Sauna parowa – zdrowie i uroda
Wysoka wilgotność, komfortowa względnie umiarkowana temperatura, wygoda i relaks, to nie opis wakacji w ciepłych krajach, lecz dostępnej na wyciągnięcie ręki sesji w saunie parowej.

Zbawienny wpływ takiego właśnie klimatu na zdrowie i urodę doceniali nasi przodkowie wiele wieków temu, szczególnie w zimnych regionach świata.
Zasada działania sauny parowej
Sauna parowa, zwana łaźnią rzymską wielu osobom kojarzy się z dużą ilością pary wodnej i rozgrzanymi kamieniami ułożonymi w piecu pośrodku pomieszczenia. Tak było kiedyś, jednak współczesne modele wyposażone są w pełną automatykę, która zarządza parametrami wilgotności i temperatury. Wilgotność sięgająca prawie 100%, oraz temperatura oscylująca wokół 40-50°C to doskonałe tło dla odprężenia i wzmocnienia organizmu, oraz pobudzenia sił witalnych. Zabiegi w saunie parowej to również swoiste hartowanie organizmu, co przekłada się na poprawę odporności. Dodając do kąpieli parowej przygotowane na bazie olejków eterycznych specyfiki, możemy wpływać na samopoczucie, oraz łagodzić przebieg i skutki wielu schorzeń.
Korzystny wpływ sauny na zdrowie
Po ciężkim dniu w pracy warto skorzystać z sauny parowej, która sprzyja odprężeniu całego ciała i oferuje odrobinę luksusu dla ciała i ducha. Korzystając z dobroczynnego mikroklimatu, zmniejszamy napięcie wszystkich mięśni gładkich, również tych związanych z oddychaniem. Właśnie dlatego sauna polecana jest szczególnie osobom borykającym się ze schorzeniami płuc. Pobyt w saunie parowej pomaga organizmowi oczyścić się ze szkodliwych toksyn i metali ciężkich, co zdecydowanie zmniejsza ryzyko zachorowania na choroby cywilizacyjne takie jak nowotwory. Wydajniejsze dotlenienie organizmu, oraz ogólna poprawa kondycji zdrowia oznaczają rzadsze zapadanie na przeziębienia i infekcje sezonowe. Sauna parowa szczególnie polecana jest dla osób, które zmagają się z nawracającymi chorobami pulmonologicznymi, chronicznymi schorzeniami zatok, oraz zapaleniem stawów i kręgosłupa. Do zalet korzystania z sauny zaliczamy również polepszenie funkcjonowania serca, oraz poprawę krążenia krwi.
Działanie sauny parowej na urodę
Oprócz detoksykacji od wewnątrz zabiegi parowe sprawiają, że skóra staje się jędrna, elastyczna, lepiej ukrwiona, oraz maksymalnie nawilżona. Ilość wydzielanego przez skórę sebum ulega zmniejszeniu, dzięki czemu kąpiel parowa szczególnie polecana jest osobom, które cierpią z powodu uciążliwego trądziku, lub łuszczycy. Rozgrzana para wodna rozszerza pory i przyspiesza drenaż limfatyczny, umożliwiając tym samym oczyszczanie skóry i pozbycie się martwego naskórka. Osoby mierzące się z nadwagą również mogą liczyć na pomoc w trudnej walce o szczupłą sylwetkę, ponieważ sauna parowa przyspiesza trawienie i usprawnia metabolizm. Ponadto poddając się sesji w saunie parowej, można spalić nawet do 300 kcal, gdyż ciało intensywnie się poci, a produkując pot, spala kalorie.
Jak korzystać z sauny parowej?
Należy pamiętać o tym, że z sauny parowej nie powinny korzystać osoby zmagające się z nadciśnieniem, poważnymi chorobami serca, niewydolnością narządów wewnętrznych, oraz chorujące na grypę, astmę i nowotwory. Przygodę z sauną parową najlepiej rozpocząć od krótkich kilkuminutowych sesji, systematycznie je wydłużając. Przed skorzystaniem z zabiegu należy oczyścić ciało pod prysznicem, oraz wypić sporą ilość wody (nawet do 1 litra). Wybierając się do sauny, nie zapomnijmy o ręczniku, ponieważ w pomieszczeniu panuje zakaz posiadania na sobie jakichkolwiek elementów garderoby.
| Autor artykułu Artykuł przygotowany przez ekskluzywny Hotel Bristol ze strefą SPA położony w Górach Świętokrzyskich w miejscowości Busko Zdrój |
Białoruś. Reżim otrzymał poważny cios, jednak nikt z ruchu opozycyjnego nie wie co robić dalej

Władimir Dorochow
Nie ma wątpliwości, że białoruski reżim otrzymał poważny cios. Wciąż jednak utrzymuje się na powierzchni. KOMENTARZ
President Alyaksandr Lukashenka, a vicious dictator who for twenty six years has ruled the country by oppressing women and violating human rights, is being credibly challenged for the presidency by a team of three empowered women with extensive support. #belarus 🇧🇾 pic.twitter.com/5IWRD7hHjZ
— William Stiles (@feministwilliam) August 8, 2020
Przez ostatni miesiąc Białoruś przechodziła kryzys polityczny, jakiego kraj ten nigdy w swojej najnowszej historii nie doświadczył. To, że urzędujący prezydent Aleksander Łukaszenka zdobył rzekomo 80 procent głosów w wyborach 9 sierpnia, wywołało oburzenie znacznej części społeczeństwa, ponieważ wynik ten uchodzi za sfałszowany. Od tego czasu setki tysięcy ludzi wyszły na ulice w całym kraju. Żądają rezygnacji Łukaszenki, który od 1994 roku rządzi w sposób coraz bardziej autorytarny i przeprowadzenia nowych wyborów.
❗️ Skala pokojowego marszu w Mińsku. Setki tysięcy ludzi protestuje dziś i woła o dymisję #Lukashenko i wolność więźniów politycznych wg szacunkowych danych zebrało się ok 250k ⚪️🔴⚪️ #Belarus pic.twitter.com/GPecSyhM0O
— ◻️🟥◻️#Belarus 🤍❤️🤍 (@propeertys) September 6, 2020
W ciągu ostatnich trzech czy czterech lat władzom w Mińsku udało się wyraźnie poprawić stosunki z Zachodem. Na początku 2020 roku Białoruś i UE uzgodniły umowę o ułatwieniach wizowych. Krótko przed tym Łukaszenka odwiedził Wiedeń. Ponadto, Białoruś i USA przedstawiły plany ponownej wymiany ambasadorów.
Reżim nie ustępuje
Biorąc pod uwagę skalę przemocy wobec pokojowych demonstrantów, Zachód nie miał teraz wyboru. UE potępiła działania władzy państwowej na Białorusi i oświadczyła, że nie uznaje wyników wyborów.
