Magdalena Środa: ten wybór nie jest wyborem politycznym, to wybór cywilizacyjny

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Możemy patrzeć na twarz Trzaskowskiego i pokładać nadzieje w jego zdrowym rozsądku, wiedzy i sympatii dla ludzi; możemy też przez pięć lat oglądać twarz Dudy i słuchać jego mowy nienawiści lub głupkowatych dowcipów, o ile akurat nie będzie brał rozkazów z Nowogrodzkiej.

 

Jeszcze raz to napiszę: ten wybór nie jest wyborem politycznym, to wybór cywilizacyjny.

Możemy żyć w demokratycznej Europie albo na Białorusi. Możemy patrzeć na twarz Trzaskowskiego i pokładać nadzieje w jego zdrowym rozsądku, wiedzy i sympatii dla ludzi; możemy też przez pięć lat oglądać twarz Dudy i słuchać jego mowy nienawiści lub głupkowatych dowcipów, o ile akurat nie będzie brał rozkazów z Nowogrodzkiej.

Możemy żyć w miarę normalnym państwie lub w nienormalnym autorytaryzmie napędzanym przez oszalałego Prezesa i chciwych, skorumpowanych hierarchów.

Pół Polski lubi to pierwsze, drugie pół to drugie. Jeśli wygra pierwsza połowa, to druga i tak znajdzie swoje miejsce, jeśli wygra ta druga to pierwsza będzie się dusić. Pół Polski lubi zamordyzm, lubi kult Ojca, który rozdaje, karze, urządza ludziom życie. Drugie pół ceni wolność (znów to słowo stało się cenne i nie ogranicza się wyłącznie do konsumpcji). Tak po prostu jest. To nasz historyczny legat po latach zniewolenia, pańszczyzny, analfabetyzmu i rządów kleru.

To nieprawda, że wszyscy w tym kraju walczyli o wolność, znacząca część dobrze się czuła pod butem despotów, komunistów czy kleru…

W niedzielę mamy szanse zmienić nieco proporcje między potrzebą zniewolenia a potrzebą wolności i normalności. Zmieńmy je do licha…

Magdalena Środa


Rafał Sulikowski. Podzieleni: stawka większa niż wybory

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Jeśli w niedzielę wygra Duda, Polskę czeka następne pięć lat straconego czasu, który nie zostanie potem odnaleziony, bo to się zdarza tylko w powieściach; jeśli wygra kandydat obywatelski, Rafał Trzaskowski, to Polska może wróci szybko do normalności, ale nie od razu i nie na pewno; zbyt dużo złego się zdarzyło w ostatniej pięciolatce, aby kraj jakimś cudem się naprawił.

 

Na ostatniej prostej obie strony duopolu się mobilizują. Atakują umocnione pozycje przeciwnika, wymyślają haki, w czym specjalizuje się szczególnie strona prawicowa. Próbowano nawet prowokacji obyczajowej, bo to jeszcze od czasów sanacji wyjątkowo działa negatywnie na odbiorców, ale to się nie przebiło. Kłamstwo zawsze ma krótkie nogi i o tym wie Kaczyński i jego świta. Odkąd niczym Woland wylądował w stolicy stara się podzielić społeczeństwo. “Dia-bolos” po grecku znaczy “ten, który dzieli”, stąd polski “ból”, który zwykle rozrywa umysł i ciało. Kaczyński jest więc razem z emisariuszem ciemnych sił z Torunia “dia-bol-osem”, obydwaj mają wiele za uszami.

Stawka tych wyborów jest straszna – albo wróci względna normalność, ale nie taka, jak rozumie to PiS, czyli sprzed pandemii; tamto już nie wróci i nie powinno. Obecna władza odda stanowiska najdalej za trzy lata i zrobi to celowo; jako że skończą się pieniądze, prawica ucieknie na z góry upatrzone pozycje i stanie się znów opozycją; i zacznie wszystkim wyborcom mówić: “widzicie, gdy my rządziliśmy, pieniądze były, a teraz nie ma i sami sobie jesteście winni”. Nie trzeba być ani prorokiem, ani specjalnie myślącym, aby taki scenariusz się spełnił.

Prawica doszła do władzy na zasługach rządów centro-lewicy, które przeprowadziły nas przez kryzys ekonomiczny z 2008 roku względnie spokojnie i oddały władzę, gdy odrabiano straty i gdy pieniądze się znalazły. Prawica spiła śmietankę przygotowaną przez koalicję PO-PSL i chwali się, że pieniądze są i będą. Może i są, ale budżet z gumy nie jest – albo Polska się zadłuża, jak za Gierka (co spowodowało ruinę w latach 80-tych), albo drukują po cichu pusty pieniądz, co sprawi, że wróci wysoka inflacja i bezrobocie.

Na jesieni można spodziewać się powrotu wirusa i jego drugą odsłonę i początek społecznego niezadowolenia, co może nawet wywołać strajki i protesty na ulicach; światową gospodarkę czeka wedle dobrze poinformowanych ekonomistów globalny lockdown; stanie dosłownie wszystko i tylko kraje I świata, te najlepiej rozwinięte przetrwają kryzys, jaki nadciąga; nikt Polską się w Brukseli nie będzie przejmował; nie dostaniemy dużo pieniędzy, bo łamano w kraju praworządność i majsterkowano przy samej konstytucji, na straży której przysięgał uroczyście stać prezydent, który złamał przysięgę i przyłożył rękę do ustrojowej demolki kraju; teraz będą starali się mówić, że Unia jest “be”, bo nie daje już pieniędzy, ale pogrążona UE w kryzysie będzie musiała sama się sobą zająć i chronić niemiecką lokomotywę unijnej gospodarki, czwartą na świecie i nikt tam Polską się nie zainteresuje. Taka jest cena polityki zagranicznej prowadzonej przez PAD i rząd prawicy w ostatnich pięciu latach. Zapłacimy za to wszyscy i to konkretnie, już drożeje znowu paliwo, więc wszystko pójdzie w górę i czeka nas dalsze rozwarstwienie i dalsza pauperyzacja mas pracujących; bogacić się będą tylko klasy próżniacze i nowobogaccy yuppies ze stolicy, którzy zawsze coś wymyślą, aby się wzbogacić.

