Czy Ziobro sięgnie do swej szafy z trucizną?

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Polska opozycja nie korzysta na sporze w obozie rządzącym – ocenia niemiecki „Sueddeutsche Zeitung”.

Komentując konflikt w polskim obozie rządzącym niemiecki dziennik zauważa, że w szeregach obozu rządzącego w Polsce po raz pierwszy widać jawny opór przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, który do tej pory zawsze był tym silniejszym.

„Czy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, odgrywający główną rolę w demontażu państwa prawa, podporządkuje się czy też zebrał tak dużo materiału obciążającego swoich konkurentów, że podejmie walkę przeciwko Kaczyńskiemu i następcy tronu premierowi Morawieckiemu? Mogliby wyrzucić Ziobrę, ale wówczas nie zawaha się on użyć materiałów ze swojej szafy z trucizną” – pisze korespondent „Sueddeutsche Zeitung” („SZ”) Florian Hassel.

Opozycja zajęta sama sobą

„Pewne wydaje się tylko to, że polska opozycja nie korzysta na tej walce o władzę. Sterowana telewizja państwowa pomija skandale w obozie rządzącym, a opozycja i tak jest zajęta sama sobą” – komentuje dziennikarz. Jak ocenia, na końcu walka o władzę zostanie rozstrzygnięta wyłącznie przez Kaczyńskiego.

W relacji na temat sytuacji w Polsce Hassel pisze o bezpośredniej przyczynie kryzysu rządowego. „Ustawy o ochronie zwierząt nie są zazwyczaj materiałem na kryzys rządowy, zwłaszcza wtedy, gdy przyjmowane są dużą większością głosów. A jednak Polska po przyjęciu takiej ustawy tkwi w kryzysie, który grozi rozpadem koalicji rządzącej. Możliwe są nawet przyspieszone wybory” – pisze „SZ”.

„Oczywiście chodzi tu nie o ochronę zwierząt, ale o władzę” – zaznacza autor. I wyjaśnia, że istotą jest rywalizacja pomiędzy premierem Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro o to, kto będzie następcą szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

„Ziobro poszedł na całość”

Jak pisze, Kaczyński stawia coraz mocniej na bardziej pojednawczego, „a jednak Ziobro jako minister sprawiedliwości i jednocześnie prokurator generalny zbudował od 2015 roku ogromną władzę nad całym aparatem wymiaru sprawiedliwości, w tym niektórymi sądami”. „W coraz większym stopniu wymiar sprawiedliwości używany jest przeciwko przeciwnikom politycznym i może też zostać skierowany przeciwko premierowi. Ostatnio Morawiecki i niektórzy ministrowie naruszyli prawo podczas koronakryzysu, a także organizacji wyznaczonych początkowo na 10 maja wyborów prezydenckich. W przypadku Morawieckiego potwierdził to 15 września jeszcze niezawisły (Wojewódzki) Sąd Administracyjny. Ziobro mógłby wykorzystać tego rodzaju formalne oskarżenie przeciw swojemu rywalowi” – ocenia Florian Hassel.

I dodaje, powołując się na doniesienia polskiej prasy, że Ziobro miał też zebrać materiały obciążające Kaczyńskiego i innych konkurentów. W takiej sytuacji szef PiS zlecił przygotowanie ustawy, uchylającej prawnokarną odpowiedzialność urzędników za działania w czasie pandemii. Ale – jak dodaje – „Ziobro poszedł na całość” i odmówił poparcia także dla tego projektu.

Hassel ocenia, że rebelia w obozie rządzącym to „porażka dla Kaczyńskiego.” Zauważa jednocześnie, że w przypadku nowych wyborów sondaże dają PiS około 40-procentowe poparcie.

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

 

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: List do Ziobry. „Biznesmeni, którzy nie chcą współpracować z władzą są prześladowani”

Roman Giertych

Roman Giertych

Leszek Czarnecki oparł się próbie uzyskania za ogromną łapówkę ochrony ze strony obozu Ministra Ziobry i dzisiaj jest za to karany. Praktyka taka jest znana we wszystkich krajach zmierzających do autorytaryzmu, gdzie biznesmeni, którzy nie chcą współpracować z władzą są ścigani, a ich firmy są prześladowane.

 

Szanowny Panie Ministrze!

Po raz kolejny w swoim życiu miał Pan czelność na konferencji prasowej przesądzić winę człowieka oskarżanego przez kierowaną przez Pana prokuraturę.

Dzisiejsza konferencja prasowa, w której zasugerował pan, że mój Mocodawca oszukiwał ludzi lub działał na szkodę swego banku jest oczywiście próbą ratowania się Pana przed odwołaniem zapowiadanym przez media i Pana kolegów klubowych z PiS. Ale jednocześnie jest próbą wywarcia presji medialnej na sąd, który będzie procedował w tej sprawie.

Jako obrońca Leszka Czarneckiego informuję Pana, że zarzuty które są mu stawiane są w moim przekonaniu tak groteskowe, że jasny jest motyw ich postawienia. Pana dzisiejsza konferencja odbywająca się w kontekście Pańskiej dymisji tylko ten polityczny motyw potwierdza.

Absurdalność stawianych zarzutów dodatkowo obrazuje fakt, że mój Mocodawca nadzoruje kilkanaście dużych spółek, w tym wielu banków. Nigdy nie był natomiast w zarządzie GetBack lub w Radzie Nadzorczej tej spółki. Sprzedażą obligacji GetBack zajmowały się liczne podmioty, w tym banki państwowe i żadna z osób z tych podmiotów zarzutów nie ma, gdyż jest oczywiste, że za brak wykupu obligacji odpowiada w pierwszej kolejności spółka i jej władze, następnie audytorzy, którzy zatwierdzali rzekomo dobre raporty tej spółki, następnie KNF, który zatwierdzał emisję obligacji.

Próba przerzucenia odpowiedzialności na członków nadzoru jednego z wielu banków, które zajmowały się dystrybucją obligacji jest oczywiście podyktowana w przekonaniu obrony chęcią rewanżu za odmowę przyjęcia oferty korupcyjnej złożonej przez człowieka obozu PiS Marka Ch. Leszek Czarnecki oparł się tej próbie uzyskania za ogromną łapówkę ochrony ze strony obozu Pana Ministra i dzisiaj jest za to karany. Praktyka taka jest znana we wszystkich krajach zmierzających do autorytaryzmu, gdzie biznesmeni, którzy nie chcą współpracować z władzą są ścigani, a ich firmy są prześladowane.

