Wybory prezydenckie. W jakim kierunku pójdzie Polska?

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Wybory prezydenckie przesądzą, w jakim kierunku pójdzie Polska – oceniają niemieckie media.

Polskie wybory były głównym tematem wieczornych wiadomości obu programów niemieckiej telewizji publicznej ARD i ZDF, które zgodnie wskazały, że prognozowane wyniki I tury świadczą o tym, jak bardzo podzielone jest polskie społeczeństwo.

Korespondentka ZDF Natalie Steger podkreśliła w swojej relacji, że głosując na prezydenta „Polacy wybierają kierunek”, w jakim pójdzie ich kraj, podzielony na „dwa światy”: wspierającą PiS wieś i miasteczka oraz wielkie miasta, gdzie u steru jest liberalno-konserwatywna opozycja. „Dla Polski to wybór kierunku: czy będzie dalej, jak jest, czy też monopol PiS upadnie” – ocenia korespondentka ZDF.

Jej zdaniem wysoka frekwencja pokazuje, że w Polsce jest ”chęć na zmianę”, co wcale nie oznacza, że Duda przegra. Z kolei zwycięstwo Trzaskowskiego oznaczałoby wielką zmianę polityczną i zahamowanie prowadzonej przez PiS konserwatywnej przebudowy Polski. Jednak ponowne zjednoczenie głęboko podzielonego społeczeństwa byłoby niezwykle trudnym zadaniem – oceniła Steger.

Referendum o polityce PiS

W podobnym tonie I turę polskich wyborów ocenił Olaf Bock z ARD. Zauważył, że najnowszym przykładem trudnych do pogodzenia podziałów w społeczeństwie Polski była „polaryzująca kampania urzędującego prezydenta Dudy” wymierzona w prawa mniejszości seksualnych i „ideologię LGBT”. „To będzie bardzo szorstka i ostra kampania” – ocenił Bock.

Agencja DPA napisała w pierwszej relacji po ogłoszeniu wyników exit polls, że wybory prezydenckie w Polsce uchodzą za „formę referendum w sprawie polityki PiS”, która od 2015 roku ma prezydenta i absolutną większość w parlamencie.

„Druga kadencja Dudy potwierdziłaby monopol władzy tej partii do następnych wyborów prezydenckich w 2023 roku” – stwierdza DPA. Dodaje, że zwycięstwo Trzaskowskiego w II turze wyborów mogłoby oznaczać, że PiS musiałoby się liczyć z tym, iż prezydent korzystałby z prawa weta przy niemal wszystkich ustawach i powstrzymywałby inicjatywy partii rządzącej.

„Zwycięstwo bez zwycięstwa”

Dziennik „Die Welt” napisał w wydaniu online, że prezydent Duda to „zwycięzca, który nie jest zwycięzcą”.

„To, co wygląda na zwycięstwo obozu rządzącego, jest w rzeczywistości gorzkim wynikiem wstępnym dla polskich narodowych konserwatystów. Urzędujący prezydent Duda musi walczyć w II turze” – komentuje korespondent dziennika Philipp Fritz. I dodaje, że wygranie II tury wcale nie będzie łatwe.

„Wynik wyborów prezydenckich może uczynić wyłom w systemie władzy PiS. Jeszcze nigdy opozycja nie była tak dużym zagrożeniem dla obozu rządzącego. W sondażach przed II turą Duda i Trzaskowski idą łeb w łeb. Według niektórych ośrodków badań opinii, kandydat opozycji jest nawet na prowadzeniu niewielką większością głosów” – pisze Fritz. Ocenia, że wysoka frekwencja świadczy o tym, iż Trzaskowski jest w stanie zmobilizować swoich wyborców tak samo dobrze, jak Duda elektorat PiS.

Dziennikarz „Die Welt” pisze, że Duda nazywany jest czasem „Długopisem”, bo „podpisywał prawie każdą ustawę PiS i w ten sposób torował drogę do coraz bardziej autorytarnej polityki tej partii, zaczynając od reformy mediów aż po przebudowę sądownictwa. Prezydent nie ma tylko roli reprezentacyjnej, ale jest strażnikiem polskiej konstytucji – albo też tym, który może jej zaszkodzić. Ma też kompetencje w polityce zagranicznej i jest zwierzchnikiem sił zbrojnych” – zauważa Fritz. I dodaje, że prezydent Trzaskowski mógłby zakłócić budowanie „IV Rzeczpospolitej” przez PiS. Ocenia także, że Trzaskowski jako prezydent mógłby też narzucić mniej konfrontacyjny ton w relacjach polskich władz z Niemcami, bo jest krytyczny w sprawie możliwych polskich żądań reparacyjnych wobec Niemiec.

„Kandydat zmiany”

Także „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wskazuje, że wyniki II tury wyborów będą bardzo wyrównane. Większość pozostałych kandydatów „jechała na fali sprzeciwu wobec Dudy”. Dlatego zarówno Duda, jak i Trzaskowski w wystąpieniach podczas wieczorów wyborczych wiele czasu poświęcili na gratulacje i słowa uznania pod adresem swych kontrkandydatów, aby zrobić dobre wrażenie także na ich wyborcach – ocenia korespondent „FAZ” Gerhard Gnauck. Cytuje słowa Trzaskowskiego, że „58 procent społeczeństwa chce zmiany” w kraju i on chce być „kandydatem zmiany”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski zmierzą się ze sobą w II turze wyborów prezydenckich

Według badania exit poll w I turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda uzyskał 41,8 proc. poparcia. Rafał Trzaskowski 30,4 proc., Szymon Hołownia, 13,3 proc. głosów. Przyszłego prezydenta poznamy dopiero za dwa tygodnie.

Fot. Twitter / @AndrzejDuda2020 , @trzaskowski_

Na dalszych miejscach znaleźli się Krzysztof Bosak z Konfederacji (7,4 proc.), Robert Biedroń kandydat Lewicy (2,9 proc.) i Władysław Kosiniak-Kamysz prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego (2,6 proc.).

Poparcie dla pozostałych kandydatów nie przekroczyło jednego procenta. Marek Jakubiak uzyskał w badaniu 0,5 proc., Stanisław Żółtek 0,3 proc., Waldemar Witkowski 0,3 proc., Paweł Tanajno 0,3 proc. a Mirosław Piotrowski 0,2 proc.

Frekwencja według badania wyniosła 62,9 proc.

Trzaskowski chce debaty z Dudą, ale nie w TVP

W trakcie komentowania wyników exit poll Rafał Trzaskowski wezwał Andrzeja Dudę do debaty. Zaznaczył jednak, że nie w „jego telewizji”.

– Stańmy do debaty i zadawajmy sobie pytania. Niech dziennikarze od lewa i prawa zadają nam pytania. I tak jak ja przyjąłem zaproszenie do pana telewizji, mimo że spodziewałem się, że nie będziemy rozmawiali o prawdziwych problemach. Ale przyjąłem to zaproszenie. Myślę, że jeśli mielibyśmy się jeszcze raz spotkać, w tejże telewizji, to znowu byłaby to debata zastępcza. A warto porozmawiać o prawdziwych wyzwaniach, a nie o tym, o czym się rozmawia na Nowogrodzkiej – powiedział Trzaskowski.

