robi to, ponieważ ma poważne kłopoty w kraju” – napisał szef węgierskiego rządu.
Według Orbana problemy Tuska wynikają z porażki jego partii w wyborach prezydenckich, niestabilności rządu oraz spadających notowań w sondażach. „Wraz z Manfredem Weberem stał się jednym z najgłośniejszych podżegaczy wojennych w Europie – a jednak jego polityka wojenna zawodzi: Ukrainie kończą się europejskie pieniądze, a Polacy są zmęczeni wojną” – argumentował premier Węgier.
„Wasal Brukseli” i „panika”
Orban posunął się jeszcze dalej w swojej krytyce. „Nie może zmienić kursu, ponieważ uczynił z Polski wasala Brukseli. Teraz jest w trybie paniki: ściga swoich przeciwników politycznych środkami prawnymi i atakuje stanowisko Węgier, aby odwrócić uwagę od własnych wewnętrznych problemów politycznych. To smutne” – napisał węgierski przywódca.
Prime Minister @donaldtusk has launched another attack against Hungary.
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) November 1, 2025
He is doing this because he is in big trouble at home. His party lost the presidential election, his government is unstable, and he is trailing in the polls. Together with @ManfredWeber, he has become one of…
Kontrowersyjne spotkanie Orbana z Ziobrą
Wszystko zaczęło się od czwartkowego spotkania Viktora Orbana ze Zbigniewem Ziobrą w Budapeszcie. Były minister sprawiedliwości, przeciwko któremu polska prokuratura wniosła o uchylenie immunitetu i zgodę na aresztowanie, przebywał w stolicy Węgier na premierze filmu „Przejęcie” Marcina Tulickiego.
Orban opublikował wspólne zdjęcie z Ziobrą i napisał: „Sprawiedliwość dla Polski! Polska prawica odniosła ogromne zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Od tego czasu pro-brukselski rząd Polski rozpoczął przeciwko niej polityczną nagonkę”.
🇵🇱 Justice for Poland! The Polish right achieved a tremendous victory in the presidential election. Since then, the pro-Brusselian Polish government has launched a political witch hunt against them.
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) October 30, 2025
Today, I met with former Minister of Justice @ZiobroPL in Budapest. The Polish… pic.twitter.com/U5WtAGyhhW
Tusk: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”
Premier Donald Tusk ostro zareagował na spotkanie Orban-Ziobro, publikując krótki, ale wymowny wpis: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”.
Zbigniew Ziobro odpowiedział w podobnym stylu: „Najpóźniej za dwa lata pakuj manatki – albo do Berlina, albo za kratki”.
Najpóźniej za dwa lata pakuj manatki – albo do Berlina, albo za kratki. https://t.co/Bz1s5RfoAo
— Zbigniew Ziobro | SP (@ZiobroPL) October 30, 2025
26 zarzutów dla Ziobry
We wtorek prokuratura złożyła do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Chodzi o aferę związaną z Funduszem Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca byłemu ministrowi sprawiedliwości popełnienie 26 przestępstw, w tym założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Posiedzenie komisji sejmowej w tej sprawie zaplanowane jest na 6 listopada.
Orban apeluje o pokój
Na zakończenie swojego wpisu Viktor Orban zaznaczył: „Historyczna przyjaźń węgiersko-polska zasługuje na więcej. Nie poprę polityki wojennej pana Tuska. Węgry idą inną drogą — ścieżką pokoju. Węgry nie chcą być wasalami Brukseli. Czas, żeby Pan Tusk się z tym pogodził — i pilnował swoich spraw”.
DF, thefad.pl / Źródło: X
Odebranie tytułów to za mało. Brytyjczycy widzą księcia Andrzeja za kratami

Alexandra Jarecka
Powiązania ze skazanym za pedofilię Jeffreyem Epsteinem pozbawiły księcia Andrzeja tytułu oraz rezydencji w Windsorze. Gazety komentują.
Andrew could lose out on most of his compensation for leaving Royal Lodge https://t.co/GTS7MyuWCo pic.twitter.com/ubvYRzxleI
— The Independent (@Independent) November 1, 2025
Teraz to zwyczajnie Andrzej
„Tytuł książęcy przestał obowiązywać – «teraz to zwyczajnie Andrzej» – stwierdził w telewizyjnym wywiadzie wzruszony do łez brat Virginii Giuffre. Giuffre, która w kwietniu popełniła samobójstwo w wieku 41 lat, była najbardziej znaną spośród kobiet uznanych za ofiary sprawcy przestępstw seksualnych Jeffreya Epsteina. Prawdopodobnie także Andrzeja Mountbattena-Windsora, wcześniej noszącego tytuł księcia Andrzeja” – pisze „Süddeutsche Zeitung”.
Bezczelny, skorumpowany
„Choć nadal zaprzecza zarzutom, to po pośmiertnym opublikowaniu biografii Virginii Giuffre najwyraźniej nie wierzy mu już nawet jego własny brat” – dodaje dziennik. „Andrzej Mountbatten-Windsor jest, według dostępnych informacji, osobą skorumpowaną, prawdopodobnie nigdy niepociągniętą do odpowiedzialności sprawczynią przestępstw seksualnych, a ponadto – jak się wydaje – na tyle bezczelną, by domagać się królewskich rezydencji dla siebie i swojej byłej żony” – czytamy.