W ujawnionej przez media rozmowie mojego Mocodawcy i ówczesnego szefa KNF plan przejęcia firm został nazwany przez Marka Ch. „planem Zdzisława”. Dzisiejsza Pana konferencja stanowi w moim przekonaniu dalszą realizację tego planu.

Roman Giertych
Adwokat

 

 


Rafał Sulikowski: Obrażeni na rzeczywistość. Dlaczego następuje negacja koronawirusa?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Istnienie zarazków, wirusów i bakterii, nosicieli śmiercionośnych chorób też było w planie stwórczym? Jaki jest sens istnienia wirusów?

 

Niektórzy po przeczytaniu tekstu poślą autora do wszystkich diabłów. Stwierdzą, że facet się naćpał i bredzi, ewentualnie ma tak od urodzenia i bez naćpania, względnie – jest pod wpływem Systemu. Jaki to “system” – przeważnie nie doczekamy się racjonalnej definicji. Sporo z was powie, że w tekście przesadzam albo zbyt głęboko analizuję.

Odrzucenie realności koronawirusa ma bowiem moim zdaniem przyczyny ideologiczne. Ludzie, którzy głęboko wierzą w Boga, w inny, idealny świat, mierzą ten świat, aktualnie zamieszkiwany idealnymi miarami. Biorą metr wieczności, jakoś tam definiowanej i przykładają do metra doczesności. To błędna postawa, świadcząca o głębokiej alienacji.

Zacznijmy od początku. Wirusami zawsze zajmowały się nauki ścisłe, przyrodnicze i medycyna, a one obecnie są w defensywie. Medycyna jest oskarżana o szkodzenie, depopulację i wszelkie inne zło. Nie widzą ludzie, że dzięki medycynie żyjemy dłużej i lepiej, jakość życia stale się podnosi, jest postęp. To właśnie skojarzenie z postępem każe im próbować zawracać rzekę i wierzyć wyłącznie w przeszłość, kiedy medycyna była słaba, a wcześniej jej albo nie było albo była na usługach religii czy magii. Podobnie jak z negacją koronawirusa było za negowaniem przeszczepów, robieniem transfuzji czy antykoncepcją. Wszystko, co przyszłościowe i noszące znamiona postępu ludziom – nazwę ich – “tradycyjnym” – bardzo źle się kojarzy.

Ze szkoły wynieśli przekonanie, że naukowcy są niewierzący, choć to nieprawda, a ludzie religijni nie mogą być postępowi. Wszystko, co ludzkie jest im obrzydliwe. Marzy im się królestwo “Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Świętej Matki Kościoła Rzymskiego” i promują cały ten teatr barokowo-trydencki, bo boją się świata, przyszłości.

Ucieczka wstecz dotyczy ludzi wyjątkowo bojących się śmierci, która zawsze jest przed nami, a nigdy za nami.

Według negacjonistów kosmos stworzył Bóg, choć wiele wskazuje na to, że gdyby tak faktycznie było, wszechświat wyglądałby zupełnie inaczej niż wygląda i działa; jeśli tak, to cały wszechświat musi być przyjazny życiu i szczególnie ludzkiemu życiu, więc promują natrętnie zasadę antropiczną, która jest prawdopodobnie błędnie sformułowana i źle rozumiana. Aby obronić Boga – co dawniej nosiło nazwę “teodycei” – muszą zanegować nie zło, które wynika ze złej woli człowieka, bo za nie Stwórca nie odpowiada, ale zło, które realnie istnieje w kosmosie, które nie wynika z działania intencjonalnego ludzi. Powodzie, katastrofy, tsunami, przewlekłe choroby i wieloletnie cierpienia i wiele innych, jak uderzenie komety czy meteorytu (jak ten co 251 mln lat temu zmiótł 70% gatunków lądowych) wynikają nie z “grzechu” ani “złej woli”, nie ze “złego użycia wolności”, lecz z praw natury, którą rzekomo stworzył dobry i wszechmocny Bóg.

No tak, ale istnienie zarazków, wirusów i bakterii, nosicieli śmiercionośnych chorób też było w planie stwórczym? Jaki jest sens istnienia wirusów?

Aby na to odpowiedzieć, niektórzy fundamentaliści rozpaczliwie zmieniają sens biblii, na przykład twierdząc, że świat przedadamowy był idealny i panowały w nim zupełnie inne prawa niż te, które są teraz.

Aby wytłumaczyć, czemu wymierały zwierzęta na długo przed mitycznym “Adamem” twierdzą, że istnieje względność czasu i “grzech zadziałał wstecz”.

Im więcej dowodów, że nie istnieli Adam i Ewa, lecz stopniowa, mozolna ewolucja, tym większe chowanie głowy w piasek i zaprzeczanie rzeczywistości. Bóg nie może tworzyć zła – mówią i wprowadzają manicheizm – dobro stworzył Jahwe, a zło – demon, demiurg.

Kiedy więc koronawirus zaczął się szerzyć, a modlitwy zanoszone nawet przez samego papieża zdawały nie działać, musieli zaprzeczyć jego realności. Aby obronić świat stworzony przez bezsensowną – ich zdaniem – i ślepą ewolucją donikąd, w stronę niczeg, musieli odrzucić naukę, zawsze kojarzoną z ateizmem.

Od XVII wieku, gdy powstały niezależne od teologii nauki nowożytne z fizyką na czele, nauka jest niemile widziana w Kościele i nic nie zmienia tu okresowe ich dialogowanie. I nie jest prawdą, że nauka zajmuje się czymś innym, a religia innym – kiedy religia twierdzi, że “kosmos jest stworzony przez Boga” wypowiada zdanie naukowe, które może i powinno zostać w serii eksperymentów empirycznych zostać poddane faksyfikacji, co nie jest oczywiście możliwe (może kiedyś będzie). Religia mówi wiele rzeczy o tym samym świecie, o którym wypowiada się nauka, więc nie jest tak, że prawda leży pośrodku, tylko raczej tak, że któraś ze stron tego sporu całkowicie się myli, a druga ma całkowitą rację. Ludzie religijni to wiedzą, często półświadomie i w ogóle nie zajmują się nauką, bo fakty są niewygodne.

Aby więc obronić tradycyjną, negującą oczywiste fakty wiarę negacjoniści muszą utracić kontakt z rzeczywistością, do tego stopnia, że niektórzy wierzą dosłownie w każdą religijną brednię, na przykład, że “komunikant nie przenosi wirusów”, podobnie jak święcona woda. Oczywiście, kapłani ani inne osoby duchowne ani nie zarażają ani sami nie mogą być zarażeni, czemu przeczą oczywiste dane kliniczne. Jednak na końcu drogi zaprzeczenia i wypierania świata, czai się pustka.