„Kiedy żyło ci się lepiej”

Andrzej Duda zaraz po zakończeniu wieczoru wyborczego wyruszył na spotkanie z mieszkańcami Strzelec koło Kutna.

– To dopiero pierwsza tura. Trzeba się jeszcze bardziej zmobilizować. Trzeba twardo mówić, pytać : „kiedy żyło ci się lepiej, pomiędzy 2008 a 2015 rokiem, czy teraz bo między 2015 a 2020. Jeżeli się żyło lepiej pomiędzy 2015 a 2020, bezpieczniej, spokojniej, na wyższym poziomie, to nad czym się zastanawiać, to poprzyj to, co było do tej pory”. – mówił

Kto zwycięży w drugiej turze?

Sondaż firmy Kantar dla „Faktów” TVN i TVN24, przeprowadzony już po publikacji wyników exit poll, wskazuje niewielką przewagę Dudy – zdobywa 45,4 proc. Rafał Trzaskowski otrzymuje niewiele mniej – 44,7 proc. Jednak aż 9,9 proc. respondentów jeszcze nie podjęło decyzji. Kantar przebadał ogólnopolską, reprezentatywną grupę 1513 pełnoletnich osób metodą mieszaną (wywiady telefoniczne i internetowe).


Głosuj jeśli chcesz poczuć, że masz znaczenie

Agnieszka Ossowska

Agnieszka Ossowska

Nie czekaj na cud. Żeby wygrać, trzeba grać. Nawet jeśli szanse są niewielkie, to najważniejsze, że SĄ.

 

Nawet jeśli myślisz, że to totolotek, i szansa na to, co wybierzesz jest może niewielka, lub totalnie niewiadoma. I nawet jeśli wolisz, żeby to był „chybił trafił”, to i tak musisz „wykupić” los. Nawet jak nie wygrasz, to poczujesz się dobrze, że starasz się przyczynić do swojej wygranej, bo poczujesz, że Twój los jest w Twoich rękach.

Nawet jeśli nie jesteś pewien kto jest najlepszy, to przynajmniej pewnie wiesz, kto jest gorszy, i tego kogoś możesz zdyskwalifikować swoim głosem. Bo powiedzieć NIE to już dużo. Przeciwstawić się temu, czego nie chcesz, a nie czekać na innych aż zrobią to za nas, to jest już COŚ. Jak oddalasz się od tego, co złe, to w końcu dopłyniesz do tego, co dobre, nawet jeśli boisz się tego, co nieznane. I ta zasada powinna obowiązywać wszędzie. Tak samo, jak w związkach, jeśli tkwisz w relacji, która ci nie daje szczęścia, to marnujesz swój los. Bo możesz odejść, żeby przyczynić się do ZMIANY NA LEPSZE. Nawet jeśli nie wiesz, co cię do końca czeka, to najważniejsze, że nie jesteś bierny. Tylko działasz i żyjesz, a nie czekasz na innych, którzy może wcale Ci nie pomogą.

Nie czekaj na cud. Żeby wygrać, trzeba grać. Nawet jeśli szanse są niewielkie, to najważniejsze, że SĄ. I wszystko zależy od nas. Nawet CUD!

Fot. Agnieszka Ossowska

 

Agnieszka Ossowska

 

 

 


Cisza wyborcza, czyli fikcja granicząca z absurdem

Od północy z piątku na sobotę trwa cisza wyborcza. Obowiązuje do końca głosowania w wyborach prezydenckich. Za jej złamanie grozi nawet milion złotych grzywny – za publikację sondaży, za agitację narażamy się na karę do 5 tys. złotych na podstawie kodeksu wykroczeń. W ramach ciszy wyborczej zabronione jest publikowanie sondaży, agitowanie na rzecz konkretnych kandydatów i list. Aby było śmieszniej, zakaz agitacji wyborczej obowiązuje również w Internecie, ale wyłącznie na terenie Rzeczpospolitej. XXI wiek – absurd, co nie?

Fot. Lukas Pleciszawnia / flick

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

W październiku 2019 r. przed wyborami parlamentarnymi, szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk oraz warszawska radna Olga Semeniuk pojawili się przed lokalem wyborczym w Chicago. Rozdawali ulotki PiS. Gdyby to robili w Polsce, ich zachowanie byłoby potraktowane jako naruszenie ciszy wyborczej.

Co na to Państwowa Komisja Wyborcza?

Zgodnie z Kodeksem wyborczym naruszenie ciszy wyborczej jest wykroczeniem. Jak wynika z Kodeksu wykroczeń za wykroczenia odpowiada ten, kto popełnił wykroczenie na terytorium Rzeczypospolitej, jak również na polskim statku powietrznym lub wodnym. W trakcie głosowania za granicą podobnie jak w Polsce obowiązuje zakaz prowadzenia agitacji wyborczej w lokalu wyborczym oraz na terenie budynku, w którym ten lokal się znajduje.

Można więc agitować, nie łamiąc ciszy wyborczej? Wygląda na to, że tak. Pod warunkiem, że agitujemy poza granicami Rzeczpospolitej – i tu cisza wyborcza staje się fikcją.

Absurdem zaś wydaje się określenie pojęcia „agitacji wyborczej”. Tę definiuje Art. 105. Kodeksu Wyborczego.

§ 1. Agitacją wyborczą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie do głosowania w określony sposób, w tym w szczególności do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego.

Zatem, jak można przypuszczać, pisząc: „nie głosujcie na Andrzeja Dudę, bo nie jest samodzielny i jest całkowicie zależny od Naczelnika” albo „nie głosujcie na Rafała Trzaskowskiego, bo jak twierdzą prominentni politycy z PiS, jest fatalnym prezydentem Warszawy”, nie łamiemy ciszy wyborczej. Dlaczego? Bo przecież publicznie nie nakłaniamy do głosowania na żadnego kandydata.

A gdybyśmy to napisali będąc na wakacjach w Hiszpanii, a nasz post zostałby umieszczony na portalu, którego serwer mieści się w Wielkiej Brytanii – to już chyba zupełny luzik? A co, idąc tym tropem myślenia, podążając za zdefiniowanym pojęciem „agitacji wyborczej”, gdybyśmy opublikowali z zagranicy agitujący tekst w amerykańskim serwisie społecznościowym za którymś z kandydatów?

Absurdów ciąg dalszy

W miejscach publicznych mogą wisieć już założone banery wyborcze kandydatów, ale nowych umieszczać nie wolno nowych – to ma sens, po wyborach pozostanie mniej śmieci na ulicach.

A co z samochodami obklejonymi twarzami kandydatów? Mogą takie auta jeździć po ulicach w trakcie ciszy wyborczej, czy nie? A co jeśli w moim własnym samochodzie przed ciszą wyborczą umieściłem plakat wyborczy ulubionego kandydata?

Czy cisza wyborcza ma sens?

Zwolennicy utrzymania ciszy wyborczej argumentują, że jeśli ktoś w dniu wyborów nagłośniłby straszną, być może całkowicie fałszywą wiadomość, to nie byłoby czasu na reakcję i jej sprostowanie.