Podział Polski na prawicę i lewicę stał się faktem – brakuje centrum, solidnego spoiwa, którym może stać się Polska 2050 Hołowni, jeśli nie wyhamuje tego niesamowitego rozpędu, jaki ma teraz; obserwuję ten ruch i muszę powiedzieć, że dziś nic bardziej sensownego nie widzę, bo to co proponuje Konfederacja czy Kukiz to są dyrdymały, bajki dla dzieci o “rycerzach znad kresowych stanic”, opowiadane przy ognisku na obozie harcerskim.

Ten podział jest spolaryzowany światopoglądowo – Polska zasadniczo dzieli się na tych, którzy wierzą w życie wieczne, więc zaniedbują świat doczesny oraz tych, którzy tej wiary nie podzielają i zajmują się przez to tym światem, danym tu i teraz, reformują, snują projekty, organizują nowe ruchy miejskie czy proekologiczne.

Wierzący w wieczność mają gdzieś życie tu i teraz – zawsze tak było i jest; wierzący w to, że nie ma innego życia niż dane tu i teraz zajmują się dniem obecnym, działają, uczą się, pracują na kilku etatach.

Gdzieś brakuje mostu między tymi dwiema grupami. To właśnie wiara w “coś więcej” i niewiara dokonują podziałów w polityce – wierzący twierdzą, że nie warto zajmować się światem, bo on przeminie i się kiedyś skończy, a wybrani pójdą do nieba; nie precyzują raczej, kiedy nastąpi koniec, ale bardzo mocno wierzą w niego; niewierzący twierdzą, że, mimo iż nie ma nadziei na życie wieczne, idealne, należy zająć się tym bardziej tym światem i go naprawiać.

I jedni drudzy popełniają lustrzany błąd – to, że istnieje jakaś forma bytowania po śmierci jest bardzo prawdopodobne, ale nie taka, jak chcieliby przedstawiciele na przykład różnych kościołów i ruchów religijnych; z kolei niewierzący zbyt kierują się w krytyce kościołów sprawami zewnętrznymi, gdy należy zająć się bliżej tym, w co właściwie wierzą babcie różańcowe, kibice i kibole, narodowcy czy wyznawcy księdza Natanka, albo Rydzyka; należy przyjrzeć się poszczególnym twierdzeniom tych grup, aby je opisać i zająć stanowisko. Osobiście sądzę, że istnieje jakaś normalna “religia”, choć na pozór może się wydawać, że nie; jest możliwa nawet jakaś “normalna” i zdrowa duchowość, której nie ma w kościołach; jest to duchowość prywatna i zamknięta w człowieku, a nie w instytucji i zewnętrznym kulcie, który przeważnie jest na pokaz.

To właśnie religia dzieli Polaków, nie polityka, która jest tylko wtórnym efektem tej pierwszej; kto wierzy w to, co głoszą różne kościoły, zazwyczaj jest więźniem ich mentalności, kto nie wierzy, ten przeważnie zbyt ufa ruchom skrajnie lewicowym, które – jak pokazała I tura – nie cieszą się już zbytnią estymą wyborców.

Ludzie nie lubią skrajności, nie tylko z prawej strony. Otwarta wojna z Kościołem nie zdaje się na wiele – Kościół należy określić jako problem i go przepracować na własny użytek, nawet z pomocą dobrego terapeuty albo coacha. Jeśli nagle Kościół by znikł, Polskę czekałby okropny kryzys społeczno-gospodarczy, bo jest ów także największym w kraju pracodawcą i prowadzi wiele “dzieł” charytatywnych, czego mu odmówić nie można, jeśli jest się do końca uczciwym intelektualnie.

Jeśli w niedzielę wygra Duda, Polskę czeka następne pięć lat straconego czasu, który nie zostanie potem odnaleziony, bo to się zdarza tylko w powieściach; jeśli wygra kandydat obywatelski, Rafał Trzaskowski, to Polska może wróci szybko do normalności, ale nie od razu i nie na pewno; zbyt dużo złego się zdarzyło w ostatniej pięciolatce, aby kraj jakimś cudem się naprawił.

Dlatego ja bym nie lekceważył takich ruchów, jak wspomiany ruch Hołowni, bo może to być ten koń trojański, którego trzeba nocą (!) wprowadzić do obozu władzy i go rozegrać od środka; to samo należy zrobić z Kościołem – zająć się tym, co on twierdzi zupełnie poważnie i bez względu na to, że żyjemy w XXI wieku. Jeśli tego nie zrobimy, nasza krytyka spłynie po nich, jak deszcz po kaczce i nic z tego nie będzie.

Wezmę zatem do ręki w następnym tekście słynny katechizm KK i zacznę go Państwu referować jako oficjalne stanowisko we wszystkich możliwych kwestiach. Będzie to mozolna praca, ale tylko przez krytyczną lekturę tego dokumentu ruszymy z miejsca.

Jakoś tak się utarło na lewicy, że ignoruje ona tezy metafizyczne KK, a bez tego nie da się obalić niektórych tez społecznych, jakie głosi. Te drugie wynikają bowiem z tych pierwszych. Należy zatem sięgnąć do źródeł i przyjrzeć się tezom metafizycznym, aby móc stwierdzić, na jakiej podstawie KK głosi to, czy tamto w sprawach społeczno-ekonomicznych. Mam takie wrażenie, że jeśli ja się tym nie zajmę, to nikt się tym nie zajmie.

Rafał Sulikowski

 

 


Propagandowa publiczna tuba PiS

Wojciech Szymański

Wojciech Szymański

Polsce nie udało się stworzyć ponadpartyjnej telewizji publicznej. Nigdy jeszcze nie walczono z taką brutalnością, jak obecnie – ocenia „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Gmach TVP w Warszawie przy ul. J.P. Woronicza 17 w Warszawie. Fot. wikipedia
Gmach TVP w Warszawie przy ul. J.P. Woronicza 17 w Warszawie. Fot. wikipedia

„Minione tygodnie nie były najlepszym czasem w historii polskich mediów. (…) Nie odbyła się debata prezydencka kandydatów, głównie ze względu na rolę, jaką odgrywa w kampanii publiczna TVP” – czytamy w piątkowym (10.07.2020) wydaniu niemieckiego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ).

