Do czego ma prawo obywatel zatrzymany przez Policję
Zatrzymanie przez policję to dla wielu z nas scena, którą jedynie zobaczymy na ekranach telewizorów. Warto jednak mieć świadomość, że takie sytuacje się zdarzają a osoba zatrzymana, bez względu na powód takiego procederu ma pewne prawa, które są uregulowane prawem.

Przede wszystkim, osoba zatrzymana przez policję ma prawo do otrzymania informacji, jaki jest powód takiego zatrzymania. Stanowi to jedno z najbardziej podstawowych praw obywatela i nie może mu zostać odebrane bez względu na okoliczności. Jakie inne prawa posiada osoba zatrzymana przez policję?
Prawa związane z odpowiednim zeznawaniem
Pierwszym z podstawowych praw, jakie przysługują osobom zatrzymanym przez Policję, jest możliwość wezwania prawnika bądź swojego adwokata. Takie prawo należy się osobie zatrzymanej praktycznie od pierwszej minuty zatrzymania, jednak sama Policja bądź inny organ ścigania nie ma obowiązku zapewnienia pomocy w celu skomunikowania się z taką osobą. W związku z tym Policja wcale nie musi podać nam telefonu – musimy samodzielnie zadbać o szybki i sprawny kontakt z naszym prawnym pełnomocnikiem. Co w przypadku, gdy zatrzymanym jest osoba niemówiąca po polsku? Takiej osobie zatrzymanej przez Policję przysługuje bezpłatny tłumacz, który pomoże obu stronom w porozumieniu się. Co więcej, jeśli zatrzymaną osobą jest cudzoziemiec, ten ma prawo od razu zawiadomić odpowiedniego przedstawiciela dyplomatycznego lub urząd konsularny, który przypisany jest do kraju pochodzenia osoby zatrzymanej.
Prawo zatrzymanego do ustania zatrzymania
Zgodnie z prawem, jeśli minie okres 48 godzin od zatrzymania, a żadna sprawa nie zostanie przekazana do sądu, a prokuratura nie wyda wniosku o tymczasowy areszt, Policja jest zobowiązana natychmiast zwolnić nas z miejsca zatrzymania. Jeśli jednak prokuratura złoży wniosek o postępowanie przyśpieszone lub wniosek o tymczasowy areszt, takie zatrzymanie jest automatycznie przedłużane o kolejne 24 godziny, podczas których sąd na pewno wyda stosowną decyzję. 48h jest więc okresem jedynie przeznaczonym dla samych organów ściągania, w momencie wejścia prokuratury do sprawy, prawo do natychmiastowego zwolnienia po 2 dobach staje się nieważne.
Prawo do poinformowania najbliższych
Osoba zatrzymana przez Policję ma również prawo do zawiadomienia najbliższej osoby z rodziny bądź innej osoby, która jest nam bliska o takowym zatrzymaniu. Dodatkowo zatrzymany ma prawo poinformować pracodawcę, uczelnię lub osobą, wobec której jest zawodowo zależny o takim stanie rzeczy. To prawo obywatela sprawia, że najważniejsze osoby w naszym otoczeniu wiedzą o tym, co się stało i że zostaliśmy zatrzymani przez Policję.
Prawo do pomocy medycznej
Osoba zatrzymana niekoniecznie musi być w doskonałej formie zdrowotnej. Sytuacja sprawia czasem, że Policja musi zatrzymać osoby będące niedawno uczestnikami brutalnych zajść, a także wypadków drogowych. Bez względu na charakter takiego zatrzymania, osoba zatrzymana zawsze ma prawo do otrzymania niezbędnej pomocy medycznej, która jest w stanie uratować jego zdrowie a czasem nawet życie. Taka pomoc medyczna może niejednokrotnie uratować życie zatrzymanego a także rzucić nowe, dodatkowe światło na śledztwo lub sprawę, której dotyczy nasze zatrzymanie.
Prawo do bycia wysłuchanym
Dla wielu osób prawo to jest najmniej ważne, a o jego wadze dowiadują się dopiero te osoby, które faktycznie zostały zatrzymane. Prawo do bycia wysłuchanym to prawo do przekazania swojej wersji wydarzeń, do możliwości powiedzenia wszystkiego, co się wie bez przerywania, co dla takich osób jest niesamowicie ważnym prawem.
Przeciwstawić się groźbom Kaczyńskiego. „Jeżeli kiedyś UE upadnie, to stanie się to z winy takich polityków”

Anna Widzyk
Jeżeli kiedyś UE upadnie, to stanie się to z winy polityków pokroju Kaczyńskiego – ocenia „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. „Sueddeutsche Zeitung” zarzuca KE bierność wobec Polski.

Dziennik komentuje w środę (14.10.2020) wywiad szefa PiS i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej Codziennie”, w którym zagroził on zawetowaniem przez Polskę budżetu UE i funduszu odbudowy i oskarżył Unię o próbę odebrania Polsce suwerenności.
„Tego, na ile poważnie Jarosław Kaczyński grozi polskim wetem wobec budżetu i koronafunduszu UE, dowiemy się dopiero pod koniec negocjacji. Polska narodowa prawica uwielbia wielką dramaturgię i retorykę, w której każdy konflikt stylizowany jest na walkę na śmierć i życie. To dotyczy nie tylko rzeczywistych i urojonych przeciwników, ale nawet sporów we własnych szeregach” – pisze komentator „FAZ” Reinhard Veser.
Chodzi o więcej niż budżet UE
Jak zauważa, „Kaczyński insynuuje, że UE jest jeszcze gorsza niż dyktatura komunistyczna”. „Jednak w szeregach jego partii PiS są pragmatycy, którzy potrafią liczyć. Ponadto zdają sobie sprawę w jakim świecie żyją. To dzięki środkom UE Polsce wiedzie się tak dobrze, jak nigdy w jej historii” – dodaje Veser.
Podkreśla, że groźbę Kaczyńskiego należy traktować poważnie. Są one próbą rozsadzenia fundamentu UE i uwolnienia Polski od przestrzegania wszystkich wartości i reguł, wyróżniających UE.
„Jeżeli inne kraje członkowskie nie przeciwstawią się zdecydowanie tej próbie szantażu, to w średnim i dłuższym okresie zagrożone będzie o wiele więcej, niż plan budżetowy. Jeżeli UE kiedyś faktycznie upadnie, to nie z winy brukselskich biurokratów, ale z powodu polityków pokroju Kaczyńskiego” – konkluduje Veser.
Sueddeutsche Zeitung: Bierna Komisja Europejska
Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” zarzuca Komisji Europejskiej bierność w obliczu łamania zasad rządów prawa przez polskie władze. Jak pisze dziennikarz gazety Florian Hassel, Komisja Europejska wprawdzie sumiennie odnotowuje w swoich raportach „likwidowanie państwa prawa w krajach UE, jak Polska i Węgry”, ale „nic z tego nie wynika”.
„Trudno się dziwić. Powołana przy pomocy polskich głosów na urząd przewodniczącej KE Ursula von der Leyen jest tak samo bezczynna wobec poważnych ataków na państwo prawa na Węgrzech i w Polsce, jak jej poprzednik Jean-Claude Juncker” – ocenia Hassel. Przypomina, że we wrześniowym orędziu w PE von der Leyen wprawdzie mówiła na wszystkie tematy, ale „nie wymieniła z nazwy ani Polski, ani Węgier”.
Autor komentarza ocenia, że Komisja oraz dominujące w Brukseli rządy Niemiec i Francji już w 2016 roku „popełniły grzech pierworodny w sprawie Polski”, gdy nie podjęły wymiernych kroków w sprawie demontażu polskiego Trybunału Konstytucyjnego.
Kary finansowe jedynym rozwiązaniem
„Długa lista zaniedbań kończy się na przypadku Sądu Najwyższego. Nie podjęto skutecznych kroków przeciwko Izbie Kontroli Nadzwyczajnej, która może uchylić każdy wyrok do 20 lat wstecz. Przy czym już w 2017 roku eksperci Komisji Weneckiej wskazali, że izba ta przypomina sądownictwo czasów sowieckich. Tak samo skandaliczna Izba Dyscyplinarna, złożona ze stronników PiS, która może zwolnić albo dyscyplinować każdego sędziego, nie jest sądem w rozumieniu europejskim i zgodnie z Trybunałem Sprawiedliwości UE powinna była zaprzestać działalności” – dodaje Hassel.
Jak pisze, zamiast wykonać wyrok, Warszawa „zaczyna szykanować krytycznych sędziów, jak krakowska sędzia Beata Morawiec”.
Hassel uważa, że KE już miesiące temu powinna sięgnąć po środki, jakie ma do dyspozycji, które mogły skłonić Warszawę do ustępstwa, czyli „po wysokie kary finansowe”. I przypomina, że groźba takich kar poskutkowała w przypadku wycinki Puszczy Białowieskiej.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Lekarz odpowiada Sasinowi: „zamienił się w eksperta od epidemiologii. Zapierd…my 300 godz. miesięcznie”