‼️Dostali ewidentne rozkaz pacyfikacji wideo zawiera sceny brutalne ⚪️🔴⚪️#Belarus pic.twitter.com/srzOAJ1Dp9
— ◻️🟥◻️#Belarus 🤍❤️🤍 (@propeertys) September 6, 2020
Jednak zarówno protesty setek tysięcy osób na Białorusi, jak i zapowiedź sankcji UE spowodowały rozłam wśród elit władzy w Mińsku. O tym, jak wielkie jest niezadowolenie, świadczy fakt, że do demonstrantów dołączyło kilku dyplomatów, kilkudziesięciu dziennikarzy z mediów państwowych, znanych sportowców i artystów. Reżim jednak do tej pory zachowuje się nieustępliwie. W żadnym bowiem regionie czy okręgu kraju protesty nie zyskały poparcia lokalnych przedstawicieli władzy, nie mówiąc już o ich rezygnacji ze stanowisk.
Protesty nie odniosły jeszcze żadnego widocznego sukcesu. Przebiegają pokojowo. Białorusini nie palą opon, nie rozbijają witryn sklepowych, nie grabią. Nie zajmują też budynków rządowych. Władze mogą oskarżać ludzi na ulicach jedynie o opór, ponieważ nie uzyskali zezwoleń na demonstracje.
Best #bewater kettle the cops action I’ve ever seen here from #Belarus pic.twitter.com/l5XuMam0oc
— The Joxter (@AnonJoxter) September 4, 2020
Zatrzymania w pobliżu sądu okręgowego w #Mińsku
— luba #FBPE 🇪🇺🇵🇱🇺🇦 (@Luba_luba__) September 11, 2020
Ludzie przyszli wesprzeć członków komitetu strajkowego „Belaruskali”. Wcześniej zatrzymano 2 osoby #Belarus pic.twitter.com/BIyeQtrCgQ
Żadnych ekstremistów i żadnego przywództwa
Władze starają się przekazać światu, że na ulice wychodzi tylko mniejszość, a zwłaszcza ekstremiści. Nie jest to jednak zbyt przekonujące w obliczu tłumów. Co więcej, to kłamstwo staje się oczywiste, gdy patrzy się na to, kto wychodzi na ulice: młodzi ludzie, studenci, artyści, ale także pracownicy przedsiębiorstw państwowych. Szczególną rolę w tym ruchu odgrywają kobiety.
Minsk right now. Women have gathered to support Maria Kolesnikova who the authorities tried to deport last night and who is still missing. OMON attacked the group and started mass detentions.#Belarus pic.twitter.com/8GCGGEkn8W
— NEXTA (@nexta_tv) September 8, 2020
Protestujący nie odpowiedzieli jeszcze na kluczowe pytanie: Jeśli nie Łukaszenka, to kto ma kierować tym krajem?
Główną kandydatką do tej roli jest Swiatłana Cichanouska, która była najważniejszym przeciwnikiem Łukaszenki w wyborach prezydenckich. Zmuszona groźbami musiała opuścić kraj. W międzyczasie szczerze przyznała, że tak naprawdę nie chciała zostać prawdziwym politykiem. Demonstranci zaś potrzebują szanowanego lidera, który potrafi szybko i niezależnie podejmować ważne decyzje i który może pozostać w kraju. Z doświadczeń ostatnich lat wynika, że przeciwnicy Łukaszenki, którzy musieli udać się na emigrację, stracili wpływ na rozwój sytuacji politycznej na Białorusi.
Białoruś. Główna kandydatka opozycyjna Swiatłana Cichanowska oddala już swój głos. pic.twitter.com/aYNIKY6WJw
— Borys Pandov #FBPE 🏳️🌈 (@Borys_Pandov) August 9, 2020
Brak geopolityki i brak struktur
Mimo że w szeregach protestujących znajdują się ludzie o różnych poglądach politycznych, unikają nadania swojemu ruchowi protestacyjnemu orientacji geopolitycznej. Flagi UE lub rosyjski trójkolor są prawie niewidoczne. Przesłanie jest jasne – protest ma wyłącznie powody wewnętrzpolityczne, a jego jedynym celem jest zakończenie rządów Aleksandra Łukaszenki po 26 latach i przeprowadzenie nowych wyborów.
Kto ma jednak negocjować z władzą państwową i reprezentować opozycję za granicą? Opozycyjna Rada Koordynacyjna, powołana w celu przekazania władzy, jest pierwszym krokiem do stworzenia odpowiedniej struktury. Jednakże niemalże wszyscy członkowie prezydium znajdują się w areszcie albo zostali zmuszeni do emigracji.
Tymczasem kluczowe pytanie, kto mógłby przejąć władzę w kraju po rezygnacji Łukaszenki, pozostaje nierozwiązane. Można odnieść wrażenie, że zarówno demonstranci, jak i ci, których uważa się za rdzeń ruchu opozycyjnego, nie wiedzą, co robić dalej. Nie ma wątpliwości, że obecny reżim otrzymał poważny cios. Wciąż jednak utrzymuje się na powierzchni.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Próżność +, czyli „Klejnot Rzeczypospolitej” dla prezydenta

Adam Mazguła
Prezydent, którego narodowi wybrał Jacek Kurski, potrzebuje błysku klejnotów i fleszy, bo nie ma nic mądrego do zaoferowania Polakom, prócz wiernej służby partyjnemu kacykowi i biskupom antykatolickim. Dlatego, by wzmocnić jego pozycję wizerunkową, zostanie Klejnotem Rzeczypospolitej. PiS forsuje inicjatywę przyznania prezydentowi złotego Łańcucha Orderu Orła Białego. Łańcuch oficjalnie miałby się nazywać Klejnotem Rzeczypospolitej i Łańcuch może kosztować nawet kilka milionów złotych.
Klejnot Rzeczypospolitej
Jeśli ktoś nie ma innych argumentów, a chce być zauważonym z daleka, funduje sobie złote korony, błyszczące płaszcze, wielkie trony i bataliony sługusów, rozebranych nałożnic i tresowanych tygrysów. Wtedy wszyscy i to z daleka widzą, jak „wielki nadczłowiek” zbliża się w orszaku.
Chociaż trudno sobie to dzisiaj wyobrazić, ale kiedyś nie było telewizji Kurskiego i plebanie nie wiedzieli, kogo mają wielbić i przed kim bić pokłony. Dlatego złoty strój i orszak zdradzał bohatera.
Dzisiaj mężami stanu są ludzie skromni, którzy swoją postawą wiedzą i umiejętnościami służenia społeczeństwu potrafią wyróżnić się z tłumu. Ich argumentami są zazwyczaj umiejętność budowania wspólnoty, okazywanie szacunku i zainteresowania każdemu człowiekowi, jednoczenia we wspólnym celu i kryształowa uczciwość.
Prezydent, którego narodowi wybrał Jacek Kurski, potrzebuje błysku klejnotów i fleszy, bo nie ma nic mądrego do zaoferowania Polakom, prócz wiernej służby partyjnemu kacykowi i biskupom antykatolickim. Dlatego, by wzmocnić jego pozycję wizerunkową, zostanie Klejnotem Rzeczypospolitej.
Ponieważ na łańcuchu ma być orzeł, ale i Maryja, to wiadomo kto, będzie zatwierdzał przyznanie Klejnotu w maryjnym, bo przecież nie świeckim kraju.
W ten sposób nikt już nie będzie pytał, gdzie jest ukradzione przez PiS 130 ton polskiego złota przywiezionego ze skarbca w Londynie.
Cały chwast dziennikarstwa polskiego będzie rozprawiał o ogniwach „klejnotu” albo o jego innych przymiotach. Znowu bajer dla idiotów.