Zdaniem warszawskiego korespondenta gazety, TVP wyzbyła się jakichkolwiek zahamowań, wynikających z jej misji jako nadawcy publicznego i uprawia propagandę na rzecz Andrzeja Dudy.

Opisując sposób, w jaki w ostatnich dniach Wiadomości przedstawiały obu kandydatów, gazeta ocenia, że przypomina to wzorce znane sprzed 1989 roku: wychwalanie działań rządu i wytykanie błędów opozycji.

Brutalna walka kultur

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” ocenia, że Polsce nie udało się stworzyć nieupartyjnionej i ponadpartyjnie szanowanej telewizji publicznej. „Dotyczy to, z pewnymi ograniczeniami, także czasu przed rządami PiS. Żadna jednak władza po 1989 roku nie uznawała się w takim stopniu za stronę w «walce kultur». I nigdy dotychczas nie walczono z taką brutalnością”.

Gazeta zauważa, że paradoksalnie sam prezydent Andrzej Duda odczuł to na własnej skórze, kiedy w 2017 roku zawetował dwie ustawy dotyczące reformy sądownictwa. „W następstwie został skrytykowany w Wiadomościach. Duda źle na tym wyszedł i w przyszłości nie występował już jako krytyk wprowadzanych zmian” – czytamy.

Autor tekstu wspomina też o podjętej przez prezydenta próbie osłabienia szefa TVP Jacka Kurskiego. „Demonstracyjne usunięcie, a potem przywrócenie do pracy Kurskiego uważano za upokarzającą porażkę prezydenta, a zarazem demonstrację siły. To nie prezydent, ale zwykły poseł i szef PiS Jarosław Kaczyński decyduje o telewizji”. FAZ dodaje, że mimo tego Telewizja Polska nadal robi Andrzejowi Dudzie głośną reklamę, który „jako wygodny dla PiS prezydent jest niezastąpiony”.

OBWE zaniepokojona

Gazeta przypomina o poważnych zastrzeżeniach, jakie zgłaszali ostatnio pod adresem TVP obserwatorzy OBWE. Zarzucają telewizji, że stała się narzędziem w kampanii wyborczej. Zwracali też uwagę, że TVP zdarzają się materiały o wydźwięku antysemickim. TVP za jednostronne relacjonowanie kampanii krytykowała także organizacja Reporterzy bez Granic.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” dodaje, że w kręgach rządowych w Warszawie słychać, iż TVP musi być po stronie PiS, ponieważ wiele mediów prywatnych w Polsce jest do partii nastawionych krytycznie. Gazeta opisuje przy okazji niedawne zamieszanie wokół publikacji należącej do koncernu Ringer Axel Springer gazety „Fakt” i ostrą reakcję rządu i prezydenta, w tym oskarżanie Niemiec o mieszanie się w polską kampanię.

Cytowany w osobnym tekście niemiecki eurodeputowany Alexander Graf Lambsdorff (FDP) odrzucił te oskarżenia.

– Paranoja w obozie PiS prowadzi do dobrze znanych reakcji: antyniemieckie tyrady mają ochronić ich polityka przed możliwą porażką wyborczą – powiedział agencji Reuters.

 

REDAKCJA POLECA

 


Kandydaci na prezydenta w mediach. Ponad 12 tyś. publikacji dot. Dudy i tylko ponad 1.6 tyś. wzmianek o Trzaskowskim

Z analizy przeprowadzonej przez Instytut Monitorowania Mediów (IMM) wynika, że w okresie kampanii wyborczej przed drugą turą głosowania (29.06 – 9.07.2020) pojawiło się 12 282 publikacji w kontekście wyborów prezydenckich 2020 dotyczących Andrzeja Dudy we wszystkich mediach tradycyjnych (prasa, telewizja oraz radio) o wysokości ekwiwalentu reklamowego ponad 218 mln złotych. Liczba wzmianek nt. Rafała Trzaskowskiego to 1 628 publikacji o łącznej wartości reklamowej na poziomie 44 mln złotych.

Rafał Trzaskowski, Andrzej Duda. Fot. Twitter / @trzaskowski_ @AndrzejDuda

PRASA

Wynik analizy monitoringu mediów prasowych z ostatnich dwóch tygodni to 1 625 publikacji o urzędującym Prezydencie Andrzeju Dudzie z dotarciem wynoszącym 68,2 mln kontaktów i wartości reklamowej (AVE) na poziomie 46 mln złotych. W analogicznym okresie informacje o Rafale Trzaskowskim i jego programie pojawiły się w prasie 1 368 razy, z dotarciem wynoszącym 54,4 mln kontaktów i ekwiwalentem reklamowym 35,5 mln złotych. Różnica w dotarciu z przekazem mediowym kandydatów wynosi 13,8 mln potencjalnych kontaktów, a różnica w wartości reklamowej wynosi 18,9 mln złotych.

5 najaktywniejszych redakcji prasowych

Na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni o Andrzeju Dudzie najczęściej pisały kolejno: Gazeta Wyborcza (55 publikacji), Super Express (39), Nowa Trybuna (37), Nasz Dziennik (35) oraz Dziennik Bałtycki (35).

O Rafale Trzaskowskim najczęściej pisały: Gazeta Wyborcza (42 publikacji), Gazeta Polska (33), Super Express (32), Dziennik Bałtycki (30) oraz Nasz Dziennik (28).

TELEWIZJA

Stacje telewizyjne wyemitowały łącznie 479 godzin materiałów, w których pojawia się wzmianka o Andrzeju Dudzie w kontekście wyborów o dotarciu ponad 605 mln kontaktów i o wartości AVE ponad 131 mln złotych. Z kolei 38 godzin materiałów z dotarciem 36 mln (AVE: 8,4 mln złotych) dotyczyło Rafała Trzaskowskiego. Powyższe wyniki to efekt 3743 publikacji telewizyjnych dotyczących obecnego Prezydenta i 178 publikacji na temat jego kontrkandydata. Różnica w dotarciu z przekazem mediowym kandydatów wynosi ponad 560 mln potencjalnych kontaktów, natomiast wartość reklamowa różni się o ponad 123 mln złotych.