Więzienie właściwym miejscem
„Fakt, że teraz, jako zwykły obywatel, zamieszka – według brytyjskiego dziennika «Daily Mail» – sam w Sandringham, może być postrzegany w kręgach królewskich jako «totalna degradacja». Jednak wielu Brytyjczyków uważa, że zamiast przytulnego domku w idyllicznym Norfolk lepszym miejscem dla niego byłoby jedno z więzień w Anglii, nazywanych His Majesty’s Prison” – pisze niemiecka gazeta.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze, że odebranie przez króla Karola wszystkich tytułów i przywilejów Andrzejowi oraz wymóg opuszczenia Royal Lodge to krok bez precedensu wobec członka rodziny królewskiej. Dziennik przypomina jednocześnie, że mimo tej decyzji Andrzej pozostaje ósmy w kolejce do tronu, a zmiana porządku sukcesji wymagałaby aktu parlamentu. Tłem dla decyzji są wieloletnie kontrowersje wokół relacji księcia z Jeffreyem Epsteinem oraz oskarżenia formułowane przez Virginię Giuffre; sprawa — także za sprawą publikacji jej wspomnień — ponownie znalazła się w centrum uwagi. Brytyjskie media informują też o przenosinach Andrzeja do posiadłości w Sandringham, co część komentatorów odczytuje jako symboliczne zamknięcie jego publicznej roli.
Sukcesja i decyzja Pałacu Buckingham
Nawet po odebraniu wszystkich tytułów honorowych Andrzej nadal pozostaje ósmy w kolejce do brytyjskiego tronu – wskazuje dziennik. Aby to zmienić, potrzebne byłoby uchwalenie specjalnej ustawy – co jeszcze bardziej osłabiłoby fundamenty monarchii, opartej na niezmiennych zasadach dziedziczenia. Pałac Buckingham przekazał, że król wolał sam odebrać bratu wszystkie tytuły honorowe, zamiast pozostawiać decyzję w gestii parlamentu. Tłumaczono to tym, że nie chciano marnować cennego czasu parlamentu. „Jednak w tej wypowiedzi nie słychać troski, lecz strach” – wskazuje dziennik z Frankfurtu.
Głos prasy regionalnej: „Hessische-Niedersächsische Allgemeine”
W ocenie regionalnego dziennika „Hessische-Niedersächsische Allgemeine” potępienie Andrzeja przyszło późno, lecz lepiej późno niż wcale. „Ze względu na wagę oskarżeń decyzja króla Karola – spadająca niczym gilotyna – była także w jego własnym interesie. Karol stoi przed koniecznością ochrony zarówno własnej reputacji, jak i instytucji monarchii. Coraz więcej Brytyjczyków traci wiarę w tę instytucję, nie tylko po aferze z księciem Andrzejem, zastanawiając się, dlaczego miliony z podatków marnowane są na arystokratyczną kastę. To słuszne pytanie, które należałoby również zadać w innych krajach Europy”.
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Viktor Orban spotkał się ze Zbigniewem Ziobrą. „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”
Budapeszt znów stał się sceną dla polskiej polityki. W czwartek, 30 października 2025 roku, Viktor Orbán opublikował zdjęcie ze Zbigniewem Ziobrą i komentarz, który odbił się echem w Warszawie i Brukseli. „Sprawiedliwość dla Polski” — napisał, dodając, że polskie władze prowadzą nagonkę na prawicę. „W absurdalnych czasach żyjemy” — zakończył. Wpis Orbána zbiegł się z wnioskiem prokuratury o uchylenie Ziobrze immunitetu.
Budapeszteński kadr i nieplanowana rozmowa
Ziobro przyleciał do Budapesztu na premierę filmu „Przejęcie” Marcina Tulickiego o zmianach w TVP po wyborach 2023 roku. Jak relacjonował, spotkanie z premierem Węgier nie było wcześniej planowane, a rozmowa dotyczyła spraw ogólnopolitycznych i sporów o suwerenność. Orbán, od lat akcentujący napięcia między rządami państw a instytucjami unijnymi, wykorzystał tę sytuację do wzmocnienia własnego przekazu.
„Sprawiedliwość dla Polski! Polska prawica odniosła ogromne zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Od tego czasu pro-brukselski rząd polski rozpoczął przeciwko niej polityczną nagonkę. Dziś spotkałem się w Budapeszcie z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro. Polski rząd próbuje doprowadzić do jego aresztowania. Wszystko to dzieje się w sercu Europy, podczas gdy Bruksela milczy. W absurdalnych czasach żyjemy” — napisał Viktor Orbán, komentując spotkanie z Ziobro.
🇵🇱 Justice for Poland! The Polish right achieved a tremendous victory in the presidential election. Since then, the pro-Brusselian Polish government has launched a political witch hunt against them.
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) October 30, 2025
Today, I met with former Minister of Justice @ZiobroPL in Budapest. The Polish… pic.twitter.com/U5WtAGyhhW
Reakcje w Warszawie
Na wpis Orbána natychmiast odpowiedziała polska polityka. Donald Tusk skwitował całą sytuację jednym zdaniem: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”.
Albo w areszcie, albo w Budapeszcie.
— Donald Tusk (@donaldtusk) October 30, 2025
Wicepremier Radosław Sikorski ironicznie dopytywał o możliwy azyl. Krótkie, celne riposty zastąpiły długie oświadczenia, bo w takim formacie dziś toczy się większość sporów o symbole i narracje.
Jak Państwo obstawiacie, będzie azyl czy nie? https://t.co/nmz6Q4FkVr
— Radosław Sikorski 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) October 30, 2025
„Brednie”, Fundusz Sprawiedliwości i 26 zarzutów
Prokuratura Krajowa skierowała do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze oraz o zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowy areszt. Śledczy wskazują na nieprawidłowości przy dysponowaniu środkami z Funduszu Sprawiedliwości i wyliczają 26 zarzucanych czynów, w tym działanie w zorganizowanej grupie. W uzasadnieniu mówią o obszernym materiale dowodowym, ryzyku niestawiennictwa i możliwości matactwa.
Prawo i Sprawiedliwość przedstawia działania prokuratury jako politycznie motywowane. Jarosław Kaczyński ocenił decyzję śledczych jako „skandaliczną”, a planowane wobec Ziobry zarzuty nazwał „bredniami i bzdurami”, publicznie kwestionując ich zasadność.