Lekarz Bartosz Fiałek
Z uwagi na najniższe wskaźniki liczby lekarzy oraz pielęgniarek w Unii Europejskiej, fatalną sytuację kadrową innych zawodów medycznych, pracownicy ochrony zdrowia zapierd... w wymiarze blisko dwóch równoważników etatu. Tak wycieńczająca praca jest w głównej mierze spowodowana nieudolnością urzędników państwowych, którzy na czas nie posłuchali środowiska medycznego i nie poprawili warunków pracy oraz wynagrodzeń, aby zwiększyć zasoby kadrowe.
Mamy to! Jak donoszą media, wicepremier Sasin odkrył karty i wskazał główny problem toczący epidemię COVID-19 na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Ten sam, który – jak donoszą – maczał palce w organizacji wyborów korespondencyjnych kosztujących ok. 70 milionów złotych. Wybory się ostatecznie nie odbyły, a Pan Sasin skwitował to słowami: „demokracja kosztuje”.
Dzisiaj zamienił się w eksperta od epidemiologii i znawcę systemu opieki zdrowotnej, mówiąc, że „(…) w tym momencie dysponujemy odpowiednią liczbą łóżek szpitalnych, respiratorów i innych środków medycznych.”.
No i wreszcie stwierdził, że „Oczywiście występują problemy, tym problemem jest chociażby zaangażowanie personelu medycznego, lekarzy. Niestety występuje taki problem jak brak woli części środowiska lekarskiego”.
Z uwagi na najniższe wskaźniki liczby lekarzy oraz pielęgniarek w Unii Europejskiej, fatalną sytuację kadrową innych zawodów medycznych, pracownicy ochrony zdrowia zapierd… w wymiarze blisko dwóch równoważników etatu (300-320 godzin miesięcznie). W czasach wojny, czyli zarazy, będziemy zapierd….. niczym północnokoreańscy niewolnicy w kamieniołomach.
To wszystko, aby ratować zdrowie oraz życie Polek i Polaków w kontekście nadciągającego włoskiego scenariusza przebiegu epidemii COVID-19 w Polsce. A tak wycieńczająca praca jest w głównej mierze spowodowana nieudolnością urzędników państwowych, którzy na czas nie posłuchali środowiska medycznego i nie poprawili warunków pracy oraz wynagrodzeń, aby zwiększyć zasoby kadrowe.
Czyli, najbardziej oględnie – ktoś nie potrafił dobrze zorganizować jednej z najważniejszych gałęzi gospodarki na rzecz obywatela, a teraz jeszcze będzie obwiniać się za to lekarzy i twierdzić, że nie są wystarczająco zaangażowani.
Rządy większości krajów zwracają się obecnie, ze wszystkim, co mają, do pracowników ochrony zdrowia. A w Polsce, jak to w Polsce – niczym w państwie zlokalizowanym w głębokiej dżungli na wzór tego, którego władcą był nieodżałowany Marlon Brando w filmie pt.: Czas apokalipsy. Winni wszyscy, tylko nie my.
Nikt chyba nie zdemobilizowałby nas lepiej.
Hej, Panie Jacku! Pozdrawiam Pana (niezaangażowany) z pracy.
Bartek

PS. Mam tak wielką głowę, że ledwo mi się w tej przyłbicy mieści.
Lekarz, Bartosz Fiałek
***
Sasin: „część personelu medycznego obowiązków wykonywać nie chce”
Na antenie Pierwszego Programu Polskiego Radia wicepremier Jacek Sasin przekonywał, że obecnie dysponujemy odpowiednią liczbą łóżek szpitalnych, respiratorów oraz innych środków medycznych.
– To jest zupełnie inna sytuacja niż była wiosną i w żadnym wypadku nie można mówić, że ten czas został zmarnowany – stwierdził.
– Oczywiście występują problemy, tym problemem jest chociażby zaangażowanie personelu medycznego, lekarzy. Niestety występuje taki problem, jak brak woli części środowiska lekarskiego. Chcę to podkreślić wyraźnie: części. Oczywiście bardzo wielu lekarzy, pielęgniarek, personelu medycznego z wielkim poświęceniem wykonuje swoje obowiązki, ale część tych obowiązków wykonywać nie chce – mówił.
Zdaniem Sasina, wynikać to może ze strachu przed epidemią. – Naturalny ludzki strach, ale on w środowisku lekarskim nie powinien występować – powiedział.
Polsko-holenderski spór przed TSUE. Czy do Polski można wydawać aresztowanych z UE?

Tomasz Bielecki
Czy do Polski nadal można wydawać aresztowanych z UE, choć polski wymiar sprawiedliwości traci swą niezależność? Wiceminister Anna Dalkowska zarzuciła holenderskim sądom mieszanie się w spory polityczne.