Jednak i tu jest miejsce na „ale”, bo taką wiadomość można przecież upublicznić późnym wieczorem, przed początkiem ciszy wyborczej. Ponadto, w trakcie ciszy wyborczej, nie ma już możliwości uruchomienia sprawy w trybie wyborczym. Gdyby ciszy nie było, czas na sprostowanie jeszcze pozostaje.

Tak czy siak, cisza wyborcza ma swoje zalety. Do czasu ogłoszeniem wstępnych wyników wyborów odpoczywamy od propagandy wyborczej, a spory dotyczące naszych preferencji politycznych pozostawiamy w domowym zaciszu, by już od niedzielnego wieczoru powrócić do normalnego skakania sobie do gardeł.

Dariusz Frach


Adam Mazguła: Głos na A. Dudę, to topór zdrady w plecy Polaków

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Ludzie! Wybory są aktem odpowiedzialności, a nie wbijaniem topora zdrady w plecy narodu!

 

Andrzej Duda, tak jak J. Kaczyński, M. Kuchciński, Z. Ziobro, J. Brudziński…, wszyscy senatorowie i posłowie PiS oraz wspierający ich hierarchowie Kościoła rzymskokatolickiego, odpowiadają za największą dewastację kraju w powojennej Polsce.

Niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, że za tej opresyjnej władzy straciło zdrowie i życie więcej osób niż w stanie wojennym i podczas wszystkich protestów robotniczych tego okresu łącznie.

Wstrząsnęła całym krajem najbardziej pokazowa akcja terroru politycznego i zabójstwa Pawła Adamowicza, którego morderca i wyznawca PiS-u, jak wynika z doniesień prasowych, uniknie kary za ten polityczny mord.

Podobało się tej władzy torturowanie Igora Stachowiaka, z morderczym finałem na komisariacie we Wrocławiu. Do tej pory, tuszując sprawę, władza doprowadziła do postawienia zarzutów świadkom, a nie mordercom czy prominentnym działaczom PiS-u, którzy zaangażowali się w mataczenie i wspieranie morderców.

Zarzuty dla morderców w mundurach brzmią jak pogarda dla prawa – przekroczenie uprawnień.

Nie żyje „Cygan”, znany bokser, który ujawnił podkarpackie afery seksualne z udziałem prominentnych działaczy rządzącej partii. Przebywając w zakładzie karnym, podobno popełnił samobójstwo, wieszając się na leżąco i jest tylko jednym z przykładów seryjnych śmierci w więzieniach PiS-u.

Moją odrazę wywołuje prezentowane przez obóz władzy zadowolenie ze śmierci, co najmniej 60 byłych funkcjonariuszy państwowych, w wyniku ustawy represyjnej PiS.

Niewyjaśnione są okoliczności śmierci Andrzeja Leppera, byłego komendanta głównego policji, generała Sławomira Petylickiego twórcy „Gromu”, czy pułkownika — dowódcy jednostki specjalnej AGAT. Nie wiadomo, kto zamordował posła na sejm, na drodze, sprawca wypadku drogowego zawrócił, aby ostatecznie dobić rannego polityka.

PiS-władzę obciąża śmierć, przez samospalenie, Piotra Szczęsnego, ale też innej utajnionej przez władze śmierć w dniu 30 kwietnia 2019 r. pod Kancelarią Rady Ministrów oraz kilka dni temu pod Sejmem.

Pamiętamy Barbarę Blidę, której śmierć, podczas zatrzymania w domu przez władze, zakończyła się wielkim sprzątaniem i zmianą umundurowania sprawców, zanim Z. Ziobro ujawnił tragedię tej swojej propagandowej akcji.

Nikt nie zliczy zahamowanych przez Z. Ziobrę przeszczepów, a więc ludzi skazanych na śmierć. A wycofanie się rządzących z dofinansowywania leków dla osób po przeszczepach? Cena tych lekarstw podniesiona została o setki procent.

Trwa krucjata obecnej władzy przeciwko ludziom starszym, a przejawia się w zamykaniu szpitali, w „wyganianiu” z kraju lekarzy i pielęgniarek, w całkowitym niszczeniu oddziałów geriatrycznych. Nie wykorzystuje się możliwości leczenia onkologicznego Polaków, bo dla partii, to za drogo. Do tego dochodzą osoby oczekujące latami na wizytę u lekarza specjalisty czy na zabiegi.

Ofiarami tej władzy są też kobiety, dla których władza wymyśliła stosowanie przez lekarzy klauzuli sumienia.

Obliczono, że około 40 tys. Polaków umiera rocznie z powodu zatrutego powietrza, w czasie, kiedy władza zatrzymała energetyczne programy alternatywne dla spalania węgla i potęguje wielkość jego import głównie z Rosji.

Kto policzy skalę zniszczenia i śmierci, w wyniku przemocy w rodzinie, jeśli PiS zlikwidował większość programów pomocy dla poszkodowanych?

Kto odważy się policzyć setki ofiar będących rezultatem: frustracji społecznej, wynikającej z agresji władzy, skłócenia rodzin, wzrostu spożycia alkoholu (aż o 30% na jednego mieszkańca, co jest z pewnością efektem ubocznym programu 500+).

Kto jest w stanie ukazać tragedię ludzi zwolnionych z pracy w celu udostępnienia stanowisk dla PiS-Misiewiczów czy przeniesionych karnie na drugi koniec Polski za uczciwość (jak chociażby prokurator ze Szczecina, który zmarł w Łańcucie)?

PiS-władza dopiero zaczyna się rozwijać. Widać to po agresji propagandowej, dzieleniu ludzi, wskazywaniu wrogów, liczbie przetrzymywanych ludzi w aresztach wydobywczych, bez sądu i wyroku, po liczbie polityczno-propagandowych więźniach, takich jak chociażby niewinny Tomasz Komenda, którego skazano na 25 lat więzienia dla dobrego samopoczucia Lecha Kaczyńskiego.

Przetrzymuje się w więzieniach niewygodnych wrogów politycznych, którym w ten sposób zamyka się usta przed ujawnieniem prawdy o patologii rządzących.

Przemoc policjantów wobec pokojowo protestujących członków opozycji demokratycznej jest już standardem tej władzy. Nawet w rocznicę Powstania Warszawskiego czy Święta Niepodległości pokazali swoje siłowe wsparcie dla faszyzmu.

Wybuch nienawiści PiS-policji politycznej i jej nadzorców wywołało nawet tak neutralne słowo, jak KONSTYTUCJA. Teraz i za nie można być zatrzymanym, spisanym, a jeśli jest się prawnikiem — można pożegnać się z zawodem.

Łupem PiS-u jest też przyroda. Do swoich sukcesów zalicza masowe wycinki lasów i puszczy. Cieszy go każde ścięte drzewo, nawet w wielkich miastach, gdzie parki i każda roślina decydują, o jakości powietrza.

Ślepa i chora potrzeba niszczenia każe tym wrogom przyrody zabijać również zwierzęta.

Masowe mordowanie zaczęło się od zniszczenia dumy polskiej hodowli — stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim. Doprowadzono do upadku jednego z najbardziej dochodowych towarów eksportowych Polski.

Moc i twarz PiS-u mają również decydenci Lasów Państwowych i Polskiego Związku Łowieckiego. To myśliwi otrzymali zlecenie odstrzału bobrów, żubrów i innych chronionych gatunków. Pomysłem nieudaczników partyjnej głupoty ma być wymordowanie polskich dzików.