Bez nauki nie ma postępu, a ten biednym ludziom kojarzy się z socjalizmem, no, a ten z ateizmem. Ludzie religijni nie rozumieją, że więcej sensu ma świat bez Stwórcy, który możemy dowolnie, ale w zgodzie z naturą kształtować i sami nadawać mu sens, jaki chcemy, niż świat z czuwającym nad nami Policjantem. Jednak ludziom potrzebny jest policjant, bo co prawda pokrzyczy, ale w końcu przebaczy i da upragnione życie wieczne.

Rozumiem, że wszyscy chcielibyśmy żyć bez końca. Jest to jednak tak mało prawdopodobne, że lepiej zająć się problemami tego świata, a nie dusz zmarłych, których proponuję zostawić w spokoju. Tylko perspektywa końca istnienia nadaje mu sens. Istnienie bez końca byłoby straszne i nie do zniesienia. I czy miałoby w ogóle jakiś sens…?

Zawsze, gdy słyszysz, jak ktoś neguje wirusa i inne fakty przyrodnicze, wiedz, że w jego czy jej głowie trwa wielki konflikt – “jak dobry Bóg mógł dopuścić coś takiego?” I nie nawracaj takiej osoby na siłę. Ona ma swój czas, znajduje się na określonym etapie i poziomie rozwoju, na który wpływa mnóstwo czynników i nie jest w stanie zrozumieć świata.

Jeśli bowiem nawet Einstein nie rozwiązał zagadki bytu, czy możemy mieć nadzieję, że my zrozumiemy wszystko? Uczona niewiedza lepsza jest zawsze od arogancji, besserwiserstwa i postawy wszechwiedzącej. Pewne jest to, że oprócz medycyny i nauki nie mamy żadnych środków, aby pokonać obecne trudności. Tłumaczmy więc, że nauka wcale nie obala hipotezy Boga, tylko ją problematyzuje i dopełnia o konieczne szczegóły. Nauka nie wypowiada się o Bogu, religia natomiast uwielbia wypowiadać się o tym świecie i ustawiać ludziom życie. Tym się różnią i po tym można rozpoznać, czy masz do czynienia z prawdziwym czy podrabianym naukowcem, których coraz więcej.

Rafał Sulikowski

 

 


„Przypomniano nam, że jesteśmy śmiertelni” – rozmowa z Olgą Tokarczuk

Wojciech Szymański

Wojciech Szymański

Olga Tokarczuk – pisarka, laureatka literackiej Nagrody Nobla, Międzynarodowej Nagrody Bookera, Nagrody Literackiej Nike

 

Pandemia to bardzo głębokie doświadczenie, które zmienia podejście do życia – mówi w rozmowie z DW laureatka literackiej Nagrody Nobla Olga Tokarczuk.

Deutsche Welle: Podejrzewam, że tempo Pani życia bardzo przyspieszyło po nagrodzie Nobla. A czy mocno wyhamowało, gdy przyszła pandemia?

Olga Tokarczuk: Nie mam wrażenia, że wyhamowało. Pandemia zatrzymała stare tempo, ale życie nie zwolniło. Założyłam fundację, która na początku roku się stabilizowała, w lutym pojechałam na cały miesiąc do Ahlbecku. Potem wróciłam do trochę innego świata, ale z mojego punktu widzenia był to nadal bardzo intensywny świat. Pisałam, pracowałam przy powstawaniu fundacji, odpowiadałam na pytania, więc nie mam poczucia, że mój świat zwolnił.

Ale dla wielu osób zwolnił i to mocno. Pewnie potrzeba jeszcze czasu, żeby zinterpretować to, co stało się w tym roku. Ma już Pani jakieś podejrzenia, co to mogło zrobić z nami, ze społeczeństwami?

Ja widzę dużo pozytywów. Proszę pamiętać, że jestem z wykształcenia psychologiem i zawsze patrzę na świat nie z punktu widzenia ekonomii czy socjologii, ale z punktu widzenia psychologicznego. Wydaje mi się, że pandemia, oprócz ogromnego podwyższenia poziomu lęku i niepokoju o przyszłość, oprócz tego, że zaburzyła sposób dojrzewania młodego pokolenia, bo w bardzo ważnym wieku nie pozwoliła tym dzieciakom się socjalizować, ma też sporo plusów.

Przede wszystkim przywróciła naturalny timing naszego życia. Pozwoliła wielu osobom spędzić te kilka miesięcy z rodziną – ciągle to słyszę. Ale przede wszystkim przypominała nam, że mamy ciało, że nasze ciało jest kruche. Przypomniała nam o ciele nie od strony fitness i diet zdrowotnych i odchudzających, ale w takim bardzo uniwersalnym wymiarze przypominającym to barokowe zawołanie memento mori, że jesteśmy śmiertelni, że przemijamy, że nie możemy tego wszystkiego zatrzymać dla siebie. Wydaje mi się, że jest to bardzo głębokie doświadczenie, które zmieni czy już zaczęło zmieniać podejście do życia, podejście do świata i działania człowieka na ziemi.

Pandemia trochę nas też z tego ciała odarła. Spójrzmy na sposób, w jaki się komunikujemy. My rozmawiamy w tej chwili twarzą w twarz, co jest dość niezwykłe. W ostatnich miesiącach rozmawiało się głównie w świecie wirtualnym.

Zdecydowanie odmawiam rozmawiania online i staram się unikać tego typu wywiadów czy konferencji i spotkań. Wydają mi się bardzo nienaturalne i paradoksalnie przypominają nam o tym, czym jest ciało i jakie informacje dostajemy od żywego ciała. Jakie wibracje czujemy, jak działa body language. To, co się stało, pokazało nam różnicę między życiem cielesnym, fizycznym, z całym jego bogactwem a czystą komunikacją, która może przebiegać online, żeby wymienić jakieś fakty. Pewnie długo jeszcze potrwa, zanim ludzie zaczną się zakochiwać w sobie, uprawiać seks i wychodzić za mąż online.

Jak Pani zdaniem pandemia odciśnie się na sztuce, na literaturze?

Mam takie głębokie przeczucie, że wróci jakiś flashback surrealizmu, że teraz zaczniemy myśleć i postrzegać rzeczywistość w neosurrealistyczny sposób. Tego dzisiejszego pandemicznego i postpandemicznego świata nie da się zrozumieć bez użycia paradoksu, bez użycia ironii, ale też bez sięgnięcia w przeszłość, nawiązania kontaktu z przeszłością, kiedy ludzie byli bardziej zaznajomieni z czymś, co jest nieoczekiwane i może być śmiertelne, jak z pandemiami czy jakimiś morami.

