14 czerwca 1940 pierwszy masowy transport więźniów został skierowany do Auschwitz

Monika Sieradzka

Monika Sieradzka

Niemcy niewiele wiedzą o polskich ofiarach Auschwitz i o polityce niemieckiech okupantów w Polsce. Historyk Jochen Boehler mówi w rozmowie z Deutsche Welle, że wiedza o zbrodniach na Polakach jest „całkowicie wypierana” ze świadomości.

Załadunek więźniów do wagonów. Dworzec kolejowy w Tarnowie, 14 czerwca 1940. Fot. wikipedia

„Moja kochana Halusiu, od 14.VI. znajduję się w obozie koncentracyjnym Auschwitz, jestem zdrowy, czuję się dobrze”, pisze Tadeusz Korczowski, więzień nr 373, do swojej narzeczonej. Korespondencja odbywa się po niemiecku i pozostaje pod ścisłą kontrolą obozowych funkcjonariuszy SS. 26-latek pisze więc o „pięknej pogodzie w Auschwitz” i tylko gdzieś między wierszami przemyca informację, że zostanie tu raczej „dłużej”.

Wraz z nim do Auschwitz dotarł 19-letni Janusz Pogonowski, zarejestrowany jako więzień nr 253 pod fałszywym nazwiskiem Jan Skrzetuski. Z powojennych zeznań świadków wynika, że od początku zaangażował się w obozowy ruch oporu. Gdy w 1943 roku wraz z 11 innymi więźniami został skazany na karę śmierci przez powieszenie, czekając na egzekucję ze sznurem na szyi, kopnął stołek, na którym stał. Powiesił się sam, decydując o momencie swojej śmierci, zamiast czekać, aż zrobi to kat. Akt zgonu mówi o „nagłej śmierci wskutek ataku serca”.

Początki obozu

Korczowski i Pogonowski należeli do pierwszej grupy więźniów przybyłych do nowo utworzonego obozu, powstałego w budynkach byłych koszar. Wizytując wiosną 1940 różne lokalizacje istniejących i potencjalnych obozów koncentracyjnych, szef SS Heinrich Himmler przypisał Auschwitz szczególne znaczenie. Sieć połączeń kolejowych gwarantowała łatwość w transportowaniu ludzi z różnych zakątków Polski i Europy.

W maju 1940 roku SS-mani przygotowujący obóz sprowadzili z obozu Sachsenhausen 30 niemieckich kryminalistów, którzy w Auschwitz awansowali na kapo i nadzorców. To oni sprawowali nadzór nad grupą 728 Polaków, w tym 200 polskich Żydów z pierwszego transportu. Trzy czwarte pierwszej grupy więźniów stanowili mężczyźni w wieku poniżej 30 lat. Wszyscy zostali deportowani z więzienia w Tarnowie, dokąd od kilku tygodni sprowadzano ludzi z łapanek, posterunków gestapo i innych zakładów karnych.

Pierwsi więźniowie

– Wielu z nich wpadło w ręce Niemców w pociągach, którymi próbowali się przedostać przez Słowację do tworzących się we Francji polskich oddziałów wojskowych – wyjaśniał Piotr Setkiewicz, kierownik Centrum Badań Muzeum Auschwitz-Birkenau podczas debaty w Instytucie im. Witolda Pileckiego w Berlinie, poświęconej pierwszym więźniom Auschwitz. – W pierwszym transporcie byli członkowie ruchu oporu, lokalne elity, w tym lekarze, prawnicy, inżynierowie. Byli też uczniowie i studenci aresztowani w łapankach w przededniu święta 3-go maja, bo Niemcy obawiali się, że tego dnia polskie podziemie będzie organizować obchody.

Rodzina Piotra Setkiewicza pochodzi z Oświęcimia. W obozie zginął jego stryjeczny dziadek, a babcia była pracownicą cywilną w tutejszym koncernie chemicznym IG Farben. – Gdy chodziłem do szkoły, nie miałem świadomości wyjątkowości tego miejsca. To się zmieniło, gdy zacząłem tu pracować – przyznaje historyk. Pamięta opowieści babci: – Słyszała krzyki i muzykę dobiegającą z obozu. Widziała dym i płomienie. Jednak tutejsi mieszkańcy byli odizolowani od obozu – przypomina.

W swojej pracy regularnie spotyka się z brakiem wiedzy zwiedzających o polskich ofiarach obozu, jak również w ogóle o polskim udziale w wojnie. – Wielu odwiedzających muzeum nie ma nawet pojęcia, że Polacy walczyli po stronie aliantów – mówi.

Niewielka wiedza o polskich ofiarach

– W Niemczech wiedza o okupacji Polski praktycznie nie istnieje – podkreśla historyk Jochen Boehler z uniwersytetu w Jenie w rozmowie z Deutsche Welle. Obserwuje to we wszystkich grupach społecznych, bez względu na wykształcenie, jak również w pracy ze studentami. – Podczas seminariów na ten temat musimy zaczynać dosłownie od zera – mówi. Powodem nie jest jego zdaniem brak źródeł, bo materiały na ten temat „wypełniają kilometry regałów”, problem jednak w tym, że „w szkołach nauka o zagładzie Żydów odbywa się w oderwaniu od kontekstu”.

– A ten kontekst to jest właśnie niemiecka okupacja w Polsce. Jej celem od 1941 roku było także mordowanie Żydów na polskiej ziemi. Polscy Żydzi stanowili przed wojną 10 procent ludności Polsk. A ich niemal całkowite wymordowanie, to tragiczna kulminacja niemieckich zbrodni w Polsce. Jednak świadomość o tym, że także w pozostałej części społeczeństwa były miliony ofiar, jest w Niemczech całkowicie wypierana – twierdzi historyk. W 2011 wielu jego rodaków było wzburzonych książką o zbrodniach niemieckich wojsk w Polsce.