Trybunał Sprawiedliwości UE rozpoznawał (12 października 2020) pytania prejudycjalne (prośby o wiążącą wykładnię prawa Unii) od sądu w Amsterdamie, który wstrzymał we wrześniu wszystkie ekstradycje do Polski dokonywanie w ramach szybkiej – zakładającej wzajemne uznawanie orzeczeń sądowych w UE – procedury europejskiego nakazu aresztowania (ENA).
Problem z wydawaniem ściganych do Polski już wcześniej podniósł w unijnym Trybunale sąd z Irlandii. W odpowiedzi TSUE zalecił w 2018 r. stosowanie dwuetapowego testu – po pierwsze sprawdzanie, czy w Polsce (lub innym państwie Unii) jest ogólnie zagrożona niezależność sądownictwa, a po drugie sprawdzenie, czy rodzi to ryzyko braku rzetelnego procesu w przypadku konkretnej osoby z ENA. Dopiero podwójne „tak” ma prowadzić do odmowy wydania ściganego. Tyle że sędziowie z Amsterdamu teraz pytają w TSUE, czy od 2018 r. zmiany sądowe nie zdegenerowały polskiego systemu aż tak mocno, że należy odmówić wydania Polaków bez drugiego etapu „testu irlandzkiego”.
Polska: To Holendrzy mają problem
Wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowska nie tylko odrzucała w TSUE wszystkie zarzuty wobec stanu praworządności w Polsce, lecz też oskarżyła holenderskich sędziów o angażowanie się w politykę.
– Przytaczają twierdzenia wzięte z przestrzeni medialnej, lecz niepoparte żadnymi etapami. Ich pytania prejudycjalne wpisują się w polityczny spór o reformy w Polsce, w które zaangażowały się sądy holenderskie – przekonywała Dalkowska. I szeroko cytowała orzeczenie warszawskiego sądu okręgowego sprzed paru tygodni, który odrzucił europejski nakaz aresztowania z Holandii. W tej sprawie chodzi o niepolską parę z Holandii, które wywiozła do Polski swego syna z autyzmem, który powinien przebywać w ośrodku po odebraniu go rodzicom wskutek zaniedbania.
– Sąd w Warszawie odmówił przekazania tych osób objętych ENA do Holandii. Stwierdził, że wobec sądu holenderskiego zachodzą podejrzenia co do działania z motywów politycznych i ideologicznych – tłumaczyła Dałkowska, nie wdając się w szczegóły sprawy. Przytoczyła też wysunięty przez polskiego sędziego zarzut „obstrukcji”, czyli niewydawanie ściganych z Holandii do Polski.
Bruksela pośrodku
Przedstawiciele Komisji Europejskiej, a także władz Belgii i Irlandii (dobrowolnie przyłączyły się do sprawy), przekonywali, że TSUE powinien w swym wyroku pozostać przy dwuetapowym „teście Celmera” (ze sprawy irlandzkiej), czyli – przy rozpatrywaniu ENA – każdorazowo sprawdzać ryzyko braku rzetelnego procesu w przypadku konkretnej osoby w konkretnym sądzie. Jednak TSUE w 2018 r. orzekł, że takie precyzyjne sprawdzanie powinno się dokonywać w dialogu między sądem wnioskującym i zatwierdzającym ENA.
Holenderski prokurator Kasper van der Schaft przypominał, że polskie sądy często nie odpowiadają na pytania z Holandii albo odpowiadają w sposób różny nawet co do liczb i faktów. Również w sprawach Polaków podejrzanych o handel narkotykami i oszustwa, które dały początek rozpatrywanym pytaniom prejudycjalnym, z Polski nadeszły odpowiedzi tylko na część z ośmiu pytań od sądu holenderskiego zajmującego się ENA.
– Co stałoby się w razie naruszeń systemowych tak rażących, że powstaną pytania, czy można z reguły ufać odpowiedziom od sądów z danego kraju? – pytał Chorwat Sinisza Rodin, członek 15-osobowej Wielkiej Izby TSUE.
Kluczowym punktem dyskusji w Trybunale był system dyscyplinujący dla sędziów oraz działanie Izby Dyscyplinarnej. Przedstawicielka władz Holandii, nie odpowiadając jednoznacznie na pytanie sądu z Amsterdamu, apelowała o doprecyzowanie poprzedniego orzeczenia TSUE co do ENA, bo wydano je m.in. przed powołaniem Izby Dyscyplinarnej. – Stwierdzenie ryzyka dla niezależności sądów nie musi być jednoznaczne z odmową wydania ściganych. Ale trzeba brać pod uwagę, że ten system dyscyplinarny ma efekt mrożący – powiedziała Mielle Bulterman.
Dalkowska przekonywała w Luksemburgu, że ewentualnie ograniczenie „testu Celmera” do jednego etapu (odmowa ENA z powodu systemowych wad niezależności sądownictwa) dawałaby sądom jednego kraju (np. Holandii) możliwość wykluczenia Polski z całego systemu europejskiego nakazu aresztowania. A w Unii – jak przekonywała Dalkowska – decyzje o takim zawieszaniu praw krajów UE mogą być dokonywana tylko w ramach postępowania z art. 7. – Argument o artykule 7 jest najbardziej cyniczny. Polska wie, że to postępowanie jest uzależnione od politycznego głosowania, w którym może liczyć na Węgry. To nie może być droga do zachowania prawa do należytego procesu – przekonywał już na początku rozprawy Michiel De Bruijn, adwokat jednego z Polaków.
Rzecznik generalny TSUE Manuel Campos Sanchez-Bordona zamierza 12 listopada przedstawić swą „opinię”, czyli rekomendację co do orzeczenia TSUE.
REDAKCJA POLECA
Łóżko- najważniejszy mebel Twojego dziecka!
Łóżko stanowi podstawowy element wyposażenia, każdej sypialni. Przy wyborze łóżka dla Twojej pociechy musisz wziąć pod uwagę wiele czynników. Tak by było nie tylko funkcjonalne oraz bezpieczne, ale także interesujący pod względem wizualnym. Z nami dowiesz się na jakie rzeczy warto zwrócić uwagę przy zakupie nowego łóżka dla dziecka!

Bezpieczeństwo najważniejsze!
Przeglądając różnorodne oferty łóżek dla dzieci, należy zwrócić uwagę na to z jakich materiałów zostało wykonane – drewniane meble mają większą trwałość. Ponadto warto zobaczyć, czy mebel nie ma niebezpiecznie ostrych krawędzi, albo wychodzących drzazg. Mogą one stanowić zagrożenie dla beztrosko bawiących się dzieci. Należy także sprawdzić, czy łóżko zostało pokryte lakierami bądź też innymi specyfikami, które są bezpieczne dla skóry i nie wywołują podrażnień. Najlepiej, więc wybierać meble posiadające specjalne certyfikaty, świadczące o najwyższej jakości produktu.

Postaw na funkcjonalność!
Wiele łóżek dla dzieci posiada dodatkowe udogodnienia. Dobrym rozwiązaniem są dodatkowe pojemniki zlokalizowane pod materacem, służące do przechowywania różnych rzeczy. To idealne miejsce do tego, aby maluch schował tam swoje ulubione zabawki i książki, które będzie miał zawsze na wyciągnięcie ręki. Niewątpliwie takie schowki, sprawdzą się przede wszystkim w mieszkaniach o małym metrażu. Wiele z łóżek dla dzieci ma także możliwość regulacji zagłówków, umożliwiając lepszy komfort użytkowania. W sytuacji, gdy dwójka dzieci dzieli pokój, funkcjonalnym rozwiązaniem będą łózka piętrowe. Bez wątpienia pozwalają one zaoszczędzić sporo miejsca, a do tego są uwielbiane przez wszystkie maluchy! Przy wyborze łóżka dla dziecka, warto zastanowić się również, na jak długi czas ma mu ono posłużyć. Jeśli chcemy, żeby starczyło na jak najdłużej, zdecydujmy się na trochę większy rozmiar.