DF, thefad.pl
Akt oskarżenia wobec Mateckiego. „Wątek szczeciński” Funduszu Sprawiedliwości trafia do sądu
W czwartek 30 października Prokuratura Krajowa skierowała do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia wobec ośmiu osób, w tym posła PiS Dariusza Mateckiego. Śledczy zarzucają politykowi udział w „ustawianiu” konkursów na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, przywłaszczenie środków publicznych, „pranie pieniędzy” oraz fikcyjne zatrudnienie w Lasach Państwowych. Mateckiemu grozi kara do 10 lat więzienia.
Akt oskarżenia i sześć zarzutów
Według prokuratury Dariusz Matecki usłyszał sześć zarzutów, a sprawa obejmuje trzy konkursy, w których dotacje miały trafiać do z góry wskazanych organizacji. Polityk został zatrzymany 7 marca przez funkcjonariuszy ABW. Tego samego dnia, po przesłuchaniu w Prokuraturze Krajowej, przedstawiono mu zarzuty. Nie przyznał się, złożył wyjaśnienia i po dwóch miesiącach aresztu opuścił go pod koniec kwietnia, po wpłaceniu 500 tys. zł poręczenia.
„Wątek szczeciński”: jak działał mechanizm dotacji
Oskarżenie dotyczy tzw. wątku szczecińskiego. Według komunikatu PK konkursy Funduszu Sprawiedliwości miały być konstruowane w sposób zapewniający wielomilionowe dotacje dla dwóch stowarzyszeń: Fidei Defensor i Przyjaciół Zdrowia. Łącznie 16,5 mln zł miało zostać przywłaszczone i wydatkowane niezgodnie z przeznaczeniem, m.in. poprzez fikcyjne lub zawyżone faktury, pozorne umowy najmu i usług promocyjnych oraz finansowanie aktywności polityczno-medialnych.
„Pranie pieniędzy” i fikcyjne zatrudnienia
Część środków, około 3,6 mln zł według prokuratury miała zostać objęta działaniami mającymi udaremnić lub istotnie utrudnić stwierdzenie ich przestępczego pochodzenia. Kwota ta dotyczy łącznie kilku oskarżonych i nie jest w całości przypisana Dariuszowi Mateckiemu, wobec którego odrębnie sformułowano zarzut „prania” co najmniej 447,5 tys. zł.
W odrębnym wątku śledczy opisują fikcyjne zatrudnienie posła w Centrum Informacyjnym Lasów Państwowych oraz w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie w latach 2020–2023. Według prokuratury dokumentacja poświadczała wykonanie pracy, która w rzeczywistości nie została wykonana, a wypłacone wynagrodzenia były nienależne.
Lista współoskarżonych i dalszy bieg sprawy
Wraz z Dariuszem Mateckim na ławie oskarżonych mają zasiąść m.in. Adam S. (prezes Fidei Defensor, dawniej Nowy Koliber) i Mateusz W. (prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Zdrowia, były wicewojewoda zachodniopomorski), a także pięć innych osób. Wszyscy mieli działać wspólnie i w porozumieniu. Prokuratura informuje, że żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Sprawa trafiła do szczecińskiego sądu okręgowego. W najbliższych tygodniach należy spodziewać się decyzji o terminach pierwszych posiedzeń i ewentualnych wniosków dowodowych. Na tym etapie obowiązuje domniemanie niewinności.
DF, thefad.pl / Źródło: PAP, Onet, RP
Krzysztof Skib: ZERO BLIŻEJ KRAT! Afera goni aferę, okręt PiS tonie!

Krzysztof Skiba
Słynny „Zero”, samozwańczy szeryf, któremu prokuratura zarzuca aż 26 przestępstw oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, może trafić za kraty nawet na 30 lat. Tymczasem radiowy hejter Tomasz Duklanowski, jeden z istotnych oficerów propagandy PiS, został skazany na karę w wysokości 18 tys. zł oraz konieczność odpracowania wielu godzin na cele społeczne. Do tego wszystkiego, wybuch afery ze sprzedażą strategicznej działki pod budowę CPK trafił się ekipie Jarosława w najgorszym możliwym momencie. Okręt tonie
ZIOBRO CORAZ BLIŻEJ KRAT
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zwrócił się do Sejmu z wnioskiem o uchylenie immunitetu dla Zbigniewa Ziobry. Słynny „Zero”, samozwańczy szeryf, któremu prokuratura zarzuca aż 26 przestępstw oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, może trafić za kraty nawet na 30 lat.
To pierwszy w historii Polski przypadek, by były minister sprawiedliwości miał aż tak ciężkie zarzuty i miłą perspektywę długich wakacji poza społeczeństwem.
We Francji były prezydent Sarkozy już siedzi w pierdlu, skazany na pięcioletni wyrok za nielegalne finansowanie swojej partii z pieniędzy otrzymanych od libijskiego dyktatora Kadafiego.
Czas, by w całej Europie politycy bez względu na wysokie stanowiska zaczęli odpowiadać za swoje przestępstwa i łamanie prawa.
Tymczasem „Kastrat i Symulant” taktycznie szybko wyjechał na Węgry, gdzie spotkał się z uciekinierem Romanowskim i pluje tam na Polskę oraz UE przed sługusami Putina.
W ramach oczerniania rodzimego kraju „Zero”, trzymając się za ręce ze swoim podwładnym z gangu, aktywistą Opus Dei Romano, ruszył wesoło do kina na film o… złym Tusku.
Może sensowniej byłoby, gdyby obaj poszli do kina na takie filmy jak „Skazani na Shawshank” czy „Ucieczka z Alcatraz”?
RADIOWA HIENA SKAZANA
To nie koniec dobrych wiadomości. Bomba medialna wokół ministra Ziobry przysłoniła zupełnie nie tak drobną sprawę radiowego hejtera Tomasza Duklanowskiego, jednego z istotnych oficerów propagandy PiS.