– Moja książka prezentowała tezę, że niszczycielska wojna rozpoczęła się w Polsce od pierwszego dnia wojny. Dla wielu to było zaskoczenie, bo w Niemczech nic nie wiedziano na temat zbrodni Wehrmachtu we wrześniu 1939 roku” – mówi historyk.

– Unikatowe zjawisko w europejskiej historii – tak historyk określa polskie państwo podziemne. Dodaje, że także na ten temat, pomimo całej wyjątkowości, wiedza jest minimalna. Za „tragizm polskiego państwa podziemnego” uważa fakt, że jego „hiobowych wieści” na temat niemieckich zbrodni, w tym na temat zagłady Żydów, świat nie chciał słyszeć. Raportów dostarczali między innymi rotmistrz Witold Pilecki, który dobrowolnie trafił do Auschwitz, by zbierać tam informacje na temat zbrodni, jak również kurier polskiego podziemia Jan Karski, który rozmiar niemieckich zbrodni przedstawił między innymi podczas osobistego spotkania z prezydentem Roosveltem w 1943 roku.

Witold Pilecki
Witold. Pilecki (ur. 13 maja 1901 w Ołońcu, zm. 25 maja 1948 w Warszawie) – rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, żołnierz Armii Krajowej, więzień i organizator ruchu oporu w KL Auschwitz. Autor raportów o Holocauście, tzw. Raportów Pileckiego. Oskarżony i skazany przez władze komunistyczne Polski Ludowej na karę śmierci, stracony w 1948. Unieważnienie wyroku nastąpiło w 1990. Pośmiertnie, w 2006 otrzymał Order Orła Białego, a w 2013 został awansowany do stopnia pułkownika. Fot. wikipedia

Strażnicy pamięci

Zachowanie pamięci o ofiarach Auschwitz, w tym o zamordowanych tu Polakach, to niekończąca się misja archiwistów i konserwatorów Muzeum Auschwitz-Birkenau. Właśnie zaktualizowano listę pierwszego transportu. Z 728 więźniów przywiezionych do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku 325 przeżyło obóz, 292 osoby zmarły w obozie, a los 111 osób nie jest znany. Odtwarzanie osobistych losów odbywa się głównie na podstawie dokumentów dostarczanych przez krewnych. Większość obozowej dokumentacji SS-mani zniszczyli w celu zatarcia śladów.

Ostatnio Muzeum Auschwitz-Birkenau apelowało o wsparcie finansowe. Zamknięcie dla odwiedzających z powodu restrykcji związanych z pandemią koronawirusa nadwyrężyło budżet placówki.

Jednak prace trwają nadal, jak podkreśla dyrektor Piotr Cywiński. – Przy pracach konserwatorskich każdy obiekt jest brany do ręki, czyszczony, przeglądany, wzmacniany. Zdarza się, że wówczas odnajdywane są jakieś informacje, które umknęły oku wcześniejszych pokoleń muzealników. Cały czas trwa analiza i poszukiwanie szczegółów w zachowanych archiwalnych dokumentach – mówi. Historię tego miejsca chce opowiadać poprzez pojedyncze losy, które często mówią więcej niż wielkie liczby.

– Wielka historia Auschwitz składa się z ponad miliona trzystu tysięcy historii indywidualnych. Wielkiej historii nic już zasadniczo nie zmieni, ale trwają nadal, mimo upływu czasu badania nad dziejami poszczególnych ofiar i więźniów”, podkreśla Cywiński.

 

REDAKCJA POLECA

 


Marcin Zegadło: Zło, które sieje Andrzej Duda z całą pewnością zbierze swój plon

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Zło, które sieje Andrzej Duda z całą pewnością zbierze swój plon. Wiem, gdzie stoi Andrzej Duda i że zrobiło się wokół niego wyjątkowo brunatno. Złem bowiem będzie odwrócenie wzroku od tych, którym odmawia się praw, które są im przynależne z racji tego, że są ludźmi - praw człowieka.

 

Skoro Prezydent RP uważa, że LGBT to nie są ludzie, tylko ideologia i mówi to podczas wiecu wyborczego, broniąc osła Żalka (to nie literówka) głoszącego ten sam pogląd w programie, z którego Żalek wyleciał na pysk to ja, wobec tego uważam, że w sposób otwarty i bezpośredni, Andrzej Duda popycha tych, którzy gotowi są mu zaufać do tego, aby czynili zło.


Złem bowiem będzie odwrócenie wzroku od tych, którym odmawia się praw, które są im przynależne z racji tego, że są ludźmi – praw człowieka.

Zło, które sieje Andrzej Duda z całą pewnością zbierze swój plon, tak jak zebrało wszędzie tam, gdzie jak pisze Hannah Arendt, pisząc o Trzeciej Rzeszy, zło straciło tę cechę, po której większość ludzi je rozpoznaje, mianowicie – przestało być pokusą.

W przypadku Polski, w roku 2020, zło znajduje swoich reprezentantów i funkcjonariuszy w ludziach sprawujących w tym kraju władzę. A to zawsze jest jakiś upadek. Czasami, jak w Trzeciej Rzeszy, wydarza się on w bunkrze pod Kancelarią nazistowskiego państwa. W Polsce ten upadek następuje na wiecu wyborczym kandydata Prawa i Sprawiedliwości na urząd prezydenta RP.