A może odrobina szaleństwa?
Łóżko dla malucha, wcale nie musi być zwykłym meblem! Istnieje szeroka oferta bardziej unikalnych wzorów. W ostatnim czasie na popularności zyskały łóżeczka typu domek. Ich drewniany stelaż skonstruowany został w taki sposób, aby imitować kształt domku. Takie łóżeczko z pewnością przypadnie do serca każdemu dziecku, zwłaszcza że może stanowić również miejsce wspaniałej zabawy. Zobacz propozycję łóżek dla dzieci w polskich e-sklepach oraz dużych marketach meblowych. Meble o niezwykłych kształtach zdecydowanie pobudzą wyobraźnię każdego malucha, wnosząc do pokoju niezwykły baśniowy świat.

Kolorowy zawrót głowy
Łóżeczka dla dzieci, często występują w różnych wariantach kolorystycznych. Zazwyczaj są to pastelowe odcienie błękitu, różu oraz zieleni. W pokoju malucha świetnie sprawdzą się również białe mebelki, bądź też takie w kolorze naturalnego jasnego drewna. Przy wyborze łóżka, zwłaszcza w przypadku starszego dziecka, warto spytać go o zdanie, czy model w wybranym przez nas kolorze będzie mu odpowiadał. Dzięki temu będziemy mieć pewność, że nasza pociecha będzie w pełni usatysfakcjonowana.
Wybór łóżka dla dziecka może być nie lada wyzwaniem. Warto więc swoją decyzję podejmować kierując się trzema kryteriami: bezpieczeństwem, funkcjonalnością oraz stroną wizualną. Spraw by najważniejszy mebel Twojego dziecka był jak najlepszej jakości i w pełni odpowiadał jego potrzebom!
Adam Mazguła: Koledzy Żołnierze, nie wzywam do zbrojnych wystąpień, ale do zaprzestania udawania, że nic się nie dzieje! Dzisiaj służycie złu

Adam Mazguła
Ja będę walczył już jako cywil wszystkimi dostępnymi mi środkami i wykorzystam wszelkie możliwości, aby dotrzymać wierności składanej przeze mnie przysięgi nie partii i jej aktywistom, ale Rzeczypospolitej Polskiej, nie statutowi partii czy ewangelii, ale Konstytucji
Żołnierze Wojska Polskiego,
zwracam się do Was, jak kolega do tych, którzy kontynuują wierną służbę Rzeczypospolitej Polskiej w obronie jej niepodległości i granic, którzy jesteście strażnikami Konstytucji RP oraz honoru żołnierza polskiego.
Zaledwie 75 km od Katynia, miejsca spoczynku tysięcy polskich żołnierzy i funkcjonariuszy, leży miejscowość Lenino. Tam 12 i 13 października 1943 r., odbyła się jedna z najbardziej tragicznych bitew żołnierzy polskich w historii naszego kraju.

1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki stoczyła, okupiony trzema tysiącami poległych, rannych i zaginionych, bój o honor i ojczyznę.
1 Dywizja Piechoty składała się z żołnierzy, którzy uciekali przed prześladowaniami Sowietów, byli wywiezieni na „nieludzką ziemię” i ratowali swoje życie w katorżniczej pracy w mrozach Syberii.
Niedostatecznie wyszkoleni, źle dowodzeni, ale ufni w cel i prostą drogę powrotu do rodzinnych domów i ziemi, wykonali nikomu z Polaków niepotrzebne, tragiczne zadanie bojowe. To była masakra polskich żołnierzy w imię interesów Stalina. Żołnierze wykonali krwawe zadanie bojowe, a politycy grali ich krwią dalej.

Po odnalezieniu przez Niemców wiosną 1943 r. w Katyniu, masowych grobów polskich oficerów, Józef Stalin potrzebował mocnego argumentu w rozmowach z Brytyjczykami i Amerykanami o ich polskich sojusznikach. Musiał pokazać, że ma po swojej stronie Polaków, a dokładnie — polską armię.
Chciał i musiał udowodnić, że są Polacy, którzy, wbrew rządowi polskiemu w Londynie, będą walczyć o Polskę nawet u boku Stalina. Tak, wykorzystano żołnierzy wracających do Polski, ich przelaną krew, życie tysięcy dorosłych obywateli polskich, pod przyszłe plany zniewolenia narodu przy pomocy przygotowywanej już konferencji w Teheranie (28.11 – 1.12.1943 r.).
Żołnierze walczyli, a podczas tej konferencji bez udziału przedstawicieli Polski ustalono nową granicę Polski i oddano ich domy Stalinowi, a całą Polskę ogłoszono strefą operacyjną Armii Czerwonej.

Nie inaczej było na innych frontach, gdzie bohaterstwo żołnierzy polskich zostało nagrodzone zdradą politycznych aliantów.
Efektem nieuzasadnionej ufności żołnierzy w stosunku do polityków był tragiczny dla nas dzień zwycięstwa.
Cały świat wpadł w euforię, a nas sprzedano, zmuszono do zdania się na łaskę i niełaskę NKWD i J. Stalina, który jeszcze długo przed wojną ogłosił Polaków wrogami ludu.
Zlikwidowano 220 tysięczną armię wszystkich rodzajów wojsk na zachodzie i kazano wracać pod krwiożercze pazury Stalina. A to, dlatego, że w Jałcie ustalono, że wielkie mocarstwa nie będą popierały organizacji i rządów wrogich Sowietom.