5 najaktywniejszych stacji telewizyjnych

O Andrzeju Dudzie najczęściej mówiono na antenie następujących stacji telewizyjnych: TVN 24 (578 materiałów), TVP Info (529), TVN 24 Biznes i Świat (416), Polsat News (371) oraz Polsat News 2 (172).

O Rafale Trzaskowskim najczęściej mówiono na antenie: Polsat News (52), TVN 24 (34), TVP Info (27), TVN 24 Biznes i Świat (27) oraz Polsat News 2 (19).

RADIO

Różnicę w liczbie publikacji o kontrkandydatach można zaobserwować także w przekazach radiowych. Łączny czas antenowy poświęcony obecnemu Prezydentowi wyniósł 182 godziny, co przełożyło się na poziom dotarcia powyżej 506 mln kontaktów i ekwiwalent reklamowy (AVE) w wysokości 41 mln złotych. Czas radiowy Rafała Trzaskowskiego za ten sam okres to 1 godzina z dotarciem 2,2 mln kontaktów i wynikiem AVE ponad 119 tys. złotych. Różnica w dotarciu z przekazem mediowym kandydatów wynosi ponad 504 mln potencjalnych kontaktów, wartość reklamowa natomiast różni się na poziomie ponad 40 mln złotych.

5 najaktywniejszych stacji radiowych

O Andrzeju Dudzie najczęściej mówiono na antenie stacji radiowych: Radio TOK FM (272 materiały), Polskie Radio 24 (255), Program 1 Polskiego Radia (254), Radio ZET (111) i Radio RMF FM (110).

O programie Rafała Trzaskowskiego najczęściej mówiono na antenie: Radio 7 (3), Radio WAWA Łódź (2), Radio WAWA Gdańsk (2), Radio Poznań (2) oraz Radio Rzeszów (2).

Dotarcie informuje o liczbie potencjalnych kontaktów z przekazem mediowym, a więc o jego szacunkowym zasięgu.

Instytut Monitorowania Mediów IMM


Czy po wyborach Polsce grozi chaos?

Wojciech Szymański

Wojciech Szymański

Nieważne, czy wygra Duda czy Trzaskowski. Wynik wyborów może zostać zaskarżony. To zła wiadomość dla Europy – czytamy w „Die Welt”.

„Nic lepiej nie ukazuje charakteru tych wyborów prezydenckich niż telewizyjne starcie obu kandydatów. Przy czym słowo starcie wprowadza w błąd” – czytamy w czwartkowym (09.07.2020) wydaniu niemieckiego dziennika „Die Welt”.

Gazeta przypomina, że Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski wcale nie stanęli w wyborczym ringu. Prezydent wystąpił w TVP, która „od lat uchodzi za organ propagandowy PiS (…) wychwala Dudę pod niebiosa, a Trzaskowskiego krzykliwie, agresywnie i gorączkowo atakuje” – pisze warszawski korespondent gazety Philipp Fritz.

„Trzaskowski nie chciał się na to wystawić, dlatego zaprosił dziennikarzy na swoje własne wydarzenie, coś w rodzaju konferencji prasowej. Tym samym miejsca przeciwnika w obu przypadkach pozostały puste”.

Nierówne traktowanie

Jak czytamy, brak równego traktowania kandydatów przez publiczne media, mające być w założeniu wyważone, nie jest jedynym zmartwieniem obserwatorów trwającej w Polsce kampanii wyborczej. Pisząc o prawnych przepychankach wokół przesunięcia terminu wyborów, planowanych początkowo na 10. maja, autor dodaje, że „niezależnie od tego, kto wygra, istnieją poważne wątpliwości, czy wybory są zgodne z konstytucją”.

Zdaniem „Die Welt”, biorąc pod uwagę, że wybory rozstrzygną się zapewne niewielką różnicą głosów, możliwy jest też scenariusz, że w przypadku zwycięstwa Andrzeja Dudy opozycja będzie kwestionować rezultat, wskazując na nierówne traktowanie w mediach. „Gdyby jednak wygrał kandydat opozycji, nie byłoby zadziwiające, gdyby polski sąd podważył ważność głosowania” – czytamy.

Możliwy prawny chaos

Zdaniem autora po wyborach Polsce grozi chaos, a kraj może stać się nieprzewidywalnym partnerem w Europie. „A mianowicie krajem, w którym nie jest jasne, kto ma legitymację do sprawowania urzędów”. Gazeta przytacza opinie, że stan „konstytucyjnej niejednoznaczności” może być efektem celowego działania władz.

„Die Welt” cytuje amerykańskiego politologa i eksperta w zakresie prawa profesora Daniela Kelemena, który ocenia, że przejmując kontrolę nad najwyższymi sądami w Polsce Prawo i Sprawiedliwość zapewniło sobie zabezpieczenie na wypadek przegranych wyborów, tak aby w razie potrzeby, móc je anulować.

„Kogokolwiek Polacy wybiorą w niedzielnym głosowaniu, rezultat tych wyborów, może jeszcze długo zajmować kraj” – czytamy w „Die Welt”.

Wojciech Szymański


Roman Giertych: Wszyscy na wybory przegonić PiS z Pałacu!

Roman Giertych

Roman Giertych

Chciałbym jeszcze raz do wszystkich zaapelować o głosowanie w tych wyborach na Rafała Trzaskowskiego. Wzywam! Wszyscy na wybory przegonić Andrzeja Dudę z Krakowskiego Przedmieścia! Ta bitwa będzie najważniejszym starciem z PiS od 15 lat. Gdy PiS ją przegra, to ich rewolucja się skończy.

 

Za trzydzieści pięć godzin koniec kampanii. Chciałbym jeszcze raz do wszystkich zaapelować o głosowanie w tych wyborach na Rafała Trzaskowskiego.

Szczególnie mój apel kieruje do tych osób, które w I turze nie głosowały na niego. Do wyborców Szymona Hołowni (do których i ja się zaliczam), do wyborców Konfederacji oraz do wyborców PSL.