To wszystko jest niebezpieczne dlatego, że dotyczy mniejszości. Mniejszości, która w normalnie funkcjonującej demokracji powinna być w sposób szczególny chroniona przed większością. A potrzeba tej ochrony wynika z tego, że jak twierdził Marek Edelman, taka jest natura człowieka, że nie widzi tego, co go nie dotyczy.

Nie wiem, co miał na myśli Kaczyński mówiąc lata temu, że jego polityczni przeciwnicy są tam gdzie kiedyś stało ZOMO. Obawiam się natomiast, że wiem, gdzie stoi Andrzej Duda i że zrobiło się wokół niego wyjątkowo brunatno i przyznam szczerze, że martwi mnie, jakie nad jego głową łopoczą sztandary.

Marcin Zegadło

 

 


Bartek Sabela: Funkcjonariusze czekają na mnie przed apteką. Zarzuty: kradzież z włamaniem. „A to pan ten dziennikarz? No tak, polityka”

Bartek Sabela

Bartek Sabela

Funkcjonariusze czekają na mnie przed apteką. Mówią, że jestem zatrzymany. Zarzuty: kradzież z włamaniem, kodeks karny, ścigane z urzędu, grubo, żartów nie ma. Czego kradzież i do czego włamanie, policjantom już trudno powiedzieć. Wszystko kulturalnie. A to pan ten dziennikarz? No tak, polityka. Kilka głupich pytań i równie głupich odpowiedzi oraz uśmiechów wzajemnego zrozumienia. Wszyscy wiemy w czym bierzemy udział.

Zaraz, zaraz czyli jak to było? Że nie ma wolności bez solidarności, tak?

Ok, to najpierw o pierwszym.

Funkcjonariusze czekają na mnie przed apteką. Wychodzę z lekami dla dziecka, przede mną siedmiu rosłych panów prezentuje legitymacje. Mówią, że jestem zatrzymany i uprzejmie zapraszają do auta. Musieli mnie obserwować, iść za mną.

Wybieramy spacer, bo ja z psem, idziemy do mojego domu. Panowie są uprzejmi, pozwalają opuścić mieszkanie żonie i mojemu sześciotygodniowemu synkowi, pozwalają wezwać sąsiada i prawnika. A potem przeszukanie. Czego szukają w zasadzie nie wiadomo, „dowodów przestępstwa i narzędzi użytych do jego popełnienia”. Zarzuty: kradzież z włamaniem, kodeks karny, ścigane z urzędu, grubo, żartów nie ma. Czego kradzież i do czego włamanie, policjantom już trudno powiedzieć.

Siedmiu panów bierze się do pracy: szafki, szafeczki, szuflady, schowki, pudełka, kartony, ubrania. Kuchnia, pokój, przedpokój, sypialnia. Wszystko. Potem jeszcze piwnica. I auto. Po dwóch godzinach kończą, zabierając kamerę, nośniki elektroniczne, 1000pln znalezione w szafce, nawigację z auta, telefony, karty pamięci. I czapkę z daszkiem. Tak, czapka z daszkiem to główny dowód w tej sprawie. W kajdankach prowadzą do auta, pozwalają się pożegnać z żoną, przepraszają za najście.

Pod Komendą Stołeczną Policji czeka już TVP.INFO. Potem dowiem się, że moja znajoma była świadkiem tego jak jeden z funkcjonariuszy przekazywał moje dane osobowe „dziennikarzom” TVP. O 19.30 jest już materiał włącznie z paskiem na dole. Gdy mnie przyjmowano na KSP, moja koleżanka była tam już od 24h.

Tymczasem wstępne czynności, rewizja osobista, papiery i głupie pytania. I wstyd i zażenowanie, które widzę na twarzach funkcjonariuszy, słyszę w ich słowach. Wiedzą, że biorą udział w politycznej farsie. Jeden z nich, wyższy rangą, powie następnego dnia, prowadząc mnie na przesłuchanie: teraz wszystko w rękach boga i partii, proszę pana. Ale to nazajutrz, na razie policjantom przypomina się, że moja żona również ma auto, którego nie przeszukali. Więc znów kajdanki, znów wycieczka przez miasto, znów groteskowe przeszukanie i powrót na Komendę Stołeczną. I cela.

Cela w Policyjnej Izbie Zatrzymań jest całkiem ok, materac, koc, prześcieradło, nawet czysto. Jak chcę wyjść do łazienki to dzwonię przyciskiem, przychodzi funkcjonariusz, prowadzi do toalety. Wszystko kulturalnie. A to pan ten dziennikarz? No tak, polityka.

Tylko noc trwa cholernie długo. W zasadzie trudno powiedzieć, kiedy noc, a kiedy już dzień, bo cele są w piwnicy a pomieszczenie cały czas oświetlone mocnym światłem jarzeniówki. Koniec spania wyznacza pobudka, zabierają materac i koc, w zamian dają kubek potwornie słodkiej herbaty i starą kromkę chleba z pasztetową.

Przesłuchanie zaczyna się o 14 i trwa może dziesięć minut. Po to spędziłem noc na komisariacie. Kilka głupich pytań i równie głupich odpowiedzi oraz uśmiechów wzajemnego zrozumienia. Wszyscy wiemy w czym bierzemy udział. Dalej odciski palców, zdjęcia, lewo, prawo, en face, profil, analiza chodu. 24 godziny mojego czasu, kilka godzin czasu około dziesięciu funkcjonariuszy i mnóstwo zmarnowanego papieru na wieczną pamiątkę. Kwota zgłoszonej przez spółkę AMS szkody to 450pln (słownie: czterysta pięćdziesiąt pln). Tyle.