Wszyscy – zarówno ci, którzy podejmowali współpracę ze Stalinem dla ratowania Polski na mapach świata, jak i ci, którzy w lasach i na emigracji walczyli o świadomość niepodległościową Polaków – zasługują na szacunek.
W końcu my, Polacy, wbrew rządowi zdrajców i uciekinierów z 1939 roku, wbrew ludobójcom, aliantom i okupantom, dopięliśmy swego, wyganiając ostatecznie zarówno hitlerowców, jak i Sowietów z naszego kraju. Dzięki polskiej determinacji i umiłowaniu wolności dołączyliśmy do wolnych narodów świata.
Koledzy Żołnierze!
Dziś politycy partii rządzącej znowu prowadzą nas na nieznane tereny „samotnej wyspy”.
Politycy, którzy nie „splamili” się obowiązkową służbą wojskową, a wykpili się od niej kłamstwem. Politycy, wychowani często w rodzinach zdrajców narodowych dzisiaj nazwali się patriotami i produkują bez opamiętania jad, dzielą Polaków w każdy możliwy sposób.
Liderem tej bandy złoczyńców jest tajny współpracownik sił bezpieczeństwa „Balbina”, który właśnie został niekonstytucyjnym zwierzchnikiem wojska, ale i policji, służb specjalnych, prokuratury, sądownictwa i polskiej dyplomacji. Ten paranoik ustala dzisiaj, kto jest bohaterem, a kto zdrajcą, oczywiście, jak to ma w zwyczaju, odwracając znaczenie słów. Dla niego żołnierze walczący o wolność Polski są zdrajcami, a bandyci i mordercy cywilów, jak chociażby Bury, to bohaterowie narodowi. Ministrem obrony jest szkolony w Rosji syn komunisty, który ma na rękach krew co najmniej 60 byłych funkcjonariuszy i żołnierzy WOP.
Widać wyraźnie, jak to oni ponownie prowadzą Polskę do światowej izolacji, skłócają narody, ubliżają nacjom i organizacjom międzynarodowym. Od jednych domagają się zadośćuczynienia za szkody sprzed 70 lat, innych uczą, skąd się wzięły widelce, a jeszcze innych oszukują w interesach albo opowiadają o Mistralach za jedno euro.
Wszyscy wiemy, że nasze bezpieczeństwo, to nie tylko podpisanie paktów. Nie papierki traktatów dają poczucie bezpieczeństwa. Polska przed II Wojną Światową miała ich mnóstwo, ale nie uchroniło to jej przed upokorzeniem i wymordowaniem narodu.
Prawdziwe bezpieczeństwo zyskuje się przez przyjaźń, wzajemny szacunek i zrozumienie narodów, szczególnie sąsiadów naszego kraju. Nasze bezpieczeństwo zależy, więc od życzliwej międzynarodowej współpracy, powiązań gospodarczych i kulturalnych, od przyjaźni narodów, solidarności społeczeństw, mitingów sportowych, wymiany kulturalnej, współdziałania partii politycznych i ich przywódców…
Koledzy Żołnierze,
po raz kolejny politycy z nas kpią. Jak wtedy, gdy 1DP pod Lenino straciła 25% stanu osobowego dla Stalina, jak wtedy, gdy stalinowski prokurator Henryk Świątkowski (wujek braci Kaczyńskich) za walkę o wolność Polski posyłał na śmierć Witolda Pileckiego i innych bohaterów, jak wtedy, gdy wojsko wykonywało wolę partii – przeciwko robotnikom na Wybrzeżu.
Kiedy po raz kolejny obserwowałem, jak żołnierze w mundurach, publicznie i w towarzystwie policjantów kradną wieniec spod pomnika smoleńskiego zrozumiałem, że etos Wojska Polskiego pod patronatem PiS-u upadł w polityczne bagno.
Człowiek poszedł rano biegać, a tu takie ciekawostki.
— Michał Szymanderski-Pastryk (@MichalSz_P) October 10, 2020
Aktywistki i aktywiści złożyli wieniec pod „schodkami”. Jednak wieniec był nieprawomyślny, więc przyszło wojsko oraz policja i go zabrała.
Niby śmieszne, ale jednak straszne. pic.twitter.com/gA2PWR8HVL
Bombardowani jesteśmy informacjami wojny propagandowej o zakupach najnowszego sprzętu, najdroższych samolotów, rakiet, o budowie bazy dla sojuszników i planowane ich utrzymanie na warunkach pierwszeństwa za miliardy złotych.
Tymczasem wiem, że nie ma, jak kiedyś, służby dla Polski, ale panuje służba za kasę. Nie ma strzelnic, amunicji, mundurów, butów. Jakość wyposarzenia jednostek mierzona jest możliwością wykorzystania ich przez propagandę. W służbie dominuje wazeliniarstwo dla polityków i kapelanów po karierę, a nie po wysoki stopień zdolności bojowej. W praktyce nie istnieje system obrony państwa, a jak przeczytałem strategię obronną i o tym, że państwu zagraża „gender”, to przestałem ten dokument traktować poważnie, a ludzi, którzy takie głupoty zapisują w strategii uważam za kompletnych nieodpowiedzialnych matołów.
Dzisiaj służycie złu, służycie kłamstwu i budowaniu międzynarodowych podziałów. Pod kierownictwem polityków PiS, którzy traktują armię jak własność prywatną o partyjno-kościelnym charakterze, nie przyczyniacie się do budowy potencjału obronnego narodu. Uczestniczycie w procesie podziału narodu, represji wobec grup społecznych, niszczeniu Konstytucji RP, na którą przysięgaliście, nie strzeżecie honoru żołnierza polskiego. Budujecie, razem z PiS-em, system represji i budzenia upiorów rasowych. System zbudowany przez ludzi z zachwianą męskością i wszędzie węszących zdradę, bo sami wyrośli na zdradzie i nie wykonują podstawowych zadań obronnych państwa, bo nie mają o tym zielonego pojęcia. Nie korzystają też z wiedzy i umiejętności specjalistów, bo oni są najmądrzejsi.
Ale, nade wszystko, uczestniczycie w przygotowywaniu represji przeciwko sobie samym. Jakie bowiem macie gwarancje, że z czasem i Wam jakiś polityk nie zabierze honoru, stopnia wojskowego i prawa do wysłużonej emerytury, tylko dlatego, że postanowił Was uczynić winnymi jego porażki, albo będzie potrzebował kolejnego wroga. Ogłosi to we wszystkich mediach, uchwali ustawę, bo to dla nich nie problem, jak to mają w zwyczaju i po mają co chcieli.
Nie wzywam Was do zbrojnych wystąpień, bo to zawsze pociąga za sobą rozlew polskiej krwi, ale wzywam Was do zaprzestania udawania, że nic się nie dzieje!
Powinniście, tak samo jak cywilne społeczeństwo, zwracać uwagę, krzyczeć, protestować u przełożonych; nie stójcie jak kukły, gdy nasz kraj się wali.
Środowisko emerytów boi się represji, generałowie odchodzą na emerytury i pilnują swoich przywilejów albo zakładają fundacje do współpracy z głównym gwałcicielem konstytucji. Jeszcze inni nie wierzą w to, co obiecują rządzący, bo myślą, że ich to nie dotyczy.
Zapytajcie byłych funkcjonariuszy albo kolegów z WOP, jak się czuje Polak, który całe dorosłe życie poświęca służbie, a potem jakiś PiS-owski matoł nazwie Was zdrajcami i zabierze Wam prawo do emerytury? Przecież od grudnia 2016 roku leży w Sejmie ustawa zabierająca Wam emerytury i o ile wiem, nikt jej nie zamierza wycofać. Funkcjonariusze i żołnierze WOP też nie wierzyli.
Krew u nas zawsze jest tania, ale tym razem podli politycy grają Waszą krwią. To Wasze życie, Wasze decyzje i Wasz wstyd!
Ja będę walczył już jako cywil wszystkimi dostępnymi mi środkami i wykorzystam wszelkie możliwości, aby dotrzymać wierności składanej przeze mnie przysięgi nie partii i jej aktywistom, ale Rzeczypospolitej Polskiej, nie statutowi partii czy ewangelii, ale Konstytucji:
„Ja, żołnierz Wojska Polskiego, przysięgam służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic. Stać na straży Konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego, sztandaru wojskowego bronić. Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.”
Z żołnierskim pozdrowieniem
Adam Mazguła

Chory na Covid-19 zmarł w karetce. W Nysie na oddziale ratunkowym nie było dla niego miejsca
Rzecznik opolskiego sanepidu poinformowała w sobotę, że w szpitalu w Prudniku zmarł 61-letni mężczyzna chory na koronawirusa. Jak informuje „Nowa Trybuna Opolska”, pacjent z Prudnika chory na Covid-19 zmarł przed oddziałem ratunkowym w Nysie. Nie było dla niego miejsca w szpitalu.