Próżność +
Wszystko to dlatego, że PiS forsuje inicjatywę przyznania prezydentowi złotego Łańcucha Orderu Orła Białego. Złoty łańcuch składa się z ogniw w kształcie orła oraz z wizerunkiem Maryi. Napisano w petycji, że „przywrócenie Łańcucha Orderu Orła Białego ma znaczenie symboliczne i prestiżowe dla urzędu prezydenta”.
#świeckiepaństwo????
— Gazeta Demokratyczna #SilniRazem #Trzaskowski2020 (@GDemokratyczna) March 5, 2020
„24 emaliowane ogniwa przedstawiające naprzemiennie Orła Białego, Najświętszą Maryję Pannę i monogram maryjny, czyli ułożone w ornament litery MARIA – tak wygląda złoty łańcuch Orderu Orła Białego”https://t.co/TdvWo3hQRp
Łańcuch oficjalnie miałby się nazywać Klejnotem Rzeczypospolitej.
Łańcuch może kosztować nawet kilka milionów złotych. Do jego wykonania potrzeba by ośmiu dwukaratowych brylantów po 160 tys. zł za sztukę oraz cztery 3,5-karatowe po minimum 300 tys. zł za sztukę. Trudno obliczyć, ile diamentów potrzeba do wyłożenia orła, co najmniej 10 karatów.
Klejnot Rzeczpospolitej nosili i Poniatowski i Mościcki. Jak skończyli wiadomo. Dudzie można zrobić co najwyżej breloczek do kluczy, ale z tombaku i szkiełek od Svarovskiego
— Kubacki-Gorwecki (@KubackiGorwecki) September 11, 2020
Adam Mazguła
Łańcuch Orderu Orła Białego, Klejnot Rzeczypospolitej został wprowadzony oficjalnie jako insygnium orderowe przez Stanisława Augusta Poniatowskiego, który w 1764 Klejnot Rzeczypospolitej włączył do regaliów królewskich i nosił na piersi podczas swojej koronacji królewskiej w Warszawie. Po I wojnie światowej przywrócony formalnie w Rzeczypospolitej Polskiej na mocy ustawy z 1921 przysługiwał Prezydentowi RP. Nie był jednak używany.
Pierwotna forma Łańcucha Orderu Orła Białego z okresu Rzeczypospolitej Obojga Narodów składała się z 24 złotych ogniw emaliowanych, do których przywieszony był brylantowy klejnot – godło orderowe w kształcie krzyża maltańskiego z Białym Orłem z diamentów.

12 medalionów łańcucha przedstawiało Orła Białego, 6 – królewskie inicjały AR, 6 – wizerunek Najświętszej Maryi Panny z Dzieciątkiem Jezus. W 1764 na zamówienie Stanisława Augusta Poniatowskiego powstał nowy wzór łańcucha zwany Klejnotem Rzeczypospolitej. Król zrezygnował z monogramu AR i zastąpił go imieniem MARYA.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Adam Mazguła: Tadeusz Rydzyk, ojciec specyficznych dzieci

Adam Mazguła
Ten człowiek nie jest równy wobec prawa i korzysta ze szczególnej pozycji oszusta uprzywilejowanego, któremu publiczne miliony spadają z PiS-owskiego nieba. Nie podlega żadnej kontroli, a jego posiadłość w praktyce jest terytorium autonomicznym, wyłączonym spod polskiego prawa.
Jeśli Tadeusz Rydzyk jest ojcem, to specyficznych dzieci
Miałem wspaniałego ojca, który nauczył mnie kochać ludzi poświęcać im czas i uwagę. Nauczył mnie kochać mój kraj, język, kulturę, historię i okazywać profesjonalną gotowość do walki o jej demokratyczny charakter. Wszystko to nauczył mnie robić z potrzeby serca, przyzwoitości i obowiązku, a nie dla pieniędzy.
Rydzyk powołuje się na patriotyzm i miłość do ludzi, ale tylko przez pryzmat finansowych zysków.
Gdybym miał do Tadeusza Rydzyka zwracać się jak do ojca, to spaliłbym się ze wstydu.
Jego imperium powstało z wyceny wiary i zbawienia, ale i z zakupu prawa do patriotyzmu, poparcia społecznego w wyborach, prawa do wspólnego modlenia… i wszystko to pod rygorem ogłoszenia nieposłusznych wrogami ojczyzny i ludzi.
Rydzyk sprzedaje wszystko, o czym nie ma zielonego pojęcia, ale ma naiwnych i głupich, którzy mu za to płacą.
Miejscem człowieka żyjącego ze złodziejstwa i oszusta jest odosobnienie oraz praca dla tych, których okradł. Zacznijmy, więc od zadośćuczynienia dla darczyńców milionów złotych na ratowanie Stoczni Gdańskiej, a potem już była i jest codzienna patologia.
Przypominam też, że ten człowiek w sukience oświadczył oficjalnie w Sejmie RP, że polskie prawo go nie obowiązuje…
Liczne publikacje poddają wątpliwość jego święceń, pytają o nadawanie audycji na częstotliwościach wojskowych w Rosji, przechowywanie tajnych dokumentów skradzionych po katastrofie smoleńskiej i po likwidacji WSI, w tym na temat 10 000 biskupów i księży zarejestrowanych, jako tajni współpracownicy służb bezpieczeństwa PRL… Jeśli nawet nie wszystko jest prawdą, to i tak dowodzi jego skrajnej nieuczciwości.
Ludzie, którzy nazywają go ojcem, przyznają się do swoich genów złodziejstwa i manipulowania ludźmi oraz podważają swoją chrześcijańską duchowość.
Działalność oligarchy Tadeusza Rydzyka jest kolejnym dowodem na kpinę rządzących z Konstytucji RP i prawa w ogóle. Ten człowiek nie jest równy wobec prawa i korzysta ze szczególnej pozycji oszusta uprzywilejowanego, któremu publiczne miliony spadają z PiS-owskiego nieba. Mimo to nie podlega on żadnej kontroli, a jego posiadłość w praktyce jest terytorium autonomicznym, wyłączonym spod polskiego prawa.
Lidzie nazywający Rydzyka ojcem są okradzeni z umiejętności samodzielnego myślenia, ofiarami swojej naiwności i owieczkami bezmyślnego stada wypaczonej wiary.
Adam Mazguła
W październiku 2014r. podczas debaty dotyczącej kar nałożonych na Telewizję Trwam doszło do przepychanek słownych pomiędzy Janem Dworakiem a Tadeuszem Rydzykiem. Większość kar została wymierzona za „kryptoreklamy”. Telewizja Trwam promowała uczelnię związaną z Radiem Maryja, a także „Nasz Dziennik”, choć Radio Maryja jako nadawca społeczny nie może emitować reklam.
Rydzyk skomentował decyzję o nałożeniu kar słowami: – Bardzo chętnie chcielibyśmy, jeżeli popełniamy błędy, żeby nam zwracać uwagę. Ale nie co chwila. Jak nie 13 tys., to 50 tys. Jak nie 50, to milion płać za coś, czego nie masz. A że takie prawo to głupie prawo i niesprawiedliwe prawo. Takiego prawa nie wolno respektować. (…) – Dogadajmy się: jesteśmy ludźmi, łączy nas język, łączy nas kultura. – dodał.