Co jeszcze wymyślą ci zakompleksieni, nieodpowiedzialni i myślący inaczej ludzie, którzy dla morderczej radości stają się rzeźnikami wszystkiego, co żyje, a oficjalnie i partyjnie wrzeszczą, że chronią życie?

Specjalnością partii rządzącej stało się mordowanie niezależnych myśli. Zabijają pamięć historyczną, prawdę, przyzwoitość, skromność, empatię… Niszczą wolne myśli i zapisy konstytucyjne naszego kraju.

PiS zamordował podstawowe zasady parlamentaryzmu, wprowadził prostactwo, a wraz z nim — tolerancję dla przestępstw urzędniczych. Zniszczył prawo do wolności wyznawania wiary i religii…

Zamiarem PiS-u jest raz zdobytej władzy nigdy nie oddać. Za tą myślą idą dalsze represje i przemoc wobec politycznych przeciwników. Dlatego rządzący reżim partii wyznawców męczeńskiej śmierci, panów świata, sędziów ostatecznych, ciemnych sił zawiści i kompleksów, każe unicestwiać wszystko, co pojawia się na jej drodze do władzy absolutnej, oraz by czerpać korzyści ze swojej prymitywnej mocy panowania.

Każdy zakompleksiony i niedowartościowany człowiek tak już ma, że czuje silną potrzebę gotowania piekła albo, chociaż sprawiania przykrości innym. Dlatego partia, która jest zbiorem niedowartościowanych i zagubionych życiowo ludzi, tworzy swoje sukcesy przez sztuczne wywyższanie i nadawanie przywilejów indywidualnych. Partia rekompensuje brak wykształcenia i snobizm swoich wyznawców wysokimi stanowiskami, służbowymi limuzynami, wzmożoną ochroną. Przykładem niech będzie marszałek, który się „wylatał”.

Ludzie słabi, którzy wyrastali w upokorzeniu, marzą o sile, która ich dowartościuje i pokaże, jak są mocni wielkością swoich stanowisk i wpływów. Tacy ludzie zawsze mają skłonność do przemocy i poniżania innych dla swojego dobrego samopoczucia.

Jeśli dzisiaj spotykam ludzi, którzy przyzwyczajają się do zawłaszczania kraju przez narodowo-socjalistyczną partię wyznaniową PiS szybciej, niż następuje ich percepcja rozumienia świata, to wyjaśniam: faszyzm dopiero na końcu swojego rozwoju niesie ze sobą obozy śmierci i przemysł przerobu ludzi na mydło, ale droga do tego haniebnego celu prowadzi przez umysły takich jak Wy, ignorantów, ludzi biernych, chowających się przed życiem i odpowiedzialnością, niewolników wiary, wielbicieli kłamstwa i zwykłych tchórzy. Nie chcę się z Wami tego piekła doczekać.

W tej sytuacji szokuje, że ludzie siedzą spokojnie w domach i godzą się na przemoc, nawet domową, skierowaną na nasze żony czy córki; przemoc, która staje się prawem, która staje się wylęgarnią patologii w stosunku do dzieci i rodzin.

Pozostaje nadzieja, że chociaż ci, którzy jeszcze wiedzą, jak żyć normalnie, w poczuciu odpowiedzialności i ochrony własnego świata, wolnego od przemocy, pójdą na wybory, których PiS nie zdoła sfałszować.

Taką Polskę podpisał nam Andrzej Duda!

To jego podpis widnieje pod każdym aktem odbierania Polakom Polski i sukcesywnego przekazywania jej faszystowsko katolickiej partii PiS.

Dzisiaj za jego kampanią wyborczą stoją nieuczciwe media, potężne i spoza budżetu wyborczego publiczne pieniądze wszystkich instytucji państwa i samorządów, gdzie władzę ma PiS.

Policja dokonuje aktów agresji na opozycję, prokuratura dba o bezkarność przestępców władzy i nie wszczyna postępowań w ponad 300 aferach PiS-u. Cały rząd prowadzi w godzinach służbowych i poza nimi kampanię wyborczą na rzecz Andrzeja Dudy. Trwa bezprawne przekupywanie wyborców kolejnymi pieniędzmi, nie tylko indywidualnie, ale i na inwestycje samorządowe.

Tak wygląda totalna akcja wyborcza organów państwa! Ulica i zagranica!

Zadeklarowani wyborcy Andrzeja Dudy zrywają plakaty innych kandydatów, zaklejają, dokonują rękoczynów i ataków nawet w obecności nic niewidzącej policji.

Wyraźnie widać, że jest przyzwolenie władzy na agresję obywateli w pożądanym celu politycznym.

Nie chcę takiego agresywnego państwa, nie chcę tak wybranego prezydenta mojego kraju.

Wszyscy mogą otrzymać mój głos, ale na pewno nie Andrzej Duda,

idol nieróbstwa i zabawy ludzkimi losami. Człowiek niebywałego braku odpowiedzialności i niesamodzielny krzykacz wiecowy, chory z samouwielbienia, marionetka skompromitowanego państwa kaczyzmu.

Ludzie! Wybory są aktem odpowiedzialności, a nie wbijaniem topora zdrady w plecy narodu!

Adam Mazguła


Roman Giertych: Dlaczego idę na wybory

Roman Giertych

Roman Giertych

Idziemy i rozpoczynamy powolne odbijanie Polski z rąk tych szubrawców, obłudników i łgarzy. Najpierw WyPAD z pałacu, a potem WyPiSujemy ich z parlamentu. Dość!

 

Za tych którzy zginęli bo kogoś w kokpicie naciskano.

Za tych, którzy nie wytrzymali, bo ich opluto.

Za Leppera.

Za tych, którzy przestali wierzyć w Polskę, bo ich zdradzono w Afganistanie lub Iraku.

Za tych, którzy gniją w więzieniach bo ich jak Komendę za Prokuratora Generalnego Kaczyńskiego Lecha oskarżono fałszywie.

Za nauczycieli wyszydzanych.

Za lekarzy podsłuchiwanych.

Za bankrutujących bo ich tarczą zwiedziono.

Za tych, którzy przetarg przegrali bo pisowcowi w łapę nie dali.

Za sędziów od kasty wyzywanych, a którzy jak Strzembosz całe życie Polsce oddali.

Za tych biedaków, którzy zapłacą najwyższą cenę korupcji i niekompetencji gospodarczej.

Za nasze dzieci o fałszywej historii uczone.

I jeszcze z wielu innych powodów.

Idziemy i rozpoczynamy powolne odbijanie Polski z rąk tych szubrawców, obłudników i łgarzy. Najpierw WyPAD z pałacu, a potem WyPiSujemy ich z parlamentu. Dość!

Roman Giertych

PS.

Jeżeli jakiś powód pominąłem teraz to znajdziecie go Państwo w moich książkach, które mają wyborczą promocję w wydawnictwie

www.ecoredonum.pl

 

 


Wybory prezydenckie za granicą. „Czekam na kartę niczym na zbawienie”

Jakub Krupa

Jakub Krupa

Setki lub nawet tysiące Polaków głosujących w wyborach prezydenckich na terenie Wielkiej Brytanii wciąż czeka na karty do głosowania w niedzielnych wyborach prezydenckich i obawiają się, że ich głosy nie dotrą na czas.