Mam przeczucie, że wróci w sztuce fatum, o którym zupełnie zapomnieliśmy. Co najwyżej powracało w socjobiologii, jako jakieś genetyczne przekleństwo albo geny, ale w tym greckim znaczeniu fatum kompletnie zniknęło. To może być bardzo ciekawy czas i jeszcze trudno rozstrzygnąć, jak to będzie wyglądało. Myślę, że pandemia wiąże nas z przeszłością, nie rozumiem jeszcze jak to działa, ale być może jest to odwołanie do doświadczenia naszych przodków w różnych trudnych sytuacjach.

Ja sama czuję, że o ile jeszcze kilka lat temu miałam takie tendencje, żeby zaglądać w przyszłość i domagałam się utopii i heterotopii, to teraz bardziej mniej interesuje więź z przeszłością, utrzymanie płynności doświadczenia i nieodcinanie się od przeszłości.

Wspomniała Pani o patrzeniu w przyszłość. W „Prowadź swój pług przez kości umarłych” pisała Pani o zemście ze strony natury, w „Biegunach” o ruchu i bezruchu. Pani pisała o rzeczach, które się w tym roku stały.

To jest trochę przerażające, nie umiem tego ocenić, ale wydaje mi się, że wielu artystów to jakiś rodzaj sawantów, którzy mają wgląd w malutkie okienko rzeczywistości i czasami potrafią coś nazwać, a potem sami są zaskoczeni tym, że to się spełniło.

Rozmawiamy na wyspie Uznam w ramach Uznamskich Dni Literatury. Granica z Polską jest tuż obok. Stąd pytanie o granice i geografię. Kiedy przyznano Noble, pojawiły się komentarze, że to niezbyt fortunna decyzja, iż dwie nagrody wędrują w ten sam region geograficzny – do Austrii i Polski. Czy literaturę można wrzucić do jednego geograficznego worka?

Nie można. Akurat ja sama się ucieszyłam, bo znałam i lubię twórczość Petera Handke i miałam takie poczucie braterstwa, że skoro już dostawać nagrodę we dwoje, to z kimś, kogo znam i rozumiem.

Zwłaszcza w powieści używamy swoich lokalnych narzędzi, aby mówić o czymś uniwersalnym. Oceniając jakieś dzieło jest dla mnie bardzo ważne, czy jest ono rozumiane także w innych kręgach kulturowych. Literatura, choć używa poszczególnych języków, odwołuje się do tego, co jest głęboko pod językami, do tej sfery, gdzie nie istnieją takie proste, banalne różnice jak na przykład Polska – Niemcy. Genetycznie to jest właściwie to samo, kultury są niezwykle podobne, kuchnia identyczna, może trochę inaczej przyprawiona. Dwudziesty wiek, a właściwie dziewiętnasty, to taki wiek budowania różnic, granic między ludźmi, budowania hierarchii, wartościowania. A może powinniśmy sobie przypomnieć, że ludzie są o wiele bardziej do siebie podobni niż różni.

Świat znowu nie daje nam spokoju. Spłonął obóz dla uchodźców Moria, trwają protesty na Białorusi, na ulice amerykańskich miast wyprowadzana jest Gwardia Narodowa. Myśli pani o tym wszystkim?

Myślę o tym, zajmują mnie te wydarzenia, martwię się nimi, boję się. Mam potrzebę wyciągania z nich tych najważniejszych sensów i budowania przypuszczeń tego, co się stanie. Staram się w swoim myśleniu i pisaniu to oddawać. We wszystkim, co napisałam, jest echo tego, co się wokół mnie dzieje. Ale staram się robić coś innego, niż robią media, bo wydaje mi się, że zadaniem artystów i pisarzy w szczególności jest wyjście poza tę uklepaną agorę kształtowania się opinii i zaproponowane czegoś może bizarnego, ekscentrycznego, a na pewno czegoś widzianego z innego, bardzo szczególnego punkty widzenia. Tak rozumiem moje zadanie pisarskie.

 

REDAKCJA POLECA

 


Były menedżer pozywa Roberta Lewandowskiego i żąda 39 mln zł

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Były doradca Lewandowskiego, Cezary Kucharski złożył przeciwko piłkarzowi Bayernu pozew. Zarzuca mu wyprowadzenie kilku milionów euro z ich firmy RL Management i domaga się 39 mln zł odszkodowania – podał „Der Spiegel”.

Robert Lewandowski
Fot. Robert Lewandowski / Facebook

Cywilny pozew trafił w piątek w ubiegłym tygodniu do wydziału gospodarczego sądu okręgowego w Warszawie – czytamy w artykule opublikowanym w najnowszym, dostępnym od soboty wydaniu niemieckiego tygodnika.

„W piśmie, do którego dotarł „Der Spiegel”, Kucharski stawia swojemu byłemu klientowi ciężkie zarzuty. Najpoważniejszy brzmi: Lewandowski, a także jego żona Anna, mieli niezgodnie z prawem wyprowadzić ze wspólnej firmy RL Management kilka milionów euro” – piszą autorzy.

Pozew o odszkodowanie

Jak wyjaśniają, chodzi o luksusowe podróże i drogie wyposażenie wnętrz, które Lewandowscy mieli jakoby pokrywać z konta firmy. Kucharski domaga się około 39 mln złotych odszkodowania – piszą dziennikarze „Spiegla”. Odpowiadając na pytanie redakcji, Lewandowski poinformował, że pozew jeszcze do niego nie dotarł.

Zdaniem „Spiegla” przebieg procesu w Warszawie będą śledzić z zainteresowaniem także pracownicy niemieckiego urzędu podatkowego. Z wewnętrznych dokumentów wynika, że kilka milionów euro znalazło się na koncie bankowym Lewandowskich w Polsce, o czym niemiecki urząd podatkowy nie miał pełnej wiedzy.

Lewandowski uważa pozew za „nieuzasadniony”. Piłkarz zarzuca swojemu byłemu doradcy „pomówienie, szykany i szantaż”. Kucharski „po prostu nie może pogodzić się z zakończeniem współpracy” – cytuje „Der Spiegel” rzeczniczkę Lewandowskiego.

Przedstawiając genezę konfliktu, autorzy piszą, że Lewandowski zawdzięcza swoją karierę także Kucharskiemu, który w 2007 r. odkrył 19-letniego sportowca. Przez długi czas obaj wydawali się „nierozłącznymi towarzyszami”, jednak „destrukcyjna siła pieniędzy” zniszczyła przyjaźń obu mężczyzn.