– To jest piękny apel. Dogadajmy się. Będziemy rozmawiać. Ale dogadajmy się, szanując przepisy prawa – odpowiedział Jan Dworak i przypomniał, że już niejednokrotnie próbowano omawiać z Telewizją Trwam różnice pomiędzy materiałami informacyjnymi i kryptoreklamą, ale zaniechania w tej sprawie ciągle się powtarzają.
– Prawo? Hitler też prawo ustanawiał – odpowiedział Rydzyk, po czym po krótkiej przepychance słownej stwierdził: – Mnie, jako katolika, prawo nie obowiązuje.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Robert Lewandowski zdobywa niemal wszystkie możliwe wyróżnienia

Dominik Owczarek
Robert Lewandowski zdobywa ostatnio wszystkie możliwe wyróżnienia – zarówno drużynowe i indywidualne.
Ostatnio Robert Lewandowski zdobył prestiżowy tytuł piłkarza roku magazynu „Kicker”. Tytuł przyznawany jest co roku głosami Stowarzyszenia Niemieckich Dziennikarzy Sportowych (VDS). Gwiazda Bayernu Monachium uzyskała 276 na wszystkich możliwych 525 głosów. Tuż za nim na podium znaleźli się jego klubowi koledzy – Thomas Müller (54 głosy) i Joshua Kimmich (49).
Na nagrodę złożyły się czynniki nie tylko indywidualne, ale też drużynowe. Potrójną koronę uzyskał zarówno Bayern (wygranie Bundesligi, DFB Pokal oraz Ligi Mistrzów), jak i kapitan reprezentacji Polski, który został najlepszym strzelcem wymienionych trzech turniejów. – Staram się robić wszystko, by utrzymać formę. Zawsze chodzi o perfekcję – odpowiedział w swoim stylu w wywiadzie dla „Kickera”.
Kontrowersyjny Löw
Z okazji wyboru na piłkarza roku w Niemczech pochwały zaczęły spływać zewsząd. Przewodzili w tym piłkarze i trenerzy, z którymi Lewandowski miał okazję współpracować.
– Piłkarzem roku nie zostaje się tak po prostu. Miałem ogromne szczęście, że mogłem go trenować – stwierdził trener Liverpoolu Jürgen Klopp.
Aplauzu nie szczędził również obecny szkoleniowiec „Lewego” – Hansi Flick, wybrany trenerem roku. – Nie widzę obecnie żadnego piłkarza na świecie, który zasługiwałby na tytuł piłkarza roku bardziej niż on. Polak zdaje się zgadzać ze słowami trenera. – Odwołanie werdyktu przyznania Złotej Piłki mnie nie dotknęło, tym bardziej że decyzja zapadła w połowie roku. Gdybym komuś miał ją wręczyć, wręczyłbym ją sobie – stwierdził.
W opozycji do słów Flicka stoi zdanie selekcjonera reprezentacji Niemiec – Joachima Löwa. – Nie mam nic przeciwko Lewandowskiemu, jednak nagroda powinna przypaść Manuelowi Neuerowi – stwierdził, czym wywołał mnóstwo komentarzy nie tylko w niemieckich, ale przede wszystkim polskich mediach. Löw uzasadnił swoją opinię wspaniałym występem bramkarza Bayernu w finale Ligi Mistrzów. Dziennikarze dokonywali jednak wyboru do 7 sierpnia – jeszcze przed ponownym startem turnieju po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Neuer uzyskał tylko jeden głos – tyle samo, co na przykład nowy bramkarz Augsburga Rafał Gikiewicz.
Po dekadzie w Niemczech Lewandowski otrzymał nagrodę przyznawaną przez „Kickera” po raz pierwszy, mimo że już pięciokrotnie zdobył tytuł króla strzelców Bundesligi. – Poziom rozgrywek jest tak wysoki, że 25 goli na sezon w moim wypadku jest już uznawanych za normę. W poprzednim sezonie konkurencja do tytułu piłkarza roku była jeszcze większa. Trzeba też zawsze zdecydowanie się wyróżnić. Mam nadzieję, że w tym roku już mi się to udało – skwitował w wywiadzie.
Polski Adonis
Do wisienki na torcie zabrakło w tym sezonie jedynie Złotego Buta – nagrody przyznawanej najlepszemu strzelcowi lig europejskich. – Wybór byłby bardziej obiektywny, gdyby Bundesliga miała 20 drużyn jak Włochy, Hiszpania, Anglia lub Francja. Zagrałem przez to sześć meczy mniej, co zrobiło różnicę – tłumaczy snajper Bayernu.
W rozmowie mowa była także o niewiarygodnej formie – zarówno piłkarskiej, jak i fizycznej. Jego atletykę zachwalał sam prezes Bawarczyków Karl-Heinz Rummenigge. – Gdy czasami widzę jego sylwetkę w szatni wygląda jak Adonis – skwitowała legenda Bayernu.
Lewandowski powiedział, że chciałby pograć jeszcze około ośmiu lat. – Nie czuję się jakbym miał 32 lata – czuję się lepiej niż 26-latek. Robię wszystko, co w mojej mocy, aby zachować formę jeszcze przez kilka lat – podkreślił, dodając przy tym, że wyobraża sobie zakończenie kariery w Monachium.
Magazyn „Kicker” przeprowadza głosowanie na piłkarza roku od 1960 roku. Rekordzistą jest Franz Beckenbauer, którego dziennikarze wybrali czterokrotnie.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Brexit. Impas w negocjacjach. Johnson blefuje, czy broni „niepodległości”?

Tomasz Bielecki
UE nie poddaje się presji Londynu, który sygnalizuje nawet gotowość do złamania umowy brexitowej. – Może tracimy Wielką Brytanię, ale nie stracimy brytyjskiej flegmy – ostrzega Charles Michel, szef Rady Europejskiej.
We might be losing the UK, but we won’t lose our stiff upper lip #Brexit
— Charles Michel (@eucopresident) September 7, 2020
UE nie poddaje się presji Londynu, który sygnalizuje nawet gotowość do złamania umowy brexitowej. – Może tracimy Wielką Brytanię, ale nie stracimy brytyjskiej flegmy – ostrzega Charles Michel, szef Rady Europejskiej.
Dziś zaczyna się już ósma runda rokowań między Unią i Wielką Brytanią w sprawie umowy handlowej, która powinna wejść w życie od początku 2021 r. Brytyjczycy pomimo brexitu na razie funkcjonują w UE jakby nadal byli krajem członkowskim (choć bez prawa głosu i obecności w instytucjach UE). Bez wynegocjowania nowej umowy – obecny okres przejściowy skończy się w styczniu twardym lądowaniem, czyli przejściem na ogólne zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO). Premier Boris Johnson nazywa to „wariantem australijskim”, czyli wzorowanym na stosunkach UE-Australia. Pod taką „australijską” etykietką kryje po prostu brak liberalizacji handlu ponad reguły WTO, czyli cła oraz kwoty eksportowe na Kanale La Manche.
Czy Johnson blefuje?