Gorzej z solidarnością. Tak, jestem aktywistą. Tak, jestem również reporterem. Nie ma dla mnie w tym konfliktu ani sprzeczności. Bycie reporterem nie zwalnia z bycia obywatelem, nie zwalnia z potrzeby buntu, gdy dzieją się złe rzeczy. Nie jest wytłumaczeniem dla braku działania. Nie jest wymówką dla bierności. Zresztą mam to serdecznie w dupie (o cholera wulgaryzmy jak na plakatach o Szumowskim, wybaczcie) i nie widzę powodu, by po raz kolejny się z tego tłumaczyć. Czy jestem dziennikarzem Gazety Wyborczej? Jestem freelancerem, piszę do różnych tytułów, w tym do Dużego Formatu GW. Słów Romana Imielskiego i porównania do Wildsteina nie widzę sensu komentować, uczcijmy je minutą ciszy. To tak apropos tej solidarności, co bez niej nie ma wolności. Na szczęście są ludzie, którzy znaczenie tych dwóch słów rozumieją i co ważniejsze czują.

Fot. Agata Kubis / OKO.press

Przed KSP czekało na mnie kilkadziesiąt osób. Wielu znajomych, ale także mnóstwo osób, które widziałem pierwszy raz. W czasie mojej nieobecności z własnej inicjatywy zaopiekowali się moją żoną i malutkim dzieckiem. Ktoś wyprowadził psa, ktoś zrobił zakupy, ktoś ugotował obiad, ktoś wyrzucił śmieci, ktoś wpadł wesprzeć rozmową. I choć przez 24h nie miałem żadnej możliwości kontaktu, byłem pewien, że tak właśnie będzie. Że na zewnątrz są ludzie, na których zawsze można liczyć, którzy rozumieją, że nie da się zbudować nowej lepszej rzeczywistości, lepszego świata, jeśli nie zaczniemy być dla siebie dobrzy, wspierać się, szanować, dbać o siebie nawzajem. I razem buntować przeciwko temu, co złe, bez zbędnego pierdolenia.

Cholernie Wam za to wszystkim dziękuje.

Bartek Sabala


Marcin Zegadło: „Karta Rodziny” Andrzeja Dudy, czyli wrogiem fundamentalistów jest..

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Marcin Zegadło - poeta, publicysta

Każdy fundamentalizm w połączeniu z opresyjnością totalitarnego państwa żywi się nienawiścią, pogardą i biernością społeczeństw. Teraz wrogiem tych fundamentalistów jest to, co określają mianem „ideologii LGBT”, po niej przyjdą następni, których ta władza wskaże palcem jako wrogów „zdrowego, polskiego stylu życia”. Nikt nie ma gwarancji, że w końcu nie znajdzie się na liście proskrypcyjnej.

 

Wiem, że jest późno i że wszyscy Polacy są już zmęczeni świętowaniem Bożego Ciała, ale nie daje mi spokoju Andrzej Duda i jego „Karta Rodziny”, a właściwie ten nowy podział, który prawica pompująca dudową (dudzią?) kampanię prezydencką poczyna uprawiać kreśląc nową linie podziału społecznego, mianowicie: „Karta Rodziny” – Andrzeja Dudy, oraz „Karta LGBT” Trzaskowskiego.

W karcie rodziny jak się Państwo domyślają sama polska tradycja. Bóg, Honor, Ojczyzna i heteronormatywna familia, której głową jest wierny Ewangelii oraz partii rządzącej ojciec patriarcha, a matka i dziatki grzecznie krzątają się w okolicach kuchni.

W „Karcie LGBT” Trzaskowskiego natomiast same bezeceństwa. Ostra pornografia, cywilizacja śmierci i jednopłciowe pary odbierające dzieci heteroseksualnym rodzicom, kiedy ci pochyleni są nad różańcem.

Kamil Bortniczuk (partia Jarosława Gowina) insynuuje nawet jakoby Trzaskowski nosił się z zamiarem odbierania osieroconych dzieci ich naturalnym krewnym, którzy mogliby sprawować nad nimi opiekę (np. dziadkowie), a następnie oddawał je do adopcji parom homoseksualnym. To jest już ten sam kaliber, co miejskie legendy o „złych Żydach” porywających chrześcijańskie dzieci, celem dokonania rytualnego mordu, a następnie dodania krwi dziecięcej do macy.

Kiedyś te legendy znalazły swój finał w Babim Jarze, w Ponarach, w Kulmhof, Sobiborze, Treblince i ostatecznie w Auschwitz. Wcześniej u niemieckich pomysłodawców, na ich ziemi, ta nienawiść znalazła swój finał w Dachau i wielu, wielu innych miejscach.

Zresztą nazizm podobnie jak niechętni „ideologii LGBT” polscy rządzący również znalazł sposób na „niemiecki kłopot” z nieheteronormatywnością. Oznaczeni różowym trójkątem więźniowie umierali z głodu i wycieńczenia w obozach koncentracyjnych Trzeciej Rzeszy tylko dlatego, że nie odpowiadali temu, co ogół ustanowił jako normę. A tą normą wtedy w Trzeciej Rzeszy była heteroseksualna rodzina.

Podobnie jak teraz heteroseksualna rodzina ma stanowić normę społeczną w IV Rzeczypospolitej. Rozumiem, że tak ten projekt ma się nazywać.