Przedstawiając kolejne etapy kariery Lewandowskiego, w tym jego transfer do FC Bayern Monachium, „Der Spiegel” zaznacza, że każda zmiana oznaczała także wzrost wartości rynkowej piłkarza. Przed przejściem do FC Bayern Lewandowski założył w Polsce firmę RL Management, której zadaniem była promocja piłkarza na światowych rynkach. Lewandowski objął 98 proc. udziałów w spółce, Kucharski otrzymał 2 proc.

Konflikt narasta

Z czasem Lewandowski stał się „rozchwytywanym ambasadorem marek”, a do firmy zaczęły wpływać duże kwoty od znanych koncernów w rodzaju T-Mobile, Nike, Coca-Cola czy Procter&Gamble – czytamy w „Spieglu”. W tym czasie relacje między Kucharskim a Lewandowskim systematycznie pogarszały się. Doradca domagał się prowizji w wysokości 17 proc., a w przypadku kontraktu z Nike nawet 30 proc. Lewandowski odrzucił te żądania jako wygórowane.

Do ostatecznego zerwania doszło w 2017 r. Kucharski odszedł z kierownictwa firmy. Jak twierdził, został wypchnięty przez Lewandowskiego i przyjaciela piłkarza – adwokata Kamila Gorzelika , który zajął jego miejsce. Lewandowski twierdzi, że Kucharski odszedł dobrowolnie.

Lektura pozwu Kucharskiego skłania zdaniem „Spiegla” do wniosku, że firma RL Management była „sklepem samoobsługowym” Lewandowskiego i jego żony. Były doradca zarzuca im zawyżanie wydatków w celu obniżenia należnych w Polsce podatków od firmy. Jego zdaniem nie były to wydatki związane z działalnością firmy, lecz prywatne wydatki na loty prywatnym samolotem, wyprawy na narty czy drogie meble.

„Der Spiegel” porusza też sprawę pożyczki otrzymanej przez żonę Lewandowskiego od RL Management. Chodzi o 2,5 mln euro, które nie zostały zwrócone i zniknęły z bilansów firmy.

Niemiecki urząd skarbowy ma pytania

Redakcja pisze o zainteresowaniu niemieckiego urzędu podatkowego dochodami Lewandowskich w Polsce. Z dokumentów wynika, że ich niemiecki doradca podatkowy kilkakrotnie upewniał się, czy piłkarz nie osiąga podlegających opodatkowaniu osobistych dochodów w Polsce. Z odpowiedzi adwokata wynikało, że Lewandowski nie podpisał osobiście żadnych umów reklamowych, a wszelkie prawa posiada spółka RL Management.

Do swojego pozwu Kucharski dołączył dokumenty świadczące o tym, że spółka wpłaciła na konta Lewandowskiego i jego żony kilka milionów euro. Chodzi o wyciągi z trzech kont z okresu od kwietnia 2014 do maja 2018 r.

Sąd rozstrzygnie

Wydział gospodarczy warszawskiego sądu będzie musiał w najbliższych miesiącach rozstrzygnąć, czyja wersja wydarzeń jest prawdziwa – Kucharskiego czy jego byłego podopiecznego. Rzeczniczka Lewandowskiego zarzuca Kucharskiemu prowadzenie kampanii przeciwko piłkarzowi. Dokumenty dołączone do pozwu są jej zdaniem niekompletne i sprawiają błędne wrażenie.

Jak zaznacza „Der Spiegel”, obie strony nie są w stanie porozumieć się nawet w sprawie, czy wstępna wersja pozwu dotarła 12 sierpnia do domu Lewandowskich w Monachium. Ani on, ani żaden inny członek rodziny nie był w tym dniu w Monachium” – oświadczyła rzeczniczka i nazywa wypowiedź Kucharskiego kłamstwem. Tymczasem z dokumentów firmy wysyłkowej UPS wynika, że pismo zostało w tym dniu o godz. 12.21 dostarczone pod wskazany adres.

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Jest nadzieja

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jak donoszą „wiewiórki”, konflikt w Zjednoczonej Prawicy jest trwały. Nie chodzi w nim o ustawę o hodowli zwierząt futerkowych, ale o atak przestępcy generalnego kraju na żonę Morawieckiego, która miała być zatrzymana razem z obydwoma braćmi Szumowskimi na polecenie Ziobro w ramach akcji przyłapanych na gorącym uczynku

 


Nigdy nie cieszyła mnie kłótnia i wojna. Jednak tym razem uśmiech zawitał na mojej twarzy. Dlatego, że chodzi o nas wszystkich, o nasze życie, demokrację, państwo prawa.

Jak donoszą „wiewiórki”, konflikt w Zjednoczonej Prawicy jest trwały.
Nie chodzi w nim o ustawę o hodowli zwierząt futerkowych, ale o atak przestępcy generalnego kraju na żonę Morawieckiego, która miała być zatrzymana razem z obydwoma braćmi Szumowskimi na polecenie Ziobro w ramach akcji przyłapanych na gorącym uczynku.

Jak donosi Zbigniew Stonoga, zaplanowano przeszukanie ich domów pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Podobno plany Z. Ziobro ujawnił prokurator krajowy Bogdan Święczkowski w rozmowie z zaufanym J. Kaczyńskiego i wice prezesem PiS-u Adamem Lipińskim. Czy to były uzasadnione plany działania, być może?

Sam wyliczałem niedawno 350 afer Zjednoczonej Prawicy, które nie są wyjaśniane i nie prowadzi się postępowań, chociaż chodzi o miliardy złotych.

Wszyscy oni są zamieszani w tak wielkie afery, że nawet Konstytucję niszczą hurtem i zwyczajowo. Jednak spór Ziobro z Morawieckim byłby wywleczony do oceny publicznej w kraju i poza jego granicami. Na to nie mógł pozwolić Kaczyński.

Jakby by nie było, to nigdy takiej podłej bandy świętych sobiepanów jak mafia Zbigniewa Ziobro nie panoszyła się w Polsce. Nie chodzi tu tylko o jego zaplecze niedouczonych dzieciaków prawnych, ale całą pajęczynę powiązań zamachowców Ziobry na system prawny w Polsce. To struktury prokuratorskie w Katowicach, Krakowie, Warszawie, Białymstoku… , to wyselekcjonowani jego dyżurni prezesi sądów i sędziowie, polityczny KRS, zneutralizowana atrapa Trybunału Konstytucyjnego, ludzie pajęczyny w policji, służbach specjalnych, więziennictwie…

Przypomnę, że magik produkcji kłamstwa dla przemysłu propagandy i pogardy dla człowieka Jacek Kurski, to też łajdak Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro. Ponadto najmocniejsze wsparcie dla religijnego faszyzmu w Polsce płynie także ze środowiska Ziobro.