Ten były pisowski truciciel i redaktor naczelny Radia Szczecin opowiadał na antenie zmyślone historie o łapówkach byłego przewodniczącego Senatu, doktora Tomasza Grodzkiego.
Nagonka na Grodzkiego to była perfidna, ciągnąca się miesiącami kampania nienawiści. Opozycja miała przewagę w Senacie i wyrwała kawałek władzy z łap guru moherów Jarosława. Przewodniczącym Senatu został Tomasz Grodzki reprezentujący opozycję.
Z miejsca więc wszystkie ośrodki rządowej propagandy przystąpiły do wylewania kubłów gnojówki na pana doktora. Celował w tym Duklanowski, który opowiadał bajki o tym, że Grodzki brał łapówki w czasie, gdy pracował w Szczecinie w szpitalu. Te jego słowa cytowały następnie wszystkie media zarządzane przez śliskiego maga propagandy Kurskiego.
Gdy doszło do procesu, okazało się, że pan Duklanowski nie potrafi przedstawić ani żadnych świadków, ani dowodów na rzekome łapownictwo Grodzkiego.
Te praktyki rządów PiS pokazały, że zmieszać z błotem można każdego, kto stoi im na drodze. Hejter Duklanowski został skazany na karę w wysokości 18 tys. zł, plus koszty sądowe oraz konieczność odpracowania wielu godzin na cele społeczne. Jeżeli Duklanowski będzie grabił w Szczecinie trawniki, to będzie pierwsza pożyteczna rzecz w jego życiu.
Czeka go jeszcze jeden proces. I tu mam nadzieję, że wyrok będzie bardziej surowy. W ramach brudnej jak nogi szambonurka walki politycznej Towarzysz Hiena ujawnił wrażliwe dane dotyczące nieletniego syna posłanki Filiks, po których ten biedny chłopiec popełnił samobójstwo.
Określenie „Hiena” w stosunku do Duklanowskiego jest, jak widać, w pełni uzasadnione i nawet nie wiem, czy nie zbyt łagodne. Hieny na tle okropnych działań Duklanowskiego wydają się całkiem sympatyczne.
OKRĘT TONIE
Wybuch afery ze sprzedażą strategicznej działki pod budowę CPK w ostatnich dniach rządów PiS trafił się ekipie Jarosława w najgorszym możliwym momencie.
Cwaniacki mechanizm okradania państwa jest dla wszystkich tak ewidentny, że trudno tu ściemniać, a oburzające praktyki teamu Telusa, Horały, Morawieckiego potępił w ostrych słowach nawet popularny Kanał Zero Krzysztofa Stanowskiego, na co dzień sympatyzujący z PiS i Konfederacją.
A wszystko to w sytuacji, gdy od jakiegoś czasu mocno spadają notowania Kaczej Armii. Teraz, po tej milionowej aferze, spaść mogą jeszcze bardziej. Do piwnicy.
Dzielny Jaro, który zwykle broni swoich ludzi jak Westerplatte i nawet najgorszych indywiduów nigdy nie zostawia na lodzie, tym razem wobec przygniatających faktów zawiesił Roberta Telusa w swoim kabarecie.
Z przecieków wiadomo, że Dziadek do orzechów z Nowogrodzkiej tak się wściekł, że nawet głaskanie kota mu nie pomogło. Najgorzej, że afera wybuchła dzień po konwencji partyjnej, która miała zewrzeć szeregi partyjne i pospawać wszystkie aferalne dziury.
Tymczasem cały misternie przygotowany efekt propagandowy poszedł psu na budę. A jak ćwierkają wróbelki, to nie koniec ujawniania pisowskich brudów.
Fraszka
Nie pomoże Kurski
Nie pomoże OMO
Kto tak pięknie kradł
Wszystkim już wiadomo
Krzysztof Skiba
Jesz awokado codziennie? zdrowy nawyk czy kaloryczna pułapka?
Awokado zrobiło w ostatnich latach karierę jak mało który produkt spożywczy. Najpierw było symbolem „modnych tostów”, później zaczęło pojawiać się wszędzie: w smoothie, w sałatkach, jako zamiennik masła, a nawet jedzone łyżką prosto ze skórki. Co się jednak dzieje z organizmem, jeśli awokado staje się stałym elementem diety, każdego dnia?
Zanim pójdziemy dalej, ważne zastrzeżenie. Ten tekst ma charakter informacyjny. Nie jest to porada lekarska ani indywidualny plan żywieniowy. To, że produkt jest ogólnie uważany za „zdrowy”, nie znaczy, że jest idealny dla każdego w dowolnej ilości. Jeśli masz problemy nerkowe, przy których trzeba kontrolować potas, jesteś na diecie zaleconej przez lekarza, masz alergie pokarmowe albo inne ograniczenia – duże zmiany w diecie omawia się ze specjalistą. To dotyczy także awokado.
Awokado to nie jest sałatowy listek z memów. To produkt o wysokiej gęstości odżywczej
Większość owoców kojarzymy z cukrem prostym i szybką energią. Awokado jest inne. Zamiast cukru dostarcza zdrowych tłuszczów jednonienasyconych przede wszystkim kwasu oleinowego, tego samego rodzaju tłuszczu, który stoi za reputacją oliwy z oliwek jako tłuszczu korzystnego dla serca. Do tego dochodzi błonnik, potas, foliany oraz witaminy K, E i C. Jednocześnie awokado praktycznie nie ma cholesterolu pokarmowego i ma bardzo mało cukru.