III Rzesza przetrwała dwanaście lat. Jej ofiary można liczyć w dziesiątkach milionów. Wszystkim tym, którzy ze spokojem obserwują agresywne i totalitarne zachowania rządu oraz jego kandydata na urząd prezydenta chciałbym jedynie powiedzieć, że fakt waszej heteroseksualności nie stawia was w bezpiecznym położeniu. Każdy fundamentalizm w połączeniu z opresyjnością totalitarnego państwa żywi się nienawiścią, pogardą i biernością społeczeństw. Teraz wrogiem tych fundamentalistów jest to, co określają mianem „ideologii LGBT”, po niej przyjdą następni, których ta władza wskaże palcem jako wrogów „zdrowego, polskiego stylu życia”. Nikt nie ma gwarancji, że w końcu nie znajdzie się na liście proskrypcyjnej.

Jeżeli ktoś uważa, że przesadzam, że to nie jest ta skala, nie ten kaliber, odpowiem w ten sposób: możliwe, ale to bez znaczenia, jeżeli ktoś kiedyś napluje na was na ulicy tylko dlatego, że rządzący waszym państwem uznają, że prawa człowieka dotyczą tylko tej grupy, którą to państwo uznaje za „swoich”. Tylko że wtedy będzie już za późno na refleksje. Proszę o tym pomyśleć przy wyborczej urnie, ponieważ przykro jest zorientować się siedząc w fotelu, we własnym mieszkaniu, że już się nie jest u siebie. Będzie bolało.

Marcin Zegadło

 

 


W Wielkiej Brytanii oraz Irlandii wybory prezydenta RP tylko korespondencyjnie

W Wielkiej Brytanii oraz Irlandii, ze względu na panującą w tych krajach sytuację epidemiczną oraz warunki organizacyjne i prawne, wybory prezydenta RP odbywać się będą wyłącznie w trybie korespondencyjnym.

Fot. Dariusz Frach, thefad.pl

Wyborcy mogą zgłosić konsulowi zamiar głosowania korespondencyjnego najpóźniej do dnia 15 czerwca br. do godziny 24:00. Natomiast osoby, które zostały już wpisane do spisu wyborców w obwodzie głosowania utworzonym za granicą w wyborach zarządzonych na 10 maja, będą ujęte w spisie wyborców w wyborach zarządzonych na 28 czerwca, jeśli najpóźniej do 16 czerwca do godziny 24:00 zawiadomią konsula, u którego uprzednio zgłosili zamiar głosowania, o zamiarze głosowania w formie korespondencyjnej lub o zmianie miejsca zamieszkania.

Zgłoszeń należy dokonywać poprzez SYSTEM ELEKTRONICZNEJ REJESTRACJI WYBORCÓW https://ewybory.msz.gov.pl bądź mailowo, pisemnie, telefonicznie lub faksem – w wydziale konsularnym ambasady RP albo w którymś z konsulatów generalnych.

Zgłoszenie powinno zawierać: nazwisko, imię (imiona), imię ojca, datę urodzenia, numer ewidencyjny PESEL, miejsce pobytu wyborcy za granicą, numer telefonu lub adres poczty elektronicznej, numer, serię i datę wydania ważnego polskiego paszportu lub ważnego dowodu osobistego, adres, na który ma być wysłany pakiet wyborczy, miejsce wpisania wyborcy do rejestru wyborców (gmina w Polsce) w przypadku obywateli polskich czasowo przebywających za granicą.

Na terenie Zjednoczonego Królestwa utworzono 11 obwodów głosowania – sześć w Londynie, dwa w Manchesterze, dwa w Edynburgu i jeden w Belfaście, zaś na terenie Irlandii – trzy, wszystkie w Dublinie.

Zarówno na terytorium Zjednoczonego Królestwa, jak i na terytorium Irlandii, z uwagi na sytuację epidemiczną i warunki organizacyjne i prawne, nie ma możliwości osobistego odebrania pakietu od właściwego konsula RP oraz dostarczenia koperty zwrotnej do właściwego konsula oraz właściwej obwodowej komisji wyborczej w dniu głosowania.

Wybory prezydenta RP odbędą się w niedzielę 28 czerwca w godz. 7:00-21:00. Jeżeli żaden z kandydatów nie uzyska więcej niż połowy ważnie oddanych głosów, druga tura odbędzie się 14 dni później, czyli w niedzielę 12 lipca w godz. 7:00-21:00.

Wyborcy, którzy nie dokonają zgłoszenia zamiaru głosowania do 15 czerwca, ale chcieliby wziąć udział w ewentualnej drugiej turze, będą mieli taką możliwość, jeśli zgłoszą się najpóźniej do 29 czerwca do godz. 24:00.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)


Rząd ogłasza sukces, liczba chorych rośnie

Anna Widzyk

Anna Widzyk

Polska luzuje restrykcje, mimo że zakażonych koronawirusem nadal przybywa – informuje „Die Tageszeitung”. A „Nordkurier” zastanawia się, kiedy Polska otworzy granice.

Pomimo rosnącej liczby zarażonych koronawirusem, polski rząd ogłasza fantastyczne sukcesy w walce z pandemią – pisze we wtorek (09.06.2020) berliński dziennik „Die Tageszeitung’ (taz). W krótkim reportażu z Warszawy korespondenka „taz” Gabrielle Lesser przypomina, że już na początku marca, po wybuchu epidemii koronawirusa „polski rząd zamknął granice, ograniczył życie publiczne niemal do zera i wprowadził drakońskie kary za najmniejsze naruszenia reguł”. „Jednak od końca maja (rząd) luzuje restrykcje związane z pandemią” – dodaje Lesser, opisując łagodzenie obostrzeń w Polsce.