Rząd Johnsona w tym tygodniu ostrzegł Brukselę, że bez wypracowania umowy handlowej najpóźniej do 15 października odejdzie od stołu negocjacyjnego, by szykować się do twardego zakończenia okresu przejściowego. Już wiosną Johnson ostrzegał, że odejdzie od stołu w lipcu. Takie podkręcanie napięcia to częsty zabieg negocjacyjny. Bruksela od dawna uprzedza, że umowa musi być gotowa do końca października, by przed styczniem zdążył ją zatwierdzić co najmniej Parlament Europejski (bez jego zgody umowy handlowej nie mogą wejść w życie nawet na zasadzie tymczasowej przed pełną ratyfikacją).
I am worried by the lack of progress in #Brexit negotiations. EU fully united and committed to a deal in both sides' interests. If the UK government fails to honour the commitments that it signed up to last year, then trust and credibility will be lost. https://t.co/rw7Bgr882k pic.twitter.com/vGPDvafuAB
— David Sassoli (@EP_President) September 8, 2020
Nową „bombą” negocjacyjną Londynu są informacje o projekcie ustaw, które – sprzecznie z prawem międzynarodowym – uchylałby część zapisów brexitowej umowy rozwodowej, gwarantujących brak „twardej granicy” (np. z kontrolami towarów) między unijną Irlandią i brytyjską Irlandią Płn.
Jak wynika z treści korespondencji z Brukseli do stolic 27 krajów Unii, którą opisał dziś „The Guardian”, zespół unijnych negocjatorów Michela Barniera podejrzewa Londyn o próbę dzielenia krajów Unii oraz spychanie rozstrzygających negocjacji na ostatnią chwilę, by potem na szybko wyszarpać od – pragnącej uniknąć scenariusza „no deal” – Unii ustępstwa. Takie triki to nic oryginalnego, do czego zresztą odnosił się twitterowy wpis Charlesa Michela o brytyjskiej flegmatyczności Unii wobec rewelacji z Londynu. Szkopuł w tym, że w Brukseli otwarte pozostaje pytanie, czy Johnson będzie szczerze dążył do umowy handlowej, czy też urządza obecnie polityczny teatr, by przygotować Brytyjczyków na zamierzony brak porozumienia.
– Nadal uważam, że Johnson chce dealu, choć nie można zupełnie wykluczyć, że w Londynie nad pragmatyzmem zwycięża ideologia, czyli anachroniczne pojmowanie suwerenności. A zatem niechęć do dealu – mówi nam jeden z unijnych dyplomatów.
Bruksela wyczekuje, co konkretnie rząd Johnsona zaproponuje Izbie Gmin w sprawie Irlandii. Jednak między 27 krajami Unii nie ma różnic co do wymogu twardej obrony specjalnych rozwiązań dla granicy wewnątrz irlandzkiej. – Ufam, że rząd brytyjski wdroży umowę o wyjściu z Unii, co jest jego zobowiązaniem wynikającym z prawa międzynarodowego oraz warunkiem wstępnym naszego przyszłego partnerstwa. Protokół w sprawie Irlandii Północnej ma zasadnicze znaczenie dla ochrony pokoju na wyspie oraz integralności unijnego jednolitego rynku – już ogłosiła Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej.
Złamanie ratyfikowanej umowy brexitowej potężnie uderzyłoby w wiarygodność Londynu i raczej uniemożliwiło umowę handlową z UE. Ponadto, amerykański Kongres już przed wieloma miesiącami ostrzegał, że nie zgodzi się na – upragnioną przez rząd Johnsona – umowę handlową USA – Wielka Brytania, jeśli Londyn nie zagwarantuje braku „twardej granicy” w Irlandii. Czyli tylko blef? – Być może – tłumaczy nasz brukselski rozmówca.
'If you leave the club there are consequences', EU's Charles Michel warns UK
— Darek Frach (@DarekFrach) September 8, 2020
The head of the #EUCouncil #CharlesMichel has defended the EU's stance and called for calm amid heightened tensions in the post-Brexit trade talks. https://t.co/xbVZJWecAt
Londyn „broni niepodległości”?
Ustalenia co do pobrexitowego statusu Irlandii Północnej, które chyba dopiero teraz zaczyna rozumieć sporo torysów, uderzają w suwerennościowe sentymenty twardych brexitowców.
Po okresie przejściowym ta część Zjednoczonego Królestwa ma bowiem nadal pozostać podporządkowana wielu regułom unijnego wspólnego rynku dla ratowania zintegrowanej gospodarki całej wyspy irlandzkiej. Chodzi m.in. o unijne reguły – rozwodnieniem tych punktów grozi teraz Londyn – co do udzielania pomocy publicznej (państwowych subsydiów) dla firm w Irlandii Północnej oraz o obowiązek wypełniania deklaracji eksportowych przez północnoirlandzki biznes przy wysyłaniu towarów do reszty Wielkiej Brytanii.
Jeśli skończy się na „wariancie australijskim”, to z tymi deklaracjami mogą się wiązać cła między Irlandią Północną a resztą Wielkiej Brytanii (zapewne refundowane przez Londyn).
Negocjacje umowy handlowej UE-Londyn zawiesiły się również – poza kwestią dostępu do łowisk – głównie na suwerennościowym problemie „równych zasad gry” („level playing field”). Unia uzależnia handel bez ceł i bez kwot eksportowych od zobowiązania Londynu, że nie będzie obniżać kluczowych standardów m.in. w dziedzinie ochrony środowiska, prawa pracy, polityki klimatycznej, rzetelnego opodatkowania oraz – to najtrudniejszy punkt – w kwestii pomocy publicznej dla firm.
Gdyby Brytyjczycy odeszli od „równych zasad”, teoretycznie pozwoliłoby im to na obniżanie kosztów produkcji (np. bez wyśrubowanych standardów ekologicznych), co przy handlu bez ceł i bez kwot eksportowych tworzyłoby – jak przekonuje Bruksela – nierzetelną konkurencję dla firm z UE.
– Nie możemy stać się krajem klienckim wobec UE. Bruksela powinna z większym realizmem spojrzeć na nasz status państwa suwerennego – ostrzega główny brytyjski negocjator David Frost, który dąży do maksymalnego osłabienia unijnych postulatów co do „level playing field”.
Unia jako rynek znacznie większy od Wielkiej Brytanii ma – i zamierza do końca twardo wykorzystywać – obiektywną przewagę negocjacyjną nad Londynem. Brytyjskie straty gospodarcze wskutek „no deal” byłby znacznie większe od unijnych. Średnia wysokość ceł w ramach WTO to 2,8 proc., ale nawet 10 proc. na samochody i na części przesyłane w obie strony przez La Manche. Wielkim utrudnieniem dla obu stron, choć znacznie bardziej dla Londynu, byłyby bariery poza celne, czyli m.in. kwotowe ograniczenia eksportu.
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Szambo władzy

Adam Mazguła
Gówno odkryło zacofanie armii, które z pewnością jest odbiciem zacofania umysłowego politycznych decydentów.
Ruszyła budowa mostu pontonowego w Warszawie.