W praktyce wygląda to tak: około 100 gramów miąższu awokado to mniej więcej 160 kilokalorii, głównie z tłuszczu jednonienasyconego. Taka porcja daje średnio około sześciu–siedmiu gramów błonnika, co stanowi zauważalny wkład w dzienne zapotrzebowanie, oraz ponad 400 mg potasu, czyli minerału ważnego m.in. dla pracy mięśni i regulacji ciśnienia krwi.
To właśnie ta kombinacja: zdrowe tłuszcze, błonnik, potas, witaminy i niska zawartość cukru sprawia, że awokado jest produktem o wysokiej wartości odżywczej. Innymi słowy: to nie są puste kalorie. To kalorie, za którymi idzie realna wartość.
Serce korzysta na takim tłuszczu – pod warunkiem, że to zamiana, a nie dokładka
Najbardziej znany argument „za” awokado dotyczy serca i cholesterolu. I to nie jest mit, tylko coś, co faktycznie zaobserwowano w badaniach.
W badaniach klinicznych, w których osoby z nadwagą lub podwyższonym cholesterolem jadły jedno awokado dziennie w ramach diety o umiarkowanej zawartości tłuszczu, notowano spadek tzw. „złego” cholesterolu LDL, szczególnie tych frakcji uważanych za najbardziej problematyczne dla naczyń krwionośnych. Chodzi o małe, gęste cząsteczki LDL i formy cholesterolu podatne na utlenianie – to właśnie one łatwiej wnikają w ściany naczyń i biorą udział w procesie miażdżycowym.
Ta różnica ma znaczenie. To realnie korzystniejsze warunki dla tętnic, a efekt pojawiał się, kiedy tłuszcze nasycone z codziennego, wysoko tłuszczowego jedzenia były zastępowane tłuszczem z awokado – a nie wtedy, gdy awokado było po prostu dokładane do talerza, który i tak był już tłusty. W praktyce chodzi o to, żeby zastąpić masło awokado a nie dorzucać awokado do posiłku, który i tak jest już tłusty.
Dochodzi do tego jeszcze potas. Wyższe spożycie potasu przy jednocześnie niższym spożyciu sodu sprzyja kontroli ciśnienia krwi. A stabilne ciśnienie to fundament profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych. Awokado jest naturalnie bogate w potas i jednocześnie bardzo ubogie w sód.
Istnieją też badania obserwacyjne, w których osoby jedzące awokado regularnie, przynajmniej kilka razy w tygodniu, wykazywały niższe ryzyko chorób układu krążenia.
Sytość i kontrola apetytu
Awokado sprawia, że po posiłku dłużej czujesz się najedzony. Jeśli do lunchu dorzucisz mniej więcej pół awokado i w zamian zmniejszysz porcję szybkich węglowodanów (słodki sos, bułka, majonez), to zwykle głód wraca później. W badaniach, w których to sprawdzano, uczestnicy zgłaszali mniejszą chęć podjadania nawet kilka godzin po takim posiłku. Mechanizm jest prosty. Połączenie zdrowych tłuszczów i błonnika spowalnia opróżnianie żołądka i łagodzi gwałtowne skoki cukru we krwi po jedzeniu. Zamiast klasycznego scenariusza: bardzo syty posiłek, a po godzinie nagły głód, dostajesz stabilniejszy poziom energii i spokojniejszy apetyt.
Trzeba też pamiętać, że awokado nie jest lekkie kalorycznie. Jedno średnie awokado to zwykle około 220–300 kilokalorii, w zależności od wielkości. Połowa owocu to mniej więcej 110–150 kilokalorii. Jeśli dorzucasz awokado do posiłku, który i tak jest już syty i tłusty, po prostu dokładasz kolejne kalorie. Jeśli jednak zastępujesz nim coś cięższego – np. majonez albo grubą warstwę sera – wtedy bilans działa na twoją korzyść, bo dostajesz kalorie, które realnie sycą, zamiast pustego tłuszczu.
Co dzieje się w jelitach
W diecie większości dorosłych brakuje błonnika. Awokado pomaga to nadrobić. Dostarcza zarówno błonnik rozpuszczalny, jak i nierozpuszczalny.
Błonnik rozpuszczalny staje się pokarmem dla dobrych bakterii w jelitach. Dzięki temu powstają związki, które wzmacniają wyściółkę jelit i pomagają utrzymać barierę ochronną. Z kolei błonnik nierozpuszczalny zwiększa objętość treści w jelitach i ułatwia regularne wypróżnienia. W badaniach klinicznych, w których osoby z nadwagą jadły jedno awokado dziennie, mikrobiom stawał się bardziej zróżnicowany i stabilny.
Awokado nie jest cudownym lekiem. Ale jedzone regularnie może ułatwiać pracę układu trawiennego, nie przez „detoks”, tylko poprzez dostarczanie błonnika.
Prawdy i mity. Czy awokado zastąpi botoks?
Awokado dostarcza witaminy E, która działa antyoksydacyjnie i pomaga utrzymać barierę lipidową skóry, oraz witaminy C, potrzebnej m.in. do produkcji kolagenu. Do tego dochodzą zdrowe tłuszcze, które wspierają szczelność bariery naskórkowej od środka ograniczają utratę wody i przesuszenie.
Warto jednak zaznaczyć, że nie ma solidnych dowodów na to, że jedzenie awokado spłyca zmarszczki w zauważalny, mierzalny sposób. Jednak dieta z rozsądną ilością zdrowych tłuszczów i antyoksydantów daje skórze lepsze warunki do regeneracji i utrzymania elastyczności.
Codziennie czy jednak nie codziennie
W badaniach, w których uczestnicy jedli jedno awokado dziennie nawet przez kilka miesięcy, nie obserwowano przyrostu masy ciała wynikającego tylko z tego nawyku. Zauważano za to poprawę niektórych markerów sercowo-naczyniowych, lepsze poczucie sytości i sygnały, że mikrobiom jelitowy zmienia się w stronę bardziej stabilnego i zróżnicowanego profilu. Pojawiały się też pierwsze sugestie, że taki sposób jedzenia może przekładać się na spokojniejszy apetyt wieczorem, a w konsekwencji nawet na lepszy sen.