„Rząd zapewnia, że radzi sobie świetnie”

W rozmowie z autorką bohaterowie artykułu, mieszkająca w Warszawie para trzydziestolatków, Filip i Maria, przyznają jednak, że nikt nie wie, czy podawane liczby zarażonych w Polsce są prawdziwe, czy fałszywe. – Premier Mateusz Morawiecki zapewnia nas co tydzień, że rząd świetnie sobie radzi ze wszystkim, a jednocześnie liczby mówią co innego – mówi rozmówca autorki.

Jak zauważa Lesser, sytuacja w Polsce, gdzie potwierdzono około 26 250 przypadków zarażenia koronawirusem, nie wygląda wprawdzie źle na tle całej UE. „Jednak punkt kulminacyjny pandemii w Polsce jeszcze nie nastąpił. Liczba chorych na COVID-19 nadal rośnie. Tylko w minioną sobotę w Polsce było 576 nowych przypadków zarażenia. Więcej było tylko we Francji, gdzie odnotowano 579 przypadków” – pisze „taz”, zauważając, że wśród spacerowiczów na warszawskich bulwarach nad Wisłą nikt nie nosi maseczki. A jeden z rozmówców gazety przypomina: „Za trzy tygodnie są wybory prezydenckie i wtedy powinniśmy głosować na kandydata rządu. A więc już teraz wszytko musi być dobrze!” – ocenia.

Kiedy Polska otworzy granice?

Z kolei regionalna gazeta „Nordkurier” informuje, że politycy i mieszkańcy przygranicznego kraju związkowego Meklemburgia Pomorze Przednie mają nadzieję, że w tym tygodniu polski rząd postanowi znieść tymczasowe kontrole na granicy z Niemcami, wprowadzone w połowie marca. Decyzja powinna zapaść do piątku 12 czerwca, bo tego dnia wygasa aktualne rozporządzenie w sprawie kontroli granicznych.

– Wszystko może potoczyć się znacznie szybciej, niż myśleliśmy – mówi gazecie Patrick Dahlemann, minister w kancelarii premiera kraju związkowego. Według niego sygnały z Polski pozwalają mieć nadzieję, że nie zostaną utrzymane żadne ograniczenia w przekraczaniu granicy, np. dla turystów.

Gazeta odnotowuje, że polski rząd uzależniał otwarcie granicy od sytuacji epidemicznej w krajach sąsiednich, tymczasem w samej Polsce w miniony weekend przybyło 1000 nowych przypadków zakażenia koronawirusem, a ogniskiem jest Górny Śląsk.

Polska turystyka pod presją

Z kolei w Zielone Świątki w Meklemburgii-Pomorzu Przednim kwarantanną objęto 350 uczestników nabożeństw w Demmin, Stralsundzie i Grimmen, odprawianych przez księdza z Polski, u którego stwierdzono koronawirusa.

„Arcybiskupstwo Berlina nie wyklucza, że mógł zarazić się w Polsce. W poprzedzających dniach w powiecie Pomorze Przednie-Rugia nie odnotowano nowych przypadków” – pisze „Nordkurier”.

„Czy zatem nie będzie otwarcia granic? Polska jest pod finansową presją. Branża turystyczna żyje z gości z Niemiec i Skandynawii, którzy tworzą 90 procent obrotów. Również na Węgry Niemcy mogą już jeździć bez ograniczeń. Dlatego jest mało prawdopodobne, że Polska będzie się dalej izolować” – pisze gazeta.

 

REDAKCJA POLECA

 


Krzysztof Skiba: bolszewikom w 1947 udało się fałszowanie wyborów więc czemu mają tego nie powtórzyć?

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Bolszewikom w 1947 udało się fałszowanie wyborów więc czemu mają tego nie powtórzyć? Sad Najwyższy już jest w kieszeni Ziobry więc można ryzykować, a gderaniem opozycji nikt się nie przejmie. Jacek Kurski przykryje to jakimś nowym tureckim serialem. Ta, co robi obiady Prezesowi i przy okazji udaje Trybunał też klepnie fałszywkę i spoko.

 

Ale jazda!

Media donoszą, że na spotkania wyborcze Andrzeja Dudy dowozi się autokarami publiczność. Bywa tak nawet w małych miejscowościach. Zdarza się, że na spotkaniu z kandydatem nie ma nikogo z miejscowych, a jedynie dowiezieni statyści. Dowożeni są nie tylko płatni „zwolennicy”, ale także zespoły folklorystyczne śpiewające ludowe piosenki z przytupem.

Autobus PKS
Autobus PKS

Dochodzi przy tej okazji to komicznych zdarzeń. Na Pomorzu Zachodnim brakuje zespołów ludowych, bo to dawne tereny niemieckie i miejscowy folklor to byłyby jakieś szwabskie zaśpiewki. Na spotkania z Dudą dowożono więc po kilkaset kilometrów śpiewające zespoły kaszubskie, które z folklorem Pomorza Zachodniego nic wspólnego nie mają. Ale wiadomo, że gdy jest prezydent to musi być kolorowo i radośnie.

W większych miastach trzeba dowozić więcej ludzi i zdarza się, że i dziesięć autokarów ze statystami jedzie. Wszystko potem ładnie filmuje TVP i jest udany materiał ze spotkania i to taki, że Holeckiej odklejają się sztuczne rzęsy ze wzruszenia. Ciekawe tylko czy w trakcie wyborów statyści nadal będą tak aktywnie działać i wożeni autokarami głosować od urny w jednym punkcie, do urny w drugim i trzecim?