W tych wyborach my nie tylko wybieramy Prezydenta RP. W tych wyborach każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest za Polską rządzoną przez Jarosława Kaczyńskiego, czy też nie.

Czy jest za Polską, gdzie ludzie są oskarżani, skazywani i trzymani w więzieniach przez urzędników partyjnych, czy też przez niezależnych sędziów.

Czy jest za Polską, gdzie stanowiska w spółkach, ministerstwach, agencjach powierza się kolegom partyjnym, czy też niezależnym fachowcom.

Czy jest za Polską, gdzie rząd, parlament, prezydent jest podporządkowany jednemu posłowi, czy też każdy niezależnie wykonuje swoje funkcje w sposób odpowiedzialny.

Czy jest za Polską izolowaną, wyśmiewaną, lekceważoną na arenie międzynarodowej, czy za Polską szanowaną wśród Państw Europy i Świata.

Czy jest za Polską nieustannego kłamstwa w TVP, czy też Polską gdzie dziennikarz ma mówić prawdę, a nie kłamać.

Czy jest za Polską, gdzie ludzi traktuje się jak głupców – ciemny lud, czy jak świadomych obywateli.

Dlatego wzywam jeszcze raz! Wszyscy na wybory przegonić Andrzeja Dudę z Krakowskiego Przedmieścia! Ta bitwa będzie najważniejszym starciem z PiS od 15 lat. Gdy PiS ją przegra, to ich rewolucja się skończy.

Wszyscy na wybory!

Roman Giertych

PS Przypominam, że jeszcze do niedzieli można składać zamówienia na moje książki ze specjalną wyborcza zniżką

 

 


Wielka Brytania ratuje gospodarkę. Pieniądze dla firm, obniżka VAT, bony gastronomiczne

Jakub Krupa

Jakub Krupa

Brytyjski minister finansów Rishi Sunak zapowiedział dalsze próby pobudzenia gospodarki po kryzysie wywołanym pandemią koronawirusa. Wśród proponowanych rozwiązań są m.in. rządowe dopłaty do posiłków w restauracjach.

Brytyjski minister finansów Rishi Sunak zapowiedział dalsze próby pobudzenia gospodarki po kryzysie wywołanym pandemią koronawirusa. Wśród proponowanych rozwiązań są m.in. rządowe dopłaty do posiłków w restauracjach.

Zgodnie z propozycjami, każdy klient zamawiający w sierpniu w pubie lub restauracji ciepły posiłek – na miejscu lub na wynos – będzie mógł liczyć na 50 proc. zniżkę na zamówienie (do maksymalnej kwoty 10 funtów). Dziennik „The Times” wyliczył na przykładzie zestawu z kanapką Big Mac w McDonaldzie, że dzięki tym zmianom jego cena spadłaby z 4,89 funta do ledwie nieco ponad 2 funtów. Promocja będzie obowiązywać od poniedziałku do środy, a właściciele lokali będą otrzymywali dopłaty od rządu w ciągu ledwie kilku dni.

Nieszablonowy mechanizm połączony z obniżeniem stawek podatku VAT ma pomóc branży gastronomicznej, która była wśród tych, które najbardziej ucierpiały w trakcie ponad trzymiesięcznego okresu obowiązywania ograniczeń gospodarczo-społecznych. W Anglii restauracje i puby otworzyły się na nowo dopiero 4 lipca, a w Szkocji – otworzą się w przyszłym tygodniu.

Sunak ma nadzieję, że proponowane rozwiązanie doprowadzi do znacznego wzrostu popytu na jedzenie poza domem. W efekcie dokapitalizuje firmy, które zmagały się w ostatnich tygodniach z problemami finansowymi. Podkreślając, jak ważne jest, aby Brytyjczycy z dużym zaufaniem skorzystali ponownie z otwartych restauracji i chętniej wydawali pieniądze, minister finansów pojawił się nawet w jednej restauracji w centralnym Londynie, gdzie czasowo wcielił się w rolę kelnera.

Plan pobudzenia gospodarki

Dopłaty do posiłków w restauracjach są częścią znacznie szerszego rządowego planu pobudzenia brytyjskiej gospodarki, którego najnowsze elementy zostały przedstawione w środę w Izbie Gmin.

Najnowszy zestaw interwencji o łącznej wartości ponad 30 mld funtów ma pomóc w jak największym utrzymaniu istniejących miejsc pracy oraz stworzeniu nowych szans rozwoju dla osób, które dopiero wchodzą na rynek.

Sunak zapowiedział m.in. wypłacenie specjalnej premii finansowej w wysokości tysiąca funtów od osoby za przywrócenie do pracy pracownika przebywającego obecnie na tzw. „postojowym”.

Takie rozwiązanie ma być przedłużeniem obecnego programu ochrony miejsc pracy, w którego ramach władze płacą nawet 80 proc. przeciętnej pensji pracownika. Poziom tego wsparcia będzie jednak stopniowo obniżany w kolejnych miesiącach, aż do całkowitego wygaśnięcia z końcem października i wielu ekspertów obawiało się, że może to doprowadzić do fali zwolnień.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) oceniła, że wskaźnik bezrobocia w Wielkiej Brytanii może podnieść się z obecnie rekordowo niskiego poziomu poniżej 4 proc. nawet do blisko 15 proc. To byłby najgorszy wynik od lat 30. ubiegłego wieku.

Występując w środę w parlamencie, Sunak przyznał, że choć to „najpilniejsze z wyzwań, z którymi się mierzymy” to – jak podkreślił – „nigdy nie zaakceptuje tego, że to jest scenariusz, którego nie da się uniknąć”.

Szef resortu finansów zapowiedział także szacowaną na dwa miliardy funtów interwencję, która ma na celu pokryć koszty kształcenia zawodowego i praktyk młodych Brytyjczyków, a także m.in. programy wspierające ocieplenie domów. Czasowo zawieszone zostaną także podatki płatne przy sprzedaży domu, jeśli wartość nieruchomości nie przekroczy 500 tys. funtów.