To wszystko brzmi obiecująco, ale są też zastrzeżenia. O ile awokado jest źródłem cennych składników, nie jest neutralne dla każdego. Jeśli musisz kontrolować poziom potasu, na przykład przy przewlekłej chorobie nerek, codzienne jedzenie awokado bez kontroli lekarskiej nie będzie dobrym pomysłem. Co więcej, u osób z alergią na lateks występuje tzw. „latex-fruit syndrome”, czyli ryzyko reakcji krzyżowej, w tym na awokado. Pamiętaj też o najważniejszym: kalorie z awokado są nadal kaloriami. Hasło „zdrowe” nigdy nie oznacza „bez limitu”.
Jeżeli jesteś zdrowym dorosłym, możesz traktować awokado jako stałe źródło dobrego tłuszczu i błonnika. Kluczowe nie jest to, żeby dodawać je do wszystkiego, tylko to, co nim zastępujesz. Jeśli awokado wchodzi w miejsce masła, ciężkich sosów albo przypadkowego podjadania, zaczyna pracować na twoją korzyść: dla serca, dla jelit i dla kontroli głodu – bez potrzeby dorabiania mu magii.
DF, thefad.pl / Źródło: USDA National Nutrient Database; Journal of the American Heart Association, Harvard T.H. Chan School of Public Health, Nutrition Journal
Krzysztof Skiba: Prezes popełnił śmiertelny błąd, stworzył potwora. „Kibol” dogaduje się z Konfederacją

Krzysztof Skiba
Próchno Dziadek z Żoliborza, powoli chyba orientuje się, że popełnił śmiertelny dla siebie błąd, namaszczając na prezydenta Kibola z Gdańska. I nie chodzi tu absolutnie o mroczną przeszłość Nawrockiego, jego śliskie kontakty z gangsterami, czy zabawne wpadki językowe. Sprawa jest o wiele poważniejsza. Nawrocki jako prezydent rośnie na prawicy w siłę i ponad głową Prezesa, dogaduje się z Konfederacją
Próchno Dziadek z Żoliborza, powoli chyba orientuje się, że popełnił śmiertelny dla siebie błąd, namaszczając na prezydenta Kibola z Gdańska. I nie chodzi tu absolutnie o mroczną przeszłość Nawrockiego, jego śliskie kontakty z gangsterami, czy zabawne wpadki językowe.
Sprawa jest o wiele poważniejsza. Nawrocki jako prezydent rośnie na prawicy w siłę i ponad głową Prezesa, dogaduje się z Konfederacją. Nie od dziś wiadomo, że Kaczyński nie cierpi Sławka Hulajnogi, uważa go za postać szkodliwą i co jakiś czas wygłasza ośmieszające go, złośliwe opinie.
Tymczasem Miłośnik Ustawek, który wygrał konkurs piękności i tymczasowo zamieszkał w Belwederze, jest mentalnie i wiekowo bliżej lidera Konfy. Co więcej, Karol nie zapowiada się na faceta z plasteliny, jakim był Duduś, i raczej nie będzie kimś, kto da sobie narzucać wolę Jarozbawa w każdej kwestii. Nie zgodził się na przykład na konia trojańskiego w swojej kancelarii, jakim miał być ślepy wykonawca woli Prezesa, PiSowski najmita Czarnek.
Były bramkarz i bokser ma do tego ambicje i jest pazerny. Tych cech kompletnie pozbawiony był mydłkowaty Narciarz Dudi z Krakowa, który przy Nawrockim mógłby startować w Krajowym Konkursie Wymoczków.
O pazerności Nawrockiego świadczą jego rządy w IPN, gdzie narobił (jak wykazała kontrola NIK) niegospodarności na ponad 50 mln zł. Nie tylko uczył się angielskiego za państwowe pieniądze, podróżował po świecie jak rentier, szastał publiczną kasą jak Daniel Martyniuk forsą ojca, dokonywał nietrafionych zakupów, czy „za nasze” ukończył kurs MBA, ale bezwzględnie wyrzucał z pracy niepokornych historyków, zatrudniając w placówce naukowej, jaką jest IPN, znajomych… z klubów bokserskich.
W tej całej kolekcji monstrualnej prywaty brakuje już tylko numeru w stylu „zębów Obajtka”.
Nawrocki ma więc na przyszłość sprytny plan, który kryptociotkę Jarosławę wyautuje boleśnie poza polityczny ring. Wspólnie z Konfederacją, przechwyconym sprytnie PiS i Grigorijem „Gaśnicą” Braunem, wspierany stadionowo i ulicznie przez kiboli i przestępcze gangi, udające stowarzyszenia patriotyczne, otulony kościelnym kocykiem, stworzy nową siłę polityczną pod swoim biało-czerwonym bejsbolem.
Tak zmutowany ruch polityczny to będzie czysty faszyzm w nowym opakowaniu, który cofnie Polskę do XIX wieku. Żadna partia demokratyczna w konfrontacji z takim przemocowym ruchem nie będzie miała szans. Lewica i liberałowie zostaną zdeptani, a resztki PSL pobiegną przytulić się do butów marki New Rocky.
Polska, w ciągu kilku lat zarządzania przez tak uszyty Team Alfonsa, przestanie z pewnością pomagać Ukrainie, wyjdzie z UE, zbliży się do Rosji, ojczyzna dojona będzie mocniej niż za Ziobry i Morawieckiego (bo pod płaszczykiem ultrapatriotyzmu kradnie się najlepiej), osamotnieni w Europie staniemy się biednym bantustanem zarządzanym przez gangsterów, a sama Polska formalnie będzie nadal istnieć, ale narodzi się coś w stylu Faszystowskiej Republiki Bananowej, czyli rządów Kibolstanu połączonego z populistycznym stylem Trumpa.