Odwołanie ze stanowisk wszystkich członków zorganizowanej partii zamachu na ustrój państwa, jako pierwszego kroku do wykonania jest w interesie każdego myślącego Polaka. To promyk nadziei na normalność, którego tak nam brakuje.

Myślę, że w tej sytuacji, wielu urzędnikom, którzy współpracują z Kaczyńskim, Ziobro i Gowinem dla bezkarności i zysków, zaświeci się czerwone światełko zbliżającego się czasu rozliczeń. Kiedy zrozumieją, że ich czas mija, będziemy świadkami całego wysypu informacji o ich zuchwałych przestępstwach.

Chociaż to tylko nadzieja, to wzmocniła moją wiarę w rychły koniec tej ideologii oszustwa+.

Adam Mazguła

Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Nieoficjalne: Zbigniew Ziobro straci stanowisko i to być może już w przyszłym tygodniu

Dymisja Zbigniewa Ziobry w przyszłym tygodniu? O takim scenariuszu wspomina nieoficjalnie RMF24 powołując się na rozmowy ze współpracownikami Mateusza Morawieckiego.

Zbigniew Ziobro. Fot. P.Tracz/ KPRM – flickr

Po nocnym głosowaniu w sprawie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, politycy PiS otwarcie mówią, że koalicja rządząca przestała istnieć. W poniedziałek o przyszłości Zjednoczonej Prawicy ma zdecydować kierownictwo partii.

Jak nieoficjalnie informuje RMF FM, Zbigniew Ziobro już w przyszłym tygodniu może stracić stanowisko ministra sprawiedliwości. Decyzja w tej sprawie ma być bardzo prawdopodobna. Aby lider Solidarnej Polski utrzymał się na czele resortu, musiałby publicznie przyznać, że decyzja w sprawie odrzucenia ustawy była błędem oraz poskromić ambicje swoich partyjnych współpracowników.

Sami politycy Solidarnej Polski liczą, że taki scenariusz się nie spełni i Ziobro nie straci stanowiska, a wypowiedzi polityków PiS mają tylko podgrzać trwający spór.

W nocy z czwartku na piątek Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, która między innymi zakazuje hodowli zwierząt na futra i wprowadza zakaz eksportu mięsa pochodzącego z uboju rytualnego. Za jej przyjęciem głosowało 356 posłów. Przeciwko zagłosowali wszyscy posłowie Solidarnej Polski. Przeciw było też 2 posłów Porozumienia, a 15 wstrzymało się od głosu. Z polityków Porozumienia za nowelizacją zagłosowała tylko Jadwiga Emilewicz.

W co gra Kaczyński?

Niesłychane, że z powodu tej właśnie ustawy doszło w koalicji do kłótni prowadzącej do największego kryzysu od czasu objęcia rządów przez Zjednoczoną Prawicę. Czy koalicja ten kryzys przetrwa? W powietrzu zawisła groźba przedterminowych wyborów, w których PiS miałby wystąpić bez koalicjantów.

Dlaczego Jarosław Kaczyński zajął się prawami zwierząt? Trzy lata temu upadł projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt zabraniający m.in. hodowli na futra. Wówczas Kaczyński musiał się pogodzić z przegraną a hodowcy, popierani przez Radio Maryja, odnieśli zwycięstwo. Teraz tzw. Piątkę dla zwierząt, nazwał kluczową, zarządził dyscyplinę podczas głosowań w sprawie ustawy i zapowiedział srogie kary dla wszystkich, którzy stanęli przeciwko niemu.

Po głosowaniu rzeczniczka PiS Anita Czerwińska powiedziała, że w sprawie posłów klubu PiS, którzy głosowali przeciw nowelizacji ustawy, zostaną podjęte decyzje zgodnie ze statutem partii. Na antenie Polskiego Radia 24 potwierdziła, że Koalicji Zjednoczonej Prawicy nie ma – Została ona zerwana, bo wspólnota wartości nie została potwierdzona przez naszych koalicjantów. (…) W naszym odczuciu i przekonaniu koalicji nie ma. To, co się stało w Sejmie, było wypowiedzeniem ze strony naszych byłych koalicjantów tejże koalicji – zaznaczyła.

Dariusz Frach, thefad.pl


Marcin Zegadło: Kinga Duda doradczynią swojego taty

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Z obserwacji tej władzy boleśnie bije jej skłonność do upychania po różnego rodzaju państwowych instytucjach, spółkach oraz powiązanych z rządem jednostkach, członków swoich rodzin – synów, żon, mężów, szwagrów i zięciów. Ta władza czyni to w sposób ostentacyjny, bezwstydny i bezczelny, ponieważ to władza ludzi nikczemnych, którzy do sprawowania funkcji na szczeblu centralnym w większości po prostu jeszcze nie dojrzeli.

 

Kinga Duda została powołana na doradczynię społeczną swojego taty. Tak się składa, że tata pani Kingi pełni funkcję Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Dla przypomnienia to ten prezydent, który sam siebie nazywa „niezłomnym” i której to niezłomności owoce możemy obecnie obserwować analizując stan polskiej demokracji.

Pani Kinga Duda jest 25-latką, prawniczką, co oznacza, że jest prawniczką od bardzo niedawna. Kancelaria podkreśla jednak jej niebywałe doświadczenie. A że absolwentka. A że podyplomówka. A że przewodnicząca Koła Naukowego. A że praca w licznych kancelariach. Jednym słowem pani Kinga Duda nasiąknięta jest kompetencjami jak wiosenna ziemia deszczówką.

Na wypadek, gdyby jakiś złośliwy komentator chciał przyczepić się do tego, że oto tata załatwia córce jedynaczce intratną posadkę, to sam dumny ojciec wskazuje, że to jest praca „społeczna” i gdyby się chamstwo nie zorientowało, za pracę społeczną pani Kinga, córka jedynaczka, nie otrzymuje wynagrodzenia.

Informacja o braku wynagrodzenia jest charakterystyczna dla tej władzy, która właśnie w pieniądzach upatruje sposób na kupowanie sobie elektoratu, zatem fakt nieodpłatności powierzonej pani Kindze funkcji ma załatwiać sprawę. Osobiście jednak uważam, że nie załatwia.

Sugerowane, że pani Kinga Duda została doradczynią społeczną „po kompetencjach” nie „po znajomości” jest w pewnym sensie przedsięwzięciem karkołomnym. Upraszczając jest tak z dwóch powodów.