Bolszewikom w 1947 udało się fałszowanie wyborów więc czemu mają tego nie powtórzyć? Sad Najwyższy już jest w kieszeni Ziobry więc można ryzykować, a gderaniem opozycji nikt się nie przejmie. Jacek Kurski przykryje to jakimś nowym tureckim serialem. Ta, co robi obiady Prezesowi i przy okazji udaje Trybunał też klepnie fałszywkę i spoko. Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi!

I tak Dudę dowiozą do prezydentury by mógł dalej fruwać na nartach 🙂

Zdrowe żarty kontra chora rzeczywistość:

 

Krzysztof Skiba

 

 

Całą płytę można już ściągnąć KLIKAJĄC TUTAJ >>>

 

Jurek Owsiak już przeczytał! A ty?

„Skiba ciągle na wolności” czyli ponad 500 stron barwnych historii o polskim rocku, trasach Big Cyca, kulisach Lalamido, organizacji nielegalnych happeningów, więzieniu w czasach PRL, o kretynizmach show biznesu i o tym jak optymistycznie i z uśmiechem iść przez życie.

Uwaga! Okazja!

Takich cen jeszcze nie było! W związku z pandemią Wydawnictwo SQN RADYKALNIE obniżyło ceny książek. Zamówienia pod tym linkiem: „Skiba ciągle na wolności”

 

 


Roman Giertych: Plan dla Prokuratora Generalnego

Roman Giertych

Roman Giertych

Roman Giertych: Radek Sikorski postanowił pomachać czerwoną płachtą przed rozwścieczonymi ostatnio na mnie pisowskimi byczkami i ogłosił, że byłbym jego zdaniem dobrym kandydatem na Prokuratora Generalnego. Mam pełną świadomość jak wielką pracę będzie musiał wykonać nowy Prokurator Generalny. Na pierwszy rzut oka musiałby on przeprowadzić jednocześnie 12 zasadniczych grup śledztw, z których jedno jest trudniejsze od drugiego. Byłyby to prawdziwe prace Heraklesa.

 

Poseł do PE Radek Sikorski występując dzisiaj w Onet.pl postanowił pomachać czerwoną płachtą przed rozwścieczonymi ostatnio na mnie pisowskimi byczkami i ogłosił, że byłbym jego zdaniem dobrym kandydatem na Prokuratora Generalnego.

Efekt osiągnął znakomity

Od rana, TVP, Polskie Radio, Do rzeczy, WPolityce i wiele innych portali pisowskich, pisoidalnych i pisolubnych podjęło wściekły atak na pomysł, nie zwracając uwagi, że do jego realizacji potrzeba przynajmniej dwóch niepewnych jeszcze zdarzeń: wygranej opozycji w wyborach parlamentarnych i… zgody samego zainteresowanego.

To drugie jest mniej pewne, niż to pierwsze, gdyż mam pełną świadomość jak wielką pracę będzie musiał wykonać nowy Prokurator Generalny.

Na pierwszy rzut oka musiałby on przeprowadzić jednocześnie 12 zasadniczych grup śledztw, z których jedno jest trudniejsze od drugiego. Byłyby to prawdziwe prace Heraklesa.

Według mnie taka lista wygląda następująco:

  • Sprawa przeprowadzenia zamachu stanu poprzez wymuszanie ustawami przejmowania konstytucyjnych organów wbrew zapisom Konstytucji, co skutkowało zmianą przemocą sankcjonowaną ustawami konstytucyjnego ustroju RP (art. 127 KK). Chodzi przede wszystkim o nielegalne przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego.
  • Działanie zorganizowanej grupy przestępczej zmierzającej do opisanego w pkt.1 czynu (258 KK)
  • Działanie prokuratorów i funkcjonariuszy służb specjalnych oraz Policji, którzy wykorzystywali swoją funkcję do zwalczania opozycji (chociażby sprawa przesłuchań pacjentów marszałka Grodzkiego, ale wiele, wiele innych)
  • Działanie tzw. sędziów SN, którzy wbrew Konstytucji, uchwałom SN i orzeczeniom TSUE posługiwali się funkcjami, których nie pełnili.
  • Działanie „sędziów” TK powołanych jako dublerzy oraz tzw. prezes, która nie została prawidłowo powołana.
  • Działanie członków KRS powołanych wbrew przepisom Konstytucji.
  • Działania Prezydenta RP takie jak: odmowa zaprzysiężenia trzech członków TK, powołanie członków KRS i SN wbrew zapisom Konstytucji, powołanie I prezes SN wbrew zapisom Konstytucji, nielegalne ułaskawienia.
  • Brak publikacji wyroków TK.
  • Marnotrawstwo, złodziejstwo, korupcja w ministerstwach i spółkach Skarbu Państwa oraz działanie na szkodę tych spółek (tu musiałby pracować zespół kilkuset prokuratorów)
  • Finansowanie podmiotów medialnych przez rząd lub ze spółek SP na podstawie decyzji politycznych bez podstaw merytorycznych.
  • Dotacje dla podmiotów prywatnych o. Rydzyka w kontekście poparcia dla PiS udzielanego w mediach z nim związanych.
  • Sprawy pedofilii w domach publicznych na Podkarpaciu, a także we wszystkich innych obszarach, gdzie mogły być wstrzymywane śledztwa przez naciski polityczne (w tym sprawy opisane w filmach Sekielskich i Latkowskiego).