Demokratyczny i wolny kraj stanie się sennym wspomnieniem. Będzie przaśnie, swojsko i z cebulą w zębach. Taki plan wydaje się nie tylko realny, ale też nie tak odległy w czasie.
Nadzieja w tym, że Prezes Kaczyński nie chce jednak być wysłany na emeryturę do DPS-u i nie da się ograć Dresowi i KonfedeRossji, a Tusk, Żurek, Domański i Sikorski doprowadzą skuteczną polityką rozliczeń i naprawiania gospodarki Partie Gnoma do poziomu poparcia dla Hołowni.
Pan Jarosław już teraz głośno daje znaki, że nie oczekuje od Karola pod choinkę prezentu w stylu pampersów dla dorosłych. Stąd gorączkowe wiece, krzyki i udawanie bardziej radykalnego ugrupowania niż Konfa. Stąd na imprezach PiS przydatny krzykacz, podręczny miłośnik napalmu Bąkiewicz.
Opiekun Kotów nadal jest w grze i ma duży posłuch na prawicy, ale dobrze wie, że za pieniądze PiS już narodził się niesterowalny Potwór, który go zje na podwieczorek.
Jeszcze czeka, jeszcze się uczy i nieszczerze uśmiecha, ale rewolwer już schowany pod poduszką. Było, Prezesie, kolejnego, posłusznego wymoczka wskazać na prezydenta, a nie głodnego skorpiona.
Krzysztof Skiba
Twoja szczoteczka do zębów to siedlisko bakterii. Jak często ją wymieniasz?
Twoja szczoteczka to mały ekosystem: wysychające, później znów zalewane włosie, odłamki jedzenia, ślina i ciepło łazienki. Wśród plastikowych „łodyg” żyją miliony mikroorganizmów — głównie takich, które już masz w ustach, ale czasem także niechciani goście z otoczenia. Pytanie brzmi nie „czy coś tam żyje”, tylko „czy to realnie szkodzi — i co z tym zrobić?”.
Co naprawdę żyje na szczoteczce
Badacze, którzy sekwencjonowali mikrobiom zużytych szczoteczek, liczyli od około 1,4 do nawet 11,9 miliona jednostek tworzących kolonie na jedną sztukę. Skład zależy od wieku użytkownika i czasu używania, a rodzaj włosia ma mniejsze znaczenie, niż mogłoby się wydawać. Najczęściej są to „nasi” stali bywalcy jamy ustnej, ale z czasem dołączają też drobnoustroje z otoczenia.
Dobra wiadomość jest taka, że dla większości zdrowych osób ten mikroświat nie przekłada się automatycznie na choroby. Amerykańskie Towarzystwo Stomatologiczne podkreśla, że choć szczoteczki mogą nosić bakterie — włącznie z tymi pochodzącymi z toalety — brakuje dowodów, by same w sobie powodowały niekorzystne skutki zdrowotne. Gorsza wiadomość: im starsza i bardziej postrzępiona szczoteczka, tym łatwiej gromadzi wilgoć i resztki, które podtrzymują życie mikrobów.
Chmura z toalety: ile w tym realnego ryzyka
Łazienka to środowisko ciepłe i wilgotne. Każde spłukanie muszli tworzy gwałtowny pióropusz aerozolu: struga unoszących się cząstek potrafi wzbić się na około 1,5 metra w kilka sekund, a mniejsze drobiny zostają w powietrzu dłużej. To nie znaczy, że każda szczoteczka stojąca na blacie „złapie” patogen, ale fizyka tego zjawiska jest dobrze udokumentowana.
W przestrzeniach współdzielonych ryzyko zanieczyszczeń wzrasta. W badaniach prowadzonych w akademikach ponad połowa szczoteczek trzymanych w wspólnych łazienkach nosiła ślady bakterii kałowych, często nie od właściciela szczoteczki. To nie wyrok, ale sygnał, by zadbać o higienę przechowywania.
Jak przechowywać i czyścić, żeby miało to sens
Zasada numer jeden jest banalna i skuteczna: po myciu opłucz główkę, odstaw szczoteczkę pionowo i pozwól jej wyschnąć na powietrzu. Unikaj zamykanych etui na stałe — wilgoć sprzyja namnażaniu drobnoustrojów. Nie dziel się szczoteczką z innymi i nie stykaj jej główką z cudzą.
Jeśli chcesz ograniczyć obciążenie bakteriami, możesz sięgnąć po proste domowe protokoły. Krótkie moczenie główki w antyseptycznym płynie (np. 0,12% chlorheksydyna) lub w roztworze octu o niskim stężeniu istotnie redukuje liczbę mikrobów. Mikrofala i zmywarka bywają skuteczne w laboratorium, ale mogą uszkodzić włosie — rozsądniej trzymać się namaczania i dokładnego suszenia.
Kiedy wymienić szczoteczkę
Tu nie ma wielkiej filozofii: wymieniaj co trzy–cztery miesiące albo wcześniej, jeśli włosie się rozcapierza. To moment, w którym skuteczność czyszczenia spada, a jednocześnie — co pokazują badania mikrobiologiczne — liczba bakterii na szczoteczce osiąga „plateau” po około dwunastu tygodniach. Prosta wymiana jest zwykle lepsza niż obsesyjne sterylizowanie wiekowego plastiku.
A mikrobiom przyjazny dla nas?
Na horyzoncie widać też koncepcje bardziej „biologiczne”: powłoki probiotyczne na włosiu i pasty, które wspierają korzystne bakterie (np. Streptococcus salivarius) i konkurują ze szczepami próchnicotwórczymi. To ciekawy kierunek, ale wciąż wymagający rzetelnych badań zanim trafi do codziennej praktyki.
To w końcu: panika czy spokojna higiena?