Setki lub nawet tysiące Polaków głosujących w wyborach prezydenckich na terenie Wielkiej Brytanii wciąż czeka na karty do głosowania
Fot. Dariusz Frach, thefad.pl

Tysiące Polaków w Wielkiej Brytanii wciąż czeka na karty do głosowania w niedzielnych wyborach prezydenckich. Wielu wyborców obawia się, że w efekcie ich głosy nie zostaną uwzględnione w wynikach pierwszej tury głosowania.

Tegoroczne głosowanie przeprowadzane jest w szalonym tempie po tym, jak ambasady i konsulaty na całym świecie otrzymały rekordowo krótki kalendarz wyborczy, dający im ledwie kilka dni na rejestrację wyborców. Pomimo tych trudności, zgłosiła się rekordowa liczba osób: ponad 380 tys. na całym świecie, z czego blisko 130 tys. w samej Wielkiej Brytanii. To absolutny rekord wśród brytyjskiej Polonii, znacznie powyżej dotychczasowej największej frekwencji w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych (99 tys.).

W efekcie jednak dyplomaci i urzędnicy mieli wyjątkowo krótki czas na przygotowanie i wysłanie rekordowo wysokiej liczby pakietów wyborczych, na które składają się m.in. dwie koperty, instrukcja, zaświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu oraz karta do głosowania.

Wysyłka z konsulatów w Londynie, Manchesterze, Edynburgu i Belfaście zakończyła się – zgodnie z ustawowym terminem – w poniedziałek, ledwie sześć dni przed wyborami.

Zakłócenia w pracy poczty

Jednocześnie brytyjski dostawca pocztowy Royal Mail od tygodni ostrzegał przed zakłóceniami w normalnym działaniu systemu dostaw z powodu trwającej pandemii koronawirusa, podkreślając, że przesyłki mogą być spóźnione.

Początkowo polskie konsulaty na terenie Wielkiej Brytanii oczekiwały zwrotu wszystkich pakietów wyborczych do końca dnia w piątek, 26 czerwca, ale po serii interwencji ze strony mediów i lokalnych aktywistów przedłużono go do zakończenia głosowania w niedzielę.

To oznacza, że wyborcy otrzymali dodatkową szansę przesłania swojego głosu w sobotniej poczcie dostarczanej przez Royal Mail lub za pomocą usług kurierskich nawet w niedzielę. Ze względu na zagrożenie epidemiczne niemożliwe jest osobiste dostarczenie swojego pakietu do odpowiedniej komisji.

Brak kart do głosowania

W czwartek – ledwie cztery dni przed głosowaniem – setki, jeśli nie tysiące osób wciąż jednak nie otrzymały jeszcze swoich kart do głosowania i alarmowały w mediach społecznościowych, że mogą być pozbawione głosu.

– Nie wiem, jak to się stało. Złożyłam wniosek o dopisanie do rejestru wyborców na czas, zachęcałam innych, żeby się rejestrowali, dostałam nawet kilka razy potwierdzenie, ale wciąż niczego nie ma – irytuje się w rozmowie z Deutsche Welle Aleksandra Tomaszewska, która mieszka w Londynie od pięciu lat. – Pracuję z domu, martwię się i jak tylko słyszę jakiś samochód, to biegnę sprawdzić, czy to może moja karta. Dzisiaj przyszły już listy, ale wciąż bez mojego pakietu wyborczego – mówi.

Tomaszewska, która studiuje na jednej z brytyjskich uczelni, podkreśliła, że opóźnienie jest „frustrujące” i „niesprawiedliwe”.

– Tyle się słyszy, że to ważne wybory; że różnice między kandydatami się tak nieduże. Bardzo, bardzo chcę zagłosować, ale nie mogę tego zrobić, skoro nie mam karty – podkreśla. – Mam nadzieję, że przynajmniej w drugiej turze uda się zagłosować. Tylko dlaczego teraz mam zrezygnować ze swojego prawa głosu? Bo Ambasada i organizatorzy nie pomyślała, że poczta nie działa normalnie – mówi z oburzeniem.

„Nie wychodzimy z domu”

W podobnym tonie wypowiada się Patryk Przybylski, który śmieje się, że czeka na dostarczenie przesyłki „niczym na święta Bożego Narodzenia”.

– Teraz trochę się już z tego śmieję, ale nie wychodzimy z domu. Zawsze ktoś jest, żeby odebrać od listonosza, gdyby ktoś się pojawił. To absurdalne – mówi. – Nie myślę o tym jako o jakiejś zaplanowanej akcji, ale to wszystko traci sens. Nie rozumiem, jak mogło do tego dojść, że było tak mało czasu. Jakby to nie była tak ważna kwestia, jak wybór prezydenta Polski, tylko głosowanie na skarbnika klasowego – ironizuje.

Przybylski zaznacza, że problemy z dostarczeniem kart naruszają powszechny charakter wyborów. „Skoro nie dostaję karty na czas lub muszę wydać majątek na to, aby ją odesłać by dotarła w wymaganym terminie”.

Rzeczywiście: osoby, które otrzymały pakiety na początku tygodnia, mogły je odesłać pierwszą klasą za około dwa funty. Wraz ze skracającym się czasem, koszty rosną: gwarantowane doręczenie na następny dzień kosztuje już blisko siedem funtów, a w przypadku dostawy w sobotę – 11 funtów (ponad 55 złotych).

Pozbawieni głosu

– Ktoś nie pomyślał, że jak list dojdzie w ostatniej chwili, to szanse na zwrot na czas są nikłe. Ja pracuję z domu w dość komfortowej sytuacji i mogę pójść go nadać. Trzeba jednak pomyśleć o ludziach, którzy pracują od 9 do 18 i nie będą w stanie w środku dnia pójść na pocztę i stać w kolejce. Można było tego uniknąć, wysyłając to wszystko wcześniej – ocenia Robert Zapalski z Londynu.

Jak tłumaczy, jest „bardzo rozczarowany”. – To będzie pierwszy raz odkąd nabyłem prawa wyborcze, gdy nie zagłosuję. I to nie z mojej winy. To, że urodziłem się z nazwiskiem na Z, to chyba moje nieszczęście, gdyby okazało się, że wysyłali te karty alfabetycznie. – kpi Zapalski. Zaskakuje go brak opcji osobistego zwrotu głosu. – Rozumiem zagrożenie epidemiczne i dlaczego zdecydowano się na głosowanie korespondencyjne, ale w takiej sytuacji, jaka jest różnica pomiędzy setkami kurierów, którzy mogą podjechać w niedzielę, a ludźmi, którzy przyszliby tylko wrzucić swoje koperty? – pyta.

Dodatkowy problem dotknął kilka tysięcy osób, które zarejestrowały się na majowe odwołane wybory prezydenckie. W wyniku niestabilnie działającego systemu rejestracji wyborców nie udało im się skutecznie potwierdzić zgłoszenia na głosowanie korespondencyjne w czerwcu. Według oficjalnych danych taka sytuacja może dotyczyć nawet kilku tysięcy osób.