Charyzmatyczny polityk

40-letni Sunak jest jednym z najlepiej ocenianych polityków w trakcie obecnego kryzysu i jest wymieniany jako główny faworyt do zastąpienia w przyszłości Borisa Johnsona na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii. To o tyle zaskakujące, że ten były analityk banku inwestycyjnego Goldman Sachs był jeszcze do początku tego roku relatywnie nieznaną postacią, bez doświadczenia na wyższych stanowiskach w administracji publicznej. W połowie lutego niespodziewanie zastąpił na w resorcie finansów Sajida Javida, który odszed z rządu po osobistym konflikcie z najbliższym doradcą Johnsona, Dominiciem Cummingsem.

Odważne ruchy Sunaka w walce z kryzysem finansowym – w tym szereg bezprecedensowych programów ratujących miejsca pracy – a także wyjątkowa charyzma przy wystąpieniach publicznych sprawiły, że szybko przykuł on uwagę komentatorów. Jak wskazywano, jego propozycje – wyjątkowo popularne wśród wyborców – są jednak sprzeczne z tradycyjnym rygorystycznym podejściem fiskalnym charakteryzującym rządzącą Partię Konserwatywną.

Część komentatorów podkreśla, że na razie mający hinduskie korzenie polityk korzysta z sympatii opinii publicznej, bo zapowiada zwiększanie wydatków politycznych i bezpośrednich transferów finansowych, ale będzie musiał wkrótce przedstawić propozycje dot. zbilansowania budżetu. Łącznie szacuje się, że dotychczasowe programy wsparcia ze strony brytyjskiego rządu kosztowały około 190 miliardów funtów, a zadłużenie może w obecnym roku finansowym przekroczyć nawet 300 miliardów funtów; najwięcej od drugiej wojny światowej.

Według szacunków Wielka Brytania będzie jednym z najmocniej dotkniętych kryzysem koronawirusa krajów w Europie z obniżką PKB sięgającą nawet 10 proc. w skali roku. Przedstawiciele biznesu w znacznej mierze pozytywnie przyjęli rządowe plany, ale szefowa Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu (CBI) Carolyn Fairbairn zastrzegła, że wiele firm będzie najprawdopodobniej potrzebować dalszego wsparcia z publicznych środków.

Szef związku Unite Len McCluskey wytykał z kolei, że „informacje o zwolnieniach latają niczym konfetti, więc potrzebujemy tego, aby minister powstrzymał to za sprawą propozycji legislacyjnych”.

W podobnym tonie wypowiedzieli się liderzy opozycyjnej Partii Pracy, którzy kpili, że zamiast składanych obietnic o wizjonerskim programie reform na wzór „Nowego Ładu” (New Deal – ang.) Franklina Delano Roosevelta będzie mogła co najwyżej dostać zniżkę na posiłek (Meal Deal – ang.).

 

REDAKCJA POLECA

 


Polscy dyplomaci: „Polityka zagraniczna nie istnieje”. „Andrzej Duda uczynił wiele, aby Polskę ośmieszyć”

Jacek Lepiarz

Jacek Lepiarz

Na pięć dni przed drugą turą wyborów prezydenckich grupa byłych polskich dyplomatów zarzuciła prezydentowi Andrzejowi Dudzie i PiS-owi doprowadzenie do izolacji Polski w Europie. Wezwali do zmiany polityki zagranicznej.

Przelot F-35 nad Białym Domem podczas wizyty Andrzeja Dudy w USA
Przelot F-35 nad Białym Domem podczas wizyty Andrzeja Dudy w USA

„Polityka zagraniczna Rzeczpospolitej Polskiej nie istnieje. Konstytucyjne prawa i obowiązki głowy państwa przez ostatnie 5 lat stały się zakładnikiem zgubnej dla Polski polityki partyjnej” – czytamy w oświadczeniu Konferencji Ambasadorów RP opublikowanej we wtorek w Warszawie.

„Prezydent Andrzej Duda uczynił wiele, aby Polskę kompromitować i ośmieszyć. Wraz z PiS osłabił międzynarodową pozycję naszego kraju i naraził nas na wynikające z tego zagrożenia” – piszą byli przedstawiciele polskiej dyplomacji.

Sygnatariusze oświadczenia zaznaczają, że głównym sojusznikiem Polski w obszarze bezpieczeństwa pozostają Stany Zjednoczone, ale tylko „jeśli klamrą tej polityki pozostanie NATO”. Za „krótkowzroczne i nieodpowiedzialne” uważają „upieranie się przy szczególnym traktowaniu USA jako jedynego gwaranta narodowego bezpieczeństwa”, gdyż prowadzi to do osłabienia Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Europa jedynym bezpiecznym miejscem dla Polski

Byli ambasadorzy wezwali do odnowienia Trójkąta Weimarskiego i Grupy Wyszehradzkiej. Jak zaznaczyli, głównym celem tych organizacji jest wzmocnienie pozycji Polski w Unii.

„Jedynym bezpiecznym miejscem dla Polski jest zintegrowana Europa” – napisali sygnatariusze oświadczenia. Podkreślili, że Unia Europejska nie jest, jak uważa prezydent Duda, „wyimaginowaną wspólnotą”, ale realnym bytem prawno-politycznym, do którego od 2004 r. należymy.

„Potępić trzeba demagogię prezesa (Jarosława) Kaczyńskiego i rządzącej partii jakoby Zachód wyzyskiwał Polskę” – dodają.

„Polski rząd systematycznie łamie podstawowe zasady państwa prawa. Doprowadził do tego, że Polska stała się państwem niepraworządnym, straciła wiarygodność i wpływ na decyzje ważne dla przyszłości” – czytamy w oświadczeniu.

Ambasadorzy ostrzegają, że posłuszeństwo prezydenta Dudy wobec linii jego partii (PiS) „wypycha Polskę coraz bardziej na Wschód, poza rodzinę europejskich demokratycznych państw”.

„Co wybierzemy: narodowy egoizm, kosztowną mrzonkę karmioną pseudo-patriotycznym jadem czy wymagającą wysiłku i zdolności dialogu współpracę z państwami, które kierują się zasadami prawa i demokracji”- pytają.

Szczególne relacje z Niemcami

Potrzebujemy prezydenta, który przełamie izolację Polski w Europie i odbuduje zaufanie instytucji europejskich – piszą. Ich zdaniem „ze szczególną uwagą winniśmy traktować relacje z Niemcami, dążąc do stworzenia wschodniego odpowiednika modelu współpracy francusko-niemieckiej”.