Zamiast straszyć, trzymajmy się faktów. Szczoteczka rzeczywiście żyje, ale w typowych warunkach bardziej liczy się technika i regularność mycia niż lęk przed mikrobami. Pomóż sobie prostymi nawykami: odkładaj szczoteczkę dalej od strefy rozprysków, nie zamykaj jej mokrej, nie pożyczaj, wymieniaj co kwartał. To wystarczy, by miniaturowy ekosystem pracował na Twoją korzyść, a nie przeciwko Tobie.
DF, thefad.pl / Źródło: American Dental Association; Scientific Reports (2022); PMC – Aerosol generation by flush toilets ; ScienceDaily – ASM 2015; PubMed – mikrobiom szczoteczek
Przełom w bateriach litowych. Globalny wyścig o baterie nowej generacji właśnie przyspieszył
Chińscy naukowcy z Uniwersytetu Nankai dokonali przełomu, który może na nowo zdefiniować rynek pojazdów elektrycznych i magazynów energii. W amerykańskim czasopiśmie „Journal of the American Chemical Society” opisali żelowy elektrolit do baterii litowych, dzięki któremu ogniwa w testach laboratoryjnych utrzymywały ponad 80 procent pojemności po 2500 cyklach i działały stabilnie przez ponad 9000 godzin. To jeszcze nie produkt z taśmy, ale wiarygodny sygnał, że akumulatory mogą pracować dłużej i bezpieczniej.
Co właściwie zrobili badacze z Nankai
W centrum chińskiej innowacji jest fluorowany, głęboko eutektyczny elektrolit żelowy. W praktyce zastępuje on klasyczny, łatwopalny płyn gęstym układem, który na powierzchni anody tworzy stabilną warstwę ochronną i porządkuje migrację jonów litu. To właśnie ten „porządek” przekłada się na wolniejsze zużycie i większą odporność na temperaturę. W publikacji pojawiają się twarde liczby: symetryczne ogniwa Li||Li pracowały stabilnie ponad 9000 godzin, a w układzie z katodą LFP po 2500 cyklach zachowano ponad 80 procent pojemności. Autorzy wskazują też na stabilność w okolicach 80°C przez setki cykli, ale nadal mówimy o małych komórkach testowych, nie o gotowych modułach do aut. To ważne rozróżnienie: chemia wygląda obiecująco, industrializacja dopiero przed nami.
Korea odpowiada „klockami”, które można szybciej wdrożyć
W Korei Południowej równolegle rozwijają się rozwiązania projektowane pod kompatybilność z istniejącymi liniami produkcyjnymi. Zespół Korea University pokazał ultracienką powłokę ze związków srebra dla systemów z metalicznym litem. W testach laboratoryjnych ogniwa utrzymywały około 96 procent pojemności po 1300 pełnych cyklach, co sugeruje ograniczenie wzrostu dendrytów i bardziej uporządkowane osadzanie litu. To nie jest „magiczny” przeskok, ale bardzo praktyczna ścieżka do bezpieczniejszego, powtarzalnego szybkiego ładowania.
Drugi kierunek wyznaczył wspólny projekt UNIST, Korea University i KIST. Hybrydowa anoda łączy grafit z zakrzywionymi nanografenami, tak aby jony litu „wpinały się” sekwencyjnie: najpierw w nanosheety, potem w grafit. Taka architektura ogranicza powstawanie tzw. martwego litu przy wysokich prądach i stabilizuje pojemność podczas szybkiego ładowania. Jeśli wyniki utrzymają się w większych formatach, to właśnie takie „klocki” — powłoki, hybrydowe anody, ulepszone interfejsy — najszybciej trafią do seryjnych pakietów.
Solid-state: gęstość 600 Wh/kg robi wrażenie, ale skala wciąż jest wąskim gardłem
Na horyzoncie majaczą baterie półprzewodnikowe ze stałym elektrolitem, które łączą wyższą gęstość energii z bezpieczeństwem. Ostatnio chiński Chery zaprezentował prototypowy moduł o deklarowanej gęstości 600 Wh/kg. W pokazach branżowych moduł przechodził agresywne próby bezpieczeństwa, w tym penetrację gwoździem, bez oznak zapłonu. Firma mówi o pilotażu już w 2026 roku i szerszym wdrożeniu rok później, ale to wciąż deklaracje producenta, a nie parametry z homologowanych aut. Rynek widział już wiele odważnych slajdów; tu kluczowe będą koszt, powtarzalność i niezawodność w cyklu życia.
W tle toczy się równie ważna, mniej widowiskowa praca nad materiałami stałych elektrolitów. Badacze zwracają uwagę, że popularny tlenkowy LLZTO ma bardzo niską przewodność cieplną — rzędu pojedynczych W/mK, wielokrotnie niższą niż w metalach — co komplikuje zarządzanie ciepłem w gęsto „upakowanych” ogniwach. Nawet najlepsza jonika nie wystarczy, jeśli w seryjnej produkcji nie opanujemy odprowadzania ciepła przy dużych prądach.
Co to znaczy dla kierowców i energetyki „tu i teraz”
Najbliższa przyszłość to raczej ewolucja niż rewolucja. Do salonów szybciej trafią rozwiązania poprawiające „wnętrze” dzisiejszych akumulatorów — bezpieczniejsze elektrolity żelowe, cienkie powłoki kierujące strumień jonów, sprytne hybrydowe anody — niż pełne systemy solid-state. Dla użytkownika to konkret: wolniejsze starzenie się pakietu, stabilniejsze szybkie ładowanie również w upale, mniejsze ryzyko zdarzeń termicznych. A jeśli część dzisiejszych wyników z Nankai i Korei utrzyma się w dużych formatach, skorzystają na tym nie tylko zasięgi samochodów, lecz także trwałość domowych i sieciowych magazynów energii.