Faworytem (na razie) Trzaskowski

Wyniki z Wielkiej Brytanii spodziewane są w powyborczy poniedziałek lub wtorek. Faworytem jest kandydat opozycyjnej Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski.

W przeszłości brytyjska Polonia często zaskakiwała analityków, głosując w niespodziewany sposób. W wyborach prezydenckich z 2015 roku w pierwszej turze wygrał Paweł Kukiz, uzyskując ponad 50 proc. wszystkich głosów. W drugiej turze kandydat Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Duda pokonał urzędującego Bronisława Komorowskiego.

W ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych Polacy na Wyspach zdecydowanie poparli Koalicję Obywatelską przed Lewicą, a rządzące Prawo i Sprawiedliwość znalazło się dopiero na trzecim miejscu.

Pomimo rekordowej frekwencji w tym roku, zdecydowana większość populacji Polaków w Wielkiej Brytanii – szacowanej na 900 tys. osób – nie bierze udziału w wyborach.

 

REDAKCJA POLECA

 


Rafał Sulikowski. Wybory prezydenckie 2020: dlaczego oddam głos na Szymona Hołownię?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

W sumie to mój kandydat, nie widziałem jeszcze żadnej ikonki negatywnej pod postami, relacjami ze spotkań i przede wszystkim ta energia, wola zmian i wyraźne przywództwo, przede wszystkim chęć rozmowy ze wszystkim, bez odwetu i zemsty, bez grożenia więzieniem obecnej władzy

 

Aby przejść do sedna powiem tak: to nie tylko kandydat z mojego pokolenia (rocznik 1976, nazywane niekiedy słusznie czy nie pokoleniem JPII, mniejsza z tym); to nie tylko najbardziej barwny, wbrew pozorom bardzo wyrazisty kandydat, z wizją, z zapałem, pełen poczucia humoru (o tym za moment); młody przedstawiciel pokolenia, którego rodzice powoli odchodzą na emeryturę (z wyżu powojennego), powoli oddają władzę, stopniowo się wycofują, a roczniki 60-te nie są tak barwne, jak wcześniejsze czy późniejsze, ponieważ był to niż demograficzny i dopiero mniej więcej od połowy lat 70-tych następuje wtórny wyż (wtedy rodziny zakładały roczniki tużpowojenne), którego zadaniem było kontynuowanie kompletnej odbudowy Polski po wojnie. Ale mniejsza z demografią, choć ciekawie też na to tak spojrzeć.

Myśmy, gdy nastąpiły pierwsze częściowo wolne wybory 4 czerwca 1989 byli w szóstych klasach i nie tylko piliśmy colę, słuchali Jacksona, ale także – przynajmniej ja i z mojej klasy – uczestniczyli w przemianach, czytałem już wtedy gazety, “Dziennik Polski”, “Krakowską” czy niezapomniane “Echo Krakowa” (popołudniówka, świetnie wtedy redagowana), myśmy chodzili na msze rocznicowe i patriotyczne, uciekali przed ZOMO, pałami i armatkami wodnymi.

Lecz nadal nie to jest najważniejsze – mówiono nam, że po socjalizmie, który nie sprawdza się w ekonomii, musi wrócić albo nadejść nowa fala kapitalizmu; że jest to jedyna alternatywa dla komunizmu; że jak nie sprywatyzujemy całego kraju, to zbankrutujemy; że tylko prywatna edukacja, prywatna służba zdrowia i w ogóle wszystko prywatne działa; że w prywatnych firmach, których wysyp nastąpił w ostatniej dekadzie XX wieku będą uczciwe, wysokie, godne zarobki; że będziemy w 2015 roku latać na księżyc na wycieczki; tymczasem to PiS odleciał kompletnie na księżyc i to chyba nie ten ziemski.

To jeszcze nie jest sedno; nie jest nim to, że Hołownia jest jedynym kandydatem apolitycznym, bo polityką przecież się zajmuje i będzie musiał się zająć; ale w jego wydaniu polityka wraca do źródeł – “dbanie o rzeczy wspólne, czyli właśnie res publica”, publicum bonum; służenie tym, którzy służą; dbanie o najsłabszych, którzy w kapitalizmie zbiednieli; ale także wzmacnianie silnych graczy, jeśli grają uczciwie i nie są egoistami.

Bo Szymon rzeczywiście nie ma ani zaplecza, ani doświadczenia politycznego. Lecz nie jest to jego słabość, lecz ukryta siła; to kandydat jako jedyny na luzie i z humorem. Proszę, oto kwiatki z wystąpienia wyborczego w Sierpcu: “wiecie, jak jest w rodzinach – wujek już się śpieszy na pociąg do Pacanowa, a ciocia ze stanem przedzawałowym czeka godzinę na pogotowie”; “chcecie most? Będziecie mieć most? Chcecie kosmodrom? Obiecają wam kosmodrom i żeby jeszcze metro tam jeździło, nie ma sprawy…”; “oczko lewe, oczko prawe, a może jeszcze strumyczek i staw dookoła”; “na nas nie da? ale na mnie da; nie da się? może u was się nie da”; humor z wczoraj przebijał najlepsze kabarety polskie z Pietrzakiem na czele; proszę, wejdźcie sobie na Fb na wystąpienie z 15.06 z Sierpca, to można się ze śmiechu popłakać (wszystko jest archiwizowane), to po prostu jest nieprawdopodobny refleks, intelekt, obycie, ogłada, humor miłujący, a nie ironia, to nie jest wyśmiewanie, ale mówienie prawdy, mówienie jak jest tak, aby coś zmienić, a nie “walenie prawdą jak nabojami z rewolweru”.

Hołownia mówi dosłownie niemal o wszystkim; słuchając go mam wrażenie, że on ogarnia o wiele więcej niż wszyscy pozostali kandydaci razem wzięci, że potrafi – później z pomocą doradców – naprawdę ogarnąć – jak to się mówi – niemal wszystko; nie ucieka wcale od drażliwych pytań, jak to zadane dziś w Toruniu o konkordat – mówi, że sam w sobie teoretycznie konkordat zły nie jest, bo jak z każdym państwem, tak i z Watykanem Polska winna mieć dobre relacje, złe jest jego wykorzystywanie opacznie w praktyce, złe jest nadawanie tej jednej relacji jakiegoś wyróżnionego miejsca w zbiorowej wyobraźni politycznej.

Hołownia mówi i o konkretach – od infrastruktury począwszy na symbolice zbiorowej kończąc, ale i ogólnie, o tym, że w Polsce wcale teraz dobrze się nie żyje (zależy komu i gdzie), że postępuje rozwarstwienie społeczne, że mamy dziki kapitalizm, ale pomieszany z jakąś absolutyzacją i centralizacją władzy, że mamy w Polsce co najmniej dwie “szare eminencje”, które pociągają na styku polityki, religii i biznesu za sznurki, że jednocześnie wracają niekiedy poronione pomysły PRL czy że następuje upartyjnienie polityki jak za najgorszych czasów “I sekretarzy KC”.