Oczywiście lista nie jest pełna, ale te grupy śledztw są oczywiste na pierwszy rzut oka. I wcale się nie dziwię, że dla pisowskich mediów nawet odległa wymiana Prokuratora Generalnego wydaje się delikatnie mówiąc niezbyt miłą perspektywą. Zupełnie niepotrzebnie zresztą. Każdy przecież, który realizowałby chociaż częściowo przestawiony wyżej plan wcielałby w życie wyłącznie prawo i sprawiedliwość…

Roman Giertych

 

 


Adam Mazguła: Haniebne nieuki. Niżej już trudno jest upaść!

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Przypomnę wam haniebne nieuki, że to ich ojcowie i dziadowie ratowali Polaków podczas II Wojny Światowej. Organizowali Polakom ośrodki pomocy, polskie szkoły, sierocińce, leczyli rannych, dawali pracę i wszystko to na masowa skalę. Zapytajcie żołnierzy II Korpusu Andersa!

Hej tam w schronie, Jarosławie Kaczyński!
„Zdradziecka mordo” „rasy panów”, i Wy, antykatoliccy biskupi upadku moralnego i kompromitacji wiary!

Oto wasi uczniowie, którzy nie tylko kpią z przeciwników politycznych, ale i przedstawiają waszą faszystowską pogardę dla ludzi będących w życiowym niebezpieczeństwie, odmawiają im człowieczeństwa i drwią z ich nieszczęścia.

Urządzacie masową szczujnię na inny naród, na inną rasę uciekających ludzi przed okropnością wojny.

Przypomnę wam haniebne nieuki, że to ich ojcowie i dziadowie ratowali Polaków podczas II Wojny Światowej. Organizowali Polakom ośrodki pomocy, polskie szkoły, sierocińce, leczyli rannych, dawali pracę i wszystko to na masowa skalę. Zapytajcie żołnierzy II Korpusu Andersa!

Niżej już trudno jest upaść!

Jednak znając wasze pomysły, słowa i czyny świadczące o niedojrzałości emocjonalnej oraz prezentowane przez was braki jakiejkolwiek wrażliwości na ludzką krzywdę, myślę, że jeszcze przebijecie dno.

Odejdźcie w pogardzie, bo aż strach myśleć czym zaskoczycie nas w każdej następnej minucie waszych rządów.

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Nowoczesne ogrodzenia aluminiowe. Poznaj ich najważniejsze zalety!

Szukasz stylowo prezentujących się ogrodzeń nowoczesnych? Sprawdź te aluminiowe! To jeden z ostatnich hitów w branży ogrodzeniowej. Czym wyróżniają się ogrodzenia nowoczesne wykonane z aluminium? Jakie są ich główne zalety? Gdzie je kupić?

ogrodzenia aluminiowe

Dobór właściwego ogrodzenia posiada bardzo duże znaczenie, dlatego nie warto decydować się na ofertę, na którą trafimy jako pierwszą. Lepiej zapoznać się z różnymi propozycjami producentów ogrodzeń, by wybrać dla siebie takie, które będzie doskonale pasowało do posesji, a przy tym będzie trwałe i wytrzymałe. Dzisiaj bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się ogrodzenia aluminiowe, które można zamówić w wielu wariantach. Co warto o nich wiedzieć?

Ogrodzenia aluminiowe – gotowe elementy ogrodzeniowe w nowoczesnym stylu

Dostępne w sprzedaży aluminiowe ogrodzenia posiadają postać gotowych elementów, które mają standardowe wymiary i są łatwe do łączenia z innymi elementami systemu ogrodzeniowego. Do ich wykonania wykorzystuje się wytrzymałe, a przy tym lekkie aluminium. To materiał wykazujący naturalną ochronę przed korodowaniem. Może być malowany na różne kolory, aby nadać mu efektowny wygląd. Dostępne są także ogrodzenia posiadające strukturę imitującą drewno. Najczęściej ogrodzenia aluminiowe składają się z poziomo ułożonych przęseł, które dają nowoczesny efekt. To powoduje, że świetnie prezentują się wraz z budynkami o współczesnej architekturze.

W ramach systemów ogrodzeń aluminiowych poza przęsłami dostępne są także:

  • słupki ogrodzeniowe
  • bramy wjazdowe
  • furtki

Dlaczego warto zdecydować się na ogrodzenia aluminiowe?

Aktualnie ogrodzenia aluminiowe są popularnym wyborem – są chętnie montowane wokół domów jednorodzinnych, lecz również stosowane są na posesjach firm. Ich wyjątkowa estetyka jest ich najważniejszą zaletą, która powoduje, że mogą one nadać każdej przestrzeni unikatowy, elegancki wygląd. Szeroka gama przęseł do wyboru powoduje, że można łatwo dostosować je do konkretnego miejsca montażu. Dużym plusem tych ogrodzeń, jak wspomniano już wcześniej, jest ich ochrona przed korodowaniem, co powoduje, że nie wymagają one specjalnej konserwacji. Dzięki temu można cieszyć się stylowym wyglądem ogrodzenia bez wysiłku. Dodatkowo, dzięki wygodnym systemom składającym się z gotowych elementów przygotowanie ogrodzenia nie jest skomplikowane. Można zrobić to nawet samodzielnie, łącząc ze sobą wszystkie elementy. Te zalety powodują, że ogrodzenia aluminiowe to obecnie warta uwagi propozycja przeznaczona dla różnych przestrzeni – nie tylko wokół domu! Nowoczesne ogrodzenie cechują się także tym, że mogą zostać wykonane na dowolny podany przez klienta wymiar.