Minister @mblaszczak o budowie mostu pontonowego na Wiśle: #WojskoPolskie 🇵🇱 zawsze jest gotowe do niesienia pomocy. Mamy do czynienia z zagrożeniem dla ekologii. #Warszawa #Czajka pic.twitter.com/Kpoc4OnaX2
— Ministerstwo Obrony Narodowej 🇵🇱 (@MON_GOV_PL) September 8, 2020
O tym, że to nie reakcja na awarię, ale polityczny atak na Trzaskowskiego świadczą codzienne wystąpienia mini ster Błaszczaka i innych PiS-łajdaków Polski.
Most, który saperzy kiedyś budowali 4 godziny, nareszcie zaczyna powstawać. Wojsko Błaszczaka musiało dwa tygodnie zbierać siły, aby za kilka dni zbudować most pontonowy. Co za kompromitacja służby inżynieryjnej PiS-wojska.
Minister @mblaszczak w @TVP3Warszawa: budowa mostu pontonowego to duże przedsięwzięcie. W ciągu 3 dni saperzy z Kazunia i żołnierze z Inowrocławia przygotują potrzebną przeprawę.
— Ministerstwo Obrony Narodowej 🇵🇱 (@MON_GOV_PL) September 8, 2020
Kolejny SKANDAL Błaszczaka!
Przypomina on decyzję Stalina, aby czekać na wykrwawienie się Powstańców Warszawskich i bratnią pomoc przynieść później, w politycznie lepszym czasie.
Oto co napisał do mnie kolega saper Henryk Marciniak:
„W latach 1968-72 most pontonowy TPP na Odrze budowało się z przystanią bębnową ok. 4 godz. Na Wiśle w Nieszawie PP-64 zamykało się w 4 godz. z kutrami KH-200. TERAZ armia Świra potrzebuje na spięcie Wisły kilka dni. Katastrofa. Zlikwidowali WSOWInż i nie ma wyszkolonych dobrych saperów — pontonierów. Jestem oficerem rezerwy wojsk inżynieryjnych i jest mi wstyd za wyszkolenie tych specjalności”.
W czasach, na które powołuje się starszy kolega miałem 2-latka. Jednak moje doświadczenie późniejszych lat niewiele się różni od tego zacytowanego.
Tymczasem jesteśmy pół wieku dalej. Gówno odkryło zacofanie armii, które z pewnością jest odbiciem zacofania umysłowego politycznych decydentów.
To taki jaskrawy przykład szamba władzy.
Adam Mazguła
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Adam Mazguła: Dudy – instrumenty chałtury władzy, czyli „kapela kóz”

Adam Mazguła
Piotr Duda awansował na głównego chałturnika i magnata, giganta parodii postawy lidera związku zawodowego. Ten przewodniczący, występujący jako instrument władzy, niczym kobza w rękach beztalencia rozbija jedność ludzi Solidarności, wydaje fałszywe nuty historii i zestawia je z orkiestrą bagiennego kwakania, szczuje na poprzedników i ślizga się w partyjnej wazelinie zdrady ruchu związkowego. Piotr Duda zawsze był i jest z władzą, a nigdy przeciwko niej. Dlatego proponuję nazywać ten związek fałszywego brzmienia dudów w chałturze władzy jedynie słusznej partii - „kapelą kóz”.
Piotr Duda został zaproszony na konsultacje w sprawie postawy i pożądanego zachowania się ludzi pracy w stosunku do reżimu. Białorusini, którzy tak bohatersko i pokojowo przeciwstawiają się reżimowi Łukaszenki, szukają rady i wzorców postępowania.
Z pewnością, chodzi im o wielki ruch współodpowiedzialności zbiorowej, który dał Polakom poczucie wspólnoty i wolności. Ruch, wynikający ze zgodności poglądów oraz dążeń do przestrzegania godności każdego obywatela i pracownika. Jeśli tak, to szukają naszego towaru eksportowego i wkładu Polaków do światowego dorobku demokracji i praw człowieka – Solidarności.
„Solidarność” była, jest i będzie ta sama: dumna, z wartościami chrześcijańskimi i nauką społeczną Kościoła; proponuję wszystkim, którzy mówią, że będą zakładać „Nową Solidarność”, by się nazwali +nowa Czajka+, by było lepiej i na czasie – powiedział szef „S” Piotr Duda. pic.twitter.com/0hp4GjYrYL
— PAP (@PAPinformacje) August 31, 2020
Niestety, z wielką przykrością to stwierdzam, ale Piotr Duda nie jest kontynuatorem tych myśli.
Człowiek, który idee Solidarności widział z przeciwnej strony, z czasem stał się przewodniczącym takiego ruchu związkowego, który jako instrument wsparcia władzy politycznej i kościelnej pedofilii, stał się wrogiem demokracji i wolności.
Piotr Duda nie ma nic wspilnego z Solidarnoscia i jego opinia o wartosciach jest tyle warta, ile jego przeszlosc. Podczas gdy Solidarnosc walczyla z komuna, Piotr Duda gorliwie sluzyl wladzy ludowej. Po niewlasciwej stronie barykady. pic.twitter.com/TInUeFftPv
— anka #jestemzgdanska🇵🇱🇸🇪🇪🇺 (@kaniewska_anna) August 31, 2020
Sam Piotr Duda awansował na głównego chałturnika i magnata, giganta parodii postawy lidera związku zawodowego.
Ten przewodniczący, występujący jako instrument władzy, niczym kobza w rękach beztalencia rozbija jedność ludzi Solidarności, wydaje fałszywe nuty historii i zestawia je z orkiestrą bagiennego kwakania, szczuje na poprzedników i ślizga się w partyjnej wazelinie zdrady ruchu związkowego.
To nie muzyka grana na kobzie, ale raczej echo kapeli podwórkowej podniesionej do rangi orkiestry, i nie ze względu na czystość dźwięków, ale o polityczny cel grania na marszu faszystów. Przysługuje mu za to wysoka estrada i wszelkie wygody, wysokie gaże i używki za tak pożądane przez władzę granie.
Jeśli Białorusini potrzebują pomocy w budowie swojej demokracji, to nie mogli gorzej wybrać.
Piotr Duda zawsze był i jest z władzą, a nigdy przeciwko niej. Dlatego z pewnością chętnie zrzuci na swoim spadochronie rady dla dyktatora, a nie dla ludzi, którzy chcą walczyć o swoją godność i prawa człowieka, o przyzwoitość, demokrację i przyjacielski układ wspólnotowy.
W Dzienniku Telewizyjnym przewodniczący Solidarności Piotr Duda wychwala rząd. Czterdzieści lat po Sierpniu Solidarność bardziej przypomina CRZZ sprzed 1980 niż tamtą Solidarność z 1980-81. Głupio trochę poszło.
— Stanisław Żerko (@StZerko) September 3, 2020
Tutaj nie chodzi o solidarność niewolniczego układu z władzą jednej partii, ale o przyjacielski układ braterskich uczuć, zgody narodowej we wspólnocie prawdy.
Mam pełną świadomość, że żaden znany mi Duda nie życzy dobrze demokracji na Białorusi, bo za wolnością ich kraju od tyranii, promieniować będzie porażka ich żywiciela i dojnej zmiany PiS-u.