I naprawdę, zanim stwierdzisz, że “on nie ma szans”, weź poczytaj jego bogaty program tego, co w Polsce należy zrobić w ogóle, co było “na wczoraj” oraz co jest do zrobienia natychmiast, najpierw posłuchaj na fejsie chociaż ostatnich wystąpień, zanim powiesz “on nie ma szans”. I nie jest prawdą, że nie ma prawa przyznawać się publicznie do wyznawanych poglądów także religijnych, że jest “ukrytym fundamentalistą” (to, że jest przeciw legalizacji związków jednopłciowych nie znaczy, że je dyskryminuje -to są naprawdę dwie różne rzeczy), bo akurat on reprezentując kościelną centro-lewicę, dotychczas nieobecną, nie pójdzie w przyszłym, nieuniknionym konflikcie przyszłych władz z Kościołem zbyt daleko, czego obawiałbym się po na przykład Robercie Biedroniu; prawda jest taka, że na skrajnych hasłach lewicowych nie da się zbudować szerokiego ruchu zmian i że sprawa tego, co się brzydko nazywa “LGBT” jest tylko jedną z tysięcy spraw do załatwienia, nie jest to sprawa gardłowa, takie związki w PRL także były (np. gejem był pisarz Jarosław Iwaszkiewicz, a prowadził Związek Literatów Polskich w latach 70.) i nikomu nic się nie działo, są i będą, ostatecznie ja też nie mówię w sklepie, że jestem stuprocentowym hetero, bo kogo to powinno obchodzić? I nie ma co robić z tego jedynej, głównej sprawy do załatwienia, bo przysłoni to nam inne, nawet ważniejsze prawa innych mniejszości – kalek, ciężko chorych, ludzi upośledzonych umysłowo, psychicznie i nerwowo chorych, praw dzieci, kobiet, pracowników, praw zwierząt, etc. Tak, że wcale nie jest to lawirowanie, tylko stopniowe zmiany w mentalności, które się dokonają, ale których nie da się ani się nie powinni sztucznie przyspieszać, jak czyni to skrajna lewica. Ludzie skrajności nie lubią jako społeczeństwo – tak już ono działa i tak powinno pozostać.

W sumie to mój kandydat, nie widziałem jeszcze żadnej ikonki negatywnej pod postami, relacjami ze spotkań i przede wszystkim ta energia, wola zmian i wyraźne przywództwo, przede wszystkim chęć rozmowy ze wszystkim, bez odwetu i zemsty, bez grożenia więzieniem obecnej władzy (chybachyba że udowodni się komuś złamanie prawa), bez “TKM”-ów, jak to było wcześniej.

Trzeba rozmawiać ze wszystkimi, nawet z tymi, którzy z nami nie chcą albo nie potrafią spokojnie porozmawiać.

Oczywiście, każdy kandydat opozycyjny, który wejdzie do II tury będzie bezcenny, lecz mam cichą nadzieję, że tę drogę między PO-PiS-em, tą “trzecią”, a może czwartą i piątą drogę proponuje jak na ten moment jedynie opisany tutaj krótko kandydat niezależny, niesplamiony układami, nieobciążony polityczno-partyjną przeszłością, obojętnie czego by ona nie dotyczyła.

Jest to powiew świeżości, jakiś nowy kapitał społecznej energii, której nie widzę jak dotąd niestety nie tylko u Dudy – co oczywiste, ale także – powtarzam niestety – u innych kandydatów, może w minimalnych
dawkach. Bo tu trzeba mieć to “coś”. I moim zdaniem Szymek to właśnie szczęśliwie posiada.

Szymon Hołownia, na Ciebie głos oddam!

Rafał Sulikowski

 

 


Zachodnia prasa pisze o kontrowersjach wokół wizyty Dudy w USA tuż przed wyborami

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Dzienniki „Die Welt” i „Der Tagesspiegel” piszą o kontrowersjach wokół wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA tuż przed wyborami.

Jak pisze w środę (24.06.2020) korespondent dziennika „Die Welt”, „nie każdy kandydat na prezydenta dostaje tak prominentne wsparcie w kampanii wyborczej, jak Andrzej Duda”. I podkreśla jednocześnie, że „żaden inny czołowy polityk europejski nie utrzymuje tak przyjaznych relacji z prezydentem USA Donaldem Trumpem, jak Duda”.

„Od dawien dawna Polska utrzymuje szczególne stosunki z USA, ale za Trumpa Warszawa awansowała do roli ulubionego partnera Białego Domu. Z nikim innym w Europie Trump nie jest tak zgodny, jak z polskim narodowym konserwatystą, czy to chodzi o odrzucenie gazociągu Nord Stream 2, czy też krytyczne stanowisko w sprawie migracji. Dlatego właściwie obserwatorzy nie powinni się dziwić, że w środę Trump znów przyjmie polskiego kolegę w Waszyngtonie. A jednak moment wizyty jest nietypowy, a nawet kontrowersyjny” – dodaje korespondent dziennika Philipp Fritz, przypominając o niedzielnych wyborach prezydenckich.

Nie tylko zdjęcie, ale i żołnierze

Według gazety Duda „jest pod presją”, bo opozycji udał się manewr zmiany kandydata, który zdołał odwrócić niekorzystną tendencję w sondażach. „W drugiej turze 12 lipca będzie się liczyć każdy głos. W tej sytuacji ingerencja Trumpa ma szczególną wagę. Albowiem stosunki z USA są w Polsce ponadpartyjnie uważane za szczególnie ważne. Trump jest, inaczej niż w Niemczech, lubianym mężem stanu, a fotografia na tle Białego Domu przynosi punkty w wyborach” – pisze „Die Welt”.

Zauważa, że do wizyty Dudy w USA dochodzi tuż po zapowiedzi wycofania 9500 żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Niemczech. Część z nich może zostać przeniesiona do Polski. Obaj prezydenci mogą ogłosić nowe szczegóły w tej sprawie. Krążą też pogłoski o możliwych inwestycjach USA w Polsce. „A zatem Duda nie tylko uśmiechałby się przed kamerami, ale mógłby wrócić do Warszawy z konkretnymi rezultatami, które duża część elektoratu uzna za jego zasługę.”

Niemiecka gazeta pisze o informacjach „Dziennika Gazety Prawnej”, że do Polski ma przyjechać nawet do dwóch tysięcy żołnierzy amerykańskich, z których część zostałaby przeniesiona z Niemiec. Plany zakładają też przebazowanie z RFN do Polski około 30 amerykańskich F-16. „To byłby afront wobec niemieckiego rządu” – pisze „Die Welt”.

Tagesspiegel: Trump na ratunek

Także berliński dziennik „Der Tagesspiegel” ocenia w środę, że „kilka tysięcy żołnierzy USA ma zapewnić reelekcję Andrzejowi Dudzie”. „Gdzież jeszcze są politycy, którzy liczą na to, że latem 2020 roku zdjęcie z Donaldem Trumpem poprawi ich szanse wyborcze?” – pisze dziennikarz gazety Christoph von Marschall. Dodaje, że w sytuacji, gdy najgroźniejszy rywal urzędującego prezydenta, Rafał Trzaskowski dogania go w sondażach przed niedzielnymi wyborami, „Duda woli zainwestować dużą część pozostałego czasu kampanii w dwa długie loty do Waszyngtonu i z powrotem oraz wizytę w Białym Domu, niż w prowadzenie kampanii w Polsce”.