Z doniesieniem polemizuje prezes Prudnickiego Centrum Medycznego Witold Rygorowicz. – Pacjent z koronawirusem nie trafił do szpitala w Prudniku – mówi – Zmarł w karetce pod nyskim SOR-em, po ponad godzinnej reanimacji, w oczekiwaniu na przyjęcie na SOR nyski – dodaje.
„Nowa Trybuna Opolska” nieoficjalnie potwierdziła, że pacjent z Prudnika zmarł w karetce. Czekał na przyjęcie do szpitala w Nysie. Tam zaś wszystkie łóżka z respiratorem dla pacjentów covidowych były zajęte.
Szpital w Nysie boryka się z brakiem personelu medycznego. W piątek sanepid skierował na kwarantannę 5 lekarzy z nyskiego szpitala. Dzieci lekarzy miały w szkole kontakt z osobami zarażonymi koronawirusem.
Dariusz Frach, thefad.pl / nto.pl
Agata Duda: „Dobrze poznałam środowisko kobiet po przebytych chorobach nowotworowych.” Janina Ochojska: „Pani mąż jest odpowiedzialny moralnie za te przypadki”
„Jako Ambasadorka Kobiet z Rakiem Piersi w Polsce, którą to rolę pełnię z satysfakcją i przekonaniem, zrozumiałam, że społeczne inicjatywy informacyjne, które służą rozpowszechnianiu wiedzy o nowotworach, odgrywają kluczową rolę w polityce prozdrowotnej.” – mówi w opublikowanym na stronie prezydent.pl nagraniu Agata Kornhauser-Duda. „Szkoda, że nie miała Pani tej świadomości, kiedy Pani mąż przekazał 2 mld zł na TVP zamiast na onkologię.” – odpowiedziała z dezaprobatą na apel żony Andrzeja Dudy europosłank Janina Ochojska, która pokonała nowotwór.

„Przez ostatnich pięć lat, dzięki wielu kontaktom z polskimi Amazonkami, dobrze poznałam środowisko kobiet po przebytych chorobach nowotworowych piersi i uświadomiłam sobie, jak ważne jest zapobieganie rozwojowi niebezpiecznych schorzeń.
Jako Ambasadorka Kobiet z Rakiem Piersi w Polsce, którą to rolę pełnię z satysfakcją i przekonaniem, zrozumiałam, że społeczne inicjatywy informacyjne, które służą rozpowszechnianiu wiedzy o nowotworach, odgrywają kluczową rolę w polityce prozdrowotnej.”
(…) „Gorąco namawiam wszystkie Polki do regularnych badań w ciągu całego roku i zachęcam do jak najszerszego korzystania z nich. Drogie panie, zadbajcie o siebie, byście mogły cieszyć się długim życiem, bo jesteście potrzebne, nie tylko bliskim” — mówi w nagraniu Agata Kornhauser-Duda.
„Zwracam się również do Panów: nakłaniajcie Panie do poddawania się badaniom przesiewowym raka piersi. Dadzą tym Panowie najlepszy dowód swojej troski i miłości. Pamiętajmy, że dbanie o własne zdrowie jest koniecznością i świadczy o poziomie cywilizacyjnym całego społeczeństwa.” – dodała.
🎥 Październik jest miesiącem świadomości nowotworów piersi. – Gorąco namawiam wszystkie Polki do regularnych badań w ciągu całego roku. Wybierzmy zdrowe i szczęśliwe życie – mówi Agata Kornhauser-Duda, Ambasadorka Kobiet z Rakiem Piersi w Polsce. pic.twitter.com/7yxVwgBpaE
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) October 9, 2020
Agata Kornhauser-Duda przypomina, że październik jest miesiącem świadomości nowotworów piersi. „Jest to czas, kiedy prowadzone są liczne akcje i podejmowane tematy związane z profilaktyką, diagnostyką oraz leczeniem nowotworów piersi. Raz jeszcze pragnę więc zaapelować – wybierzmy zdrowe i szczęśliwe życie.” – mówi.
Apel Agaty Kornhauser-Dudy spotkał się z dezaprobatą europosłanki Janiny Ochojskiej, która pokonała nowotwór. Jak sama przyznaje, miała szczęście, bo choroba została wykryta w początkowym stadium. „Szkoda, że nie miała Pani tej świadomości, kiedy Pani mąż przekazał 2 mld zł na TVP zamiast na onkologię. Dzisiaj przybyło zachorowań, brak miejsc na badania i na łóżka onkologiczne i Pani mąż jest odpowiedzialny moralnie za te przypadki. Pani jest Ambasadorką? Mało wiarygodne.” – skomentowała w mediach społecznościowych nagranie Agaty Kornhauser-Dudy.
Szkoda, że nie miała Pani tej świadomości, kiedy Pani mąż przekazał 2 mld zł na TVP zamiast na onkologię. Dzisiaj przybyło zachorowań, brak miejsc na badania i na łóżka onkologiczne i Pani mąż jest odpowiedzialny moralnie za te przypadki. Pani jest Ambasadorką? Mało wiarygodne. https://t.co/PTwe2Sar5Q
— Janina Ochojska (@JaninaOchojska) October 10, 2020
Dariusz Frach, thefad.pl
Czy Trump wiedział, jak pozyskiwany jest lek, który miał mu pomóc?

Alexander Freund
Trump nazwał lek z przeciwciał, który mu podano, „cudem bożym”. Czy przeciwnik aborcji wiedział, że podczas jego produkcji wykorzystywane są komórki, pochodzące z komórek embrionalnych?
BREAKING: Pres. Trump boards Marine One en route to Walter Reed Medical Center after testing positive for COVID-19. https://t.co/HWpnsEA7AF pic.twitter.com/uuA0rM9qLN
— ABC News (@ABC) October 2, 2020
Kiedy stan zdrowia Trumpa się pogarszał, lekarze podali mu lek „nagłego przypadku”, który zawiera przeciwciała koronawirusa. Świat był zadziwiony, bo lek zaskakująco szybko zadziałał, a prezydent USA już po paru dniach mógł wrócić do Białego Domu. Trump nazwał lek „błogosławieństwem bożym”, a sukces zastosowanej terapii „cudem zesłanym przez boga”.
Eksperymentalne przeciwciała
Eksperymentalne przeciwciała o nazwie REGN-COV2 zostały – czy to z bożą pomocą, czy też bez niej – wyprodukowane przez amerykański koncern biotechnologiczny Regeneron. Niedawno Regeneron złożył wniosek do Amerykańskiej Agencji ds, Żywności i Leków, by ta uznała go za „lek pilnego przypadku”.
Chodzi o kombinację dwóch monoklonalnych przeciwciał REDN10933 i REGN10987. Lek REGN-COV2 zawiera syntetyczne cząsteczki systemu odpornościowego człowieka. Podczas całej procedury wytwarzania leku wykorzystano również linie komórkowe pochodzące z tkanek embrionalnych.
Czy Trump znał pochodzenie „cudownego środka”?
Z politycznego punktu widzenia brzmi to jak największa obłuda, bo Trump i jego administracja właśnie podobne metody badawcze znacząco ograniczyli.