Piotr #Duda (NSZZ #Solidarność): Od 2015 roku mamy zaszczyt współpracować z @prezydentpl @AndrzejDuda, który jest obecny na wszystkich naszych uroczystościach.#włączprawdę z #TVRepublika
— Telewizja Republika 🇵🇱 (@RepublikaTV) September 3, 2020
Dlatego inny Duda, poza jednym, dawno zapomnianym oświadczeniem nie zrobił nic dla zwycięstwa prawdy i demokracji tego bohaterskiego oraz bratniego nam narodu. Nie daje się odnotować aktywności wsparcia dla demokracji na Białorusi przez tego prezydenta, którego wybrał Polakom Kurski. Nie ma od niego wsparcia, spotkań, porad, wystąpień i inicjatyw świadczących o solidarności z narodem Białoruskim.
To taka następna duda albo gajda partyjnej kapeli przygrywania do niszczenia i izolacji naszego kraju.
Mam wrażenie, że wszystkie znane mi dudy są tylko instrumentami partyjnych grajków, dmuchaczy w kobzy dla politycznie pożądanych dźwięków.
Kiedy kobza (inaczej dudy, gajda, koza) władzy zaproponowała, aby ruch Trzaskowskiego jakoś tam nazywać, to ja myślę, że jego obecny związek zaślepionych bojówkarzy w obronie błędów i wypatrzeń władzy i kościoła też zasługuje na nową nazwę, bo Solidarnością z pewnością nie jest.
Dlatego proponuję nazywać ten związek fałszywego brzmienia dudów w chałturze władzy jedynie słusznej partii – „kapelą kóz”.
Adam Mazguła
Lubisz nasze artykuły? Podoba Ci się to co publikujemy? Polub nas na Facebooku >>
|
Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w systemie sprzedaży internetowej. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
![]() |
Szklarska Poręba się zmienia. Kontrolę nad miastem przejmują developerzy. W rzece Kamiennej płyną ścieki
Od wielu lat w Szklarskiej Porębie są sprzedawane bez kontroli grunty: miejsca zalesione, parki. Niszczone są bezpowrotnie pomniki natury. Na ich miejsce powstają betonowe hotele, apartamentowce, które mają zgubny wpływ na naturalne środowisko oraz niepowtarzalny charakter miasta – powodują degradacje.

Władze miasta od lat lekceważą sygnały mieszkańców. Nikt nie zbadał zasobów w wodę, oczyszczalnia od lat nie spełnia swojej funkcji a wszystkie nieczystości odprowadzane są bezpośrednio do rzeki Kamienna, przez co zamieniła się ona w cuchnący ściek.

Mieszkańcy potrzebują wsparcia. Wielu z nich którzy żyją tam od pokoleń i tworzą to miasto, myśli o sprzedaży własnych domów. Woda w kranach jest brunatna a rozbudowa i sprzedaż gruntów nie idzie w parze z rozwojem infrastruktury. Ta brudna woda w kranach jest jedną z najdroższych w Polsce tak jak i opłata „ściekowa”.

Szklarska Poręba z cudownego górskiego kurortu poprzez działalność miejscowej władzy zamienia się w „fabrykę turystów”. Nad miastem całkowitą kontrolę przejmują developerzy. Dochodzi do celowego niszczenia budynków ściśle związanymi z architekturą Karkonoszy.

Kasia Turek Salwa
Sprawa Nawalnego. Rozmawiać z Rosją, czy ją karać?

Bernd Riegert
Kanclerz Merkel domaga się od Rosji pełnego wyjaśnienia sprawy Nawalnego. UE ma jednak ograniczone możliwości wywierania nacisku na Kreml.
A top ally of German Chancellor Angela Merkel has warned that the EU risks becoming irrelevant if it fails to act against Russia over the poisoning of Alexei #Navalny. Norbert Röttgen said a major #nordstream2 gas deal with Russia must now be reconsidered. https://t.co/lGDs6TUMHs pic.twitter.com/i8SJKUKHXt
— Glasnost Gone (@GlasnostGone) September 3, 2020
Zamachy na rosyjskich opozycjonistów, zarówno w samej Rosji, jak i poza jej granicami, nie są niczym nowym. Podobnie jak rosyjska taktyka w tych sprawach. Kierownictwo Kremla zaprzecza, że miało z nimi jakikolwiek związek i podaje w wątpliwość przedstawione przez Zachód fakty, które ten traktuje jako niepodważalne dowody. W przypadku Aleksieja Nawalnego przebywającego na leczeniu w berlińskiej klinice uniwersyteckiej, jest dokładnie tak samo.
Kanclerz Angela Merkel mówi o „usiłowaniu zamordowania” Nawalnego. Dowody w sprawie użycia przeciwko niemu bojowego środka paralityczno-drgawkowego typu nowiczok rosyjskiej produkcji, są zdaniem rządu w Berlinie „jednoznaczne”. Niemiecka kanclerz wyraziła swoje oburzenie i zażądała wyjaśnień od rządu w Moskwie. Unia Europejska zagroziła mu sankcjami, a sojusz NATO zwołał na piątek (04.09.2020) specjalne posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej. Po spotkaniu sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg wezwał Rosję do ujawnienia informacji o programie nowiczok i zezwolenia na „bezstronne” wyjaśnienie sprawy Nawalnego przez gremium międzynarodowe.
Tymczasem rząd w Moskwie chce najpierw „sprawdzić” doniesienia z Berlina i skarży się na wysuwane przeciwko niemu zarzuty. Pomiędzy Niemcami i Rosją przesyłane są, utrzymane w ostrym tonie, noty dyplomatyczne, a ich ambasadorowie są wzywani do MSZ-tu w Berlinie i Moskwie. W najbliższych dniach, jak zapowiedział niemiecki minister spraw zagranicznych, z zachodnimi partnerami Republiki Federalnej zostanie przedyskutowana „właściwa odpowiedź” udzielona stronie rosyjskiej.
Co zrobić z Rosją?
W tej sprawie padło już wystarczająco dużo mocnych słów, napisał w artykule gościnnym dla „Zeit online” ekspert ds. Rosji Klaus Segbers. Ten emerytowany profesor studiów wschodnioeuropejskich i stosunków międzynarodowych uważa, że dalsza „gadanina” z Moskwą nie ma większego sensu.
„Rozmowa ma sens tylko wtedy, gdy obie strony łączy pewien minimalny standard postępowania. Gdy jest on przez nie przestrzegany i gdy ich interesy choćby trochę na siebie zachodzą”, napisał Segbers. Jego zdaniem Zachód powinien jasno określić swoją „czerwoną linię”, której Rosji naruszyć nie wolno. Tymczasem Rosja, zajmując część Gruzji i Ukrainy, zestrzeliwując malezyjskiego boeinga 777 i dokonując licznych zamachów na opozycjonistów, dowiodła, że nie liczy się z podtrzymywaniem dialogu z Zachodem.
W ocenie Helmuta Scholza, eksperta klubu poselskiego Europejskiej Partii Lewicy w PE ds. polityki międzynarodowej, należy wzmocnić kontakty z Moskwą. „Uważam, że dalsze zaognianie stosunków i pójście w nich na konfrontację nikomu i niczemu nie służy. Niezbędna jest współpraca” – powiedział. Co więcej, Scholz twierdzi, że współpraca powinna dotyczyć współdziałania unijnych i rosyjskich tajnych służb, przy zachowaniu, jak powiedział, „odpowiedniego wyczucia i odpowiedzialności”.
Rozmawiać z Rosją, czy ją karać?