Von Marschall ocenia, że zapewne dopiero wyniki wyborów pokażą, który temat kampanii zainteresował Polaków. Założenie, że będzie to stosunek do mniejszości seksualnych już się nie potwierdziło. Według sondażu tematem LGBT interesuje się jedynie 8,8 procent wyborców. Ważniejsze dla nich sprawy to sytuacja gospodarcza po pandemii koronawirusa, zagrożenia dla zdrowia, pedofilia w Kościele, jak również rosnące ceny, środowisko i klimat – relacjonuje „Der Tagesspiegel”.

Autor zastanawia się też, co rzeczywiście Trump może obiecać Polsce w sprawie obecności wojskowej. Były dowódca sił USA w Europie generał Ben Hodges zwraca uwagę, że zapowiadając wycofanie części żołnierzy stacjonujących w Niemczech, Trump mówił o ich „powrocie do domu”, a nie przeniesieniu do innego kraju.

Według dziennika Trump może „ogólnie ogłosić gotowość do zwiększenia obecności wojskowej USA w Polsce, nie mówiąc jakich sił to dotyczy i kiedy miałoby nastąpić. Im bardziej mgliste sformułowanie, tym mniej będzie pytań, jak zamierza wypełnić tę obietnicę” – pisze „Der Tagesspiegel”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Krzysztof Skiba: Kandydat spod budki z PiSem

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Tonący BRZYDKO się chwyta. I to by się nam sprawdzało w tej kampanii. Policja już nie udaje, że reprezentuje demokratyczne państwo. Brutalnie zatrzymywane są osoby, które demonstrują na ulicy sprzeciw wobec kandydatury Andrzeja Dudy. Duda też coraz bardziej nerwowy. Na wiecach już nie przemawia, a krzyczy. Z dnia na dzień krzyczy coraz głośniej. Zdaniem psychologów osoba podnosząca głos, to ktoś, kto nie jest pewny swoich racji, chce dominować i krzykiem zagłuszyć oponentów. Krzykiem nie da się zagłuszyć smutnej prawdy o tej wyjątkowo słabej prezydenturze

 

Dawno temu Stanisław Jerzy Lec napisał, że „tonący BRZYDKO się chwyta”. I to by się nam sprawdzało w tej kampanii. Policja już nie udaje, że reprezentuje demokratyczne państwo. Brutalnie zatrzymywane są osoby, które demonstrują na ulicy sprzeciw wobec kandydatury Andrzeja Dudy.

Sebastian Pawłowski jeździł po Trójmieście busem z napisem „Wolę w szambie zanurkować niż na Dudę zagłosować”. Został zatrzymany w Gdańsku przez policję. Skuto go kajdankami i przewieziono na komisariat w Oliwie. Tam kazano mu się rozebrać do naga. Zrobiono rewizję osobistą i przesłuchiwano wiele godzin. Grożą mu trzy lata więzienia za „obrazę głowy państwa”. Zatrzymano też osobę, która była pasażerem w busie i usiłowano na niej wymóc obciążające zeznania.

W Wejherowie Longin Skrzypiński zorganizował legalną demonstrację przeciwko Dudzie. W trakcie manifestacji on i jego żona zostali zaatakowani przez zwolenników PiS. W trakcie szarpaniny jedna z atakujących kobiet rzekomo zgubiła złoty łańcuszek. Policja zrobiła nalot na mieszkanie Skrzypińskich bez wymaganych nakazów pod pretekstem „kradzieży łańcuszka”. Takich spraw jest o wiele więcej. To już metody zastraszania w prawdziwie ubeckim stylu.

Tymczasem sam prezydent Duda też coraz bardziej nerwowy. Na wiecach już nie przemawia, a krzyczy. Z dnia na dzień krzyczy coraz głośniej. Zdaniem psychologów osoba podnosząca głos, to ktoś, kto nie jest pewny swoich racji, chce dominować i krzykiem zagłuszyć oponentów. Krzykiem nie da się zagłuszyć smutnej prawdy o tej wyjątkowo słabej prezydenturze.

Może ktoś prezydentowi źle doradził? Że krzykiem wzmocni swój wizerunek „silnego przywódcy”. To w tym wypadku niewykonalne. Bo silny to jest pewien starszy pan z Nowogrodzkiej, który stoi za plecami pana Dudy. A sam Duda jest przez niego ugniatany jak plastelina i o żadnej sile nie można tu mówić.

Z kręgu szanowanych prawników Adrian po wielokrotnym złamaniu konstytucji został wykluczony już dawno. Wstydzi się go nawet jego były mentor i promotor pracy doktorskiej profesor Jan Zimmerman. Tymczasem czas chyba wykluczyć pana Dudę także z kręgu osób po prostu kulturalnych. Prezydent kraju mimo ostrej walki wyborczej powinien trzymać jednak jakiś fason.

Nazywanie Tuska cykorem, mówienie, że Trzaskowski jest „niezrównoważony”. Dodajmy do tego wypowiedzi pachnące antysemityzmem oraz te, które odmawiają człowieczeństwa środowiskom LGTBQ, uzupełnijmy to o słynne głupie miny prezydenta i wypowiadane niby żarty, a stworzy nam się obraz kandydata, który bardzo obniżył loty, który chce wygrać za wszelką cenę, który wydaje się być nie tylko zagubiony i bez klasy, ale po prostu słaby jak flak po przekłutym balonie. Tak kończy kandydat, który wybrał wspinaczkę po drabince populizmu.

Mówiono nam abyśmy szanowali prezydenta Dudę, bo w poprzednich wyborach głosowało na niego ponad pięć milionów Polaków. Tak, taki wyniki budzi respekt, ale czy szacunek? To nie jest przecież prezydent tych milionów, którzy na niego głosowali. To jest prezydent JEDNEGO człowieka. Pana Prezesa. Znanego Kolekcjonera Kotów z Żoliborza. To on go wybrał i namaścił. Bez Prezesa Andrzej Duda nadal grałby w trzeciej lidze, a Agata nie mieszkała w pałacu, tylko uczyła niemieckiego za marną nauczycielską pensję.

Prezydent powinien jednoczyć wspólnotę Polaków, tymczasem Duda ku uciesze Prezesa rozbiją ją jak szklankę z bimbrem na Sylwestra.

Kiedyś mówiło się o ludziach „spod budki z piwem”. I od razu było wiadomo, o jakie wykwintne towarzystwo chodzi. Dziś mamy kandydata spod budki z PiSem. I mam wrażenie, że różnice są niewielkie.

Krzysztof Skiba

 

Całą płytę można już ściągnąć KLIKAJĄC TUTAJ >>>

 

Jurek Owsiak już przeczytał! A ty?

„Skiba ciągle na wolności” czyli ponad 500 stron barwnych historii o polskim rocku, trasach Big Cyca, kulisach Lalamido, organizacji nielegalnych happeningów, więzieniu w czasach PRL, o kretynizmach show biznesu i o tym jak optymistycznie i z uśmiechem iść przez życie.

Uwaga! Okazja!

Takich cen jeszcze nie było! W związku z pandemią Wydawnictwo SQN RADYKALNIE obniżyło ceny książek. Zamówienia pod tym linkiem: „Skiba ciągle na wolności”