W 2019 roku na polecenie Trumpa obcięto fundusze dla narodowego urzędu zdrowia, którego badania oparte na tkankach płodu miały przyczynić się badaniom dotyczących HIV i raka. W ministerstwie zdrowia powstała specjalna komisja, w której zasiadają przeciwnicy aborcji i która odrzuciła 13 z 14 projektów badawczych.
Dopiero w styczniu 2020 roku Trump pojawił się na jednej z manifestacji przeciwników aborcji. – Nienarodzone dzieci nigdy wcześniej nie miały silniejszego obrońcy w Białym Domu – powiedział. Każde dziecko jest „świętym i cennym prezentem od Boga”.
Bez tkanek embrionalnych nie da rady
Lek REGN-COV2 jest wprawdzie wytwarzany w komórkach, nie pochodzą jednak od człowieka, lecz z jajników chomika, z tzw. komórek CHO.
Jednak po to, by sprawdzić skuteczność przeciwciał, zastosowano w testach laboratoryjnych kultury komórek, które pierwotnie pochodzą z tkanek wydzielonych podczas aborcji. Chodzi o tkanki nerek, które wydzielono podczas przeprowadzanej w Holandii aborcji w latach 70-tych.
Te komórki o fachowej nazwie HEK293T poddawane są podziałom w laboratoriach na całym świecie. Regeneron również wykorzystał komórki HEK293T do wytworzenia tzw. pseudocząsteczek wirusa, czyli struktur podobnych do wirusowych, które zawierają wirusowe białko spike śmiertelnego koronawirusa.
Tylko w ten sposób można było dowiedzieć się, jak skutecznie przeciwciała atakują danego wirusa.
Punkt widzenia czy „alternatywne fakty”?
Niewiedza czy obłuda – dyskusja na temat koktajlu przeciwciał skierowała uwagę, nie tylko w USA, na istotną dla badań medycznych dziedzinę, w której – również podczas prac nad szczepionkami – wykorzystuje się komórki pochodzące pierwotnie z tkanek uzyskanych przy aborcji.
Nie przeczy temu również Regeneron, ale uważa, że ze względu na to, że komórki HEK293T uzyskano już dawno, a teraz pochodzą one z laboratorium, nie można nazwać ich „ludzkimi”. Wszystko „zależy od tego, w jaki sposób się to pojmuje”, powiedziała rzeczniczka koncernu Alexandra Bowie. – Dostępne dziś linie komórek 293T nie są uznawane za tkanki płodu i nie korzystaliśmy również z innych tkanek płodu.
REDAKCJA POLECA
Od 15 października godziny dla seniorów w sklepach i aptekach
Od 15 października, od godz. 10 do 12 w sklepach i aptekach obowiązywać będą godziny dla seniorów – poinformował premier Mateusz Morawiecki. Szef MZ Adam Niedzielski zapewnił, że w szpitalach zwiększy się liczba łóżek i respiratorów dla chorych na COVID-19. Rząd przekazał ponadto 38 mln zł dla DPS.