Szybko pojawiły się propozycje wstrzymania prac przy budowie, prawie gotowego, gazociągu Nord Stream 2. Za takim rozwiązaniem opowiedział się nie tylko prof. Segtbers, ale także przewodniczący komisji polityki zagranicznej w Bundestagu Norbert Roettgen z CDU. Łagodniejsze stanowisko zajął ekspert partii FDP ds. polityki zagranicznej Alexander hrabia Lambsdorff, który w rozmowie z DW powiedział, że nie należy porzucać całkowicie tego projektu, tylko ogłosić na niego „moratorium”. W praktyce oznacza to wstrzymanie budowy gazociągu do chwili pełnego wyjaśnienia sprawy Nawalnego.
Jeszcze kilka dni temu kanclerz Merkel opowiadała się za dokończeniem budowy gazociągu, nie zważając na głosy sprzeciwu przeciwko tej kontrowersyjnej inwestycji ze strony innych członków UE. W czwartek (03.09.2020) wsparł ją szef CSU i premier Bawarii Markus Soeder, który oświadczył, że „sprawa Nawalnego i gazociąg Nord Stream 2 nie mają ze sobą nic wspólnego”.
Sankcje
Zarzucenie budowy gazociągu Nord Stream 2 nie oznacza, że ucierpi na tym wyłącznie Rosja. Przesyłany nim gaz potrzebny jest bowiem także jego odbiorcom w Europie Zachodniej. Poza tym można go przesyłać innymi gazociągami. Naprawdę dotkliwie można ugodzić Rosję tylko poprzez zmniejszenie zakupów rosyjskiego gazu ziemnego przez Niemcy i inne państwa europejskie.
– Musimy mieć na uwadze bardzo ograniczone możliwości wywierania przez UE i Niemcy wpływu na Rosję – powiedział w rozmowie z DW Hans Henning Schroeder, ekspert ds. Rosji w Fundacji Nauka i Polityka w Berlinie. Jego zdaniem nie ma w praktyce takich sankcji, które mogłyby naprawdę dotkliwie zaszkodzić Rosji z wyjątkiem całkowitej rezygnacji z dostaw rosyjskiego gazu. To jednak, jak podkreślił, nie wchodzi w grę z uwagi na ogromne koszty takiej decyzji dla Niemiec i innych państw europejskiech, które musiałyby zapewnić sobie innych dostawców tego paliwa.
Pomimo najrozmaitszych napięć pomiędzy UE i Rosją, jak informuje KE, państwa unijne kupują w niej coraz więcej ropy i gazu. Niemcy na przykład, pokrywają połowę swego zapotrzebowania na gaz ziemny jego dostawami z Rosji. Mając to na uwadze Komisja Wschodnia Gospodarki Niemieckiej odradza nałożenie na Rosję dodatkowych sankcji. Jak oświadczył jej przewodniczący Oliver Hermes, taka decyzja „ugodziłaby przede wszystkim ponownie w nie mające nic wspólnego z otruciem Nawalnego firmy i rosyjskie społeczeństwo”.
Naciski dyplomatyczne
Po nieudanej próbie otrucia byłego rosyjskiego agenta GRU Siergieja Skripala i jego córki w Wielkiej Brytanii w 2018 roku, USA, państwa członkowskie UE i NATO oraz Ukraina, wydaliły na znak protestu 153 rosyjskich dyplomatów. W odpowiedzi Rosja wydaliła w sumie 189 dyplomatów zachodnich, w większości z Wielkiej Brytanii i USA. Jaki efekt miała ta „wymiana” i komu bardziej zaszkodziła – trudno powiedzieć.
Sankcje gospodarcze nałożone na Rosję i pojedyncze osoby z Rosji, podjęte przez UE w odpowiedzi na zaanektowanie przez Rosję Krymu i zestrzelenie pasażerskiego samolotu rejsu MH-17 oraz różne zamachy na przeciwników Kremla, do dziś nie zmieniły zasadniczo kursu rosyjskiej polityki. Zdaniem wspomnianego wyżej eksperta ds. Rosji Schroedera miały one tylko „symboliczne znaczenie”.
Czy Zachód rzeczywiście jest solidarny w swej polityce wobec Rosji?
Sankcje nałożone na pojedyncze osoby z Rosji ze względu na jej udział w konflikcie z Ukrainą są z zadziwiającą regularnością stale przedłużane. Gdy jednak chodzi o całokształt stosunków z Rosją i jej prezydentem Władimirem Putinem, o jednomyślności mowy już być nie może. Prezydent Francji Emmanuel Macron próbował, na przykład, utrzymywać „specjalne stosunki” z Moskwą, będące od dawna tradycją we francuskiej polityce zagranicznej. Macron spotykał się z Putinem tak często, jak żaden inny ważny polityk zachodni, żeby przedyskutować z nim takie zagadnienia geopolityczne jak wojna domowa w Syrii, sytuacja w Libii oraz inne konflikty, w które włączona jest Rosja.
Populistyczny rząd we Włoszech chwali się na swojej stronie internetowej utrzymywaniem „dobrych i pozytywnych” stosunków z Rosją. To samo można powiedzieć o Austrii. Rząd w Wiedniu uważa się za pośrednika Zachodu w stosunkach z Moskwą, nawet jeśli ostatnio jego własne stosunki z nią zakłócił skandal szpiegowski.
Wschodnioeuropejskie państwa członkowskie UE, które przez dziesięciolecia pozostawały w radzieckiej strefie wpływów, patrzą na Rosję o wiele bardziej krytycznym okiem. Właśnie dlatego Polska, państwa bałtyckie i inne nie zostawiają suchej nitki na projekcie budowy gazociągu Nord Stream 2.
A co na to wszystko mówią Stany Zjednoczone i prezydent Donald Trump?
Prezydent USA Donald Trump nałożył sankcje na firmy uczestniczące w budowie gazociągu Nord Stream 2. Podobnie jak wielu innych polityków amerykańskich jest on zagorzałym przeciwnikiem tego projektu, ponieważ chciałby sprzedawać Niemcom i innym państwom europejskim więcej amerykańskiego gazu skroplonego. Gdyby w reakcji na otrucie Nawalnego UE zrezygnowała z Nord Stream 2, stronie amerykańskiej byłoby to bardzo na rękę.
Członkowie administracji waszyngtońskiej z oburzeniem zareagowali na sprawę Nawalnego i domagają się od Rosji jej pełnego wyjaśnienia. Nie wiadomo na razie jednak, czy za mocnymi słowami z ich strony pójdą kolejne sankcje gospodarcze. Prezydent Trump nie wypowiedział się jeszcze na ten temat. Szczyci się za to „doskonałymi” stosunkami z szefem Kremla Władimirem Putinem. Mieszanie się przez Rosję w jego kampanię wyborczą w roku 2016, które, jak donoszą amerykańskie media, może powtórzyć się także w tym roku, nauczyło go zachowania należytej ostrożności przed zajmowaniem zbyt radykalnego stanowiska wobec Rosji i jej polityki. Czy teraz Trump będzie podtrzymywał swój plan ponownego przyjęcia Rosji do grupy G7 i uczynienia z niej grupy G8, pozostaje jednak wątpliwe.
REDAKCJA POLECA