Pierwszy powód jest taki, że należy założyć, że aby zostać doradcą/doradczynią najważniejszej osoby w państwie należy jednak zdobyć jakieś doświadczenie, które niestety przychodzi z wiekiem i okresem wykonywania jakiejś jednak konkretnej pracy. Spodziewam się natomiast, że obecnym doświadczeniem pani Kingi mogłyby poszczycić się również jej liczne koleżanki i koledzy, inni 25-letni absolwenci i absolwentki wydziałów prawa i administracji krajowych uczelni. Niestety ich tata nie jest głową państwa i nie mają możliwości tak promiennie rozświetlić sobie CV na, tak zwany, dobry początek.

Drugi powód jest taki, że z obserwacji tej władzy boleśnie bije jej skłonność do upychania po różnego rodzaju państwowych instytucjach, spółkach oraz powiązanych z rządem jednostkach, członków swoich rodzin – synów, żon, mężów, szwagrów i zięciów. Nie odróżnia to tej władzy od poprzednich władz jednak ta władza czyni to w sposób ostentacyjny, bezwstydny i bezczelny, ponieważ to władza ludzi nikczemnych, którzy do sprawowania funkcji na szczeblu centralnym w większości po prostu jeszcze nie dojrzeli lub wprost mają cechy, które predestynują ich do poziomu powiatów, gmin i sołectw, nie ministerstw i departamentów.

I proszę mi tu nie pisać, że to jest jakiś klasizm. To jest smutna prawda. Ktoś rodzi się Dyzmą, a ktoś inny dużo bardziej pasuje do salonów. Tak bywa. Zatem w kontekście rozpasania i bezczelności tej władzy, zdałoby się niewinny wolentariat bez wątpienia utalentowanej absolwentki krakowskiej uczelni nabiera cokolwiek innego wymiaru i wpisuje się cudnie w przyjętą przez tę władzę linię obsadzania stanowisk.

A że pani Kinga u ojca nie zarobi, to nic nie szkodzi. Z całą pewnością bycie doradczynią prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, kiedyś zwróci się – jak powiadają – z nawiązką. A przecież o to tutaj chodzi. I ostatecznie trzeba ojca zrozumieć, że chce dziecku pomóc. Szkoda tylko, że stara się nas przekonać, że to jest jakaś sytuacja o charakterze obiektywnym i przejrzystym, a nie rodzinna nasiadówka z wpisem do CV.

Marcin Zegadło

 

 


Radek Wiśniewski: Buddy Guy, czwarty z tych wielkich i ostatni

Radek Wiśniewski

Radek Wiśniewski

B.B. King, John Lee Hoker, Muddy Waters i czwarty z tych wielkich, ostatni, by użyć buddyjskiej terminologii - dzierżyciel oryginalnej linii przekazu - Buddy Guy. Facet, całe życie ciężko tyrał, przebywał koło wielkich kolesi, nawet z nimi grał, ale jakby w cieniu i na dobre wypłynął mocno po 50-tce.

 

16 września były urodziny B.B. Kinga, który formalnie jak wiadomo od jakiegoś czasu nie żyje. Rano pomyślałem, sprawdzę kto się jeszcze, kiedy urodził. John Lee Hoker, wiem, Muddy Waters, też wiem, B.B. King wiem, ale czwarty z tych wielkich i ostatni, by użyć buddyjskiej terminologii – dzierżyciel oryginalnej linii przekazu – Buddy Guy? No i bęc.

Okazało się, że urodził się w tym samym dniu co ja, 30 lipca, tyle że w 1936 roku. Cieszę się od samego rana i słucham jednego z najlepszych bluesów ever, a do tego w najlepszym wykonaniu. Takiego wykonania „Five long years” jak Buddy Guy nie zrobił nikt.

Nagranie pochodzi z płyty „Damn right I’ve got the blues” z roku 1991. Buddy Guy miał za sobą już wówczas nagranie 31 (słownie; trzydziestu jeden) płyt w różnych składach. Ale dopiero ta, wydana w momencie, kiedy miał grubo powyżej 50 lat wyniosła go tam, gdzie było jego miejsce od zawsze, zaraz obok tych największych – wymienionych w początku mojej notatki.

Pamiętam, że kiedy pomieszkiwaliśmy z Krzywym w Krakowie, to mieliśmy podział na kasety na poranek i wieczór. Na wieczór puszczaliśmy sobie w rozpadającym się mieszkaniu po Suchockim na Berka Joselewicza Mike’a Sterna „Standards and other songs”, a o poranku właśnie „Five long years” które otwierało kasetowe wydanie przełomowego albumu Buddy’ego Guya.

Dzisiaj myślę sobie tak. Że zawsze najbliżej mi było do Johna Lee Hookera, bo on nie za bardzo umiał grac i śpiewać a jednak stał się sam bluesem. I tak się pocieszałem, że ja też nie umiem grać ani śpiewać, ale inaczej nie umiem. To może to kiedyś da swoje efekty. Śnił mi się kilka razy Muddy Waters, który pokazywał mi jak grac rurką solówkę na jednej stronie i mimo wszystko czynić ją ciekawą. On wiedział jak to się robi. jak kto nie wierzy niech posłucha „They call me Muddy Waters” w wersji live.

A tymczasem może natchnieniem powinien być dla mnie facet, który całe życie ciężko tyrał, przebywał koło wielkich kolesi, nawet z nimi grał, ale jakby w cieniu i na dobre wypłynął mocno po 50-tce.

Mam 46 lat. To naprawdę daje mi nadzieję, że jeszcze coś ze mnie wyrośnie.

 

Radek Wiśniewski

 


Adam Mazguła: Zdrada ciągle żywa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Składam hołd żołnierzom września, mieszkańcom Wielunia, Warszawy, Grodna… zabitym i okaleczonym na drogach, w palących się wioskach, mordowanych za opór i polskość. Cześć ich pamięci! Niech ta pamięć będzie żywa, aby wszyscy byli przekonani, i Duda, i Błaszczak, i Morawiecki, a najbardziej Balbina z Żoliborza, że nie da się żyć szczęśliwie bez pokoju, bez miłości, tolerancji i zrozumienia. Nie da się żyć wojną i na to historia dała nam nieskończoną ilość przykładów zbiorowego okrucieństwa

 

17 września 1939 roku Sowieci napadli na walczącą z Niemcami Polskę.
Jednak o tym wiedziano, nie dało się ukryć przygotowań do wojny zarówno Wermachtu, jak i Armii Czerwonej.

Fot. domena publiczna

Ten napad był konsekwencją nieudolnej polityki rozpasanego rządu, prowadzącego dyplomatyczne wojenki ze wszystkimi, co w konsekwencji doprowadziło do historycznej klęski, która stała się pasmem narodowych tragedii przez następnych 50 lat.