Na sobotniej konferencji prasowej po posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski przypominali o obostrzeniach obowiązujących w strefie żółtej, którą od soboty objęty jest prawie cały kraj, oraz w strefie czerwonej, w której znalazły się 32 powiaty i 6 miast. Poinformowali także o kolejnych krokach podejmowanych w celu ograniczenia epidemii koronawirusa.
Utrzymanie gospodarki reżimie sanitarnym
Szef rządu przedstawił strategiczne cele na najbliższe tygodnie. Pierwszym z nich jest – jak wskazał – możliwe ograniczenie liczby zgonów i zapewnienie ochrony seniorom, czyli osobom najbardziej narażonym na utratę zdrowia i śmierć. Drugi to zapewnienie wydolności służby zdrowia, a trzeci – „utrzymanie gospodarki w możliwie dużym reżimie sanitarnym, ale na obrotach normalnych”.
Godziny dla seniorów
Morawiecki poinformował, że celem ochrony osób starszych przed COVID-19 od czwartku, 15 października, tak jak wiosną, wprowadzone zostaną godziny dla seniorów w aptekach, sklepach i drogeriach. To oznacza, że między godz. 10 a godz. 12 zakupy w tych miejscach będą mogły robić wyłącznie osoby powyżej 60. roku życia.
Rząd, jak przekazał, podjął także decyzję o przekazaniu 38 mln złotych dla domów pomocy społecznej, których w Polsce jest ok. 800.
– Dla jeszcze lepszego zabezpieczenia sanitarnego, wsparcia personelu przekazaliśmy dzisiaj już z rezerwy dodatkowe 38 mln zł – wyjaśnił.
– Ten system wsparcia dla naszych seniorów powinien obejmować też organizacje społeczne. (…) Proszę również o nawiązywanie kontaktów z osobami starszymi, co do tego, czy potrzebują pomocy w wyprowadzeniu psa, zrobieniu zakupów, aby rzeczywiście poprzez ścisłe przestrzeganie zasad sanitarnych i jednoczesne udzielanie pomocy osobom starczym (…) doprowadzić do ograniczenia ryzyka kontaktów – apelował. Podkreślał przy tym rolę solidarności międzypokoleniowej.
Morawiecki przywołał statystyki mówiące, że wśród osób zakażonych koronawirusem, które przekroczyły 80-85 rok życia, prawie co piąta – a wśród jeszcze starszych osób, co czwarta – umiera. – Wszelkie nasze działania muszą służyć temu, żeby ograniczyć zachorowalność, zwłaszcza wśród osób starszych – tłumaczył.
– Wśród osób powyżej 60. roku życia niemal połowa liczby pacjentów jest w szpitalach, a wśród osób, które korzystają z respiratorów, czyli są w naprawdę bardzo trudnym, bardzo ciężkim stanie zdrowia, to już jest 80 proc. – mówił. – Bardzo gorąco apelujemy, żeby osoby starsze pozostały w domach. Tam, gdzie mogą, niech pozostaną w domach – dodał.
Remdesivir
Minister zdrowia z kolei poinformował o podpisaniu umowy na dostawę 80 tys. dawek leku remdesivir, który stosowany jest w leczeniu stanów zaawansowanych związanych z COVID-19.
– W zasadzie jest to lek, który stosuje się jako obronę przed przejściem do wspomagania tlenem, czyli do respiratora – wyjaśnił. Niedzielski przekazał, że w tym miesiącu dostaniemy 20 tys. dawek, a pozostałe, systematyczne dostawy będą trwały do marca.
Zwiększanie liczby łóżek szpitalnych
Szef resortu zdrowia zaznaczył także, że w związku z m.in. scenariuszem eskalacji epidemii, trwa zwiększanie liczby łóżek szpitalnych dla osób z COVID-19. Jak podał, wojewodowie mają obecnie do dyspozycji 11 tys. łóżek szpitalnych, z czego ponad 4,5 tys. jest zajętych.
– Będziemy pracowali nad tym, by w ciągu najbliższych dni powiększyć to o 2 tysiące. To samo dzieje się z respiratorami. Ta liczba na początku tygodnia oscylowała w okolicach 800, w tej chwili przekroczyła 900 – wyjaśnił Niedzielski. Jak wskazał, polecił Agencji Rezerw Materiałowych wydać szpitalom kolejne 300 respiratorów i 264 kardiomonitorów.
„Nie przewidujemy istotnych dalszych ograniczeń”
Premier, mówiąc o trzecim ze strategicznych obszarów, czyli o gospodarce, akcentował, że rząd chce uniknąć jej ponownego zamknięcia. Jak wyjaśnił, celem jest to, aby tam, gdzie to możliwe, funkcjonowała ona normalnie.
– Te branże, które w największym stopniu wiążą się z kontaktowaniem ludzi między sobą – tak jak w ostatnich kilku miesiącach miały ograniczenia, tak i będą miały ograniczenia w kolejnych miesiącach. Jednak pozostałe zakłady przemysłowe, firmy, przedsiębiorstwa – handlowe, usługowe, chcemy, aby mogły funkcjonować – zapewnił.
Morawiecki zapewnił, że rząd chce wszystkim pracownikom i pracodawcom zapewnić możliwie bezpieczne prowadzenie działalności gospodarczej, choć jest to uzależnione od przebiegu epidemii.
– Jeśli uda się wyhamować dynamikę, to nie przewidujemy jakiś istotnych dalszych ograniczeń poza tymi, które dziś obowiązują – powiedział. Zauważył też, że od zarządzających przedsiębiorcami zależy odpowiednie ułożenie czasu pracy i umożliwienie pracy zdalnej dla osób powyżej 55-60 roku życia.
Minister zdrowia, nawiązując do wcześniejszych słów premiera o tym, że w tej chwili priorytetem działań będzie ochrona osób starszych, podkreślał, że pakiet rozwiązań będzie systematycznie rozwijany. – W perspektywie przyszłego tygodnia zaproponujemy bardziej kompleksowe rozwiązania – zapowiedział Niedzielski.
„Dążymy do ustabilizowania sytuacji”
Morawiecki podkreślał, że Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego obraduje w regularnym, codziennym cyklu. Zgodnie z jego zapowiedzią o kolejnych decyzjach rząd poinformuje w czwartek, a najpóźniej – w piątek. – Dążymy do ustabilizowania sytuacji, dążymy do tego, aby dynamika wzrostu zachorowań była malejąca – mówił.
Szef rządu wskazywał na wagę współpracy i spójności działań w walce z epidemią. Zwrócił się do polityków opozycji z zaproszeniem na spotkanie w KPRM. „Zapraszam już dzisiaj na początku tygodnia opozycję na spotkanie. Dochodziło już do kilku takich spotkań wiosną tego roku, które na pewno były dobre, i dzisiaj także zapraszam opozycję, żeby przedyskutować pomysły, wątpliwości. Chcemy być jedną drużyną” – zadeklarował Morawiecki.
„Nie widzimy konieczności, żeby wprowadzać obowiązek nauki w trybie zdalnym”
Podczas konferencji padło pytanie, czy w związku z przyrostem zakażeń zmianie ulegnie sposób funkcjonowania szkół i czy możliwy jest powrót do nauki zdalnej. Jak podkreślił premier, „na dzień dzisiejszy 98 proc. szkół funkcjonuje w systemie stacjonarnym i tylko niewielki ich procent funkcjonuje w systemie zdalnym, albo hybrydowym”.
– Ta strategia, którą zaproponowało w sierpniu MEN zdaje egzamin i dlatego, na dzisiaj, nie widzimy takiej konieczności, żeby wprowadzać obowiązek nauki w trybie zdalnym. – oświadczył Morawiecki. – Po długiej dyskusji z epidemiologami, uważam, że utrzymanie tego obecnego stanu w systemie edukacji jest właściwe – dodał.
Zwrócił też uwagę, że nauka zdalna nie odbywa się bez żadnych kosztów społecznych. – Słyszymy wyraźnie, że są bardzo poważne uszczerbki na zdrowiu – również psychicznym – w sytuacji długotrwałej izolacji. To dlatego dzisiaj szukamy i znajdujemy rozwiązania hybrydowe, mieszane, które z jednej strony pozwalają uczyć zdalnie, w których dochodzi do szerokiego rozprzestrzeniania się Covid-19, ale z drugiej strony chcemy możliwie w wysokim stopniu utrzymać normalne funkcjonowanie społeczeństwa – mówił.
Protesty osób, które nie wierzą w pandemię
Morawiecki zapytany został też o protesty osób, które nie wierzą w pandemię. Podkreślił, że osób, które w ogóle nie wierzą w pandemię, jest bardzo niewiele. Zaapelował do wszystkich, aby słuchali lekarzy i specjalistów. – Komuś może się wydawać, że może jeździć pod prąd jakąś ulicą. Jednak to stwarza zagrożenie dla innych i to jest ryzyko, którego nie powinniśmy podejmować. Dlatego ograniczamy pewną wolność i dowolność podejmowania decyzji niektórych obywateli – wbrew ich poglądom – właśnie dlatego, żeby ograniczyć zakres i rozprzestrzenianie się całej epidemii – podkreślił Morawiecki.
Premier przypomniał, że w maju i w czerwcu nastąpiło spowolnienie rozprzestrzeniania się wirusa i wówczas wszyscy domagali się uwalniania gospodarki. Dziś jednak – jak wskazał – fala zakażeń jest coraz większa. – Jestem przekonany, że znajdziemy i znajdujemy adekwatne sposoby, metody, aby ją ograniczać – dodał.
Przestrzeganie obowiązku zakrywania ust i nosa
W obecnej sytuacji i przy codziennym przyroście liczby zachorowań „naciśnięcie hamulca” – jak mówił minister zdrowia – zależy również od nas. Jak podkreślił, skutecznym narzędziem do tego, żeby ograniczać transmisję koronawirusa, jest przestrzeganie obowiązku zakrywania ust i nosa wraz z utrzymywaniem dystansu społecznego.
Zapytany o noszenie maseczek w trakcie aktywności sportowych, Niedzielski podkreślił, że rząd chce przyjąć takie rozwiązania, które „przede wszystkim będą chroniły populację”. – Wychodzimy tutaj od pewnej wykładni celowościowej i szukamy tych sytuacji, gdzie noszenie maseczki najbardziej skutecznie ogranicza ryzyko transmisji – powiedział Niedzielski.
Zaznaczył, że „w przestrzeni miejskiej zakładamy, że te aktywności sportowe są obciążone ryzykiem zakażenia”. – Tutaj przyjęliśmy taką linię demarkacyjną, że to, co jest robione w przestrzeni miejskiej jest zobowiązanie do noszenia maseczki, również dotyczy to jazdy na rowerze. Natomiast w parkach, czy innych terenach zielonych, sugerujemy, że ten obowiązek nie jest konieczny, o ile można zachować dystans – wyjaśnił minister.
Morawiecki zapytany też został, czy brany jest pod uwagę scenariusz, w którym cały kraj znajdzie się w czerwonej strefie, oraz czy da się temu zapobiec. – Na dzień dzisiejszy utrzymujemy te dwie strefy – żółtą i czerwoną. Jest bardzo ważne, abyśmy trzymali się tych przepisów, zapisów, obostrzeń, nakazów i zakazów; policja będzie ich przestrzegania pilnowała i wierzę, że to jest adekwatny instrument na moment obecny do zastosowania – odpowiedział Morawiecki.
Kolejny rekord zakażeń koronawirusem w Polsce. Ponad 50 zgonów
W sobotę w Polsce odnotowano najwyższy dzienny bilans wykrytych przypadków zakażenia koronawirusem od początku epidemii.
Badania laboratoryjne potwierdziły zakażenie u 5 300 kolejnych osób. Z powodu COVID-19 zmarły 53 osoby, w tym 49 z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami. Czworo zmarłych nie miało innych chorób. Łącznie od początku epidemii potwierdzono obecność koronawirusa u 121 638 osób. Zmarło 2 972 chorych. Wyzdrowiało 78 982 osób.
(PAP)