Zamiast głosić swoją przewodnią rolę w regionie, co irytuje sąsiadów, pracować nad tworzeniem platform rzeczywistej współpracy. Trzeba wyjść poza ramy Grupy Wyszehradzkiej, ponownie „odkryć” Bukareszt, Wilno i Zagrzeb jako partnerów do współpracy na forum NATO i UE.

„Obecny rząd traktuje obszar na wschód od Polski jak spaloną ziemię” – uważają ambasadorzy. Zwracają uwagę, że relacje z Rosją „praktycznie ustały”, a Rosję definiuje się jako wroga. „To szkodliwe: osłabienie pozycji Polski w Unii oznacza pozostawienie nas sam na sam z nieprzewidywalnym i groźnym sąsiadem”.

W przypadku Ukrainy trzeba skończyć z używaniem historii jako narzędzia propagandy.

Polska na rozdrożu

„Znajdujemy się na rozdrożu” – piszą ambasadorzy. Rząd PiS prowadzi politykę prowadzącą do oddalenia się od UE, co marginalizuje Polskę i stwarza realne zagrożenie dla jej suwerenności.

Dzięki wsparciu Waszyngtonu Polska zbudowała silną pozycję dołączając do NATO i UE. „Dziś prezydent Trump uznaje zarówno Chiny, jak i Unię za przeciwników i konkurentów. Polski rząd i prezydent usiłują zastępować złe relacje z Europą przyjaźnią z antyeuropejską administracją amerykańską. To działanie nie tylko na rzecz osłabiania spójności UE, ale wbrew interesom Polski” – czytamy w oświadczeniu.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

„Nowy prezydent Rzeczypospolitej powinien zainicjować szeroką dyskusję na temat polityki zagranicznej naszego kraju. Polska leży zarazem w Europie i na osi transatlantyckiej. W umacnianiu i rozwijaniu takiej synergii tkwią możliwości rozwoju i gwarancje polskiej suwerenności.” – napisali dyplomaci.

Oświadczenie „O naprawie polityki zagranicznej Rzeczypospolitej” podpisali m.in. Jan Barcz (b. ambasador w Austrii), Iwo Byczewski (b. wiceminister spraw zagranicznych, b. ambasador przy UE), Marek Grela (b. wiceminister spraw zagranicznych, b. ambasador przy UE), Jerzy Kranz (b. ambasador w Berlinie), Andrzej Krawczyk (b. ambasador w Republice Czeskiej i na Słowacji, bliski współpracownik Lecha Kaczyńskiego), Agnieszka Magdziak-Miszewska (b. ambasador w Izraelu), Jerzy Maria Nowak (b. ambasador przy NATO i ONZ), Ryszard Sznepf (b. ambasador w USA), Andrzej Towpik (b. ambasador przy NATO), Jan Truszczyński (b. ambasador przy UE, b. wiceminister spraw zagranicznych).

(df), thefad.pl

 

REDAKCJA POLECA

 


Rząd Niemiec krytykuje ataki Andrzeja Dudy na niemieckiego dziennikarza w Warszawie

Wojciech Szymański

Wojciech Szymański

Rząd Niemiec i politycy różnych opcji krytykują werbalne ataki polskiego prezydenta na korespondenta gazety w Warszawie. Wyrażają też zaniepokojenie o wolność mediów w Polsce.

W reakcji na wypowiedzi prezydenta Polski Andrzeja Dudy na temat Niemiec, niemieckich mediów, a zwłaszcza gazety „Die Welt” i jej warszawskiego korespondenta Philippa Fritza, przedstawiciele największych partii w Bundestagu ostro krytykują zachowanie polskiej głowy państwa. „Die Welt” publikuje we wtorek (7.07.2020) opinie niemieckich polityków, którzy wyrażają zaniepokojenie stanem wolności prasy w Polsce.

Do sprawy odniósł się wcześniej niemiecki rząd. Rzecznik gabinetu Angeli Merkel Steffen Seibert powiedział wczoraj, że „rząd oczywiście nie wpływa na wybory prezydenckie u naszych polskich sąsiadów”. Jak stwierdził, rząd Niemiec nie wywiera wpływu na korespondentów zagranicznych pracujących w Niemczech, ani na niemieckich korespondentów na świecie. „Wykonują oni swoją pracę w ramach wolności prasy” – powiedział Seibert.

Podczas niedawnych wystąpień na wiecach wyborczych prezydent Andrzej Duda oskarżał niemieckie media o prowadzenie „bezpardonowej, brudnej kampanii skierowanej przeciwko niemu”. „Niemcy chcą wybierać w Polsce prezydenta? Ja się na to nie zgadzam!” – mówił, atakując m.in. korespondenta gazety „Die Welt” w Warszawie Philippa Fritza. Prezydent mówił też o „niemieckim ataku w wyborach”.

Krytyka z wszystkich stron

Polityk chadeckiej CDU Juergen Hardt powiedział „Die Welt”, że „agresywne ataki na niezależną prasę pokazują, iż nerwowość w obozie PiS wyraźnie wzrosła”. Jak dodał, to niedopuszczalne, żeby dziennikarz uznanego i niezależnego medium był zniesławiany przez głowę państwa. „To jasny atak na ustawowo umocowaną wolność prasy. Oczekujemy innego postępowania z wolnymi mediami” – powiedział gazecie.

Hardt ocenił, że zarzut, jakoby rząd Niemiec mieszał się w polską kampanię wyborczą, to wymysł. Ostrzegł też przed rozniecaniem antyniemieckich nastrojów w Polsce. „Nie jest w interesie Polski ciągłe rozbudzanie resentymentów z polsko-niemieckiej historii, aby odnosić rzekome sukcesy w polityce wewnętrznej” – powiedział „Die Welt”.

W podobnym tonie wypowiedział się Nils Schmid z socjaldemokratycznej SPD, który także uznał atak na Philippa Fritza za niedopuszczalny. W wielu krajach na świecie widzimy coraz więcej ataków ze strony państwa na niezależnych dziennikarzy. Jest czymś całkowicie nieakceptowalnym, gdy coś takiego dzieje się także w Unii Europejskiej” powiedział „Die Welt”.