Rząd oddał Polaków w niewolę, na wymordowanie, poniewierkę, utratę ziemi i majątków. Mało kto wie, ale już w maju 1939 roku rządzący opracowali plan ewakuacji rządu i instytucji centralnych za Wisłę i w kierunku Zaleszczyki. Przygotowali się na ewakuację i czekali, kiedy go wdrożyć.

Rząd nierobów i puszących się pawi w trakcie wielkiej zdrady i ucieczki podjął decyzję, aby „z Sowietami nie walczyć”.

Co to znaczy nie walczyć? Znaczy iść w niewolę, kiedy oni pojechali brylować na zachodnich salonach, jako bohaterowie wojny wzbudzając tak samo podziw, jak i litość oszukanych. W rzeczywistości oddali bohatersko walczący naród na krwawy odwet wobec jeńców, cywili, posiadaczy ziemskich, inteligencji i weteranów, za upokorzenie Armii Czerwonej w 1920 roku pod Warszawą.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Profesor Ignacy Mościcki tchórzliwie uciekł 17 września 1939 r. i podczas przekraczania granicy oświadczył, że jest Szwajcarem i wylegitymował się paszportem tego państwa. To wymowny przykład zamykający historię II Rzeczypospolitej.

Ignacy Mościcki w latach 1926–1939 prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Fot. wikipedia

Żołnierze bohatersko walczyli, krwawili i umierali za ojczyznę. Tymczasem ucieczka całego aparatu państwowego, wodza naczelnego i części wojska do Rumunii nie mieści się nawet w pojęciu zdrady. To hańba w jej najczystszej postaci. To porzucenie narodu, który przez lata płacił podatki i ufał tym ludziom, wierząc w ich bełkotliwą propagandę ukazującą Polskę, jako jedno z najsilniejszych państw świata.

Zdradą jest nie tylko świadome złamanie przysięgi żołnierskiej przez elity, czy porzucenie przyjaciół, którym przysięgało się wierność, ale także, a może przede wszystkim, odstępstwo od wartości, których przysięgało się bronić.

Marszałek Rydz-Śmigły, pułkownik Beck, generał dywizji Felicjan Sławoj-Składkowski i wielu, wielu innych złamało przysięgę wojskową w brzmieniu:

„Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu, w Trójcy Świętej Jedynemu być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej, chorągwi wojskowych nigdy nie odstąpić, stać na straży konstytucji i honoru żołnierza polskiego […] za sprawę Ojczyzny mej walczyć do ostatniego tchu w piersiach i w ogóle tak postępować, abym mógł żyć i umierać jak prawy żołnierz polski”.

Nie postąpili tak, aby żyć, jak prawi żołnierze. Chorągwie porzucili, za sprawę ojczyzny nie walczyli do ostatniego tchu, honor żołnierza polskiego splamili.

We wrześniu 1939 roku Polska straciła ok. 66000 zabitych żołnierzy, 134 000 rannych, 420 000 oddanych w niewolę.

Armia Czerwona mordowała bezkarnie i uwięziła 250 000 żołnierzy, a Słowacja 1300. Tylko 80 000 zdołało się ewakuować do Rumuni, na Węgry, do Litwy, Łotwy i Estonii.

Skalę tragedii ukazują nieproporcjonalne straty Niemieckie, które stanowiły jedynie 17 000 zabitych, 32 000 rannych. Armia Czerwona poniosła straty symboliczne.

O cywilnych stratach niewiele można się dowiedzieć, ale przecież były tylko po stronie polskiej i to liczone w dziesiątkach tysięcy. Na dodatek ich gehenna dopiero się zaczynała. Mordowani, prześladowani, zmuszani do pracy, wywożeni na Syberię, do obozów koncentracyjnych i tak w każdym zakątku dawnej Polski.

Kiedy słucham obecnie rządzących Polską, ich propagandę, pychę i skrajną nieuczciwość, połączoną z niekompetencją i faszystowskim zacięciem, nasuwa mi się analogia do podobnie rozpasanego i nieodpowiedzialnego rządu z 1939 roku.

Walki z własnym narodem, wszystkimi, kto ich nie popiera, pogarda dla Konstytucji RP, osamotnienie międzynarodowe, kpina z przysięgi wojskowej i urzędniczej powołującej się na Boga, czyli na nikogo, to tylko niektóre z analogicznych błędów współczesnych czasów.

Rządzenie, to przede wszystkim odpowiedzialność, nie za siebie, ale za naród i każdego obywatela z osobna. To sztuka unikalnych zdolności, która wymaga szerokiej wiedzy, doświadczenia, aktywności i wielu mądrych, zaangażowanych współpracowników.

Jeśli mówimy o bohaterstwie żołnierzy września, to dlatego, że walczyli z liczniejszym i lepiej wyposażonym wrogiem. Odpierali ataki zbrojne i przeżywali zdrady sojuszników, ponosząc ofiary życia, zdrowia, niewoli, utraty najbliższych, majątku i celów życiowych najczęściej w wyniku niekompetencji swoich generałów, posłów, ministrów, … i zdradliwego kleru.

Żołnierze walczyli bohatersko i z honorem, a politycy szukali ucieczki, bo wiedzieli, jak oszukali naród.

Dziś młodzi ludzie nie chcą wracać do przeszłości i niechętnie słuchają prawdy. Wolą wierzyć w ”jakoś to będzie” albo w nieomylność opaczności. Niewielu interesuje odpowiedzialność rządzących za sytuację w kraju. Nie zdają sobie sprawy, że to oni i ich bliscy, w pierwszej kolejności ponoszą ofiary ich fatalnych decyzji. Dzisiaj finansowych, organizacyjnych, ale jutro, może i kolejnej batalii o jakiś honor kolejnego nieodpowiedzialnego idioty, którego „ktoś” nam narzucił i „ktoś” nam wybrał.

Tymczasem składam hołd żołnierzom września, mieszkańcom Wielunia, Warszawy, Grodna… zabitym i okaleczonym na drogach, w palących się wioskach, mordowanych za opór i polskość.

Cześć ich pamięci!

Niech ta pamięć będzie żywa, aby wszyscy byli przekonani, i Duda, i Błaszczak, i Morawiecki, a najbardziej Balbina z Żoliborza, że nie da się żyć szczęśliwie bez pokoju, bez miłości, tolerancji i zrozumienia. Nie da się żyć wojną i na to historia dała nam nieskończoną ilość przykładów zbiorowego okrucieństwa.

Nigdy więcej wojny! Zrozumcie to w końcu.

Adam Mazguła