„Straszenie Niemcami”

Przedstawiciel partii Zielonych, a zarazem szef polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej w Bundestagu Manuel Sarrazin ocenił, że „spersonalizowany atak” na dziennikarza nie jest czymś, czego oczekuje się od europejskich przywódców. Jego zdaniem zachowanie prezydenta Dudy i przedstawicieli PiS to „rozpaczliwa próba zebrania wyborców skrajnej prawicy poprzez straszenie Niemcami”.

Wypowiedź polskiego prezydenta skrytykowali w rozmowie z „Die Welt” także przedstawiciele partii Lewica oraz liberalnej FDP. Bijan Djir-Sarai z FDP powiedział, że „wygląda na to, że wolność prasy istnieje w Polsce jeszcze tylko na papierze”. Jak dodał, zachowanie prezydenta Dudy powinno zostać ostro potępione na arenie międzynarodowej. Dietmar Bartsch z Lewicy przypomniał, że w ostatnich latach Polska spadła w rankingu wolności prasy z 18 na 62 miejsca, a Europa powinna dokładnie przyglądać się sytuacji w Polsce.

W odpowiedzi na słowa prezydenta Andrzeja Dudy redaktor naczelny „Die Welt” Ulf Poschardt napisał w poniedziałkowym wydaniu, że prezydent Andrzej Duda prowadzi kampanię przeciwko koncernowi Axel Springer, gazecie Die Welt i jej warszawskiemu korespondentowi. „Gdy nasi współpracownicy są atakowani, stoimy w stu procentach po ich stronie” – pisał.

Słowa Andrzeja Dudy zostały wywołane ostatnimi publikacjami prasowych na temat ułaskawienia przez prezydenta mężczyzny, skazanego za znęcanie się nad bliskimi i molestowanie seksualne córki. Ułaskawienie dotyczyło zakazu zbliżania się do ofiar, o co te same wnioskowały.

Sprawę opisał jako pierwszy dziennik „Rzeczpospolita”, a następnie podchwyciły ją inne media, w tym należący do koncernu Axel Springer dziennik „Fakt”. Axel Springer to wydawca wielu tytułów prasowych w Niemczech i Europie, m.in. dziennika „Die Welt”. Firma pochodzi z Niemiec, choć największym udziałowcem jest obecnie amerykański fundusz inwestycyjny.

 

REDAKCJA POLECA

 


Ile „ludzkich” lat ma pies? Naukowcy obalili popularny mit

Amerykańscy naukowcy opracowali nowy sposób przeliczania wieku psa na „ludzki”. Jest nieco bardziej skomplikowany, ale opiera się na wymiernych parametrach.

Jack Russell Terrier. Ile „ludzkich” lat ma ma pies? Naukowcy obalili popularny mit
Jack Russell Terrier. Fot. Anna Frach / thefad.pl

Powszechna zasada dotycząca przeliczania wieku psów na wiek ludzki, według której jeden rok psa odpowiada około siedmiu ludzkim latom, jest uważana przez amerykańskich badaczy za błędną.

Analizy genetyczne pokazują, że psy nie starzeją się w jednostajnym tempie, jak to jest u człowieka, piszą Trey Ideker z University of California w San Diego i jego zespół badawczy w czasopiśmie „Cell Systems”.

Naukowcy stwierdzili bowiem, że młode psy starzeją się szczególnie szybko w porównaniu do ludzi, ale później ich proces starzenia się spowalnia.

Zamiast prostej zasady 7-miu lat

Kalifornijscy naukowcy, opierając się na wynikach badań przeprowadzonych na ponad 100 labradorach retrieverach, proponują nieco bardziej skomplikowaną formułę: „Wiek ludzki = 16 razy logarytm naturalny wieku psa + 31”.

Oznacza to, że roczny pies odpowiada już osobie dorosłej w wieku 31 lat. W wieku 2 lat pies ma już 42 lata, 4-letni pies jest podobny wiekiem do 53-letniej osoby, w wieku 5 lat ma około 57 ludzkich lat. W wieku 9 lat pies osiągnąłby porównywalny wiek 66 lat.

Ile „ludzkich” lat ma ma pies? Naukowcy obalili popularny mit
Fot. Adam Mazguła

Różnica w stosunku do „siedmioletniej formuły” polega na tym, że im starszy pies, tym mniej lat ludzkich odpowiada rokowi psiemu. Zgodnie z nowymi odkryciami wiek biologiczny 20-letniego psa jest bardziej podobny do 79-letniej osoby, a nie do 140-letniego Matuzalema.

Istotne zmiany genetyczne

W swojej analizie naukowcy skupili się na drobnych zmianach w DNA. Te liczne metylacje DNA występują zarówno u ludzi, jak i u psów. Metylacje tworzą pewne wzorce w genomie, które wskazują fazę życia osobnika. Naukowcy skorzystali z tego i ustalili związek między wzorcami zależnymi od wieku u psów i wzorcami u ludzi. Na podstawie swoich wyników ustalili nową formułę.

– Ważne jest, aby lepiej zrozumieć proces starzenia się psów – zaznacza prof. Ideker w komunikacie prasowym wydanym przez uniwersytet. – Lekarze weterynarii nadal stosują dawną zasadę 7 lat i uzależniają od niej diagnostykę i terapię.

Amerykańscy naukowcy opracowali nowy sposób przeliczania wieku psa na „ludzki”. Jest nieco bardziej skomplikowany, ale opiera się na wymiernych parametrach.
Fot. Anna Frach / thefad.pl

Potrzebne badania na innych rasach

Potrzebne są jednak dalsze badania, piszą naukowcy. Nowa formuła została stworzona tylko na podstawie zbadanych labrador retrieverów. W przypadku innych ras psów o niższej lub wyższej oczekiwanej długości życia formuła może się różnić.

– Teraz patrzę na mojego psa innymi oczami – powiedział Ideker. – Mam sześcioletnią sukę. Nadal biega ze mną, teraz jednak zdaję sobie sprawę, że może nie być tak młoda, jak myślałem.

 

REDAKCJA POLECA